Święte wzory
 
Św. Sebastian mężny i wierny żołnierz Chrystusa
Adam Kowalik

Święty Sebastian urodził się w Narbonie, stolicy jednej z prowincji imperium rzymskiego – Galii Narbonensis (dziś południowa Francja). Jego ojciec, który był urzędnikiem, przebywał tam zapewne służbowo. Młodzieńcze lata przyszły męczennik spędził w Mediolanie, gdzie było gniazdo jego rodu. Gdy dorósł, zdecydował się na karierę wojskową. Być może dzięki wpływom ojca został oficerem gwardii pretoriańskiej. Do Rzymu przybył około 283 roku już jako chrześcijanin.

Pod koniec III wieku wiara w Chrystusa, choć wyznawała ją pokaźna część społeczeństwa imperium, nadal była uważana za nielegalną. Co jakiś czas w różnych zakątkach państwa dochodziło do pogromów i prześladowań. W związku z tym roztropność nakazywała, by się ze swoim chrześcijaństwem zbytnio nie obnosić. Także Sebastian był w tym względzie dyskretny.

Sympatia, jaką darzył Sebastiana cesarz Dioklecjan, ale także talenty wojskowe, które młody oficer niewątpliwie posiadał, sprawiły, że szybko awansował w hierarchii gwardii pretoriańskiej. Parę lat po przyjeździe do Rzymu objął dowództwo pierwszej kohorty, stał się więc najwyższym rangą centurionem formacji. Wybitne przymioty umysłu i charakteru powodowały, że cezar chętnie widział go w gronie osób towarzyszących mu na co dzień.
Dioklecjan za cel swoich rządów postawił sobie umocnienie państwa. Niestety, uznał, że do jego osiągnięcia przybliży go wzmocnienie religii pogańskiej. Chrześcijan, odrzucających zdecydowanie wszelkie obce kulty, uznał za grupę osłabiającą państwo. Wydał więc kilka dekretów wymierzonych w Kościół. Wkrótce zaczęły się aresztowania i egzekucje wyznawców Chrystusa.

ŚWIADECTWO WIARY


Sebastian nierozpoznany jako chrześcijanin był świadkiem cierpień wielu przyjaciół i znajomych. Wzrastał w nim gniew przeciw tak wielkiej niesprawiedliwości. Zdawał sobie jednak sprawę, że przemocą nic nie zdziała. Nieraz nachodziła go chęć, by ujawnić się i w doskonały sposób naśladować Mistrza z Nazaretu przez cierpienie. Męstwa temu szlachetnemu mężowi przecież nie brakowało. Zdawał sobie jednak sprawę, że ze względu na pozycję jaką zajmował w otoczeniu cezara, może być użyteczny uwięzionym braciom i siostrom. Milczał więc i robił swoje, tzn. używał swych wpływów, by ulżyć doli prześladowanych i podnieść ich na duchu.
Przed aresztowaniem nie chroniła nikogo ani pozycja społeczna, ani też majątek. Wśród uwięzionych znaleźli się między innymi dwaj bracia bliźniacy Marek i Marcellinus – potomkowie bogatego rodu rzymskiego. Mimo namów, a potem tortur, nie wyparli się Chrystusa. Tymczasem Dioklecjanowi bardzo zależało na złamaniu obu mężczyzn. Ich zaparcie się mogło zachwiać wiarą innych. Gdy nie pomogły tortury, postanowił sięgnąć po bardziej perfidne metody.

Do domu Nikostrata, któremu cesarz powierzył przetrzymywanie obu mężczyzn, przyprowadzono rodzinę uwięzionych. Najbliżsi nie szczędząc łez błagali obu, by ratowali się i złożyli wymaganą przez władze ofiarę bogom pogańskim. Rodzice narzekali, że na stare lata zostaną bez synowskiej opieki, żony rozpaczały nad utratą mężów i nieszczęściami, jakie ich upór ściągnie na rodzinę. Najbardziej rozdzierały dusze prośby dzieci, które małymi rączkami obejmowały ojców zalewając się łzami. Mężne dotąd serca Marka i Marcellinusa zaczęły kruszeć.

Obecny podczas tej sceny Sebastian przestraszył się, że bracia ulegną i zaprą się Boga, biorąc na swe barki ciężki grzech apostazji. Nie zważając na własne bezpieczeństwo, zabrał więc głos:
– Dziwiłbym się bardzo wam mocnym i przez tak wielkie męki niezwyciężonym Chrystusowym żołnierzom, gdyby dziecinne i niewieście łzy i narzekania, serca wasze, w których Chrystus mieszka, miały zwyciężyć. Srogie męki, któreście dla Chrystusa na ciele swym odnieśli i długie więzienie przywieść was do tego nie mogły, a te miękkie słowa ludzi świeckich, którzy nic o żywocie, którego po śmierci oczekujemy, nie wiedzą, przywieść was miały do grzechu.

Wystąpienie Sebastiana zrobiło ogromne wrażenie na wszystkich. Żona Nikostrata, Zoe, przypadła do nóg Świętego, dając znak, że wiara, którą głosi, także jej stała się bliską. Bóg udzielił tej kobiecie podwójnej łaski, bowiem gdy centurion zaczął modlić się nad nową siostrą, rozwiązały się także jej usta – odzyskała mowę, którą utraciła 6 lat wcześniej.

Drogą żony poszedł także Nikostrat i poprosił Sebastiana o chrzest. Zwrócił się także do Marka i Marcellinusa, namawiając ich do ucieczki. Ci jednak odzyskali już równowagę duchową i wzbraniali się. Wiarę wyznali także rodzice obu mężczyzn, Trankwillus i Marcja, oraz niektórzy spośród przetrzymywanych w tym domu więźniów pogan.

Centurion wysłał więc posłańca po kapłana Polikarpa, by przybył i przyjął do Kościoła nowych wiernych. Wkrótce sakrament chrztu obmył z grzechu 64 osoby.

KOŚCIÓŁ WZRASTA NA KRWI MĘCZENNIKÓW

Sebastian nie zaprzestał już pracy apostolskiej, wraz z Polikarpem rozpoczęli misje wśród pogan. Wspierali także chrześcijan ukrywających się przed prześladowaniami.

Wielu spośród nawróconych przez Świętego miało wkrótce zaświadczyć o wierności Chrystusowi życiem. Zoe aresztowana w chwili, gdy modliła się nad grobem św. Piotra, po sześciu dniach przetrzymywania o głodzie w więzieniu, została bestialsko zamordowana (powieszona za nogi nad ogniskiem). Trankwillus również ujęty nad grobem Księcia Apostołów zginął ukamienowany. Także Marek i Marcellinus doczekali się ostatecznej próby. Urzędnik rzymski Fabianus polecił przybić obu do drewnianej belki. Oczekiwał, że w końcu ulegną i zaprą się swej wiary. Gdy jednak okazało się, że bracia nie tylko nie załamali się, ale wręcz przeciwnie, podczas kaźni śpiewali pieśni, zostali przez Rzymian dobici włóczniami.

CUDOWNE OCALENIE


Przyszła także kolej na Sebastiana. Informacja o jego działalności misyjnej, wsparciu niesionym współbraciom, a także uzdrowieniach, które Bóg za pośrednictwem centuriona wielokrotnie czynił, doszła do uszu władz. Sprawa trafiła do samego cesarza. Dioklecjan kazał wezwać swego oficera. Zarzucił mu zdradę i niewdzięczność. Święty pozostał niewzruszony. Nie tylko bronił swej wiary, ale także wezwał imperatora, by nawrócił się. Tego Dioklecjanowi było za wiele. Wybuchnął gniewem i kazał Sebastiana rozstrzelać.
Łucznicy szybko poradzili sobie z zadaniem. Ciało skazańca naszpikowane strzałami pozostało na miejscu egzekucji. Dopiero w nocy przyszła po nie pobożna chrześcijanka imieniem Irena. Ze zdumieniem odkryła, że pomimo dużej ilości głębokich ran Sebastian daje oznaki życia. Zabrała więc go do domu i otoczyła troskliwą opieką. Silny, żołnierski organizm poradził sobie ze słabością i męczennik powrócił do zdrowia.
Mimo namów postanowił nie opuszczać Rzymu. Sebastian nie był człowiekiem tuzinkowym. Nie potrafił ograniczyć się do biernego oczekiwania na koniec prześladowań. – A gdyby tak – pomyślał – zagrać o najwyższą stawkę i rozmówić się jeszcze raz z cezarem? Może Dioklecjan rozpozna w cudownie ocalałym skazańcu herolda Boga i porzuci pogaństwo. Jakże zmieniłoby się imperium, gdyby uległo woli Bożej.

MĘCZEŃSKA ŚMIERĆ

Sebastian nie miał większych problemów z dostaniem się do pałacu cesarskiego. Nierozpoznany przez strażników, wkrótce stanął przed cesarzem. Ten zdumiał się.
– Tyś jest Sebastian, którego kazałem rozstrzelać? – zapytał.

– Jam jest od Boga, którego chwalę, od śmierci wskrzeszony, abyś znał moc Boga, którego niewinne święte sługi prześladujesz, zabijając ludzi cnotliwych. Poznaj przynajmniej z tego cudu, który widzisz, Bóstwo Chrystusowe, a brzydź się tymi swoimi bałwanami i szatańską służbą – odrzekł Męczennik.
Niestety cesarz nie wyszedł naprzeciw Łasce, jaką za pośrednictwem swojego sługi, oferował mu Bóg. Natychmiast zawołał strażników i rozkazał zatłuc dzielnego chrześcijanina pałkami, a ciało wrzucić do kanału ściekowego.

Wolą Boga było jednak zachować relikwie męczennika dla przyszłych pokoleń. Sebastian ukazał się we śnie pewnej chrześcijance, Lucynie, i wskazał miejsce, gdzie jego ciało się znajdowało. Wydobyte spoczęło w katakumbach i stało się przedmiotem kultu wiernych.
Po wiekach imię Sebastiana zasłynęło ponownie, gdy w 680 r. uratował od szerzącej się zarazy Rzym. Od tej pory wzywają go wierni zagrożeni zarazą. Opiekuje się także żołnierzami, rannymi, strzelcami i rusznikarzami. Kościół wspomina go w dniu narodzin dla nieba, czyli 20 stycznia.


"Przymierze z Maryją" dociera regularnie do ponad 430 tysięcy osób. Dołącz do grona naszych Przyjaciół i zostań stałym czytelnikiem czasopisma.

NAJNOWSZE WYDANIE:
Maryja naszą Matką
Kościół od zawsze oddaje cześć Najświętszej Dziewicy Maryi, Bogurodzicy – naszej Matce, Orędowniczce i Wspomożycielce. Cześć ta przybierała na przestrzeni wieków różne formy i wyrazy, oddając poruszenia chrześcijańskich serc i charakter poszczególnych narodów.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Maryja nas wychowuje

Pani Monika Rypień z Raciborowic Górnych na Dolnym Śląsku jest Apostołem Fatimy od roku, ale jej wspólna droga z Maryją trwa już wiele lat. Jej piękne świadectwo jest dowodem na to, że trudności i życiowe zakręty przechodzone wspólnie z Bogiem i Maryją są zawsze możliwe do pokonania, a obecność Maki Bożej i zawierzenie Jej swoich spraw naprawdę zmienia ludzkie życie.

Maryja w moim życiu i w życiu mojej rodziny jest kimś szczególnym. Ona nas wychowuje, jeśli tylko damy się poprowadzić. Przyjaźń z Matką Bożą rozpoczęła się już od wczesnych lat mojego życia. Uwielbiałam pieśni do Matki Bożej, nabożeństwa majowe czy różańcowe, a w szczególności święta maryjne. W wieku nastoletnim poznałam historię Matki Bożej Fatimskiej: Matka Boża prosi o modlitwę dzieci, które dzięki niej mogą wyprosić nawrócenie ludzkości! Od tego momentu Fatima zajęła szczególne miejsce w moim sercu. Kiedy byłam studentką we Wrocławiu, miałam możliwość uczestniczenia w nabożeństwach fatimskich. Były one przepiękne… Różaniec – nieustanny Różaniec! – sprawił, że mimo różnych przeciwności i doświadczeń, jakie niesie życie, zawsze miałam siłę, takie poczucie, że jest Ktoś obok. Ktoś, kto czuwa, wspiera, niezależnie od wszystkiego, co się działo.

Punktem zwrotnym, początkiem niezwykłego doświadczenia Matki Bożej w moim życiu był czas, kiedy byłam w ciąży z pierwszym i drugim dzieckiem. Pierwsze dziecko poczęłam dzięki wstawiennictwu Matki Bożej. Razem z mężem modliliśmy się, bo bardzo chcieliśmy mieć dziecko, a tak długo go nie było… Ja powierzyłam tę intencję Maryi, zostawiłam to Jej działaniu. Pewnego dnia mąż przyszedł do mnie i dał mi obrazek Matki Bożej: Wiesz co, na Jasnej Górze są takie modlitwy w pierwszą sobotę miesiąca za małżeństwa, które nie mogą mieć dzieci. To było niesamowite, jak on wyraził chęć oddania się Matce Bożej! Jeszcze tego samego miesiąca okazało się, że będziemy mieli dziecko.

Urodził się syn. Wcześniak. Mieliśmy miesiąc leżeć w szpitalu, a okazało się, że po trzech dniach wypuszczono nas do domu. Było tak dobrze, że lekarz stwierdził, że daty zostały pomylone, bo to niemożliwe, on nie powinien sam oddychać, tylko leżeć pod respiratorem. Ale data nie mogła zostać w żaden sposób pomylona, bo to było dzieciątko tak wyczekane, że nie ma po prostu możliwości pomyłki! W ciąży z drugim dzieckiem miałam ogromne problemy zdrowotne. Lekarze powiedzieli, że dziecko urodzi się chore. Wada genetyczna… Jak by nie było, my z mężem jesteśmy za życiem i przyjęlibyśmy każde dziecko. Ale zadziałała potężna modlitwa, wsparcie mnóstwa osób i dziecko urodziło się zdrowe. I tutaj cały czas Matka Boża nam towarzyszyła! Może ktoś by powiedział, że to było szczęście, przypadek. Ale my z mężem cały czas uważamy, że jest to opieka Matki Bożej. Co by się nie działo, zawsze oddajemy wszystko Maryi, i rzeczywiście, wszystko się później układa.

Oboje z mężem nie pochodzimy z miejscowości, w której mieszkamy, przeprowadziliśmy się tu po ślubie. Tutejsza parafia jest piękną i rozmodloną wspólnotą. Ale poznając nową
wspólnotę, zauważyłam, że nie ma tu nabożeństwa fatimskiego, więc poszłam z prośbą do księdza proboszcza, żeby takie nabożeństwo się odbywało. Dzięki zgodzie i współpracy księdza nabożeństwa fatimskie odbywają się u nas już od 2016 roku. Wspólnie z parafianami przygotowywaliśmy się do stulecia Objawień wielką nowenną fatimską. Ludzie bardzo pozytywnie przyjęli to nabożeństwo. Gdy tylko zbliża się maj, dzwonią i pytają, czy i w tym roku się odbędzie!

Na Stowarzyszenie trafiłam tak zwanym przypadkiem, w internecie. Spodobały mi się inicjatywy propagowania kultu Matki Bożej Fatimskiej. Kiedy przeczytałam, że są ludzie, którzy się tego podjęli, też zapragnęłam pomóc. Jest jeszcze jedna szczególna historia związana z moim uczestnictwem w Apostolacie. Raz wypadło tak, że byłam na roratach w całkiem innej parafii, gdzie nie było ze mną moich dzieci, i tam ksiądz rozdawał dzieciom figurki Matki Bożej. Bardzo mi się to spodobało. Dziś w wielu domach, gdzie żyją młode rodziny, brakuje nawet krzyża na ścianie, obrazów Matki Bożej czy Jezusa. To jest niemodne… a te dzieci z radością przyjmowały figurkę Maryi. Pomyślałam sobie, że może przyjadę tu kiedyś z moimi dziećmi i one też wezmą udział w takim losowaniu? I na drugi dzień w skrzynce pocztowej znaleźliśmy figurkę Matki Bożej z Apostolatu! To była ogromna radość. W naszym domu przy wyjściowych drzwiach znajduje się też kropielnica, a obok niej zawiesiliśmy Akt poświęcenia naszego domu Matce Bożej, który często ponawiamy. Tak pięknych inicjatyw jest o wiele więcej. I do tego Apostołowie modlą się za siebie nawzajem! Dzięki temu nasza wspólnota wspiera się wzajemnie i czerpie swoje siły, służąc Maryi, która prowadzi nas ku Jezusowi.

Przyg. MW



Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szczęść Boże!
Na wstępie pragnę podziękować za kalendarz „365 z Maryją” oraz pismo „Przymierze z Maryją”. Od wielu lat starałem się wspierać każdą akcję organizowaną przez Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi. Szczerze mówiąc, nie zawsze podchodziłem sumiennie do lektury, którą od Was otrzymywałem („Przymierze z Maryją”, „Polonia Christiana”). Wydawało mi się, że samo wspieranie finansowe w zupełności wystarczy. Myliłem się! Teraz, gdy znalazłem się w „jaskini zła”, tam, gdzie rządzi książę ciemności, zacząłem doceniać moc wiary i Bożego słowa, zawartych w Waszych artykułach. Modliłem się zawsze (…), ale wydaje mi się, że raczej z obowiązku niż z potrzeby. Teraz, będąc w zakładzie karnym, gdzie naprawdę ciężko znaleźć człowieczeństwo, współczucie, a co za tym idzie bliskość Bożego Miłosierdzia, pozostaje cicha modlitwa i rozmowa z Panem Bogiem (…). Jest jeszcze nasza ukochana Mateczka MARYJA, która przez całe moje życie okrywała mnie i moją rodzinę swym miłosiernym niewidzialnym płaszczem ochronnym. (…) Bóg naprawdę nas kocha! Pisząc to, mam na myśli dzieło, którego się podjęliście. Bóg zapłać!
Proszę o modlitwę w mojej intencji.
Jacek

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Pragnę Państwu podziękować za pracę na rzecz krzewienia Miłosierdzia Bożego. Serdecznie dziękuję za czasopismo „Przymierze z Maryją” oraz wszystkie piękne upominki, które od Was otrzymuję. Całej Redakcji życzę największych sukcesów. Modlę się codziennie, aby dobry Bóg i Jego Matka otaczali Was Swoją opieką i błogosławili w dalszej pracy. Jako Apostoł Fatimy pragnę wspierać Was skromnym datkiem, aby Wasza działalność rozszerzała się na całe nasze społeczeństwo. (…)
Bronisław ze Starogardu Gdańskiego

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Pragnę pozdrowić serdecznie całą Redakcję „Przymierza z Maryją” oraz podziękować za przysyłane mi egzemplarze Waszego pisma, które bardzo mi się podobają, są ciekawe i poruszające, a nawet wzruszające. Dziękuję za ciekawe artykuły, dziękuję za dział „Strony Maryjne”, gdzie znajdują się piękne opisy sanktuariów Matki Bożej. Ta lektura pisma katolickiego bardzo mnie wzbogaca i poucza. Dziękuję również za wszystkie przesyłane mi dewocjonalia, którymi obdarowuję moich najbliższych. Chcę, aby i oni cieszyli się i wzbogacali duchowo. Bóg zapłać za wszystkie modlitwy w mojej intencji i mojej rodziny. Wspieram Waszą redakcję duchowo, a jak tylko będę mogła, będę też wspierała ją finansowo.
Pozdrawiam serdecznie Pana Prezesa Stowarzyszenia Sławomira Olejniczaka i jego współpracowników oraz czytelników tego pięknego pisma. Szczęść Wam Boże!
Stała czytelniczka – Bernadetta

Szczęść Boże!
Szanowny Panie Prezesie! Serdecznie dziękuję Panu oraz Pana współpracownikom za wszystkie przesyłki skierowane do nas, a w szczególności za każdy kolejny egzemplarz czasopisma „Przymierze z Maryją”.
Można zauważyć, że od dłuższego czasu artykuły i szata graficzna jest coraz bogatsza i wzbogaca nas, Czytelników, w wiedzę katolicką. Wskazuje drogę do Boga za wstawiennictwem Maryi i świętego Józefa, prosząc o łaski uzdrowienia i wszelką pomoc. W natłoku codziennych obowiązków znajdujemy czas na modlitwę – Różaniec, Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Modlimy się o pomyślność naszych dzieci i wnucząt oraz osób nam najbliższych. Odczuwamy wtedy, że Bóg jest z nami i że nie jesteśmy sami. To podnosi nas na duchu, stanowiąc oparcie w rozwiązywaniu wszelkiego rodzaju spraw. Nadmieniamy jednocześnie, że przynależność do Apostolatu Fatimy jest dla nas czymś bardzo ważnym. Każdy człowiek żyjąc na tym świecie, winien starać się pozostawić ślad swojej egzystencji na ziemi, a ocenę pozostawić najbliższym, a przede wszystkim Bogu.
Edward wraz z Małżonką

Szanowni Państwo!
Dziękuję za przesłanie filmu „Via Dolorosa” z dołączonymi rozważaniami „Drogi Krzyżowej”. Chętnie czytam „Przymierze z Maryją”. Oddaję ten dwumiesięcznik także w inne ręce i zachęcam do włączenia się w jego czytanie i propagowanie wśród bliźnich. Zachwycona jestem tematyką Waszego pisma. Gratuluję doboru materiałów, które wzbogacają wiarę oraz wiadomości religijne i inne (ze świata), związane z chrześcijańską postawą człowieka. Bóg zapłać za wszystko! Z wyrazami szacunku.
Marianna z Mazowieckiego

Szczęść Boże!
Chciałbym podziękować całej Redakcji i przyjaciołom Apostolatu Fatimy oraz „Przymierza z Maryją” za wieloletnie wsparcie duchowe, modlitwy i Msze Święte w intencji nas wszystkich, a także piękne upominki dające wiele radości. Zawsze oczekuję i czytam od deski do deski Wasz (nasz) wspaniały dwumiesięcznik. Później przekazuję go innym, by był pocieszeniem w naszych trudnych czasach, także dla innych. Pozdrawiam serdecznie.
Mirosław

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Otrzymałem od Państwa piękne opracowanie „Via Dolorosa” z płytą i modlitwą do Krzyża Świętego, za które bardzo dziękuję. To piękna Państwa akcja, w której też chcę wziąć udział. (…) Staram się uczestniczyć we wszystkich Państwa kampaniach mających na celu przebudzić sumienia Polaków, ale też uczyć wiary i historii Kościoła. Mam już swoje lata, wiary uczyły mnie mama i babcia, teraz ją przekazuję swoim dzieciom i wnukom. Jednak najwięcej wiadomości z życia Kościoła, o życiu świętych, historii Kościoła czerpię z „Przymierza z Maryją”, które otrzymuję i czytam od pierwszej do ostatniej strony. Jako Polak, który wiele lat mieszkał w Niemczech, jestem dumny z Waszej pracy. Serdecznie pozdrawiam i życzę wielu łask Bożych dla całej redakcji „Przymierza z Maryją”.
Wojciech