X
 
Męczeństwo dziś
Krystian Kratiuk

Chociaż życie katolika w Polsce wydaje się coraz trudniejsze, mało kto z nas zna kogoś, kto realnie cierpi lub cierpiał za wiarę w Chrystusa. O męczennikach z innych miejsc świata słyszymy rzadko – a i tak dowiadują się o nich wyłącznie ci z nas, którzy na co dzień słuchają, czytają lub oglądają katolickie media. Świata bowiem męczeństwo chrześcijan wydaje się w żaden sposób nie obchodzić.

 

A przecież chrześcijanie nadal cierpią. Według najnowszych raportów organizacji Open Doors ponad 388 milionów chrześcijan na świecie doświadcza wysokiego lub ekstremalnego poziomu prześladowań. Uświadommy to sobie – to mniej więcej co siódmy chrześcijanin na świecie. W samym tylko roku 2024 odnotowano 4 849 zabitych za wiarę w Chrystusa, dziesiątki tysięcy pobitych, torturowanych lub więzionych, ponad 5 000 ofiar przemocy seksualnej i przymusowych małżeństw, a aż 224 129 osób zmuszono do ucieczki lub ukrywania się. Zniszczono lub zaatakowano ponad 3 600 kościołów i chrześcijańskich obiektów sakralnych, a tysiące wiernych trafiło do aresztów tylko za to, że modlili się lub posiadali Pismo Święte.


Geografia tego cierpienia jest rozległa, ale ma swoje szczególne ogniska: Afryka Subsaharyjska – zwłaszcza Nigeria, gdzie dochodzi do większości zabójstw chrześcijan na świecie; Bliski Wschód – z krajami takimi jak Syria czy Jemen; oraz Azja – gdzie Korea Północna, Pakistan czy Indie należą do miejsc najbardziej wrogich wierze. W sumie aż w 78 krajach notuje się poważne prześladowania, a raport organizacji Aid to the Church in Need (Pomoc Kościołowi w Potrzebie)dodaje jeszcze szerszy kontekst: ponad 5,4 miliarda ludzi żyje w państwach, gdzie wolność religijna jest ograniczona, a w dziesiątkach z nich dochodzi do systemowych naruszeń, od dyskryminacji po brutalne represje. Oto mapa współczesnego świata, na której wierność Krzyżowi nadal niesie za sobą ryzyko, a czasem wyrok.

Ziemia Święta


Najbardziej przejmujący punkt na tej mapie stanowi rzecz jasna Ziemia Święta – tam, gdzie wszystko się zaczęło. Cierpienie tamtejszych chrześcijan ma wymiar niemal symboliczny: to wspólnota, która trwa w miejscu narodzin naszej religii, a jednocześnie znika na naszych oczach. W Gazie żyją pod podwójnym ciężarem – wojny i systemowej opresji – giną w kościołach, umierają z głodu, chowają bliskich w ruinach świątyń. Na Zachodnim Brzegu duszeni są ekonomicznie i administracyjnie, tracą ziemię, przyszłość i nadzieję, zmuszani do emigracji. W Jerozolimie i innych miastach Izraela spotykają się z narastającą wrogością, upokorzeniem, przemocą uliczną. Mimo iż oczy mediów całego świata zwrócone są w ostatnich latach na Bliski Wschód, to nie zauważają one, że trwa tam dramat powolnego zaniku wspólnoty, która przez dwa tysiące lat była żywym świadkiem Ewangelii. A jednak – i to najbardziej zdumiewające – oni wciąż tam są. Modlą się, odprawiają liturgię, dzielą się chlebem nawet z tymi, którzy cierpią obok nich. Ich męczeństwo nie zawsze kończy się śmiercią, ale zawsze jest wyborem: zostać, wierzyć, trwać. I może właśnie dlatego ich świadectwo wybrzmiewa dziś najmocniej.

„Miękkie” prześladowania?


Ale dzisiejsze męczeństwo chrześcijan nie zawsze oznacza krzyk tłumu i grad kamieni jak w czasach świętego Szczepana, którego do dziś czcimy jako pierwszego męczennika. W innych częściach świata cierpienie może przyjmować zupełnie inny wymiar – niepozostawiający krwawych śladów. W świecie, który lubi mówić o tolerancji, chrześcijanie coraz częściej doświadczają „miękkiego” prześladowania: wyśmiania, marginalizacji, wypchnięcia z przestrzeni publicznej. Tracą głos, a czasem pracę, bo nie chcą wyrzec się swoich przekonań. Krzyż znika z miejsc, gdzie był od pokoleń, a wiara bywa traktowana jak coś wstydliwego, niepożądanego, wręcz podejrzanego. To męczeństwo bez krwi, ale nie bez bólu – i może dlatego tak łatwo je przeoczyć. A jednak ono także jest świadectwem: cichym i upartym trwaniem przy Chrystusie mimo nacisku świata, który coraz mniej chce Go słuchać.


O męczeństwie, rzecz jasna w zupełnie innej skali, nieporównywalnej z torturami i innymi ­fizycznymi ­cierpieniami, o których mowa była wcześniej, mówić możemy jednak również w kontekście życia wielu z nas, polskich katolików, żyjących w XXI wieku. I nie chodzi już tylko o wyszydzanie w mediach czy nawet w grupie rówieśniczej, towarzyskiej czy w miejscu pracy. Oto przecież coraz więcej z nas dotyka pewien subtelny rodzaj męczeństwa w naszych rodzinach, a może nawet w naszych domach. Wrogom chrześcijaństwa udało się bowiem tak zmienić świat, w tym Polskę, że coraz liczniejsi mieszkańcy naszego kraju kpią z Pana Boga i z Jego wyznawców. Spotkania rodzinne nierzadko przemieniają się w pole minowe pełne tematów wywołujących konflikty – a wiara i wynikająca z niej moralność to główne kwestie sporu.


Kto straci swe życie z mego powodu…


Chrystus, przychodząc na świat dwa tysiące lat temu, doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że wierność Jego słowu nie będzie prosta. Dlatego właśnie ewangelista Mateusz zapisał Jezusową zapowiedź brzmiącą: Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową; i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy. Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien. Kto chce znaleźć swe życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je (Mt 10,34–39).


Jakże trudne są to słowa! Ale jakże budujące i podnoszące na duchu zawsze wtedy, kiedy doznajemy cierpienia, konfrontując się w tych sprawach z kimś z naszych bliskich. Oczywiście – dobra atmosfera, spokój, wzajemne zrozumienie w rodzinie są niezwykle ważne. Chrystus przypomina nam jednak, że są i sprawy ważniejsze. Że wierność Panu Bogu niesie za sobą konsekwencje.


Myślę o tych słowach zawsze, gdy podczas rozmaitych spotkań podchodzą do mnie Czytelnicy PCh24.pl i opowiadają o takich sytuacjach: Syn żyje w związku niesakramentalnym, gdy zapytałam o ślub, obraził się; Córka nie chodzi do kościoła i wyśmiewa się z tych, co chodzą; Mój teść szydzi ze mnie, bo modlę się na różańcu; Moja mama jest antyklerykałem i nie możemy się porozumieć, bo twierdzi, że jestem dewotem. Tak, również o takie sytuacje chodzi. Jest ich coraz więcej i należy po prostu powierzać je Chrystusowi. Nie ma innej rady.

Módlmy się!


A za tych, którzy cierpią w innych miejscach świata, również powinniśmy się modlić: Boże, poprzez tajemnicze zrządzenie Twej Miłości, pozwoliłeś swemu Kościołowi uczestniczyć w cierpieniu Twego Syna, wzmocnij nasze Siostry i Braci, którzy z powodu swej wiary są prześladowani. Obdarz ich swoją mocą i wytrwałością, aby w każdym ucisku pokładali w Tobie całą swą ufność, a w cierpieniu wiernie świadczyli o Tobie. Podaruj im radość z uczestnictwa w Ofierze Chrystusa i obdarz pewnością, że ich imiona są zapisane w Księdze Życia. Daj im siłę do naśladowania Chrystusa, która wesprze ich w dźwiganiu Krzyża, a w utrapieniu ustrzeże ich chrześcijańską wiarę. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.



Autor jest redaktorem naczelnym portalu PCh24.pl


NAJNOWSZE WYDANIE:
Znak, któremu sprzeciwiać się będą
Pamiętajmy jednak, że cierpieć dla Chrystusa, to nie tylko przelać za niego krew, ale również zaprzeć się siebie i poświęcić swoje życie dla służby Bogu i bliźniemu. To dokładne i z miłością wykonywanie obowiązków, zwłaszcza tych przykrych; to pokorne przyjmowanie wszelkich osobistych dramatów, trudów i przeciwności – tak jak nas tego nauczył nasz Pan: Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich! Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!

 
Robotnicy ostatniej godziny
Ks. Bartłomiej Wajda

Wszyscy doskonale znamy przypowieść o robotnikach zatrudnionych w winnicy (Mt 20,1–16): gospodarz wyszedłszy szukać najemników, z pierwszą grupą (która miała pracować 12 godzin) umówił się o denara. Następnie wychodził jeszcze przez kolejne godziny dnia, nie umawiając się z robotnikami o konkretną stawkę, tylko zapewniając, że co będzie słuszne, da im. Ostatnia grupa najemników pracowała tylko jedną godzinę. Ponieważ denar stanowił zwyczajową kwotę, jaką zarabiał niewykwalifikowany robotnik pracujący przez cały dzień, stąd ci, którzy przepracowali jedynie część dnia pracy, a zwłaszcza ci ostatni, nie mieli prawa spodziewać się, że dostaną denara. Gdy jednak przyszedł czas wypłaty, wszyscy (niezależnie od tego, jak długo pracowali) otrzymali po jednym denarze, co sprawiło na pewno wielką radość ostatnim. Niemniej pracujący cały dzień uznali to za niesprawiedliwość i sądzę, że większość z nas, którzy tę przypowieść znają, ma podobne wrażenie. Jak zatem opanować to odczucie?

Otóż, zwróćmy uwagę, że gdyby nie inicjatywa gospodarza, który zaproponował ludziom czekającym na rynku konkretną pracę, wszyscy oni pozostaliby w trudnej sytuacji, gdyż w tym dniu nic by nie zarobili. To już jest dla nas bardzo pouczające w kontekście wiary, a mianowicie: to łaska Boża sprawia, że człowiek może zdobywać zasługi na Niebo. Zaproszenie do pracy w winnicy to nic innego jak zaproszenie do wejścia do Kościoła Katolickiego, a to się dokonuje przez chrzest. W tym sakramencie po raz pierwszy otrzymujemy łaskę uświęcającą, która uzdalnia nas do zdobywania zasług na Niebo.

[Pełny tekst w wydaniu papierowym]


 
Warto wierzyć!

Pani Renata należy do parafii pw. Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny w Suchej Beskidzkiej. Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi wspiera już od 2005 roku, a w 2013 roku przystąpiła do Apostolatu Fatimy.

 

Pani Renata urodziła się w Poznaniu, skąd po kilku latach wraz z rodzicami wyjechała do Opola, gdzie jej tata pracował jako zawiadowca stacji kolejowej. W Opolu spędziła lata szkoły podstawowej i średniej. Po ukończeniu edukacji wyszła za mąż i zamieszkała w Sosnowcu. – Tam było wówczas ciężkie powietrze przy kopalniach i nasz syn zachorował na astmę. Wtedy mąż dostał przeniesienie służbowe z pracy właśnie do Suchej Beskidzkiej i tu przywędrowaliśmy, gdy syn miał dwa latka. Tak że mieszkamy tutaj już od 50 lat – opowiada.


Stowarzyszenie i Apostolat


– O istnieniu Stowarzyszenia dowiedziałam się chyba, jeśli się nie mylę, w 2005 roku. Właśnie gdzieś wyczytałam, być może, że to była ulotka albo coś takiego, i się zapisałam, a po pewnym czasie przystąpiłam do Apostolatu Fatimy.


– Lubię te wszystkie wizerunki Matki Bożej, jakie mam w kalendarzu „365 dni z Maryją”, który otrzymuję ze Stowarzyszenia. Zresztą kalendarz zamawiam też dla rodziny i dla koleżanki. Z kolei „Przymierze z Maryją” zbieram, a jak jest jakiś artykuł, który może zainteresować moją przyjaciółkę, to jej zanoszę. Mnie najbardziej ciekawią świadectwa Apostołów Fatimy.

Jest ktoś, kto nad nami czuwa


– Myślę, że warto wierzyć, warto modlić się na różańcu, bo zawsze Ktoś jednak nad nami czuwa, tam gdzieś z góry i te modlitwy prędzej czy później zawsze zostają wysłuchane. Staram się odmawiać Różaniec codziennie, a poza tym bardzo lubię śpiewać pieśni Maryjne.


– W swojej parafii chodzę od niedawna na nabożeństwo do św. Charbela, a 22 dnia każdego miesiąca jeżdżę z koleżanką do Sanktuarium Matki Bożej Opiekunki i Królowej Rodzin w Makowie Podhalańskim na nabożeństwo do św. Rity. Święta Rita pomogła mi w pewnej sprawie. Jeździłam co miesiąc przez rok i po prostu ta moja prośba została wysłuchana.


Pani Renata darzy zaufaniem i szacunkiem osoby duchowne, co wynika między innymi z jej osobistego doświadczenia: – Gdy miałam trudny okres w życiu, udałam się do jednego z naszych księży i on bardzo mi pomógł – wspomina.


– Kiedyś byłam nad morzem, w Kołobrzegu. Tam jest zupełnie inaczej. Nie ma takich pełnych kościołów jak w Suchej
– zauważa różnice w pobożności różnych regionów Polski. To rodzice wychowali mnie w takiej, a nie innej wierze. Pamiętam, jak mama nas budziła rano i na szóstą chodziliśmy na Roraty. Wspólnie udawaliśmy się też na majówki.

Miłośniczka pielgrzymek autokarowych


Teraz ze względów zdrowotnych nie mogę dużo chodzić, ale za to chętnie jeżdżę na pielgrzymki autokarowe. Zawsze raz w roku jadę ze swojej parafii na całonocne czuwanie do Matki Bożej, do Częstochowy. Z parafii towarzyszą nam dwaj, czasem trzej księża; jadą trzy, a nawet cztery autobusy. Wszystko zaczyna się o dziewiątej wieczorem i trwa do piątej rano. Specjalnie dla nas jest przygotowane miejsce blisko ołtarza, gdzie śpiewamy pieśni, modlimy się i odprawiana jest Msza. Towarzyszy nam nasza parafialna schola. Czasami do naszej modlitwy dołączają się również inne grupy – opowiada pani Renata.


Dużo bliżej miejsca zamieszkania pani Renaty znajduje się Sanktuarium Pasyjno-Maryjne w Kalwarii Zebrzydowskiej. – Do Kalwarii jeżdżę z rodziną. Zwłaszcza w okresie bożonarodzeniowym, jak jest tam taka piękna, żywa szopka ze zwierzętami. Ostatnio zabrałam ze sobą prawnuczkę, żeby jej to pokazać.


– Jak tylko mam okazję, to jeżdżę z przyjaciółką do Lichenia, do sanktuarium Matki Bożej. W Licheniu jest przepięknie.
Wyjazd trwa dwa dni i organizuje go prywatna osoba z sąsiedniej Białki.


– W 2000 roku, który był Rokiem Jubileuszowym, byłam w Rzymie, żeby przejść przez wszystkie Drzwi Święte –
wspomina pani Renata. I dodaje: – Byłam też w Ziemi Świętej, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Jednak być tam na miejscu i widzieć jak ludzie są chrzczeni w Jordanie, czy być pod ścianą płaczu, to jest coś niesamowitego.


Oprac. Janusz Komenda

 




 
Św. Jan Grande – opiekun nędzarzy
Adam Kowalik

Trzydzieści lat temu, 3 czerwca 1996 roku, Ojciec Święty Jan Paweł II ogłosił świętym brata Jana Grandego, szesnastowiecznego hiszpańskiego zakonnika bonifratra, opiekuna chorych i ubogich. Jako cud niezbędny do uznania jego świętości Stolica Apostolska uznała uzdrowienie cierpiącej na nieuleczalną chorobę polskiej felicjanki, siostry Marii Reginy Hoeflich.

 

Szukając źródeł pobożności św. Jana Grandego, musimy cofnąć się do jego lat dziecięcych, gdy wzrastał fizycznie i duchowo pod opieką pobożnych rodziców: ojca Krzysztofa, z zawodu kowala, i matki Elżbiety Román.


Urodzony 6 marca 1546 roku w leżącym nieopodal Sewilli hiszpańskim miasteczku Carmona, podstawową wiedzę religijną i ogólną zdobył w rodzinnej parafii pw. św. Piotra. Pełnił tam posługę ministranta oraz śpiewał w miejscowym chórze. Bardzo go sobie cenił ówczesny proboszcz, o. Sakristan. Podziwiając niezwykłą pobożność chłopca, upatrywał w nim przyszłego kapłana.

Gdy Jan miał jedenaście lat, osierocił go ojciec. Odpowiedzialna za wychowanie gromadki dzieci matka dwa lata później wyszła ponownie za mąż za Krzysztofa Fontanillasa. Ojczym wyszukał mu miejsce u sewilskiego sukiennika, by mógł zdobyć zawód ­kupca.

[Pełny tekst w numerze papierowym]


 
Tiara bł. Piusa IX
Leonard Przybysz

Tiara, którą możemy na stronie obok podziwiać, została podarowana w roku 1854 papieżowi bł. Piusowi IX przez królową Izabelę II Hiszpańską. Wieńczy ją kulisty lazurowy szafir z wysadzanym diamentami krzyżem. Imponująca jest ilość kamieni szlachetnych, jakimi tiara została ozdobiona: 6800 brylantów, po 160 szmaragdów i rubinów oraz 96 pereł…


Niewątpliwie ta tiara jest dziełem sztuki. Jest piękna! Jako katolicy powinniśmy doceniać i kontemplować piękno – także to, które jest dziełem talentów danych człowiekowi przez Boga.

Jak mamy traktować tę papieską koronę? Czy tylko jako symbol ziemskiego bogactwa i splendoru? Nie! Jako katolicy musimy postrzegać ją jako znak władzy o pochodzeniu nadprzyrodzonym, wskazujący na ogromną odpowiedzialność Ojca Świętego za prowadzenie Chrystusowej trzody. Trzy diademy umieszczone na tiarze oznaczają najwyższą władzę następcy św. Piotra: nauczycielską, kapłańską i pasterską.


Wielu papieży dostrzegało potrzebę używania zewnętrznych ozdób, wzmacniających duchowy autorytet i utrzymujących jedność Kościoła, który zawsze potrafił posługiwać się symbolami, aby przekazywać najważniejsze prawdy.


Podczas liturgii używanie odpowiednich szat i określonych obrzędów wyraża świętość celebrowanej tajemnicy. Podobnie papieska tiara pozostaje zawsze widzialnym znakiem godności i misji papieża. Ojciec Święty reprezentuje na ziemi duchowe panowanie Zbawiciela. To prawda, że autorytet papieża nie tkwi w zewnętrznych ozdobach, lecz w posłudze danej Apostołom przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, ale właśnie symbole pomagają uczynić tę posługę widoczną dla świata. Kościół służąc ubogim i pokornym, głosi panowanie Chrystusa nad wszystkimi narodami!


Prawdą jest – co warto jeszcze raz podkreślić – że każdy katolik został powołany do podziwiania wspaniałości, które Pan Bóg uczynił lub które są owocem talentów danych człowiekowi przez Stwórcę. Podziwiajmy więc tę tiarę, zachwycajmy się jej pięknem! Nie można bowiem przygotować się należycie do kontemplowania absolutnego Piękna w wieczności, będąc ślepym na odbicie tego Piękna tutaj, na ziemi...



Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szczęść Boże!

Cieszę się z każdej kampanii przeprowadzanej przez Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi. Myślę, że spotkania z wykładami dotyczącymi historii Polski pomogłyby wielu osobom, szczególnie młodym, zapoznać się z naszymi historycznymi dziejami. Życzę powodzenia w realizacji Waszej misji!

Ewa z Warszawy

 

 

Szanowni Państwo!

Uczestniczyć w Waszych kampaniach to tak, jakby komuś spadającemu podać rękę i zatrzymać go. Wasza działalność jest potrzebna wszystkim. Dlatego z radością pragnę udzielać Wam wsparcia!

Janina

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Ogromnie się cieszę, że Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi podjęło się opublikowania książki pt. „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski”. Ta książka jest mi ogromnie bliska, ponieważ w niej zawarte są bardzo ważne chwytające za serce przekazy dotyczące przyszłości Polski – naszej Ojczyzny. Narodowi jest to bardzo potrzebne. To święta prawda, że jest to głośne wołanie o przebudzenie Polaków oraz refleksję nad przyszłością naszego kraju i całego świata. Skoro w taki sposób wyrażają Państwo swoje przywiązanie do naszej Ojczyzny, to jakże ja bym miała nie poprzeć tej inicjatywy? Przepięknie wybrzmiały te słowa Pana Prezesa prosto z serca. Serdecznie dziękuję za te budujące szczere słowa oraz za pakiet zawierający broszurę, a także piękny poświęcony przez kapłana obrazek z wizerunkiem Matki Bożej Częstochowskiej – naszej Hetmanki! Przesyłam pozdrowienia całemu Zespołowi Redaktorskiemu, który włożył tyle trudu w przygotowanie tej książki. Kieruję również pozdrowienia dla obecnych i przyszłych czytelników. Książka ta jest dla mnie bardzo pouczająca. I jestem przekonana, że dla katolików będzie jak balsam na zranione serce. Wierzę, że rozejdzie się, jak przysłowiowe „świeże bułeczki”. Pod warunkiem jednak, że trafi na prawdziwych katolików, a nie takich, którzy tylko takich udają – czyli „farbowańców”. Prawdziwy katolik jest gotowy poświęcić nawet życie dla swojej katolickiej Ojczyzny. Kończąc ten list życzę Panu Prezesowi i całemu Stowarzyszeniu powodzenia w tej jakże potrzebnej i wartościowej kampanii. Szczęść Wam Boże!

Apostołka Fatimy Janina z Łukowa

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Jestem wdzięczna za to, co robicie dla wszystkich Polaków. Dzięki Waszym kampaniom rośnie świadomość ludzi i ich refleksja nad swoim życiem, pogłębia się też wiara w Pana Boga. Dlatego wspieram Wasze akcje. Szczęść Boże!

Małgorzata z Zielonej Góry

 

 

Szczęść Boże!

Bogu dzięki, że jest Stowarzyszenie, które dba o dobro Polaków i Polski. Dziękuję osobiście i cieszę się, że jestem Waszym Przyjacielem.

Jan z Ustronia

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Zdecydowałem się być odbiorcą Waszego czasopisma Maryjnego. Muszę przyznać, że jest w nim wiele tekstów bardzo pożytecznych i mocno złączonych z tradycją Kościoła Katolickiego. Dla kapłana także jest wiele materiałów ubogacających. Piszę ten list, bo w 146. numerze „Przymierza z Maryją” (dział Strony Maryjne) na końcu pisma w ramach Sanktuariów Maryjnych został opublikowany tekst o Matce Bożej Skoszewskiej z mojego dekanatu brzezińskiego. Bardzo się ucieszyłem z publikacji tego artykułu. Serdecznie pozdrawiam całą Redakcję, życząc błogosławieństwa Bożego.

Ks. Krzysztof

 

 

Szanowny Panie Prezesie!

Bardzo dziękuję za to, że od roku 2018 miałam możliwość i zaszczyt uczestniczenia w Apostolacie Fatimy. Bardzo dziękuję za życzenia urodzinowe, za kalendarze, za wszelkie przesyłki i za Wasze wartościowe pisma. Dziękuję także za miłe i krzepiące słowa. Za Was wszystkich gorąco się modlę. Życzę błogosławieństwa Bożego i opieki Matuchny Fatimskiej. Bóg Wam zapłać!

Elżbieta

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowna Redakcjo, pragnę podzielić się moim świadectwem dotyczącym łask, jakie nasza kochana Matka Maryja wyjednała dla mojej cioci u swojego Syna. Moja ciocia cierpi na depresję. Lekarze nie potrafili jej pomóc, choroba trzymała ją w swoim uścisku bardzo mocno. Wtem przypomniałem sobie, że jest modlitwa „nie do odparcia”, czyli Nowenna Pompejańska. Chwyciłem się więc tej nowenny jako ostatniej deski ratunku, gdyż bardzo chciałem pomóc cioci. Zacząłem się modlić mając nadzieję na pomoc. Gdy kończyłem część dziękczynną, nie było żadnych rezultatów poprawy u cioci, jednak ostatniego dnia nowenny stał się cud. Odebrałem telefon, że ciocia już o wiele lepiej się czuje, a depresja przeszła jak ręką odjął. Wiem, że to nasza Najświętsza Matka wyjednała u swojego Syna tę łaskę zdrowia dla niej. Dodatkowo podczas nowenny uzyskałem niespodziewane łaski dla siebie, abym mógł bardziej uczciwie spojrzeć na swoje życie. Zapoczątkowałem proces zmian w moim życiu, które pozwoliłyby mi przybliżyć się bardziej do Pana Boga. Mam nadzieję, że nie zawrócę z tej drogi. (…) Dzięki Nowennie Pompejańskiej zobaczyłem, że można żyć inaczej oraz inaczej przeżywać swoją wiarę!

Właśnie zacząłem kolejną, trzecią nowennę w intencji rodziny mojego brata stryjecznego, która jest w rozsypce, a węzeł zła jest tak mocno zaciśnięty, że tylko Boża interwencja może tutaj pomóc. Wierzę jednak, że nasza kochana Matka wyjedna odpowiednie łaski dla tej rodziny. Nawet jeżeli od razu nie doświadczymy namacalnych cudów tej modlitwy, to Jezus Chrystus wie, jakie łaski na daną chwilę nam zsyła i możliwe, że poznamy je dopiero po tamtej stronie. Dlatego warto odmawiać święty Różaniec, o czym sam się przekonałem. Z Panem Bogiem!

Paweł

 




Pismo Fatimskiej Pani
 

 

„Przymierze z Maryją” powstało, gdyż odnaleźliśmy w sobie potrzebę podzielenia się z Czytelnikami wspaniałym darem – świadomością niezmierzonej opieki, jaką Maryja otacza nas i nasze rodziny.

 

Każdy kolejny numer pisma daje nam nowe doświadczenia pozwalające kstałtować „Przymierze z Maryją” jako czasopismo dla rodzin, dla małżeństw oraz dla każdego, kto czuje więź z katolicką Wiarą i Tradycją. Na tym fundamencie propagujemy postać Matki Bożej, która w tak wielu okolicznościach otacza opieką nasz naród.

 

Od pierwszego numeru, kiedy to rozesłaliśmy czasopismo do niewielkiego grona korespondentów aż do dzisiaj czujemy obecność Matki Bożej, która stała się dla nas życiowym drogowskazem, za którym chcemy podążąć zarówno w publikowanych artykułach, jak i w codziennym życiu. Maryja to przewodniczka i opiekunka na każdy czas – w pracy, w domu, w szkole. Dlatego czynimy wszystko w myśl założenia, by każda katolicka rodzina mogła znaleźć w „Przymierzu z Maryją” wartości, które pozwolą jej wzrastać w wierze i miłości.

 

Maryja obecna jest na kartach naszego czasopisma dla rodzin katolickich w różnych kontekstach. Najważniejsze tematy, które poruszamy to:

 

  • kwestia godnego przyjmowania Komunii Świętej,
  • świętość i nierozerwalność sakramentalnego katolickiego małżeństwa,
  • rodzina katolicka jako wspólnota i miejsce wzrastania w Chrystusie, z opieką Maryi,
  • śmierć, czyściec i modlitwa za dusze w czyśćcu cierpiące, wieczne zbawienie i wieczne potępienie – pojęcia coraz częściej zapomniane i niezrozumiałe dla współczesnego człowieka,
  • objawienia maryjne w Fatimie, w Lourdes, w Akicie, nabożeństwo do Najświętszego Serca Pana Jezusa, postaci błogosławionych i świętych stygmatyków,
  • objawienia Jezusa Miłosiernego i kult Bożego Miłosierdzia,
  • szkaplerz święty i związane z nim nabożeństwo,
  • żywoty i historie świętych zapisane na kartach historii i przekazywane w Tradycji katolickiej,
  • lokalne polskie miejsca kultu Maryi.

... i wiele innych spraw, wśród których nie brakuje kwestii dotykających kryzysu naszej cywilizacji, takich jak kondycja współczesnych rodzin, czy też walka o życie nienarodzonych.

 

„Przymierze z Maryją” zaprasza do lektury!

Maryja
i „Przymierze...”
 

CZYLI OD POMYSŁU NA BIULETYN KATOLICKI DO OGÓLNOPOLSKIEGO CZASOPISMA CZYTANEGO PRZEZ SETKI TYSIĘCY KATOLIKÓW

 

Kiedy w październiku 2001 roku wydrukowaliśmy pierwszy numer „Przymierza z Maryją”, niewiele osób dawało nam szanse na „sukces”. Sceptyków lub pesymistów patrzących na przyświecającą nam misję było więcej niż optymistów. Dziś jednak chyba nie ma wątpliwości – setki tysięcy rodzin, które otrzymują pismo, to najlepszy dowód na to jak ważny i potrzebny jest nasz dwumiesięcznik.

 

Wszelkie łaski, jakie otrzymaliśmy od pierwszego do bieżącego numeru, w tym każdego nowego korespondenta, który zaczął czytać „Przymierze z Maryją”, oddajemy z wyrazami wdzięczności jednej, szczególnej osobie – to Maryja, której fatimskie oblicze zdobi okładkę naszego pisma jest sprawczynią sukcesu, jaki odniosło skromne czasopismo dla rodzin katolickich. Maryja daje nam pomoc, którą czujemy na każdym kroku. I Jej też zawierzamy nasze pismo, z wiarą oczekując triumfu Jej Niepokalanego Serca!

 

 

„Przymierze z Maryją” przeszło długą drogę – od czarno-białego biuletynu do wielkonakładowego, bogato ilustrowanego pisma, z którego opinią liczą się duchowni i świeccy katolicy. Korzystając z sukcesu, jaki stał się udziałem naszych Czytelników oraz redakcji, z okazji wydania 100. numeru, przygotowaliśmy dla naszego magazynu nową okładkę. Oprócz tego, przebudowaliśmy układ wewnętrzny, aby jak najlepiej spełniał oczekiwania wszystkich, którym „Przymierze z Maryją” będzie służyć w przyszłości.