
Czy katolickie wychowanie dzieci różni się czymś od zwykłego, dobrego wychowania? Czy w naszych czasach w ogóle potrzebne jest podkreślanie katolickiego charakteru kształtowania młodego człowieka? Czy współczesne wychowanie różni się od wychowania jakiego doświadczyliśmy jako dzieci? Odpowiedź na wszystkie te pytania brzmi: tak!
Na początek jedna z ciekawostek dotyczących modnych aktualnie metod wychowawczych… Otóż, poradniki dotyczące wychowania małych dzieci koncentrują się na tym, jak budować poczucie własnej wartości dzieci, jak sprawiać, by czuły się kochane, jak unikać stawiania wymagań i krytyki, by nie zniszczyć kruchej samooceny. Z kolei bestsellerowe pozycje dotyczące wychowania nastolatków koncentrują się na tematach – jak odzyskać autorytet w oczach dziecka, co zrobić, gdy dziecko podejmuje fatalne wybory, co robić, by wyprowadzić dzieci z uzależnień. Dzieje się tak dlatego, że dopiero w okresie dojrzewania możemy zaobserwować realne konsekwencje stosowania modnych metod (będących de facto ubranym w nowe szatki wychowaniem bezstresowym). Dzieje się tak, gdyż modne metody opierają się na fałszywej, oświeceniowej wizji człowieka. To mit „dobrego dzikusa”, czyli założenie, że człowiek rodzi się dobry z natury, a proces wychowania tę wrodzoną dobroć dziecka zakłóca. Rodzic powinien zatem zejść dziecku z drogi i ułatwić mu realizację wrodzonego potencjału. Stąd zalecenia, by wychowywać dzieci za pomocą wyłącznie miłości i dawania empatii, a broń Boże za pomocą, hmm… wychowania. Jako przykład można podać popularny ostatnio obrazek motywacyjny, utrzymujący, że gdy rodzic jest zrelaksowany, nie ma możliwości, by dziecko było niegrzeczne. Autorka hasła najwyraźniej nie miała nigdy do czynienia z dzieckiem chorym, zmęczonym czy głodnym, które to stany nawet dorosłych pobudzają do nerwowych zachowań, użalania się nad sobą i obrażania.
Prowadźmy dzieci do Nieba
W wychowaniu katolickim opieramy się na podstawowej prawdzie – choć chrzest gładzi grzech pierworodny, skutki tego grzechu nadal na nas oddziałują. Doskonała natura ludzka została zepsuta, dlatego życie człowieka będzie ciągłą walką o rozwój cnót, co nie przychodzi bynajmniej automatycznie. U dzieci i młodzieży brakuje umiejętności myślenia o długoterminowych konsekwencjach dzisiejszych wyborów, mają słabą zdolność radzenia sobie z sytuacjami pokusy i panowania nad emocjami. Rolą rodziców jest nauczenie dzieci właśnie np. zdolności samokontroli i umiejętności podejmowania ważnych decyzji życiowych z użyciem rozumu i woli, zamiast decydowania impulsywnego, wynikającego ze zniewolenia emocjami.
Wychowanie katolickie to jednak coś więcej. Jako katolicy zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy dla dziecka ziemskim reprezentantem Pana Boga. Dlatego poza bezwarunkową miłością do dziecka, stawiamy mu konkretne wymagania, tak by nauczyć umiejętności i postaw, które nie tylko będą przydatne w dobrym życiu, lecz w rezultacie doprowadzą nasze dziecko do Nieba. Dzięki temu dziecko uzyskuje szereg korzyści. Dziecko uczy się, czym jest prawdziwa miłość, gdzie jej szukać i jak ją praktykować. Nawet gdy czasem rodzicom powinie się noga i popełnią błąd, dziecko wie, że istnieje Ktoś, kto je kocha w sposób doskonały.
Dziecko nigdy nie czuje się samotne. Dzięki nauce o aniołach stróżach i obcowaniu świętych, ma do kogo zwrócić się o wsparcie nawet w trudnych chwilach. Ze wzruszeniem przypominam sobie relację jednej z córek, która rano opowiedziała, że obudził ją w nocy koszmar, ale szybko pomodliła się do swojego anioła stróża, który od razu pomógł jej zasnąć.
Rozum i wola
Poznając stopniowo świat wartości i ucząc się praw moralnych, dziecko uczy się zarazem dokonywania właściwych wyborów. Dziesięć przykazań jest nie tylko przydatnym drogowskazem do Nieba, pozwala też przeżyć życie godnie, bez zniewolenia. Podczas gdy światowym mottem wychowawczym jest „róbta co chceta”, mottem katolickim mogłoby być „wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść”. To religia katolicka różnicuje pojęcia „wolności od” i „wolności do”. To katoliccy święci pisali o roli rozumu i woli w osiąganiu prawdziwej wolności. Wolność w pojęciu światowym opiera się na robieniu tego, co podpowiada instynkt, zmysły, uczucia (często zniewolone). Wolność po katolicku to przekonanie o prymacie rozumu i wolnej woli nad emocjami i instynktami.
Praca nad sobą przynosi owoce
Dzięki wychowaniu katolickiemu, a zwłaszcza dzięki sakramentowi spowiedzi dziecko nie załamuje się w sytuacji porażki czy zbłądzenia. Potrafi budować od nowa.
Dziecko odkrywa też prawdziwą perspektywę i cel w życiu. Popularne poradniki samorealizacji dla dorosłych opisują metody definiowania swojego celu życiowego. Adresowane są do trzydziesto-, czterdziesto-, pięćdziesięciolatków, którzy osiągnąwszy pewną pozycję zawodową i satysfakcjonujące zarobki, zaczynają odczuwać pustkę. Poradniki sugerują, że być może koncentracja na przyjemności, karierze i pieniądzach nie daje szczególnej satysfakcji z życia. W rezultacie proponują raczej skoncentrowanie się na duchowości i czynieniu dobra, zostawieniu pozytywnego śladu w świecie. Dzięki katolickiemu wychowaniu nasze dzieci nie spędzą trzydziestu lat w pogoni za tym, co i tak nie przynosi ludziom szczęścia.
Gdy dziecko doświadcza reguł, granic, obowiązków, gdy są mu stawiane wymagania, ćwiczy wolę i kształtuje charakter, to często przekłada się to w życiu dorosłym na konkretne sukcesy: osobiste i zawodowe.
Dziecko odkrywa, że praca nad sobą przynosi konkretne owoce, a dzięki kształtowaniu cnót cierpliwości, wytrwałości, samokontroli i posłuszeństwa prawdziwym autorytetom unika zniewoleń. Co ciekawe, z badań Instytutu Profilaktyki Zintegrowanej wynika, że właśnie dzieci religijnie zaangażowane są najmniej podatne na popadanie w narkomanię, alkoholizm i podejmowanie ryzykownych zachowań.
Dobre wzorce
Gdy przedstawiamy dzieciom historie biblijne, opowiadamy o świętych, podajemy doskonałe wzorce osobowości. Dzięki temu dziecko uczy się bezinteresowności i kierowania się uczuciami wyższymi, nie jest
chwiejne w swych wyborach.
Dziecko uczy się też radzenia sobie w cierpieniu. Tylko chrześcijaństwo pozwala nadać cierpieniu sens. Gdy dziecko potrafi ofiarować swoje cierpienia i trudności w szlachetnej intencji, jest mu o wiele łatwiej znosić cierpienie niż osobie, dla której podstawową wartością w życiu jest przyjemność.
Jak te korzyści osiągnąć? Oczywiście z jednej strony samemu będąc przykładem, żyjąc na co dzień wiarą, co odzwierciedla się w dobrych uczynkach, rodzinnej modlitwie, regularnym korzystaniu z sakramentów. Z drugiej strony – korzystając ze sprawdzonych metod wychowawczych. Poza książką, której jestem współautorką, poświęconą bezpośrednio temu zagadnieniu: Miłość i autorytet, jak wychować dzieci po chrześcijańsku w obliczu zagrożeń, polecam klasyczną już pozycję ojca Jacka Woronieckiego: Katolicka etyka wychowawcza, a także poradnik dr. Dariusza Zalewskiego Nieposłuszne dziecko, posłuszni rodzice.
W tym numerze „Przymierza z Maryją” postanowiliśmy podjąć tematykę edukacji młodych pokoleń Polaków. Pokładamy nadzieję w chrześcijańskim, czy też ściślej – katolickim kształceniu i wychowaniu. Pamiętamy bowiem, że katolicyzm jest nie tylko doktryną, dogmatem czy też zbiorem modlitw i obrzędów, lecz nade wszystko żywą relacją z Bogiem i powinien oddziaływać na całe państwo i całe społeczeństwo.
Pomiędzy 25 a 29 maja wraz z grupą Apostołów Fatimy pielgrzymowaliśmy do miejsca, w którym 109 lat temu trojgu portugalskim pastuszkom ukazywała się Matka Boża, niosąc światu przesłanie pokuty i nadziei.
Fatima, choć jest odwiedzana przez bardzo licznych wiernych oraz turystów, zdołała jednak zachować atmosferę ciszy. Wyjąwszy największe uroczystości gromadzące wielotysięczne rzesze uczestników, można tam zarówno modlić się, jak i słuchać w skupieniu. Każdego dnia chętnie korzystaliśmy z tej możliwości tym bardziej, że nasz hotel położony był w bezpośredniej bliskości bazyliki oraz miejsca Maryjnych objawień.
Codziennie uczestniczyliśmy też w tradycyjnych nabożeństwach i procesjach na olbrzymim placu przed sanktuarium. W trakcie trzeciego wieczoru przedstawiciele naszej grupy mieli zaszczytną okazję prowadzić fragment modlitwy. W pamięci uczestników pozostanie z pewnością atmosfera towarzysząca tym różańcowym spotkaniom. Wypowiadane przez setki pielgrzymów w różnych językach wezwania Ojcze nasz… i Zdrowaś Maryjo… podkreślały zarówno jedność jak i różnorodność Kościoła. Z drugiej strony jednak – zamiast harmonii rodziły szum, utrudniając modlitewne skupienie. Może gospodarze tego cudownego miejsca zechcą kiedyś „odkryć” na nowo łacinę?
Niespokojny duch współczesności daje też w Fatimie znać o sobie w sposób widoczny gołym okiem. Niby w trosce o prostotę i skromność stara się on jak może zasłonić sanktuarium, wznosząc wokół betonowe bryły, z których niektóre nawet zostały poświęcone jako miejsca katolickiego kultu. Tylko co wspólnego z żywą, autentyczną wiarą mogą mieć płaskie, szare bunkry albo kaplice, w których Tabernakulum przypomina bardziej skrzynkę na narzędzia? Albo co powiedzieć o ustawionym tuż przy nowej bazylice wielkim krzyżu, na którym zamiast Chrystusa umieszczono dziwaczną postać jakby wyjętą ze starożytnych hieroglifów? W kulturowym kontekście naszych czasów to raczej karykatura niż godny wizerunek Zbawiciela…
Zatem nawet w bezpośrednim otoczeniu sanktuarium naocznie przekonaliśmy się, że wewnątrz Kościoła toczy się ogromna walka o kształt katolicyzmu i o serca wierzących. Do czego to zmaganie może prowadzić, widzieliśmy w urokliwym, niewielkim mieście Obidos, gdzie w miejscu dawnego kościoła działa dzisiaj… księgarnia.
Nasze pielgrzymkowe wyprawy, których celem były wspaniałe klasztory w miasteczku Alcobaça czy w Batalhi, przeniosły nas do czasów, gdy świątynie bez wątpienia wznoszono na chwałę Bożą, na przykład – w podzięce za Opatrznościową pomoc w wygranej bitwie o niepodległość kraju. Zachwyt budziła potężna, a zarazem misterna architektura tych monumentalnych dzieł, wspaniałe zdobienia, dbałość ich twórców o detale, połączenie talentów z wytrwałością i pracowitością budowniczych.
Podążyliśmy też śladami fatimskich wizjonerów – Łucji dos Santos oraz świętych Hiacynty i Franciszka Marto. Modliliśmy się przy ich grobach. Odprawiliśmy Drogę Krzyżową w ich rodzinnych stronach, odwiedziliśmy domy, w których żyli.
W miejscu objawień Matki Bożej zapaliliśmy świece przywiezione wraz z intencjami powierzonymi nam przez Darczyńców w ramach akcji „Twoje światło w Fatimie”.
Podczas tej kilkudniowej wyprawy na każdym kroku spotykaliśmy się z serdeczną otwartością Portugalczyków. Podziwialiśmy ich ludową sztukę i zwyczaje. Mimo że nasze kraje są od siebie bardzo oddalone, w żaden sposób nie czuliśmy się obco. Sprawiła to oczywiście sama Matka Boża, ale też kulturowa bliskość biorąca swój początek w naszej wspólnej wierze. Podczas wyjazdów do historycznych miejsc, które znalazły się na trasie naszej pielgrzymki, mieliśmy okazję przekonać się, że Maryja swoją opieką otacza nie tylko nasz naród, lecz wszystkie nacje, które się Jej ufnie oddają, a także każdą osobę, która zawierza Jej siebie oraz swych bliskich.
Dzieje Portugalii to również historia wierności Bogu i odstępstw, także w życiu władców. Trudne momenty w wymiarze tak osobistym, jak i zbiorowym, przypominają o konieczności ciągłego zabiegania o własną duszę i o łaskę Opatrzności. Wierność przynosi pomyślność – przynajmniej w życiu duchowym. Odstępstwo owocuje nieszczęściem i śmiercią. Te uniwersalne prawdy przychodziły na myśl, gdy słuchaliśmy opowieści przewodników o portugalskich monarchach i wodzach, zwycięskich bitwach i nieszczęśliwych losach grzesznych kochanków.
Byli tym razem pośród Apostołów Fatimy reprezentanci każdego spośród żyjących pokoleń. Najmłodszy uczestnik liczył sobie 13 lat, zaś senior, pan Zdzisław – już 94. – Całe życie marzyłem, by tu przyjechać – przyznał w rozmowie.
Nasza pielgrzymka nie byłaby tak bogata w duchową treść bez obecności duszpasterza – księdza Krzysztofa. Oprócz zapewnienia nam możliwości codziennego wysłuchania Mszy Świętej, dawał on wyrazy swej niezwykłej czci dla Matki Bożej śpiewem Godzinek i pięknych pieśni.
Każdy z nas przywiózł Matce Bożej bagaż własnych intencji, od tych najbardziej osobistych po zbiorowe – dotyczące Kościoła i Ojczyzny. Każdy też otrzymał w duchowym wymiarze to, czego najbardziej potrzebował. To doświadczenie znają wszyscy pielgrzymujący ze szczerą intencją w miejsca szczególnie wybrane przez Pana Boga i przez Maryję.
Wśród tych niezwykłych miejsc jest też Fatima, niosąca do Nieba już od ponad wieku nieprzerwany strumień ludzkiej modlitwy.
Szanowni Państwo!
Jesteście wspaniali! Wasze wydawnictwa oraz gazetki, broszury i ulotki wzmacniają naszą duchowość i informują o wielu faktach oraz miejscach objawień Maryjnych. Artykuły czytam z wielkim zainteresowaniem. Naprawdę bardzo cenię informacje o Jezusie i Maryi, które w nieskończoność otwierają serca. Pamiętamy w modlitwie o Waszej pracy. Pozdrawiam gorąco Pana Prezesa i cały zespół redakcyjny!
Anna ze Zgierza
Szczęść Boże!
Kampania „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest wspaniała. Popieram ją i bardzo się cieszę, że jesteście i stoicie na straży wiary. Musimy dziękować i wspierać naszą Królową za Jej miłość do naszego Narodu.
Zbigniew z Katowic
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Szanowny Panie Prezesie, dziękuję bardzo serdecznie za przesłane mi pozdrowienia urodzinowe. Ucieszyłam się z bardzo ładnej kartki. Jestem dumna z działalności apostolskiej, jaką Państwo prowadzą. Podobają mi się bardzo czasopisma „Przymierze z Maryją” i „Apostoł Fatimy”. Cieszę się z tego, że mogę w nich znaleźć wiele bardzo ciekawych artykułów poruszających interesujące mnie tematy. Cieszę się z tego, że wiele osób może korzystać z tych czasopism. Pragnęłabym bardzo, aby wielu Polaków mogło zapoznać się z tymi ciekawymi gazetami.
Bardzo serdecznie dziękuję za otrzymane ostatnio „Przymierze z Maryją” i „Apostoła Fatimy”. Znalazłam w tych numerach wiele interesujących mnie zagadnień. Cieszę się z tego, że te czasopisma mogą trafić do wielu rodzin w Polsce. Pragnęłabym dalej otrzymywać te pisma.
Pozdrawiam Maryję Naszą Królową. Życzę Panu i współpracownikom dużo zdrowia i wielu łask Bożych w Jezusie i Maryi.
Wdzięczna Czytelniczka
Krystyna z Pruszkowa
Szczęść Boże!
Bardzo dziękuję za przysyłanie mi „Przymierza z Maryją”. Jest to pismo, które bardzo sobie cenię i szanuję. Redagujecie ciekawe artykuły. Zawsze czekam na nowe numery i pragnę poinformować, że zawsze będę Was wspierać. Niech Pan Bóg nas prowadzi!
Barbara
Szanowny Panie Prezesie!
Bardzo dziękuję Panu za życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego oraz fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły i ducha wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla naszej duchowości chrześcijańskiej. Dziękuję bardzo za wszystkie dewocjonalia, materiały, które od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi otrzymałam – są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę całej Redakcji i Panu Prezesowi obfitych łask Bożych. Szczęść Wam Boże na długie lata!
Danuta z Krakowa
Szanowni Państwo!
Dziękuję za wszystkie numery „Przymierza…”, bo to ciekawe czasopismo. Warto je prenumerować. Dużo opisujecie i dużo się dowiadujemy, co się dzieje teraz i kiedyś – jak to było na świecie dawno temu, w tamtych wiekach. Życzę Wam wielu łask Bożych i siły w dalszym działaniu. Nie poddawajcie się siłom zła, które próbują zniszczyć wszystko, co Boże. Któż jak Bóg! Pozdrawiam Was serdecznie,
Maria
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Dziękuję z całego serca za cudowne „Przymierze z Maryją”. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję to pismo. Jest tam dużo pięknych, cudownych tekstów o Maryi i Jezusie Chrystusie, a także dużo o wierze katolickiej i o naszej kulturze. Są tam piękne tematy i bardzo dobre dla naszego życia wiadomości. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję „Przymierze z Maryją”. Dziękuję, modlę się za cały Apostolat Fatimy i za Pana Prezesa.
Janina z Włocławka
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Panie Sławomirze, w liście zadał mi Pan pytanie, czy jestem dumna z otrzymywanego pisma „Przymierze z Maryją”. Jestem dumna! A dlaczego? Bo jest to pismo jedyne w swoim rodzaju. To ogromna wiedza. Każdy artykuł bogaty w wydarzenia, emanuje częścią historii o naszej wierze katolickiej. Bardzo dużo przeczytałam dobrych książek (bo lubię czytać), ale pismo „Przymierze z Maryją” stawiam na pierwszym miejscu, bo porusza serce, ubogaca duszę i umysł. O wielu sprawach opisanych w artykułach wcześniej nie miałam wiedzy. Ale teraz mając 86 lat jestem poniekąd uczennicą „Przymierza z Maryją”. Mówi się, że człowiek uczy się do końca życia, prawda? Bóg zapłać za tę wiedzę. Z szacunkiem chylę czoło przed wszystkimi osobami za pracę i trud w tworzeniu pisma. A Matka Boża, nasza Królowa, niech Was błogosławi. Przy okazji „Bóg zapłać” za wszystko co dostaję od Stowarzyszenia Księdza Piotra Skargi: za życzenia urodzinowe, za listy Pana Sławomira i wszystkie pamiątki, a szczególnie za koronę Matki Bożej Fatimskiej. Jak stawałam przed Fatimską Panią, mówiłam w duchu: „Jesteś taka skromniutka, skromniutka bez korony”… A teraz moja Dostojna Pani ma koronę! Serdecznie dziękuję, bardzo się cieszę.
A jeszcze kilka słów o mnie… Jestem schorowaną osobą, chodzę o lasce. Nie mam już nawet siły iść sama do kościoła – to około 1 kilometra, ale mój sąsiad zawozi mnie co niedzielę na Mszę. Mam też problemy ze słuchem. Aparat słuchowy nie wszędzie zdaje egzamin, szczególnie w kościele, jak kapłan mówi dalej od mikrofonu, to robi się pogłos, ale jakoś daję sobie radę. Nie narzekam, bo mam dużą rodzinę i opiekuje się mną córka. Praktycznie przejęła wszystkie moje obowiązki. Przepraszam, że nie nadążam za waszymi propozycjami, ale w miarę możliwości będę wspomagać Stowarzyszenie. Życzę Wam wszystkim zdrowia i błogosławieństwa.
Z Panem Bogiem!
Genowefa