Temat numeru
 
Pierwszy podarunek bożonarodzeniowy
Valdis Grinsteins
Ależ było zimno tamtej nocy! Beniamin cieszył się, że leży w łóżku otulony kocami i spoglądał, jak za oknem pada śnieg. Nie było go dużo, padał powoli. Śnieg nie pojawiał się na izraelskich wzgórzach każdego roku, ale nie był też czymś nieznanym. Bardzo często było go tylko tyle, żeby akurat pokryć wszystko białą warstwą. Ale tak – było zimno…


I właśnie z tego powodu Beniamin cieszył się, że tej nocy, zamiast stać na warcie z innymi pasterzami, może zostać w swoim domu położonym na wzgórzach między Jerozolimą i Betlejem. W tak sprzyjających okolicznościach zasnął głęboko, nie zdając sobie z tego sprawy. Nagle obudził go krzyk.


– Beniamin! Beniamiiiiiiiiiiiin!
– Co? Kto mnie woła?
– To ja, Saul. Szybko, otwórz drzwi.


Beniamin zerwał się na równe nogi. Czyżby wilki atakowały jego owce? Albo bandyci? Kto to wie! Odkąd cezar z dalekiego Rzymu zarządził spis ludności, tyle ludzi przechodziło tymi drogami, że wszystko mogło się wydarzyć. Podbiegł do drzwi, podniósł drewniany skobel, którym zabezpieczone było wejście, i wpuścił do środka swojego przyjaciela. Saul, tak jak on, miał 10 lat. Chłopiec był czymś niezwykle podekscytowany.


– Już się urodził! oznajmił Saul, bardzo uradowany.


– Kto? – zapytał Beniamin, starając się przypomnieć sobie, czy mama Saula spodziewa się dziecka. Wyrwany ze snu, jeszcze nie do końca oprzytomniał, przyszło mu więc na myśl, że może któraś z owiec wydała na świat ślicznego baranka, lecz po chwili zdał sobie sprawę, że to niemożliwe. Ogólnie rzecz biorąc, baranki rodziły się w zasadzie co chwilę, więc Saul nie przyszedłby do niego w środku nocy, aby podzielić się tak banalną wiadomością.


– I aniołowie śpiewali! – ciągnął Saul.
– Aniołowie? Jacy aniołowie?
– Człowieku! Aniołowie z Nieba! Czy są jacyś inni?


Patrząc na minę Beniamina, zdziwionego tym, że został obudzony o świcie na lekcję teologii, Saul zrozumiał, że powinien zacząć historię od samego początku.


– Wraz z kilkoma innymi pasterzami byliśmy na wzgórzach blisko Betlejem i pilnowaliśmy naszych trzód, kiedy nagle ujrzeliśmy wielki blask nad ogniskiem. To była ogrooooomna jasność – Saul nie potrafił opowiadać, nie przeciągając przy tym słów. Robił to, aby wywrzeć wrażenie na swoich słuchaczach. – I prawie umarłem ze straaaaachu. Nagle zobaczyłem, że to był anioł, coś najpiękniejszego i niezwykle błyszczącego, o potęęęęężnym głosie. I powiedział nam, że ma dla nas nowinę, która sprawi nam wieeeeelką radość. Że w mieście Dawida, to znaczy w Betlejem, narodził się Zbawiciel, czyli Chrystus Pan. Poznamy go, bo będzie leżeć w żłobie (tak, w żłooooobie!), owinięty płótnem. W tym momencie pojawili się inni aniołowie i wszyscy razem zaczęli śpiewać: „Chwała na wysokości Bogu, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli”.


– Chcesz powiedzieć, że narodził się Mesjasz?– zapytał bardzo już zaciekawiony Beniamin.


– Taaaaak! Pospiesz się, wszyscy pasterze biegną, żeby to zobaczyć.


Nie trzeba go było dwa razy namawiać. Beniamin pobiegł do swojego pokoju i błyskawicznie się ubrał. Zobaczywszy, że śnieg jeszcze trochę pada, chwycił dwie małe buteleczki – jedną z winem na rozgrzanie i drugą z wodą do picia. Beniamin był osobą nadzwyczaj praktyczną i dzieckiem bardzo przedsiębiorczym. Jego rodzice nie mieli wielu owiec, ale posiadali sporo ziemi, na której uprawiali winorośl, a następnie wytwarzali wino. Jako że miał starszych braci, którzy woleli poświęcić się produkcji wina, i to oni odziedziczyliby ten zawód, Beniamin zdał sobie sprawę z tego, że lepiej będzie poświęcić się pasterstwu i w ten sposób zacząć zarabiać na życie. Zazwyczaj pilnował owiec wspólnie z Saulem, ale nocami zmieniali się w pracy, doglądając również owiec przyjaciela, kiedy ten drugi spał.


– Beniamin! Beniamiiiin!


– Już idę! Zakładam mocniejsze buty, żeby mi się lepiej biegło.


– Pospiesz się! Nie chcę tam dotrzeć jako ostatni, bo wieść o tym, co się wydarzyło, już się wszędzie roznosi i ludzie wyruszają w drogę– ponaglał Saul.


On leży w żłobie…


Najszybciej jak się dało, dwaj przyjaciele udali się w drogę do Betlejem. Nie było to bardzo daleko, ale zostało im do pokonania kilka kilometrów przez dość śliskie drogi. Gdy dotarli do pierwszych zabudowań miasteczka, Saul chciał iść dalej, ale Beniamin go zatrzymał.


– Poczekaj! Chyba nie urodził się w mieście – zauważył Beniamin.


– Co ty mówisz? – zdziwił się Saul. – Anioł zapewnił, że stało się to w mieście Dawida. A nawet największy ignorant wie, że Betlejem jest miastem królewskiego rodu Dawida. Nie widziałeś tych wszystkich ważnych ludzi z królewskiego rodu Dawida, którzy przybyli do Betlejem z powodu spisu ludności?


– Tak, wiem, że to miasto rodu królewskiego. Ale zwróć uwagę na to, że anioł powiedział, że On będzie w żłobie. A żłób jest dla zwierząt, żeby mogły jeść. W mieście nikt nie ma żłobu w swoim domu. Kobiety śpią w łóżkach i w nich rodzą dzieci. Dlatego jeśli leży w żłobie, to znaczy, że urodził się w jakiejś stajni w pobliżu miasta. Nie rozumiem, dlaczego, mając tak ważnych krewnych, urodził się w tak prymitywnym miejscu, ale tego się jeszcze dowiemy. Poszukajmy najpierw w okolicy.


Saul ufał przyjacielowi. Beniamin już nieraz go zaskoczył, bo mimo młodego wieku, miał sporą wiedzę. Był też bardzo zaradny i miał dobre serce, dzięki czemu w wielu sytuacjach jego pomoc była nieoceniona.


Odnalezienie groty w Betlejem nie zajęło im dużo czasu. To tam leżało Dzieciątko, owinięte w płótno i drżące z zimna. W grocie była też jego matka, bardzo młoda. Trochę bardziej w głębi stał ojciec dziecka, mężczyzna dużo starszy i mimo widocznego ubóstwa, wyglądający dostojnie.


Beniaminowi żal było patrzeć na to, jak Dzieciątko trzęsie się z zimna. Kierowany odruchem serca zbliżył się, żeby zaoferować mu w prezencie swoją buteleczkę wina. Pomyślał, że w ten sposób Dzieciątko choć trochę się ogrzeje. Ale Matka Dzieciątka powiedziała:


– Jestem bardzo wdzięczna za twój gest, ale tak małe Dzieciątko nie może pić wina, zaszkodzi mu. Zamiast tego podaruj mu trochę wody.


Tak też postąpił Beniamin, a Pani powiedziała do niego:


– Pewnego dnia mój Syn odwdzięczy się za twój dobroduszny gest, ponieważ byłeś pierwszym, który podarował mu prezent tylko po to, aby uczynić dobro.


Stopniowo grota zapełniała się ludźmi, przybyli nawet Królowie ze Wschodu, a Beniamin i Saul musieli w końcu wrócić do domu. Po drodze radośnie wspominali to, co widzieli.


Zostawiłeś dobre wino aż do tej pory…


Minęły lata, wiele lat. Przedsiębiorczy Beniamin stał się właścicielem wielu owiec, kupił ziemie na północy Izraela, w pobliżu Nazaretu, przeprowadził się tam i zasadził winorośl, dzięki czemu rozpoczął też produkcję wina. Zajęło mu to wszystko sporo czasu, ale kiedy udało mu się wreszcie dopiąć celu, pomyślał, że przyszedł czas na ożenek i założenie rodziny. Jego rodzice skontaktowali się z rodziną Rebeki. Sprawdzili, czy ich dzieci mają zalety lub wady, które byłyby pomocą lub przeszkodą w założeniu takiej rodziny, jak Bóg przykazał, i dali im swoje błogosławieństwo. Beniamin i Rebeka postanowili się pobrać.


Aby nadać swojemu ślubowi uroczystą oprawę, Beniamin zdecydował się zorganizować wystawne przyjęcie weselne. Zaproszono na nie nie tylko rodziny młodej pary, ale także wiele osób z regionu, niektórych pochodzących z okolicy Betlejem, tak jak oni. Gdy nadszedł dzień ślubu, zaczęli przybywać liczni, naprawdę liczni, albo, jakby powiedział Saul – specjalny gość na tę okazję – baaaaaaardzo liczni goście.


W trakcie przyjęcia nagle pojawił się Saul i ze strapioną miną zwrócił się do młodej pary:


– Mam złe wieści. Napraaaaaaawdę złe.


– Co się stało? – zapytali równocześnie Beniamin i Rebeka.


– Skończyło się wino! Caaaaaaaałe wino.


Beniamin zaniepokoił się. Brak wina na weselu to niegrzeczność, mogło to zostać odebrane jako brak szacunku dla krewnych i gości. Ale… co robić? W tamtych czasach nie było supermarketów, do których można byłoby kogoś wysłać, żeby uzupełnić braki, a nie miał też żadnego krewnego w okolicy, który mógłby mu pożyczyć tyle wina.


Sytuację uratowała jego świeżo poślubiona żona.
– Nie martw się, ja wiem, kto nam może pomóc.


I Rebeka podeszła do grupy rozmawiających kobiet. Jedna z nich, piękna i dostojna, usłyszawszy, jaki kłopot mają państwo młodzi, wstała i zwróciła się do swojego Syna – cenionego w regionie ważnego rabbiego (nauczyciela religijnego). Kobieta rozmawiała z nim przez chwilę, ale Beniamin nie słyszał nic z daleka, po czym po chwili poleciła coś ludziom obsługującym wesele. Ci zaś udali się w kierunku sześciu dużych kamiennych stągwi przygotowanych na religijne święto oczyszczenia i napełnili je wodą. Następnie rabbi coś powiedział. Jeden ze służących nabrał trochę płynu i zaniósł go zarządcy służby odpowiedzialnemu za to, żeby w czasie wesela wszystko odbywało się jak należy. Niestety, nie przejmował się on tym, że nowożeńcy znaleźli się w poważnych opałach. Spróbował on owego napoju  i wykonał gest aprobaty. Następnie zwrócił się do Beniamina i powiedział na głos, tak żeby wszyscy usłyszeli:


– Wszyscy najpierw podają dobre wino, a kiedy goście je wypiją, wtedy podaje się im wino gorszej jakości. Ty, przeciwnie, zostawiłeś dobre wino aż do tej pory…


Przez salę przebiegł szept aprobaty, a krewni młodej pary byli dumni z tego, że Beniamin i Rebeka mają tyle szacunku dla nich i reszty gości.


Bóg zawsze wygrywa!


Dokładnie w tym momencie Beniamin go rozpoznał. Rabbi był tym Dzieciątkiem, które wiele lat temu narodziło się w stajni w Betlejem. I właśnie teraz tutaj, w Kanie Galilejskiej, dokonał swojego pierwszego cudu, spełniając obietnicę swojej świętej Matki, która zapowiedziała, że pewnego dnia jej Syn odwzajemni się za dobroduszny gest Beniamina, kiedy to zaoferował mu wino i wodę. Jeśli bowiem chodzi o szczodrość, Bóg zawsze wygrywa. Kiedy zaoferujemy mu trochę wody, On odwdzięczy się nam najlepszym winem!

 

Ilustracja: Jacek Widor


Ten artykuł przeczytałeś dzięki ofiarności Darczyńczów. Wesprzyj nas i zostań współtwórcą "Przymierza z Maryją".

NAJNOWSZE WYDANIE:
W tej Hostyi jest Bóg żywy
W ciągu ostatnich 11 lat na dwóch przeciwległych krańcach naszego kraju – w Sokółce i Legnicy – wydarzyły się cuda eucharystyczne: fragmenty konsekrowanych Hostii zamieniły się w mięsień sercowy cierpiącego człowieka w stanie agonalnym… Co nam chce powiedzieć Boża Opatrzność poprzez te nadzwyczajne wydarzenia? Na pewno potwierdzić Prawdę, że Chrystus Pan jest ukryty w Najświętszym Sakramencie.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Z wizytą u Serdecznej Matki
Bartłomiej Tumiłowicz

W drugim tygodniu maja odbyła się kolejna pielgrzymka Apostołów Fatimy do portugalskiego sanktuarium. Dla 34 wylosowanych osób był to wyjątkowy czas, spędzony przed obliczem Najświętszej Maryi Panny.

 

Do Portugalii przylecieliśmy późnym wieczorem 8 maja. Część osób była pierwszy raz za granicą i pierwszy raz leciała samolotem. „To dla mnie podróż życia”. „Nie wierzyłam, że kiedykolwiek uda mi się tutaj dotrzeć”. „Całe życie o tym marzyłem i wreszcie się udało”. Te i inne podobne opinie padały z ust pielgrzymów. Niedopisujące zdrowie czy ponad 80 wiosen nie były przeszkodą w podróży. Znajomi mi powtarzali, że chyba oszalałam, że sobie nie poradzę i żebym lepiej nie jechała. Ja jednak się uparłam, bo bardzo chciałam odwiedzić swoją Mamę – opowiadała jedna z pań.

 

Pierwszy poranek w Portugalii zaczęliśmy Eucharystią sprawowaną w Kaplicy Objawień przez kapłana, który przez cały wyjazd sprawował nad naszą grupą opiekę duchową. Na Mszy Świętej, odprawianej w intencjach nadesłanych do Stowarzyszenia im. Ks. Piotra Skargi, było obecnych także wielu obcokrajowców. Najświętsza Ofiara Pana Jezusa ma przecież wymiar uniwersalny. Nie zapomnieliśmy również o uczestnikach akcji „Twoje światło w Fatimie”. Małe świeczki, które otrzymaliśmy, zostały przetopione na duże, metrowe świece wotywne. Zapaliliśmy ich tym razem w Fatimie aż 108, pokazując modlitewne zaangażowanie Polaków.

 

Następnie udaliśmy się do Muzeum Sanktuarium Fatimskiego, gdzie podziwialiśmy korony Matki Bożej, liczne wota i pamiątki przekazane przez Ojca Świętego, Jana Pawła II. Papież-Polak towarzyszył nam również podczas nabożeństwa Drogi Krzyżowej, ponieważ rozważaliśmy komentarze jego autorstwa. Mimo że podczas prawie całej pielgrzymki towarzyszył nam deszcz, to w czasie Drogi Krzyżowej świeciło słońce. – Mama zadbała o pogodę – powtarzali wtedy pielgrzymi. Długa i miejscami stroma dróżka, wijąca się między drzewkami oliwnymi i drzewami dębu korkowego nie osłabiła sił Apostołów Fatimy. Zapytałem jedną z najstarszych uczestniczek pielgrzymki, czemu sobie nie usiądzie, gdy czytane są rozważana. Usłyszałem odpowiedź: Pan Jezus, idąc z Krzyżem nie siadał, więc i ja mogę postać.

 

W modlitewnym nastroju doszliśmy do Aljustrel, gdzie zwiedzaliśmy skromne domy, w których mieszkali pastuszkowie. Logika Pana Boga jest zdumiewająca. Tak ważne dla ludzkości przesłanie zostało przekazane przez Maryję trójce dzieci w ubogiej portugalskiej wiosce. Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie – słowa Pana Jezusa, zapisane w Ewangelii, ukazują tutaj swoją szczególną wartość.

 

Wieczorem, na placu przed bazyliką, uczestniczyliśmy w modlitwie różańcowej, prowadzonej w wielu językach, co po raz kolejny pokazuje bogactwo różnorodności Kościoła. Piękna procesja z krzyżem i figurą Matki Bożej Fatimskiej jest wzruszającym symbolem czci dla naszego Zbawiciela i Jego Matki.

Kolejnego dnia, po Mszy św. udaliśmy się na zwiedzanie okolicznych klasztorów w Batalhi i Alcobaça oraz sanktuarium w Nazaré. Piękne budowle świadczą o dawnej sile katolickiej Portugalii. Jednocześnie jest to przygnębiające, gdy widać, że te kościoły są odwiedzane prawie wyłącznie przez turystów – zakonników wygnano ponad 150 lat temu, a w ciągu tygodnia sprawowana jest jedynie jedna Msza Święta.

 

Wieczorem pożegnaliśmy się z naszą Mamą Różańcem i procesją. Następnego dnia o piątej rano opuściliśmy Fatimę ze śpiewem „O Maryjo, żegnam Cię”.

Szczęśliwi wróciliśmy do kraju z torbami pełnymi dewocjonaliów dla bliskich, wzruszeniem w sercu i poczuciem, że Niepokalane Serce Maryi czuwa nad nami.

 

Bartłomiej Tumiłowicz

 


Listy od Przyjaciół
 
Listy od Przyjaciół

Szanowni Państwo!

Serdecznie dziękuję za tegoroczny, naprawdę piękny, kalendarz ścienny „365 dni z Maryją”! Dziękuję również za kartki świąteczne, które otrzymałam w grudniu wraz z „Przymierzem z Maryją”. Cudowne, jak zawsze! Jestem również wdzięczna za wszystkie inne przesyłki, w tym oczywiście Wasz dwumiesięcznik. Zmartwiłam się jednak, gdy napisali Państwo, że z powodów finansowych nie będzie możliwe zwiększenie nakładu „Przymierza…” i że kalendarzy w ubiegłym roku też było dużo mniej niż poprzednio. To smutne i niepokojące! Mam jednak nadzieję, że znajdą się dobrzy ludzie i fundusze, aby to wszystko wróciło do normy, a nawet było znacznie lepiej. Szczerze tego życzę Państwu oraz wszystkim Czytelnikom. Jeszcze raz serdecznie za wszystko dziękuję i życzę wszystkiego, co najlepsze! Pomyślności, dobrych pomysłów, których, nota bene, nigdy Państwu nie brakowało, Opatrzności Bożej oraz jak największej liczby odbiorców i Czytelników. Pozdrawiam serdecznie! Z Panem Bogiem!

Wasza wierna Czytelniczka

 

 

Szanowna Redakcjo!

Z całego serca pragnę podziękować za przesłanie nowego numeru „Przymierza z Maryją”. Bardzo mnie to cieszy, bo jest tu wiele artykułów bardzo ciekawych i – co najważniejsze – poruszających problemy naszego codziennego życia. Po przeczytaniu przekazuję do czytania swojej rodzinie, która też bardzo chętnie czyta „Przymierze”. Ze swej strony zapewniam o modlitwie. Dziękując serdecznie za pamięć o mnie, całą Redakcję i Pana Prezesa polecam opiece Matki Bożej.

Z Panem Bogiem!

Barbara z Poznania

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze Dziewica!

Obiecałam kiedyś dać świadectwo o wielkiej łasce dla mojej siostry, więc dotrzymuję słowa. Moja siostra od kilku lat cierpiała na depresję, stan jej zdrowia ciągle się pogarszał. Parę razy znalazła się w szpitalu, gdzie ją trochę podleczyli, ale po wyjściu nie zgadzała się już na żadne leczenie. Nie pomagały prośby ze strony najbliższych. Jej rodzina zaczęła się sypać…

Nie pamiętam już, od kogo dostałam Nowennę Pompejańską. Z wielką nadzieją zaczęłam ją odmawiać w intencji mojej siostry. Przez pierwszą część błagalną nic się nie zmieniło, a nawet było gorzej. Jednak w pierwszy dzień części dziękczynnej siostra zgodziła się na leczenie. Teraz minął już drugi rok i – dzięki łasce Bożej – powoli zapominamy o chorobie. Siostra z wielkim oddaniem zajmuje się wnukami, razem z mężem jeżdżą na pielgrzymki. Rodzina widząc tak wielką pomoc Matki Najświętszej, sama zaczęła się modlić nowenną w swoich sprawach.

Kocham Cię Mateńko całym sercem i oddaję całą moją rodzinę pod Twoją opiekę.

Helena ze Świnoujścia

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowna Redakcjo, Bóg zapłać za wszystkie przesłane „Przymierza z Maryją”, za kartki świąteczne i wszelkie inne przesyłki. To Wasza wielka praca i wielkie zadanie. Życzę Wam, by Chrystus Pan darzył Was pokojem Bożym i radością. Niech Wasze pismo pociąga do Boga jak najwięcej ludzi.

Z Panem Bogiem!

Ks. Stanisław z Podkarpacia

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Na wstępie chciałabym bardzo gorąco podziękować całej redakcji „Przymierza z Maryją” za przesyłanie mi kolejnych wydań tego ciekawego pisma oraz za inne materiały.

Pragnę podzielić się doświadczeniem ostatnich dni, które umocniły moją wiarę w Pana Boga, opiekę Najświętszej Maryi Dziewicy i wszystkich Świętych.

Od września 2018 roku jestem na emeryturze. I przyznam szczerze, wcześniej bardzo się bałam tego czasu, bo kochałam swoją pracę wychowawczyni i nauczycielki w przedszkolu. Byłam w nią bardzo zaangażowana.

Co pozwoliło mi przetrwać ten trudny pierwszy okres? Piękna pogoda, praca na działce, spacery, czytanie książek, spotkania z mamusią i siostrą, a nade wszystko codzienna modlitwa do św. Rity, św. Jana Pawła II, św. Ojca Pio i Koronka do Bożego Miłosierdzia.

Wreszcie nadszedł dzień 22 listopada, wizyta u lekarza‑ginekologa, zły wynik badań, skierowanie na operację…

Bardzo przeżyłam tę sytuację, ale ani na chwilę jednak nie wątpiłam w Boską opiekę. Nie żaliłam się, nie mówiłam w duszy: „Boże, dlaczego ja?”.

Zawierzyłam Panu Bogu, mówiłam sobie: „Taka jest Jego wola, co ma być to będzie, jeżeli jeszcze mam żyć, to będę żyła”.

Postanowiłam jednak skonsultować się z jeszcze jednym lekarzem‑specjalistą. Cztery dni wątpliwości i oczekiwania, codzienna modlitwa moja, mamusi, siostry i koleżanki.

Co się okazało? Po wizycie u lekarza miałam dobre wyniki, operacja nie jest konieczna, za pół roku muszę pójść do kontroli. Nie mogłam wprost uwierzyć. Uznałam to za cud!

Dzisiaj dziękuję Bogu za okazaną łaskę, a Maryi Dziewicy, św. Ricie, św. Siostrze Faustynie, św. Ojcu Pio, św. Janowi Pawłowi II za wstawiennictwo i za to, że mnie nie opuścili. Chcę powiedzieć wszystkim, że wiara i modlitwa czynią cuda!

Pozdrawiam wszystkich Czytelników „Przymierza z Maryją”, a Redakcji życzę jeszcze większego nakładu i sukcesów w pozyskiwaniu nowych Czytelników i Darczyńców.

Szczęść Boże!

Bożena z Puław

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowny Panie Prezesie!

Bardzo sobie cenię Wasz periodyk „Przymierze z Maryją”. Z wielką chęcią przeczytałbym artykuł o moim Sanktuarium Maryjnym w Przyłękowie, na ostatniej stronie pisma.

Pozdrawiam Pana Prezesa bardzo serdecznie i gratuluję wciąż nowych, pożytecznych pomysłów, mających na celu jedynie dobro naszego Kościoła, którego żadne bramy tego świata nie przemogą, bo korzeniem jego jest Nasz Pan Jezus Chrystus.

Z serdecznymi pozdrowieniami

Stanisław