
– Dla nas, ludzi, i dla naszego zbawienia – te słowa wyznania wiary zawierają w sobie cały ogromny pokład miłości Boga wobec stworzenia; miłości tak wielkiej, do której przywykliśmy tak bardzo, że przestała nas ona – niestety! – zdumiewać i zachwycać.
Katechizm Kościoła Katolickiego dopowiada: Słowo stało się ciałem, aby nas zbawić i pojednać z Bogiem; abyśmy poznali miłość Bożą; by być dla nas wzorem świętości; by uczynić nas uczestnikami Boskiej natury (KKK, 457–460). Widać w tym ujęciu, że owo „nas“ zostało postawione niejako w centrum. Nie tyle przez katechizm, co przez samego Boga, który zechciał przyjść na ten świat propter nos homines – dla nas ludzi! Ten ogrom Bożej miłości trzeba przyjmować z prostotą i wdzięcznością, nie należy z nim polemizować. Zarazem jednak trudno pozbyć się wrażenia, że trochę zanadto przyzwyczailiśmy się do zbawienia, do łaski, do odkupienia. Nie tylko praktycznym niedowiarkom, ale i ludziom autentycznie gorliwym wydaje się często, że zbawienie i Niebo należą się nam jak psu zupa, że skoro Pan Bóg nas stworzył, to Jego obowiązkiem jest dać nam szczęście, choćbyśmy się o nie zbytnio nie starali.
To jeden z powodów, dla których tajemnice Wcielenia i Odkupienia budzą dziś mniej zdumienia, aniżeli było w przeszłości. Oprócz niego w ogóle człowiek dzisiejszy mniej myśli o tym, co pozadoczesne, a konsumpcyjna postcywilizacja stara się trzymać nasze myśli daleko od tego, co mogłoby skłaniać do większego umiarkowania w używaniu tego świata. Zagłusza się w nas najważniejsze pytania; pytania dotyczące sensu naszej egzystencji i celu ziemskiej wędrówki. Zgodnie z tym, co przed stu laty napisał dominikański teolog i filozof Antoni D. Sertillange, staliśmy się podobni do ludzi, którzy tak bardzo się spieszą, że aż nie mają czasu pomyśleć, dokąd właściwie idą.
Zachwycić się Wcieleniem
A przecież po to właśnie mamy rozum i duszę nieśmiertelną, żebyśmy przede wszystkim mogli pojąć, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy. Tym przede wszystkim różni się człowiek od zwierzęcia, że świadom siebie, może być świadomym własnego sensu i celu. Do pewnego stopnia może sam sobie stawiać cele w życiu i je lepiej czy gorzej realizować; co do celu fundamentalnego, powinien go rozumem i wolą przyjąć, a następnie rozumu i woli używać dla jego realizacji.
Nie brak nam drogowskazów w naszej duchowej wędrówce. Świat cały mówi nam, ba! krzyczy o mądrości, mocy i dobrotliwości Stwórcy. Kto umie z pokorą i wnikliwie rozejrzeć się dokoła, ten powinien dojść samymi siłami intelektu do poznania Boga. Objawienie – Pismo Święte i Tradycja – nie tylko pozwala nam przebyć tę drogę na skróty, ale także pójść nią dużo dalej. Dowiadujemy się z niego nie tylko, że Bóg jest i że jest dobry. Dowiadujemy się także, że są trzy Osoby Boskie. A także, że druga z Nich stała się człowiekiem dla nas i dla naszego zbawienia, przychodząc na świat w gorsząco podłych warunkach, które dzisiejsza postcywilizacja zachodnia nazwałaby uwłaczającymi ludzkiej godności.
Cur Deus homo? – dlaczego Bóg [stał się] człowiekiem? To pytanie (sformułowane tak przez św. Anzelma z Canterbury) przez wieki nurtowało największych teologów. Myśl o tym, że „dla nas i dla naszego zbawienia” Bóg stał się człowiekiem, napełniała ludzi wierzących zarówno radością i wdzięcznością, jak i zdumieniem. Jeżeli druga Osoba Trójcy Przenajświętszej przyszła na świat dla naszego zbawienia, to jest to wydarzenie i olśniewające, i zdumiewające. Bóg stał się człowiekiem; przyjął ludzką naturę pomimo naszego grzechu, a może wręcz: z powodu naszego grzechu (w tym punkcie wielcy teologowie różnią się opiniami). Pełne zachwytu zdumienie nad tą prawdą wiary prowadziło do pogłębionej refleksji nad motywami, czy też celami, Wcielenia. Stał się człowiekiem dla naszego zbawienia – w to prawowierny chrześcijanin nie może wątpić. Z drugiej strony, wielu autorów zwracało uwagę, że prawdziwego motywu działania Boga nie można szukać poza samym Bogiem, Jego chwałą. Z tej perspektywy Wcielenie i życie Zbawiciela stanowiło największe oddanie czci Bogu przez stworzenie (człowieczeństwo Chrystusa).
Miłość, nie strach
Żeby jednak do tego największego aktu kultu mogło dojść, druga Osoba Trójcy Przenajświętszej stała się człowiekiem. Zbawiciel przyszedł na świat w łonie Matki Niepokalanej, cudu stworzenia, arcydzieła Bożej wszechmocy. Amerykański malarz, Whistler, chwalony za portret swojej matki, odpowiadał ponoć: Wiecie, jak to jest. Każdy chce, żeby jego mama była jak najpiękniejsza. Otóż Bóg mógł to uczynić – i uczynił w sposób przechodzący najśmielsze wyobrażenia najbardziej zwariowanych „szaleńców Niepokalanej” pokroju św. Maksymiliana Kolbego. I tak jednak, przy całej świętości Tej, która jest Najświętsza; przy całej czystości Przeczystej, przy całym pięknie Tej, o której śpiewamy: Cała piękna jesteś – jakimże uniżeniem dla Boga było stanie się człowiekiem!
Słusznie abp Fulton J. Sheen chcąc nam uzmysłowić, czym jest Wcielenie, użył przykładu człowieka, który tak bardzo ukochał psy, że zamieszkał wśród nich, zaczął biegać na czterech łapach i szczekać, żeby tak wyrazić swoją miłość. Ten odrzucający obraz jest jednak tylko bladą metaforą: w rzeczywistości dystans pomiędzy Świętym, Świętym, Świętym a ludźmi jest nieporównanie większy aniżeli ten pomiędzy człowiekiem a robakiem. Istota tego uniżenia nie zmieniłaby się, gdyby Pan Jezus przyszedł na świat w najbogatszym pałacu, a nie w stajni.
A jednak wybrał ubogą rodzinę. Wybrał stajnię, żłób i siano. Święty Alfons de Liguori pięknie zauważył, że gdyby Chrystus przyszedł na świat w potędze i bogactwie, zapewne szanowalibyśmy Go bardziej i bardziej byśmy się Go lękali. To właśnie ubóstwo żłóbka potęguje jednak nie strach, lecz miłość. Bóg zaś jest miłością i miłości przede wszystkim oczekuje od swoich stworzeń.
Bliski wszystkim, wzór dla wszystkich
Jest zresztą we Wcieleniu pewna bliskość uniwersalna. Chrystus narodził się z przeczystej, najświętszej Matki – to prawda. Ale już reszta Jego rodowodu ciągnącego się przez pierwszych siedemnaście wersów Ewangelii wg św. Mateusza – to ciąg imion nierzadko zbrukanych strasznymi grzechami. Dotyczy to nawet wybitniejszych przodków Jezusa (jak król-prorok Dawid, którego grzeszność została przez Mateusza podkreślona przypomnieniem podstępnie zgładzonego, w porywie cudzołożnej namiętności, Uriasza), a co dopiero tych, o których Pismo mówiło zwięźle: Czynił to, co złe w oczach Pana. I to jest głębokie uniżenie Słowa Wcielonego. A zarazem, czyż nie jest to dla nas, zwłaszcza dla tych o najbardziej powyginanych drzewach genealogicznych, punkt oparcia i nadziei? Dostaliśmy tę samą co On Matkę. Czy fakt, że mieliśmy „dziadka w Wehrmachcie” albo ojca w PZPR może mieć wielkie znaczenie? Sam Chrystus miał przodków, którzy czynili to, co złe w oczach Pana!
Chrystus przyszedł na świat w rodzinie arystokratycznej, królewskiej – a zarazem bardzo ubogiej. Ubóstwo jest jednak bardziej uderzające: o „błękitnej krwi” rodu Dawidowego mało kto dzisiaj pamięta, jakkolwiek jeszcze Pius XII podkreślał to często, wskazując Świętą Rodzinę jako wzór dla szlachty rzymskiej (zwłaszcza tej spauperyzowanej w kilku kolejnych zawieruchach rewolucyjnych: Risorgimenta, faszyzmu, republiki). Jest i w tym głęboki sens. Ludzie bywają zamożni, dobrze sytuowani, silni. Bywają. Są jednak w istocie słabi i ubodzy. Wszyscy rodzimy się nadzy, jak nagim urodził się Pan Jezus. Wszyscy rodzimy się słabi i bezbronni jak On. Najpotężniejsi z ludzi codziennie doświadczają własnej słabości.
Co gorsza jednak, wszyscy mamy serca twardsze i zimniejsze aniżeli drewniane czy kamienne żłoby w zimną, grudniową noc. A przecież święta Bożego Narodzenia to nie tylko wspomnienie wydarzenia sprzed tysięcy lat; to próba powtórzenia tego, co wydarzyło się wtedy. Jak pisał Anioł Ślązak (a przekładał Adam Mickiewicz):
Wierzysz, że się Bóg zrodził w betlejemskim żłobie, lecz biada ci, jeżeli nie zrodził się w tobie.
Otóż kolejnym paradoksem Wcielenia jest to, że to właśnie chłód stajenki posiada moc ogrzewania dusz, a twardość żłóbka – zmiękczania serc.
Zadomowieni w pociągu
Powiedzieliśmy już, że ubóstwo betlejemskie tym silniej ukazuje i rozpala miłość. Jest ono jednak także ważne z innego, wskazanego przez Katechizm, powodu: Słowo stało się ciałem także po to, by być dla nas wzorem świętości, by ukazać nam drogę prowadzącą do Nieba. Z tej perspektywy fakt, że Chrystus przyszedł na świat w stajni, że następnie podczas publicznej działalności nie miał gdzie złożyć głowy, wreszcie zaś został odarty z szat, nago przybity do Krzyża, złożony w cudzym grobie, ma ogromne znaczenie.
Życie jest krótką podróżą, którą ktoś trafnie porównał do jazdy pociągiem. Ktoś jedzie pierwszą, ktoś drugą klasą – a jako że porównanie jest stare, to można dodać nieistniejące już trzecią i czwartą. Podróż nie będzie trwała w nieskończoność, przeciwnie – jedziemy ekspresem. Z perspektywy wieczności różnica pomiędzy kilkoma, kilkudziesięcioma a stu z okładem latami jest naprawdę niewielka. Niestety jednak, z naszej ludzkiej perspektywy ta króciutka podróż wydaje się niekiedy być wszystkim. Toteż pasażerowie starają się w swoich przedziałach urządzić, jak gdyby mieli spędzić tam nie parę chwil, a całe życie.
Ziemskie życie naszego Zbawiciela powinno dawać do myślenia chrześcijanom wszystkich czasów, którzy nierzadko tak bardzo troszczą się o marności tego świata, jak gdyby mieli na nim spędzić całe życie… wieczne. Pociąg już gwiżdże, stacja końcowa widnieje na horyzoncie (o tym także mówi nam Adwent!). Nie w pociągu, a tam, gdzie z niego wysiądziemy, przyjdzie nam spędzić Wieczność.
W tym numerze „Przymierza z Maryją” postanowiliśmy podjąć tematykę edukacji młodych pokoleń Polaków. Pokładamy nadzieję w chrześcijańskim, czy też ściślej – katolickim kształceniu i wychowaniu. Pamiętamy bowiem, że katolicyzm jest nie tylko doktryną, dogmatem czy też zbiorem modlitw i obrzędów, lecz nade wszystko żywą relacją z Bogiem i powinien oddziaływać na całe państwo i całe społeczeństwo.
Pomiędzy 25 a 29 maja wraz z grupą Apostołów Fatimy pielgrzymowaliśmy do miejsca, w którym 109 lat temu trojgu portugalskim pastuszkom ukazywała się Matka Boża, niosąc światu przesłanie pokuty i nadziei.
Fatima, choć jest odwiedzana przez bardzo licznych wiernych oraz turystów, zdołała jednak zachować atmosferę ciszy. Wyjąwszy największe uroczystości gromadzące wielotysięczne rzesze uczestników, można tam zarówno modlić się, jak i słuchać w skupieniu. Każdego dnia chętnie korzystaliśmy z tej możliwości tym bardziej, że nasz hotel położony był w bezpośredniej bliskości bazyliki oraz miejsca Maryjnych objawień.
Codziennie uczestniczyliśmy też w tradycyjnych nabożeństwach i procesjach na olbrzymim placu przed sanktuarium. W trakcie trzeciego wieczoru przedstawiciele naszej grupy mieli zaszczytną okazję prowadzić fragment modlitwy. W pamięci uczestników pozostanie z pewnością atmosfera towarzysząca tym różańcowym spotkaniom. Wypowiadane przez setki pielgrzymów w różnych językach wezwania Ojcze nasz… i Zdrowaś Maryjo… podkreślały zarówno jedność jak i różnorodność Kościoła. Z drugiej strony jednak – zamiast harmonii rodziły szum, utrudniając modlitewne skupienie. Może gospodarze tego cudownego miejsca zechcą kiedyś „odkryć” na nowo łacinę?
Niespokojny duch współczesności daje też w Fatimie znać o sobie w sposób widoczny gołym okiem. Niby w trosce o prostotę i skromność stara się on jak może zasłonić sanktuarium, wznosząc wokół betonowe bryły, z których niektóre nawet zostały poświęcone jako miejsca katolickiego kultu. Tylko co wspólnego z żywą, autentyczną wiarą mogą mieć płaskie, szare bunkry albo kaplice, w których Tabernakulum przypomina bardziej skrzynkę na narzędzia? Albo co powiedzieć o ustawionym tuż przy nowej bazylice wielkim krzyżu, na którym zamiast Chrystusa umieszczono dziwaczną postać jakby wyjętą ze starożytnych hieroglifów? W kulturowym kontekście naszych czasów to raczej karykatura niż godny wizerunek Zbawiciela…
Zatem nawet w bezpośrednim otoczeniu sanktuarium naocznie przekonaliśmy się, że wewnątrz Kościoła toczy się ogromna walka o kształt katolicyzmu i o serca wierzących. Do czego to zmaganie może prowadzić, widzieliśmy w urokliwym, niewielkim mieście Obidos, gdzie w miejscu dawnego kościoła działa dzisiaj… księgarnia.
Nasze pielgrzymkowe wyprawy, których celem były wspaniałe klasztory w miasteczku Alcobaça czy w Batalhi, przeniosły nas do czasów, gdy świątynie bez wątpienia wznoszono na chwałę Bożą, na przykład – w podzięce za Opatrznościową pomoc w wygranej bitwie o niepodległość kraju. Zachwyt budziła potężna, a zarazem misterna architektura tych monumentalnych dzieł, wspaniałe zdobienia, dbałość ich twórców o detale, połączenie talentów z wytrwałością i pracowitością budowniczych.
Podążyliśmy też śladami fatimskich wizjonerów – Łucji dos Santos oraz świętych Hiacynty i Franciszka Marto. Modliliśmy się przy ich grobach. Odprawiliśmy Drogę Krzyżową w ich rodzinnych stronach, odwiedziliśmy domy, w których żyli.
W miejscu objawień Matki Bożej zapaliliśmy świece przywiezione wraz z intencjami powierzonymi nam przez Darczyńców w ramach akcji „Twoje światło w Fatimie”.
Podczas tej kilkudniowej wyprawy na każdym kroku spotykaliśmy się z serdeczną otwartością Portugalczyków. Podziwialiśmy ich ludową sztukę i zwyczaje. Mimo że nasze kraje są od siebie bardzo oddalone, w żaden sposób nie czuliśmy się obco. Sprawiła to oczywiście sama Matka Boża, ale też kulturowa bliskość biorąca swój początek w naszej wspólnej wierze. Podczas wyjazdów do historycznych miejsc, które znalazły się na trasie naszej pielgrzymki, mieliśmy okazję przekonać się, że Maryja swoją opieką otacza nie tylko nasz naród, lecz wszystkie nacje, które się Jej ufnie oddają, a także każdą osobę, która zawierza Jej siebie oraz swych bliskich.
Dzieje Portugalii to również historia wierności Bogu i odstępstw, także w życiu władców. Trudne momenty w wymiarze tak osobistym, jak i zbiorowym, przypominają o konieczności ciągłego zabiegania o własną duszę i o łaskę Opatrzności. Wierność przynosi pomyślność – przynajmniej w życiu duchowym. Odstępstwo owocuje nieszczęściem i śmiercią. Te uniwersalne prawdy przychodziły na myśl, gdy słuchaliśmy opowieści przewodników o portugalskich monarchach i wodzach, zwycięskich bitwach i nieszczęśliwych losach grzesznych kochanków.
Byli tym razem pośród Apostołów Fatimy reprezentanci każdego spośród żyjących pokoleń. Najmłodszy uczestnik liczył sobie 13 lat, zaś senior, pan Zdzisław – już 94. – Całe życie marzyłem, by tu przyjechać – przyznał w rozmowie.
Nasza pielgrzymka nie byłaby tak bogata w duchową treść bez obecności duszpasterza – księdza Krzysztofa. Oprócz zapewnienia nam możliwości codziennego wysłuchania Mszy Świętej, dawał on wyrazy swej niezwykłej czci dla Matki Bożej śpiewem Godzinek i pięknych pieśni.
Każdy z nas przywiózł Matce Bożej bagaż własnych intencji, od tych najbardziej osobistych po zbiorowe – dotyczące Kościoła i Ojczyzny. Każdy też otrzymał w duchowym wymiarze to, czego najbardziej potrzebował. To doświadczenie znają wszyscy pielgrzymujący ze szczerą intencją w miejsca szczególnie wybrane przez Pana Boga i przez Maryję.
Wśród tych niezwykłych miejsc jest też Fatima, niosąca do Nieba już od ponad wieku nieprzerwany strumień ludzkiej modlitwy.
Szanowni Państwo!
Jesteście wspaniali! Wasze wydawnictwa oraz gazetki, broszury i ulotki wzmacniają naszą duchowość i informują o wielu faktach oraz miejscach objawień Maryjnych. Artykuły czytam z wielkim zainteresowaniem. Naprawdę bardzo cenię informacje o Jezusie i Maryi, które w nieskończoność otwierają serca. Pamiętamy w modlitwie o Waszej pracy. Pozdrawiam gorąco Pana Prezesa i cały zespół redakcyjny!
Anna ze Zgierza
Szczęść Boże!
Kampania „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest wspaniała. Popieram ją i bardzo się cieszę, że jesteście i stoicie na straży wiary. Musimy dziękować i wspierać naszą Królową za Jej miłość do naszego Narodu.
Zbigniew z Katowic
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Szanowny Panie Prezesie, dziękuję bardzo serdecznie za przesłane mi pozdrowienia urodzinowe. Ucieszyłam się z bardzo ładnej kartki. Jestem dumna z działalności apostolskiej, jaką Państwo prowadzą. Podobają mi się bardzo czasopisma „Przymierze z Maryją” i „Apostoł Fatimy”. Cieszę się z tego, że mogę w nich znaleźć wiele bardzo ciekawych artykułów poruszających interesujące mnie tematy. Cieszę się z tego, że wiele osób może korzystać z tych czasopism. Pragnęłabym bardzo, aby wielu Polaków mogło zapoznać się z tymi ciekawymi gazetami.
Bardzo serdecznie dziękuję za otrzymane ostatnio „Przymierze z Maryją” i „Apostoła Fatimy”. Znalazłam w tych numerach wiele interesujących mnie zagadnień. Cieszę się z tego, że te czasopisma mogą trafić do wielu rodzin w Polsce. Pragnęłabym dalej otrzymywać te pisma.
Pozdrawiam Maryję Naszą Królową. Życzę Panu i współpracownikom dużo zdrowia i wielu łask Bożych w Jezusie i Maryi.
Wdzięczna Czytelniczka
Krystyna z Pruszkowa
Szczęść Boże!
Bardzo dziękuję za przysyłanie mi „Przymierza z Maryją”. Jest to pismo, które bardzo sobie cenię i szanuję. Redagujecie ciekawe artykuły. Zawsze czekam na nowe numery i pragnę poinformować, że zawsze będę Was wspierać. Niech Pan Bóg nas prowadzi!
Barbara
Szanowny Panie Prezesie!
Bardzo dziękuję Panu za życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego oraz fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły i ducha wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla naszej duchowości chrześcijańskiej. Dziękuję bardzo za wszystkie dewocjonalia, materiały, które od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi otrzymałam – są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę całej Redakcji i Panu Prezesowi obfitych łask Bożych. Szczęść Wam Boże na długie lata!
Danuta z Krakowa
Szanowni Państwo!
Dziękuję za wszystkie numery „Przymierza…”, bo to ciekawe czasopismo. Warto je prenumerować. Dużo opisujecie i dużo się dowiadujemy, co się dzieje teraz i kiedyś – jak to było na świecie dawno temu, w tamtych wiekach. Życzę Wam wielu łask Bożych i siły w dalszym działaniu. Nie poddawajcie się siłom zła, które próbują zniszczyć wszystko, co Boże. Któż jak Bóg! Pozdrawiam Was serdecznie,
Maria
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Dziękuję z całego serca za cudowne „Przymierze z Maryją”. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję to pismo. Jest tam dużo pięknych, cudownych tekstów o Maryi i Jezusie Chrystusie, a także dużo o wierze katolickiej i o naszej kulturze. Są tam piękne tematy i bardzo dobre dla naszego życia wiadomości. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję „Przymierze z Maryją”. Dziękuję, modlę się za cały Apostolat Fatimy i za Pana Prezesa.
Janina z Włocławka
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Panie Sławomirze, w liście zadał mi Pan pytanie, czy jestem dumna z otrzymywanego pisma „Przymierze z Maryją”. Jestem dumna! A dlaczego? Bo jest to pismo jedyne w swoim rodzaju. To ogromna wiedza. Każdy artykuł bogaty w wydarzenia, emanuje częścią historii o naszej wierze katolickiej. Bardzo dużo przeczytałam dobrych książek (bo lubię czytać), ale pismo „Przymierze z Maryją” stawiam na pierwszym miejscu, bo porusza serce, ubogaca duszę i umysł. O wielu sprawach opisanych w artykułach wcześniej nie miałam wiedzy. Ale teraz mając 86 lat jestem poniekąd uczennicą „Przymierza z Maryją”. Mówi się, że człowiek uczy się do końca życia, prawda? Bóg zapłać za tę wiedzę. Z szacunkiem chylę czoło przed wszystkimi osobami za pracę i trud w tworzeniu pisma. A Matka Boża, nasza Królowa, niech Was błogosławi. Przy okazji „Bóg zapłać” za wszystko co dostaję od Stowarzyszenia Księdza Piotra Skargi: za życzenia urodzinowe, za listy Pana Sławomira i wszystkie pamiątki, a szczególnie za koronę Matki Bożej Fatimskiej. Jak stawałam przed Fatimską Panią, mówiłam w duchu: „Jesteś taka skromniutka, skromniutka bez korony”… A teraz moja Dostojna Pani ma koronę! Serdecznie dziękuję, bardzo się cieszę.
A jeszcze kilka słów o mnie… Jestem schorowaną osobą, chodzę o lasce. Nie mam już nawet siły iść sama do kościoła – to około 1 kilometra, ale mój sąsiad zawozi mnie co niedzielę na Mszę. Mam też problemy ze słuchem. Aparat słuchowy nie wszędzie zdaje egzamin, szczególnie w kościele, jak kapłan mówi dalej od mikrofonu, to robi się pogłos, ale jakoś daję sobie radę. Nie narzekam, bo mam dużą rodzinę i opiekuje się mną córka. Praktycznie przejęła wszystkie moje obowiązki. Przepraszam, że nie nadążam za waszymi propozycjami, ale w miarę możliwości będę wspomagać Stowarzyszenie. Życzę Wam wszystkim zdrowia i błogosławieństwa.
Z Panem Bogiem!
Genowefa