Temat numeru
 
Miłość Ojczyzny drogą do niebieskiej chwały
Sławomir Skiba


Jakże mało dzisiaj słyszymy i sami mówimy o potrzebie miłości Ojczyzny. I kiedy ktoś publicznie lub – co jeszcze rzadsze – w gronie rodzinnym wspomniałby coś o potrzebie patriotyzmu, w iluż miejscach spotkałby się z gorzkim uśmiechem politowania. W szkole programowo odrzucono wychowanie patriotyczne, a co gorsza, często i w kościele młody człowiek nie spotyka się już z zachętą do poświęcenia i walki dla dobra Ojczyzny. Dla tzw. młodych i wykształconych z dużych miast to pusto brzmiące frazesy, które może dobre były dla babci i dziadka pamiętających wojnę czy mroczny czas komuny, ale nie dla nich – jak mniemają – „najmędrszych sceptyków”. Dla tak myślących młodych nie liczy się nic, co wykracza poza czubek własnego nosa. Nie mają żadnych ideałów i chęci poświęcania się za cokolwiek, prócz własnej wygody. A tymczasem, choć o tym zapominamy, obowiązek miłości Ojczyzny i troski o wypełnianie przez nią jej powołania wiąże się z naszym dobrem i zbawieniem.


Kiedy na pewnym spotkaniu formacyjnym dla chłopców jeden z prowadzących wykład, po omówieniu heroicznych przykładów walk z historii Polski, zapytał, kto z zebranych byłby gotów do takiego poświęcenia w walce za Ojczyznę, zapadła głucha i wymowna cisza. Warto dodać, że chłopcy ci nie pochodzili z jakichś obojętnych religijnie i społecznie domów. To byli wybrani z dobrych katolickich rodzin młodzi ludzie, których rodzice zapragnęli wpoić im zasady rycerskiego etosu – pojęcie honoru, poświęcenia, odwagi, męstwa w służbie Bogu i Ojczyźnie. Jak wobec tego mogłaby wyglądać reakcja przeciętnej dzisiaj grupy młodzieży, której rodziny w ogóle nie zabiegają o wpojenie dzieciom miłości do zasad i ideałów…

Do świętości przez miłość Ojczyzny


Oto społeczeństwo skrajnych egoistów, które powstaje na naszych oczach i z naszym przyzwoleniem. Tak, skrajnych egoistów, bo tylko taki egoista nie widzi potrzeby troski o dobro drugiego człowieka i dobro wspólne. Niestety, młodzi ludzie nie wynoszą tej troski o Ojczyznę z domów rodzinnych, bo króluje w nich często nie szacunek i pochwała dla poświęcenia oraz wysiłku w służbie bliźniemu, ale wszechogarniający „tumiwisizm”, apatia, telewizja i zamykający na świat potrzeb innych komputer. Nie pomaga szkoła, która zgodnie z najnowszymi programami edukacyjnymi i wytycznymi ministerstwa odrzuca zadanie wychowywania na rzecz kształcenia bezwolnej masy „kapitału ludzkiego”, migrującego za chlebem to tu, to tam bez żadnego przywiązania do kraju rodzinnego.

A i w kościele na kazaniach, czy na lekcji religii, brakuje odwołań do historycznych przykładów z życia świętych patriotów, którzy miłując Boga i Kościół Święty ponad wszystko, nie zapominali, że ich droga do świętości wiedzie często przez służbę i pracę dla bliźnich w umiłowanej Ojczyźnie. Zamiast tego można usłyszeć wiele na pozór uczonych zdań i sformułowań, które nie mają żadnego zaczepienia w codziennym życiu lub ledwie ślizgają się po jego powierzchni.

Dlaczego tak ważna jest miłość Ojczyzny dla katolika? Otóż, przede wszystkim dlatego, że nasz Pan i Stwórca zechciał nas powołać do życia w konkretnym miejscu i czasie, w obrębie określonego narodu i kraju. Sam Pan Jezus przyszedł na ten świat w konkretnym miejscu, czasie i narodzie. Dał nam też przykład troski o własną Ojczyznę i miłości do niej, kiedy płakał nad Jerozolimą, oporną na Jego naukę, w obliczu nadciągającej na nią kary całkowitego zniszczenia i rozproszenia Żydów. Przyszedł nie tylko do pojedynczego człowieka, ale i do tego narodu, który był Narodem Wybranym przez Boga do pełnienia konkretnej misji w historii – przyszedł do swoich, a swoi Go nie przyjęli.

Komu więcej zostało dane, od tego się więcej wymaga…


Ileż to razy na kartach Starego Testamentu znajdujemy przykłady tej wielkiej troski i miłości, jaką Bóg otacza nie tylko poszczególnych ludzi, ale właśnie cały naród. Błogosławi jego synom, gdy żyją bogobojnie i spełniają Boże prawa, napomina, gdy popadają w grzechy, i karze cały naród, gdy ten odrzuca Jego napomnienia. Pan Bóg powołuje też świętych patriarchów, proroków, sędziów i królów, którzy mają kierować całym ludem. I tak jak upadek jednego pociągał często naród, tak też świętość i heroiczna postawa innego ratowała wielokrotnie cały lud.W historii zbawienia są bowiem zawsze ludzie, którym Boża Opatrzność powierza szczególną misję i troskę o pozostałych. Od ich odpowiedzi na Boże wezwanie i realizowanie powołania zależą losy całych narodów i samego Kościoła. Skutki ich upadków bądź zdrad są zawsze tak potężne, że zmieniają bieg wydarzeń. Bo komu więcej zostało dane, od tego się więcej wymaga. Pomyślmy, co by było, gdyby znani nam z historii święci nie odpowiedzieli na Boży głos? Gdyby np. św. Józef wystraszył się swojego zadania, gdyby pod Krzyżem zabrakło św. Jana? Gdzie byłaby Europa, gdyby nie wierność powołaniu świętych Benedykta, Franciszka, Dominika, Grzegorza papieża, św. Joanny d’Arc, św. Ignacego, św. Piusa X i tylu, tylu innych? Bo i też wierność powołaniu tych szczególnie wybranych owocuje właśnie wspaniałymi zwrotami historii – na większą chwałę Bożą i pomyślność całych ­narodów.

Ale tak, jak Pan Bóg posługuje się poszczególnymi ludźmi dla realizacji swoich planów, tak też każdemu narodowi w chwili chrztu przeznacza określoną misję. Od jej wypełnienia lub zdrady zależy rozkwit lub upadek całych państw i cywilizacji.

Powołanie Polski


Historia naszego narodu, jak karta życia pojedynczych ludzi, zapisana jest pięknymi wzlotami heroicznych postaw i nawróceń, które owocowały wspaniałymi zwycięstwami oraz grzechami, którym nieuchronnie towarzyszy upadek całego kraju. Kiedy Polska przyjęła chrzest, rozpoczęła się wspaniała droga jej rozwoju pod rządami Piastów, a później Jagiellonów. Cnoty pojedynczych osób, które w sposób szczególny powołane zostały do troski o Rzeczpospolitą, owocowały wspaniałymi wydarzeniami. Wystarczy tu wspomnieć św. królową Jadwigę Andegaweńską, dzięki której doszło do nawrócenia Litwy i połączenia w jeden organizm państwowy Wielkiego Księstwa Litewskiego i Korony. Heroizm i odwaga o. Augustyna Kordeckiego oraz obrońców Jasnej Góry z pomocą Matki Najświętszej obróciły klęskę Polski w zwycięstwo nad Szwedami. Nawet wówczas, gdy kraj nie stał już u szczytu swej potęgi i sam zmierzał w złym kierunku, Polacy zdolni byli jeszcze do spektakularnych zwycięstw, jeśli tylko robili to z oddaniem i poświęceniem. Takim przecież wydarzeniem była odsiecz Wiednia. Wówczas król Polski Jan III Sobieski widząc zagrożenie, jakie dla całej Europy niesie ze sobą wrogo nastawiona do chrześcijaństwa armia turecka, ruszył na pomoc obleganej przez nią stolicy Austrii – Wiedniowi. Stając wtedy wraz z polską husarią na czele chrześcijańskich wojsk, Jan III Sobieski rozgromił muzułmańską armię Kara Mustafy. Jak wyglądałaby dzisiaj Europa, gdyby nasz król nie podjął się tego ­wyzwania?

Kiedy więc wiernie służyliśmy Bogu, Jego Kościołowi, wówczas zachowywaliśmy troskę o Ojczyznę i potrafiliśmy stać niewzruszenie jak twierdza, o którą rozbijały się tatarskie hordy, szwedzkie oddziały, tureccy janczarzy i moskiewskie pułki. Gdy zaś gasło pragnienie służby braciom, a grzechy królów, osób powołanych do przewodzenia narodowi, lub egoizm mieszkańców Rzeczypospolitej się wzmagały, wówczas przychodziła sprawiedliwa odpłata. Tak się stało, gdy król Bolesław Śmiały zamordował św. Stanisława biskupa krakowskiego, za co musiał uciekać z kraju, a Polska na 150 lat weszła w czas rozbicia dzielnicowego. Czyż nie obojętnemu podejściu do spraw Kościoła i brakowi troski o obronę prawdziwej religii ostatniego z Jagiellonów na tronie polskim zawdzięczała ta wielka dynastia, skoligacona z niemal wszystkimi panującymi w Europie rodami, swój upadek? Zawsze, kiedy troska o zbawienie dusz malała – nie tylko w Polsce – a grzechy narodów pozostawały bez nawrócenia i pokuty, wcześniej czy później przychodził smutny czas upadków i klęsk. Na przedpolach katolickiej Europy staliśmy jak twierdza, na której dumnie powiewał sztandar krzyża, jeśli tylko byliśmy mu wierni. Wówczas w najgorszych momentach, kiedy wszystko wydawało się stracone, potrafiliśmy stanąć do decydującej walki. Aby nam to przypominać, Pan Bóg posyłał i stale posyła swoich wysłanników. Przypominał o tym w ostatnim czasie m.in. przez św. Faustynę Kowalską i Służebnicę Bożą Rozalię Celakównę jasno wskazując, czego oczekuje od Polski i Polaków. Jako mądry i troskliwy Ojciec, Bóg czyni tak nie tylko względem naszego narodu, ale i innych, aby im przypomnieć o ich powołaniu. Swoją misję posłańca sam pięknie tłumaczy ks. Piotr Skarga słowami: Jać objawienia osobliwego od Pana Boga o was i o zgubie naszej nie mam, ale poselstwo do was mam od Pana Boga, i mam to poruczenie, abych wam złości wasze ukazował i pomstę na nie, jeśli ich nie oddalicie, opowiadał. Wszytkie królestwa z porządku kapłańskiego i prorockiego miały, którzy im wymiatali na oczy grzechy ich i upadek ­oznajmiali.

Słowa ks. Piotra wytykającego grzechy narodowe i wzywającego do pokuty są aktualne i dzisiaj. I jeśli chcemy zrozumieć, dlaczego Dobry Bóg dopuszczał na nasz kraj tyle klęsk i niepowodzeń, oraz dla zapobieżenia przyszłym, musimy wsłuchać się w słowa wielkiego kaznodziei. On jasno wskazał, jak miłosierna i sprawiedliwa ręka Bożej Opatrzności ingeruje w historię, wskazując drogi do wyjścia z grzechów i budowania potęgi państwa.

Niestety, jakże wiele powodów do sprawiedliwej Bożej kary znajdujemy dzisiaj w Polsce. Do starych grzechów doszły nowe. Pornografia i niemoralność wylewa się z telewizorów, internetu i plakatów rozklejonych na ulicach naszych miast. Wielu dzieciom poczętym nadal odmawia się prawa do narodzin i dzieje się tak, gdy w Sejmie zasiada większość posłów powołujących się na swój katolicyzm. W imię tzw. tolerancji organizowane są parady, na których bezkarnie promuje się grzech homoseksualizmu, za który niegdyś Pan Bóg spalił Sodomę. Szerzący się w codziennym życiu egoizm, prywata i brak troski o Rzeczpospolitą trapią nadal duszę narodu. Brak troski ze strony tak wielu dzisiejszych katolików o Boże przykazania i ich respektowanie w życiu publicznym, pod pretekstem szanowania praw innych do demonstrowania najgorszych nawet dewiacji, staje się zachętą do kolejnych grzechów i zgorszeń nawet tych najmłodszych. W ten sposób gnuśność i ospałość wielu powołanych do służby Kościołowi katolików otwiera pole do działania zła. Wszystko to spowija atmosfera tzw. tolerancji, która ma być alibi dla wszystkich letnich, ślepo zapatrzonych w kult własnego „świętego” spokoju. Dlatego aktualne są i te słowa ks. Skargi, w których zarzuca Polakom egoizm, prywatę i brak troski o dobro wspólne Ojczyzny: Na dobra też pospolite, z których wszytkim obywatelom pokój i obrona, i dobre rządzenie płynie, dziwnieśmy okrutni i wiele grzechów z tej miary ­popełniamy.

Gdy zastanawiamy się nad nieuczciwością dzisiejszych polityków, skorumpowanych urzędników i nad tym, co dzieje się z pieniędzmi z naszych i tak już nadmiernie wysokich podatków, czyż kolejne słowa kaznodziei nie odnoszą się i do naszych dni: Wiedzą i mówią o tym wszyscy, iż poborów ledwie połowica dochodzi, a druga skradziona ginie. To okrucieństwo wielkie na ojczyznę, na bracią, na ubogie poddane: ojczyznę łupiąc, jakoby matkę zabijali. Co na wszytkę domową bracią i czeladkę zarębują, to jeden zje, a na swój pożytek obróci; szpital łupi i chore zabija, kto na pospolite rękę ściąga.

Stawiając tę diagnozę ukazuje, jakim rodzajem głupców są ci, którzy myślą tylko o sobie: Na co twoje sobkowstwo wynidzie, gdy ojczyzna upadnie? Izali ty, w jednej łodzi z innymi będąc, swoich tłumoków, gdy się łódź zatopi, dochowasz? Izali sam ze wszytkim nie pogrąźniesz? Wielka ślepota na wielkich grzechach rosnąca.

A czyż i nasz Sejm nie zasługuje na tę zdecydowaną krytykę krótkowzroczności i egoizmu wypowiedzianą przez królewskiego kaznodzieję: Żaden zaś czas i miejsce jawnych i wielkich wszytkiej Korony grzechów i ślepoty, która z nich wychodzi, nie ukazuje, jako sejmy. Patrzmy, jakie w nich zaćmienie rozumów.(…) Bacznych i miłośników ojczyzny ochraniając, rzadki na sejm jedzie z miłości ku pospolitemu szczęściu, ale aby co sobie oberwał.


"Przymierze z Maryją" dociera regularnie do ponad 430 tysięcy osób. Dołącz do grona naszych Przyjaciół i zostań stałym czytelnikiem czasopisma.

NAJNOWSZE WYDANIE:
Poświęćcie Rosję Memu Sercu!
W roku 1917 Matka Najświętsza prosiła w Fatimie, by Ojciec Święty poświęcił Rosję Jej Niepokalanemu Sercu. Jakaż więc była nasza radość, kiedy w dniu oddania tego wydania „Przymierza z Maryją” do druku otrzymaliśmy wiadomość, że 25 marca bieżącego roku, w uroczystość Zwiastowania Pańskiego, papież Franciszek ma poświęcić Sercu Maryi expressis verbis Rosję, a także Ukrainę.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Maryja daje mi siłę na każdy dzień

Pani Barbara Zalas z Krakowa została Apostołem Fatimy w 2016 roku. Co daje jej uczestnictwo w Apostolacie? Co zrobiło na niej największe wrażenie w Objawieniach Fatimskich? Którzy święci są jej szczególnie bliscy? O tym wszystkim przeczytamy w świadectwie Pani Barbary…

 

W 2003 roku znalazłam w skrzynce na listy ulotkę informującą o działalności Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi. Od tego czasu wspieram Stowarzyszenie regularnymi datkami i otrzymuję kolejne numery „Przymierza z Maryją” oraz różnego rodzaju upominki, jak np. figurkę Matki Bożej Fatimskiej. Uważam, że nadesłane materiały rozwinęły mnie duchowo. Wiadomo, że czasem pojawiają się problemy, ale mam też świadomość, że moja postawa umacnia innych, a Pan Bóg podnosi. Dziś wiara jest moim największym skarbem i za to dziękuję Bogu.


Od czasu, gdy zaczęłam czytać „Przymierze z Maryją”, chodzę regularnie na procesje fatimskie w swojej parafii. Śpiewana podczas nabożeństwa pieśń Uczyńcie wszystko, co wam mówi Syn, zawsze bardzo mnie wzrusza.


Przed przystąpieniem do Apostolatu Fatimy zapoznałam się z przywilejami, jakie mogą być moim udziałem, i pomyślałam sobie: A dlaczego mam nie skorzystać? Zapiszę się! Może komuś pomogę swoją modlitwą, może mój datek komuś pomoże. Dlatego zostałam członkiem Apostolatu i jestem szczęśliwa z tego powodu.


Czasami wpisuję swoje intencje na karcie i odsyłam do Stowarzyszenia, które je przekazuje do sanktuarium w Fatimie. Jedna z takich intencji dotyczyła sytuacji, gdy w mojej rodzinie była osoba, która przestała uczestniczyć w Mszach Świętych, jej wiara osłabła. Zwróciłam się wtedy do Maryi: Proszę Cię, Najświętsza Matko Fatimska, wyproś tę łaskę i daj dar wiary dla tej osoby, żeby wróciła do Kościoła i do Boga. Po pewnym czasie osoba ta wróciła do Kościoła, zaczęła słuchać Radia Maryja, czyta publikacje religijne, a zdarza się, że zachęca mnie, żebyśmy razem poszły do kościoła. Wiele można wyprosić za przyczyną Matki Bożej Fatimskiej. Tylko trzeba ufać!


Dzięki Apostolatowi Fatimy moja wiara się ugruntowała. Przesyłane materiały po przeczytaniu przekazuję moim bliskim. Ważne jest również, żeby przyznawać się do wiary wśród ludzi, dlatego zawsze noszę przy sobie przesłany ze Stowarzyszenia brelok „Nie wstydzę się Jezusa”. Uważam, że nie możemy wstydzić się znaku krzyża na ulicy czy w restauracji przed posiłkiem. Niestety, ludzie często nie wstydzą się złego zachowania, a czują obawy przed przeżegnaniem się w miejscu publicznym. Jestem wdzięczna całemu Stowarzyszeniu i Panu Prezesowi, za to dzieło, jakim jest Apostolat Fatimy, za wspólną modlitwę.


Na temat Objawień Fatimskich czytałam jeszcze przed przystąpieniem do Apostolatu oraz w materiałach, które dostałam już ze Stowarzyszenia. W tych objawieniach największe wrażenie zrobił na mnie niezwykle spektakularny Cud Słońca.


Wiara zajmuje w moim życiu bardzo ważne miejsce i wiele razy pomogła mi w trudnych sytuacjach. A zmagałam się m.in. ze śmiercią i z nałogiem bliskich osób. Wtedy pomogła mi właśnie wiara i Różaniec. Jest to dla mnie wyraźny dowód, że modlitwa działa. Dzięki wierze przestałam się zamartwiać i cieszę się życiem. Często wspominam sobie słowa Pana Jezusa: Niebo i ziemia przeminą, ale słowa Moje nie przeminą.


Uważam, że tzw. pandemia ma bardzo negatywny wpływ na życie religijne wielu ludzi; oddaliła ich od Kościoła i od Pana Boga. Nie podoba mi się to, że z kościołów zniknęła woda święcona. Przecież diabła odpędza się wodą święconą! Nie można aż tak bać się wirusa!


Moją obroną przed obecną sytuacją są słowa Psalmu 91: Kto przebywa w pieczy Najwyższego i w cieniu Wszechmocnego mieszka, mówi do Pana: „Ucieczko moja i Twierdzo, mój Boże, któremu ufam”. To jest dla mnie odtrutka!


Krytycznie patrzę również na rozpowszechniony ostatnio zwyczaj przyjmowania Komunii Świętej na rękę. Dla naszych ojców i dziadów byłoby to nie do pomyślenia. Powinniśmy klękać przed Bogiem. Przecież to sam Bóg przychodzi do nas, a my mamy stać w takim momencie? Trzeba klękać i przyjmować Pana Jezusa z szacunkiem, do ust. Nie na ręce, które są zbrukane i dotykają różnych rzeczy w drodze do kościoła. Przecież ksiądz podczas Mszy Świętej robi puryfikację, uważa, żeby nawet okruszek nie upadł, a tu każdy może brać Ciało Pańskie do ręki… To jest przecież profanacja. Bardzo mnie to boli!


Jeśli chodzi o świętych, to szczególnym nabożeństwem darzę św. Ritę i św. Charbela, których relikwie znajdują się w mojej parafii, a także świętych Tereskę od Dzieciątka Jezus i Ojca Pio. Staram się regularnie uczestniczyć w nabożeństwach ku czci św. Rity w swojej parafii i w krakowskim kościele św. Katarzyny, gdzie biorę udział w obrzędzie poświęcenia róż, które są symbolem św. Rity. Książkę o życiu św. Rity otrzymałam właśnie ze Stowarzyszenia. Dzięki takim lekturom mogę lepiej poznać żywot konkretnego świętego. Prowadzi to też do rozwoju mojej wiedzy religijnej.


Oprac. JK

 


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szczęść Boże!

Serdecznie dziękuję Państwu za wszystkie przesyłki i dewocjonalia, które od Was otrzymuję. Życzę wszelkiego dobra i owocnej pracy. Oby wiara naszych ojców i tradycje zostały ocalone przed nowym potopem – bezbożności i niemoralności. Pamiętam o Was w modlitwie.

Wdzięczna Czytelniczka

 

 

Szczęść Boże!

Szanowna Redakcjo

Jako Wasz stały czytelnik, chciałbym podziękować za wszelkie dobro, jakie od Was otrzymałem. Tym razem proszę pozwolić, że podzielę się z Wami refleksją, jak dobroć ludzka może być wielka.

Życie nasze przemija bardzo szybko, dzień za dniem, chwila za chwilą. Niesie ono wiele wyzwań, z którymi, obojętnie kim jesteśmy, chcąc nie chcąc, musimy się zmierzyć. Dla nas wszystkich takim wyzwaniem na pewno była i jest sytuacja związana z koronawirusem. Dla wielu osób mi bliskich, sądzę, że Wy, Drodzy Czytelnicy, również znacie takie przypadki, zakończyła się śmiercią. Mimo to uganiamy się w życiu za określonym celem.

Zazwyczaj z sentymentem wspominamy dom rodzinny, pełen ciepła, nie zapominając o tradycjach rodzinnych i świątecznych. Obecnie narzekamy, że teraz tak nie jest, jak było kiedyś. Tymczasem do tradycji trzeba nam powracać jak do źródła, aby odnawiać i napełniać na nowo to, co było piękne i bogate, to jest szacunek do człowieka i miłość do Boga.

Nie zapominamy o tym, że Pan Bóg powołał nas do szczęścia. Patrzmy zatem na Matkę Bożą, która jest dla nas wzorem do naśladowania.

Człowiek szczęśliwy to też człowiek, który spełnia się, czyniąc dobro dla innych. Potrafi zauważyć tych, którzy potrzebują pomocy, ofiarować im miłość, szczęście i życzliwość, a czasem i dobra materialne. Przekonałem się o tym, gdy będąc po raz kolejny w Szczawnie-Zdroju, poznałem przesympatyczną profesor, Panią Barbarę z Warszawy. W szczerej, serdecznej rozmowie poinformowałem ją, że jak na obecne czasy, mam sporą gromadkę chrześniaków, – ośmioro. Jeden z nich, Bartosz, potrzebuje stałej opieki i pomocy finansowej, bo jest inwalidą. Staram się mu pomagać, odkąd się urodził, przesyłając jego rodzicom pomoc finansową. Są oni ponadto moimi przyjaciółmi na dobre i na złe.

Moja znajoma Barbara zaoferowała pomoc, inicjatywa wyszła od niej samej, mimo że ciężko choruje. Rodzice mojego chrześniaka przyjęli tę wiadomość z radością i podziwem, że tak dobrzy ludzie są na świecie. Po kilku latach odnalazłem przez przypadek moją studentkę, Alinę z Bieszczad, która również zaoferowała pomoc.

Człowiek szczęśliwy jest wdzięczny, że może pomóc drugiemu i oczekiwać za to wszystko pomocy Bożej. To Jemu przede wszystkim możemy być wdzięczni, że obdarował nas miłością, która jest ukrytym skarbem w naszym sercu. Ten skarb ujawnia się wtedy, gdy sami czynimy dobro. Człowiek szczęśliwy to ktoś, kto odkrył misję swego życia, aby uszczęśliwiać innych potrzebujących. Warto nadmienić, że matka chorego Bartosza często przebywa w szpitalu dla nerwowo chorych.

Każda wzorowa matka przez dobroć i miłość dla swojego dziecka uczy go, jakim winien być człowiekiem. A doznane dobro, dziecko przekazuje dalszym pokoleniom. Rodzice spełniają w ten sposób niezwykle trudne zadanie w swym życiu.

Przecież każdy z nas swoim przykładnym życiem pisze swój życiorys dla potomnych, zgodnie z maksymą „Idź tak przez życie, aby ślady Twoich stóp przetrwały dla potomnych”.

Pozdrawiam Was serdecznie, z wyrazami szacunku i podziwu dla Waszej pracy.

Z Panem Bogiem

Edward z Wielkopolski

Apostoł Fatimy

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Kochani Przyjaciele

Serdecznie Wam dziękuję za modlitwę oraz „Przymierze z Maryją”. Bardzo się cieszę, że jesteście. Jak dobrze mieć świadomość, że są takie osoby, jak Wy, do których można napisać, podzielić się świadectwem.

Kiedy miałam maleńkie dziecko, bardzo się rozchorowałam. Byłam już prawie na tamtym świecie… A jednak widocznie Pan Bóg pokładał we mnie nadzieje. Wyzdrowiałam. Choć było różnie – nawet czasem było tak źle, że prosiłam Pana Boga, bym się już nigdy nie obudziła… Potem jednak znów przychodziły lepsze dni. Dziś jestem pewna, że uratowała mnie wiara i miłość do Pana Jezusa i Jego Matki, którą zaszczepili we mnie moi Kochani Rodzice. I tę wiarę i miłość pielęgnuję po dziś dzień.

Jeszcze raz, Kochani Przyjaciele, dziękuję Wam za modlitwę i Wasze akcje. Niech nigdy w Was nie zgaśnie chęć do pracy. Niech Maryja Zawsze Dziewica wyprasza Kościołowi łaski, a światu pokój. Życzę Wam wielu łask, dużo zdrowia, i wytrwałości na dalsze lata pracy.

Z poważaniem

Gabriela z Chorzowa

 

 

Witam serdecznie!

Pragnę podziękować za słowa uznania i wdzięczności za mój skromny wkład w działalność Stowarzyszenia, a szczególnie dziękuję za Kartę Apostoła Fatimy. To wielka radość dla mnie. Zawsze tę Kartę ze sobą noszę. Cenniejsza jest od karty bankowej. Na niej nie trzeba mieć wkładu, nie trzeba jej aktywować, a cały czas DZIAŁA. Dziękuję raz jeszcze i proszę o modlitwę za mnie i moją rodzinę.

Teresa

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Dziękuję za piękny wizerunek Niepokalanego Serca Maryi. Mam wiele przykładów z własnego życia, gdzie Maryja mnie chroni, pomaga podjąć trudne życiowe decyzje, a nawet ratuje moje bardzo trudne życie. Noszę Ją w sercu od najmłodszych lat. Trudno tak w kilku słowach opisać te wszystkie trudne momenty życia, gdzie pomoc Niebios jest wielka!

Do grona Przyjaciół Waszego Stowarzyszenia dołączyłam niedawno, dzięki „przypadkowi”, ale uważam, że w tym także była ręka Matki Bożej. Dzięki Ci Maryjo za wszystko!

A Wam, Drodzy Przyjaciele, także dziękuję. Niech Pan Bóg błogosławi Prezesa Sławomira Olejniczaka, Redaktorów i całe Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi.

Barbara z Bydgoszczy