Temat numeru
 
Dlaczego Dlaczego szatan nienawidzi Bożego Narodzenia?
O. Jan Strumiłowski OCist

Szatan nienawidzi wszystkiego, co jest święte. Pismo Święte nazywa go przeciwnikiem Boga, nieprzyjacielem rodzaju ludzkiego i ojcem kłamstwa. Nie powinno więc dziwić, że szczególnie nienawidzi on Święta, które jest wejściem Boga w historię świata – narodzeniem Syna Bożego w ludzkim ciele, co jest aktem ewidentnego rozpoczęcia procesu poddawania na powrót pod Boże panowanie świata, który przez grzech oderwał się od Niego.

W przestrzeni publicznej od lat dostrzegamy działanie tegoż pierwiastka zła, który na różne sposoby próbuje wyprzeć bądź samą uroczystość, bądź też usiłuje ją zeświecczyć albo skompromitować. Tak więc mamy próby odarcia Bożego Narodzenia ze sfery sacrum, które w najbardziej ewidentnych przypadkach sprowadzają się do próby przemianowania go na świeckie „święta zimowe”. Padają przy tym argumenty, iż święta te są spuścizną kulturową wszystkich, nawet tych, którzy nie deklarują wiary katolickiej.

W bardziej „miękkiej” wersji owa walka ze świętą treścią świąt sprowadza się do nachalnego „zmarketingowania” ich, usiłując uczynić święty czas czasem konsumpcji. Jeszcze inną formą owej walki, której również nie powinniśmy bagatelizować, jest banalizacja świąt chociażby poprzez zmianę estetyki: wszystkie infantylne i wyzbyte z sacrum obrazy naiwnych szopek i Świętej Rodziny, bez krzty smaku i poczucia świętości, również wpływają na kształtowanie wrażliwości wiernych. Szczególnym, chociaż nie bezpośrednim narzędziem tej walki jest także nasilające się coraz bardziej znieważanie Najświętszej Maryi Panny, która jest przecież narzędziem tego Boskiego cudu Wcielenia.

Nienawiść do Boga i człowieka
Uzasadnione jest zatem pytanie, dlaczego szatan, przeciwnik Boga, tak bardzo upodobał sobie profanowanie właśnie tych świąt? Żeby to zrozumieć musimy zastanowić się, jaki był powód buntu pierwszego z aniołów.

Pismo Święte i Tradycja pouczają nas, że u podstawy buntu szatana stała jego pycha. Zazwyczaj tę pychę kojarzymy z jego pragnieniem, żeby samemu zająć miejsce Boga, żeby stać się takim jak On – samoistnie błyszczącym najwyższą chwałą. Takie tłumaczenie jednak wszystkiego nie wyjaśnia. Nie odpowiada na pytanie, dlaczego w tej istocie, stworzonej przecież przez dobrego Boga, taka iskra się pojawiła. Otóż, Tradycja tłumaczy także powody pychy diabła. Nie była nią zwykła uzurpacja, ale jak tłumaczą Ojcowie Kościoła, początkiem nienawiści szatana było szczególne ukochanie przez Boga człowieka. Człowiek jest szczególnie przez Boga ukochany, jest stworzony na Jego obraz i podobieństwo. Aniołowie zaś, chociaż co do natury są bytami wyższymi i doskonalszymi, zostali stworzeni po to, aby służyć Bogu i człowiekowi. Tego „złamania” naturalniej hierarchii diabeł nie potrafił znieść.

Bezpośrednim źródłem buntu było zatem wyniesienie człowieka do niezwykłej godności dziecka Bożego – wyniesieniem go ponad godność aniołów. Bunt szatana i jego próba zniszczenia człowieka miała zatem dowieść kruchości planu Boga i miała obnażać niesprawiedliwość Bożych wyroków.

Tymczasem grzech przez Boga został odkupiony, przez co Jego pierwotny zamysł został przywrócony, właśnie przez Wcielenie. Bóg stał się człowiekiem. Bóg przyjął ludzkie ciało. Bóg wszedł w czas i przestrzeń, wszedł w materię, czego zbuntowana istota duchowa nie może po prostu znieść. W tym buncie przeciwko Bożemu Narodzeniu chodzi zatem o nienawiść do Boga, który ukochał i zjednoczył się z człowiekiem. Nienawiść szatana tym samym skierowana jest nie tylko przeciwko Bogu, ale też przeciwko cielesnemu człowiekowi.

Atak na cielesność
Nie powinno zatem nas dziwić, że na przestrzeni historii Kościoła ciało wydaje się szczególnie znienawidzone przez szatana. On, który jest źródłem wszelkich herezji, szczególnie właśnie w ciało próbował uderzyć. Czy to przez herezję doketyzmu, która głosiła, że Syn Boży nie przyjął realnego ciała ludzkiego, a jedynie ciało pozorne. Czy też przez arianizm, który twierdził, że Jezus nie był prawdziwym Bogiem, a jedynie „bogiem stworzonym”, ustanowionym przez Ojca poprzez obdarowanie łaską, a nie przez samą naturę Syna Bożego. Czy w końcu przez gnozę w różnych jej odmianach, która wprost głosiła wiarę duchową, ezoteryczną, gardzącą tym, co cielesne i materialne.

Natomiast w obecnych czasach widzimy jak cielesność jest szczególnie upokarzana, i to w sposób bardzo perfidny i zakłamany. Oto pod szyldem „wyzwolenia ciała” i „rewolucji seksualnej” z ciała czyni się narzędzie nierządu i upokorzenia człowieka. Z ciała czyni się źródło i szczyt wszelkiego „szczęścia”, jednakże skutkiem tego pozornego wyniesienia nie jest nic innego, jak sprowadzenie człowieka do poziomu bezrozumnego zwierzęcia, które całkowicie podporządkowane jest swoim ¬instynktom.

Wszystko poddać Bogu!
Owa nienawiść do ciała i cielesności oczywiście na samym ciele się nie zatrzymuje. Wcielenie było aktem nie tylko zjednoczenia natury ludzkiej z naturą Boską, ale było wejściem Boga w świat materialny. Bóg przez Wcielenie odzyskuje utracony świat stworzony. Wszystko, co stworzone, w chrześcijaństwie zostaje przywrócone i podporządkowane Bogu. Z tego też względu chrześcijaństwo nie może być religią jedynie ducha. Nie może być tak, jakby to niektórzy chcieli, żeby wiara dotykała jedynie wnętrza, serca, i nie emanowała na przestrzeń kultury. Znakiem szczególnym chrześcijaństwa jest właśnie to, że udzielony człowiekowi w sakramentach Duch Święty rozlewa się na wszelkie przestrzenie ludzkiego życia. Chrześcijaństwo w swojej istocie ma zakodowane tworzenie kultury chrześcijańskiej. Doktryna chrześcijańska nie jest ideą, jakimś mentalnym konstruktem, który ma wlewać ciepło w ludzkie serca, ale ta doktryna swój początek bierze w fakcie rzeczywistego wejścia Boga w przestrzeń ludzkiego życia. Słowo stało się ciałem i to samo Słowo nadal staje się nie tylko uczuciem serc wierzących, ale staje się tkanką ludzkiej przestrzeni życia. Nie powinna zatem nas dziwić ogromna kulturotwórcza moc Kościoła.

Z natury doktryny katolickiej wynika, że chrześcijaństwo powinno porządkować otaczający nas świat. I na przykład w średniowieczu faktycznie każdy aspekt ludzkiego życia był przekształcony pod dyktando ducha katolickiego: czy to był ustrój społeczny, czy prawodawstwo, czy sztuka, literatura, czy pedagogika, czy jakakolwiek inna sfera ludzkiego życia. Wszystko miało i ma być poddane pod dyktando Boga i miało być odzwierciedleniem Jego zamysłu. Czy zatem dziwne jest to, że szatan w pierwszym rzędzie uderza w samą uroczystość Bożego Narodzenia, próbując jej nadać ton tylko i wyłącznie ludzki? Że próbuje odrzeć ją z pierwiastka duchowego lub ten pierwiastek strywializować? Jeśli przecież uwierzymy, że Wcielenie było tylko arbitralnym aktem, który nie ustala zasady katolickiej, lecz który zaledwie możemy czcić pobożnym wspomnieniem, to rzeczywiście skutek Wcielenia, jakim ma być poddanie wszystkiego Bogu, zostanie zniweczony. Wcielenie tymczasem, owszem, było aktem historycznym i realnym, ale jest też aktem ustanawiającym i wyznaczającym dynamikę i istotę samego chrześcijaństwa.

Walka o kulturę
W tej walce zatem chodzi nie tylko o walkę z cielesnością i nie tylko o walkę z sakralnym charakterem katolickich obrzędów. Tutaj chodzi również o kulturę. I w tym kontekście także zupełnie niezrozumiałe i niezgodne z podstawowym dogmatem chrześcijańskim są marzenia tych, którzy chcieliby chrześcijaństwa „czystego”, wyzbytego z kultury. A takie pragnienie przecież dzisiaj wielu katolików podziela i wielu kapłanów promuje. Jak często przecież możemy spotkać „proroków nowego chrześcijaństwa”, zdystansowanego wobec kultury. Kapłanów, którzy wprost mówią, że jeśli jesteśmy uczniami Chrystusa, to nie możemy być „wojownikami kulturowymi”. Kapłanów, którzy pragną zatopić się w swojej zamkniętej duchowości, której najwyższym aktem jest kontemplacja słodkich poruszeń własnego serca. Kapłanów twierdzących, że nie interesuje ich przemiana świata, lecz jedynie przemiana ludzkich serc… Mając jednak na uwadze znaczenie Wcielenia, to, czego Bóg we Wcieleniu dokonał, oraz fakt, że Kościół w swojej naturze także posiada strukturę Bosko-ludzką, duchowo-cielesną i że powołany został do tego, by Zbawienie dane nam w Chrystusie rozsiewać aż po krańce świata, wszelkie marzenia o chrześcijaństwie duchowym jawią się jako pomysły iście szatańskie – podstępne, niezgodne z duchem katolicyzmu, a jednak podane w atrakcyjnej formie, która imituje i podszywa się pod Ducha Prawdy.

Wcielenie fundamentem
Ci, którzy pragną chrześcijaństwa czystego, duchowego (coraz częściej, słyszy się w takich sytuacjach błędnie rozumiany argument o kulcie w Duchu i Prawdzie!), chcą w pewien sposób Boga wyłącznie duchowego, wirtualnego, Boga-ideę, Boga, który się nie wcielił. Tylko że takie chrześcijaństwo nie jest już chrześcijaństwem, bo Wcielenie jest początkiem i fundamentem katolicyzmu.

O. Jan Strumiłowski OCist


"Przymierze z Maryją" dociera regularnie do ponad 430 tysięcy osób. Dołącz do grona naszych Przyjaciół i zostań stałym czytelnikiem czasopisma.

NAJNOWSZE WYDANIE:
Matka Boża wzorem cnót
Oddając najnowszy, 120. numer „Przymierza z Maryją”, pragniemy podzielić się radością. Mija właśnie 20 lat od momentu, gdy nasze pismo po raz pierwszy trafiło do polskich domów. Nie świętowalibyśmy tej rocznicy, gdyby nie nieoceniona pomoc naszych drogich Przyjaciół i Darczyńców. I za to serdecznie dziękujemy każdemu, kto choć w najmniejszym stopniu przyczynił się do powstania i rozwoju pisma.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Boże wsparcie w zwyczajnym życiu

Barbara i Mariusz Colikowie są młodym małżeństwem z Chorzowa. Dają piękne świadectwo życia z Panem Bogiem na co dzień i wierności Jego Przykazaniom. Mówią też o tym, jak wiele korzyści duchowych daje im członkostwo w Apostolacie Fatimy i materiały, które otrzymują od Stowarzyszenia im. Księdza Skargi.

 

Chociaż wiele nosisz imion, jesteś tylko jedna, Twoje dobre oczy patrzą na świat… – to poruszające słowa jednej z piosenek religijnych. Znamy wiele pięknych wizerunków i tytułów Matki Bożej.


Dzisiaj jednak możemy z całą pewnością powiedzieć, że najbardziej szczególny i najbliższy naszym sercom wizerunek Maryi to ten z Fatimy…

Jesteśmy małżeństwem od dwóch lat. Oboje mamy za sobą historię nawrócenia i przylgnięcia do Boga dopiero w dorosłym życiu. Każde z nas ma swoją wyjątkową historię spotkania z Bogiem – spotkania, które całkowicie odmienia życie. Spotkania, po którym nic już nie jest takie samo. Nasza znajomość również ma swoje źródło w Kościele.


Od samego początku wiedzieliśmy, że naszą relację, a później związek małżeński, chcemy budować na fundamencie wiary, zgodnie z wartościami i nauczaniem Kościoła. Nie wyobrażaliśmy sobie, że moglibyśmy osiągnąć szczęście bez Boga, bez Jego błogosławieństwa, lekceważąc Jego Przykazania.


W zeszłym roku w okresie Wielkiego Postu (tak bardzo innego od wszystkich dotychczasowych) na kanale PCh24.tv usłyszeliśmy o możliwości zamówienia repliki Całunu Turyńskiego wraz z folderem informacyjnym przygotowanym przez Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi. Zamówiliśmy te materiały, a jakiś czas później otrzymaliśmy również broszurkę zachęcającą do przystąpienia do Apostolatu Fatimy. Zdecydowaliśmy, że chcemy dołączyć do grona jego członków. Poczuliśmy wtedy, że orędzie Maryi z Fatimy może być odpowiedzią na dzisiejsze czasy – odpowiedzią na naszą niepewność, na nasze troski i obawy. Odtąd czasopisma „Przymierze z Maryją” oraz „Polonia Christiana” stały się naszą regularną i wyczekiwaną lekturą, w której znajdujemy sporo wartościowych i pokrzepiających treści.


Apostolat Fatimy pogłębił naszą pobożność maryjną i przywiązanie do Matki Bożej. Przez wiele miesięcy codziennie odmawialiśmy wspólnie Różaniec. Odkryliśmy wtedy, że zbliżając się do Boga przez Maryję, równocześnie zbliżamy się do siebie nawzajem. Jesteśmy przekonani, że modlitwa małżeńska owocuje we wspólnym życiu. Cały czas staramy się w miarę możliwości odmawiać razem chociaż cząstkę Różańca. Poświęciliśmy naszą rodzinę i nasz dom Matce Bożej, Jej opiece. Mocno wierzymy w Jej wstawiennictwo. Zaczęliśmy również interesować się Objawieniami Fatimskimi, które dotąd znaliśmy jedynie pobieżnie.


Staramy się uczestniczyć jak najczęściej w Eucharystii i czerpać z Niej. Staramy się dostrzegać obecność Boga i Jego działanie w naszej codzienności, w naszych życiowych (czasem trudnych) doświadczeniach, które – jak wierzymy – nie są Mu obojętne. Staramy się widzieć Jego wszechmoc i piękno w dziele stworzenia – podczas spacerów, górskich wycieczek i wypraw rowerowych, które uwielbiamy…


Nasze życie z Bogiem jest raczej zwyczajne i prozaiczne, bez spektakularnych cudów, ale nie potrafimy i nie chcemy wyobrażać sobie życia bez Niego. Nie jest ono usłane różami i – zwłaszcza w ostatnim czasie – zmagamy się z wieloma trudnościami, ale wiemy, że na życiowej drodze mamy Bożą obecność i Jego wsparcie. Bóg nie obiecuje nam życia bez burz, ale obiecuje, że w czasie tych burz będzie z nami. Nieustannie doświadczamy tego, że z nami jest.

 

Przyg. MW


Listy od Przyjaciół
 
Korespondencja

Szczęść Boże!

Drodzy Przyjaciele, bardzo dziękuję za czasopismo „Przymierze z Maryją” i wszystkie upominki. Wiele to dla mnie znaczy. Zdarzyło mi się wątpić, zbaczać z drogi. Brakło sił, odwracałam się od Maryi i Jezusa. Dzięki nim jednak zdecydowałam się na rozmowę z zaufanym księdzem z mojej parafii i się wyspowiadałam.

Jaka wtedy ogarnęła mnie wielka radość, że mogłam zrzucić ogromny ciężar z serca. Teraz wiem, że mam wielkie wsparcie w Maryi i Jej Synu. Wiem, że zawsze mogę się zwrócić do nich o pomoc. Bóg zapłać!

Marta z Piaseczna

 

Szczęść Boże!

Jako głowa rodziny chciałbym się pochwalić łaskami, jakie wraz z żoną otrzymaliśmy. Pozwolą Państwo, że przedstawię relację żony: „Do cudu za pośrednictwem św. Rity doszło ponad 8 lat temu, kiedy będąc w trzeciej ciąży poproszono mnie o zjedzenie płatka róży. Było to dla mnie wielkie zaskoczenie i zdziwienie, ale spełniłam tę prośbę. Dlaczego? Przedstawię krótko.

W 2008 roku urodziłam swoje pierwsze dziecko – córeczkę. Gdy miała ponad roczek, zdiagnozowano u niej chorobę genetyczną SMA. Niestety kolejne ciąże wiążą się z ryzykiem narodzin chorego dziecka, ale zawsze z mężem marzyliśmy o dużej rodzinie. Już przed ślubem rozmawialiśmy o dzieciach i stwierdziliśmy, że jeśli Bóg pozwoli, to chcielibyśmy mieć szóstkę dzieci.

W roku 2011 przyszedł na świat nasz syn. W trakcie ciąży cała rodzina modliła się o narodziny w zupełnym zdrowiu, ponieważ na badaniach USG lekarz zauważył deformację kończyn dolnych i górnych. Po kilku tygodniach wykonano kolejne badania USG, które pokazały całkowity brak zdeformowań. Na szczęście dziecko urodziło się ­zdrowe.

W roku 2012/2013 byłam w trzeciej ciąży, a wraz z nią pojawiły się żylaki na lewej nodze. Nogi strasznie puchły i bolały, a do tego doszły obawy o zdrowie dziecka. Po raz kolejny obawy lekarza skierowały nas na szczegółowe badania, tym razem – echo serca dziecka. Każda negatywna informacja powodowała mobilizację całej rodziny i szturm modlitewny do Nieba. Po raz kolejny badania wyszły poprawnie. W około siódmym miesiącu ciąży moja teściowa, która cały czas, modliła się za wstawiennictwem św. Rity o zdrowie dla syna, poprosiła mnie o zaufanie i nielekceważenie tego, dając mi jednocześnie płatek róży. Nie mówiąc dokładnie co to jest i skąd pochodzi, powiedziała: „Karola, proszę Cię tylko o jedno. Zaufaj, pomódl się teraz z tym, co masz w sercu i zjedz ten płatek, mówiąc – św. Rito, módl się za nami! I powiedz mi jak się czujesz”. Wtedy ogarnęło mnie niesamowite zdziwienie, zaskoczenie słowami i postawą teściowej. Zrobiłam oczywiście, jak prosiła. Odpowiadając na jej pytanie, powiedziałam: „Nic specjalnego nie czuję, żeby się coś zmieniło”. Po pewnym czasie okazało się jednak, że się myliłam. Nogi przestały puchnąć i boleć, a ciąża zakończyła się narodzinami zdrowego syna bez jakichkolwiek komplikacji.

W 2016 roku miałam spotkanie z lekarzem w celu zrobienia porządku z żylakami na lewej nodze. Pan doktor był w szoku, widząc stan moich żył, powiedział: „Stan żył jest straszny, należy dokonać zabiegu usunięcia żył” i zapytał, czy wiem, że miałam zakrzepicę żylną. Odpowiedziałam: „Nie, a czym to się objawia?”. Lekarz wyjaśnił mi, że do zakrzepicy doszło już dawno temu, ale ślad po niej jest wyraźny, a objawy to między innymi puchnięcie i bóle nóg. Opowiedziałam wtedy o swoich problemach z bólem i puchnięciem nóg w czasie ciąży. Zdaniem lekarza to prawdziwy cud, że to przeżyłam. (…)

W sierpniu 2016 roku miałam zabieg usunięcia żył. Po pewnym czasie analizując całą sytuację, uświadomiłam sobie, że za stawiennictwem św. Rity dokonał się cud. Każdego dnia dziękuję za życie swoje i syna, a także kolejnych trzech córek, które przyszły na świat 2017, 2018 i 2019 roku. Każdego dnia dziękujemy Bogu za uzdrowienie, radość i miłość, jaką obdarował naszą rodzinę”.

Tyle relacja żony. Ja ze swej strony, jako głowa rodziny, pragnę podziękować św. Ricie za uzdrowienie żony, za szóstkę wspaniałych dzieci, miłość i radość, jaka panuje w naszym domu. Proszę również o dalszą opiekę i wstawiennictwo u kochanego Ojca w Niebie. Chwała Panu!

Robert

 

 

Szanowny Panie Redaktorze!

Z całego serca dziękuję za czasopisma i wszystkie wspaniałe prezenty. Pracuję w terenie jako pielęgniarka, więc „Przymierze z Maryją” przekazuję swoim podopiecznym. Pomagam pewnej bardzo ubogiej kobiecie, która ma upośledzone dziecko, a teraz spodziewa się kolejnego z zespołem Downa. Sama adoptowałam sierotę z Rwandy. Wspomagam też swoją parafię – sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej w Gdańsku-Żabiance.

Zgodnie z prośbą Fatimskiej Pani odprawiam nabożeństwo pierwszych sobót miesiąca. Nie piszę tego, aby się chwalić, ale uważam, że można oddawać cześć Maryi Fatimskiej na różne sposoby.

Z poważaniem

Maria

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowna Redakcjo! Najgoręcej Was pozdrawiam. Dziękuję Wam z całego serca za regularne przysyłanie mi Waszego pisma „Przymierze z Maryją”, które jest bardzo wartościowe, cenne i interesujące. Szczególnie jestem Wam bardzo wdzięczna za ostatni numer Waszego czasopisma, w którym są umieszczone informacje o objawieniach św. Józefa. Najbardziej uderzyły mnie słowa: „Wszyscy, którzy będą mieli cześć do mojego serca, będą również czyści, prawi i święci przed Obliczem Pana”. (…) Mam też zamiar praktykować pierwsze środy miesiąca ku czci św. Józefa. Pozdrawiam jeszcze raz całą Redakcję! Z Panem Bogiem.

Małgorzata z Jaworzna

 

 

Szczęść Boże!

Pragnę podziękować Matce Bożej za wysłuchanie moich modlitw. Mój syn uległ groźnemu wypadkowi. Wydawało się, że nie da się go uratować. Przez dwa miesiące leżał nieprzytomny w szpitalu. Modliłam się gorąco, by Maryja – pośredniczka wszelkich łask, wyprosiła łaskę zdrowia dla syna. I syn – można tak powiedzieć – otrzymał drugie życie. Pozdrawiam serdecznie Redakcję!

Anna z Mazowieckiego