Temat numeru
 
Zwycięstwo przyjdzie przez Maryję!
Plinio Maria Solimeo, SS

Z woli Bożej w tym roku zbiegają się rocznice dwóch wspaniałych wydarzeń mających decydujące znaczenie dla przyszłości pogrążonego w kryzysie świata – trzechsetlecie Traktatu o Prawdziwym Nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny, autorstwa św. Ludwika Marii Grignion de Montfort, oraz dziewięćdziesiąta piąta rocznica objawień Matki Bożej w Fatimie. Pierwsze, wraz z posługą wielkiego apostoła Maryi, zapowiedziało tragiczne prześladowania dzieci Maryi, jakie miały miejsce w ciągu trzech kolejnych wieków, i wskazywało na Jej spodziewane zwycięstwo. W drugim o tym zbliżającym się triumfie zapewniła już sama Najświętsza Maryja Panna słowami W końcu moje Niepokalane Serce zatriumfuje! Aby jednak mieć udział w tym triumfie, konieczne jest całkowite oddanie się Matce Bożej i wielkie nabożeństwo do Niej. O tym, jak to uczynić najlepiej, uczy właśnie w swym wiekopomnym Traktacie św. Ludwik. Jego dziełko znane jest też w Polsce pod nazwą Błękitnej książeczki, która była jedną z ulubionych lektur bł. Jana Pawła II.

DZIEŁO PROROCZE


Traktat o Prawdziwym Nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny jest tak skondensowany teologicznie i filozoficznie, że na jego omówienie potrzeba by kilku tomów. Przedstawimy tu tylko ogólny przegląd dzieła, zatrzymując się na dłużej przy fragmentach, które wydają się szczególnie godne uwagi. Chodzi o arcydzieło prawdziwie prorocze dlatego, że otworzyło przed szlachetnymi duszami nowy kierunek w dążeniu do doskonałości, jak i ze względu na ukazanie przyszłych wydarzeń.

 

W tym sensie spełniło się proroctwo, jakie sam św. Ludwik zapisał w odniesieniu do Traktatu: Przewiduję, ile drapieżnych zwierząt porwie się w istnym szale, by szatańskimi swymi zębami rozedrzeć to pisemko lub przynajmniej ukryć je w ciemnościach jakiejś skrzyni, iżby się nigdy nie ukazało.

 

Rzeczywiście, po śmierci Świętego, pewien gorliwy współpracownik, być może z obawy przed jansenistami, ukrył rękopisy w skrzyni ze starymi książkami. Potem nadeszła niszczycielska rewolucja francuska, niosąca prześladowania, zniszczenia i śmierć. Wszystko to sprawiło, że rękopisy z 1712 roku leżały w zapomnieniu, aż do momentu, gdy w 1842 roku zostały odnalezione przez misjonarza z założonego przez świętego Ludwika Grignion Towarzystwa Maryi.

 

Aby zilustrować drugi aspekt proroctwa – to jest prześladowania, jakich doznać miał jego autor – cytujemy jego własne słowa, zawarte w liście z 15 sierpnia 1713 roku, do siostry: Gdybyś, w najmniejszym choć stopniu, miała pojęcie o moim krzyżu i upokorzeniach, wątpię, byś tak gorąco pragnęła mnie widzieć; nie ma bowiem miejsc, bym nie darował kawałka mego cierpienia najbliższym mi przyjaciołom. Kto mi przychylny i z odwagą staje po mojej stronie, ten skutki tego odczuwa, a czasem pada u stóp piekła, z którym toczę wojnę, świata, któremu się opieram, ciała, które przepędzam. […] Jestem niczym szmaciana piłka w grze rzucana gwałtownie z kąta w kąt; oto los biednego grzesznika; przez 13 lat, odkąd żem opuścił [seminarium] Saint-Sulpice, nie dają mi pokoju ani wytchnienia.

 

Traktat o Prawdziwym Nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny pokierował i naprowadził wiele dusz na całym świecie na drogę doskonałości. Święty Ludwik Grignion napisał swoje dzieło dla autentycznych katolików. Niemniej jednak pewni teologowie, zaskoczeni śmiałością autora, a szczególnie jego ulubionym pojęciem świętej niewoli, chcieli pomniejszyć znaczenie jego pracy. Nie przeszkodziło to jednak przetłumaczyć jej na niemal wszystkie języki.

MATKA NAJŚWIĘTSZA DOTĄD NIE BYŁA ZNANA

Nabożeństwo do Matki Bożej rozwijało się stopniowo na przestrzeni wieków, wraz z wyjaśnieniami teologów i formułowanymi o Niej dogmatami, utwierdzonymi przez wiele objawień Maryjnych, zwłaszcza w XIX i na początku XX wieku.

 

Dlatego sam Ludwik Grignion stwierdza, że już w jego czasach Ziemia cała jest pełna Jej chwały, zwłaszcza kraje chrześcijańskie, a niejedne królestwa, prowincje, diecezje i miasta obrały Ją sobie za patronkę i opiekunkę. Mnóstwo kościołów katedralnych poświęcono Bogu pod Jej wezwaniem. Nie ma kościoła, w którym by nie było ołtarza poświęconego Jej czci; nie ma kraju ni okolicy, gdzie by nie czczono cudownego Jej obrazu, przed którym chorzy znajdują uzdrowienie, a wierni zyskują rozliczne łaski.

 

Niemniej jednak, jak mówi we wstępie do Traktatu: Ze szczególną radością poddało mi serce wszystko, co powyżej napisałem, by wykazać, że Matka Najświętsza dotąd nie była znana i że to jest jeden z powodów, dla których Jezus Chrystus nie jest tak znany, jak być powinien.

 

Kiedy św. Ludwik Grignion stwierdza, iż Matka Najświętsza dotąd nie była znana, chce powiedzieć „niedostatecznie znana” lub „powierzchownie znana”. Zaznacza bowiem wcześniej: Maryję nie dość dotąd sławiono, nie dość wychwalano, czczono, kochano. Nie dość Jej służymy. Należy się Jej więcej chwały, czci, miłości i nabożeństwa. I rozwija dalej, odnosząc do Matki Bożej słowa świętego Pawła (1 Kor 2,9): Oko nie widziało, ucho nie słyszało, w serce człowieka nie wstąpiło – tak niepojęte są piękności, wspaniałości i doskonałości Maryi, tego cudu nad cudami łaski, natury i wiekuistej chwały.

 

Na większą chwałę Boga i dla większej czci Bożej Matki oraz doskonalszej drogi do uświęcenia dusz autor przedstawia nabożeństwo, które, choć niezupełnie nowe, nie było jednak dostatecznie rozpowszechnione. Powiada: Twierdzę śmiało i otwarcie, że nie poznałem dotąd żadnego ćwiczenia pobożnego ku czci Najświętszej Dziewicy, podobnego temu, o którym chcę mówić. Żadne nie wymaga od duszy więcej poświęcenia dla Boga, żadne nie uwalnia duszy więcej od samej siebie i od miłości własnej, żadne wierniej nie zachowuje się w łasce lub łaski w niej, żadne nie łączy jej doskonalej i łatwiej z Jezusem Chrystusem, żadne wreszcie nie przynosi Bogu więcej chwały, nie uświęca bardziej duszy i nie jest użyteczniejsze bliźniemu.  
 
PODSTAWOWE ZASADY PRAWDZIWEGO NABOŻEŃSTWA DO NAJŚWIĘTSZEJ DZIEWICY

Święty Ludwik rozpoczyna swą książkę od formułowania zasady, która będzie przewodzić całej jej dalszej części: Przez Najświętszą Maryję Pannę przyszedł Jezus Chrystus na świat, przez Nią też chce On panować w świecie.

 

Niemniej jednak pisze, że w porównaniu z Bogiem, Najświętsza Maryja Panna jest niczym: Wyznaję z Kościołem, że Maryja, jako stworzenie, które wyszło z rąk Najwyższego, w porównaniu do Jego nieskończonego Majestatu mniejszą jest niż najdrobniejszy pyłek lub raczej, że jest zgoła niczym, gdyż Bóg jeden jest tym, który jest. Toteż ów Pan wielmożny, całkiem niezależny i sam sobie wystarczający, nie potrzebował ani nie potrzebuje Najświętszej Maryi Panny, by urzeczywistnić swe zamiary i objawić swą chwałę. Wystarcza Mu chcieć, by dokonać wszystkiego.

 

Pomimo tego, Pan Bóg zechciał i zrealizował plan, w którym ta Przeczysta Panna – arcydzieło Jego rąk, stała się kluczową postacią dla historii zbawienia, a swoje plany utwierdził na wieki, o czym pisze św. Ludwik: Przyjąwszy jednak rzeczywisty stan rzeczy, twierdzę, że Bóg, który od chwili stworzenia Najświętszej Dziewicy chciał największe swe dzieła przez Nią rozpocząć i dokonać, nie zmieni z pewnością postępowania swego na wieki, gdyż jest Bogiem i nie podlega zmianom ani w swych zamiarach, ani w swym postępowaniu.

POTRZEBA POŚREDNICZKI U JEDYNEGO POŚREDNIKA

Wierne echo Kościoła, święty Ludwik przyznaje, że pośrednictwo Matki Bożej nie wyklucza wcale pośrednictwa Jezusa Chrystusa, jedynego Pośrednika między Bogiem a ludźmi: Jej pośrednictwo jest wstawiennictwem, które całą swoją skuteczność zawdzięcza zasługom Jezusa Chrystusa, jedynego Pośrednika. Ona jest Pośredniczką u Pośrednika, zgodnie ze słowami Leona XIII: Ona dała swe godne podziwu przyzwolenie, „w imię całego rodzaju ludzkiego’’ (św. Tomasz z Akwinu). To ona jest tą, „z której narodził się Jezus”, mianowicie jest prawdziwą Jego matką, i dlatego jest godną i miłą „Pośredniczką u Pośrednika” (Encyklika Fidentem piumque, 20 grudnia 1896).

 

Skoro więc Jezus Chrystus jest naszym jedynym Pośrednikiem u Boga, po co w takim razie potrzebna nam u Niego Pośredniczka?

 

Święty Ludwik odpowiada: Powiedzmy śmiało, za św. Bernardem, że u samego Pośrednika potrzebujemy pośrednika i że Najświętsza Panna jest jedyna, która może spełnić to miłościwe posłannictwo. Co za tym idzie, by dojść do Jezusa, trzeba iść do Maryi, bo Ona jest naszą pośredniczką w orędownictwie. By dojść do Ojca Przedwiecznego, trzeba iść do Jezusa, bo to nasz pośrednik mocą Odkupienia. Nabożeństwo, o którym teraz mówić będziemy, zachowuje ściśle wymieniony porządek.

BÓG CHCIAŁ POSŁUŻYĆ SIĘ MARYJĄ I CHCE, ABYŚMY JĄ CZCILI

Święty Ludwik Maria Grignion de Montfort podaje zatem dwie zasady, dla których powinniśmy mieć szczególne nabożeństwo do Najświętszej Dziewicy.
Pierwsza odwołuje się do faktu, że Pan Bóg chciał posłużyć się Maryją we Wcieleniu. Choć patriarchowie z takim utęsknieniem za Nim wzdychali, choć prorocy i święci starego zakonu przez cztery tysiące lat o skarb ten tak gorąco błagali – Maryja jedna wysłużyła Go i znalazła łaskę u Boga mocą swych modlitw i wielkością swych cnót. Ponieważ świat nie był godzien – mówi św. Augustyn – otrzymać Syna Bożego bezpośrednio z rąk Ojca, dlatego dał On Go Maryi, by świat Go przez Nią otrzymał. Dlatego też św. Ludwik woła: Jak wielką chwałę oddaje Bogu, kto za przykładem Jezusa Chrystusa, jedynego naszego wzoru, poddaje się Maryi, by przypodobać się Bogu!

 

Druga zasada wynika z pierwszej: jako że Bóg chciał się posłużyć Maryją we Wcieleniu, pragnie się Nią posłużyć także w uświęcaniu dusz. Bowiem Bóg Duch Święty udzielił Maryi, swej wiernej Oblubienicy, niewypowiedzianych darów. Uczynił Ją szafarką wszystkiego, co posiada, tak, że Ona jedna wszystkie rozdziela dary i łaski, dając komu chce, ile chce, jak chce i kiedy chce. Toteż nikt z ludzi nie otrzyma żadnego daru niebieskiego, który by nie przeszedł przez Jej dziewicze ręce; albowiem wolą Boga jest, byśmy wszystko mieli przez Maryję.

MARYJA JEST KRÓLOWĄ SERC

Z tych zasad wynikają dwie konsekwencje: Maryja jest Królową Serc i potrzebujemy Jej dla naszego zbawienia.
Wielki apostoł Maryi pisze: Królestwo Najświętszej Dziewicy rozwija się głównie we wnętrzu człowieka, tzn. w jego duszy, i dlatego otrzymuje Ona wraz ze swym Synem więcej chwały w duszach niż we wszystkich stworzeniach widzialnych. Stąd ze świętymi zwać Ją możemy Królową serc.

LUDZIE POTRZEBUJĄ MARYI, ABY OSIĄGNĄĆ OSTATECZNY CEL

Z jednej strony święty autor zauważa, że nabożeństwo do Świętej Dziewicy jest niezbędne wszystkim ludziom, by osiągnęli zbawienie, z drugiej zaś przestrzega, że brak czci i miłości dla Niej jest niezawodnym znakiem potępienia. Dlatego, mówi święty Ludwik Grignion: Ci, co pójdą na potępienie, mianowicie heretycy, schizmatycy itp., którzy Najświętszej Maryi Panny nienawidzą lub się względem Niej odnoszą z pogardą i obojętnością, nie mają Boga za ojca, jakkolwiek się tym szczycą, gdyż nie mają Maryi za matkę.

 

Nabożeństwo do Najświętszej Dziewicy szczególnie niezbędne jest tym, którzy są powołani do pełni doskonałości. Jeśli nabożeństwo do Najświętszej Dziewicy konieczne jest dla wszystkich ludzi chcących osiągnąć żywot wieczny, to o wiele potrzebniejsze jest ono dla tych, którzy są powołani do pełni doskonałości. Nie wierzę, by ktokolwiek mógł dojść do ścisłego zjednoczenia z Panem Bogiem i do doskonałej wierności względem Ducha Świętego, jeśli nie jest ściśle zjednoczony z Najświętszą Dziewicą i nie zależy całkowicie od Jej pomocy – pisze św. Ludwik. Przypomina dalej, że aby osiągnąć doskonałość, musimy pozbyć się zła, które w nas tkwi na skutek grzechu pierworodnego. Dlatego, aby to zrobić skutecznie, musimy spośród nabożeństw do Matki Najświętszej wybrać to, które najprędzej i najpewniej nas doprowadzi do przemiany „starego człowieka” w nas, bo to będzie najlepsze i najbardziej nas uświęci – uważa. A tym nabożeństwem jest święta niewola u Matki Najświętszej.

PRAWDZIWE NABOŻEŃSTWO

Następnie św. Ludwik podaje w dalszej części Traktatu cechy charakterystyczne dla prawdziwego nabożeństwa do Najświętszej Dziewicy. I tak winno być ono: wewnętrzne – to znaczy płynąć z umysłu i serca; czułe – pełne zaufania do Najświętszej Maryi Panny; święte – prowadzące duszę do unikania grzechu i do naśladowania cnót Najświętszej Maryi Panny; stałe – czyli takie, które utwierdza duszę w dobrym i sprawia, że człowiek dla błahych powodów nie opuszcza ­praktyk religijnych, i wreszcie bezinteresowne – to znaczy sprawiające, że dusza nie szuka siebie, lecz tylko Boga w Matce Najświętszej.

DOSKONAŁE NABOŻEŃSTWO DO NMP – DOSKONAŁYM ODDANIEM SIĘ PANU JEZUSOWI

Autor głosi, że nabożeństwo to jest „prawdziwym nabożeństwem”, jest bowiem tym, które najbardziej łączy nas i upodabnia do Jezusa Chrystusa: I dlatego doskonałe poświęcenie się Panu Jezusowi nie jest niczym innym, jak doskonałym i całkowitym poświęceniem się Najświętszej Dziewicy. I takie właśnie jest nabożeństwo, które głoszę i które w istocie swej jest tylko doskonałym odnowieniem ślubów i przyrzeczeń chrztu świętego.
Święty Ludwik poleca, by wierni oddali się Najświętszej Dziewicy w sposób specjalny, odmawiając przygotowany i zawarty w Traktacie akt oddania, w konkretnym dniu, co powinny poprzedzić określone modlitwy i pobożne praktyki – można je znaleźć w każdym wydaniu książki.

„NIEWOLA MIŁOŚCI” LUB „ŚWIĘTA NIEWOLA”

Święty Ludwik Grignion nazywa to ofiarowanie się Najświętszej Dziewicy prawdziwą niewolą; a zatem „niewolą miłości” lub „świętą niewolą”.
Pośród wielu form niewoli, niewola dobrowolna jest najdoskonalszą i najmilszą Bogu. Nie ma na świecie, co by ludzi bardziej z sobą łączyło, co by sprawiało, że jeden doskonalszą staje się własnością drugiego, nad niewolę; nie ma też dla chrześcijanina niczego, dzięki czemu staje się zupełniejszą własnością Jezusa Chrystusa i Jego Najświętszej Matki, niż niewola dobrowolna. Przykład dał sam Jezus Chrystus, który z miłości ku nam „przyjął postać sługi”, a potem Matka Najświętsza, która się nazwała służebnicą i niewolnicą Pańską.

DO ZWYCIĘSTWA!

Kto prawdziwie odda się temu nabożeństwu, łącząc się z Najświętszą Dziewicą w sposób zalecany przez św. Ludwika Grignion, bez wątpienia otrzyma wiele łask niezbędnych do zbawienia i osiągnięcia świętości. Niemniej jednak, święty apostoł Maryi zdaje sobie sprawę, że nie wszyscy, którzy przyjmą to nabożeństwo, osiągną ten sam najwyższy poziom doskonałości. Powiada bowiem: Ponieważ istota tego nabożeństwa tkwi we wnętrzu człowieka, mającym być przez nie urobione, nie znajdzie ono równego u wszystkich zrozumienia: jedni zatrzymają się przy tym, co w nim jest zewnętrzne i nie pójdą dalej; tych będzie najwięcej, inni zaś, nieliczni, wnikną do jego wnętrza, ale wstąpią tylko na pierwszy stopień. Któż wstąpi na drugi stopień? Kto dojdzie do trzeciego? Któż wreszcie wytrwa na nim? Ten, komu duch Jezusa Chrystusa odsłoni tę tajemnicę. On sam poprowadzi wierną duszę, by postępowała z cnoty w cnotę, z łaski w łaskę, z światła w światło, by przeistoczyła samą siebie w Jezusie Chrystusie i doszła do pełności lat Chrystusowych na ziemi i do chwały w Niebie.

 

To wezwanie św. Ludwika do nawrócenia poprzez całkowite zawierzenie i oddanie się w niewolę miłości Maryi, staje się obecnie jeszcze bardziej aktualne niż 300 lat temu. Dzisiaj bowiem, jak o tym mówili m.in. bł. Jan Paweł II, legat papieski na uroczystości jubileuszowej w Lourdes – kard. Ivan Dias oraz odwiedzający Fatimę papież Benedykt XVI, stajemy w obliczu decydującego starcia pomiędzy Niepokalaną, jej wiernymi dziećmi a szatanem i jego wspólnikami. W tej wojnie trzeba nam jasnego opowiedzenia się po stronie naszej Królowej – Maryi, aby mieć również udział w zapowiedzianym przez nią 95 lat temu zwycięstwie. Ona sama zechciała wówczas w Fatimie wskazać Różaniec oraz nabożeństwo wynagradzające Jej Niepokalanemu Sercu jako ratunek dla świata pogrążonego w kryzysie.

 

Pragniemy z całej duszy dla naszych czytelników i dla nas, abyśmy za wezwaniem św. Ludwika Grignion de Montfort w praktyce nabożeństwa do Najświętszej Maryi Panny przeszli na ów drugi, głębszy poziom zrozumienia i wyżej, a w konsekwencji wytrwali na tej drodze do świętości. Abyśmy – gdy przyjdzie czas próby i nasze osobiste Westerplatte – okazali się wiernymi żołnierzami Niepokalanej i stanęli odważnie i wiernie po Jej stronie, aż do zwycięstwa. Bo zwycięstwo – jak mówił prymas Polski, ks. kard. August Hlond – przyjdzie przez Maryję!


Ten artykuł przeczytałeś dzięki ofiarności Darczyńczów. Wesprzyj nas i zostań współtwórcą "Przymierza z Maryją".

NAJNOWSZE WYDANIE:
Kościół wobec zarazy
Panika związana z tzw. pandemią koronawirusa ogarnęła cały świat. Groza miesza się z ironią. Grozę wywoływały i chyba jeszcze ciągle wywołują informacje o śmierci zakażonych, zdjęcia trumien masowo wywożonych z prosektoriów przez ciężarówki… Ironię zaś wzbudzają: brak konsekwencji rządzących w podejmowanych działaniach prewencyjnych, zalew sprzecznych informacji i spiskowych teorii. Łatwo się w tym wszystkim zagubić. Zresztą ojcu kłamstwa zależy na tym, byśmy czuli się pogubieni, opuszczeni i osamotnieni – bez żadnej nadziei…

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
Listy od Przyjaciół
 
Listy od Przyjaciół

Szczęść Boże!

Chciałbym przekazać Państwu krótkie świadectwo. Jesteśmy z żoną w sakramentalnym związku małżeńskim już od 37 lat. Mamy dwie córki i 3-letniego wnuczka. Starsza córka mieszka za granicą, młodsza – tutaj z mężem i dzieckiem. Moja żona jest niepełnosprawna i niewidoma. Porusza się na wózku inwalidzkim. Ja jestem po trzech poważnych wypadkach. W roku 2006 spadły na mnie 24 palety. Miałem złamaną miednicę w pięciu miejscach i uszkodzone biodro. Leżałem w szpitalu dwa tygodnie. Później przywieźli mnie do domu, gdzie miałem spędzić w łóżku kolejne tygodnie. Po siedmiu dniach uratował mnie jednak bł. ks. Wincenty Frelichowski. Jego relikwie mamy w domu. Po wytrwałej modlitwie za wstawiennictwem błogosławionego Wincentego nagle udało mi się po kilku dniach wstać z łóżka. Lekarze nie dawali mi wcześniej szansy na pełne wyzdrowienie, ale jednak stało się inaczej. Po prostu pewnego dnia ks. Wincenty powiedział do mnie: „Wstań i chodź”. I chodzę do dziś i opiekuję się żoną, choć nieraz jest bardzo ciężko. Cieszę się jednak, że wraz z żoną możemy wspierać Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi. Prosimy o modlitwę za całą naszą rodzinę. Szczególnie za nasze zdrowie. Zostańcie z Bogiem.

Wacław z żoną Marią

 

 

Szanowna Redakcjo!

Jestem niesamowicie zbudowana Waszą działalnością. Przesyłane materiały bardzo sobie cenię. Czytam „Przymierze z Maryją”. Treściami dzielę się z najbliższymi. Moja rodzina jest wierna przykazaniom Bożym i kościelnym. Taka postawa jest budująca – dodaje siły i wiary do niesienia krzyża dnia codziennego.

W ostatnim czasie, pod koniec roku 2019, przeżywaliśmy trudne chwile, zresztą to trwa nadal. U mojego męża Jana wykryto raka jelita grubego. Badania, operacja, pobyt w szpitalu…

Można było to wszystko przyjąć, wytrzymać i działać tylko dzięki modlitwie do Boga, o którą prosiliśmy i nadal prosimy naszych znajomych i bliskich. Uczestnictwo we Mszy Świętej, odmawianie Koronki do Bożego Miłosierdzia w kaplicy szpitala zakonu bonifratrów przed cudownym obrazem Matki Bożej Uzdrowienia Chorych pomagały w tych trudnych chwilach. Pisząc o tym, pragnę podkreślić, że dzięki modlitwie, zaufaniu Opatrzności i Miłosierdziu Bożemu, mogliśmy przyjmować te wszystkie bolesne wydarzenia ze spokojem, powierzając również lekarzy opiece Ducha Świętego.

Teraz jesteśmy z mężem już razem, wspieramy się nawzajem i ufamy Bogu, że udźwigniemy ten krzyż. Prosimy o modlitwę.

Janina

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowni Państwo

Pragnę podziękować za wszystkie pamiątki i upominki, które od Was otrzymuję. Chciałabym też podzielić się z Państwem świadectwem wyjścia z nałogu alkoholowego mojego syna Mariusza, który zmagał się z tym problemem przez trzy lata. Żona odeszła od niego, wyprowadzając się z dwojgiem dzieci do swojej matki. A ja codziennie modliłam się na różańcu o jego nawrócenie. Prosiłam Matkę Bożą i św. Ojca Pio o wstawiennictwo. Prosiłam Pana Jezusa o dar nawrócenia mojego syna. I stał się cud. Syn zachorował. Miał poważną operację głowy – usunięcia guza i krwiaka pod czaszką. Operacja się udała. A syn, gdy wychodził ze szpitala, powiedział: „Mamo, już nigdy nie zobaczysz mnie pijanego”. I dotrzymuje obietnicy. Od tego czasu minęło sześć lat i przez ten okres nie pił żadnego alkoholu. Założył firmę transportową, żona z dziećmi wróciła do domu. Obecnie mieszkają razem.

Dziękowałam i nadal dziękuję Panu Jezusowi, jak również Matce Najświętszej i św. Ojcu Pio, że mnie wysłuchali i uzdrowili mojego syna z tej choroby.

Napisałam te słowa, bo chcę podzielić się świadectwem, że dzięki mocnej wierze i modlitwie możemy otrzymać łaskę o którą prosimy. Szczęść Wam Boże. Życzę zdrowia i wszelkich łask.

Krystyna z Łódzkiego

 

 

Szczęść Boże!

Szanowna Redakcjo

Pragnę podzielić się z Państwem świadectwem. Urodziłam się w wielodzietnej, katolickiej, robotniczej rodzinie na wsi. Gdy miałam 6 lat, zostałam osierocona wraz z siedmiorgiem rodzeństwa, ponieważ zmarła nam mama. Tatuś dawał nam bardzo dobry przykład, wychowywał nas bardzo religijnie: prowadził do kościoła i uczył codziennej modlitwy.

Młodo wyszłam za mąż i urodziłam troje dzieci. Moje małżeństwo nie było jednak szczęśliwe, ponieważ mąż nadużywał alkoholu i znęcał się nade mną i nad dziećmi. Pomimo tego nigdy nie straciłam wiary w Boga. Wierzyłam, że zawsze jest ze mną i pozwala mi wytrwać. Każdego wieczoru klękaliśmy razem z dziećmi i modliliśmy się gorąco. Gdy dzieci usamodzielniły się i założyły własne rodziny, postanowiłam wyjechać do Grecji. W tym czasie mieszkał tam i pracował mój syn. Przez jakiś czas mieszkaliśmy razem, ale syn zachorował i zmarł.

Od znajomych dowiedziałam się, że w naszej parafii organizowane są spotkania ewangelizacyjne. Zdecydowałam, że i ja będę na nie uczęszczać. Tutaj bardzo uspokoiłam się wewnętrznie i doświadczyłam ogromnej duchowej radości. Brałam udział w rekolekcjach. Przez dwa lata, przed tym wspaniałym duchowym doświadczeniem, cierpiałam bardzo na ból prawej ręki, która mi drętwiała i traciłam w niej czucie. Wiele razy jeździłam do lekarzy, ale pomimo iż brałam leki, ból nie ustępował. Tego dnia modliliśmy się przed Najświętszym Sakramentem i w pewnym momencie odczułam drganie tej chorej ręki. Uświadomiłam sobie, że ból ustąpił. Od tego czasu upłynęło już 6 lat, a moja ręka jest zdrowa.

Dziękuję Ci, Panie Jezu, za to uzdrowienie. Dziękuję Ci też za to, że dałeś mi łaskę wytrwania i cierpliwości w czasie, gdy zmarł mój syn. Za wiarę i siłę w ciężkich chwilach mojego życia, dziękuję Panie Jezu. Wierzę w Ciebie, Boże żywy!

Anna z Żywca

 

 

Szanowny Panie Prezesie

Z całego serca dziękuję za modlitwę oraz wszystkie życzenia i upominki, Niech Pan Bóg i Matka Najświętsza mają w Swojej opiece Pana i wszystkich pracowników Stowarzyszenia. Niech obdarzą Was zdrowiem i wszelkimi łaskami. Bóg zapłać za wszystko i Szczęść Boże!

Janina