Temat numeru
 
„Zdrówko” jest najważniejsze?
Ks. dr Radosław Kacprzak

Spotykając się z ludźmi z okazji różnych uroczystości, słyszymy często słowa: Życzę ci zdrowia, bo ono jest najważniejsze! Czy rzeczywiście jest to priorytet i o jakie zdrowie nam chodzi? Zastanówmy się więc, gdzie przebiega delikatna granica w naszym życiu, polegająca na zachowaniu właściwych proporcji między zdrowiem duchowym i fizycznym.

 

Współczesna kultura nie zawsze potrafi podpowiedzieć, jak w integralny sposób zadbać o siebie, tak by w zdrowym ciele był też zdrowy duch. Czasami można bowiem popaść w skrajności. Z jednej strony pojawia się zaniedbanie zdrowia fizycznego i postawa typu: Jezus jest najlepszym Lekarzem, On mnie uzdrowi bez ludzkiej pomocy, wystarczy się pomodlić i sprawa jest załatwiona. Można też jednak popaść w inną skrajność i tak przesadnie dbać o swoje zdrowie fizyczne, że stanie się to swoistym bożkiem.


Spróbujmy zatem zastanowić się, jaka jest właściwa recepta na troskę o zdrowie w wymiarze duchowym, cielesnym, ale także psychicznym?


Choroba – szansa czy porażka?


Doświadczenie cierpienia, z którym spotykamy się na co dzień, może wywołać różne reakcje na „nieproszonego gościa”, jakim jest choroba. W takich chwilach zarówno osoba chora, ale także ci, którzy się z nią spotykają, mogą przeżywać różne stany emocjonalne. Dobrze jest uświadomić sobie, że każdy z nas ma prawo do własnego zdania i nie warto narzucać swojej wizji w tej dość trudnej sytuacji. Najbardziej kryzysowym momentem jest zazwyczaj chwila, gdy o chorobie dowiadujemy się nagle i nie wiemy, jak ona będzie przebiegała. Warto już na samym początku stanąć w prawdzie i nie wypierać tej sytuacji z przestrzeni duchowo-emocjonalnej. Mogą bowiem w takich chwilach pojawić się też różne pytania, na które nie jest łatwo znaleźć proste odpowiedzi.


Z mojego długiego doświadczenia posługi kapelana szpitala wynika, że te osoby, które nie pytały o to, dlaczego ich spotkała ta choroba, a raczej postawiły sobie pytanie o to, jak przejść przez życie w tym stanie, o wiele łatwiej znosiły swoje cierpienie. Prawdą jest, że każda choroba powoduje pewnego rodzaju spustoszenie w naszej psychice, ale także w relacji z Bogiem, innymi i samym sobą. Taka niełatwa sytuacja może sprawić, że pojawią się momenty buntu, wycofania, a nawet niechęci do spotkań z ludźmi oraz osobistej modlitwy. W takich chwilach wiele zależy od osoby chorej, która powie sobie po prostu: Mam prawo tak się czuć, to jest całkiem naturalne, daję sobie czas i pozwalam sobie na to, co jest teraz. Najgorzej jest, gdy chorzy słyszą słowa taniego pocieszenia: Będzie dobrze, nie martw się. Tego rodzaju komunikaty często wzbudzają w nich bunt i frustrację, a nawet agresję.


Kluczowym momentem w takich chwilach jest obecność przy osobie chorej i postawa słuchania. Tego typu zachowanie sprawia, że osoba cierpiąca widzi często nadzieję i szansę powrotu do zdrowia albo twórczego przejścia przez próbę, jaka ją spotkała.


Wiele razy w czasie rozmów z ludźmi chorymi słyszałem budujące świadectwa, że doświadczenie choroby było okazją do przewartościowania swojego życia, a także umocnienia się od strony duchowej. Potrzebny był jednak czas, by przekonać się, że choroba stała się szansą, żeby lepiej poznać samego siebie i zaufać Panu Bogu w tym doświadczeniu. Widziałem też wyraźnie, że w takich trudnych momentach – mówiąc językiem psychologicznym – dużym zasobem była wiara, która pomagała zwłaszcza w chwilach kryzysowych. Takie osoby często powtarzały, że patrząc na krzyż, widzą sens swojego cierpienia i taka lekcja, choć często trudna do zrozumienia, jest pomocą w rozwoju duchowym.


Choroba – kto zawinił?


W Ewangelii według św. Jana w sytuacji cierpienia niewidomego od urodzenia pojawia się pytanie o to, kto zgrzeszył w jego przypadku: on czy jego rodzice? Jezus odpowiada precyzyjnie, że ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale stało się tak, aby się na nim objawiły sprawy Boże (zob. J 9,1–3). Taka odpowiedź zaprasza do spojrzenia na cierpienie w dwóch aspektach. Ze strony człowieka może pojawić się cierpienie zawinione, którego przyczyną jest złe wykorzystanie daru wolności oraz grzeszne życie. W takich sytuacjach często ludzie pomijają Boże przykazania i żyjąc bez odniesienia do nich, ponoszą skutki swoich złych wyborów oraz decyzji. Wtedy nie można mieć pretensji do Pana Boga, bo On obdarzył nas rozumem i wolną wolą po to, abyśmy we właściwy sposób korzystali z tych darów. Przypominam tu sobie rozmowę z pacjentem szpitala, w którym posługiwałem wiele lat. Powiedział on do mnie wówczas: Gdyby ludzie częściej przestrzegali Bożych przykazań, wielu z nich ­uniknęłoby ­tragedii i cierpienia. Bóg bowiem tak zaplanował nasze życie, abyśmy dzięki przykazaniom się nie pogubili i żyli we właściwy, odpowiedzialny sposób. W świecie niepotrzebne byłyby inne tak skomplikowane prawa i zasady, bo mądrzejszego od Pana Boga nie było i nie będzie.


Kiedy czytamy Pismo Święte, niejednokrotnie dostrzegamy, że Bóg automatycznie nie chroni ludzi przed skrajnie trudnym położeniem. Papież Benedykt XVI powiedział na początku swojego pontyfikatu ważne słowa: Cierpimy z powodu cierpliwości Boga. Tymczasem wszyscy potrzebujemy Jego cierpliwości.


Obok cierpienia zawinionego przez człowieka istnieje też takie, które jest dla nas wielkim znakiem zapytania. I wtedy, gdy ktoś nas zapyta, dlaczego tak się dzieje, najbezpieczniej jest odpowiedzieć „nie wiem” i pozwolić sobie na ciszę. Inne tłumaczenia nie dadzą bowiem jasnej odpowiedzi na ten problem. Znany amerykański pasterz Sługa Boży abp Fulton Sheen powiedział: Gdy człowiek dźwiga na swoich ramionach jakiś ciężar, może poczuć ulgę na dwa sposoby: albo jego ciężar stanie się lżejszy, albo jego ramiona staną się silniejsze. Bóg postępuje czasem z nami właśnie w ten drugi sposób. To jest ważna podpowiedź w kontekście pytania o to, kto zawinił w przypadku choroby. Bóg nigdy nie zostawia nas samych. Jezusowe słowa, podkreślające, że w przypadku cierpienia, którego nie rozumiemy, objawia się chwała Boża, są zaproszeniem, by spojrzeć na taką sytuację z perspektywy wiary. Świat, w którym próbuje się dziś uczynić Boga nieobecnym, podkreśla, że cierpienie jest bezsensownym zagrożeniem, tajemnicą i problemem, na który nie ma właściwej recepty. Jeden z pacjentów powiedział mi kiedyś, że on paradoksalnie po wielu latach dziękuje Bogu za cierpienie, bo choć jest sparaliżowany fizycznie, to jednak nie jest już sparaliżowany duchowo. Takie świadectwo można wypowiedzieć zapewne dopiero po pewnym procesie dojrzewania duchowego, w którym pojawiały się różne etapy.


Chrystus odpowiada na nasze pytania o cierpienie, utożsamiając się wiele razy z cierpiącymi i mówi: Jestem w tym doświadczeniu z Tobą, biorę na siebie Twój ból. Ktoś pięknie powiedział, że na pytanie o sens cierpienia niezawinionego Pan Jezus nie odpowiada nam z wysokości akademickiej katedry, ale z wysokości Krzyża.


Miłość – recepta na cierpienie


Św. Jan Paweł II w Liście apostolskim Salvifici Doloris podpowiada nam: Aby móc poznać prawdziwą odpowiedź na pytanie „dlaczego cierpienie”, musimy skierować nasze spojrzenie na objawienie Bożej miłości, ostatecznego źródła sensu wszystkiego, co istnieje. Miłość jest też najpełniejszym źródłem sensu cierpienia, które pozostaje zawsze tajemnicą: zdajemy sobie sprawę, że wszelkie nasze wyjaśnienia będą zawsze niewystarczające i nieadekwatne. Chrystus pozwala nam wejść w tajemnicę i odkryć „dlaczego cierpienie”, o ile jesteśmy zdolni pojąć wzniosłość miłości Bożej (por. SD, 13). Takie słowa są cenną wskazówką, by w doświadczeniu choroby i cierpienia zapytać się o miłość do siebie, Pana Boga i drugiego człowieka. Miłość idzie razem w parze z odpowiedzialnością.


Św. Tomasz z Akwinu pisał, że łaska bazuje na naturze. Taka podpowiedź jest zaproszeniem, by w odpowiedzialny sposób zadbać o swoje zdrowie fizyczne nie czyniąc z niego bożka, ale przypatrując się temu, co się dzieje z naszym ciałem. Zaopiekowanie się nim zwłaszcza wtedy, gdy pojawia się cierpienie, jest wyrazem naszej miłości wobec samego siebie, ale także dbaniem o wypełnianie piątego przykazania Dekalogu. Gdy zatem przeżywamy cierpienie fizyczne, warto skorzystać z profesjonalnej pomocy medycznej, by poszukać źródła swojej choroby i jak najszybciej podjąć stosowne leczenie.


W stanach chorobowych istotne jest także zadbanie o swoją psychikę. Korzystanie z profesjonalnego wsparcia terapeutycznego jest dużą pomocą w odzyskiwaniu siły. Dobrze przeżyta psychoterapia, podczas której nie narzuca się własnych rozwiązań, ale próbuje się wzmocnić pacjenta, jest dobrym krokiem ku zdrowiu. W takim procesie pacjent może lepiej poznać i pokochać samego siebie oraz odkryć osobiste zasoby, które będą dla niego wsparciem. Warto dziś skończyć ze stygmatyzacją ludzi, którzy przeżywają w cierpieniu także problemy natury psychicznej. Profesjonalna pomoc medyczna w takich momentach może być także dużą pomocą w odzyskiwaniu zdrowia duchowego i właściwego obrazu Pana Boga. Niezwykle ważnym elementem jest tutaj także rozpoznawanie swoich emocji. Właściwe zaopiekowanie się swoimi stanami emocjonalnymi oraz łagodność wobec samego siebie jest istotnym elementem w procesie zdrowienia.


Najważniejsza jest troska o zdrowie duchowe


Człowiek wierzący jest zaproszony, by odkryć przede wszystkim, że ostatecznie najważniejsze jest zadbanie o swoje zdrowie duchowe. Jest to często możliwe, gdy we właściwy sposób zatroszczyliśmy się o nasze ciało i psychikę. Dobrze jest uszanować decyzję osoby chorej i we właściwym momencie zaproponować takie wsparcie, które będzie cennym umocnieniem duchowym. Podkreśla się, że ­prawdziwa miłość to tak naprawdę obecność i bliskość! Wspierając osobę chorą, nie warto narzucać się na siłę i „przemocowo” proponować przyjęcia Sakramentów Świętych. Warto poczekać, by sama osoba chora dojrzała do spotkania z Bogiem w Sakramentach Świętych, które nie działają magicznie i automatycznie, ale jako dar od Pana Boga umacniają wiarę tego, kto je przyjmuje.


Kiedy czytamy Ewangelię, wiele razy przekonujemy się o tym, że Jezus Chrystus w sytuacji choroby pytał o wiarę i dokonywał cudów uzdrowienia ze względu na wiarę. Patrząc na Jego życie, możemy też wyraźnie zauważyć, że jako Bóg i człowiek dbał w Swoim życiu o integrację ciała, psychiki i ducha. Kiedy bowiem potrzebował odpoczynku, potrafił zadbać o swój sen i zareagować dopiero wtedy, gdy inni Go prosili o pomoc. Mistrz z Nazaretu pielęgnował zdrowe relacje, odwiedzając swoich przyjaciół – Marię, Martę i Łazarza. Umiał też wyrazić swoje emocje, tj. radość, smutek, a nawet złość, o której czytamy w ewangelicznej opowieści o kupcach i bankierach w Świątyni Jerozolimskiej. Spotkanie z Bogiem nie może być bowiem traktowane jako miejsce targowiska i robienia z Nim osobistych interesów.


Zbawiciel daje nam wyraźny przykład, że najważniejsza jest troska o ducha. Wiele razy czytamy, że udawał się na miejsce pustynne, by rozmawiać z Ojcem. Takie chwile przeżywane na osobności i w ciszy były dla Niego ważną przestrzenią do podejmowania istotnych decyzji. W obliczu cierpienia wyrażał smutek i lęk, ale w ostateczności podkreślał: Ojcze, nie moja, ale Twoja wola niech się stanie. Taka postawa jest inspiracją dla każdego z nas, by w doświadczeniu choroby szukać woli Bożej w naszym życiu. Choć nie zawsze potrafimy zrozumieć, co jest przyczyną tak przykrej życiowej próby, to jednak Bóg, gdy pozwolimy się Mu poprowadzić, pokaże nam, że w tych chwilach jest z nami. Wszystko jest bowiem po to, by objawiły się w nas sprawy Boże.

 

Kto wierzy, nigdy nie jest sam – te słowa papieża Benedykta XVI są cenną inspiracją, by w doświadczeniu choroby prosić o silną wiarę dla siebie i innych…



NAJNOWSZE WYDANIE:
Złóżmy hołd Królowej Polski!
370 lat temu, 1 kwietnia 1656 roku we lwowskiej katedrze nasz monarcha, Jan II Kazimierz Waza, przed cudownym obrazem Matki Bożej Łaskawej oddał Rzeczpospolitą szczególnej opiece Najświętszej Maryi Panny, nazywając ją Królową Polski. Co jednak szczególnie interesujące, ten tytuł odnoszący się do Matki Zbawiciela został objawiony trzykrotnie przez samą Maryję na początku XVII wieku w dalekiej Italii.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Łaska w Roku Jubileuszowym

Pani Cecylia Pajka pochodzi z Mazowsza. Urodziła się w miejscowości Lutobrok koło Pniewa, ale od prawie 50 lat mieszka w Makowie Mazowieckim, gdzie należy do parafii pod wezwaniem św. Józefa. W 2025 roku wraz z grupą Apostołów Fatimy udała się na pielgrzymkę do Sanktuarium Matki Bożej w Fatimie.

 

– W Fatimie było cudownie. Naprawdę jestem wdzięczna za to, że po 21. latach uczestnictwa w Apostolacie spotkało mnie takie szczęście – pojechałam do Fatimy, o której marzyłam od dawna – wspomina pielgrzymkę do portugalskiego sanktuarium pani Cecylia.


– To było niesamowite przeżycie, bo byłam tam po raz pierwszy. Dziękuję Bogu, że w Roku Jubileuszowym otrzymałam od Niego taką łaskę. Groby pastuszków: świętych Hiacynty i Franciszka oraz s. Łucji, to po prostu coś cudownego. Z wdzięcznością pokonałam na klęczkach tradycyjną drogę do Kaplicy Objawień, a wieczorami brałam udział w procesjach ze świecami
– dodaje.

 

Zaczęło się od książki o Fatimie…


Wszystko to możliwe było dzięki temu, że pani Cecylia już od dawna wspiera Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi. Początki swojej przygody z naszą organizacją wspomina następująco: – Zaczęło się tak, że znalazłam ulotkę i zamówiłam książkę o Fatimie. Wypełniłam formularz Apostolatu i zaczęłam dostawać kalendarze, różańce oraz wiele różnych dewocjonaliów. Otrzymałam także oczywiście figurkę Matki Bożej Fatimskiej.


Jako Apostołka Fatimy pani Cecylia dostaje również systematycznie „Przymierze z Maryją”, którego jest wierną czytelniczką:
– W „Przymierzu…” jest dużo ciekawych artykułów, np. świadectwa członków Apostolatu czy opis pielgrzymek do Fatimy. Po przeczytaniu zanoszę „Przymierze z Maryją” do kościoła żeby ktoś inny poznał Stowarzyszenie, zapisał się do Apostolatu i żeby przyniosło to dobre owoce –
mówi z przekonaniem.


Obecnie kościołem parafialnym pani Cecylii jest świątynia pod wezwaniem Bożego Ciała w Makowie Mazowieckim, ale nie zawsze tak było. – Chrzest przyjęłam w kościele pw. Najświętszej Maryi Panny – Królowej Świata w Zatorach, a do Pierwszej Komunii Świętej i bierzmowania przystępowałam w bazylice kolegiackiej Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny w Pułtusku – przytacza fakty ze swojej młodości. – Z dzieciństwa pamiętam, że moja babcia codziennie odmawiała Różaniec, a ja klęczałam obok i też się razem z nią modliłam.

 

Kurpie – ich kultura i zwyczaje


Pani Cecylia pochodzi z Kurpiów Białych, krainy etnograficznej leżącej na północny-wschód od Legionowa w województwie mazowieckim. Region ten słynie m.in. z charakterystycznej gwary, haftów, wycinanek i wyrobów tkackich. – Moja mama i ciocia zajmowały się haftem serwetek kurpiowskich na tiulu. Wykonywały też obrusy, bieżniki, serwetki na drutach i szydełku.


– Moja ciocia ma po babci cały strój kurpiowski. Składa się on z białej koszuli wyszywanej czarno-czerwonym wzorem kurpiowskim, kolorowej sukni w paski, fartucha zdobionego kolorowymi cekinami, czarnych, sznurowanych trzewików i czerwonej lub zielonej chusty w kwiaty.
Babcia zawsze zakładała ten tradycyjny strój na specjalne uroczystości w kościele.

 

Żona, matka, babcia


– Skończyłam szkołę zawodową i 1,5 roku technikum rolniczego, ale moje główne zainteresowanie i zawód to kucharstwo. 28 lat pracowałam na kuchni, a przez prawie 38 lat pracy zawodowej miałam tylko siedem dni zwolnienia –
opowiada pani Cecylia.


– W 1972 roku po zawarciu ślubu zamieszkałam u męża w miejscowości Pękowo. Tam też urodziła się nasza pierwsza córka. Do Makowa Mazowieckiego przeprowadziliśmy się w 1978 roku, gdy miała iść do pierwszej klasy szkoły podstawowej. W sumie urodziłam czworo dzieci, ale jeden syn zmarł po kilku dniach. Doczekałam się też czterech wnuków, dwóch wnuczek oraz dwóch prawnuków.


– Od ośmiu lat jestem wdową, ale w 2021 roku zaprzyjaźniłam się z Januszem, którego kuzynka wyszła za mojego wnuka. Razem byliśmy na pielgrzymce w Fatimie, a w tym roku wybieramy się do Sanktuarium Matki Bożej w Lourdes.


Swoją opinią na temat pielgrzymki Apostolatu do Fatimy podzielił się z nami też pan Janusz:
–Jestem zachwycony i bardzo zadowolony. Brak mi słów. Największe wrażenie wywarły na nas nabożeństwa, Droga Krzyżowa i nauki, które przy tej okazji głosił towarzyszący nam ksiądz. Chcemy też podziękować koordynatorowi Apostolatu Fatimy, panu Krzysztofowi Golcowi za organizację pielgrzymki.


Oprac. Janusz Komenda


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szczęść Boże!

Bardzo dziękuję za piękny kalendarz i za słowa wdzięczności. Wszystko co robicie, jest wielkie. Jestem wzruszona i proszę dalej pracować nad wszystkim, co jest związane z wiarą chrześcijańską.

Barbara z Pińczowa

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowna Redakcjo, pragnę podzielić się swoim świadectwem… W 1983 roku pracowałem na budowach w Poznańskim Kombinacie Budowlanym. Zostałem wysłany do Libii na kontrakt. Budowaliśmy tam domy parterowe. Nasz „camp” mieścił się w miejscowości Azzija. W każdą środę przyjeżdżał franciszkanin spowiadać i odprawiać Mszę Świętą. (…) Starałem się codziennie odmawiać Różaniec na „campie”. Pracownicy z różnych stron Polski zauważyli, że wierzę i kocham Boga, że nie wstydzę się Go… Po powrocie latem 1984 żona zauważyła, że Pan Jezus Miłosierny mnie otworzył na innych i odmienił mego ducha.

W kościele Wniebowstąpienia znajdowała się półka z cudownymi medalikami. Zapoznałem się z postacią św. Katarzyny Laboure, która otrzymała wzór na medaliki od Matki Bożej. I tak Jezus Miłosierny posłał mnie, abym rozdawał je na budowie i głosił Prawdę o dobroci Boga. Święta Katarzyna na każdym kroku mnie także towarzyszyła, w ogóle nie czułem jakiegoś zawstydzenia, wręcz przeciwnie: czułem radość z niesienia Bożego Miłosierdzia w codzienności, jakie Dobry Bóg daje nam przez ręce Maryi. To trwało wiele lat. Ewangelizowałem tam, gdzie chciano słuchać. Mówiłem, że o każdą sekundę zapyta nas Pan Bóg i że Boże Miłosierdzie jest jedynym ratunkiem dla każdego człowieka.

Żona zachorowała, kiedy jeszcze pracowałem. W sumie trwało to około 7 lat. To był dla nas trudny okres… Po przejściu na emeryturę żona pomału gasła. W pierwsze piątki miesiąca przychodził do nas ksiądz proboszcz z Panem Jezusem Eucharystycznym. Choć był to dla nas trudny czas, to był także pełen łaski mimo cierpienia. 9 listopada 2019 roku stał się dniem spotkania żony z Jezusem Miłosiernym.

Później zaopiekowałem się bezdomnym Michałem, miał 37 lat. (…) Słuchał tajemnic Różańca na dany dzień. Kolega z pracy zaproponował, aby w jego mieszkaniu odmawiać Koronkę do Miłosierdzia Bożego.

Drugi bezdomny, Piotr, był na wózku inwalidzkim. Mogąc jednak pomóc tylko doraźnie, zapragnąłem przyprowadzić go do tronu Miłosierdzia Bożego, aby i on doświadczył ogromu Miłości i dobroci Boga. Wszedłem nawet we współpracę z pewnym kapłanem i robiliśmy, co w naszej mocy, aby zdroje łaski wylewały się w życiu Piotra. Mój podopieczny żył z żebrania. Dzięki dobroci kolegów, którzy pomagali mu się przemieszczać i pchali wózek, starczało mu na przetrwanie, ale część przeznaczał na alkohol. To niestety bardzo mu przeszkadzało w dotarciu do spowiedzi. Z czasem jednak się rozchorował, trafił do szpitala i już nie wrócił…

I tak idę dalej w codzienność, aby nieść Miłość do każdego człowieka. Najlepiej mi to wychodzi, kiedy tłumaczę tajemnice Różańca świętego. Każde miejsce się nadaje. Patrzę, gdzie Pan mnie prowadzi, gdzie chce swoim Miłosierdziem dotknąć człowieka…

Dodatkowo ostatnio chodzę na fizykoterapię. Tam rozdaję medaliki Matki Bożej, które dostaję z karmelu żeńskiego, z którym weszliśmy w relację, kiedy żyła jeszcze moja żona. Kochane siostry wymadlały łaski i siły dla małżonki.

Ja sam wierząc i ufając Bożemu Miłosierdziu zamówiłem u salezjanów Msze gregoriańskie za moich bliskich. W tym kościele w drugi wtorek miesiąca modlimy się za konających i za dusze w czyśćcu cierpiące. Zwłaszcza te potrzebują Miłosierdzia. Dobry Pan prosi i pobudza serce do tego, aby się za nimi wstawiać.

Codziennie rano proszę Ducha Świętego, abym odczytywał dobrze Jego natchnienia i żył z nimi tego dnia. Na razie Duch Święty tak mnie prowadzi, że na kolejnych „gregoriankach” zaprosił mnie, aby razem z pobożnymi niewiastami wspólnie modlić się na Mszy Świętej i prosić o Miłosierdzie dla konających dusz czyścowych. Pozdrawiam Was serdecznie!

Z Panem Bogiem

Stanisław z Poznania

 

 

Szanowni Państwo!

Dobrze, że jesteście. Życzę wam wielu łask Bożych i siły w dalszym działaniu. Nie poddawajcie się siłom zła, które próbują niszczyć wszystko, co Boże. Któż jak Bóg!

Dariusz z Marcinowic

 

 

Szczęść Boże!

Kampania promująca książkę „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest świetnym pomysłem, a sama publikacja jest znakomicie przygotowana i wydana. To w zasadzie jest książka historyczna i tak też mogłaby być reklamowana. Może w przyszłości warto przygotować również osobną kampanię marketingową dla tych, którzy w Kościele nie są jeszcze tak silnie osadzeni…

Z pozdrowieniami

Michał z Gdańska

 

 

Szanowna Redakcjo!

Życzę wszystkiego co najlepsze w roku 2026, niech Boża Opatrzność czuwa nad Waszą działalnością. Artykuły w czasopiśmie „Przymierze z Maryją” są wspaniałe, zawsze ciekawe i potrzebne. Czasami mam wątpliwości, że może ktoś inny bardziej by potrzebował takiej lektury, a ja zajmuję to miejsce. Komu tylko mogę, to podaję po przeczytaniu. Pozdrawiam serdecznie – szczęść Boże!

Stanisława z Rędzin

 

 

Szczęść Boże!

Dziękuję Panu Bogu i Matce Najświętszej za to, co robicie. To bardzo trudne, ważne sprawy. Proszę, nigdy nie ustawajcie w Waszych działaniach. Chylę czoło przed Wami za trud i Wasze poświęcenie w każdej akcji Stowarzyszenia – wychodzicie do ludzi, szerząc kult Maryjny w dzisiejszych trudnych czasach. Zasługujecie na wielki szacunek. Bóg zapłać!

Józefa z Dąbrowy Tarnowskiej

 

 

Szczęść Boże!

W moim przekonaniu Wasza kampania „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest wspaniałą akcją. W lipcu tego roku ukończę, jeśli Pan Bóg pozwoli, 85 lat. Miałem w tym czasie wiele upadków, jak: depresja, rak złośliwy gruczołu krokowego, ale moja silna wiara wpojona mi przez rodziców uzdrowiła mnie. Pozdrawiam Was serdecznie!

Roman z Kujawsko-Pomorskiego