Temat numeru
 
Co nam chce powiedzieć św. Andrzej Bobola?
Paweł Kot

Podobnie jak inne kraje chrześcijańskie, Polska ma swoich patronów. W 2002 roku papież Jan Paweł II dołączył do tego grona św. Andrzeja Bobolę (1591–1657). Jednak wielu naszych rodaków wciąż nie wie nic o tym potężnym orędowniku. Również rozwój kultu świętego Andrzeja wydaje się nietypowy – Bobola sam dopomina się o to w objawieniach i jakby wszystkim kieruje. Jaka będzie jego rola w przyszłości Polski? Czy w ogóle udało nam się odczytać misję, jaką otrzymał od Boga Niezwyciężony Bohater Chrystusowy?

 

W Strachocinie koło Sanoka jest słoneczny wrześniowy dzień. W progu miejscowej plebani przy Sanktuarium św. Andrzeja Boboli serdecznie wita mnie ksiądz prałat Józef Niżnik – proboszcz i kustosz sanktuarium, a także kapłan, który… osobiście rozmawiał ze świętym Andrzejem Bobolą! Jako wielki krzewiciel kultu św. Andrzeja chętnie zgodził się, by opowiedzieć Czytelnikom „Przymierza z Maryją” o tym wielkim Patronie Polski oraz swoich własnych przeżyciach i przemyśleniach z nim związanych.

 

Od razu idziemy obejrzeć teren sanktuarium, a ksiądz Józef zaczyna opowieść. Od czasu do czasu przystaje – wtedy, gdy chce podkreślić coś szczególnie ważnego. Mam wrażenie, że gdy mówi o dokonaniach i nadprzyrodzonych interwencjach św. Andrzeja, w jego słowach brzmi jakieś ciepło i pewna duma – tak jak wtedy, gdy opowiada się komuś o sukcesach naprawdę dobrego przyjaciela.

 

Zacznijcie mnie czcić!

W 1938 roku przywieziono do Polski trumnę z ciałem Andrzeja Boboli. Mniej więcej w tym czasie kolejnym proboszczom w Strachocinie zaczął objawiać się duch jakiegoś księdza. Nic złego nikomu nie robił, ale przecież w każdym normalnym człowieku takie przeżycie musi wzbudzać ogromną trwogę. Dlatego mówiono, że na plebani w Strachocinie straszy. Nie pomagały Msze Święte i modlitwy – tajemniczy kapłan nadal przychodził. Tego właśnie doświadczył ks. Józef Niżnik – oddajmy mu głos: – Jako młody ksiądz przyjechałem w 1983 roku do parafii na zastępstwo za chorego proboszcza. Po kilku dniach 12 września po raz pierwszy ten kapłan przyszedł do mnie i pojawiał się prawie przez cztery lata. Aż wreszcie 16 maja 1987 przyszła odwaga i zadałem mu pytanie: kim jesteś i czego chcesz? Na to odpowiedział: „Jestem święty Andrzej Bobola. Zacznijcie mnie czcić w Strachocinie”. I od tego czasu przestał przychodzić. Zwróćmy uwagę, że 16 maja to nieprzypadkowa data – to właśnie dzień męczeństwa św. Andrzeja.

 

Ksiądz Niżnik postanowił wyjaśnić sprawę. Udał się do biskupa ordynariusza, Ignacego Tokarczuka, a ten wysłał go do ojców jezuitów, żeby ocenili całą sprawę. Okazało się, że już w 1936 roku ks. Jan Poplatek, jezuita odnotował, że Andrzej Bobola urodził się w Strachocinie.

 

Pochodzenie

Niestety, św. Andrzej w żadnym ze znanych dokumentów nie wskazał, gdzie się urodził. W podaniu o przyjęcie do zakonu jezuitów podpisał się „Andrzej Bobola Małopolanin”. Ks. Poplatek oparł swoje twierdzenie o pochodzeniu św. Andrzeja ze Strachociny na dokumentach mówiących o tym, że Strachocina była własnością rodziców św. Andrzeja i tam mieszkali. 33 lata po narodzinach ­Andrzeja musieli wyjechać z tej miejscowości z powodu najazdu Tatarów, którzy w 1624 roku całkowicie zniszczyli wioskę.

 

Gdy powoli zbliżamy się do pobliskiego wzgórza – Bobolówki, ksiądz Józef tłumaczy, że ten teren był własnością rodziny Bobolów. Tu znajdował się dwór, w którym mieszkali. Ksiądz kustosz podkreśla także, że była to słynna, bardzo katolicka i patriotyczna rodzina, niezwykle oddana czci dla Matki Bożej i przelewająca krew za ojczyznę: Znamienne, że jeden z Bobolów zginął walcząc pod Moskwą, a ostatni właściciel Bobolówki oddał życie pod Wiedniem. Po drugiej wojnie światowej teren upaństwowiono, a pod koniec ubiegłego wieku stał się własnością parafii – obecnie szybko nabiera on charakteru sakralnego.

Wróćmy jednak do św. Andrzeja…

 

Formacja

Pewne jest to, że młody Andrzej wyjechał na naukę do Braniewa. Tutaj wstąpił do Sodalicji Mariańskiej – stowarzyszenia założonego przez jezuitów ku czci Najświętszej Maryi Panny. Jako jej członek poświęcał się pracy charytatywnej dla najbardziej pokrzywdzonych przez los. W tym czasie bardzo silnie związał się z Matką Bożą, wypowiadając słowa Aktu oddania się Maryi. Wspaniałych skutków tej decyzji doświadczamy do dziś. Zaczął też zastanawiać się, jaka jest wobec niego wola Boża. Dużo się modlił i w końcu odkrył w sobie powołanie do życia zakonnego.

 

W 1611 roku wstąpił do jezuitów w Wilnie. Mimo swojego wielkiego zaangażowania nie został dopuszczony do egzaminów i wydalono go z zakonu – winny był pewnie jego porywczy charakter. Andrzej przyjął to jednak jako lekcję pokory i podjął pracę nad sobą. Spędzał długie godziny na nocnych adoracjach Najświętszego Sakramentu – to przemieniło jego charakter, ale i bardzo zbliżyło do Boga. W końcu spełniło się jego marzenie i został kapłanem.

 

Łowca dusz

Andrzej Bobola od początku dał się poznać jako wybitny kaznodzieja. Pracował na wielu placówkach. Jego duszpasterstwo zawsze wyróżniało się tym, że Andrzej poświęcał się głoszeniu Chrystusa ludności z okolicznych wiosek. Zdawał sobie sprawę, że najlepszą okazją do nauczania prawd wiary jest osobisty kontakt z ludźmi. Dlatego na terenie pińszczyzny znany był jako wędrowny kaznodzieja. Dzięki niemu wielu ludzi miało jedyną okazję wysłuchania Słowa Bożego. Słuchaczy przekonywała jego żarliwość, wielu z nich przyciągnął do Boga. Nawracały się nawet całe wioski. Nazywano go duszochwatem, czyli łowcą dusz. Swoją postawą zdobył sobie nawet szacunek wielu prawosławnych.

Innych te sukcesy jednak drażniły. Jego przełożeni zdawali sobie sprawę, że z tego powodu może grozić mu niebezpieczeństwo. Być może dlatego często przenosili go na różne placówki. Ksiądz Niżnik w taki sposób patrzy na tę sprawę: Bobola wyprzedził swoją epokę. Umiał patrzeć na człowieka jako na dziecko Boże. To, co ludzie nazywali z wyrzutem jako „nawracanie z prawosławia”, to była po prostu ewangelizacja, a ludzie widząc jego autentyzm przechodzili na katolicyzm.

 

W swojej posłudze o. Andrzej zawsze pamiętał o Matce Bożej, której był wiernym czcicielem – to właśnie on był autorem Ślubów Lwowskich, które w obliczu zagrożenia ojczyzny podczas potopu szwedzkiego złożył król Jan Kazimierz.

Postawa Andrzeja Boboli tak zainspirowała papieża Piusa XII, że w 300. rocznicę jego śmierci, 16 maja 1957 roku, opublikował encyklikę Invicti Athletæ ChristiNiezwyciężony bohater Chrystusowy.

Pius XII uznał, że taki przykład czystości i niezłomności wiary katolickiej ma szczególne znaczenie we współczesnym świecie i zalecił duchowieństwu i świeckim mężnie – na wzór św. Andrzeja Boboli – głosić wartości chrześcijańskie i bronić Kościoła i katolicyzmu przed atakami, nawet za cenę cierpienia i śmierci.

 

Męczeńska śmierć: Jestem katolickim kapłanem

Śmierć św. Andrzeja nastąpiła w bardzo niespokojnych czasach – przedstawionych w Ogniem i mieczem Sienkiewicza. Męczeństwo było jedną z konsekwencji powstania Bohdana Chmielnickiego. We wsi Mohilno Bobola dostał się w ręce Kozaków, którzy 16 maja 1657 wpadli do Janowa Poleskiego z zamiarem mordowania Polaków. Kozacy traktowali go jako wroga politycznego z powodu nawracania ruskiej ludności prawosławnej na katolicyzm.

Męczeństwo św. Andrzeja w Janowie Poleskim było jednym z najstraszliwszych w historii Kościoła. Rodzaje tortur można odczytać z integralnie zachowanych do dzisiaj relikwii Świętego.

Bity po całym ciele, przywiązany został następnie do konia, a później wleczony aż do Janowa, gdzie czekała go ostatnia katusza. Zapytany na koniec, czy jest łacińskim księdzem, odparł: Jestem katolickim kapłanem. W tej wierze się urodziłem i w niej też chcę umrzeć. Wiara moja jest prawdziwa i do zbawienia prowadzi. Wy powinniście żałować i pokutę czynić, bo bez tego w waszych błędach zbawienia nie dostąpicie. Przyjmując moją wiarę, poznacie prawdziwego Boga i wybawicie dusze swoje.

 

Te słowa wprawiły oprawców w taką wściekłość, że jak pisał Pius XII: Powtórnie obity biczami, na wzór Chrystusa uwieńczony został dotkliwym spowiciem głowy, policzkami straszliwie sponiewierany i zakrzywioną szablą zraniony upadł. Niebawem wyrwano mu prawe oko, w różnych miejscach zdarto mu skórę, okrutnie przypiekając rany ogniem i nacierając je szorstką plecionką. I na tym nie koniec: obcięto mu uszy, nos i wargi, a język wyrwano przez otwór zrobiony w karku, ostrym szydłem ugodzono go w serce. Aż nareszcie niezłomny bohater około godziny trzeciej po południu, dobity cięciem miecza, doszedł do palmy męczeńskiej, zostawiając wspaniały obraz chrześcijańskiego męstwa.

A stało się to 16 maja, w święto Wniebowstąpienia Pańskiego.

W tych czasach okrutnych mordów było tak dużo, że kilkadziesiąt lat po jego śmierci mało kto już o nim pamiętał, a miejsce pochowania ciała było nieznane.

 

Będę patronem Polski!

Dzieje kultu św. Andrzeja Boboli pokazują, że jemu samemu na tym zależało. Ks. Józef zwraca uwagę, że jest bardzo charakterystyczne, iż Andrzej Bobola pojawia się wtedy, gdy Polska jest w niebezpieczeństwie. Objawia się jako ten, który chciałby Polsce pomagać. Bobola wyznacza dzieło, które trzeba robić, a on będzie pomagał.

 

Miały miejsce trzy objawienia świętego Andrzeja. Oprócz opisanych już wydarzeń w Strachocinie, doszło do nich także w Pińsku w 1702 roku i w Wilnie w 1819 roku.

Pińskowi, gdzie znajdowało się Kolegium Ojców Jezuitów, groziło zniszczenie przez Szwedów. Rektor Kolegium, o. Marcin Godebski szukał pomocy w modlitwie. Wtedy 16 maja 1702 roku w jego celi pojawił się zakonnik, który powiedział: Jestem wasz współbrat Andrzej Bobola, męczennik. Jeśli odnajdziecie moją trumnę i oddzielicie od innych, ja was uratuję przed Szwedami. Trumnę odnaleziono w podziemiach kościoła z zachowanym od rozkładu ciałem. Uczyniono to, co powiedział, a Szwedzi rzeczywiście nie weszli do miasta. To objawienie odbiło się szerokim echem i przyczyniło się do beatyfikacji Andrzeja Boboli.

 

Z kolei ponad stulecie później w Wilnie objawił się o. Alojzemu ­Korzeniewskiemu, dominikaninowi, który nie mógł pogodzić się z utratą niepodległości przez Polskę. Głosząc kazania, budził ducha patriotycznego. Gdy dowiedzieli się o tym Rosjanie, zagrozili zamknięciem klasztoru i wyrzuceniem zakonników z miasta. Alojzy mógł odtąd poruszać się tylko po klasztorze i nie wolno mu było kontaktować się z ludźmi. Pewnego wieczoru, przed udaniem się na spoczynek, o. Alojzy modlił się, pytając Pana Boga czy i kiedy Polska odzyska niepodległość. Wtedy ukazał mu się kapłan, mówiąc: Jestem Andrzej Bobola, jezuita. Po czym polecił mu otworzyć okno. Korzeniewski zobaczył rozległą równinę, która była pokryta walczącymi wojskami wielu narodów. Andrzej Bobola przekazał mu trzy proroctwa dotyczące Polski:

  1. Powiedz Polakom, że gdy skończy się ta wielka wojna, znowu będą na mapach świata.
  2. Nadejdą czasy, że będę patronem Polski.
  3. Gdy będę jej głównym patronem, Polska będzie w pełnym rozkwicie.

Dwa proroctwa się spełniły, trzecie – dotyczące jego głównego patronatu nad Polską – jeszcze nie.

Kiedy latem 1920 roku armia bolszewicka ruszyła na Warszawę, obradujący w Częstochowie polscy biskupi wystosowali do Watykanu prośbę o kanonizację bł. Andrzeja, dając wyraz przekonaniu, że jego opieka uchroni Polskę od zagłady. Między 6 a 15 sierpnia na terenie archidiecezji warszawskiej odprawiono nowennę. 8 sierpnia, podczas stołecznej procesji, przy udziale 100 tysięcy osób oraz wtórze dział walczących tuż pod Warszawą wojsk, niesiono relikwie bł. Andrzeja Boboli i bł. Władysława z Gielniowa.

 

15 sierpnia – w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, a zarazem w ostatnim dniu nowenny do bł. Andrzeja – Polacy odnieśli wielkie zwycięstwo nad Armią Czerwoną, a wydarzenie to przeszło do historii jako Cud nad Wisłą. Polskę i Europę uratowała wówczas Matka Boża. Podczas bitwy na przedpolach Warszawy Maryja objawiła się walczącym bolszewickim żołnierzom, którzy widząc na niebie Niepokalaną Dziewicę, w przerażeniu uciekli z pola boju. Nie można jednak zapominać, że Cud nad Wisłą wyprosił u Boga także św. Andrzej Bobola. Po tym niezwykłym wydarzeniu rozpoczęto starania o jego kanonizację.

Warto dodać, że około 1936 roku św. Siostra Faustyna Kowalska doznała objawienia: W pewnej chwili ujrzałam stolicę Baranka Bożego i przed tronem trzech świętych: Stanisława Kostkę, Andrzeja Bobolę i Kazimierza królewicza, którzy się wstawiali za Polskę (Dz. 689). Wizja ta miała miejsce dwa lata przed kanonizacją Boboli.

Uroczystej kanonizacji św. Andrzeja Boboli dokonał w Rzymie papież Pius XI 17 kwietnia 1938 r. Rozpoczął się wówczas triumfalny powrót relikwii Męczennika z Rzymu do Polski, a jego ciało ostatecznie spoczęło w Sanktuarium św. Andrzeja Boboli w Warszawie.

 

Sanktuarium w Strachocinie

Po tym, jak, Jezuici przekazali do Strachociny relikwie św. Andrzeja, szybko rozwinął się tam jego kult. Jak mówi ks. Józef: Wystarczyło 19 lat, aby św. Andrzej przekonał do siebie Kościół. W krótkim czasie tylu ludzi sobie wyprosiło tutaj łaski, że ks. abp Józef Michalik podniósł strachociński kościół do rangi sanktuarium.

 

Ks. Niżnik wyjaśnia, że słowa Zacznijcie mnie czcić św. Andrzej wypowiedział w Strachocinie, ale były skierowane do wszystkich Polaków. Mówi, że dopiero z perspektywy lat można zrozumieć pewne fakty – jak wszystko było prowadzone rękę Świętego. Jak inaczej wytłumaczyć decyzję o założeniu w Strachocinie klasztoru franciszkanek?

 

Żeński Niepokalanów, to zgromadzenie zakonne założone w Japonii. Klasztor w Strachocinie jest pierwszym w Polsce i w Europie. Za dzień jego powstania należy uznać 17 września 1988 r., kiedy to śluby zakonne złożyły pierwsze polskie franciszkanki, Rycerki Niepokalanej. Tego samego dnia poświęcono i wmurowano kamień węgielny pod klasztor zgromadzenia. Obecnie w Strachocinie posługuje 18 sióstr.

Ksiądz kustosz przyznaje: Wiem jedno, gdyby nie było tu sióstr, nie byłoby tak dynamicznie rozwijającego się kultu św. Andrzeja Boboli. Żeby mógł on się rozwijać, musi być baza. To znaczy muszą być ludzie, którzy zajmą się pielgrzymami, którzy będą pomagać przy organizacji różnych uroczystości. Postrzegam to z perspektywy lat jako wielką łaskę.

 

W sanktuarium kult św. Andrzeja jest bardzo żywy. Każdego 16 dnia miesiąca odbywa się specjalne nabożeństwo – wtedy odczytuje się indywidualne intencje, których bywa i po kilkaset. Ksiądz Niżnik mówi, że św. Andrzej po prostu działa – tak jak to obiecał – czego dowodem jest wielka liczba świadectw wyproszonych za jego pośrednictwem łask.

 

Miejmy tylko nadzieję, że kiedyś nabożeństwa do tego potężnego patrona Polski będą odprawiane w całym naszym kraju. Wypada również napisać, że sanktuarium w Strachocinie – pięknie położone wśród malowniczych karpackich pagórków – warto odwiedzić chociaż raz w życiu.

 

Święty na trudne czasy

Bez wątpienia Andrzej Bobola to wyjątkowy święty w historii naszego narodu. Ks. Niżnik uważa jednak, że nie jest on do końca odczytany: Myślę, że diabeł robi wszystko, żeby Polacy nie rozeznali do końca, kim jest święty Andrzej Bobola. Trudno zrozumieć, dlaczego jest tak pomijany, niedoceniany, mimo że o jego obecność w katalogu świętych zadbał sam Pan Bóg, by gdyby nie objawiał się po śmierci, to nigdy by go nie doceniono. Zwracam na to uwagę jako wieloletni czciciel Andrzeja: trzeba go mierzyć inną miarą niż innych świętych, dlatego że innych świętych to ludzie tworzą, Kościół tworzy – w tym znaczeniu, że ludzie dostrzegają w nich jakieś walory świętości i chcą to upamiętnić. Mamy przykład z Janem Pawłem II, Matką Teresą z Kalkuty.

 

Modląc się do św. Andrzeja zrozumiałem, dzięki niemu, że jest „głównym patronem Ojczyzny”. Tą godnością obdarzył go sam Bóg i zlecił opiekę nad polskim narodem. Kiedy to mi przekazał, dostarczono mi książkę z objawieniami Fulli Horak, mistyczki z XX wieku. I tam natrafiam na opis jej spotkania ze św. Andrzejem 3 maja 1938 roku. Ten opis zapiera mi dech – na pytanie: „czy będziesz Patronem Polski?”, on jej odpowiada: „Już nim jestem”. W tym czasie nie było żadnych nominacji papieskich o jego patronowaniu, a on jej mówi: „już nim jestem!”

 

Znak prorocki dla Ojczyzny

Warto dodać, że do wspomnianej mistyczki św. Andrzej powiedział także: Będę wam pomagał… Ludzie nie dość gorąco i nie tak jak trzeba zwracają się do mnie. Mogę być bardzo pomocny w zażegnywaniu wielkich katastrof. Mogę nieść ulgę w cierpieniu… Powiedz ludziom, że grożą im straszne rzeczy za to, że zaniedbują sprawy wewnętrznego życia. Możesz mnie zawsze prosić, a wysłucham cię.

Jan Paweł II nazwał św. Andrzeja „znakiem prorockim dla Ojczyzny” – czyli że powinniśmy się wpatrzyć w św. Andrzeja, żeby coś zrozumieć, czegoś się nauczyć.

 

Na koniec oddajmy raz jeszcze głos księdzu kustoszowi. – Wydaje się, że kiedy został on patronem Polski w 2002 roku, to po to, aby Polacy zobaczyli, że III tysiąclecie chrześcijaństwa nie będzie takie łatwe i trzeba będzie być takim jak Andrzej Bobola. Jan Paweł II postawił go nam za wzór do naśladowania, żebyśmy umieli trwać w katolickiej wierze, bronić jej i nie lękać się tych, którzy ją zwalczają. I drugie – trzeba być wiernym Polsce, ojczyźnie, bo to się jakby zazębia u Andrzeja Boboli. Bobola został nam dany, żeby ocalić tę resztę, która jest wierząca. Ma nas przeprowadzić przez trudne „dziś”. Jeśli będziemy umieli choć trochę naśladować Andrzeja Bobolę, to nie musimy się martwić o przyszłość Polski.

No właśnie, czy będziemy umieli naśladować św. Andrzeja?

 

Paweł Kot

 


"Przymierze z Maryją" dociera regularnie do ponad 430 tysięcy osób. Dołącz do grona naszych Przyjaciół i zostań stałym czytelnikiem czasopisma.

NAJNOWSZE WYDANIE:
Co nam chce powiedzieć św. Andrzej Bobola?
Mamy rok 2020. Minął wiek od Cudu nad Wisłą – zwycięskiej bitwy nad bolszewikami. Czy bohaterscy obrońcy naszej katolickiej Ojczyzny mogli przypuszczać, że 100 lat później Polska – ta, o której śnili podczas długiej nocy zaborów i która w końcu się urzeczywistniła – będzie miejscem bulwersującego eksperymentu pod nazwą LGBT+? Czy mogli przypuszczać, że ideowe prawnuki bolszewików będą hasać zuchwale po ulicach polskich miast z hasłem „tęczowej rewolucji” na ustach i sztandarach? I to wszystko przy poparciu mediów, a nawet niektórych tzw. postępowych katolików!

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Walczmy o Bożą Sprawę!

Irena Maria Pregler to młoda kobieta, dla której religia katolicka jest podstawą w życiu codziennym. Z wykształcenia jest grafikiem. Spełnia się̨ w projektowaniu, edycji książek i ilustracji. Dąży do tego, aby połączyć́ dwie najważniejsze dla siebie rzeczy: wiarę w Trójjedynego Boga i miłość́ do Ojczyzny ze swoją pracą zawodową. Od kilku lat wspiera Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi. Apostołem Fatimy jest od 2018 roku. Specjalnie dla „Przymierza z Maryją” opowiada, czym jest dla niej nasza duchowa rodzina.

 

Jezus chce posłużyć się tobą, aby ludzie mnie lepiej poznali i pokochali. Chce On ustanowić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Tym, którzy je przyjmą, obiecuję zbawienie. Dusze te będą tak drogie Bogu, jak kwiaty, którymi ozdabiam Jego tron – te słowa Najświętszej Maryi Panny skierowane do Łucji 13 czerwca 1917 roku w Fatimie, zrobiły na mnie wielkie wrażenie. Choć Matka Boża przemawiała do fatimskiej wizjonerki, to jednak w tych słowach zwraca się także do każdego z nas! Jest to prośba samego Boga, Jezusa Chrystusa. Zdobyć cały świat dla Chrystusa przez Niepokalaną, jak mawiał św. Maksymilian Kolbe. Naszym obowiązkiem, jako dzieci Bożych, jest spełnić Bożą Wolę i walczyć o jak największą chwałę dla Maryi, miłość do naszej Matki i Królowej, a tym samym o nawrócenie grzeszników. A przez nabożeństwo Pierwszych Sobót miesiąca przyczynić się do zapowiadanego przez Nią triumfu Jej Niepokalanego Serca: Na koniec Moje Niepokalane Serce zatriumfuje!

 

Chciejmy ukryć się w Jej Matczynym Sercu w tych trudnych czasach. Jak pisał św. Ludwik Maria Grignion de Montfort: Kto znalazł Maryję, a przez Maryję Jezusa i przez Jezusa Boga Ojca, to znalazł już wszelkie dobro. (…) Wszelką łaskę i wszystką przyjaźń z Bogiem, całą nieskazitelność w obliczu nieprzyjaciół Boga; wszelką prawdę przeciw kłamstwu; wszelkie zwycięstwo w obliczu trudów zbawienia; wszelką pogodę i radość w goryczach życia.

Przez Apostolat Fatimy głoszenie Orędzia Fatimskiego, kultu Niepokalanego Serca Maryi i miłości do naszej Matki Niebieskiej jest możliwe i szczególnie skuteczne. W tej walce dobra ze złem o dusze tych, co odwrócili się od Boga, stańmy po stronie naszej Królowej, o której św. Maksymilian Kolbe powiedział: Wszystkie herezje Samaś zniszczyła na całym świecie! Włączmy się jak najliczniej w to szlachetne dzieło, jakim jest Apostolat Fatimy, i walczmy o Bożą sprawę! Dozwól mi chwalić Cię Panno Przenajświętsza; daj mi moc przeciwko nieprzyjaciołom Twoim!

 

Opracował: Marcin Więckowski


Listy od Przyjaciół
 
Listy od Przyjaciół

Szczęść Boże!

Przede wszystkim pragnę gorąco podziękować za troskę o mnie i o moich bliskich. Zapewniam o moim poparciu dla „Przymierza z Maryją”. Jestem też wdzięczny za wszelkie przesyłki od Was. Będę wspierał Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi, bo jest to bardzo ważne i cenne dzieło, zwłaszcza w tym trudnym, pełnym zamętu, czasie.

Podjąłem właśnie decyzję, że zostanę Apostołem Fatimy. Jestem dumny z tego, że będę członkiem Apostolatu, w którym są tak oddane osoby, regularnie wspierające to Boże Dzieło. Błogosławię, wspieram modlitwąślę pozdrowienia.

Adam

                                                                           

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Dziękuję za troskę i modlitwę. Przepraszam, że ostatnimi czasy nie angażowałem się tak bardzo w działalność Apostolatu Fatimy. Długo musiałbym pisać o tym wszystkim, co zaszło ostatnio w moim życiu. Od dawna miałem problem z alkoholem, ale jakoś to – do czasu – kontrolowałem. Niestety, przed pięciu laty problem się nasilił. Nie wchodząc w szczegóły, skutek był taki, że straciłem dom, żonę i rodzinę. Miałem ogromne problemy w pracy, popadłem w spore tarapaty finansowe. Szukałem szczęścia za granicą, ale to nic nie dało.

Na szczęście dla mnie, nie odwróciłem się od Pana Boga i naszej Matki w Niebie, chociaż przeżyłem moment zwątpienia, a nawet buntu… Dobry Bóg okazał mi jednak Swoje Miłosierdzie, a Matka Boża Fatimska uprosiła dla mnie łaskę trzeźwości i normalnego życia. Obecnie mam już stałą pracę, a od dwóch lat nie piję alkoholu pod żadną postacią. Moje relacje z Bogiem są lepsze – dużo się modlę i rozmawiam z Panem Jezusem i Najświętszą Matką. Coraz bardziej przekonuję się, że jedynym sensem życia jest miłość i ufność względem Jezusa i Maryi. Pan Bóg jest najważniejszy!

Całym sercem popieram działalność Waszego Stowarzyszenia i wydawanie „Przymierza z Maryją”. Modlę się, aby dobry Bóg okazał nam wszystkim miłosierdzie, a Matka Boża opiekowała się nami. Będę się również starał, w miarę możliwości, wspierać finansowo działalność Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi. Dziękuję za wszystko i pozdrawiam serdecznie.

Henryk z Radomia

 

 

Szczęść Boże!

Szanowna Redakcjo, Szanowni Czytelnicy „Przymierza z Maryją”!

Pragnę złożyć moje świadectwo o otrzymaniu łaski zdrowia poprzez modlitwę Nowenną Pompejańską.

Mój syn zaraz po maturze wyjechał na drugi koniec świata, spełniając swoje marzenia o nauce i pracy za granicą. Po roku okazało się, że zachorował na poważną chorobę immunologiczną, na którą nie ma konkretnego lekarstwa. Było mu bardzo ciężko. Był sam – praca, nauka i podjęte leczenie, opierające się głównie na sterydach, które wyniszczały jego organizm.

Nie wiedziałam jak mu pomóc na odległość, a on nie chciał wracać do kraju. Dużo się modliłam w jego intencji. Przyjaciółka powiedziała mi o Nowennie Pompejańskiej. Zobaczyłam w tej modlitwie jedyną nadzieję. Bałam się, czy nie zawiodę Maryi, przerywając nowennę np. z braku czasu. Jednak – jak się okazuje – wszystko można pogodzić: i obowiązki codzienne, i modlitwę.

Wierzę, że mój syn dzięki modlitwie Nowenną Pompejańską trafił do właściwego lekarza, który go odpowiednio pokierował. Dziś syn czuje się dobrze, a leczenie ogranicza się do wizyt u lekarza raz w miesiącu.

W czasie odmawiania Nowenny Pompejańskiej widziałam, że co tydzień napływają od syna coraz lepsze wiadomości o stanie jego zdrowia. Do dziś modlę się codziennie, odmawiając Różaniec do Matki Bożej Pompejańskiej. Dziękuję Ci Maryjo z całego serca!

Pozdrawiam Was serdecznie

Lucyna ze Świętokrzyskiego

 

 

Szczęść Boże!

Szanowni Państwo

Z ogromną radością przyjąłem od Was książeczkęśw. Charbelu. W miejscowości, z której pochodzę, prowadzony jest Dom Modlitwy do św. Charbela, gdzie znajduje się jego relikwia oraz oleje przywiezione z Libanu przez ojca franciszkanina. W każdą niedzielę gromadzimy się – jako wspólnota – na modlitwie, wypraszając potrzebne łaski za wstawiennictwem św. Charbela.

Pragnę złożyć świadectwo uzdrowienia za wstawiennictwem tego wielkiego świętego…

W październiku 2019 roku nasz 16-letni syn nagle zachorował. Choroba miała bardzo dynamiczny przebieg: ból głowy, gorączka – temperatura wynosiła ponad 40 stopni, drgawki. Pierwsze dwie doby syn był leczony w miejscowym szpitalu, po czym został wypisany do domu. Po południu tego samego dnia jego stan zdrowia drastycznie się pogorszył, więc zawieźliśmy syna do innego specjalistycznego szpitala. Syn nie był już w stanie samodzielnie wysiąść z samochodu – prowadziliśmy go oboje.

Po przyjęciu do szpitala zostały przeprowadzone wszystkie niezbędne badania, łącznie z punkcją. Po zdiagnozowaniu choroby, pani doktor przekazała nam informację, że syn ma wirusowe zapalenie opon mózgowych i że przywieźliśmy go w ostatniej chwili. Rozpoczęła się walka o jego życie i powrót do zdrowia.

W szpitalnej kaplicy odprawiona została Msza Święta w jego intencji. Po Mszy kapłan przybył do izolatki, w której leżał syn. Wyspowiadał go i udzielił mu Komunii Świętej oraz zaopatrzył sakramentem namaszczenia chorych. Od osoby, która prowadzi Dom Modlitwy, otrzymaliśmy olej św. Charbela oraz nowennę do tego świętego o uzdrowienie.

Przez 9 dni codziennie odmawialiśmy wspólnie z synem tę nowennę, namaszczając go olejami św. Charbela.

Dziś składamy świadectwo, że za wstawiennictwem św. Charbela nasz syn powrócił do zdrowia. Bogu niech będą dzięki!

Pozdrawiam serdecznie

Wasz czytelnik Mariusz

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Przesyłam gorące podziękowania za całą korespondencję i prezenty, które od Was dostaję. Jest to dla mnie ogromne wsparcie duchowe, dające wiele radości. Materiałami, które otrzymuję, dzielę się w moich grupach modlitewnych. Niech Dobry Pan Bóg i Maryja pomagają Stowarzyszeniu w tym Dziele.

Halina z Lublina