Temat numeru
 
Sakrament - niezawodne lekarstwo dla naszych dusz


Niemalże przez całe nasze życie jesteśmy świadkami udzielania sakramentów świętych i pewnie nieraz z zaciekawieniem obserwowaliśmy liczne i piękne ceremonie im towarzyszące. Można powiedzieć więcej - całe życie katolika gromadzi się wokół siedmiu sakramentów, tych siedmiu widzialnych znaków niewidzialnej łaski Bożej. Czy rozumiem znaczenie tych obrzędów? Czy staram się wgłębić w urok tych modlitw, jakie Kościół wypowiada przy udzielaniu sakramentów? Jeśli nigdy nie postawiłem sobie tych pytań, to straciłem wiele okazji, aby uszlachetnić swoją duszę. Skoro sakramenty są tak ważne dla Kościoła, to należałoby przypomnieć podstawowe wiadomości na ich temat.


Aby uzmysłowić sobie wagę i pochodzenie sakramentów, chciałbym przywieść na myśl wspaniały obraz pewnego artysty przedstawiający ukrzyżowanego Zbawiciela. Oto z przebitego boku wytryskuje siedem promieni – przeczystych strumieni, które wylewają się na niekończące się rzesze ludzi. Jakże zbawienne powodują skutki w owych duszach, które ożywają i nabierają nowych sił w drodze do Nieba. Patrząc na ten obraz, widzimy zarazem, jak wysoką cenę przyszło zapłacić Chrystusowi, aby te strumienie wytrysnęły z Jego otwartego boku i skutkowały uświęceniem dusz wiernych. Strumienie te symbolizują właśnie sakramenty, czyli uprzywilejowane przez samego Boga sposoby udzielania łaski.

SAKRAMENT JEST ZAWSZE SKUTECZNY

 

W istocie prawdziwym sakramentem dla nas jest osoba Pana naszego Jezusa Chrystusa. On jest dawcą łaski i On jest prawdziwym Sakramentem – jest mediatorem, tzn. pośrednikiem między człowiekiem a Bogiem. Przez Niego otrzymujemy wszelkie łaski i przez Niego mamy przystęp do Boga. Św. Leon Wielki powiedział, że po Zmartwychwstaniu Chrystusa wszystko co było w Nim widoczne, przeszło w misteria chrześcijańskie, czyli w sakramenty. Gdy celebrujemy sakramenty święte, to tak naprawdę mamy okazję doświadczyć działania Chrystusa w sposób bardzo realny, np. gdy kapłan chrzci, wówczas sam Chrystus chrzci, gdy kapłan bierzmuje, to bierzmuje sam Chrystus, a kapłan użycza Mu tylko swego ciała i swego głosu. Dlatego mówimy, że sakrament jest zawsze skuteczny.

Jezus Chrystus ustanowił siedem sakramentów Nowego Testamentu. Wystarczająca to ilość, ażeby Kościół Święty osiągnął swój nadprzyrodzony cel. A są to: Chrzest, Bierzmowanie, Eucharystia, Pokuta, Namaszczenie chorych, Kapłaństwo i Małżeństwo. Różnią się one bardzo od misteriów i obrzędów Starego Testamentu, gdyż tamte nie dawały łaski, lecz tylko wskazywały na łaskę, którą dopiero Chrystus miał Swoją męką wysłużyć. Natomiast siedem sakramentów zawiera w sobie łaskę i zawsze udziela jej tym, którzy je godnie przyjmują. Chrystus wybrał pięć czynności i dwa stany życia i podniósł je do rangi sakramentu. I możemy się dziwić, że np. życie zakonne nie jest sakramentem, a małżeństwo jest, ale sama Mądrość Wcielona tak postanowiła.

MATERIA, FORMA, OSOBA

 

Najpopularniejszą definicją sakramentów jest ta, którą podał św. Augustyn: „Sakrament jest to znak widzialny łaski niewidzialnej, ustanowiony dla naszego uświęcenia”. Mówiąc ściśle, aby sakrament tzn. działanie Pana naszego Jezusa Chrystusa doszło do skutku, potrzeba trzech elementów: rzeczy, która stanowi materię sakramentu, słów, które są jego formą oraz osoby udzielającej sakramentu. Jeśli brakłoby któregoś z tych trzech albo osoba nie miałaby właściwej intencji, to sakrament jest nieważny i nie dochodzi do skutku. Ponadto Kościół ma prawo określić dodatkowe obok formy i materii warunki ad validitatem tzn. do ważności sakramentu w obliczu prawa, np. do ważności sakramentu małżeństwa konieczny jest kapłan mający tzw. jurysdykcję tzn. prawo do błogosławienia małżeństw. W sakramentach Chrztu, Bierzmowania, Eucharystii, Namaszczenia chorych i Kapłaństwa łatwo wskazać materię sakramentu; będzie nią woda, olej krzyżma, chleb i wino, olej chorych, oraz nałożenie rąk. Inaczej się ma z sakramentami Pokuty i Małżeństwa. Tutaj materią sakramentu będą czynności wiernych. W przypadku Pokuty materią są trzy razem wzięte akty penitenta, z których pierwszy jest najważniejszy: żal za grzechy, wyznanie grzechów i zadośćuczynienie, a formą – słowa rozgrzeszenia, które wymawia kapłan. W przypadku Małżeństwa materią będzie wzajemne oddanie sobie prawa do ciała dla osiągnięcia celu małżeństwa, a formą wzajemne przyjęcie tego prawa. Można powiedzieć, że forma i materia w tym sakramencie nawzajem się „krzyżują”, tak więc nie udzielamy sakramentu sobie samemu. Kapłan zaś, który musi być obecny, w tym przypadku nie udziela sakramentu, ale w imieniu Kościoła potwierdza, że został on ważnie zawarty i udziela specjalnego błogosławieństwa.

MOC CHRYSTUSA

 

Głównym celem sakramentów świętych jest udzielenie łaski uświęcającej, lub jej pomnożenie, oraz łaski sakramentalnej, która pomaga osiągnąć cel poszczególnych sakramentów. Gdy postawimy sobie pytanie: jakim sposobem sakramenty udzielają łaski?, to Kościół odpowiada, że mocą, którą w nie włożył sam Jezus Chrystus, czyli jak mówią uczeni doktorowie ex opere operato, tzn. jeśli wszystko odbyło się poprawnie i osoba przyjmująca nie stawia przeszkody, tzn. ma wolę przyjęcia sakramentu, wówczas zawsze udziela on łaski, którą oznacza. Moc Chrystusa jest zaś tak wielka, że nawet niegodność lub niegodziwość szafarza nie jest w stanie zniweczyć skutków ich działania.

SAKRAMENTY ŻYWYCH I UMARŁYCH...

 

Pięć z tych sakramentów (Chrzest, Bierzmowanie, Eucharystia, Pokuta i Namaszczenie chorych) jest przeznaczonych do osobistego duchowego udoskonalenia każdego człowieka. Przez Chrzest bowiem odradzamy się na duszy, a odrodzeni do nowego życia otrzymujemy Boski pokarm Eucharystii, dzięki któremu dokonuje się nasz wzrost duchowy. Przez Bierzmowanie doznajemy pomnożenia łaski, wzmocnienia w wierze i udoskonalamy cnotę męstwa. Jeśli wpadamy w grzech, który jest chorobą duszy, przez Pokutę odzyskujemy łaskę i zdrowie duchowe. Jeśli tego potrzeba otrzymujemy zdrowie na ciele przez Namaszczenie chorych. Dwa ostatnie sakramenty: Kapłaństwo i Małżeństwo służą do rządzenia Kościołem oraz jego duchowego i fizycznego wzrostu. Przez Kapłaństwo Kościół zyskuje kierowników i szafarzy świętych sakramentów, dzięki którym może się duchowo rozrastać, natomiast dzięki Małżeństwu, które jako podstawowy cel ma zrodzenie potomstwa, Kościół rozrasta się fizycznie.

Pięć jest sakramentów żywych a dwa są umarłych. Sakrament Chrztu i Pokuty udziela się tym, którzy są umarli na duszy z powodu grzechu, natomiast pozostałe są udzielane tym, którzy żyją w łasce uświęcającej, tzn. mają życie nadprzyrodzone. Tutaj należy przypomnieć ostrzeżenie Kościoła Świętego, że ten, kto do sakramentów żywych przystępuje z sumieniem obciążonym grzechem śmiertelnym, nie tylko nie otrzymuje łaski, lecz nadto popełnia ciężki grzech świętokradztwa.

Ponadto trzy z sakramentów świętych można przyjąć tylko raz: Chrzest, Bierzmowanie i Kapłaństwo. Wyciskają one na duszy wiernych niezatarte znamię, którego my zmysłami nie dostrzegamy, ale widzą go aniołowie i demony. W przyszłym życiu znamię to, które wyciska tzw. charakter sakramentalny, będzie przyczyną większej chwały zbawionych lub zwiększy hańbę potępionych. I tak Chrzest wyciska charakter, dzięki któremu człowiek staje się członkiem Mistycznego Ciała Chrystusowego, czyli Kościoła katolickiego, zdolnym do przyjmowania innych sakramentów. Przez charakter Bierzmowania, stajemy się żołnierzami Chrystusowymi dla publicznego wyznawania i obrony wiary katolickiej. Przez sakramentalny charakter Kapłaństwa mężczyzna zostaje sługą Chrystusowym i otrzymuje od Niego władzę sprawowania i udzielania sakramentów.

NAJŚWIĘTSZA EUCHARYSTIA

 

Wszystkie sakramenty są konieczne, aby Kościół żył, ale nie wszystkie są jednakowo każdemu potrzebne. Na przykład nie każdy musi wstępować w małżeństwo, a kapłaństwo powinni przyjmować tylko ci, którzy zostali uprzednio przez samego Chrystusa wybrani. Natomiast Chrzest wszyscy muszą przyjąć, aby stać się członkiem Kościoła, poza którym, jak głosi największy dogmat naszej wiary, nie ma zbawienia. Jeden jednak sakrament przewyższa wszystkie inne, mianowicie Najświętsza Eucharystia. Dlatego jest największym i uprzywilejowanym sakramentem, gdyż nie tyle udziela ona łaski, ale jest samym dawcą łaski – Jezusem Chrystusem Panem naszym, który pod postacią chleba i wina jest obecny prawdziwie, rzeczywiście i istotnie tzn. razem ze swoją naturą ludzką i duszą.

WAŻNOŚĆ I GODZIWOŚĆ SAKRAMENTÓW

 

Wszystkie sakramenty należą do Kościoła katolickiego, który założył Chrystus Pan i powierzył mu dla jego wzrostu i uświęcania. Co jednak z sakramentem Chrztu udzielanym przez protestantów, heretyków czy innymi sakramentami, które są udzielane przez schizmatyków? Czy są one ważne? Owszem, najczęściej są ważne, gdyż Chrystus działa przez te sakramenty pomimo tego, że są one udzielane poza Jego widzialnym Kościołem. Nie znaczy to jednak, że znika nieprawidłowość w ich udzielaniu. Nie chodzi bowiem tylko o ważność sakramentów, ale także o ich godziwość. Aby zilustrować tę zależność, można posłużyć się pewnego rodzaju porównaniem do koncesji na wytwarzanie jakiegoś produktu. Wyobraźmy sobie, że jakaś firma posiada koncesje na wyrób produktów określonej marki. I oto pewna grupa pracowników postanowiła w sposób nieuprawniony odejść z tej firmy, ale odchodząc, ukradła ze sobą plany produkcyjne i w innym miejscu poczęła wytwarzać identyczne produkty, głosząc, że te ich są właśnie prawdziwe. Nawet jeśli zaiste oferowane przez nią produkty są opatrzone takim samym logo i wydają się identyczne z oferowanymi przez oryginalnego producenta, to nie godzi się nam u takich wytwórców kupować. Choćby były nawet łatwiejsze do zdobycia, to kupowanie u nich jest niemoralne i bierzemy na siebie ciężką winę, kupując towar wytworzony niezgodnie z prawem. Bóg widzi wszystko i ukarze tak niegodziwych sprzedawców, jak i ich nabywców. Podobnie jest i z sakramentami. Wolno je przyjmować tylko w Kościele katolickim, który jest jedynym ich depozytariuszem i strażnikiem. Oczywiście, wolno żywić nadzieję, że Bóg okaże miłosierdzie tym, którzy przyjmują sakramenty poza Kościołem z niezawinionej niewiedzy, ale owa prosta analogia wydaje się uzasadniona przynajmniej co do zasady.

OBRZĘDY, PRZED KTÓRYMI DRŻĄ DEMONY

 

Sakramentom towarzyszą liczne i bogate ceremonie oraz obrzędy. Kościół ustanowił je, aby przybliżyć naszym zmysłom to, co w sposób niewidzialny dzieje się w chwili przyjmowania sakramentu w naszej duszy. Święty Sobór Trydencki naucza, że „Święta Matka Kościół ustanowił ceremonie, aby przez nie wyrazić majestat i przez znaki widzialne pobudzić umysły wiernych do kontemplacji rzeczy wznioślejszych”. Obecnie w Kościele katolickim obrządku łacińskiego obowiązują dwie formy udzielania sakramentów – zwyczajna i nadzwyczajna. Najogólniej rzecz biorąc, można powiedzieć, że forma nadzwyczajna to te dostojne i starożytne ryty udzielania sakramentów zazwyczaj w języku łacińskim, a forma zwyczajna to ta wprowadzona w latach siedemdziesiątych wskutek reformy po Soborze Watykańskim II. W roku 2007 Ojciec Święty Benedykt XVI w Motu proprio Summorum Pontificum rozporządził, że biskupi i kapłani mogą używać dawnych rytów siedmiu sakramentów świętych, a wszyscy wierni mają prawo prosić, aby były im one udzielone w tradycyjnej formie, tzn. według dawnych łacińskich obrzędów.

Kościół bez Chrystusa i sakramentów istnieć nie może. Bł. Anna Katarzyna Emmerich w jednym z widzeń dostrzegła, jak demony boją się i nienawidzą udzielanych sakramentów, a zwłaszcza nienawidzą Świętej Eucharystii. Dlatego w sposób szczególny swoją wściekłość obracają przeciwko biskupom i kapłanom, którzy są jej szafarzami i strażnikami. Zabijając w ludziach katolicką wiarę o sakramentach, podważając zaufanie do szafarzy, demony niszczą owe siedem filarów, na których wznosi się mistyczny gmach Kościoła katolickiego. Pamiętajmy o tym i ze czcią przyjmujmy te Święte Tajemnice oraz módlmy się za tych, którzy ich nam udzielają.

Ks. Grzegorz Śniadoch IBP


"Przymierze z Maryją" dociera regularnie do ponad 430 tysięcy osób. Dołącz do grona naszych Przyjaciół i zostań stałym czytelnikiem czasopisma.

NAJNOWSZE WYDANIE:
Poświęćcie Rosję Memu Sercu!
W roku 1917 Matka Najświętsza prosiła w Fatimie, by Ojciec Święty poświęcił Rosję Jej Niepokalanemu Sercu. Jakaż więc była nasza radość, kiedy w dniu oddania tego wydania „Przymierza z Maryją” do druku otrzymaliśmy wiadomość, że 25 marca bieżącego roku, w uroczystość Zwiastowania Pańskiego, papież Franciszek ma poświęcić Sercu Maryi expressis verbis Rosję, a także Ukrainę.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Maryja daje mi siłę na każdy dzień

Pani Barbara Zalas z Krakowa została Apostołem Fatimy w 2016 roku. Co daje jej uczestnictwo w Apostolacie? Co zrobiło na niej największe wrażenie w Objawieniach Fatimskich? Którzy święci są jej szczególnie bliscy? O tym wszystkim przeczytamy w świadectwie Pani Barbary…

 

W 2003 roku znalazłam w skrzynce na listy ulotkę informującą o działalności Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi. Od tego czasu wspieram Stowarzyszenie regularnymi datkami i otrzymuję kolejne numery „Przymierza z Maryją” oraz różnego rodzaju upominki, jak np. figurkę Matki Bożej Fatimskiej. Uważam, że nadesłane materiały rozwinęły mnie duchowo. Wiadomo, że czasem pojawiają się problemy, ale mam też świadomość, że moja postawa umacnia innych, a Pan Bóg podnosi. Dziś wiara jest moim największym skarbem i za to dziękuję Bogu.


Od czasu, gdy zaczęłam czytać „Przymierze z Maryją”, chodzę regularnie na procesje fatimskie w swojej parafii. Śpiewana podczas nabożeństwa pieśń Uczyńcie wszystko, co wam mówi Syn, zawsze bardzo mnie wzrusza.


Przed przystąpieniem do Apostolatu Fatimy zapoznałam się z przywilejami, jakie mogą być moim udziałem, i pomyślałam sobie: A dlaczego mam nie skorzystać? Zapiszę się! Może komuś pomogę swoją modlitwą, może mój datek komuś pomoże. Dlatego zostałam członkiem Apostolatu i jestem szczęśliwa z tego powodu.


Czasami wpisuję swoje intencje na karcie i odsyłam do Stowarzyszenia, które je przekazuje do sanktuarium w Fatimie. Jedna z takich intencji dotyczyła sytuacji, gdy w mojej rodzinie była osoba, która przestała uczestniczyć w Mszach Świętych, jej wiara osłabła. Zwróciłam się wtedy do Maryi: Proszę Cię, Najświętsza Matko Fatimska, wyproś tę łaskę i daj dar wiary dla tej osoby, żeby wróciła do Kościoła i do Boga. Po pewnym czasie osoba ta wróciła do Kościoła, zaczęła słuchać Radia Maryja, czyta publikacje religijne, a zdarza się, że zachęca mnie, żebyśmy razem poszły do kościoła. Wiele można wyprosić za przyczyną Matki Bożej Fatimskiej. Tylko trzeba ufać!


Dzięki Apostolatowi Fatimy moja wiara się ugruntowała. Przesyłane materiały po przeczytaniu przekazuję moim bliskim. Ważne jest również, żeby przyznawać się do wiary wśród ludzi, dlatego zawsze noszę przy sobie przesłany ze Stowarzyszenia brelok „Nie wstydzę się Jezusa”. Uważam, że nie możemy wstydzić się znaku krzyża na ulicy czy w restauracji przed posiłkiem. Niestety, ludzie często nie wstydzą się złego zachowania, a czują obawy przed przeżegnaniem się w miejscu publicznym. Jestem wdzięczna całemu Stowarzyszeniu i Panu Prezesowi, za to dzieło, jakim jest Apostolat Fatimy, za wspólną modlitwę.


Na temat Objawień Fatimskich czytałam jeszcze przed przystąpieniem do Apostolatu oraz w materiałach, które dostałam już ze Stowarzyszenia. W tych objawieniach największe wrażenie zrobił na mnie niezwykle spektakularny Cud Słońca.


Wiara zajmuje w moim życiu bardzo ważne miejsce i wiele razy pomogła mi w trudnych sytuacjach. A zmagałam się m.in. ze śmiercią i z nałogiem bliskich osób. Wtedy pomogła mi właśnie wiara i Różaniec. Jest to dla mnie wyraźny dowód, że modlitwa działa. Dzięki wierze przestałam się zamartwiać i cieszę się życiem. Często wspominam sobie słowa Pana Jezusa: Niebo i ziemia przeminą, ale słowa Moje nie przeminą.


Uważam, że tzw. pandemia ma bardzo negatywny wpływ na życie religijne wielu ludzi; oddaliła ich od Kościoła i od Pana Boga. Nie podoba mi się to, że z kościołów zniknęła woda święcona. Przecież diabła odpędza się wodą święconą! Nie można aż tak bać się wirusa!


Moją obroną przed obecną sytuacją są słowa Psalmu 91: Kto przebywa w pieczy Najwyższego i w cieniu Wszechmocnego mieszka, mówi do Pana: „Ucieczko moja i Twierdzo, mój Boże, któremu ufam”. To jest dla mnie odtrutka!


Krytycznie patrzę również na rozpowszechniony ostatnio zwyczaj przyjmowania Komunii Świętej na rękę. Dla naszych ojców i dziadów byłoby to nie do pomyślenia. Powinniśmy klękać przed Bogiem. Przecież to sam Bóg przychodzi do nas, a my mamy stać w takim momencie? Trzeba klękać i przyjmować Pana Jezusa z szacunkiem, do ust. Nie na ręce, które są zbrukane i dotykają różnych rzeczy w drodze do kościoła. Przecież ksiądz podczas Mszy Świętej robi puryfikację, uważa, żeby nawet okruszek nie upadł, a tu każdy może brać Ciało Pańskie do ręki… To jest przecież profanacja. Bardzo mnie to boli!


Jeśli chodzi o świętych, to szczególnym nabożeństwem darzę św. Ritę i św. Charbela, których relikwie znajdują się w mojej parafii, a także świętych Tereskę od Dzieciątka Jezus i Ojca Pio. Staram się regularnie uczestniczyć w nabożeństwach ku czci św. Rity w swojej parafii i w krakowskim kościele św. Katarzyny, gdzie biorę udział w obrzędzie poświęcenia róż, które są symbolem św. Rity. Książkę o życiu św. Rity otrzymałam właśnie ze Stowarzyszenia. Dzięki takim lekturom mogę lepiej poznać żywot konkretnego świętego. Prowadzi to też do rozwoju mojej wiedzy religijnej.


Oprac. JK

 


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szczęść Boże!

Serdecznie dziękuję Państwu za wszystkie przesyłki i dewocjonalia, które od Was otrzymuję. Życzę wszelkiego dobra i owocnej pracy. Oby wiara naszych ojców i tradycje zostały ocalone przed nowym potopem – bezbożności i niemoralności. Pamiętam o Was w modlitwie.

Wdzięczna Czytelniczka

 

 

Szczęść Boże!

Szanowna Redakcjo

Jako Wasz stały czytelnik, chciałbym podziękować za wszelkie dobro, jakie od Was otrzymałem. Tym razem proszę pozwolić, że podzielę się z Wami refleksją, jak dobroć ludzka może być wielka.

Życie nasze przemija bardzo szybko, dzień za dniem, chwila za chwilą. Niesie ono wiele wyzwań, z którymi, obojętnie kim jesteśmy, chcąc nie chcąc, musimy się zmierzyć. Dla nas wszystkich takim wyzwaniem na pewno była i jest sytuacja związana z koronawirusem. Dla wielu osób mi bliskich, sądzę, że Wy, Drodzy Czytelnicy, również znacie takie przypadki, zakończyła się śmiercią. Mimo to uganiamy się w życiu za określonym celem.

Zazwyczaj z sentymentem wspominamy dom rodzinny, pełen ciepła, nie zapominając o tradycjach rodzinnych i świątecznych. Obecnie narzekamy, że teraz tak nie jest, jak było kiedyś. Tymczasem do tradycji trzeba nam powracać jak do źródła, aby odnawiać i napełniać na nowo to, co było piękne i bogate, to jest szacunek do człowieka i miłość do Boga.

Nie zapominamy o tym, że Pan Bóg powołał nas do szczęścia. Patrzmy zatem na Matkę Bożą, która jest dla nas wzorem do naśladowania.

Człowiek szczęśliwy to też człowiek, który spełnia się, czyniąc dobro dla innych. Potrafi zauważyć tych, którzy potrzebują pomocy, ofiarować im miłość, szczęście i życzliwość, a czasem i dobra materialne. Przekonałem się o tym, gdy będąc po raz kolejny w Szczawnie-Zdroju, poznałem przesympatyczną profesor, Panią Barbarę z Warszawy. W szczerej, serdecznej rozmowie poinformowałem ją, że jak na obecne czasy, mam sporą gromadkę chrześniaków, – ośmioro. Jeden z nich, Bartosz, potrzebuje stałej opieki i pomocy finansowej, bo jest inwalidą. Staram się mu pomagać, odkąd się urodził, przesyłając jego rodzicom pomoc finansową. Są oni ponadto moimi przyjaciółmi na dobre i na złe.

Moja znajoma Barbara zaoferowała pomoc, inicjatywa wyszła od niej samej, mimo że ciężko choruje. Rodzice mojego chrześniaka przyjęli tę wiadomość z radością i podziwem, że tak dobrzy ludzie są na świecie. Po kilku latach odnalazłem przez przypadek moją studentkę, Alinę z Bieszczad, która również zaoferowała pomoc.

Człowiek szczęśliwy jest wdzięczny, że może pomóc drugiemu i oczekiwać za to wszystko pomocy Bożej. To Jemu przede wszystkim możemy być wdzięczni, że obdarował nas miłością, która jest ukrytym skarbem w naszym sercu. Ten skarb ujawnia się wtedy, gdy sami czynimy dobro. Człowiek szczęśliwy to ktoś, kto odkrył misję swego życia, aby uszczęśliwiać innych potrzebujących. Warto nadmienić, że matka chorego Bartosza często przebywa w szpitalu dla nerwowo chorych.

Każda wzorowa matka przez dobroć i miłość dla swojego dziecka uczy go, jakim winien być człowiekiem. A doznane dobro, dziecko przekazuje dalszym pokoleniom. Rodzice spełniają w ten sposób niezwykle trudne zadanie w swym życiu.

Przecież każdy z nas swoim przykładnym życiem pisze swój życiorys dla potomnych, zgodnie z maksymą „Idź tak przez życie, aby ślady Twoich stóp przetrwały dla potomnych”.

Pozdrawiam Was serdecznie, z wyrazami szacunku i podziwu dla Waszej pracy.

Z Panem Bogiem

Edward z Wielkopolski

Apostoł Fatimy

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Kochani Przyjaciele

Serdecznie Wam dziękuję za modlitwę oraz „Przymierze z Maryją”. Bardzo się cieszę, że jesteście. Jak dobrze mieć świadomość, że są takie osoby, jak Wy, do których można napisać, podzielić się świadectwem.

Kiedy miałam maleńkie dziecko, bardzo się rozchorowałam. Byłam już prawie na tamtym świecie… A jednak widocznie Pan Bóg pokładał we mnie nadzieje. Wyzdrowiałam. Choć było różnie – nawet czasem było tak źle, że prosiłam Pana Boga, bym się już nigdy nie obudziła… Potem jednak znów przychodziły lepsze dni. Dziś jestem pewna, że uratowała mnie wiara i miłość do Pana Jezusa i Jego Matki, którą zaszczepili we mnie moi Kochani Rodzice. I tę wiarę i miłość pielęgnuję po dziś dzień.

Jeszcze raz, Kochani Przyjaciele, dziękuję Wam za modlitwę i Wasze akcje. Niech nigdy w Was nie zgaśnie chęć do pracy. Niech Maryja Zawsze Dziewica wyprasza Kościołowi łaski, a światu pokój. Życzę Wam wielu łask, dużo zdrowia, i wytrwałości na dalsze lata pracy.

Z poważaniem

Gabriela z Chorzowa

 

 

Witam serdecznie!

Pragnę podziękować za słowa uznania i wdzięczności za mój skromny wkład w działalność Stowarzyszenia, a szczególnie dziękuję za Kartę Apostoła Fatimy. To wielka radość dla mnie. Zawsze tę Kartę ze sobą noszę. Cenniejsza jest od karty bankowej. Na niej nie trzeba mieć wkładu, nie trzeba jej aktywować, a cały czas DZIAŁA. Dziękuję raz jeszcze i proszę o modlitwę za mnie i moją rodzinę.

Teresa

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Dziękuję za piękny wizerunek Niepokalanego Serca Maryi. Mam wiele przykładów z własnego życia, gdzie Maryja mnie chroni, pomaga podjąć trudne życiowe decyzje, a nawet ratuje moje bardzo trudne życie. Noszę Ją w sercu od najmłodszych lat. Trudno tak w kilku słowach opisać te wszystkie trudne momenty życia, gdzie pomoc Niebios jest wielka!

Do grona Przyjaciół Waszego Stowarzyszenia dołączyłam niedawno, dzięki „przypadkowi”, ale uważam, że w tym także była ręka Matki Bożej. Dzięki Ci Maryjo za wszystko!

A Wam, Drodzy Przyjaciele, także dziękuję. Niech Pan Bóg błogosławi Prezesa Sławomira Olejniczaka, Redaktorów i całe Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi.

Barbara z Bydgoszczy