Temat numeru
 
Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela!

Czy i wy chcecie odejść?

Drogi czytelniku, w niejednym z nas letnim i małej wiary być może rodzi się w takiej chwili pokusa, jakiej uległa część uczniów słuchających nauki Pana Jezusa, kiedy powiedzieli: Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać? (J 6,60)– a mówiąc to opuścili Zbawiciela i już z nim nie chodzili. Pozostałym zaś Dwunastu Pan Jezus zadał jednoznaczne pytanie, zmuszając ich niejako do odważnej i zdecydowanej postawy. To pytanie jest skierowane także do nas, a Pan nasz oczekuje jasnej na nie odpowiedzi: Czyż i wy chcecie odejść? Nasza zaś odpowiedź musi być odpowiedzią pozostających wiernie przy naszym Mistrzu: Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego.(J 6,68)

A jeśliśmy już pozostali przy naszym słodkim Zbawicielu, pomyślmy moi Drodzy, czy my sami nie wpłynęliśmy nie daj Boże na czyjąś decyzję o rozwodzie? Czy mówiąc komuś: „ty też masz prawo do szczęścia”, nie sprzyjaliśmy czyjejś decyzji o wejściu w grzeszny związek? Czy mając możliwość odwiedzenia kogoś od rozwodu, próbowaliśmy to zrobić? Czy w milczeniu patrzyliśmy, jak nasi bliscy wchodzą w niesakramentalne związki i w żaden sposób nie napominaliśmy ich, albo przeciwnie, traktowaliśmy ten „związek” jako coś normalnego? A może jeszcze przez naszą obecność na uroczystościach tzw. ślubów cywilnych, kiedy wiedzieliśmy, że stojąca przed urzędnikiem para nie może sobie niczego ślubować, bo pozostaje w ważnych związkach sakramentalnych, przyzwalaliśmy na taki grzeszny związek i swoją obecnością i życzeniami pieczętowaliśmy go? Czy nie staliśmy się w ten sposób winni grzechu cudzego, który i nasze sumienia obciąża? Musimy naprawdę zrobić wszystko, aby pamiętając o naszych obowiązkach uczynków miłosiernych co do duszy, napomnieć tych, którzy popadają w grzech. Odwieść od grzechu tych, którzy go planują i naszą postawą pokazać, że grzechu nie możemy nigdy zaakceptować, chociażby nas to kosztowało niezrozumienie, zniewagi i odrzucenie przez najbliższych, nie możemy pozwalać, aby przy naszej biernej postawie inni narażali swoje dusze na wieczne męki. Zawsze też mamy obowiązek walki o ich dusze, które czasem dopiero dzięki naszej modlitwie i interwencji łaski Bożej na łożu śmierci się nawracają, dostępując odpuszczenia grzechów. Musimy pamiętać, jakiego szczęścia ostatecznie poszukujemy i jakiego szczęścia pragniemy dla tych, z którymi żyjemy? Wiecznego, niczym niezmąconego, czy tego rozumianego tymczasowo, które może w „sprzyjających” warunkach potrwać kilkadziesiąt lat, a może na skutek wypadku czy choroby zakończyć się za rok, miesiąc, pojutrze albo dziś jeszcze? Co stanie się z duszą, której z Bożą pomocą nie wyrwiemy z ciemności grzechu i w takim stanie opuści ten świat?...

Gdyby ktoś drżał jeszcze, myśląc jak odpowiedzialna i wymagająca jest nasza święta i jedynie prawdziwa wiara katolicka, powinien przypomnieć sobie słowa Pana Jezusa, który wycierpiał dla nas najwięcej, bo – sam będąc niewinny – niewyobrażalną mękę krzyżową, i oddał w krwawej ofierze krzyża samego siebie: Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Jarzmo moje jest słodkie, a brzemię lekkie. Jego brzemię jest lekkie, kiedy niesie się je dzięki łasce sakramentalnej, tej, która płynie z sakramentu małżeństwa, dając nam siły do znoszenia siebie nawzajem i służby w miłości. Ta łaska jednak musi być stale podtrzymywana przez modlitwę, najlepiej wspólną, Mszę Świętą oraz częste sakramenty spowiedzi i Komunii świętej.

Oprac. Sławomir Skiba

 * Dzieła zebrane biskupa Tihaméra Tótha. Małżeństwo chrześcijańskie, Warszawa 2001, s. 114-116.
** Op. cit. s. 116-117.
1 / 2 / 3 / 4 /

"Przymierze z Maryją" dociera regularnie do ponad 430 tysięcy osób. Dołącz do grona naszych Przyjaciół i zostań stałym czytelnikiem czasopisma.

NAJNOWSZE WYDANIE:
Kościół wobec zarazy
Panika związana z tzw. pandemią koronawirusa ogarnęła cały świat. Groza miesza się z ironią. Grozę wywoływały i chyba jeszcze ciągle wywołują informacje o śmierci zakażonych, zdjęcia trumien masowo wywożonych z prosektoriów przez ciężarówki… Ironię zaś wzbudzają: brak konsekwencji rządzących w podejmowanych działaniach prewencyjnych, zalew sprzecznych informacji i spiskowych teorii. Łatwo się w tym wszystkim zagubić. Zresztą ojcu kłamstwa zależy na tym, byśmy czuli się pogubieni, opuszczeni i osamotnieni – bez żadnej nadziei…

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
Listy od Przyjaciół
 
Listy od Przyjaciół

Szczęść Boże!

Chciałbym przekazać Państwu krótkie świadectwo. Jesteśmy z żoną w sakramentalnym związku małżeńskim już od 37 lat. Mamy dwie córki i 3-letniego wnuczka. Starsza córka mieszka za granicą, młodsza – tutaj z mężem i dzieckiem. Moja żona jest niepełnosprawna i niewidoma. Porusza się na wózku inwalidzkim. Ja jestem po trzech poważnych wypadkach. W roku 2006 spadły na mnie 24 palety. Miałem złamaną miednicę w pięciu miejscach i uszkodzone biodro. Leżałem w szpitalu dwa tygodnie. Później przywieźli mnie do domu, gdzie miałem spędzić w łóżku kolejne tygodnie. Po siedmiu dniach uratował mnie jednak bł. ks. Wincenty Frelichowski. Jego relikwie mamy w domu. Po wytrwałej modlitwie za wstawiennictwem błogosławionego Wincentego nagle udało mi się po kilku dniach wstać z łóżka. Lekarze nie dawali mi wcześniej szansy na pełne wyzdrowienie, ale jednak stało się inaczej. Po prostu pewnego dnia ks. Wincenty powiedział do mnie: „Wstań i chodź”. I chodzę do dziś i opiekuję się żoną, choć nieraz jest bardzo ciężko. Cieszę się jednak, że wraz z żoną możemy wspierać Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi. Prosimy o modlitwę za całą naszą rodzinę. Szczególnie za nasze zdrowie. Zostańcie z Bogiem.

Wacław z żoną Marią

 

 

Szanowna Redakcjo!

Jestem niesamowicie zbudowana Waszą działalnością. Przesyłane materiały bardzo sobie cenię. Czytam „Przymierze z Maryją”. Treściami dzielę się z najbliższymi. Moja rodzina jest wierna przykazaniom Bożym i kościelnym. Taka postawa jest budująca – dodaje siły i wiary do niesienia krzyża dnia codziennego.

W ostatnim czasie, pod koniec roku 2019, przeżywaliśmy trudne chwile, zresztą to trwa nadal. U mojego męża Jana wykryto raka jelita grubego. Badania, operacja, pobyt w szpitalu…

Można było to wszystko przyjąć, wytrzymać i działać tylko dzięki modlitwie do Boga, o którą prosiliśmy i nadal prosimy naszych znajomych i bliskich. Uczestnictwo we Mszy Świętej, odmawianie Koronki do Bożego Miłosierdzia w kaplicy szpitala zakonu bonifratrów przed cudownym obrazem Matki Bożej Uzdrowienia Chorych pomagały w tych trudnych chwilach. Pisząc o tym, pragnę podkreślić, że dzięki modlitwie, zaufaniu Opatrzności i Miłosierdziu Bożemu, mogliśmy przyjmować te wszystkie bolesne wydarzenia ze spokojem, powierzając również lekarzy opiece Ducha Świętego.

Teraz jesteśmy z mężem już razem, wspieramy się nawzajem i ufamy Bogu, że udźwigniemy ten krzyż. Prosimy o modlitwę.

Janina

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowni Państwo

Pragnę podziękować za wszystkie pamiątki i upominki, które od Was otrzymuję. Chciałabym też podzielić się z Państwem świadectwem wyjścia z nałogu alkoholowego mojego syna Mariusza, który zmagał się z tym problemem przez trzy lata. Żona odeszła od niego, wyprowadzając się z dwojgiem dzieci do swojej matki. A ja codziennie modliłam się na różańcu o jego nawrócenie. Prosiłam Matkę Bożą i św. Ojca Pio o wstawiennictwo. Prosiłam Pana Jezusa o dar nawrócenia mojego syna. I stał się cud. Syn zachorował. Miał poważną operację głowy – usunięcia guza i krwiaka pod czaszką. Operacja się udała. A syn, gdy wychodził ze szpitala, powiedział: „Mamo, już nigdy nie zobaczysz mnie pijanego”. I dotrzymuje obietnicy. Od tego czasu minęło sześć lat i przez ten okres nie pił żadnego alkoholu. Założył firmę transportową, żona z dziećmi wróciła do domu. Obecnie mieszkają razem.

Dziękowałam i nadal dziękuję Panu Jezusowi, jak również Matce Najświętszej i św. Ojcu Pio, że mnie wysłuchali i uzdrowili mojego syna z tej choroby.

Napisałam te słowa, bo chcę podzielić się świadectwem, że dzięki mocnej wierze i modlitwie możemy otrzymać łaskę o którą prosimy. Szczęść Wam Boże. Życzę zdrowia i wszelkich łask.

Krystyna z Łódzkiego

 

 

Szczęść Boże!

Szanowna Redakcjo

Pragnę podzielić się z Państwem świadectwem. Urodziłam się w wielodzietnej, katolickiej, robotniczej rodzinie na wsi. Gdy miałam 6 lat, zostałam osierocona wraz z siedmiorgiem rodzeństwa, ponieważ zmarła nam mama. Tatuś dawał nam bardzo dobry przykład, wychowywał nas bardzo religijnie: prowadził do kościoła i uczył codziennej modlitwy.

Młodo wyszłam za mąż i urodziłam troje dzieci. Moje małżeństwo nie było jednak szczęśliwe, ponieważ mąż nadużywał alkoholu i znęcał się nade mną i nad dziećmi. Pomimo tego nigdy nie straciłam wiary w Boga. Wierzyłam, że zawsze jest ze mną i pozwala mi wytrwać. Każdego wieczoru klękaliśmy razem z dziećmi i modliliśmy się gorąco. Gdy dzieci usamodzielniły się i założyły własne rodziny, postanowiłam wyjechać do Grecji. W tym czasie mieszkał tam i pracował mój syn. Przez jakiś czas mieszkaliśmy razem, ale syn zachorował i zmarł.

Od znajomych dowiedziałam się, że w naszej parafii organizowane są spotkania ewangelizacyjne. Zdecydowałam, że i ja będę na nie uczęszczać. Tutaj bardzo uspokoiłam się wewnętrznie i doświadczyłam ogromnej duchowej radości. Brałam udział w rekolekcjach. Przez dwa lata, przed tym wspaniałym duchowym doświadczeniem, cierpiałam bardzo na ból prawej ręki, która mi drętwiała i traciłam w niej czucie. Wiele razy jeździłam do lekarzy, ale pomimo iż brałam leki, ból nie ustępował. Tego dnia modliliśmy się przed Najświętszym Sakramentem i w pewnym momencie odczułam drganie tej chorej ręki. Uświadomiłam sobie, że ból ustąpił. Od tego czasu upłynęło już 6 lat, a moja ręka jest zdrowa.

Dziękuję Ci, Panie Jezu, za to uzdrowienie. Dziękuję Ci też za to, że dałeś mi łaskę wytrwania i cierpliwości w czasie, gdy zmarł mój syn. Za wiarę i siłę w ciężkich chwilach mojego życia, dziękuję Panie Jezu. Wierzę w Ciebie, Boże żywy!

Anna z Żywca

 

 

Szanowny Panie Prezesie

Z całego serca dziękuję za modlitwę oraz wszystkie życzenia i upominki, Niech Pan Bóg i Matka Najświętsza mają w Swojej opiece Pana i wszystkich pracowników Stowarzyszenia. Niech obdarzą Was zdrowiem i wszelkimi łaskami. Bóg zapłać za wszystko i Szczęść Boże!

Janina