Temat numeru
 
Pierwszy podarunek bożonarodzeniowy
Valdis Grinsteins
Ależ było zimno tamtej nocy! Beniamin cieszył się, że leży w łóżku otulony kocami i spoglądał, jak za oknem pada śnieg. Nie było go dużo, padał powoli. Śnieg nie pojawiał się na izraelskich wzgórzach każdego roku, ale nie był też czymś nieznanym. Bardzo często było go tylko tyle, żeby akurat pokryć wszystko białą warstwą. Ale tak – było zimno…


I właśnie z tego powodu Beniamin cieszył się, że tej nocy, zamiast stać na warcie z innymi pasterzami, może zostać w swoim domu położonym na wzgórzach między Jerozolimą i Betlejem. W tak sprzyjających okolicznościach zasnął głęboko, nie zdając sobie z tego sprawy. Nagle obudził go krzyk.


– Beniamin! Beniamiiiiiiiiiiiin!
– Co? Kto mnie woła?
– To ja, Saul. Szybko, otwórz drzwi.


Beniamin zerwał się na równe nogi. Czyżby wilki atakowały jego owce? Albo bandyci? Kto to wie! Odkąd cezar z dalekiego Rzymu zarządził spis ludności, tyle ludzi przechodziło tymi drogami, że wszystko mogło się wydarzyć. Podbiegł do drzwi, podniósł drewniany skobel, którym zabezpieczone było wejście, i wpuścił do środka swojego przyjaciela. Saul, tak jak on, miał 10 lat. Chłopiec był czymś niezwykle podekscytowany.


– Już się urodził! oznajmił Saul, bardzo uradowany.


– Kto? – zapytał Beniamin, starając się przypomnieć sobie, czy mama Saula spodziewa się dziecka. Wyrwany ze snu, jeszcze nie do końca oprzytomniał, przyszło mu więc na myśl, że może któraś z owiec wydała na świat ślicznego baranka, lecz po chwili zdał sobie sprawę, że to niemożliwe. Ogólnie rzecz biorąc, baranki rodziły się w zasadzie co chwilę, więc Saul nie przyszedłby do niego w środku nocy, aby podzielić się tak banalną wiadomością.


– I aniołowie śpiewali! – ciągnął Saul.
– Aniołowie? Jacy aniołowie?
– Człowieku! Aniołowie z Nieba! Czy są jacyś inni?


Patrząc na minę Beniamina, zdziwionego tym, że został obudzony o świcie na lekcję teologii, Saul zrozumiał, że powinien zacząć historię od samego początku.


– Wraz z kilkoma innymi pasterzami byliśmy na wzgórzach blisko Betlejem i pilnowaliśmy naszych trzód, kiedy nagle ujrzeliśmy wielki blask nad ogniskiem. To była ogrooooomna jasność – Saul nie potrafił opowiadać, nie przeciągając przy tym słów. Robił to, aby wywrzeć wrażenie na swoich słuchaczach. – I prawie umarłem ze straaaaachu. Nagle zobaczyłem, że to był anioł, coś najpiękniejszego i niezwykle błyszczącego, o potęęęęężnym głosie. I powiedział nam, że ma dla nas nowinę, która sprawi nam wieeeeelką radość. Że w mieście Dawida, to znaczy w Betlejem, narodził się Zbawiciel, czyli Chrystus Pan. Poznamy go, bo będzie leżeć w żłobie (tak, w żłooooobie!), owinięty płótnem. W tym momencie pojawili się inni aniołowie i wszyscy razem zaczęli śpiewać: „Chwała na wysokości Bogu, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli”.


– Chcesz powiedzieć, że narodził się Mesjasz?– zapytał bardzo już zaciekawiony Beniamin.


– Taaaaak! Pospiesz się, wszyscy pasterze biegną, żeby to zobaczyć.


Nie trzeba go było dwa razy namawiać. Beniamin pobiegł do swojego pokoju i błyskawicznie się ubrał. Zobaczywszy, że śnieg jeszcze trochę pada, chwycił dwie małe buteleczki – jedną z winem na rozgrzanie i drugą z wodą do picia. Beniamin był osobą nadzwyczaj praktyczną i dzieckiem bardzo przedsiębiorczym. Jego rodzice nie mieli wielu owiec, ale posiadali sporo ziemi, na której uprawiali winorośl, a następnie wytwarzali wino. Jako że miał starszych braci, którzy woleli poświęcić się produkcji wina, i to oni odziedziczyliby ten zawód, Beniamin zdał sobie sprawę z tego, że lepiej będzie poświęcić się pasterstwu i w ten sposób zacząć zarabiać na życie. Zazwyczaj pilnował owiec wspólnie z Saulem, ale nocami zmieniali się w pracy, doglądając również owiec przyjaciela, kiedy ten drugi spał.


– Beniamin! Beniamiiiin!


– Już idę! Zakładam mocniejsze buty, żeby mi się lepiej biegło.


– Pospiesz się! Nie chcę tam dotrzeć jako ostatni, bo wieść o tym, co się wydarzyło, już się wszędzie roznosi i ludzie wyruszają w drogę– ponaglał Saul.


On leży w żłobie…


Najszybciej jak się dało, dwaj przyjaciele udali się w drogę do Betlejem. Nie było to bardzo daleko, ale zostało im do pokonania kilka kilometrów przez dość śliskie drogi. Gdy dotarli do pierwszych zabudowań miasteczka, Saul chciał iść dalej, ale Beniamin go zatrzymał.


– Poczekaj! Chyba nie urodził się w mieście – zauważył Beniamin.


– Co ty mówisz? – zdziwił się Saul. – Anioł zapewnił, że stało się to w mieście Dawida. A nawet największy ignorant wie, że Betlejem jest miastem królewskiego rodu Dawida. Nie widziałeś tych wszystkich ważnych ludzi z królewskiego rodu Dawida, którzy przybyli do Betlejem z powodu spisu ludności?


– Tak, wiem, że to miasto rodu królewskiego. Ale zwróć uwagę na to, że anioł powiedział, że On będzie w żłobie. A żłób jest dla zwierząt, żeby mogły jeść. W mieście nikt nie ma żłobu w swoim domu. Kobiety śpią w łóżkach i w nich rodzą dzieci. Dlatego jeśli leży w żłobie, to znaczy, że urodził się w jakiejś stajni w pobliżu miasta. Nie rozumiem, dlaczego, mając tak ważnych krewnych, urodził się w tak prymitywnym miejscu, ale tego się jeszcze dowiemy. Poszukajmy najpierw w okolicy.


Saul ufał przyjacielowi. Beniamin już nieraz go zaskoczył, bo mimo młodego wieku, miał sporą wiedzę. Był też bardzo zaradny i miał dobre serce, dzięki czemu w wielu sytuacjach jego pomoc była nieoceniona.


Odnalezienie groty w Betlejem nie zajęło im dużo czasu. To tam leżało Dzieciątko, owinięte w płótno i drżące z zimna. W grocie była też jego matka, bardzo młoda. Trochę bardziej w głębi stał ojciec dziecka, mężczyzna dużo starszy i mimo widocznego ubóstwa, wyglądający dostojnie.


Beniaminowi żal było patrzeć na to, jak Dzieciątko trzęsie się z zimna. Kierowany odruchem serca zbliżył się, żeby zaoferować mu w prezencie swoją buteleczkę wina. Pomyślał, że w ten sposób Dzieciątko choć trochę się ogrzeje. Ale Matka Dzieciątka powiedziała:


– Jestem bardzo wdzięczna za twój gest, ale tak małe Dzieciątko nie może pić wina, zaszkodzi mu. Zamiast tego podaruj mu trochę wody.


Tak też postąpił Beniamin, a Pani powiedziała do niego:


– Pewnego dnia mój Syn odwdzięczy się za twój dobroduszny gest, ponieważ byłeś pierwszym, który podarował mu prezent tylko po to, aby uczynić dobro.


Stopniowo grota zapełniała się ludźmi, przybyli nawet Królowie ze Wschodu, a Beniamin i Saul musieli w końcu wrócić do domu. Po drodze radośnie wspominali to, co widzieli.


Zostawiłeś dobre wino aż do tej pory…


Minęły lata, wiele lat. Przedsiębiorczy Beniamin stał się właścicielem wielu owiec, kupił ziemie na północy Izraela, w pobliżu Nazaretu, przeprowadził się tam i zasadził winorośl, dzięki czemu rozpoczął też produkcję wina. Zajęło mu to wszystko sporo czasu, ale kiedy udało mu się wreszcie dopiąć celu, pomyślał, że przyszedł czas na ożenek i założenie rodziny. Jego rodzice skontaktowali się z rodziną Rebeki. Sprawdzili, czy ich dzieci mają zalety lub wady, które byłyby pomocą lub przeszkodą w założeniu takiej rodziny, jak Bóg przykazał, i dali im swoje błogosławieństwo. Beniamin i Rebeka postanowili się pobrać.


Aby nadać swojemu ślubowi uroczystą oprawę, Beniamin zdecydował się zorganizować wystawne przyjęcie weselne. Zaproszono na nie nie tylko rodziny młodej pary, ale także wiele osób z regionu, niektórych pochodzących z okolicy Betlejem, tak jak oni. Gdy nadszedł dzień ślubu, zaczęli przybywać liczni, naprawdę liczni, albo, jakby powiedział Saul – specjalny gość na tę okazję – baaaaaaardzo liczni goście.


W trakcie przyjęcia nagle pojawił się Saul i ze strapioną miną zwrócił się do młodej pary:


– Mam złe wieści. Napraaaaaaawdę złe.


– Co się stało? – zapytali równocześnie Beniamin i Rebeka.


– Skończyło się wino! Caaaaaaaałe wino.


Beniamin zaniepokoił się. Brak wina na weselu to niegrzeczność, mogło to zostać odebrane jako brak szacunku dla krewnych i gości. Ale… co robić? W tamtych czasach nie było supermarketów, do których można byłoby kogoś wysłać, żeby uzupełnić braki, a nie miał też żadnego krewnego w okolicy, który mógłby mu pożyczyć tyle wina.


Sytuację uratowała jego świeżo poślubiona żona.
– Nie martw się, ja wiem, kto nam może pomóc.


I Rebeka podeszła do grupy rozmawiających kobiet. Jedna z nich, piękna i dostojna, usłyszawszy, jaki kłopot mają państwo młodzi, wstała i zwróciła się do swojego Syna – cenionego w regionie ważnego rabbiego (nauczyciela religijnego). Kobieta rozmawiała z nim przez chwilę, ale Beniamin nie słyszał nic z daleka, po czym po chwili poleciła coś ludziom obsługującym wesele. Ci zaś udali się w kierunku sześciu dużych kamiennych stągwi przygotowanych na religijne święto oczyszczenia i napełnili je wodą. Następnie rabbi coś powiedział. Jeden ze służących nabrał trochę płynu i zaniósł go zarządcy służby odpowiedzialnemu za to, żeby w czasie wesela wszystko odbywało się jak należy. Niestety, nie przejmował się on tym, że nowożeńcy znaleźli się w poważnych opałach. Spróbował on owego napoju  i wykonał gest aprobaty. Następnie zwrócił się do Beniamina i powiedział na głos, tak żeby wszyscy usłyszeli:


– Wszyscy najpierw podają dobre wino, a kiedy goście je wypiją, wtedy podaje się im wino gorszej jakości. Ty, przeciwnie, zostawiłeś dobre wino aż do tej pory…


Przez salę przebiegł szept aprobaty, a krewni młodej pary byli dumni z tego, że Beniamin i Rebeka mają tyle szacunku dla nich i reszty gości.


Bóg zawsze wygrywa!


Dokładnie w tym momencie Beniamin go rozpoznał. Rabbi był tym Dzieciątkiem, które wiele lat temu narodziło się w stajni w Betlejem. I właśnie teraz tutaj, w Kanie Galilejskiej, dokonał swojego pierwszego cudu, spełniając obietnicę swojej świętej Matki, która zapowiedziała, że pewnego dnia jej Syn odwzajemni się za dobroduszny gest Beniamina, kiedy to zaoferował mu wino i wodę. Jeśli bowiem chodzi o szczodrość, Bóg zawsze wygrywa. Kiedy zaoferujemy mu trochę wody, On odwdzięczy się nam najlepszym winem!

 

Ilustracja: Jacek Widor


Ten artykuł przeczytałeś dzięki ofiarności Darczyńczów. Wesprzyj nas i zostań współtwórcą "Przymierza z Maryją".

NAJNOWSZE WYDANIE:
Poświęćcie Rosję Memu Sercu!
W roku 1917 Matka Najświętsza prosiła w Fatimie, by Ojciec Święty poświęcił Rosję Jej Niepokalanemu Sercu. Jakaż więc była nasza radość, kiedy w dniu oddania tego wydania „Przymierza z Maryją” do druku otrzymaliśmy wiadomość, że 25 marca bieżącego roku, w uroczystość Zwiastowania Pańskiego, papież Franciszek ma poświęcić Sercu Maryi expressis verbis Rosję, a także Ukrainę.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Maryja daje mi siłę na każdy dzień

Pani Barbara Zalas z Krakowa została Apostołem Fatimy w 2016 roku. Co daje jej uczestnictwo w Apostolacie? Co zrobiło na niej największe wrażenie w Objawieniach Fatimskich? Którzy święci są jej szczególnie bliscy? O tym wszystkim przeczytamy w świadectwie Pani Barbary…

 

W 2003 roku znalazłam w skrzynce na listy ulotkę informującą o działalności Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi. Od tego czasu wspieram Stowarzyszenie regularnymi datkami i otrzymuję kolejne numery „Przymierza z Maryją” oraz różnego rodzaju upominki, jak np. figurkę Matki Bożej Fatimskiej. Uważam, że nadesłane materiały rozwinęły mnie duchowo. Wiadomo, że czasem pojawiają się problemy, ale mam też świadomość, że moja postawa umacnia innych, a Pan Bóg podnosi. Dziś wiara jest moim największym skarbem i za to dziękuję Bogu.


Od czasu, gdy zaczęłam czytać „Przymierze z Maryją”, chodzę regularnie na procesje fatimskie w swojej parafii. Śpiewana podczas nabożeństwa pieśń Uczyńcie wszystko, co wam mówi Syn, zawsze bardzo mnie wzrusza.


Przed przystąpieniem do Apostolatu Fatimy zapoznałam się z przywilejami, jakie mogą być moim udziałem, i pomyślałam sobie: A dlaczego mam nie skorzystać? Zapiszę się! Może komuś pomogę swoją modlitwą, może mój datek komuś pomoże. Dlatego zostałam członkiem Apostolatu i jestem szczęśliwa z tego powodu.


Czasami wpisuję swoje intencje na karcie i odsyłam do Stowarzyszenia, które je przekazuje do sanktuarium w Fatimie. Jedna z takich intencji dotyczyła sytuacji, gdy w mojej rodzinie była osoba, która przestała uczestniczyć w Mszach Świętych, jej wiara osłabła. Zwróciłam się wtedy do Maryi: Proszę Cię, Najświętsza Matko Fatimska, wyproś tę łaskę i daj dar wiary dla tej osoby, żeby wróciła do Kościoła i do Boga. Po pewnym czasie osoba ta wróciła do Kościoła, zaczęła słuchać Radia Maryja, czyta publikacje religijne, a zdarza się, że zachęca mnie, żebyśmy razem poszły do kościoła. Wiele można wyprosić za przyczyną Matki Bożej Fatimskiej. Tylko trzeba ufać!


Dzięki Apostolatowi Fatimy moja wiara się ugruntowała. Przesyłane materiały po przeczytaniu przekazuję moim bliskim. Ważne jest również, żeby przyznawać się do wiary wśród ludzi, dlatego zawsze noszę przy sobie przesłany ze Stowarzyszenia brelok „Nie wstydzę się Jezusa”. Uważam, że nie możemy wstydzić się znaku krzyża na ulicy czy w restauracji przed posiłkiem. Niestety, ludzie często nie wstydzą się złego zachowania, a czują obawy przed przeżegnaniem się w miejscu publicznym. Jestem wdzięczna całemu Stowarzyszeniu i Panu Prezesowi, za to dzieło, jakim jest Apostolat Fatimy, za wspólną modlitwę.


Na temat Objawień Fatimskich czytałam jeszcze przed przystąpieniem do Apostolatu oraz w materiałach, które dostałam już ze Stowarzyszenia. W tych objawieniach największe wrażenie zrobił na mnie niezwykle spektakularny Cud Słońca.


Wiara zajmuje w moim życiu bardzo ważne miejsce i wiele razy pomogła mi w trudnych sytuacjach. A zmagałam się m.in. ze śmiercią i z nałogiem bliskich osób. Wtedy pomogła mi właśnie wiara i Różaniec. Jest to dla mnie wyraźny dowód, że modlitwa działa. Dzięki wierze przestałam się zamartwiać i cieszę się życiem. Często wspominam sobie słowa Pana Jezusa: Niebo i ziemia przeminą, ale słowa Moje nie przeminą.


Uważam, że tzw. pandemia ma bardzo negatywny wpływ na życie religijne wielu ludzi; oddaliła ich od Kościoła i od Pana Boga. Nie podoba mi się to, że z kościołów zniknęła woda święcona. Przecież diabła odpędza się wodą święconą! Nie można aż tak bać się wirusa!


Moją obroną przed obecną sytuacją są słowa Psalmu 91: Kto przebywa w pieczy Najwyższego i w cieniu Wszechmocnego mieszka, mówi do Pana: „Ucieczko moja i Twierdzo, mój Boże, któremu ufam”. To jest dla mnie odtrutka!


Krytycznie patrzę również na rozpowszechniony ostatnio zwyczaj przyjmowania Komunii Świętej na rękę. Dla naszych ojców i dziadów byłoby to nie do pomyślenia. Powinniśmy klękać przed Bogiem. Przecież to sam Bóg przychodzi do nas, a my mamy stać w takim momencie? Trzeba klękać i przyjmować Pana Jezusa z szacunkiem, do ust. Nie na ręce, które są zbrukane i dotykają różnych rzeczy w drodze do kościoła. Przecież ksiądz podczas Mszy Świętej robi puryfikację, uważa, żeby nawet okruszek nie upadł, a tu każdy może brać Ciało Pańskie do ręki… To jest przecież profanacja. Bardzo mnie to boli!


Jeśli chodzi o świętych, to szczególnym nabożeństwem darzę św. Ritę i św. Charbela, których relikwie znajdują się w mojej parafii, a także świętych Tereskę od Dzieciątka Jezus i Ojca Pio. Staram się regularnie uczestniczyć w nabożeństwach ku czci św. Rity w swojej parafii i w krakowskim kościele św. Katarzyny, gdzie biorę udział w obrzędzie poświęcenia róż, które są symbolem św. Rity. Książkę o życiu św. Rity otrzymałam właśnie ze Stowarzyszenia. Dzięki takim lekturom mogę lepiej poznać żywot konkretnego świętego. Prowadzi to też do rozwoju mojej wiedzy religijnej.


Oprac. JK

 


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szczęść Boże!

Serdecznie dziękuję Państwu za wszystkie przesyłki i dewocjonalia, które od Was otrzymuję. Życzę wszelkiego dobra i owocnej pracy. Oby wiara naszych ojców i tradycje zostały ocalone przed nowym potopem – bezbożności i niemoralności. Pamiętam o Was w modlitwie.

Wdzięczna Czytelniczka

 

 

Szczęść Boże!

Szanowna Redakcjo

Jako Wasz stały czytelnik, chciałbym podziękować za wszelkie dobro, jakie od Was otrzymałem. Tym razem proszę pozwolić, że podzielę się z Wami refleksją, jak dobroć ludzka może być wielka.

Życie nasze przemija bardzo szybko, dzień za dniem, chwila za chwilą. Niesie ono wiele wyzwań, z którymi, obojętnie kim jesteśmy, chcąc nie chcąc, musimy się zmierzyć. Dla nas wszystkich takim wyzwaniem na pewno była i jest sytuacja związana z koronawirusem. Dla wielu osób mi bliskich, sądzę, że Wy, Drodzy Czytelnicy, również znacie takie przypadki, zakończyła się śmiercią. Mimo to uganiamy się w życiu za określonym celem.

Zazwyczaj z sentymentem wspominamy dom rodzinny, pełen ciepła, nie zapominając o tradycjach rodzinnych i świątecznych. Obecnie narzekamy, że teraz tak nie jest, jak było kiedyś. Tymczasem do tradycji trzeba nam powracać jak do źródła, aby odnawiać i napełniać na nowo to, co było piękne i bogate, to jest szacunek do człowieka i miłość do Boga.

Nie zapominamy o tym, że Pan Bóg powołał nas do szczęścia. Patrzmy zatem na Matkę Bożą, która jest dla nas wzorem do naśladowania.

Człowiek szczęśliwy to też człowiek, który spełnia się, czyniąc dobro dla innych. Potrafi zauważyć tych, którzy potrzebują pomocy, ofiarować im miłość, szczęście i życzliwość, a czasem i dobra materialne. Przekonałem się o tym, gdy będąc po raz kolejny w Szczawnie-Zdroju, poznałem przesympatyczną profesor, Panią Barbarę z Warszawy. W szczerej, serdecznej rozmowie poinformowałem ją, że jak na obecne czasy, mam sporą gromadkę chrześniaków, – ośmioro. Jeden z nich, Bartosz, potrzebuje stałej opieki i pomocy finansowej, bo jest inwalidą. Staram się mu pomagać, odkąd się urodził, przesyłając jego rodzicom pomoc finansową. Są oni ponadto moimi przyjaciółmi na dobre i na złe.

Moja znajoma Barbara zaoferowała pomoc, inicjatywa wyszła od niej samej, mimo że ciężko choruje. Rodzice mojego chrześniaka przyjęli tę wiadomość z radością i podziwem, że tak dobrzy ludzie są na świecie. Po kilku latach odnalazłem przez przypadek moją studentkę, Alinę z Bieszczad, która również zaoferowała pomoc.

Człowiek szczęśliwy jest wdzięczny, że może pomóc drugiemu i oczekiwać za to wszystko pomocy Bożej. To Jemu przede wszystkim możemy być wdzięczni, że obdarował nas miłością, która jest ukrytym skarbem w naszym sercu. Ten skarb ujawnia się wtedy, gdy sami czynimy dobro. Człowiek szczęśliwy to ktoś, kto odkrył misję swego życia, aby uszczęśliwiać innych potrzebujących. Warto nadmienić, że matka chorego Bartosza często przebywa w szpitalu dla nerwowo chorych.

Każda wzorowa matka przez dobroć i miłość dla swojego dziecka uczy go, jakim winien być człowiekiem. A doznane dobro, dziecko przekazuje dalszym pokoleniom. Rodzice spełniają w ten sposób niezwykle trudne zadanie w swym życiu.

Przecież każdy z nas swoim przykładnym życiem pisze swój życiorys dla potomnych, zgodnie z maksymą „Idź tak przez życie, aby ślady Twoich stóp przetrwały dla potomnych”.

Pozdrawiam Was serdecznie, z wyrazami szacunku i podziwu dla Waszej pracy.

Z Panem Bogiem

Edward z Wielkopolski

Apostoł Fatimy

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Kochani Przyjaciele

Serdecznie Wam dziękuję za modlitwę oraz „Przymierze z Maryją”. Bardzo się cieszę, że jesteście. Jak dobrze mieć świadomość, że są takie osoby, jak Wy, do których można napisać, podzielić się świadectwem.

Kiedy miałam maleńkie dziecko, bardzo się rozchorowałam. Byłam już prawie na tamtym świecie… A jednak widocznie Pan Bóg pokładał we mnie nadzieje. Wyzdrowiałam. Choć było różnie – nawet czasem było tak źle, że prosiłam Pana Boga, bym się już nigdy nie obudziła… Potem jednak znów przychodziły lepsze dni. Dziś jestem pewna, że uratowała mnie wiara i miłość do Pana Jezusa i Jego Matki, którą zaszczepili we mnie moi Kochani Rodzice. I tę wiarę i miłość pielęgnuję po dziś dzień.

Jeszcze raz, Kochani Przyjaciele, dziękuję Wam za modlitwę i Wasze akcje. Niech nigdy w Was nie zgaśnie chęć do pracy. Niech Maryja Zawsze Dziewica wyprasza Kościołowi łaski, a światu pokój. Życzę Wam wielu łask, dużo zdrowia, i wytrwałości na dalsze lata pracy.

Z poważaniem

Gabriela z Chorzowa

 

 

Witam serdecznie!

Pragnę podziękować za słowa uznania i wdzięczności za mój skromny wkład w działalność Stowarzyszenia, a szczególnie dziękuję za Kartę Apostoła Fatimy. To wielka radość dla mnie. Zawsze tę Kartę ze sobą noszę. Cenniejsza jest od karty bankowej. Na niej nie trzeba mieć wkładu, nie trzeba jej aktywować, a cały czas DZIAŁA. Dziękuję raz jeszcze i proszę o modlitwę za mnie i moją rodzinę.

Teresa

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Dziękuję za piękny wizerunek Niepokalanego Serca Maryi. Mam wiele przykładów z własnego życia, gdzie Maryja mnie chroni, pomaga podjąć trudne życiowe decyzje, a nawet ratuje moje bardzo trudne życie. Noszę Ją w sercu od najmłodszych lat. Trudno tak w kilku słowach opisać te wszystkie trudne momenty życia, gdzie pomoc Niebios jest wielka!

Do grona Przyjaciół Waszego Stowarzyszenia dołączyłam niedawno, dzięki „przypadkowi”, ale uważam, że w tym także była ręka Matki Bożej. Dzięki Ci Maryjo za wszystko!

A Wam, Drodzy Przyjaciele, także dziękuję. Niech Pan Bóg błogosławi Prezesa Sławomira Olejniczaka, Redaktorów i całe Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi.

Barbara z Bydgoszczy