Temat numeru
 
Pierwszy podarunek bożonarodzeniowy
Valdis Grinsteins
Ależ było zimno tamtej nocy! Beniamin cieszył się, że leży w łóżku otulony kocami i spoglądał, jak za oknem pada śnieg. Nie było go dużo, padał powoli. Śnieg nie pojawiał się na izraelskich wzgórzach każdego roku, ale nie był też czymś nieznanym. Bardzo często było go tylko tyle, żeby akurat pokryć wszystko białą warstwą. Ale tak – było zimno…


I właśnie z tego powodu Beniamin cieszył się, że tej nocy, zamiast stać na warcie z innymi pasterzami, może zostać w swoim domu położonym na wzgórzach między Jerozolimą i Betlejem. W tak sprzyjających okolicznościach zasnął głęboko, nie zdając sobie z tego sprawy. Nagle obudził go krzyk.


– Beniamin! Beniamiiiiiiiiiiiin!
– Co? Kto mnie woła?
– To ja, Saul. Szybko, otwórz drzwi.


Beniamin zerwał się na równe nogi. Czyżby wilki atakowały jego owce? Albo bandyci? Kto to wie! Odkąd cezar z dalekiego Rzymu zarządził spis ludności, tyle ludzi przechodziło tymi drogami, że wszystko mogło się wydarzyć. Podbiegł do drzwi, podniósł drewniany skobel, którym zabezpieczone było wejście, i wpuścił do środka swojego przyjaciela. Saul, tak jak on, miał 10 lat. Chłopiec był czymś niezwykle podekscytowany.


– Już się urodził! oznajmił Saul, bardzo uradowany.


– Kto? – zapytał Beniamin, starając się przypomnieć sobie, czy mama Saula spodziewa się dziecka. Wyrwany ze snu, jeszcze nie do końca oprzytomniał, przyszło mu więc na myśl, że może któraś z owiec wydała na świat ślicznego baranka, lecz po chwili zdał sobie sprawę, że to niemożliwe. Ogólnie rzecz biorąc, baranki rodziły się w zasadzie co chwilę, więc Saul nie przyszedłby do niego w środku nocy, aby podzielić się tak banalną wiadomością.


– I aniołowie śpiewali! – ciągnął Saul.
– Aniołowie? Jacy aniołowie?
– Człowieku! Aniołowie z Nieba! Czy są jacyś inni?


Patrząc na minę Beniamina, zdziwionego tym, że został obudzony o świcie na lekcję teologii, Saul zrozumiał, że powinien zacząć historię od samego początku.


– Wraz z kilkoma innymi pasterzami byliśmy na wzgórzach blisko Betlejem i pilnowaliśmy naszych trzód, kiedy nagle ujrzeliśmy wielki blask nad ogniskiem. To była ogrooooomna jasność – Saul nie potrafił opowiadać, nie przeciągając przy tym słów. Robił to, aby wywrzeć wrażenie na swoich słuchaczach. – I prawie umarłem ze straaaaachu. Nagle zobaczyłem, że to był anioł, coś najpiękniejszego i niezwykle błyszczącego, o potęęęęężnym głosie. I powiedział nam, że ma dla nas nowinę, która sprawi nam wieeeeelką radość. Że w mieście Dawida, to znaczy w Betlejem, narodził się Zbawiciel, czyli Chrystus Pan. Poznamy go, bo będzie leżeć w żłobie (tak, w żłooooobie!), owinięty płótnem. W tym momencie pojawili się inni aniołowie i wszyscy razem zaczęli śpiewać: „Chwała na wysokości Bogu, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli”.


– Chcesz powiedzieć, że narodził się Mesjasz?– zapytał bardzo już zaciekawiony Beniamin.


– Taaaaak! Pospiesz się, wszyscy pasterze biegną, żeby to zobaczyć.


Nie trzeba go było dwa razy namawiać. Beniamin pobiegł do swojego pokoju i błyskawicznie się ubrał. Zobaczywszy, że śnieg jeszcze trochę pada, chwycił dwie małe buteleczki – jedną z winem na rozgrzanie i drugą z wodą do picia. Beniamin był osobą nadzwyczaj praktyczną i dzieckiem bardzo przedsiębiorczym. Jego rodzice nie mieli wielu owiec, ale posiadali sporo ziemi, na której uprawiali winorośl, a następnie wytwarzali wino. Jako że miał starszych braci, którzy woleli poświęcić się produkcji wina, i to oni odziedziczyliby ten zawód, Beniamin zdał sobie sprawę z tego, że lepiej będzie poświęcić się pasterstwu i w ten sposób zacząć zarabiać na życie. Zazwyczaj pilnował owiec wspólnie z Saulem, ale nocami zmieniali się w pracy, doglądając również owiec przyjaciela, kiedy ten drugi spał.


– Beniamin! Beniamiiiin!


– Już idę! Zakładam mocniejsze buty, żeby mi się lepiej biegło.


– Pospiesz się! Nie chcę tam dotrzeć jako ostatni, bo wieść o tym, co się wydarzyło, już się wszędzie roznosi i ludzie wyruszają w drogę– ponaglał Saul.


On leży w żłobie…


Najszybciej jak się dało, dwaj przyjaciele udali się w drogę do Betlejem. Nie było to bardzo daleko, ale zostało im do pokonania kilka kilometrów przez dość śliskie drogi. Gdy dotarli do pierwszych zabudowań miasteczka, Saul chciał iść dalej, ale Beniamin go zatrzymał.


– Poczekaj! Chyba nie urodził się w mieście – zauważył Beniamin.


– Co ty mówisz? – zdziwił się Saul. – Anioł zapewnił, że stało się to w mieście Dawida. A nawet największy ignorant wie, że Betlejem jest miastem królewskiego rodu Dawida. Nie widziałeś tych wszystkich ważnych ludzi z królewskiego rodu Dawida, którzy przybyli do Betlejem z powodu spisu ludności?


– Tak, wiem, że to miasto rodu królewskiego. Ale zwróć uwagę na to, że anioł powiedział, że On będzie w żłobie. A żłób jest dla zwierząt, żeby mogły jeść. W mieście nikt nie ma żłobu w swoim domu. Kobiety śpią w łóżkach i w nich rodzą dzieci. Dlatego jeśli leży w żłobie, to znaczy, że urodził się w jakiejś stajni w pobliżu miasta. Nie rozumiem, dlaczego, mając tak ważnych krewnych, urodził się w tak prymitywnym miejscu, ale tego się jeszcze dowiemy. Poszukajmy najpierw w okolicy.


Saul ufał przyjacielowi. Beniamin już nieraz go zaskoczył, bo mimo młodego wieku, miał sporą wiedzę. Był też bardzo zaradny i miał dobre serce, dzięki czemu w wielu sytuacjach jego pomoc była nieoceniona.


Odnalezienie groty w Betlejem nie zajęło im dużo czasu. To tam leżało Dzieciątko, owinięte w płótno i drżące z zimna. W grocie była też jego matka, bardzo młoda. Trochę bardziej w głębi stał ojciec dziecka, mężczyzna dużo starszy i mimo widocznego ubóstwa, wyglądający dostojnie.


Beniaminowi żal było patrzeć na to, jak Dzieciątko trzęsie się z zimna. Kierowany odruchem serca zbliżył się, żeby zaoferować mu w prezencie swoją buteleczkę wina. Pomyślał, że w ten sposób Dzieciątko choć trochę się ogrzeje. Ale Matka Dzieciątka powiedziała:


– Jestem bardzo wdzięczna za twój gest, ale tak małe Dzieciątko nie może pić wina, zaszkodzi mu. Zamiast tego podaruj mu trochę wody.


Tak też postąpił Beniamin, a Pani powiedziała do niego:


– Pewnego dnia mój Syn odwdzięczy się za twój dobroduszny gest, ponieważ byłeś pierwszym, który podarował mu prezent tylko po to, aby uczynić dobro.


Stopniowo grota zapełniała się ludźmi, przybyli nawet Królowie ze Wschodu, a Beniamin i Saul musieli w końcu wrócić do domu. Po drodze radośnie wspominali to, co widzieli.


Zostawiłeś dobre wino aż do tej pory…


Minęły lata, wiele lat. Przedsiębiorczy Beniamin stał się właścicielem wielu owiec, kupił ziemie na północy Izraela, w pobliżu Nazaretu, przeprowadził się tam i zasadził winorośl, dzięki czemu rozpoczął też produkcję wina. Zajęło mu to wszystko sporo czasu, ale kiedy udało mu się wreszcie dopiąć celu, pomyślał, że przyszedł czas na ożenek i założenie rodziny. Jego rodzice skontaktowali się z rodziną Rebeki. Sprawdzili, czy ich dzieci mają zalety lub wady, które byłyby pomocą lub przeszkodą w założeniu takiej rodziny, jak Bóg przykazał, i dali im swoje błogosławieństwo. Beniamin i Rebeka postanowili się pobrać.


Aby nadać swojemu ślubowi uroczystą oprawę, Beniamin zdecydował się zorganizować wystawne przyjęcie weselne. Zaproszono na nie nie tylko rodziny młodej pary, ale także wiele osób z regionu, niektórych pochodzących z okolicy Betlejem, tak jak oni. Gdy nadszedł dzień ślubu, zaczęli przybywać liczni, naprawdę liczni, albo, jakby powiedział Saul – specjalny gość na tę okazję – baaaaaaardzo liczni goście.


W trakcie przyjęcia nagle pojawił się Saul i ze strapioną miną zwrócił się do młodej pary:


– Mam złe wieści. Napraaaaaaawdę złe.


– Co się stało? – zapytali równocześnie Beniamin i Rebeka.


– Skończyło się wino! Caaaaaaaałe wino.


Beniamin zaniepokoił się. Brak wina na weselu to niegrzeczność, mogło to zostać odebrane jako brak szacunku dla krewnych i gości. Ale… co robić? W tamtych czasach nie było supermarketów, do których można byłoby kogoś wysłać, żeby uzupełnić braki, a nie miał też żadnego krewnego w okolicy, który mógłby mu pożyczyć tyle wina.


Sytuację uratowała jego świeżo poślubiona żona.
– Nie martw się, ja wiem, kto nam może pomóc.


I Rebeka podeszła do grupy rozmawiających kobiet. Jedna z nich, piękna i dostojna, usłyszawszy, jaki kłopot mają państwo młodzi, wstała i zwróciła się do swojego Syna – cenionego w regionie ważnego rabbiego (nauczyciela religijnego). Kobieta rozmawiała z nim przez chwilę, ale Beniamin nie słyszał nic z daleka, po czym po chwili poleciła coś ludziom obsługującym wesele. Ci zaś udali się w kierunku sześciu dużych kamiennych stągwi przygotowanych na religijne święto oczyszczenia i napełnili je wodą. Następnie rabbi coś powiedział. Jeden ze służących nabrał trochę płynu i zaniósł go zarządcy służby odpowiedzialnemu za to, żeby w czasie wesela wszystko odbywało się jak należy. Niestety, nie przejmował się on tym, że nowożeńcy znaleźli się w poważnych opałach. Spróbował on owego napoju  i wykonał gest aprobaty. Następnie zwrócił się do Beniamina i powiedział na głos, tak żeby wszyscy usłyszeli:


– Wszyscy najpierw podają dobre wino, a kiedy goście je wypiją, wtedy podaje się im wino gorszej jakości. Ty, przeciwnie, zostawiłeś dobre wino aż do tej pory…


Przez salę przebiegł szept aprobaty, a krewni młodej pary byli dumni z tego, że Beniamin i Rebeka mają tyle szacunku dla nich i reszty gości.


Bóg zawsze wygrywa!


Dokładnie w tym momencie Beniamin go rozpoznał. Rabbi był tym Dzieciątkiem, które wiele lat temu narodziło się w stajni w Betlejem. I właśnie teraz tutaj, w Kanie Galilejskiej, dokonał swojego pierwszego cudu, spełniając obietnicę swojej świętej Matki, która zapowiedziała, że pewnego dnia jej Syn odwzajemni się za dobroduszny gest Beniamina, kiedy to zaoferował mu wino i wodę. Jeśli bowiem chodzi o szczodrość, Bóg zawsze wygrywa. Kiedy zaoferujemy mu trochę wody, On odwdzięczy się nam najlepszym winem!

 

Ilustracja: Jacek Widor



NAJNOWSZE WYDANIE:
Sami, lecz nie samotni
Wyobcowanie, depresja, lęk, utrata sensu, pustka… Bardzo często te życiowe bolączki kojarzą się z samotnością, osamotnieniem, poczuciem opuszczenia. Ale zastanówmy się – czy zawsze ten stan musi być czymś złym i uciążliwym? Czy na pewno nie możemy wyciągnąć z samotności jakichś korzyści? A może mamy wtedy więcej czasu na refleksję, na przemyślenie własnego życia, relacji z Bogiem i bliźnimi?

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Wiara trzyma mnie przy życiu

Panią Wiesławę Mazur z Jeżówki w Małopolsce poznałem podczas wrześniowej pielgrzymki Apostołów Fatimy do Zakopanego, Kalwarii Zebrzydowskiej, Wadowic i Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie. W swojej parafii, pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, pani Wiesława należy do wspólnoty Żywego Różańca. Oto co jeszcze o sobie opowiedziała…

 

Wiarę przekazali mi rodzice. Mieszkaliśmy w Sułoszowie, do kościoła mieliśmy 5 km, ale w niedzielę nie było, że nie chce mi się iść do kościoła. Nawet nikt o tym nie pomyślał. To zostaje, to zaszczepiła mi mama i do dzisiaj tak jest. Był tylko podział: tato szedł na siódmą, ja na dziewiątą, a mama na sumę, bo każdy miał jakieś obowiązki. Takie były niedziele. A broń Boże, żeby coś wziąć do ręki, coś robić w niedzielę! A dzisiaj? Pranie, sprzątanie… Młode pokolenie wszystko wykonuje w niedzielę, bo wtedy ma czas. W tamtych czasach było to nie do pomyślenia.


W Licheniu doznałam czegoś niesamowitego


Pani Wiesława lubi pielgrzymować, a szczególne miejsce w jej sercu zajmuje sanktuarium w Licheniu. W Licheniu byłam siedem razy. 20 lat temu doznałam tam czegoś niesamowitego. Jechaliśmy przez Kalisz i wstąpiliśmy do Sanktuarium św. Józefa. Kolana mnie wtedy tak bolały, że myślałam iż nie dam rady dojechać do Lichenia. Jak wchodziliśmy do sanktuarium w Kaliszu, to w duchu poprosiłam: żeby te kolana przestały mnie boleć. Nagle poczułam, jakby się ugięły, ale nic więcej się nie stało. Weszliśmy do kościoła, pomodliliśmy się, złożyliśmy podziękowania oraz prośby i pojechaliśmy dalej. W Licheniu trzeba było przejść na klęczkach przez bramę, przy której jest głaz z odciśniętymi stopami Matki Bożej. Powiedziałam, że nie mogę, bo jak klęknę, to nie wstanę, tak mnie te kolana bolą. Wtedy moja koleżanka powiedziała: Spróbuj, może ci się uda. I tak zrobiłam. Przeszłam tę bramę na klęczkach, wstałam i… kolana mnie nie bolały! Do dzisiaj mam zdrowe kolana. Dlatego wracam do Lichenia, jak tylko jest okazja.


Należę do Apostolatu Fatimy i chętnie czytam „Przymierze z Maryją”


Pewnego razu znalazłam ogłoszenie w gazecie, że można otrzymać „Przymierze z Maryją” i różaniec. Wysłałam mój adres i poprosiłam o przysłanie. Dostałam różaniec i książeczkę o przepowiedniach Matki Bożej z Fatimy. Od tamtej pory wszystko się zaczęło: zaczęłam być w kontakcie ze Stowarzyszeniem, które wspomagałam, na ile mnie było stać. W czasopismach, które dostaję, jest dużo ciekawych rzeczy. Niektóre sobie zachowałam na pamiątkę; wracam do nich, czytam, analizuję, przetrawiam po swojemu. Czytam chętnie prawie całe „Przymierze z Maryją”, bo te artykuły dużo mi dają, wiele się z nich dowiedziałam, a jak rozmawiam ze znajomymi i ktoś mnie pyta skąd to wiem, to mówię, że było w „Przymierzach…”. Po przeczytaniu nic nie wyrzucam, tylko zanoszę do kościoła, żeby ktoś inny sobie zabrał, przeczytał i poznał Stowarzyszenie.


Od 2018 roku należę do Apostolatu Fatimy i jestem z tego bardzo zadowolona. Zauważyłam, że z mojej miejscowości kilka osób też zapisało się do Apostolatu, bo jak rozmawiam i mówię, że jest Apostolat Fatimy i Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi, to słyszę: Tak, my już wiemy.


Żyję dzięki temu, że wierzę


Pani Wiesława przeżyła śmierć męża, syna i córki. Wiara w Pana Boga i ufność, że Matka Boża pomoże jej i jej bliskim w tej trudnej sytuacji, bardzo pomagała. Tak wspomina te trudne chwile: – Mąż zmarł wcześniej, ale z tym jeszcze szło się pogodzić, bo już przeżył trochę lat, natomiast cierpienie matki nad umierającym dzieckiem, to jest chyba najgorsza rzecz w życiu. Stało się, jak się stało. Trzeba jednak żyć dalej, trzeba się z tym pogodzić, bo jak byśmy się nie pogodzili, to co by z nas było? Dzięki temu, że wierzę, to żyję.


Pewnego razu, gdy byłam u schyłku wytrzymałości, usłyszałam wewnętrzny głos: Nie rezygnuj! I pomyślałam: Nie! Nie zrezygnuję! Dodało mi to tyle siły, że wytrzymałam wszystko i przetrwałam do końca. Nie załamałam się, bo uświadomiłam sobie, że taka była wola Boża. Modlę się tylko, żeby nie było gorzej i wierzę, że kiedyś się jeszcze spotkamy.


Oprac. Janusz Komenda

 


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Na początku chciałabym gorąco podziękować całej Redakcji, wszystkim redaktorom, księżom, którzy piszą piękne artykuły. Chciałam z całego serca podziękować za otrzymane „Przymierze z Maryją” oraz piękną figurkę Matki Bożej Fatimskiej oraz inne materiały i dewocjonalia. Wasza praca jest potrzebna, wartościowa, pokazuje piękno wiary w Miłosierdzie Boże. Będę się modlić za całą Redakcję o zdrowie, siły i błogosławieństwo Boże.

Z Panem Bogiem!

Jolanta z Rybnika

 

 

Szanowni Państwo!

Serdecznie dziękuję za piękny kalendarz „365 dni z Maryją”, a także za ładne poświęcone obrazki i wszystkie przesyłki, jakie otrzymuję od Was. Cieszę się, że o mnie pamiętacie i ja też o Was pamiętam w modlitwie. Bardzo cieszę się z Waszej pracy. Dużo pracuje cały zespół, chylę czoła przed Wami. Bardzo dziękuję Wam wszystkim, życząc wszelkiego Dobra. Szczęść Boże!

Franciszka z Gryfina

 

 

Szanowny Panie Prezesie!

Bardzo dziękuję Panu za piękne życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego, ale również i fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły ducha i wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla rozwoju naszej duchowości chrześcijańskiej. Wszystkie materiały i dewocjonalia, które otrzymałem od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi, są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę Panu, Apostolatowi Fatimy, zespołowi redakcyjnemu i wszystkim współpracownikom wielu łask Bożych, opieki Maryi, dużo radości i zdrowia. Wszystkiego najlepszego. Szczęść Boże!

Marek z Lublina

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Bardzo dziękuję za współpracę z Wami. Trwa ona już od 18 lat. Doceniam Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi i cały zespół redakcyjny. To, co piszecie, pogłębia naszą wiarę w trudnych dzisiejszych czasach. Modlę się za cały zespół redakcyjny. Dziękuję, że pamiętacie w modlitwach o mnie i mojej rodzinie, za życzenia urodzinowe, za kalendarz, który rozświetla mój dom. Każdego dnia patrzę na Matkę Najświętszą, która nas błogosławi, wyprasza nam zdrowie i opiekę.

Z Panem Bogiem!

Danuta z Michałowa

 

 

Szczęść Boże!

Pragnę złożyć serdeczne podziękowanie za otrzymane życzenia urodzinowe uwiecznione na pięknej karcie z wizerunkiem Fatimskiej Pani.

Z Panem Bogiem!

Robert

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Bardzo dziękuję za Wasz wkład w krzewienie prawd wiary. Pragnę podziękować za otrzymane materiały edukacyjne, które umacniają wiarę, duchowość, niosą światło pokoju i miłość w sercach. Dają nadzieję do życia i niech tak pozostanie jak najdłużej – najlepiej na zawsze. Wspierając tę kampanię, wspólnie walczymy o serca, które jeszcze są uśpione. Cały miesiąc październik uczestniczyłem w nabożeństwie różańcowym, ofiarując za grzeszników, którzy obrażają Niepokalane Serce Maryi. Życzę całej Redakcji i dla Pana Prezesa obfitych łask Bożych. Z Panem Bogiem, Bóg zapłać za wszystko z całego serca!

Wojciech z Grodziska Mazowieckiego

 

 

Szczęść Boże!

Takie dzieła Boże jak Wasze trzeba koniecznie wzbudzać! W przesłaniu Matki Bożej płynącym z Gietrzwałdu drzemie wielka potęga ratunku dla Polski – to jest nasze zadanie do odrobienia. Bogu dzięki, że mamy w Polsce tak wspaniałych ludzi jak Wy (i Wasze Stowarzyszenie), którzy to odkrywają! Heroicznym wysiłkiem rozprzestrzeniają to cudownie ratujące Polskę przesłanie. Szczęść Wam Boże na długie lata!

Rita i Ryszard

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Dziękuję bardzo za życzenia urodzinowe, a szczególnie za Waszą modlitwę w mojej intencji. Najbardziej wszyscy potrzebujemy opieki Pana Boga. Świętym Charbelem, zainteresowałam się już kilka lat temu. Oprócz książek, mam dla całej rodziny relikwie oraz olej świętego Charbela, przysłanym z Libanu. Warto, aby jak najwięcej ludzi Go poznało. Chciałam powiedzieć także o innym, bardzo skutecznym orędowniku, chociaż oczekującym na wyniesienie na ołtarze, Słudze Bożym Wenantym Katarzyńcu, nazywanym polskim Charbelem. Bardzo skutecznym, czego osobiście doświadczyłam. Sama nie mogłam uwierzyć, jak szybko i w jaki sposób mi pomógł. Tego dowody posiada również moja córka. Rozwikłanie jej problemu odbywało się w tak irracjonalny sposób, że trudno nie uwierzyć w pomoc Sługi Bożego Wenantego. Obiecałam, że będę opowiadała o Jego skutecznej pomocy. W internecie jest wiele filmów i książek o Wenantym. Żyjemy dzisiaj w trudnych czasach, dużo ludzi boryka się z problemami finansowymi. Jeśli ten stan się nie zmieni, czeka nas totalne bankructwo. Czcigodny Sługa Boży Wenanty Katarzyniec jest bardzo skuteczny w tych sprawach. Szanowni Państwo, może również warto by było dać ludziom szansę skorzystania z tej pomocy i zorganizować jakąś akcję związaną z tym kandydatem na ołtarze? Życzę Państwu dużo zdrowia i siły w prowadzeniu tak szczytnej działalności, z której obficie korzystamy. Mówię z wdzięcznością – Bóg zapłać!

Krystyna

 

 

Szczęść Boże!

Bardzo popieram to, co robicie – że wysyłacie różne pisma, które w tym czasie są bardzo potrzebne, aby ludzie się dowiedzieli, jak żyć z pomocą Pana Jezusa, Matki Najświętszej i wiarą bo jest to bardzo potrzebne. Dziękuję za wszystkie upominki, które od Was otrzymuję. Gorąco modlę się za Was i także proszę o modlitwę.

Genowefa z Rzeszowa