
– Dla nas, ludzi, i dla naszego zbawienia – te słowa wyznania wiary zawierają w sobie cały ogromny pokład miłości Boga wobec stworzenia; miłości tak wielkiej, do której przywykliśmy tak bardzo, że przestała nas ona – niestety! – zdumiewać i zachwycać.
Katechizm Kościoła Katolickiego dopowiada: Słowo stało się ciałem, aby nas zbawić i pojednać z Bogiem; abyśmy poznali miłość Bożą; by być dla nas wzorem świętości; by uczynić nas uczestnikami Boskiej natury (KKK, 457–460). Widać w tym ujęciu, że owo „nas“ zostało postawione niejako w centrum. Nie tyle przez katechizm, co przez samego Boga, który zechciał przyjść na ten świat propter nos homines – dla nas ludzi! Ten ogrom Bożej miłości trzeba przyjmować z prostotą i wdzięcznością, nie należy z nim polemizować. Zarazem jednak trudno pozbyć się wrażenia, że trochę zanadto przyzwyczailiśmy się do zbawienia, do łaski, do odkupienia. Nie tylko praktycznym niedowiarkom, ale i ludziom autentycznie gorliwym wydaje się często, że zbawienie i Niebo należą się nam jak psu zupa, że skoro Pan Bóg nas stworzył, to Jego obowiązkiem jest dać nam szczęście, choćbyśmy się o nie zbytnio nie starali.
To jeden z powodów, dla których tajemnice Wcielenia i Odkupienia budzą dziś mniej zdumienia, aniżeli było w przeszłości. Oprócz niego w ogóle człowiek dzisiejszy mniej myśli o tym, co pozadoczesne, a konsumpcyjna postcywilizacja stara się trzymać nasze myśli daleko od tego, co mogłoby skłaniać do większego umiarkowania w używaniu tego świata. Zagłusza się w nas najważniejsze pytania; pytania dotyczące sensu naszej egzystencji i celu ziemskiej wędrówki. Zgodnie z tym, co przed stu laty napisał dominikański teolog i filozof Antoni D. Sertillange, staliśmy się podobni do ludzi, którzy tak bardzo się spieszą, że aż nie mają czasu pomyśleć, dokąd właściwie idą.
Zachwycić się Wcieleniem
A przecież po to właśnie mamy rozum i duszę nieśmiertelną, żebyśmy przede wszystkim mogli pojąć, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy. Tym przede wszystkim różni się człowiek od zwierzęcia, że świadom siebie, może być świadomym własnego sensu i celu. Do pewnego stopnia może sam sobie stawiać cele w życiu i je lepiej czy gorzej realizować; co do celu fundamentalnego, powinien go rozumem i wolą przyjąć, a następnie rozumu i woli używać dla jego realizacji.
Nie brak nam drogowskazów w naszej duchowej wędrówce. Świat cały mówi nam, ba! krzyczy o mądrości, mocy i dobrotliwości Stwórcy. Kto umie z pokorą i wnikliwie rozejrzeć się dokoła, ten powinien dojść samymi siłami intelektu do poznania Boga. Objawienie – Pismo Święte i Tradycja – nie tylko pozwala nam przebyć tę drogę na skróty, ale także pójść nią dużo dalej. Dowiadujemy się z niego nie tylko, że Bóg jest i że jest dobry. Dowiadujemy się także, że są trzy Osoby Boskie. A także, że druga z Nich stała się człowiekiem dla nas i dla naszego zbawienia, przychodząc na świat w gorsząco podłych warunkach, które dzisiejsza postcywilizacja zachodnia nazwałaby uwłaczającymi ludzkiej godności.
Cur Deus homo? – dlaczego Bóg [stał się] człowiekiem? To pytanie (sformułowane tak przez św. Anzelma z Canterbury) przez wieki nurtowało największych teologów. Myśl o tym, że „dla nas i dla naszego zbawienia” Bóg stał się człowiekiem, napełniała ludzi wierzących zarówno radością i wdzięcznością, jak i zdumieniem. Jeżeli druga Osoba Trójcy Przenajświętszej przyszła na świat dla naszego zbawienia, to jest to wydarzenie i olśniewające, i zdumiewające. Bóg stał się człowiekiem; przyjął ludzką naturę pomimo naszego grzechu, a może wręcz: z powodu naszego grzechu (w tym punkcie wielcy teologowie różnią się opiniami). Pełne zachwytu zdumienie nad tą prawdą wiary prowadziło do pogłębionej refleksji nad motywami, czy też celami, Wcielenia. Stał się człowiekiem dla naszego zbawienia – w to prawowierny chrześcijanin nie może wątpić. Z drugiej strony, wielu autorów zwracało uwagę, że prawdziwego motywu działania Boga nie można szukać poza samym Bogiem, Jego chwałą. Z tej perspektywy Wcielenie i życie Zbawiciela stanowiło największe oddanie czci Bogu przez stworzenie (człowieczeństwo Chrystusa).
Miłość, nie strach
Żeby jednak do tego największego aktu kultu mogło dojść, druga Osoba Trójcy Przenajświętszej stała się człowiekiem. Zbawiciel przyszedł na świat w łonie Matki Niepokalanej, cudu stworzenia, arcydzieła Bożej wszechmocy. Amerykański malarz, Whistler, chwalony za portret swojej matki, odpowiadał ponoć: Wiecie, jak to jest. Każdy chce, żeby jego mama była jak najpiękniejsza. Otóż Bóg mógł to uczynić – i uczynił w sposób przechodzący najśmielsze wyobrażenia najbardziej zwariowanych „szaleńców Niepokalanej” pokroju św. Maksymiliana Kolbego. I tak jednak, przy całej świętości Tej, która jest Najświętsza; przy całej czystości Przeczystej, przy całym pięknie Tej, o której śpiewamy: Cała piękna jesteś – jakimże uniżeniem dla Boga było stanie się człowiekiem!
Słusznie abp Fulton J. Sheen chcąc nam uzmysłowić, czym jest Wcielenie, użył przykładu człowieka, który tak bardzo ukochał psy, że zamieszkał wśród nich, zaczął biegać na czterech łapach i szczekać, żeby tak wyrazić swoją miłość. Ten odrzucający obraz jest jednak tylko bladą metaforą: w rzeczywistości dystans pomiędzy Świętym, Świętym, Świętym a ludźmi jest nieporównanie większy aniżeli ten pomiędzy człowiekiem a robakiem. Istota tego uniżenia nie zmieniłaby się, gdyby Pan Jezus przyszedł na świat w najbogatszym pałacu, a nie w stajni.
A jednak wybrał ubogą rodzinę. Wybrał stajnię, żłób i siano. Święty Alfons de Liguori pięknie zauważył, że gdyby Chrystus przyszedł na świat w potędze i bogactwie, zapewne szanowalibyśmy Go bardziej i bardziej byśmy się Go lękali. To właśnie ubóstwo żłóbka potęguje jednak nie strach, lecz miłość. Bóg zaś jest miłością i miłości przede wszystkim oczekuje od swoich stworzeń.
Bliski wszystkim, wzór dla wszystkich
Jest zresztą we Wcieleniu pewna bliskość uniwersalna. Chrystus narodził się z przeczystej, najświętszej Matki – to prawda. Ale już reszta Jego rodowodu ciągnącego się przez pierwszych siedemnaście wersów Ewangelii wg św. Mateusza – to ciąg imion nierzadko zbrukanych strasznymi grzechami. Dotyczy to nawet wybitniejszych przodków Jezusa (jak król-prorok Dawid, którego grzeszność została przez Mateusza podkreślona przypomnieniem podstępnie zgładzonego, w porywie cudzołożnej namiętności, Uriasza), a co dopiero tych, o których Pismo mówiło zwięźle: Czynił to, co złe w oczach Pana. I to jest głębokie uniżenie Słowa Wcielonego. A zarazem, czyż nie jest to dla nas, zwłaszcza dla tych o najbardziej powyginanych drzewach genealogicznych, punkt oparcia i nadziei? Dostaliśmy tę samą co On Matkę. Czy fakt, że mieliśmy „dziadka w Wehrmachcie” albo ojca w PZPR może mieć wielkie znaczenie? Sam Chrystus miał przodków, którzy czynili to, co złe w oczach Pana!
Chrystus przyszedł na świat w rodzinie arystokratycznej, królewskiej – a zarazem bardzo ubogiej. Ubóstwo jest jednak bardziej uderzające: o „błękitnej krwi” rodu Dawidowego mało kto dzisiaj pamięta, jakkolwiek jeszcze Pius XII podkreślał to często, wskazując Świętą Rodzinę jako wzór dla szlachty rzymskiej (zwłaszcza tej spauperyzowanej w kilku kolejnych zawieruchach rewolucyjnych: Risorgimenta, faszyzmu, republiki). Jest i w tym głęboki sens. Ludzie bywają zamożni, dobrze sytuowani, silni. Bywają. Są jednak w istocie słabi i ubodzy. Wszyscy rodzimy się nadzy, jak nagim urodził się Pan Jezus. Wszyscy rodzimy się słabi i bezbronni jak On. Najpotężniejsi z ludzi codziennie doświadczają własnej słabości.
Co gorsza jednak, wszyscy mamy serca twardsze i zimniejsze aniżeli drewniane czy kamienne żłoby w zimną, grudniową noc. A przecież święta Bożego Narodzenia to nie tylko wspomnienie wydarzenia sprzed tysięcy lat; to próba powtórzenia tego, co wydarzyło się wtedy. Jak pisał Anioł Ślązak (a przekładał Adam Mickiewicz):
Wierzysz, że się Bóg zrodził w betlejemskim żłobie, lecz biada ci, jeżeli nie zrodził się w tobie.
Otóż kolejnym paradoksem Wcielenia jest to, że to właśnie chłód stajenki posiada moc ogrzewania dusz, a twardość żłóbka – zmiękczania serc.
Zadomowieni w pociągu
Powiedzieliśmy już, że ubóstwo betlejemskie tym silniej ukazuje i rozpala miłość. Jest ono jednak także ważne z innego, wskazanego przez Katechizm, powodu: Słowo stało się ciałem także po to, by być dla nas wzorem świętości, by ukazać nam drogę prowadzącą do Nieba. Z tej perspektywy fakt, że Chrystus przyszedł na świat w stajni, że następnie podczas publicznej działalności nie miał gdzie złożyć głowy, wreszcie zaś został odarty z szat, nago przybity do Krzyża, złożony w cudzym grobie, ma ogromne znaczenie.
Życie jest krótką podróżą, którą ktoś trafnie porównał do jazdy pociągiem. Ktoś jedzie pierwszą, ktoś drugą klasą – a jako że porównanie jest stare, to można dodać nieistniejące już trzecią i czwartą. Podróż nie będzie trwała w nieskończoność, przeciwnie – jedziemy ekspresem. Z perspektywy wieczności różnica pomiędzy kilkoma, kilkudziesięcioma a stu z okładem latami jest naprawdę niewielka. Niestety jednak, z naszej ludzkiej perspektywy ta króciutka podróż wydaje się niekiedy być wszystkim. Toteż pasażerowie starają się w swoich przedziałach urządzić, jak gdyby mieli spędzić tam nie parę chwil, a całe życie.
Ziemskie życie naszego Zbawiciela powinno dawać do myślenia chrześcijanom wszystkich czasów, którzy nierzadko tak bardzo troszczą się o marności tego świata, jak gdyby mieli na nim spędzić całe życie… wieczne. Pociąg już gwiżdże, stacja końcowa widnieje na horyzoncie (o tym także mówi nam Adwent!). Nie w pociągu, a tam, gdzie z niego wysiądziemy, przyjdzie nam spędzić Wieczność.
370 lat temu, 1 kwietnia 1656 roku we lwowskiej katedrze nasz monarcha, Jan II Kazimierz Waza, przed cudownym obrazem Matki Bożej Łaskawej oddał Rzeczpospolitą szczególnej opiece Najświętszej Maryi Panny, nazywając ją Królową Polski. Co jednak szczególnie interesujące, ten tytuł odnoszący się do Matki Zbawiciela został objawiony trzykrotnie przez samą Maryję na początku XVII wieku w dalekiej Italii.
Pani Cecylia Pajka pochodzi z Mazowsza. Urodziła się w miejscowości Lutobrok koło Pniewa, ale od prawie 50 lat mieszka w Makowie Mazowieckim, gdzie należy do parafii pod wezwaniem św. Józefa. W 2025 roku wraz z grupą Apostołów Fatimy udała się na pielgrzymkę do Sanktuarium Matki Bożej w Fatimie.
– W Fatimie było cudownie. Naprawdę jestem wdzięczna za to, że po 21. latach uczestnictwa w Apostolacie spotkało mnie takie szczęście – pojechałam do Fatimy, o której marzyłam od dawna – wspomina pielgrzymkę do portugalskiego sanktuarium pani Cecylia.
– To było niesamowite przeżycie, bo byłam tam po raz pierwszy. Dziękuję Bogu, że w Roku Jubileuszowym otrzymałam od Niego taką łaskę. Groby pastuszków: świętych Hiacynty i Franciszka oraz s. Łucji, to po prostu coś cudownego. Z wdzięcznością pokonałam na klęczkach tradycyjną drogę do Kaplicy Objawień, a wieczorami brałam udział w procesjach ze świecami – dodaje.
Zaczęło się od książki o Fatimie…
Wszystko to możliwe było dzięki temu, że pani Cecylia już od dawna wspiera Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi. Początki swojej przygody z naszą organizacją wspomina następująco: – Zaczęło się tak, że znalazłam ulotkę i zamówiłam książkę o Fatimie. Wypełniłam formularz Apostolatu i zaczęłam dostawać kalendarze, różańce oraz wiele różnych dewocjonaliów. Otrzymałam także oczywiście figurkę Matki Bożej Fatimskiej.
Jako Apostołka Fatimy pani Cecylia dostaje również systematycznie „Przymierze z Maryją”, którego jest wierną czytelniczką:
– W „Przymierzu…” jest dużo ciekawych artykułów, np. świadectwa członków Apostolatu czy opis pielgrzymek do Fatimy. Po przeczytaniu zanoszę „Przymierze z Maryją” do kościoła żeby ktoś inny poznał Stowarzyszenie, zapisał się do Apostolatu i żeby przyniosło to dobre owoce – mówi z przekonaniem.
Obecnie kościołem parafialnym pani Cecylii jest świątynia pod wezwaniem Bożego Ciała w Makowie Mazowieckim, ale nie zawsze tak było. – Chrzest przyjęłam w kościele pw. Najświętszej Maryi Panny – Królowej Świata w Zatorach, a do Pierwszej Komunii Świętej i bierzmowania przystępowałam w bazylice kolegiackiej Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny w Pułtusku – przytacza fakty ze swojej młodości. – Z dzieciństwa pamiętam, że moja babcia codziennie odmawiała Różaniec, a ja klęczałam obok i też się razem z nią modliłam.
Kurpie – ich kultura i zwyczaje
Pani Cecylia pochodzi z Kurpiów Białych, krainy etnograficznej leżącej na północny-wschód od Legionowa w województwie mazowieckim. Region ten słynie m.in. z charakterystycznej gwary, haftów, wycinanek i wyrobów tkackich. – Moja mama i ciocia zajmowały się haftem serwetek kurpiowskich na tiulu. Wykonywały też obrusy, bieżniki, serwetki na drutach i szydełku.
– Moja ciocia ma po babci cały strój kurpiowski. Składa się on z białej koszuli wyszywanej czarno-czerwonym wzorem kurpiowskim, kolorowej sukni w paski, fartucha zdobionego kolorowymi cekinami, czarnych, sznurowanych trzewików i czerwonej lub zielonej chusty w kwiaty. Babcia zawsze zakładała ten tradycyjny strój na specjalne uroczystości w kościele.
Żona, matka, babcia
– Skończyłam szkołę zawodową i 1,5 roku technikum rolniczego, ale moje główne zainteresowanie i zawód to kucharstwo. 28 lat pracowałam na kuchni, a przez prawie 38 lat pracy zawodowej miałam tylko siedem dni zwolnienia – opowiada pani Cecylia.
– W 1972 roku po zawarciu ślubu zamieszkałam u męża w miejscowości Pękowo. Tam też urodziła się nasza pierwsza córka. Do Makowa Mazowieckiego przeprowadziliśmy się w 1978 roku, gdy miała iść do pierwszej klasy szkoły podstawowej. W sumie urodziłam czworo dzieci, ale jeden syn zmarł po kilku dniach. Doczekałam się też czterech wnuków, dwóch wnuczek oraz dwóch prawnuków.
– Od ośmiu lat jestem wdową, ale w 2021 roku zaprzyjaźniłam się z Januszem, którego kuzynka wyszła za mojego wnuka. Razem byliśmy na pielgrzymce w Fatimie, a w tym roku wybieramy się do Sanktuarium Matki Bożej w Lourdes.
Swoją opinią na temat pielgrzymki Apostolatu do Fatimy podzielił się z nami też pan Janusz:
–Jestem zachwycony i bardzo zadowolony. Brak mi słów. Największe wrażenie wywarły na nas nabożeństwa, Droga Krzyżowa i nauki, które przy tej okazji głosił towarzyszący nam ksiądz. Chcemy też podziękować koordynatorowi Apostolatu Fatimy, panu Krzysztofowi Golcowi za organizację pielgrzymki.
Oprac. Janusz Komenda
Szczęść Boże!
Bardzo dziękuję za piękny kalendarz i za słowa wdzięczności. Wszystko co robicie, jest wielkie. Jestem wzruszona i proszę dalej pracować nad wszystkim, co jest związane z wiarą chrześcijańską.
Barbara z Pińczowa
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Szanowna Redakcjo, pragnę podzielić się swoim świadectwem… W 1983 roku pracowałem na budowach w Poznańskim Kombinacie Budowlanym. Zostałem wysłany do Libii na kontrakt. Budowaliśmy tam domy parterowe. Nasz „camp” mieścił się w miejscowości Azzija. W każdą środę przyjeżdżał franciszkanin spowiadać i odprawiać Mszę Świętą. (…) Starałem się codziennie odmawiać Różaniec na „campie”. Pracownicy z różnych stron Polski zauważyli, że wierzę i kocham Boga, że nie wstydzę się Go… Po powrocie latem 1984 żona zauważyła, że Pan Jezus Miłosierny mnie otworzył na innych i odmienił mego ducha.
W kościele Wniebowstąpienia znajdowała się półka z cudownymi medalikami. Zapoznałem się z postacią św. Katarzyny Laboure, która otrzymała wzór na medaliki od Matki Bożej. I tak Jezus Miłosierny posłał mnie, abym rozdawał je na budowie i głosił Prawdę o dobroci Boga. Święta Katarzyna na każdym kroku mnie także towarzyszyła, w ogóle nie czułem jakiegoś zawstydzenia, wręcz przeciwnie: czułem radość z niesienia Bożego Miłosierdzia w codzienności, jakie Dobry Bóg daje nam przez ręce Maryi. To trwało wiele lat. Ewangelizowałem tam, gdzie chciano słuchać. Mówiłem, że o każdą sekundę zapyta nas Pan Bóg i że Boże Miłosierdzie jest jedynym ratunkiem dla każdego człowieka.
Żona zachorowała, kiedy jeszcze pracowałem. W sumie trwało to około 7 lat. To był dla nas trudny okres… Po przejściu na emeryturę żona pomału gasła. W pierwsze piątki miesiąca przychodził do nas ksiądz proboszcz z Panem Jezusem Eucharystycznym. Choć był to dla nas trudny czas, to był także pełen łaski mimo cierpienia. 9 listopada 2019 roku stał się dniem spotkania żony z Jezusem Miłosiernym.
Później zaopiekowałem się bezdomnym Michałem, miał 37 lat. (…) Słuchał tajemnic Różańca na dany dzień. Kolega z pracy zaproponował, aby w jego mieszkaniu odmawiać Koronkę do Miłosierdzia Bożego.
Drugi bezdomny, Piotr, był na wózku inwalidzkim. Mogąc jednak pomóc tylko doraźnie, zapragnąłem przyprowadzić go do tronu Miłosierdzia Bożego, aby i on doświadczył ogromu Miłości i dobroci Boga. Wszedłem nawet we współpracę z pewnym kapłanem i robiliśmy, co w naszej mocy, aby zdroje łaski wylewały się w życiu Piotra. Mój podopieczny żył z żebrania. Dzięki dobroci kolegów, którzy pomagali mu się przemieszczać i pchali wózek, starczało mu na przetrwanie, ale część przeznaczał na alkohol. To niestety bardzo mu przeszkadzało w dotarciu do spowiedzi. Z czasem jednak się rozchorował, trafił do szpitala i już nie wrócił…
I tak idę dalej w codzienność, aby nieść Miłość do każdego człowieka. Najlepiej mi to wychodzi, kiedy tłumaczę tajemnice Różańca świętego. Każde miejsce się nadaje. Patrzę, gdzie Pan mnie prowadzi, gdzie chce swoim Miłosierdziem dotknąć człowieka…
Dodatkowo ostatnio chodzę na fizykoterapię. Tam rozdaję medaliki Matki Bożej, które dostaję z karmelu żeńskiego, z którym weszliśmy w relację, kiedy żyła jeszcze moja żona. Kochane siostry wymadlały łaski i siły dla małżonki.
Ja sam wierząc i ufając Bożemu Miłosierdziu zamówiłem u salezjanów Msze gregoriańskie za moich bliskich. W tym kościele w drugi wtorek miesiąca modlimy się za konających i za dusze w czyśćcu cierpiące. Zwłaszcza te potrzebują Miłosierdzia. Dobry Pan prosi i pobudza serce do tego, aby się za nimi wstawiać.
Codziennie rano proszę Ducha Świętego, abym odczytywał dobrze Jego natchnienia i żył z nimi tego dnia. Na razie Duch Święty tak mnie prowadzi, że na kolejnych „gregoriankach” zaprosił mnie, aby razem z pobożnymi niewiastami wspólnie modlić się na Mszy Świętej i prosić o Miłosierdzie dla konających dusz czyścowych. Pozdrawiam Was serdecznie!
Z Panem Bogiem
Stanisław z Poznania
Szanowni Państwo!
Dobrze, że jesteście. Życzę wam wielu łask Bożych i siły w dalszym działaniu. Nie poddawajcie się siłom zła, które próbują niszczyć wszystko, co Boże. Któż jak Bóg!
Dariusz z Marcinowic
Szczęść Boże!
Kampania promująca książkę „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest świetnym pomysłem, a sama publikacja jest znakomicie przygotowana i wydana. To w zasadzie jest książka historyczna i tak też mogłaby być reklamowana. Może w przyszłości warto przygotować również osobną kampanię marketingową dla tych, którzy w Kościele nie są jeszcze tak silnie osadzeni…
Z pozdrowieniami
Michał z Gdańska
Szanowna Redakcjo!
Życzę wszystkiego co najlepsze w roku 2026, niech Boża Opatrzność czuwa nad Waszą działalnością. Artykuły w czasopiśmie „Przymierze z Maryją” są wspaniałe, zawsze ciekawe i potrzebne. Czasami mam wątpliwości, że może ktoś inny bardziej by potrzebował takiej lektury, a ja zajmuję to miejsce. Komu tylko mogę, to podaję po przeczytaniu. Pozdrawiam serdecznie – szczęść Boże!
Stanisława z Rędzin
Szczęść Boże!
Dziękuję Panu Bogu i Matce Najświętszej za to, co robicie. To bardzo trudne, ważne sprawy. Proszę, nigdy nie ustawajcie w Waszych działaniach. Chylę czoło przed Wami za trud i Wasze poświęcenie w każdej akcji Stowarzyszenia – wychodzicie do ludzi, szerząc kult Maryjny w dzisiejszych trudnych czasach. Zasługujecie na wielki szacunek. Bóg zapłać!
Józefa z Dąbrowy Tarnowskiej
Szczęść Boże!
W moim przekonaniu Wasza kampania „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest wspaniałą akcją. W lipcu tego roku ukończę, jeśli Pan Bóg pozwoli, 85 lat. Miałem w tym czasie wiele upadków, jak: depresja, rak złośliwy gruczołu krokowego, ale moja silna wiara wpojona mi przez rodziców uzdrowiła mnie. Pozdrawiam Was serdecznie!
Roman z Kujawsko-Pomorskiego