Dziecko jest Bożym darem, który w każdym normalnym człowieku budzi, choć niekiedy głęboko ukryte, pokłady radości, miłości, czułości, chęci do działania, a nawet heroizmu. Nie przypadkiem w Słowie Bożym stanowi ono synonim błogosławieństwa…
Dzień był zwyczajny, niczym nie różnił się od miliona innych, kroczących równym szeregiem od stworzenia świata. Dziewczyna na pozór wcale niewyróżniająca się spośród rówieśnic siedziała w swym pokoju zajęta codzienną domową pracą.
Nagle jej serce niespokojnie zabiło. Poczuła dziwny lęk. Coś się stało! Ale co? (Te pytania w istocie zada sobie później, gdyż na razie wypadki rozgrywały się błyskawicznie). Wyraźnie poczuła czyjąś obecność. Chciała się zerwać, uciekać – przed kim, przed czym? I wtedy stało się – pokój wypełniła nieziemska jasność. Dziewczyna niezdolna się poruszyć została na swoim miejscu. Do jej uszu dotarł nieznany głos – majestatyczny, nieziemski. Podniosła głowę, ale to, co zobaczyła, kazało jej natychmiast opuścić wzrok. Czy coś może być jednocześnie kwintesencją piękna i surowości? Porażać lękiem i zarazem napełniać uwielbieniem?
Usłyszała słowa: Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami. Nie bój się, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna…
Światłość zniknęła. Dziewczyna nieśmiało podniosła oczy i rozejrzała się wokoło. Czy to się naprawdę zdarzyło? Czy to możliwe, że odwiedził ją anioł z Nieba?
Poruszone serce powoli się uspokajało, opadające wzburzenie pozwalało coraz sprawniej odtwarzać przebieg przedziwnego zdarzenia.
– Oto poczniesz i porodzisz Syna…
– Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?
– Duch Święty zstąpi na ciebie i moc Najwyższego osłoni cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym…
Nie wiemy, czy owa pokorna żydowska dziewczyna z rodu Dawida zdawała sobie sprawę z tego, że jeszcze przed stworzeniem świata została wybrana przez Boga do życia nieskażonego skutkami upadku pierwszych rodziców. Możemy chyba jednak w miarę bezpiecznie założyć, że do tej pory w ogóle tego nie przeczuwała.
Łaska poznania spłynęła na nią wraz z anielskim zwiastowaniem. Uspokajające się z wolna serce wybijało rytmicznie odpowiedź, jakiej przez niebieskiego posłańca udzieliła Panu Wszechświata: Fiat, fiat, fiat…
Fiat mihi secundum verbum tuum – niech mi się stanie według słowa twego.
Najbliższe dni, tygodnie i miesiące pokazały, że rozmowa z aniołem nie była przywidzeniem czy sennym majakiem. Dziewica, która nie znała męża była w stanie błogosławionym. Zwolniona od cięższych prac domowych miała teraz więcej czasu na przemyślenie wszystkiego, co ją spotkało. Mogła zadać sobie pytanie – czy ja tego chciałam? Bóg nie zapytał mnie o zdanie. A przecież ja mam wolny wybór. Mój brzuch należy do mnie. Nikt mi nie będzie niczego narzucał – nawet Bóg.
Mogła tak pomyśleć, ale nie pomyślała! Owszem, jako Niepokalana była wolna nie tylko od wszelkiego grzechu, ale wręcz od skłonności ku niemu, ale przecież miała też wolną wolę! Mogła więc, jak każdy człowiek, sprzeciwić się Bożemu planowi. Jednakowoż oprócz swego niepokalanego stanu Maryja była normalną kobietą. A każda normalna kobieta wie, że Bóg nie musi pytać nas o zdanie – On jest naszym Panem, my Jego sługami. Jest naszym Stwórcą i Ojcem, przeto winniśmy Mu posłuszeństwo, bo gdyby nie Jego wola w ogóle byśmy nie istnieli. Tak było, jest i będzie, bez względu na to, czy my sami w to wierzymy i zgadzamy się z tym, czy też nie.
Każda normalna kobieta wie też, że dziecko to dar Boży. Każde dziecko to Boże dziecko. Boża własność powierzona jej tylko chwilowo jak biblijny talent, z którego zostanie kiedyś rozliczona. Dlatego żadna normalna kobieta nie odrzuci daru samego Boga. Żadna normalna kobieta nie zniszczy Bożej własności. Żadna normalna kobieta nie zabije dziecka.
Dziecię wodzem
W roku 1142 umarł władca Brabancji Gotfryd II, pozostawiwszy jedynego dziedzica tronu – rocznego synka. Kraj praktycznie bez władcy to łakomy kąsek dla ekspansywnych sąsiadów, którym dodatkowo miejscowi zdrajcy zamierzają ułatwić zadanie. W takiej sytuacji nie trzeba było długo czekać na najazd. Ale Brabantczycy nie upadli na duchu w dramatycznej sytuacji, lecz osadzili na tronie maleńkiego księcia. Rycerstwo wierne ojczyźnie i dynastii na kolanach zaprzysięgło wierność niemowlęciu: raczej zginą co do jednego, niż opuszczą to bezbronne dziecię!
Kto jednak będzie wodzem? Czy taki książę powiedzie wojsko na bój?
Znajdą się oficerowie, którzy pokierują armią, wszelako to monarcha powinien prowadzić swoje oddziały. Żołnierz przecież nigdy nie bije się lepiej, niż gdy jest świadom, iż spoczywa na nim wzrok króla.
Tak, ten książę powiedzie swoje zastępy – rycerze jednogłośnie obierają małego Gotfryda głównodowodzącym. I oto w srebrnej kołysce jedzie na czele wojska i cały czas pozostaje wśród żołnierzy – Gotfryd III, ich wódz, maleńka dziecina.
Kiedy doszło do starcia z wrogiem, Brabantczycy zawiesili kołyskę między drzewami na tyłach armii i ruszyli w bezpardonowy, zaciekły, krwawy bój. Chociaż walczyli jak lwy, szale zwycięstwa ważyły się długo. Lecz gdy ręce brabanckich żołnierzy poczynały mdleć od nieludzkiego wysiłku, gdy zdawało się, że nie zdołają już ponownie unieść miecza, jeden rzut oka w tył, na kołyskę, w której spoczywał ich książę, daleki odgłos dziecięcego płaczu, wzmacniały ich nadwątloną odwagę i napełniały nową mocą.
Brabantczycy wygrali wojnę. Na zawsze złamali odwiecznego wroga, obronili niepodległość.
Wierni Królowi królów
Ten historyczny fakt niech będzie ilustracją Boskiego orędzia kierowanego ku nam od dwóch tysięcy lat, szczególnie zaś aktualnego obecnie, w dobie powszechnego odchodzenia od wiary, kryzysu moralności i szalejącego bluźnierstwa. Niech przemówi zwłaszcza do tych, którzy przerażeni wizją zbliżania się zapowiedzianego w Apokalipsie Antychrysta, któremu cały świat wydaje się oddawać hołd, załamują bezradnie ręce i – o zgrozo! – poddają się rozpaczy. Niech usłyszą wezwanie: padnijcie na kolana przed Królewskim Dziecięciem i przysięgnijcie Mu bezwzględne posłuszeństwo i wierność do ostatniego tchu, wołając jednogłośnie:
Króluj nad nami, króluj nad wiekami
My z tobą pójdziem na boje
Książę ciemności pierzchnie
w piekła bramy
Królestwo ziści się Twoje.
Wyobcowanie, depresja, lęk, utrata sensu, pustka… Bardzo często te życiowe bolączki kojarzą się z samotnością, osamotnieniem, poczuciem opuszczenia. Ale zastanówmy się – czy zawsze ten stan musi być czymś złym i uciążliwym? Czy na pewno nie możemy wyciągnąć z samotności jakichś korzyści? A może mamy wtedy więcej czasu na refleksję, na przemyślenie własnego życia, relacji z Bogiem i bliźnimi?
Panią Wiesławę Mazur z Jeżówki w Małopolsce poznałem podczas wrześniowej pielgrzymki Apostołów Fatimy do Zakopanego, Kalwarii Zebrzydowskiej, Wadowic i Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie. W swojej parafii, pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, pani Wiesława należy do wspólnoty Żywego Różańca. Oto co jeszcze o sobie opowiedziała…
– Wiarę przekazali mi rodzice. Mieszkaliśmy w Sułoszowie, do kościoła mieliśmy 5 km, ale w niedzielę nie było, że nie chce mi się iść do kościoła. Nawet nikt o tym nie pomyślał. To zostaje, to zaszczepiła mi mama i do dzisiaj tak jest. Był tylko podział: tato szedł na siódmą, ja na dziewiątą, a mama na sumę, bo każdy miał jakieś obowiązki. Takie były niedziele. A broń Boże, żeby coś wziąć do ręki, coś robić w niedzielę! A dzisiaj? Pranie, sprzątanie… Młode pokolenie wszystko wykonuje w niedzielę, bo wtedy ma czas. W tamtych czasach było to nie do pomyślenia.
W Licheniu doznałam czegoś niesamowitego
Pani Wiesława lubi pielgrzymować, a szczególne miejsce w jej sercu zajmuje sanktuarium w Licheniu. – W Licheniu byłam siedem razy. 20 lat temu doznałam tam czegoś niesamowitego. Jechaliśmy przez Kalisz i wstąpiliśmy do Sanktuarium św. Józefa. Kolana mnie wtedy tak bolały, że myślałam iż nie dam rady dojechać do Lichenia. Jak wchodziliśmy do sanktuarium w Kaliszu, to w duchu poprosiłam: żeby te kolana przestały mnie boleć. Nagle poczułam, jakby się ugięły, ale nic więcej się nie stało. Weszliśmy do kościoła, pomodliliśmy się, złożyliśmy podziękowania oraz prośby i pojechaliśmy dalej. W Licheniu trzeba było przejść na klęczkach przez bramę, przy której jest głaz z odciśniętymi stopami Matki Bożej. Powiedziałam, że nie mogę, bo jak klęknę, to nie wstanę, tak mnie te kolana bolą. Wtedy moja koleżanka powiedziała: Spróbuj, może ci się uda. I tak zrobiłam. Przeszłam tę bramę na klęczkach, wstałam i… kolana mnie nie bolały! Do dzisiaj mam zdrowe kolana. Dlatego wracam do Lichenia, jak tylko jest okazja.
Należę do Apostolatu Fatimy i chętnie czytam „Przymierze z Maryją”
– Pewnego razu znalazłam ogłoszenie w gazecie, że można otrzymać „Przymierze z Maryją” i różaniec. Wysłałam mój adres i poprosiłam o przysłanie. Dostałam różaniec i książeczkę o przepowiedniach Matki Bożej z Fatimy. Od tamtej pory wszystko się zaczęło: zaczęłam być w kontakcie ze Stowarzyszeniem, które wspomagałam, na ile mnie było stać. W czasopismach, które dostaję, jest dużo ciekawych rzeczy. Niektóre sobie zachowałam na pamiątkę; wracam do nich, czytam, analizuję, przetrawiam po swojemu. Czytam chętnie prawie całe „Przymierze z Maryją”, bo te artykuły dużo mi dają, wiele się z nich dowiedziałam, a jak rozmawiam ze znajomymi i ktoś mnie pyta skąd to wiem, to mówię, że było w „Przymierzach…”. Po przeczytaniu nic nie wyrzucam, tylko zanoszę do kościoła, żeby ktoś inny sobie zabrał, przeczytał i poznał Stowarzyszenie.
– Od 2018 roku należę do Apostolatu Fatimy i jestem z tego bardzo zadowolona. Zauważyłam, że z mojej miejscowości kilka osób też zapisało się do Apostolatu, bo jak rozmawiam i mówię, że jest Apostolat Fatimy i Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi, to słyszę: Tak, my już wiemy.
Żyję dzięki temu, że wierzę
Pani Wiesława przeżyła śmierć męża, syna i córki. Wiara w Pana Boga i ufność, że Matka Boża pomoże jej i jej bliskim w tej trudnej sytuacji, bardzo pomagała. Tak wspomina te trudne chwile: – Mąż zmarł wcześniej, ale z tym jeszcze szło się pogodzić, bo już przeżył trochę lat, natomiast cierpienie matki nad umierającym dzieckiem, to jest chyba najgorsza rzecz w życiu. Stało się, jak się stało. Trzeba jednak żyć dalej, trzeba się z tym pogodzić, bo jak byśmy się nie pogodzili, to co by z nas było? Dzięki temu, że wierzę, to żyję.
Pewnego razu, gdy byłam u schyłku wytrzymałości, usłyszałam wewnętrzny głos: Nie rezygnuj! I pomyślałam: Nie! Nie zrezygnuję! Dodało mi to tyle siły, że wytrzymałam wszystko i przetrwałam do końca. Nie załamałam się, bo uświadomiłam sobie, że taka była wola Boża. Modlę się tylko, żeby nie było gorzej i wierzę, że kiedyś się jeszcze spotkamy.
Oprac. Janusz Komenda
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Na początku chciałabym gorąco podziękować całej Redakcji, wszystkim redaktorom, księżom, którzy piszą piękne artykuły. Chciałam z całego serca podziękować za otrzymane „Przymierze z Maryją” oraz piękną figurkę Matki Bożej Fatimskiej oraz inne materiały i dewocjonalia. Wasza praca jest potrzebna, wartościowa, pokazuje piękno wiary w Miłosierdzie Boże. Będę się modlić za całą Redakcję o zdrowie, siły i błogosławieństwo Boże.
Z Panem Bogiem!
Jolanta z Rybnika
Szanowni Państwo!
Serdecznie dziękuję za piękny kalendarz „365 dni z Maryją”, a także za ładne poświęcone obrazki i wszystkie przesyłki, jakie otrzymuję od Was. Cieszę się, że o mnie pamiętacie i ja też o Was pamiętam w modlitwie. Bardzo cieszę się z Waszej pracy. Dużo pracuje cały zespół, chylę czoła przed Wami. Bardzo dziękuję Wam wszystkim, życząc wszelkiego Dobra. Szczęść Boże!
Franciszka z Gryfina
Szanowny Panie Prezesie!
Bardzo dziękuję Panu za piękne życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego, ale również i fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły ducha i wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla rozwoju naszej duchowości chrześcijańskiej. Wszystkie materiały i dewocjonalia, które otrzymałem od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi, są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę Panu, Apostolatowi Fatimy, zespołowi redakcyjnemu i wszystkim współpracownikom wielu łask Bożych, opieki Maryi, dużo radości i zdrowia. Wszystkiego najlepszego. Szczęść Boże!
Marek z Lublina
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Bardzo dziękuję za współpracę z Wami. Trwa ona już od 18 lat. Doceniam Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi i cały zespół redakcyjny. To, co piszecie, pogłębia naszą wiarę w trudnych dzisiejszych czasach. Modlę się za cały zespół redakcyjny. Dziękuję, że pamiętacie w modlitwach o mnie i mojej rodzinie, za życzenia urodzinowe, za kalendarz, który rozświetla mój dom. Każdego dnia patrzę na Matkę Najświętszą, która nas błogosławi, wyprasza nam zdrowie i opiekę.
Z Panem Bogiem!
Danuta z Michałowa
Szczęść Boże!
Pragnę złożyć serdeczne podziękowanie za otrzymane życzenia urodzinowe uwiecznione na pięknej karcie z wizerunkiem Fatimskiej Pani.
Z Panem Bogiem!
Robert
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Bardzo dziękuję za Wasz wkład w krzewienie prawd wiary. Pragnę podziękować za otrzymane materiały edukacyjne, które umacniają wiarę, duchowość, niosą światło pokoju i miłość w sercach. Dają nadzieję do życia i niech tak pozostanie jak najdłużej – najlepiej na zawsze. Wspierając tę kampanię, wspólnie walczymy o serca, które jeszcze są uśpione. Cały miesiąc październik uczestniczyłem w nabożeństwie różańcowym, ofiarując za grzeszników, którzy obrażają Niepokalane Serce Maryi. Życzę całej Redakcji i dla Pana Prezesa obfitych łask Bożych. Z Panem Bogiem, Bóg zapłać za wszystko z całego serca!
Wojciech z Grodziska Mazowieckiego
Szczęść Boże!
Takie dzieła Boże jak Wasze trzeba koniecznie wzbudzać! W przesłaniu Matki Bożej płynącym z Gietrzwałdu drzemie wielka potęga ratunku dla Polski – to jest nasze zadanie do odrobienia. Bogu dzięki, że mamy w Polsce tak wspaniałych ludzi jak Wy (i Wasze Stowarzyszenie), którzy to odkrywają! Heroicznym wysiłkiem rozprzestrzeniają to cudownie ratujące Polskę przesłanie. Szczęść Wam Boże na długie lata!
Rita i Ryszard
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Dziękuję bardzo za życzenia urodzinowe, a szczególnie za Waszą modlitwę w mojej intencji. Najbardziej wszyscy potrzebujemy opieki Pana Boga. Świętym Charbelem, zainteresowałam się już kilka lat temu. Oprócz książek, mam dla całej rodziny relikwie oraz olej świętego Charbela, przysłanym z Libanu. Warto, aby jak najwięcej ludzi Go poznało. Chciałam powiedzieć także o innym, bardzo skutecznym orędowniku, chociaż oczekującym na wyniesienie na ołtarze, Słudze Bożym Wenantym Katarzyńcu, nazywanym polskim Charbelem. Bardzo skutecznym, czego osobiście doświadczyłam. Sama nie mogłam uwierzyć, jak szybko i w jaki sposób mi pomógł. Tego dowody posiada również moja córka. Rozwikłanie jej problemu odbywało się w tak irracjonalny sposób, że trudno nie uwierzyć w pomoc Sługi Bożego Wenantego. Obiecałam, że będę opowiadała o Jego skutecznej pomocy. W internecie jest wiele filmów i książek o Wenantym. Żyjemy dzisiaj w trudnych czasach, dużo ludzi boryka się z problemami finansowymi. Jeśli ten stan się nie zmieni, czeka nas totalne bankructwo. Czcigodny Sługa Boży Wenanty Katarzyniec jest bardzo skuteczny w tych sprawach. Szanowni Państwo, może również warto by było dać ludziom szansę skorzystania z tej pomocy i zorganizować jakąś akcję związaną z tym kandydatem na ołtarze? Życzę Państwu dużo zdrowia i siły w prowadzeniu tak szczytnej działalności, z której obficie korzystamy. Mówię z wdzięcznością – Bóg zapłać!
Krystyna
Szczęść Boże!
Bardzo popieram to, co robicie – że wysyłacie różne pisma, które w tym czasie są bardzo potrzebne, aby ludzie się dowiedzieli, jak żyć z pomocą Pana Jezusa, Matki Najświętszej i wiarą bo jest to bardzo potrzebne. Dziękuję za wszystkie upominki, które od Was otrzymuję. Gorąco modlę się za Was i także proszę o modlitwę.
Genowefa z Rzeszowa