Cud w Sokółce
Maciej Wisławski

Ateiści i otwarci wrogowie Kościoła od dawna argumentują, że wiara w Pana Boga kłóci się z rozumem i zdrowym rozsądkiem. Obecnie, jak nigdy wcześniej, coraz doskonalsze badania naukowe potrafią dostarczyć niezbitych dowodów na cudowne ingerencje Opatrzności w ziemską rzeczywistość. Do najbardziej przejmujących przykładów należą cuda eucharystyczne, obecne także w Polsce. Jeden z nich wydarzył się prawie 11 lat temu w podlaskiej Sokółce.

 

Niestety, doczekaliśmy czasów, w których codzienny pośpiech i chaos odciskają swoje piętno również na rzeczywistości tak wzniosłej, jak liturgia i Najświętsza Ofiara. Wierni najczęściej przyjmują Komunię stojąc, w głębi kościoła, nieraz w ścisku i pośpiechu. Sprzyja to nieszczęśliwym zdarzeniom, takim, jak w Sokółce 12 października 2008 roku, kiedy w trakcie Mszy Świętej jeden z księży niechcący upuścił komunikant.

 

Jak mówią przepisy liturgiczne, jeśli konsekrowana Hostia znajdzie się na ziemi, należy ją z czcią podnieść. Na miejsce upadku trzeba zaś wylać nieco wody i wytrzeć je puryfikaterzem, czyli niewielkim płótnem używanym podczas Mszy Świętej. Niestety, tym razem jednak kapłani błędnie zastosowali przepis przewidziany przez Kongregację Kultu Bożego i Sakramentów na okoliczność „gdyby coś trującego dotknęło Hostii przeistoczonej”. Komunikant nie został spożyty, lecz włożony do naczynia z wodą, gdzie miał się rozpuścić, a następnie zamknięty w specjalnym pomieszczeniu.

Po tygodniu posługująca w parafii zakrystianka odkryła, że Hostia nie rozpuściła się, zaś w wodzie widoczna jest substancja o krwistym wyglądzie. Gdy minęło kilka kolejnych dni, naczynie zostało przeniesione do tabernakulum, a Hostia umieszczona na korporale, czyli małym obrusie, którym posługują się kapłani sprawujący Najświętszą Ofiarę.

 

Zgodnie z decyzją i prośbą biskupa miejsca, komunikant poddano wielokrotnym badaniom. Dwoje renomowanych naukowców, przy użyciu m.in. nowoczesnych mikroskopów, stwierdziło, że jego struktura łączy się i przenika z tkanką ludzkiego mięśnia sercowego, będącego jakby w stanie ciągłej agonii. Są to zjawiska niewystępujące w przyrodzie i ze specjalistycznego punktu widzenia niewytłumaczalne.

Te ustalenia otworzyły drogę do otoczenia cudownej Hostii z Sokółki szczególną czcią. Została wystawiona do publicznej adoracji w trakcie uroczystości, która odbyła się w październiku 2011 roku. Od tamtej pory każdy z pielgrzymów może być świadkiem cudu eucharystycznego, uwiecznionego w specjalnym relikwiarzu, znajdującym się w kaplicy Matki Bożej Różańcowej.

 

Białostocka kuria biskupia wydała komunikat, w którym przeczytać możemy między innymi: Wydarzenie z Sokółki nie sprzeciwia się wierze Kościoła, a raczej ją potwierdza. Kościół wyznaje, że po słowach konsekracji, mocą Ducha Świętego, chleb przemienia się w Ciało Chrystusa, a wino w Jego Krew. Stanowi ono również wezwanie, aby szafarze Eucharystii z wiarą i uwagą rozdzielali Ciało Pańskie, a wierni, by ze czcią Je przyjmowali.

O nadzwyczajnym zdarzeniu informowana była papieska nuncjatura w Warszawie, a za jej pośrednictwem – Stolica Apostolska.

 

Twoja wiara cię uzdrowiła…

 

Chociaż Sokółka położona jest w miejscu dla większości Polaków dość odległym, przyciąga wielu pielgrzymów. Parafia odnotowuje nadzwyczajne zdarzenia przypisywane faktowi, że doszło tam do cudu eucharystycznego. Proboszcz parafii, ksiądz kanonik Stanisław Gniedziejko odnotował niektóre z nich w książce zatytułowanej Eucharystyczne wydarzenie w Sokółce. Historia i owoce. Znalazły się tam m.in. opisy niezwykłych uzdrowień czy ocalenia z groźnych wypadków. Taki właśnie przytrafił się konserwatorowi zabytków, przygotowującemu kościelną kaplicę, aby można w niej było prezentować wiernym cudowną Hostię. Mężczyzna ten, jadąc samochodem wraz z rodziną, uniknął tragicznych następstw kraksy, w której został całkowicie zniszczony pojazd, zaś kierowca i pasażerowie ucierpieli tylko nieznacznie.

 

W 2009 roku Polka mieszkająca od wielu lat w Szwecji przyjechała do Sokółki, by prosić o uleczenie z poważnej choroby. W jej intencji odprawiona została na miejscu cudu Msza Święta. Po kilku miesiącach, gdy nasza rodaczka miała podjąć decyzję o poddaniu się operacji, gorąco modliła się do Pana Jezusa, wspominając swoją wizytę na Podlasiu. Parę dni później okazało się, że jest zdrowa.

Z kolei we wrześniu 2011 roku, po kapłańskim błogosławieństwie i udzieleniu sakramentu namaszczenia, do dobrej kondycji wrócił mężczyzna, u którego lekarz zdiagnozował stan agonalny i uznał, że zabranie go do szpitala jest bezcelowe.

 

Pan Jezus przypomina o Swej obecności

 

W sprawie Sokółki pojawiły się też dezinformacje. Jedną z najgłośniejszych była kolportowana przez media plotka, że czerwona barwa, która pojawiła się na komunikancie, spowodowana mogła być obecnością bakterii o nazwie pałeczka krwawa. „Cud w Sokółce to oszustwo?” – pytały tytuły tabloidów i popularnych w naszym kraju stron internetowych, a osoby z tytułami naukowymi, które wcale nie badały Hostii z Sokółki, próbowały zaprzeczyć autentyczności zjawiska i ośmieszyć je. W rozmowie z Grzegorzem Górnym, współautorem książki Dowody Tajemnicy, profesor Maria Sobaniec-Łotowska, która przeprowadziła wiele badań nad cudownym zjawiskiem, przypomniała jednak, że czerwony kolor nie był jedyną zmianą zaobserwowaną na komunikancie. Pojawił się również fragment ludzkiej tkanki, a przecież żadna znana nauce bakteria nie jest w stanie wytworzyć mięśnia sercowego człowieka.

 

Cud w Sokółce nie jest pierwszym na naszych ziemiach wydarzeniem przypominającym nam o prawdziwej obecności Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Jak głosi tradycyjny przekaz, na początku XIV wieku we wsi Głotowo, woły, którymi chłop z Warmii orał pole, podczas pracy uklęknęły. Rolnik znalazł w tym miejscu, w ziemi, naczynie z konsekrowaną Hostią, ocaloną prawdopodobnie przed wrogim najazdem. Od połowy XV stulecia mieści się tam sanktuarium poświęcone temu wydarzeniu.

 

Podobny fakt miał miejsce w Jankowicach koło Rybnika w pierwszej połowie XV stulecia. Ksiądz, niosący Najświętszy Sakrament do chorej, ukrył go w dziupli, obawiając się będących w pobliżu husytów. Heretycy zamordowali kapłana, jednak Ciało Pańskie nie doznało szkody. Bursa z Hostią została odnaleziona po paru latach dzięki temu, że od dębu biła niezwykła jasność. Również tam wzniesiono sanktuarium, w którym możemy oddawać szczególną cześć Panu Jezusowi za Jego obecność pośród nas.

 

W roku 1399 świętokradcy wykradli z poznańskiej świątyni trzy Hostie i przebijali je nożami. Z Hostii wytrysnęła krew, a zbrodniarze na różne sposoby próbowali się ich pozbyć. Nie byli w stanie tego zrobić, bowiem Hostie unosiły się nad ziemią. Pobożni mieszkańcy Poznania wznieśli na pamiątkę cudu kościół pod wezwaniem Bożego Ciała.

 

Nie ma przypadków, są tylko znaki… Gdy czytamy o wydarzeniu w Sokółce albo innych, podobnych faktach, pomyślmy, co chciałby przez nie powiedzieć nam Pan Bóg. To dobra okazja do przeprowadzenia osobistego rachunku sumienia: Czy otaczam Najświętszy Sakrament należną czcią? W jaki sposób przyjmuję Komunię Świętą? Jak często przychodzę, by adorować Pana Jezusa obecnego w tabernakulum albo podczas uroczystego wystawienia? Czy pamiętam, że Msza Święta jest bezkrwawym powtórzeniem Ofiary Krzyżowej? Takie właśnie pytania powinniśmy zadać sobie, myśląc o cudach eucharystycznych.

 

Maciej Wisławski

 

 

 

Koronka do Jezusa Chrystusa
w Najświętszym Sakramencie

Na początku: Ojcze nasz…, Zdrowaś Maryjo…, Wierzę w Boga…

Na dużych paciorkach różańca:

Niech będzie pochwalony Przenajświętszy Sakrament, prawdziwe Ciało i Krew Pana naszego, Jezusa Chrystusa.

Na małych paciorkach:

O Jezu obecny w Przenajświętszym Sakramencie, bądź dla nas i całego świata źródłem łaski życia wiecznego (10x)

Na zakończenie:

Niech będzie pochwalony Przenajświętszy Sakrament, prawdziwe Ciało i Krew Pana naszego, Jezusa Chrystusa (3x)

 

Tekst Koronki został zatwierdzony przez Kurię Metropolitalną Białostocką. Parafia pod wezwaniem świętego Antoniego Padewskiego prosi wiernych o powiadamianie o otrzymanych łaskach pod adresem: ul. Grodzieńska 47, 16–100 Sokółka.


NAJNOWSZE WYDANIE:
W tej Hostyi jest Bóg żywy
W ciągu ostatnich 11 lat na dwóch przeciwległych krańcach naszego kraju – w Sokółce i Legnicy – wydarzyły się cuda eucharystyczne: fragmenty konsekrowanych Hostii zamieniły się w mięsień sercowy cierpiącego człowieka w stanie agonalnym… Co nam chce powiedzieć Boża Opatrzność poprzez te nadzwyczajne wydarzenia? Na pewno potwierdzić Prawdę, że Chrystus Pan jest ukryty w Najświętszym Sakramencie.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!

 
Bracia Kapłani, nie bądźmy tchórzami!
Ks. Adam Martyna

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

 

Drodzy w Chrystusie Panu! Przeżywaliśmy maj, miesiąc Matki Bożej, a w nim niezwykle ważne dni: uroczystość Matki Bożej Królowej Polski, święto św. Stanisława i inne mniej znane. Teraz mamy czerwiec – miesiąc poświęcony Najświętszemu Sercu Pana Jezusa. To dobry czas na uświadomienie sobie, jak bardzo oddaliliśmy się od wiary naszego dzieciństwa…

 

W ilu wioskach i miastach była teraz śpiewana litania pod figurami Matki Bożej? Ile kościołów było pełnych w czasie nabożeństwa majowego, jak to bywało w czasie dzieciństwa większości z nas? Prawda, że się dużo zmieniło na gorsze? Wielu wiernych uważa, że to przede wszystkim wina księży, bo nie żyją tym, co głoszą, a swoje powołanie traktują jak zwyczajną pracę, tzn. są księżmi przy ołtarzu, a potem prowadzą życie pełne rozrywek, często nawet sprzecznych z życiem kapłańskim. Cóż, zapewne w jakimś stopniu jest to prawda…

 

Ze smutkiem muszę powiedzieć, że wśród nas, kapłanów, są i tacy. A jest tak dlatego, że jesteśmy tylko ludźmi, i chociaż Pan Jezus dopuścił nas do wielkiej zażyłości ze Sobą, to jednak pielęgnowanie tej zażyłości wymaga wiele trudu i wyrzeczeń ze strony kapłana. Jeżeli braknie trudu i poświęcenia, najświętsze czynności powszednieją i tak powołanie staje się tylko „zawodem”, „pracą” jak każda inna. Trzeba przyznać, że zazwyczaj tacy księża cieszą się sympatią swoich parafian. No bo któż nie lubi nauczyciela, który na wszystko pozwala? Który ojciec nie cieszy się sympatią, jeżeli pozwala dorastającemu dziecku na wszystko i wcale się jego życiem nie interesuje? Na przykład syn wraca do domu po północy w stanie godnym pożałowania i, wyobraźmy sobie, zastaje tatę, który mówi: O widzę, że się dobrze bawiłeś? To fajnie, połóż się teraz i wypocznij. Do pewnego czasu taki ojciec byłby bardzo lubiany. Powtarzam „lubiany”, bo to de facto nie ojciec, tylko kumpel, a kumpli przecież się nie kocha, co najwyżej lubi. Tak samo jest z księżmi. Jeżeli są „kumplami” dla parafian, zawsze uśmiechnięci, zgadzają się na wszystko, wydają wszelkie zaświadczenia, czy się one należą, czy nie, to będą lubiani. A jak jeszcze „wychylą” trochę alkoholu z parafianami, no to cieszą się ogromną sympatią. „Swój ksiądz” – mówią parafianie.

 

Natomiast biada tym, którzy mówią swoim wiernym o obowiązkach, o trudzie powstrzymywania się od zła, o obowiązku chodzenia na Mszę Świętą. O, tacy mają naprawdę trudne życie! Muszą mierzyć się z krytyką: Po co nam go przysłali? On jest niedzisiejszy! Nie rozumie, że czasy się zmieniły! Ludzie już nie są tacy głupi, jak dawniej, nie pozwolą sobą rządzić! Jak śmie nas krytykować? Chodzenie na Mszę to nasza prywatna sprawa!. Ksiądz, który wymaga, prawie nigdy nie jest lubiany. ­

 

Przypomnijmy ­sobie ­choćby św. Jana Vianneya. Na początku parafianie mu dokuczali, kpili z niego. Został doceniony dopiero po latach, kiedy przemienił ich przez modlitwę i własne cierpienie. Księża „równi”, niewymagający po jakimś czasie idą w zapomnienie, co najwyżej stają się obiektem dobrodusznej kpiny. Świat zmieniają ci, którzy mimo wylewanych na siebie brudów pamiętają o swoim zadaniu, że Pan Jezus nie posłał ich po to, by starali się o ludzką akceptację, ale po to, by podnosili na duchu, a w razie potrzeby wykazywali błędy, pouczali, pamiętali, że tych swoich wiernych mają zaprowadzić do Nieba, choćby – jak Zbawiciela i Mistrza – kosztowało to ich życie! Niestety, my, księża, już tacy nie jesteśmy. Od bycia ofiarą całopalną na wzór Chrystusa, wolimy być fajnymi księżmi, którzy cieszą się akceptacją wiernych, bo są „spokojni”, nie stawiają wymagań, wszystko można z nimi załatwić.

Dlaczego jesteśmy tchórzami? Przede wszystkim dlatego, że za mało się modlimy. Mamy bardzo dużo zajęć, a potem wolimy się rozerwać, obejrzeć film, posłuchać muzyki niż odmówić Różaniec czy nawiedzić Najświętszy Sakrament. Boimy się umartwienia, nie ma dla nas życia bez internetu. Słowem, staliśmy się we wszystkim podobni do naszych wiernych, zapatrzeni w ziemię i świat, zamiast być zapatrzeni w Niebo. Boimy się braku akceptacji, odrzucenia, obmów, w ogóle strasznie boimy się… krzyża. To jest nasz dramat, bo bez krzyża jesteśmy światu niepotrzebni. W końcu i tak nas wyśmieje i odrzuci, a Kościołowi też wiele pożytku nie przyniesiemy. Nie mówiąc już o tym, że tak żyjąc, nie jesteśmy już pasterzami tylko najemnikami, bo dbamy przede wszystkim o własne bezpieczeństwo i nie zależy nam na owcach.

 

Czy jeszcze istnieje ratunek? Tak! Musimy się zwrócić ku modlitwie i zamiast świata przede wszystkim szukać Boga. Zamiast własnej wygody i honoru – krzyża! Ale to wbrew naszej naturze, która po grzechu nie jest prawie zdolna do ofiary. Dlatego potrzebujemy modlitwy tych naszych wiernych, którzy rozumieją, że zwietrzała sól na nic się nie przyda, a „światowy” ksiądz nie tylko nikomu nie pomoże, ale zaszkodzi wielu.

W imię miłości do Maryi Królowej Kapłanów błagam Was: Nie zapominajcie o nas! Módlcie się za nas. Jeżeli nie będziecie nas wspierać, uciekniemy przed wilkami. Nie będzie pasterzy. Straszny będzie los nasz i Wasz. Dlatego nie wypuszczajcie z rąk różańca i, wśród Waszych intencji, umieśćcie Waszych duszpasterzy.

 

Ks. Adam Martyna

 


 
Z wizytą u Serdecznej Matki
Bartłomiej Tumiłowicz

W drugim tygodniu maja odbyła się kolejna pielgrzymka Apostołów Fatimy do portugalskiego sanktuarium. Dla 34 wylosowanych osób był to wyjątkowy czas, spędzony przed obliczem Najświętszej Maryi Panny.

 

Do Portugalii przylecieliśmy późnym wieczorem 8 maja. Część osób była pierwszy raz za granicą i pierwszy raz leciała samolotem. „To dla mnie podróż życia”. „Nie wierzyłam, że kiedykolwiek uda mi się tutaj dotrzeć”. „Całe życie o tym marzyłem i wreszcie się udało”. Te i inne podobne opinie padały z ust pielgrzymów. Niedopisujące zdrowie czy ponad 80 wiosen nie były przeszkodą w podróży. Znajomi mi powtarzali, że chyba oszalałam, że sobie nie poradzę i żebym lepiej nie jechała. Ja jednak się uparłam, bo bardzo chciałam odwiedzić swoją Mamę – opowiadała jedna z pań.

 

Pierwszy poranek w Portugalii zaczęliśmy Eucharystią sprawowaną w Kaplicy Objawień przez kapłana, który przez cały wyjazd sprawował nad naszą grupą opiekę duchową. Na Mszy Świętej, odprawianej w intencjach nadesłanych do Stowarzyszenia im. Ks. Piotra Skargi, było obecnych także wielu obcokrajowców. Najświętsza Ofiara Pana Jezusa ma przecież wymiar uniwersalny. Nie zapomnieliśmy również o uczestnikach akcji „Twoje światło w Fatimie”. Małe świeczki, które otrzymaliśmy, zostały przetopione na duże, metrowe świece wotywne. Zapaliliśmy ich tym razem w Fatimie aż 108, pokazując modlitewne zaangażowanie Polaków.

 

Następnie udaliśmy się do Muzeum Sanktuarium Fatimskiego, gdzie podziwialiśmy korony Matki Bożej, liczne wota i pamiątki przekazane przez Ojca Świętego, Jana Pawła II. Papież-Polak towarzyszył nam również podczas nabożeństwa Drogi Krzyżowej, ponieważ rozważaliśmy komentarze jego autorstwa. Mimo że podczas prawie całej pielgrzymki towarzyszył nam deszcz, to w czasie Drogi Krzyżowej świeciło słońce. – Mama zadbała o pogodę – powtarzali wtedy pielgrzymi. Długa i miejscami stroma dróżka, wijąca się między drzewkami oliwnymi i drzewami dębu korkowego nie osłabiła sił Apostołów Fatimy. Zapytałem jedną z najstarszych uczestniczek pielgrzymki, czemu sobie nie usiądzie, gdy czytane są rozważana. Usłyszałem odpowiedź: Pan Jezus, idąc z Krzyżem nie siadał, więc i ja mogę postać.

 

W modlitewnym nastroju doszliśmy do Aljustrel, gdzie zwiedzaliśmy skromne domy, w których mieszkali pastuszkowie. Logika Pana Boga jest zdumiewająca. Tak ważne dla ludzkości przesłanie zostało przekazane przez Maryję trójce dzieci w ubogiej portugalskiej wiosce. Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie – słowa Pana Jezusa, zapisane w Ewangelii, ukazują tutaj swoją szczególną wartość.

 

Wieczorem, na placu przed bazyliką, uczestniczyliśmy w modlitwie różańcowej, prowadzonej w wielu językach, co po raz kolejny pokazuje bogactwo różnorodności Kościoła. Piękna procesja z krzyżem i figurą Matki Bożej Fatimskiej jest wzruszającym symbolem czci dla naszego Zbawiciela i Jego Matki.

Kolejnego dnia, po Mszy św. udaliśmy się na zwiedzanie okolicznych klasztorów w Batalhi i Alcobaça oraz sanktuarium w Nazaré. Piękne budowle świadczą o dawnej sile katolickiej Portugalii. Jednocześnie jest to przygnębiające, gdy widać, że te kościoły są odwiedzane prawie wyłącznie przez turystów – zakonników wygnano ponad 150 lat temu, a w ciągu tygodnia sprawowana jest jedynie jedna Msza Święta.

 

Wieczorem pożegnaliśmy się z naszą Mamą Różańcem i procesją. Następnego dnia o piątej rano opuściliśmy Fatimę ze śpiewem „O Maryjo, żegnam Cię”.

Szczęśliwi wróciliśmy do kraju z torbami pełnymi dewocjonaliów dla bliskich, wzruszeniem w sercu i poczuciem, że Niepokalane Serce Maryi czuwa nad nami.

 

Bartłomiej Tumiłowicz

 




 
Św. Atanazy - niestrudzony świadek prawdy
Adam Kowalik

Wśród ojców Kościoła, czyli pobożnych i mądrych teologów pierwszych wieków chrześcijaństwa, jeden złożył szczególne świadectwo wierności wierze. Św. Atanazy, biskup Aleksandrii, pięciokrotnie skazywany na wygnanie za niewzruszone trwanie przy prawdziwej nauce Kościoła, spędził z dala od powierzonej mu stolicy patriarchalnej łącznie aż 17 lat! Za każdym razem wracał, by kontynuować swoje obowiązki zwierzchnika Kościoła aleksandryjskiego.

 

 

Atanazy urodził się ok. 295 roku na terenie jednej z największych metropolii Cesarstwa Rzymskiego – Aleksandrii w Egipcie. Wychowany przez chrześcijańskich rodziców, od lat młodzieńczych wyróżniał się pobożnością, powagą i skromnością. Przyszło mu żyć w ciężkich czasach dla wyznawców Chrystusa. Rozpoczęte w roku jego urodzin przez cesarza Dioklecjana prześladowania chrześcijan, kontynuował także kolejny cezar Galeriusz. Szczęśliwie Atanazy przeżył ten trudny dla chrześcijan okres i doczekał ogłoszenia edyktów tolerancyjnych.

 

Jeszcze jako młodzieniec poświęcił się służbie Kościołowi. Przez pewien czas prowadził życie pustelnicze. Później, jako diakon pełnił funkcję sekretarza biskupa diecezji aleksandryjskiej, św. Aleksandra. Podziwiał wierność przełożonego katolickiej ortodoksji. To właśnie Aleksander jako pierwszy wytknął jednemu z pracujących w mieście prezbiterów – Ariuszowi, błędy w nauczaniu. Herezjarcha uważał Pana Jezusa jedynie za powołane do życia przez Boga Ojca stworzenie, doskonałego anioła, a nie Syna Bożego, równego Ojcu, jak jest w rzeczywistości.

 

Sprawa wywołała poważne zamieszanie we wschodnim Kościele i stała się jedną z głównych przyczyn zwołania w 325 roku przez przychylnego chrześcijaństwu władcę Rzymu, Konstantyna Wielkiego, soboru powszechnego w Nicei. Atanazy towarzyszył biskupowi Aleksandrowi podczas obrad. Miał tam wygłosić błyskotliwe przemówienie, które przyczyniło się do potępienia błędów Ariusza, a w konsekwencji wygnania go przez cesarza.

 

Patriarcha

 

Biskup Aleksander cenił Atanazego i upatrywał w nim swojego następcę. I rzeczywiście, po śmierci biskupa zwierzchnikiem Kościoła aleksandryjskiego, mającego status patriarchatu, został w 328 roku jego błyskotliwy współpracownik.

Nie wszyscy przyjęli biskupa Atanazego z otwartymi ramionami. Oprócz zwolenników arianizmu, knuli przeciw niemu członkowie schizmatyckiej wspólnoty melecjan, wysuwając pod jego adresem wiele oszczerczych zarzutów. Atanazy udał się więc do cesarza Konstantyna, przebywającego wówczas w Nikomedii, by udowodnić swoją niewinność. Władca wysłuchał jego racji, po czym okazał swoją przychylność, żegnając biskupa z honorami.

Niestety, z czasem, pod wpływem ariańskiej propagandy, cesarz coraz przychylniej odnosił się do nauk Ariusza i podjął próby pogodzenia go z biskupem Atanazym. Ten, zdając sobie sprawę, że poglądy herezjarchy są sprzeczne z doktryną Kościoła, odmówił pojednania.

 

Wygnaniec

 

Na synodzie w Tyrze, rozpoczętym 11 lipca 335 roku, melecjanie we współpracy z arianami uzyskali wsparcie zwolenników biskupa Euzebiusza z Cezarei i doprowadzili do potępienia Atanazego. Widząc co się święci, patriarcha Aleksandrii, jeszcze przed zakończeniem obrad, wyjechał pospiesznie do cesarza. Konstantyn wziął jednak decyzję synodu za dobrą monetę i skazał hierarchę na wygnanie do Trewiru. Nie wyznaczył jednak na jego miejsce następcy, zapewne nie chcąc zniechęcić do siebie ludu. Posługujący się językiem koptyjskim Atanazy cieszył się wśród egipskich chrześcijan wielką popularnością. Gdy więc dwa lata później cesarz zmarł, biskup Aleksandrii powrócił do swych owieczek.

 

Mimo śmierci Ariusza w 336 roku, zwolennicy jego błędnych nauk nie dali za wygraną. Pozyskali dla swych idei syna Konstantyna Wielkiego, cesarza Konstancjusza, który w 339 r. ponownie skazał Atanazego na wygnanie. Patriarcha schronił się wówczas w Rzymie, gdzie znalazł wsparcie u papieża Juliusza I i biskupów zachodnich. Niestety, dopiero w 346 roku, po interwencji współrządzącego państwem cesarza Konstansa, mógł powrócić w rodzinne strony i objąć rządy w kościele aleksandryjskim. Kolejną dekadę poświęcił przede wszystkim sprawom powierzonej mu wspólnoty.

 

Wśród mnichów

 

Niestety, jego wierność ortodoksji i wpływy w Kościele powszechnym nadal drażniły arian. Podzielający ich heretyckie poglądy cesarz Konstancjusz rozpoczął starania u papieża Liberiusza o potępienie Atanazego. Gdy biskup Rzymu odmówił, cesarz zmusił do takiego aktu hierarchów Kościoła zachodniego zgromadzonych na synodach w Arles (353 r.), a potem Mediolanie (355 r.). Wreszcie w lutym 356 roku wysłał wojsko, by aresztowało Atanazego. Patriarsze udało się jednak uciec i schronić na pustyni egipskiej wśród mnichów, którzy ukrywali go w swoich laurach.

W tym czasie Atanazy odnowił przyjaźń ze starym znajomym – św. Antonim Pustelnikiem. Po śmierci tego sławnego na Wschodzie anachorety (w 357 roku), biskup Atanazy spisał jego żywot. Po przetłumaczeniu na łacinę przyczynił się on ogromnie do spopularyzowania życia monastycznego w Europie Zachodniej.

 

Należy podkreślić, że prześladowania zarządzone przez Konstancjusza dotknęły nie tylko patriarchę Aleksandrii i jego bliskich współpracowników, ale także duchowieństwo i wiernych wyznających wiarę zgodną z nauczaniem soboru nicejskiego. Św. Hieronim podsumował ten czas jednym trafnym zdaniem: Zadrżała cała ziemia i się zdziwiła, że stała się ariańską.

Pozbawiony bezpośredniego kontaktu ze swoim Kościołem Atanazy mimo trudności starał się umacniać braci w wierze. Czynił to m.in. przez pisma polemiczne, które krążyły w odpisach, podważając wpływy nauki ariańskiej.

 

Dopiero śmierć cesarza pod koniec 361 roku pozwoliła Atanazemu powrócić do diecezji. Zwołany przez niego synod lokalny stanowił triumf prawowierności. Niestety, nie dane było patriarsze długo kierować aleksandryjskim kościołem. Na przeszkodzie stanęła polityka religijna kolejnego cesarza, Juliana Apostaty. Nowy władca, zafascynowany kulturą pogańską, prowadził działania obliczone na odrodzenie dawnych wierzeń. Zaalarmowany doniesieniami o licznych nawróceniach, jakie nastąpiły za sprawą Atanazego, nakazał mu opuścić Egipt. Rychła śmierć Juliana na polu bitwy w 363 roku przywróciła aleksandryjczykom ich biskupa. Niestety, znów nie na długo. Wkrótce panowanie nad prowincjami wschodnimi przejął cesarz Walens, zadeklarowany arianin. Oznaczało to dla sędziwego Atanazego kolejne wygnanie. Tym razem jednak nieobecność patriarchy wywołała tak wielkie wzburzenie wśród wiernych, że cesarz zmuszony był zezwolić mu na powrót.

 

Ostatnie lata

 

Ponownie objęcie obowiązków biskupich przez Atanazego w 366 roku zakończyło okres jego tułaczki. Ostatnie lata życia mógł poświęcić na kierowanie lokalnym Kościołem. Z satysfakcją obserwował stopniowe słabnięcie herezji ariańskiej.

Biskup Atanazy zmarł w opinii świętości w nocy z 2 na 3 maja 373 roku.

Wokół osoby świątobliwego duszpasterza szybko narastał kult, a kolejne pokolenia teologów zgłębiały jego dorobek naukowy, który był pokaźny i ważny. Już ok. 318 roku św. Atanazy napisał dwa traktaty: Mowa przeciw poganomO wcieleniu Słowa. Za jego najważniejsze pismo dogmatyczne uznaje się Mowy przeciw arianom. Wielokrotnie posługiwał się także formą listu, by wyłożyć swoje racje i przedstawić ortodoksyjną naukę.

W uznaniu tego dorobku intelektualnego, hierarchowie zgromadzeni na soborze konstantynopolitańskim II (w 553 r.) uczcili św. Atanazego jako nauczyciela Kościoła. Dziesięć wieków później, w 1568 roku, został zaliczony do grona doktorów Kościoła. Dzień wspomnienia świętego przypada w rocznicę jego śmierci – 2 maja.

 

Na koniec należy podkreślić ogromne zasługi św. Atanazego w pogłębieniu naszej wiedzy na temat Matki Bożej. Przez obronę Bóstwa Pana Jezusa z jednej oraz Jego człowieczeństwa (przeciw błędom apolinaryzmu) z drugiej strony, św. Atanazy z Aleksandrii przyczynił się do sformułowania nauki, że Maryja jest Bogarodzicą (Theotokos), czemu ostatecznie sobór w Efezie (431 r.) nadał rangę dogmatu.

 

Adam Kowalik


 
Katedra Notre Dame - miniatura wszechświata
Leonard Przybysz

Paryska katedra Notre Dame zajmuje szczególne miejsce w pamięci zbiorowej Francuzów i Europejczyków, jak również mieszkańców całego świata. Zbudowana w latach 1163–1345 świątynia poświęcona Najświętszej Maryi Pannie była świadkiem wielkich wydarzeń. Wśród nich wyróżnia się wprowadzenie przez króla Francji, św. Ludwika IX relikwii Korony Cierniowej Naszego Pana Jezusa Chrystusa, fragmentów Krzyża Świętego i innych jakże cennych relikwii. Warto przy tej okazji wspomnieć, że ten monarcha – wprowadzając święte przedmioty do katedry, na znak pokory ściągnął wcześniej obuwie.

 

Notre Dame jest najczęściej odwiedzaną świątynią w Europie – przybywa tu rocznie około 13 milionów osób. Skąd takie zainteresowanie? Między innymi stąd, że katedra ta jest wyjątkowym symbolem gotyckiej architektury. Ponadto jest wspólnym dziedzictwem chrześcijańskiego świata. Dlatego dramatyczna wiadomość o wielkim pożarze, jaki wybuchł w świątyni, wzbudziła ogromne poruszenie, głęboki smutek, łzy. Cały katolicki świat pogrążył się w szczerej modlitwie.

 

Wielka liczba gotyckich katedr rozsianych po całej Francji stanowi klejnot cywilizacji chrześcijańskiej. Średniowieczne szkoły teologii uczyły, że wszystko we wszechświecie odbija nieskończone piękno Boga. Wszechświat śpiewa nieskończoną chwałę swego Stwórcy. Tak więc wszystko to, co człowiek czyni, powinno odnosić się do życia wiecznego – ostatecznego celu każdego z nas. Stąd teologowie tego okresu doszli do wniosku i uczyli, że katedry muszą być w miarę możliwości miniaturką stworzonego wszechświata. Wejście do jakiejś katedry równało się z lekcją religii. Biedni, bogaci, szlachta, plebejusze, naukowcy i osoby niepiśmienne mogły „czytać” na witrażach, obrazach i w rzeźbach historię stworzenia, sceny z Ewangelii i życia naszego Zbawiciela, jak również oglądać przedstawienie Nieba, Czyśćca i Piekła. To sprzyjało pobożnym rozważaniom.

 

Mimo laicyzmu panującego w tzw. nowoczesnym świecie, współczesny człowiek zachowuje jeszcze resztki religijności, które manifestuje zwłaszcza w obliczu jakichś tragedii, jak np. wspomniany pożar katedry Notre Dame. W głębi swej duszy zdeformowanej przez laicyzm, człowiek ten zdaje sobie sprawę – świadomie lub nie – że Kościół zawsze jest łącznikiem między Niebem a ziemią. Wstrząs związany z widokiem płonącej świątyni może go skierować na powrotną drogę do Domu Ojca, tak jak kiedyś tę drogę odnalazł syn marnotrawny.

Na szczęście pożar tej podziwianej świątyni nie zniszczył jej skarbca, który zawiera cenne relikwie. Udało się uratować cierniową koronę oraz gwóźdź, którym był przybity do Krzyża nasz Pan, a także tunikę św. Ludwika IX. Nie uległ też zniszczeniu ołtarz główny świątyni ze złotym krzyżem. Nietknięty został także obraz Matki Bożej Częstochowskiej w kaplicy polskiej, podobnie jak XVII-wieczne organy i dwie rozety boczne. I – co najważniejsze – ocalał Najświętszy Sakrament.

 

Większość współczesnych ludzi, wliczając w to także wielu katolików, nie rozumie mentalności ludzi Średniowiecza. Przez wieki iluminizm starał się szerzyć kłamstwo, że Średniowiecze było okresem ciemnoty, ignorancji, religijnego fanatyzmu i kulturalnego zacofania. Dla zwolenników tej szkoły katedra Notre Dame od dawna już nie miała prawa istnieć. Na szczęście – mimo zamiarów i prób – ani fanatykom rewolucji francuskiej, ani Hitlerowi nie udało się jej zniszczyć.

 

Współcześni „postępowcy” już mają swoje wizje odbudowy katedry. Niektórzy mają już gotowy projekt nowej iglicy.

Miejmy jednak nadzieję, że nowa iglica będzie wierną kopią tej, która spłonęła…

 

Leonard Przybysz



 
Wielka Sobota - z koszyczkiem do Świątyni

Wielka Sobota. Dzień spoczynku Pana Jezusa w grobie. To jednocześnie czas modlitewnego oczekiwania na cud Zmartwychwstania. W dniu tym nie ma nic z żałoby, nic ze smutku, ale wewnętrzna radość płynąca z wiary w bóstwo Chrystusa i z pewności wypełnienia wszystkiego, co zapowiedział.

 

W kościele przy grobie Chrystusa modlitewna adoracja wśród kwiatów i świec. Wierni zginają kolana, by uczcić pocałowaniem rany Ukrzyżowanego, złożonego na bordowej poduszce. Kościół przygotowywany jest do wieczornej liturgii…

 

Wierzący i niewierzący w kościele…

 

Niemal przez cały dzień trwa swoista pielgrzymka całych rodzin z koszykami, w których niosą pokarmy do poświęcenia. Co ciekawe, do świątyni przybywają wtedy nawet takie osoby, które przez cały rok – mówiąc łagodnie – nie narzucają się Panu Bogu. Traktują ten ceremoniał jako swego rodzaju pożyteczny, nieco „magiczny” zwyczaj, mający na celu zapewnienie sobie powodzenia w życiu doczesnym. Zdecydowanie przestrzegam przed taką postawą!

 

Baranek wielkanocny

 

Święcenie pokarmów świątecznych jest w Kościele starym zwyczajem. Spożywanie posiłku jest też czynnością świętą, dlatego modlimy się przed i po jedzeniu, a na największą uroczystość Zmartwychwstania święcimy także pokarmy. Piękny ten zwyczaj jest pozostałością z ­pierwszych ­wieków chrześcijaństwa. Przed większymi świętami uroczyście obchodzono wigilie i czuwano w nocy, oczekując radosnego dnia świątecznego. Przygotowywano też pokarmy na „zimno”, by nie naruszać świętowania przez prace kulinarne. Po Mszy Świętej odbywały się agapy, czyli wspólne posiłki uczestniczących w liturgii.

 

W koszyczku, w którym przynosimy dary do poświęcenia, nie może zabraknąć baranka wielkanocnego. Zwyczaj święcenia pieczonego baranka był rozpowszechniony już w dawnych wiekach. W późniejszych czasach coraz częściej zaczęto zastępować go figurkami baranka wykonanymi z ciasta, cukru, masła czy gipsu. Tego rodzaju baranek z wielkanocną chorągiewką stał się znakiem i elementem dekoracyjnym wielkanocnego stołu.

Symbolizuje on biblijnego baranka paschalnego, który był zapowiedzią Baranka – Chrystusa zabitego i zmartwychwstałego, wybawiającego swoją Krwią od śmierci wiecznej. Baranek Boży jednoczy wszystkich w Komunii Świętej.

 

Jajka i pisanki

 

Dawniej święcono wszystko, cokolwiek przygotowane było na stół świąteczny. W dawniejszych czasach w Wielką Sobotę przynoszono do domów z kościoła poświęcony ogień. Od niego zapalano też świece.

 

Do dziś przetrwał natomiast zwyczaj tworzenia pisanek i kraszanek. Jajka były istotnym elementem obrzędowości w czasach pogańskich, zaś od połowy średniowiecza weszły na stałe do obrzędowości związanej ze Świętami Zmartwychwstania Pańskiego.

 

Zdobione różnymi wzorami pisanki, wykonane nieraz z wielkim kunsztem artystycznym, przyjęły nową treść symboliczną związaną ze zmartwychwstaniem Chrystusa, kruszeniem skały grobu i rodzącym się życiem jako wielkim darem Boga. Trudno sobie wyobrazić dziś koszyk wielkanocny bez jaj i kolorowych pisanek, które błogosławi kapłan. Któż z nas też nie dzieli się święconym jajkiem w gronie rodziny przy składaniu wielkanocnych życzeń!

 

Chleb, chrzan, sól…

 

Cóż jeszcze znajdziemy w koszyczku? Przede wszystkim chleb przypominający „chleb żywy, który zstąpił z Nieba” i w Komunii Świętej daje życie światu. Do koszyka wkładamy też wędliny.

 

Na wielkanocnym stole powinien znaleźć się pobłogosławiony chrzan, pieprz i sól, które są odpowiednikami biblijnych gorzkich ziół. W Starym Testamencie przyprawiano nimi mięso wielkanocnego baranka. Wierni przynoszą do poświęcenia jeszcze wiele innych pokarmów jako zapowiedź uczty niebieskiej w Królestwie Zmartwychwstałego Odkupiciela.

 

Koszyczki i naczynia z umieszczonymi w nich pokarmami dekorujemy bukszpanem, wiecznie zielonymi borówkami lub też wiosennymi kwiatami i baziami.

Kapłani błogosławią pokarmy w kościołach i kaplicach. A w miejscowościach bardziej oddalonych od świątyni, księża jadą święcić pokarmy (i wodę) w domach prywatnych albo przy kapliczkach, by w wielkanocny poranek żadna rodzina nie została bez „święconki” .

 

Zgodnie z tradycją nie święci się jednak pokarmów przy krzyżach przydrożnych, bo Chrystus już zstąpił z Krzyża.

I na koniec mała uwaga. Pamiętajmy, że kapłan święci pokarmy, a nie nas, dlatego powstrzymajmy się od czynienia znaku krzyża podczas święcenia dóbr przyniesionych w koszyku. Przeżegnamy się na koniec ceremonii.

 

Pamiętajmy też, by darami Bożymi podzielić się z potrzebującymi.

 

oprac. BB

 

*Na podstawie: Mały rytuał domowy. Rok rodziny katolickiej (pod redakcją ks. Łukasza Grabiasza i Urszuli Haśkiewicz), Wydawnictwo Duszpasterstwa Rolników, Włocławek 2015.

 

RYTUAŁ ŚWIĘCENIA POKARMÓW W WIELKĄ SOBOTĘ

Kapłan: Prośmy Chrystusa Pana, zawsze obecnego wśród tych, którzy Go miłują, aby pobłogosławił te pokarmy na stół wielkanocny.

Wszyscy modlą się przez chwilę w ciszy.

 

Kapłan: Panie Jezu Chryste, Ty w dzień przed Męką i Śmiercią kazałeś uczniom przygotować paschalną wieczerzę, w dzień Zmartwychwstania przyjąłeś zaproszenie dwóch uczniów i zasiadłeś z nimi do stołu, a późnym wieczorem przyszedłeś do Apostołów, aby spożyć wraz z nimi posiłek; prosimy Cię, daj nam z wiarą przeżywać Twoją obecność między nami podczas świątecznego posiłku w dzień Twojego zwycięstwa, abyśmy mogli się radować z udziału w Twoim Życiu i Zmartwychwstaniu.

 

Chlebie żywy, który zstąpiłeś z Nieba i w Komunii Świętej dajesz życie światu, pobłogosław † ten chleb i wszelkie świąteczne pieczywo na pamiątkę chleba, którym nakarmiłeś lud słuchający Ciebie wytrwale na pustkowiu, i który po Swym Zmartwychwstaniu przygotowałeś nad jeziorem dla Swoich uczniów.

Baranku Boży, który zwyciężyłeś zło i obmyłeś świat z grzechów, pobłogosław † to mięso, wędliny i wszelkie pokarmy, które będziemy jedli na pamiątkę Baranka paschalnego i świątecznych potraw, które Ty spożyłeś z Apostołami na Ostatniej Wieczerzy. Pobłogosław także † naszą sól, aby chroniła nas od zepsucia. Chryste, Życie i Zmartwychwstanie nasze, pobłogosław † te jajka, znak nowego życia, abyśmy dzieląc się nimi w gronie rodziny, bliskich i gości, mogli się także dzielić wzajemnie radością z tego, że jesteś z nami. Daj nam wszystkim dojść do wiecznej uczty Twojej tam, gdzie Ty żyjesz i królujesz na wieki wieków.

Wierni: Amen.

 

Następuje poświęcenie pokarmów wodą święconą. Po skończonym obrzędzie udajemy się do Grobu Pańskiego na adorację Najświętszego Sakramentu.

Po powrocie do domu umieszczamy „święconkę” na stole wielkanocnym. Możemy wówczas zwrócić się do Zmartwychwstałego Chrystusa w krótkiej modlitwie błagalnej o dobre przeżycie świąt Wielkiej Nocy.

 


Listy od Przyjaciół
 
Listy od Przyjaciół

Szanowni Państwo!

Serdecznie dziękuję za tegoroczny, naprawdę piękny, kalendarz ścienny „365 dni z Maryją”! Dziękuję również za kartki świąteczne, które otrzymałam w grudniu wraz z „Przymierzem z Maryją”. Cudowne, jak zawsze! Jestem również wdzięczna za wszystkie inne przesyłki, w tym oczywiście Wasz dwumiesięcznik. Zmartwiłam się jednak, gdy napisali Państwo, że z powodów finansowych nie będzie możliwe zwiększenie nakładu „Przymierza…” i że kalendarzy w ubiegłym roku też było dużo mniej niż poprzednio. To smutne i niepokojące! Mam jednak nadzieję, że znajdą się dobrzy ludzie i fundusze, aby to wszystko wróciło do normy, a nawet było znacznie lepiej. Szczerze tego życzę Państwu oraz wszystkim Czytelnikom. Jeszcze raz serdecznie za wszystko dziękuję i życzę wszystkiego, co najlepsze! Pomyślności, dobrych pomysłów, których, nota bene, nigdy Państwu nie brakowało, Opatrzności Bożej oraz jak największej liczby odbiorców i Czytelników. Pozdrawiam serdecznie! Z Panem Bogiem!

Wasza wierna Czytelniczka

 

 

Szanowna Redakcjo!

Z całego serca pragnę podziękować za przesłanie nowego numeru „Przymierza z Maryją”. Bardzo mnie to cieszy, bo jest tu wiele artykułów bardzo ciekawych i – co najważniejsze – poruszających problemy naszego codziennego życia. Po przeczytaniu przekazuję do czytania swojej rodzinie, która też bardzo chętnie czyta „Przymierze”. Ze swej strony zapewniam o modlitwie. Dziękując serdecznie za pamięć o mnie, całą Redakcję i Pana Prezesa polecam opiece Matki Bożej.

Z Panem Bogiem!

Barbara z Poznania

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze Dziewica!

Obiecałam kiedyś dać świadectwo o wielkiej łasce dla mojej siostry, więc dotrzymuję słowa. Moja siostra od kilku lat cierpiała na depresję, stan jej zdrowia ciągle się pogarszał. Parę razy znalazła się w szpitalu, gdzie ją trochę podleczyli, ale po wyjściu nie zgadzała się już na żadne leczenie. Nie pomagały prośby ze strony najbliższych. Jej rodzina zaczęła się sypać…

Nie pamiętam już, od kogo dostałam Nowennę Pompejańską. Z wielką nadzieją zaczęłam ją odmawiać w intencji mojej siostry. Przez pierwszą część błagalną nic się nie zmieniło, a nawet było gorzej. Jednak w pierwszy dzień części dziękczynnej siostra zgodziła się na leczenie. Teraz minął już drugi rok i – dzięki łasce Bożej – powoli zapominamy o chorobie. Siostra z wielkim oddaniem zajmuje się wnukami, razem z mężem jeżdżą na pielgrzymki. Rodzina widząc tak wielką pomoc Matki Najświętszej, sama zaczęła się modlić nowenną w swoich sprawach.

Kocham Cię Mateńko całym sercem i oddaję całą moją rodzinę pod Twoją opiekę.

Helena ze Świnoujścia

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowna Redakcjo, Bóg zapłać za wszystkie przesłane „Przymierza z Maryją”, za kartki świąteczne i wszelkie inne przesyłki. To Wasza wielka praca i wielkie zadanie. Życzę Wam, by Chrystus Pan darzył Was pokojem Bożym i radością. Niech Wasze pismo pociąga do Boga jak najwięcej ludzi.

Z Panem Bogiem!

Ks. Stanisław z Podkarpacia

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Na wstępie chciałabym bardzo gorąco podziękować całej redakcji „Przymierza z Maryją” za przesyłanie mi kolejnych wydań tego ciekawego pisma oraz za inne materiały.

Pragnę podzielić się doświadczeniem ostatnich dni, które umocniły moją wiarę w Pana Boga, opiekę Najświętszej Maryi Dziewicy i wszystkich Świętych.

Od września 2018 roku jestem na emeryturze. I przyznam szczerze, wcześniej bardzo się bałam tego czasu, bo kochałam swoją pracę wychowawczyni i nauczycielki w przedszkolu. Byłam w nią bardzo zaangażowana.

Co pozwoliło mi przetrwać ten trudny pierwszy okres? Piękna pogoda, praca na działce, spacery, czytanie książek, spotkania z mamusią i siostrą, a nade wszystko codzienna modlitwa do św. Rity, św. Jana Pawła II, św. Ojca Pio i Koronka do Bożego Miłosierdzia.

Wreszcie nadszedł dzień 22 listopada, wizyta u lekarza‑ginekologa, zły wynik badań, skierowanie na operację…

Bardzo przeżyłam tę sytuację, ale ani na chwilę jednak nie wątpiłam w Boską opiekę. Nie żaliłam się, nie mówiłam w duszy: „Boże, dlaczego ja?”.

Zawierzyłam Panu Bogu, mówiłam sobie: „Taka jest Jego wola, co ma być to będzie, jeżeli jeszcze mam żyć, to będę żyła”.

Postanowiłam jednak skonsultować się z jeszcze jednym lekarzem‑specjalistą. Cztery dni wątpliwości i oczekiwania, codzienna modlitwa moja, mamusi, siostry i koleżanki.

Co się okazało? Po wizycie u lekarza miałam dobre wyniki, operacja nie jest konieczna, za pół roku muszę pójść do kontroli. Nie mogłam wprost uwierzyć. Uznałam to za cud!

Dzisiaj dziękuję Bogu za okazaną łaskę, a Maryi Dziewicy, św. Ricie, św. Siostrze Faustynie, św. Ojcu Pio, św. Janowi Pawłowi II za wstawiennictwo i za to, że mnie nie opuścili. Chcę powiedzieć wszystkim, że wiara i modlitwa czynią cuda!

Pozdrawiam wszystkich Czytelników „Przymierza z Maryją”, a Redakcji życzę jeszcze większego nakładu i sukcesów w pozyskiwaniu nowych Czytelników i Darczyńców.

Szczęść Boże!

Bożena z Puław

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowny Panie Prezesie!

Bardzo sobie cenię Wasz periodyk „Przymierze z Maryją”. Z wielką chęcią przeczytałbym artykuł o moim Sanktuarium Maryjnym w Przyłękowie, na ostatniej stronie pisma.

Pozdrawiam Pana Prezesa bardzo serdecznie i gratuluję wciąż nowych, pożytecznych pomysłów, mających na celu jedynie dobro naszego Kościoła, którego żadne bramy tego świata nie przemogą, bo korzeniem jego jest Nasz Pan Jezus Chrystus.

Z serdecznymi pozdrowieniami

Stanisław

 




Pismo Fatimskiej Pani
 

 

„Przymierze z Maryją” powstało, gdyż odnaleźliśmy w sobie potrzebę podzielenia się z Czytelnikami wspaniałym darem – świadomością niezmierzonej opieki, jaką Maryja otacza nas i nasze rodziny.

 

Każdy kolejny numer pisma daje nam nowe doświadczenia pozwalające kstałtować „Przymierze z Maryją” jako czasopismo dla rodzin, dla małżeństw oraz dla każdego, kto czuje więź z katolicką Wiarą i Tradycją. Na tym fundamencie propagujemy postać Matki Bożej, która w tak wielu okolicznościach otacza opieką nasz naród.

 

Od pierwszego numeru, kiedy to rozesłaliśmy czasopismo do niewielkiego grona korespondentów aż do dzisiaj czujemy obecność Matki Bożej, która stała się dla nas życiowym drogowskazem, za którym chcemy podążąć zarówno w publikowanych artykułach, jak i w codziennym życiu. Maryja to przewodniczka i opiekunka na każdy czas – w pracy, w domu, w szkole. Dlatego czynimy wszystko w myśl założenia, by każda katolicka rodzina mogła znaleźć w „Przymierzu z Maryją” wartości, które pozwolą jej wzrastać w wierze i miłości.

 

Maryja obecna jest na kartach naszego czasopisma dla rodzin katolickich w różnych kontekstach. Najważniejsze tematy, które poruszamy to:

 

  • kwestia godnego przyjmowania Komunii Świętej,
  • świętość i nierozerwalność sakramentalnego katolickiego małżeństwa,
  • rodzina katolicka jako wspólnota i miejsce wzrastania w Chrystusie, z opieką Maryi,
  • śmierć, czyściec i modlitwa za dusze w czyśćcu cierpiące, wieczne zbawienie i wieczne potępienie – pojęcia coraz częściej zapomniane i niezrozumiałe dla współczesnego człowieka,
  • objawienia maryjne w Fatimie, w Lourdes, w Akicie, nabożeństwo do Najświętszego Serca Pana Jezusa, postaci błogosławionych i świętych stygmatyków,
  • objawienia Jezusa Miłosiernego i kult Bożego Miłosierdzia,
  • szkaplerz święty i związane z nim nabożeństwo,
  • żywoty i historie świętych zapisane na kartach historii i przekazywane w Tradycji katolickiej,
  • lokalne polskie miejsca kultu Maryi.

... i wiele innych spraw, wśród których nie brakuje kwestii dotykających kryzysu naszej cywilizacji, takich jak kondycja współczesnych rodzin, czy też walka o życie nienarodzonych.

 

„Przymierze z Maryją” zaprasza do lektury!

Maryja
i „Przymierze...”
 

CZYLI OD POMYSŁU NA BIULETYN KATOLICKI DO OGÓLNOPOLSKIEGO CZASOPISMA CZYTANEGO PRZEZ SETKI TYSIĘCY KATOLIKÓW

 

Kiedy w październiku 2001 roku wydrukowaliśmy pierwszy numer „Przymierza z Maryją”, niewiele osób dawało nam szanse na „sukces”. Sceptyków lub pesymistów patrzących na przyświecającą nam misję było więcej niż optymistów. Dziś jednak chyba nie ma wątpliwości – setki tysięcy rodzin, które otrzymują pismo, to najlepszy dowód na to jak ważny i potrzebny jest nasz dwumiesięcznik.

 

Wszelkie łaski, jakie otrzymaliśmy od pierwszego do bieżącego numeru, w tym każdego nowego korespondenta, który zaczął czytać „Przymierze z Maryją”, oddajemy z wyrazami wdzięczności jednej, szczególnej osobie – to Maryja, której fatimskie oblicze zdobi okładkę naszego pisma jest sprawczynią sukcesu, jaki odniosło skromne czasopismo dla rodzin katolickich. Maryja daje nam pomoc, którą czujemy na każdym kroku. I Jej też zawierzamy nasze pismo, z wiarą oczekując triumfu Jej Niepokalanego Serca!

 

 

„Przymierze z Maryją” przeszło długą drogę – od czarno-białego biuletynu do wielkonakładowego, bogato ilustrowanego pisma, z którego opinią liczą się duchowni i świeccy katolicy. Korzystając z sukcesu, jaki stał się udziałem naszych Czytelników oraz redakcji, z okazji wydania 100. numeru, przygotowaliśmy dla naszego magazynu nową okładkę. Oprócz tego, przebudowaliśmy układ wewnętrzny, aby jak najlepiej spełniał oczekiwania wszystkich, którym „Przymierze z Maryją” będzie służyć w przyszłości.