Słowo kapłana
 
Nie zdejmę Krzyża...
Ks. Adam Martyna
Drodzy w Panu Jezusie!

Ostatnimi czasy jesteśmy świadkami przedziwnych wydarzeń w naszej Ojczyźnie. Oto wszyscy znamy kiepski stan państwa: coraz większa drożyzna, fatalny stan opieki zdrowotnej, brak dróg, konieczność zamykania szkół…

I oto nagle pojawili się „wybawcy” od wszelkich bolączek. Obiecują uzdrowić kraj jednym posunięciem. Ich recepta jest prosta: należy usunąć Krzyż z sali sejmowej, a potem z innych miejsc publicznych. Żeby jeszcze być pewnym, że te wszystkie wirusy gnębiące nasz kraj już nigdy nie wrócą, ukazują owi „uzdrowiciele” środek na wzmocnienie układu immunologicznego państwa: usunięcie ze szkół nauki religii.

Oczywiście, można by wybuchnąć śmiechem. Jak trzeba być naiwnym, żeby uważać, iż szczęście narodu zależy właśnie od usunięcia Krzyża z życia publicznego. Tylko że śmiać się mógłby ktoś, kto mieszka bardzo daleko stąd i sprawy Polski nie mają dla niego większego znaczenia. Natomiast my, katolicy, mieszkający na tych ziemiach ponad tysiąc lat wpadamy w smutek i wielkie zdziwienie. W smutek, bo przecież Krzyż jest nam drogi i czulibyśmy się obco bez tego znaku. Wpadamy w wielkie zdziwienie, jak to możliwe, że naród, który odzyskał swoje nadzieje właśnie wtedy, kiedy w 1979 roku na placu Zwycięstwa stanął wielki krzyż, dziś w tak dużej liczbie oddaje głosy w wyborach na tych, którzy obiecują usunięcie Krzyża z życia publicznego…

Smutne jest to, że dziś, podobno w wolnej Polsce, katolik jest uważany za obywatela drugiej kategorii. Nawet w systemie komunistycznym w moich stronach rodzinnych były obecne symbole religijne w sklepach, warsztatach. Czasem były to obrazki Matki Bożej. I nikt z tego powodu nie robił afery, choć wiemy, że był to z założenia system ateistyczny.

Krzyż jest wrośnięty w naszą polską mentalność. Krzyże stawiano na rozstajach dróg, na miejscu wypadków, przegranych bitew. Kiedy Polska odzyskała niepodległość, krzyże pojawiły się w szkołach i urzędach, choć wtedy państwo polskie było o wiele bardziej zróżnicowane wyznaniowo niż dziś. Ale było to Państwo Polskie. A polska kultura, tożsamość jest „pełna” Krzyża, czy komuś się to podoba, czy nie.

Mówią nam, że będziemy mogli nosić Krzyż w sercu. Nawet różni dyżurni pseudokatolicy przekonują, że będzie lepiej, gdy obecność Krzyża ograniczy się do kościołów i domów prywatnych. Rzekomo będą tam miały miejsce godniejsze niż w sejmie, szpitalach czy szkołach. Nie wierzmy im. Dlaczego, będąc obywatelami tego państwa, płacąc najróżniejsze podatki, a więc właściwie utrzymując całą masę polityków i urzędników o różnych światopoglądach, mamy się kryć ze znakiem naszej wiary w domach? W imię mniejszości, która chce nam narzucić swoje antychrześcijańskie fobie?

Ale przecież chrześcijanie masowo ginęli w Japonii, Korei czy choćby w Związku Sowieckim, bo nie chcieli wyrzucić Krzyża. Mogli przecież powiedzieć, że wyrzekną się symbolu, a wiarę zatrzymają w sercu. Ale ci męczennicy, nieraz bardzo prości ludzie, rozumieli, że to byłaby zdrada. Nie można mieć innej twarzy w domu, a innej w miejscach publicznych. Albo się jest katolikiem wszędzie, albo się nie jest nim nigdzie.

Wyobraźmy sobie, że w czasach niewoli Polacy powiedzieliby sobie: dobrze, niech car zdejmuje, niszczy nasze symbole narodowe, niech drze w kawałki naszą flagę, przecież my to wszystko możemy zachować w sercach. Dziś uważalibyśmy ich za tchórzy i zdrajców.

Tymczasem od katolików wymaga się dziś podłej zdrady i zaparcia się Chrystusa, który umarł za nas na Krzyżu

Nie dajmy się też zwieść wilkom drapieżnym, tak jak dali się zwieść katolicy na Zachodzie. Ci, którzy chcą usuwać krzyże z miejsc publicznych, niedługo zażądają, byśmy sami nie nosili krzyżyka czy medalika w pracy, w szkole czy będąc w szpitalu. Katolicy w tamtych krajach też się pewnie nie spodziewali, co ich czeka. Kiedy się ocknęli, było już za późno.

Drodzy w Chrystusie, brońmy Krzyża! Wszędzie tam, gdzie On jest, wskazuje dobro, cel człowieka. Mówi, że warto żyć dla Nieba i dla wieczności. Jednak budzi On także wyrzuty sumienia u tych, którzy go zdradzili, poszli z tzw. duchem czasu, który jest duchem szatana. Szatan boi się Krzyża i dlatego będzie podburzał ludzi przewrotnych bądź lekkomyślnych, by Krzyż usuwać, lżyć, lekceważyć.

Pamiętajmy, że żaden polski rząd nigdy w historii z Krzyżem nie walczył. Zdejmowali Go ze ścian hitlerowcy i przede wszystkim bolszewicy różnych odcieni.

Czy pamiętamy strajk młodzieży we Włoszczowej? Odbywał się w obronie Krzyża. Czy wszyscy uczestnicy tego strajku nie są dla nas dziś wyrzutem sumienia? Czy nie milczeliśmy, gdy jeszcze niedawno Krzyż był poniewierany przed Pałacem Prezydenckim? Wrogowie Chrystusowego Krzyża nie działają nagle. Oni najpierw próbują. W Polsce odbyło się już kilka takich prób. Wypadły widać na korzyść bezbożników, bo dziś żądają coraz więcej...

A przecież jeszcze nie tak dawno Polacy nie daliby tknąć symboli religijnych. Pamiętam ułożoną jeszcze za stanu wojennego pieśń: Nie zdejmę Krzyża... Są tam takie słowa: A gdy zobaczę w poniewierce / Jezusa Krzyż i ranę / Która otwiera Jego Serce / W obronie Krzyża stanę.

Drodzy Bracia i Siostry! Nie lękajmy się bronić Krzyża. Przecież on będzie naszym towarzyszem aż po grób.

  


"Przymierze z Maryją" dociera regularnie do ponad 430 tysięcy osób. Dołącz do grona naszych Przyjaciół i zostań stałym czytelnikiem czasopisma.

NAJNOWSZE WYDANIE:
Witaj, Światłości Świata!
Zbliżamy się do końca roku 2018. Dodajmy – roku dla naszego Narodu szczególnego. Setna rocznica odzyskania niepodległości skłania do zadawania pytań o Polskę. O sens i cel istnienia naszej Ojczyzny… W tych rozważaniach warto pomyśleć o roli Kościoła i chrześcijaństwa w kształtowaniu naszej państwowości, tożsamości narodowej. Śmiało możemy powiedzieć, że Polskę otrzymaliśmy od Kościoła w prezencie. Chrzest Mieszka I wprowadził nas do europejskiej rodziny państw chrześcijańskich. Bez Mistycznego Ciała Chrystusa być może z czasem wykształciłaby się jakaś większa wspólnota, ale nie byłaby to ta Polska, którą znamy.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Z wizytą u naszej Matki
Michał Wałach

Istnieją na świecie miejsca, gdzie Bożą obecność czuje się wyjątkowo mocno, których niezwykły charakter można wyjaśnić niedowiarkom bez słów. Jednym z nich jest Fatima, do której w drugiej połowie października udała się prawie 40-osobowa pielgrzymka Apostolatu Fatimy.

 

 

Zmęczenie długą podróżą nie stanowiło dla naszej pielgrzymującej grupy przeszkody nie do pokonania, skoro niemal na wyciągnięcie ręki mieliśmy miejsce uświęcone objawieniami Najświętszej Maryi Panny oraz modlitwą milionów katolików z całego świata. Jeszcze przed świtem pierwszego dnia po przyjeździe, pielgrzymujący z nami ksiądz Józef Aszkiełowicz z Wileńszczyzny odprawił Mszę Świętą tuż przy Kaplicy Objawień – a więc tam, gdzie trójce portugalskich dzieci objawiła się Królowa Nieba i Ziemi.

 

Następnie ów niezwykły kapłan poprowadził dla nas trafiające do serca i duszy Nabożeństwo Drogi Krzyżowej na tzw. Drodze Węgierskiej. W trakcie modlitwy odwiedziliśmy Valinhos – miejsce, gdzie Matka Boża ukazała się w sierpniu roku 1917, gdy pastuszkowie 13 dnia miesiąca przebywali w portugalskim więzieniu, oraz miejsce nieopodal Cabeço – tam dzieci ujrzały Anioła Portugalii. Innym miejscem spotkania z Bożym Posłańcem były okolice studni w ogrodzie rodziny Santos – trójka dzieci często bawiła się w tym miejscu i to również tam Anioł przygotowywał je na przyjęcie Maryjnego Orędzia.

 

Odwiedzając Aljustrel – rodzinną miejscowość Łucji dos Santos oraz świętych Franciszka i Hiacynty Marto – zobaczyliśmy świat, w jakim wychowywały się dzieci, które do przekazania ludzkości Orędzia wybrała Maryja. Zobaczyliśmy te same drzewa, w których cieniu spędzały czas, domy, w których żyły, uliczki i ogrody, po których spacerowały. Po powrocie do Fatimy odwiedziliśmy Bazylikę Matki Bożej Różańcowej – miejsce, gdzie spoczywają Służebnica Boża siostra Łucja oraz święci Franciszek i Hiacynta.

 

Niezwykłym duchowym przeżyciem dla naszej grupy był udział w wieczornym nabożeństwie różańcowym ze świecami, które zakończyła procesja za figurą Fatimskiej Pani oraz – kolejnego dnia – za Najświętszym Sakramentem. Mogliśmy wręcz poczuć, jak dzięki modlitwie różańcowej Niebo łączy się z ziemią.

 

W trakcie pielgrzymki zobaczyliśmy również materialne dowody niegdysiejszej świetności cywilizacji łacińskiej – piękno, które razem z prawdą i dobrem stanowiły fundament dawnej Europy. Zarówno dawny dominikański klasztor Matki Bożej Zwycięskiej w Batalha, jak i cysterskie niegdyś opactwo w Alcobaça stanowią również świadectwo trudnej historii Portugalii – zostały odebrane zgromadzeniom w pierwszej połowie XIX wieku, w ramach kasaty zakonów. Odwiedziliśmy również Nazaré, gdzie nad Atlantykiem kult odbiera Matka Boża czczona pod postacią figury przyniesionej z palestyńskiego Nazaretu – zgodnie z tradycją – już w IV wieku. Obserwując wzburzony, ale zarazem powalająco piękny ocean, mogliśmy oddać się kontemplacji piękna świata stworzonego przez Pana Boga.

 

Pielgrzymka do miejsca objawień Maryi – co potwierdzali uczestniczący w niej Apostołowie Fatimy – była głębokim przeżyciem duchowym. W jej trakcie część osób skorzystała z możliwości przejścia kilkuset metrów na kolanach do Kaplicy Objawień, ofiarując swój trud i cierpienie Najświętszej Maryi Pannie oraz prosząc Ją o wstawiennictwo w intencjach, z jakimi przyjechali do portugalskiego Sanktuarium. Uczestnicy pielgrzymki nie zapomnieli również o innych Apostołach i przyjaciołach Instytutu – tuż przy miejscu objawień wspólnie zapaliliśmy, w ramach akcji „Twoje Światło w Fatimie”, świece, zaś przy Kaplicy złożyliśmy intencje nadesłane w związku z tą kampanią.

 

Podczas całego pobytu na ziemi portugalskiej można było wyczuć modlitewne uniesienie, o które doskonale dbał prowadzący modlitwy różańcowe, litanie oraz intonujący maryjne pieśni ksiądz Józef. Niezwykle pobożny kapłan z Wileńszczyzny zachęcał do odpowiedzi na wezwania Matki Bożej i codziennego odmawiania Różańca, na przykład w ramach nowenny pompejańskiej. Niezwykła duchowa atmosfera panująca w grupie sprawiła, że pielgrzymka Apostołów Fatimy do miejsca Objawień naszej Matki i Królowej na zawsze zostanie w pamięci uczestników. Wielu z nich nie ma wątpliwości – o udziale w wyjeździe nie zdecydował „ślepy los”. Wyjazd nastąpił w chwili, gdy w życiu potrzebowali wizyty u Niebiańskiej Matki. Niezbadane są wyroki Bożej Opatrzności…

 

Michał Wałach


Listy od Przyjaciół
 
Listy od Przyjaciół

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Pragnę bardzo serdecznie podziękować za wszystkie przesyłki, które otrzymuję od Państwa – za „Przymierze z Maryją”, przepięknie wydane książki, publikacje, dewocjonalia, przede wszystkim za krzyżyk z wizerunkiem Pana Jezusa, który noszę na sercu. Jestem szczęśliwa, że kilka lat temu natrafiłam na broszurę przedstawiającą książkę „Świadectwo Bożego Miłosierdzia” i właśnie od tego się wszystko zaczęło. Zamówiłam, przeczytałam z ogromnym wzruszeniem zwłaszcza zamieszczone w niej świadectwa osób, które doświadczyły Bożego Miłosierdzia. Sama codziennie odmawiam Koronkę do Bożego Miłosierdzia – ta modlitwa ma bardzo ogromną moc. Bardzo chętnie w miarę moich możliwości wspieram wszystkie Państwa kampanie, ponieważ uważam, że są bardzo potrzebne w pogłębianiu wiary chrześcijańskiej. Serdecznie pozdrawiam wszystkich członków redakcji, życzę cierpliwości i wytrwałości w prowadzeniu tego Bożego ­dzieła.

 

Beata z Zielonej Góry

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowni Państwo!

Pragnę się z Państwem podzielić moją radością, która jest też świadectwem. Otóż, dzięki Wam podjąłem pracę nad sobą i… zmieniam się, żeby z każdym dniem być bliżej Bożych spraw. Dziękuję Wam za wspaniałą wyprawę do Ziemi Świętej z aktami tylu zawierzeń (znalazły się tam też moje i moich bliskich). Bogu dziękuję, że także dostąpiłem tej łaski bycia z moją Rodziną w Ziemi tak obficie zroszonej Krwią Zbawiciela. Przez Wasze wspomnienia ponownie odnalazłem się i kolejny raz z większą mocą i zapałem mogę apostołować wśród tych, którzy szukają w swoim życiu Pana Boga. Pozdrawiam Was serdecznie!

 

Bolesław

 

 

Szanowni Państwo!

Jestem pełen podziwu i dziękuję za cały trud, jaki wkładacie w swoje działania. Doceniam Państwa pracę i starania. Bardzo chętnie korzystam ze stron internetowych, które prowadzi Wasz Instytut. Mam Państwa cały czas w pamięci. I jak tylko będę miał możliwość, będę Was wspierał. Nigdy jednak nie chciałbym tego robić, by przechwalać się tym przed ludźmi. Takie działania nie są po to, by się z nimi obnosić.

Z wyrazami szacunku

 

Przemysław

 

 

Szanowna Redakcjo!

Z całego serca dziękuję za przesłanie mi „Przymierza z Maryją”. Bardzo cieszy mnie to, bo znów będę mogła poczytać ciekawe artykuły, a później przekażę rodzinie do czytania. Polecam Redakcję opiece Matki Bożej i też dziękuję serdecznie Panu Prezesowi, że zawsze o mnie pamięta.

Z Panem Bogiem

 

Barbara z Poznania

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze Dziewica!

Bóg Wam zapłać za pamięć o mnie i przepiękną korespondencję, wzbogaconą pięknie wydaną katolicką literaturą oraz obrazkami, które są balsamem dla mojej duszy. Przesłany ostatnio obrazek ze św. Ojcem Pio oraz folder dał mi impuls do napisania tego listu. Otóż przypomniana przez Was 50. rocznica śmierci tego Świętego zaznaczyła się również w moim życiu. Już wcześniej wiedziałam, że żył we Włoszech wielki święty Ojciec Pio, ale jakoś nigdy nie prosiłam o jego wstawiennictwo. Aż do czasu…

3 lata temu leżałam w szpitalu na sali pooperacyjnej po bardzo ciężkiej operacji (endoproteza kolana z przeszczepem kości). Ból – mimo znieczuleń – był straszny. Cierpiąc i jęcząc cały czas z bólu, modliłam się do Matki Bożej Bolesnej, prosząc o wytrwanie w cierpieniu. Tego dnia, tuż pod wieczór, zauważyłam stojącego przy oknie mojej sali księdza w ciemnym habicie, przepasanym sznurem, z kapturem na plecach. Powiedziałam wówczas z ulgą: jak dobrze, że ksiądz tutaj jest i… zapadłam w sen, który uwolnił mnie od świadomości bólu.

W czerwcu 2018 roku znalazłam obrazek św. Ojca Pio. To był ten ksiądz, którego zobaczyłam wtedy przy oknie szpitalnym. Dopiero po trzech latach, patrząc na obrazek, który otrzymałam od Was, zrozumiałam, że to Matka Boża przysłała mi wówczas pomoc przez św. Ojca Pio. Teraz żyję, chodzę na tej nodze i codziennie modlę się do Ukochanej Matuchny – Królowej Wszystkich Świętych, która przysyła z pomocą „Wysłanników Niebios” tym, którzy o tę pomoc błagają.

Bogu Najwyższemu dziękuję, że poprzez korespondencję z Wami, mogę pogłębiać swą wiarę.

Dziękuję za Waszą cenną pracę Apostolską, w którą wkładacie tyle serca. Dwumiesięcznik „Przymierze z Maryją” jest moim ukochanym pismem, moją perełką. Tworzycie i twórzcie dalej Wielką Rodzinę Katolicką. Rozjaśniajcie umysły maluczkich. Niech Wam Bóg błogosławi i pomaga św. Ojciec Pio.

Pozostaję w modlitwie za Was i pracę jakże mi Drogiego Instytutu Ks. Piotra Skargi. Szczęść Wam Boże!

 

Zofia

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Pragnę zaświadczyć o cudzie, którego doświadczyła moja córka, Olimpia, dzięki Waszej akcji „Maryja Uzdrowienie Chorych”. Córka, w trakcie badań okresowych, dowiedziała się, że ma dużego guza na tarczycy. Podczas wizyty u lekarza dowiedziała się, że musi wyciąć całą tarczycę. Został wyznaczony termin operacji. Po operacji przyszedł do niej lekarz i powiedział, że mamy do czynienia z cudem. Powiedział jej, że każdy, kto przychodzi do szpitala z guzem na tarczycy, wychodzi bez tarczycy. U mojej córki było inaczej – wyszła ze szpitala z tym gruczołem, ponieważ lekarzom udało się wyciąć samego guza. Lekarz powiedział: „To jest cud – pierwszy w naszym szpitalu!”.

Dziękuję Maryi Uzdrowieniu Chorych za wstawiennictwo za moją córką, a Wam dziękuję za tę akcję i za wszystkie skarby, które od Was otrzymuję. Niech Wam błogosławi Pan Bóg i Najświętsza Maryja Panna.

 

Emilia