Rodzina
 
Katolickie wychowanie dzieci

Gdy chcemy coś sensownie powiedzieć o jakimkolwiek ludzkim działaniu, przede wszystkim powinniśmy postawić pytanie o cel tegoż działania. W przeciwnym razie możemy błąkać się po obrzeżach tematu, nigdy nie dochodząc do sedna sprawy…

Pamiętam bezowocne wielogodzinne rozmowy niby o wychowaniu. Była to debata przed laty z kilkoma „edukatorami seksualnymi”, zamianowanymi przez ówczesnego ministra edukacji narodowej z komunistycznego nadania – profesora Jerzego Wiatra (niegdysiejszego piewcy wielkości Stalina).

Gdy uparcie próbowałem dojść do poznania celu wprowadzenia do szkół „edukacji seksualnej” (taki był zamysł ówczesnego MEN), panowie czynili zręczne uniki, konsekwentnie zasłaniając się „koniecznością” wprowadzenia w życie już przegłosowanej ustawy. Próba ustalenia hierarchii wartości, która będzie wyznacznikiem tej „edukacji”, też spełzła na niczym…

Wreszcie na koniec debaty postawiłem im dwa pytania. Pierwsze: Czy można używać norm moralnych przy ocenie zachowań seksualnych zwierząt? Odpowiedzieli chórem, że oczywiście nie, bo zwierząt to w ogóle nie dotyczy. Na to czekałem i… zadałem drugie pytanie: Czy wolno nie używać norm moralnych przy ocenie zachowań seksualnych ludzi? Zacisnęli zęby. Spuścili głowy. Żaden nie bąknął, że nie wolno. Zostali zdemaskowani…

Cały zamysł edukacji seksualnej bazował i bazuje nadal na tym, by zaciekawić i zachęcić do aktywności seksualnej młodych, ukazując wszelkie możliwe działania jako „równie dobre”. Żadnych ocen moralnych, żadnych ostrzeżeń o złych skutkach. Z jednoczesnym zakazem używania rozumu i woli w imię spontaniczności (czytaj: bezmyślności i bezwolności). Ciekawe, że wszystkie ważne działania człowiek planuje i pieczołowicie przygotowuje, a jedynie działania seksualne miałyby być „spontaniczne” na zasadzie „jak się zachce”.

Całkowitą bezkarność działań na polu seksualnym ma gwarantować, ochoczo reklamowana, „znakomita, niezawodna i całkowicie nieszkodliwa, nowoczesna” antykoncepcja. A w razie „wpadki” mamy jeszcze „dobrodziejstwo aborcji”, którą próbuje się ­dopisywać do praw człowieka! Słowem „bawcie się dobrze”…

Wierzę, że autorzy, propagatorzy i promotorzy programowej demoralizacji młodzieży doczekają się osądu jeżeli nie prawników, to przynajmniej historyków. A już na pewno nie opłaci im się ta plugawa działalność w „rozliczeniu ostatecznym”. Tak czy inaczej, sfera płciowości to teren śmiertelnych (dosłownie) zagrożeń dla naszych wychowanków.

Dobro wychowanka


Po tym przydługim wstępie przystąpmy do rozważań o wychowaniu. Pierwszy problem – cel wychowania. Można go określać różnie, lecz w rozsądnych propozycjach będzie to zawsze jakoś zdefiniowane dobro wychowanka. Skoro dla człowieka największym dobrem jest zbawienie, to można powiedzieć, że nadrzędnym celem wychowawczym jest zbawienie wychowanka.

Powstaje pytanie: przez co osiąga się zbawienie? Nikt nie zostanie zbawiony wbrew swej woli. Pan Bóg obdarowawszy człowieka wolną wolą, jest konsekwentny. Iluż ma o to do Boga pretensje, że pozwala człowiekowi źle czynić. A ze złych czynów człowieka (np. wojny) wyciąga wniosek, że Bóg nie istnieje.

Miłość, wiara i łaska…


Człowiek, by mógł być zbawiony, sam tego musi wpierw zapragnąć i podjąć osobisty trud. Trud użycia rozumu i woli w drodze do własnej świętości. Świętości, która w praktyce oznacza pełną wolność wyboru dobra i odrzucenia zła. Bez względu na to, jak to zło jawi się jako atrakcyjne i kuszące i jak kosztowne jest opowiedzenie się za dobrem. Szczytem świętości i zarazem tak rozumianej wolności jest zdolność oddania życia w obronie wyznawanych wartości. Człowiek wolny może wchodzić w piękne i trwałe relacje z innymi. Najdojrzalszą relacją jest miłość. Miłość rozumiana jako „bezinteresowny dar z siebie samego” (Jan Paweł II). Własny rozwój do granic człowieczych możliwości i piękne relacje z innymi są źródłem największego szczęścia na ziemi. Maksimum szczęścia gwarantuje dobra relacja z Bogiem – wiara. Gwarantuje ona również „płynne” przejście do domu Ojca, do wieczności.

By ten stan wolności i szczęścia zarazem osiągnąć, nie wystarczy nawet najdoskonalsze używanie rozumu i woli. Jest jeszcze potrzebna łaska. Możemy ją wypraszać przez modlitwę, lecz łaski sakramentalne otrzymujemy wyłącznie przez Kościół za pośrednictwem wyświęconych kapłanów. Choćbyśmy po ludzku zrobili najwięcej, jak to jest możliwe, to i tak nie zasłużymy sobie sami na zbawienie. Zbawieni możemy być tylko dzięki Bożemu Miłosierdziu. Do tegoż Miłosierdzia powinniśmy się uciekać i odwoływać.

Mamy zatem nakreśloną powyżej strategię wychowania: Po pierwsze wychowanek powinien zapragnąć, zatęsknić do własnego zbawienia. Następnie powinien wyrazić wewnętrzną gotowość do podjęcia osobistego trudu, wysiłku, pracy nad samym sobą. Dalej powinniśmy wdrożyć wychowanka do używania rozumu i woli na drodze własnego wzrostu do świętości. Dobre chęci powinniśmy pomóc przełożyć na konkretne czyny, które będą przemieniać osobę wychowanka. Równolegle powinniśmy wzbudzać tęsknotę do spotkania z Bogiem i miłość do Kościoła (jedynego pośrednika łask sakramentalnych), a także wprowadzać w życie Kościoła, w uczestnictwo w sakramentach.

Przykład rodziców


Po określeniu, co jest nadrzędnym celem wychowania, trzeba znaleźć środki do niego prowadzące. Zauważmy, jak wiele debat czy porad dotyczących wychowania koncentruje się wyłącznie na skutecznych środkach do zmuszenia dziecka, by robiło to, co my uważamy za stosowne. Najlepiej, żeby jeszcze wydawało mu się, że sam tego chce. Niestety, może to działać tylko na krótką metę. Przykładowo; nadmierne używanie kija i marchewki zwykle źle się kończy. Mały chłopczyk, gdy usłyszy od krewkiego taty: „Zrób to, bo ci wleję”, ze strachu jest gotów zrobić niemalże wszystko. W jego sercu jednak rodzi się bunt. I przyjdzie czas, że na takie zdanie ojca będzie mógł odpowiedzieć: „Tato, nie dasz rady!”, i co? Koniec ojcowskiego autorytetu?

Dziecko ma wybierać dobro nie dlatego, że mu się to opłaci, lecz dlatego, że taka jest człowiecza powinność. Bo bycie człowiekiem zobowiązuje do ludzkiego postępowania.

Jak to osiągnąć?


Pierwszym i najważniejszym środkiem wychowawczym jest przykład rodzicielski. Nic rodziców z tego nie zwolni i nikt z ludzi w pełni nie naprawi skutków złego przykładu. Nie znaczy to bynajmniej, by ktokolwiek, kto wzrastał w złej czy nawet patologicznej rodzinie, miał do końca życia tym wszystko usprawiedliwiać, czy wypowiadać zdania „Już taki jestem, a w ogóle to miałem w życiu pod górkę”. Człowiek ma w sobie moc przemiany samego siebie, a z pomocą łaski jest w stanie bardzo wyrosnąć ponad swój dom rodzinny. Mam na to sporo dowodów w postaci życiorysów konkretnych znanych mi osób.

Wróćmy jednak do dobrego przykładu rodziców. Chodzi tu o indywidualne postawy, wybory, zasady postępowania ojca i matki, ale też o ich relacje z innymi. W szczególności o jakość ich relacji miłości i głębię ich więzi małżeńskiej. Tu niczego nie da się zagrać czy udawać. Dzieci nie da się oszukać. Ich niezwykła wrażliwość i bystrość obserwacji domaga się bezwzględnej uczciwości ze strony rodziców. Tłumaczenie, nawet najbardziej sugestywne, że w życiu ważniejsze jest „być” niż „mieć”, nie będzie wiarygodne, gdy dziecko gołym okiem widzi, że „dla rodziców najważniejsza jest kasa”…

Zatem rodzicom nie pozostaje nic innego, jak tylko solidna inwestycja we własne osoby, w relacje małżeńskie, w relacje z Bogiem. By być świetlanym i pociągającym przykładem dla własnych dzieci.

Niestety, najwspanialszy nawet przykład rodziców nie gwarantuje jeszcze sukcesu w wychowaniu. Co rusz słyszymy bowiem: „z takiej porządnej rodziny, a tak się… pogubił, stoczył…”.

Uwaga na zagrożenia!


Na nasze dzieci czyha mnóstwo zagrożeń zewnętrznych. Są one profesjonalnie, wręcz perfekcyjnie zorganizowane… przeciwko naszym dzieciom. A ściślej przeciwko światu wartości, które pragniemy naszym dzieciom przekazać, przeciwko Bogu. Myślę tu głównie o liberalnych i bezbożnych mediach.

Telewizja poprzez atrakcyjny, szybkozmienny obraz jest szczególnie wciągająca dla małych dzieci. Wielka to pokusa dla rodziców, by dla chwili spokoju „uziemić dzieci przed telewizorem”. Wpływ telewizji może być jednak zgubny dla naszych dzieci. Oczywiście można korzystać z niektórych ofert TV, lecz zawsze oglądanie powinno odbywać się pod kontrolą rozumu i woli. Oglądanie wspólne z dziećmi pozwala na wskazanie im i skomentowanie treści złych, nieprzyzwoitych, brutalnych. To my mamy być panem telewizora, a nie on naszym. Zabronić oglądać telewizję to mało, trzeba dać dzieciom coś w zamian. W naszej rodzinie było wspólne czytanie, lecz absolutnym hitem okazała się opowieść, jak to rodzice się poznali, pokochali, pobrali, czekali na dzieci…

Drugim śmiertelnym zagrożeniem dla naszych dzieci jest internet. Z jednej strony bardzo pożyteczne narzędzie do uzyskiwania potrzebnych informacji, z drugiej śmietnik i rynsztok treści destrukcyjnych i nieprzyzwoitych (by nie powiedzieć obrzydliwych). Można zakładać blokady, stawiać komputer w ogólnie dostępnym i widocznym miejscu, ale tak naprawdę trzeba się nauczyć z niego korzystać i stać się panem, a nie niewolnikiem komputera.

Kolejne zagrożenie to gry komputerowe. Ciekawe, wciągające i… zniewalające. Najlepiej samemu całkowicie z nich zrezygnować i zachęcić do tego dzieci. Może ciekawsza okaże się wycieczka w góry czy choćby pokopanie piłki z tatą na przydomowym podwórku.

Rówieśnicy


Wreszcie niezwykle ważny czynnik wpływający na rozwój naszych dzieci – to rówieśnicy. Na ile to możliwe, powinniśmy otaczać nasze dzieci dobrymi rówieśnikami. Przy licznym rodzeństwie problem częściowo sam się rozwiązuje. Wszystkie najbliższe dzieci są z „tej samej bajki”. Warto poważnie pomyśleć o wyborze szkoły (tu kierowałbym się głównie osobowością dyrektora), o wpuszczaniu rówieśników naszych dzieci pod nasz dach (szansa poznania i dyskretnej kontroli). Wreszcie bezwzględnie warto uwzględnić rówieśników przy planowaniu wakacji. To bardzo ważny czas, w którym wiele można wygrać, ale też wiele stracić. Jedne wakacje w złym towarzystwie mogą zniszczyć całe przyszłe życie wychowanka. Od urodzenia dzieci, wszystkie wakacje spędzaliśmy w otoczeniu wybranych rodzin z dziećmi. Rodzin naszego pokroju, głównie z kręgu Duszpasterstwa Rodzin.

Na koniec myśl przewodnia. Słowa Stefana kardynała Wyszyńskiego, Prymasa Tysiąclecia: Ludzie mówią: czas to pieniądz, a ja wam mówię: czas to miłość. Poświęcajmy dzieciom czas. Nawet, gdy nam go dotkliwie brakuje. Wyrywajmy go sobie „z gardła”, za wszelką cenę. Nasze dziecko ma dzisiaj tyle lat, miesięcy i dni… Jutro już będzie za późno. Dzisiejszy dzień nie wróci, będzie miało o dzień więcej. Straconego w wychowaniu czasu w żaden sposób nie da się cofnąć, odwrócić. Obyśmy nie płakali na starość, patrząc bezradnie na zagubienie naszych dzieci, którym nie daliśmy dość miłości w postaci poświęconego im czasu.

Jacek Pulikowski


"Przymierze z Maryją" dociera regularnie do ponad 430 tysięcy osób. Dołącz do grona naszych Przyjaciół i zostań stałym czytelnikiem czasopisma.

NAJNOWSZE WYDANIE:
Droga Chrystusa drogą Kościoła
Nie ma chyba dnia, by różnego rodzaju media nie nagłaśniały prawdziwych, półprawdziwych i całkiem wydumanych grzechów Kościoła. Nie wpadajmy wtedy w panikę, tylko w spokoju rozważmy dość znaną opinię: Kościół jest święty, bywa też grzeszny… Jak rozumieć tę sprzeczność?

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Dołącz Do Apostolatu Fatimy – Odwiedź Stronę Internetową!

Od początku lutego br. Apostolat Fatimy posiada swą stronę internetową, na której szeroko opisujemy i ilustrujemy aktywność Apostołów oraz ich świadectwa i osobiste historie, a także zdjęcia z pielgrzymek do Fatimy. Podsumowujemy tam również wszystkie korzyści, jakie wiążą się z uczestnictwem w tej wielkiej duchowej rodzinie.

 

 

Przypomnijmy, że Apostolat Fatimy to szczególna forma zaangażowania Przyjaciół i Dobrodziejów Stowarzyszenia im. Ks. Piotra Skargi w aktywne propagowanie Orędzia Matki Bożej Fatimskiej poprzez wsparcie modlitewne i finansowe.

 

Apostolat istnieje od 2003 roku, a liczba członków przekroczyła już 60 tysięcy osób! Uczestnictwo w Apostolacie to odpowiedź na wezwanie Maryi, która zachęciła nas do ofiarowania się za grzeszników, zapewniając przy tym: W końcu Moje Niepokalane Serce zatryumfuje! Apostołowie Fatimy poprzez swą działalność wypełniają przykazanie Pana Jezusa obowiązujące wszystkich katolików: Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię (Mk 16,15).

 

Pielęgnujemy tradycyjną pobożność

 

Dzięki Apostołom Fatimy przeprowadziliśmy wiele wspaniałych akcji. Na przestrzeni lat udało nam się rozprowadzić wśród polskich rodzin m.in.:

  • 8 871 000 kalendarzy 365 dni z Maryją
  • 2 926 400 różańców
  • 1 051 000 Cudownych Medalików
  • Ponad MILION breloków z napisem Nie wstydzę się Jezusa!
  • 974 200 obrazków z wizerunkiem Matki Bożej Fatimskiej
  • 966 000 książek Fatima. Orędzie tragedii czy nadziei?
  • 753 000 tarcz Najświętszego Serca Pana Jezusa

 

Kongres Apostołów Fatimy

 

W 2017 roku Apostołowie Fatimy z różnych stron Polski przybyli do krakowskiego Centrum Kongresowego ICE, by uczestniczyć w pierwszym Kongresie Apostołów Fatimy. Przedstawiciele Stowarzyszenia oraz Instytutu Ks. Piotra Skargi zaproponowali Apostołom bogatą refleksję nad sensem Orędzia Fatimskiego oraz nad sposobami jego propagowania. Apostołowie zapewniali, że Kongres był dla nich wielkim duchowym przeżyciem, które pozwoliło im lepiej zrozumieć Orędzie Fatimskie, a co za tym idzie, wzbogaciło ich życie religijne.

 

Liczne przywileje

 

Przynależność do Apostolatu Fatimy wiąże się z licznymi przywilejami. Najważniejszym z nich są Msze Święte, odprawiane 13. dnia każdego miesiąca w intencji wszystkich Apostołów.

 

Dodatkowo zaprzyjaźnione z nami siostry klauzurowe wspierają Apostołów Fatimy swoją codzienną modlitwą. Modlitwa wznoszona przez zakonnice klauzurowe ma w oczach Boga szczególną wartość. To wielki dar!

 

Co dwa miesiące członkowie Apostolatu otrzymują bezpłatnie pismo „Przymierze z Maryją”, które ukazuje się od 2001 roku i dociera do ponad 350 000 rodzin. Nasz dwumiesięcznik jest adresowany do wszystkich, którzy oczekują jasnej, tradycyjnej nauki i czystej katolickiej duchowości. Warto podkreślić, że Apostolat Fatimy jest stale obecny na łamach pisma.

 

Już po roku uczestnictwa w Apostolacie Fatimy każdy może wziąć udział w losowaniach kilkudniowej pielgrzymki do Sanktuarium Matki Bożej Różańcowej w Fatimie. Dwa razy w roku – w maju i październiku – grupa Apostołów Fatimy wyjeżdża razem z kapłanem do Portugalii, by poznać miejsce objawień Najświętszej Maryi Panny i uczestniczyć w pięknych nabożeństwach. Dotychczas pielgrzymowało z nami już ponad 800 osób.

 

* * *

Każdy może zostać Apostołem Fatimy. Jeśli jeszcze nie dołączyłeś do naszej duchowej rodziny, zrób to teraz!

Nie wahaj się. Powierz Maryi swoje troski i dołącz do Apostolatu Fatimy
dzwoniąc pod numer 12 4234423, wysyłając list na adres Stowarzyszenia
bądź też za pośrednictwem strony internetowej www.ApostolatFatimy.pl.


Listy od Przyjaciół
 
Listy od Przyjaciół

Szanowni Państwo!

Serdecznie dziękuję za tegoroczny, naprawdę piękny, kalendarz ścienny „365 dni z Maryją”! Dziękuję również za kartki świąteczne, które otrzymałam w grudniu wraz z „Przymierzem z Maryją”. Cudowne, jak zawsze! Jestem również wdzięczna za wszystkie inne przesyłki, w tym oczywiście Wasz dwumiesięcznik. Zmartwiłam się jednak, gdy napisali Państwo, że z powodów finansowych nie będzie możliwe zwiększenie nakładu „Przymierza…” i że kalendarzy w ubiegłym roku też było dużo mniej niż poprzednio. To smutne i niepokojące! Mam jednak nadzieję, że znajdą się dobrzy ludzie i fundusze, aby to wszystko wróciło do normy, a nawet było znacznie lepiej. Szczerze tego życzę Państwu oraz wszystkim Czytelnikom. Jeszcze raz serdecznie za wszystko dziękuję i życzę wszystkiego, co najlepsze! Pomyślności, dobrych pomysłów, których, nota bene, nigdy Państwu nie brakowało, Opatrzności Bożej oraz jak największej liczby odbiorców i Czytelników. Pozdrawiam serdecznie! Z Panem Bogiem!

Wasza wierna Czytelniczka

 

 

Szanowna Redakcjo!

Z całego serca pragnę podziękować za przesłanie nowego numeru „Przymierza z Maryją”. Bardzo mnie to cieszy, bo jest tu wiele artykułów bardzo ciekawych i – co najważniejsze – poruszających problemy naszego codziennego życia. Po przeczytaniu przekazuję do czytania swojej rodzinie, która też bardzo chętnie czyta „Przymierze”. Ze swej strony zapewniam o modlitwie. Dziękując serdecznie za pamięć o mnie, całą Redakcję i Pana Prezesa polecam opiece Matki Bożej.

Z Panem Bogiem!

Barbara z Poznania

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze Dziewica!

Obiecałam kiedyś dać świadectwo o wielkiej łasce dla mojej siostry, więc dotrzymuję słowa. Moja siostra od kilku lat cierpiała na depresję, stan jej zdrowia ciągle się pogarszał. Parę razy znalazła się w szpitalu, gdzie ją trochę podleczyli, ale po wyjściu nie zgadzała się już na żadne leczenie. Nie pomagały prośby ze strony najbliższych. Jej rodzina zaczęła się sypać…

Nie pamiętam już, od kogo dostałam Nowennę Pompejańską. Z wielką nadzieją zaczęłam ją odmawiać w intencji mojej siostry. Przez pierwszą część błagalną nic się nie zmieniło, a nawet było gorzej. Jednak w pierwszy dzień części dziękczynnej siostra zgodziła się na leczenie. Teraz minął już drugi rok i – dzięki łasce Bożej – powoli zapominamy o chorobie. Siostra z wielkim oddaniem zajmuje się wnukami, razem z mężem jeżdżą na pielgrzymki. Rodzina widząc tak wielką pomoc Matki Najświętszej, sama zaczęła się modlić nowenną w swoich sprawach.

Kocham Cię Mateńko całym sercem i oddaję całą moją rodzinę pod Twoją opiekę.

Helena ze Świnoujścia

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowna Redakcjo, Bóg zapłać za wszystkie przesłane „Przymierza z Maryją”, za kartki świąteczne i wszelkie inne przesyłki. To Wasza wielka praca i wielkie zadanie. Życzę Wam, by Chrystus Pan darzył Was pokojem Bożym i radością. Niech Wasze pismo pociąga do Boga jak najwięcej ludzi.

Z Panem Bogiem!

Ks. Stanisław z Podkarpacia

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Na wstępie chciałabym bardzo gorąco podziękować całej redakcji „Przymierza z Maryją” za przesyłanie mi kolejnych wydań tego ciekawego pisma oraz za inne materiały.

Pragnę podzielić się doświadczeniem ostatnich dni, które umocniły moją wiarę w Pana Boga, opiekę Najświętszej Maryi Dziewicy i wszystkich Świętych.

Od września 2018 roku jestem na emeryturze. I przyznam szczerze, wcześniej bardzo się bałam tego czasu, bo kochałam swoją pracę wychowawczyni i nauczycielki w przedszkolu. Byłam w nią bardzo zaangażowana.

Co pozwoliło mi przetrwać ten trudny pierwszy okres? Piękna pogoda, praca na działce, spacery, czytanie książek, spotkania z mamusią i siostrą, a nade wszystko codzienna modlitwa do św. Rity, św. Jana Pawła II, św. Ojca Pio i Koronka do Bożego Miłosierdzia.

Wreszcie nadszedł dzień 22 listopada, wizyta u lekarza‑ginekologa, zły wynik badań, skierowanie na operację…

Bardzo przeżyłam tę sytuację, ale ani na chwilę jednak nie wątpiłam w Boską opiekę. Nie żaliłam się, nie mówiłam w duszy: „Boże, dlaczego ja?”.

Zawierzyłam Panu Bogu, mówiłam sobie: „Taka jest Jego wola, co ma być to będzie, jeżeli jeszcze mam żyć, to będę żyła”.

Postanowiłam jednak skonsultować się z jeszcze jednym lekarzem‑specjalistą. Cztery dni wątpliwości i oczekiwania, codzienna modlitwa moja, mamusi, siostry i koleżanki.

Co się okazało? Po wizycie u lekarza miałam dobre wyniki, operacja nie jest konieczna, za pół roku muszę pójść do kontroli. Nie mogłam wprost uwierzyć. Uznałam to za cud!

Dzisiaj dziękuję Bogu za okazaną łaskę, a Maryi Dziewicy, św. Ricie, św. Siostrze Faustynie, św. Ojcu Pio, św. Janowi Pawłowi II za wstawiennictwo i za to, że mnie nie opuścili. Chcę powiedzieć wszystkim, że wiara i modlitwa czynią cuda!

Pozdrawiam wszystkich Czytelników „Przymierza z Maryją”, a Redakcji życzę jeszcze większego nakładu i sukcesów w pozyskiwaniu nowych Czytelników i Darczyńców.

Szczęść Boże!

Bożena z Puław

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowny Panie Prezesie!

Bardzo sobie cenię Wasz periodyk „Przymierze z Maryją”. Z wielką chęcią przeczytałbym artykuł o moim Sanktuarium Maryjnym w Przyłękowie, na ostatniej stronie pisma.

Pozdrawiam Pana Prezesa bardzo serdecznie i gratuluję wciąż nowych, pożytecznych pomysłów, mających na celu jedynie dobro naszego Kościoła, którego żadne bramy tego świata nie przemogą, bo korzeniem jego jest Nasz Pan Jezus Chrystus.

Z serdecznymi pozdrowieniami

Stanisław