Temat numeru
 
Miłość Ojczyzny drogą do niebieskiej chwały
Sławomir Skiba


Jakże mało dzisiaj słyszymy i sami mówimy o potrzebie miłości Ojczyzny. I kiedy ktoś publicznie lub – co jeszcze rzadsze – w gronie rodzinnym wspomniałby coś o potrzebie patriotyzmu, w iluż miejscach spotkałby się z gorzkim uśmiechem politowania. W szkole programowo odrzucono wychowanie patriotyczne, a co gorsza, często i w kościele młody człowiek nie spotyka się już z zachętą do poświęcenia i walki dla dobra Ojczyzny. Dla tzw. młodych i wykształconych z dużych miast to pusto brzmiące frazesy, które może dobre były dla babci i dziadka pamiętających wojnę czy mroczny czas komuny, ale nie dla nich – jak mniemają – „najmędrszych sceptyków”. Dla tak myślących młodych nie liczy się nic, co wykracza poza czubek własnego nosa. Nie mają żadnych ideałów i chęci poświęcania się za cokolwiek, prócz własnej wygody. A tymczasem, choć o tym zapominamy, obowiązek miłości Ojczyzny i troski o wypełnianie przez nią jej powołania wiąże się z naszym dobrem i zbawieniem.


Kiedy na pewnym spotkaniu formacyjnym dla chłopców jeden z prowadzących wykład, po omówieniu heroicznych przykładów walk z historii Polski, zapytał, kto z zebranych byłby gotów do takiego poświęcenia w walce za Ojczyznę, zapadła głucha i wymowna cisza. Warto dodać, że chłopcy ci nie pochodzili z jakichś obojętnych religijnie i społecznie domów. To byli wybrani z dobrych katolickich rodzin młodzi ludzie, których rodzice zapragnęli wpoić im zasady rycerskiego etosu – pojęcie honoru, poświęcenia, odwagi, męstwa w służbie Bogu i Ojczyźnie. Jak wobec tego mogłaby wyglądać reakcja przeciętnej dzisiaj grupy młodzieży, której rodziny w ogóle nie zabiegają o wpojenie dzieciom miłości do zasad i ideałów…

Do świętości przez miłość Ojczyzny


Oto społeczeństwo skrajnych egoistów, które powstaje na naszych oczach i z naszym przyzwoleniem. Tak, skrajnych egoistów, bo tylko taki egoista nie widzi potrzeby troski o dobro drugiego człowieka i dobro wspólne. Niestety, młodzi ludzie nie wynoszą tej troski o Ojczyznę z domów rodzinnych, bo króluje w nich często nie szacunek i pochwała dla poświęcenia oraz wysiłku w służbie bliźniemu, ale wszechogarniający „tumiwisizm”, apatia, telewizja i zamykający na świat potrzeb innych komputer. Nie pomaga szkoła, która zgodnie z najnowszymi programami edukacyjnymi i wytycznymi ministerstwa odrzuca zadanie wychowywania na rzecz kształcenia bezwolnej masy „kapitału ludzkiego”, migrującego za chlebem to tu, to tam bez żadnego przywiązania do kraju rodzinnego.

A i w kościele na kazaniach, czy na lekcji religii, brakuje odwołań do historycznych przykładów z życia świętych patriotów, którzy miłując Boga i Kościół Święty ponad wszystko, nie zapominali, że ich droga do świętości wiedzie często przez służbę i pracę dla bliźnich w umiłowanej Ojczyźnie. Zamiast tego można usłyszeć wiele na pozór uczonych zdań i sformułowań, które nie mają żadnego zaczepienia w codziennym życiu lub ledwie ślizgają się po jego powierzchni.

Dlaczego tak ważna jest miłość Ojczyzny dla katolika? Otóż, przede wszystkim dlatego, że nasz Pan i Stwórca zechciał nas powołać do życia w konkretnym miejscu i czasie, w obrębie określonego narodu i kraju. Sam Pan Jezus przyszedł na ten świat w konkretnym miejscu, czasie i narodzie. Dał nam też przykład troski o własną Ojczyznę i miłości do niej, kiedy płakał nad Jerozolimą, oporną na Jego naukę, w obliczu nadciągającej na nią kary całkowitego zniszczenia i rozproszenia Żydów. Przyszedł nie tylko do pojedynczego człowieka, ale i do tego narodu, który był Narodem Wybranym przez Boga do pełnienia konkretnej misji w historii – przyszedł do swoich, a swoi Go nie przyjęli.

Komu więcej zostało dane, od tego się więcej wymaga…


Ileż to razy na kartach Starego Testamentu znajdujemy przykłady tej wielkiej troski i miłości, jaką Bóg otacza nie tylko poszczególnych ludzi, ale właśnie cały naród. Błogosławi jego synom, gdy żyją bogobojnie i spełniają Boże prawa, napomina, gdy popadają w grzechy, i karze cały naród, gdy ten odrzuca Jego napomnienia. Pan Bóg powołuje też świętych patriarchów, proroków, sędziów i królów, którzy mają kierować całym ludem. I tak jak upadek jednego pociągał często naród, tak też świętość i heroiczna postawa innego ratowała wielokrotnie cały lud.W historii zbawienia są bowiem zawsze ludzie, którym Boża Opatrzność powierza szczególną misję i troskę o pozostałych. Od ich odpowiedzi na Boże wezwanie i realizowanie powołania zależą losy całych narodów i samego Kościoła. Skutki ich upadków bądź zdrad są zawsze tak potężne, że zmieniają bieg wydarzeń. Bo komu więcej zostało dane, od tego się więcej wymaga. Pomyślmy, co by było, gdyby znani nam z historii święci nie odpowiedzieli na Boży głos? Gdyby np. św. Józef wystraszył się swojego zadania, gdyby pod Krzyżem zabrakło św. Jana? Gdzie byłaby Europa, gdyby nie wierność powołaniu świętych Benedykta, Franciszka, Dominika, Grzegorza papieża, św. Joanny d’Arc, św. Ignacego, św. Piusa X i tylu, tylu innych? Bo i też wierność powołaniu tych szczególnie wybranych owocuje właśnie wspaniałymi zwrotami historii – na większą chwałę Bożą i pomyślność całych ­narodów.

Ale tak, jak Pan Bóg posługuje się poszczególnymi ludźmi dla realizacji swoich planów, tak też każdemu narodowi w chwili chrztu przeznacza określoną misję. Od jej wypełnienia lub zdrady zależy rozkwit lub upadek całych państw i cywilizacji.

Powołanie Polski


Historia naszego narodu, jak karta życia pojedynczych ludzi, zapisana jest pięknymi wzlotami heroicznych postaw i nawróceń, które owocowały wspaniałymi zwycięstwami oraz grzechami, którym nieuchronnie towarzyszy upadek całego kraju. Kiedy Polska przyjęła chrzest, rozpoczęła się wspaniała droga jej rozwoju pod rządami Piastów, a później Jagiellonów. Cnoty pojedynczych osób, które w sposób szczególny powołane zostały do troski o Rzeczpospolitą, owocowały wspaniałymi wydarzeniami. Wystarczy tu wspomnieć św. królową Jadwigę Andegaweńską, dzięki której doszło do nawrócenia Litwy i połączenia w jeden organizm państwowy Wielkiego Księstwa Litewskiego i Korony. Heroizm i odwaga o. Augustyna Kordeckiego oraz obrońców Jasnej Góry z pomocą Matki Najświętszej obróciły klęskę Polski w zwycięstwo nad Szwedami. Nawet wówczas, gdy kraj nie stał już u szczytu swej potęgi i sam zmierzał w złym kierunku, Polacy zdolni byli jeszcze do spektakularnych zwycięstw, jeśli tylko robili to z oddaniem i poświęceniem. Takim przecież wydarzeniem była odsiecz Wiednia. Wówczas król Polski Jan III Sobieski widząc zagrożenie, jakie dla całej Europy niesie ze sobą wrogo nastawiona do chrześcijaństwa armia turecka, ruszył na pomoc obleganej przez nią stolicy Austrii – Wiedniowi. Stając wtedy wraz z polską husarią na czele chrześcijańskich wojsk, Jan III Sobieski rozgromił muzułmańską armię Kara Mustafy. Jak wyglądałaby dzisiaj Europa, gdyby nasz król nie podjął się tego ­wyzwania?

Kiedy więc wiernie służyliśmy Bogu, Jego Kościołowi, wówczas zachowywaliśmy troskę o Ojczyznę i potrafiliśmy stać niewzruszenie jak twierdza, o którą rozbijały się tatarskie hordy, szwedzkie oddziały, tureccy janczarzy i moskiewskie pułki. Gdy zaś gasło pragnienie służby braciom, a grzechy królów, osób powołanych do przewodzenia narodowi, lub egoizm mieszkańców Rzeczypospolitej się wzmagały, wówczas przychodziła sprawiedliwa odpłata. Tak się stało, gdy król Bolesław Śmiały zamordował św. Stanisława biskupa krakowskiego, za co musiał uciekać z kraju, a Polska na 150 lat weszła w czas rozbicia dzielnicowego. Czyż nie obojętnemu podejściu do spraw Kościoła i brakowi troski o obronę prawdziwej religii ostatniego z Jagiellonów na tronie polskim zawdzięczała ta wielka dynastia, skoligacona z niemal wszystkimi panującymi w Europie rodami, swój upadek? Zawsze, kiedy troska o zbawienie dusz malała – nie tylko w Polsce – a grzechy narodów pozostawały bez nawrócenia i pokuty, wcześniej czy później przychodził smutny czas upadków i klęsk. Na przedpolach katolickiej Europy staliśmy jak twierdza, na której dumnie powiewał sztandar krzyża, jeśli tylko byliśmy mu wierni. Wówczas w najgorszych momentach, kiedy wszystko wydawało się stracone, potrafiliśmy stanąć do decydującej walki. Aby nam to przypominać, Pan Bóg posyłał i stale posyła swoich wysłanników. Przypominał o tym w ostatnim czasie m.in. przez św. Faustynę Kowalską i Służebnicę Bożą Rozalię Celakównę jasno wskazując, czego oczekuje od Polski i Polaków. Jako mądry i troskliwy Ojciec, Bóg czyni tak nie tylko względem naszego narodu, ale i innych, aby im przypomnieć o ich powołaniu. Swoją misję posłańca sam pięknie tłumaczy ks. Piotr Skarga słowami: Jać objawienia osobliwego od Pana Boga o was i o zgubie naszej nie mam, ale poselstwo do was mam od Pana Boga, i mam to poruczenie, abych wam złości wasze ukazował i pomstę na nie, jeśli ich nie oddalicie, opowiadał. Wszytkie królestwa z porządku kapłańskiego i prorockiego miały, którzy im wymiatali na oczy grzechy ich i upadek ­oznajmiali.

Słowa ks. Piotra wytykającego grzechy narodowe i wzywającego do pokuty są aktualne i dzisiaj. I jeśli chcemy zrozumieć, dlaczego Dobry Bóg dopuszczał na nasz kraj tyle klęsk i niepowodzeń, oraz dla zapobieżenia przyszłym, musimy wsłuchać się w słowa wielkiego kaznodziei. On jasno wskazał, jak miłosierna i sprawiedliwa ręka Bożej Opatrzności ingeruje w historię, wskazując drogi do wyjścia z grzechów i budowania potęgi państwa.

Niestety, jakże wiele powodów do sprawiedliwej Bożej kary znajdujemy dzisiaj w Polsce. Do starych grzechów doszły nowe. Pornografia i niemoralność wylewa się z telewizorów, internetu i plakatów rozklejonych na ulicach naszych miast. Wielu dzieciom poczętym nadal odmawia się prawa do narodzin i dzieje się tak, gdy w Sejmie zasiada większość posłów powołujących się na swój katolicyzm. W imię tzw. tolerancji organizowane są parady, na których bezkarnie promuje się grzech homoseksualizmu, za który niegdyś Pan Bóg spalił Sodomę. Szerzący się w codziennym życiu egoizm, prywata i brak troski o Rzeczpospolitą trapią nadal duszę narodu. Brak troski ze strony tak wielu dzisiejszych katolików o Boże przykazania i ich respektowanie w życiu publicznym, pod pretekstem szanowania praw innych do demonstrowania najgorszych nawet dewiacji, staje się zachętą do kolejnych grzechów i zgorszeń nawet tych najmłodszych. W ten sposób gnuśność i ospałość wielu powołanych do służby Kościołowi katolików otwiera pole do działania zła. Wszystko to spowija atmosfera tzw. tolerancji, która ma być alibi dla wszystkich letnich, ślepo zapatrzonych w kult własnego „świętego” spokoju. Dlatego aktualne są i te słowa ks. Skargi, w których zarzuca Polakom egoizm, prywatę i brak troski o dobro wspólne Ojczyzny: Na dobra też pospolite, z których wszytkim obywatelom pokój i obrona, i dobre rządzenie płynie, dziwnieśmy okrutni i wiele grzechów z tej miary ­popełniamy.

Gdy zastanawiamy się nad nieuczciwością dzisiejszych polityków, skorumpowanych urzędników i nad tym, co dzieje się z pieniędzmi z naszych i tak już nadmiernie wysokich podatków, czyż kolejne słowa kaznodziei nie odnoszą się i do naszych dni: Wiedzą i mówią o tym wszyscy, iż poborów ledwie połowica dochodzi, a druga skradziona ginie. To okrucieństwo wielkie na ojczyznę, na bracią, na ubogie poddane: ojczyznę łupiąc, jakoby matkę zabijali. Co na wszytkę domową bracią i czeladkę zarębują, to jeden zje, a na swój pożytek obróci; szpital łupi i chore zabija, kto na pospolite rękę ściąga.

Stawiając tę diagnozę ukazuje, jakim rodzajem głupców są ci, którzy myślą tylko o sobie: Na co twoje sobkowstwo wynidzie, gdy ojczyzna upadnie? Izali ty, w jednej łodzi z innymi będąc, swoich tłumoków, gdy się łódź zatopi, dochowasz? Izali sam ze wszytkim nie pogrąźniesz? Wielka ślepota na wielkich grzechach rosnąca.

A czyż i nasz Sejm nie zasługuje na tę zdecydowaną krytykę krótkowzroczności i egoizmu wypowiedzianą przez królewskiego kaznodzieję: Żaden zaś czas i miejsce jawnych i wielkich wszytkiej Korony grzechów i ślepoty, która z nich wychodzi, nie ukazuje, jako sejmy. Patrzmy, jakie w nich zaćmienie rozumów.(…) Bacznych i miłośników ojczyzny ochraniając, rzadki na sejm jedzie z miłości ku pospolitemu szczęściu, ale aby co sobie oberwał.



NAJNOWSZE WYDANIE:
Uczmy i wychowujmy po katolicku!
W tym numerze „Przymierza z Maryją” postanowiliśmy podjąć tematykę edukacji młodych pokoleń Polaków. Pokładamy nadzieję w chrześcijańskim, czy też ściślej – katolickim kształceniu i wychowaniu. Pamiętamy bowiem, że katolicyzm jest nie tylko doktryną, dogmatem czy też zbiorem modlitw i obrzędów, lecz nade wszystko żywą relacją z Bogiem i powinien oddziaływać na całe państwo i całe społeczeństwo.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
W odwiedzinach u Fatimskiej Pani
Roman Motoła

Pomiędzy 25 a 29 maja wraz z grupą Apostołów Fatimy pielgrzymowaliśmy do miejsca, w którym 109 lat temu trojgu portugalskim pastuszkom ukazywała się Matka Boża, niosąc światu przesłanie pokuty i nadziei.

 

Fatima, choć jest odwiedzana przez bardzo licznych wiernych oraz turystów, zdołała jednak zachować atmosferę ciszy. Wyjąwszy największe uroczystości gromadzące wielotysięczne rzesze uczestników, można tam zarówno modlić się, jak i słuchać w skupieniu. Każdego dnia chętnie korzystaliśmy z tej możliwości tym bardziej, że nasz hotel położony był w bezpośredniej bliskości bazyliki oraz miejsca Maryjnych objawień.


Codziennie uczestniczyliśmy też w tradycyjnych nabożeństwach i procesjach na olbrzymim placu przed sanktuarium. W trakcie trzeciego wieczoru przedstawiciele naszej grupy mieli zaszczytną okazję prowadzić fragment modlitwy. W pamięci uczestników pozostanie z pewnością atmosfera towarzysząca tym różańcowym spotkaniom. Wypowiadane przez setki pielgrzymów w różnych językach wezwania Ojcze nasz… i Zdrowaś Maryjo… podkreślały zarówno jedność jak i różnorodność Kościoła. Z drugiej strony jednak – zamiast harmonii rodziły szum, utrudniając modlitewne skupienie. Może gospodarze tego cudownego miejsca zechcą kiedyś „odkryć” na nowo łacinę?


Niespokojny duch współczesności daje też w Fatimie znać o sobie w sposób widoczny gołym okiem. Niby w trosce o prostotę i skromność stara się on jak może zasłonić sanktuarium, wznosząc wokół betonowe bryły, z których niektóre nawet zostały poświęcone jako miejsca katolickiego kultu. Tylko co wspólnego z żywą, autentyczną wiarą mogą mieć płaskie, szare bunkry albo kaplice, w których Tabernakulum przypomina bardziej skrzynkę na narzędzia? Albo co powiedzieć o ustawionym tuż przy nowej bazylice wielkim krzyżu, na którym zamiast Chrystusa umieszczono dziwaczną postać jakby wyjętą ze starożytnych hieroglifów? W kulturowym kontekście naszych czasów to raczej karykatura niż godny wizerunek Zbawiciela…

Zatem nawet w bezpośrednim otoczeniu sanktuarium naocznie przekonaliśmy się, że wewnątrz Kościoła toczy się ogromna walka o kształt katolicyzmu i o serca wierzących. Do czego to zmaganie może prowadzić, widzieliśmy w urokliwym, niewielkim mieście Obidos, gdzie w miejscu dawnego kościoła działa dzisiaj… księgarnia.


Nasze pielgrzymkowe wyprawy, których celem były wspaniałe klasztory w miasteczku Alcobaça czy w Batalhi, przeniosły nas do czasów, gdy świątynie bez wątpienia wznoszono na chwałę Bożą, na przykład – w podzięce za Opatrznościową pomoc w wygranej bitwie o niepodległość kraju. Zachwyt budziła potężna, a zarazem misterna architektura tych monumentalnych dzieł, wspaniałe zdobienia, dbałość ich twórców o detale, połączenie talentów z wytrwałością i pracowitością budowniczych.


Podążyliśmy też śladami fatimskich wizjonerów – Łucji dos Santos oraz świętych Hiacynty i Franciszka Marto. Modliliśmy się przy ich grobach. Odprawiliśmy Drogę Krzyżową w ich rodzinnych stronach, odwiedziliśmy domy, w których żyli.


W miejscu objawień Matki Bożej zapaliliśmy świece przywiezione wraz z intencjami powierzonymi nam przez Darczyńców w ramach akcji „Twoje światło w Fatimie”.

Podczas tej kilkudniowej wyprawy na każdym kroku spotykaliśmy się z serdeczną otwartością Portugalczyków. Podziwialiśmy ich ludową sztukę i zwyczaje. Mimo że nasze kraje są od siebie bardzo oddalone, w żaden sposób nie czuliśmy się obco. Sprawiła to oczywiście sama Matka Boża, ale też kulturowa bliskość biorąca swój początek w naszej wspólnej wierze. Podczas wyjazdów do historycznych miejsc, które znalazły się na trasie naszej pielgrzymki, mieliśmy okazję przekonać się, że Maryja swoją opieką otacza nie tylko nasz naród, lecz wszystkie nacje, które się Jej ufnie oddają, a także każdą osobę, która zawierza Jej siebie oraz swych bliskich.


Dzieje Portugalii to również historia wierności Bogu i odstępstw, także w życiu władców. Trudne momenty w wymiarze tak osobistym, jak i zbiorowym, przypominają o konieczności ciągłego zabiegania o własną duszę i o łaskę Opatrzności. Wierność przynosi pomyślność – przynajmniej w życiu duchowym. Odstępstwo owocuje nieszczęściem i śmiercią. Te uniwersalne prawdy przychodziły na myśl, gdy słuchaliśmy opowieści przewodników o portugalskich monarchach i wodzach, zwycięskich bitwach i nieszczęśliwych losach grzesznych kochanków.


Byli tym razem pośród Apostołów Fatimy reprezentanci każdego spośród żyjących pokoleń. Najmłodszy uczestnik liczył sobie 13 lat, zaś senior, pan Zdzisław – już 94. – Całe życie marzyłem, by tu przyjechać – przyznał w rozmowie.


Nasza pielgrzymka nie byłaby tak bogata w duchową treść bez obecności duszpasterza – księdza Krzysztofa. Oprócz zapewnienia nam możliwości codziennego wysłuchania Mszy Świętej, dawał on wyrazy swej niezwykłej czci dla Matki Bożej śpiewem Godzinek i pięknych pieśni.


Każdy z nas przywiózł Matce Bożej bagaż własnych intencji, od tych najbardziej osobistych po zbiorowe – dotyczące Kościoła i Ojczyzny. Każdy też otrzymał w duchowym wymiarze to, czego najbardziej potrzebował. To doświadczenie znają wszyscy pielgrzymujący ze szczerą intencją w miejsca szczególnie wybrane przez Pana Boga i przez Maryję.

Wśród tych niezwykłych miejsc jest też Fatima, niosąca do Nieba już od ponad wieku nieprzerwany strumień ludzkiej modlitwy.


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szanowni Państwo!

Jesteście wspaniali! Wasze wydawnictwa oraz gazetki, broszury i ulotki wzmacniają naszą duchowość i informują o wielu faktach oraz miejscach objawień Maryjnych. Artykuły czytam z wielkim zainteresowaniem. Naprawdę bardzo cenię informacje o Jezusie i Maryi, które w nieskończoność otwierają serca. Pamiętamy w modlitwie o Waszej pracy. Pozdrawiam gorąco Pana Prezesa i cały zespół redakcyjny!

Anna ze Zgierza

 

 

Szczęść Boże!

Kampania „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest wspaniała. Popieram ją i bardzo się cieszę, że jesteście i stoicie na straży wiary. Musimy dziękować i wspierać naszą Królową za Jej miłość do naszego Narodu.

Zbigniew z Katowic

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowny Panie Prezesie, dziękuję bardzo serdecznie za przesłane mi pozdrowienia urodzinowe. Ucieszyłam się z bardzo ładnej kartki. Jestem dumna z działalności apostolskiej, jaką Państwo prowadzą. Podobają mi się bardzo czasopisma „Przymierze z Maryją” i „Apostoł Fatimy”. Cieszę się z tego, że mogę w nich znaleźć wiele bardzo ciekawych artykułów poruszających interesujące mnie tematy. Cieszę się z tego, że wiele osób może korzystać z tych czasopism. Pragnęłabym bardzo, aby wielu Polaków mogło zapoznać się z tymi ciekawymi gazetami.

Bardzo serdecznie dziękuję za otrzymane ostatnio „Przymierze z Maryją” i „Apostoła Fatimy”. Znalazłam w tych numerach wiele interesujących mnie zagadnień. Cieszę się z tego, że te czasopisma mogą trafić do wielu rodzin w Polsce. Pragnęłabym dalej otrzymywać te pisma.

Pozdrawiam Maryję Naszą Królową. Życzę Panu i współpracownikom dużo zdrowia i wielu łask Bożych w Jezusie i Maryi.

Wdzięczna Czytelniczka

Krystyna z Pruszkowa

 

 

Szczęść Boże!

Bardzo dziękuję za przysyłanie mi „Przymierza z Maryją”. Jest to pismo, które bardzo sobie cenię i szanuję. Redagujecie ciekawe artykuły. Zawsze czekam na nowe numery i pragnę poinformować, że zawsze będę Was wspierać. Niech Pan Bóg nas prowadzi!

Barbara

 

 

Szanowny Panie Prezesie!

Bardzo dziękuję Panu za życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego oraz fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły i ducha wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla naszej duchowości chrześcijańskiej. Dziękuję bardzo za wszystkie dewocjonalia, materiały, które od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi otrzymałam – są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę całej Redakcji i Panu Prezesowi obfitych łask Bożych. Szczęść Wam Boże na długie lata!

Danuta z Krakowa

 

 

Szanowni Państwo!

Dziękuję za wszystkie numery „Przymierza…”, bo to ciekawe czasopismo. Warto je prenumerować. Dużo opisujecie i dużo się dowiadujemy, co się dzieje teraz i kiedyś – jak to było na świecie dawno temu, w tamtych wiekach. Życzę Wam wielu łask Bożych i siły w dalszym działaniu. Nie poddawajcie się siłom zła, które próbują zniszczyć wszystko, co Boże. Któż jak Bóg! Pozdrawiam Was serdecznie,

Maria

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Dziękuję z całego serca za cudowne „Przymierze z Maryją”. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję to pismo. Jest tam dużo pięknych, cudownych tekstów o Maryi i Jezusie Chrystusie, a także dużo o wierze katolickiej i o naszej kulturze. Są tam piękne tematy i bardzo dobre dla naszego życia wiadomości. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję „Przymierze z Maryją”. Dziękuję, modlę się za cały Apostolat Fatimy i za Pana Prezesa.

Janina z Włocławka

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Panie Sławomirze, w liście zadał mi Pan pytanie, czy jestem dumna z otrzymywanego pisma „Przymierze z Maryją”. Jestem dumna! A dlaczego? Bo jest to pismo jedyne w swoim rodzaju. To ogromna wiedza. Każdy artykuł bogaty w wydarzenia, emanuje częścią historii o naszej wierze katolickiej. Bardzo dużo przeczytałam dobrych książek (bo lubię czytać), ale pismo „Przymierze z Maryją” stawiam na pierwszym miejscu, bo porusza serce, ubogaca duszę i umysł. O wielu sprawach opisanych w artykułach wcześniej nie miałam wiedzy. Ale teraz mając 86 lat jestem poniekąd uczennicą „Przymierza z Maryją”. Mówi się, że człowiek uczy się do końca życia, prawda? Bóg zapłać za tę wiedzę. Z szacunkiem chylę czoło przed wszystkimi osobami za pracę i trud w tworzeniu pisma. A Matka Boża, nasza Królowa, niech Was błogosławi. Przy okazji „Bóg zapłać” za wszystko co dostaję od Stowarzyszenia Księdza Piotra Skargi: za życzenia urodzinowe, za listy Pana Sławomira i wszystkie pamiątki, a szczególnie za koronę Matki Bożej Fatimskiej. Jak stawałam przed Fatimską Panią, mówiłam w duchu: „Jesteś taka skromniutka, skromniutka bez korony”… A teraz moja Dostojna Pani ma koronę! Serdecznie dziękuję, bardzo się cieszę.

A jeszcze kilka słów o mnie… Jestem schorowaną osobą, chodzę o lasce. Nie mam już nawet siły iść sama do kościoła – to około 1 kilometra, ale mój sąsiad zawozi mnie co niedzielę na Mszę. Mam też problemy ze słuchem. Aparat słuchowy nie wszędzie zdaje egzamin, szczególnie w kościele, jak kapłan mówi dalej od mikrofonu, to robi się pogłos, ale jakoś daję sobie radę. Nie narzekam, bo mam dużą rodzinę i opiekuje się mną córka. Praktycznie przejęła wszystkie moje obowiązki. Przepraszam, że nie nadążam za waszymi propozycjami, ale w miarę możliwości będę wspomagać Stowarzyszenie. Życzę Wam wszystkim zdrowia i błogosławieństwa.

Z Panem Bogiem!

Genowefa