
Niejeden i niejedna z nas staje coraz częściej przed dylematem: co zrobić, gdy w naszej obecności atakowany jest Święty Kościół Katolicki? Jak pogodzić w sobie, a następnie wytłumaczyć innym świętość Kościoła w zestawieniu z informacjami na temat coraz częstszych przypadków zdrad i zgorszeń ze strony katolików tak świeckich, jak i – co znacznie gorsze – duchownych? Dlaczego dzisiaj coraz częściej bombardowani jesteśmy przez media informacjami o skandalach i problemach, jakie ten i ów ksiądz wywołuje, i czy w ogóle można, nie ponosząc uszczerbku na własnej wierze, wytłumaczyć sobie i innym przyczyny tego zła?
Czy Kościół ma wrogów?
Zanim odpowiemy sobie na pytanie o to, jak odnosić się do prawdziwych lub też wyolbrzymionych informacji na temat zła w Kościele, musimy najpierw zastanowić się, czy zawsze słowa krytyki wyrażane pod adresem Kościoła płyną z troski o prawdziwe jego dobro, czy też mają inne źródła i motywy?
Św. Ludwik Maria Grignion de Montfort w swoim wspaniałym dziele pt. Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny w nawiązaniu do sceny po grzechu pierwszych rodziców z Księgi Rodzaju i słów skierowanych wówczas przez Pana Boga do węża, stwierdza: Tylko raz jeden położył Bóg nieprzyjaźń, ale nieprzyjaźń nieprzejednaną, która trwać będzie do końca i wzmagać się nieustannie: to nieprzyjaźń między Maryją, czcigodną Matką Bożą, a szatanem, między dziećmi i sługami Najświętszej Dziewicy a dziećmi i wspólnikami Lucyfera (…) Bóg położył nie tylko nieprzyjaźń, lecz nieprzyjaźnie, bo nie tylko między Maryją i szatanem, ale i między potomstwem Najświętszej Dziewicy a potomstwem szatana, tzn. Bóg położył nieprzyjaźń, odrazę i skrytą nienawiść między prawdziwymi dziećmi i sługami Najświętszej Dziewicy a dziećmi i niewolnikami szatana. Nie kochają się oni wzajemnie i żadnej nie ma między nimi wewnętrznej łączności. Dzieci Beliala, niewolnicy szatana, miłości świata – bo to na jedno wychodzi – prześladowali dotąd i w przyszłości prześladować będą więcej niż kiedykolwiek wszystkich, co należą do Najświętszej Dziewicy(…)
W obliczu tych zdecydowanych słów wielkiego apostoła Maryi, jakim był św. Ludwik, nie można żyć w naiwnym przekonaniu, któremu zdaje się dzisiaj ulegać wielu katolików, że Kościół, którego Matką jest Najświętsza Maryja Panna, nie ma wrogów. Koniecznie musimy uświadomić sobie ich istnienie i diabelski spisek. Mając tę świadomość, łatwiej nam będzie szukać prawdy, kiedy zalewani jesteśmy przez medialny potok informacji o tzw. skandalach w Kościele.
Rzekoma troska „życzliwych” informatorów, którzy tak ochoczo piętnują i wyliczają wady oraz grzechy katolików, w tym i wielu duchownych, zasadza się w większości przypadków na celowym sianiu wątpliwości pośród nieugruntowanych w swojej wierze katolików. I nie oznacza to, że wszystkie tak skrupulatnie podawane przez media przypadki zła i zgorszeń są wyssane z palca, jednak sam sposób ich podawania i proponowane przy tym przez „zatroskanych” komentatorów lekarstwa, bywają mniej lub bardziej zakamuflowaną trucizną. Zamiast leczyć, przysparza ona zniszczeń w duszach katolików. Nie ma chyba pośród czytelników „Przymierza z Maryją” tak naiwnych osób, które by uwierzyły, że pisma tak przewrotne i wrogie Kościołowi jak „Nie” czy „Fakty i Mity” oraz wiele innych w Polsce i na świecie, nie wyłączając stacji telewizyjnych i radiowych, mówią o grzechach w Kościele w trosce o zbawienie dusz. Jakiż może więc być cel takich publikacji i wrzawy w owych z definicji wrogich Kościołowi mediach, jeśli nie uderzenie w sam Kościół.
Czy uwierzysz Drogi Czytelniku, by media, które na co dzień promują aborcję, pornografię i różnego rodzaju zboczenia, w sprawach grzechów ludzi Kościoła nagle chciały walczyć z tym, co wielokroć same promują? Nie ma więc złudzeń, że ludzie, środowiska i media, które w innych razach wielokrotnie szydziły z nauczania katolickiego i ciągnęły tyle dusz na zatracenie w odmętach fałszu i zepsucia, nagle demaskują grzechy w imię prawdy. W takich przypadkach cel jest jeden: uderzyć i podkopać za wszelką cenę autorytet Kościoła i odciągnąć możliwie dużą liczbę ludzi od jego nauczania, w konsekwencji przywodząc tych naiwnych „czytaczy i poszukiwaczy prawdy” (co to rzekomo chcą poznać argumenty drugiej strony) do usprawiedliwiania własnych grzechów, pozostawania w nich, a na końcu potępienia dusz. Bo czy może np. dbać o jakiekolwiek dobro duchowe ten i ów redaktor, który w czasach komunizmu służył systemowi jako megafon do wygłaszania kłamliwych treści, wrogich Kościołowi…|
Pretekstów dostarczają niewierne dzieci Kościoła i apostaci
Niestety, sami katolicy przez swoje niewierności i grzechy często dostarczają broni i powodów do ataków na Święty Kościół Katolicki. Iluż bowiem ulega własnym słabościom i miast wyznać swoje grzechy w konfesjonale ze szczerym żalem i mocnym postanowieniem poprawy, brnie w różnego rodzaju nałogi i straszliwe grzechy? Iluż grzeszy zuchwale licząc na to, że kiedyś – może przed śmiercią – zdąży się nawrócić? Tymczasem każdy nasz grzech obraża Pana Boga i wyrządza szkodę nie tylko nam samym, ale i całemu Kościołowi, którego częścią jesteśmy.
Na jeszcze większe zgorszenia i zniewagi narażają Kościół ci, którzy wybrani do pełnienia szczególnej misji apostolskiej i duszpasterskiej bądź to przez swoje śmiertelne grzechy i zaniedbania stają się zaprzeczeniem swego powołania, bądź przez świadome zdrady i odrzucenie prawdziwej nauki Kościoła stają się Judaszami i wrogami niszczącymi Kościół od środka. Te zdrady i niewierności przysparzają Kościołowi Świętemu najwięcej cierpień. Bo nie można zapominać, że w myśl zasady komu więcej zostało dane, od tego więcej się wymaga, ci powołani do szczególnej służby Panu Bogu z jednej strony otrzymują specjalne łaski do jej wypełniania, z drugiej zaś są też szczególnie wezwani do wierności i większej doskonałości, ale też muszą być bardziej czujni, bo narażeni są na większe ataki złego ducha.
Inna mądrość Kościoła uczy, że najgorsze jest zawsze popsuciem najlepszego. Oznacza to, że upadki tych, którzy zostali obdarowani szczególnymi łaskami i przywilejami są zawsze najgorsze. Sam Lucyfer miał przeznaczone przez Pana Boga miejsce szczególne i najwyższe w hierarchii anielskiej. Jednak zdecydował się na bunt i słowa bluźnierstwa: Nie będę służył! (non serviam!). Dlatego jego upadek na samo dno piekła był tak wielki. Mógł być najbliżej Boga, a przez pychę jest najdalej.
Tak samo zdrada powołania osoby wybranej do wielkich rzeczy ma zawsze najtragiczniejsze skutki. Grzech publiczny osoby powołanej do doniosłych spraw pociąga za sobą publiczne zgorszenie i grozi utratą wiary przez tych, którzy stoją niżej w hierarchii Kościoła. Wiara bowiem tych najsłabszych potrzebuje autorytetu, który stoi wyżej od nich w hierarchii i posiada większą świadomość zła i dobra. Dlatego też tak wielkim nieszczęściem są grzechy gorszycieli, którzy mieli być przykładem chrześcijańskiego życia, nauczycielami i drogowskazami. Pan Jezus mówił do nich: Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze (Mk 9,42). Jaką straszną odpowiedzialność zaciągają na siebie np. gorszący rodzice, których grzechy widzą ich dzieci i przez to narażone są na utratę wiary…
Jaką straszną karę otrzymają wszyscy ci, którzy wezwani do opieki i przewodzenia duszom oraz chronienia ich przed złem, przeciwnie – stają się przyczyną grzechów, zamętów i rozkładu. W różnych objawieniach Pan Jezus i Matka Boża uskarżali się na te niewierności dusz powołanych do szczególnego posłannictwa w Kościele.
Cierpienia Kościoła
Każdy, kto z miłością patrzy na Święty Kościół Katolicki i papiestwo, nie może pozostać obojętny na antykatolicką furię i zaciekłość ataków, jakie w ostatnim czasie z coraz większą siłą wybuchają przeciwko obu tym instytucjom. Media na całym świecie każdego niemal dnia informując o tzw. skandalach w Kościele, wykorzystują te informacje jako okazje do uderzenia w poszczególne zasady i święte prawa nim rządzące. Dla tzw. reformatorów Kościoła ujawnione grzechy stają się od razu pretekstem do manifestowania Ojcu Świętemu i całemu Kościołowi takich m.in. postulatów, mających być rzekomo „lekiem na całe zło”, jak zniesienie celibatu, wprowadzenie kapłaństwa kobiet, zmniejszenie i ograniczenie roli papieża, uzależnienie hierarchicznego Kościoła od demokratycznej woli większości świeckich czy rezygnacja z części nauczania Kościoła w kwestiach moralnych, takich jak aborcja, antykoncepcja oraz homoseksualizm.
Wszystkie te postulaty, od lat uparcie powtarzane pod pretekstem koniecznych reform, uderzają w same fundamenty nauczania Kościoła i z pewnością nie pochodzą z natchnień Ducha Świętego, ale od ducha tego świata i szatana. Coraz bezczelniej i radykalniej formułowane postulaty, wzmagające się ataki – wraz z niedawnymi domagającymi się zatrzymania i osądzenia Papieża – stają się niczym wrzawa motłochu, który niemal 2 tys. lat temu domagał się ukrzyżowania naszego Pana Jezusa Chrystusa i zwiastują czas nowych prześladowań. Jakże wielki i wstrząsający wymiar zawiera w tym kontekście widzenie, jakie miało jedno z fatimskich pastuszków – bł. Hiacynta. Powiedziała ona kiedyś: Widziałam Ojca Świętego w bardzo dużym domu, na kolanach przed stołem, z twarzą ukrytą w dłoniach, płakał. Przed domem było dużo ludzi, niektórzy rzucali w niego kamieniami, inni obrzucali go wyzwiskami i przeklinali go. Biedny Ojciec Święty, musimy się bardzo modlić za niego!
Przy okazji ostatniej pielgrzymki do Fatimy Ojciec Święty Benedykt XVI przypomniał wizję cierpienia Kościoła zawartą w III części tajemnicy fatimskiej. Jeszcze w drodze do Portugalii powiedział, że objawienia w Fatimie mówią także o atakach na papieża i Kościół. Oprócz ataków z zewnątrz mają one pochodzić od tych ludzi Kościoła, którzy swoimi grzechami przysparzają Mistycznemu Ciału Chrystusa dodatkowych cierpień. – To od zawsze było wiadome, ale dzisiaj widzimy to w naprawdę przerażający sposób. Największy ciężar na Kościół nie spada od wrogów zewnętrznych, ale zrodził się z grzechu wewnątrz Kościoła – stwierdził Ojciec Święty.
Nasza odpowiedź
Kiedy zatem rozjuszeni politycy, dziennikarze lub osoby „obrażone na Kościół” sypią jak z rękawa sensacyjnymi przykładami zgorszeń, grzechów i niewierności katolików świeckich i duchownych, nie wolno nam dać się zastraszyć lub zgorszyć. Pomyślmy najpierw o tym, kto i dlaczego prezentuje nam te informacje i czy kieruje się dobrymi, szczerymi intencjami dobra dusz. Często bowiem ten, kto tak zażarcie przywołuje czyjeś grzechy, ma problem z własnym sumieniem i w ten sposób szuka usprawiedliwienia dla swoich win. A jeśli nawet ta czy inna sensacja okaże się bolesną prawdą o grzechu jakiegoś duchownego, nie dajmy się ponieść zwątpieniu, nie traćmy ducha. Zło i zdrady zawsze należy nazywać po imieniu i wskazywać jasno, że nikt z nas, żyjących na tym świecie nie jest wolny od pokus i konieczności walki o zbawienie duszy. Zdrady, zaparcia się i tchórzostwa swoich uczniów doświadczył już sam nasz Zbawiciel. Grzechy innych, nawet gdyby były to grzechy najwyższych hierarchów Kościoła, nie usprawiedliwiają naszych grzechów. Bo cóż nam przyjdzie w wieczności z tego oglądania się na błędy i zdrady innych, gdy razem z nimi znajdziemy się na wieczność w piekle.
Kościół jest święty
Niewierności i zdrady katolików nie zmieniają jednocześnie faktu, że Kościół jest święty. W swoich instytucjach, w swojej doktrynie – napisał w rozważaniach do Drogi Krzyżowej prof. Plinio Corrêa de Oliveira – w swoich prawach, w swojej jedności, w swojej uniwersalności, w swojej niezrównanej katolickości, Kościół jest prawdziwym zwierciadłem, w którym odbija się nasz Boski Zbawiciel. Kościół jest Mistycznym Ciałem Chrystusa, my zaś przez chrzest zostaliśmy do niego włączeni i mamy łaskę do niego należeć. Na wzór Najświętszej Maryi Panny Bolesnej, musimy więc współcierpieć, gdy dzisiaj Kościół dźwiga krzyż, znosząc obelgi i zniewagi w drodze na Kalwarię. I choć może nam się wydawać, że nie ma już szans na zwycięstwo, musimy pamiętać o poranku Zmartwychwstania i czasie triumfu nad śmiercią, piekłem i szatanem. Im większe ciemności dokoła i coraz bardziej zajadła wściekłość wrogów, tym większa nasza pewność, że czas Bożej odpłaty i zwycięstwa coraz bliższy. Szatan wie, że jego dni są policzone i im bliżej nadejścia jego Pogromczyni czyli Maryi, tym większe czyni wysiłki, by jak najwięcej dusz zatracić w piekle.
Gdyby tylko mógł, sam lub za pomocą swoich sług na tym świecie, zniszczyłby cały Kościół katolicki. Jednak tak, jak w wizji św. Jana Bosko przedstawionej na okładce tego numeru „Przymierza z Maryją”, na rozszalałych wodach łódź Kościoła z Papieżem na czele, przycumowana do dwóch mocnych filarów – Eucharystii i czci do Najświętszej Maryi Panny przejdzie zwycięsko sztorm, aby zajaśnieć niespotykanym blaskiem.
O niezniszczalności swojej Oblubienicy zapewnił przecież sam Pan Jezus, kiedy przekazał św. Piotrowi władzę nad Kościołem mówiąc jednocześnie, że bramy piekielne Go nie przemogą. Przykład naszego Pana i Mistrza wiernego aż po Kalwarię, każe nam pozostać wiernymi nawet wówczas, gdyby wszyscy dokoła zwątpili, uciekli w przerażeniu lub ulegli presji rozwścieczonego tłumu.
W obliczu zdrad i apostazji tylu chrześcijan, którzy ulegli pokusie bycia w zgodzie z duchem tego świata, i nadciągającej nocy ataków oraz prześladowań ze strony wrogów Kościoła, staje przed nami konieczność opowiedzenia się za Chrystusem lub przeciw Niemu. Nie ma tu miejsca na stanie pośrodku, jak próbował to uczynić Piłat umywając ręce. Konieczność wyboru staje się coraz bardziej paląca nie tylko w obliczu nowych prześladowań, przygotowywanych przez złego ducha i jego wspólników, ale bardziej jeszcze ze względu na nadchodzącą karę, a przede wszystkim zapowiedź zwycięstwa na tym świecie Niepokalanej, co sama oznajmiła w Fatimie słowami: W końcu moje Niepokalane Serce zatriumfuje!
Czy staniemy w szeregach wojska Maryi, czy też z powodu własnych grzechów, lenistwa, głupoty lub strachu odmówimy wstąpienia do Jej armii, Ona zmiażdży głowę węża. Lepiej więc dla nas, abyśmy, gdy nastąpi ta decydująca bitwa, byli pod Jej sztandarem. Jak mówił podczas ostatniej pielgrzymki do Fatimy Ojciec Święty Benedykt XVI, oby te siedem lat, które dzielą nas od stulecia Objawień, przyspieszyło zapowiadany triumf Niepokalanego Serca Maryi ku chwale Trójcy Przenajświętszej.
Sławomir Skiba
Pan Paweł wspiera Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi już od 20 lat, a w czerwcu wziął udział w pielgrzymce Apostołów Fatimy do portugalskiego sanktuarium. Pochodzi z Mazowsza, z parafii pod wezwaniem świętego Bartłomieja Apostoła w Paprotni. Tam przyjął sakrament chrztu i bierzmowania oraz przystąpił do Pierwszej Komunii Świętej.
– Wiarę zachowałem po rodzicach i staram się ją kontynuować – opowiada pan Paweł. – Różaniec i modlitwę „Anioł Pański” odmawiam sam albo z Katolickim Radiem Podlasia z Siedlec. Staram się też, jeśli możliwości pozwolą, odmawiać Koronkę do Miłosierdzia Bożego i dzięki TV Trwam uczestniczyć w apelach jasnogórskich. W niedzielę i inne święta biorę udział w uroczystościach kościelnych, takich jak np. nabożeństwa fatimskie. Jak pogoda jest niesprzyjająca, taka jesienno-zimowa, to korzystam z uprzejmości znajomych i sąsiadów, żeby dojechać do kościoła autem.
– Staram się wspierać parafię w pracach gospodarczych, jeśli chodzi o utrzymanie terenów zielonych wokół świątyni. Jakieś pojęcie na ten temat mam, bo parę ładnych lat zajmowałem się pielęgnacją zieleni przy urzędzie gminy jako pracownik gospodarczy.
– Radzę sobie lepiej lub gorzej, ale odnoszę wrażenie, że osoby w wieku seniorskim, tak jak moja skromna osoba, nie zawsze są jeszcze komuś potrzebne, bo teraz liczy się młody, sprytny, no i trochę zamożny. Takie teraz mamy czasy, że raczej każdy chce utrzymywać kontakty z takimi osobami, a pokolenie starszych ludzi nie każdemu już pasuje.
20 lat w Apostolacie Fatimy
– O Stowarzyszeniu Ks. Piotra Skargi dowiedziałem się ponad 20 lat temu, przeglądając prasę katolicką. Zainteresowałem się i tak jakoś ta wymiana korespondencji między Stowarzyszeniem a mną trwa. Oczywiście, za wszystkie przesłane czasopisma, jak np. „Przymierze z Maryją” i dewocjonalia związane z Państwa działalnością, dziękuję bardzo.
– Czasami zaglądam na strony internetowe Stowarzyszenia i przeglądam, co tam akurat jest z aktualnych wiadomości. To, co Państwo robicie, na pewno jest potrzebne. Ja ze swojej strony nadal postaram się wspierać Stowarzyszenie i Apostolat Fatimy, tak jak do tej pory. Nie jest to może bardzo duża ofiara, ale „ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka”, jak mówi przysłowie.
– Zaniepokoiła mnie informacja zawarta w ostatnim numerze „Przymierza z Maryją”, że nakład pisma spada. Uważam, że gdyby każdy wygospodarował te 15–20 zł, to sytuacja byłaby zdecydowanie lepsza i bez problemu można byłoby pokryć koszty wydania i wysyłki „Przymierza…”.
Pielgrzymka do Fatimy
– Jestem bardzo zadowolony z wyjazdu z Apostolatem do Fatimy. To był mój pierwszy wyjazd w tak bardzo sławne miejsce. Wszystkie miejscowości, które zwiedzaliśmy, były zabytkowe i bardzo ciekawe, a świątynie i katedry monumentalne. Wszystkie miejsca robią ogromne wrażenie, a obiekty sakralne są jakby dwa razy większe od naszych. Trzeba wyrazić uznanie dla budowniczych, którzy te obiekty wznosili.
– Taki wyjazd to są dosyć poważne koszty, nie tylko jednostkowe, ale dla całej grupy. Byłem w grupie osób, które objęła taka życzliwa pomoc ze strony Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi. Serdeczne „Bóg zapłać” za to, że miałem taką możliwość. Przypuszczam, że wszyscy są, tak jak ja, zadowoleni. Muszę pochwalić i wyrazić słowa wdzięczności dla organizatorów, bo wszystko było bardzo dobrze przygotowane.
oprac. Janusz Komenda
Szanowni Państwo!
Jesteście wspaniali! Wasze wydawnictwa oraz gazetki, broszury i ulotki wzmacniają naszą duchowość i informują o wielu faktach oraz miejscach objawień Maryjnych. Artykuły czytam z wielkim zainteresowaniem. Naprawdę bardzo cenię informacje o Jezusie i Maryi, które w nieskończoność otwierają serca. Pamiętamy w modlitwie o Waszej pracy. Pozdrawiam gorąco Pana Prezesa i cały zespół redakcyjny!
Anna ze Zgierza
Szczęść Boże!
Kampania „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest wspaniała. Popieram ją i bardzo się cieszę, że jesteście i stoicie na straży wiary. Musimy dziękować i wspierać naszą Królową za Jej miłość do naszego Narodu.
Zbigniew z Katowic
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Szanowny Panie Prezesie, dziękuję bardzo serdecznie za przesłane mi pozdrowienia urodzinowe. Ucieszyłam się z bardzo ładnej kartki. Jestem dumna z działalności apostolskiej, jaką Państwo prowadzą. Podobają mi się bardzo czasopisma „Przymierze z Maryją” i „Apostoł Fatimy”. Cieszę się z tego, że mogę w nich znaleźć wiele bardzo ciekawych artykułów poruszających interesujące mnie tematy. Cieszę się z tego, że wiele osób może korzystać z tych czasopism. Pragnęłabym bardzo, aby wielu Polaków mogło zapoznać się z tymi ciekawymi gazetami.
Bardzo serdecznie dziękuję za otrzymane ostatnio „Przymierze z Maryją” i „Apostoła Fatimy”. Znalazłam w tych numerach wiele interesujących mnie zagadnień. Cieszę się z tego, że te czasopisma mogą trafić do wielu rodzin w Polsce. Pragnęłabym dalej otrzymywać te pisma.
Pozdrawiam Maryję Naszą Królową. Życzę Panu i współpracownikom dużo zdrowia i wielu łask Bożych w Jezusie i Maryi.
Wdzięczna Czytelniczka
Krystyna z Pruszkowa
Szczęść Boże!
Bardzo dziękuję za przysyłanie mi „Przymierza z Maryją”. Jest to pismo, które bardzo sobie cenię i szanuję. Redagujecie ciekawe artykuły. Zawsze czekam na nowe numery i pragnę poinformować, że zawsze będę Was wspierać. Niech Pan Bóg nas prowadzi!
Barbara
Szanowny Panie Prezesie!
Bardzo dziękuję Panu za życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego oraz fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły i ducha wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla naszej duchowości chrześcijańskiej. Dziękuję bardzo za wszystkie dewocjonalia, materiały, które od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi otrzymałam – są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę całej Redakcji i Panu Prezesowi obfitych łask Bożych. Szczęść Wam Boże na długie lata!
Danuta z Krakowa
Szanowni Państwo!
Dziękuję za wszystkie numery „Przymierza…”, bo to ciekawe czasopismo. Warto je prenumerować. Dużo opisujecie i dużo się dowiadujemy, co się dzieje teraz i kiedyś – jak to było na świecie dawno temu, w tamtych wiekach. Życzę Wam wielu łask Bożych i siły w dalszym działaniu. Nie poddawajcie się siłom zła, które próbują zniszczyć wszystko, co Boże. Któż jak Bóg! Pozdrawiam Was serdecznie,
Maria
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Dziękuję z całego serca za cudowne „Przymierze z Maryją”. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję to pismo. Jest tam dużo pięknych, cudownych tekstów o Maryi i Jezusie Chrystusie, a także dużo o wierze katolickiej i o naszej kulturze. Są tam piękne tematy i bardzo dobre dla naszego życia wiadomości. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję „Przymierze z Maryją”. Dziękuję, modlę się za cały Apostolat Fatimy i za Pana Prezesa.
Janina z Włocławka
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Panie Sławomirze, w liście zadał mi Pan pytanie, czy jestem dumna z otrzymywanego pisma „Przymierze z Maryją”. Jestem dumna! A dlaczego? Bo jest to pismo jedyne w swoim rodzaju. To ogromna wiedza. Każdy artykuł bogaty w wydarzenia, emanuje częścią historii o naszej wierze katolickiej. Bardzo dużo przeczytałam dobrych książek (bo lubię czytać), ale pismo „Przymierze z Maryją” stawiam na pierwszym miejscu, bo porusza serce, ubogaca duszę i umysł. O wielu sprawach opisanych w artykułach wcześniej nie miałam wiedzy. Ale teraz mając 86 lat jestem poniekąd uczennicą „Przymierza z Maryją”. Mówi się, że człowiek uczy się do końca życia, prawda? Bóg zapłać za tę wiedzę. Z szacunkiem chylę czoło przed wszystkimi osobami za pracę i trud w tworzeniu pisma. A Matka Boża, nasza Królowa, niech Was błogosławi. Przy okazji „Bóg zapłać” za wszystko co dostaję od Stowarzyszenia Księdza Piotra Skargi: za życzenia urodzinowe, za listy Pana Sławomira i wszystkie pamiątki, a szczególnie za koronę Matki Bożej Fatimskiej. Jak stawałam przed Fatimską Panią, mówiłam w duchu: „Jesteś taka skromniutka, skromniutka bez korony”… A teraz moja Dostojna Pani ma koronę! Serdecznie dziękuję, bardzo się cieszę.
A jeszcze kilka słów o mnie… Jestem schorowaną osobą, chodzę o lasce. Nie mam już nawet siły iść sama do kościoła – to około 1 kilometra, ale mój sąsiad zawozi mnie co niedzielę na Mszę. Mam też problemy ze słuchem. Aparat słuchowy nie wszędzie zdaje egzamin, szczególnie w kościele, jak kapłan mówi dalej od mikrofonu, to robi się pogłos, ale jakoś daję sobie radę. Nie narzekam, bo mam dużą rodzinę i opiekuje się mną córka. Praktycznie przejęła wszystkie moje obowiązki. Przepraszam, że nie nadążam za waszymi propozycjami, ale w miarę możliwości będę wspomagać Stowarzyszenie. Życzę Wam wszystkim zdrowia i błogosławieństwa.
Z Panem Bogiem!
Genowefa