Temat numeru
 
Całun Turyński Boży Dar na nasze czasy

Pod koniec ziemskiego życia Pana Jezusa miało miejsce kilka konfrontacji pomiędzy Nim a uczonymi w Piśmie i faryzeuszami. Chrystus Pan konsekwentnie głosił, że On i Jego Ojciec są dwoma Osobami Boga w Trójcy Świętej Jedynego. Ale uczeni żydzi nie uznali objawionej im prawdy i uknuli intrygę, w wyniku której Zbawiciel został stracony w najokrutniejszy sposób.

Chrystus znosił brutalne tortury, uderzenia i chłostę zadawaną Jego świętemu ciału, następnie zaś ukrzyżowanie i śmierć dla ratowania ludzkości od lawiny grzechów. Stan zepsucia był tak wielki, że tylko ogromne cierpienie Zbawiciela mogło pojednać ludzkość z Bogiem.

Józef z Arymatei i Nikodem zabrali ciało Pana Jezusa, owinęli w płótno i złożyli w grobie, dopiero co wykutym w skale. Rankiem w Niedzielę Wielkanocną uczniowie odkryli, że w grobowcu nie ma już ciała Zbawiciela, pozostało natomiast płótno z widocznymi śladami Jego strasznej męki.

Zarówno przed śmiercią na krzyżu, jak i po zmartwychwstaniu Chrystusa Jego nauczanie napotykało opór – nie dlatego, że brakowało Mu talentu do głoszenia Słowa, ale z powodu trudności, z jaką „światowy” człowiek zawsze przyjmował nadprzyrodzoną prawdę. Co więcej, w każdym społeczeństwie istnieją zwalczające ją wpływowe, przewrotne grupy, co dobrze widać na przykładzie uczonych w Piśmie i faryzeuszy.

Mimo to, Pan Jezus znajdował nowe sposoby, dzięki którym kontynuował nauczanie niedowierzających i zbytnio zajętych codziennymi troskami tłumów. Jednym z tych nowych sposobów, ciągle skutecznych pomimo upływu wieków, jest Całun Turyński.

Uczczony przez świętych i papieża


Chociaż dowody na istnienie Całunu można wykazywać, począwszy od pierwszych dni istnienia Kościoła, to jednak nie prowadził on badań historycznych płótna, dopóki nie znalazło się ono w posiadaniu Domu Sabaudzkiego w 1453 r. Książęta sabaudzcy przechowywali Całun w pięknej kaplicy wzniesionej obok ich zamku w Chambéry, wysoko w Alpach Francuskich. Tam, w 1532 r. wybuchł pożar, w wyniku którego stopieniu uległ srebrny relikwiarz. Chociaż znajdujący się w nim nadpalony Całun wyciągnięto i natychmiast polano wodą, niewielkie uszkodzenia płótna pozostały. Niemniej jednak, sam wizerunek Chrystusa przetrwał praktycznie nienaruszony.

Książę Emmanuel Philibert (1528-80), utalentowany dowódca, który godnie służył zarówno Karolowi V, jak i Filipowi II, przeniósł swoją siedzibę, a wraz z nią także Całun do Turynu – włoskiej siedziby książąt sabaudzkich. Tam też cudowna pamiątka Męki Pańskiej pozostaje do dziś.

Po przeniesieniu Całun zyskał wśród wierzących szeroki rozgłos jako święta relikwia, w którą owinięto umęczone ciało Mesjasza przed Jego Zmartwychwstaniem. Królowie i królowe, członkowie najznamienitszych chrześcijańskich rodzin szlacheckich, szacowni kapłani i pobożni wierni przybywali do Turynu, by uczcić zakrwawione płótno, które wymownie do nich przemawiało. Wśród pielgrzymów nie brakowało późniejszych świętych.

Wkrótce, po przeniesieniu relikwii św. Karol Boromeusz zorganizował pielgrzymkę ze swojej diecezji w Mediolanie, połączoną z wystawieniem na widok publiczny Całunu, który obejrzało 40 tysięcy osób. Na początku XVII w. Całun oglądał św. Franciszek Salezy, a kilka lat później – jego duchowa siostra, św. Joanna de Chantal, założycielka (według formuły św. Franciszka) zakonu Sióstr Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny, czyli wizytek. Papież Pius VII uczcił Całun, kiedy odwiedził Turyn, udając się z Rzymu do Paryża, by na żądanie Napoleona koronować go na cesarza. Ostatecznie, aresztowany i przewieziony do Fontaine­bleau we Francji, gdzie spędził siedem miesięcy, powrócił do Włoch po klęsce francuskiego władcy. W drodze powrotnej ponownie uczcił relikwię. W następnym wieku dwukrotnie Całun nawiedził św. Jan Bosko, założyciel zgromadzenia salezjanów.

Całun zatem od wieków otaczany był czcią, jednak nie można twierdzić, że jest on jedynie przedmiotem podziwu pobożnych katolików. Począwszy od 1898 r., ujawniano naukowe i medyczne fakty, potwierdzające jego autentyczność.

Pierwsze fotografie


Niezwykły przełom naukowy nastąpił w 1898 r., kiedy Secondo Pia, włoski prawnik, który eksperymentował z niedawno odkrytą sztuką fotografii, wykonał zdjęcie Całunu. Gdy zanurzył kliszę w odpowiednich odczynnikach, żeby je wywołać, bardzo się zdziwił, bo zamiast zwykłego odbicia Całunu, ujrzał autentyczny wizerunek martwego ciała Chrystusa. Po porównaniu wizerunku ciała odbitego na płótnie z tym, które uzyskał z kliszy uświadomił sobie, że obraz jest widoczny znacznie wyraźniej na negatywie niż w rzeczywistości. 

Dla każdego trzeźwego umysłu wykluczało to „średniowieczne” fałszerstwo. Było po prostu niemożliwe, by jakikolwiek artysta czy mistyfikator przewidział proces rozwoju fotografii, zanim została ona wynaleziona. Wielcy artyści tacy jak: Fra Angelico, Michał Anioł, Leonardo da Vinci przyznawali, że daremne jest usiłowanie przedstawienia bardzo zbliżonego podobieństwa Syna Bożego. Wizerunek na Całunie ukazuje spokój, szlachetność i siłę charakteru, widoczne nawet po oszpeceniu ciała w wyniku biczowania.

Dwóch młodych naukowców: katolik Paul Vignon i agnostyk Yves Delage, bronili nowego odkrycia, ale i tak spotkali się z murem przeciwności i sceptycyzmu. Pomimo miażdżących dowodów, grono francuskich naukowców po raz pierwszy odmówiło zaakceptowania ich wniosków. Ten motyw niedowierzania wiele razy odgrywał istotną rolę również później.

Chociaż obraz ciała Zbawiciela na negatywie był odwrócony, to ślady krwi – jak można było się spodziewać – widoczne były np. jako białe plamy. Fotografia ta dostarczyła wielu niezauważalnych na samym płótnie cennych informacji, które posłużyły do badań medycznych.

Co nam mówią plamy krwi?


Po sesji zdjęciowej zorganizowanej w 1898 r. i kolejnym sporze Całun leżał nieniepokojony w relikwiarzu aż do czasu publicznego wystawienia na początku lat 30. XX wieku. W tym czasie przeprowadzono kolejne badania, którymi kierował dr Pierre Barbet, chirurg i profesor anatomii, ordynator w jednym z wiodących paryskich szpitali.

Zestawiając obraz uwidoczniony na Całunie z chronologicznym porządkiem Męki Pańskiej, możemy zacząć analizę od badania ran głowy. Otarcia i obrzęki pokrywają całą głowę Chrystusa, zwłaszcza po prawej stronie twarzy, poniżej oka. Chrząstka w nosie została złamana w pobliżu miejsca, gdzie łączy kości. Obrażenia te zostały spowodowane przez ciężki kij o średnicy od 4 do 5 centymetrów, używany do bicia.

Chrystus był biczowany rzymskim flagrum, z umocowanymi na końcach dwiema ołowianymi kulami. Uderzenia musiały być mocne, na co wskazywały siniaki, które krwawiły i odbiły się na płótnie. Najprawdopodobniej Jezusowi wymierzono ponad sto uderzeń, głównie z tyłu. Krew spływająca z głowy wskazuje, że korona cierniowa miała długie i ostre kolce, które wbijały się w ciało przy każdym uderzeniu. Ślady po strużkach krwi są tak wyraźne, że wielu lekarzy jest w stanie odróżnić na nich krew tętniczą od żylnej.

Wreszcie, krew spływała także po rękach, a wybroczyny z ran wokół nadgarstków potwierdzają fakt straszliwej agonii, trwającej od trzech do pięciu godzin. Musimy pamiętać o tym, że Chrystus został przybity do krzyża jedynie trzema długimi gwoździami. Musiały one utrzymać ważące około 79 kilogramów ciało, zmuszane do ciągłej zmiany pozycji. Gdy człowiek wisi na krzyżu z rozpostartymi ramionami, w całym ciele pojawia się ostry ból, a skazaniec zaczyna się dusić. Aby choć trochę sobie ulżyć, zaczyna się odpychać od gwoździa przybitego do stóp, co tylko potęguje cierpienie. Ofiara tych okrutnych tortur wciąż stara się zmienić swoje położenie aż do utraty sił.

Nowoczesna technologia potwierdza autentyczność Całunu


Na początku lat 70. postęp technologiczny umożliwił zaobserwowanie wielu wciąż ukrytych cech Całunu. Na przykład, zwrócono uwagę, że wizerunek ciała odbił się jedynie na wierzchnich warstwach włókien i nie przeniknął głębiej, jak to ma miejsce w przypadku farb lub innych płynnych substancji.

Kolejne badanie przeprowadzono przy pomocy analizatora VP-8, który wykorzystuje fale świetlne do tworzenia trójwymiarowego obrazu. Intensywność cieni i światła wyobrażają odległość od płótna, w jakiej poszczególne części ciała leżały w momencie odbicia się na tkaninie. Po wprowadzeniu do komputera tych danych uzyskano trójwymiarowy obraz Całunu.

Analiza trójwymiarowego wizerunku ujawniła także, iż na przymkniętych powiekach postaci z Całunu położono dwie małe monety. Znajdująca się na nich inskrypcja pokazuje miejsce i datę ich wybicia: Palestyna, około 29 r. Niewielki rozmiar tych monet oraz sama inskrypcja pozostawia odrobinę miejsca na spór, ale stanowi też kolejny dowód na autentyczność Całunu Turyńskiego.

Informacje pozyskane z trójwymiarowego obrazu ciała odbitego na płótnie zainspirowały kilku naukowców – przede wszystkim patologów, chemików i fizyków – do powołania grupy znanej pod nazwą STURP (Shroud of Turin Research Project – Projekt Badawczy Całunu Turyńskiego), by przeprowadzić szczegółowe badania Całunu. Uczeni stworzyli warunki niezbędne do gruntownej analizy płótna, zaplanowanej na rok 1978. W grupie tej znaleźli się zarówno katolicy, protestanci, żydzi, jak i niewierzący oraz religijni sceptycy.

Lekarze zauważyli, że rany odbite na płótnie pokrywały się z budową anatomiczną człowieka i były autentyczne. Potwierdzili, że gwoździe przebijały nadgarstki, a nie dłonie, jak to przedstawiali artyści przed XX wiekiem. Chemicy ujawnili, że ślady po wybroczynach pochodziły od ludzkiej krwi. Ustalono, iż ofiara zmarła gwałtowną śmiercią po wcześniejszym pobiciu i biczowaniu. Dr John Heller, fizyk i biochemik z uniwersytetu Yale podsumował wyniki badań zespołu: Na podstawie fizycznego, matematycznego, medycznego i chemicznego badania oczywiste jest, że w Całun owinięte było ciało człowieka ukrzyżowanego.

Pułapki datowania radiowęglowego


To jednak nie koniec historii, bo ziemskie życie jest nieustanną walką pomiędzy przyjęciem a odrzuceniem nadprzyrodzonej Prawdy. Rankiem 14 października 1988 r. świat obiegła wiadomość, którą podały na swoich czołówkach gazety. Ogłoszono: Całun Turyński jest falsyfikatem. Te rewelacje były następstwem wyników trzech niewłaściwie przeprowadzonych badań datowania za pomocą węgla (C14). Ponieważ przeciętny, niezbyt uważny czytelnik uznał tego typu badania za naukowe w najściślejszym tego słowa znaczeniu, stwierdzono, że sprawa autentyczności Całunu jest zamknięta, tym bardziej, że ówczesny arcybiskup Turynu nie podjął się jego zdecydowanej obrony.

Tymczasem, sprawa nie tylko nie została wówczas zamknięta, ale z powodu nieprofesjonalnego podejścia autorów badania, jego wyniki można było stosunkowo łatwo podważyć. Zgodnie z nowymi procedurami, analizie poddano niewielki fragment płótna, stąd też rezultatów analizy nie sposób było zaakceptować. W jednym przypadku np. testery pomyliły się w datowaniu próbki materiału aż o 1000 lat!

Przed przystąpieniem do testów opracowano tzw. protokoły naukowe, mające zagwarantować rzetelność analiz. W myśl tych ustaleń, praca siedmiu laboratoriów podlegać winna nadzorowi trzech niezależnych instytucji. Wspominana wcześniej STURP, zaangażowana pierwotnie w badanie Całunu, miała wyznaczyć jego fragment, którego okres pochodzenia określić miało datowanie radiowęglowe. W następnej kolejności zaplanowano uzupełniające wyniki analizy z 1978 r.

W rzeczywistości żaden z powyższych warunków nie został spełniony. Wybrano trzy laboratoria niepodlegające żadnemu nadzorowi. Z kolei STURP, którego metodologia i rezultaty a także profesjonalizm badań pobudziły zainteresowanie badaniami nad Całunem, został w trakcie przyjętej ostatecznie procedury całkowicie pominięty.

Zasadniczy problem związany z tą próbą datowania wziął się z faktu pobrania próbki przez dwóch ekspertów (nigdy wcześniej niemających kontaktu z Całunem) z najgorszego możliwego miejsca. Wytypowany fragment płótna poddany był we wcześniejszych wiekach przynajmniej czterem naprawom (np. po pożarze w 1532 r.), ponadto został zanieczyszczony woskiem i skrobią, które zwykle zakłócają wyniki analizy.

Dr Alan Adler, chemik z STURP po stwierdzeniu, że próbka zawierała inną kompozycję chemiczną niż reszta Całunu, ostrzegał: To stawia pod znakiem zapytania dokładność badania radiowęglowego.

W latach 80., kiedy STURP prowadził przygotowania do wszechstronnych badań Całunu Turyńskiego, uaktywniło się środowisko chcące je uniemożliwić. Rozpętano medialną kampanię mającą podważyć autentyczność relikwii. Tę potwierdza jednak kilkanaście poważnych dowodów. Naprzeciw jest zaś efekt badania przeprowadzonego z rażącym naruszeniem przyjętych pierwotnie procedur. Dlaczego więc świat wierzy właśnie jemu?

Jeremias Wells


Tłum. Agnieszka Stelmach


Źródło: „Crusade Magazine”, kwiecień 2010



NAJNOWSZE WYDANIE:
Pod opieką Matki
Dotarliśmy do 150. numeru „Przymierza z Maryją” – pisma tak wyczekiwanego w tysiącach polskich domów. W przeważającej mierze poświęciliśmy go Tej, którą obraliśmy za Patronkę – Matce Najświętszej. To Ona jest naszą Przewodniczką pewną do Nieba.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Świadectwo Pana Pawła

Pan Paweł wspiera Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi już od 20 lat, a w czerwcu wziął udział w pielgrzymce Apostołów Fatimy do portugalskiego sanktuarium. Pochodzi z Mazowsza, z parafii pod wezwaniem świętego Bartłomieja Apostoła w Paprotni. Tam przyjął sakrament chrztu i bierzmowania oraz przystąpił do Pierwszej Komunii Świętej.

 

– Wiarę zachowałem po rodzicach i staram się ją kontynuować – opowiada pan Paweł. – Różaniec i modlitwę „Anioł Pański” odmawiam sam albo z Katolickim Radiem Podlasia z Siedlec. Staram się też, jeśli możliwości pozwolą, odmawiać Koronkę do Miłosierdzia Bożego i dzięki TV Trwam uczestniczyć w apelach jasnogórskich. W niedzielę i inne święta biorę udział w uroczystościach kościelnych, takich jak np. nabożeństwa fatimskie. Jak pogoda jest niesprzyjająca, taka jesienno-zimowa, to korzystam z uprzejmości znajomych i sąsiadów, żeby dojechać do kościoła autem.

– Staram się wspierać parafię w pracach gospodarczych, jeśli chodzi o utrzymanie terenów zielonych wokół świątyni. Jakieś pojęcie na ten temat mam, bo parę ładnych lat zajmowałem się pielęgnacją zieleni przy urzędzie gminy jako pracownik gospodarczy.

– Radzę sobie lepiej lub gorzej, ale odnoszę wrażenie, że osoby w wieku seniorskim, tak jak moja skromna osoba, nie zawsze są jeszcze komuś potrzebne, bo teraz liczy się młody, sprytny, no i trochę zamożny. Takie teraz mamy czasy, że raczej każdy chce utrzymywać kontakty z takimi osobami, a pokolenie starszych ludzi nie każdemu już pasuje.

 

20 lat w Apostolacie Fatimy


– O Stowarzyszeniu Ks. Piotra Skargi dowiedziałem się ponad 20 lat temu, przeglądając prasę katolicką. Zainteresowałem się i tak jakoś ta wymiana korespondencji między Stowarzyszeniem a mną trwa. Oczywiście, za wszystkie przesłane czasopisma, jak np. „Przymierze z Maryją” i dewocjonalia związane z Państwa działalnością, dziękuję bardzo.

– Czasami zaglądam na strony internetowe Stowarzyszenia i przeglądam, co tam akurat jest z aktualnych wiadomości. To, co Państwo robicie, na pewno jest potrzebne. Ja ze swojej strony nadal postaram się wspierać Stowarzyszenie i Apostolat Fatimy, tak jak do tej pory. Nie jest to może bardzo duża ofiara, ale „ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka”, jak mówi przysłowie.

– Zaniepokoiła mnie informacja zawarta w ostatnim numerze „Przymierza z Maryją”, że nakład pisma spada. Uważam, że gdyby każdy wygospodarował te 15–20 zł, to sytuacja byłaby zdecydowanie lepsza i bez problemu można byłoby pokryć koszty wydania i wysyłki „Przymierza…”.

 

Pielgrzymka do Fatimy


– Jestem bardzo zadowolony z wyjazdu z Apostolatem do Fatimy. To był mój pierwszy wyjazd w tak bardzo sławne miejsce. Wszystkie miejscowości, które zwiedzaliśmy, były zabytkowe i bardzo ciekawe, a świątynie i katedry monumentalne. Wszystkie miejsca robią ogromne wrażenie, a obiekty sakralne są jakby dwa razy większe od naszych. Trzeba wyrazić uznanie dla budowniczych, którzy te obiekty wznosili.

– Taki wyjazd to są dosyć poważne koszty, nie tylko jednostkowe, ale dla całej grupy. Byłem w grupie osób, które objęła taka życzliwa pomoc ze strony Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi. Serdeczne „Bóg zapłać” za to, że miałem taką możliwość. Przypuszczam, że wszyscy są, tak jak ja, zadowoleni. Muszę pochwalić i wyrazić słowa wdzięczności dla organizatorów, bo wszystko było bardzo dobrze przygotowane.


oprac. Janusz Komenda


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szanowni Państwo!

Jesteście wspaniali! Wasze wydawnictwa oraz gazetki, broszury i ulotki wzmacniają naszą duchowość i informują o wielu faktach oraz miejscach objawień Maryjnych. Artykuły czytam z wielkim zainteresowaniem. Naprawdę bardzo cenię informacje o Jezusie i Maryi, które w nieskończoność otwierają serca. Pamiętamy w modlitwie o Waszej pracy. Pozdrawiam gorąco Pana Prezesa i cały zespół redakcyjny!

Anna ze Zgierza

 

 

Szczęść Boże!

Kampania „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest wspaniała. Popieram ją i bardzo się cieszę, że jesteście i stoicie na straży wiary. Musimy dziękować i wspierać naszą Królową za Jej miłość do naszego Narodu.

Zbigniew z Katowic

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowny Panie Prezesie, dziękuję bardzo serdecznie za przesłane mi pozdrowienia urodzinowe. Ucieszyłam się z bardzo ładnej kartki. Jestem dumna z działalności apostolskiej, jaką Państwo prowadzą. Podobają mi się bardzo czasopisma „Przymierze z Maryją” i „Apostoł Fatimy”. Cieszę się z tego, że mogę w nich znaleźć wiele bardzo ciekawych artykułów poruszających interesujące mnie tematy. Cieszę się z tego, że wiele osób może korzystać z tych czasopism. Pragnęłabym bardzo, aby wielu Polaków mogło zapoznać się z tymi ciekawymi gazetami.

Bardzo serdecznie dziękuję za otrzymane ostatnio „Przymierze z Maryją” i „Apostoła Fatimy”. Znalazłam w tych numerach wiele interesujących mnie zagadnień. Cieszę się z tego, że te czasopisma mogą trafić do wielu rodzin w Polsce. Pragnęłabym dalej otrzymywać te pisma.

Pozdrawiam Maryję Naszą Królową. Życzę Panu i współpracownikom dużo zdrowia i wielu łask Bożych w Jezusie i Maryi.

Wdzięczna Czytelniczka

Krystyna z Pruszkowa

 

 

Szczęść Boże!

Bardzo dziękuję za przysyłanie mi „Przymierza z Maryją”. Jest to pismo, które bardzo sobie cenię i szanuję. Redagujecie ciekawe artykuły. Zawsze czekam na nowe numery i pragnę poinformować, że zawsze będę Was wspierać. Niech Pan Bóg nas prowadzi!

Barbara

 

 

Szanowny Panie Prezesie!

Bardzo dziękuję Panu za życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego oraz fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły i ducha wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla naszej duchowości chrześcijańskiej. Dziękuję bardzo za wszystkie dewocjonalia, materiały, które od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi otrzymałam – są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę całej Redakcji i Panu Prezesowi obfitych łask Bożych. Szczęść Wam Boże na długie lata!

Danuta z Krakowa

 

 

Szanowni Państwo!

Dziękuję za wszystkie numery „Przymierza…”, bo to ciekawe czasopismo. Warto je prenumerować. Dużo opisujecie i dużo się dowiadujemy, co się dzieje teraz i kiedyś – jak to było na świecie dawno temu, w tamtych wiekach. Życzę Wam wielu łask Bożych i siły w dalszym działaniu. Nie poddawajcie się siłom zła, które próbują zniszczyć wszystko, co Boże. Któż jak Bóg! Pozdrawiam Was serdecznie,

Maria

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Dziękuję z całego serca za cudowne „Przymierze z Maryją”. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję to pismo. Jest tam dużo pięknych, cudownych tekstów o Maryi i Jezusie Chrystusie, a także dużo o wierze katolickiej i o naszej kulturze. Są tam piękne tematy i bardzo dobre dla naszego życia wiadomości. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję „Przymierze z Maryją”. Dziękuję, modlę się za cały Apostolat Fatimy i za Pana Prezesa.

Janina z Włocławka

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Panie Sławomirze, w liście zadał mi Pan pytanie, czy jestem dumna z otrzymywanego pisma „Przymierze z Maryją”. Jestem dumna! A dlaczego? Bo jest to pismo jedyne w swoim rodzaju. To ogromna wiedza. Każdy artykuł bogaty w wydarzenia, emanuje częścią historii o naszej wierze katolickiej. Bardzo dużo przeczytałam dobrych książek (bo lubię czytać), ale pismo „Przymierze z Maryją” stawiam na pierwszym miejscu, bo porusza serce, ubogaca duszę i umysł. O wielu sprawach opisanych w artykułach wcześniej nie miałam wiedzy. Ale teraz mając 86 lat jestem poniekąd uczennicą „Przymierza z Maryją”. Mówi się, że człowiek uczy się do końca życia, prawda? Bóg zapłać za tę wiedzę. Z szacunkiem chylę czoło przed wszystkimi osobami za pracę i trud w tworzeniu pisma. A Matka Boża, nasza Królowa, niech Was błogosławi. Przy okazji „Bóg zapłać” za wszystko co dostaję od Stowarzyszenia Księdza Piotra Skargi: za życzenia urodzinowe, za listy Pana Sławomira i wszystkie pamiątki, a szczególnie za koronę Matki Bożej Fatimskiej. Jak stawałam przed Fatimską Panią, mówiłam w duchu: „Jesteś taka skromniutka, skromniutka bez korony”… A teraz moja Dostojna Pani ma koronę! Serdecznie dziękuję, bardzo się cieszę.

A jeszcze kilka słów o mnie… Jestem schorowaną osobą, chodzę o lasce. Nie mam już nawet siły iść sama do kościoła – to około 1 kilometra, ale mój sąsiad zawozi mnie co niedzielę na Mszę. Mam też problemy ze słuchem. Aparat słuchowy nie wszędzie zdaje egzamin, szczególnie w kościele, jak kapłan mówi dalej od mikrofonu, to robi się pogłos, ale jakoś daję sobie radę. Nie narzekam, bo mam dużą rodzinę i opiekuje się mną córka. Praktycznie przejęła wszystkie moje obowiązki. Przepraszam, że nie nadążam za waszymi propozycjami, ale w miarę możliwości będę wspomagać Stowarzyszenie. Życzę Wam wszystkim zdrowia i błogosławieństwa.

Z Panem Bogiem!

Genowefa