Temat numeru
 
Miłosierdzie nie akceptuje grzechu!
Krystian Kratiuk

Miłosierdzie nie ma nic wspólnego z akceptacją grzechu! Czy zatem można być świadkiem Bożego Miłosierdzia tam, gdzie ludzie się na nie zamykają? Można, choć wymaga to sporej odwagi. W rozmowie z „Przymierzem z Maryją” przekonuje o tym ksiądz Sebastian Heliosz, kapłan Archidiecezji Katowickiej w rozmowie z Mateuszem Ochmanem.

Tyle słyszymy o Bożym Miłosierdziu, ale gdy przychodzi do jego opisania, to wielu z nas ma z tym trudności. Czym ono zatem jest?

– Miłosierdzie to przymiot samego Boga, realizuje się najpełniej w tajemnicy Jezusa Chrystusa. O tym mówi sam nasz Boski Zbawiciel w czasie nocnej rozmowy z Nikodemem: Tak Bóg umiłował świat, że Syna Swego jednorodzonego dał. Celem tego daru był powrót całej ludzkości do Boga, przezwyciężenie muru, który powstał po grzechu pierworodnym. Miłosierdzie to dar Boga z Siebie, abyśmy mieli życie i mieli je w obfitości, abyśmy na nowo mogli wejść w relację ze Stwórcą. Jedyną barierą jest nasza wolna wola, bo zawsze możemy się Bogu przeciwstawić, nie pragnąc Jego pomocy. Bóg nas na siłę nie będzie uszczęśliwiał.

Nie ma takiego grzechu, takiej przewrotności, której nie zwyciężyłoby Boże Miłosierdzie. I nie chodzi tu tylko o to, że Bóg przebacza, ale właśnie o to, że dzięki miłosierdziu każdy z nas ma możliwość odtworzenia raju w swoim życiu. Bóg bowiem nie wypomni nam przebaczonych grzechów, nie będzie wyciągał z nich konsekwencji. Chyba wszyscy jesteśmy przyzwyczajeni, że gdy popełnimy jakąś głupotę, kogoś skrzywdzimy, to ta osoba nawet jeśli nam wybaczy, to i tak pamięta. Bardzo rzadko mamy możliwość powrotu do dawnej gorliwości, beztroski, totalnego zaufania. U Boga jest właśnie zupełnie inaczej, On, niejako dzięki miłosierdziu, zapomina nasze grzechy, nigdy ich nie wypominając.

 

Czy w takim razie Boże Miłosierdzie wpływa w jakiś sposób na Bożą Sprawiedliwość?

– Często się zdarza, że Boże Miłosierdzie przeciwstawia się Bożej Sprawiedliwości. Gdybyśmy wyciągnęli z tego logiczne konsekwencje, doszlibyśmy do absurdalnego wniosku, że w Bogu samym jest jakieś rozdwojenie jaźni, co jest nie tylko herezją, ale i głupotą.

Prawdą jest natomiast, że do natury Boga należy zarówno sprawiedliwość, jak i miłosierdzie. Dopóki człowiek żyje i może żałować za swoje grzechy, może także obficie korzystać z Miłosierdzia Bożego, może ochotnym sercem przylgnąć do Boga, wrócić do Niego czasem po wielu latach, może się wyspowiadać i docelowo zmienić swoje postępowanie. Ostateczną granicą miłosierdzia jest śmierć człowieka, po niej nie ma możliwości zmiany życia, zatem wtedy pozostaje już tylko Boża Sprawiedliwość.

 

Zatem w jakich sytuacjach najpełniej – jeśli można tak powiedzieć – mamy możliwość doświadczenia Bożego Miłosierdzia?

– Chyba kwintesencją tego rozważania są słowa św. Jana Pawła II z encykliki Dives in misericordia: Miłosierdzie – tak jak przedstawił je Chrystus w przypowieści o synu marnotrawnym – ma wewnętrzny kształt takiej miłości, tej, którą w języku Nowego Testamentu nazwano agape. Miłość taka zdolna jest do pochylenia się nad każdym synem marnotrawnym, nad każdą ludzką nędzą, nade wszystko zaś nad nędzą moralną, nad grzechem. (DiM 6)

Czyż ten powrót syna marnotrawnego, to wyczekujące spojrzenie ojca, owo odnowienie godności, odkrycie prawdy o sobie nie dokonuje się w sakramentach, szczególnie w spowiedzi świętej, gdzie każdy grzesznik staje w pełnej prawdzie przed Bogiem, odnajduje siebie w relacji do Stwórcy i odchodzi jakby nowo narodzony? Zresztą po dobrze przeżytej spowiedzi świętej człowiek czuje pewną nowość, patrzy na świat już nie z przyzwyczajenia, ale dostrzega więcej dobra i pragnie je realizować w swoim życiu.

Miłosierdzie jest podstawą każdego z sakramentów. Warto dbać zatem o życie w łasce uświęcającej, by jak najczęściej korzystać z owoców zbawczej męki Chrystusa, która dokonała się dzięki miłosierdziu.

Czy możemy w jakiś sposób współpracować z Panem Bogiem, aby Jego Miłosierdzie szerzej rozlewało się w świecie? Czy możemy być narzędziami Bożego Miłosierdzia?

– Oczywiście, że tak. Bóg zaprasza nas nieustannie do współpracy ze Sobą, jesteśmy bowiem, jak słusznie zauważył Benedykt XVI, „współpracownikami Prawdy”. W kontekście miłosierdzia ma to bardzo praktyczny wymiar.

Kościół zna i poleca uczynki miłosierdzia względem duszy i ciała. Obejmują one szerokie spectrum zachowań i postaw względem drugiego człowieka, gdyż jako bliźni jesteśmy za siebie nawzajem odpowiedzialni. Chrześcijanie w starożytności byli rozpoznawani właśnie po tym, że nie tylko mówili o miłości, ale ją praktykowali. Mówiono przecież o naszych przodkach: patrzcie, jak oni się miłują.
Spowiednik siostry Faustyny, bł. ks. Michał Sopoćko lubił powtarzać, że zbawienie świata zacząć należy od rzeczy najprostszych, dlatego też polecał ciekawą praktykę. Spróbujmy ją realizować, jest ona nietrudna. W swoim domu znajdźmy miejsce na Pismo Św. położone i gotowe do lektury, obok niego połóżmy wypisane na osobnych karteczkach uczynki miłosierdzia względem duszy i ciała. Codziennie rano przy okazji modlitwy albo wieczorem, jak nam wygodniej, wyciągnijmy jedną karteczkę. To zadanie na cały najbliższy dzień dla nas. Zrobić musimy wszystko, by dany uczynek miłosierny zrealizować, oczywiście nic na siłę, to ma być raczej mobilizacja do otwartości na drugiego człowieka, dostrzeganie jego potrzeb, pragnień. Czasem naprawdę jedno dobre słowo, uśmiech, podanie ręki może mieć znaczenie zbawcze.

 

Skoro już rozmawiamy o uczynkach miłosierdzia, to proszę powiedzieć, dlaczego można odnieść wrażenie, że bardziej skupiamy się na uczynkach względem ciała, zaniedbując tym samym te wobec duszy?

– Dzieje się tak dlatego, że paradoksalnie te uczynki względem ciała są prostsze dla nas do realizacji. ­Zawsze znajdzie się ktoś w bliższym czy dalszym otoczeniu, kto potrzebuje pomocy. Wzrost postaw charytatywnych, rozmaite fundacje, zbiórki świadczą o tym, że mamy jako Polacy bardzo otwarte serca i portfele dla innych. Uczynki miłosierdzia to jednak przede wszystkim kontakt z drugim, postawa otwartości na bliźniego. Chętnie się podzielimy jedzeniem, ale żeby już zjeść z bezdomnym chociaż kawałek chleba czy napić się herbaty, to przekracza nasze wyobrażenie. Dlatego tak trudno chyba nam przejść z uczynków względem ciała do uczynków względem duszy.

Dlatego też założyłem przed 5 laty bardzo prężnie działającą Charytatywną Grupę Młodzieżową, która podejmowała wiele akcji w kraju i za granicą pomagając najbardziej potrzebującym. Zawsze powtarzałem moim wychowankom, że miłosierdzie zaczyna się w domu, od zwykłych czynności wykonywanych z miłością.

Kiedy byłem jeszcze w seminarium i wracałem przed świętami wielkanocnymi do domu, spotkałem na dworcu w Katowicach grającą na gitarze i zbierającą datki młodą osobę. Spontanicznie podszedłem i zapytałem, czy nie chce się napić czegoś ciepłego. Przyniosłem herbatę i pączka i po prostu się dosiadłem. Porozmawialiśmy parę minut i każdy wrócił do swojego życia. Po roku ta osoba odnalazła mnie na jednym z portali społecznościowych i poprosiła o spotkanie. Okazało się, że była w sekcie, że grała, żeby zarobić dla grupy, a ja byłem jedynym, który dostrzegł w niej normalnego człowieka. Dziewczyna ta wyspowiadała się, odkryła budującą wspólnotę. Teraz jest mocno zakorzeniona w Kościele i czyni miłosierdzie, gdzie tylko się da. A zaczęło się od wspólnie wypitej herbaty i zjedzonego pączka. Uczynki miłosierdzia względem ciała i duszy niech się po prostu przenikają. Wtedy owoce są największe.

 

A co robić, by nie wpaść w pułapkę błędnego rozumienia Bożego Miłosierdzia? Można przecież pomyśleć, że skoro jest ono tak wielkie, to można żyć byle jak, a i tak Pan Jezus będzie przymykał na to oko i koniec końców i tak osiągniemy zbawienie…

– Wystarczy przytoczyć opowieść o Jezusie i kobiecie cudzołożnej, którą tłum chciał ukamienować. Chrystus po odejściu ludzi, patrząc na kobietę, mówi, że jej nie potępia, ale ma iść i nie grzeszyć więcej. To jest właśnie fundament Miłosierdzia Bożego. Nie wolno nam myśleć, że Bóg na siłę będzie chciał nas uszczęśliwiać. Przecież piekło nie jest puste, Bóg ubolewa nad każdym upadkiem, ale dał nam wolną wolę i to od nas zależy, jak z niej skorzystamy. Od nas zależy, jak będziemy z miłosiernym Panem współpracować.

Miłością mamy odpowiadać na miłość. Jeśli wpadam w wodospad Bożego Miłosierdzia, to powinienem chociaż mały strumyczek z siebie też dać. Mocne postanowienie poprawy i zadośćuczynienie są aktami penitenta w sakramencie spowiedzi, bez nich spowiedź jest nieważna. Jeśli nie zapragniemy zmienić swojego życia, nie otrzymamy Bożego przebaczenia. Zakłada ono bowiem pragnienie naprawy, tego, co było złe. To pragnienie może być niedoskonałe, słabe, ale jest kluczowe. Idź i nie grzesz więcej, a przynajmniej zrób wszystko, by nie popadać znowu w te grzechy, zrób cokolwiek, aby naprawić dawne krzywdy. Tego wymaga od nas Bóg. To jest właśnie najgenialniejsza współpraca z Jego Miłosierdziem.

 

Jest jeszcze inne niebezpieczeństwo: mam na myśli ludzi, którzy powołują się na miłosierdzie, a chodzi im o coś zgoła innego; ludzi wmawiających innym, że miłosierdziem jest akceptacja zła czynionego przez innych: aborcji, eutanazji, homoseksualizmu. Czy to naprawdę jest miłosierdzie?

– Miłosierdzie nie ma nic wspólnego z akceptacją grzechu. U podstaw miłosiernej miłości Boga staje prawda o człowieku jako grzeszniku. Prawda musi być głoszona w miłości. Przykład spotkania Jezusa z Zacheuszem na sykomorze dobrze to pokazuje. Chrystus przechodząc obok drzewa, mógł skupić uwagę towarzyszącego tłumu na grzeszniku, wytknąć mu błędy, zło, pastwić się nad jego przeszłością. Mógł, bo to była prawda. Mógł także wygłosić katechezę o drodze i tym samym skierować wzrok ludzi w stronę ziemi, daleko od Zacheusza. Boski Zbawiciel jednak wybrał drogę miłosiernej konfrontacji. Spojrzał w oczy, odezwał się, zapragnął relacji. A to przemieniło ostatecznie serce grzesznika, postanowił naprawić dawne błędy i radykalnie zmienić życie.

 

Czy zatem miłosierdzie może być szorstkie? Czy powodowany miłosierdziem mogę przyjąć bezkompromisową postawę tam, gdzie widzę, że mój bliźni idzie na zatracenie swojej duszy?

– Jezus spotykając Zacheusza, przyjął właśnie taką postawę otwartości na grzesznika i zamknięcia drogi dla grzechu. Kościół zaleca właśnie takie podejście. Jeśli w moim otoczeniu jest ktoś, kto grzeszy wielce, mam obowiązek upomnienia braterskiego, jeśli tego nie czynię, to popełniam grzech przeciwko miłości.

 

Takie upomnienie wymaga sporej odwagi… Nie można wtedy po prostu milczeć?

– Na pewno nie można milczeć w obliczu grzechu, ale trzeba być też delikatnym i wrażliwym, by nie zrazić. To trudne, ale konieczne. Nie możemy bowiem nigdy ustawać w byciu świadkami Prawdy o Bogu bogatym w miłosierdzie. Nie możemy zatem pozostawać bierni, bo czegokolwiek nie uczyniliśmy braciom najmniejszym, tego nie uczyniliśmy samemu Bogu.

 

Dlaczego więc miłosierdzie kojarzy się tylko z miłymi uczuciami? Poklepywaniem po plecach, uśmiechem, serdecznością, pobłażliwością…

– Nasz współczesny świat lubi uproszczenia, nie znosi wchodzenia w głąb, jest do przesady przesiąknięty duchem indywidualizmu. Wypaczono przez to pojęcia. Tolerancja, która jest znoszeniem z bólem, stała się totalnym zezwalaniem na wszystko, a miłosierdzie, które wymaga postawy głębokiego nawrócenia, odpokutowania i nowego życia, stało się afirmacją tak naprawdę obojętności. Jakże bowiem inaczej nazwać sytuację, w której ja, znając Prawdę, nie dzielę się nią, żeby kogoś nie urazić, albo wiedząc, co należy czynić, nie przekazuję tego dalej, ze strachu, by ktoś – broń Boże – nie uznał mnie za jakiegoś fanatyka.

 

Bóg zapłać za rozmowę.

 

 


"Przymierze z Maryją" dociera regularnie do ponad 430 tysięcy osób. Dołącz do grona naszych Przyjaciół i zostań stałym czytelnikiem czasopisma.

NAJNOWSZE WYDANIE:
Męka Chrystusa według Całunu
Kończy się Wielki Post. Przed nami Wielki Tydzień, którego apogeum stanowi Triduum Paschalne. W Wielki Czwartek, Piątek i Sobotę w sposób szczególny nasza myśl biegnie w kierunku Golgoty i Najświętszej Męki naszego Pana Jezusa Chrystusa.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Zostań Apostołem Fatimy!

Jedyna taka wspólnota ... jest właśnie dla Ciebie!

Co to za wspólnota, licząca ponad 60 tys. członków, którzy wszyscy modlą się za siebie nawzajem? Duchowa rodzina pod patronatem Maryi, za którą codziennie wznoszą swoje modły siostry zakonne, a kapłan raz w miesiącu odprawia za nią Mszę Świętą? Formacja duchowa w tradycji katolickiej, której uczestnicy co roku mają szansę wziąć udział w pielgrzymce do Fatimy?
To Apostolat Fatimy. Jedyna taka wspólnota katolików w Polsce, gdzie za drobny, comiesięczny datek i codzienną modlitwę Apostołowie dostają moc duchowych korzyści, z których najważniejsza jest świadomość, że przyczyniają się do wielkiego dzieła – budzenia sumień Polaków!
Zadzwoń pod numer 12 423 44 23 i zostań Apostołem Fatimy!


Listy od Przyjaciół
 

Szczęść Boże!
Szanowni Państwo, należę do osób, które nie chcą „rozdrabniać” i „rozpraszać” swoich nabożeństw. Dla mnie fundamentem jest Jezus Chrystus. A poza tym całe moje jestestwo zwrócone jest ku Maryi Niepokalanej, otaczającej mnie Swoją Opieką i Nieustającą Pomocą.
Przez codzienną modlitwę różańcową otrzymałem zdumiewająco dużo łask: zostały rozwiązane, i to z nawiązką, moje nieprawdopodobne wręcz problemy życiowe. Toteż Wasza propozycja, by poświęcić swój dom Maryi trafiła w pełni do mojego serca. Natychmiast po otrzymaniu przesyłki odmówiłem „Akt poświęcenia domu Niepokalanemu Sercu Maryi”, a tabliczkę z Aktem umieściłem na ścianie mojego pokoju.
Jestem dogłębnie poruszony faktem, że w ciągu kilku dni jeszcze jeden wielki problem, z którym miałem borykać się przez kolejne miesiące, znalazł się na właściwej ścieżce ku pomyślnemu rozwiązaniu. Z całego serca dziękuję za to Maryi, a Wam jestem niezmiernie wdzięczny za stworzenie możliwości, by poświęcić dom Niepokalanemu Sercu Matki Bożej. Pozdrawiam!
Władysław z Gliwic


Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Szanowna Redakcjo, pragnę złożyć moje świadectwo o otrzymaniu łaski uzdrowienia i rozwiązania poważnych problemów poprzez Nowennę Pompejańską. Problem był ogromny i pogłębiający się – dotyczył mojego syna. Był w wieku gimnazjalnym. Zaczęły się problemy z wychodzeniem z domu, z wychodzeniem do szkoły, ze wstawaniem z łóżka. Był to bardzo trudny i długotrwały czas. Ze szkoły otrzymywałam zapowiedź kary finansowej za niedoprowadzanie syna do szkoły. Robiłam co mogłam, bardzo chciałam pomóc synowi – nic nie skutkowało. Sytuacja stawała się coraz gorsza.
Pewnego dnia znajoma powiedziała mi, że opowiedziała o mojej sytuacji swojej cioci – siostrze zakonnej. Dostałam od niej bardzo cenną wskazówkę, jak z tego możemy wyjść – poprzez Nowennę Pompejańską.
Od razu tego samego dnia podjęłam tę modlitwę. Już na drugi dzień problemy zaczęły się rozwiązywać. Najpierw zdecydowaliśmy się na wizytę u lekarza, który poprowadził sprawę dalej, potem kolejne osoby, następnie nauczanie indywidualne i w końcu syn ukończył szkołę.
Dzięki wstawiennictwu Matki Bożej rozwiązała się sprawa, która po ludzku dla mnie była porównywalna z biciem głową w mur.
Dziękuję Ci Maryjo za wszelkie łaski, które otrzymaliśmy i które otrzymujemy. Dziś syn jest już ojcem i ma swoją rodzinę.
A Wam, Szanowni Państwo, gratuluję decyzji o propagowaniu Nowenny Pompejańskiej. Polecam wszystkim tę modlitwę, dzięki której możemy rozwiązywać problemy, które po ludzku wydają się nie do rozwiązania. Pozdrawiam Was serdecznie.
Ewa z Jarosławia


Szczęść Boże!
Z całego serca dziękuję za modlitwę, życzenia i wszelkie upominki. Niech Dobry Bóg ma wszystkich pracowników Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi w Swojej opiece, a Matka Najświętsza niech Was otacza opieką. Niech Pan Bóg obdarzy Was zdrowiem i wszelkimi łaskami. Modlę się za Stowarzyszenie i proszę o modlitwę. Bóg zapłać za wszystko!
Józefa z Mazowsza


Szczęść Boże!
Pragnę podziękować za kalendarz „365 dni z Maryją” na 2021 rok. Dzięki niemu tak bardzo czuję codzienną obecność, opiekę i wsparcie Matki Bożej. Byłoby świetnie, gdyby ten kalendarz mógł trafić do wszystkich naszych Rodaków. Chętnie w tym pomogę. Zapewniam o modlitwie za Stowarzyszenie i Apostolat Fatimy!
Agnieszka – Apostoł Fatimy


Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Dziękuję za Wasze przesyłki. Dziękuję za kalendarz „365 dni z Maryją”. Jestem bardzo wzruszona, kiedy czytam „Przymierze z Maryją”. Nie zawsze ma kto czytać mi to pismo. Jestem osobą słabo widzącą od czasu tragicznego wypadku. Miałam wtedy 24 lata i plany na przyszłość. Po wypadku przez dwa miesiące byłam nieprzytomna. Lekarze dawali mi jeden procent szans na przeżycie. Moja mama modliła się gorąco za wstawiennictwem Matki Bożej i św. Judy Tadeusza. Miłosierny Jezus wysłuchał modlitw. Przeżyłam, a później – w roku 1992 – urodziłam zdrowego, pięknego synka. Chłopiec pięknie grał na pianinie, lubił matematykę, poza tym uczył się języków obcych. Obecnie mieszka w Anglii – pomaga mnie i mojej mamie, która ma 82 lata.
Byłam na pielgrzymce w Fatimie, aby podziękować Panu Bogu i Matce Bożej za życie, zdrowie i za syna. Odwiedziłam też inne święte miejsca.
Mąż, który spowodował ten wypadek, po pewnym czasie mnie opuścił… Ale i tak za wszystko dziękuję Bogu.
Pomagam chorym i ułomnym dzieciom. Najlepszą dla mnie nagrodą jest ich uśmiech i wdzięczność.
Nie tracę nadziei. Modlę się o zdrowie i pomoc w moim inwalidztwie, abym mogła przetrwać i jak najdłużej cieszyć się rodziną.
Serdecznie dziękuję Wam za miłe i pełne pocieszenia słowa. Za serdeczne pozdrowienia. Bóg zapłać za wsparcie duchowe w życiu codziennym, często tak trudnym. Dziękuję za to, że przypominacie to piękne hasło: O Maryi nigdy dość!
Grażyna z Lublina


Szczęść Boże!
Pragnę podzielić się dobrą wiadomością – w końcu odnalazłam Matkę Bożą i Pana Boga. A zaczęło się od bardzo ciężkiego wypadku samochodowego. Cudem uniknęłam śmierci. Wydarzył się on 27 listopada. Przez przypadek dowiedziałam się później, że w ten dzień jest wspomnienie Maryi od Cudownego Medalika. Poczytałam trochę informacji o tym medaliku i doszłam do wniosku, że to ma sens! Musiałam więc trochę oberwać, aby jaśniej myśleć. Najpierw zapoznałam się z całą historią Cudownego Medalika, a później zamówiłam go wraz z książkami. Co ciekawe, tydzień przed wypadkiem modliłam się o światło wiary…
Wypadek był ciężki, a jego skutki odczuwalne do dziś, ale dzięki niemu odnalazłam wreszcie Boga! I za to dziękuję!
Z Panem Bogiem
Dorota