Maryja nową Ewą
Paweł G. Szczepanik

Kościół od zawsze oddaje cześć Najświętszej Dziewicy Maryi, Bogurodzicy – naszej Matce, Orędowniczce i Wspomożycielce. Cześć ta przybierała na przestrzeni wieków różne formy i wyrazy, oddając poruszenia chrześcijańskich serc i charakter poszczególnych narodów. Dla wielu niekatolików pobożność maryjna jest niemal cechą charakterystyczną katolicyzmu, choć rzadko pojmują ją właściwie. To prawda: Bóg chce, abyśmy się uciekali do Dziewicy Maryi i ją w naszym życiu naśladowali.

 

Kościół podaje przez wieki do wierzenia to, co Bóg o sobie objawił, co służy naszemu zjednoczeniu z Bogiem. Kościół jest Mistycznym Ciałem Chrystusa, On jest jego Głową, a my stajemy się częścią tego Ciała przez chrzest święty. Dzięki sakramentowi spowiedzi odzyskujemy życie nadprzyrodzone. Umacniamy się i coraz ściślej jednoczymy z naszym Zbawicielem dzięki Jego Eucharystycznemu Ciału, które jest prawdziwym zadatkiem życia wiecznego. Chrystus jest naszą Drogą, Prawdą i Życiem, naszą nadzieją i naszym Panem. Jak uczył św. Paweł, jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek, Chrystus Jezus, który wydał siebie samego na okup za wszystkich jako świadectwo we właściwym czasie (1 Tm 2,5–6).


Świętych obcowanie


Istniejemy po to, byśmy Boga poznali, pokochali, pełnili Jego wolę, z Nim się jednoczyli – aż po śmierć i wieczność przyszłego życia. Na tej drodze Bóg z wielką obfitością odpowiada na nasze potrzeby i bolączki, nie jesteśmy nigdy pozostawieni sami sobie – tę wielką prawdę wyraża także nasza wiara w świętych obcowanie.


Bóg objawia nam także swoją wielkość, doskonałość i świętość w osobach, które radykalnie odpowiedziały na Jego wezwanie do doskonałości. Nie zacierał w nich niczego, co należało do ich autentycznej indywidualności, przeciwnie: doskonalił ją, pragnął także, by poprzez konkretną osobę wraz z jej talentami w konkretnych czasach ludzkość dostrzegała dobroć i miłość Boga. Święci – ci wszyscy, którzy osiągnęli już łaskę Nieba – poprzedzali nas na drodze, którą ­kroczymy.


Nowa Ewa


Kościół na przestrzeni wieków zawsze wskazywał wiernym takich ludzi, którzy jeszcze za życia prowadzili innych ku Dobru, wywierali na bliźnich Boży wpływ, a po śmierci orędują za nami u Boga. To tajemnica Kościoła Triumfującego, Niebieskiego. Równocześnie Kościół nazywa Matkę Bożą „Królową Wszystkich Świętych” – to tytuł, który wskazuje nam na wyjątkowość Maryi, „łaski pełnej”. Co to oznacza? Maryja jest drugą, nową Ewą: tak jak nieposłuszeństwo pierwszej Ewy przyniosło grzech i śmierć, tak posłuszeństwo nowej Ewy przynosi ludzkości uwolnienie od grzechu i śmierci; jest Ona obrazem doskonałości, do której powołany został człowiek, zachowana od grzechu pierworodnego, całym swym życiem służyła Bogu. Dostąpiła łaski, której nie doznał nikt wcześniej ani której nie otrzyma nikt później: w niej Słowo Boże przybrało ludzkie ciało. Jest Ona Przenajświętsza, co – jak tłumaczył egzegeta Korneliusz a Lapide SI – oznacza, że posiadała dar łaski udzielonej jej przez Boga, także w stopniu w pełni doskonałym, wykraczającym ponad inne osoby święte i sprawiedliwe, tak by była godną stać się we właściwym czasie Matką Bożą. Poprzez ten dar łaski była cudownie miła Bogu i wszystkim Jego aniołom; w ich oczach cała była piękna i ukochana, tak że Chrystus wybrał ją ponad wszystkie inne kobiety na swą Matkę.


Maryja wskutek Jej wolnej woli wzięła udział w Odkupieniu, współdziałała w zbawieniu ludzkości i dalej przychodzi duszom z pomocą. Św. Ludwik Maria Grignion de Montfort tłumaczył to w następujący sposób: Bóg wybrał Ją skarbniczką, zarządczynią i szafarką wszelkich łask i przez Jej ręce przechodzą (jak głosi św. Bernardyn) wszystkie łaski Ojca Przedwiecznego, wszystkie cnoty Jezusa Chrystusa i dary Ducha Świętego. Ona rozdziela je mocą władzy, jaką otrzymała, komu chce, jak, kiedy i ile chce. Możemy dostrzec w tym Bożą logikę: tak jak Bóg powołuje ludzi, by działali na rzecz zbawienia innych dusz (co należy do istoty Chrystusowego kapłaństwa), tak też zgodnie z Jego wolą przez ręce Matki Zbawiciela przechodzą wszelkie łaski. Już pierwsze zdanie Traktatu o doskonałym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny wskazuje nam tę prawdę: Przez Najświętszą Maryję Pannę przyszedł Jezus Chrystus na świat i przez Nią też chce w świecie panować.


Św. Maksymilian Maria Kolbe podkreślał w swych konferencjach, że choć to wszechpośrednictwo nie zostało uroczyście przez Kościół ogłoszone jako dogmat, to jest ono prawdą „niezawodną” i „niezbitą”. Dlaczego? Poświadczają ją wieki chrześcijańskiej wiary!

 

Kto znajdzie Maryję, znajdzie Życie…


Matka Boża jest także naszą Matką, prowadzi nas do naszego Pana i Zbawiciela. Powinniśmy Ją poznać, kochać, naśladować, szukać Jej wstawiennictwa, żyć nadzieją, którą nam wskazuje. Św. Ludwik Maria Grignion de Montfort tłumaczył to następująco: Ponieważ Maryja jest środkiem pewnym, drogą prostą i niepokalaną, by dojść do Chrystusa i znaleźć Go niezawodnie, dlatego święte dusze, które mają szczególną zabłysnąć świętością, muszą znaleźć Jezusa przez Maryję. Kto znajdzie Maryję, znajdzie Życie, to znaczy Jezusa Chrystusa, który jest Drogą, Prawdą i Życiem. Nie można jednak znaleźć Maryi, nie szukając Jej; nie można Jej szukać, nie znając Jej, gdyż nikt nie szuka ani nie pragnie, czego nie zna. Konieczną jest więc rzeczą, by Maryję znano więcej niż kiedykolwiek, ażeby Trójca Przenajświętsza jak najwięcej była znana i wielbiona. Tłumaczy to nam szczególny rys powołania do świętości, tak silnie obecny w przypadku licznych świętych różnych wieków: ich miłość względem Maryi była szczególna, chcieli nią „zarażać” innych, tak by przez Matkę Zbawiciela prowadzić dusze do Chrystusa. To dla nas ważna wskazówka: wielu spośród tych Bożych mocarzy pozostawiło pisma zawierające ciągle aktualne wskazówki. To właśnie w nich powinniśmy szukać pomocy, odpowiedzi na to, jak poznać i znaleźć w swoim życiu Maryję.

* * *

To perspektywa, w której powinniśmy też postrzegać autentyczne objawienia Matki Bożej. Wszystkie prawdziwe objawienia dane są przez Boga dla dobra – zbawienia – dusz. Doskonałym tego przykładem są Objawienia Fatimskie, których sensem jest wezwanie ludzkości do pokuty i zadośćuczynienia, zwrócenia się ku Bogu. To wezwanie podwójne: dotyczy ono tak świata, jak i poszczególnych osób; istota tego przesłania posiada charakter duchowy, w świetle którego należy postrzegać zapowiedzi poczynione przez Maryję: tak kary czekającej ludzkość, o ile ta się nie nawróci, jak i triumfu Jej Niepokalanego Serca.


NAJNOWSZE WYDANIE:
Maryja naszą Matką
Kościół od zawsze oddaje cześć Najświętszej Dziewicy Maryi, Bogurodzicy – naszej Matce, Orędowniczce i Wspomożycielce. Cześć ta przybierała na przestrzeni wieków różne formy i wyrazy, oddając poruszenia chrześcijańskich serc i charakter poszczególnych narodów.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!

 
Po co nam księża?

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Drodzy Czciciele Fatimskiej Pani!
Nie tak dawno obchodziliśmy uroczystość Bożego Ciała. Dziękowaliśmy Zbawicielowi za Jego dobroć i miłość. Za to, że chciał z nami pozostać na zawsze w Najświętszym Sakramencie. Przypuszczam jednak, że niewiele osób dziękowało wtedy za sakrament kapłaństwa, dzięki któremu Pan Jezus pozostał z nami i dalej działa w Swoim Kościele. Jak pamiętamy, Chrystus Pan ustanowił siedem sakramentów świętych. Wśród nich są te, które są dla wiernych konieczne do zbawienia, jak chrzest i Eucharystia, i takie, które przyjmują tylko niektórzy. Na przykład sakrament kapłaństwa mogą przyjąć tylko mężczyźni. Zastanówmy się dziś, jak wielkim dobrem jest kapłaństwo i jak bardzo wdzięczni powinniśmy być Bogu za ten sakrament.

Wiemy zapewne, że Pan Jezus ustanowił sakrament kapłaństwa razem z sakramentem Eucharystii w czasie Ostatniej Wieczerzy. Mówiąc: To czyńcie na Moją pamiątkę, nakazał sprawowanie Swojej Najświętszej Ofiary, tej krwawej na Krzyżu, w sposób bezkrwawy, tak jak sam uczynił to w Wieczerniku. Z woli samego Zbawcy nie można odłączyć kapłana od Mszy Świętej i to jest najwłaściwszy cel ustanowienia kapłaństwa. Od początku w Starym Testamencie, i we wszystkich innych znanych wówczas religiach, do najważniejszej roli kapłana należy składanie ofiar. Chrześcijaństwo ma jedną Ofiarę, to Ofiara Mszy. Dlatego kapłani Nowego Testamentu są przede wszystkim po to, by składać Bogu w ofierze Jego Jedynego Syna, czyli odprawiać Mszę Świętą. Nie ma w życiu kapłana nic ważniejszego ani nic pilniejszego. Ksiądz nie musi być budowniczym, nie musi być rolnikiem ani ślusarzem (co widać nieraz w niektórych parafiach), bo kapłan ustanowiony jest dla Mszy. To z tej Ofiary ma brać i karmić wiernych Ciałem i Krwią Pana, który na Krzyżu oddał za nich życie.

Innym, niezwykle ważnym zadaniem kapłana jest odpuszczanie grzechów. Również ten dar otrzymali od Chrystusa Apostołowie, czyli pierwsi kapłani, kiedy po zmartwychwstaniu ukazał im się w Wieczerniku i powiedział: Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy są im odpuszczone, którym zatrzymacie są im zatrzymane (J 20,22–23). Same święcenia jeszcze nie upoważniają do słuchania spowiedzi. Kapłan musi otrzymać misję odpuszczania grzechów od właściwego biskupa. Chodzi tu o zachowanie jedności kapłaństwa, którą uosabia biskup diecezjalny jako ten, który ma jego pełnię.

Oczywiście, oprócz tych sakramentów kapłani chrzczą, udzielają sakramentu namaszczenia chorych, asystują przy sakramencie małżeństwa. A i to jeszcze nie wszystko, bo jak mówią Apostołowie w Dziejach Apostolskich: My oddamy się modlitwie i posłudze Słowa (por. Dz 6,4). I te czynności od początku Kościoła są właściwe dla kapłanów.

Oczywiście, każdy ochrzczony ma obowiązek się modlić. Kapłani jednak, już od pierwszego stopnia kapłaństwa, czyli święceń diakońskich, mają modlić się za Kościół i wiernych im powierzonych. Czynią to odmawiając Liturgię Godzin, która obejmuje modlitwę brewiarzową. Prócz tego każdy proboszcz jest zobowiązany dbać, by wiernym głoszono Słowo Boże, przynajmniej w niedziele i święta.

Do tych ścisłych obowiązków kapłańskich trzeba dodać prowadzenie różnych grup w parafii, troskę o ministrantów, prowadzenie wszelkich dzieł, które mają na celu uświęcenie samego kapłana i wiernych mu powierzonych.

Aby temu wszystkiemu sprostać, ksiądz zakonny czy diecezjalny, na wsi czy w mieście, musi dysponować czasem. Kapłan nie sprosta swoim obowiązkom bez modlitwy, bez pielęgnowania przyjaźni z Chrystusem, bez ciągłego kształcenia się w wiedzy świętej przez czytanie Pisma Świętego, dzieł ojców Kościoła, różnych nauk mistrzów życia wewnętrznego. Jeżeli ksiądz poprzestanie na tym, czego nauczono go w seminarium, czasem kilkadziesiąt lat temu, nie będzie mógł sprostać wyzwaniom współczesnego świata, który wciąż stawia nowe pytania o istotę wiary, o sens życia.

Stąd kapłan, który nie prowadzi głębokiego życia wewnętrznego, nie będzie umiał odpowiedzieć na złożone pytania wiernych. Jeszcze gorzej gdy taki ksiądz – na swoje nieszczęście – brak wiedzy próbuje zastąpić fałszywą pewnością siebie, dawaniem wymijających odpowiedzi, powtarzaniem zasłyszanych sloganów. Dzisiejszy człowiek od razu rozpozna ignorancję. I dlatego jeżeli się czegoś nie wie, to lepiej się do tego przyznać…

Czym kapłan za to w ogóle być nie musi? Nie musi pełnić roli parafialnego animatora kultury i rozrywki. Nie musi organizować festynów ani spotkań z tzw. ciekawymi ludźmi. Nie musi być specjalistą od kajaków ani wyjazdów w góry. Nie musi być świetlicowym ani zabawiać dzieci graniem w piłkę. Nie musi też być wirtuozem gitary ani imponować prowadzeniem luksusowego auta…

Nie chcę przez to powiedzieć, że organizowanie pewnego rodzaju spotkań poszerzających horyzonty wiernych jest bez znaczenia. Może być bardzo pomocne. Tak samo jak gra na gitarze czy umiejętność gry w piłkę. To wszystko może się przydać, ale nie może być celem samym w sobie. Wszystkie te umiejętności są dobre, o ile są podporządkowane jednemu celowi: głoszeniu Jezusa Chrystusa. Kapłan powinien mieć zawsze w swojej duszy i sercu słowa św. Jana Chrzciciela o Panu Jezusie: On powinien wzrastać, a ja się umniejszać (J 3,30). Taka właśnie jest rola każdego kapłana. Ma on tak bardzo upodabniać się do Chrystusa w swoim sercu, żeby rzeczywiście stał się drugim Chrystusem (alter Christus). Wszystko inne to tylko środki. Wierni powinni to rozumieć i przede wszystkim wymagać od swoich kapłanów pobożności, czystego życia i wiedzy. Inne umiejętności mogą być przydatne, ale nie są konieczne. Powinniśmy o tym pamiętać zwłaszcza teraz, kiedy kapłanów jest coraz mniej.

Drodzy Czciciele Maryi! Niech w ten wakacyjny czas Pan Bóg Was błogosławi i niech daje Wam wzrost miłości ku Niemu.

Ks. Adam



 
Maryja nas wychowuje

Pani Monika Rypień z Raciborowic Górnych na Dolnym Śląsku jest Apostołem Fatimy od roku, ale jej wspólna droga z Maryją trwa już wiele lat. Jej piękne świadectwo jest dowodem na to, że trudności i życiowe zakręty przechodzone wspólnie z Bogiem i Maryją są zawsze możliwe do pokonania, a obecność Maki Bożej i zawierzenie Jej swoich spraw naprawdę zmienia ludzkie życie.

Maryja w moim życiu i w życiu mojej rodziny jest kimś szczególnym. Ona nas wychowuje, jeśli tylko damy się poprowadzić. Przyjaźń z Matką Bożą rozpoczęła się już od wczesnych lat mojego życia. Uwielbiałam pieśni do Matki Bożej, nabożeństwa majowe czy różańcowe, a w szczególności święta maryjne. W wieku nastoletnim poznałam historię Matki Bożej Fatimskiej: Matka Boża prosi o modlitwę dzieci, które dzięki niej mogą wyprosić nawrócenie ludzkości! Od tego momentu Fatima zajęła szczególne miejsce w moim sercu. Kiedy byłam studentką we Wrocławiu, miałam możliwość uczestniczenia w nabożeństwach fatimskich. Były one przepiękne… Różaniec – nieustanny Różaniec! – sprawił, że mimo różnych przeciwności i doświadczeń, jakie niesie życie, zawsze miałam siłę, takie poczucie, że jest Ktoś obok. Ktoś, kto czuwa, wspiera, niezależnie od wszystkiego, co się działo.

Punktem zwrotnym, początkiem niezwykłego doświadczenia Matki Bożej w moim życiu był czas, kiedy byłam w ciąży z pierwszym i drugim dzieckiem. Pierwsze dziecko poczęłam dzięki wstawiennictwu Matki Bożej. Razem z mężem modliliśmy się, bo bardzo chcieliśmy mieć dziecko, a tak długo go nie było… Ja powierzyłam tę intencję Maryi, zostawiłam to Jej działaniu. Pewnego dnia mąż przyszedł do mnie i dał mi obrazek Matki Bożej: Wiesz co, na Jasnej Górze są takie modlitwy w pierwszą sobotę miesiąca za małżeństwa, które nie mogą mieć dzieci. To było niesamowite, jak on wyraził chęć oddania się Matce Bożej! Jeszcze tego samego miesiąca okazało się, że będziemy mieli dziecko.

Urodził się syn. Wcześniak. Mieliśmy miesiąc leżeć w szpitalu, a okazało się, że po trzech dniach wypuszczono nas do domu. Było tak dobrze, że lekarz stwierdził, że daty zostały pomylone, bo to niemożliwe, on nie powinien sam oddychać, tylko leżeć pod respiratorem. Ale data nie mogła zostać w żaden sposób pomylona, bo to było dzieciątko tak wyczekane, że nie ma po prostu możliwości pomyłki! W ciąży z drugim dzieckiem miałam ogromne problemy zdrowotne. Lekarze powiedzieli, że dziecko urodzi się chore. Wada genetyczna… Jak by nie było, my z mężem jesteśmy za życiem i przyjęlibyśmy każde dziecko. Ale zadziałała potężna modlitwa, wsparcie mnóstwa osób i dziecko urodziło się zdrowe. I tutaj cały czas Matka Boża nam towarzyszyła! Może ktoś by powiedział, że to było szczęście, przypadek. Ale my z mężem cały czas uważamy, że jest to opieka Matki Bożej. Co by się nie działo, zawsze oddajemy wszystko Maryi, i rzeczywiście, wszystko się później układa.

Oboje z mężem nie pochodzimy z miejscowości, w której mieszkamy, przeprowadziliśmy się tu po ślubie. Tutejsza parafia jest piękną i rozmodloną wspólnotą. Ale poznając nową
wspólnotę, zauważyłam, że nie ma tu nabożeństwa fatimskiego, więc poszłam z prośbą do księdza proboszcza, żeby takie nabożeństwo się odbywało. Dzięki zgodzie i współpracy księdza nabożeństwa fatimskie odbywają się u nas już od 2016 roku. Wspólnie z parafianami przygotowywaliśmy się do stulecia Objawień wielką nowenną fatimską. Ludzie bardzo pozytywnie przyjęli to nabożeństwo. Gdy tylko zbliża się maj, dzwonią i pytają, czy i w tym roku się odbędzie!

Na Stowarzyszenie trafiłam tak zwanym przypadkiem, w internecie. Spodobały mi się inicjatywy propagowania kultu Matki Bożej Fatimskiej. Kiedy przeczytałam, że są ludzie, którzy się tego podjęli, też zapragnęłam pomóc. Jest jeszcze jedna szczególna historia związana z moim uczestnictwem w Apostolacie. Raz wypadło tak, że byłam na roratach w całkiem innej parafii, gdzie nie było ze mną moich dzieci, i tam ksiądz rozdawał dzieciom figurki Matki Bożej. Bardzo mi się to spodobało. Dziś w wielu domach, gdzie żyją młode rodziny, brakuje nawet krzyża na ścianie, obrazów Matki Bożej czy Jezusa. To jest niemodne… a te dzieci z radością przyjmowały figurkę Maryi. Pomyślałam sobie, że może przyjadę tu kiedyś z moimi dziećmi i one też wezmą udział w takim losowaniu? I na drugi dzień w skrzynce pocztowej znaleźliśmy figurkę Matki Bożej z Apostolatu! To była ogromna radość. W naszym domu przy wyjściowych drzwiach znajduje się też kropielnica, a obok niej zawiesiliśmy Akt poświęcenia naszego domu Matce Bożej, który często ponawiamy. Tak pięknych inicjatyw jest o wiele więcej. I do tego Apostołowie modlą się za siebie nawzajem! Dzięki temu nasza wspólnota wspiera się wzajemnie i czerpie swoje siły, służąc Maryi, która prowadzi nas ku Jezusowi.

Przyg. MW





 
Św. Weronika Giuliani - czcicielka Męki Pańskiej
Adam Kowalik

Historia życia św. Weroniki Giuliani jest niesamowita. Można tylko żałować, że ta pochodząca ze słonecznej Italii wybranka Pana Jezusa, mniszka, stygmatyczka jest w naszym kraju słabo znana. Jej mistyczne spotkania ze Zbawicielem, wyrzeczenia, walka z szatanem budzą zdumienie i najwyższy podziw.

Święta Weronika Giuliani przyszła na świat 27 grudnia 1660 roku w miasteczku Mercatello sul Metauro w Państwie Kościelnym (dziś środkowe Włochy). Na chrzcie otrzymała imię Urszula. Była najmłodszą z sześciu córek Franciszka Giulianiego i Benedykty Mancini. Gdy miała siedem lat, zmarła jej ukochana matka. Zrozpaczona dziewczynka nie chciała bez niej pójść spać. Uspokoiła się dopiero, gdy otrzymała obrazek Matki Bożej. Później stale nosiła go przy sobie.

Moim Oblubieńcem jest  Jezus…

Rosła na kobietę piękną, energiczną, wesołą i inteligentną. Interesowało się nią wielu młodzieńców. Jednak Urszula, jeszcze jako dziewięciolatka, zapragnęła zostać zakonnicą. Kuzynowi próbującemu kojarzyć ją z atrakcyjnymi kawalerami odpowiadała: Nie swataj mi nikogo, bo ja nikogo nie znam i nikogo też nie chcę znać. Moim Oblubieńcem jest Jezus i wyłącznie Jego chcę.

Od wczesnego dzieciństwa Urszula miewała wizje Pana Jezusa. Kiedyś ukazał się jej jako chłopiec zbierający kwiaty, innym razem umęczony niósł Krzyż. Była zafascynowana opowieściami o heroizmie świętych męczenników, którzy oddali życie za wiarę. Szczególną sympatią darzyła jednak żyjącą w bliższych jej czasach pokutnicę – św. Różę z Limy.

Mimo że ojciec zgodził się, by za furtę klasztorną schroniły się trzy starsze córki, nie chciał nawet słyszeć o planach najmłodszej pupilki. Pragnął, by Urszula pozostała w domu, przynajmniej do jego śmierci. Nie żałował grosza na rozrywki i zbytki, by ją zatrzymać. I choć atrakcje światowego życia miały dla dziewczyny pewien urok, trwała jednak w postanowieniu zostania mniszką. Konsekwentny opór ojca sprawił, że podupadła na zdrowiu. Chcąc nie chcąc, Franciszek Giuliani w końcu zaakceptował wybór córki.

Trudne doświadczenia

Za wstawiennictwem biskupa Józefa Sebastianiego siedemnastolatka została przyjęta do znanego z surowej reguły klasztoru klarysek kapucynek w Citta di Castello. Progi klauzury przekroczyła 23 października 1677 roku.

Szybko przekonała się, że życie zakonne to nie tyle stan ciągłej radości z przebywania w „przedsionku Nieba”, jak się o klasztorach mówi, ale także szereg trudnych duchowych doświadczeń i prób. Urszula zaraz u progu nowej drogi doznawała silnych pokus. Ucieczkę znalazła w modlitwie i bezgranicznym zawierzeniu Panu Bogu.

Podczas obłóczyn 28 października 1677 roku młoda mniszka przyjęła zakonne imię – Weronika. W nocy po uroczystości dostąpiła nadprzyrodzonej rozmowy ze Zbawicielem w Raju. Usłyszała wówczas od Pana, że przeznaczył ją do rzeczy wielkich. Wkrótce przekonała się, że wybraństwo Jezusa oznacza przede wszystkim porzucenie przywiązań ziemskich i współcierpienie ze Zbawicielem. I rzeczywiście, nowicjat był dla siostry Weroniki trudnym okresem. Dręczyło ją poczucie opuszczenia przez Boga. Szatan robił co mógł, by ją zniechęcić i poróżnić z innymi mniszkami. Wytrwała i 1 listopada 1678 roku złożyła uroczyste śluby. W tym samym dniu miała widzenie, w którym Pan Jezus osobiście nałożył na jej głowę welon i dał wskazówki odnoszące się do życia klasztornego.

Siostra Weronika słynęła z gorliwości. Starannie przestrzegała przepisów reguły, modliła się, umartwiała ciało poprzez post, czuwanie, noszenie włosienicy, biczowanie do krwi, a nawet chodzenie na kolanach po celi. Z woli Bożej wokół niej roztaczała się niezwykła woń. Była przy tym osobą radosną, otwartą, lubianą przez inne ­siostry.

Z radością pełniła nawet proste posługi we wspólnocie. Była kucharką, kasjerką, szatną, pielęgniarką, furtianką i zakrystianką. W 1688 roku powierzono jej funkcję mistrzyni nowicjatu. Pełniła ją, z przerwami, do 1727 roku. W 1716 roku sama została opatką klasztoru.

Życie wewnętrzne, pokuta, wizje

Nabożeństwo do Świętego Krzyża, które jeszcze przed wstąpieniem do zakonu stanowiło charakterystyczny element życia duchowego Urszuli Giuliani, pogłębiło się pod wpływem ćwiczeń pobożnych i przeżyć mistycznych podejmowanych w klasztorze. Łączyło się to z troską o los grzeszników. Siostra Weronika gorliwie zabiegała o ratunek dla nich. Chętnie podejmowała wyrzeczenia w tej intencji. Gorliwość podsycał w niej Pan Jezus podczas osobistych objawień. W Niedzielę Palmową 1695 roku nakazał Weronice trzyletni post o chlebie i wodzie. Wyzwanie przyjęła. Potem kontynuowała to wyrzeczenie w nieco złagodzonej formie, przyjmując dodatkowo także resztki komunikantów i pestki pomarańczy. Siłę czerpała z miłości do Zbawiciela i Jego Świętej Męki.

Uobecnieniem cierpień i śmierci Zbawiciela na Krzyżu jest Msza Święta, która odgrywała ogromną rolę w życiu Weroniki Giuliani. Mniszka za każdym razem starannie przygotowywała się do Eucharystii przez spowiedź i modlitwę. Podczas konsekracji i podniesienia doznawała wizji Pana Jezusa, Maryi, świętych i aniołów asystujących w tej chwili kapłanowi. Dane jej było obserwować, jak aniołowie zbierali do złotych kielichów płyn wylewający się ze świętych ran Zbawiciela. Po Komunii Świętej popadała w ekstazę.

5 grudnia 1696 roku Pan Jezus ukazał Weronice męki piekielne. Przeżycie to wzmocniło w niej pragnienie pomocy duszom pokutującym w Czyśćcu. Zobowiązała się do cierpienia w ich intencji. Znosząc boleści zsyłane jej przez Zbawiciela, uwolniła wiele dusz ponoszących karę doczesną za grzechy. Szatan był za to na nią wściekły: bił pokutnicę, hałasował w jej obecności… Pewnego razu zepchnął ją ze schodów, kiedy indziej zrzucił z dachu, wepchnął do lodowatej wody i trzymał w niej przez dwie godziny.

Ważnym momentem wzrastania duchowego Weroniki Giuliani były mistyczne zaślubiny z Panem Jezusem. Towarzyszyła jej w tym akcie Matka Boża oraz święte: Katarzyna Sieneńska i Róża z Limy. Pan Jezus wręczył wówczas swej oblubienicy pierścień.

Znaki miłości

Szczególnym darem od Boga były rany wyryte w jej sercu. Posiadały symboliczne kształty: narzędzi Męki Pana Jezusa, Boleści Maryi, liter „I” (Jezus) oraz „M” (Maryja), a także „V” (wola Boża), „F” (wierność), „O” (posłuszeństwo), „C” (miłość), „P” (cierpliwość i cierpienie). Rany te sprawiały św. Weronice ból, ale i radość, że współpracuje z Najsłodszym Zbawicielem.

W Wielki Piątek 5 kwietnia 1697 roku Pan Jezus obdarzył siostrę Weronikę stygmatami. Towarzyszył im ból fizyczny, a potem liczne przykrości. Pochodzenie charakterystycznych ran stało się bowiem przedmiotem dochodzeń powołanej specjalnie w tym celu komisji kościelnej. Niektórzy podejrzewali bowiem mniszkę o samookaleczenia. Mimo pozytywnej opinii wystawionej przez lekarzy, badania się przeciągały. Powierzono je jezuicie o. Janowi Marii Cirvellemu, który nakazał siostrze Weronice spełnić 5 poleceń, nie zdradzając ich treści. Tę dopiero objawił swej służebnicy Pan Jezus. Oczekiwano, że otworzy się rana w boku mniszki, a następnie, na żądanie o. Cirvellego, zaschnie. Siostra Weronika miała w obecności jezuity doznać wszystkich cierpień Chrystusa oraz lewitacji. Wszystko stało się zgodnie z życzeniem kapłana. Największe wrażenie na obserwatorach wywarł widok mistyczki podczas przeżywania Męki Pańskiej oraz siedmiu boleści Matki Bożej. Ostatecznie zarzuty wycofano. Wkrótce także stygmaty zniknęły z ciała mniszki. Pozostał towarzyszący im ból oraz rany w sercu.

Posłuszna do końca

Ostatnie lata życia św. Weroniki Giuliani to wielka zażyłość duchowa z Matką Bożą Bolesną, która pozwalała mniszce uczestniczyć w swoich ziemskich cierpieniach. Pan Bóg powołał świątobliwą zakonnicę do Siebie 9 lipca 1727 roku. Do ostatniej chwili odznaczała się posłuszeństwem. Zmarła dopiero po tym, gdy otrzymała zgodę spowiednika. Chirurg, który otwarł jej serce, znalazł wyryte w jego wnętrzu wspomniane znaki Męki Pańskiej.
Po zakończeniu procesu beatyfikacyjnego papież Pius VII w 1802 roku ogłosił Weronikę błogosławioną. Jej świętość potwierdził 26 maja 1839 roku Grzegorz XVI. W kalendarzu wspominamy ją 9 lipca.


 
Heroiczność cnót św. Józefa
Leonard Przybysz

Świat katolicki otacza wielką czcią jednego z największych świętych Kościoła, św. Józefa – Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny. Jego wielkie cnoty są wysławiane w poświęconej mu litanii.


Jedyne nad czym można ubolewać, to fakt, że w ikonografii ten potężny święty przedstawiany jest często jako człowiek nadmiernie sentymentalny, naiwny lub pozbawiony energii starzec.


Wystarczy jednak oddać się lekturze książek, które próbują w rzetelny sposób ukazać żywot ziemskiego opiekuna naszego Zbawiciela, aby uświadomić sobie heroiczność jego cnót wynikającą z wielkiej misji, do której został powołany.


Jedną z tych cnót jest święte posłuszeństwo. Pisze o tym o. Augustyn Berthe CSsR w swoim dziele Jezus Chrystus – życie, męka i triumf, nawiązując do ewangelicznej sceny: Anioł Pański ukazał się Józefowi we śnie i rzekł: „Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem; bo Herod będzie szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić” (Mt 2,13).


Anioł zniknął, nie dając Józefowi czasu na zadanie jakiegokolwiek pytania. Pełen ufności Święty Patriarcha bez wahania wypełniał jednak polecenia Bożego posłańca. Wstał natychmiast, poczynił pospieszne przygotowania do podróży i zdając się na Opatrzność Bożą, wyruszył z Dzieciątkiem i Jego Matką. Starajmy się wyobrazić sobie trudność całego przedsięwzięcia. Ilu z nas byłoby stać na takie poświęcenie: wstać w nocy i wyruszyć w nieznane, nie wiedząc kiedy i czy w ogóle nastąpi powrót do ojczyzny. Jaki to piękny przykład posłuszeństwa św. Józefa! Nawet nie zdążył zapytać o drogę… Ponadto – z uwagi na to, że Święta Rodzina była uboga – należy przypuszczać, że na wydatki związane z tą podróżą Święty Oblubieniec Maryi miał tylko niewielką sumę pieniędzy.


Kolejna cnota, to umiłowanie modlitwy. Pisze o. Berthe: W ciszy i skupieniu, pogrążony w nieustannej modlitwie, Józef czuwał nad dwojgiem umiłowanych i powierzonych jego opiece Osób i prosił aniołów Bożych, aby kierowali ich krokami na trudnych i niebezpiecznych drogach, które mieli przebyć.


A teraz ubóstwo… Biedni i ignorowani, nędzna jaskinia służyła im za azyl w Egipcie.


Cnota ufności: Pokładając ufność w Panu, który wyprowadził Hebrajczyków z pustyni, święci wygnańcy wyruszyli w nieznane. Kontynuowali swoją podróż do szlachetnego miasta Heliopolis, gdzie czekali na rozkazy Boga.


Ojciec Berthe podaje, że powrócili z wygnania osiem miesięcy później, gdy po śmierci Heroda Wielkiego anioł pański ukazał się ponownie Józefowi we śnie i rzekł: Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i idź do ziemi Izraela, bo już umarli ci, którzy czyhali na życie Dziecięcia (Mt 2,20).


Ale tutaj mamy kolejną przeszkodę… Józef nie mógł wrócić do Betlejem, lecz do Nazaretu. I to okrężną drogą, ponieważ okrutny Archelaus, syn i następca Heroda, mógł próbować zabić Dzieciątko Jezus…

* * *

Bóg powierzył w ręce św. Józefa największy Skarb, jaki kiedykolwiek istniał na ziemi – wcielonego Syna Bożego Jezusa Chrystusa, który na zawsze zmienił oblicze świata. Musimy mieć świadomość, że Pan Bóg mógł wyznaczyć do tej misji wyłącznie człowieka sprawiedliwego, wielkiej roztropności, wielkiej wiary, mądrości i miłości. A jednocześnie człowieka silnego – który był w stanie stawić czoła, z inteligencją i mocą, każdej trudności i każdemu nieprzyjacielowi, który się sprzeciwiał tej misji.



 
Święty Józef jest podporą rodzin
Bogusław Bajor

Święty Romuald, założyciel zakonu kamedułów radził: Usiądź w swej celi, jakoby w Raju. Święty eremita zachęcał, by oddawać się w odosobnieniu kontemplacji rzeczy Boskich. Jestem wielkim fanem św. Romualda i kamedułów, dlatego wsłuchany w jego radę, kiedy tylko mogę, siadam w swej „celi” – jakkolwiek pojętej – i kontempluję. Ostatnia okazja była wręcz wymarzona – mą „celą” okazało się Muzeum Diecezjalne w Tarnowie, najstarsza tego typu instytucja w Polsce.

 

Znajduje się ów przedsionek Raju w „Domach za katedrą” z XVI wieku, otaczających od zachodniej strony Bazylikę Katedralną. Jest to niezwykle uroczy zakątek tarnowskiej Starówki.


Wszedłem do środka i… chciałem tam zostać! Przechadzałem się po salach ułożonych amfiladowo, przy niebiańskich dźwiękach chorału gregoriańskiego. Podziwiałem kunszt malarski, rzeźbiarski artystów dawnych wieków, którzy nie gdzieś tam w Niemczech, Francji czy Italii, a właśnie na naszej ziemi tworzyli sakralne arcydzieła.


Dzieło księdza Bąby


Muzeum Diecezjalne zostało założone w roku 1888 przez zakochanego w sztuce kościelnej ks. Józefa Bąbę, rektora tarnowskiego seminarium duchownego. Pierwotnie mieściło się ono w auli seminarium. W okresie międzywojennym zostało przeniesione do miejskiego ratusza mieszczącego się na Rynku. Podczas hitlerowskiej okupacji zaczęto przenosić eksponaty do budynków koło katedry. I tam też do dziś funkcjonuje ta niezwykła placówka.

Kompleks budynków tworzą: dawna Akademiola – tak bowiem nazywano tarnowską szkołę, która była filią Akademii Krakowskiej; Dom Mikołajowski, Dom Mansjonariuszy i Scholasteria.


Tryptyki, rzeźby…


Główna część zbiorów mieści się w Akademioli, której dwie wielkie sale zajmują zabytki małopolskiej sztuki gotyckiej – rzeźby i malarstwa. Reprezentują one tzw. szkołę krakowsko-sądecką. Należy tu wymienić: cudowne gotyckie nastawy ołtarzowe w formie tryptyków, liczną galerię rzeźb, między innymi ołtarzowych figur Matki Bożej z Dzieciątkiem, piety, a ponadto wiele przykładów gotyckiego malarstwa tablicowego.


Dumę tarnowskiego muzeum stanowi drewniana, późnoromańska rzeźba – „Głowa św. Jana Chrzciciela na misie” z Łącka z drugiej połowy XIII stulecia. Szczególną uwagę zwracają też: Pieta z Wojnicza (początek XIV wieku), fenomenalny obraz „Opłakiwanie Chrystusa” z Chromanic (1. połowa XV w.), „Misericordia Domini” ze Zbylitowskiej Góry (ok. 1450) czy tryptyk z Ptaszkowej (1430–1440).


Warto odwiedzić muzeum dla licznych figur Maryi z Dzieciątkiem. Najstarsza z nich, pochodząca z Czchowa, datowana jest na drugą ćwiartkę XIV stulecia. Zbiór zamykają dwie Madonny z około 1500 roku lub z ­początku wieku XVI: z Ujanowic oraz z Piotrkowic.


Kolekcja mogła być jeszcze bardziej okazała, jednak podczas II wojny światowej Niemcy wypożyczyli na wystawę w Krakowie dwie wspaniałe gotyckie rzeźby – Madonnę z Dzieciątkiem (XIV w.) pochodzącą z Grywałdu oraz świętą Annę Samotrzeć z Olszyn koło Wojnicza (koniec XV w.) – dzieło samego Wita Stwosza. Jak się okazało, było to wypożyczenie na wieczne nieoddanie…


Szaty liturgiczne i sakralna sztuka ludowa


Drugi dział zbiorów obejmuje hafty i tkaniny kościelne – między innymi ornaty, kapy – od Średniowiecza aż po XIX wiek. Dziś, w dobie zalewu kiczem i estetyczną brzydotą, warto zobaczyć jakimi dziełami sztuki były szaty liturgiczne w wiekach średnich.

Muzeum diecezjalne posiada także dzieła sztuki ludowej – rzeźbę i malarstwo, w szczególności zbiór obrazów malowanych na szkle z 10 krajów Europy Środkowej i Południowej, a także pojedyncze przykłady z Bliskiego i Dalekiego Wschodu. Przekazał je w darze dla muzeum Norbert Lippóczy, tarnowianin, z pochodzenia Węgier.


Wielki dar dla muzeum złożyła też tarnowska kolekcjonerka Olga Majewska, przekazując płótna kilku polskich malarzy, m.in. Jacka Malczewskiego, Kazimierza Sichulskiego, Wojciecha Weissa i Vlastimila Hofmana, a także zbiór porcelany i zegarów.


Kościół mecenasem sztuki


Kościół Święty jest wspólnotą, kontemplującą najwyższe Piękno i jako taki zawsze przywiązywał dużą wagę do prób zgłębienia jego istoty przez arystów. Tę twórczość włączył w swą misję ewangelizacyjną. Papież Jan Paweł II celnie ują? to w?ł to w Liście do artystów z roku 1999: Kościół potrzebuje sztuki, aby lepiej wiedzieć, co kryje się w człowieku, któremu ma głosić Ewangelię.


Dlatego przez wieki nie tylko był mecenasem sztuki, ale także tworzył i wspierał instytucje gromadzące i przechowujące dzieła sztuki, aby je chronić, konserwować i udostępniać zarówno badaczom, jak i zwykłym „zjadaczom chleba”. Poprzez odniesienie do chwalebnej przeszłości chciał bowiem pobudzać do refleksji nad sprawami nie z tego świata.


Warto więc wybrać się do tarnowskiego Muzeum Diecezjalnego. Ta wizyta niewątpliwie pobudza do takich refleksji, a ponadto ukazuje prawdziwy blask Kościoła!


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szczęść Boże!
Na wstępie pragnę podziękować za kalendarz „365 z Maryją” oraz pismo „Przymierze z Maryją”. Od wielu lat starałem się wspierać każdą akcję organizowaną przez Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi. Szczerze mówiąc, nie zawsze podchodziłem sumiennie do lektury, którą od Was otrzymywałem („Przymierze z Maryją”, „Polonia Christiana”). Wydawało mi się, że samo wspieranie finansowe w zupełności wystarczy. Myliłem się! Teraz, gdy znalazłem się w „jaskini zła”, tam, gdzie rządzi książę ciemności, zacząłem doceniać moc wiary i Bożego słowa, zawartych w Waszych artykułach. Modliłem się zawsze (…), ale wydaje mi się, że raczej z obowiązku niż z potrzeby. Teraz, będąc w zakładzie karnym, gdzie naprawdę ciężko znaleźć człowieczeństwo, współczucie, a co za tym idzie bliskość Bożego Miłosierdzia, pozostaje cicha modlitwa i rozmowa z Panem Bogiem (…). Jest jeszcze nasza ukochana Mateczka MARYJA, która przez całe moje życie okrywała mnie i moją rodzinę swym miłosiernym niewidzialnym płaszczem ochronnym. (…) Bóg naprawdę nas kocha! Pisząc to, mam na myśli dzieło, którego się podjęliście. Bóg zapłać!
Proszę o modlitwę w mojej intencji.
Jacek

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Pragnę Państwu podziękować za pracę na rzecz krzewienia Miłosierdzia Bożego. Serdecznie dziękuję za czasopismo „Przymierze z Maryją” oraz wszystkie piękne upominki, które od Was otrzymuję. Całej Redakcji życzę największych sukcesów. Modlę się codziennie, aby dobry Bóg i Jego Matka otaczali Was Swoją opieką i błogosławili w dalszej pracy. Jako Apostoł Fatimy pragnę wspierać Was skromnym datkiem, aby Wasza działalność rozszerzała się na całe nasze społeczeństwo. (…)
Bronisław ze Starogardu Gdańskiego

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Pragnę pozdrowić serdecznie całą Redakcję „Przymierza z Maryją” oraz podziękować za przysyłane mi egzemplarze Waszego pisma, które bardzo mi się podobają, są ciekawe i poruszające, a nawet wzruszające. Dziękuję za ciekawe artykuły, dziękuję za dział „Strony Maryjne”, gdzie znajdują się piękne opisy sanktuariów Matki Bożej. Ta lektura pisma katolickiego bardzo mnie wzbogaca i poucza. Dziękuję również za wszystkie przesyłane mi dewocjonalia, którymi obdarowuję moich najbliższych. Chcę, aby i oni cieszyli się i wzbogacali duchowo. Bóg zapłać za wszystkie modlitwy w mojej intencji i mojej rodziny. Wspieram Waszą redakcję duchowo, a jak tylko będę mogła, będę też wspierała ją finansowo.
Pozdrawiam serdecznie Pana Prezesa Stowarzyszenia Sławomira Olejniczaka i jego współpracowników oraz czytelników tego pięknego pisma. Szczęść Wam Boże!
Stała czytelniczka – Bernadetta

Szczęść Boże!
Szanowny Panie Prezesie! Serdecznie dziękuję Panu oraz Pana współpracownikom za wszystkie przesyłki skierowane do nas, a w szczególności za każdy kolejny egzemplarz czasopisma „Przymierze z Maryją”.
Można zauważyć, że od dłuższego czasu artykuły i szata graficzna jest coraz bogatsza i wzbogaca nas, Czytelników, w wiedzę katolicką. Wskazuje drogę do Boga za wstawiennictwem Maryi i świętego Józefa, prosząc o łaski uzdrowienia i wszelką pomoc. W natłoku codziennych obowiązków znajdujemy czas na modlitwę – Różaniec, Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Modlimy się o pomyślność naszych dzieci i wnucząt oraz osób nam najbliższych. Odczuwamy wtedy, że Bóg jest z nami i że nie jesteśmy sami. To podnosi nas na duchu, stanowiąc oparcie w rozwiązywaniu wszelkiego rodzaju spraw. Nadmieniamy jednocześnie, że przynależność do Apostolatu Fatimy jest dla nas czymś bardzo ważnym. Każdy człowiek żyjąc na tym świecie, winien starać się pozostawić ślad swojej egzystencji na ziemi, a ocenę pozostawić najbliższym, a przede wszystkim Bogu.
Edward wraz z Małżonką

Szanowni Państwo!
Dziękuję za przesłanie filmu „Via Dolorosa” z dołączonymi rozważaniami „Drogi Krzyżowej”. Chętnie czytam „Przymierze z Maryją”. Oddaję ten dwumiesięcznik także w inne ręce i zachęcam do włączenia się w jego czytanie i propagowanie wśród bliźnich. Zachwycona jestem tematyką Waszego pisma. Gratuluję doboru materiałów, które wzbogacają wiarę oraz wiadomości religijne i inne (ze świata), związane z chrześcijańską postawą człowieka. Bóg zapłać za wszystko! Z wyrazami szacunku.
Marianna z Mazowieckiego

Szczęść Boże!
Chciałbym podziękować całej Redakcji i przyjaciołom Apostolatu Fatimy oraz „Przymierza z Maryją” za wieloletnie wsparcie duchowe, modlitwy i Msze Święte w intencji nas wszystkich, a także piękne upominki dające wiele radości. Zawsze oczekuję i czytam od deski do deski Wasz (nasz) wspaniały dwumiesięcznik. Później przekazuję go innym, by był pocieszeniem w naszych trudnych czasach, także dla innych. Pozdrawiam serdecznie.
Mirosław

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Otrzymałem od Państwa piękne opracowanie „Via Dolorosa” z płytą i modlitwą do Krzyża Świętego, za które bardzo dziękuję. To piękna Państwa akcja, w której też chcę wziąć udział. (…) Staram się uczestniczyć we wszystkich Państwa kampaniach mających na celu przebudzić sumienia Polaków, ale też uczyć wiary i historii Kościoła. Mam już swoje lata, wiary uczyły mnie mama i babcia, teraz ją przekazuję swoim dzieciom i wnukom. Jednak najwięcej wiadomości z życia Kościoła, o życiu świętych, historii Kościoła czerpię z „Przymierza z Maryją”, które otrzymuję i czytam od pierwszej do ostatniej strony. Jako Polak, który wiele lat mieszkał w Niemczech, jestem dumny z Waszej pracy. Serdecznie pozdrawiam i życzę wielu łask Bożych dla całej redakcji „Przymierza z Maryją”.
Wojciech




Pismo Fatimskiej Pani
 

 

„Przymierze z Maryją” powstało, gdyż odnaleźliśmy w sobie potrzebę podzielenia się z Czytelnikami wspaniałym darem – świadomością niezmierzonej opieki, jaką Maryja otacza nas i nasze rodziny.

 

Każdy kolejny numer pisma daje nam nowe doświadczenia pozwalające kstałtować „Przymierze z Maryją” jako czasopismo dla rodzin, dla małżeństw oraz dla każdego, kto czuje więź z katolicką Wiarą i Tradycją. Na tym fundamencie propagujemy postać Matki Bożej, która w tak wielu okolicznościach otacza opieką nasz naród.

 

Od pierwszego numeru, kiedy to rozesłaliśmy czasopismo do niewielkiego grona korespondentów aż do dzisiaj czujemy obecność Matki Bożej, która stała się dla nas życiowym drogowskazem, za którym chcemy podążąć zarówno w publikowanych artykułach, jak i w codziennym życiu. Maryja to przewodniczka i opiekunka na każdy czas – w pracy, w domu, w szkole. Dlatego czynimy wszystko w myśl założenia, by każda katolicka rodzina mogła znaleźć w „Przymierzu z Maryją” wartości, które pozwolą jej wzrastać w wierze i miłości.

 

Maryja obecna jest na kartach naszego czasopisma dla rodzin katolickich w różnych kontekstach. Najważniejsze tematy, które poruszamy to:

 

  • kwestia godnego przyjmowania Komunii Świętej,
  • świętość i nierozerwalność sakramentalnego katolickiego małżeństwa,
  • rodzina katolicka jako wspólnota i miejsce wzrastania w Chrystusie, z opieką Maryi,
  • śmierć, czyściec i modlitwa za dusze w czyśćcu cierpiące, wieczne zbawienie i wieczne potępienie – pojęcia coraz częściej zapomniane i niezrozumiałe dla współczesnego człowieka,
  • objawienia maryjne w Fatimie, w Lourdes, w Akicie, nabożeństwo do Najświętszego Serca Pana Jezusa, postaci błogosławionych i świętych stygmatyków,
  • objawienia Jezusa Miłosiernego i kult Bożego Miłosierdzia,
  • szkaplerz święty i związane z nim nabożeństwo,
  • żywoty i historie świętych zapisane na kartach historii i przekazywane w Tradycji katolickiej,
  • lokalne polskie miejsca kultu Maryi.

... i wiele innych spraw, wśród których nie brakuje kwestii dotykających kryzysu naszej cywilizacji, takich jak kondycja współczesnych rodzin, czy też walka o życie nienarodzonych.

 

„Przymierze z Maryją” zaprasza do lektury!

Maryja
i „Przymierze...”
 

CZYLI OD POMYSŁU NA BIULETYN KATOLICKI DO OGÓLNOPOLSKIEGO CZASOPISMA CZYTANEGO PRZEZ SETKI TYSIĘCY KATOLIKÓW

 

Kiedy w październiku 2001 roku wydrukowaliśmy pierwszy numer „Przymierza z Maryją”, niewiele osób dawało nam szanse na „sukces”. Sceptyków lub pesymistów patrzących na przyświecającą nam misję było więcej niż optymistów. Dziś jednak chyba nie ma wątpliwości – setki tysięcy rodzin, które otrzymują pismo, to najlepszy dowód na to jak ważny i potrzebny jest nasz dwumiesięcznik.

 

Wszelkie łaski, jakie otrzymaliśmy od pierwszego do bieżącego numeru, w tym każdego nowego korespondenta, który zaczął czytać „Przymierze z Maryją”, oddajemy z wyrazami wdzięczności jednej, szczególnej osobie – to Maryja, której fatimskie oblicze zdobi okładkę naszego pisma jest sprawczynią sukcesu, jaki odniosło skromne czasopismo dla rodzin katolickich. Maryja daje nam pomoc, którą czujemy na każdym kroku. I Jej też zawierzamy nasze pismo, z wiarą oczekując triumfu Jej Niepokalanego Serca!

 

 

„Przymierze z Maryją” przeszło długą drogę – od czarno-białego biuletynu do wielkonakładowego, bogato ilustrowanego pisma, z którego opinią liczą się duchowni i świeccy katolicy. Korzystając z sukcesu, jaki stał się udziałem naszych Czytelników oraz redakcji, z okazji wydania 100. numeru, przygotowaliśmy dla naszego magazynu nową okładkę. Oprócz tego, przebudowaliśmy układ wewnętrzny, aby jak najlepiej spełniał oczekiwania wszystkich, którym „Przymierze z Maryją” będzie służyć w przyszłości.