Apostolat Fatimy
 
Matka Boża Fatimska mnie prowadzi
Mateusz Ciupka

 W ich życiu szczególną rolę odegrała pomoc Matki Bożej. Dała im ukojenie w cierpieniu, nadzieję, umocniła relacje z najbliższymi. Dwie Apostołki Fatimy, których wiara wynikająca z rodzinnej tradycji jest żywa, płynie w krwiobiegu codzienności, umacnia i pomaga przetrwać złe chwile. Choć różni je wiek, sytuacja rodzinna i pragnienia, to łączy niezawodna opieka Matki Bożej. Przedstawiamy ich świadectwa.


Moim obowiązkiem było tam pojechać


Przeszło dziesięć wieków temu modlił się święty Bernard: Panno Przenajświętsza! Któżby w Tobie nie pokładał ufności, gdy Ty ratujesz zrozpaczonych nawet? Ufność w pomoc Matki Bożej jest siłą Anny Męczyńskiej z mazowieckiego Baboszewa, 53-letniej rencistki dotkniętej chorobą, która ograniczyła jej codzienne funkcjonowanie, i jednej z tych Apostołek Fatimy, którą Matka Boża zaprosiła do Swojego sanktuarium w Fatimie.


A zaczęło się tak: Kiedy byłam dzieckiem, dostałam figurę Matki Bożej Fatimskiej od mojej babci – wspomina pani Anna. Ta figurka od zawsze mi towarzyszyła, także kiedy przeprowadziłam się z domu rodzinnego do męża.


Pewnego dnia, w zakupionej książce o św. Ojcu Pio Pani Anna znalazła ulotkę o Apostolacie Fatimy i poczuła, że to coś, co może wspomóc jej wiarę, więc zdecydowała się dołączyć do tej duchowej rodziny. Nie żałuje swojej decyzji: Nie sądziłam, że po dwóch latach wylosuję pielgrzymkę do Fatimy. Zaskoczenie było ogromne, bo ja na co dzień poruszam się na wózku, a to jest przeszkoda, żeby się gdziekolwiek wybrać. Z pomocą bardzo miłych osób, które brały udział w pielgrzymce – udało się.


Pani Anna traktuje pielgrzymkę nie tylko jako wielką łaskę i radość, ale także jako swoją chrześcijańską powinność: Mimo trudności nie wyobrażałam sobie, że mogłoby mnie tam nie być, bo pielgrzymka była osobistym zaproszeniem od Matki Bożej, więc moim obowiązkiem było pojechać. Zauważa, że mąż sam mógłby sobie z takim wyzwaniem nie poradzić, więc tym gorętsze podziękowanie kieruje do pozostałych pielgrzymów za wszelką pomoc, jednak na koniec zastrzega: Choć korzystałam z pomocy ludzi, nie była to tylko ludzka zasługa.


Wsparcie Matki Bożej to także codzienne z Nią obcowanie, które wspomaga kontakt z Instytutem Ks. Piotra Skargi: Czuję wsparcie, czuję, że Matka Boża Fatimska od początku nakierowywała mnie w Swoją stronę, abym znalazła się pod Jej opieką. Korzystam z tych wszystkich dobrych rzeczy, które są przygotowywane i wysyłane przez was. Niedawno otrzymałam piękny krzyżyk… Czuję, jak to wszystko pozytywnie na mnie wpływa i podtrzymuje mnie w mojej chorobie – zapewnia Pani Anna.


Przetrwaliśmy dzięki modlitwie


– Byłam w trudnej sytuacji – mąż musiał wyjechać na trzy lata za granicę i zostałam sama z synem. Było mi bardzo trudno. Właśnie wtedy chciałam umocnić swoją wiarę i rozwijać ją
– opowiada nam Justyna Michałowska, 36-letnia matka, na co dzień pracująca w biurze niewielkiej firmy w Brodnicy. Z pomocą w umacnianiu wiary przyszła rodzina i nasz Apostolat: Moja ukochana babcia, która już nie żyje, miała stały kontakt z Instytutem, wpłacała datki i otrzymywała różne materiały. Była bardzo zadowolona z tego, że przynależy do Apostolatu Fatimy. Odmawiała zawsze rano i wieczorem Różaniec. Postanowiłam kontynuować tę tradycję.


– Bardzo podoba mi się Wasze pismo „Przymierze z Maryją”, przez nie mogę pogłębiać swoją wiedzę na temat religii, duchowości.
Pani Justyna nie szczędzi nam miłych słów. Mam także poczucie, że robię coś dla innych, bo wiem, że Państwo organizujecie różne akcje, staracie się docierać z wiedzą do wielu osób. Może to trafi do kogoś tak, aby się obudził z letargu i stał się bardziej aktywny duchowo. Wielu ludzi nie rozumie, jak wiele zagrożeń niesie ze sobą otaczająca ich rzeczywistość – przestrzega.


Rozdzielonemu małżeństwu nie było łatwo: Dawniej mąż miał wiele problemów, które zmusiły go do pracy za granicą – mówi Pani Justyna. Dziś wiele spraw udało się wyprostować. Dużą rolę odegrał w tym Różaniec, szczególnie praktykowany w domu państwa Michałowskich. Praktykowanie tej modlitwy jest przede wszystkim sposobem budowania rodzinnej wspólnoty. Odkąd mąż wrócił z zagranicy, prawie codziennie go odmawiamy. To daje wytchnienie, ukojenie w codzienności – zapewnia, dodając, że rozłąka i znaczna odległość nie zaburzyły regularnej modlitwy: – Modliliśmy się razem przez Skype’a i to utrzymywało w nas poczucie bycia razem mimo odległości – zapewnia.


Dziś w słowach Pani Justyny nie brakuje pewności, że opieka Matki Bożej towarzyszy jej rodzinie: Te trzy lata dla małżeństwa to bardzo dużo czasu, niełatwo było mężowi odzyskać dobry kontakt z synem, ale wciąż nad tym razem pracujemy. Myślę, że to dzięki modlitwie i wierze. Wiem, że wielu małżonków po takiej rozłące zdradza się, rozchodzi, a my przetrwaliśmy – mówi z radością.


 


"Przymierze z Maryją" dociera regularnie do ponad 430 tysięcy osób. Dołącz do grona naszych Przyjaciół i zostań stałym czytelnikiem czasopisma.

NAJNOWSZE WYDANIE:
Kościół wobec zarazy
Panika związana z tzw. pandemią koronawirusa ogarnęła cały świat. Groza miesza się z ironią. Grozę wywoływały i chyba jeszcze ciągle wywołują informacje o śmierci zakażonych, zdjęcia trumien masowo wywożonych z prosektoriów przez ciężarówki… Ironię zaś wzbudzają: brak konsekwencji rządzących w podejmowanych działaniach prewencyjnych, zalew sprzecznych informacji i spiskowych teorii. Łatwo się w tym wszystkim zagubić. Zresztą ojcu kłamstwa zależy na tym, byśmy czuli się pogubieni, opuszczeni i osamotnieni – bez żadnej nadziei…

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
Listy od Przyjaciół
 
Listy od Przyjaciół

Szczęść Boże!

Chciałbym przekazać Państwu krótkie świadectwo. Jesteśmy z żoną w sakramentalnym związku małżeńskim już od 37 lat. Mamy dwie córki i 3-letniego wnuczka. Starsza córka mieszka za granicą, młodsza – tutaj z mężem i dzieckiem. Moja żona jest niepełnosprawna i niewidoma. Porusza się na wózku inwalidzkim. Ja jestem po trzech poważnych wypadkach. W roku 2006 spadły na mnie 24 palety. Miałem złamaną miednicę w pięciu miejscach i uszkodzone biodro. Leżałem w szpitalu dwa tygodnie. Później przywieźli mnie do domu, gdzie miałem spędzić w łóżku kolejne tygodnie. Po siedmiu dniach uratował mnie jednak bł. ks. Wincenty Frelichowski. Jego relikwie mamy w domu. Po wytrwałej modlitwie za wstawiennictwem błogosławionego Wincentego nagle udało mi się po kilku dniach wstać z łóżka. Lekarze nie dawali mi wcześniej szansy na pełne wyzdrowienie, ale jednak stało się inaczej. Po prostu pewnego dnia ks. Wincenty powiedział do mnie: „Wstań i chodź”. I chodzę do dziś i opiekuję się żoną, choć nieraz jest bardzo ciężko. Cieszę się jednak, że wraz z żoną możemy wspierać Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi. Prosimy o modlitwę za całą naszą rodzinę. Szczególnie za nasze zdrowie. Zostańcie z Bogiem.

Wacław z żoną Marią

 

 

Szanowna Redakcjo!

Jestem niesamowicie zbudowana Waszą działalnością. Przesyłane materiały bardzo sobie cenię. Czytam „Przymierze z Maryją”. Treściami dzielę się z najbliższymi. Moja rodzina jest wierna przykazaniom Bożym i kościelnym. Taka postawa jest budująca – dodaje siły i wiary do niesienia krzyża dnia codziennego.

W ostatnim czasie, pod koniec roku 2019, przeżywaliśmy trudne chwile, zresztą to trwa nadal. U mojego męża Jana wykryto raka jelita grubego. Badania, operacja, pobyt w szpitalu…

Można było to wszystko przyjąć, wytrzymać i działać tylko dzięki modlitwie do Boga, o którą prosiliśmy i nadal prosimy naszych znajomych i bliskich. Uczestnictwo we Mszy Świętej, odmawianie Koronki do Bożego Miłosierdzia w kaplicy szpitala zakonu bonifratrów przed cudownym obrazem Matki Bożej Uzdrowienia Chorych pomagały w tych trudnych chwilach. Pisząc o tym, pragnę podkreślić, że dzięki modlitwie, zaufaniu Opatrzności i Miłosierdziu Bożemu, mogliśmy przyjmować te wszystkie bolesne wydarzenia ze spokojem, powierzając również lekarzy opiece Ducha Świętego.

Teraz jesteśmy z mężem już razem, wspieramy się nawzajem i ufamy Bogu, że udźwigniemy ten krzyż. Prosimy o modlitwę.

Janina

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowni Państwo

Pragnę podziękować za wszystkie pamiątki i upominki, które od Was otrzymuję. Chciałabym też podzielić się z Państwem świadectwem wyjścia z nałogu alkoholowego mojego syna Mariusza, który zmagał się z tym problemem przez trzy lata. Żona odeszła od niego, wyprowadzając się z dwojgiem dzieci do swojej matki. A ja codziennie modliłam się na różańcu o jego nawrócenie. Prosiłam Matkę Bożą i św. Ojca Pio o wstawiennictwo. Prosiłam Pana Jezusa o dar nawrócenia mojego syna. I stał się cud. Syn zachorował. Miał poważną operację głowy – usunięcia guza i krwiaka pod czaszką. Operacja się udała. A syn, gdy wychodził ze szpitala, powiedział: „Mamo, już nigdy nie zobaczysz mnie pijanego”. I dotrzymuje obietnicy. Od tego czasu minęło sześć lat i przez ten okres nie pił żadnego alkoholu. Założył firmę transportową, żona z dziećmi wróciła do domu. Obecnie mieszkają razem.

Dziękowałam i nadal dziękuję Panu Jezusowi, jak również Matce Najświętszej i św. Ojcu Pio, że mnie wysłuchali i uzdrowili mojego syna z tej choroby.

Napisałam te słowa, bo chcę podzielić się świadectwem, że dzięki mocnej wierze i modlitwie możemy otrzymać łaskę o którą prosimy. Szczęść Wam Boże. Życzę zdrowia i wszelkich łask.

Krystyna z Łódzkiego

 

 

Szczęść Boże!

Szanowna Redakcjo

Pragnę podzielić się z Państwem świadectwem. Urodziłam się w wielodzietnej, katolickiej, robotniczej rodzinie na wsi. Gdy miałam 6 lat, zostałam osierocona wraz z siedmiorgiem rodzeństwa, ponieważ zmarła nam mama. Tatuś dawał nam bardzo dobry przykład, wychowywał nas bardzo religijnie: prowadził do kościoła i uczył codziennej modlitwy.

Młodo wyszłam za mąż i urodziłam troje dzieci. Moje małżeństwo nie było jednak szczęśliwe, ponieważ mąż nadużywał alkoholu i znęcał się nade mną i nad dziećmi. Pomimo tego nigdy nie straciłam wiary w Boga. Wierzyłam, że zawsze jest ze mną i pozwala mi wytrwać. Każdego wieczoru klękaliśmy razem z dziećmi i modliliśmy się gorąco. Gdy dzieci usamodzielniły się i założyły własne rodziny, postanowiłam wyjechać do Grecji. W tym czasie mieszkał tam i pracował mój syn. Przez jakiś czas mieszkaliśmy razem, ale syn zachorował i zmarł.

Od znajomych dowiedziałam się, że w naszej parafii organizowane są spotkania ewangelizacyjne. Zdecydowałam, że i ja będę na nie uczęszczać. Tutaj bardzo uspokoiłam się wewnętrznie i doświadczyłam ogromnej duchowej radości. Brałam udział w rekolekcjach. Przez dwa lata, przed tym wspaniałym duchowym doświadczeniem, cierpiałam bardzo na ból prawej ręki, która mi drętwiała i traciłam w niej czucie. Wiele razy jeździłam do lekarzy, ale pomimo iż brałam leki, ból nie ustępował. Tego dnia modliliśmy się przed Najświętszym Sakramentem i w pewnym momencie odczułam drganie tej chorej ręki. Uświadomiłam sobie, że ból ustąpił. Od tego czasu upłynęło już 6 lat, a moja ręka jest zdrowa.

Dziękuję Ci, Panie Jezu, za to uzdrowienie. Dziękuję Ci też za to, że dałeś mi łaskę wytrwania i cierpliwości w czasie, gdy zmarł mój syn. Za wiarę i siłę w ciężkich chwilach mojego życia, dziękuję Panie Jezu. Wierzę w Ciebie, Boże żywy!

Anna z Żywca

 

 

Szanowny Panie Prezesie

Z całego serca dziękuję za modlitwę oraz wszystkie życzenia i upominki, Niech Pan Bóg i Matka Najświętsza mają w Swojej opiece Pana i wszystkich pracowników Stowarzyszenia. Niech obdarzą Was zdrowiem i wszelkimi łaskami. Bóg zapłać za wszystko i Szczęść Boże!

Janina