Rodzina
 
Muzyczna otchłań

muzyczna otchłańDzięki uprzejmości redakcji miesięcznika „Egzorcysta”, publikujemy obszerne fragmenty ważnego artykułu dr Małgorzaty Nieszczerzew­skiej na temat satanistycznych inspiracji w muzyce metalowej i ­ambientowej. Tekst ukazał się w 18. numerze tego pisma.

Dla człowieka wierzącego, wychowanego w kulturze chrześcijańskiej, muzyka może spełniać dwojaką rolę: podtrzymywać jego duchowy i kulturowy rozwój bądź kierować jego zainteresowania w przeciwną stronę. Problem ten dotyczy w szczególności ludzi młodych, którzy rozpoczynają własne, przynajmniej częściowo niezależne, życie we współczesnej kulturze. Trzeba jednak przyznać, że wielu ludzi dorosłych, traktując muzykę jedynie jako niegroźne źródło rozrywki i jedną z podstaw „kultury przyjemności”, nie zdaje sobie sprawy z jej negatywnego społecznego i duchowego oddziaływania bądź je zupełnie lekceważy.

Przesłanie antychrześcijańskie można odnaleźć w niemal każdym gatunku muzyki (rockowej – przyp. red.), szczególną uwagę warto jednak zwrócić na muzykę z gatunku black metal i dark ambient, które otwarcie promują treści satanistyczne, okultystyczne lub neopogańskie. Chociaż wydają się one funkcjonować wciąż na peryferiach muzyki popularnej, stają się, wbrew pozorom, coraz bardziej… pop. Świadczyć może o tym chociażby obecność w polskich mediach Adama Darskiego, wokalisty grupy Behemoth, mającej na Facebooku ponad milion fanów. Darski (Nergal) wykreowany został na jednego z celebrytów i muzycznych ekspertów, zaś jego artystyczna satanistyczna działalność jest bagatelizowana nawet przez niektóre autorytety kościelne.


Black metal

 

Gatunkiem, który właściwie od samego początku jawnie sprzeciwiał się wielu podstawowym zasadom organizującym chrześcijaństwo, był oczywiście rock and roll. Jednak bardzo radykalny stał się w tym dopiero hard rock i heavy metal, którego twórcy (muzycy Led Zeppelin, Black Sabbath, Black Widow czy Coven) otwarcie przyznawali się m.in. do fascynacji postacią Aleistera Crowleya, angielskiego okultysty przełomu XIX i XX w. Jak piszą autorzy słynnej książki o metalowym podziemiu, od tej pory chrześcijaństwo nie miało poddawać się powolnej erozji poprzez długotrwały rozkład wartości moralnych, a raczej zostać bezwzględnie wykorzenione i doszczętnie spalone (M. Moynihan, D. Soderlind, Władcy chaosu, Poznań 2010, s. 19). Antychrześcijańskie i bluźniercze treści najbardziej wyraźne są jednak w gatunku nazwanym „black metal”, powstałym w Norwegii na początku lat 90. XX w. Źródła inspiracji twórców najpopularniejszych norweskich zespołów można z łatwością odnaleźć w działaniach pionierów takich grup, jak Venom, Mercyful Fate, Bathory, Celtic Frost czy Slayer dekadę wcześniej.

Przyjmuje się, że nazwa gatunku pochodzi od albumu Black Metal formacji Venom. Badacze zainteresowani powstaniem i rozwojem muzycznego metalowego podziemia zgodnie twierdzą, że to właśnie w latach 90. pojawiła się w muzyce nowa fala bluźnierstwa, której owocem było nie tylko propagowanie antychrześcijańskich i satanistycznych treści, ale swoiste przejście od słów do czynów: częstsze przypadki zabójstw, rytualnych samobójstw oraz niszczenia chrześcijańskiego dziedzictwa kulturowego, np. bezczeszczenie cmentarzy, podpalanie kościołów czy profanacja Pisma Świętego. Istotny jest również fakt, że niemal wszystkie formacje z lat 80., które miały największy wpływ na rozwój black metalu jako gatunku, przyznawały się do znajomości Biblii Szatana autorstwa Antona Szandora La Veya, wydanej w 1969 roku i stanowiącej już w tamtym czasie integralną część „satanistycznej kultury masowej”. Blackmetalowe zespoły wyróżnia spośród innych sceniczny image oparty na czarno‑białym makijażu typu corpspaint oraz charakterystyczny strój i wokal. Brzmienie uzyskiwane przez zespoły tego gatunku potocznie określa się jako surowe, posępne i złowrogie.


Czarny krąg

 

Pierwszym zespołem, dzięki któremu gatunek przestał być peryferyjny, a stał się ikoną satanistycznego muzycznego podziemia, był norweski Mayhem, którego założyciel, Oystein Aarseth, noszący pseudonim Euronymous, został zasztyletowany przez Varga Vikernesa, innego członka norweskiej sceny blackmetalowej. Działalność zespołu była przełomowa również z innego powodu. Aarseth otworzył bowiem w Oslo sklep muzyczny o nazwie Helvète (piekło). Ściany tego miejsca, pomalowane oczywiście na czarno, przyozdobione były m.in. odwróconymi krzyżami i sprofanowanymi figurkami katolickich świętych. Swoją siedzibę miała tam założona również przez Euronymousa antychrześcijańska organizacja Black Circle (Czarny Krąg), która w sposób nieoficjalny gromadziła muzyków i fanów najbardziej liczących się ówczesnych formacji (Mayhem, Burzum, Darkthrone, Immortal, Enslaved czy Satyricon).

 

W czasie dość krótkiej działalności tej „organizacji” w Norwegii za jej sprawą spłonęło wiele kościołów (szacuje się, że w latach 1992–96 zniszczono od 50 do 60 świątyń, w tym kościoły zabytkowe), wiele innych zostało podpalonych, zbezczeszczono również dziesiątki cmentarzy. Do czynów tych przyznawali się zarówno poszczególni muzycy, jak i fani zainspirowani sceniczną i pozaartystyczną działalnością swoich idoli. Varg Vikernes, muzyk uznawany za prekursora tych działań, w jednym z wywiadów oznajmił: Chcę, aby chrześcijanie pamiętali, że to jest zemsta za palenie pogańskich świątyń. Za to, że zniszczyli wszystko, co było piękne i zawierało prawdziwą kulturę Norwegii, tę z czasów pogańskich (Władcy chaosu, s. 109).


Mroczna atmosfera

 

Dark ambient to jedna z odmian muzyki elektronicznej. Na scenie muzycznej pojawiła się również w latach 80., natomiast jej rozkwit datuje się na lata 90. XX w.

 

Nie obowiązuje tutaj harmonia, linia melodyczna czy rytm. To muzyka mroczna, której głównym zadaniem jest wywoływanie uczucia smutku, niepokoju, strachu, paranoi, a nawet przerażenia. Z wypowiedzi fanów wynika, iż jest to alternatywa dla wrażliwych na agresywne blackmetalowe dźwięki lub, wręcz przeciwnie, że dark ambient stanowi ich dopełnienie. Projekty darkambientowe fascynują i – jak twierdzą słuchacze – uzależniają. Nie dziwi również, że wielu twórców z tego kręgu przyznaje się do silnych inspiracji mistycyzmem, okultyzmem i ezoteryką, próbując nadać swym projektom rytualne i magiczne właściwości. Sami fani nazywają je muzyczną otchłanią, muzyką opętaną, ale jednocześnie piekielnie piękną, muzyką rodem ze szpitala psychiatrycznego, hałasem w służbie złych mocy, dźwiękami, które wwiercają się w mózg, muzyką odhumanizowaną, zimną, brudną i złą, nastrojem, który prowadzi cię w trakcie tej bezbożnej wędrówki. Dźwiękom elektronicznym towarzyszą często krzyki, jęki, płacz czy trudne do zidentyfikowania odgłosy.


Satanizm jako źródło muzycznej inspiracji

 

Dlaczego te odmiany muzyki satanistycznej pojawiły się i rozwinęły akurat w Skandynawii? Autorzy Władców chaosu tłumaczą to zjawisko kryzysem Kościoła Europy Zachodniej. W późniejszych latach otwarte przyznawanie się do wiary w istnienie piekła i Szatana uznawane było w kręgach kościelnych [w Norwegii – M.N.] niemal za tabu. Są to tematy, podobnie jak egzorcyzmy, o których po prostu się nie dyskutuje (s. 99). Widać więc, że chociaż w Kościele norweskim Szatan był praktycznie „martwy”, w kulturze popularnej miał się coraz lepiej. W oparciu o zbliżony scenariusz sytuacja rozwija się również w całej Europie Zachodniej.


Satanizm jako podstawa autonarracji

 

Pismo Święte ostrzega: Dzieci, strzeżcie się fałszywych bogów (1J 5,21). Adeptami muzyki jawnie ­propagującej wątki satanistyczne, zarówno w warstwie tekstowej, jak i stylistycznej, są z reguły nastolatki i ludzie dwudziestokilkuletni, którzy uzyskali względną niezależność, odrzucając dotychczas znane autorytety i zasady moralne. Muzyka to jedno z najbardziej istotnych narzędzi kreowania tożsamości w kulturze indywidualizmu. Antychrześcijański i bluźnierczy przekaz jest z jednej strony niezwykle skrajny, z drugiej natomiast bardzo jasny i czytelny, dlatego z zaskakująco dobrym skutkiem wpisuje się w proces tworzenia narracyjnej tożsamości jednostki, która w zachodniej kulturze zostaje pozbawiona twardych podstaw (na przykład kategorii płciowej, narodowej czy religijnej). Święci, którzy od wieków oddawali swe życie dla Chrystusa, są dzisiejszej młodzieży niemal zupełnie nieznani lub przez nią pomijani. Miejsce autorytetów zajęli natomiast eksperci i idole, którymi w przypadku muzyki są oczywiście twórcy i członkowie zespołów. Nastąpiło zatem wyraźne przesunięcie ze sfery religijnej do sfery magicznej i swoistej idolatrii, bałwochwalstwa. Dla chrześcijanina, który zaczyna interesować się satanizmem w muzyce, ma to poważne konsekwencje, jest bowiem złamaniem pierwszego, najważniejszego przykazania Dekalogu.


Satanizm w muzyce jako element wspólnototwórczy

 

Satanizm w warstwie dźwiękowej i tekstowej stanowi narzędzie spajające wspólnotę, grupy fanów są bowiem przykładem tzw. wspólnot empatycznych, nowych plemion. Chęć bycia sobą, bycia oryginalnym, „innym niż wszyscy”, paradoksalnie współistnieje z potrzebą stałego bycia we wspólnocie, bycia z tymi, którzy są do nas podobni i którzy utwierdzają nas w naszych przekonaniach. Poza spójnym wizerunkiem elementy wspólnototwórcze to oczywiście język i sfera niewerbalna, czyli gesty, takie jak słynna „dłoń rogata”, w krajach anglosaskich nazywana devilhorns (diabelskie rogi) – dłoń zaciśnięta w pięść, z wysuniętymi palcami wskazującym i małym. Ten gest jest często wypisany na amuletach, które mają chronić właściciela przed urokiem i zakląć ponadnaturalną siłę. Część fanów zespołów satanistycznych, należących do wyżej wymienionych gatunków, bardzo często pozdrawia się zwrotem Heil Satan, używając go świadomie lub nie przywiązując do niego większej wagi i nie zastanawiając się nad konsekwencjami. Bez względu na okoliczności zwrot ten jest swoistym rytuałem w sferze komunikacji, bluźnierczym i profanacyjnym odwróceniem chrześcijańskiego pozdrowienia Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.

 

Jak twierdzi norweski profesor teologii, pastor Jacob Jervell, kościół protestancki od czasu do czasu wspomina o Szatanie i choć wierzy w jego istnienie, w symbolice przedstawia go często jako niegroźnego kozła, groteskową postać. Tymczasem, zdaniem Jervella, bagatelizowanie postaci Szatana i jego siły powoduje, że zło zyskuje na atrakcyjności.


To nie tylko muzyka

 

Muzyka jest bardzo skutecznym narzędziem komunikacji, zdolnym do kształtowania myślenia, zachowań i postaw zarówno twórców, jak i odbiorców, bowiem treści i dźwięki przekazują ludzkiej podświadomości idee, które człowiek, prędzej czy później, przyjmuje za swoje. Dla części fanów, szczególnie tych, którzy nie mają odwagi do końca odrzucić wiary w Boga i chrześcijańskich norm, swoistym „odczarowaniem” sytuacji ma być powtarzanie, że to „tylko muzyka” i sceniczne oszustwo, zaś elementy satanistyczne to jedynie rekwizyty wykorzystywane w artystycznych i teatralizowanych działaniach. Bardzo często słuchacze usprawiedliwiają się, że nie ma w tym nic złego, gdyż to „tylko symbol i niewinny gest”. Innego zdania jest jednak Grzegorz Kasjaniuk, dziennikarz muzyczny, który w wywiadzie przeprowadzonym dla portalu pulspolonii.com mówi: Starałem się zrozumieć istotę ich muzyki, odróżnić oryginalność od fałszywego muzycznego przekazu i doszedłem do jednego wniosku – przekaz ich muzyki jest prawdziwy. Jest to robione z pełnym zapałem, z pełną wiarygodnością, ponieważ oni naprawdę wierzą w to, co robią.

 

Doświadczenia psychologów, psychiatrów, kapłanów oraz księży egzorcystów świadczą o tym, że dla wielu osób fascynacja satanizmem w muzyce może oznaczać problemy natury psychicznej i duchowej.

 

Przestrogą dla fanów powinny być zatem słowa Isahna, wokalisty zespołu Emperor, który w jednym z wywiadów stwierdza, że scena blackmetalowa stała się tak ekstremalna m.in. właśnie dzięki symbolice. Podkreśla on, że ludzie pojawiający się na scenie i wokół niej niekoniecznie od razu pałali nienawiścią do chrześcijaństwa. Ich wrogość wobec chrześcijan rosła jednakże w miarę wkraczania w świat black metalu (por. Władcy chaosu, s. 238).



NAJNOWSZE WYDANIE:
Pod opieką Matki
Dotarliśmy do 150. numeru „Przymierza z Maryją” – pisma tak wyczekiwanego w tysiącach polskich domów. W przeważającej mierze poświęciliśmy go Tej, którą obraliśmy za Patronkę – Matce Najświętszej. To Ona jest naszą Przewodniczką pewną do Nieba.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Świadectwo Pana Pawła

Pan Paweł wspiera Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi już od 20 lat, a w czerwcu wziął udział w pielgrzymce Apostołów Fatimy do portugalskiego sanktuarium. Pochodzi z Mazowsza, z parafii pod wezwaniem świętego Bartłomieja Apostoła w Paprotni. Tam przyjął sakrament chrztu i bierzmowania oraz przystąpił do Pierwszej Komunii Świętej.

 

– Wiarę zachowałem po rodzicach i staram się ją kontynuować – opowiada pan Paweł. – Różaniec i modlitwę „Anioł Pański” odmawiam sam albo z Katolickim Radiem Podlasia z Siedlec. Staram się też, jeśli możliwości pozwolą, odmawiać Koronkę do Miłosierdzia Bożego i dzięki TV Trwam uczestniczyć w apelach jasnogórskich. W niedzielę i inne święta biorę udział w uroczystościach kościelnych, takich jak np. nabożeństwa fatimskie. Jak pogoda jest niesprzyjająca, taka jesienno-zimowa, to korzystam z uprzejmości znajomych i sąsiadów, żeby dojechać do kościoła autem.

– Staram się wspierać parafię w pracach gospodarczych, jeśli chodzi o utrzymanie terenów zielonych wokół świątyni. Jakieś pojęcie na ten temat mam, bo parę ładnych lat zajmowałem się pielęgnacją zieleni przy urzędzie gminy jako pracownik gospodarczy.

– Radzę sobie lepiej lub gorzej, ale odnoszę wrażenie, że osoby w wieku seniorskim, tak jak moja skromna osoba, nie zawsze są jeszcze komuś potrzebne, bo teraz liczy się młody, sprytny, no i trochę zamożny. Takie teraz mamy czasy, że raczej każdy chce utrzymywać kontakty z takimi osobami, a pokolenie starszych ludzi nie każdemu już pasuje.

 

20 lat w Apostolacie Fatimy


– O Stowarzyszeniu Ks. Piotra Skargi dowiedziałem się ponad 20 lat temu, przeglądając prasę katolicką. Zainteresowałem się i tak jakoś ta wymiana korespondencji między Stowarzyszeniem a mną trwa. Oczywiście, za wszystkie przesłane czasopisma, jak np. „Przymierze z Maryją” i dewocjonalia związane z Państwa działalnością, dziękuję bardzo.

– Czasami zaglądam na strony internetowe Stowarzyszenia i przeglądam, co tam akurat jest z aktualnych wiadomości. To, co Państwo robicie, na pewno jest potrzebne. Ja ze swojej strony nadal postaram się wspierać Stowarzyszenie i Apostolat Fatimy, tak jak do tej pory. Nie jest to może bardzo duża ofiara, ale „ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka”, jak mówi przysłowie.

– Zaniepokoiła mnie informacja zawarta w ostatnim numerze „Przymierza z Maryją”, że nakład pisma spada. Uważam, że gdyby każdy wygospodarował te 15–20 zł, to sytuacja byłaby zdecydowanie lepsza i bez problemu można byłoby pokryć koszty wydania i wysyłki „Przymierza…”.

 

Pielgrzymka do Fatimy


– Jestem bardzo zadowolony z wyjazdu z Apostolatem do Fatimy. To był mój pierwszy wyjazd w tak bardzo sławne miejsce. Wszystkie miejscowości, które zwiedzaliśmy, były zabytkowe i bardzo ciekawe, a świątynie i katedry monumentalne. Wszystkie miejsca robią ogromne wrażenie, a obiekty sakralne są jakby dwa razy większe od naszych. Trzeba wyrazić uznanie dla budowniczych, którzy te obiekty wznosili.

– Taki wyjazd to są dosyć poważne koszty, nie tylko jednostkowe, ale dla całej grupy. Byłem w grupie osób, które objęła taka życzliwa pomoc ze strony Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi. Serdeczne „Bóg zapłać” za to, że miałem taką możliwość. Przypuszczam, że wszyscy są, tak jak ja, zadowoleni. Muszę pochwalić i wyrazić słowa wdzięczności dla organizatorów, bo wszystko było bardzo dobrze przygotowane.


oprac. Janusz Komenda


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szanowni Państwo!

Jesteście wspaniali! Wasze wydawnictwa oraz gazetki, broszury i ulotki wzmacniają naszą duchowość i informują o wielu faktach oraz miejscach objawień Maryjnych. Artykuły czytam z wielkim zainteresowaniem. Naprawdę bardzo cenię informacje o Jezusie i Maryi, które w nieskończoność otwierają serca. Pamiętamy w modlitwie o Waszej pracy. Pozdrawiam gorąco Pana Prezesa i cały zespół redakcyjny!

Anna ze Zgierza

 

 

Szczęść Boże!

Kampania „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest wspaniała. Popieram ją i bardzo się cieszę, że jesteście i stoicie na straży wiary. Musimy dziękować i wspierać naszą Królową za Jej miłość do naszego Narodu.

Zbigniew z Katowic

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowny Panie Prezesie, dziękuję bardzo serdecznie za przesłane mi pozdrowienia urodzinowe. Ucieszyłam się z bardzo ładnej kartki. Jestem dumna z działalności apostolskiej, jaką Państwo prowadzą. Podobają mi się bardzo czasopisma „Przymierze z Maryją” i „Apostoł Fatimy”. Cieszę się z tego, że mogę w nich znaleźć wiele bardzo ciekawych artykułów poruszających interesujące mnie tematy. Cieszę się z tego, że wiele osób może korzystać z tych czasopism. Pragnęłabym bardzo, aby wielu Polaków mogło zapoznać się z tymi ciekawymi gazetami.

Bardzo serdecznie dziękuję za otrzymane ostatnio „Przymierze z Maryją” i „Apostoła Fatimy”. Znalazłam w tych numerach wiele interesujących mnie zagadnień. Cieszę się z tego, że te czasopisma mogą trafić do wielu rodzin w Polsce. Pragnęłabym dalej otrzymywać te pisma.

Pozdrawiam Maryję Naszą Królową. Życzę Panu i współpracownikom dużo zdrowia i wielu łask Bożych w Jezusie i Maryi.

Wdzięczna Czytelniczka

Krystyna z Pruszkowa

 

 

Szczęść Boże!

Bardzo dziękuję za przysyłanie mi „Przymierza z Maryją”. Jest to pismo, które bardzo sobie cenię i szanuję. Redagujecie ciekawe artykuły. Zawsze czekam na nowe numery i pragnę poinformować, że zawsze będę Was wspierać. Niech Pan Bóg nas prowadzi!

Barbara

 

 

Szanowny Panie Prezesie!

Bardzo dziękuję Panu za życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego oraz fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły i ducha wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla naszej duchowości chrześcijańskiej. Dziękuję bardzo za wszystkie dewocjonalia, materiały, które od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi otrzymałam – są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę całej Redakcji i Panu Prezesowi obfitych łask Bożych. Szczęść Wam Boże na długie lata!

Danuta z Krakowa

 

 

Szanowni Państwo!

Dziękuję za wszystkie numery „Przymierza…”, bo to ciekawe czasopismo. Warto je prenumerować. Dużo opisujecie i dużo się dowiadujemy, co się dzieje teraz i kiedyś – jak to było na świecie dawno temu, w tamtych wiekach. Życzę Wam wielu łask Bożych i siły w dalszym działaniu. Nie poddawajcie się siłom zła, które próbują zniszczyć wszystko, co Boże. Któż jak Bóg! Pozdrawiam Was serdecznie,

Maria

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Dziękuję z całego serca za cudowne „Przymierze z Maryją”. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję to pismo. Jest tam dużo pięknych, cudownych tekstów o Maryi i Jezusie Chrystusie, a także dużo o wierze katolickiej i o naszej kulturze. Są tam piękne tematy i bardzo dobre dla naszego życia wiadomości. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję „Przymierze z Maryją”. Dziękuję, modlę się za cały Apostolat Fatimy i za Pana Prezesa.

Janina z Włocławka

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Panie Sławomirze, w liście zadał mi Pan pytanie, czy jestem dumna z otrzymywanego pisma „Przymierze z Maryją”. Jestem dumna! A dlaczego? Bo jest to pismo jedyne w swoim rodzaju. To ogromna wiedza. Każdy artykuł bogaty w wydarzenia, emanuje częścią historii o naszej wierze katolickiej. Bardzo dużo przeczytałam dobrych książek (bo lubię czytać), ale pismo „Przymierze z Maryją” stawiam na pierwszym miejscu, bo porusza serce, ubogaca duszę i umysł. O wielu sprawach opisanych w artykułach wcześniej nie miałam wiedzy. Ale teraz mając 86 lat jestem poniekąd uczennicą „Przymierza z Maryją”. Mówi się, że człowiek uczy się do końca życia, prawda? Bóg zapłać za tę wiedzę. Z szacunkiem chylę czoło przed wszystkimi osobami za pracę i trud w tworzeniu pisma. A Matka Boża, nasza Królowa, niech Was błogosławi. Przy okazji „Bóg zapłać” za wszystko co dostaję od Stowarzyszenia Księdza Piotra Skargi: za życzenia urodzinowe, za listy Pana Sławomira i wszystkie pamiątki, a szczególnie za koronę Matki Bożej Fatimskiej. Jak stawałam przed Fatimską Panią, mówiłam w duchu: „Jesteś taka skromniutka, skromniutka bez korony”… A teraz moja Dostojna Pani ma koronę! Serdecznie dziękuję, bardzo się cieszę.

A jeszcze kilka słów o mnie… Jestem schorowaną osobą, chodzę o lasce. Nie mam już nawet siły iść sama do kościoła – to około 1 kilometra, ale mój sąsiad zawozi mnie co niedzielę na Mszę. Mam też problemy ze słuchem. Aparat słuchowy nie wszędzie zdaje egzamin, szczególnie w kościele, jak kapłan mówi dalej od mikrofonu, to robi się pogłos, ale jakoś daję sobie radę. Nie narzekam, bo mam dużą rodzinę i opiekuje się mną córka. Praktycznie przejęła wszystkie moje obowiązki. Przepraszam, że nie nadążam za waszymi propozycjami, ale w miarę możliwości będę wspomagać Stowarzyszenie. Życzę Wam wszystkim zdrowia i błogosławieństwa.

Z Panem Bogiem!

Genowefa