Temat numeru
 
Śmierć nie jest końcem
o. Jan Strumiłowski OCist

Pierwszą z rzeczy ostatecznych czekających nieuchronnie każdego człowieka jest śmierć. Współczesna, zlaicyzowana kultura postrzega ją z jednej strony jako zjawisko czysto naturalne, to znaczy wpisane w naturę ludzką, a z drugiej jednak w jakiś sposób próbuje od tematu śmierci uciekać. W perspektywie chrześcijańskiej śmierć nie jest jednak czymś naturalnym w tym sensie, że Pan Bóg stwarzając Adama, nie stworzył śmierci. Dusza ludzka, jak wiemy jest nieśmiertelna. Śmierć jest odłączeniem duszy od ciała. To odłączenie dokonuje się ze względu na odwrócenie się Adama od Boga, poprzez grzech pierwszego człowieka.

 

Zatem Bóg nie jest „wynalazcą” śmierci, ale jak mówi Pismo Święte, śmierć weszła na świat przez zawiść diabła (Mdr 2,24). Człowiek umiera, gdyż śmierć jest skutkiem grzechu pierworodnego, który dotyka każdego człowieka, o czym pisze św. Paweł w Liście do Rzymian: Dlatego też jak przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć, i w ten sposób śmierć przeszła na wszystkich ludzi, ponieważ wszyscy zgrzeszyli (Rz 5,12).

Skutek grzechu pierworodnego


Skutkiem grzechu pierworodnego jest także osłabienie natury ludzkiej, popadnięcie w niewolę grzechu oraz sprowadzenie na człowieka gniewu Bożego. Możemy więc powiedzieć, że Bóg stworzył człowieka nieobciążonego słabościami woli i rozumu, stworzył go obdarzonego przyjaźnią Bożą, a celem tego człowieka miało być ostateczne zjednoczenie z Bogiem, który sam jest pełnią życia, i dzielenie z Nim Jego radości wiecznej. Grzech pierworodny cały ten pierwotny zamysł Boga niweczy. Gdyby więc nie zbawienie w Chrystusie, każdy człowiek nie tylko byłby skazany na śmierć (która jest skutkiem grzechu), ale byłby też skazany na potępienie, które jest owocem i konsekwencją grzechu.


Dzięki Chrystusowi zostaliśmy odkupieni. Owo odkupienie zostało podarowane każdemu człowiekowi, bo za wszystkich Zbawiciel umarł, ale nie oznacza to, że jest ono czymś dokonującym się automatycznie. Żeby być zbawionym należy uwierzyć i przyjąć chrzest, a następnie w tej wierze wytrwać i sukcesywnie starać się żyć według daru łaski, jaki został nam dany, a nie według okaleczonej ludzkiej natury, która pozostaje skłonna do grzechu.

Bać się śmierci?


Dzięki Chrystusowi zatem śmierć nie jest aktem ostatecznym lub aktem zmierzającym do wiecznego potępienia. Śmierć człowieka wierzącego może stać się bramą prowadzącą do ostatecznego zjednoczenia z Bogiem. Rodzi się więc pytanie, czy katolik powinien bać się śmierci, skoro jest ona nieuchronna i skoro zostaliśmy usprawiedliwieni w Chrystusie? Odpowiedź na to pytanie oczywiście nie jest całkowicie jednoznaczna. Chrystus nas zbawił, ale przecież zdajemy sobie sprawę, że na co dzień jest w nas jeszcze dużo „starego człowieka”. Nie zawsze jesteśmy wierni Bogu. Zarzewie grzechu w nas pozostaje i póki żyjemy, zmagamy się z nieprzyjacielem rodzaju ludzkiego.


Zatem to, czy dostąpimy zbawienia, nie jest dla nas oczywiste. Śmierć zaś jest wydarzeniem, w którym bardzo dotkliwie doświadczamy owego fundamentalnego okaleczenia naszej natury, stworzonej przecież dla życia. Powinniśmy zatem lękać się śmierci ze względu na świadomość własnej grzeszności i ze względu na fakt, że ze śmiercią wiąże się druga rzecz ostateczna, jaką jest sąd. Z drugiej strony życie chrześcijańskie, życie łaską uświęcającą, ma owocować coraz większą miłością do Boga i to realną i jednoczącą miłością. Chrześcijanin nie tylko wierzy, że Bóg jest, ale coraz bardziej Bogu się oddaje, coraz bardziej do Niego należy, z Nim się jednoczy i doświadcza Jego realnej obecności, bo Bóg coraz bardziej w nas naprawdę żyje.

Tęsknota za Bogiem


Tajemnica zbawienia obiecuje nam nie tylko spotkanie z naszym Panem po śmierci, ale też obiecuje, że jeśli uwierzymy w Chrystusa i poddamy się Jego miłosnemu panowaniu w naszym życiu, to przyjdzie do nas i uczyni w nas mieszkanie wraz z Ojcem i Duchem Świętym. Chrześcijanin jest rzeczywiście świątynią Boga. Jeśli tę świątynię (własną duszę) bezcześci, to jeszcze bardziej będzie godzien gniewu Bożego. Jeśli zaś Boga umiłuje i w tej miłości Mu się odda, to coraz bardziej będzie za Nim tęsknił.


I rzeczywiście, niektórzy święci, właśnie ze względu na doskonałą miłość Bożą, która usuwa lęk (Por. 1J 4,18) coraz bardziej za Bogiem tęsknili. Z tego względu, kiedy św. Paweł pisał o swoim bliskim już „odejściu”, mówił, że dla niego dobrze jest odejść i że śmierć jest dla Niego zyskiem – bo jest aktem ostatecznego i całkowitego zjednoczenia z Chrystusem.

Również wielu innych świętych, ze względu na miłość Chrystusa, wręcz tęskniło za tym zjednoczeniem. Święta Teresa z Ávili mówiła na przykład, że umiera, bo nie umiera – to znaczy cierpi śmiertelne katusze ze względu na palącą ją tęsknotę, która zostanie ugaszona dopiero w momencie śmierci, w której ostatecznie zjednoczy się z Chrystusem. Miłość zatem przynagla nas do oczekiwania na spotkanie z Bogiem.


Świadomość własnej grzeszności rodzi obawę przed sądem. Wydaje się, że ani o jednym, ani o drugim w zdrowej duchowości nie powinniśmy zapominać, aczkolwiek miłość powinna zwyciężać lęk wraz z sukcesywnym pokonywaniem grzechu w naszym życiu.

Troska o zbawienie bliźnich


Owa dwuznaczność i złożoność śmierci powinna też kształtować właściwą postawę wobec naszych bliskich, którzy odchodzą. Śmierć powinna budzić w nas troskę o ich zbawienie. Troska ta wynika oczywiście z nadziei płynącej z Bożego Miłosierdzia, ale też ze świadomości, że człowiek potrzebuje oczyszczenia, bo z powodu swoich grzechów zasługuje na karę. I chociaż pierwszym odruchem naszej natury w momencie odejścia bliskich są smutek, żal i tęsknota, to jednak pierwszym poruszeniem duszy ożywionej wiarą winna być troska o ich zbawienie. 

 

Ta troska właściwie powinna nam bardzo mocno towarzyszyć, kiedy nasi bliscy jeszcze żyją, a zwłaszcza kiedy zbliżają się do końca ziemskiego życia. Żal, płacz i smutek oczywiście są również czymś naturalnym i właściwym. W niektórych sektach protestanckich uczy się wręcz, że w obliczu śmierci bliskich powinniśmy się radować, gdyż przeszli oni do lepszego życia. Jest to oczywiście skandaliczna postawa. Po pierwsze; nie mamy pewności, czy człowiek jest zbawiony. Mamy taką nadzieję ze względu na miłość i Miłosierdzie Boże. A po drugie; nawet gdybyśmy mieli pewność czyjegoś zbawienia, to żal i smutek są czymś naturalnym i oczywistym, zważywszy na to, czym sama śmierć jest – a jest ona, pomimo zbawienia, które daje nam udział w zmartwychwstaniu i życiu wiecznym, skutkiem grzechu pierworodnego i jest de facto rozłąką fizyczną z naszymi bliskimi.


Miara smutku jednak nie powinna przekraczać granicy rozpaczy. Właśnie ze względu na Chrystusa wierzymy i ufamy, że możemy mieć udział w zbawieniu, a więc nasza rozłąka z bliskimi nie musi być ostateczna. Zatem w obliczu śmierci bliskich powinniśmy się smucić smutkiem, który wypływa z miłości. Jednocześnie ten smutek ożywiony wiarą powinien skłaniać nas do modlitwy za zmarłych, a zwłaszcza do zamawiania intencji mszalnych za zmarłych, co jest największą pomocą dla ich zbawienia. Nadzieja w naszych sercach powinna zaś nas skłaniać do jeszcze większego umiłowania Boga i do jeszcze gorętszego zabiegania o własne zbawienie. Wreszcie pamięć o zbawczym dziele Chrystusa, który odebrał śmierci rys ostateczności, winna pobudzać nas do jeszcze większego umiłowania i wdzięczności względem Boga.

Sąd szczegółowy


To przełamanie nadprzyrodzoną nadzieją ludzkiego żalu z powodu śmierci jest oczywiście owocem wiary i z niej wypływa. Wierzymy bowiem, że po śmierci człowiek natychmiast staje w obliczu sądu szczegółowego. Ten sąd jest indywidualny i dokonuje się na nim osądzenie naszego życia i naszych uczynków. Nie należy jednak postrzegać tego sądu jak pewnej miary ilościowej. Nie chodzi tutaj o to, czy ktoś miał więcej czynów dobrych, czy złych, ale o to, czy rzeczywiście kochał Boga. Będziemy sądzeni z miłości. Grzesznik, który pokochał Boga i się nawrócił, ma odpuszczone grzechy, a przez to ma udział w zbawieniu.

 

Człowiek sprawiedliwy, który Bogiem pogardzał, jest zagrożony karą potępienia wiecznego. I nie chodzi tutaj jedynie o miłość ludzką, ale o miłość nadprzyrodzoną, która jest w nas obecna, kiedy znajdujemy się w stanie łaski uświęcającej. Zatem człowiek, który umiera w stanie łaski uświęcającej, dostąpi zbawienia. Człowiek, który utracił tę łaskę i nie odzyskał jej w sakramencie pokuty lub przynajmniej nie wzbudził żalu ze względu na grzech i utratę owej łaski, będzie potępiony. Wyrok sądu szczegółowego dokonuje się niezwłocznie. Kara lub nagroda zostaje udzielona natychmiast – oczywiście samej duszy odłączonej od ciała i oczekującej na zmartwychwstanie. W przypadku zbawienia jednak, jeśli człowiek nie odpokutował za swoje grzechy i nie oczyścił się z ich skutków, nagroda Nieba i oglądania Boga (aczkolwiek jest pewne, co już powoduje radość duszy), zostają odroczone na czas oczyszczenia w czyśćcu.

Sąd ostateczny


Sąd Ostateczny, który dokona się na końcu czasów, nie jest ani powtórzeniem sądu szczegółowego, ani nie jest sądem „drugiej instancji”. Jest on czymś zupełnie innym. Jest sądem, można powiedzieć, globalnym. Jest ostatecznym zwycięstwem Chrystusa, ogłoszeniem Jego panowania i ujawnieniem Boskich zamysłów. Można powiedzieć, że jest to moment, w którym działanie Boga, jego obecność i nasze współdziałanie z Nim lub przeciwstawianie się Jemu stanie się jasne i jednoznaczne w kontekście całej historii zbawienia.

 

O ile na sądzie szczegółowym zostanie oceniona nasza indywidualna rola w wielkim spektaklu zbawienia, o tyle na Sądzie Ostatecznym zostanie ukazany cały ów spektakl Bożej historii oraz znaczenie naszej w nim roli. Będzie to bezwzględne objawienie Boskiego majestatu i Bożej mądrości. I będzie to jednocześnie moment zwieńczenia całego dzieła zbawienia – wraz z powszechnym zmartwychwstaniem, odrodzeniem i spełnieniem każdego zbawionego w całej jego osobie – również w jego cielesności.

 



NAJNOWSZE WYDANIE:
Sami, lecz nie samotni
Wyobcowanie, depresja, lęk, utrata sensu, pustka… Bardzo często te życiowe bolączki kojarzą się z samotnością, osamotnieniem, poczuciem opuszczenia. Ale zastanówmy się – czy zawsze ten stan musi być czymś złym i uciążliwym? Czy na pewno nie możemy wyciągnąć z samotności jakichś korzyści? A może mamy wtedy więcej czasu na refleksję, na przemyślenie własnego życia, relacji z Bogiem i bliźnimi?

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Wiara trzyma mnie przy życiu

Panią Wiesławę Mazur z Jeżówki w Małopolsce poznałem podczas wrześniowej pielgrzymki Apostołów Fatimy do Zakopanego, Kalwarii Zebrzydowskiej, Wadowic i Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie. W swojej parafii, pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, pani Wiesława należy do wspólnoty Żywego Różańca. Oto co jeszcze o sobie opowiedziała…

 

Wiarę przekazali mi rodzice. Mieszkaliśmy w Sułoszowie, do kościoła mieliśmy 5 km, ale w niedzielę nie było, że nie chce mi się iść do kościoła. Nawet nikt o tym nie pomyślał. To zostaje, to zaszczepiła mi mama i do dzisiaj tak jest. Był tylko podział: tato szedł na siódmą, ja na dziewiątą, a mama na sumę, bo każdy miał jakieś obowiązki. Takie były niedziele. A broń Boże, żeby coś wziąć do ręki, coś robić w niedzielę! A dzisiaj? Pranie, sprzątanie… Młode pokolenie wszystko wykonuje w niedzielę, bo wtedy ma czas. W tamtych czasach było to nie do pomyślenia.


W Licheniu doznałam czegoś niesamowitego


Pani Wiesława lubi pielgrzymować, a szczególne miejsce w jej sercu zajmuje sanktuarium w Licheniu. W Licheniu byłam siedem razy. 20 lat temu doznałam tam czegoś niesamowitego. Jechaliśmy przez Kalisz i wstąpiliśmy do Sanktuarium św. Józefa. Kolana mnie wtedy tak bolały, że myślałam iż nie dam rady dojechać do Lichenia. Jak wchodziliśmy do sanktuarium w Kaliszu, to w duchu poprosiłam: żeby te kolana przestały mnie boleć. Nagle poczułam, jakby się ugięły, ale nic więcej się nie stało. Weszliśmy do kościoła, pomodliliśmy się, złożyliśmy podziękowania oraz prośby i pojechaliśmy dalej. W Licheniu trzeba było przejść na klęczkach przez bramę, przy której jest głaz z odciśniętymi stopami Matki Bożej. Powiedziałam, że nie mogę, bo jak klęknę, to nie wstanę, tak mnie te kolana bolą. Wtedy moja koleżanka powiedziała: Spróbuj, może ci się uda. I tak zrobiłam. Przeszłam tę bramę na klęczkach, wstałam i… kolana mnie nie bolały! Do dzisiaj mam zdrowe kolana. Dlatego wracam do Lichenia, jak tylko jest okazja.


Należę do Apostolatu Fatimy i chętnie czytam „Przymierze z Maryją”


Pewnego razu znalazłam ogłoszenie w gazecie, że można otrzymać „Przymierze z Maryją” i różaniec. Wysłałam mój adres i poprosiłam o przysłanie. Dostałam różaniec i książeczkę o przepowiedniach Matki Bożej z Fatimy. Od tamtej pory wszystko się zaczęło: zaczęłam być w kontakcie ze Stowarzyszeniem, które wspomagałam, na ile mnie było stać. W czasopismach, które dostaję, jest dużo ciekawych rzeczy. Niektóre sobie zachowałam na pamiątkę; wracam do nich, czytam, analizuję, przetrawiam po swojemu. Czytam chętnie prawie całe „Przymierze z Maryją”, bo te artykuły dużo mi dają, wiele się z nich dowiedziałam, a jak rozmawiam ze znajomymi i ktoś mnie pyta skąd to wiem, to mówię, że było w „Przymierzach…”. Po przeczytaniu nic nie wyrzucam, tylko zanoszę do kościoła, żeby ktoś inny sobie zabrał, przeczytał i poznał Stowarzyszenie.


Od 2018 roku należę do Apostolatu Fatimy i jestem z tego bardzo zadowolona. Zauważyłam, że z mojej miejscowości kilka osób też zapisało się do Apostolatu, bo jak rozmawiam i mówię, że jest Apostolat Fatimy i Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi, to słyszę: Tak, my już wiemy.


Żyję dzięki temu, że wierzę


Pani Wiesława przeżyła śmierć męża, syna i córki. Wiara w Pana Boga i ufność, że Matka Boża pomoże jej i jej bliskim w tej trudnej sytuacji, bardzo pomagała. Tak wspomina te trudne chwile: – Mąż zmarł wcześniej, ale z tym jeszcze szło się pogodzić, bo już przeżył trochę lat, natomiast cierpienie matki nad umierającym dzieckiem, to jest chyba najgorsza rzecz w życiu. Stało się, jak się stało. Trzeba jednak żyć dalej, trzeba się z tym pogodzić, bo jak byśmy się nie pogodzili, to co by z nas było? Dzięki temu, że wierzę, to żyję.


Pewnego razu, gdy byłam u schyłku wytrzymałości, usłyszałam wewnętrzny głos: Nie rezygnuj! I pomyślałam: Nie! Nie zrezygnuję! Dodało mi to tyle siły, że wytrzymałam wszystko i przetrwałam do końca. Nie załamałam się, bo uświadomiłam sobie, że taka była wola Boża. Modlę się tylko, żeby nie było gorzej i wierzę, że kiedyś się jeszcze spotkamy.


Oprac. Janusz Komenda

 


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Na początku chciałabym gorąco podziękować całej Redakcji, wszystkim redaktorom, księżom, którzy piszą piękne artykuły. Chciałam z całego serca podziękować za otrzymane „Przymierze z Maryją” oraz piękną figurkę Matki Bożej Fatimskiej oraz inne materiały i dewocjonalia. Wasza praca jest potrzebna, wartościowa, pokazuje piękno wiary w Miłosierdzie Boże. Będę się modlić za całą Redakcję o zdrowie, siły i błogosławieństwo Boże.

Z Panem Bogiem!

Jolanta z Rybnika

 

 

Szanowni Państwo!

Serdecznie dziękuję za piękny kalendarz „365 dni z Maryją”, a także za ładne poświęcone obrazki i wszystkie przesyłki, jakie otrzymuję od Was. Cieszę się, że o mnie pamiętacie i ja też o Was pamiętam w modlitwie. Bardzo cieszę się z Waszej pracy. Dużo pracuje cały zespół, chylę czoła przed Wami. Bardzo dziękuję Wam wszystkim, życząc wszelkiego Dobra. Szczęść Boże!

Franciszka z Gryfina

 

 

Szanowny Panie Prezesie!

Bardzo dziękuję Panu za piękne życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego, ale również i fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły ducha i wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla rozwoju naszej duchowości chrześcijańskiej. Wszystkie materiały i dewocjonalia, które otrzymałem od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi, są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę Panu, Apostolatowi Fatimy, zespołowi redakcyjnemu i wszystkim współpracownikom wielu łask Bożych, opieki Maryi, dużo radości i zdrowia. Wszystkiego najlepszego. Szczęść Boże!

Marek z Lublina

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Bardzo dziękuję za współpracę z Wami. Trwa ona już od 18 lat. Doceniam Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi i cały zespół redakcyjny. To, co piszecie, pogłębia naszą wiarę w trudnych dzisiejszych czasach. Modlę się za cały zespół redakcyjny. Dziękuję, że pamiętacie w modlitwach o mnie i mojej rodzinie, za życzenia urodzinowe, za kalendarz, który rozświetla mój dom. Każdego dnia patrzę na Matkę Najświętszą, która nas błogosławi, wyprasza nam zdrowie i opiekę.

Z Panem Bogiem!

Danuta z Michałowa

 

 

Szczęść Boże!

Pragnę złożyć serdeczne podziękowanie za otrzymane życzenia urodzinowe uwiecznione na pięknej karcie z wizerunkiem Fatimskiej Pani.

Z Panem Bogiem!

Robert

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Bardzo dziękuję za Wasz wkład w krzewienie prawd wiary. Pragnę podziękować za otrzymane materiały edukacyjne, które umacniają wiarę, duchowość, niosą światło pokoju i miłość w sercach. Dają nadzieję do życia i niech tak pozostanie jak najdłużej – najlepiej na zawsze. Wspierając tę kampanię, wspólnie walczymy o serca, które jeszcze są uśpione. Cały miesiąc październik uczestniczyłem w nabożeństwie różańcowym, ofiarując za grzeszników, którzy obrażają Niepokalane Serce Maryi. Życzę całej Redakcji i dla Pana Prezesa obfitych łask Bożych. Z Panem Bogiem, Bóg zapłać za wszystko z całego serca!

Wojciech z Grodziska Mazowieckiego

 

 

Szczęść Boże!

Takie dzieła Boże jak Wasze trzeba koniecznie wzbudzać! W przesłaniu Matki Bożej płynącym z Gietrzwałdu drzemie wielka potęga ratunku dla Polski – to jest nasze zadanie do odrobienia. Bogu dzięki, że mamy w Polsce tak wspaniałych ludzi jak Wy (i Wasze Stowarzyszenie), którzy to odkrywają! Heroicznym wysiłkiem rozprzestrzeniają to cudownie ratujące Polskę przesłanie. Szczęść Wam Boże na długie lata!

Rita i Ryszard

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Dziękuję bardzo za życzenia urodzinowe, a szczególnie za Waszą modlitwę w mojej intencji. Najbardziej wszyscy potrzebujemy opieki Pana Boga. Świętym Charbelem, zainteresowałam się już kilka lat temu. Oprócz książek, mam dla całej rodziny relikwie oraz olej świętego Charbela, przysłanym z Libanu. Warto, aby jak najwięcej ludzi Go poznało. Chciałam powiedzieć także o innym, bardzo skutecznym orędowniku, chociaż oczekującym na wyniesienie na ołtarze, Słudze Bożym Wenantym Katarzyńcu, nazywanym polskim Charbelem. Bardzo skutecznym, czego osobiście doświadczyłam. Sama nie mogłam uwierzyć, jak szybko i w jaki sposób mi pomógł. Tego dowody posiada również moja córka. Rozwikłanie jej problemu odbywało się w tak irracjonalny sposób, że trudno nie uwierzyć w pomoc Sługi Bożego Wenantego. Obiecałam, że będę opowiadała o Jego skutecznej pomocy. W internecie jest wiele filmów i książek o Wenantym. Żyjemy dzisiaj w trudnych czasach, dużo ludzi boryka się z problemami finansowymi. Jeśli ten stan się nie zmieni, czeka nas totalne bankructwo. Czcigodny Sługa Boży Wenanty Katarzyniec jest bardzo skuteczny w tych sprawach. Szanowni Państwo, może również warto by było dać ludziom szansę skorzystania z tej pomocy i zorganizować jakąś akcję związaną z tym kandydatem na ołtarze? Życzę Państwu dużo zdrowia i siły w prowadzeniu tak szczytnej działalności, z której obficie korzystamy. Mówię z wdzięcznością – Bóg zapłać!

Krystyna

 

 

Szczęść Boże!

Bardzo popieram to, co robicie – że wysyłacie różne pisma, które w tym czasie są bardzo potrzebne, aby ludzie się dowiedzieli, jak żyć z pomocą Pana Jezusa, Matki Najświętszej i wiarą bo jest to bardzo potrzebne. Dziękuję za wszystkie upominki, które od Was otrzymuję. Gorąco modlę się za Was i także proszę o modlitwę.

Genowefa z Rzeszowa