Słowo kapłana
 
Kiedy sumienie krzyczy...

Drodzy Przyjaciele, w wielu listach, które do nas docierają, pojawiają się stale pytania dotyczące spraw rodziny i różnorakich problemów, które ją dotykają. Często w tych bolesnych listach widać wprost, jakie spustoszenie wyrządza dzisiaj rodzinom i małżeństwom tzw. nowoczesny sposób wychowywania i łamanie Bożych przykazań. Grzech, który w pierwszej kolejności obraża miłosierdzie i majestat Boga, jest też wielką tragedią człowieka. W tym numerze ks. Adam Martyna odpowiada na kolejne wątpliwości i zapytania, które przeczytaliśmy w listach. Oto one:

Pytanie I: Czy istnieje coś takiego jak „rozwód kościelny” i jakie są warunki jego otrzymania?

Ks. Adam Martyna: Nie istnieje rozwód kościelny i nikt nie może go wprowadzić. Byłoby to działanie przeciwne do nakazu Pana Jezusa: „Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela” (Mt 19,6). Może natomiast istnieć dekret, orzeczenie odpowiedniej władzy kościelnej, że małżeństwo od początku, tak naprawdę, nie istniało. Jest to więc tylko potwierdzenie stanu, a nie anulowanie małżeństwa. Taką okolicznością, czyniącą małżeństwo od początku nieważnym, jest np. wyraźny przymus do małżeństwa. Gdyby ktoś zawierał małżeństwo pod przymusem, to jest ono od samego początku nieważne, i Kościół jedynie to potwierdza. Jeżeli ktoś czuje, że jego małżeństwo może być nieważne, powinien się zgłosić do swojego księdza proboszcza, jasno przedstawić całą sytuację i swoje argumenty. Potem sprawa idzie do tzw. Sądu Biskupiego i kontynuowany jest dalszy proces badania okoliczności i świadków. Jednak na początku trzeba zgłosić się do księdza proboszcza, który całej sprawie nadaje dalszy obrót.

Pytanie II: Pewna osoba, która dawno temu dopuściła się potwornej zbrodni grzechu aborcji, pyta, jak poradzić sobie z ogromnym poczuciem winy, które ciągle w sobie nosi pomimo wielu spowiedzi, podczas których szczerze wyznawała ten grzech i otrzymała rozgrzeszenie? Kto może udzielić rozgrzeszenia tak wielkiego grzechu i jak zadośćuczynić za tę zbrodnię? Dlaczego stale utrzymuje się ten wyrzut sumienia?

 
Ks. Adam Martyna: Grzech aborcji ogromnie negatywnie odbija się na całej ludzkiej świadomości. Stąd, kiedy osoba dopuszczająca się tego grzechu, po jakimś czasie, spojrzy obiektywnie na swoją sytuację, musi przyznać, zgodnie z sumieniem, że nic nie jest w stanie usprawiedliwić tego grzechu, żadne ludzkie racje. Sumienie reaguje wtedy ze zdwojoną siłą, gdyż w chwili popełnienia zbrodni zmuszono je do milczenia. Kiedy jednak osoba taka szczerze żałuje, spowiada się i dostaje rozgrzeszenie, może być pewna Bożego przebaczenia. Przede wszystkim powinna się przestać ciągle oskarżać. Po dobrej spowiedzi i otrzymaniu rozgrzeszenia należy uznać sprawę za zamkniętą i więcej do niej nie wracać.

W tej sytuacji każda spowiedź z tego samego grzechu jest nie tylko niepotrzebna, ale wręcz szkodliwa, gdyż pogłębia wyrzuty sumienia i lęki. Taka osoba powinna przestać liczyć na zbawienie o własnych siłach i zaufać Bożemu miłosierdziu. Ewentualne wyrzuty sumienia można potraktować jako dodatkową pokutę, ale mocno wierzyć, że grzech jest odpuszczony i nie ma potrzeby do niego wracać na spowiedzi. Powoli wyrzuty sumienia powinny się zmniejszać tym łatwiej, im bardziej zaufamy Panu Jezusowi, który odpuszcza grzechy zawsze, ilekroć grzesznik czyni pokutę. Jako pomoc w uzyskaniu spokoju sumienia radziłbym spełnić jakiś dobry czyn, np. pomóc jakiemuś biednemu dziecku, dokonać adopcji duchowej dziecka poczętego itd. Sumienie domaga się zadośćuczynienia, a takim jest wszystko to, co sprzyja życiu. Może to być gorąca modlitwa za matki chcące dokonać aborcji, nade wszystko jednak, skoro się otrzymało rozgrzeszenie, należy być pewnym Bożego przebaczenia.

Jeżeli chodzi o rozgrzeszenie z grzechu aborcji, w poszczególnych diecezjach sprawa ta wygląda nieco inaczej. Biskup diecezjalny może wyznaczyć niektórych tylko księży do rozgrzeszania z tego grzechu, gdyż nie chodzi tu tylko o „zwykłe” pojednanie z Bogiem, ale spowiednik musi mieć jeszcze władzę zdjęcia ekskomuniki, przewidzianej prawem za grzech aborcji. Zasadniczo w Polsce można dostać rozgrzeszenie i zdjęcie ekskomuniki we wszystkich sanktuariach, np. na Jasnej Górze, w Licheniu itd., oraz przy okazji przeprowadzanych w parafii rekolekcji czy misji. W wielu diecezjach rozgrzeszyć z aborcji może każdy kapłan przy okazji spowiedzi tzw. generalnej, czyli z okresu niekrótszego niż jeden rok. Oczywiście jeżeli ktoś wyznaje ten grzech, a spowiednik go rozgrzesza, penitent może być spokojny. Gdyby spowiadający go kapłan nie mógł rozgrzeszyć, powiadomiłby o tym penitenta podczas spowiedzi i poradził dokąd się udać.


"Przymierze z Maryją" dociera regularnie do ponad 430 tysięcy osób. Dołącz do grona naszych Przyjaciół i zostań stałym czytelnikiem czasopisma.

NAJNOWSZE WYDANIE:
Kościół wobec zarazy
Panika związana z tzw. pandemią koronawirusa ogarnęła cały świat. Groza miesza się z ironią. Grozę wywoływały i chyba jeszcze ciągle wywołują informacje o śmierci zakażonych, zdjęcia trumien masowo wywożonych z prosektoriów przez ciężarówki… Ironię zaś wzbudzają: brak konsekwencji rządzących w podejmowanych działaniach prewencyjnych, zalew sprzecznych informacji i spiskowych teorii. Łatwo się w tym wszystkim zagubić. Zresztą ojcu kłamstwa zależy na tym, byśmy czuli się pogubieni, opuszczeni i osamotnieni – bez żadnej nadziei…

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
Listy od Przyjaciół
 
Listy od Przyjaciół

Szczęść Boże!

Chciałbym przekazać Państwu krótkie świadectwo. Jesteśmy z żoną w sakramentalnym związku małżeńskim już od 37 lat. Mamy dwie córki i 3-letniego wnuczka. Starsza córka mieszka za granicą, młodsza – tutaj z mężem i dzieckiem. Moja żona jest niepełnosprawna i niewidoma. Porusza się na wózku inwalidzkim. Ja jestem po trzech poważnych wypadkach. W roku 2006 spadły na mnie 24 palety. Miałem złamaną miednicę w pięciu miejscach i uszkodzone biodro. Leżałem w szpitalu dwa tygodnie. Później przywieźli mnie do domu, gdzie miałem spędzić w łóżku kolejne tygodnie. Po siedmiu dniach uratował mnie jednak bł. ks. Wincenty Frelichowski. Jego relikwie mamy w domu. Po wytrwałej modlitwie za wstawiennictwem błogosławionego Wincentego nagle udało mi się po kilku dniach wstać z łóżka. Lekarze nie dawali mi wcześniej szansy na pełne wyzdrowienie, ale jednak stało się inaczej. Po prostu pewnego dnia ks. Wincenty powiedział do mnie: „Wstań i chodź”. I chodzę do dziś i opiekuję się żoną, choć nieraz jest bardzo ciężko. Cieszę się jednak, że wraz z żoną możemy wspierać Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi. Prosimy o modlitwę za całą naszą rodzinę. Szczególnie za nasze zdrowie. Zostańcie z Bogiem.

Wacław z żoną Marią

 

 

Szanowna Redakcjo!

Jestem niesamowicie zbudowana Waszą działalnością. Przesyłane materiały bardzo sobie cenię. Czytam „Przymierze z Maryją”. Treściami dzielę się z najbliższymi. Moja rodzina jest wierna przykazaniom Bożym i kościelnym. Taka postawa jest budująca – dodaje siły i wiary do niesienia krzyża dnia codziennego.

W ostatnim czasie, pod koniec roku 2019, przeżywaliśmy trudne chwile, zresztą to trwa nadal. U mojego męża Jana wykryto raka jelita grubego. Badania, operacja, pobyt w szpitalu…

Można było to wszystko przyjąć, wytrzymać i działać tylko dzięki modlitwie do Boga, o którą prosiliśmy i nadal prosimy naszych znajomych i bliskich. Uczestnictwo we Mszy Świętej, odmawianie Koronki do Bożego Miłosierdzia w kaplicy szpitala zakonu bonifratrów przed cudownym obrazem Matki Bożej Uzdrowienia Chorych pomagały w tych trudnych chwilach. Pisząc o tym, pragnę podkreślić, że dzięki modlitwie, zaufaniu Opatrzności i Miłosierdziu Bożemu, mogliśmy przyjmować te wszystkie bolesne wydarzenia ze spokojem, powierzając również lekarzy opiece Ducha Świętego.

Teraz jesteśmy z mężem już razem, wspieramy się nawzajem i ufamy Bogu, że udźwigniemy ten krzyż. Prosimy o modlitwę.

Janina

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowni Państwo

Pragnę podziękować za wszystkie pamiątki i upominki, które od Was otrzymuję. Chciałabym też podzielić się z Państwem świadectwem wyjścia z nałogu alkoholowego mojego syna Mariusza, który zmagał się z tym problemem przez trzy lata. Żona odeszła od niego, wyprowadzając się z dwojgiem dzieci do swojej matki. A ja codziennie modliłam się na różańcu o jego nawrócenie. Prosiłam Matkę Bożą i św. Ojca Pio o wstawiennictwo. Prosiłam Pana Jezusa o dar nawrócenia mojego syna. I stał się cud. Syn zachorował. Miał poważną operację głowy – usunięcia guza i krwiaka pod czaszką. Operacja się udała. A syn, gdy wychodził ze szpitala, powiedział: „Mamo, już nigdy nie zobaczysz mnie pijanego”. I dotrzymuje obietnicy. Od tego czasu minęło sześć lat i przez ten okres nie pił żadnego alkoholu. Założył firmę transportową, żona z dziećmi wróciła do domu. Obecnie mieszkają razem.

Dziękowałam i nadal dziękuję Panu Jezusowi, jak również Matce Najświętszej i św. Ojcu Pio, że mnie wysłuchali i uzdrowili mojego syna z tej choroby.

Napisałam te słowa, bo chcę podzielić się świadectwem, że dzięki mocnej wierze i modlitwie możemy otrzymać łaskę o którą prosimy. Szczęść Wam Boże. Życzę zdrowia i wszelkich łask.

Krystyna z Łódzkiego

 

 

Szczęść Boże!

Szanowna Redakcjo

Pragnę podzielić się z Państwem świadectwem. Urodziłam się w wielodzietnej, katolickiej, robotniczej rodzinie na wsi. Gdy miałam 6 lat, zostałam osierocona wraz z siedmiorgiem rodzeństwa, ponieważ zmarła nam mama. Tatuś dawał nam bardzo dobry przykład, wychowywał nas bardzo religijnie: prowadził do kościoła i uczył codziennej modlitwy.

Młodo wyszłam za mąż i urodziłam troje dzieci. Moje małżeństwo nie było jednak szczęśliwe, ponieważ mąż nadużywał alkoholu i znęcał się nade mną i nad dziećmi. Pomimo tego nigdy nie straciłam wiary w Boga. Wierzyłam, że zawsze jest ze mną i pozwala mi wytrwać. Każdego wieczoru klękaliśmy razem z dziećmi i modliliśmy się gorąco. Gdy dzieci usamodzielniły się i założyły własne rodziny, postanowiłam wyjechać do Grecji. W tym czasie mieszkał tam i pracował mój syn. Przez jakiś czas mieszkaliśmy razem, ale syn zachorował i zmarł.

Od znajomych dowiedziałam się, że w naszej parafii organizowane są spotkania ewangelizacyjne. Zdecydowałam, że i ja będę na nie uczęszczać. Tutaj bardzo uspokoiłam się wewnętrznie i doświadczyłam ogromnej duchowej radości. Brałam udział w rekolekcjach. Przez dwa lata, przed tym wspaniałym duchowym doświadczeniem, cierpiałam bardzo na ból prawej ręki, która mi drętwiała i traciłam w niej czucie. Wiele razy jeździłam do lekarzy, ale pomimo iż brałam leki, ból nie ustępował. Tego dnia modliliśmy się przed Najświętszym Sakramentem i w pewnym momencie odczułam drganie tej chorej ręki. Uświadomiłam sobie, że ból ustąpił. Od tego czasu upłynęło już 6 lat, a moja ręka jest zdrowa.

Dziękuję Ci, Panie Jezu, za to uzdrowienie. Dziękuję Ci też za to, że dałeś mi łaskę wytrwania i cierpliwości w czasie, gdy zmarł mój syn. Za wiarę i siłę w ciężkich chwilach mojego życia, dziękuję Panie Jezu. Wierzę w Ciebie, Boże żywy!

Anna z Żywca

 

 

Szanowny Panie Prezesie

Z całego serca dziękuję za modlitwę oraz wszystkie życzenia i upominki, Niech Pan Bóg i Matka Najświętsza mają w Swojej opiece Pana i wszystkich pracowników Stowarzyszenia. Niech obdarzą Was zdrowiem i wszelkimi łaskami. Bóg zapłać za wszystko i Szczęść Boże!

Janina