Rodzina
 
Katolickie wychowanie dzieci

Gdy chcemy coś sensownie powiedzieć o jakimkolwiek ludzkim działaniu, przede wszystkim powinniśmy postawić pytanie o cel tegoż działania. W przeciwnym razie możemy błąkać się po obrzeżach tematu, nigdy nie dochodząc do sedna sprawy…

Pamiętam bezowocne wielogodzinne rozmowy niby o wychowaniu. Była to debata przed laty z kilkoma „edukatorami seksualnymi”, zamianowanymi przez ówczesnego ministra edukacji narodowej z komunistycznego nadania – profesora Jerzego Wiatra (niegdysiejszego piewcy wielkości Stalina).

Gdy uparcie próbowałem dojść do poznania celu wprowadzenia do szkół „edukacji seksualnej” (taki był zamysł ówczesnego MEN), panowie czynili zręczne uniki, konsekwentnie zasłaniając się „koniecznością” wprowadzenia w życie już przegłosowanej ustawy. Próba ustalenia hierarchii wartości, która będzie wyznacznikiem tej „edukacji”, też spełzła na niczym…

Wreszcie na koniec debaty postawiłem im dwa pytania. Pierwsze: Czy można używać norm moralnych przy ocenie zachowań seksualnych zwierząt? Odpowiedzieli chórem, że oczywiście nie, bo zwierząt to w ogóle nie dotyczy. Na to czekałem i… zadałem drugie pytanie: Czy wolno nie używać norm moralnych przy ocenie zachowań seksualnych ludzi? Zacisnęli zęby. Spuścili głowy. Żaden nie bąknął, że nie wolno. Zostali zdemaskowani…

Cały zamysł edukacji seksualnej bazował i bazuje nadal na tym, by zaciekawić i zachęcić do aktywności seksualnej młodych, ukazując wszelkie możliwe działania jako „równie dobre”. Żadnych ocen moralnych, żadnych ostrzeżeń o złych skutkach. Z jednoczesnym zakazem używania rozumu i woli w imię spontaniczności (czytaj: bezmyślności i bezwolności). Ciekawe, że wszystkie ważne działania człowiek planuje i pieczołowicie przygotowuje, a jedynie działania seksualne miałyby być „spontaniczne” na zasadzie „jak się zachce”.

Całkowitą bezkarność działań na polu seksualnym ma gwarantować, ochoczo reklamowana, „znakomita, niezawodna i całkowicie nieszkodliwa, nowoczesna” antykoncepcja. A w razie „wpadki” mamy jeszcze „dobrodziejstwo aborcji”, którą próbuje się ­dopisywać do praw człowieka! Słowem „bawcie się dobrze”…

Wierzę, że autorzy, propagatorzy i promotorzy programowej demoralizacji młodzieży doczekają się osądu jeżeli nie prawników, to przynajmniej historyków. A już na pewno nie opłaci im się ta plugawa działalność w „rozliczeniu ostatecznym”. Tak czy inaczej, sfera płciowości to teren śmiertelnych (dosłownie) zagrożeń dla naszych wychowanków.

Dobro wychowanka


Po tym przydługim wstępie przystąpmy do rozważań o wychowaniu. Pierwszy problem – cel wychowania. Można go określać różnie, lecz w rozsądnych propozycjach będzie to zawsze jakoś zdefiniowane dobro wychowanka. Skoro dla człowieka największym dobrem jest zbawienie, to można powiedzieć, że nadrzędnym celem wychowawczym jest zbawienie wychowanka.

Powstaje pytanie: przez co osiąga się zbawienie? Nikt nie zostanie zbawiony wbrew swej woli. Pan Bóg obdarowawszy człowieka wolną wolą, jest konsekwentny. Iluż ma o to do Boga pretensje, że pozwala człowiekowi źle czynić. A ze złych czynów człowieka (np. wojny) wyciąga wniosek, że Bóg nie istnieje.

Miłość, wiara i łaska…


Człowiek, by mógł być zbawiony, sam tego musi wpierw zapragnąć i podjąć osobisty trud. Trud użycia rozumu i woli w drodze do własnej świętości. Świętości, która w praktyce oznacza pełną wolność wyboru dobra i odrzucenia zła. Bez względu na to, jak to zło jawi się jako atrakcyjne i kuszące i jak kosztowne jest opowiedzenie się za dobrem. Szczytem świętości i zarazem tak rozumianej wolności jest zdolność oddania życia w obronie wyznawanych wartości. Człowiek wolny może wchodzić w piękne i trwałe relacje z innymi. Najdojrzalszą relacją jest miłość. Miłość rozumiana jako „bezinteresowny dar z siebie samego” (Jan Paweł II). Własny rozwój do granic człowieczych możliwości i piękne relacje z innymi są źródłem największego szczęścia na ziemi. Maksimum szczęścia gwarantuje dobra relacja z Bogiem – wiara. Gwarantuje ona również „płynne” przejście do domu Ojca, do wieczności.

By ten stan wolności i szczęścia zarazem osiągnąć, nie wystarczy nawet najdoskonalsze używanie rozumu i woli. Jest jeszcze potrzebna łaska. Możemy ją wypraszać przez modlitwę, lecz łaski sakramentalne otrzymujemy wyłącznie przez Kościół za pośrednictwem wyświęconych kapłanów. Choćbyśmy po ludzku zrobili najwięcej, jak to jest możliwe, to i tak nie zasłużymy sobie sami na zbawienie. Zbawieni możemy być tylko dzięki Bożemu Miłosierdziu. Do tegoż Miłosierdzia powinniśmy się uciekać i odwoływać.

Mamy zatem nakreśloną powyżej strategię wychowania: Po pierwsze wychowanek powinien zapragnąć, zatęsknić do własnego zbawienia. Następnie powinien wyrazić wewnętrzną gotowość do podjęcia osobistego trudu, wysiłku, pracy nad samym sobą. Dalej powinniśmy wdrożyć wychowanka do używania rozumu i woli na drodze własnego wzrostu do świętości. Dobre chęci powinniśmy pomóc przełożyć na konkretne czyny, które będą przemieniać osobę wychowanka. Równolegle powinniśmy wzbudzać tęsknotę do spotkania z Bogiem i miłość do Kościoła (jedynego pośrednika łask sakramentalnych), a także wprowadzać w życie Kościoła, w uczestnictwo w sakramentach.

Przykład rodziców


Po określeniu, co jest nadrzędnym celem wychowania, trzeba znaleźć środki do niego prowadzące. Zauważmy, jak wiele debat czy porad dotyczących wychowania koncentruje się wyłącznie na skutecznych środkach do zmuszenia dziecka, by robiło to, co my uważamy za stosowne. Najlepiej, żeby jeszcze wydawało mu się, że sam tego chce. Niestety, może to działać tylko na krótką metę. Przykładowo; nadmierne używanie kija i marchewki zwykle źle się kończy. Mały chłopczyk, gdy usłyszy od krewkiego taty: „Zrób to, bo ci wleję”, ze strachu jest gotów zrobić niemalże wszystko. W jego sercu jednak rodzi się bunt. I przyjdzie czas, że na takie zdanie ojca będzie mógł odpowiedzieć: „Tato, nie dasz rady!”, i co? Koniec ojcowskiego autorytetu?

Dziecko ma wybierać dobro nie dlatego, że mu się to opłaci, lecz dlatego, że taka jest człowiecza powinność. Bo bycie człowiekiem zobowiązuje do ludzkiego postępowania.

Jak to osiągnąć?


Pierwszym i najważniejszym środkiem wychowawczym jest przykład rodzicielski. Nic rodziców z tego nie zwolni i nikt z ludzi w pełni nie naprawi skutków złego przykładu. Nie znaczy to bynajmniej, by ktokolwiek, kto wzrastał w złej czy nawet patologicznej rodzinie, miał do końca życia tym wszystko usprawiedliwiać, czy wypowiadać zdania „Już taki jestem, a w ogóle to miałem w życiu pod górkę”. Człowiek ma w sobie moc przemiany samego siebie, a z pomocą łaski jest w stanie bardzo wyrosnąć ponad swój dom rodzinny. Mam na to sporo dowodów w postaci życiorysów konkretnych znanych mi osób.

Wróćmy jednak do dobrego przykładu rodziców. Chodzi tu o indywidualne postawy, wybory, zasady postępowania ojca i matki, ale też o ich relacje z innymi. W szczególności o jakość ich relacji miłości i głębię ich więzi małżeńskiej. Tu niczego nie da się zagrać czy udawać. Dzieci nie da się oszukać. Ich niezwykła wrażliwość i bystrość obserwacji domaga się bezwzględnej uczciwości ze strony rodziców. Tłumaczenie, nawet najbardziej sugestywne, że w życiu ważniejsze jest „być” niż „mieć”, nie będzie wiarygodne, gdy dziecko gołym okiem widzi, że „dla rodziców najważniejsza jest kasa”…

Zatem rodzicom nie pozostaje nic innego, jak tylko solidna inwestycja we własne osoby, w relacje małżeńskie, w relacje z Bogiem. By być świetlanym i pociągającym przykładem dla własnych dzieci.

Niestety, najwspanialszy nawet przykład rodziców nie gwarantuje jeszcze sukcesu w wychowaniu. Co rusz słyszymy bowiem: „z takiej porządnej rodziny, a tak się… pogubił, stoczył…”.

Uwaga na zagrożenia!


Na nasze dzieci czyha mnóstwo zagrożeń zewnętrznych. Są one profesjonalnie, wręcz perfekcyjnie zorganizowane… przeciwko naszym dzieciom. A ściślej przeciwko światu wartości, które pragniemy naszym dzieciom przekazać, przeciwko Bogu. Myślę tu głównie o liberalnych i bezbożnych mediach.

Telewizja poprzez atrakcyjny, szybkozmienny obraz jest szczególnie wciągająca dla małych dzieci. Wielka to pokusa dla rodziców, by dla chwili spokoju „uziemić dzieci przed telewizorem”. Wpływ telewizji może być jednak zgubny dla naszych dzieci. Oczywiście można korzystać z niektórych ofert TV, lecz zawsze oglądanie powinno odbywać się pod kontrolą rozumu i woli. Oglądanie wspólne z dziećmi pozwala na wskazanie im i skomentowanie treści złych, nieprzyzwoitych, brutalnych. To my mamy być panem telewizora, a nie on naszym. Zabronić oglądać telewizję to mało, trzeba dać dzieciom coś w zamian. W naszej rodzinie było wspólne czytanie, lecz absolutnym hitem okazała się opowieść, jak to rodzice się poznali, pokochali, pobrali, czekali na dzieci…

Drugim śmiertelnym zagrożeniem dla naszych dzieci jest internet. Z jednej strony bardzo pożyteczne narzędzie do uzyskiwania potrzebnych informacji, z drugiej śmietnik i rynsztok treści destrukcyjnych i nieprzyzwoitych (by nie powiedzieć obrzydliwych). Można zakładać blokady, stawiać komputer w ogólnie dostępnym i widocznym miejscu, ale tak naprawdę trzeba się nauczyć z niego korzystać i stać się panem, a nie niewolnikiem komputera.

Kolejne zagrożenie to gry komputerowe. Ciekawe, wciągające i… zniewalające. Najlepiej samemu całkowicie z nich zrezygnować i zachęcić do tego dzieci. Może ciekawsza okaże się wycieczka w góry czy choćby pokopanie piłki z tatą na przydomowym podwórku.

Rówieśnicy


Wreszcie niezwykle ważny czynnik wpływający na rozwój naszych dzieci – to rówieśnicy. Na ile to możliwe, powinniśmy otaczać nasze dzieci dobrymi rówieśnikami. Przy licznym rodzeństwie problem częściowo sam się rozwiązuje. Wszystkie najbliższe dzieci są z „tej samej bajki”. Warto poważnie pomyśleć o wyborze szkoły (tu kierowałbym się głównie osobowością dyrektora), o wpuszczaniu rówieśników naszych dzieci pod nasz dach (szansa poznania i dyskretnej kontroli). Wreszcie bezwzględnie warto uwzględnić rówieśników przy planowaniu wakacji. To bardzo ważny czas, w którym wiele można wygrać, ale też wiele stracić. Jedne wakacje w złym towarzystwie mogą zniszczyć całe przyszłe życie wychowanka. Od urodzenia dzieci, wszystkie wakacje spędzaliśmy w otoczeniu wybranych rodzin z dziećmi. Rodzin naszego pokroju, głównie z kręgu Duszpasterstwa Rodzin.

Na koniec myśl przewodnia. Słowa Stefana kardynała Wyszyńskiego, Prymasa Tysiąclecia: Ludzie mówią: czas to pieniądz, a ja wam mówię: czas to miłość. Poświęcajmy dzieciom czas. Nawet, gdy nam go dotkliwie brakuje. Wyrywajmy go sobie „z gardła”, za wszelką cenę. Nasze dziecko ma dzisiaj tyle lat, miesięcy i dni… Jutro już będzie za późno. Dzisiejszy dzień nie wróci, będzie miało o dzień więcej. Straconego w wychowaniu czasu w żaden sposób nie da się cofnąć, odwrócić. Obyśmy nie płakali na starość, patrząc bezradnie na zagubienie naszych dzieci, którym nie daliśmy dość miłości w postaci poświęconego im czasu.

Jacek Pulikowski


"Przymierze z Maryją" dociera regularnie do ponad 430 tysięcy osób. Dołącz do grona naszych Przyjaciół i zostań stałym czytelnikiem czasopisma.

NAJNOWSZE WYDANIE:
Narodził się Chrystus Król!
Chrystus jest Królem! Jest Panem naszego życia. Trzeba bowiem, ażeby królował – pisze św. Paweł w Pierwszym Liście do Koryntian. Jakimż jest paradoksem, że Ten, przez Którego wszystko się stało, przyszedł na świat w lichej stajence, między zwierzętami. Tak jednak nasz Pan postanowił i tak się stało.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
W Apostolacie dzięki redemptoryście

Pan Jarosław Kochanowski z Krakowa został Apostołem Fatimy w 2014 roku. Zanim jednak wstąpił do wspólnoty Apostolatu, bardzo ważną rolę w rozwoju Jego życia religijnego odegrali: babcia Wanda Kochanowska, redemptorysta o. Władysław Chaim oraz – last but not least – Ojciec Święty Jan Paweł II. Oto co nam o sobie opowiedział…

O istnieniu Apostolatu Fatimy dowiedziałem się od znajomego ojca redemptorysty, Władysława Chaima. Ojciec Władysław uczył mnie religii w okresie dzieciństwa i dorastania. Nasze drogi zeszły się ponownie, gdy byłem już dorosłym mężczyzną. Najpierw pomógł mi uporać się z problemem, który mnie wtedy dręczył, a następnie zaproponował mi pracę w prowadzonym przez siebie Stowarzyszeniu Świętego Wincentego a Paulo. Przystałem na tę propozycję. Stowarzyszenie zajmuje się opieką nad dziećmi z rodzin patologicznych. Prowadzimy świetlicę Benedictus, w której wydajemy dzieciom obiady. Nasi podopieczni mogą tam odrobić lekcje, wziąć udział w kółkach zainteresowań i wycieczkach. Zajęcia z dziećmi prowadzą studentki-wolontariuszki. Raz w miesiącu organizujemy spotkanie dla pracowników poświęcone wspólnej modlitwie i bieżącym sprawom organizacyjnym.
To właśnie ojciec Władysław zachęcił mnie do wstąpienia w szeregi Apostolatu Fatimy. Powiedział mi, że jest to inicjatywa, którą warto wspierać. Przez kilka lat przynależności do tej wspólnoty niejednokrotnie, sam lub razem z synami, brałem udział w modlitwach różańcowych i różnych spotkaniach organizowanych przez Stowarzyszenie.

Ze Stowarzyszenia dostaję wiele materiałów o tematyce religijnej. Szczególnie cenię sobie „Akt poświęcenia domu Matce Bożej”, który zawiesiłem w widocznym miejscu. Pod koniec każdego roku mogę liczyć na poświęcony Fatimskiej Pani kalendarz „365 dni z Maryją”. Otrzymuję również dwumiesięcznik „Przymierze z Maryją”. Bardzo lubię czytać magazyn „Polonia Christiana”, który jako Apostoł Fatimy też dostaję. W „Polonii…” sporo miejsca zajmuje analiza procesów obecnych na Zachodzie, a które już dotarły lub niedługo dotrą do Polski. Osobiście przeraża mnie to, co się dzieje w Europie Zachodniej z religią i z kościołami. Niestety i u nas coraz częściej dewastuje się świątynie i miejsca sakralne, dochodzi nawet do zabójstw księży. Zastanawiam się, co mnie czeka na starość, co będzie się działo w Polsce za kilka lat. Mimo wszystko mam ufność, że wszystko skończy się dobrze, ale boję się, że nadejdą czasy, gdy i w naszej Ojczyźnie będzie nagonka na katolików, gdy będzie się rugowało nas z pracy ze względu na wyznawaną wiarę.

Na co dzień pracuję w Domu Pomocy Społecznej. Opiekujemy się tam ludźmi przewlekle chorymi psychicznie. Organizujemy dla nich żywność i odzież; zajmujemy się niezbędnymi remontami i naprawami. Czasami zdarzają się trudne i konfliktowe sytuacje. Wtedy pomaga mi święta Rita, patronka od spraw trudnych i beznadziejnych, której obraz wisi nad moim biurkiem. Dzięki niej nagle pojawia się szansa na rozwiązanie problemu, który na pierwszy rzut oka wydaje się nie do rozwiązania. Jestem przekonany, że dzieje się tak dzięki jej wstawiennictwu. Św. Ricie powierzam nie tylko sprawy zawodowe, ale też rodzinne. Bywam też w jej sanktuarium przy ul. Augustiańskiej w Krakowie.

Swoje wychowanie zawdzięczam w ogromnej mierze mojej babci, Wandzie, z którą jako dziecko mieszkałem przez kilka lat. Plan dnia był wtedy jasno ustalony: był czas na naukę i był czas na modlitwę, wieczorem bajka w telewizji, pacierz i czas na sen. Myślę, że to dzięki wychowaniu przez babcię nigdy nie miałem problemów z alkoholem, papierosami, nie przeklinałem.

Do Pierwszej Komunii Świętej w dużej mierze to ona mnie przygotowała, np. zapoznając mnie z katechizmem. Za to na Mszę Świętą w niedzielę chodziłem z Mamą. Sakramentu bierzmowania udzielił mi bp Karol Wojtyła, rok przed tym, jak został wybrany na papieża. Pamiętam, że na wiadomość o jego wyborze ludzie byli bardzo radośni i płakali ze szczęścia. W kolejnych latach uczestniczyłem w Mszach Świętych organizowanych na krakowskich Błoniach podczas pielgrzymek Jana Pawła II do Polski.

Zapewne nie mam takiego zacięcia pielgrzymkowego jak nasz Papież, choć byłem kilka razy ze swoimi synami na Jasnej Górze. Byłem też w leżącym nieopodal papieskich Wadowic Sanktuarium Matki Bożej Kalwaryjskiej w Kalwarii Zebrzydowskiej.

Z nabożeństw poświęconych Matce Bożej bardzo lubię majówki. Kilka lat temu urzekł mnie swym pięknem akatyst – hymn liturgiczny ku czci Bogurodzicy: jest to coś absolutnie pięknego. Poznałem go przez przypadek, chodząc z synem na Mszę Świętą dla studentów. Oczywiście często modlę się na Różańcu, a w Wielkim Poście uczestniczę w nabożeństwach Drogi Krzyżowej.

Oprac. JK


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szanowny Panie Prezesie!
Z nieskrywaną wdzięcznością dziękuję za zrozumienie i przesłane egzemplarze „Przymierza z Maryją”. Z powodu przewlekłej choroby (rehabilitacje) moja sytuacja jest dosyć trudna. Między innymi niska emerytura i czasem drogie nierefundowane leki sprawiają, że mam problemy finansowe.
„Przymierze z Maryją” to moje okno na świat. To bardzo wartościowa lektura, którą czytam z zapartym tchem. Codziennie odmawiam Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Modlę się do Niepokalanego Serca Maryi i do św. Rity. Wszystkie te materiały, a w zasadzie modlitewniki otrzymałam od Waszej Redakcji za dawnych, dobrych czasów, kiedy moja sytuacja finansowa była znacznie lepsza. Przeczytane „Przymierza z Maryją” przekazuję zaprzyjaźnionej znajomej i jest bardzo zadowolona z tej lektury.
(…) Niech Maryja otacza całą Redakcję swoją Matczyną opieką.
Z serdecznymi pozdrowieniami i szczerą modlitwą.
Maria z Krakowa


Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Serdecznie dziękuję za przesłanie mi obrazu Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Znany jest mi od wielu lat, ale jak dotąd nie miałam go w domu, choć często zwracałam się do Maryi z różnymi prośbami, stając w kościele przed tym wizerunkiem.
Ucieszyła mnie także dołączona książeczka, dzięki której dowiedziałam się o historii tego obrazu, jego symbolice i kulcie. Matka Boża Nieustającej Pomocy będzie jeszcze częściej mi towarzyszyć, również w domu – dzięki Jej obrazkowi i odmawianiu nowenny oraz modlitw zawartych w książeczce.
Wspieram działania Stowarzyszenia mające na celu propagowanie kultu Matki Bożej Nieustającej Pomocy.
Z wyrazami szacunku
Krystyna z Poznania


Szczęść Boże!
Serdecznie pozdrawiam całe Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi. Z całego serca dziękuję za to wspaniałe pismo „Przymierze z Maryją”. Kocham to pismo i czekam na nie z tęsknotą. Jest w nim zawarte wszystko, co mnie cieszy, uczy, poszerza moją wiedzę. Bardzo interesujące i mądre artykuły. Dowiadujemy się o wielu ciekawych i dotąd nieznanych, rzeczywistych, cudownych czy historycznych wydarzeniach. Bóg zapłać za to cudowne pismo. Dziękuję również za wszelkie przepiękne, wartościowe przesyłki i pamięć. Z wyrazami szacunku dla całego Stowarzyszenia. Szczęść Boże!
Bożena z Rybnika


Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Nadchodzące dni sprzyjać będą refleksji nad przemijającym ludzkim życiem. Może być szczęśliwe lub nieszczęśliwe. Jeżeli jesteśmy wierni Bogu, wędrując z Nim przez życie, to mamy nadzieję się z nim spotkać, pozostać na wieki, a jeżeli wybierzemy drogę bez Boga lub co najgorsze – z Nim walczymy, musimy się liczyć z tym, że się z Nim w ogóle nie zobaczymy. Trzeba pamiętać, że życie jest krótkie. Jesteśmy wędrowcami na tej ziemi. Terminu odejścia z tego świata nie znamy.
W miesiącu listopadzie pamiętajmy ze szczególną troską o grobach zmarłych, modląc się za nich. Wielu naszych bliskich znajomych, przyjaciół, przekroczyło już próg śmierci. Mamy nadzieję, że są w Niebie i spotkają się ze sprawiedliwym Zbawcą – Bogiem, co jest nagrodą za ich przykładne życie. Każdy człowiek umrze i stanie przed Jego Obliczem, aby zdać sprawozdanie ze swojego życia.
Zadajemy sobie pytanie, w jaki sposób możemy pomóc zmarłym, szczególnie tym, którzy są bliscy naszemu sercu. Przede wszystkim powinniśmy uczestniczyć we Mszy Świętej, przyjmując Komunię Świętą. Módlmy się za nich w miarę możliwości codziennie, przez adorację Najświętszego Sakramentu, odmawiając codziennie Różaniec i Drogę Krzyżową. Listopad każdego roku powinien być przypomnieniem dla nas, żyjących, że osoby, które odeszły z tego świata i ich groby nie mogą być zapomniane i zaniedbane. Zatroszczmy się więc o nie, zapalając znicze, stawiając kwiaty na ich grobach, wypełniając maksymę: „Kochać, to znaczy pamiętać”. (…)
Edward z Kalisza


Szanowni Państwo!
Pragnę bardzo gorąco podziękować Państwu za wszystkie publikacje i dewocjonalia, które od Was otrzymuję. Serdeczne Bóg zapłać!
Ze wszystkich otrzymanych upominków to ten ostatni z wizerunkiem Matki Bożej Nieustającej Pomocy przysporzył mi najwięcej radości, gdyż mam do Niej szczególne nabożeństwo. Co środę uczęszczam na nabożeństwo do Matki Bożej Nieustającej Pomocy, prosząc o różne sprawy. Ostatnio, gdy rodzice zachorowali w czasie tzw. pandemii, zostałam sama bez pomocy lekarskiej. Zwróciłam się do Maryi z tego wizerunku o pomoc. Niesamowite, że już następnego dnia widać było dużą poprawę w samopoczuciu ojca. Wierzę mocno, że wstawiła się za moimi rodzicami, bo byłam załamana, zostając z tą chorobą zupełnie sama.
Dziękuję wszystkim za to dzieło, za „Przymierze z Maryją” i życzę dalszych sukcesów oraz nowych Czytelników. Niech Matka Boża Fatimska ma Was w Swej opiece!
Emilia z Przodkowa


Szczęść Boże!
Na wstępie pragnę serdecznie podziękować za przesłaną mi książeczkę oraz wizerunek Matki Bożej Nieustającej Pomocy oraz kartę, na której przesyłam podziękowania i prośby do ukochanej Matki.
Przesłaną książeczkę już przeczytałam, niesamowicie ciekawa lektura, za co bardzo dziękuję. Ja doświadczyłam wielokrotnie opieki Matki Bożej Nieustającej Pomocy i Pana Jezusa z uwagi na poważne moje problemy zdrowotne po tragicznym wypadku samochodowym. Lekarze powtarzali, że to cud od Boga, że żyję. W ubiegłym roku miałam operowane biodro i wszystko skończyło się szczęśliwie. Wszystkie moje problemy oddaję Matce Bożej i Panu Jezusowi!
Pozdrawiam serdecznie Pana Prezesa i proszę o modlitwę.
Ja również modlę się za wszystkich pracowników Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi. Życzę błogosławieństwa Bożego!
Janina z Łodzi