
Całun Turyński jest relikwią szczególną. Budzi skrajne emocje. Czego jest świadkiem? Na pewno straszliwej męki Człowieka, który został w niego owinięty po śmierci krzyżowej. Jest także świadkiem czegoś, co przekracza możliwości ludzkiego rozumu – Zmartwychwstania.
Według wszelkiego prawdopodobieństwa właśnie w Całun Turyński zostało owinięte Ciało Pana Jezusa po zdjęciu z Krzyża i przed złożeniem do grobu. Relikwia liczy nieco ponad metr szerokości i 4 metry długości.
Nie będziemy w tym miejscu opisywać dziejów Całunu, znajdującego się od 1578 roku w turyńskiej katedrze. Pragniemy zaś – wpatrując się w tę szczególną relikwię – kontemplować Mękę naszego Zbawiciela. Pamiętamy bowiem o Jego słowach skierowanych do św. Siostry Faustyny: Jedna godzina rozważania Mojej bolesnej Męki większą zasługę ma, aniżeli cały rok biczowania się aż do krwi; rozważanie Moich bolesnych Ran jest dla ciebie z wielkim pożytkiem, a Mnie sprawia wielką radość (Dzienniczek 369).
Konanie w Ogrodzie Oliwnym
Pogrążony w udręce jeszcze usilniej się modlił, a Jego pot był jak gęste krople krwi, sączące się na ziemię (Łk 22, 44).
Wydzielanie krwawego potu (hematidroza) jest zjawiskiem znanym medycynie, choć niezwykle rzadkim. Pojawia się w czasie krańcowego osłabienia fizycznego organizmu i wstrząsu emocjonalnego, wywołanego głębokimi przeżyciami – np. wielkim strachem. Następuje wtedy pękanie naczyń krwionośnych w gruczołach potowych. Krew miesza się z potem. To właśnie o tej mieszaninie, ściekającej po całym ciele na ziemię, pisze św. Łukasz Ewangelista.
Prof. Giovanni Tamburelli z Uniwersytetu w Turynie, poddając komputerowej analizie trójwymiarowe zdjęcie twarzy Człowieka z Całunu, zauważył, że oprócz niezliczonych śladów krwi i małych skrzepów, Oblicze pobrudzone było krwią. Według badacza tak właśnie mogła wyglądać twarz Pana Jezusa podczas konania w Ogrodzie Oliwnym.
Pan Jezus wyszydzony i spoliczkowany
Jezus odpowiedział Arcykapłanowi: „Ja przemawiałem jawnie przed światem. Uczyłem zawsze w synagodze i w świątyni, gdzie się gromadzą wszyscy Żydzi. Potajemnie zaś nie uczyłem niczego. Dlaczego Mnie pytasz? Zapytaj tych, którzy słyszeli, co im mówiłem. Oto oni wiedzą, co powiedziałem”. Gdy to powiedział, jeden ze sług obok stojących spoliczkował Jezusa, mówiąc: „Tak odpowiadasz arcykapłanowi?”. Odrzekł mu Jezus: „Jeżeli źle powiedziałem, udowodnij, co było złego. A jeżeli dobrze, to dlaczego Mnie bijesz?” (J 18,20–23).
Po pojmaniu w Ogrójcu nasz Pan był poniżany i policzkowany. Przy czym „policzkowanie” oznaczało brutalne wymierzanie ciosów pięścią w prawą część twarzy Zbawiciela przy jednoczesnym pluciu na Nią. Potwierdza to Całun Turyński. Oblicze umęczonego Człowieka jest zniekształcone przez opuchliznę właśnie prawej strony twarzy. Z kolei wspomniany w Ewangelii „policzek” wymierzony Panu Jezusowi przez sługę arcykapłana był w rzeczywistości mocnym uderzeniem drewnianą pałką o średnicy 4–5 centymetrów, który pozostawił po sobie szeroką ranę w okolicy nosa i policzka. W efekcie uderzenia, chrząstka nosa została złamana i przesunięta w prawo. Dodatkowym śladem tych tortur są wyrwane fragmenty brody.
Okrutne biczowanie
Ewangelie św. Mateusza, św. Marka i św. Jana uwieczniły dramat biczowania Pana Jezusa. Całun Turyński potwierdza tę prawdę. Całe ciało Człowieka owiniętego w płótno pokryte było ranami po brutalnym biczowaniu. Chrystusa bito m.in. rzymskimi biczami flagellum taxillatum, złożonymi z trzech odgałęzień zakończonych małymi ołowianymi kulkami. Pozostawiały one rany zbliżone kształtem do cyfry „8”. Rany pokrywały całe ciało Zbawiciela z wyjątkiem okolic serca i podbrzusza. Na podstawie Całunu uczeni ustalili, badając kierunek tych krwawień i kierunek uderzeń, że Jezus w czasie biczowania znajdował się w pozycji pochylonej i był przywiązany do niskiego słupa. Badacz prof. Pierluigi Bollone doliczył się ponad 600 ran na całym ciele dręczonego Człowieka z Całunu i 121 śladów po biczu.
Ukoronowanie cierniem
A żołnierze uplótłszy koronę z cierni, włożyli Mu ją na głowę i okryli Go płaszczem purpurowym (J 19, 2).
Całun ukazuje na głowie umęczonego Człowieka ponad 50 małych, głębokich ran, które świadczą o obecności korony cierniowej. Większe plamy odpowiadają dokładnie miejscom, gdzie znajdowały się żyły i tętnice. Korona cierniowa włożona przez żołnierzy na głowę Pana Jezusa miała kształt hełmu. Wystające z gałązek ostre kolce przekłuwały skórę. Ciernie były najprawdopodobniej przyczyną powstania rany znajdującej się pośrodku czoła, o śladzie krwawienia w kształcie cyfry „3”. Wiadomo, że w tej części głowy u wielu osób występuje dosyć duża żyła, która przy wielkim wysiłku znacznie się rozszerza. Jeden z cierni prawdopodobnie przekłuł tę żyłę, powodując ciągłe krwawienie.
Warto podkreślić, że inni skazańcy nie byli w taki sposób torturowani. Brytyjski pisarz i badacz Całunu Turyńskiego, Ian Wilson, tak opisuje okoliczności, w jakich doszło do ukoronowania cierniem: Na podstawie epizodu z Piotrem, grzejącym się przy ognisku, wiemy że w tym okresie noce w Jerozolimie były raczej chłodne. W Palestynie zawsze trudno było o drewno opałowe, żołnierze przygotowali sobie więc prawdopodobnie wiązki cierniowego krzaku, aby móc rozpalić ognisko. Kiedy „Król Żydowski” został im wydany, wpadli na pomysł „ukoronowania” Go splecioną z owych ciernistych gałązek „koroną”, która na wieki została znakiem rozpoznawczym umęczonego Chrystusa.
Dźwiganie Krzyża
A On sam dźwigając krzyż wyszedł na miejsce zwane Miejscem Czaszki, które po hebrajsku nazywa się Golgota (J 19,17).
Osłabiony okrutnym biczowaniem Chrystus wziął krzyż na Swe ramiona. Wiele wskazuje na to, że na miejsce kaźni niósł belkę poziomą – pionowa czekała na Golgocie. Wspomniane osłabienie było przyczyną licznych upadków. Ewangelie o nich nie wspominają, mówi o nich tradycja. Dlatego zostały włączone do nabożeństwa Drogi Krzyżowej. Te upadki potwierdza także Całun. Kolana udręczonego Człowieka są poranione w wyniku gwałtownego uderzenia o kamieniste podłoże. Nie mogąc zamortyzować siły upadku rękoma, przywiązanymi do belki poprzecznej, Jego twarz nieuchronnie uderzała z całej siły o ziemię; poprzeczka napierała na głowę, silnie uderzając w kark, raniony koroną cierniową. Łatwo więc zrozumieć, dlaczego na Całunie kark Umęczonego jest zmasakrowany.
Przybicie do Krzyża
Tam Go ukrzyżowano, a z Nim dwóch innych, z jednej i drugiej strony, pośrodku zaś Jezusa (J 19, 18).
Na Całunie widoczne są obfite skrzepy krwi w okolicy nadgarstka. To pozostałości ran po gwoździach. W tym miejscu budowa anatomiczna dłoni gwarantuje utrzymanie ciężaru ciała wiszącego na krzyżu. Tędy przebiega też nerw pośrodkowy, którego zranienie powoduje niewyobrażalny ból. Prawdopodobnie jego uszkodzenie było przyczyną przykurczu kciuków. Na Całunie są one niewidoczne, schowane za pozostałymi czterema palcami.
Nogi Pana Jezusa zostały przybite jednym gwoździem. Najpierw przeszedł on przez stopę lewą, a potem przez prawą. Aby to było możliwe, tę drugą zwichnięto w stawie skokowym.
Ślad obfitego krwawienia wyznacza także miejsce eliptycznej rany zadanej przez żołnierza włócznią w prawy bok nieżyjącego już Pana Jezusa. Ostrze włóczni przeszło pomiędzy piątym a szóstym żebrem. Z wnętrza wylała się krew, a potem osocze – płyn podobny do wody.
Po ściągnięciu z Krzyża, ciało Pana Jezusa zostało złożone na płótnie Całunu, a następnie przytuliła je Boleściwa Matka. O takim przebiegu wydarzeń ma świadczyć tzw. krwawy pasek, który jest śladem po sączeniu się strużki krwi z rany w boku Zbawiciela. Przeszkodą, która zmieniła kierunek jego przepływu, mogła być ręka lub kolano Maryi.
Ciało Pana Jezusa złożono do grobu bez tradycyjnego obmycia. Wynikało to z przepisów prawa żydowskiego, zalecającego, by w przypadku gwałtownej śmierci pozostawić krew na ciele zmarłego.
Tajemnica zniknięcia Ciała a Zmartwychwstanie
A jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara… Tymczasem jednak Chrystus zmartwychwstał jako pierwszy spośród tych, co pomarli (por. 1 Kor 15,14–20).
W pierwszy dzień tygodnia poszły skoro świt do grobu, niosąc przygotowane wonności. Kamień zastały odsunięty od grobu. A skoro weszły, nie znalazły ciała Pana Jezusa. Gdy wobec tego były bezradne, nagle stanęło przed nimi dwóch mężczyzn w lśniących szatach. Przestraszone, pochyliły twarze ku ziemi, lecz tamci rzekli do nich: „Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał” (Łk 24,1–6).
Całun Turyński potwierdza Prawdę o Zmartwychwstaniu Jezusa. Według hematologów analizujących ślady krwi, martwy Mężczyzna został owinięty w płótno i chusty około 2,5 godziny po śmierci, ale nie mógł przebywać w nich dłużej niż 36 godzin – gdyż nie ma na nich żadnych śladów rozkładu.
Badacz Gino Zaninotti na podstawie badań płótna i opisów ewangelicznych zrekonstruował sposób pochowania Jezusa Chrystusa. Szczególnie interesował się, w jaki sposób powstał wizerunek na Całunie i jakim „sposobem” ciało owinięte w płótno i chusty mogło opuścić ten szczelny „kokon”.
Według badających ten fenomen fizyków, odbicie postaci ludzkiej na Całunie dokonało się na skutek wybuchu ogromnej energii wewnątrz owego „kokonu”. Ta energia spowodowała „przypalenie” włókien płótna w taki sposób, że nie jest możliwe jego zmycie. Nie można go też niczym wywabić.
Uczeni twierdzą, że ciało jakby wyparowało, wydzielając promieniowanie, które miało ukształtować ten cudowny wizerunek. Jest wysoce prawdopodobne, że w chwili wytwarzania tego promieniowania ciało lewitowało.
Tak opisuje to naukowiec, pracujący dla Międzynarodowego Ośrodka Badań nad Całunem Turyńskm (CIELT) Arnaud-Aaron Upinsky: Oto jedna z największych tajemnic Całunu: w jaki sposób martwe ciało, odrywając się od tkaniny, w ogóle jej nie dotknęło. Uleciało na zewnątrz, w najmniejszym stopniu nie poruszając włókien, nie rozdzierając ich ani nie przesuwając istniejących już plam krwi. Dla normalnego ciała, podlegającego prawom natury, jest to niemożliwe. W żaden sposób nie można by wyjąć z Całunu zwłok pokrytych ranami, nie poruszając płótna i nie pozostawiając na nim żadnych śladów. Oto fakt decydujący i niemożliwy do podważenia przez żadną naukę. Można go wytłumaczyć jedynie „zdematerializowaniem” ciała, które uleciało z całunu na zewnątrz, nie podlegając już prawom natury – czyli tym, co chrześcijanie nazywają „Zmartwychwstaniem”.
Reasumując, ten jedyny w swoim rodzaju obraz-fotografię utworzył wybuch ogromnej energii. Ciało przeniknęło przez lnianą tkaninę w niczym nie uszkadzając jej struktury. Na skutek tego „kokon” zwiotczał i opadł.
To właśnie widok nienaruszonych, ale pustych płócien zdumiał św. Jana, który wreszcie zrozumiał słowa Pisma, że Mesjasz ma cierpieć, zostać zabity i ostatecznie powstać z martwych. Wtedy właśnie ujrzał i uwierzył (J 20,8).
Postscripum
Badania krwi z Całunu Turyńskiego wykazały, że należy ona do grupy AB, czyli tej samej, która pojawia się zarówno przy cudach eucharystycznych, jak i na innych relikwiach związanych z Męką Pańską. Znaleziono ją na ukazującej twarz Pana Jezusa Chuście z Manopello, uchodzącej za oryginał chusty św. Weroniki czy na Sudarionie z Oviedo, czyli chuście, w którą według tradycji owinięto po śmierci głowę Zbawiciela. Także na niej zachowało się odbicie twarzy. Po porównaniu stwierdzono, że jest to oblicze tego samego mężczyzny, który spoczywał w Całunie…
Oprac. Bogusław Bajor
W tym numerze „Przymierza z Maryją” postanowiliśmy podjąć tematykę edukacji młodych pokoleń Polaków. Pokładamy nadzieję w chrześcijańskim, czy też ściślej – katolickim kształceniu i wychowaniu. Pamiętamy bowiem, że katolicyzm jest nie tylko doktryną, dogmatem czy też zbiorem modlitw i obrzędów, lecz nade wszystko żywą relacją z Bogiem i powinien oddziaływać na całe państwo i całe społeczeństwo.
Pomiędzy 25 a 29 maja wraz z grupą Apostołów Fatimy pielgrzymowaliśmy do miejsca, w którym 109 lat temu trojgu portugalskim pastuszkom ukazywała się Matka Boża, niosąc światu przesłanie pokuty i nadziei.
Fatima, choć jest odwiedzana przez bardzo licznych wiernych oraz turystów, zdołała jednak zachować atmosferę ciszy. Wyjąwszy największe uroczystości gromadzące wielotysięczne rzesze uczestników, można tam zarówno modlić się, jak i słuchać w skupieniu. Każdego dnia chętnie korzystaliśmy z tej możliwości tym bardziej, że nasz hotel położony był w bezpośredniej bliskości bazyliki oraz miejsca Maryjnych objawień.
Codziennie uczestniczyliśmy też w tradycyjnych nabożeństwach i procesjach na olbrzymim placu przed sanktuarium. W trakcie trzeciego wieczoru przedstawiciele naszej grupy mieli zaszczytną okazję prowadzić fragment modlitwy. W pamięci uczestników pozostanie z pewnością atmosfera towarzysząca tym różańcowym spotkaniom. Wypowiadane przez setki pielgrzymów w różnych językach wezwania Ojcze nasz… i Zdrowaś Maryjo… podkreślały zarówno jedność jak i różnorodność Kościoła. Z drugiej strony jednak – zamiast harmonii rodziły szum, utrudniając modlitewne skupienie. Może gospodarze tego cudownego miejsca zechcą kiedyś „odkryć” na nowo łacinę?
Niespokojny duch współczesności daje też w Fatimie znać o sobie w sposób widoczny gołym okiem. Niby w trosce o prostotę i skromność stara się on jak może zasłonić sanktuarium, wznosząc wokół betonowe bryły, z których niektóre nawet zostały poświęcone jako miejsca katolickiego kultu. Tylko co wspólnego z żywą, autentyczną wiarą mogą mieć płaskie, szare bunkry albo kaplice, w których Tabernakulum przypomina bardziej skrzynkę na narzędzia? Albo co powiedzieć o ustawionym tuż przy nowej bazylice wielkim krzyżu, na którym zamiast Chrystusa umieszczono dziwaczną postać jakby wyjętą ze starożytnych hieroglifów? W kulturowym kontekście naszych czasów to raczej karykatura niż godny wizerunek Zbawiciela…
Zatem nawet w bezpośrednim otoczeniu sanktuarium naocznie przekonaliśmy się, że wewnątrz Kościoła toczy się ogromna walka o kształt katolicyzmu i o serca wierzących. Do czego to zmaganie może prowadzić, widzieliśmy w urokliwym, niewielkim mieście Obidos, gdzie w miejscu dawnego kościoła działa dzisiaj… księgarnia.
Nasze pielgrzymkowe wyprawy, których celem były wspaniałe klasztory w miasteczku Alcobaça czy w Batalhi, przeniosły nas do czasów, gdy świątynie bez wątpienia wznoszono na chwałę Bożą, na przykład – w podzięce za Opatrznościową pomoc w wygranej bitwie o niepodległość kraju. Zachwyt budziła potężna, a zarazem misterna architektura tych monumentalnych dzieł, wspaniałe zdobienia, dbałość ich twórców o detale, połączenie talentów z wytrwałością i pracowitością budowniczych.
Podążyliśmy też śladami fatimskich wizjonerów – Łucji dos Santos oraz świętych Hiacynty i Franciszka Marto. Modliliśmy się przy ich grobach. Odprawiliśmy Drogę Krzyżową w ich rodzinnych stronach, odwiedziliśmy domy, w których żyli.
W miejscu objawień Matki Bożej zapaliliśmy świece przywiezione wraz z intencjami powierzonymi nam przez Darczyńców w ramach akcji „Twoje światło w Fatimie”.
Podczas tej kilkudniowej wyprawy na każdym kroku spotykaliśmy się z serdeczną otwartością Portugalczyków. Podziwialiśmy ich ludową sztukę i zwyczaje. Mimo że nasze kraje są od siebie bardzo oddalone, w żaden sposób nie czuliśmy się obco. Sprawiła to oczywiście sama Matka Boża, ale też kulturowa bliskość biorąca swój początek w naszej wspólnej wierze. Podczas wyjazdów do historycznych miejsc, które znalazły się na trasie naszej pielgrzymki, mieliśmy okazję przekonać się, że Maryja swoją opieką otacza nie tylko nasz naród, lecz wszystkie nacje, które się Jej ufnie oddają, a także każdą osobę, która zawierza Jej siebie oraz swych bliskich.
Dzieje Portugalii to również historia wierności Bogu i odstępstw, także w życiu władców. Trudne momenty w wymiarze tak osobistym, jak i zbiorowym, przypominają o konieczności ciągłego zabiegania o własną duszę i o łaskę Opatrzności. Wierność przynosi pomyślność – przynajmniej w życiu duchowym. Odstępstwo owocuje nieszczęściem i śmiercią. Te uniwersalne prawdy przychodziły na myśl, gdy słuchaliśmy opowieści przewodników o portugalskich monarchach i wodzach, zwycięskich bitwach i nieszczęśliwych losach grzesznych kochanków.
Byli tym razem pośród Apostołów Fatimy reprezentanci każdego spośród żyjących pokoleń. Najmłodszy uczestnik liczył sobie 13 lat, zaś senior, pan Zdzisław – już 94. – Całe życie marzyłem, by tu przyjechać – przyznał w rozmowie.
Nasza pielgrzymka nie byłaby tak bogata w duchową treść bez obecności duszpasterza – księdza Krzysztofa. Oprócz zapewnienia nam możliwości codziennego wysłuchania Mszy Świętej, dawał on wyrazy swej niezwykłej czci dla Matki Bożej śpiewem Godzinek i pięknych pieśni.
Każdy z nas przywiózł Matce Bożej bagaż własnych intencji, od tych najbardziej osobistych po zbiorowe – dotyczące Kościoła i Ojczyzny. Każdy też otrzymał w duchowym wymiarze to, czego najbardziej potrzebował. To doświadczenie znają wszyscy pielgrzymujący ze szczerą intencją w miejsca szczególnie wybrane przez Pana Boga i przez Maryję.
Wśród tych niezwykłych miejsc jest też Fatima, niosąca do Nieba już od ponad wieku nieprzerwany strumień ludzkiej modlitwy.
Szanowni Państwo!
Jesteście wspaniali! Wasze wydawnictwa oraz gazetki, broszury i ulotki wzmacniają naszą duchowość i informują o wielu faktach oraz miejscach objawień Maryjnych. Artykuły czytam z wielkim zainteresowaniem. Naprawdę bardzo cenię informacje o Jezusie i Maryi, które w nieskończoność otwierają serca. Pamiętamy w modlitwie o Waszej pracy. Pozdrawiam gorąco Pana Prezesa i cały zespół redakcyjny!
Anna ze Zgierza
Szczęść Boże!
Kampania „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest wspaniała. Popieram ją i bardzo się cieszę, że jesteście i stoicie na straży wiary. Musimy dziękować i wspierać naszą Królową za Jej miłość do naszego Narodu.
Zbigniew z Katowic
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Szanowny Panie Prezesie, dziękuję bardzo serdecznie za przesłane mi pozdrowienia urodzinowe. Ucieszyłam się z bardzo ładnej kartki. Jestem dumna z działalności apostolskiej, jaką Państwo prowadzą. Podobają mi się bardzo czasopisma „Przymierze z Maryją” i „Apostoł Fatimy”. Cieszę się z tego, że mogę w nich znaleźć wiele bardzo ciekawych artykułów poruszających interesujące mnie tematy. Cieszę się z tego, że wiele osób może korzystać z tych czasopism. Pragnęłabym bardzo, aby wielu Polaków mogło zapoznać się z tymi ciekawymi gazetami.
Bardzo serdecznie dziękuję za otrzymane ostatnio „Przymierze z Maryją” i „Apostoła Fatimy”. Znalazłam w tych numerach wiele interesujących mnie zagadnień. Cieszę się z tego, że te czasopisma mogą trafić do wielu rodzin w Polsce. Pragnęłabym dalej otrzymywać te pisma.
Pozdrawiam Maryję Naszą Królową. Życzę Panu i współpracownikom dużo zdrowia i wielu łask Bożych w Jezusie i Maryi.
Wdzięczna Czytelniczka
Krystyna z Pruszkowa
Szczęść Boże!
Bardzo dziękuję za przysyłanie mi „Przymierza z Maryją”. Jest to pismo, które bardzo sobie cenię i szanuję. Redagujecie ciekawe artykuły. Zawsze czekam na nowe numery i pragnę poinformować, że zawsze będę Was wspierać. Niech Pan Bóg nas prowadzi!
Barbara
Szanowny Panie Prezesie!
Bardzo dziękuję Panu za życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego oraz fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły i ducha wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla naszej duchowości chrześcijańskiej. Dziękuję bardzo za wszystkie dewocjonalia, materiały, które od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi otrzymałam – są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę całej Redakcji i Panu Prezesowi obfitych łask Bożych. Szczęść Wam Boże na długie lata!
Danuta z Krakowa
Szanowni Państwo!
Dziękuję za wszystkie numery „Przymierza…”, bo to ciekawe czasopismo. Warto je prenumerować. Dużo opisujecie i dużo się dowiadujemy, co się dzieje teraz i kiedyś – jak to było na świecie dawno temu, w tamtych wiekach. Życzę Wam wielu łask Bożych i siły w dalszym działaniu. Nie poddawajcie się siłom zła, które próbują zniszczyć wszystko, co Boże. Któż jak Bóg! Pozdrawiam Was serdecznie,
Maria
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Dziękuję z całego serca za cudowne „Przymierze z Maryją”. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję to pismo. Jest tam dużo pięknych, cudownych tekstów o Maryi i Jezusie Chrystusie, a także dużo o wierze katolickiej i o naszej kulturze. Są tam piękne tematy i bardzo dobre dla naszego życia wiadomości. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję „Przymierze z Maryją”. Dziękuję, modlę się za cały Apostolat Fatimy i za Pana Prezesa.
Janina z Włocławka
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Panie Sławomirze, w liście zadał mi Pan pytanie, czy jestem dumna z otrzymywanego pisma „Przymierze z Maryją”. Jestem dumna! A dlaczego? Bo jest to pismo jedyne w swoim rodzaju. To ogromna wiedza. Każdy artykuł bogaty w wydarzenia, emanuje częścią historii o naszej wierze katolickiej. Bardzo dużo przeczytałam dobrych książek (bo lubię czytać), ale pismo „Przymierze z Maryją” stawiam na pierwszym miejscu, bo porusza serce, ubogaca duszę i umysł. O wielu sprawach opisanych w artykułach wcześniej nie miałam wiedzy. Ale teraz mając 86 lat jestem poniekąd uczennicą „Przymierza z Maryją”. Mówi się, że człowiek uczy się do końca życia, prawda? Bóg zapłać za tę wiedzę. Z szacunkiem chylę czoło przed wszystkimi osobami za pracę i trud w tworzeniu pisma. A Matka Boża, nasza Królowa, niech Was błogosławi. Przy okazji „Bóg zapłać” za wszystko co dostaję od Stowarzyszenia Księdza Piotra Skargi: za życzenia urodzinowe, za listy Pana Sławomira i wszystkie pamiątki, a szczególnie za koronę Matki Bożej Fatimskiej. Jak stawałam przed Fatimską Panią, mówiłam w duchu: „Jesteś taka skromniutka, skromniutka bez korony”… A teraz moja Dostojna Pani ma koronę! Serdecznie dziękuję, bardzo się cieszę.
A jeszcze kilka słów o mnie… Jestem schorowaną osobą, chodzę o lasce. Nie mam już nawet siły iść sama do kościoła – to około 1 kilometra, ale mój sąsiad zawozi mnie co niedzielę na Mszę. Mam też problemy ze słuchem. Aparat słuchowy nie wszędzie zdaje egzamin, szczególnie w kościele, jak kapłan mówi dalej od mikrofonu, to robi się pogłos, ale jakoś daję sobie radę. Nie narzekam, bo mam dużą rodzinę i opiekuje się mną córka. Praktycznie przejęła wszystkie moje obowiązki. Przepraszam, że nie nadążam za waszymi propozycjami, ale w miarę możliwości będę wspomagać Stowarzyszenie. Życzę Wam wszystkim zdrowia i błogosławieństwa.
Z Panem Bogiem!
Genowefa