Temat numeru
 
Całun Turyński Boży Dar na nasze czasy

Pod koniec ziemskiego życia Pana Jezusa miało miejsce kilka konfrontacji pomiędzy Nim a uczonymi w Piśmie i faryzeuszami. Chrystus Pan konsekwentnie głosił, że On i Jego Ojciec są dwoma Osobami Boga w Trójcy Świętej Jedynego. Ale uczeni żydzi nie uznali objawionej im prawdy i uknuli intrygę, w wyniku której Zbawiciel został stracony w najokrutniejszy sposób.

Chrystus znosił brutalne tortury, uderzenia i chłostę zadawaną Jego świętemu ciału, następnie zaś ukrzyżowanie i śmierć dla ratowania ludzkości od lawiny grzechów. Stan zepsucia był tak wielki, że tylko ogromne cierpienie Zbawiciela mogło pojednać ludzkość z Bogiem.

Józef z Arymatei i Nikodem zabrali ciało Pana Jezusa, owinęli w płótno i złożyli w grobie, dopiero co wykutym w skale. Rankiem w Niedzielę Wielkanocną uczniowie odkryli, że w grobowcu nie ma już ciała Zbawiciela, pozostało natomiast płótno z widocznymi śladami Jego strasznej męki.

Zarówno przed śmiercią na krzyżu, jak i po zmartwychwstaniu Chrystusa Jego nauczanie napotykało opór – nie dlatego, że brakowało Mu talentu do głoszenia Słowa, ale z powodu trudności, z jaką „światowy” człowiek zawsze przyjmował nadprzyrodzoną prawdę. Co więcej, w każdym społeczeństwie istnieją zwalczające ją wpływowe, przewrotne grupy, co dobrze widać na przykładzie uczonych w Piśmie i faryzeuszy.

Mimo to, Pan Jezus znajdował nowe sposoby, dzięki którym kontynuował nauczanie niedowierzających i zbytnio zajętych codziennymi troskami tłumów. Jednym z tych nowych sposobów, ciągle skutecznych pomimo upływu wieków, jest Całun Turyński.

Uczczony przez świętych i papieża


Chociaż dowody na istnienie Całunu można wykazywać, począwszy od pierwszych dni istnienia Kościoła, to jednak nie prowadził on badań historycznych płótna, dopóki nie znalazło się ono w posiadaniu Domu Sabaudzkiego w 1453 r. Książęta sabaudzcy przechowywali Całun w pięknej kaplicy wzniesionej obok ich zamku w Chambéry, wysoko w Alpach Francuskich. Tam, w 1532 r. wybuchł pożar, w wyniku którego stopieniu uległ srebrny relikwiarz. Chociaż znajdujący się w nim nadpalony Całun wyciągnięto i natychmiast polano wodą, niewielkie uszkodzenia płótna pozostały. Niemniej jednak, sam wizerunek Chrystusa przetrwał praktycznie nienaruszony.

Książę Emmanuel Philibert (1528-80), utalentowany dowódca, który godnie służył zarówno Karolowi V, jak i Filipowi II, przeniósł swoją siedzibę, a wraz z nią także Całun do Turynu – włoskiej siedziby książąt sabaudzkich. Tam też cudowna pamiątka Męki Pańskiej pozostaje do dziś.

Po przeniesieniu Całun zyskał wśród wierzących szeroki rozgłos jako święta relikwia, w którą owinięto umęczone ciało Mesjasza przed Jego Zmartwychwstaniem. Królowie i królowe, członkowie najznamienitszych chrześcijańskich rodzin szlacheckich, szacowni kapłani i pobożni wierni przybywali do Turynu, by uczcić zakrwawione płótno, które wymownie do nich przemawiało. Wśród pielgrzymów nie brakowało późniejszych świętych.

Wkrótce, po przeniesieniu relikwii św. Karol Boromeusz zorganizował pielgrzymkę ze swojej diecezji w Mediolanie, połączoną z wystawieniem na widok publiczny Całunu, który obejrzało 40 tysięcy osób. Na początku XVII w. Całun oglądał św. Franciszek Salezy, a kilka lat później – jego duchowa siostra, św. Joanna de Chantal, założycielka (według formuły św. Franciszka) zakonu Sióstr Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny, czyli wizytek. Papież Pius VII uczcił Całun, kiedy odwiedził Turyn, udając się z Rzymu do Paryża, by na żądanie Napoleona koronować go na cesarza. Ostatecznie, aresztowany i przewieziony do Fontaine­bleau we Francji, gdzie spędził siedem miesięcy, powrócił do Włoch po klęsce francuskiego władcy. W drodze powrotnej ponownie uczcił relikwię. W następnym wieku dwukrotnie Całun nawiedził św. Jan Bosko, założyciel zgromadzenia salezjanów.

Całun zatem od wieków otaczany był czcią, jednak nie można twierdzić, że jest on jedynie przedmiotem podziwu pobożnych katolików. Począwszy od 1898 r., ujawniano naukowe i medyczne fakty, potwierdzające jego autentyczność.

Pierwsze fotografie


Niezwykły przełom naukowy nastąpił w 1898 r., kiedy Secondo Pia, włoski prawnik, który eksperymentował z niedawno odkrytą sztuką fotografii, wykonał zdjęcie Całunu. Gdy zanurzył kliszę w odpowiednich odczynnikach, żeby je wywołać, bardzo się zdziwił, bo zamiast zwykłego odbicia Całunu, ujrzał autentyczny wizerunek martwego ciała Chrystusa. Po porównaniu wizerunku ciała odbitego na płótnie z tym, które uzyskał z kliszy uświadomił sobie, że obraz jest widoczny znacznie wyraźniej na negatywie niż w rzeczywistości. 

Dla każdego trzeźwego umysłu wykluczało to „średniowieczne” fałszerstwo. Było po prostu niemożliwe, by jakikolwiek artysta czy mistyfikator przewidział proces rozwoju fotografii, zanim została ona wynaleziona. Wielcy artyści tacy jak: Fra Angelico, Michał Anioł, Leonardo da Vinci przyznawali, że daremne jest usiłowanie przedstawienia bardzo zbliżonego podobieństwa Syna Bożego. Wizerunek na Całunie ukazuje spokój, szlachetność i siłę charakteru, widoczne nawet po oszpeceniu ciała w wyniku biczowania.

Dwóch młodych naukowców: katolik Paul Vignon i agnostyk Yves Delage, bronili nowego odkrycia, ale i tak spotkali się z murem przeciwności i sceptycyzmu. Pomimo miażdżących dowodów, grono francuskich naukowców po raz pierwszy odmówiło zaakceptowania ich wniosków. Ten motyw niedowierzania wiele razy odgrywał istotną rolę również później.

Chociaż obraz ciała Zbawiciela na negatywie był odwrócony, to ślady krwi – jak można było się spodziewać – widoczne były np. jako białe plamy. Fotografia ta dostarczyła wielu niezauważalnych na samym płótnie cennych informacji, które posłużyły do badań medycznych.

Co nam mówią plamy krwi?


Po sesji zdjęciowej zorganizowanej w 1898 r. i kolejnym sporze Całun leżał nieniepokojony w relikwiarzu aż do czasu publicznego wystawienia na początku lat 30. XX wieku. W tym czasie przeprowadzono kolejne badania, którymi kierował dr Pierre Barbet, chirurg i profesor anatomii, ordynator w jednym z wiodących paryskich szpitali.

Zestawiając obraz uwidoczniony na Całunie z chronologicznym porządkiem Męki Pańskiej, możemy zacząć analizę od badania ran głowy. Otarcia i obrzęki pokrywają całą głowę Chrystusa, zwłaszcza po prawej stronie twarzy, poniżej oka. Chrząstka w nosie została złamana w pobliżu miejsca, gdzie łączy kości. Obrażenia te zostały spowodowane przez ciężki kij o średnicy od 4 do 5 centymetrów, używany do bicia.

Chrystus był biczowany rzymskim flagrum, z umocowanymi na końcach dwiema ołowianymi kulami. Uderzenia musiały być mocne, na co wskazywały siniaki, które krwawiły i odbiły się na płótnie. Najprawdopodobniej Jezusowi wymierzono ponad sto uderzeń, głównie z tyłu. Krew spływająca z głowy wskazuje, że korona cierniowa miała długie i ostre kolce, które wbijały się w ciało przy każdym uderzeniu. Ślady po strużkach krwi są tak wyraźne, że wielu lekarzy jest w stanie odróżnić na nich krew tętniczą od żylnej.

Wreszcie, krew spływała także po rękach, a wybroczyny z ran wokół nadgarstków potwierdzają fakt straszliwej agonii, trwającej od trzech do pięciu godzin. Musimy pamiętać o tym, że Chrystus został przybity do krzyża jedynie trzema długimi gwoździami. Musiały one utrzymać ważące około 79 kilogramów ciało, zmuszane do ciągłej zmiany pozycji. Gdy człowiek wisi na krzyżu z rozpostartymi ramionami, w całym ciele pojawia się ostry ból, a skazaniec zaczyna się dusić. Aby choć trochę sobie ulżyć, zaczyna się odpychać od gwoździa przybitego do stóp, co tylko potęguje cierpienie. Ofiara tych okrutnych tortur wciąż stara się zmienić swoje położenie aż do utraty sił.

Nowoczesna technologia potwierdza autentyczność Całunu


Na początku lat 70. postęp technologiczny umożliwił zaobserwowanie wielu wciąż ukrytych cech Całunu. Na przykład, zwrócono uwagę, że wizerunek ciała odbił się jedynie na wierzchnich warstwach włókien i nie przeniknął głębiej, jak to ma miejsce w przypadku farb lub innych płynnych substancji.

Kolejne badanie przeprowadzono przy pomocy analizatora VP-8, który wykorzystuje fale świetlne do tworzenia trójwymiarowego obrazu. Intensywność cieni i światła wyobrażają odległość od płótna, w jakiej poszczególne części ciała leżały w momencie odbicia się na tkaninie. Po wprowadzeniu do komputera tych danych uzyskano trójwymiarowy obraz Całunu.

Analiza trójwymiarowego wizerunku ujawniła także, iż na przymkniętych powiekach postaci z Całunu położono dwie małe monety. Znajdująca się na nich inskrypcja pokazuje miejsce i datę ich wybicia: Palestyna, około 29 r. Niewielki rozmiar tych monet oraz sama inskrypcja pozostawia odrobinę miejsca na spór, ale stanowi też kolejny dowód na autentyczność Całunu Turyńskiego.

Informacje pozyskane z trójwymiarowego obrazu ciała odbitego na płótnie zainspirowały kilku naukowców – przede wszystkim patologów, chemików i fizyków – do powołania grupy znanej pod nazwą STURP (Shroud of Turin Research Project – Projekt Badawczy Całunu Turyńskiego), by przeprowadzić szczegółowe badania Całunu. Uczeni stworzyli warunki niezbędne do gruntownej analizy płótna, zaplanowanej na rok 1978. W grupie tej znaleźli się zarówno katolicy, protestanci, żydzi, jak i niewierzący oraz religijni sceptycy.

Lekarze zauważyli, że rany odbite na płótnie pokrywały się z budową anatomiczną człowieka i były autentyczne. Potwierdzili, że gwoździe przebijały nadgarstki, a nie dłonie, jak to przedstawiali artyści przed XX wiekiem. Chemicy ujawnili, że ślady po wybroczynach pochodziły od ludzkiej krwi. Ustalono, iż ofiara zmarła gwałtowną śmiercią po wcześniejszym pobiciu i biczowaniu. Dr John Heller, fizyk i biochemik z uniwersytetu Yale podsumował wyniki badań zespołu: Na podstawie fizycznego, matematycznego, medycznego i chemicznego badania oczywiste jest, że w Całun owinięte było ciało człowieka ukrzyżowanego.

Pułapki datowania radiowęglowego


To jednak nie koniec historii, bo ziemskie życie jest nieustanną walką pomiędzy przyjęciem a odrzuceniem nadprzyrodzonej Prawdy. Rankiem 14 października 1988 r. świat obiegła wiadomość, którą podały na swoich czołówkach gazety. Ogłoszono: Całun Turyński jest falsyfikatem. Te rewelacje były następstwem wyników trzech niewłaściwie przeprowadzonych badań datowania za pomocą węgla (C14). Ponieważ przeciętny, niezbyt uważny czytelnik uznał tego typu badania za naukowe w najściślejszym tego słowa znaczeniu, stwierdzono, że sprawa autentyczności Całunu jest zamknięta, tym bardziej, że ówczesny arcybiskup Turynu nie podjął się jego zdecydowanej obrony.

Tymczasem, sprawa nie tylko nie została wówczas zamknięta, ale z powodu nieprofesjonalnego podejścia autorów badania, jego wyniki można było stosunkowo łatwo podważyć. Zgodnie z nowymi procedurami, analizie poddano niewielki fragment płótna, stąd też rezultatów analizy nie sposób było zaakceptować. W jednym przypadku np. testery pomyliły się w datowaniu próbki materiału aż o 1000 lat!

Przed przystąpieniem do testów opracowano tzw. protokoły naukowe, mające zagwarantować rzetelność analiz. W myśl tych ustaleń, praca siedmiu laboratoriów podlegać winna nadzorowi trzech niezależnych instytucji. Wspominana wcześniej STURP, zaangażowana pierwotnie w badanie Całunu, miała wyznaczyć jego fragment, którego okres pochodzenia określić miało datowanie radiowęglowe. W następnej kolejności zaplanowano uzupełniające wyniki analizy z 1978 r.

W rzeczywistości żaden z powyższych warunków nie został spełniony. Wybrano trzy laboratoria niepodlegające żadnemu nadzorowi. Z kolei STURP, którego metodologia i rezultaty a także profesjonalizm badań pobudziły zainteresowanie badaniami nad Całunem, został w trakcie przyjętej ostatecznie procedury całkowicie pominięty.

Zasadniczy problem związany z tą próbą datowania wziął się z faktu pobrania próbki przez dwóch ekspertów (nigdy wcześniej niemających kontaktu z Całunem) z najgorszego możliwego miejsca. Wytypowany fragment płótna poddany był we wcześniejszych wiekach przynajmniej czterem naprawom (np. po pożarze w 1532 r.), ponadto został zanieczyszczony woskiem i skrobią, które zwykle zakłócają wyniki analizy.

Dr Alan Adler, chemik z STURP po stwierdzeniu, że próbka zawierała inną kompozycję chemiczną niż reszta Całunu, ostrzegał: To stawia pod znakiem zapytania dokładność badania radiowęglowego.

W latach 80., kiedy STURP prowadził przygotowania do wszechstronnych badań Całunu Turyńskiego, uaktywniło się środowisko chcące je uniemożliwić. Rozpętano medialną kampanię mającą podważyć autentyczność relikwii. Tę potwierdza jednak kilkanaście poważnych dowodów. Naprzeciw jest zaś efekt badania przeprowadzonego z rażącym naruszeniem przyjętych pierwotnie procedur. Dlaczego więc świat wierzy właśnie jemu?

Jeremias Wells


Tłum. Agnieszka Stelmach


Źródło: „Crusade Magazine”, kwiecień 2010



NAJNOWSZE WYDANIE:
Przybądź Duchu Święty!
Śpiewamy: „Pocieszycielem jesteś zwan…" Tak właśnie, Chrystus wysłał nam Parakleta – Pocieszyciela i Obrońcę, który nie tylko nas pociesza i wstawia się za nami, ale też – zgodnie z zapowiedzią Zbawiciela – wszystkiego nas uczy.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Maryja nas wzywa!

Tym razem w dziale poświęconym prezentacji Apostołów Fatimy przybliżamy sylwetkę Pana Stanisława Rydzewskiego. Od kilku miesięcy należy On do Apostolatu, a także do aktywnych obserwatorów i komentatorów facebookowego konta „Przymierza z Maryją” i Apostolatu Fatimy. Oto co opowiedział nam o sobie Pan Stanisław.

 

Mieszkam w Domu Pomocy Społecznej. Znajduje się on na terenie parafii pw. bł. biskupa Władysława Gorala w Lublinie. Przy łóżku mam figurkę Niepokalanej, a moim patronem i wzorem jest św. Stanisław ze Szczepanowa.


Ministrant, lektor, pielgrzym


W naszym DPS-ie mamy kaplicę, do której regularnie przyjeżdża ksiądz. Tam zawsze można się pomodlić, czasami odprawiane są w niej Msze, a w Wielkim Poście nabożeństwo Drogi Krzyżowej.


W swojej parafii jestem ministrantem i lektorem. Biorę też udział w odmawianiu Różańca przed Mszą Świętą, w nabożeństwach majowych czy w wielkopostnych Gorzkich Żalach. Co roku uczestniczę w rekolekcjach organizowanych w Domu Spotkania Caritasu w podlubelskiej Dąbrowicy.


Nieraz jeździłem na różne pielgrzymki. Byłem m.in. w Częstochowie, w Kodniu i w bazylice św. Antoniego w Radecznicy.


Do Pierwszej Komunii Świętej przystępowałem w parafii pw. św. Wojciecha w Wąwolnicy, gdzie znajduje się bazylika i kaplica z Cudowną Figurką Matki Bożej Kębelskiej
(pisaliśmy o niej w 33. numerze „Przymierza z Maryją” – przyp. red.). W Wąwolnicy chodziłem także do szkoły zawodowej, a w niedzielę do kościoła; tam byłem bierzmowany i przyjąłem imię Franciszek.


Wezwany do Apostolatu


Do Apostolatu Fatimy należę od kilku miesięcy. Podjąłem taką decyzję, bo uważam, że Maryja nas do tego wzywa. O istnieniu Apostolatu dowiedziałem się z „Przymierza z Maryją”, które moja koleżanka otrzymuje od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi. Z „Przymierza…” dużo dowiaduję się o Matce Bożej. Maryja zawsze zachęcała ludzi do odmawiania Różańca, dlatego codziennie go odmawiam i dlatego dołączyłem do Apostolatu Fatimy. Od czasu przystąpienia do tej duchowej rodziny dostałem ze Stowarzyszenia dyplom i naklejki z wizerunkiem Matki Bożej, a także regularnie otrzymuję „Przymierze z Maryją”.


Oprac. JK

 


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Dziękuję bardzo za przesłanie mi „Przymierza z Maryją” oraz za wszystkie dotychczas otrzymane przesyłki. Zamieszczony w „Przymierzu…” temat samotności to problem, który dotyka obecnie wielu ludzi młodych i tych w podeszłym wieku. Często młodzi ludzie, nie posiadając dobrych wzorców opartych na głębokiej wierze, decydują się nawet na drastyczny krok… Ponadto kwestia gorszących zdarzeń w Kościele nie może przysłonić nam samej wiary. Dlatego każdego dnia modlę się w tej intencji. Zaintrygował mnie również tekst autorstwa ks. Bartłomieja Wajdy „Czym jest prawdziwa pokora?”. Artykuł wskazuje nam, że nasza pokorna postawa to uznanie prawdy, że Bóg jest Najwyższym Panem. Cieszę się, że dzięki Panu Bogu i Matce Bożej znalazłam się w gronie Apostołów Fatimy. Pozdrawiam Pana Prezesa i pracowników Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi oraz wszystkich członów Apostolatu Fatimy.

Maria z Zachodniopomorskiego

 

 

Szczęść Boże!

Popieram słuszną kampanię „W Krzyżu Twoje Zbawienie”. Jest to potrzebne przedsięwzięcie, gdyż ja również zauważam, jak wielu ludzi z mojego otoczenia oddaliło się od Kościoła i Boga. Zwłaszcza dotyczy to ludzi młodych, których można jeszcze uratować, ale potrzebne jest uświadomienie i dotarcie do ich sumień!

Wojciech z Buska-Zdroju

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Dziękuję za wielkie zaangażowanie i tak wspaniałe dzieło, jakie tworzycie. Dziękuję za „Przymierze z Maryją” i kalendarz. Dziękuję za poruszanie wszelkich spraw Bożych, jak i przyziemnych. Wiele się nauczyłam i z Bożą pomocą pragnę z całych moich sił naprawiać przy konfesjonale, co zepsułam. Trzeba życie małżeńskie prowadzić w czystości według przykazań Bożych. W chwili obecnej doznałam łaski od świętego Józefa i kiedy Go prosiłam i modliłam się, wpadł mi do ręki Jego obrazek. Następnie, jak cud, przychodzi mi „Przymierze z Maryją” i na okładce jest św. Józef z Panem Jezusem i Matką Bożą. Prawie omdlałam, to było coś cudownego! Dostałam naukę od św. Józefa: modlić się szczerze, spowiadać się tak jak jest, prosić o wszystko, ale nie zanudzać, czekać cierpliwie i być roztropna. Pozdrawiam serdecznie. Szczęść Wam Boże na dalsze lata.

Krystyna z Podkarpacia

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja Zawsze Dziewica!

Bardzo dziękuję, że należę do Apostolatu Fatimy. Chciałbym powiedzieć, że łask, które otrzymuję, nie spisałbym w stukartkowym zeszycie. Wnuczek mój urodził się z wrodzoną wadą nerek. Będąc w Gidlach u Mateńki Uzdrowicielki, poprosiłem Ją o pomoc. Po tygodniu moja córka zadzwoniła i powiedziała, że nie wie jak to się stało, ale dziecko wyzdrowiało. To tylko jeden przykład. Bóg jest Miłością, należy kochać Go całym sercem!

Andrzej z Łódzkiego

 

 

Szanowny Panie Prezesie!

Bardzo dziękuję Panu za modlitwę różańcową za mnie. Pięknie dziękuję za prześliczny notes, który od Pana otrzymałam. Życzę Panu, aby każdy dzień był dla Pana dobry i radosny. Aby był Pan uśmiechnięty i cieszył się każdym dniem. Pamiętam o Panu w modlitwie różańcowej. Pozdrawiam serdecznie Pana i całe Stowarzyszenie. Niech Matka Boża ma Was nieustannie w swojej opiece. Jest Pan naszym wspaniałym Przyjacielem!

Maria z Pomorskiego

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Serdecznie dziękuję za Pana list wraz z załączoną do niego cenną przesyłką poświęconą św. Ojcu Pio. Potraktowałam go bardzo osobiście. Stało się to dlatego, że 11 kwietnia odebrałam go w szczególnych okolicznościach, które – jak sądzę – nie były kwestią przypadku, bowiem… „przypadek to świeckie imię Boga”. Przesyłka i list wzruszyły mnie, gdyż niejako wyszły naprzeciw mojemu aktualnemu stanowi ducha, którego powody, choć są prozaiczne, to dla mnie ważne. Mam 65 lat i odkąd przeszłam na emeryturę, zmagam się z coraz to nowymi problemami zdrowotnymi. Wskutek tego upadłam na duchu i chwilami czuję się zmęczona życiem. Ponieważ jestem wrażliwa, przeżywam to wszystko ze zdwojoną siłą. W tych kryzysowych sytuacjach niestety z trudnością przychodzi mi czerpanie radości z wiary i bezwarunkowa ufność w Bożą Opatrzność. Dlaczego list od Stowarzyszenia uznałam za opatrznościowy? Otóż 11 kwietnia w godzinach przedpołudniowych siedziałam na balkonie zatopiona w lekturze przejmującej książki „Cuda Ojca Pio”, którą wypożyczyłam w bibliotece. W trakcie czytania prosiłam świętego stygmatyka o jego wstawiennictwo i wyjednanie łaski uzdrowienia dla mnie i moich bliskich. Zrobiłam krótką przerwę w czytaniu i wyszłam przed mój dom podlać kwiaty. W pewnej chwili dobiegł mnie głos listonosza: „Mam dla pani przesyłkę”. Gdy zobaczyłam kopertę z przesyłką od Stowarzyszenia, a na niej wizerunek Świętego i napis: „Święty Ojciec Pio. Cudotwórca pośród nas” – zaniemówiłam ze wzruszenia i uznałam, że to nie może być zbieg okoliczności. Mam wrażenie, że sam św. Ojciec Pio chciał mi przekazać jakąś „wiadomość”, że np. może być moim pośrednikiem w modlitwach – prośbach do Pana Jezusa albo że nie pozwoli mi upaść na duchu. Szczęść Wam Boże!

Hanna z Ostrowca

 

 

Szczęść Boże!

Gorąco dziękuję za coroczne życzenia urodzinowe i modlitwę. Jestem ogromnie wdzięczna za wszystkie upominki, które otrzymuję. Za „Przymierze z Maryją”, a zwłaszcza za różaniec, z którym zaczynam dzień.

Z Panem Bogiem!

Bogumiła

 

 

Laudetur Iesus Christus!

Pragnę podziękować całemu Stowarzyszeniu Ks. Piotra Skargi za wszelkie DOBRO, jakie czyni Kościołowi. Dziękuję za Wasze pismo – to wspaniała i budująca lektura dla każdego katolika. Życzę błogosławieństwa Najświętszej Matki!

Katarzyna