Temat numeru
 
Świętujmy po katolicku!

O rodzinnym przeżywaniu Bożego Narodzenia, zagrożeniach płynących z komercjalizacji tych Świąt i konieczności podtrzymywania świątecznych tradycji z prezesem Instytutu Ks. Piotra Skargi Sławomirem Olejniczakiem oraz wiceprezesem Sławomirem Skibą rozmawiają Bogusław Bajor i Adam Kowalik.

Bogusław Bajor: Panowie, zgodzimy się, że Święta Bożego Narodzenia (nazywane dawniej Godnymi Świętami) ze swoją wspaniałą atmosferą to czas szczególny. Na czym powinien się w tym okresie skupić katolik?


Sławomir Olejniczak: Święta Bożego Narodzenia to przede wszystkim fundamentalna i radosna tajemnica wcielenia Słowa Bożego – Pana Jezusa Zbawiciela. Bez wcielenia nie byłoby zbawienia i odkupienia naszych grzechów. Dziś, niestety, coraz więcej osób – także katolików – żyje tak, jakby Pana Boga nie było, a Jego przykazania nie obowiązywały. Do wielu nie trafia ta Prawda, że Zbawiciel się narodził, by nas wybawić z grzechów, lecz jak ma ona trafiać, jeśli wielu ludzi nie ma świadomości swych grzechów. Czym się zatem mają radować?

Człowiek mając świadomość swej grzeszności, wie, że grozi ona wiecznym potępieniem. Więc przyjście na świat Zbawiciela, który pragnie mnie ocalić i wyzwolić z niewoli grzechu i potępienia, jest naprawdę radosnym wydarzeniem. To jest podstawa świętowania!

Bardzo ważny jest też element „rodzinności” Bożego Narodzenia. Jest on związany z tym, że świętujemy nie tylko narodzenie Chrystusa, ale świętujemy to wydarzenie w kontekście całej Świętej Rodziny – Jezusa, Maryi i Józefa. Ta łaska, która ożywiała atmosferę stajni betlejemskiej, w jakiś sposób udziela się też podczas świąt rodzinom katolickim. Ale do tego trzeba być odpowiednio przygotowanym. Przystąpić do sakramentu spowiedzi, pojednać się z bliźnimi, umieć zasiąść do stołu wigilijnego z czystym sercem w atmosferze miłości i przebaczenia. Z łaską trzeba współpracować.

Sławomir Skiba: Przytoczę tutaj cytat z Mickiewicza: Wierzysz, że się Bóg narodził w betlejemskim żłobie, lecz biada ci, jeżeli nie zrodził się w tobie. Radosne świętowanie musi mieć wyraz w wewnętrznej przemianie, a ta jest niemożliwa bez spowiedzi i Komunii Świętej. Do tej przemiany mają nas przygotować wyrzeczenia adwentowe, które dawniej były podobne do tych czynionych w Wielkim Poście. Jeśli otworzymy się na działanie łaski, to Narodzenie Pana nastąpi także w naszym życiu.

SO: Tu zarysowuje się istotna różnica między świętowaniem katolickim a – nazwijmy to – komercyjno‑protestanckim, które wkrada się do naszego kraju. Adwent powinien być okresem wyciszenia, odsunięcia się od bodźców tego świata i pokus ciała po to, żeby się przygotować do Przyjścia Pana przede wszystkim duchowo. Radość Świąt Bożego Narodzenia jest owocem łaski, która spływa na dusze praktykujących katolików i ta radość później się uzewnętrznia. Natomiast w wersji komercyjno‑protestanckiej jest odwrotnie: to jest element zagłuszania, huku centrów handlowych, mnóstwa gadżetów, błyskotek, coraz większej ilości prezentów, a w duszy panuje pustka, a nawet zgryzota. Prawdziwa radość się nie pojawia, bo ten komercyjny zgiełk nie jest dziełem łaski.

 

BB: Komercjalizacja świąt niesie oczywiste zagrożenia, ale czy nie jest tak, że może też stać się w pewnych przypadkach szansą, by zainteresować Bożym Narodzeniem ludzi obojętnych religijnie?

SS: Z jednej strony sprowadzenie Bożego Narodzenia do wymiaru czysto handlowego jest ogromnym ­spłyceniem tych pięknych świąt i jako takie jest zjawiskiem negatywnym. Z drugiej jednak strony – we współczesnym świecie, który tak szybko się laicyzuje, nawet ta komercyjna otoczka przedświąteczna może być okazją – przynajmniej w Polsce – do tego, by ludzie w jakiś sposób odczuli czas zbliżających się świąt.

 
 BB: Dlaczego?


SS: Dlatego, że wielu osobom ta otoczka o czymś przypomina. Nawet jeżeli ta atmosfera pozbawiona jest odniesień stricte religijnych, chcąc nie chcąc nasiąka się niezwykłą atmosferą, słuchając choćby piosenek, w których słyszymy nazwę „Boże Narodzenie”. Uważam, że jest to jakiś wstęp, jakiś przyczynek do refleksji nad tymi świętami.

 

Adam Kowalik: Biorąc pod uwagę fakt, że te piosenki puszczane są w różnych centrach handlowych na długo przed Bożym Narodzeniem, można powiedzieć trochę ironicznie, że jest to sklepowy adwent…

SS: Trochę tak. Komercyjna otoczka przypomina o zbliżających się świętach. I dla wielu ludzi jest dyskomfortem, że muszą znosić tę przedświąteczną atmosferę. Przy tak nieczystych często sumieniach, przy utraconej niewinności – której symbolem są święta – wielu ludzi to drażni.

 

BB: Niemniej mamy świadomość, że komercjalizacja Bożego Narodzenia może doprowadzić do wypaczenia idei świąt…

SO: Tak. Tym bardziej, że jest połączona z desakralizacją i protestantyzacją na modłę amerykańską. Jest to, niestety, coraz powszechniejsze w Polsce. Udający św. Mikołaja krasnal Santa Claus, tudzież piosenki w stylu Jingle Bells skutecznie pomagają zapomnieć o Adwencie. To zawsze był błogosławiony czas oczyszczenia czy nawet postu przed oczekiwanym narodzeniem Zbawiciela, które dopiero zaczynało okres bożonarodzeniowy. A teraz coraz bardziej czeka się na Boże Narodzenia jak na finał jakiejś wielkiej imprezy. Zauważyłem to, będąc kiedyś w Anglii. Mianowicie Anglicy w grudniu organizowali tzw. Christmas Parties – czyli imprezy bożonarodzeniowe – chodzili po pubach, imprezowali. Niestety, to też coraz bardziej zauważalne jest wśród młodych ludzi w Polsce.

SS: Warto więc przypominać, że zgodnie z dawnym zwyczajem okres bożonarodzeniowy trwał – z całą swoją otoczką: kolędami, choinką itp. – od 25 grudnia do 2 lutego, czyli święta Matki Bożej Gromnicznej. W naszym kraju jeszcze trzymamy w domach czy kościołach choinki do 2 lutego, ale niestety coraz mniej intensywnie skupiamy się na religijnym przeżywaniu tych świąt i okresu bożonarodzeniowego. Dość powiedzieć, że dla niektórych ten okres zaczyna się już po Dniu Zadusznym i trwa do Wigilii, bo w tym czasie można nabyć w sklepach „świąteczne błyskotki” i prezenty.

 

BB: Zgadzam się, że Boże Narodzenie jest postrzegane dziś nie tyle jako początek szczególnego okresu, lecz finał… Pytanie tylko: czego jest finałem? Na co czeka współczesny świecki człowiek w kontekście tych świąt? Na kolejny długi weekend?

SO: Poniekąd tak. Sprowadza się to w wielu przypadkach do rozrywkowego spotkania rodzinnego – z dużą ilością jedzenia i napitku. Możemy „pogadać”, pooglądać filmy w telewizji i… na tym się kończy. Natomiast przeżycie świąt jako pamiątki Narodzenia Zbawiciela, wielu ludziom niestety gdzieś umyka.

 

BB: Kwestia religijna to jedna sprawa. Druga – to fakt, że święta Bożego Narodzenia „wymuszają” niejako ich rodzinne przeżywanie.

SO: Oczywiście, rodzinne święta to bardzo istotny aspekt. Jeżeli rodzina jest zgodna, to Pan Jezus jest w tej atmosferze obecny – wtedy mamy wspólne śpiewanie kolęd, pełną ciepła wieczerzę wigilijną, wspólne pójście na pasterkę. Natomiast w rodzinach, gdzie te relacje są zepsute przez np. zdrady, rozwody, związki nieformalne, to wspólne przeżywanie świąt jest trudne, gdyż wtedy rzeczywiście budzą się wyrzuty sumienia. Te osoby widzą, że w ich przypadku relacja miłości małżeńskiej, rodzinnej, która powinna być ufundowana na sakramencie małżeństwa – czyli ostatecznie na miłości Pana Jezusa – w jakiś sposób zgrzyta. Znane są nawet przypadki, że w Wigilię niektórzy podejmują próby samobójcze. To jest efekt rozpaczy. Ludzie nie poukładali sobie życia. Ba, dalej brną w grzechy i ostatecznie są kuszeni do rozpaczliwych działań. To jest straszne, ale z drugiej strony takie wyrzuty sumienia mogą być też okazją do nawrócenia i uporządkowania swojego życia.

 

 BB: W jaki sposób możemy pomóc takim osobom wrócić na dobrą drogę?

SS: Kiedy jestem w towarzystwie takich osób – także podczas świąt – staram się nie udawać, że wszystko jest w porządku. Staram się wykorzystać tę sytuację i składam takie życzenia, które rzeczywiście będą wyrażały nadzieję dla tej osoby naprawienia tego, co w jej życiu jest nie tak albo przynamniej skierowania jej uwagi w stronę Pana Boga. W takich przypadkach nie składam zdawkowych życzeń: „wszystkiego najlepszego”, „dużo zdrowia”, „wesołych świąt”, „dużo pieniędzy”…

SO: …w tym kontekście życzylibyśmy bowiem „szerokiej drogi do piekła”…

SS: Dokładnie. I dlatego nie możemy przyjąć takiej postawy, która niestety jest prawie powszechna także wśród katolików, by dla podtrzymania dobrej atmosfery „dać spokój” i udawać, że nie ma całego tego zła: zdrad, rozwodów itp. Jeśli znajdziemy się w takim towarzystwie, to będzie dla nas trudna, ale jednocześnie doskonała sytuacja, by praktykować uczynki miłosierne co do duszy. Być może jest to jedyna okazja w roku, bym mógł jakoś – oczywiście w bardzo chrześcijański sposób – wpłynąć na bliźniego, który nie żyje tak, jak Pan Bóg przykazał. Być może właśnie Pan Bóg potrzebuje mojego pośrednictwa, by przebić się z łaską do tej osoby. Wiem, że w te święta wszyscy chcą mieć dobre samopoczucie, ale my, katolicy, nigdy nie możemy przyzwalać na zło i grzech. Sama idea Bożego Narodzenia kłóci się z życiem antykatolickim! Tego nie da się pogodzić. Dlatego zróbmy wszystko, by pomóc naszym bliźnim w katolickim przeżyciu tych świąt.

 

BB: Laicyzacja jest procesem, który obejmuje także nasze świętowanie. Jak zatrzymać lub odwrócić tę tendencję?

SO: To jest kwestia podtrzymywania tradycji w domach. Nie ulegajmy komercji i modom, tylko szukajmy tego, co było. Wskrześmy atmosferę dzieciństwa. Pytajmy nasze babcie i naszych dziadków, jak to było w ich czasach, czytajmy pamiętniki, w których opisane są dawne zwyczaje. I próbujmy to kontynuować, przywracajmy tradycje – stawiajmy szopki, podtrzymujmy zwyczaje kolędowania, bierzmy udział w orszakach Trzech Króli. Te tradycje trzeba też propagować za pośrednictwem mediów – także mediów elektronicznych.

SS: Szczególnie zachęcam wszystkich do wspólnego śpiewania kolęd. Ten zwyczaj dawniej był powszechny. Chyba najbardziej kojarzy mi się z przeżywaniem świąt z czasów mojego dzieciństwa.

 

AK: …a teraz bardziej się kolęd słucha, niż śpiewa…

SS: Niestety tak. W ogóle wiele tradycji – nie tylko zresztą świątecznych – zostało gdzieś w pokoleniu naszych rodziców przerwanych. Tamto pokolenie było bardziej otwarte na to, co możemy nazwać „światowością”. Nie rozstrzygam, czy na to zeświecczenie wpłynęła atmosfera PRL‑u, „rewolucja kulturalna” lat 60. czy może migracja ludności ze wsi do miast.

Mimo wszelkich przeciwności próbujmy jednak odzyskać stare tradycje, podtrzymujmy post wigilijny, przełamujmy się opłatkiem, módlmy się przed wieczerzą, inscenizujmy jasełka, kolędujmy, wspólnie ubierajmy szopkę, później choinkę. Tak było przez wieki i nie pozwólmy na zanik tych tradycji. Dlatego z radością przyjmuję informacje, że wiele młodych rodzin katolickich powraca do wielu zapomnianych tradycji. To niezwykle budujące i inspirujące!

 

 AK: Czego Panowie życzą naszym Czytelnikom z okazji świąt Narodzenia Pańskiego?

SO: Przede wszystkim świąt radosnych, ale tą radością, która płynie ze zjednoczenia z Chrystusem – poprzez wspólną modlitwę rodzinną, poprzez przystąpienie do sakramentów. Życzę, aby ta łaska Boża jako owoc przyjęcia Chrystusa umacniała życie rodzinne Czytelników „Przymierza z Maryją” przez następne 365 dni – do kolejnego Bożego Narodzenia. Nie zapominajcie, Drodzy Czytelnicy, że rodzina jest ufundowana przede wszystkim na sakramencie małżeństwa. Z tego sakramentu płynie moc uświęcająca dla małżonków, by wspólnie kroczyli drogą, którą obrali w dniu ślubu. A jest to wspólna droga do Nieba. Wspierając się wzajemnie, zawsze mogą liczyć na pomoc Pana Jezusa, który narodził się w betlejemskiej stajni, a w końcu oddał za nich życie na Krzyżu, aby oni mogli mieć życie wieczne.

SS: Ja z kolei chciałbym życzyć, aby wszyscy nasi Przyjaciele pamiętali o tym, co w tych świętach jest najistotniejsze. Żeby w gorączce przedświątecznej nie przedkładali tego, co jest tylko otoczką świąt Bożego Narodzenia nad to, co się dzieje w ich sumieniach i ich duszach. To znaczy, żeby nie dali się zwieść przedświątecznej krzątaninie na tyle, aby stać się dla siebie nawzajem przyczyną do kłótni czy jakichś sporów. Nie wypominajmy więc sobie różnych rzeczy, które de facto nie mają żadnego znaczenia. Zachowajmy spokój, bo Pan Jezus na pewno nie będzie zadowolony z tego, że mamy wysprzątany dom i wszystko jest dopięte na ostatni guzik pod względem kulinarnym, a w sercach trzymamy urazę do najbliższych, jesteśmy z nimi pokłóceni. Diabeł będzie chciał zrobić wszystko, żeby zepsuć nam te piękne święta. Nie pozwólmy mu na to! No i oczywiście módlmy się o łaskę prawdziwie godnego, katolickiego przeżycia świąt Bożego Narodzenia.

 
Dziękujemy za rozmowę.

Ten artykuł przeczytałeś dzięki ofiarności Darczyńczów. Wesprzyj nas i zostań współtwórcą "Przymierza z Maryją".

NAJNOWSZE WYDANIE:
Ziemia naszego Zbawiciela
Starożytna maksyma chrześcijańska mówi: Krzyż stoi, chociaż świat się zmienia (obraca). Krzyż – w opozycji do niestałości świata – jest pewnym i stałym znakiem naszego Zbawienia, niezmiennym drogowskazem do Nieba. Pewną drogą do Zbawienia jest też Jeden, Święty, Powszechny i Apostolski Kościół. Tak, Kościół jest Święty – mocą sakramentów i niezmiennej nauki.

UWAGA!
Przymierze
z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE
 
15 lat w Apostolacie
MC

Równo 15 lat temu przy Instytucie Ks. Piotra Skargi powstał Apostolat Fatimy – duchowa rodzina gromadząca się wokół Orędzia Matki Bożej, przekazanego ponad sto lat temu trojgu pastuszkom w portugalskiej Fatimie. Początkowo kilkaset osób oddanych głoszeniu tego Orędzia zaczęło wspierać Instytut regularnymi datkami i modlitwą. Szybko jednak Apostolat zaczął się rozrastać i dziś z dumą możemy powiedzieć: jest nas ponad 55 tysięcy, a w tym gronie niemal tysiąc Apostołów, którzy są z nami od 2003 roku.

 

Jedną z pierwszych osób, które odpowiedziały na to wezwanie Maryi, jest Pani Marianna Nowak z Płocka. Zadzwoniliśmy do niej, aby chwilę porozmawiać i pogratulować niesamowitej wytrwałości w głoszeniu przesłania Fatimskiej Pani.

 

– Jestem 72-letnią emerytką, mam męża, prowadzę gospodarstwo domowe dla nas dwojga – zaczęła skromnie Pani Marianna, ale już za chwilę nas zaskoczyła: – Mam wnuczka, który mnie uczy obsługi komputera i nawet coś umiem! Komputer jest dla mnie trochę odskocznią od prowadzenia domu – no bo ile można sprzątać, gotować, prać… – żartuje. – Mam Facebooka, Naszą klasę, odbieram e‑maile, wysyłam życzenia, wierszyki, nawet mam dwie ulubione gry. Często szukam także informacji o życiu religijnym, o tym, co dzieje się w parafiach i oczywiście odwiedzam strony Instytutu! – dodaje.

 

Pani Marianna ma liczną rodzinę, którą wychowywała w duchu katolickim: Mam trzech synów, są żonaci, cieszę się z pięciorga wnuków i nawet dwóch prawnuczek. Cała rodzina spotyka się przy jednym stole, na Wigilię obowiązkowo jesteśmy razem. Wiara w naszym domu była od zawsze. Bardzo jestem związana z Kościołem. Wszyscy trzej synowie byli ministrantami, ja śpiewałam w chórze kościelnym. Na kazaniu podczas ślubu jednego z synów ksiądz wspominał, że syn nigdy nie wstydził się, gdy był na przepustce wojskowej, zdjąć mundur i stanąć przed ołtarzem – opowiada z satysfakcją.

 

– Kiedyś zobaczyłam ulotkę z książką o Matce Bożej Fatimskiej. Odezwałam się do Instytutu, że chcę taką otrzymać i od tego czasu jestem z Wami – tak Pani Marianna wspomina swoje początki w Apostolacie. Od ponad 15 lat otrzymuje nasze materiały i regularnie wspiera działalność Instytutu. – Dostaję „Przymierze z Maryją” i czytam nie tylko ja, ale także mąż, a kiedy uzbiera mi się kilka numerów, kładę je na skrzynce pocztowej, aby się nie marnowały – zawsze znikają, zawsze ktoś sobie zabiera do przeczytania.

 

W ten prosty i skuteczny sposób Pani Marianna sprawia, że nasze maryjne czasopismo otrzymuje nie tylko ona, ale osoby wokół niej.

– Zauważyłam, że przez te 15 lat prężnie działacie – komentuje. – Słyszałam ostatnio o otwarciu Centrum Szkoleniowego w Zawoi. Treści, które u Was czytam, uważam za bardzo korzystne dla ludzi młodych. Co roku otrzymuję kalendarz z Maryją, zawsze zamawiam więcej, aby jeszcze podarować siostrze. Często w kościele rozmawiam ze znajomymi i polecam im Apostolat – zapewnia.

 

Zapytaliśmy o to, które z naszych przesyłek sprawiają Pani Mariannie największą radość.

– Bardzo jestem zadowolona z płyt z różnymi nagraniami, które przesyłacie, jak np. Droga Krzyżowa, Gorzkie Żale albo ostatnia z pieśniami maryjnymi na majówki. Czasem, jeśli nie możemy akurat wybrać się do kościoła na któreś z tych nabożeństw, to sobie z mężem siadamy i słuchając, odmawiamy modlitwę.

 

Pani Marianna zamierza nadal wspierać Instytut w Apostolacie Fatimy. Uważa, że ewangelizacja jest dzisiaj bardzo potrzebna: Myślę, że obecnie nasz naród jest pokrzywdzony przez telewizję i internet i oddala się od wiary. Dlatego działajcie dalej i brońcie jej! – zachęca Pani Marianna.

 

 

Odpowiedz na wezwanie Maryi!

 

Dołącz do naszej duchowej rodziny Apostolatu Fatimy i powiedz „TAK” Maryi. Modląc się w intencji Instytutu i przekazując nam regularnie niewielką kwotę, wesprzesz to wielkie dzieło budzenia sumień Polaków. Otrzymasz codzienne wsparcie modlitewne sióstr klauzurowych, a 13. dnia każdego miesiąca będzie odprawiana Msza Święta w intencjach wszystkich Apostołów, w tym także za Ciebie. Prócz tego po roku weźmiesz udział w losowaniu pielgrzymki do Fatimy. Nie zwlekaj, zadzwoń pod numer 12 423 44 23 w sprawie członkostwa w Apostolacie Fatimy jeszcze dziś!


Listy od Przyjaciół
 
Listy od Przyjaciół

Szczęść Boże!

Szanowna Redakcjo!

 

Serdecznie dziękuję za wszystkie przesłane na mój adres numery pięknie wydawanego „Przymierza z Maryją” oraz kalendarzy, które są ozdobą mojego mieszkania. Poranna i wieczorna modlitwa do Matki Bożej dodaje mi sił do zajęć, jakie muszę w danym dniu realizować. Wieczorna modlitwa zaś, jest podziękowaniem Bogu, że to, co planowałam na dany dzień, zostało z Jego pomocą zrealizowane. Koniec ubiegłego i początek bieżącego roku były dla mnie szczególnie trudne, a to ze względu na ciężką chorobę mojej Mamy, którą musiałam się w ostatnich chwilach jej życia opiekować. Mama odeszła do Pana 24 kwietnia 2018 roku w wieku 96 lat, opatrzona świętymi Sakramentami. Ostatnie dni choroby, zorganizowanie pogrzebu i okres późniejszy były dla mnie bardzo ciężkie zarówno ze względu na konieczne wydatki finansowe, jak i ze względu na moją kondycję – tak fizyczną, jak i psychiczną. Uważam jednak, że konieczne jest wydawanie pisma „Przymierze z Maryją”, szczególnie w obecnej chwili, gdzie tyle złego dzieje się nie tylko w naszej Ojczyźnie, ale także na całym świecie. Lektura pisma i rzeczywiste, osobiste przymierze z Maryją poprzez modlitwę do Niej powoduje, że jesteśmy mocniejsi i śmielej patrzymy w przyszłość. Działajcie dalej, wzmacniając w nas wiarę w Boga, Jezusa i Jego Matkę Maryję Królową Polski. Kończąc ten list, serdecznie pozdrawiam całą Redakcję. Szczęść Wam Boże!

Wierna czytelniczka Elżbieta

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

 

Serdecznie dziękuję za setny numer „Przymierza z Maryją”! Jednocześnie gratuluję tak pięknego jubileuszu! Kiedy pomyślę, że Wasze pismo ukazuje się już od 16 lat, jestem naprawdę wzruszona. I ogromnie wdzięczna! Ileż to wspaniałych inicjatyw, ile ciekawych i mądrych wydań tego czasopisma, ile wartościowych rzeczy od Państwa (obrazki, książeczki, płyty, dewocjonalia itp.), ile też poruszających listów! Chcę jeszcze raz bardzo serdecznie podziękować za nie, bo są dla mnie niezwykle ważne i bardzo często pocieszające. Dziękuję za poświęcany czas oraz tak serdeczne i liczne podziękowania skierowane pod moim adresem! Jest to naprawdę niezwykle miłe i cenne. Bardzo dziękuję!

 

Ja również martwię się tym, co się dzieje na świecie. W naszym kraju też mogłoby być lepiej. Cóż… Miejmy nadzieję, że będzie! Modlę się o to. I tego życzę Państwu, sobie, a także wszystkim Czytelnikom „Przymierza z Maryją”. Oby było ich jak najwięcej. Także o to się modlę i zrobię, co w mojej mocy, aby Państwu pomóc. Nie raz już dawałam Wasze czasopismo znajomym i nie tylko. I na pewno nadal będę to czyniła. Dziękując raz jeszcze za wszystko, pozdrawiam serdecznie. Życzę wszystkiego, co najlepsze!

Sylwia

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Droga Redakcjo!

 

List ten piszę zatroskany losem naszej chrześcijańskiej wiary. Nie da się już ukryć, że wielu Polaków odwróciło się od Boga i Kościoła. Trudno mi to pisać, ale niestety obawiam się, że wielu naszych rodaków modli się, chodzi do kościoła, ale tak naprawdę wiara w nich niewielka. Zastanawiam się nad tym, czy Polacy, którzy jeszcze się modlą, rozumieją słowa pacierza „Ojcze nasz”. Cytując słowa: „odpuść nam nasze winy jako my odpuszczamy naszym winowajcom”. Ja mam wrażenie, słuchając ludzi, że oni oczekują odpuszczenia win przez Boga i ludzi, ale bez wzajemności. Sami ze swojej strony absolutnie nie chcą albo już nawet nie potrafią niczego i nikomu, nawet po długich latach, odpuścić. Proszę Was zatem, abyście poświęcili jeden numer „Przymierza z Maryją” na edukację czytelników poświęconą modlitwie. Przypomnijcie, że modlimy się całym sercem i rozumem. A każde słowo wymawiane w pacierzu czy w modlitwie ma być rozumiane i brane do serca. W przeciwnym razie będzie to tylko tzw. klepanie, które z wiarą i miłością Boga nie ma wiele wspólnego. Pozdrawiam Was serdecznie. Z Panem Bogiem!

Wasz czytelnik Marian

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

 

Szanowna Redakcjo, bardzo dziękuję za przesłanie jubileuszowego 100. numeru „Przymierza z Maryją” wraz z tak serdecznym listem. Ja, po 45 latach ciężkiej pracy, przeszłam w końcu na emeryturę. Jestem bardzo wdzięczna Panu Bogu i Matce Najświętszej za doczekanie tego momentu oraz za wszystkie łaski, jakimi byłam obdarzona przez wszystkie lata mojego życia. Dziękuję Bogu za to, że Wasz Instytut istnieje, rozwija się i tak ciężko pracuje dla chwały Bożej, przekazując rzetelne informacje na tematy związane z sytuacją w Kościele. Ja zawsze z niecierpliwością oczekuję na „Przymierze” i jestem zachwycona tematami w nim poruszanymi. Wyrażam szczere uznanie dla pracy Autorów i Wydawcy. Życząc dalszej owocnej pracy, polecam Bogu Wasze dzieła. Dziękuję za listy, pamiątki i piękne słowa, które dodają otuchy i radości. Szczęść Boże!

Anna z Ulatowa-Pogorzeli

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

 

Serdecznie pozdrawiam Waszą Redakcję spod „Krzyża Południa” Australii. Pragnę gorąco podziękować za otrzymany egzemplarz „Przymierza z Maryją”. Bardzo lubię je czytać, bo można się dużo dowiedzieć i nauczyć na polu religijnym. Z niecierpliwością czekam na kolejny numer. Serdecznie pozdrawiam cały Wasz Zespół i życzę zdrowia i wszelkiego dobra z Niebios i od ludzi. Szczęść Boże!

Z modlitwą

Róża Białecka, Altona Meadows, Australia

 

 

Drodzy Przyjaciele!

 

Od wielu lat jesteście ze mną i moją rodziną. Wy wspieracie nas pokrzepiającym słowem, a my Was modlitwą i drobnymi datkami. Przeczytaliśmy wiele numerów „Przymierza z Maryją”, wiele broszur propagujących różne akcje, a nas umacniających w wierze. Obecnie otrzymałam medalik Matki Bożej z Lourdes, który noszę na szyi, a wcześniej figurkę Matki Bożej Fatimskiej. Za to wszystko serdecznie Wam dziękuję. Bóg zapłać!

Pozdrawiam serdecznie

Wierna czytelniczka Mirosława