Rodzina
 
Święta Rodzina ratunkiem dla dzisiejszych rodzin
Sławomir Skiba

Obraz Świętej Rodziny jest większości katolików doskonale znany i dość konkretny. Na jego przywołanie przed oczami naszej wyobraźni pojawia się jednak zapewne tylko parę wydarzeń z Ewangelii oraz tych z popularnych przedstawień i wizerunków. Czy jednak te rozpowszechnione, nieraz cukierkowe obrazy, nie przesłaniają nam zasadniczych prawd o Świętej Rodzinie? Czy ona sama nie stała się dla nas częścią jakiegoś baśniowego świata, zamiast być prawdziwym wzorem, realną pomocą i punktem odniesienia dla naszych, tak często dzisiaj pokaleczonych i poranionych rodzin? Czy wołamy w naszych utrapieniach: Jezu, Maryjo i Józefie ­Święty, ratujcie nas!?

 

Gdy rozważamy tajemnice Różańca Świętego, w pierwszej jego części – zwanej przecież radosną, dostrzegamy pewien paradoks. Oto mówimy o tajemnicach radosnych, ale kiedy się głębiej zastanowimy, owa radość rozważanych przez nas wydarzeń z życia Świętej Rodziny daleka jest od beztroski.


Oto ja, służebnica pańska…


W scenie Zwiastowania widzimy wprawdzie tę podniosłość i Bożą Chwałę poselstwa świętego Archanioła Gabriela, który przychodzi do Służebnicy Pańskiej – Maryi, ale Ona nie jest w tym momencie wolna od niepokoju. Ewangelia mówi, że na słowa Archanioła: Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobązmieszała się i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie (por. Łk 1,28–29). Choć była wybrana przez Boga Ojca na Matkę Jego Syna już przed wiekami, Ona sama jako Oblubienica Ducha Świętego, święta i pokorna dziewczyna nie mogła przecież spodziewać się takiego wyróżnienia. I mimo iż słusznie nazywamy ją Stolicą Mądrości i Arcydziełem Stworzenia ponad wszystkich ludzi i aniołów, Pan Bóg chciał, aby doświadczyła tego „zmieszania” i niepokoju, aby „rozważała”, a może bardziej – rozeznawała, czy ma faktycznie do czynienia z Bożym poselstwem, co ono konkretnie znaczy i jakie niesie konsekwencje. Bóg chciał, aby Jej decyzja była w pełni wolna i świadoma. Nie podejmowana w euforii, czyli w emocjach, ale w uważnym, spokojnym rozważeniu. Jej postawa jest dla nas doskonałym wzorem roztropności i trzymania emocji pod kontrolą rozumu oświeconego łaską, zwłaszcza gdy w życiu rodzinnym zostajemy postawieni przed „trudnymi” wyrokami Bożej Opatrzności!


Ale czy ta postawa „rozważania” nie powinna być również dla nas wzorem rozeznawania duchów, czyli tego, co w naszym życiu duchowym pochodzi z Bożego natchnienia, a co może być diabelskim zwodzeniem? Maryja jest najlepszym drogowskazem i pomocą w tym rozeznawaniu woli Bożej, wsłuchiwaniu się w głos Pana Boga i odróżnianiu go od podszeptów złego czy też naszych słabości, lęków i pożądań.


W scenie Zwiastowania towarzyszy Maryi też jak najbardziej ludzkie uczucie lęku. Dlatego przecież, jakby dla potwierdzenia Jej nieskalnej postawy roztropności, ale i uspokojenia padają słowa Bożego posłańca: Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga (Łk 1,30). I dopiero po nich następuje wyjawienie Bożych planów względem Jej Boskiego Macierzyństwa. Jednak Przeczysta Dziewica nawet w tym momencie nie zostaje od razu uwolniona od obaw, których nadal z woli Bożej doświadcza. Dlatego ośmiela się zapytać: Jakże się to stanie, skoro nie znam męża? (Łk 1,34). Pan Bóg chciał tych pytań, chciał tych obaw, aby dla nas było na wieki świadectwem Jej całkowite i bezwarunkowe zaufanie Bogu, Jej FIAToto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa! (Łk 1,38). Oto wzór całkowitego zawierzenia Panu Bogu i Jego wobec nas planów – wzór Maryi we wszystkich naszych niepewnościach i troskach o jutro. Dzięki Niej i przez Nią możemy wołać: Totus tuus, Maryjo! Cały jestem twój, prowadź mnie i moich bliskich do Twojego Syna!


Święty Józef gotowy do całkowitego zawierzenia


A cóż powiedzieć o wzorze, jaki daje nam św. Józef w czas tej próby, w której dowiaduje się, że jego przyszła małżonka jest w ciąży? Chociaż według ówczesnego zwyczaju Maryja była już zaślubiona z Józefem, jednak nie mieszkali jeszcze we wspólnym domu i w myśl ówczesnego prawa nie byli w pełni małżeństwem. A zatem fakt poczęcia Pana Jezusa pod sercem Maryi przed wspólnym zamieszkaniem zostałby potraktowany jako naruszenie prawa małżeńskiego i cudzołóstwo. Józef znalazł się w dramatycznym położeniu i po ludzku nie mógł sobie tego wyjaśnić. Wiedział, że jego małżonka jest czysta jak łza i miał do niej pełne zaufanie. Jednak faktycznie była w stanie błogosławionym, a on nie mógł uważać się za ojca tego dzieciątka. Poniekąd znalazł się w sytuacji bez wyjścia. Czy i my nie natrafiamy na sytuacje, które wydają nam się beznadziejne? Św. Mateusz w swojej Ewangelii podaje: Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie (Mt 1,18–19). Św. Józef nie działał jednak gwałtownie i bez namysłu. Oddalenie Maryi potajemnie oznaczałoby w rzeczywistości, iż przyjmował na siebie całą odpowiedzialność za poczęcie dziecka, a siebie wskazywał jako tego wiarołomcę, który zostawia brzemienną narzeczoną. Tak więc jego zamiar nie był aktem ucieczki, ale heroizmu i poświęcenia z miłości do Maryi. Podjął taki zamiar, choć go nie zrealizował i możemy być pewni, że zanim zaczął działać, z pełnym zawierzeniem Panu Bogu modlił się o pomoc. I został wysłuchany. Oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: „Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów”. A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu ­nadadzą imię ­Emmanuel, to znaczy: „Bóg z nami”. Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański. (Mt 1,20–24).


Św. Józef jest dla nas patronem w tych wszystkich chwilach trudnych i wydawałoby się – beznadziejnych. Kiedy uwikłani jesteśmy w różne sytuacje po ludzku bez wyjścia i wszystkie noce – mroki pokus i beznadziei. Noc jest zdaniem komentatorów biblijnych symbolem pokus. Kojarzona jest też ze szczególnym działaniem złego ducha. Tymczasem w nocy przychodzi do Józefa anioł i zwiastuje mu radość jego powołania, ale i potrzebę poświęcenia dla ukochanych. Trzy razy jeszcze na kartach Ewangelii przyjdzie w nocy, we śnie, do św. Józefa anioł. Drugi raz, kiedy po narodzinach Jezusa powiedział mu: Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem; bo Herod będzie szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić. (Mt 2,13). A posłuszny i pełen zaufania Józef wstał w środku nocy, wziął swojego przybranego maleńkiego Synka oraz Jego ukochaną Matkę i zabrał ich w nieznane, aby uchronić przed siepaczami króla. Trzeci raz, po śmierci Heroda, w Egipcie, anioł we śnie wezwał go do powrotu z Rodziną do Izraela. Już w ojczyźnie, we śnie otrzymał jeszcze jeden nakaz, aby udał się do Galilei i tak trafiają do Nazaretu.


Jest więc we wszystkich swoich decyzjach św. Józef wzorem bezwzględnego posłuszeństwa woli Bożej, wzorem męstwa i zaufania Bogu w przeciwnościach życiowych. Jest zatem wzorem prawdziwego mężczyzny – męża i ojca chroniącego swoją rodzinę, będącego jej głową i przewodnikiem w trudnych chwilach, kiedy potrzeba zdecydowania i wskazania Bożej drogi. Dla mężczyzn, zwłaszcza współczesnych nam Piotrusiów Panów, zniewieściałych i uciekających od obowiązków, jest św. Józef wzorem prawdziwie męskiego brania odpowiedzialności za żonę, dzieci i całą rodzinę, a także za realizację swojego niepowtarzalnego powołania w społeczeństwie. Wreszcie, jako mąż dziewiczy, panujący nad swoimi namiętnościami, jest przykładem dla wszystkich mężczyzn uwikłanych we własną nieuporządkowaną zmysłowość i różne nałogi.


Maryja potwierdza autorytet św. Józefa


Najświętsza Maryja Panna i św. Józef są też wzorem zgodnego małżeństwa wspierającego się w trudnych chwilach. A wraz z Panem Jezusem są również wzorem hierarchicznej rodziny, w której każdy, pomimo pełnej świadomości swojej wyjątkowej roli w historii Zbawienia, respektuje porządek ustalony przez Stwórcę. To św. Józef jest głową Świętej Rodziny, mimo iż jego żona jest najdoskonalszym arcydziełem stworzenia, Niepokalaną i świętszą niż aniołowie Matką Boga, a Pan Jezus, jego przybrany syn, jest Bogiem Wcielonym i Zbawicielem. To św. Józef otrzymuje polecenia od anioła i to on realizuje plany Boże dla jego rodziny. Niezwykłym zaś przykładem uznawania tej roli św. Józefa i wspierania jego autorytetu staje się postawa Maryi i samego Pana Jezusa. Przypomnijmy sobie choćby ostatnią z tajemnic radosnych Różańca, ewangeliczne wydarzenie – odnalezienie dwunastoletniego Jezusa w Świątyni Jerozolimskiej pośród uczonych w Piśmie. Choć to znów tajemnica radosna, jesteśmy świadkami dramatycznego poszukiwania przez rodziców przez trzy dni zaginionego dziecka. Czy możemy wyobrazić sobie ich ból i lęk? Zrozumie to zapewne każdy rodzic, który choć przez chwilę zgubił swoje dziecko np. w sklepie, na spacerze lub ten, który czekał na przedłużający się powrót dziecka, z którym nie ma żadnego kontaktu. Poszukiwania, towarzysząca temu, nieznajomość losu dziecka i dławiący, ściskający za gardło ból wydają się nie mieć końca. Kiedy też wreszcie odnajduje się ukochane dziecko, radość zalewa zbolałe serce rodzica i w jednej chwili niweluje poprzednie emocje. Zapewne w podobnej sytuacji znaleźli się Józef z Maryją, kiedy po trzech dniach odnaleźli swojego syna w Świątyni. I tu Matka Boża daje nam przepiękny przykład żony i matki, która w tej trudnej chwili wskazuje na autorytet swego męża i ziemskiego ojca Jezusa: Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie (Łk 2,48). Ten porządek nie jest przypadkowy. Ona – Królowa Aniołów, Matka Boża, która w hierarchii niebieskiej stoi powyżej wszelkiego stworzenia, w porządku naturalnym rodziny uznaje i wspiera autorytet męża jako jej głowy: ojciec Twój i ja. Nie „ja szukałam Ciebie z ojcem”, ale „ojciec i ja”. Zwrócił na to uwagę w jednej ze swych homilii znany kaznodzieja śp. ks. Piotr Pawlukiewicz. Jakiż to piękny przykład dla żon i matek w dobie niszczycielskiej ideologii feminizmu, nakazującej ciągłą walkę płci nawet w małżeństwach.


i był im poddany…


Scena odnalezienia Pana Jezusa przez Rodziców w Świątyni jest jedną z tych, które wymykają się naturalnym schematom relacji dziecka do rodziców. Zawiera bowiem głęboki sens teologiczny związany z misją i podstawowym zadaniem Pana Jezusa oraz Jego relacją z Ojcem Niebieskim: Lecz On im odpowiedział: „Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?” Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział (Łk 2,49–50). Nie wchodząc w całą głębię tej sytuacji i odpowiedzi oraz komentarza ewangelisty, którym teologowie i kaznodzieje poświęcili wiele miejsca, warto jednak zwrócić uwagę, że owa wypowiedź Zbawiciela jest adresowana także do wszystkich rodziców, którzy może często z nadmiernej troski o dzieci zapominają, że nie należą one wyłącznie do nich. Są dane rodzicom, ale też wzrastają w rodzinie i przygotowują się do realizacji ich własnego powołania, jakie przeznaczył im Bóg, który jest najlepszym Ojcem.


Ale nawet ta, być może trudna dla niektórych scena kończy się zwróceniem uwagi na porządek władzy i autorytet rodziców: Potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany (Łk 2,51).



NAJNOWSZE WYDANIE:
Znak, któremu sprzeciwiać się będą
Pamiętajmy jednak, że cierpieć dla Chrystusa, to nie tylko przelać za niego krew, ale również zaprzeć się siebie i poświęcić swoje życie dla służby Bogu i bliźniemu. To dokładne i z miłością wykonywanie obowiązków, zwłaszcza tych przykrych; to pokorne przyjmowanie wszelkich osobistych dramatów, trudów i przeciwności – tak jak nas tego nauczył nasz Pan: Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich! Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Warto wierzyć!

Pani Renata należy do parafii pw. Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny w Suchej Beskidzkiej. Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi wspiera już od 2005 roku, a w 2013 roku przystąpiła do Apostolatu Fatimy.

 

Pani Renata urodziła się w Poznaniu, skąd po kilku latach wraz z rodzicami wyjechała do Opola, gdzie jej tata pracował jako zawiadowca stacji kolejowej. W Opolu spędziła lata szkoły podstawowej i średniej. Po ukończeniu edukacji wyszła za mąż i zamieszkała w Sosnowcu. – Tam było wówczas ciężkie powietrze przy kopalniach i nasz syn zachorował na astmę. Wtedy mąż dostał przeniesienie służbowe z pracy właśnie do Suchej Beskidzkiej i tu przywędrowaliśmy, gdy syn miał dwa latka. Tak że mieszkamy tutaj już od 50 lat – opowiada.


Stowarzyszenie i Apostolat


– O istnieniu Stowarzyszenia dowiedziałam się chyba, jeśli się nie mylę, w 2005 roku. Właśnie gdzieś wyczytałam, być może, że to była ulotka albo coś takiego, i się zapisałam, a po pewnym czasie przystąpiłam do Apostolatu Fatimy.


– Lubię te wszystkie wizerunki Matki Bożej, jakie mam w kalendarzu „365 dni z Maryją”, który otrzymuję ze Stowarzyszenia. Zresztą kalendarz zamawiam też dla rodziny i dla koleżanki. Z kolei „Przymierze z Maryją” zbieram, a jak jest jakiś artykuł, który może zainteresować moją przyjaciółkę, to jej zanoszę. Mnie najbardziej ciekawią świadectwa Apostołów Fatimy.

Jest ktoś, kto nad nami czuwa


– Myślę, że warto wierzyć, warto modlić się na różańcu, bo zawsze Ktoś jednak nad nami czuwa, tam gdzieś z góry i te modlitwy prędzej czy później zawsze zostają wysłuchane. Staram się odmawiać Różaniec codziennie, a poza tym bardzo lubię śpiewać pieśni Maryjne.


– W swojej parafii chodzę od niedawna na nabożeństwo do św. Charbela, a 22 dnia każdego miesiąca jeżdżę z koleżanką do Sanktuarium Matki Bożej Opiekunki i Królowej Rodzin w Makowie Podhalańskim na nabożeństwo do św. Rity. Święta Rita pomogła mi w pewnej sprawie. Jeździłam co miesiąc przez rok i po prostu ta moja prośba została wysłuchana.


Pani Renata darzy zaufaniem i szacunkiem osoby duchowne, co wynika między innymi z jej osobistego doświadczenia: – Gdy miałam trudny okres w życiu, udałam się do jednego z naszych księży i on bardzo mi pomógł – wspomina.


– Kiedyś byłam nad morzem, w Kołobrzegu. Tam jest zupełnie inaczej. Nie ma takich pełnych kościołów jak w Suchej
– zauważa różnice w pobożności różnych regionów Polski. To rodzice wychowali mnie w takiej, a nie innej wierze. Pamiętam, jak mama nas budziła rano i na szóstą chodziliśmy na Roraty. Wspólnie udawaliśmy się też na majówki.

Miłośniczka pielgrzymek autokarowych


Teraz ze względów zdrowotnych nie mogę dużo chodzić, ale za to chętnie jeżdżę na pielgrzymki autokarowe. Zawsze raz w roku jadę ze swojej parafii na całonocne czuwanie do Matki Bożej, do Częstochowy. Z parafii towarzyszą nam dwaj, czasem trzej księża; jadą trzy, a nawet cztery autobusy. Wszystko zaczyna się o dziewiątej wieczorem i trwa do piątej rano. Specjalnie dla nas jest przygotowane miejsce blisko ołtarza, gdzie śpiewamy pieśni, modlimy się i odprawiana jest Msza. Towarzyszy nam nasza parafialna schola. Czasami do naszej modlitwy dołączają się również inne grupy – opowiada pani Renata.


Dużo bliżej miejsca zamieszkania pani Renaty znajduje się Sanktuarium Pasyjno-Maryjne w Kalwarii Zebrzydowskiej. – Do Kalwarii jeżdżę z rodziną. Zwłaszcza w okresie bożonarodzeniowym, jak jest tam taka piękna, żywa szopka ze zwierzętami. Ostatnio zabrałam ze sobą prawnuczkę, żeby jej to pokazać.


– Jak tylko mam okazję, to jeżdżę z przyjaciółką do Lichenia, do sanktuarium Matki Bożej. W Licheniu jest przepięknie.
Wyjazd trwa dwa dni i organizuje go prywatna osoba z sąsiedniej Białki.


– W 2000 roku, który był Rokiem Jubileuszowym, byłam w Rzymie, żeby przejść przez wszystkie Drzwi Święte –
wspomina pani Renata. I dodaje: – Byłam też w Ziemi Świętej, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Jednak być tam na miejscu i widzieć jak ludzie są chrzczeni w Jordanie, czy być pod ścianą płaczu, to jest coś niesamowitego.


Oprac. Janusz Komenda

 


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szczęść Boże!

Cieszę się z każdej kampanii przeprowadzanej przez Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi. Myślę, że spotkania z wykładami dotyczącymi historii Polski pomogłyby wielu osobom, szczególnie młodym, zapoznać się z naszymi historycznymi dziejami. Życzę powodzenia w realizacji Waszej misji!

Ewa z Warszawy

 

 

Szanowni Państwo!

Uczestniczyć w Waszych kampaniach to tak, jakby komuś spadającemu podać rękę i zatrzymać go. Wasza działalność jest potrzebna wszystkim. Dlatego z radością pragnę udzielać Wam wsparcia!

Janina

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Ogromnie się cieszę, że Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi podjęło się opublikowania książki pt. „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski”. Ta książka jest mi ogromnie bliska, ponieważ w niej zawarte są bardzo ważne chwytające za serce przekazy dotyczące przyszłości Polski – naszej Ojczyzny. Narodowi jest to bardzo potrzebne. To święta prawda, że jest to głośne wołanie o przebudzenie Polaków oraz refleksję nad przyszłością naszego kraju i całego świata. Skoro w taki sposób wyrażają Państwo swoje przywiązanie do naszej Ojczyzny, to jakże ja bym miała nie poprzeć tej inicjatywy? Przepięknie wybrzmiały te słowa Pana Prezesa prosto z serca. Serdecznie dziękuję za te budujące szczere słowa oraz za pakiet zawierający broszurę, a także piękny poświęcony przez kapłana obrazek z wizerunkiem Matki Bożej Częstochowskiej – naszej Hetmanki! Przesyłam pozdrowienia całemu Zespołowi Redaktorskiemu, który włożył tyle trudu w przygotowanie tej książki. Kieruję również pozdrowienia dla obecnych i przyszłych czytelników. Książka ta jest dla mnie bardzo pouczająca. I jestem przekonana, że dla katolików będzie jak balsam na zranione serce. Wierzę, że rozejdzie się, jak przysłowiowe „świeże bułeczki”. Pod warunkiem jednak, że trafi na prawdziwych katolików, a nie takich, którzy tylko takich udają – czyli „farbowańców”. Prawdziwy katolik jest gotowy poświęcić nawet życie dla swojej katolickiej Ojczyzny. Kończąc ten list życzę Panu Prezesowi i całemu Stowarzyszeniu powodzenia w tej jakże potrzebnej i wartościowej kampanii. Szczęść Wam Boże!

Apostołka Fatimy Janina z Łukowa

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Jestem wdzięczna za to, co robicie dla wszystkich Polaków. Dzięki Waszym kampaniom rośnie świadomość ludzi i ich refleksja nad swoim życiem, pogłębia się też wiara w Pana Boga. Dlatego wspieram Wasze akcje. Szczęść Boże!

Małgorzata z Zielonej Góry

 

 

Szczęść Boże!

Bogu dzięki, że jest Stowarzyszenie, które dba o dobro Polaków i Polski. Dziękuję osobiście i cieszę się, że jestem Waszym Przyjacielem.

Jan z Ustronia

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Zdecydowałem się być odbiorcą Waszego czasopisma Maryjnego. Muszę przyznać, że jest w nim wiele tekstów bardzo pożytecznych i mocno złączonych z tradycją Kościoła Katolickiego. Dla kapłana także jest wiele materiałów ubogacających. Piszę ten list, bo w 146. numerze „Przymierza z Maryją” (dział Strony Maryjne) na końcu pisma w ramach Sanktuariów Maryjnych został opublikowany tekst o Matce Bożej Skoszewskiej z mojego dekanatu brzezińskiego. Bardzo się ucieszyłem z publikacji tego artykułu. Serdecznie pozdrawiam całą Redakcję, życząc błogosławieństwa Bożego.

Ks. Krzysztof

 

 

Szanowny Panie Prezesie!

Bardzo dziękuję za to, że od roku 2018 miałam możliwość i zaszczyt uczestniczenia w Apostolacie Fatimy. Bardzo dziękuję za życzenia urodzinowe, za kalendarze, za wszelkie przesyłki i za Wasze wartościowe pisma. Dziękuję także za miłe i krzepiące słowa. Za Was wszystkich gorąco się modlę. Życzę błogosławieństwa Bożego i opieki Matuchny Fatimskiej. Bóg Wam zapłać!

Elżbieta

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowna Redakcjo, pragnę podzielić się moim świadectwem dotyczącym łask, jakie nasza kochana Matka Maryja wyjednała dla mojej cioci u swojego Syna. Moja ciocia cierpi na depresję. Lekarze nie potrafili jej pomóc, choroba trzymała ją w swoim uścisku bardzo mocno. Wtem przypomniałem sobie, że jest modlitwa „nie do odparcia”, czyli Nowenna Pompejańska. Chwyciłem się więc tej nowenny jako ostatniej deski ratunku, gdyż bardzo chciałem pomóc cioci. Zacząłem się modlić mając nadzieję na pomoc. Gdy kończyłem część dziękczynną, nie było żadnych rezultatów poprawy u cioci, jednak ostatniego dnia nowenny stał się cud. Odebrałem telefon, że ciocia już o wiele lepiej się czuje, a depresja przeszła jak ręką odjął. Wiem, że to nasza Najświętsza Matka wyjednała u swojego Syna tę łaskę zdrowia dla niej. Dodatkowo podczas nowenny uzyskałem niespodziewane łaski dla siebie, abym mógł bardziej uczciwie spojrzeć na swoje życie. Zapoczątkowałem proces zmian w moim życiu, które pozwoliłyby mi przybliżyć się bardziej do Pana Boga. Mam nadzieję, że nie zawrócę z tej drogi. (…) Dzięki Nowennie Pompejańskiej zobaczyłem, że można żyć inaczej oraz inaczej przeżywać swoją wiarę!

Właśnie zacząłem kolejną, trzecią nowennę w intencji rodziny mojego brata stryjecznego, która jest w rozsypce, a węzeł zła jest tak mocno zaciśnięty, że tylko Boża interwencja może tutaj pomóc. Wierzę jednak, że nasza kochana Matka wyjedna odpowiednie łaski dla tej rodziny. Nawet jeżeli od razu nie doświadczymy namacalnych cudów tej modlitwy, to Jezus Chrystus wie, jakie łaski na daną chwilę nam zsyła i możliwe, że poznamy je dopiero po tamtej stronie. Dlatego warto odmawiać święty Różaniec, o czym sam się przekonałem. Z Panem Bogiem!

Paweł