Temat numeru
 
Boże Narodzenie na Czarnym Lądzie
Radosław Janica

Narodzenie Pańskie jest dziś świętowane niemal w każdej części świata. Niestety, w dobie postępującej komercjalizacji i laicyzacji, wypaczany jest duchowy wymiar tych świąt. Dlatego poszukujemy umocnienia wiary i istoty Bożego Narodzenia. Ważną pomocą mogą okazać się świadectwa misjonarzy, którzy przeżywali te piękne święta w Afryce, gdzie nie ma śniegu, opłatka ani choinki, a Dzieciątko Jezus przychodzi na świat pośród natury i radosnego gwaru dochodzącego z prostych chat.

 

Katoliccy misjonarze są na Czarnym Lądzie bohaterami nieocenionej pracy u podstaw. To dzięki ich oddaniu możemy dziś mówić nie tylko o głoszeniu Afryce Dobrej Nowiny, ale też o walce z klęską głodu, śmiertelnymi chorobami czy powszechnym analfabetyzmem.

 

Nad Jeziorem Wiktorii

 

Ksiądz Tadeusz Dziedzic pochodzi ze skalnego Podhala. W latach 1983–1998 był na misjach w północnej Tanzanii nad Jeziorem Wiktorii. Po powrocie do Krakowa został dyrektorem Papieskich Dzieł Misyjnych w Archidiecezji Krakowskiej. Tę funkcję sprawuje do dzisiaj. Obecnie jest także proboszczem parafii p.w. Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny w Kasince Małej oraz członkiem Krajowej Rady Misyjnej przy Komisji Episkopatu Polski ds. Misji.


Ksiądz Tadeusz spełnił swoje kapłańskie marzenie powołania do misji po wcześniejszym przygotowaniu we Włoszech. W roku 1983 przybył do Tanzanii. Dołączył tam do innego księdza pracującego w diecezji Musoma. O tamtejszych świątecznych obyczajach opowiada: – Wierni składają sobie życzenia od Pasterki – najczęściej słowami: „Yesu amazaliwa. Aleluya”, tzn.Jezus się narodził, Alleluja”, przy czym kobiety śpiewają, podnosząc ręce do góry. Oczywiście, śpiewa się też kolędy do Objawienia Pańskiego. Niektóre europejskie są przetłumaczone (np. „Cicha noc”), ale większość, to już ich słowa i melodie. Śpiewa się w kościele, ale także na spotkaniach wspólnot, w rodzinach. W święta mieszkańcy Tanzanii podkreślają także wagę tego dnia przez lepsze jedzenie. Najczęściej jest to mięso z kury lub kozy, a na większych spotkaniach (np. agapa po Mszy św.) to mięso z krowy. Każdy coś przynosi, np. mąkę kukurydzianą, ryż, owoce. Krowę często ofiaruje jakiś bogatszy parafianin, który ich ma więcej. Zwykle jedzą „ugali”, czyli papkę z manioku, a na święta starają się o ryż, kukurydzę, ziemniaki (raczej słodkie) i oczywiście piją „pombe” –  rodzaj piwa przeważnie zrobionego z bananów.


Zdaniem księdza dyrektora, najskuteczniejszym sposobem głoszenia Ewangelii na misjach jest nie tyle zdobyta wiedza czy różnego rodzaju techniki duszpasterskie, ale właśnie świadectwo własnego życia. Ksiądz Dziedzic dobrze pamięta, jak podczas okresu adaptacji był pod ciągłą obserwacją Afrykanów, którzy chcieli się przekonać o autentyczności jego posługi.

 

Misja w Republice Środkowoafrykańskiej i Czadzie

 

Misjonarzem jest też br. Jerzy Steliga, kapucyn z prowincji krakowskiej. Od 1 lipca 2015 roku pełni funkcję dyrektora Sekretariatu Misyjnego i prezesa Fundacji Kapucyni i Misje we wspólnocie w Krakowie‑Olszanicy. Brat Jerzy przez ponad 13 lat pracował w Afryce na wielu placówkach misyjnych: w Ngaoundaye, Bocaranga, Yole i Ndim w Republice Środkowoafrykańskiej (w latach: 1993–1996 i 2006–2010) oraz w leżącym w Czadzie – Gore (2000–2005).


Najgłębiej przeżył pierwsze święta Bożego Narodzenia w Republice Środkowoafrykańskiej. – Odkryłem wtedy, że święta można przeżywać równie głęboko bez otoczki polskich i europejskich tradycji; że ich istotą jest spotkanie w moim sercu z wcielonym Synem Bożym – zaznacza. – Nawet obiad w ten szczególny dzień jadłem sam, gdyż Enzo, mój włoski współbrat, wyjechał przed południem do wioski Man przygotować liturgię. O szesnastej wybrałem się do Ngouboye, aby wyspowiadać wiernych przed Pasterką. Mszę Świętą rozpocząłem około dwudziestej, gdyż o północy jest dla ludzi za późno. Po Mszy muszą jeszcze coś zjeść i zatańczyć wokół ogniska przy akompaniamencie bębnów. Ich jedzenie po Pasterce jest skromne. Ogranicza się do kawy lub herbaty i słodkich pączków. W sam dzień Bożego Narodzenia każda rodzina stara się o świąteczne jedzenie. Jest to zazwyczaj klucha z manioku lub prosa z sosem mięsnym w postaci gulaszu. Zamiast gulaszu może być kawałek mięsa wołowego, koziego, drobiowego lub dziczyzny. Nie ma w zwyczaju podawania warzyw do posiłku. Kiedy w ubogiej kaplicy pokrytej strzechą – gdzie zamiast ławek są kołki drewniane, a posadzka to klepisko – pośród „pastuszków” współczesnego świata, przy lampie naftowej zamiast żyrandoli czyta się Ewangelię o narodzeniu Pana Jezusa, to czuje się tajemnicę Wcielenia w sposób wyjątkowy. Poczułem się, jakbym był w Betlejem. Ta Pasterka była dla mnie duchową rekompensatą za to wszystko, czego w tym dniu brakowało mi z polskiej tradycji – opowiada brat Jerzy Steliga OFMCap.


Jak przekazuje br. Steliga, wśród chrześcijańskich zwyczajów obchodzenia Bożego Narodzenia, w Afryce dobrze przyjęła się szopka. Najczęściej jest bardzo skromna: domek z trawy w kształcie wigwamu, otwarty z przodu, a w nim lepione z gliny figurki Świętej Rodziny, i krowy z potężnymi rogami. Choć bywają i wyrzeźbione w hebanie – czarnym afrykańskim drewnie. – Szopkę umieszcza się zwykle pod ołtarzem, a po obu stronach stawia małe bananowce, które imitują palmy. Oprócz szopki odświętną dekorację kaplicy tworzą łańcuchy. Nie są one zrobione z kolorowego papieru, lecz z ­liści ­mangowca. Wokół kaplicy malują wapnem pnie małych drzew i dekorują wstążkami ich korony. Trzeba pamiętać, że Boże Narodzenie przypada tam w okresie pory suchej i na wielu drzewach nie ma liści – dopowiada kapucyn.

 

Misja w Zimbabwe i Zambii

 

Z ramienia Salezjańskiego Wolontariatu Misyjnego – Młodzi Światu z siedzibą w Krakowie, na czterech wyjazdach misyjnych był Marek Wołkowski. W sumie były to 3 lata i cztery święta Bożego Narodzenia, z których każde były inne. Wszystkie wyjazdy były projektami budowlanymi realizowanymi w Zimbabwe i Zambii. Jego praca polegała na kierowaniu i prowadzeniu budowy obiektów mieszkalnych, duszpasterskich i kulturowych, jak np. Don Bosco Technicall College i Centrum Młodzieżowego na placówce misyjnej księży Salezjanów w Hwange (Zimbabwe).


Zgodnie z tym, co Marek usłyszał od rdzennych pracowników, jeśli są głodni, to żadne święta nie mają dla nich znaczenia. – Szczerze mówiąc, to przeżywają te święta w taki sposób, w jaki się im je zorganizuje. W Afryce jest duża mieszanka wyznań i kultur. Część z nich nie wie, co to jest Boże Narodzenie, nigdy nie słyszała o Chrystusie, a większość tylko słyszała o jakimś „Christmas” związanym z rozdawaniem prezentów – wyjaśnia.

– Oczywiście, w kościele odbywają się Msze św. i przygotowania adwentowe. To co dla nas jest nowością, to że na pasterce odbywają się liczne grupowe chrzty, komunie i bierzmowania. Szopka jest zazwyczaj wykonana z liści bananowca, choinek raczej nie ma, a tradycji Mikołaja nie znają – opowiada.


W święta księża z misji rozjeżdżają się po wszystkich parafiach i stacjach misyjnych, aby obsłużyć, wyspowiadać jak najwięcej parafian.

– Pobyt na Czarnym Lądzie na pewno mnie zmienił. Zmienił mój światopogląd, wartościowanie ludzi, nauczył miłości i współpracy z Bogiem. Mieszkanie we wspólnocie wzbogaciło moją wiedzę i wiarę. Otrzymałem może dużo więcej niż dałem. Część mojego serca na pewno tam pozostała. Już nie jestem tym samym człowiekiem co wcześniej – zapewnia Marek.

 

Misja w Etiopii

 

Z kolei Agnieszka Truchan, również z krakowskiego SWM‑u, na misjach w Afryce była przez rok (od sierpnia 2017) w etiopskiej miejscowości Zway, u sióstr salezjanek. Była tam nauczycielką sztuki w przedszkolu, a przez kilka miesięcy także jego dyrektorką. Pracowała w weekendowym oratorium sióstr oraz księży, a także w klinice u sióstr z dziećmi niedożywionymi. Pomagała też w biurze prowincjalnym i biurze misji.

– Katolików w Etiopii jest niewielu, a święta obchodzi się 7 stycznia. Nie ma tam sklepów, więc nie ma żadnych gadżetów, piosenek, choinek, światełek, słowem: nic ze świata konsumpcji nie mówi nam od początku listopada że święta za pasem. Powiedziałabym, że nie ma tej komercyjnej „świątecznej atmosfery” – zauważa Agnieszka.


Jak się okazuje, w kościele przez cały rok jest poranna Msza św. o 6.30, stąd w okresie Adwentu typowych rorat nie ma. Przed świętami idzie się do spowiedzi. Jest pasterka, a przedtem świąteczne przestawienie – jasełka przygotowane przez młodzież. W kościele jest szopka. Świętuje się pierwszy dzień świąt.


– Nie ma tu tradycji Mikołaja, prezentów, choinek, opłatka i kolęd. Na stole gości to, co zwykle, czyli typowe danie etiopskie „injera” – kwaśny placek z fermentowanego zboża- miłki abisyńskiej, zwykle z warzywami, a w święta z narodową potrawą „doro wot”, czyli kurczakiem pokrojonym na 12 części w pikantnym sosie z jajkiem. Na misji czasem pojawiały się elementy kuchni z krajów pochodzenia misjonarzy –
opisuje Agnieszka.


Cały ten rok na misji był dla niej swoistymi rekolekcjami. – Życie na misji, codziennie Msza św., życie bliżej drugiego człowieka, w świecie prostym – bez ciągłej pogoni. To doświadczenie najgłębsze. Bo gdzie można spotkać Boga? Także w człowieku, który teraz jest obok mnie – zakończyła Agnieszka.

 

Radosław Janica


Ten artykuł przeczytałeś dzięki ofiarności Darczyńczów. Wesprzyj nas i zostań współtwórcą "Przymierza z Maryją".

NAJNOWSZE WYDANIE:
Poświęćcie Rosję Memu Sercu!
W roku 1917 Matka Najświętsza prosiła w Fatimie, by Ojciec Święty poświęcił Rosję Jej Niepokalanemu Sercu. Jakaż więc była nasza radość, kiedy w dniu oddania tego wydania „Przymierza z Maryją” do druku otrzymaliśmy wiadomość, że 25 marca bieżącego roku, w uroczystość Zwiastowania Pańskiego, papież Franciszek ma poświęcić Sercu Maryi expressis verbis Rosję, a także Ukrainę.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Maryja daje mi siłę na każdy dzień

Pani Barbara Zalas z Krakowa została Apostołem Fatimy w 2016 roku. Co daje jej uczestnictwo w Apostolacie? Co zrobiło na niej największe wrażenie w Objawieniach Fatimskich? Którzy święci są jej szczególnie bliscy? O tym wszystkim przeczytamy w świadectwie Pani Barbary…

 

W 2003 roku znalazłam w skrzynce na listy ulotkę informującą o działalności Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi. Od tego czasu wspieram Stowarzyszenie regularnymi datkami i otrzymuję kolejne numery „Przymierza z Maryją” oraz różnego rodzaju upominki, jak np. figurkę Matki Bożej Fatimskiej. Uważam, że nadesłane materiały rozwinęły mnie duchowo. Wiadomo, że czasem pojawiają się problemy, ale mam też świadomość, że moja postawa umacnia innych, a Pan Bóg podnosi. Dziś wiara jest moim największym skarbem i za to dziękuję Bogu.


Od czasu, gdy zaczęłam czytać „Przymierze z Maryją”, chodzę regularnie na procesje fatimskie w swojej parafii. Śpiewana podczas nabożeństwa pieśń Uczyńcie wszystko, co wam mówi Syn, zawsze bardzo mnie wzrusza.


Przed przystąpieniem do Apostolatu Fatimy zapoznałam się z przywilejami, jakie mogą być moim udziałem, i pomyślałam sobie: A dlaczego mam nie skorzystać? Zapiszę się! Może komuś pomogę swoją modlitwą, może mój datek komuś pomoże. Dlatego zostałam członkiem Apostolatu i jestem szczęśliwa z tego powodu.


Czasami wpisuję swoje intencje na karcie i odsyłam do Stowarzyszenia, które je przekazuje do sanktuarium w Fatimie. Jedna z takich intencji dotyczyła sytuacji, gdy w mojej rodzinie była osoba, która przestała uczestniczyć w Mszach Świętych, jej wiara osłabła. Zwróciłam się wtedy do Maryi: Proszę Cię, Najświętsza Matko Fatimska, wyproś tę łaskę i daj dar wiary dla tej osoby, żeby wróciła do Kościoła i do Boga. Po pewnym czasie osoba ta wróciła do Kościoła, zaczęła słuchać Radia Maryja, czyta publikacje religijne, a zdarza się, że zachęca mnie, żebyśmy razem poszły do kościoła. Wiele można wyprosić za przyczyną Matki Bożej Fatimskiej. Tylko trzeba ufać!


Dzięki Apostolatowi Fatimy moja wiara się ugruntowała. Przesyłane materiały po przeczytaniu przekazuję moim bliskim. Ważne jest również, żeby przyznawać się do wiary wśród ludzi, dlatego zawsze noszę przy sobie przesłany ze Stowarzyszenia brelok „Nie wstydzę się Jezusa”. Uważam, że nie możemy wstydzić się znaku krzyża na ulicy czy w restauracji przed posiłkiem. Niestety, ludzie często nie wstydzą się złego zachowania, a czują obawy przed przeżegnaniem się w miejscu publicznym. Jestem wdzięczna całemu Stowarzyszeniu i Panu Prezesowi, za to dzieło, jakim jest Apostolat Fatimy, za wspólną modlitwę.


Na temat Objawień Fatimskich czytałam jeszcze przed przystąpieniem do Apostolatu oraz w materiałach, które dostałam już ze Stowarzyszenia. W tych objawieniach największe wrażenie zrobił na mnie niezwykle spektakularny Cud Słońca.


Wiara zajmuje w moim życiu bardzo ważne miejsce i wiele razy pomogła mi w trudnych sytuacjach. A zmagałam się m.in. ze śmiercią i z nałogiem bliskich osób. Wtedy pomogła mi właśnie wiara i Różaniec. Jest to dla mnie wyraźny dowód, że modlitwa działa. Dzięki wierze przestałam się zamartwiać i cieszę się życiem. Często wspominam sobie słowa Pana Jezusa: Niebo i ziemia przeminą, ale słowa Moje nie przeminą.


Uważam, że tzw. pandemia ma bardzo negatywny wpływ na życie religijne wielu ludzi; oddaliła ich od Kościoła i od Pana Boga. Nie podoba mi się to, że z kościołów zniknęła woda święcona. Przecież diabła odpędza się wodą święconą! Nie można aż tak bać się wirusa!


Moją obroną przed obecną sytuacją są słowa Psalmu 91: Kto przebywa w pieczy Najwyższego i w cieniu Wszechmocnego mieszka, mówi do Pana: „Ucieczko moja i Twierdzo, mój Boże, któremu ufam”. To jest dla mnie odtrutka!


Krytycznie patrzę również na rozpowszechniony ostatnio zwyczaj przyjmowania Komunii Świętej na rękę. Dla naszych ojców i dziadów byłoby to nie do pomyślenia. Powinniśmy klękać przed Bogiem. Przecież to sam Bóg przychodzi do nas, a my mamy stać w takim momencie? Trzeba klękać i przyjmować Pana Jezusa z szacunkiem, do ust. Nie na ręce, które są zbrukane i dotykają różnych rzeczy w drodze do kościoła. Przecież ksiądz podczas Mszy Świętej robi puryfikację, uważa, żeby nawet okruszek nie upadł, a tu każdy może brać Ciało Pańskie do ręki… To jest przecież profanacja. Bardzo mnie to boli!


Jeśli chodzi o świętych, to szczególnym nabożeństwem darzę św. Ritę i św. Charbela, których relikwie znajdują się w mojej parafii, a także świętych Tereskę od Dzieciątka Jezus i Ojca Pio. Staram się regularnie uczestniczyć w nabożeństwach ku czci św. Rity w swojej parafii i w krakowskim kościele św. Katarzyny, gdzie biorę udział w obrzędzie poświęcenia róż, które są symbolem św. Rity. Książkę o życiu św. Rity otrzymałam właśnie ze Stowarzyszenia. Dzięki takim lekturom mogę lepiej poznać żywot konkretnego świętego. Prowadzi to też do rozwoju mojej wiedzy religijnej.


Oprac. JK

 


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szczęść Boże!

Serdecznie dziękuję Państwu za wszystkie przesyłki i dewocjonalia, które od Was otrzymuję. Życzę wszelkiego dobra i owocnej pracy. Oby wiara naszych ojców i tradycje zostały ocalone przed nowym potopem – bezbożności i niemoralności. Pamiętam o Was w modlitwie.

Wdzięczna Czytelniczka

 

 

Szczęść Boże!

Szanowna Redakcjo

Jako Wasz stały czytelnik, chciałbym podziękować za wszelkie dobro, jakie od Was otrzymałem. Tym razem proszę pozwolić, że podzielę się z Wami refleksją, jak dobroć ludzka może być wielka.

Życie nasze przemija bardzo szybko, dzień za dniem, chwila za chwilą. Niesie ono wiele wyzwań, z którymi, obojętnie kim jesteśmy, chcąc nie chcąc, musimy się zmierzyć. Dla nas wszystkich takim wyzwaniem na pewno była i jest sytuacja związana z koronawirusem. Dla wielu osób mi bliskich, sądzę, że Wy, Drodzy Czytelnicy, również znacie takie przypadki, zakończyła się śmiercią. Mimo to uganiamy się w życiu za określonym celem.

Zazwyczaj z sentymentem wspominamy dom rodzinny, pełen ciepła, nie zapominając o tradycjach rodzinnych i świątecznych. Obecnie narzekamy, że teraz tak nie jest, jak było kiedyś. Tymczasem do tradycji trzeba nam powracać jak do źródła, aby odnawiać i napełniać na nowo to, co było piękne i bogate, to jest szacunek do człowieka i miłość do Boga.

Nie zapominamy o tym, że Pan Bóg powołał nas do szczęścia. Patrzmy zatem na Matkę Bożą, która jest dla nas wzorem do naśladowania.

Człowiek szczęśliwy to też człowiek, który spełnia się, czyniąc dobro dla innych. Potrafi zauważyć tych, którzy potrzebują pomocy, ofiarować im miłość, szczęście i życzliwość, a czasem i dobra materialne. Przekonałem się o tym, gdy będąc po raz kolejny w Szczawnie-Zdroju, poznałem przesympatyczną profesor, Panią Barbarę z Warszawy. W szczerej, serdecznej rozmowie poinformowałem ją, że jak na obecne czasy, mam sporą gromadkę chrześniaków, – ośmioro. Jeden z nich, Bartosz, potrzebuje stałej opieki i pomocy finansowej, bo jest inwalidą. Staram się mu pomagać, odkąd się urodził, przesyłając jego rodzicom pomoc finansową. Są oni ponadto moimi przyjaciółmi na dobre i na złe.

Moja znajoma Barbara zaoferowała pomoc, inicjatywa wyszła od niej samej, mimo że ciężko choruje. Rodzice mojego chrześniaka przyjęli tę wiadomość z radością i podziwem, że tak dobrzy ludzie są na świecie. Po kilku latach odnalazłem przez przypadek moją studentkę, Alinę z Bieszczad, która również zaoferowała pomoc.

Człowiek szczęśliwy jest wdzięczny, że może pomóc drugiemu i oczekiwać za to wszystko pomocy Bożej. To Jemu przede wszystkim możemy być wdzięczni, że obdarował nas miłością, która jest ukrytym skarbem w naszym sercu. Ten skarb ujawnia się wtedy, gdy sami czynimy dobro. Człowiek szczęśliwy to ktoś, kto odkrył misję swego życia, aby uszczęśliwiać innych potrzebujących. Warto nadmienić, że matka chorego Bartosza często przebywa w szpitalu dla nerwowo chorych.

Każda wzorowa matka przez dobroć i miłość dla swojego dziecka uczy go, jakim winien być człowiekiem. A doznane dobro, dziecko przekazuje dalszym pokoleniom. Rodzice spełniają w ten sposób niezwykle trudne zadanie w swym życiu.

Przecież każdy z nas swoim przykładnym życiem pisze swój życiorys dla potomnych, zgodnie z maksymą „Idź tak przez życie, aby ślady Twoich stóp przetrwały dla potomnych”.

Pozdrawiam Was serdecznie, z wyrazami szacunku i podziwu dla Waszej pracy.

Z Panem Bogiem

Edward z Wielkopolski

Apostoł Fatimy

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Kochani Przyjaciele

Serdecznie Wam dziękuję za modlitwę oraz „Przymierze z Maryją”. Bardzo się cieszę, że jesteście. Jak dobrze mieć świadomość, że są takie osoby, jak Wy, do których można napisać, podzielić się świadectwem.

Kiedy miałam maleńkie dziecko, bardzo się rozchorowałam. Byłam już prawie na tamtym świecie… A jednak widocznie Pan Bóg pokładał we mnie nadzieje. Wyzdrowiałam. Choć było różnie – nawet czasem było tak źle, że prosiłam Pana Boga, bym się już nigdy nie obudziła… Potem jednak znów przychodziły lepsze dni. Dziś jestem pewna, że uratowała mnie wiara i miłość do Pana Jezusa i Jego Matki, którą zaszczepili we mnie moi Kochani Rodzice. I tę wiarę i miłość pielęgnuję po dziś dzień.

Jeszcze raz, Kochani Przyjaciele, dziękuję Wam za modlitwę i Wasze akcje. Niech nigdy w Was nie zgaśnie chęć do pracy. Niech Maryja Zawsze Dziewica wyprasza Kościołowi łaski, a światu pokój. Życzę Wam wielu łask, dużo zdrowia, i wytrwałości na dalsze lata pracy.

Z poważaniem

Gabriela z Chorzowa

 

 

Witam serdecznie!

Pragnę podziękować za słowa uznania i wdzięczności za mój skromny wkład w działalność Stowarzyszenia, a szczególnie dziękuję za Kartę Apostoła Fatimy. To wielka radość dla mnie. Zawsze tę Kartę ze sobą noszę. Cenniejsza jest od karty bankowej. Na niej nie trzeba mieć wkładu, nie trzeba jej aktywować, a cały czas DZIAŁA. Dziękuję raz jeszcze i proszę o modlitwę za mnie i moją rodzinę.

Teresa

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Dziękuję za piękny wizerunek Niepokalanego Serca Maryi. Mam wiele przykładów z własnego życia, gdzie Maryja mnie chroni, pomaga podjąć trudne życiowe decyzje, a nawet ratuje moje bardzo trudne życie. Noszę Ją w sercu od najmłodszych lat. Trudno tak w kilku słowach opisać te wszystkie trudne momenty życia, gdzie pomoc Niebios jest wielka!

Do grona Przyjaciół Waszego Stowarzyszenia dołączyłam niedawno, dzięki „przypadkowi”, ale uważam, że w tym także była ręka Matki Bożej. Dzięki Ci Maryjo za wszystko!

A Wam, Drodzy Przyjaciele, także dziękuję. Niech Pan Bóg błogosławi Prezesa Sławomira Olejniczaka, Redaktorów i całe Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi.

Barbara z Bydgoszczy