Temat numeru
 
Nie zabijaj – wybierz życie!

Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię. Nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię (Jr 1,5). To są słowa Pana Boga skierowane przez proroka Jeremiasza do każdego z nas… Nikt z nas na tym świecie nie pojawia się przypadkowo. Każdy człowiek ma do wykonania zadanie w dziele Bożego zbawienia. Zabicie dziecka to wielka ingerencja człowieka w ten Boży plan.

Tymczasem na całym świecie w ciągu ostatniego półwiecza dokonano od 1,5 mld do 2 mld zabiegów przerwania ciąży. W naszym kraju w 2007 roku próbowano zapisać w Konstytucji prawną ochronę życia ludzkiego od poczęcia, ale projekt ten nie został zaaprobowany przez Sejm. Prawodawcy dopuszczają więc aborcję, a w innych krajach także eutanazję. Zatem gdy prawo jest niegodziwe, nie ma mowy o porządku moralnym i rozwoju społeczeństwa.

 

W naszej Ojczyźnie nadal więc można legalnie niszczyć życie nienarodzonych, bezbronnych istot. Dlaczego? Bo być może ta bezbronna istota urodzi się chora? Bo być może zagrozi ona życiu matki? A tak naprawdę największe spustoszenie w życiu przyszłej matki czyni właśnie okrutne i niegodziwe pozbycie się rozwijającego się w niej nowego życia. Aborcja jest bowiem brutalną ingerencją w naturalne funkcjonowanie kobiecego organizmu. Jest głębokim, niezmiernie poważnym okaleczeniem kobiety – fizycznym, psychicznym i duchowym.

 

Dlaczego kobiety decydują się na aborcję?

Nie zawsze kobieta, zgłaszając się do lekarza, jest przygotowana na informację, że została matką, że pod jej sercem rozwija się człowiek. Wiadomość ta dla jednych jest wielką radością, dla innych zaś – informacją wręcz przerażającą, gdyż z różnych względów potencjalna matka nie jest przygotowana na przyjęcie dziecka. Informację o poczętym życiu nierzadko kobiety przyjmują jako dramat – przeżywają rozdarcie. Nagle pojawiają się wątpliwości, strach przed odrzuceniem, utratą partnera, „swobodnego”, „beztroskiego” życia (nawet w małżeństwach). Czasem wiąże się to z ogromnym lękiem przed trudami samotnego wychowywania dziecka lub skomplikowaną sytuacją życiową. Brakuje też duchowego i moralnego wsparcia oraz odpowiedzialności za prokreację. Ta odpowiedzialność istnieje wśród małżonków prawidłowo uformowanych moralnie i duchowo.

 

Jeśli jednak małżonkowie stosują antykoncepcję, wówczas zwiększony jest lęk związany z poczęciem i, niestety, często bywa podejmowana decyzja o pozbyciu się niechcianej ciąży.

 

W rodzinach prawidłowo ukształtowanych, które biorą moralną i duchową odpowiedzialność za swoje zachowanie, w których panuje rozwój duchowy i miłość, nie ma takich dylematów.

 

Poraniona młodzież

Z wielkim przerażeniem patrzę na małoletnią młodzież, która w bardzo młodym wieku rozpoczyna kontakty seksualne. Kiedy w latach 80. spotykałam się z młodzieżą, sytuacja była znacznie lepsza, a dziś jestem wstrząśnięta, gdy podczas spotkań z młodymi ludźmi okazuje się, że inicjacja seksualna rozpoczyna się w coraz młodszych klasach. Zdaniem chłopców, którzy rozpoczęli współżycie, duży wpływ odgrywają tu wyzywające stroje dziewcząt. Dziewczyna w wieku 16 lat opowiada, że jest po wielu aborcjach. Matka zawsze zawoziła ją do ginekologa prywatnie, by pozbyć się „problemu”, jakim było poczęte dziecko. Jakiż mocny jest u niej później syndrom poaborcyjny. Bywa, że przez całe życie będzie doświadczała ciągłego poczucia żalu i winy, stanów lękowych lub ciężkich depresji. Na długie lata zostaje pozbawiona wewnętrznego spokoju i harmonii. Ale nie tylko ona cierpi. Cierpi także młody ojciec poczętego, a potem zabitego dziecka. Przeraża też fakt, że mimo oficjalnego zakazu aborcji, nie ma problemu z zabiciem dziecka na każdym etapie rozwoju. Czasem bywają utrudnienia związane z brakiem pieniędzy, ponieważ jeśli dziecko jest duże, to jego zabicie więcej kosztuje. Ogromny wpływ na taką sytuację ma współczesna laicka kultura, wczesne wychowanie seksualne, pornografia, telewizja, zła lektura i wiele innych czynników. Podejmowanie właściwej decyzji uzależnione jest od sfery moralnej i duchowej. A ta najczęściej jest zniszczona przez laickie lub antyreligijne wychowanie. W życiu tych młodych ludzi, którzy decydują się na aborcję, panuje chaos – przede wszystkim w życiu duchowym. W rodzinach tych młodych osób nie ma czasu na rozmowy, na wspólne rozwiązywanie problemów, nie ma prawdziwej miłości zdolnej do ofiary, a w życiu duchowym jest pustka. Są kłótnie, agresja i przemoc. Dzieci z takich rodzin przeważnie decydują się na aborcję, gdyż same nie znają prawdziwej Bożej Miłości. Ci młodzi ludzie, tak jak każdy człowiek, poszukują miłości i szczęścia. Nie znajdują ich w domu, poszukują gdzie indziej – niestety często także w jej namiastce – rozbudzonej erotyce.

 

Krew niewinnie przelana głośno woła do Boga

Tę prawdę przypomina Jan Paweł II w encyklice „Evangelium Vitae”. Nie zapominajmy, że gdy ginie dziecko, to tylko pozornie cierpi jedna osoba. Profesor Bernard Nathanson w filmie „Niemy krzyk” pokazał, że torturowane i zabijane dziecko cierpi jak dorosły. Gdyby matki miały świadomość, jak brutalnie i okrutnie rozrywane są ciała ich dzieci, z jakim przerażeniem te bezbronne istoty płaczą i krzyczą, choć ich krzyk jest niemy i bezgłośny, być może nie dałyby zgody na taką zbrodnię. To malutkie, bezbronne dziecko staje się męczennikiem idącym do Ojca w Niebie. Każda aborcja to wielkie żniwo dla szatana, bo pozostają splamione niewinną krwią sumienia: decydentów, czyli polityków wydających ustawy,  rodziców, lekarzy, całego personelu medycznego, wszystkich osób, które przyczyniły się do zabicia. Ci wszyscy ludzie objęci są ekskomuniką. Sumienia tych wszystkich osób są zranione. Rany te może uleczyć tylko Bóg – często podczas dobrej spowiedzi, ale w wielu sytuacjach – u egzorcysty. Bóg przebaczy zawsze, gdy człowiek wyraża prawdziwą skruchę i żal.

 

Żaden psycholog nie jest w stanie skutecznie pomóc tym osobom, jeśli one nie zwrócą się z ufnością do Boga. My także poprzez ofiarę, post, modlitwę, adorację Najświętszego Sakramentu możemy wyprosić nawrócenie tych, którzy umarli duchowo przez dokonaną aborcję. By sytuacja ulegała poprawie, potrzeba przebaczenia, duchowego odrodzenia w rodzinach i wielkiej modlitwy, która wzniesie się do Nieba.

 

Syndrom dziecka ocalonego

Niepokojące są zachowania w rodzinach, w których są już dzieci, a matka zabija kolejne – żyjące dzieci zaczynają odczuwać lęk, zagrożenie swego życia, brak ufności, rozpoczynają się kłótnie, często agresywne zachowania. Bywa też, że matka miała zamiar zabić dziecko i pod wpływem czegoś zmieniła decyzję. Wtedy u narodzonego dziecka (czasem długo) pojawia się tzw. syndrom dziecka ocalonego. Zdumiewa fakt, że kiedy matka postanawia zabić poczęte, maleńkie, np. zaledwie pięciotygodniowe dziecko, ono w jakiś przedziwny sposób to odczuwa. Mimo że matka odstępuje od powziętej wcześniej decyzji, mimo że zaakceptuje rozwijające się w niej życie, nawet pokocha swoje maleństwo, łatwo później rozpoznać u takiego dziecka syndrom dziecka ocalonego. Cierpienia takiego dziecka są tak duże, że niekiedy leczenie odbywa się w oddziale psychiatrycznym, w którym mimo wszystko nie odzyskuje ono równowagi psychicznej.

 

Może je uleczyć jedynie prawda. Odnajdzie równowagę psychiczną, jeśli dowie się prawdy od swej matki i jej przebaczy. Podobnie bywa w sytuacji syndromu poaborcyjnego, w którym równowaga duchowa powraca, gdy matka przebacza wszystkim, którzy przyczynili się do zabicia jej dziecka. Przebaczenie jest jednak trudne, a najtrudniej jest przebaczyć sobie i zaufać Bożemu Miłosierdziu. Czasem wystarczy bardzo dobry rachunek sumienia, dobra spowiedź, a czasem nie obejdzie się bez egzorcysty. Pamiętajmy, że każda osoba, nawet najbardziej obciążona grzechem, jeśli zaufa Jezusowi, otrzyma łaskę nawrócenia, doświadczy, że Jego Miłosierdzie jest tak wielkie, iż największy grzesznik może stać się największym świętym.

W każdej rodzinie prawidłowo ukształtowanej, gdzie wartości duchowe są rozwijane, przestrzegane i pielęgnowane, furtka dla Złego jest zamknięta. To w tych rodzinach panuje Miłość zdolna do ofiary. Pojawiające się cierpienie staje się wtedy ofiarą zanoszoną w duchu Miłości do Boga. Połączone z wielką modlitwą, postem, adoracją Najświętszego Sakramentu – ma wielką moc na niezliczone Boże łaski, które zdolne są przemieniać nawet najbardziej zatwardziałe ludzkie serca.

 

Wielcy świadkowie naszych czasów

Znani publicznie aborterzy, jak wspomniany już prof. Nathanson, uznający siebie za ateistę, (sam zabił ok. 5 tys. dzieci, a odpowiedzialny był za 75 tysięcy w prowadzonej przez siebie klinice) stwierdził, że często zmuszony był zmieniać kadrę lekarską, gdyż w ich praktyce na samym początku pojawiał się alkohol, środki uspokajające, a w małżeństwach – kłótnie kończące się często rozwodami. Nie mogli pracować dłużej niż trzy miesiące. Prof. Nathanson nie mógł znieść psychicznie grupy ludzi modlących się pod jego kliniką, to go dręczyło, aż ostatecznie zamknął się w swym domu i chciał popełnić samobójstwo. Wtedy ktoś zapukał do drzwi jego mieszkania… Okazało się, że to ksiądz katolicki. Był płacz, długa spowiedź, nawrócenie zakończone przyjęciem chrztu i pełnym radosnym powrotem do Boga. Pamiętam wielki ból na jego twarzy, a po chrzcie dziecięcą radość. Niedługo potem zmarł.


Nieco inaczej przebiegała droga nawrócenia dr. Stojana Adasevica, serbskiego abortera, który jako lekarz w dawnej komunistycznej Jugosławii zmuszany był do wykonywania aborcji. W ciągu 26 lat zabił około 48 tysięcy dzieci. Przez pewien czas każdego dnia śniły mu się dzieci i pilnująca ich osoba, którą okazał się św. Tomasz z Akwinu. Jako wyznawca prawosławia, nie wiedział, kim jest ów człowiek. Niebawem jednak go poznał, a święty, niczym Boży wysłannik, pomógł mu wrócić do Boga.

 

Nie zabijajmy własnych dzieci

Pamiętajmy, że niezależnie od tego, czy człowiek jest wierzący, czy nie – otrzymuje wielki dar od Pana Boga, jakim jest sumienie. Jest to Dekalog wpisany  w nasze serca niczym „kamienne tablice”. Bóg dał nam wolną wolę. To my decydujemy o wyborach. By nasze sumienia znarkotyzować, aborterzy używają zastępczych słów, np. aborcja, eutanazja, przerwanie lub zakończenie ciąży, terminacja ciąży. Kobiety często pod wpływem tych określeń, zupełnie nieświadome tego, co to naprawdę znaczy, podejmują decyzję o zabiciu bezbronnego człowieka, która pozostawia w nich ogromną ranę duchową. Ma ona potem odzwierciedlenie w całym życiu rodzinnym, społecznym i narodowym. Powiem więcej – ma wpływ na losy całego świata.


Jakże znamienne, trafne i prawdziwe są słowa bł. Matki Teresy z Kalkuty, laureatki Pokojowej Nagrody Nobla, wypowiedziane w 1994 roku podczas międzynarodowej konferencji ONZ w Kairze. Matka Teresa tak przedstawiła konsekwencje legalizacji zbrodni aborcji: Wiele razy powtarzałam – i jestem tego pewna – że największym niebezpieczeństwem zagrażającym pokojowi jest dzisiaj aborcja. Jeżeli matce wolno zabić własne dziecko, cóż może powstrzymać ciebie i mnie, byśmy się nawzajem nie pozabijali?

Mając w pamięci te słowa – nie zabijajmy! Wybierzmy życie!

 

Maria Bienkiewicz

 

Maria Bienkiewicz jest założycielką Fundacji Nazaret, której celem jest ratowanie zagrożonego życia nienarodzonych oraz udzielanie wsparcia kobietom spodziewającym się dziecka. Od ponad 33 lat, walcząc o życie nienarodzonych dzieci, pozostaje do dyspozycji matek, które wahają się czy urodzić. Spotyka się, rozmawia, a przede wszystkim przekonuje, że „życie to dar z tysiącem drzwi”, które ma mnóstwo rozwiązań wszelakich problemów.

 


Ten artykuł przeczytałeś dzięki ofiarności Darczyńczów. Wesprzyj nas i zostań współtwórcą "Przymierza z Maryją".

NAJNOWSZE WYDANIE:
Poświęćcie Rosję Memu Sercu!
W roku 1917 Matka Najświętsza prosiła w Fatimie, by Ojciec Święty poświęcił Rosję Jej Niepokalanemu Sercu. Jakaż więc była nasza radość, kiedy w dniu oddania tego wydania „Przymierza z Maryją” do druku otrzymaliśmy wiadomość, że 25 marca bieżącego roku, w uroczystość Zwiastowania Pańskiego, papież Franciszek ma poświęcić Sercu Maryi expressis verbis Rosję, a także Ukrainę.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Maryja daje mi siłę na każdy dzień

Pani Barbara Zalas z Krakowa została Apostołem Fatimy w 2016 roku. Co daje jej uczestnictwo w Apostolacie? Co zrobiło na niej największe wrażenie w Objawieniach Fatimskich? Którzy święci są jej szczególnie bliscy? O tym wszystkim przeczytamy w świadectwie Pani Barbary…

 

W 2003 roku znalazłam w skrzynce na listy ulotkę informującą o działalności Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi. Od tego czasu wspieram Stowarzyszenie regularnymi datkami i otrzymuję kolejne numery „Przymierza z Maryją” oraz różnego rodzaju upominki, jak np. figurkę Matki Bożej Fatimskiej. Uważam, że nadesłane materiały rozwinęły mnie duchowo. Wiadomo, że czasem pojawiają się problemy, ale mam też świadomość, że moja postawa umacnia innych, a Pan Bóg podnosi. Dziś wiara jest moim największym skarbem i za to dziękuję Bogu.


Od czasu, gdy zaczęłam czytać „Przymierze z Maryją”, chodzę regularnie na procesje fatimskie w swojej parafii. Śpiewana podczas nabożeństwa pieśń Uczyńcie wszystko, co wam mówi Syn, zawsze bardzo mnie wzrusza.


Przed przystąpieniem do Apostolatu Fatimy zapoznałam się z przywilejami, jakie mogą być moim udziałem, i pomyślałam sobie: A dlaczego mam nie skorzystać? Zapiszę się! Może komuś pomogę swoją modlitwą, może mój datek komuś pomoże. Dlatego zostałam członkiem Apostolatu i jestem szczęśliwa z tego powodu.


Czasami wpisuję swoje intencje na karcie i odsyłam do Stowarzyszenia, które je przekazuje do sanktuarium w Fatimie. Jedna z takich intencji dotyczyła sytuacji, gdy w mojej rodzinie była osoba, która przestała uczestniczyć w Mszach Świętych, jej wiara osłabła. Zwróciłam się wtedy do Maryi: Proszę Cię, Najświętsza Matko Fatimska, wyproś tę łaskę i daj dar wiary dla tej osoby, żeby wróciła do Kościoła i do Boga. Po pewnym czasie osoba ta wróciła do Kościoła, zaczęła słuchać Radia Maryja, czyta publikacje religijne, a zdarza się, że zachęca mnie, żebyśmy razem poszły do kościoła. Wiele można wyprosić za przyczyną Matki Bożej Fatimskiej. Tylko trzeba ufać!


Dzięki Apostolatowi Fatimy moja wiara się ugruntowała. Przesyłane materiały po przeczytaniu przekazuję moim bliskim. Ważne jest również, żeby przyznawać się do wiary wśród ludzi, dlatego zawsze noszę przy sobie przesłany ze Stowarzyszenia brelok „Nie wstydzę się Jezusa”. Uważam, że nie możemy wstydzić się znaku krzyża na ulicy czy w restauracji przed posiłkiem. Niestety, ludzie często nie wstydzą się złego zachowania, a czują obawy przed przeżegnaniem się w miejscu publicznym. Jestem wdzięczna całemu Stowarzyszeniu i Panu Prezesowi, za to dzieło, jakim jest Apostolat Fatimy, za wspólną modlitwę.


Na temat Objawień Fatimskich czytałam jeszcze przed przystąpieniem do Apostolatu oraz w materiałach, które dostałam już ze Stowarzyszenia. W tych objawieniach największe wrażenie zrobił na mnie niezwykle spektakularny Cud Słońca.


Wiara zajmuje w moim życiu bardzo ważne miejsce i wiele razy pomogła mi w trudnych sytuacjach. A zmagałam się m.in. ze śmiercią i z nałogiem bliskich osób. Wtedy pomogła mi właśnie wiara i Różaniec. Jest to dla mnie wyraźny dowód, że modlitwa działa. Dzięki wierze przestałam się zamartwiać i cieszę się życiem. Często wspominam sobie słowa Pana Jezusa: Niebo i ziemia przeminą, ale słowa Moje nie przeminą.


Uważam, że tzw. pandemia ma bardzo negatywny wpływ na życie religijne wielu ludzi; oddaliła ich od Kościoła i od Pana Boga. Nie podoba mi się to, że z kościołów zniknęła woda święcona. Przecież diabła odpędza się wodą święconą! Nie można aż tak bać się wirusa!


Moją obroną przed obecną sytuacją są słowa Psalmu 91: Kto przebywa w pieczy Najwyższego i w cieniu Wszechmocnego mieszka, mówi do Pana: „Ucieczko moja i Twierdzo, mój Boże, któremu ufam”. To jest dla mnie odtrutka!


Krytycznie patrzę również na rozpowszechniony ostatnio zwyczaj przyjmowania Komunii Świętej na rękę. Dla naszych ojców i dziadów byłoby to nie do pomyślenia. Powinniśmy klękać przed Bogiem. Przecież to sam Bóg przychodzi do nas, a my mamy stać w takim momencie? Trzeba klękać i przyjmować Pana Jezusa z szacunkiem, do ust. Nie na ręce, które są zbrukane i dotykają różnych rzeczy w drodze do kościoła. Przecież ksiądz podczas Mszy Świętej robi puryfikację, uważa, żeby nawet okruszek nie upadł, a tu każdy może brać Ciało Pańskie do ręki… To jest przecież profanacja. Bardzo mnie to boli!


Jeśli chodzi o świętych, to szczególnym nabożeństwem darzę św. Ritę i św. Charbela, których relikwie znajdują się w mojej parafii, a także świętych Tereskę od Dzieciątka Jezus i Ojca Pio. Staram się regularnie uczestniczyć w nabożeństwach ku czci św. Rity w swojej parafii i w krakowskim kościele św. Katarzyny, gdzie biorę udział w obrzędzie poświęcenia róż, które są symbolem św. Rity. Książkę o życiu św. Rity otrzymałam właśnie ze Stowarzyszenia. Dzięki takim lekturom mogę lepiej poznać żywot konkretnego świętego. Prowadzi to też do rozwoju mojej wiedzy religijnej.


Oprac. JK

 


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szczęść Boże!

Serdecznie dziękuję Państwu za wszystkie przesyłki i dewocjonalia, które od Was otrzymuję. Życzę wszelkiego dobra i owocnej pracy. Oby wiara naszych ojców i tradycje zostały ocalone przed nowym potopem – bezbożności i niemoralności. Pamiętam o Was w modlitwie.

Wdzięczna Czytelniczka

 

 

Szczęść Boże!

Szanowna Redakcjo

Jako Wasz stały czytelnik, chciałbym podziękować za wszelkie dobro, jakie od Was otrzymałem. Tym razem proszę pozwolić, że podzielę się z Wami refleksją, jak dobroć ludzka może być wielka.

Życie nasze przemija bardzo szybko, dzień za dniem, chwila za chwilą. Niesie ono wiele wyzwań, z którymi, obojętnie kim jesteśmy, chcąc nie chcąc, musimy się zmierzyć. Dla nas wszystkich takim wyzwaniem na pewno była i jest sytuacja związana z koronawirusem. Dla wielu osób mi bliskich, sądzę, że Wy, Drodzy Czytelnicy, również znacie takie przypadki, zakończyła się śmiercią. Mimo to uganiamy się w życiu za określonym celem.

Zazwyczaj z sentymentem wspominamy dom rodzinny, pełen ciepła, nie zapominając o tradycjach rodzinnych i świątecznych. Obecnie narzekamy, że teraz tak nie jest, jak było kiedyś. Tymczasem do tradycji trzeba nam powracać jak do źródła, aby odnawiać i napełniać na nowo to, co było piękne i bogate, to jest szacunek do człowieka i miłość do Boga.

Nie zapominamy o tym, że Pan Bóg powołał nas do szczęścia. Patrzmy zatem na Matkę Bożą, która jest dla nas wzorem do naśladowania.

Człowiek szczęśliwy to też człowiek, który spełnia się, czyniąc dobro dla innych. Potrafi zauważyć tych, którzy potrzebują pomocy, ofiarować im miłość, szczęście i życzliwość, a czasem i dobra materialne. Przekonałem się o tym, gdy będąc po raz kolejny w Szczawnie-Zdroju, poznałem przesympatyczną profesor, Panią Barbarę z Warszawy. W szczerej, serdecznej rozmowie poinformowałem ją, że jak na obecne czasy, mam sporą gromadkę chrześniaków, – ośmioro. Jeden z nich, Bartosz, potrzebuje stałej opieki i pomocy finansowej, bo jest inwalidą. Staram się mu pomagać, odkąd się urodził, przesyłając jego rodzicom pomoc finansową. Są oni ponadto moimi przyjaciółmi na dobre i na złe.

Moja znajoma Barbara zaoferowała pomoc, inicjatywa wyszła od niej samej, mimo że ciężko choruje. Rodzice mojego chrześniaka przyjęli tę wiadomość z radością i podziwem, że tak dobrzy ludzie są na świecie. Po kilku latach odnalazłem przez przypadek moją studentkę, Alinę z Bieszczad, która również zaoferowała pomoc.

Człowiek szczęśliwy jest wdzięczny, że może pomóc drugiemu i oczekiwać za to wszystko pomocy Bożej. To Jemu przede wszystkim możemy być wdzięczni, że obdarował nas miłością, która jest ukrytym skarbem w naszym sercu. Ten skarb ujawnia się wtedy, gdy sami czynimy dobro. Człowiek szczęśliwy to ktoś, kto odkrył misję swego życia, aby uszczęśliwiać innych potrzebujących. Warto nadmienić, że matka chorego Bartosza często przebywa w szpitalu dla nerwowo chorych.

Każda wzorowa matka przez dobroć i miłość dla swojego dziecka uczy go, jakim winien być człowiekiem. A doznane dobro, dziecko przekazuje dalszym pokoleniom. Rodzice spełniają w ten sposób niezwykle trudne zadanie w swym życiu.

Przecież każdy z nas swoim przykładnym życiem pisze swój życiorys dla potomnych, zgodnie z maksymą „Idź tak przez życie, aby ślady Twoich stóp przetrwały dla potomnych”.

Pozdrawiam Was serdecznie, z wyrazami szacunku i podziwu dla Waszej pracy.

Z Panem Bogiem

Edward z Wielkopolski

Apostoł Fatimy

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Kochani Przyjaciele

Serdecznie Wam dziękuję za modlitwę oraz „Przymierze z Maryją”. Bardzo się cieszę, że jesteście. Jak dobrze mieć świadomość, że są takie osoby, jak Wy, do których można napisać, podzielić się świadectwem.

Kiedy miałam maleńkie dziecko, bardzo się rozchorowałam. Byłam już prawie na tamtym świecie… A jednak widocznie Pan Bóg pokładał we mnie nadzieje. Wyzdrowiałam. Choć było różnie – nawet czasem było tak źle, że prosiłam Pana Boga, bym się już nigdy nie obudziła… Potem jednak znów przychodziły lepsze dni. Dziś jestem pewna, że uratowała mnie wiara i miłość do Pana Jezusa i Jego Matki, którą zaszczepili we mnie moi Kochani Rodzice. I tę wiarę i miłość pielęgnuję po dziś dzień.

Jeszcze raz, Kochani Przyjaciele, dziękuję Wam za modlitwę i Wasze akcje. Niech nigdy w Was nie zgaśnie chęć do pracy. Niech Maryja Zawsze Dziewica wyprasza Kościołowi łaski, a światu pokój. Życzę Wam wielu łask, dużo zdrowia, i wytrwałości na dalsze lata pracy.

Z poważaniem

Gabriela z Chorzowa

 

 

Witam serdecznie!

Pragnę podziękować za słowa uznania i wdzięczności za mój skromny wkład w działalność Stowarzyszenia, a szczególnie dziękuję za Kartę Apostoła Fatimy. To wielka radość dla mnie. Zawsze tę Kartę ze sobą noszę. Cenniejsza jest od karty bankowej. Na niej nie trzeba mieć wkładu, nie trzeba jej aktywować, a cały czas DZIAŁA. Dziękuję raz jeszcze i proszę o modlitwę za mnie i moją rodzinę.

Teresa

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Dziękuję za piękny wizerunek Niepokalanego Serca Maryi. Mam wiele przykładów z własnego życia, gdzie Maryja mnie chroni, pomaga podjąć trudne życiowe decyzje, a nawet ratuje moje bardzo trudne życie. Noszę Ją w sercu od najmłodszych lat. Trudno tak w kilku słowach opisać te wszystkie trudne momenty życia, gdzie pomoc Niebios jest wielka!

Do grona Przyjaciół Waszego Stowarzyszenia dołączyłam niedawno, dzięki „przypadkowi”, ale uważam, że w tym także była ręka Matki Bożej. Dzięki Ci Maryjo za wszystko!

A Wam, Drodzy Przyjaciele, także dziękuję. Niech Pan Bóg błogosławi Prezesa Sławomira Olejniczaka, Redaktorów i całe Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi.

Barbara z Bydgoszczy