Temat numeru
 
Miłosierdzie nie akceptuje grzechu!
Krystian Kratiuk

Miłosierdzie nie ma nic wspólnego z akceptacją grzechu! Czy zatem można być świadkiem Bożego Miłosierdzia tam, gdzie ludzie się na nie zamykają? Można, choć wymaga to sporej odwagi. W rozmowie z „Przymierzem z Maryją” przekonuje o tym ksiądz Sebastian Heliosz, kapłan Archidiecezji Katowickiej w rozmowie z Mateuszem Ochmanem.

Tyle słyszymy o Bożym Miłosierdziu, ale gdy przychodzi do jego opisania, to wielu z nas ma z tym trudności. Czym ono zatem jest?

– Miłosierdzie to przymiot samego Boga, realizuje się najpełniej w tajemnicy Jezusa Chrystusa. O tym mówi sam nasz Boski Zbawiciel w czasie nocnej rozmowy z Nikodemem: Tak Bóg umiłował świat, że Syna Swego jednorodzonego dał. Celem tego daru był powrót całej ludzkości do Boga, przezwyciężenie muru, który powstał po grzechu pierworodnym. Miłosierdzie to dar Boga z Siebie, abyśmy mieli życie i mieli je w obfitości, abyśmy na nowo mogli wejść w relację ze Stwórcą. Jedyną barierą jest nasza wolna wola, bo zawsze możemy się Bogu przeciwstawić, nie pragnąc Jego pomocy. Bóg nas na siłę nie będzie uszczęśliwiał.

Nie ma takiego grzechu, takiej przewrotności, której nie zwyciężyłoby Boże Miłosierdzie. I nie chodzi tu tylko o to, że Bóg przebacza, ale właśnie o to, że dzięki miłosierdziu każdy z nas ma możliwość odtworzenia raju w swoim życiu. Bóg bowiem nie wypomni nam przebaczonych grzechów, nie będzie wyciągał z nich konsekwencji. Chyba wszyscy jesteśmy przyzwyczajeni, że gdy popełnimy jakąś głupotę, kogoś skrzywdzimy, to ta osoba nawet jeśli nam wybaczy, to i tak pamięta. Bardzo rzadko mamy możliwość powrotu do dawnej gorliwości, beztroski, totalnego zaufania. U Boga jest właśnie zupełnie inaczej, On, niejako dzięki miłosierdziu, zapomina nasze grzechy, nigdy ich nie wypominając.

 

Czy w takim razie Boże Miłosierdzie wpływa w jakiś sposób na Bożą Sprawiedliwość?

– Często się zdarza, że Boże Miłosierdzie przeciwstawia się Bożej Sprawiedliwości. Gdybyśmy wyciągnęli z tego logiczne konsekwencje, doszlibyśmy do absurdalnego wniosku, że w Bogu samym jest jakieś rozdwojenie jaźni, co jest nie tylko herezją, ale i głupotą.

Prawdą jest natomiast, że do natury Boga należy zarówno sprawiedliwość, jak i miłosierdzie. Dopóki człowiek żyje i może żałować za swoje grzechy, może także obficie korzystać z Miłosierdzia Bożego, może ochotnym sercem przylgnąć do Boga, wrócić do Niego czasem po wielu latach, może się wyspowiadać i docelowo zmienić swoje postępowanie. Ostateczną granicą miłosierdzia jest śmierć człowieka, po niej nie ma możliwości zmiany życia, zatem wtedy pozostaje już tylko Boża Sprawiedliwość.

 

Zatem w jakich sytuacjach najpełniej – jeśli można tak powiedzieć – mamy możliwość doświadczenia Bożego Miłosierdzia?

– Chyba kwintesencją tego rozważania są słowa św. Jana Pawła II z encykliki Dives in misericordia: Miłosierdzie – tak jak przedstawił je Chrystus w przypowieści o synu marnotrawnym – ma wewnętrzny kształt takiej miłości, tej, którą w języku Nowego Testamentu nazwano agape. Miłość taka zdolna jest do pochylenia się nad każdym synem marnotrawnym, nad każdą ludzką nędzą, nade wszystko zaś nad nędzą moralną, nad grzechem. (DiM 6)

Czyż ten powrót syna marnotrawnego, to wyczekujące spojrzenie ojca, owo odnowienie godności, odkrycie prawdy o sobie nie dokonuje się w sakramentach, szczególnie w spowiedzi świętej, gdzie każdy grzesznik staje w pełnej prawdzie przed Bogiem, odnajduje siebie w relacji do Stwórcy i odchodzi jakby nowo narodzony? Zresztą po dobrze przeżytej spowiedzi świętej człowiek czuje pewną nowość, patrzy na świat już nie z przyzwyczajenia, ale dostrzega więcej dobra i pragnie je realizować w swoim życiu.

Miłosierdzie jest podstawą każdego z sakramentów. Warto dbać zatem o życie w łasce uświęcającej, by jak najczęściej korzystać z owoców zbawczej męki Chrystusa, która dokonała się dzięki miłosierdziu.

Czy możemy w jakiś sposób współpracować z Panem Bogiem, aby Jego Miłosierdzie szerzej rozlewało się w świecie? Czy możemy być narzędziami Bożego Miłosierdzia?

– Oczywiście, że tak. Bóg zaprasza nas nieustannie do współpracy ze Sobą, jesteśmy bowiem, jak słusznie zauważył Benedykt XVI, „współpracownikami Prawdy”. W kontekście miłosierdzia ma to bardzo praktyczny wymiar.

Kościół zna i poleca uczynki miłosierdzia względem duszy i ciała. Obejmują one szerokie spectrum zachowań i postaw względem drugiego człowieka, gdyż jako bliźni jesteśmy za siebie nawzajem odpowiedzialni. Chrześcijanie w starożytności byli rozpoznawani właśnie po tym, że nie tylko mówili o miłości, ale ją praktykowali. Mówiono przecież o naszych przodkach: patrzcie, jak oni się miłują.
Spowiednik siostry Faustyny, bł. ks. Michał Sopoćko lubił powtarzać, że zbawienie świata zacząć należy od rzeczy najprostszych, dlatego też polecał ciekawą praktykę. Spróbujmy ją realizować, jest ona nietrudna. W swoim domu znajdźmy miejsce na Pismo Św. położone i gotowe do lektury, obok niego połóżmy wypisane na osobnych karteczkach uczynki miłosierdzia względem duszy i ciała. Codziennie rano przy okazji modlitwy albo wieczorem, jak nam wygodniej, wyciągnijmy jedną karteczkę. To zadanie na cały najbliższy dzień dla nas. Zrobić musimy wszystko, by dany uczynek miłosierny zrealizować, oczywiście nic na siłę, to ma być raczej mobilizacja do otwartości na drugiego człowieka, dostrzeganie jego potrzeb, pragnień. Czasem naprawdę jedno dobre słowo, uśmiech, podanie ręki może mieć znaczenie zbawcze.

 

Skoro już rozmawiamy o uczynkach miłosierdzia, to proszę powiedzieć, dlaczego można odnieść wrażenie, że bardziej skupiamy się na uczynkach względem ciała, zaniedbując tym samym te wobec duszy?

– Dzieje się tak dlatego, że paradoksalnie te uczynki względem ciała są prostsze dla nas do realizacji. ­Zawsze znajdzie się ktoś w bliższym czy dalszym otoczeniu, kto potrzebuje pomocy. Wzrost postaw charytatywnych, rozmaite fundacje, zbiórki świadczą o tym, że mamy jako Polacy bardzo otwarte serca i portfele dla innych. Uczynki miłosierdzia to jednak przede wszystkim kontakt z drugim, postawa otwartości na bliźniego. Chętnie się podzielimy jedzeniem, ale żeby już zjeść z bezdomnym chociaż kawałek chleba czy napić się herbaty, to przekracza nasze wyobrażenie. Dlatego tak trudno chyba nam przejść z uczynków względem ciała do uczynków względem duszy.

Dlatego też założyłem przed 5 laty bardzo prężnie działającą Charytatywną Grupę Młodzieżową, która podejmowała wiele akcji w kraju i za granicą pomagając najbardziej potrzebującym. Zawsze powtarzałem moim wychowankom, że miłosierdzie zaczyna się w domu, od zwykłych czynności wykonywanych z miłością.

Kiedy byłem jeszcze w seminarium i wracałem przed świętami wielkanocnymi do domu, spotkałem na dworcu w Katowicach grającą na gitarze i zbierającą datki młodą osobę. Spontanicznie podszedłem i zapytałem, czy nie chce się napić czegoś ciepłego. Przyniosłem herbatę i pączka i po prostu się dosiadłem. Porozmawialiśmy parę minut i każdy wrócił do swojego życia. Po roku ta osoba odnalazła mnie na jednym z portali społecznościowych i poprosiła o spotkanie. Okazało się, że była w sekcie, że grała, żeby zarobić dla grupy, a ja byłem jedynym, który dostrzegł w niej normalnego człowieka. Dziewczyna ta wyspowiadała się, odkryła budującą wspólnotę. Teraz jest mocno zakorzeniona w Kościele i czyni miłosierdzie, gdzie tylko się da. A zaczęło się od wspólnie wypitej herbaty i zjedzonego pączka. Uczynki miłosierdzia względem ciała i duszy niech się po prostu przenikają. Wtedy owoce są największe.

 

A co robić, by nie wpaść w pułapkę błędnego rozumienia Bożego Miłosierdzia? Można przecież pomyśleć, że skoro jest ono tak wielkie, to można żyć byle jak, a i tak Pan Jezus będzie przymykał na to oko i koniec końców i tak osiągniemy zbawienie…

– Wystarczy przytoczyć opowieść o Jezusie i kobiecie cudzołożnej, którą tłum chciał ukamienować. Chrystus po odejściu ludzi, patrząc na kobietę, mówi, że jej nie potępia, ale ma iść i nie grzeszyć więcej. To jest właśnie fundament Miłosierdzia Bożego. Nie wolno nam myśleć, że Bóg na siłę będzie chciał nas uszczęśliwiać. Przecież piekło nie jest puste, Bóg ubolewa nad każdym upadkiem, ale dał nam wolną wolę i to od nas zależy, jak z niej skorzystamy. Od nas zależy, jak będziemy z miłosiernym Panem współpracować.

Miłością mamy odpowiadać na miłość. Jeśli wpadam w wodospad Bożego Miłosierdzia, to powinienem chociaż mały strumyczek z siebie też dać. Mocne postanowienie poprawy i zadośćuczynienie są aktami penitenta w sakramencie spowiedzi, bez nich spowiedź jest nieważna. Jeśli nie zapragniemy zmienić swojego życia, nie otrzymamy Bożego przebaczenia. Zakłada ono bowiem pragnienie naprawy, tego, co było złe. To pragnienie może być niedoskonałe, słabe, ale jest kluczowe. Idź i nie grzesz więcej, a przynajmniej zrób wszystko, by nie popadać znowu w te grzechy, zrób cokolwiek, aby naprawić dawne krzywdy. Tego wymaga od nas Bóg. To jest właśnie najgenialniejsza współpraca z Jego Miłosierdziem.

 

Jest jeszcze inne niebezpieczeństwo: mam na myśli ludzi, którzy powołują się na miłosierdzie, a chodzi im o coś zgoła innego; ludzi wmawiających innym, że miłosierdziem jest akceptacja zła czynionego przez innych: aborcji, eutanazji, homoseksualizmu. Czy to naprawdę jest miłosierdzie?

– Miłosierdzie nie ma nic wspólnego z akceptacją grzechu. U podstaw miłosiernej miłości Boga staje prawda o człowieku jako grzeszniku. Prawda musi być głoszona w miłości. Przykład spotkania Jezusa z Zacheuszem na sykomorze dobrze to pokazuje. Chrystus przechodząc obok drzewa, mógł skupić uwagę towarzyszącego tłumu na grzeszniku, wytknąć mu błędy, zło, pastwić się nad jego przeszłością. Mógł, bo to była prawda. Mógł także wygłosić katechezę o drodze i tym samym skierować wzrok ludzi w stronę ziemi, daleko od Zacheusza. Boski Zbawiciel jednak wybrał drogę miłosiernej konfrontacji. Spojrzał w oczy, odezwał się, zapragnął relacji. A to przemieniło ostatecznie serce grzesznika, postanowił naprawić dawne błędy i radykalnie zmienić życie.

 

Czy zatem miłosierdzie może być szorstkie? Czy powodowany miłosierdziem mogę przyjąć bezkompromisową postawę tam, gdzie widzę, że mój bliźni idzie na zatracenie swojej duszy?

– Jezus spotykając Zacheusza, przyjął właśnie taką postawę otwartości na grzesznika i zamknięcia drogi dla grzechu. Kościół zaleca właśnie takie podejście. Jeśli w moim otoczeniu jest ktoś, kto grzeszy wielce, mam obowiązek upomnienia braterskiego, jeśli tego nie czynię, to popełniam grzech przeciwko miłości.

 

Takie upomnienie wymaga sporej odwagi… Nie można wtedy po prostu milczeć?

– Na pewno nie można milczeć w obliczu grzechu, ale trzeba być też delikatnym i wrażliwym, by nie zrazić. To trudne, ale konieczne. Nie możemy bowiem nigdy ustawać w byciu świadkami Prawdy o Bogu bogatym w miłosierdzie. Nie możemy zatem pozostawać bierni, bo czegokolwiek nie uczyniliśmy braciom najmniejszym, tego nie uczyniliśmy samemu Bogu.

 

Dlaczego więc miłosierdzie kojarzy się tylko z miłymi uczuciami? Poklepywaniem po plecach, uśmiechem, serdecznością, pobłażliwością…

– Nasz współczesny świat lubi uproszczenia, nie znosi wchodzenia w głąb, jest do przesady przesiąknięty duchem indywidualizmu. Wypaczono przez to pojęcia. Tolerancja, która jest znoszeniem z bólem, stała się totalnym zezwalaniem na wszystko, a miłosierdzie, które wymaga postawy głębokiego nawrócenia, odpokutowania i nowego życia, stało się afirmacją tak naprawdę obojętności. Jakże bowiem inaczej nazwać sytuację, w której ja, znając Prawdę, nie dzielę się nią, żeby kogoś nie urazić, albo wiedząc, co należy czynić, nie przekazuję tego dalej, ze strachu, by ktoś – broń Boże – nie uznał mnie za jakiegoś fanatyka.

 

Bóg zapłać za rozmowę.

 

 


Ten artykuł przeczytałeś dzięki ofiarności Darczyńczów. Wesprzyj nas i zostań współtwórcą "Przymierza z Maryją".

NAJNOWSZE WYDANIE:
Poświęćcie Rosję Memu Sercu!
W roku 1917 Matka Najświętsza prosiła w Fatimie, by Ojciec Święty poświęcił Rosję Jej Niepokalanemu Sercu. Jakaż więc była nasza radość, kiedy w dniu oddania tego wydania „Przymierza z Maryją” do druku otrzymaliśmy wiadomość, że 25 marca bieżącego roku, w uroczystość Zwiastowania Pańskiego, papież Franciszek ma poświęcić Sercu Maryi expressis verbis Rosję, a także Ukrainę.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Maryja daje mi siłę na każdy dzień

Pani Barbara Zalas z Krakowa została Apostołem Fatimy w 2016 roku. Co daje jej uczestnictwo w Apostolacie? Co zrobiło na niej największe wrażenie w Objawieniach Fatimskich? Którzy święci są jej szczególnie bliscy? O tym wszystkim przeczytamy w świadectwie Pani Barbary…

 

W 2003 roku znalazłam w skrzynce na listy ulotkę informującą o działalności Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi. Od tego czasu wspieram Stowarzyszenie regularnymi datkami i otrzymuję kolejne numery „Przymierza z Maryją” oraz różnego rodzaju upominki, jak np. figurkę Matki Bożej Fatimskiej. Uważam, że nadesłane materiały rozwinęły mnie duchowo. Wiadomo, że czasem pojawiają się problemy, ale mam też świadomość, że moja postawa umacnia innych, a Pan Bóg podnosi. Dziś wiara jest moim największym skarbem i za to dziękuję Bogu.


Od czasu, gdy zaczęłam czytać „Przymierze z Maryją”, chodzę regularnie na procesje fatimskie w swojej parafii. Śpiewana podczas nabożeństwa pieśń Uczyńcie wszystko, co wam mówi Syn, zawsze bardzo mnie wzrusza.


Przed przystąpieniem do Apostolatu Fatimy zapoznałam się z przywilejami, jakie mogą być moim udziałem, i pomyślałam sobie: A dlaczego mam nie skorzystać? Zapiszę się! Może komuś pomogę swoją modlitwą, może mój datek komuś pomoże. Dlatego zostałam członkiem Apostolatu i jestem szczęśliwa z tego powodu.


Czasami wpisuję swoje intencje na karcie i odsyłam do Stowarzyszenia, które je przekazuje do sanktuarium w Fatimie. Jedna z takich intencji dotyczyła sytuacji, gdy w mojej rodzinie była osoba, która przestała uczestniczyć w Mszach Świętych, jej wiara osłabła. Zwróciłam się wtedy do Maryi: Proszę Cię, Najświętsza Matko Fatimska, wyproś tę łaskę i daj dar wiary dla tej osoby, żeby wróciła do Kościoła i do Boga. Po pewnym czasie osoba ta wróciła do Kościoła, zaczęła słuchać Radia Maryja, czyta publikacje religijne, a zdarza się, że zachęca mnie, żebyśmy razem poszły do kościoła. Wiele można wyprosić za przyczyną Matki Bożej Fatimskiej. Tylko trzeba ufać!


Dzięki Apostolatowi Fatimy moja wiara się ugruntowała. Przesyłane materiały po przeczytaniu przekazuję moim bliskim. Ważne jest również, żeby przyznawać się do wiary wśród ludzi, dlatego zawsze noszę przy sobie przesłany ze Stowarzyszenia brelok „Nie wstydzę się Jezusa”. Uważam, że nie możemy wstydzić się znaku krzyża na ulicy czy w restauracji przed posiłkiem. Niestety, ludzie często nie wstydzą się złego zachowania, a czują obawy przed przeżegnaniem się w miejscu publicznym. Jestem wdzięczna całemu Stowarzyszeniu i Panu Prezesowi, za to dzieło, jakim jest Apostolat Fatimy, za wspólną modlitwę.


Na temat Objawień Fatimskich czytałam jeszcze przed przystąpieniem do Apostolatu oraz w materiałach, które dostałam już ze Stowarzyszenia. W tych objawieniach największe wrażenie zrobił na mnie niezwykle spektakularny Cud Słońca.


Wiara zajmuje w moim życiu bardzo ważne miejsce i wiele razy pomogła mi w trudnych sytuacjach. A zmagałam się m.in. ze śmiercią i z nałogiem bliskich osób. Wtedy pomogła mi właśnie wiara i Różaniec. Jest to dla mnie wyraźny dowód, że modlitwa działa. Dzięki wierze przestałam się zamartwiać i cieszę się życiem. Często wspominam sobie słowa Pana Jezusa: Niebo i ziemia przeminą, ale słowa Moje nie przeminą.


Uważam, że tzw. pandemia ma bardzo negatywny wpływ na życie religijne wielu ludzi; oddaliła ich od Kościoła i od Pana Boga. Nie podoba mi się to, że z kościołów zniknęła woda święcona. Przecież diabła odpędza się wodą święconą! Nie można aż tak bać się wirusa!


Moją obroną przed obecną sytuacją są słowa Psalmu 91: Kto przebywa w pieczy Najwyższego i w cieniu Wszechmocnego mieszka, mówi do Pana: „Ucieczko moja i Twierdzo, mój Boże, któremu ufam”. To jest dla mnie odtrutka!


Krytycznie patrzę również na rozpowszechniony ostatnio zwyczaj przyjmowania Komunii Świętej na rękę. Dla naszych ojców i dziadów byłoby to nie do pomyślenia. Powinniśmy klękać przed Bogiem. Przecież to sam Bóg przychodzi do nas, a my mamy stać w takim momencie? Trzeba klękać i przyjmować Pana Jezusa z szacunkiem, do ust. Nie na ręce, które są zbrukane i dotykają różnych rzeczy w drodze do kościoła. Przecież ksiądz podczas Mszy Świętej robi puryfikację, uważa, żeby nawet okruszek nie upadł, a tu każdy może brać Ciało Pańskie do ręki… To jest przecież profanacja. Bardzo mnie to boli!


Jeśli chodzi o świętych, to szczególnym nabożeństwem darzę św. Ritę i św. Charbela, których relikwie znajdują się w mojej parafii, a także świętych Tereskę od Dzieciątka Jezus i Ojca Pio. Staram się regularnie uczestniczyć w nabożeństwach ku czci św. Rity w swojej parafii i w krakowskim kościele św. Katarzyny, gdzie biorę udział w obrzędzie poświęcenia róż, które są symbolem św. Rity. Książkę o życiu św. Rity otrzymałam właśnie ze Stowarzyszenia. Dzięki takim lekturom mogę lepiej poznać żywot konkretnego świętego. Prowadzi to też do rozwoju mojej wiedzy religijnej.


Oprac. JK

 


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szczęść Boże!

Serdecznie dziękuję Państwu za wszystkie przesyłki i dewocjonalia, które od Was otrzymuję. Życzę wszelkiego dobra i owocnej pracy. Oby wiara naszych ojców i tradycje zostały ocalone przed nowym potopem – bezbożności i niemoralności. Pamiętam o Was w modlitwie.

Wdzięczna Czytelniczka

 

 

Szczęść Boże!

Szanowna Redakcjo

Jako Wasz stały czytelnik, chciałbym podziękować za wszelkie dobro, jakie od Was otrzymałem. Tym razem proszę pozwolić, że podzielę się z Wami refleksją, jak dobroć ludzka może być wielka.

Życie nasze przemija bardzo szybko, dzień za dniem, chwila za chwilą. Niesie ono wiele wyzwań, z którymi, obojętnie kim jesteśmy, chcąc nie chcąc, musimy się zmierzyć. Dla nas wszystkich takim wyzwaniem na pewno była i jest sytuacja związana z koronawirusem. Dla wielu osób mi bliskich, sądzę, że Wy, Drodzy Czytelnicy, również znacie takie przypadki, zakończyła się śmiercią. Mimo to uganiamy się w życiu za określonym celem.

Zazwyczaj z sentymentem wspominamy dom rodzinny, pełen ciepła, nie zapominając o tradycjach rodzinnych i świątecznych. Obecnie narzekamy, że teraz tak nie jest, jak było kiedyś. Tymczasem do tradycji trzeba nam powracać jak do źródła, aby odnawiać i napełniać na nowo to, co było piękne i bogate, to jest szacunek do człowieka i miłość do Boga.

Nie zapominamy o tym, że Pan Bóg powołał nas do szczęścia. Patrzmy zatem na Matkę Bożą, która jest dla nas wzorem do naśladowania.

Człowiek szczęśliwy to też człowiek, który spełnia się, czyniąc dobro dla innych. Potrafi zauważyć tych, którzy potrzebują pomocy, ofiarować im miłość, szczęście i życzliwość, a czasem i dobra materialne. Przekonałem się o tym, gdy będąc po raz kolejny w Szczawnie-Zdroju, poznałem przesympatyczną profesor, Panią Barbarę z Warszawy. W szczerej, serdecznej rozmowie poinformowałem ją, że jak na obecne czasy, mam sporą gromadkę chrześniaków, – ośmioro. Jeden z nich, Bartosz, potrzebuje stałej opieki i pomocy finansowej, bo jest inwalidą. Staram się mu pomagać, odkąd się urodził, przesyłając jego rodzicom pomoc finansową. Są oni ponadto moimi przyjaciółmi na dobre i na złe.

Moja znajoma Barbara zaoferowała pomoc, inicjatywa wyszła od niej samej, mimo że ciężko choruje. Rodzice mojego chrześniaka przyjęli tę wiadomość z radością i podziwem, że tak dobrzy ludzie są na świecie. Po kilku latach odnalazłem przez przypadek moją studentkę, Alinę z Bieszczad, która również zaoferowała pomoc.

Człowiek szczęśliwy jest wdzięczny, że może pomóc drugiemu i oczekiwać za to wszystko pomocy Bożej. To Jemu przede wszystkim możemy być wdzięczni, że obdarował nas miłością, która jest ukrytym skarbem w naszym sercu. Ten skarb ujawnia się wtedy, gdy sami czynimy dobro. Człowiek szczęśliwy to ktoś, kto odkrył misję swego życia, aby uszczęśliwiać innych potrzebujących. Warto nadmienić, że matka chorego Bartosza często przebywa w szpitalu dla nerwowo chorych.

Każda wzorowa matka przez dobroć i miłość dla swojego dziecka uczy go, jakim winien być człowiekiem. A doznane dobro, dziecko przekazuje dalszym pokoleniom. Rodzice spełniają w ten sposób niezwykle trudne zadanie w swym życiu.

Przecież każdy z nas swoim przykładnym życiem pisze swój życiorys dla potomnych, zgodnie z maksymą „Idź tak przez życie, aby ślady Twoich stóp przetrwały dla potomnych”.

Pozdrawiam Was serdecznie, z wyrazami szacunku i podziwu dla Waszej pracy.

Z Panem Bogiem

Edward z Wielkopolski

Apostoł Fatimy

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Kochani Przyjaciele

Serdecznie Wam dziękuję za modlitwę oraz „Przymierze z Maryją”. Bardzo się cieszę, że jesteście. Jak dobrze mieć świadomość, że są takie osoby, jak Wy, do których można napisać, podzielić się świadectwem.

Kiedy miałam maleńkie dziecko, bardzo się rozchorowałam. Byłam już prawie na tamtym świecie… A jednak widocznie Pan Bóg pokładał we mnie nadzieje. Wyzdrowiałam. Choć było różnie – nawet czasem było tak źle, że prosiłam Pana Boga, bym się już nigdy nie obudziła… Potem jednak znów przychodziły lepsze dni. Dziś jestem pewna, że uratowała mnie wiara i miłość do Pana Jezusa i Jego Matki, którą zaszczepili we mnie moi Kochani Rodzice. I tę wiarę i miłość pielęgnuję po dziś dzień.

Jeszcze raz, Kochani Przyjaciele, dziękuję Wam za modlitwę i Wasze akcje. Niech nigdy w Was nie zgaśnie chęć do pracy. Niech Maryja Zawsze Dziewica wyprasza Kościołowi łaski, a światu pokój. Życzę Wam wielu łask, dużo zdrowia, i wytrwałości na dalsze lata pracy.

Z poważaniem

Gabriela z Chorzowa

 

 

Witam serdecznie!

Pragnę podziękować za słowa uznania i wdzięczności za mój skromny wkład w działalność Stowarzyszenia, a szczególnie dziękuję za Kartę Apostoła Fatimy. To wielka radość dla mnie. Zawsze tę Kartę ze sobą noszę. Cenniejsza jest od karty bankowej. Na niej nie trzeba mieć wkładu, nie trzeba jej aktywować, a cały czas DZIAŁA. Dziękuję raz jeszcze i proszę o modlitwę za mnie i moją rodzinę.

Teresa

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Dziękuję za piękny wizerunek Niepokalanego Serca Maryi. Mam wiele przykładów z własnego życia, gdzie Maryja mnie chroni, pomaga podjąć trudne życiowe decyzje, a nawet ratuje moje bardzo trudne życie. Noszę Ją w sercu od najmłodszych lat. Trudno tak w kilku słowach opisać te wszystkie trudne momenty życia, gdzie pomoc Niebios jest wielka!

Do grona Przyjaciół Waszego Stowarzyszenia dołączyłam niedawno, dzięki „przypadkowi”, ale uważam, że w tym także była ręka Matki Bożej. Dzięki Ci Maryjo za wszystko!

A Wam, Drodzy Przyjaciele, także dziękuję. Niech Pan Bóg błogosławi Prezesa Sławomira Olejniczaka, Redaktorów i całe Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi.

Barbara z Bydgoszczy