Temat numeru
 
Bramy piekielne Go nie przemogą!

Niejeden i niejedna z nas staje coraz częściej przed dylematem: co zrobić, gdy w naszej obecności atakowany jest Święty Kościół Katolicki? Jak pogodzić w sobie, a następnie wytłumaczyć innym świętość Kościoła w zestawieniu z informacjami na temat coraz częstszych przypadków zdrad i zgorszeń ze strony katolików tak świeckich, jak i – co znacznie gorsze – duchownych? Dlaczego dzisiaj coraz częściej bombardowani jesteśmy przez media informacjami o skandalach i problemach, jakie ten i ów ksiądz wywołuje, i czy w ogóle można, nie ponosząc uszczerbku na własnej wierze, wytłumaczyć sobie i innym przyczyny tego zła?

Czy Kościół ma wrogów?

Zanim odpowiemy sobie na pytanie o to, jak odnosić się do prawdziwych lub też wyolbrzymionych informacji na temat zła w Kościele, musimy najpierw zastanowić się, czy zawsze słowa krytyki wyrażane pod adresem Kościoła płyną z troski o prawdziwe jego dobro, czy też mają inne źródła i motywy?

Św. Ludwik Maria Grignion de Montfort w swoim wspaniałym dziele pt. Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny w nawiązaniu do sceny po grzechu pierwszych rodziców z Księgi Rodzaju i słów skierowanych wówczas przez Pana Boga do węża, stwierdza: Tylko raz jeden położył Bóg nieprzyjaźń, ale nieprzyjaźń nieprzejednaną, która trwać będzie do końca i wzmagać się nieustannie: to nieprzyjaźń między Maryją, czcigodną Matką Bożą, a szatanem, między dziećmi i sługami Najświętszej Dziewicy a dziećmi i wspólnikami Lucyfera (…) Bóg położył nie tylko nieprzyjaźń, lecz nieprzyjaźnie, bo nie tylko między Maryją i szatanem, ale i między potomstwem Najświętszej Dziewicy a potomstwem szatana, tzn. Bóg położył nieprzyjaźń, odrazę i skrytą nienawiść między prawdziwymi dziećmi i sługami Najświętszej Dziewicy a dziećmi i niewolnikami szatana. Nie kochają się oni wzajemnie i żadnej nie ma między nimi wewnętrznej łączności. Dzieci Beliala, niewolnicy szatana, miłości świata – bo to na jedno wychodzi – prześladowali dotąd i w przyszłości prześladować będą więcej niż kiedykolwiek wszystkich, co należą do Najświętszej Dziewicy(…)

W obliczu tych zdecydowanych słów wielkiego apostoła Maryi, jakim był św. Ludwik, nie można żyć w naiwnym przekonaniu, któremu zdaje się dzisiaj ulegać wielu katolików, że Kościół, którego Matką jest Najświętsza Maryja Panna, nie ma wrogów. Koniecznie musimy uświadomić sobie ich istnienie i diabelski spisek. Mając tę świadomość, łatwiej nam będzie szukać prawdy, kiedy zalewani jesteśmy przez medialny potok informacji o tzw. skandalach w Kościele.

Rzekoma troska „życzliwych” informatorów, którzy tak ochoczo piętnują i wyliczają wady oraz grzechy katolików, w tym i wielu duchownych, zasadza się w większości przypadków na celowym sianiu wątpliwości pośród nieugruntowanych w swojej wierze katolików. I nie oznacza to, że wszystkie tak skrupulatnie podawane przez media przypadki zła i zgorszeń są wys­sane z palca, jednak sam sposób ich podawania i proponowane przy tym przez „zatroskanych” komentatorów lekarstwa, bywają mniej lub bardziej zakamuflowaną trucizną. Zamiast leczyć, przysparza ona zniszczeń w duszach katolików. Nie ma chyba pośród czytelników „Przymierza z Maryją” tak naiwnych osób, które by uwierzyły, że pisma tak przewrotne i wrogie Kościołowi jak „Nie” czy „Fakty i Mity” oraz wiele innych w Polsce i na świecie, nie wyłączając stacji telewizyjnych i radiowych, mówią o grzechach w Kościele w trosce o zbawienie dusz. Jakiż może więc być cel takich publikacji i wrzawy w owych z definicji wrogich Kościołowi mediach, jeśli nie uderzenie w sam Kościół.

Czy uwierzysz Drogi Czytelniku, by media, które na co dzień promują aborcję, pornografię i różnego rodzaju zboczenia, w sprawach grzechów ludzi Kościoła nagle chciały walczyć z tym, co wielokroć same promują? Nie ma więc złudzeń, że ludzie, środowiska i media, które w innych razach wielokrotnie szydziły z nauczania katolickiego i ciągnęły tyle dusz na zatracenie w odmętach fałszu i zepsucia, nagle demaskują grzechy w imię prawdy. W takich przypadkach cel jest jeden: uderzyć i podkopać za wszelką cenę autorytet Kościoła i odciągnąć możliwie dużą liczbę ludzi od jego nauczania, w konsekwencji przywodząc tych naiwnych „czytaczy i poszukiwaczy prawdy” (co to rzekomo chcą poznać argumenty drugiej strony) do usprawiedliwiania własnych grzechów, pozostawania w nich, a na końcu potępienia dusz. Bo czy może np. dbać o jakiekolwiek dobro duchowe ten i ów redaktor, który w czasach komunizmu służył systemowi jako megafon do wygłaszania kłamliwych treści, wrogich Kościołowi…

Pretekstów dostarczają niewierne dzieci Kościoła i apostaci

Niestety, sami katolicy przez swoje niewierności i grzechy często dostarczają broni i powodów do ataków na Święty Kościół Katolicki. Iluż bowiem ulega własnym słabościom i miast wyznać swoje grzechy w konfesjonale ze szczerym żalem i mocnym postanowieniem poprawy, brnie w różnego rodzaju nałogi i straszliwe grzechy? Iluż grzeszy zuchwale licząc na to, że kiedyś – może przed śmiercią – zdąży się nawrócić? Tymczasem każdy nasz grzech obraża Pana Boga i wyrządza szkodę nie tylko nam samym, ale i całemu Kościołowi, którego częścią jesteśmy.

Na jeszcze większe zgorszenia i zniewagi narażają Kościół ci, którzy wybrani do pełnienia szczególnej misji apostolskiej i duszpasterskiej bądź to przez swoje śmiertelne grzechy i zaniedbania stają się zaprzeczeniem swego powołania, bądź przez świadome zdrady i odrzucenie prawdziwej nauki Kościoła stają się Judaszami i wrogami niszczącymi Kościół od środka. Te zdrady i niewierności przysparzają Kościołowi Świętemu najwięcej cierpień. Bo nie można zapominać, że w myśl zasady komu więcej zostało dane, od tego więcej się wymaga, ci powołani do szczególnej służby Panu Bogu z jednej strony otrzymują specjalne łaski do jej wypełniania, z drugiej zaś są też szczególnie wezwani do wierności i większej doskonałości, ale też muszą być bardziej czujni, bo narażeni są na większe ataki złego ducha.

Inna mądrość Kościoła uczy, że najgorsze jest zawsze popsuciem najlepszego. Oznacza to, że upadki tych, którzy zostali obdarowani szczególnymi łaskami i przywilejami są zawsze najgorsze. Sam Lucyfer miał przeznaczone przez Pana Boga miejsce szczególne i najwyższe w hierarchii anielskiej. Jednak zdecydował się na bunt i słowa bluźnierstwa: Nie będę służył! (non serviam!). Dlatego jego upadek na samo dno piekła był tak wielki. Mógł być najbliżej Boga, a przez pychę jest najdalej.

Tak samo zdrada powołania osoby wybranej do wielkich rzeczy ma zawsze najtragiczniejsze skutki. Grzech publiczny osoby powołanej do doniosłych spraw pociąga za sobą publiczne zgorszenie i grozi utratą wiary przez tych, którzy stoją niżej w hierarchii Kościoła. Wiara bowiem tych najsłabszych potrzebuje autorytetu, który stoi wyżej od nich w hierarchii i posiada większą świadomość zła i dobra. Dlatego też tak wielkim nieszczęściem są grzechy gorszycieli, którzy mieli być przykładem chrześcijańskiego życia, nauczycielami i drogowskazami. Pan Jezus mówił do nich: Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze (Mk 9,42). Jaką straszną odpowiedzialność zaciągają na siebie np. gorszący rodzice, których grzechy widzą ich dzieci i przez to narażone są na utratę wiary…

Jaką straszną karę otrzymają wszyscy ci, którzy wezwani do opieki i przewodzenia duszom oraz chronienia ich przed złem, przeciwnie – stają się przyczyną grzechów, zamętów i rozkładu. W różnych objawieniach Pan Jezus i Matka Boża uskarżali się na te niewierności dusz powołanych do szczególnego posłannictwa w Kościele.

Cierpienia Kościoła

Każdy, kto z miłością patrzy na Święty Kościół Katolicki i papiestwo, nie może pozostać obojętny na ­antykatolicką furię i zaciekłość ataków, jakie w ostatnim czasie z coraz większą siłą wybuchają przeciwko obu tym instytucjom. Media na całym świecie każdego niemal dnia informując o tzw. skandalach w Kościele, wykorzystują te informacje jako okazje do uderzenia w poszczególne zasady i święte prawa nim rządzące. Dla tzw. reformatorów Kościoła ujawnione grzechy stają się od razu pretekstem do manifestowania Ojcu Świętemu i całemu Kościołowi takich m.in. postulatów, mających być rzekomo „lekiem na całe zło”, jak zniesienie celibatu, wprowadzenie kapłaństwa kobiet, zmniejszenie i ograniczenie roli papieża, uzależnienie hierarchicznego Kościoła od demokratycznej woli większości świeckich czy rezygnacja z części nauczania Kościoła w kwestiach moralnych, takich jak aborcja, antykoncepcja oraz homoseksualizm.

Wszystkie te postulaty, od lat uparcie powtarzane pod pretekstem koniecznych reform, uderzają w same fundamenty nauczania Kościoła i z pewnością nie pochodzą z natchnień Ducha Świętego, ale od ducha tego świata i szatana. Coraz bezczelniej i radykalniej formułowane postulaty, wzmagające się ataki – wraz z niedawnymi domagającymi się zatrzymania i osądzenia Papieża – stają się niczym wrzawa motłochu, który niemal 2 tys. lat temu domagał się ukrzyżowania naszego Pana Jezusa Chrystusa i zwiastują czas nowych prześladowań. Jakże wielki i wstrząsający wymiar zawiera w tym kontekście widzenie, jakie miało jedno z fatimskich pastuszków – bł. Hiacynta. Powiedziała ona kiedyś: Widziałam Ojca Świętego w bardzo dużym domu, na kolanach przed stołem, z twarzą ukrytą w dłoniach, płakał. Przed domem było dużo ludzi, niektórzy rzucali w niego kamieniami, inni obrzucali go wyzwiskami i przeklinali go. Biedny Ojciec Święty, musimy się bardzo modlić za niego!

Przy okazji ostatniej pielgrzymki do Fatimy Ojciec Święty Benedykt XVI przypomniał wizję cierpienia Kościoła zawartą w III części tajemnicy fatimskiej. Jeszcze w drodze do Portugalii powiedział, że objawienia w Fatimie mówią także o atakach na papieża i Kościół. Oprócz ataków z zewnątrz mają one pochodzić od tych ludzi Kościoła, którzy swoimi grzechami przysparzają Mistycznemu Ciału Chrystusa dodatkowych cierpień. – To od zawsze było wiadome, ale dzisiaj widzimy to w naprawdę przerażający sposób. Największy ciężar na Kościół nie spada od wrogów zewnętrznych, ale zrodził się z grzechu wewnątrz Kościoła – stwierdził Ojciec Święty.

Nasza odpowiedź

Kiedy zatem rozjuszeni politycy, dziennikarze lub osoby „obrażone na Kościół” sypią jak z rękawa sensacyjnymi przykładami zgorszeń, grzechów i niewierności katolików świeckich i duchownych, nie wolno nam dać się zastraszyć lub zgorszyć. Pomyślmy najpierw o tym, kto i dlaczego prezentuje nam te informacje i czy kieruje się dobrymi, szczerymi intencjami dobra dusz. Często bowiem ten, kto tak zażarcie przywołuje czyjeś grzechy, ma problem z własnym sumieniem i w ten sposób szuka usprawiedliwienia dla swoich win. A jeśli nawet ta czy inna sensacja okaże się bolesną prawdą o grzechu jakiegoś duchownego, nie dajmy się ponieść zwątpieniu, nie traćmy ducha. Zło i zdrady zawsze należy nazywać po imieniu i wskazywać jasno, że nikt z nas, żyjących na tym świecie nie jest wolny od pokus i konieczności walki o zbawienie duszy. Zdrady, zaparcia się i tchórzostwa swoich uczniów doświadczył już sam nasz Zbawiciel. Grzechy innych, nawet gdyby były to grzechy najwyższych hierarchów Kościoła, nie usprawiedliwiają naszych grzechów. Bo cóż nam przyjdzie w wieczności z tego oglądania się na błędy i zdrady innych, gdy razem z nimi znajdziemy się na wieczność w piekle.

Kościół jest święty

Niewierności i zdrady katolików nie zmieniają jednocześnie faktu, że Kościół jest święty. W swoich instytucjach, w swojej doktrynie – napisał w rozważaniach do Drogi Krzyżowej prof. Plinio Corrêa de Oliveira – w swoich prawach, w swojej jedności, w swojej uniwersalności, w swojej niezrównanej katolickości, Kościół jest prawdziwym zwierciadłem, w którym odbija się nasz Boski Zbawiciel. Kościół jest Mistycznym Ciałem Chrystusa, my zaś przez chrzest zostaliśmy do niego włączeni i mamy łaskę do niego należeć. Na wzór Najświętszej Maryi Panny Bolesnej, musimy więc współcierpieć, gdy dzisiaj Kościół dźwiga krzyż, znosząc obelgi i zniewagi w drodze na Kalwarię. I choć może nam się wydawać, że nie ma już szans na zwycięstwo, musimy pamiętać o poranku Zmartwychwstania i czasie triumfu nad śmiercią, piekłem i szatanem. Im większe ciemności dokoła i coraz bardziej zajadła wściekłość wrogów, tym większa nasza pewność, że czas Bożej odpłaty i zwycięstwa coraz bliższy. Szatan wie, że jego dni są policzone i im bliżej nadejścia jego Pogromczyni czyli Maryi, tym większe czyni wysiłki, by jak najwięcej dusz zatracić w piekle.

Gdyby tylko mógł, sam lub za pomocą swoich sług na tym świecie, zniszczyłby cały Kościół katolicki. Jednak tak, jak w wizji św. Jana Bosko przedstawionej na okładce tego numeru „Przymierza z Maryją”, na rozszalałych wodach łódź Kościoła z Papieżem na czele, przycumowana do dwóch mocnych filarów – Eucharystii i czci do ­Najświętszej Maryi Panny przejdzie zwycięsko sztorm, aby zajaśnieć niespotykanym blaskiem.

O niezniszczalności swojej Oblubienicy zapewnił przecież sam Pan Jezus, kiedy przekazał św. Piotrowi władzę nad Kościołem mówiąc jednocześnie, że bramy piekielne Go nie przemogą. Przykład naszego Pana i Mistrza wiernego aż po Kalwarię, każe nam pozostać wiernymi nawet wówczas, gdyby wszyscy dokoła zwątpili, uciekli w przerażeniu lub ulegli presji rozwścieczonego tłumu.

W obliczu zdrad i apostazji tylu chrześcijan, którzy ulegli pokusie bycia w zgodzie z duchem tego świata, i nadciągającej nocy ataków oraz prześladowań ze strony wrogów Kościoła, staje przed nami konieczność opowiedzenia się za Chrystusem lub przeciw Niemu. Nie ma tu miejsca na stanie pośrodku, jak próbował to uczynić Piłat umywając ręce. Konieczność wyboru staje się coraz bardziej paląca nie tylko w obliczu nowych prześladowań, przygotowywanych przez złego ducha i jego wspólników, ale bardziej jeszcze ze względu na nadchodzącą karę, a przede wszystkim zapowiedź zwycięstwa na tym świecie Niepokalanej, co sama oznajmiła w Fatimie słowami: W końcu moje Niepokalane Serce zatriumfuje!

Czy staniemy w szeregach wojska Maryi, czy też z powodu własnych grzechów, lenistwa, głupoty lub strachu odmówimy wstąpienia do Jej armii, Ona zmiażdży głowę węża. Lepiej więc dla nas, abyśmy, gdy nastąpi ta decydująca bitwa, byli pod Jej sztandarem. Jak mówił podczas ostatniej pielgrzymki do Fatimy Ojciec Święty Benedykt XVI, oby te siedem lat, które dzielą nas od stulecia Objawień, przyspieszyło zapowiadany triumf Niepokalanego Serca Maryi ku chwale Trójcy Przenajświętszej.

Sławomir Skiba

"Przymierze z Maryją" dociera regularnie do ponad 430 tysięcy osób. Dołącz do grona naszych Przyjaciół i zostań stałym czytelnikiem czasopisma.

NAJNOWSZE WYDANIE:
Witaj, Światłości Świata!
Zbliżamy się do końca roku 2018. Dodajmy – roku dla naszego Narodu szczególnego. Setna rocznica odzyskania niepodległości skłania do zadawania pytań o Polskę. O sens i cel istnienia naszej Ojczyzny… W tych rozważaniach warto pomyśleć o roli Kościoła i chrześcijaństwa w kształtowaniu naszej państwowości, tożsamości narodowej. Śmiało możemy powiedzieć, że Polskę otrzymaliśmy od Kościoła w prezencie. Chrzest Mieszka I wprowadził nas do europejskiej rodziny państw chrześcijańskich. Bez Mistycznego Ciała Chrystusa być może z czasem wykształciłaby się jakaś większa wspólnota, ale nie byłaby to ta Polska, którą znamy.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Z wizytą u naszej Matki
Michał Wałach

Istnieją na świecie miejsca, gdzie Bożą obecność czuje się wyjątkowo mocno, których niezwykły charakter można wyjaśnić niedowiarkom bez słów. Jednym z nich jest Fatima, do której w drugiej połowie października udała się prawie 40-osobowa pielgrzymka Apostolatu Fatimy.

 

 

Zmęczenie długą podróżą nie stanowiło dla naszej pielgrzymującej grupy przeszkody nie do pokonania, skoro niemal na wyciągnięcie ręki mieliśmy miejsce uświęcone objawieniami Najświętszej Maryi Panny oraz modlitwą milionów katolików z całego świata. Jeszcze przed świtem pierwszego dnia po przyjeździe, pielgrzymujący z nami ksiądz Józef Aszkiełowicz z Wileńszczyzny odprawił Mszę Świętą tuż przy Kaplicy Objawień – a więc tam, gdzie trójce portugalskich dzieci objawiła się Królowa Nieba i Ziemi.

 

Następnie ów niezwykły kapłan poprowadził dla nas trafiające do serca i duszy Nabożeństwo Drogi Krzyżowej na tzw. Drodze Węgierskiej. W trakcie modlitwy odwiedziliśmy Valinhos – miejsce, gdzie Matka Boża ukazała się w sierpniu roku 1917, gdy pastuszkowie 13 dnia miesiąca przebywali w portugalskim więzieniu, oraz miejsce nieopodal Cabeço – tam dzieci ujrzały Anioła Portugalii. Innym miejscem spotkania z Bożym Posłańcem były okolice studni w ogrodzie rodziny Santos – trójka dzieci często bawiła się w tym miejscu i to również tam Anioł przygotowywał je na przyjęcie Maryjnego Orędzia.

 

Odwiedzając Aljustrel – rodzinną miejscowość Łucji dos Santos oraz świętych Franciszka i Hiacynty Marto – zobaczyliśmy świat, w jakim wychowywały się dzieci, które do przekazania ludzkości Orędzia wybrała Maryja. Zobaczyliśmy te same drzewa, w których cieniu spędzały czas, domy, w których żyły, uliczki i ogrody, po których spacerowały. Po powrocie do Fatimy odwiedziliśmy Bazylikę Matki Bożej Różańcowej – miejsce, gdzie spoczywają Służebnica Boża siostra Łucja oraz święci Franciszek i Hiacynta.

 

Niezwykłym duchowym przeżyciem dla naszej grupy był udział w wieczornym nabożeństwie różańcowym ze świecami, które zakończyła procesja za figurą Fatimskiej Pani oraz – kolejnego dnia – za Najświętszym Sakramentem. Mogliśmy wręcz poczuć, jak dzięki modlitwie różańcowej Niebo łączy się z ziemią.

 

W trakcie pielgrzymki zobaczyliśmy również materialne dowody niegdysiejszej świetności cywilizacji łacińskiej – piękno, które razem z prawdą i dobrem stanowiły fundament dawnej Europy. Zarówno dawny dominikański klasztor Matki Bożej Zwycięskiej w Batalha, jak i cysterskie niegdyś opactwo w Alcobaça stanowią również świadectwo trudnej historii Portugalii – zostały odebrane zgromadzeniom w pierwszej połowie XIX wieku, w ramach kasaty zakonów. Odwiedziliśmy również Nazaré, gdzie nad Atlantykiem kult odbiera Matka Boża czczona pod postacią figury przyniesionej z palestyńskiego Nazaretu – zgodnie z tradycją – już w IV wieku. Obserwując wzburzony, ale zarazem powalająco piękny ocean, mogliśmy oddać się kontemplacji piękna świata stworzonego przez Pana Boga.

 

Pielgrzymka do miejsca objawień Maryi – co potwierdzali uczestniczący w niej Apostołowie Fatimy – była głębokim przeżyciem duchowym. W jej trakcie część osób skorzystała z możliwości przejścia kilkuset metrów na kolanach do Kaplicy Objawień, ofiarując swój trud i cierpienie Najświętszej Maryi Pannie oraz prosząc Ją o wstawiennictwo w intencjach, z jakimi przyjechali do portugalskiego Sanktuarium. Uczestnicy pielgrzymki nie zapomnieli również o innych Apostołach i przyjaciołach Instytutu – tuż przy miejscu objawień wspólnie zapaliliśmy, w ramach akcji „Twoje Światło w Fatimie”, świece, zaś przy Kaplicy złożyliśmy intencje nadesłane w związku z tą kampanią.

 

Podczas całego pobytu na ziemi portugalskiej można było wyczuć modlitewne uniesienie, o które doskonale dbał prowadzący modlitwy różańcowe, litanie oraz intonujący maryjne pieśni ksiądz Józef. Niezwykle pobożny kapłan z Wileńszczyzny zachęcał do odpowiedzi na wezwania Matki Bożej i codziennego odmawiania Różańca, na przykład w ramach nowenny pompejańskiej. Niezwykła duchowa atmosfera panująca w grupie sprawiła, że pielgrzymka Apostołów Fatimy do miejsca Objawień naszej Matki i Królowej na zawsze zostanie w pamięci uczestników. Wielu z nich nie ma wątpliwości – o udziale w wyjeździe nie zdecydował „ślepy los”. Wyjazd nastąpił w chwili, gdy w życiu potrzebowali wizyty u Niebiańskiej Matki. Niezbadane są wyroki Bożej Opatrzności…

 

Michał Wałach


Listy od Przyjaciół
 
Listy od Przyjaciół

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Pragnę bardzo serdecznie podziękować za wszystkie przesyłki, które otrzymuję od Państwa – za „Przymierze z Maryją”, przepięknie wydane książki, publikacje, dewocjonalia, przede wszystkim za krzyżyk z wizerunkiem Pana Jezusa, który noszę na sercu. Jestem szczęśliwa, że kilka lat temu natrafiłam na broszurę przedstawiającą książkę „Świadectwo Bożego Miłosierdzia” i właśnie od tego się wszystko zaczęło. Zamówiłam, przeczytałam z ogromnym wzruszeniem zwłaszcza zamieszczone w niej świadectwa osób, które doświadczyły Bożego Miłosierdzia. Sama codziennie odmawiam Koronkę do Bożego Miłosierdzia – ta modlitwa ma bardzo ogromną moc. Bardzo chętnie w miarę moich możliwości wspieram wszystkie Państwa kampanie, ponieważ uważam, że są bardzo potrzebne w pogłębianiu wiary chrześcijańskiej. Serdecznie pozdrawiam wszystkich członków redakcji, życzę cierpliwości i wytrwałości w prowadzeniu tego Bożego ­dzieła.

 

Beata z Zielonej Góry

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowni Państwo!

Pragnę się z Państwem podzielić moją radością, która jest też świadectwem. Otóż, dzięki Wam podjąłem pracę nad sobą i… zmieniam się, żeby z każdym dniem być bliżej Bożych spraw. Dziękuję Wam za wspaniałą wyprawę do Ziemi Świętej z aktami tylu zawierzeń (znalazły się tam też moje i moich bliskich). Bogu dziękuję, że także dostąpiłem tej łaski bycia z moją Rodziną w Ziemi tak obficie zroszonej Krwią Zbawiciela. Przez Wasze wspomnienia ponownie odnalazłem się i kolejny raz z większą mocą i zapałem mogę apostołować wśród tych, którzy szukają w swoim życiu Pana Boga. Pozdrawiam Was serdecznie!

 

Bolesław

 

 

Szanowni Państwo!

Jestem pełen podziwu i dziękuję za cały trud, jaki wkładacie w swoje działania. Doceniam Państwa pracę i starania. Bardzo chętnie korzystam ze stron internetowych, które prowadzi Wasz Instytut. Mam Państwa cały czas w pamięci. I jak tylko będę miał możliwość, będę Was wspierał. Nigdy jednak nie chciałbym tego robić, by przechwalać się tym przed ludźmi. Takie działania nie są po to, by się z nimi obnosić.

Z wyrazami szacunku

 

Przemysław

 

 

Szanowna Redakcjo!

Z całego serca dziękuję za przesłanie mi „Przymierza z Maryją”. Bardzo cieszy mnie to, bo znów będę mogła poczytać ciekawe artykuły, a później przekażę rodzinie do czytania. Polecam Redakcję opiece Matki Bożej i też dziękuję serdecznie Panu Prezesowi, że zawsze o mnie pamięta.

Z Panem Bogiem

 

Barbara z Poznania

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze Dziewica!

Bóg Wam zapłać za pamięć o mnie i przepiękną korespondencję, wzbogaconą pięknie wydaną katolicką literaturą oraz obrazkami, które są balsamem dla mojej duszy. Przesłany ostatnio obrazek ze św. Ojcem Pio oraz folder dał mi impuls do napisania tego listu. Otóż przypomniana przez Was 50. rocznica śmierci tego Świętego zaznaczyła się również w moim życiu. Już wcześniej wiedziałam, że żył we Włoszech wielki święty Ojciec Pio, ale jakoś nigdy nie prosiłam o jego wstawiennictwo. Aż do czasu…

3 lata temu leżałam w szpitalu na sali pooperacyjnej po bardzo ciężkiej operacji (endoproteza kolana z przeszczepem kości). Ból – mimo znieczuleń – był straszny. Cierpiąc i jęcząc cały czas z bólu, modliłam się do Matki Bożej Bolesnej, prosząc o wytrwanie w cierpieniu. Tego dnia, tuż pod wieczór, zauważyłam stojącego przy oknie mojej sali księdza w ciemnym habicie, przepasanym sznurem, z kapturem na plecach. Powiedziałam wówczas z ulgą: jak dobrze, że ksiądz tutaj jest i… zapadłam w sen, który uwolnił mnie od świadomości bólu.

W czerwcu 2018 roku znalazłam obrazek św. Ojca Pio. To był ten ksiądz, którego zobaczyłam wtedy przy oknie szpitalnym. Dopiero po trzech latach, patrząc na obrazek, który otrzymałam od Was, zrozumiałam, że to Matka Boża przysłała mi wówczas pomoc przez św. Ojca Pio. Teraz żyję, chodzę na tej nodze i codziennie modlę się do Ukochanej Matuchny – Królowej Wszystkich Świętych, która przysyła z pomocą „Wysłanników Niebios” tym, którzy o tę pomoc błagają.

Bogu Najwyższemu dziękuję, że poprzez korespondencję z Wami, mogę pogłębiać swą wiarę.

Dziękuję za Waszą cenną pracę Apostolską, w którą wkładacie tyle serca. Dwumiesięcznik „Przymierze z Maryją” jest moim ukochanym pismem, moją perełką. Tworzycie i twórzcie dalej Wielką Rodzinę Katolicką. Rozjaśniajcie umysły maluczkich. Niech Wam Bóg błogosławi i pomaga św. Ojciec Pio.

Pozostaję w modlitwie za Was i pracę jakże mi Drogiego Instytutu Ks. Piotra Skargi. Szczęść Wam Boże!

 

Zofia

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Pragnę zaświadczyć o cudzie, którego doświadczyła moja córka, Olimpia, dzięki Waszej akcji „Maryja Uzdrowienie Chorych”. Córka, w trakcie badań okresowych, dowiedziała się, że ma dużego guza na tarczycy. Podczas wizyty u lekarza dowiedziała się, że musi wyciąć całą tarczycę. Został wyznaczony termin operacji. Po operacji przyszedł do niej lekarz i powiedział, że mamy do czynienia z cudem. Powiedział jej, że każdy, kto przychodzi do szpitala z guzem na tarczycy, wychodzi bez tarczycy. U mojej córki było inaczej – wyszła ze szpitala z tym gruczołem, ponieważ lekarzom udało się wyciąć samego guza. Lekarz powiedział: „To jest cud – pierwszy w naszym szpitalu!”.

Dziękuję Maryi Uzdrowieniu Chorych za wstawiennictwo za moją córką, a Wam dziękuję za tę akcję i za wszystkie skarby, które od Was otrzymuję. Niech Wam błogosławi Pan Bóg i Najświętsza Maryja Panna.

 

Emilia