Temat numeru
 
O czym rozmawiali Wół i Osioł?
Valdis Grinsteins

Jakieś dwa tysiące lat temu, w starej stajni mieszkali pospołu Wół i Osioł. I jak to bywa między dobrymi przyjaciółmi, rozmawiali zwykle o tym, co dobrego, a co złego wydarzyło się na świecie. Najczęściej mówili o pogodzie, która tej zimy była wyjątkowo chłodna i śnieżna – rzecz w okolicach Jerozolimy rzadko spotykana. Ostatnio też często dziwili się tłumom, które ciągnęły do niewielkiego Betlejem. Nigdy wcześniej nie widzieli tak wielkiego zgromadzenia…

Trudno się dziwić – od kiedy wydane w Rzymie rozporządzenie Cezara Augusta nakazywało przystępować do spisu ludności w miejscu swego urodzenia, wielu Żydów przybywało do tego zapomnianego miasteczka, by dać się „spisać”. Jedni docierali tu pieszo, inni konno i na wielbłądach, była to ogromna rzesza ludzi.

Mieszkańcy Betlejem, jak to mieli w zwyczaju, z wielkim zainteresowaniem śledzili tę ludzką krzątaninę. Tak to już bywa w małym, spokojnym miasteczku, w którym nigdy nic się nie dzieje. Poza tym, wśród przybyłych wielu było krewnych i znajomych mieszkających w Jerozolimie albo w innych, ciekawszych niż niewielkie Betlejem miejscach. Dzieciaki młodsze i starsze wypytywały przybyłych o to i owo, a potem biegły do stajni, by podziwiać konie, byki, wielbłądy i inne wspaniałe zwierzęta, nieczęsto widywane w okolicy.

Lecz te dziecięce odwiedziny miały miejsce w sąsiednich stajniach, nie w tej, którą zajmowali Wół i Osioł. Ich nie odwiedzał nikt, chyba tylko po to, by nałożyć paszy do żłobu albo wyprowadzić do pracy. Lecz nie skarżyli się na swój los. Wiedzieli, że tak to już jest na tym świecie. – Cóż się dziwić? Co może interesować dzieci? Lubią siłę, którą tak cenią sobie dorośli. Siła idzie w parze z brutalnością, dlatego wolą oglądać byki, które swą gwałtownością przyciągają uwagę i wydają się dowodzić, że światem rządzi ślepa siła. Taka jak moja, monotonna, systematyczna praca, oranie twardej ziemi, nikogo nie pociąga. Poza tym, tuczy się nas na ofiarę. Kto lubi słuchać o ofiarach? Kogo może ciekawić życie wypełnione mozolną pracą? Co innego byk, pełen gwałtownego wigoru, zawsze gotowy, by zadać cios, niezdolny do pokornego życia, on zdaje się ideałem – mówił Wół.

Wtórował mu Osioł. – Nieokiełznane konie, którym w prędkim biegu i urodzie nikt nie dorówna, zawsze będą w centrum zainteresowania. Świat je podziwia. Czy ktoś jednak docenia mój trud, noszenie ciężarów, ­wyciąganie wody ze studni? Kiedy ktoś mnie chwali, to dlatego, że znajduje we mnie końskie przymioty: siłę, werwę, dzielność. A ja przecież umiem kroczyć pewnie, bywam wstrzemięźliwy, cierpliwy i wytrzymały. Lecz wszyscy wiedzą, że życie osła jest ciężkie, ciche i oddane innym. A o tym ludzie nie chcą nawet słyszeć. Zdało się obu, że na tym świecie liczy się tylko uroda, brutalna siła, gwałtowność i to, by unikać ciężkiej pracy.

Świat pogrążył się już dobrze w nocnych ciemnościach i wół z osłem układali się właśnie do snu, kiedy do stajni wślizgnęło się dwoje ludzi. Mężczyzna prowadził ze sobą młodą, brzemienną kobietę. Niewiasta pokornie usiadła w kącie stajni, a mężczyzna zaczął mościć jej wygodne posłanie. Osłowi i Wołu przykro się zrobiło na myśl, że będą nocować w ich biednej stajni, lecz przybyli nie skarżyli się na brak wygód. Pewnie prosili o nocleg u któregoś z krewnych w miasteczku, lecz ci, widząc, że nie mają grosza przy duszy, choćby i mieli gdzie ich ulokować, nie dali biedakom schronienia. To prawda, że wszystkie betlejemskie domy pękały w szwach, lecz gdyby mogli sypnąć groszem, kwatera pewnie by się znalazła. Co to za człowiek, co krewnego zostawia na ulicy! Rozumie się, że zaszli do naszej stajni, rzadko kto tu zagląda, więc znajdą chwilę wytchnienia. Dlatego zwierzęta, przed zaśnięciem, ułożyły się w jednej części stajni, drugą zostawiając dla gości. Cóż więcej mogły uczynić?

O północy obudził ich dziwny dźwięk. Był to płacz niemowlęcia. Młoda kobieta urodziła syna, a ten popłakiwał, drżąc z zimna. – Biedaczek – użalali się nad dzieckiem Wół i Osioł. – Nam, koniec końców, podarował Bóg grubą skórę i szczecinę, by chroniły nas przed zimnem. Dostajemy paszę do woli, lecz to biedne maleństwo narodziło się w miejscu całkiem nieodpowiednim dla tak kruchego stworzenia. Trzeba mu pomóc, a jest na to tylko jeden sposób – postanowiły zwierzęta.I Wół z Osłem przysunęli się do nowo narodzonego i ogrzewali go ciepłem bijącym od ich ciał i mocnych oddechów.

Po dłuższej chwili Dzieciątko przestało płakać, a czując ciepło, odważnie wyciągnęło rączki i pogładziło, w podzięce za tyle dobrej woli, wielkie łby Osła i Wołu. Zwierzęta odsunęły się, by pozwolić dzieciątku spokojnie zasnąć. Mężczyzna, który opiekował się matką i niemowlęciem, podał zwierzętom trochę słomy, aby mogły się pożywić, i nieco wody, by mogły ugasić pragnienie.

Osioł i Wół mieli nadzieję na odrobinę snu, lecz wkrótce do stajni zaczęli przybywać najrozmaitsi ludzie. Najpierw zjawili się pasterze, szli z daleka z pieśnią na ustach. Otoczyli Dzieciątko i wpatrywali się weń pełni uwielbienia. Potem przyszli inni, i jeszcze następni, i tak w nieskończoność. Zdawało się, że wszyscy pasterze z całego Izraela, cały prosty, wierny lud umówił się w betlejemskiej stajni, by przywitać to Dziecko.

Jakiś czas potem nadciągnęła królewska karawana. Przywiozła Dzieciątku bogate dary – złoto, kadzidło i mirrę. Kiedy trzej królowie składali uroczyście swoje dary, Wół z Osłem nie mogli wyjść z podziwu. Słuchali w uniesieniu muzyki, która rozbrzmiewała w stajni na cześć nowo narodzonego. Z sąsiednich stajni jednak dobiegały ich uszu narzekania koni i byków. Te piękne zwierzęta przyzwyczajone do tego, że stale obdarzano je specjalnymi względami, bardzo źle odbierały swoje obecne położenie. Narzekały, że Wół i Osioł znaleźli się w tej szczególnej stajni przez czysty przypadek, że to zwykłe lizusy i że gdyby mieli w głowie choć trochę rozumu, powinni opuścić stajnię i zostawić miejsce dla nich, bo przecież wszyscy wiedzą, że nikt nie zasługuje na to, by asystować Dzieciątku bardziej niż konie i byki. No cóż, czysta zazdrość. Ale Wół i Osioł nie zwracali uwagi na te utyskiwania i nie ruszali się z miejsca, dyskretnie czuwając, by Dzieciątku ani przez chwilę nie zabrakło ciepła.

W końcu, pewnego pięknego dnia, mężczyzna, kobieta i dziecko zaczęli przygotowywać się do drogi.

Przygotowania te były jednak trochę pośpieszne. Do uszu Osła i Wołu docierały wieści, że żołnierzom króla Heroda nie bardzo podoba się narodzone w ich stajni Dzieciątko. Rodzina przygotowywała się więc do potajemnej nocnej ucieczki. Ale zanim opuścili stajnię, piękna kobieta zwróciła się do Osła i Wołu w te słowa: – Tacy byliście dobrzy i hojni dla mojego Syna, dlatego obiecuję wam uroczyście, że ilekroć przedstawiać będą ludzie Jego narodziny, wy zawsze będziecie obok niego. Nie będzie w stajence ani koni, ani byków. Albowiem On nie przyszedł na ten świat, by wspierać możnych i bogatych, lecz po to, by dać świadectwo dobru i wytrwałej, mozolnej pracy. Narodził się, by pomagać ludziom dobrej woli, tym, którymi świat pogardza, bo umieją żyć wartościami potrzebnymi każdego dnia. A ponieważ wy właśnie żyjecie cnotami, które On przyszedł głosić na tym świecie, dlatego zrządzeniem swej Opatrzności sprawił, że byliście świadkami Jego narodzin.

I obietnica ta spełnia się do dziś, z roku na rok, i spełniać się będzie zawsze. W bożonarodzeniowych stajenkach, które stawiamy pod choinką, często mieszkają owieczki i pasterze, czasem także wielbłądy i trzej królowie. Ale nawet w najskromniejszej bożonarodzeniowej stajence towarzyszą małemu Jezusowi wół i osioł. To one pierwsze ujrzały nowo narodzonego Zbawiciela.



NAJNOWSZE WYDANIE:
Sami, lecz nie samotni
Wyobcowanie, depresja, lęk, utrata sensu, pustka… Bardzo często te życiowe bolączki kojarzą się z samotnością, osamotnieniem, poczuciem opuszczenia. Ale zastanówmy się – czy zawsze ten stan musi być czymś złym i uciążliwym? Czy na pewno nie możemy wyciągnąć z samotności jakichś korzyści? A może mamy wtedy więcej czasu na refleksję, na przemyślenie własnego życia, relacji z Bogiem i bliźnimi?

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Wiara trzyma mnie przy życiu

Panią Wiesławę Mazur z Jeżówki w Małopolsce poznałem podczas wrześniowej pielgrzymki Apostołów Fatimy do Zakopanego, Kalwarii Zebrzydowskiej, Wadowic i Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie. W swojej parafii, pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, pani Wiesława należy do wspólnoty Żywego Różańca. Oto co jeszcze o sobie opowiedziała…

 

Wiarę przekazali mi rodzice. Mieszkaliśmy w Sułoszowie, do kościoła mieliśmy 5 km, ale w niedzielę nie było, że nie chce mi się iść do kościoła. Nawet nikt o tym nie pomyślał. To zostaje, to zaszczepiła mi mama i do dzisiaj tak jest. Był tylko podział: tato szedł na siódmą, ja na dziewiątą, a mama na sumę, bo każdy miał jakieś obowiązki. Takie były niedziele. A broń Boże, żeby coś wziąć do ręki, coś robić w niedzielę! A dzisiaj? Pranie, sprzątanie… Młode pokolenie wszystko wykonuje w niedzielę, bo wtedy ma czas. W tamtych czasach było to nie do pomyślenia.


W Licheniu doznałam czegoś niesamowitego


Pani Wiesława lubi pielgrzymować, a szczególne miejsce w jej sercu zajmuje sanktuarium w Licheniu. W Licheniu byłam siedem razy. 20 lat temu doznałam tam czegoś niesamowitego. Jechaliśmy przez Kalisz i wstąpiliśmy do Sanktuarium św. Józefa. Kolana mnie wtedy tak bolały, że myślałam iż nie dam rady dojechać do Lichenia. Jak wchodziliśmy do sanktuarium w Kaliszu, to w duchu poprosiłam: żeby te kolana przestały mnie boleć. Nagle poczułam, jakby się ugięły, ale nic więcej się nie stało. Weszliśmy do kościoła, pomodliliśmy się, złożyliśmy podziękowania oraz prośby i pojechaliśmy dalej. W Licheniu trzeba było przejść na klęczkach przez bramę, przy której jest głaz z odciśniętymi stopami Matki Bożej. Powiedziałam, że nie mogę, bo jak klęknę, to nie wstanę, tak mnie te kolana bolą. Wtedy moja koleżanka powiedziała: Spróbuj, może ci się uda. I tak zrobiłam. Przeszłam tę bramę na klęczkach, wstałam i… kolana mnie nie bolały! Do dzisiaj mam zdrowe kolana. Dlatego wracam do Lichenia, jak tylko jest okazja.


Należę do Apostolatu Fatimy i chętnie czytam „Przymierze z Maryją”


Pewnego razu znalazłam ogłoszenie w gazecie, że można otrzymać „Przymierze z Maryją” i różaniec. Wysłałam mój adres i poprosiłam o przysłanie. Dostałam różaniec i książeczkę o przepowiedniach Matki Bożej z Fatimy. Od tamtej pory wszystko się zaczęło: zaczęłam być w kontakcie ze Stowarzyszeniem, które wspomagałam, na ile mnie było stać. W czasopismach, które dostaję, jest dużo ciekawych rzeczy. Niektóre sobie zachowałam na pamiątkę; wracam do nich, czytam, analizuję, przetrawiam po swojemu. Czytam chętnie prawie całe „Przymierze z Maryją”, bo te artykuły dużo mi dają, wiele się z nich dowiedziałam, a jak rozmawiam ze znajomymi i ktoś mnie pyta skąd to wiem, to mówię, że było w „Przymierzach…”. Po przeczytaniu nic nie wyrzucam, tylko zanoszę do kościoła, żeby ktoś inny sobie zabrał, przeczytał i poznał Stowarzyszenie.


Od 2018 roku należę do Apostolatu Fatimy i jestem z tego bardzo zadowolona. Zauważyłam, że z mojej miejscowości kilka osób też zapisało się do Apostolatu, bo jak rozmawiam i mówię, że jest Apostolat Fatimy i Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi, to słyszę: Tak, my już wiemy.


Żyję dzięki temu, że wierzę


Pani Wiesława przeżyła śmierć męża, syna i córki. Wiara w Pana Boga i ufność, że Matka Boża pomoże jej i jej bliskim w tej trudnej sytuacji, bardzo pomagała. Tak wspomina te trudne chwile: – Mąż zmarł wcześniej, ale z tym jeszcze szło się pogodzić, bo już przeżył trochę lat, natomiast cierpienie matki nad umierającym dzieckiem, to jest chyba najgorsza rzecz w życiu. Stało się, jak się stało. Trzeba jednak żyć dalej, trzeba się z tym pogodzić, bo jak byśmy się nie pogodzili, to co by z nas było? Dzięki temu, że wierzę, to żyję.


Pewnego razu, gdy byłam u schyłku wytrzymałości, usłyszałam wewnętrzny głos: Nie rezygnuj! I pomyślałam: Nie! Nie zrezygnuję! Dodało mi to tyle siły, że wytrzymałam wszystko i przetrwałam do końca. Nie załamałam się, bo uświadomiłam sobie, że taka była wola Boża. Modlę się tylko, żeby nie było gorzej i wierzę, że kiedyś się jeszcze spotkamy.


Oprac. Janusz Komenda

 


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Na początku chciałabym gorąco podziękować całej Redakcji, wszystkim redaktorom, księżom, którzy piszą piękne artykuły. Chciałam z całego serca podziękować za otrzymane „Przymierze z Maryją” oraz piękną figurkę Matki Bożej Fatimskiej oraz inne materiały i dewocjonalia. Wasza praca jest potrzebna, wartościowa, pokazuje piękno wiary w Miłosierdzie Boże. Będę się modlić za całą Redakcję o zdrowie, siły i błogosławieństwo Boże.

Z Panem Bogiem!

Jolanta z Rybnika

 

 

Szanowni Państwo!

Serdecznie dziękuję za piękny kalendarz „365 dni z Maryją”, a także za ładne poświęcone obrazki i wszystkie przesyłki, jakie otrzymuję od Was. Cieszę się, że o mnie pamiętacie i ja też o Was pamiętam w modlitwie. Bardzo cieszę się z Waszej pracy. Dużo pracuje cały zespół, chylę czoła przed Wami. Bardzo dziękuję Wam wszystkim, życząc wszelkiego Dobra. Szczęść Boże!

Franciszka z Gryfina

 

 

Szanowny Panie Prezesie!

Bardzo dziękuję Panu za piękne życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego, ale również i fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły ducha i wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla rozwoju naszej duchowości chrześcijańskiej. Wszystkie materiały i dewocjonalia, które otrzymałem od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi, są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę Panu, Apostolatowi Fatimy, zespołowi redakcyjnemu i wszystkim współpracownikom wielu łask Bożych, opieki Maryi, dużo radości i zdrowia. Wszystkiego najlepszego. Szczęść Boże!

Marek z Lublina

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Bardzo dziękuję za współpracę z Wami. Trwa ona już od 18 lat. Doceniam Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi i cały zespół redakcyjny. To, co piszecie, pogłębia naszą wiarę w trudnych dzisiejszych czasach. Modlę się za cały zespół redakcyjny. Dziękuję, że pamiętacie w modlitwach o mnie i mojej rodzinie, za życzenia urodzinowe, za kalendarz, który rozświetla mój dom. Każdego dnia patrzę na Matkę Najświętszą, która nas błogosławi, wyprasza nam zdrowie i opiekę.

Z Panem Bogiem!

Danuta z Michałowa

 

 

Szczęść Boże!

Pragnę złożyć serdeczne podziękowanie za otrzymane życzenia urodzinowe uwiecznione na pięknej karcie z wizerunkiem Fatimskiej Pani.

Z Panem Bogiem!

Robert

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Bardzo dziękuję za Wasz wkład w krzewienie prawd wiary. Pragnę podziękować za otrzymane materiały edukacyjne, które umacniają wiarę, duchowość, niosą światło pokoju i miłość w sercach. Dają nadzieję do życia i niech tak pozostanie jak najdłużej – najlepiej na zawsze. Wspierając tę kampanię, wspólnie walczymy o serca, które jeszcze są uśpione. Cały miesiąc październik uczestniczyłem w nabożeństwie różańcowym, ofiarując za grzeszników, którzy obrażają Niepokalane Serce Maryi. Życzę całej Redakcji i dla Pana Prezesa obfitych łask Bożych. Z Panem Bogiem, Bóg zapłać za wszystko z całego serca!

Wojciech z Grodziska Mazowieckiego

 

 

Szczęść Boże!

Takie dzieła Boże jak Wasze trzeba koniecznie wzbudzać! W przesłaniu Matki Bożej płynącym z Gietrzwałdu drzemie wielka potęga ratunku dla Polski – to jest nasze zadanie do odrobienia. Bogu dzięki, że mamy w Polsce tak wspaniałych ludzi jak Wy (i Wasze Stowarzyszenie), którzy to odkrywają! Heroicznym wysiłkiem rozprzestrzeniają to cudownie ratujące Polskę przesłanie. Szczęść Wam Boże na długie lata!

Rita i Ryszard

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Dziękuję bardzo za życzenia urodzinowe, a szczególnie za Waszą modlitwę w mojej intencji. Najbardziej wszyscy potrzebujemy opieki Pana Boga. Świętym Charbelem, zainteresowałam się już kilka lat temu. Oprócz książek, mam dla całej rodziny relikwie oraz olej świętego Charbela, przysłanym z Libanu. Warto, aby jak najwięcej ludzi Go poznało. Chciałam powiedzieć także o innym, bardzo skutecznym orędowniku, chociaż oczekującym na wyniesienie na ołtarze, Słudze Bożym Wenantym Katarzyńcu, nazywanym polskim Charbelem. Bardzo skutecznym, czego osobiście doświadczyłam. Sama nie mogłam uwierzyć, jak szybko i w jaki sposób mi pomógł. Tego dowody posiada również moja córka. Rozwikłanie jej problemu odbywało się w tak irracjonalny sposób, że trudno nie uwierzyć w pomoc Sługi Bożego Wenantego. Obiecałam, że będę opowiadała o Jego skutecznej pomocy. W internecie jest wiele filmów i książek o Wenantym. Żyjemy dzisiaj w trudnych czasach, dużo ludzi boryka się z problemami finansowymi. Jeśli ten stan się nie zmieni, czeka nas totalne bankructwo. Czcigodny Sługa Boży Wenanty Katarzyniec jest bardzo skuteczny w tych sprawach. Szanowni Państwo, może również warto by było dać ludziom szansę skorzystania z tej pomocy i zorganizować jakąś akcję związaną z tym kandydatem na ołtarze? Życzę Państwu dużo zdrowia i siły w prowadzeniu tak szczytnej działalności, z której obficie korzystamy. Mówię z wdzięcznością – Bóg zapłać!

Krystyna

 

 

Szczęść Boże!

Bardzo popieram to, co robicie – że wysyłacie różne pisma, które w tym czasie są bardzo potrzebne, aby ludzie się dowiedzieli, jak żyć z pomocą Pana Jezusa, Matki Najświętszej i wiarą bo jest to bardzo potrzebne. Dziękuję za wszystkie upominki, które od Was otrzymuję. Gorąco modlę się za Was i także proszę o modlitwę.

Genowefa z Rzeszowa