Temat numeru
 
Miłość Ojczyzny drogą do niebieskiej chwały
Sławomir Skiba


Jakże mało dzisiaj słyszymy i sami mówimy o potrzebie miłości Ojczyzny. I kiedy ktoś publicznie lub – co jeszcze rzadsze – w gronie rodzinnym wspomniałby coś o potrzebie patriotyzmu, w iluż miejscach spotkałby się z gorzkim uśmiechem politowania. W szkole programowo odrzucono wychowanie patriotyczne, a co gorsza, często i w kościele młody człowiek nie spotyka się już z zachętą do poświęcenia i walki dla dobra Ojczyzny. Dla tzw. młodych i wykształconych z dużych miast to pusto brzmiące frazesy, które może dobre były dla babci i dziadka pamiętających wojnę czy mroczny czas komuny, ale nie dla nich – jak mniemają – „najmędrszych sceptyków”. Dla tak myślących młodych nie liczy się nic, co wykracza poza czubek własnego nosa. Nie mają żadnych ideałów i chęci poświęcania się za cokolwiek, prócz własnej wygody. A tymczasem, choć o tym zapominamy, obowiązek miłości Ojczyzny i troski o wypełnianie przez nią jej powołania wiąże się z naszym dobrem i zbawieniem.


Kiedy na pewnym spotkaniu formacyjnym dla chłopców jeden z prowadzących wykład, po omówieniu heroicznych przykładów walk z historii Polski, zapytał, kto z zebranych byłby gotów do takiego poświęcenia w walce za Ojczyznę, zapadła głucha i wymowna cisza. Warto dodać, że chłopcy ci nie pochodzili z jakichś obojętnych religijnie i społecznie domów. To byli wybrani z dobrych katolickich rodzin młodzi ludzie, których rodzice zapragnęli wpoić im zasady rycerskiego etosu – pojęcie honoru, poświęcenia, odwagi, męstwa w służbie Bogu i Ojczyźnie. Jak wobec tego mogłaby wyglądać reakcja przeciętnej dzisiaj grupy młodzieży, której rodziny w ogóle nie zabiegają o wpojenie dzieciom miłości do zasad i ideałów…

Do świętości przez miłość Ojczyzny


Oto społeczeństwo skrajnych egoistów, które powstaje na naszych oczach i z naszym przyzwoleniem. Tak, skrajnych egoistów, bo tylko taki egoista nie widzi potrzeby troski o dobro drugiego człowieka i dobro wspólne. Niestety, młodzi ludzie nie wynoszą tej troski o Ojczyznę z domów rodzinnych, bo króluje w nich często nie szacunek i pochwała dla poświęcenia oraz wysiłku w służbie bliźniemu, ale wszechogarniający „tumiwisizm”, apatia, telewizja i zamykający na świat potrzeb innych komputer. Nie pomaga szkoła, która zgodnie z najnowszymi programami edukacyjnymi i wytycznymi ministerstwa odrzuca zadanie wychowywania na rzecz kształcenia bezwolnej masy „kapitału ludzkiego”, migrującego za chlebem to tu, to tam bez żadnego przywiązania do kraju rodzinnego.

A i w kościele na kazaniach, czy na lekcji religii, brakuje odwołań do historycznych przykładów z życia świętych patriotów, którzy miłując Boga i Kościół Święty ponad wszystko, nie zapominali, że ich droga do świętości wiedzie często przez służbę i pracę dla bliźnich w umiłowanej Ojczyźnie. Zamiast tego można usłyszeć wiele na pozór uczonych zdań i sformułowań, które nie mają żadnego zaczepienia w codziennym życiu lub ledwie ślizgają się po jego powierzchni.

Dlaczego tak ważna jest miłość Ojczyzny dla katolika? Otóż, przede wszystkim dlatego, że nasz Pan i Stwórca zechciał nas powołać do życia w konkretnym miejscu i czasie, w obrębie określonego narodu i kraju. Sam Pan Jezus przyszedł na ten świat w konkretnym miejscu, czasie i narodzie. Dał nam też przykład troski o własną Ojczyznę i miłości do niej, kiedy płakał nad Jerozolimą, oporną na Jego naukę, w obliczu nadciągającej na nią kary całkowitego zniszczenia i rozproszenia Żydów. Przyszedł nie tylko do pojedynczego człowieka, ale i do tego narodu, który był Narodem Wybranym przez Boga do pełnienia konkretnej misji w historii – przyszedł do swoich, a swoi Go nie przyjęli.

Komu więcej zostało dane, od tego się więcej wymaga…


Ileż to razy na kartach Starego Testamentu znajdujemy przykłady tej wielkiej troski i miłości, jaką Bóg otacza nie tylko poszczególnych ludzi, ale właśnie cały naród. Błogosławi jego synom, gdy żyją bogobojnie i spełniają Boże prawa, napomina, gdy popadają w grzechy, i karze cały naród, gdy ten odrzuca Jego napomnienia. Pan Bóg powołuje też świętych patriarchów, proroków, sędziów i królów, którzy mają kierować całym ludem. I tak jak upadek jednego pociągał często naród, tak też świętość i heroiczna postawa innego ratowała wielokrotnie cały lud.W historii zbawienia są bowiem zawsze ludzie, którym Boża Opatrzność powierza szczególną misję i troskę o pozostałych. Od ich odpowiedzi na Boże wezwanie i realizowanie powołania zależą losy całych narodów i samego Kościoła. Skutki ich upadków bądź zdrad są zawsze tak potężne, że zmieniają bieg wydarzeń. Bo komu więcej zostało dane, od tego się więcej wymaga. Pomyślmy, co by było, gdyby znani nam z historii święci nie odpowiedzieli na Boży głos? Gdyby np. św. Józef wystraszył się swojego zadania, gdyby pod Krzyżem zabrakło św. Jana? Gdzie byłaby Europa, gdyby nie wierność powołaniu świętych Benedykta, Franciszka, Dominika, Grzegorza papieża, św. Joanny d’Arc, św. Ignacego, św. Piusa X i tylu, tylu innych? Bo i też wierność powołaniu tych szczególnie wybranych owocuje właśnie wspaniałymi zwrotami historii – na większą chwałę Bożą i pomyślność całych ­narodów.

Ale tak, jak Pan Bóg posługuje się poszczególnymi ludźmi dla realizacji swoich planów, tak też każdemu narodowi w chwili chrztu przeznacza określoną misję. Od jej wypełnienia lub zdrady zależy rozkwit lub upadek całych państw i cywilizacji.

Powołanie Polski


Historia naszego narodu, jak karta życia pojedynczych ludzi, zapisana jest pięknymi wzlotami heroicznych postaw i nawróceń, które owocowały wspaniałymi zwycięstwami oraz grzechami, którym nieuchronnie towarzyszy upadek całego kraju. Kiedy Polska przyjęła chrzest, rozpoczęła się wspaniała droga jej rozwoju pod rządami Piastów, a później Jagiellonów. Cnoty pojedynczych osób, które w sposób szczególny powołane zostały do troski o Rzeczpospolitą, owocowały wspaniałymi wydarzeniami. Wystarczy tu wspomnieć św. królową Jadwigę Andegaweńską, dzięki której doszło do nawrócenia Litwy i połączenia w jeden organizm państwowy Wielkiego Księstwa Litewskiego i Korony. Heroizm i odwaga o. Augustyna Kordeckiego oraz obrońców Jasnej Góry z pomocą Matki Najświętszej obróciły klęskę Polski w zwycięstwo nad Szwedami. Nawet wówczas, gdy kraj nie stał już u szczytu swej potęgi i sam zmierzał w złym kierunku, Polacy zdolni byli jeszcze do spektakularnych zwycięstw, jeśli tylko robili to z oddaniem i poświęceniem. Takim przecież wydarzeniem była odsiecz Wiednia. Wówczas król Polski Jan III Sobieski widząc zagrożenie, jakie dla całej Europy niesie ze sobą wrogo nastawiona do chrześcijaństwa armia turecka, ruszył na pomoc obleganej przez nią stolicy Austrii – Wiedniowi. Stając wtedy wraz z polską husarią na czele chrześcijańskich wojsk, Jan III Sobieski rozgromił muzułmańską armię Kara Mustafy. Jak wyglądałaby dzisiaj Europa, gdyby nasz król nie podjął się tego ­wyzwania?

Kiedy więc wiernie służyliśmy Bogu, Jego Kościołowi, wówczas zachowywaliśmy troskę o Ojczyznę i potrafiliśmy stać niewzruszenie jak twierdza, o którą rozbijały się tatarskie hordy, szwedzkie oddziały, tureccy janczarzy i moskiewskie pułki. Gdy zaś gasło pragnienie służby braciom, a grzechy królów, osób powołanych do przewodzenia narodowi, lub egoizm mieszkańców Rzeczypospolitej się wzmagały, wówczas przychodziła sprawiedliwa odpłata. Tak się stało, gdy król Bolesław Śmiały zamordował św. Stanisława biskupa krakowskiego, za co musiał uciekać z kraju, a Polska na 150 lat weszła w czas rozbicia dzielnicowego. Czyż nie obojętnemu podejściu do spraw Kościoła i brakowi troski o obronę prawdziwej religii ostatniego z Jagiellonów na tronie polskim zawdzięczała ta wielka dynastia, skoligacona z niemal wszystkimi panującymi w Europie rodami, swój upadek? Zawsze, kiedy troska o zbawienie dusz malała – nie tylko w Polsce – a grzechy narodów pozostawały bez nawrócenia i pokuty, wcześniej czy później przychodził smutny czas upadków i klęsk. Na przedpolach katolickiej Europy staliśmy jak twierdza, na której dumnie powiewał sztandar krzyża, jeśli tylko byliśmy mu wierni. Wówczas w najgorszych momentach, kiedy wszystko wydawało się stracone, potrafiliśmy stanąć do decydującej walki. Aby nam to przypominać, Pan Bóg posyłał i stale posyła swoich wysłanników. Przypominał o tym w ostatnim czasie m.in. przez św. Faustynę Kowalską i Służebnicę Bożą Rozalię Celakównę jasno wskazując, czego oczekuje od Polski i Polaków. Jako mądry i troskliwy Ojciec, Bóg czyni tak nie tylko względem naszego narodu, ale i innych, aby im przypomnieć o ich powołaniu. Swoją misję posłańca sam pięknie tłumaczy ks. Piotr Skarga słowami: Jać objawienia osobliwego od Pana Boga o was i o zgubie naszej nie mam, ale poselstwo do was mam od Pana Boga, i mam to poruczenie, abych wam złości wasze ukazował i pomstę na nie, jeśli ich nie oddalicie, opowiadał. Wszytkie królestwa z porządku kapłańskiego i prorockiego miały, którzy im wymiatali na oczy grzechy ich i upadek ­oznajmiali.

Słowa ks. Piotra wytykającego grzechy narodowe i wzywającego do pokuty są aktualne i dzisiaj. I jeśli chcemy zrozumieć, dlaczego Dobry Bóg dopuszczał na nasz kraj tyle klęsk i niepowodzeń, oraz dla zapobieżenia przyszłym, musimy wsłuchać się w słowa wielkiego kaznodziei. On jasno wskazał, jak miłosierna i sprawiedliwa ręka Bożej Opatrzności ingeruje w historię, wskazując drogi do wyjścia z grzechów i budowania potęgi państwa.

Niestety, jakże wiele powodów do sprawiedliwej Bożej kary znajdujemy dzisiaj w Polsce. Do starych grzechów doszły nowe. Pornografia i niemoralność wylewa się z telewizorów, internetu i plakatów rozklejonych na ulicach naszych miast. Wielu dzieciom poczętym nadal odmawia się prawa do narodzin i dzieje się tak, gdy w Sejmie zasiada większość posłów powołujących się na swój katolicyzm. W imię tzw. tolerancji organizowane są parady, na których bezkarnie promuje się grzech homoseksualizmu, za który niegdyś Pan Bóg spalił Sodomę. Szerzący się w codziennym życiu egoizm, prywata i brak troski o Rzeczpospolitą trapią nadal duszę narodu. Brak troski ze strony tak wielu dzisiejszych katolików o Boże przykazania i ich respektowanie w życiu publicznym, pod pretekstem szanowania praw innych do demonstrowania najgorszych nawet dewiacji, staje się zachętą do kolejnych grzechów i zgorszeń nawet tych najmłodszych. W ten sposób gnuśność i ospałość wielu powołanych do służby Kościołowi katolików otwiera pole do działania zła. Wszystko to spowija atmosfera tzw. tolerancji, która ma być alibi dla wszystkich letnich, ślepo zapatrzonych w kult własnego „świętego” spokoju. Dlatego aktualne są i te słowa ks. Skargi, w których zarzuca Polakom egoizm, prywatę i brak troski o dobro wspólne Ojczyzny: Na dobra też pospolite, z których wszytkim obywatelom pokój i obrona, i dobre rządzenie płynie, dziwnieśmy okrutni i wiele grzechów z tej miary ­popełniamy.

Gdy zastanawiamy się nad nieuczciwością dzisiejszych polityków, skorumpowanych urzędników i nad tym, co dzieje się z pieniędzmi z naszych i tak już nadmiernie wysokich podatków, czyż kolejne słowa kaznodziei nie odnoszą się i do naszych dni: Wiedzą i mówią o tym wszyscy, iż poborów ledwie połowica dochodzi, a druga skradziona ginie. To okrucieństwo wielkie na ojczyznę, na bracią, na ubogie poddane: ojczyznę łupiąc, jakoby matkę zabijali. Co na wszytkę domową bracią i czeladkę zarębują, to jeden zje, a na swój pożytek obróci; szpital łupi i chore zabija, kto na pospolite rękę ściąga.

Stawiając tę diagnozę ukazuje, jakim rodzajem głupców są ci, którzy myślą tylko o sobie: Na co twoje sobkowstwo wynidzie, gdy ojczyzna upadnie? Izali ty, w jednej łodzi z innymi będąc, swoich tłumoków, gdy się łódź zatopi, dochowasz? Izali sam ze wszytkim nie pogrąźniesz? Wielka ślepota na wielkich grzechach rosnąca.

A czyż i nasz Sejm nie zasługuje na tę zdecydowaną krytykę krótkowzroczności i egoizmu wypowiedzianą przez królewskiego kaznodzieję: Żaden zaś czas i miejsce jawnych i wielkich wszytkiej Korony grzechów i ślepoty, która z nich wychodzi, nie ukazuje, jako sejmy. Patrzmy, jakie w nich zaćmienie rozumów.(…) Bacznych i miłośników ojczyzny ochraniając, rzadki na sejm jedzie z miłości ku pospolitemu szczęściu, ale aby co sobie oberwał.


"Przymierze z Maryją" dociera regularnie do ponad 430 tysięcy osób. Dołącz do grona naszych Przyjaciół i zostań stałym czytelnikiem czasopisma.

NAJNOWSZE WYDANIE:
Maryja naszą Matką
Kościół od zawsze oddaje cześć Najświętszej Dziewicy Maryi, Bogurodzicy – naszej Matce, Orędowniczce i Wspomożycielce. Cześć ta przybierała na przestrzeni wieków różne formy i wyrazy, oddając poruszenia chrześcijańskich serc i charakter poszczególnych narodów.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Boże wsparcie w zwyczajnym życiu

Barbara i Mariusz Colikowie są młodym małżeństwem z Chorzowa. Dają piękne świadectwo życia z Panem Bogiem na co dzień i wierności Jego Przykazaniom. Mówią też o tym, jak wiele korzyści duchowych daje im członkostwo w Apostolacie Fatimy i materiały, które otrzymują od Stowarzyszenia im. Księdza Skargi.

 

Chociaż wiele nosisz imion, jesteś tylko jedna, Twoje dobre oczy patrzą na świat… – to poruszające słowa jednej z piosenek religijnych. Znamy wiele pięknych wizerunków i tytułów Matki Bożej.


Dzisiaj jednak możemy z całą pewnością powiedzieć, że najbardziej szczególny i najbliższy naszym sercom wizerunek Maryi to ten z Fatimy…

Jesteśmy małżeństwem od dwóch lat. Oboje mamy za sobą historię nawrócenia i przylgnięcia do Boga dopiero w dorosłym życiu. Każde z nas ma swoją wyjątkową historię spotkania z Bogiem – spotkania, które całkowicie odmienia życie. Spotkania, po którym nic już nie jest takie samo. Nasza znajomość również ma swoje źródło w Kościele.


Od samego początku wiedzieliśmy, że naszą relację, a później związek małżeński, chcemy budować na fundamencie wiary, zgodnie z wartościami i nauczaniem Kościoła. Nie wyobrażaliśmy sobie, że moglibyśmy osiągnąć szczęście bez Boga, bez Jego błogosławieństwa, lekceważąc Jego Przykazania.


W zeszłym roku w okresie Wielkiego Postu (tak bardzo innego od wszystkich dotychczasowych) na kanale PCh24.tv usłyszeliśmy o możliwości zamówienia repliki Całunu Turyńskiego wraz z folderem informacyjnym przygotowanym przez Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi. Zamówiliśmy te materiały, a jakiś czas później otrzymaliśmy również broszurkę zachęcającą do przystąpienia do Apostolatu Fatimy. Zdecydowaliśmy, że chcemy dołączyć do grona jego członków. Poczuliśmy wtedy, że orędzie Maryi z Fatimy może być odpowiedzią na dzisiejsze czasy – odpowiedzią na naszą niepewność, na nasze troski i obawy. Odtąd czasopisma „Przymierze z Maryją” oraz „Polonia Christiana” stały się naszą regularną i wyczekiwaną lekturą, w której znajdujemy sporo wartościowych i pokrzepiających treści.


Apostolat Fatimy pogłębił naszą pobożność maryjną i przywiązanie do Matki Bożej. Przez wiele miesięcy codziennie odmawialiśmy wspólnie Różaniec. Odkryliśmy wtedy, że zbliżając się do Boga przez Maryję, równocześnie zbliżamy się do siebie nawzajem. Jesteśmy przekonani, że modlitwa małżeńska owocuje we wspólnym życiu. Cały czas staramy się w miarę możliwości odmawiać razem chociaż cząstkę Różańca. Poświęciliśmy naszą rodzinę i nasz dom Matce Bożej, Jej opiece. Mocno wierzymy w Jej wstawiennictwo. Zaczęliśmy również interesować się Objawieniami Fatimskimi, które dotąd znaliśmy jedynie pobieżnie.


Staramy się uczestniczyć jak najczęściej w Eucharystii i czerpać z Niej. Staramy się dostrzegać obecność Boga i Jego działanie w naszej codzienności, w naszych życiowych (czasem trudnych) doświadczeniach, które – jak wierzymy – nie są Mu obojętne. Staramy się widzieć Jego wszechmoc i piękno w dziele stworzenia – podczas spacerów, górskich wycieczek i wypraw rowerowych, które uwielbiamy…


Nasze życie z Bogiem jest raczej zwyczajne i prozaiczne, bez spektakularnych cudów, ale nie potrafimy i nie chcemy wyobrażać sobie życia bez Niego. Nie jest ono usłane różami i – zwłaszcza w ostatnim czasie – zmagamy się z wieloma trudnościami, ale wiemy, że na życiowej drodze mamy Bożą obecność i Jego wsparcie. Bóg nie obiecuje nam życia bez burz, ale obiecuje, że w czasie tych burz będzie z nami. Nieustannie doświadczamy tego, że z nami jest.

 

Przyg. MW


Listy od Przyjaciół
 
Korespondencja

Szczęść Boże!

Drodzy Przyjaciele, bardzo dziękuję za czasopismo „Przymierze z Maryją” i wszystkie upominki. Wiele to dla mnie znaczy. Zdarzyło mi się wątpić, zbaczać z drogi. Brakło sił, odwracałam się od Maryi i Jezusa. Dzięki nim jednak zdecydowałam się na rozmowę z zaufanym księdzem z mojej parafii i się wyspowiadałam.

Jaka wtedy ogarnęła mnie wielka radość, że mogłam zrzucić ogromny ciężar z serca. Teraz wiem, że mam wielkie wsparcie w Maryi i Jej Synu. Wiem, że zawsze mogę się zwrócić do nich o pomoc. Bóg zapłać!

Marta z Piaseczna

 

Szczęść Boże!

Jako głowa rodziny chciałbym się pochwalić łaskami, jakie wraz z żoną otrzymaliśmy. Pozwolą Państwo, że przedstawię relację żony: „Do cudu za pośrednictwem św. Rity doszło ponad 8 lat temu, kiedy będąc w trzeciej ciąży poproszono mnie o zjedzenie płatka róży. Było to dla mnie wielkie zaskoczenie i zdziwienie, ale spełniłam tę prośbę. Dlaczego? Przedstawię krótko.

W 2008 roku urodziłam swoje pierwsze dziecko – córeczkę. Gdy miała ponad roczek, zdiagnozowano u niej chorobę genetyczną SMA. Niestety kolejne ciąże wiążą się z ryzykiem narodzin chorego dziecka, ale zawsze z mężem marzyliśmy o dużej rodzinie. Już przed ślubem rozmawialiśmy o dzieciach i stwierdziliśmy, że jeśli Bóg pozwoli, to chcielibyśmy mieć szóstkę dzieci.

W roku 2011 przyszedł na świat nasz syn. W trakcie ciąży cała rodzina modliła się o narodziny w zupełnym zdrowiu, ponieważ na badaniach USG lekarz zauważył deformację kończyn dolnych i górnych. Po kilku tygodniach wykonano kolejne badania USG, które pokazały całkowity brak zdeformowań. Na szczęście dziecko urodziło się ­zdrowe.

W roku 2012/2013 byłam w trzeciej ciąży, a wraz z nią pojawiły się żylaki na lewej nodze. Nogi strasznie puchły i bolały, a do tego doszły obawy o zdrowie dziecka. Po raz kolejny obawy lekarza skierowały nas na szczegółowe badania, tym razem – echo serca dziecka. Każda negatywna informacja powodowała mobilizację całej rodziny i szturm modlitewny do Nieba. Po raz kolejny badania wyszły poprawnie. W około siódmym miesiącu ciąży moja teściowa, która cały czas, modliła się za wstawiennictwem św. Rity o zdrowie dla syna, poprosiła mnie o zaufanie i nielekceważenie tego, dając mi jednocześnie płatek róży. Nie mówiąc dokładnie co to jest i skąd pochodzi, powiedziała: „Karola, proszę Cię tylko o jedno. Zaufaj, pomódl się teraz z tym, co masz w sercu i zjedz ten płatek, mówiąc – św. Rito, módl się za nami! I powiedz mi jak się czujesz”. Wtedy ogarnęło mnie niesamowite zdziwienie, zaskoczenie słowami i postawą teściowej. Zrobiłam oczywiście, jak prosiła. Odpowiadając na jej pytanie, powiedziałam: „Nic specjalnego nie czuję, żeby się coś zmieniło”. Po pewnym czasie okazało się jednak, że się myliłam. Nogi przestały puchnąć i boleć, a ciąża zakończyła się narodzinami zdrowego syna bez jakichkolwiek komplikacji.

W 2016 roku miałam spotkanie z lekarzem w celu zrobienia porządku z żylakami na lewej nodze. Pan doktor był w szoku, widząc stan moich żył, powiedział: „Stan żył jest straszny, należy dokonać zabiegu usunięcia żył” i zapytał, czy wiem, że miałam zakrzepicę żylną. Odpowiedziałam: „Nie, a czym to się objawia?”. Lekarz wyjaśnił mi, że do zakrzepicy doszło już dawno temu, ale ślad po niej jest wyraźny, a objawy to między innymi puchnięcie i bóle nóg. Opowiedziałam wtedy o swoich problemach z bólem i puchnięciem nóg w czasie ciąży. Zdaniem lekarza to prawdziwy cud, że to przeżyłam. (…)

W sierpniu 2016 roku miałam zabieg usunięcia żył. Po pewnym czasie analizując całą sytuację, uświadomiłam sobie, że za stawiennictwem św. Rity dokonał się cud. Każdego dnia dziękuję za życie swoje i syna, a także kolejnych trzech córek, które przyszły na świat 2017, 2018 i 2019 roku. Każdego dnia dziękujemy Bogu za uzdrowienie, radość i miłość, jaką obdarował naszą rodzinę”.

Tyle relacja żony. Ja ze swej strony, jako głowa rodziny, pragnę podziękować św. Ricie za uzdrowienie żony, za szóstkę wspaniałych dzieci, miłość i radość, jaka panuje w naszym domu. Proszę również o dalszą opiekę i wstawiennictwo u kochanego Ojca w Niebie. Chwała Panu!

Robert

 

 

Szanowny Panie Redaktorze!

Z całego serca dziękuję za czasopisma i wszystkie wspaniałe prezenty. Pracuję w terenie jako pielęgniarka, więc „Przymierze z Maryją” przekazuję swoim podopiecznym. Pomagam pewnej bardzo ubogiej kobiecie, która ma upośledzone dziecko, a teraz spodziewa się kolejnego z zespołem Downa. Sama adoptowałam sierotę z Rwandy. Wspomagam też swoją parafię – sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej w Gdańsku-Żabiance.

Zgodnie z prośbą Fatimskiej Pani odprawiam nabożeństwo pierwszych sobót miesiąca. Nie piszę tego, aby się chwalić, ale uważam, że można oddawać cześć Maryi Fatimskiej na różne sposoby.

Z poważaniem

Maria

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowna Redakcjo! Najgoręcej Was pozdrawiam. Dziękuję Wam z całego serca za regularne przysyłanie mi Waszego pisma „Przymierze z Maryją”, które jest bardzo wartościowe, cenne i interesujące. Szczególnie jestem Wam bardzo wdzięczna za ostatni numer Waszego czasopisma, w którym są umieszczone informacje o objawieniach św. Józefa. Najbardziej uderzyły mnie słowa: „Wszyscy, którzy będą mieli cześć do mojego serca, będą również czyści, prawi i święci przed Obliczem Pana”. (…) Mam też zamiar praktykować pierwsze środy miesiąca ku czci św. Józefa. Pozdrawiam jeszcze raz całą Redakcję! Z Panem Bogiem.

Małgorzata z Jaworzna

 

 

Szczęść Boże!

Pragnę podziękować Matce Bożej za wysłuchanie moich modlitw. Mój syn uległ groźnemu wypadkowi. Wydawało się, że nie da się go uratować. Przez dwa miesiące leżał nieprzytomny w szpitalu. Modliłam się gorąco, by Maryja – pośredniczka wszelkich łask, wyprosiła łaskę zdrowia dla syna. I syn – można tak powiedzieć – otrzymał drugie życie. Pozdrawiam serdecznie Redakcję!

Anna z Mazowieckiego