Temat numeru
 
Całun Turyński Boży Dar na nasze czasy

Pod koniec ziemskiego życia Pana Jezusa miało miejsce kilka konfrontacji pomiędzy Nim a uczonymi w Piśmie i faryzeuszami. Chrystus Pan konsekwentnie głosił, że On i Jego Ojciec są dwoma Osobami Boga w Trójcy Świętej Jedynego. Ale uczeni żydzi nie uznali objawionej im prawdy i uknuli intrygę, w wyniku której Zbawiciel został stracony w najokrutniejszy sposób.

Chrystus znosił brutalne tortury, uderzenia i chłostę zadawaną Jego świętemu ciału, następnie zaś ukrzyżowanie i śmierć dla ratowania ludzkości od lawiny grzechów. Stan zepsucia był tak wielki, że tylko ogromne cierpienie Zbawiciela mogło pojednać ludzkość z Bogiem.

Józef z Arymatei i Nikodem zabrali ciało Pana Jezusa, owinęli w płótno i złożyli w grobie, dopiero co wykutym w skale. Rankiem w Niedzielę Wielkanocną uczniowie odkryli, że w grobowcu nie ma już ciała Zbawiciela, pozostało natomiast płótno z widocznymi śladami Jego strasznej męki.

Zarówno przed śmiercią na krzyżu, jak i po zmartwychwstaniu Chrystusa Jego nauczanie napotykało opór – nie dlatego, że brakowało Mu talentu do głoszenia Słowa, ale z powodu trudności, z jaką „światowy” człowiek zawsze przyjmował nadprzyrodzoną prawdę. Co więcej, w każdym społeczeństwie istnieją zwalczające ją wpływowe, przewrotne grupy, co dobrze widać na przykładzie uczonych w Piśmie i faryzeuszy.

Mimo to, Pan Jezus znajdował nowe sposoby, dzięki którym kontynuował nauczanie niedowierzających i zbytnio zajętych codziennymi troskami tłumów. Jednym z tych nowych sposobów, ciągle skutecznych pomimo upływu wieków, jest Całun Turyński.

Uczczony przez świętych i papieża


Chociaż dowody na istnienie Całunu można wykazywać, począwszy od pierwszych dni istnienia Kościoła, to jednak nie prowadził on badań historycznych płótna, dopóki nie znalazło się ono w posiadaniu Domu Sabaudzkiego w 1453 r. Książęta sabaudzcy przechowywali Całun w pięknej kaplicy wzniesionej obok ich zamku w Chambéry, wysoko w Alpach Francuskich. Tam, w 1532 r. wybuchł pożar, w wyniku którego stopieniu uległ srebrny relikwiarz. Chociaż znajdujący się w nim nadpalony Całun wyciągnięto i natychmiast polano wodą, niewielkie uszkodzenia płótna pozostały. Niemniej jednak, sam wizerunek Chrystusa przetrwał praktycznie nienaruszony.

Książę Emmanuel Philibert (1528-80), utalentowany dowódca, który godnie służył zarówno Karolowi V, jak i Filipowi II, przeniósł swoją siedzibę, a wraz z nią także Całun do Turynu – włoskiej siedziby książąt sabaudzkich. Tam też cudowna pamiątka Męki Pańskiej pozostaje do dziś.

Po przeniesieniu Całun zyskał wśród wierzących szeroki rozgłos jako święta relikwia, w którą owinięto umęczone ciało Mesjasza przed Jego Zmartwychwstaniem. Królowie i królowe, członkowie najznamienitszych chrześcijańskich rodzin szlacheckich, szacowni kapłani i pobożni wierni przybywali do Turynu, by uczcić zakrwawione płótno, które wymownie do nich przemawiało. Wśród pielgrzymów nie brakowało późniejszych świętych.

Wkrótce, po przeniesieniu relikwii św. Karol Boromeusz zorganizował pielgrzymkę ze swojej diecezji w Mediolanie, połączoną z wystawieniem na widok publiczny Całunu, który obejrzało 40 tysięcy osób. Na początku XVII w. Całun oglądał św. Franciszek Salezy, a kilka lat później – jego duchowa siostra, św. Joanna de Chantal, założycielka (według formuły św. Franciszka) zakonu Sióstr Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny, czyli wizytek. Papież Pius VII uczcił Całun, kiedy odwiedził Turyn, udając się z Rzymu do Paryża, by na żądanie Napoleona koronować go na cesarza. Ostatecznie, aresztowany i przewieziony do Fontaine­bleau we Francji, gdzie spędził siedem miesięcy, powrócił do Włoch po klęsce francuskiego władcy. W drodze powrotnej ponownie uczcił relikwię. W następnym wieku dwukrotnie Całun nawiedził św. Jan Bosko, założyciel zgromadzenia salezjanów.

Całun zatem od wieków otaczany był czcią, jednak nie można twierdzić, że jest on jedynie przedmiotem podziwu pobożnych katolików. Począwszy od 1898 r., ujawniano naukowe i medyczne fakty, potwierdzające jego autentyczność.

Pierwsze fotografie


Niezwykły przełom naukowy nastąpił w 1898 r., kiedy Secondo Pia, włoski prawnik, który eksperymentował z niedawno odkrytą sztuką fotografii, wykonał zdjęcie Całunu. Gdy zanurzył kliszę w odpowiednich odczynnikach, żeby je wywołać, bardzo się zdziwił, bo zamiast zwykłego odbicia Całunu, ujrzał autentyczny wizerunek martwego ciała Chrystusa. Po porównaniu wizerunku ciała odbitego na płótnie z tym, które uzyskał z kliszy uświadomił sobie, że obraz jest widoczny znacznie wyraźniej na negatywie niż w rzeczywistości. 

Dla każdego trzeźwego umysłu wykluczało to „średniowieczne” fałszerstwo. Było po prostu niemożliwe, by jakikolwiek artysta czy mistyfikator przewidział proces rozwoju fotografii, zanim została ona wynaleziona. Wielcy artyści tacy jak: Fra Angelico, Michał Anioł, Leonardo da Vinci przyznawali, że daremne jest usiłowanie przedstawienia bardzo zbliżonego podobieństwa Syna Bożego. Wizerunek na Całunie ukazuje spokój, szlachetność i siłę charakteru, widoczne nawet po oszpeceniu ciała w wyniku biczowania.

Dwóch młodych naukowców: katolik Paul Vignon i agnostyk Yves Delage, bronili nowego odkrycia, ale i tak spotkali się z murem przeciwności i sceptycyzmu. Pomimo miażdżących dowodów, grono francuskich naukowców po raz pierwszy odmówiło zaakceptowania ich wniosków. Ten motyw niedowierzania wiele razy odgrywał istotną rolę również później.

Chociaż obraz ciała Zbawiciela na negatywie był odwrócony, to ślady krwi – jak można było się spodziewać – widoczne były np. jako białe plamy. Fotografia ta dostarczyła wielu niezauważalnych na samym płótnie cennych informacji, które posłużyły do badań medycznych.

Co nam mówią plamy krwi?


Po sesji zdjęciowej zorganizowanej w 1898 r. i kolejnym sporze Całun leżał nieniepokojony w relikwiarzu aż do czasu publicznego wystawienia na początku lat 30. XX wieku. W tym czasie przeprowadzono kolejne badania, którymi kierował dr Pierre Barbet, chirurg i profesor anatomii, ordynator w jednym z wiodących paryskich szpitali.

Zestawiając obraz uwidoczniony na Całunie z chronologicznym porządkiem Męki Pańskiej, możemy zacząć analizę od badania ran głowy. Otarcia i obrzęki pokrywają całą głowę Chrystusa, zwłaszcza po prawej stronie twarzy, poniżej oka. Chrząstka w nosie została złamana w pobliżu miejsca, gdzie łączy kości. Obrażenia te zostały spowodowane przez ciężki kij o średnicy od 4 do 5 centymetrów, używany do bicia.

Chrystus był biczowany rzymskim flagrum, z umocowanymi na końcach dwiema ołowianymi kulami. Uderzenia musiały być mocne, na co wskazywały siniaki, które krwawiły i odbiły się na płótnie. Najprawdopodobniej Jezusowi wymierzono ponad sto uderzeń, głównie z tyłu. Krew spływająca z głowy wskazuje, że korona cierniowa miała długie i ostre kolce, które wbijały się w ciało przy każdym uderzeniu. Ślady po strużkach krwi są tak wyraźne, że wielu lekarzy jest w stanie odróżnić na nich krew tętniczą od żylnej.

Wreszcie, krew spływała także po rękach, a wybroczyny z ran wokół nadgarstków potwierdzają fakt straszliwej agonii, trwającej od trzech do pięciu godzin. Musimy pamiętać o tym, że Chrystus został przybity do krzyża jedynie trzema długimi gwoździami. Musiały one utrzymać ważące około 79 kilogramów ciało, zmuszane do ciągłej zmiany pozycji. Gdy człowiek wisi na krzyżu z rozpostartymi ramionami, w całym ciele pojawia się ostry ból, a skazaniec zaczyna się dusić. Aby choć trochę sobie ulżyć, zaczyna się odpychać od gwoździa przybitego do stóp, co tylko potęguje cierpienie. Ofiara tych okrutnych tortur wciąż stara się zmienić swoje położenie aż do utraty sił.

Nowoczesna technologia potwierdza autentyczność Całunu


Na początku lat 70. postęp technologiczny umożliwił zaobserwowanie wielu wciąż ukrytych cech Całunu. Na przykład, zwrócono uwagę, że wizerunek ciała odbił się jedynie na wierzchnich warstwach włókien i nie przeniknął głębiej, jak to ma miejsce w przypadku farb lub innych płynnych substancji.

Kolejne badanie przeprowadzono przy pomocy analizatora VP-8, który wykorzystuje fale świetlne do tworzenia trójwymiarowego obrazu. Intensywność cieni i światła wyobrażają odległość od płótna, w jakiej poszczególne części ciała leżały w momencie odbicia się na tkaninie. Po wprowadzeniu do komputera tych danych uzyskano trójwymiarowy obraz Całunu.

Analiza trójwymiarowego wizerunku ujawniła także, iż na przymkniętych powiekach postaci z Całunu położono dwie małe monety. Znajdująca się na nich inskrypcja pokazuje miejsce i datę ich wybicia: Palestyna, około 29 r. Niewielki rozmiar tych monet oraz sama inskrypcja pozostawia odrobinę miejsca na spór, ale stanowi też kolejny dowód na autentyczność Całunu Turyńskiego.

Informacje pozyskane z trójwymiarowego obrazu ciała odbitego na płótnie zainspirowały kilku naukowców – przede wszystkim patologów, chemików i fizyków – do powołania grupy znanej pod nazwą STURP (Shroud of Turin Research Project – Projekt Badawczy Całunu Turyńskiego), by przeprowadzić szczegółowe badania Całunu. Uczeni stworzyli warunki niezbędne do gruntownej analizy płótna, zaplanowanej na rok 1978. W grupie tej znaleźli się zarówno katolicy, protestanci, żydzi, jak i niewierzący oraz religijni sceptycy.

Lekarze zauważyli, że rany odbite na płótnie pokrywały się z budową anatomiczną człowieka i były autentyczne. Potwierdzili, że gwoździe przebijały nadgarstki, a nie dłonie, jak to przedstawiali artyści przed XX wiekiem. Chemicy ujawnili, że ślady po wybroczynach pochodziły od ludzkiej krwi. Ustalono, iż ofiara zmarła gwałtowną śmiercią po wcześniejszym pobiciu i biczowaniu. Dr John Heller, fizyk i biochemik z uniwersytetu Yale podsumował wyniki badań zespołu: Na podstawie fizycznego, matematycznego, medycznego i chemicznego badania oczywiste jest, że w Całun owinięte było ciało człowieka ukrzyżowanego.

Pułapki datowania radiowęglowego


To jednak nie koniec historii, bo ziemskie życie jest nieustanną walką pomiędzy przyjęciem a odrzuceniem nadprzyrodzonej Prawdy. Rankiem 14 października 1988 r. świat obiegła wiadomość, którą podały na swoich czołówkach gazety. Ogłoszono: Całun Turyński jest falsyfikatem. Te rewelacje były następstwem wyników trzech niewłaściwie przeprowadzonych badań datowania za pomocą węgla (C14). Ponieważ przeciętny, niezbyt uważny czytelnik uznał tego typu badania za naukowe w najściślejszym tego słowa znaczeniu, stwierdzono, że sprawa autentyczności Całunu jest zamknięta, tym bardziej, że ówczesny arcybiskup Turynu nie podjął się jego zdecydowanej obrony.

Tymczasem, sprawa nie tylko nie została wówczas zamknięta, ale z powodu nieprofesjonalnego podejścia autorów badania, jego wyniki można było stosunkowo łatwo podważyć. Zgodnie z nowymi procedurami, analizie poddano niewielki fragment płótna, stąd też rezultatów analizy nie sposób było zaakceptować. W jednym przypadku np. testery pomyliły się w datowaniu próbki materiału aż o 1000 lat!

Przed przystąpieniem do testów opracowano tzw. protokoły naukowe, mające zagwarantować rzetelność analiz. W myśl tych ustaleń, praca siedmiu laboratoriów podlegać winna nadzorowi trzech niezależnych instytucji. Wspominana wcześniej STURP, zaangażowana pierwotnie w badanie Całunu, miała wyznaczyć jego fragment, którego okres pochodzenia określić miało datowanie radiowęglowe. W następnej kolejności zaplanowano uzupełniające wyniki analizy z 1978 r.

W rzeczywistości żaden z powyższych warunków nie został spełniony. Wybrano trzy laboratoria niepodlegające żadnemu nadzorowi. Z kolei STURP, którego metodologia i rezultaty a także profesjonalizm badań pobudziły zainteresowanie badaniami nad Całunem, został w trakcie przyjętej ostatecznie procedury całkowicie pominięty.

Zasadniczy problem związany z tą próbą datowania wziął się z faktu pobrania próbki przez dwóch ekspertów (nigdy wcześniej niemających kontaktu z Całunem) z najgorszego możliwego miejsca. Wytypowany fragment płótna poddany był we wcześniejszych wiekach przynajmniej czterem naprawom (np. po pożarze w 1532 r.), ponadto został zanieczyszczony woskiem i skrobią, które zwykle zakłócają wyniki analizy.

Dr Alan Adler, chemik z STURP po stwierdzeniu, że próbka zawierała inną kompozycję chemiczną niż reszta Całunu, ostrzegał: To stawia pod znakiem zapytania dokładność badania radiowęglowego.

W latach 80., kiedy STURP prowadził przygotowania do wszechstronnych badań Całunu Turyńskiego, uaktywniło się środowisko chcące je uniemożliwić. Rozpętano medialną kampanię mającą podważyć autentyczność relikwii. Tę potwierdza jednak kilkanaście poważnych dowodów. Naprzeciw jest zaś efekt badania przeprowadzonego z rażącym naruszeniem przyjętych pierwotnie procedur. Dlaczego więc świat wierzy właśnie jemu?

Jeremias Wells


Tłum. Agnieszka Stelmach


Źródło: „Crusade Magazine”, kwiecień 2010


"Przymierze z Maryją" dociera regularnie do ponad 430 tysięcy osób. Dołącz do grona naszych Przyjaciół i zostań stałym czytelnikiem czasopisma.

NAJNOWSZE WYDANIE:
Maryja naszą Matką
Kościół od zawsze oddaje cześć Najświętszej Dziewicy Maryi, Bogurodzicy – naszej Matce, Orędowniczce i Wspomożycielce. Cześć ta przybierała na przestrzeni wieków różne formy i wyrazy, oddając poruszenia chrześcijańskich serc i charakter poszczególnych narodów.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Maryja nas wychowuje

Pani Monika Rypień z Raciborowic Górnych na Dolnym Śląsku jest Apostołem Fatimy od roku, ale jej wspólna droga z Maryją trwa już wiele lat. Jej piękne świadectwo jest dowodem na to, że trudności i życiowe zakręty przechodzone wspólnie z Bogiem i Maryją są zawsze możliwe do pokonania, a obecność Maki Bożej i zawierzenie Jej swoich spraw naprawdę zmienia ludzkie życie.

Maryja w moim życiu i w życiu mojej rodziny jest kimś szczególnym. Ona nas wychowuje, jeśli tylko damy się poprowadzić. Przyjaźń z Matką Bożą rozpoczęła się już od wczesnych lat mojego życia. Uwielbiałam pieśni do Matki Bożej, nabożeństwa majowe czy różańcowe, a w szczególności święta maryjne. W wieku nastoletnim poznałam historię Matki Bożej Fatimskiej: Matka Boża prosi o modlitwę dzieci, które dzięki niej mogą wyprosić nawrócenie ludzkości! Od tego momentu Fatima zajęła szczególne miejsce w moim sercu. Kiedy byłam studentką we Wrocławiu, miałam możliwość uczestniczenia w nabożeństwach fatimskich. Były one przepiękne… Różaniec – nieustanny Różaniec! – sprawił, że mimo różnych przeciwności i doświadczeń, jakie niesie życie, zawsze miałam siłę, takie poczucie, że jest Ktoś obok. Ktoś, kto czuwa, wspiera, niezależnie od wszystkiego, co się działo.

Punktem zwrotnym, początkiem niezwykłego doświadczenia Matki Bożej w moim życiu był czas, kiedy byłam w ciąży z pierwszym i drugim dzieckiem. Pierwsze dziecko poczęłam dzięki wstawiennictwu Matki Bożej. Razem z mężem modliliśmy się, bo bardzo chcieliśmy mieć dziecko, a tak długo go nie było… Ja powierzyłam tę intencję Maryi, zostawiłam to Jej działaniu. Pewnego dnia mąż przyszedł do mnie i dał mi obrazek Matki Bożej: Wiesz co, na Jasnej Górze są takie modlitwy w pierwszą sobotę miesiąca za małżeństwa, które nie mogą mieć dzieci. To było niesamowite, jak on wyraził chęć oddania się Matce Bożej! Jeszcze tego samego miesiąca okazało się, że będziemy mieli dziecko.

Urodził się syn. Wcześniak. Mieliśmy miesiąc leżeć w szpitalu, a okazało się, że po trzech dniach wypuszczono nas do domu. Było tak dobrze, że lekarz stwierdził, że daty zostały pomylone, bo to niemożliwe, on nie powinien sam oddychać, tylko leżeć pod respiratorem. Ale data nie mogła zostać w żaden sposób pomylona, bo to było dzieciątko tak wyczekane, że nie ma po prostu możliwości pomyłki! W ciąży z drugim dzieckiem miałam ogromne problemy zdrowotne. Lekarze powiedzieli, że dziecko urodzi się chore. Wada genetyczna… Jak by nie było, my z mężem jesteśmy za życiem i przyjęlibyśmy każde dziecko. Ale zadziałała potężna modlitwa, wsparcie mnóstwa osób i dziecko urodziło się zdrowe. I tutaj cały czas Matka Boża nam towarzyszyła! Może ktoś by powiedział, że to było szczęście, przypadek. Ale my z mężem cały czas uważamy, że jest to opieka Matki Bożej. Co by się nie działo, zawsze oddajemy wszystko Maryi, i rzeczywiście, wszystko się później układa.

Oboje z mężem nie pochodzimy z miejscowości, w której mieszkamy, przeprowadziliśmy się tu po ślubie. Tutejsza parafia jest piękną i rozmodloną wspólnotą. Ale poznając nową
wspólnotę, zauważyłam, że nie ma tu nabożeństwa fatimskiego, więc poszłam z prośbą do księdza proboszcza, żeby takie nabożeństwo się odbywało. Dzięki zgodzie i współpracy księdza nabożeństwa fatimskie odbywają się u nas już od 2016 roku. Wspólnie z parafianami przygotowywaliśmy się do stulecia Objawień wielką nowenną fatimską. Ludzie bardzo pozytywnie przyjęli to nabożeństwo. Gdy tylko zbliża się maj, dzwonią i pytają, czy i w tym roku się odbędzie!

Na Stowarzyszenie trafiłam tak zwanym przypadkiem, w internecie. Spodobały mi się inicjatywy propagowania kultu Matki Bożej Fatimskiej. Kiedy przeczytałam, że są ludzie, którzy się tego podjęli, też zapragnęłam pomóc. Jest jeszcze jedna szczególna historia związana z moim uczestnictwem w Apostolacie. Raz wypadło tak, że byłam na roratach w całkiem innej parafii, gdzie nie było ze mną moich dzieci, i tam ksiądz rozdawał dzieciom figurki Matki Bożej. Bardzo mi się to spodobało. Dziś w wielu domach, gdzie żyją młode rodziny, brakuje nawet krzyża na ścianie, obrazów Matki Bożej czy Jezusa. To jest niemodne… a te dzieci z radością przyjmowały figurkę Maryi. Pomyślałam sobie, że może przyjadę tu kiedyś z moimi dziećmi i one też wezmą udział w takim losowaniu? I na drugi dzień w skrzynce pocztowej znaleźliśmy figurkę Matki Bożej z Apostolatu! To była ogromna radość. W naszym domu przy wyjściowych drzwiach znajduje się też kropielnica, a obok niej zawiesiliśmy Akt poświęcenia naszego domu Matce Bożej, który często ponawiamy. Tak pięknych inicjatyw jest o wiele więcej. I do tego Apostołowie modlą się za siebie nawzajem! Dzięki temu nasza wspólnota wspiera się wzajemnie i czerpie swoje siły, służąc Maryi, która prowadzi nas ku Jezusowi.

Przyg. MW



Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szczęść Boże!
Na wstępie pragnę podziękować za kalendarz „365 z Maryją” oraz pismo „Przymierze z Maryją”. Od wielu lat starałem się wspierać każdą akcję organizowaną przez Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi. Szczerze mówiąc, nie zawsze podchodziłem sumiennie do lektury, którą od Was otrzymywałem („Przymierze z Maryją”, „Polonia Christiana”). Wydawało mi się, że samo wspieranie finansowe w zupełności wystarczy. Myliłem się! Teraz, gdy znalazłem się w „jaskini zła”, tam, gdzie rządzi książę ciemności, zacząłem doceniać moc wiary i Bożego słowa, zawartych w Waszych artykułach. Modliłem się zawsze (…), ale wydaje mi się, że raczej z obowiązku niż z potrzeby. Teraz, będąc w zakładzie karnym, gdzie naprawdę ciężko znaleźć człowieczeństwo, współczucie, a co za tym idzie bliskość Bożego Miłosierdzia, pozostaje cicha modlitwa i rozmowa z Panem Bogiem (…). Jest jeszcze nasza ukochana Mateczka MARYJA, która przez całe moje życie okrywała mnie i moją rodzinę swym miłosiernym niewidzialnym płaszczem ochronnym. (…) Bóg naprawdę nas kocha! Pisząc to, mam na myśli dzieło, którego się podjęliście. Bóg zapłać!
Proszę o modlitwę w mojej intencji.
Jacek

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Pragnę Państwu podziękować za pracę na rzecz krzewienia Miłosierdzia Bożego. Serdecznie dziękuję za czasopismo „Przymierze z Maryją” oraz wszystkie piękne upominki, które od Was otrzymuję. Całej Redakcji życzę największych sukcesów. Modlę się codziennie, aby dobry Bóg i Jego Matka otaczali Was Swoją opieką i błogosławili w dalszej pracy. Jako Apostoł Fatimy pragnę wspierać Was skromnym datkiem, aby Wasza działalność rozszerzała się na całe nasze społeczeństwo. (…)
Bronisław ze Starogardu Gdańskiego

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Pragnę pozdrowić serdecznie całą Redakcję „Przymierza z Maryją” oraz podziękować za przysyłane mi egzemplarze Waszego pisma, które bardzo mi się podobają, są ciekawe i poruszające, a nawet wzruszające. Dziękuję za ciekawe artykuły, dziękuję za dział „Strony Maryjne”, gdzie znajdują się piękne opisy sanktuariów Matki Bożej. Ta lektura pisma katolickiego bardzo mnie wzbogaca i poucza. Dziękuję również za wszystkie przesyłane mi dewocjonalia, którymi obdarowuję moich najbliższych. Chcę, aby i oni cieszyli się i wzbogacali duchowo. Bóg zapłać za wszystkie modlitwy w mojej intencji i mojej rodziny. Wspieram Waszą redakcję duchowo, a jak tylko będę mogła, będę też wspierała ją finansowo.
Pozdrawiam serdecznie Pana Prezesa Stowarzyszenia Sławomira Olejniczaka i jego współpracowników oraz czytelników tego pięknego pisma. Szczęść Wam Boże!
Stała czytelniczka – Bernadetta

Szczęść Boże!
Szanowny Panie Prezesie! Serdecznie dziękuję Panu oraz Pana współpracownikom za wszystkie przesyłki skierowane do nas, a w szczególności za każdy kolejny egzemplarz czasopisma „Przymierze z Maryją”.
Można zauważyć, że od dłuższego czasu artykuły i szata graficzna jest coraz bogatsza i wzbogaca nas, Czytelników, w wiedzę katolicką. Wskazuje drogę do Boga za wstawiennictwem Maryi i świętego Józefa, prosząc o łaski uzdrowienia i wszelką pomoc. W natłoku codziennych obowiązków znajdujemy czas na modlitwę – Różaniec, Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Modlimy się o pomyślność naszych dzieci i wnucząt oraz osób nam najbliższych. Odczuwamy wtedy, że Bóg jest z nami i że nie jesteśmy sami. To podnosi nas na duchu, stanowiąc oparcie w rozwiązywaniu wszelkiego rodzaju spraw. Nadmieniamy jednocześnie, że przynależność do Apostolatu Fatimy jest dla nas czymś bardzo ważnym. Każdy człowiek żyjąc na tym świecie, winien starać się pozostawić ślad swojej egzystencji na ziemi, a ocenę pozostawić najbliższym, a przede wszystkim Bogu.
Edward wraz z Małżonką

Szanowni Państwo!
Dziękuję za przesłanie filmu „Via Dolorosa” z dołączonymi rozważaniami „Drogi Krzyżowej”. Chętnie czytam „Przymierze z Maryją”. Oddaję ten dwumiesięcznik także w inne ręce i zachęcam do włączenia się w jego czytanie i propagowanie wśród bliźnich. Zachwycona jestem tematyką Waszego pisma. Gratuluję doboru materiałów, które wzbogacają wiarę oraz wiadomości religijne i inne (ze świata), związane z chrześcijańską postawą człowieka. Bóg zapłać za wszystko! Z wyrazami szacunku.
Marianna z Mazowieckiego

Szczęść Boże!
Chciałbym podziękować całej Redakcji i przyjaciołom Apostolatu Fatimy oraz „Przymierza z Maryją” za wieloletnie wsparcie duchowe, modlitwy i Msze Święte w intencji nas wszystkich, a także piękne upominki dające wiele radości. Zawsze oczekuję i czytam od deski do deski Wasz (nasz) wspaniały dwumiesięcznik. Później przekazuję go innym, by był pocieszeniem w naszych trudnych czasach, także dla innych. Pozdrawiam serdecznie.
Mirosław

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Otrzymałem od Państwa piękne opracowanie „Via Dolorosa” z płytą i modlitwą do Krzyża Świętego, za które bardzo dziękuję. To piękna Państwa akcja, w której też chcę wziąć udział. (…) Staram się uczestniczyć we wszystkich Państwa kampaniach mających na celu przebudzić sumienia Polaków, ale też uczyć wiary i historii Kościoła. Mam już swoje lata, wiary uczyły mnie mama i babcia, teraz ją przekazuję swoim dzieciom i wnukom. Jednak najwięcej wiadomości z życia Kościoła, o życiu świętych, historii Kościoła czerpię z „Przymierza z Maryją”, które otrzymuję i czytam od pierwszej do ostatniej strony. Jako Polak, który wiele lat mieszkał w Niemczech, jestem dumny z Waszej pracy. Serdecznie pozdrawiam i życzę wielu łask Bożych dla całej redakcji „Przymierza z Maryją”.
Wojciech