Temat numeru
 
Świadczą o Bożym Miłosierdziu

boże miłosierdzieOrędzie Jezusa Miłosiernego za pośrednictwem św. Siostry Faustyny i jej naśladowców rozprzestrzenia się po całym świecie, dotyka wielu serc i sprawia, że coraz więcej ludzi klęka przed trybunałem Miłosierdzia, przystępując do sakramentu pokuty i pojednania, prostuje ścieżki swego życia i otwarcie wyznaje: Jezu, ufam Tobie! Tych dowodów nawróceń, cudów, ale i trwania w powołaniu, stanie, zawodzie właśnie za wstawiennictwem św. Faustyny – jest wiele, są one także żywym potwierdzeniem skuteczności działania Miłosierdzia Boga.


Potwierdziła to także liczba świadectw, jakie napłynęły do nas m.in. od Was, Drodzy Czytelnicy! Część z nich znajdzie się w książce Świadectwo Bożego Miłosierdzia, obok poruszających historii, jakie opowiedzieli nam znani artyści, dziennikarze, sportowcy. Niektóre publikujemy jednak już teraz w „Przymierzu z Maryją”, by niosły wieść o niezgłębionym Miłosierdziu Bożym.
 
Przemysław Babiarz:
GŁĘBOKIE DOŚWIADCZANIE JEZUSA

Żyjemy w czasie wielkiego zapotrzebowania na świętych. Błogosławiony Jan Paweł II znakomicie to czuł. Współczesność domaga się tych przykładów ludzi bezkompromisowych, którzy dali świadectwo własnym życiem.
 
W swojej historii Kościół ma cztery kobiety, które stały się Doktorami Kościoła: św. Teresę z Avila, św. Katarzynę ze Sieny, św. Teresę od Dzieciątka Jezus i św. Hildegardę z Bingen. Myślę, że piątą kobietą Doktorem Kościoła będzie św. Siostra Faustyna. Wprawdzie nie przeczytałem całego Dzienniczka, ale kiedy wchodzi się w tę lekturę, nie ma żadnych wątpliwości, że mamy do czynienia z wielowarstwowym opisem tak głęboko zanurzającym się w relacji między Bogiem a człowiekiem, że to jest właśnie to bycie na poziomie Doktora. Jest w tym objawieniu coś niesłychanie optymistycznego, ponieważ kolejny raz potwierdza się, że Pan Bóg do nas mówi przez ludzi, którzy na pierwszy rzut oka w hierarchiach tego świata byliby albo niezauważeni, albo pominięci. Św. Faustyna pochodziła z rodziny ubogiej, w zakonnej hierarchii była nisko, nie miała wykształcenia, żadnych podstaw filozofii, teologii itd. Wszystko, co pisze, wynika z głębokiego doświadczenia, z życia. Ta jej niezwykła relacja z Panem Jezusem… Jeśli my byśmy mieli choć jedno takie doświadczenie, chodzilibyśmy z pewnością 10 cm nad ziemią. A ona stacza nieustanną walkę pomiędzy tym, co ma w sercu, a tym, co ją otacza – cały czas jest sprawdzana przez swoich przełożonych, sama siebie sprawdza, nawet Pana Jezusa sprawdza, czy nie jest tylko jej przywidzeniem.
 
OJCIEC W STANIE GOTOWOŚCI
 
Z Koronką do Bożego Miłosierdzia zetknąłem się dosyć późno, nie więcej niż 10 lat temu. Zaskakujące było dla mnie to, że odmawia się ją też na różańcu, że ten rytm jest taki sam. Myślałem: miłość, miłosierdzie – to są synonimy, a o miłości jako głównym przykazaniu wiemy od samego Pana Jezusa, więc cóż to za odkrycie? Bardzo powoli docierała do mnie myśl, że ja, że każdy człowiek potrzebuje takiego poczucia, że w każdej chwili, z każdej sytuacji życiowej, nawet największego błędu można wrócić.
 
Jeśli byśmy porównywali Boże Miłosierdzie do przypowieści o synu marnotrawnym, gdzie ojciec wychodzi przed dom, aby powitać syna, to w przesłaniu św. Faustyny Ojciec nie tylko wyszedł przed dom w pół drogi, ale stoi tuż przy tym człowieku, który być może za chwilę spróbuje wstać. Czyli Pan Bóg widzi, że współczesny człowiek jest na tyle słaby, że trzeba mu dać bardzo daleko idącą szansę. Wiadomo, że wola człowieka jest do tego konieczna, ale na każde najmniejsze jej drgnienie Pan Bóg od razu jest w gotowości. Widocznie we współczesnym świecie, w którym jesteśmy atakowani gigantyczną liczbą informacji, fałszywych idei, złych tropów – to miłosierdzie jest nam dane jak ostatnie koło ratunkowe.
 
WEWNĘTRZNE UMOCNIENIE
 
Podobnie jest z rytmem odmawiania Koronki, jej językiem (poezja najwyższych lotów!) – wyzwala on dzisiejszego spieszącego się człowieka ze zgiełku rzeczywistości. Na co dzień przemawiamy innym językiem niż język Koronki, bardziej potocznym. Odmawiając ją, napełniamy się czymś, co przebija w nas tę skorupę potoczności. To rodzaj takiej modlitwy ustawicznej, która otwiera nas na zupełnie inną perspektywę. To dowód na to, że Kościół jest żywy i autentyczny. Ponadto prostota tej modlitwy powoduje, że mamy łatwość natychmiastowego jej odmawiania. Odmówienie jednej dziesiątki zajmuje do 60 sekund, więc jeżeli człowiek może wyrwać się z kontekstu zdarzeń, to zyskuje niesłychane umocnienie wewnętrzne, które przychodzi do nas przez tak prostą i krótką modlitwę.
 
Radosław Sawczyński:
CUDOWNE NAWRÓCENIE
Będąc z pielgrzymką w Częstochowie w 2007 roku, powiedziałem Matce Bożej: Wiem, że dzieją się tu cuda. Jak się jakiś stanie, to uwierzę. I Pani Jasnogórska wysłuchała mojego wołania. Rezultatem tego była spowiedź z całego życia w Wieczerniku. Jako pokutę zadano mi pójść do Kaplicy Wieczystej Adoracji na Jasnej Górze. Wystawiony był Najświętszy Sakrament. Uklęknąłem przed obrazem Jezusa Miłosiernego. Patrząc na niego, zauważyłem, jak na Czole i Dłoniach pojawia się Krew. Spływała z obrazu. Klęczałem jak nieruchomy i straciłem kontakt ze światem. Potem, będąc na placu jasnogórskim, opowiedziałem naszej liderce ze wspólnoty, co widziałem. Powiedziała, że były to grzechy, które tak raniły Pana Jezusa.
Tak zaczął się mój powrót z mroku ciemności do Światła Prawdy.
 
Wiesław Gul:
JEZUS CHRYSTUS JEST MOIM PANEM

Miałem problem z uzależnieniami. Przez prawie 20 lat paliłem papierosy, nie potrafiłem ich rzucić, gdyż uważałem, że to jest jedyna moja przyjemność. Ja po prostu kochałem palić… Niestety, nie myślałem, że zabijam powoli siebie i niszczę zdrowie innych. Pewnego dnia Pan Jezus pojawił się w moim życiu jako mój Pan i Zbawca. Był to czas Wielkanocy, rok temu, gdy miałem 34 lata. Zabrał ode mnie ten nałóg, jakby go w ogóle nie było.
Doświadczyłem również uwolnienia od hazardu, w który byłem uwikłany przez 10 lat. Wydawałem wiele zarobionych pieniędzy, aby mieć ich jeszcze więcej. Chciwość i pycha grały pierwsze skrzypce, a ja myślałem, że to jest dobre, że mi na czymś zależy, że jestem wytrwały w dążeniu do celu. Jednak to nie było prawdą; hazard niszczył mnie i moją żonę. Pomoc przyszła znowu od Pana Jezusa. Przy czytaniu Pisma Świętego dostałem słowa, które nakazały mi, abym z tym skończył. Pan Jezus dotknął mnie aktem zaufania i wiary w Niego i nałóg hazardu minął. Chwała Panu!
Doświadczyłem też uzdrowień cielesnych. Chorowałem na kamienie nerkowe. Lekarze uczynili wszystko, co mogli, byłem kierowany na rozbijanie kamieni, ale to nie pomogło. Zostałem zapisany do szpitala w celu wykonania zabiegu wydobycia kamieni, przyznaję, że się bałem. Pomoc znowu przyszła od Pana Jezusa – obyło się bez zabiegu, bo zdjęcie nie pokazało kamienia.
 
Minął rok, jak żyję z Panem Jezusem i tak naprawdę wydarzyło się przez ten czas więcej dobrego niż mógłbym sobie wyobrazić. Obecnie Zbawiciel obdarza łaskami mnie i moją żonę, mogę tylko powiedzieć, że dotyczy to dzidziusia, o którego staraliśmy się przez 7 lat bez nadziei, jaką dawali nam lekarze, ponieważ moja żona choruje na endometriozę, przeszła kilka operacji laparoskopowych, a jednak Pan Jezus znowu przychodzi ze swoją mocą i obietnicą, którą pragnie spełnić. Słowo Pana jest ponad wszystko. (…)
 
Ufajcie, po prostu ufajcie, ale bez zwątpienia. Pan Jezus czeka, aby nas poprowadzić, mnie już prowadzi i bardzo mnie zaskakuje. Panie Jezu, prowadź mnie Twoją drogą! Jezu, Ufam Tobie!
 
Kasia Bierszacka:
BÓG OKAZAŁ MI SWOJE MIŁOSIERDZIE

Parę lat temu, kiedy stojąc w kolejce na poczcie, przeglądałam różne foldery oraz reklamy, wśród nich zainteresowała mnie ulotka, gdzie można było zupełnie za darmo zamówić książkę o świętej Faustynie i Miłosierdziu Bożym. Oczywiście zamówiłam ją, z niecierpliwością na nią czekałam, i w końcu doszła… Zaczęłam czytać i wówczas miałam uczucie, jakby ogarniał mnie niesamowity spokój. Byłam tylko ja i św. Faustyna, która najpierw opowiedziała mi swoją historię, a później opowiadała o bezgranicznym Miłosierdziu Bożym.
 
Od tej chwili bardzo pragnęłam pojechać do Łagiewnik, nawiedzić jej relikwie oraz odwiedzić celę św. Faustyny, gdzie mieszkała i gdzie objawiał jej się Miłosierny Jezus Chrystus. Dzięki Bożemu Miłosierdziu w niedługim czasie udało mi się pojechać do Łagiewnik. Przeżycia miałam niesamowite. Zakupiłam Dzienniczek św. Faustyny i do teraz z nim się nie rozstaję. Czytam go codziennie, kończę i zaczynam od nowa, i za każdym razem odkrywam coś nowego, mam wrażenie, że czytam go po raz pierwszy.
 
Jestem czcicielką Bożego Miłosierdzia i zarażam tym innych. Ponieważ mam tę świadomość, że moje wszystkie prośby kierowane do Bożego Miłosierdzia za wstawiennictwem św. Faustyny zostały wysłuchane! A było ich dużo…
 
Mój mąż z człowieka agresywnego, pysznego i znęcającego się psychicznie nade mną i dziećmi, stał się czułym, kochającym, opiekuńczym, cudownym człowiekiem, z którego jestem dumna. Po 15 latach małżeństwa stał się moim najlepszym przyjacielem, jesteśmy teraz nierozłączni, wspiera mnie we wszystkim, gotuje, ma świetny kontakt z dziećmi. Ale nie byłoby tak słodko, gdyby Bóg nie okazał mi Swojego Miłosierdzia. Ubóstwiam Go za Jego bezinteresowną miłość.
 
Codziennie o godzinie 15.00 odmawiam Koronkę do Bożego Miłosierdzia oraz modlitwę o uproszenie łask za przyczyną świętej Faustyny. Pragnę, aby wszyscy poznali Boże Miłosierdzie i doświadczyli cudownych łask za przyczyną św. Faustyny.
 
Joanna Mysiakowska:
DO WIECZORA PO BÓLU NIE BYŁO ŚLADU

W Wielką Sobotę bardzo mocno bolało mnie gardło, z każdą godziną ból się nasilał. Nie pomagały zażywane lekarstwa. Ból sprawiał, że nie miałam ochoty na prowadzenie żadnych, nawet najmniejszych rozmów z moimi bliskimi.
 
O godzinie 15.00 postanowiłam przyłączyć się do modlitwy transmitowanej przez Radio Maryja w godzinie Miłosierdzia Bożego. Trzymając w ręku różaniec, odmawiałam Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Podczas modlitwy nie prosiłam Pana Jezusa w jakiś szczególny sposób o uzdrowienie mojej dolegliwości. Może gdzieś podświadomie prosiłam o to Pana Boga. Prawdziwy cud wydarzył się po zakończeniu audycji radiowej. Już po 30 minutach, kiedy jadłam obiad, zaczęłam odczuwać ulgę. Ból stopniowo się zmniejszał i do wieczora nie było już po nim śladu. Zostałam uzdrowiona!
Jezus Miłosierny obdarzył mnie wielką łaską. Alleluja!
 
Wysłuchał i opracował Michał Wikieł

"Przymierze z Maryją" dociera regularnie do ponad 430 tysięcy osób. Dołącz do grona naszych Przyjaciół i zostań stałym czytelnikiem czasopisma.

NAJNOWSZE WYDANIE:
100. jubileuszowy numer
Drodzy Przyjaciele,
Przymierze z Maryją – te dwa słowa będące tytułem pisma, którego 100. numer otrzymujecie właśnie do rąk, mogą być jednocześnie receptą na wszystkie problemy osobiste, problemy naszej Ojczyzny, świata i Kościoła.
Przymierze oznacza szczególną relację, związek, więź. Przywodzi ono na myśl historię Narodu Wybranego i tę szczególną więź, jaka łączyła go z Bogiem. Przede wszystkim kojarzy się jednak z Nowym Przymierzem, które zostało zawarte z Bogiem poprzez Ofiarę Jezusa Chrystusa i Jego Zmartwychwstanie.


UWAGA!
Przymierze
z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE
 
Spotkanie z Maryją
Karol Wolniakowski

W dniach 5–8 maja odbyła się kolejna pielgrzymka Apostołów Fatimy, której miałem zaszczyt być jednym z opiekunów. Były to wyjątkowe cztery dni wypełnione obecnością Matki Bożej.

 

Na pierwsze spotkanie z uczestnikami wyjazdu, które odbywało się na krakowskim Kazimierzu, poszedłem lekko stremowany, ponieważ pierwszy raz miałem wyjeżdżać za granicę jako opiekun grupy. Cała trema i niepewność zniknęły jednak dość szybko. Zobaczyłem pielgrzymów pełnych wigoru i zapału, niemogących się doczekać, by odwiedzić Maryję w Fatimie.

 

Pielgrzymka rozpoczęła się już o trzeciej rano, przejazdem na lotnisko w Balicach. Pomimo że dla większości z nas był to pierwszy lot samolotem, na twarzach pielgrzymów nie dało się zauważyć strachu. Wręcz przeciwnie. Wszyscy wiedzieli, że nie może przydarzyć się nam nic złego, ponieważ udajemy się do Matki, której zawierzyliśmy powodzenie naszej wyprawy.

 

Sama Portugalia przywitała nas pięknym słonecznym niebem, wraz z przyjemnie chłodzącymi, delikatnymi podmuchami wiatru. Nie mogliśmy z tego nie skorzystać i nasze odkrywanie kraju trojga fatimskich pastuszków rozpoczęło się zaraz po wylądowaniu w malowniczo ułożonej na brzegu oceanu Lizbonie, którą przejechaliśmy wzdłuż i wszerz. Po tej przejażdżce, wyruszyliśmy do Fatimy.

 

Po przyjeździe do hotelu nikt nie marnował czasu na długi odpoczynek. Jeszcze przed kolacją w zarezerwowanej dla nas kaplicy towarzyszący nam kapłan, ks. Przemysław Drąg, odprawił dla nas nabożeństwo, a późnym wieczorem udaliśmy się na plac przy Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej, w miejsce gdzie 101 lat temu Maryja poleciła wybudować świątynię. Zebraliśmy się tam wraz z tysiącami wiernych, aby uczestniczyć we wspólnym Różańcu i procesji ze świecami.

W Fatimie nie było czasu na nudę. Pomimo bardzo napiętego terminarza, nikt nie narzekał na zmęczenie. Maryja dodawała sił nam wszystkim.

Nazajutrz, zaraz po porannej Mszy Świętej, zwiedziliśmy muzea fatimskie, by następnie odprawić Drogę Krzyżową w miejscu, gdzie pastuszkowie spotkali Anioła, który zapowiedział im Objawienia Matki Bożej. Oczywiście nie mogliśmy pominąć malowniczego miasteczka Aljustrel, gdzie urodzili się i wychowali św. Franciszek i św. Hiacynta Marto oraz ich kuzynka, Łucja dos Santos. To jednak nie był koniec pełnego wrażeń dnia. Zaraz po kolacji przenieśliśmy się na plac, gdzie rozpoczęliśmy palenie ponad 200 świec przesłanych przez polskie rodziny w ramach akcji „Twoje światło w Fatimie”.

 

Trzeci dzień naszej pielgrzymki przeznaczony został na zwiedzanie. Po Mszy Świętej wyruszyliśmy do urokliwej miejscowości Batalha, gdzie podziwialiśmy klasztor Matki Bożej Zwycięskiej, postawiony jako wotum wdzięczności króla Jana I za zwycięstwo w bitwie pod Aljubarrotą, które przyniosło Portugalii niepodległość. Monumentalne wnętrze wapiennej budowli, będące perłą manuelińskiego stylu gotyckiego, każdego z nas wprawiło w zachwyt.

 

Niemniej podniosłe uczucia towarzyszyły nam w opactwie cystersów Santa Maria de Alcobaça, podobnie jak Batalha wpisanego na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Dzień zwiedzania zakończyliśmy w Nazaré, gdzie z tarasu widokowego zobaczyliśmy wspaniałą panoramę wybrzeża Oceanu Atlantyckiego.

 

Czwarty i zarazem ostatni dzień upłynął nam na podróży do Krakowa. Choć nasza przygoda z Fatimą dobiegła końca, każdy z uczestników mógł czuć się w pełni usatysfakcjonowany. Wyruszyliśmy do Portugalii pełni nadziei i oczekiwania na spotkanie z Maryją, wróciliśmy szczęśliwi i wypełnieni Matczyną miłością.


Listy od Przyjaciół
 
Listy od Przyjaciół

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

 

Na wstępie pragnę wyrazić moją wdzięczność za przysyłane mi materiały… Jako Apostoł Fatimy staram się codziennie szczerze modlić. Staram się też dawać świadectwo choćby w rozmowach z ludźmi, których spotykam na swej drodze, a szczególnie z młodzieżą gimnazjalną, z którą mam styczność. Odpowiadając na ich różnorakie problemy, przytaczam im przykład Objawień Matki Bożej w Fatimie i postawę pastuszków, którzy mimo młodego wieku, tyle wycierpieli, a jednak nigdy nie zapomnieli o modlitwie i rozważaniu Różańca. Co więcej, odmawiali sobie przyjemności, podejmując wiele wyrzeczeń, do których nie byłby zdolny niejeden dorosły.

 

Ja też – ze Zbawicielem – niosę swój krzyż, którym jest choroba mojego syna, Marcina. W wieku 28 lat zachorował na schizofrenię. Ktoś, kto ma lub miał wśród najbliższych kogoś z tą chorobą, potrafi w pełni zrozumieć mój ból, zwłaszcza, że syn mając już 37 lat nadal uważa się za zdrowego i nie chce się leczyć. Od skończenia studiów nie jest w stanie podjąć pracy. Każda moja próba namówienia go na to, by starał się o rentę, bardzo go irytuje. Pozostaje mi jedynie modlitwa w jego intencji i w niej pokładam nadzieję. Syn już raz doznał łaski uzdrowienia – został uleczony z reumatoidalnego zapalenia stawów. Stało się to podczas wizyty Jana Pawła II w Siedlcach w 1999 roku. Syn przebywał wówczas w tutejszym szpitalu na oddziale ortopedycznym. Nam wtedy było dane być bliżej papieża i gorąco modliliśmy się o zdrowie dla syna. Od tego czasu po chorobie nie ma śladu. Nieustannie przypominam synowi to zdarzenie. Wierzę, że Bóg go nie opuści. Jak każda matka chciałabym, aby syn znalazł swą drogę życiową, abym mogła spokojna odejść do Pana. Proszę o modlitwę do Matki Najświętszej w intencji Marcina, licząc na to, że Najlepsza Matka rozumie ból matki. Pan Jezus powiedział przecież: „Proście, a będzie Wam dane”…

 

Pozdrawiam Was serdecznie i modlę się o błogosławieństwo Boże dla całego Apostolatu Fatimy.

Elżbieta z Siedlec

 

 

Droga Redakcjo!

 

Dziękuję serdecznie za przesyłanie tak wartościowej literatury jaką jest „Przymierze z Maryją”. Treści w nim zawarte i problemy tam poruszane stanowią dla mnie oraz moich sąsiadów rzetelną informację na tematy związane z Kościołem w Polsce i na świecie. Obecnie sytuacja moja i mojej rodziny nie jest łatwa, lecz polecam nas wszystkich Opatrzności Bożej. Polecam również Bogu Jedynemu Wasze dzieło i Waszą pracę. Jeszcze raz dziękuję za wszystko i pozdrawiam serdecznie. Szczęść Boże!

Edward z Częstochowy

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

 

Dziękuję z całego serca za modlitewne wsparcie. Głęboko wierzę, że Fatimska Pani ma mnie i moją rodzinę w Swojej opiece. Przekonałam się o tym, gdy przyszło się nam zmierzyć z chorobą nowotworową męża. W lutym 2015 roku przeszedł trudną, trwającą 13 godzin, operację. Usunięto mu guza dna jamy ustnej i języka. Wszyscy mówili, że nie będzie mówił, że będzie miał problemy z połykaniem. Wszystko to było bardzo przerażające. Kiedy zobaczyłam go po operacji, byłam pełna wątpliwości. Wtedy chciałam być tylko sama, daleko od ludzi. W pewnej chwili powiedziałam sobie: „przecież on żyje, a ty musisz zrobić wszystko, żeby wyzdrowiał”. Wtedy zawierzyłam go Bogu Miłosiernemu i Matce Bożej. Cały czas jednak czułam lęk o jego życie i miałam wątpliwości, czy sobie z tym wszystkim poradzę. Wtedy otrzymałam od mojej siostry Nowennę Pompejańską. Już pierwszego dnia modlitwy zaczęłam odzyskiwać spokój wewnętrzny i głęboko wierzyłam, że mój mąż zostanie uzdrowiony. Z dnia na dzień ten spokój się pogłębiał, a ja zaczęłam poświęcać coraz więcej czasu na modlitwę. Każdego dnia odmawiam Różaniec, Koronkę do Bożego Miłosierdzia oraz inne modlitwy. Te około 1,5 godziny dziennie, które na to przeznaczam, pozwala mi się wyciszyć i jest moją siłą do działania. Czuję, że z Bogiem mogę wszystko. Mam w sobie tyle siły i wierzę, że wystarczy mi jej na długo. Wiem, że to wszystko stało się i dzieje się za przyczyną Miłosiernego Jezusa i Najświętszej Maryi Panny. Modlitwa różańcowa jest moim oparciem i błogosławieństwem na każdy dzień.

Serdecznie pozdrawiam

Elżbieta ze Zduńskiej Woli

 

 

Szanowny Panie Redaktorze!

 

Dopiero od niedawna otrzymuję pismo „Przymierze z Maryją” i przyznam, że zaskoczyła mnie informacja o jego tak długim stażu. Szczerze gratuluję tego Jubileuszu, będącego efektem wytrwałej pracy, a przede wszystkim wiary w sens tego posłannictwa.

Jako siedemdziesięciolatek, śledzący nie od dziś wydawnictwa religijne, jestem pod wrażeniem poziomu pisma, podejmowanych tematów i wnikliwości autorów w ich przedstawianiu. Oczywiście – moim zdaniem – istnieją także punkty słabsze albo wywołujące kontrowersje, ale to poniekąd naturalne. (…)

Raz jeszcze gratuluję i – wyrażając szczere uznanie dla pracy Autorów i Wydawcy – życzę owocnej apostolskiej siejby. Szczęść Boże!

Z uszanowaniem

Jerzy z Rybnika

Kochani moi!

 

Dziękuję Bogu za to, że Wasz Instytut istnieje, rozwija się i tak pięknie pracuje dla większej chwały Bożej. Przed laty zachorowałam na nowotwór narządów rodnych. Podjęłam ten krzyż i zwróciłam się o pomoc do Boga z wielkim zaufaniem, aby dodał mi sił. Wszystkie moje cierpienia każdego dnia łączyłam z nieskończonymi zasługami Męki i Śmierci Jezusa Chrystusa, i ofiarowywałam je za nawrócenie grzeszników, za wszystkie dusze w czyśćcu cierpiące, za zbawienie dusz. I to czynię do dzisiaj. Bóg w Swej hojności udzielił mi o wiele więcej łask, niż prosiłam. Pół roku później byłam już po leczeniu. Cały czas czułam pomoc Bożą i opiekę najlepszej z matek, Maryi. Bóg uzdrowił mnie całkowicie. Wróciłam do pracy – jestem pielęgniarką na oddziale wewnętrznym. Jest mi ciężko, bo sił fizycznych mam mniej niż przed chorobą, ale czuję pomoc Trójcy Świętej i Maryi. W moim życiu Bóg jest na pierwszym miejscu i Jego wola jest w pierwszej kolejności do wypełnienia. Chcę każdemu mówić, że jarzmo Boga jest słodkie, a brzemię lekkie, jeśli wszystko odda się Jemu.

 

Pozdrawiam Was, którzy z miłości do Maryi i Jej Syna podejmujecie tak wspaniałe dzieło. Niech Królestwo Jezusa Chrystusa rozszerza się na serca, które jeszcze Go nie znają. Szczęść Boże!

Maria