Święte wzory
 
Św. Klemens Maria Hofbauer – wytrwały Apostoł Warszawy i Wiednia
Adam Kowalik

Gorliwy redemptorysta, znany doskonale mieszkańcom Warszawy i Wiednia. Mimo ogromu trudności, Klemens Maria Hofbauer konsekwentnie niósł prawdę o Jezusie Chrystusie, w duchu zakonu, którego był aktywnym członkiem…

Przyszedł na świat 26 grudnia 1751 roku w Tasowicach na Morawach jako dziewiąte dziecko Pawła i Marii z domu Steer. W tym samym dniu został ochrzczony i otrzymał imię Jan. Jego ojciec Paweł Hofbauer był Czechem, pochodził z Budziejowic i pierwotnie nazywał się Dworzak. Jednak osiadłszy we wsi zamieszkanej przez Niemców, zmienił nazwisko na Hofbauer.

 Teraz On będzie twoim ojcem
 

Beztroskie dzieciństwo zakończyło się dla chłopca bardzo wcześnie. Pod koniec 1758 roku zmarł mu ojciec. W tym dniu, spodziewająca się dwunastego dziecka matka, zaprowadziła go przed wizerunek Chrystusa Ukrzyżowanego i powiedziała: Teraz On będzie twoim ojcem.

Maria Hofbauerowa była mocną i zaradną kobietą. W dzieciach starała się zaszczepić kult Matki Bożej oraz zamiłowanie do modlitwy. Jan uwielbiał prowadzić rodzinny Różaniec. Chętnie chodził do kościoła, by adorować Najświętszy Sakrament i służyć do Mszy Świętej.


Od najmłodszych lat marzył o kapłaństwie. Niestety, rodziny nie było stać na sfinansowanie jego nauki w szkole. Zaczął więc terminować u piekarza. Po zdobyciu tytułu czeladnika, wyruszył pieszo do Rzymu. Podczas pielgrzymki upatrzył sobie pustelnię, do której niedługo potem wrócił, by przez kilka miesięcy oddawać się kontemplacji, postom i umartwieniom. To w tym czasie zaczął używać imienia Klemens. Nadał mu je biskup Tivoli Barnaba Chiaramonti (późniejszy papież Pius VII), wręczając mu strój pokutnika.


Powróciwszy do kraju, Klemens uzupełnił wykształcenie w szkole norbertanów w Klosterbruck, ciągle jednak nie mógł zebrać środków na sfinansowanie nauki w seminarium. W końcu jednak Pan Bóg nagrodził jego wysiłki. Spotkane przypadkowo przy wiedeńskiej katedrze św. Szczepana kobiety, obiecały opłacić mu studia teologiczne.


Słuchaczem uniwersytetu wiedeńskiego został 29-letni Hofbauer w okresie bardzo trudnym dla Kościoła. W społeczeństwie, a zwłaszcza wśród jego wyższych warstw, szerzył się sceptycyzm. Choroba niedowiarstwa dotknęła także duchownych. Hof­bauer z przykrością i zniecierpliwieniem słuchał heretyckich twierdzeń padających z katedry. Raz nie wytrzymał i zwrócił uwagę profesorowi, że to co wykłada, jest niekatolickie, po czym wyszedł z sali. Co ciekawe, po latach ów wykładowca podszedł do niego na ulicy w Wiedniu i podziękował za to napomnienie, które stało się dla niego katalizatorem przemiany i powrotu na ścieżkę autentycznej wiary.

Pan też zostanie jednym z nich…

 

W 1784 roku, wraz z młodszym kolegą akademickim, Tadeuszem Hüblem, udał się z pielgrzymką do Rzymu. Podczas wędrówek po świątyniach Wiecznego Miasta natknęli się na kościółek św. Juliana. Zagadnięty ministrant poinformował Klemensa, iż świątynia należy do zgromadzenia redemptorystów. – Pan też zostanie jednym z nich – dodał chłopiec rezolutnie. Klemens odebrał te słowa jako znak. Gdy jeszcze dowiedział się, że zgromadzenie założył przed półwieczem neapolitański biskup Alfons de Liguori, którego pisma duchowe znał i cenił, nie zastanawiał się długo i złożył podanie o przyjęcie. Wkrótce Hübl poszedł jego śladem. 24 października 1784 r. obaj otrzymali habit zakonny, a po niespełna pół roku nowicjatu złożyli śluby. Następnie przez kilka miesięcy w domu zgromadzenia w Frosinone uzupełniali wiedzę, a 29 marca 1785 r. przyjęli święcenia kapłańskie.

Wkrótce przełożeni wysłali obu zakonników do Austrii z zadaniem przeszczepienia zgromadzenia na tamte tereny. Gdy okazało się to niemożliwe (właśnie cesarz Józef II zlikwidował 800 klasztorów), zapadła decyzja, żeby obaj młodzi redemptoryści podjęli pracę na terenach Wielkiego Księstwa Litewskiego, przyłączonych do Rosji. Z tym zamiarem w lutym 1787 roku ojcowie Klemens i Tadeusz przyjechali do Warszawy. Tu nastąpiła zmiana planów i ostatecznie zostali na miejscu, by podjąć pracę duszpasterską wśród mieszkających w Warszawie Niemców. Na zaproszenie Bractwa św. Benona osiedli przy kościółku pod wezwaniem patrona bractwa.

Benonici

 

Działalność o. Hofbauera oraz coraz liczniejszych współbraci szybko wykroczyła poza opiekę nad imigrantami. Benonici (tak powszechnie nazywano ich w Polsce) stali się dobroczyńcami ubogich warstw ludności. Założyli szkołę. Imponowali także rozmachem działalności duszpasterskiej. W kościele pw. św. Benona nieprzerwanie prowadzono misje. O skali tej pracy wiele mówi plan dnia powszedniego. Zaczynała go Msza św. śpiewana, po której głoszono katechezę w języku polskim. Potem następowały kolejno: nabożeństwo ze śpiewem gregoriańskim, kazania po polsku i niemiecku, uroczysta liturgia z muzyką, ponownie kazanie w języku niemieckim, nawiedzenie Najświętszego Sakramentu, kolejne kazanie po polsku, Droga Krzyżowa i inne nabożeństwa, a na koniec modlitwa wieczorna. Naturalnie w niedziele i święta program był jeszcze bogatszy.


Wbrew przesądom racjonalistów, widzących w Kościele wielką instytucję charytatywno‑wychowawczą, Klemens Hofbauer bardzo dbał o oddawanie chwały Bogu przez zapewnienie nabożeństwom jak najwspanialszej oprawy. Przede wszystkim główna Msza dnia odprawiana była z udziałem chóru i liczącej co najmniej 24 skrzypków orkiestry. Ołtarz zawsze tonął w kwiatach i jarzył się blaskiem wielkiej ilości świec. Celebrans sprawował Najświętszą Ofiarę we wspaniałych szatach liturgicznych. Na honorowym miejscu kładziono ozdobną Biblię.


Ważne miejsce w pracy misyjnej benonitów zajmowało szafarstwo sakramentów świętych. Codziennie, od wczesnego rana do późnego wieczora, kapłani spowiadali oraz udzielali Komunii Świętej. W ciągu dwóch dekad pobytu redemptorystów w Warszawie, liczba rozdanej Eucharystii w ciągu roku wzrosła z 2 tys. do 140 tysięcy!

 W Wiedniu…

 

Jeżeli ktoś myśli, że Polska jako katolicki kraj zapewniała benonitom komfortowe warunki pracy, ten się grubo myli. Ojcowie narażeni byli nieustannie na napaści ze strony miejscowych jakobinów, którzy nie stronili od rozpowszechniania pomówień, wysyłania anonimów i donosów do władz, a nawet napadów fizycznych.


Niestety, owocnej pracy duszpasterskiej kres położyli Francuzi, a konkretnie marszałek Davout, który nakazał benonitom opuścić terytorium Księstwa Warszawskiego. Za pretekst posłużyły zamieszki, które wybuchły w kościele podczas procesji rezurekcyjnej, notabene sprowokowane przez francuskich oficerów.


Wyrzucenie redemptorystów z Polski postawiło przed o. Hofbauerem pytanie, gdzie się udać. Położenie placówki w szwajcarskim Jestetten, założonej osobiście przez niego podczas jednej z kilku podróży po Europie, jakie odbył na przełomie XVIII i XIX w., było niepewne. Ostatecznie postanowił więc spróbować szczęścia w Wiedniu. Początkowo zamieszkał tam bez żadnego przydziału duszpasterskiego, nachodzony przez niechętną mu policję. Dopiero w 1809 roku rozpoczął pracę wśród imigrantów z Włoch. Potem został kapelanem sióstr urszulanek. Z czasem rozszerzał się krąg ludzi, na których ów znamienity kapłan oddziaływał. Jego kierownictwu duchowemu poddali się m.in. tacy wybitni ludzie, jak: prawnik i ekonomista Adam Müller, historyk Fryderyk Schlosser, literat Fryderyk Schlegel… Podobnie jak w Warszawie, święty starał się, by odprawiane przez niego nabożeństwa były pełne splendoru przynależnego Bogu, a kazania łatwo trafiały do świadomości słuchaczy.

Droga na ołtarze

 

Mimo wszystko sukces o. Klemensa Hofbauera jako wziętego kaznodziei i przewodnika dusz nie zaowocował za jego życia rozkwitem działalności redemptorystów w monarchii naddunajskiej. Nieomal do śmierci, która nastąpiła 15 marca 1820 r., formalnie groziła mu ekstradycja jako członkowi nieuznawanego przez państwo zgromadzenia zakonnego. Odpowiedni dekret legalizujący działalność synów duchowych Alfonsa Liguoriego został podpisany kilka dni później.


29 stycznia 1888 r. papież Leon XIII dokonał beatyfikacji o. Klemensa Hofbauera. Z kolei 20 maja 1904 roku św. Pius X wyniósł Apostoła Warszawy i Wiednia na ołtarze jako świętego. Jego wspomnienie liturgiczne przypada 15 marca.

 

 


"Przymierze z Maryją" dociera regularnie do ponad 430 tysięcy osób. Dołącz do grona naszych Przyjaciół i zostań stałym czytelnikiem czasopisma.

NAJNOWSZE WYDANIE:
Św. Hiacynta Marto 1910-1920
Sto lat temu, 20 lutego 1920 roku odeszła do wieczności Hiacynta Marto. Święte dziecko. Jedno z trojga, którym w Fatimie dane było ujrzeć Matkę Bożą. Hiacynta była tą, która widziała i słyszała Maryję.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Apostolat zmienia życie na lepsze
Marcin Austyn

– Ludzie łatwo popadają w zwątpienie, poddają się, rezygnują. Nie tędy droga! Trzeba być konsekwentnym w tym, czego się podejmuje w swoim życiu – mówi Teresa Majerowska, Apostoł Fatimy. Właśnie taka postawa przynosi efekty, a najcenniejszym owocem jest wzrost duchowy. Pozostawanie w Apostolacie z pewnością w tym pomaga.

 

Pani Danuta Janas jest w Apostolacie Fatimy niemal od samego początku. – Jestem bardzo zadowolona z rzeczy, które otrzymuję ze Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi. To różne broszury, zawsze bardzo ciekawe „Przymierze z Maryją”, różaniec, figurka Matki Bożej. Chętnie sięgam po te materiały, są one dla mnie bardzo pomocne – mówi.

 

Nowe, lepsze życie

 

Jak wspomina, kiedy dwa lata temu zmarł jej mąż, w przeżyciu tego trudnego czasu pomogły jej lektura duchowa oraz modlitwa. Pani Danuta wcześniej nie miała okazji spotkać się z innymi Apostołami. Udało się to jednak podczas pielgrzymki do Fatimy, którą do dziś wspomina bardzo dobrze. – Czułam się tam bardzo dobrze i do tej pory czuję tę obecność Matki Bożej. Ta pielgrzymka jakby tchnęła we mnie nowe, lepsze życie. Samo spotkanie z Maryją było dla mnie bardzo wyjątkowe. Wracam do tych chwil, oglądam zdjęcia i wspominam ten czas modlitwy – dodaje.

Apostolat Fatimy to także zadanie rozpowszechniania Orędzia Fatimskiego. Pani Danuta jest osobą niepełnosprawną, zatem jak sama przyznaje, nie jest to łatwy obowiązek, ale – jak się okazuje – wykonalny! Każda bowiem „okazja towarzyska” – jak choćby wizyta u znajomych, daje możliwość podzielenia się np. obrazkiem z wizerunkiem Matki Bożej Salus Infirmorum, czyli Uzdrowienia Chorych. Taki podarek dla osoby borykającej się z problemami zdrowotnymi może okazać się bardzo cenny.

 

To coś wzniosłego!

 

Pani Elżbieta Piórkowska także wciąż jest pod wrażeniem pielgrzymki Apostołów do Fatimy. – Samo to miejsce ma już swój niepowtarzalny urok. Ono daje poczucie czegoś innego, wyjątkowego. Natomiast Droga Krzyżowa, w której uczestniczyliśmy, była dla mnie budującym duchowo przeżyciem – wspomina.

 

Pani Elżbieta jest w Apostolacie od około 10 lat. Jak mówi, dzięki temu otrzymuje bardzo dużo wiadomości dotyczących Kościoła czy wskazówek odnoszących się do życia duchowego. – To bardzo ciekawe publikacje dotyczące np. modlitwy, to informacje o świętych, opisy objawień Matki Bożej. Wcześniej nie sięgałam po tego typu lektury, teraz je otrzymuję dzięki temu, że jestem Apostołem. I są one bardzo pouczające – mówi. Jak dodaje, odnosi wrażenie, że będąc w Apostolacie, modląc się, zyskuje lepsze życie.

 

Także spotkanie z Apostołami daje poczucie wspólnoty. – Widać w tych ludziach coś wyjątkowego, czuć, że ważne jest dla nich życie duchowe, że ich oczy skierowane są ku świętości. Jest w tym coś wzniosłego. I to się czuje nie tylko na modlitwie, ale i w czasie wspólnych rozmów – dodaje.

Pani Elżbieta chętnie obdarowuje bliskich i znajomych Cudownymi Medalikami. Ten z pozoru drobny gest, jest pięknym świadectwem wiary. I co ważne, obdarowani potrafią go docenić: zachowują medalik, broszurę, a to daje nadzieję na wzbogacanie ich życia duchowego. – Gazety, broszury, jakie otrzymuję od Stowarzyszenia, czytam i przekazuję dalej – nie przetrzymuję ich, ale też ich nie wyrzucam. Kiedyś zostawiałam je w kościele i szybko się rozchodziły. Cieszę się, że mogły komuś jeszcze pomóc – podkreśla.

 

Konsekwencja i wytrwałość

 

Historię uczestnictwa w Apostolacie Fatimy Pani Teresy Majerowskiej można streścić w słowach „od książeczki do pielgrzymki”. Wszystko zaczęło się nieco ponad rok temu od zainteresowania się publikacją przygotowaną przez SKCh na temat Fatimy. Tak została Apostołem. – Bardzo cieszyłam się z przesłanej mi figurki Matki Bożej Fatimskiej. Mam ją w sypialni. Maryja jest ze mną w czasie modlitwy. Muszę powiedzieć, że moim marzeniem była pielgrzymka do Fatimy, nie spodziewałam się, że tak szybko uda mi się tam pojechać. Byłam tym bardzo zaskoczona i szczęśliwa. Szczególnie, że mąż mógł wybrać się ze mną. Dziś oboje wspominamy ten niezwykły czas wizyty u Fatimskiej Pani – dodaje.

 

Pani Teresa zauważa, że w Apostolacie istotna jest konsekwencja i wytrwałość. Jak dodaje, nie należy się zniechęcać, trzeba ufać Matce Bożej i wspomagać – choćby właśnie zadeklarowanym datkiem – dzieło rozpowszechniania Orędzia Fatimskiego, które prowadzi Stowarzyszenie. – Ludzie łatwo popadają w zwątpienie, poddają się, rezygnują. Nie tędy droga. Trzeba być konsekwentnym w tym, czego się podejmuje w swoim życiu – mówi. Bowiem jedynie taka postawa może przynieść dobre owoce.

 

Jak dodaje, trzeba też pamiętać, że z Apostolatem wiąże się mocne wsparcie duchowe. To comiesięczna Msza Święta sprawowana w intencji Apostołów oraz modlitwa sióstr zakonnych. – To wsparcie jest bardzo pomocne w naszym życiu. Otrzymujemy też wiele cennych publikacji pomagających w kształtowaniu naszego ducha, w pogłębianiu modlitwy, swojej wiary – mówi. Jak dodaje, Apostolat daje tę gwarancję dostawy nowych i cennych materiałów, publikacji. To bardzo ważne, bo nakłania do lektury, przypomina w krzątaninie życia, że trzeba też zadbać o swój duchowy rozwój. Z pewnością bez przynależności do Apostolatu Fatimy byłoby to o wiele trudniejsze.

 

Marcin Austyn

 

 

Przywileje Apostołów Fatimy

 

1.
Codzienna modlitwa sióstr zakonnych w intencjach Apostołów Fatimy.

2.
13. dnia każdego miesiąca odprawiana jest w intencjach Apostołów Msza Święta.

3.
Każdy członek Apostolatu otrzymuje specjalny dyplom oraz naklejki z Matką Bożą Fatimską.

4.
W trzecim miesiącu członkostwa Apostoł otrzymuje kolorowy wizerunek Fatimskiej Pani.

5.
Każdy członek Apostolatu Fatimy dostaje dwumiesięcznik „Przymierze z Maryją”.

6.
Po sześciu miesiącach aktywności przesyłamy Apostołom figurkę Matki Bożej Fatimskiej.

7.
Każda osoba, która wspiera Apostolat Fatimy comiesięcznym datkiem w wysokości 30 zł, otrzymuje dwumiesięcznik „Polonia Christiana”.

8.
Po jedenastu miesiącach członkostwa – odznakę Apostoła Fatimy.

9.
Po roku uczestnictwa każdy Apostoł Fatimy bierze udział w losowaniach kilkudniowej pielgrzymki do Fatimy – dwa razy w roku, w maju i październiku. Apostołowie z osobami towarzyszącymi (ok. 30 osób) wyjeżdżają z kapłanem do miejsc Objawień w Portugalii. Dotychczas pielgrzymowało z nami już ponad 800 osób.


Listy od Przyjaciół
 
Listy od Przyjaciół

Szczęść Boże!

Dziękuję za korespondencję i za wszelkie prezenty, jakie otrzymywałam od Państwa przez 20 lat. Szczególnie dziękuję za najnowsze wydanie „Przymierza z Maryją”. To jedyna ulubiona lektura, która mnie wzbogaca i jest bardzo dobrym lekarstwem na różne nieprzewidziane sytuacje. Jestem bardzo wdzięczna za modlitwy w moich intencjach i powierzanie mnie i moich bliskich opiece Matki Bożej Fatimskiej.

Ja, modląc się w intencjach Stowarzyszenia, proszę Pana Jezusa za wstawiennictwem Matki Bożej Fatimskiej o obfite łaski i błogosławieństwo Boże.

A teraz pragnę zapewnić, że mogą Państwo liczyć na moją życzliwość, szczerość, pomoc i współpracę – jest mi bardzo miło, że mogę z Wami współpracować.

Pragnę przełamać się z Wami opłatkiem, prosząc Nowonarodzonego Pana Jezusa o wszelkie łaski i błogosławieństwa oraz życząc Szczęśliwego Nowego Roku 2020.

Władysława

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja Matka Jego!

Bóg Wam zapłać za przysyłanie mi „Przymierza z Maryją” w 2019 roku. Bardzo Was proszę o dalsze przysyłanie mi tego wspaniałego pisma. Jestem na rencie inwalidzkiej II grupy. W lutym 1980 roku miałem bardzo ciężki wypadek samochodowy, po którym byłem sześć tygodni nieprzytomny. Miałem też wiele urazów. Lekarz, który mnie prowadził, mówił, że jeśli uda mi się przeżyć, to na pewno będę musiał jeździć na wózku inwalidzkim do końca moich dni. Tymczasem nie potrzebuję żadnego wózka – i co bardzo ważne – daję sobie dość dobrze radę ze wszystkim. W lutym 1992 roku ożeniłem się. Mam dwóch synów, którzy są już dorośli (jeden się ożenił). Zaraz po moim ślubie wystawiłem koło swojego domu kapliczkę Matce Bożej i w ciężkich sytuacjach, jakie mnie czasem spotykają, szybko biegnę przed kapliczkę i proszę Matkę Boża o pomoc w rozwiązaniu mojego problemu. I zawsze problem po niedługim czasie się rozwiązuje bez większego wysiłku z mojej strony. Namacalnie odczuwam wtedy pomoc Matki Najświętszej. Szczęść Wam Panie Boże w całym 2020 roku!

Jan z Podkarpackiego

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Bardzo dziękuję za pamięć i troskę. Jeśli chodzi o obecność Maryi – zawsze była i jest bardzo ważna w moim życiu od najmłodszych lat. Uważam, że doświadczyłem w tym dosyć już długim życiu bardzo dużo dobrego ze strony Matki Bożej i Pana Jezusa. Dużo się modliłem i modlę w różnych sprawach i przy każdej okazji. Odmawiam prawie codziennie Koronkę w różnych intencjach. Dziesiątkę Różańca do Matki Bożej z Guadalupe. Zawsze w modlitwie tej polecam nienarodzone dzieci. Odmawiam też koronkę do św. Rity o rozwiązanie różnych trudnych problemów. I jakoś wszystko pozytywnie się rozwiązuje. Naprawdę codziennie odczuwam pomoc „z góry”. Z Bożą pomocą wszystko jest możliwe.

Zbigniew z Wielkopolskiego

 

 

Szczęść Boże!

Serdecznie dziękuję za przepiękny kalendarz „366 dni z Maryją”, zawierający ważne treści na każdy dzień roku.

Jestem wychowanką katolickiej szkoły niepokalańskiej, której założycielką jest bł. matka Marcelina Darowska z trzema innymi siostrami. Szkołę założyły przy wszystkich swoich klasztorach niepokalanek, by kształcić przyszłe Polki – matki według hasła: „Żeby świat przemienić, trzeba zacząć od przemiany kobiety”. Żyję tym hasłem przez 85 lat. Wiadomo, że takich nauczycieli państwo zniewolone sobie nie życzyło. Zwalniali mnie z kierownictwa, przeszkadzano w budowie szkoły, a największym moim grzechem było to, że nie pozwoliłam na zdjęcie krzyża ze szkolnych ścian. W dodatku zaczęłam uczyć religii. Komuniści nie mogli się doczekać mojego przejścia na emeryturę. Ponaglali mnie, wreszcie po 44 latach odeszłam i szkołę zamknięto. W parafii założyłam Akcję Katolicką i prowadziłam ją przez 17 lat. Za to moje długie i owocne życie dziękuję Bogu. Wam dziękuję za działalność. I za dawane świadectwo. Zostańcie z Bogiem!

Z wyrazami szacunku

Cecylia

 

 

Szczęść Boże!

Na wstępie pragnę serdecznie podziękować za wszelkie przesyłki oraz za przesłane życzenia urodzinowe. Było to dla mnie miłe zaskoczenie, że pomimo ogromu obowiązków, jakie macie, i wielkiej pracy, jaką wykonujecie, by propagować wartości chrześcijańskie, pomyśleliście także o mnie. Czuję się tym zaszczycona. Proszę mi wierzyć – czuję się tak, jakby sam Pan Jezus przystanął przy mnie i powiedział, że jestem dla Niego ważna.

W moim życiu tak się złożyło, że zawsze uważałam, że na miłość, której tak bardzo pragnęłam, muszę zapracować.

Tak się złożyło, że moja Mama pod koniec wojny została zgwałcona przez żołnierza radzieckiego. Potem była w obozie na Syberii. Tam zachorowała na tyfus – opiekowała się nią wspaniała pani doktor, dzięki której pod koniec ciąży wróciła do Polski i tu się urodziłam.

Mama wyszła za mąż za człowieka, który tak jak umiał, zapewnił mi swoją miłość. Choć wychowałam się w kochającej rodzinie, ciągle mi czegoś brakowało, ciągle miałam jakieś wyrzuty sumienia (uważałam, że swoim przyjściem na świat zmarnowałam mojej Mamie życie, bo nie wyszła za mąż z miłości, a z rozsądku, by dać mi nazwisko mojego opiekuna ziemskiego i żeby nie musiała się rodzina martwić, że mnie im odbiorą).

Teraz analizując moje życie, na wszystko patrzę jednak inaczej. To Bóg stawiał na mojej drodze ludzi, którzy przekazywali mi swoją miłość – a ja zawsze analizowałam, czy robią to szczerze.

Cieszę się, że udało mi się podziękować za wszystko mojej Mamie, mojemu ziemskiemu opiekunowi i mojej rodzinie, która przyjęła mnie z miłością – a za mojego biologicznego ojca mogę się modlić.

Cieszę się również, że mogłam to wszystko „wyrzucić” ze swojego serca i teraz cieszyć się każdym dniem. I sprawił to Pan Jezus za Waszym pośrednictwem. Jeszcze raz serdecznie dziękuję.

Z serdecznymi pozdrowieniami, pamiętająca w modlitwie

Janina z Pomorskiego