– Miłosierdzie to przymiot samego Boga, realizuje się najpełniej w tajemnicy Jezusa Chrystusa. O tym mówi sam nasz Boski Zbawiciel w czasie nocnej rozmowy z Nikodemem: Tak Bóg umiłował świat, że Syna Swego jednorodzonego dał. Celem tego daru był powrót całej ludzkości do Boga, przezwyciężenie muru, który powstał po grzechu pierworodnym. Miłosierdzie to dar Boga z Siebie, abyśmy mieli życie i mieli je w obfitości, abyśmy na nowo mogli wejść w relację ze Stwórcą. Jedyną barierą jest nasza wolna wola, bo zawsze możemy się Bogu przeciwstawić, nie pragnąc Jego pomocy. Bóg nas na siłę nie będzie uszczęśliwiał.
Nie ma takiego grzechu, takiej przewrotności, której nie zwyciężyłoby Boże Miłosierdzie. I nie chodzi tu tylko o to, że Bóg przebacza, ale właśnie o to, że dzięki miłosierdziu każdy z nas ma możliwość odtworzenia raju w swoim życiu. Bóg bowiem nie wypomni nam przebaczonych grzechów, nie będzie wyciągał z nich konsekwencji. Chyba wszyscy jesteśmy przyzwyczajeni, że gdy popełnimy jakąś głupotę, kogoś skrzywdzimy, to ta osoba nawet jeśli nam wybaczy, to i tak pamięta. Bardzo rzadko mamy możliwość powrotu do dawnej gorliwości, beztroski, totalnego zaufania. U Boga jest właśnie zupełnie inaczej, On, niejako dzięki miłosierdziu, zapomina nasze grzechy, nigdy ich nie wypominając.
Czy w takim razie Boże Miłosierdzie wpływa w jakiś sposób na Bożą Sprawiedliwość?
– Często się zdarza, że Boże Miłosierdzie przeciwstawia się Bożej Sprawiedliwości. Gdybyśmy wyciągnęli z tego logiczne konsekwencje, doszlibyśmy do absurdalnego wniosku, że w Bogu samym jest jakieś rozdwojenie jaźni, co jest nie tylko herezją, ale i głupotą.
Prawdą jest natomiast, że do natury Boga należy zarówno sprawiedliwość, jak i miłosierdzie. Dopóki człowiek żyje i może żałować za swoje grzechy, może także obficie korzystać z Miłosierdzia Bożego, może ochotnym sercem przylgnąć do Boga, wrócić do Niego czasem po wielu latach, może się wyspowiadać i docelowo zmienić swoje postępowanie. Ostateczną granicą miłosierdzia jest śmierć człowieka, po niej nie ma możliwości zmiany życia, zatem wtedy pozostaje już tylko Boża Sprawiedliwość.
Zatem w jakich sytuacjach najpełniej – jeśli można tak powiedzieć – mamy możliwość doświadczenia Bożego Miłosierdzia?
– Chyba kwintesencją tego rozważania są słowa św. Jana Pawła II z encykliki Dives in misericordia: Miłosierdzie – tak jak przedstawił je Chrystus w przypowieści o synu marnotrawnym – ma wewnętrzny kształt takiej miłości, tej, którą w języku Nowego Testamentu nazwano agape. Miłość taka zdolna jest do pochylenia się nad każdym synem marnotrawnym, nad każdą ludzką nędzą, nade wszystko zaś nad nędzą moralną, nad grzechem. (DiM 6)
Czyż ten powrót syna marnotrawnego, to wyczekujące spojrzenie ojca, owo odnowienie godności, odkrycie prawdy o sobie nie dokonuje się w sakramentach, szczególnie w spowiedzi świętej, gdzie każdy grzesznik staje w pełnej prawdzie przed Bogiem, odnajduje siebie w relacji do Stwórcy i odchodzi jakby nowo narodzony? Zresztą po dobrze przeżytej spowiedzi świętej człowiek czuje pewną nowość, patrzy na świat już nie z przyzwyczajenia, ale dostrzega więcej dobra i pragnie je realizować w swoim życiu.
Miłosierdzie jest podstawą każdego z sakramentów. Warto dbać zatem o życie w łasce uświęcającej, by jak najczęściej korzystać z owoców zbawczej męki Chrystusa, która dokonała się dzięki miłosierdziu.
Czy możemy w jakiś sposób współpracować z Panem Bogiem, aby Jego Miłosierdzie szerzej rozlewało się w świecie? Czy możemy być narzędziami Bożego Miłosierdzia?
– Oczywiście, że tak. Bóg zaprasza nas nieustannie do współpracy ze Sobą, jesteśmy bowiem, jak słusznie zauważył Benedykt XVI, „współpracownikami Prawdy”. W kontekście miłosierdzia ma to bardzo praktyczny wymiar.
Kościół zna i poleca uczynki miłosierdzia względem duszy i ciała. Obejmują one szerokie spectrum zachowań i postaw względem drugiego człowieka, gdyż jako bliźni jesteśmy za siebie nawzajem odpowiedzialni. Chrześcijanie w starożytności byli rozpoznawani właśnie po tym, że nie tylko mówili o miłości, ale ją praktykowali. Mówiono przecież o naszych przodkach: patrzcie, jak oni się miłują.
Spowiednik siostry Faustyny, bł. ks. Michał Sopoćko lubił powtarzać, że zbawienie świata zacząć należy od rzeczy najprostszych, dlatego też polecał ciekawą praktykę. Spróbujmy ją realizować, jest ona nietrudna. W swoim domu znajdźmy miejsce na Pismo Św. położone i gotowe do lektury, obok niego połóżmy wypisane na osobnych karteczkach uczynki miłosierdzia względem duszy i ciała. Codziennie rano przy okazji modlitwy albo wieczorem, jak nam wygodniej, wyciągnijmy jedną karteczkę. To zadanie na cały najbliższy dzień dla nas. Zrobić musimy wszystko, by dany uczynek miłosierny zrealizować, oczywiście nic na siłę, to ma być raczej mobilizacja do otwartości na drugiego człowieka, dostrzeganie jego potrzeb, pragnień. Czasem naprawdę jedno dobre słowo, uśmiech, podanie ręki może mieć znaczenie zbawcze.
Skoro już rozmawiamy o uczynkach miłosierdzia, to proszę powiedzieć, dlaczego można odnieść wrażenie, że bardziej skupiamy się na uczynkach względem ciała, zaniedbując tym samym te wobec duszy?
– Dzieje się tak dlatego, że paradoksalnie te uczynki względem ciała są prostsze dla nas do realizacji. Zawsze znajdzie się ktoś w bliższym czy dalszym otoczeniu, kto potrzebuje pomocy. Wzrost postaw charytatywnych, rozmaite fundacje, zbiórki świadczą o tym, że mamy jako Polacy bardzo otwarte serca i portfele dla innych. Uczynki miłosierdzia to jednak przede wszystkim kontakt z drugim, postawa otwartości na bliźniego. Chętnie się podzielimy jedzeniem, ale żeby już zjeść z bezdomnym chociaż kawałek chleba czy napić się herbaty, to przekracza nasze wyobrażenie. Dlatego tak trudno chyba nam przejść z uczynków względem ciała do uczynków względem duszy.
Dlatego też założyłem przed 5 laty bardzo prężnie działającą Charytatywną Grupę Młodzieżową, która podejmowała wiele akcji w kraju i za granicą pomagając najbardziej potrzebującym. Zawsze powtarzałem moim wychowankom, że miłosierdzie zaczyna się w domu, od zwykłych czynności wykonywanych z miłością.
Kiedy byłem jeszcze w seminarium i wracałem przed świętami wielkanocnymi do domu, spotkałem na dworcu w Katowicach grającą na gitarze i zbierającą datki młodą osobę. Spontanicznie podszedłem i zapytałem, czy nie chce się napić czegoś ciepłego. Przyniosłem herbatę i pączka i po prostu się dosiadłem. Porozmawialiśmy parę minut i każdy wrócił do swojego życia. Po roku ta osoba odnalazła mnie na jednym z portali społecznościowych i poprosiła o spotkanie. Okazało się, że była w sekcie, że grała, żeby zarobić dla grupy, a ja byłem jedynym, który dostrzegł w niej normalnego człowieka. Dziewczyna ta wyspowiadała się, odkryła budującą wspólnotę. Teraz jest mocno zakorzeniona w Kościele i czyni miłosierdzie, gdzie tylko się da. A zaczęło się od wspólnie wypitej herbaty i zjedzonego pączka. Uczynki miłosierdzia względem ciała i duszy niech się po prostu przenikają. Wtedy owoce są największe.
A co robić, by nie wpaść w pułapkę błędnego rozumienia Bożego Miłosierdzia? Można przecież pomyśleć, że skoro jest ono tak wielkie, to można żyć byle jak, a i tak Pan Jezus będzie przymykał na to oko i koniec końców i tak osiągniemy zbawienie…
– Wystarczy przytoczyć opowieść o Jezusie i kobiecie cudzołożnej, którą tłum chciał ukamienować. Chrystus po odejściu ludzi, patrząc na kobietę, mówi, że jej nie potępia, ale ma iść i nie grzeszyć więcej. To jest właśnie fundament Miłosierdzia Bożego. Nie wolno nam myśleć, że Bóg na siłę będzie chciał nas uszczęśliwiać. Przecież piekło nie jest puste, Bóg ubolewa nad każdym upadkiem, ale dał nam wolną wolę i to od nas zależy, jak z niej skorzystamy. Od nas zależy, jak będziemy z miłosiernym Panem współpracować.
Miłością mamy odpowiadać na miłość. Jeśli wpadam w wodospad Bożego Miłosierdzia, to powinienem chociaż mały strumyczek z siebie też dać. Mocne postanowienie poprawy i zadośćuczynienie są aktami penitenta w sakramencie spowiedzi, bez nich spowiedź jest nieważna. Jeśli nie zapragniemy zmienić swojego życia, nie otrzymamy Bożego przebaczenia. Zakłada ono bowiem pragnienie naprawy, tego, co było złe. To pragnienie może być niedoskonałe, słabe, ale jest kluczowe. Idź i nie grzesz więcej, a przynajmniej zrób wszystko, by nie popadać znowu w te grzechy, zrób cokolwiek, aby naprawić dawne krzywdy. Tego wymaga od nas Bóg. To jest właśnie najgenialniejsza współpraca z Jego Miłosierdziem.
Jest jeszcze inne niebezpieczeństwo: mam na myśli ludzi, którzy powołują się na miłosierdzie, a chodzi im o coś zgoła innego; ludzi wmawiających innym, że miłosierdziem jest akceptacja zła czynionego przez innych: aborcji, eutanazji, homoseksualizmu. Czy to naprawdę jest miłosierdzie?
– Miłosierdzie nie ma nic wspólnego z akceptacją grzechu. U podstaw miłosiernej miłości Boga staje prawda o człowieku jako grzeszniku. Prawda musi być głoszona w miłości. Przykład spotkania Jezusa z Zacheuszem na sykomorze dobrze to pokazuje. Chrystus przechodząc obok drzewa, mógł skupić uwagę towarzyszącego tłumu na grzeszniku, wytknąć mu błędy, zło, pastwić się nad jego przeszłością. Mógł, bo to była prawda. Mógł także wygłosić katechezę o drodze i tym samym skierować wzrok ludzi w stronę ziemi, daleko od Zacheusza. Boski Zbawiciel jednak wybrał drogę miłosiernej konfrontacji. Spojrzał w oczy, odezwał się, zapragnął relacji. A to przemieniło ostatecznie serce grzesznika, postanowił naprawić dawne błędy i radykalnie zmienić życie.
Czy zatem miłosierdzie może być szorstkie? Czy powodowany miłosierdziem mogę przyjąć bezkompromisową postawę tam, gdzie widzę, że mój bliźni idzie na zatracenie swojej duszy?
– Jezus spotykając Zacheusza, przyjął właśnie taką postawę otwartości na grzesznika i zamknięcia drogi dla grzechu. Kościół zaleca właśnie takie podejście. Jeśli w moim otoczeniu jest ktoś, kto grzeszy wielce, mam obowiązek upomnienia braterskiego, jeśli tego nie czynię, to popełniam grzech przeciwko miłości.
Takie upomnienie wymaga sporej odwagi… Nie można wtedy po prostu milczeć?
– Na pewno nie można milczeć w obliczu grzechu, ale trzeba być też delikatnym i wrażliwym, by nie zrazić. To trudne, ale konieczne. Nie możemy bowiem nigdy ustawać w byciu świadkami Prawdy o Bogu bogatym w miłosierdzie. Nie możemy zatem pozostawać bierni, bo czegokolwiek nie uczyniliśmy braciom najmniejszym, tego nie uczyniliśmy samemu Bogu.
Dlaczego więc miłosierdzie kojarzy się tylko z miłymi uczuciami? Poklepywaniem po plecach, uśmiechem, serdecznością, pobłażliwością…
– Nasz współczesny świat lubi uproszczenia, nie znosi wchodzenia w głąb, jest do przesady przesiąknięty duchem indywidualizmu. Wypaczono przez to pojęcia. Tolerancja, która jest znoszeniem z bólem, stała się totalnym zezwalaniem na wszystko, a miłosierdzie, które wymaga postawy głębokiego nawrócenia, odpokutowania i nowego życia, stało się afirmacją tak naprawdę obojętności. Jakże bowiem inaczej nazwać sytuację, w której ja, znając Prawdę, nie dzielę się nią, żeby kogoś nie urazić, albo wiedząc, co należy czynić, nie przekazuję tego dalej, ze strachu, by ktoś – broń Boże – nie uznał mnie za jakiegoś fanatyka.
Bóg zapłać za rozmowę.
W tym numerze „Przymierza z Maryją” postanowiliśmy podjąć tematykę edukacji młodych pokoleń Polaków. Pokładamy nadzieję w chrześcijańskim, czy też ściślej – katolickim kształceniu i wychowaniu. Pamiętamy bowiem, że katolicyzm jest nie tylko doktryną, dogmatem czy też zbiorem modlitw i obrzędów, lecz nade wszystko żywą relacją z Bogiem i powinien oddziaływać na całe państwo i całe społeczeństwo.
Pomiędzy 25 a 29 maja wraz z grupą Apostołów Fatimy pielgrzymowaliśmy do miejsca, w którym 109 lat temu trojgu portugalskim pastuszkom ukazywała się Matka Boża, niosąc światu przesłanie pokuty i nadziei.
Fatima, choć jest odwiedzana przez bardzo licznych wiernych oraz turystów, zdołała jednak zachować atmosferę ciszy. Wyjąwszy największe uroczystości gromadzące wielotysięczne rzesze uczestników, można tam zarówno modlić się, jak i słuchać w skupieniu. Każdego dnia chętnie korzystaliśmy z tej możliwości tym bardziej, że nasz hotel położony był w bezpośredniej bliskości bazyliki oraz miejsca Maryjnych objawień.
Codziennie uczestniczyliśmy też w tradycyjnych nabożeństwach i procesjach na olbrzymim placu przed sanktuarium. W trakcie trzeciego wieczoru przedstawiciele naszej grupy mieli zaszczytną okazję prowadzić fragment modlitwy. W pamięci uczestników pozostanie z pewnością atmosfera towarzysząca tym różańcowym spotkaniom. Wypowiadane przez setki pielgrzymów w różnych językach wezwania Ojcze nasz… i Zdrowaś Maryjo… podkreślały zarówno jedność jak i różnorodność Kościoła. Z drugiej strony jednak – zamiast harmonii rodziły szum, utrudniając modlitewne skupienie. Może gospodarze tego cudownego miejsca zechcą kiedyś „odkryć” na nowo łacinę?
Niespokojny duch współczesności daje też w Fatimie znać o sobie w sposób widoczny gołym okiem. Niby w trosce o prostotę i skromność stara się on jak może zasłonić sanktuarium, wznosząc wokół betonowe bryły, z których niektóre nawet zostały poświęcone jako miejsca katolickiego kultu. Tylko co wspólnego z żywą, autentyczną wiarą mogą mieć płaskie, szare bunkry albo kaplice, w których Tabernakulum przypomina bardziej skrzynkę na narzędzia? Albo co powiedzieć o ustawionym tuż przy nowej bazylice wielkim krzyżu, na którym zamiast Chrystusa umieszczono dziwaczną postać jakby wyjętą ze starożytnych hieroglifów? W kulturowym kontekście naszych czasów to raczej karykatura niż godny wizerunek Zbawiciela…
Zatem nawet w bezpośrednim otoczeniu sanktuarium naocznie przekonaliśmy się, że wewnątrz Kościoła toczy się ogromna walka o kształt katolicyzmu i o serca wierzących. Do czego to zmaganie może prowadzić, widzieliśmy w urokliwym, niewielkim mieście Obidos, gdzie w miejscu dawnego kościoła działa dzisiaj… księgarnia.
Nasze pielgrzymkowe wyprawy, których celem były wspaniałe klasztory w miasteczku Alcobaça czy w Batalhi, przeniosły nas do czasów, gdy świątynie bez wątpienia wznoszono na chwałę Bożą, na przykład – w podzięce za Opatrznościową pomoc w wygranej bitwie o niepodległość kraju. Zachwyt budziła potężna, a zarazem misterna architektura tych monumentalnych dzieł, wspaniałe zdobienia, dbałość ich twórców o detale, połączenie talentów z wytrwałością i pracowitością budowniczych.
Podążyliśmy też śladami fatimskich wizjonerów – Łucji dos Santos oraz świętych Hiacynty i Franciszka Marto. Modliliśmy się przy ich grobach. Odprawiliśmy Drogę Krzyżową w ich rodzinnych stronach, odwiedziliśmy domy, w których żyli.
W miejscu objawień Matki Bożej zapaliliśmy świece przywiezione wraz z intencjami powierzonymi nam przez Darczyńców w ramach akcji „Twoje światło w Fatimie”.
Podczas tej kilkudniowej wyprawy na każdym kroku spotykaliśmy się z serdeczną otwartością Portugalczyków. Podziwialiśmy ich ludową sztukę i zwyczaje. Mimo że nasze kraje są od siebie bardzo oddalone, w żaden sposób nie czuliśmy się obco. Sprawiła to oczywiście sama Matka Boża, ale też kulturowa bliskość biorąca swój początek w naszej wspólnej wierze. Podczas wyjazdów do historycznych miejsc, które znalazły się na trasie naszej pielgrzymki, mieliśmy okazję przekonać się, że Maryja swoją opieką otacza nie tylko nasz naród, lecz wszystkie nacje, które się Jej ufnie oddają, a także każdą osobę, która zawierza Jej siebie oraz swych bliskich.
Dzieje Portugalii to również historia wierności Bogu i odstępstw, także w życiu władców. Trudne momenty w wymiarze tak osobistym, jak i zbiorowym, przypominają o konieczności ciągłego zabiegania o własną duszę i o łaskę Opatrzności. Wierność przynosi pomyślność – przynajmniej w życiu duchowym. Odstępstwo owocuje nieszczęściem i śmiercią. Te uniwersalne prawdy przychodziły na myśl, gdy słuchaliśmy opowieści przewodników o portugalskich monarchach i wodzach, zwycięskich bitwach i nieszczęśliwych losach grzesznych kochanków.
Byli tym razem pośród Apostołów Fatimy reprezentanci każdego spośród żyjących pokoleń. Najmłodszy uczestnik liczył sobie 13 lat, zaś senior, pan Zdzisław – już 94. – Całe życie marzyłem, by tu przyjechać – przyznał w rozmowie.
Nasza pielgrzymka nie byłaby tak bogata w duchową treść bez obecności duszpasterza – księdza Krzysztofa. Oprócz zapewnienia nam możliwości codziennego wysłuchania Mszy Świętej, dawał on wyrazy swej niezwykłej czci dla Matki Bożej śpiewem Godzinek i pięknych pieśni.
Każdy z nas przywiózł Matce Bożej bagaż własnych intencji, od tych najbardziej osobistych po zbiorowe – dotyczące Kościoła i Ojczyzny. Każdy też otrzymał w duchowym wymiarze to, czego najbardziej potrzebował. To doświadczenie znają wszyscy pielgrzymujący ze szczerą intencją w miejsca szczególnie wybrane przez Pana Boga i przez Maryję.
Wśród tych niezwykłych miejsc jest też Fatima, niosąca do Nieba już od ponad wieku nieprzerwany strumień ludzkiej modlitwy.
Szanowni Państwo!
Jesteście wspaniali! Wasze wydawnictwa oraz gazetki, broszury i ulotki wzmacniają naszą duchowość i informują o wielu faktach oraz miejscach objawień Maryjnych. Artykuły czytam z wielkim zainteresowaniem. Naprawdę bardzo cenię informacje o Jezusie i Maryi, które w nieskończoność otwierają serca. Pamiętamy w modlitwie o Waszej pracy. Pozdrawiam gorąco Pana Prezesa i cały zespół redakcyjny!
Anna ze Zgierza
Szczęść Boże!
Kampania „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest wspaniała. Popieram ją i bardzo się cieszę, że jesteście i stoicie na straży wiary. Musimy dziękować i wspierać naszą Królową za Jej miłość do naszego Narodu.
Zbigniew z Katowic
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Szanowny Panie Prezesie, dziękuję bardzo serdecznie za przesłane mi pozdrowienia urodzinowe. Ucieszyłam się z bardzo ładnej kartki. Jestem dumna z działalności apostolskiej, jaką Państwo prowadzą. Podobają mi się bardzo czasopisma „Przymierze z Maryją” i „Apostoł Fatimy”. Cieszę się z tego, że mogę w nich znaleźć wiele bardzo ciekawych artykułów poruszających interesujące mnie tematy. Cieszę się z tego, że wiele osób może korzystać z tych czasopism. Pragnęłabym bardzo, aby wielu Polaków mogło zapoznać się z tymi ciekawymi gazetami.
Bardzo serdecznie dziękuję za otrzymane ostatnio „Przymierze z Maryją” i „Apostoła Fatimy”. Znalazłam w tych numerach wiele interesujących mnie zagadnień. Cieszę się z tego, że te czasopisma mogą trafić do wielu rodzin w Polsce. Pragnęłabym dalej otrzymywać te pisma.
Pozdrawiam Maryję Naszą Królową. Życzę Panu i współpracownikom dużo zdrowia i wielu łask Bożych w Jezusie i Maryi.
Wdzięczna Czytelniczka
Krystyna z Pruszkowa
Szczęść Boże!
Bardzo dziękuję za przysyłanie mi „Przymierza z Maryją”. Jest to pismo, które bardzo sobie cenię i szanuję. Redagujecie ciekawe artykuły. Zawsze czekam na nowe numery i pragnę poinformować, że zawsze będę Was wspierać. Niech Pan Bóg nas prowadzi!
Barbara
Szanowny Panie Prezesie!
Bardzo dziękuję Panu za życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego oraz fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły i ducha wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla naszej duchowości chrześcijańskiej. Dziękuję bardzo za wszystkie dewocjonalia, materiały, które od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi otrzymałam – są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę całej Redakcji i Panu Prezesowi obfitych łask Bożych. Szczęść Wam Boże na długie lata!
Danuta z Krakowa
Szanowni Państwo!
Dziękuję za wszystkie numery „Przymierza…”, bo to ciekawe czasopismo. Warto je prenumerować. Dużo opisujecie i dużo się dowiadujemy, co się dzieje teraz i kiedyś – jak to było na świecie dawno temu, w tamtych wiekach. Życzę Wam wielu łask Bożych i siły w dalszym działaniu. Nie poddawajcie się siłom zła, które próbują zniszczyć wszystko, co Boże. Któż jak Bóg! Pozdrawiam Was serdecznie,
Maria
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Dziękuję z całego serca za cudowne „Przymierze z Maryją”. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję to pismo. Jest tam dużo pięknych, cudownych tekstów o Maryi i Jezusie Chrystusie, a także dużo o wierze katolickiej i o naszej kulturze. Są tam piękne tematy i bardzo dobre dla naszego życia wiadomości. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję „Przymierze z Maryją”. Dziękuję, modlę się za cały Apostolat Fatimy i za Pana Prezesa.
Janina z Włocławka
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Panie Sławomirze, w liście zadał mi Pan pytanie, czy jestem dumna z otrzymywanego pisma „Przymierze z Maryją”. Jestem dumna! A dlaczego? Bo jest to pismo jedyne w swoim rodzaju. To ogromna wiedza. Każdy artykuł bogaty w wydarzenia, emanuje częścią historii o naszej wierze katolickiej. Bardzo dużo przeczytałam dobrych książek (bo lubię czytać), ale pismo „Przymierze z Maryją” stawiam na pierwszym miejscu, bo porusza serce, ubogaca duszę i umysł. O wielu sprawach opisanych w artykułach wcześniej nie miałam wiedzy. Ale teraz mając 86 lat jestem poniekąd uczennicą „Przymierza z Maryją”. Mówi się, że człowiek uczy się do końca życia, prawda? Bóg zapłać za tę wiedzę. Z szacunkiem chylę czoło przed wszystkimi osobami za pracę i trud w tworzeniu pisma. A Matka Boża, nasza Królowa, niech Was błogosławi. Przy okazji „Bóg zapłać” za wszystko co dostaję od Stowarzyszenia Księdza Piotra Skargi: za życzenia urodzinowe, za listy Pana Sławomira i wszystkie pamiątki, a szczególnie za koronę Matki Bożej Fatimskiej. Jak stawałam przed Fatimską Panią, mówiłam w duchu: „Jesteś taka skromniutka, skromniutka bez korony”… A teraz moja Dostojna Pani ma koronę! Serdecznie dziękuję, bardzo się cieszę.
A jeszcze kilka słów o mnie… Jestem schorowaną osobą, chodzę o lasce. Nie mam już nawet siły iść sama do kościoła – to około 1 kilometra, ale mój sąsiad zawozi mnie co niedzielę na Mszę. Mam też problemy ze słuchem. Aparat słuchowy nie wszędzie zdaje egzamin, szczególnie w kościele, jak kapłan mówi dalej od mikrofonu, to robi się pogłos, ale jakoś daję sobie radę. Nie narzekam, bo mam dużą rodzinę i opiekuje się mną córka. Praktycznie przejęła wszystkie moje obowiązki. Przepraszam, że nie nadążam za waszymi propozycjami, ale w miarę możliwości będę wspomagać Stowarzyszenie. Życzę Wam wszystkim zdrowia i błogosławieństwa.
Z Panem Bogiem!
Genowefa