Święte wzory
 
Św. Paweł Danei - Miłośnik Krzyża
Adam Kowalik

Mistyk, asceta, czciciel Męki Pańskiej, misjonarz, przewodnik dusz, założyciel zgromadzenia zakonnego. Tak pokrótce można by scharakteryzować świętego Pawła Daneiego, osiemnastowiecznego włoskiego zakonnika i kapłana, który znany jest szerzej jako św. Paweł od Krzyża.

 

Urodził się 3 stycznia 1694 roku w miejscowości Ovada, w pobliżu Alessandrii (Piemont). Jego ojciec, Łukasz, był drobnym kupcem. Matka Anna Maria Massari zajmowała się domem. Paweł, jako najstarszy z rodzeństwa pomagał ojcu w działalności handlowej. Niewiele czasu pozostawało mu dla siebie. Mimo to nie zaniechał edukacji. Imponującą wiedzę zawdzięczał w dużej mierze wytrwałej lekturze.

 

Syn pobożnych rodziców

 

Oboje rodzice odznaczali się żarliwą wiarą, którą przekazali dzieciom. Paweł wyrósł na pobożnego i ułożonego młodzieńca. Jego relację z Bogiem pogłębiło oświecenie, jakie otrzymał w 1713 roku podczas nabożeństwa. Świadom swych wad, postanowił udoskonalić własne życie duchowe. Pragnął jeszcze bardziej kochać Boga i przylgnąć do Niego.

 

Gdy papież Klemens XI w 1715 roku zaapelował do katolików, by zaangażowali się w krucjatę w obronie atakowanej przez Turcję Wenecji, Paweł Danei zapalił się do tej idei. Odbył spowiedź z całego życia i gotowy na śmierć męczeńską, zaciągnął się w szeregi wojsk chrześcijańskich. Jednak podczas modlitwy w jednym z kościołów Cremy, Bóg dał mu poznać, że jego przeznaczeniem jest inna walka – duchowa. Porzucił więc szeregi wojska i powrócił do domu. Nadal jednak nie bardzo wiedział, co ma robić. Wszechmogący prowadził go do zrozumienia powołania drobnymi krokami, przez zsyłanie natchnień.

 

Wzrastanie do świętości

 

Jedno z pierwszych otrzymał jeszcze w 1717 roku. Podczas wędrówki wzdłuż wybrzeża dojrzał stojący na górze malutki kościół. Poczuł pociąg do życia pokutnego w ubóstwie. W roku następnym Bóg dał mu natchnienie, że powinien zgromadzić wokół siebie towarzyszy. Latem 1720 roku oczyma duszy zobaczył swą postać w czarnym, żałobnym habicie, z wyszytymi na piersi białą nicią: sercem, krzyżem i Najświętszym Imieniem Jezus – pamiątką Męki Zbawiciela. Zrozumiał, że jego powołaniem jest założenie nowego zgromadzenia pokutnego, które będzie nosić objawione mu w widzeniu stroje.

Na razie mieszkał z rodzicami w miasteczku Castelazzo. Rodzina Danei osiedliła się tu w 1717 roku. Prowadził intensywne życie duchowe, oparte przede wszystkim na częstym przystępowaniu do sakramentów świętych, długich adoracjach Najświętszego Sakramentu i wygłaszaniu egzort w konfraterni św. Antoniego Opata. Bratnią duszę znalazł w swoim młodszym bracie, Janie Chrzcicielu, który uznawał jego autorytet w życiu duchowym.

W końcu swoją sprawę przedłożył biskupowi Alessandri, Franciszkowi Arbario di Gattinara, który zezwolił mu na włożenie habitu, jednak jeszcze bez emblematów Męki Pańskiej. Obłóczyny miały miejsce w piątek, 22 listopada 1720 roku. Zgodnie z poleceniem hierarchy, młody Danei odbył potem rekolekcje, podczas których opracował regułę planowanego zgromadzenia.

 

Zgodnie ze wskazówką hierarchy udał się do Rzymu, by poprosić papieża o zgodę na założenie nowej wspólnoty. Niestety, nie udało mu się dotrzeć do Namiestnika Chrystusa. Postanowił więc poświęcić się życiu wewnętrznemu i wraz z bratem Janem Chrzcicielem zamieszkał w pustelni na Monte Argentario. Tu przeżył szczęśliwy okres poświęcony modlitwie i medytacji. Osiągnął wtedy wyżyny kontemplacji i przeżył mistyczne zaślubiny z Bogiem. Stało się to w 1722 lub 1723 roku, w święto Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny.

 

Naturalnie nie zarzucił planów stworzenia nowej wspólnoty. W tym celu przeniósł się do Gaety. Po dwuletnim pobycie w tym mieście, w pierwszej połowie 1725 roku, wsparty radami zaprzyjaźnionych hierarchów, ponownie udał się do Rzymu. Tym razem udało mu się porozmawiać z Ojcem Świętym Benedyktem XIII, który życzliwie odniósł się do planów ascety i pozwolił mu na gromadzenie wokół siebie towarzyszy.

 

Nie od razu braciom Danei udało się pozyskać nowych pokutników – czcicieli Męki Pańskiej. Krótki okres posługi w rzymskim szpitalu św. Gallikana okazał się pod tym względem bezowocny. Przyniósł jednak wielki skok w dziedzinie życia duchowego. Bracia odbyli kurs teologiczny zakończony przyjęciem święceń kapłańskich 7 czerwca 1727 roku. Po powrocie na Monte Argentario mogli już bez przeszkód głosić rekolekcje w okolicznych parafiach. Otaczała ich opinia świętości. Mimo niespokojnych czasów (trwała wojna o polską sukcesję) udało się ukończyć budowę pierwszego klasztoru w Orbetello.

 

Kolejne lata to czas poszukiwania przez Pawła i pierwszych pasjonistów ostatecznej formuły zgromadzenia. Po długoletnich staraniach udało się uzyskać zatwierdzenie reguły. Wielu proszonych o opinię duchownych uznawało ją za zbyt surową. Paweł wspierany przez współbraci dopilnował, by złagodzeń było jak najmniej. W końcu zgodził się jednak na takie ustępstwa jak m.in.: noszenie sandałów zamiast chodzenia boso (w Rzymie trasę jego wędrówki zdradzały krwawe ślady stóp odbite na białych schodach) czy zakładanie płaszcza i nakrycia głowy zimą.

 

Paweł od Krzyża

 

15 maja 1741 roku Benedykt XIV zatwierdził regułę Zgromadzenia Ubogich Kleryków Bosych pod wezwaniem Najświętszego Krzyża i Męki Jezusa Chrystusa, bo tak brzmiała pierwotna nazwa zgromadzenia. 11 lipca tegoż roku Paweł wraz z 6 współbraćmi złożył pierwszą profesję ślubów zakonnych. Oprócz trzech tradycyjnych ślubów zobowiązali się do szerzenia nabożeństwa i kultu Męki Pańskiej przez rozważanie Jej wraz z wiernymi. Odtąd założyciel posługiwał się imieniem Paweł od Krzyża.

 

W tym czasie zgromadzenie intensywnie się rozrastało. Głównym jego charyzmatem, oprócz modlitwy, było głoszenie misji ludowych. Zadanie trudne, choć owocne. Biografowie wspominają, jak pewnego razu zaczepił Pawła uzbrojony bandyta i kazał iść ze sobą w las. W gąszczu nagle obrócił się i… poprosił o spowiedź. Znany jest także przypadek skruszonego mafiosa, który chcąc odwdzięczyć się za dar nawrócenia, wyznał Pawłowi: Oddałbym życie za ciebie. Jeżeli masz jakiegoś wroga, to powiedz mi tylko, a ja już potrafię go wykończyć.1

 

Zgromadzenie pasjonistów rozrastało się coraz szybciej. Gorliwość jego członków budziła szacunek wiernych. Św. Paweł, który do końca życia przewodził braciom, musiał czasem odrzucać propozycje fundacji klasztoru z braku wyrobionych duchowo i doświadczonych zakonników. Starannie odsiewał kandydatów, którzy nie nadawali się do zgromadzenia, gdyż nie posiadali cech charakteru niezbędnych do życia według ciężkiej reguły. Usunął nawet ze wspólnoty drugiego ze swych braci, który wstąpił do zgromadzenia – Antoniego. Służył on potem Bogu jako kapłan świecki.

Następstwem poświęcenia i ascetycznego trybu życia św. Pawła było w ostatnich latach życia wyczerpanie organizmu. Reumatyzm unieruchamiał go na całe miesiące w łóżku, w dodatku tracił słuch. Mimo to dopóki mógł, przyjmował zaproszenia do głoszenia misji. Zawsze zachowywał pogodę ducha, nawet gdy wchodził na ambonę, cierpiąc dotkliwy ból.

 

Zmagania duchowe

 

Warto podkreślić, że po pierwszym okresie, w którym młody Paweł przeżywał okres wielkich łask duchowych, nastąpił dlań czas wielkiej próby. Przez kolejne 45 lat odczuwał oschłość duszy i miał poczucie opuszczenia przez Boga. Cierpiał prześladowania szatańskie. Rzadko mógł się cieszyć zsyłanymi przez Zbawiciela pociechami. Przez tę noc duchową, jakże długą, przeszedł jednak zwycięsko i jako siedemdziesięciolatek na nowo poczuł bliskość Boga.

Czas płynął nieubłaganie. Stan zdrowia o. Pawła pogarszał się. W grudniu 1770 roku wydawało się nawet, że jego dni są policzone. Nieoczekiwanie przekazane mu przez papieża Klemensa XIV polecenie powrotu do pracy dla pożytku Kościoła spowodowało nawrót sił witalnych, choć nie zdrowia.

Wreszcie jednak nadszedł kres jego ziemskiej wędrówki. 18 października 1775 roku jego oczy rozbłysły niezwykłym światłem, ujrzał Matkę Bożą z Panem Jezusem w towarzystwie świętych. Zaraz też jego dusza opuściła celę rzymskiego klasztoru, by narodzić się dla Nieba…

1 maja 1853 papież Pius IX ogłosił św. Pawła od Krzyża błogosławionym, a w 1867 roku zaliczył w poczet świętych. Kościół wspomina go 19 października.

 

Adam Kowalik

 

1 Edmund Burke CP, Łowca dusz. Św. Paweł od Krzyża, Kraków 1983.


"Przymierze z Maryją" dociera regularnie do ponad 430 tysięcy osób. Dołącz do grona naszych Przyjaciół i zostań stałym czytelnikiem czasopisma.

NAJNOWSZE WYDANIE:
Odwagi! Ja Jestem!
W tym roku Wielki Post zbiegł się w Europie z wybuchem pandemii koronawirusa. Okazuje się, że wobec choroby, której lekarze nie potrafią przeciwdziałać, dumny z osiągnięć cywilizacji współczesny człowiek staje równie bezradnie, jak to się działo w przypadku ludzi średniowiecza czy starożytności.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Apostolat zmienia życie na lepsze
Marcin Austyn

– Ludzie łatwo popadają w zwątpienie, poddają się, rezygnują. Nie tędy droga! Trzeba być konsekwentnym w tym, czego się podejmuje w swoim życiu – mówi Teresa Majerowska, Apostoł Fatimy. Właśnie taka postawa przynosi efekty, a najcenniejszym owocem jest wzrost duchowy. Pozostawanie w Apostolacie z pewnością w tym pomaga.

 

Pani Danuta Janas jest w Apostolacie Fatimy niemal od samego początku. – Jestem bardzo zadowolona z rzeczy, które otrzymuję ze Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi. To różne broszury, zawsze bardzo ciekawe „Przymierze z Maryją”, różaniec, figurka Matki Bożej. Chętnie sięgam po te materiały, są one dla mnie bardzo pomocne – mówi.

 

Nowe, lepsze życie

 

Jak wspomina, kiedy dwa lata temu zmarł jej mąż, w przeżyciu tego trudnego czasu pomogły jej lektura duchowa oraz modlitwa. Pani Danuta wcześniej nie miała okazji spotkać się z innymi Apostołami. Udało się to jednak podczas pielgrzymki do Fatimy, którą do dziś wspomina bardzo dobrze. – Czułam się tam bardzo dobrze i do tej pory czuję tę obecność Matki Bożej. Ta pielgrzymka jakby tchnęła we mnie nowe, lepsze życie. Samo spotkanie z Maryją było dla mnie bardzo wyjątkowe. Wracam do tych chwil, oglądam zdjęcia i wspominam ten czas modlitwy – dodaje.

Apostolat Fatimy to także zadanie rozpowszechniania Orędzia Fatimskiego. Pani Danuta jest osobą niepełnosprawną, zatem jak sama przyznaje, nie jest to łatwy obowiązek, ale – jak się okazuje – wykonalny! Każda bowiem „okazja towarzyska” – jak choćby wizyta u znajomych, daje możliwość podzielenia się np. obrazkiem z wizerunkiem Matki Bożej Salus Infirmorum, czyli Uzdrowienia Chorych. Taki podarek dla osoby borykającej się z problemami zdrowotnymi może okazać się bardzo cenny.

 

To coś wzniosłego!

 

Pani Elżbieta Piórkowska także wciąż jest pod wrażeniem pielgrzymki Apostołów do Fatimy. – Samo to miejsce ma już swój niepowtarzalny urok. Ono daje poczucie czegoś innego, wyjątkowego. Natomiast Droga Krzyżowa, w której uczestniczyliśmy, była dla mnie budującym duchowo przeżyciem – wspomina.

 

Pani Elżbieta jest w Apostolacie od około 10 lat. Jak mówi, dzięki temu otrzymuje bardzo dużo wiadomości dotyczących Kościoła czy wskazówek odnoszących się do życia duchowego. – To bardzo ciekawe publikacje dotyczące np. modlitwy, to informacje o świętych, opisy objawień Matki Bożej. Wcześniej nie sięgałam po tego typu lektury, teraz je otrzymuję dzięki temu, że jestem Apostołem. I są one bardzo pouczające – mówi. Jak dodaje, odnosi wrażenie, że będąc w Apostolacie, modląc się, zyskuje lepsze życie.

 

Także spotkanie z Apostołami daje poczucie wspólnoty. – Widać w tych ludziach coś wyjątkowego, czuć, że ważne jest dla nich życie duchowe, że ich oczy skierowane są ku świętości. Jest w tym coś wzniosłego. I to się czuje nie tylko na modlitwie, ale i w czasie wspólnych rozmów – dodaje.

Pani Elżbieta chętnie obdarowuje bliskich i znajomych Cudownymi Medalikami. Ten z pozoru drobny gest, jest pięknym świadectwem wiary. I co ważne, obdarowani potrafią go docenić: zachowują medalik, broszurę, a to daje nadzieję na wzbogacanie ich życia duchowego. – Gazety, broszury, jakie otrzymuję od Stowarzyszenia, czytam i przekazuję dalej – nie przetrzymuję ich, ale też ich nie wyrzucam. Kiedyś zostawiałam je w kościele i szybko się rozchodziły. Cieszę się, że mogły komuś jeszcze pomóc – podkreśla.

 

Konsekwencja i wytrwałość

 

Historię uczestnictwa w Apostolacie Fatimy Pani Teresy Majerowskiej można streścić w słowach „od książeczki do pielgrzymki”. Wszystko zaczęło się nieco ponad rok temu od zainteresowania się publikacją przygotowaną przez SKCh na temat Fatimy. Tak została Apostołem. – Bardzo cieszyłam się z przesłanej mi figurki Matki Bożej Fatimskiej. Mam ją w sypialni. Maryja jest ze mną w czasie modlitwy. Muszę powiedzieć, że moim marzeniem była pielgrzymka do Fatimy, nie spodziewałam się, że tak szybko uda mi się tam pojechać. Byłam tym bardzo zaskoczona i szczęśliwa. Szczególnie, że mąż mógł wybrać się ze mną. Dziś oboje wspominamy ten niezwykły czas wizyty u Fatimskiej Pani – dodaje.

 

Pani Teresa zauważa, że w Apostolacie istotna jest konsekwencja i wytrwałość. Jak dodaje, nie należy się zniechęcać, trzeba ufać Matce Bożej i wspomagać – choćby właśnie zadeklarowanym datkiem – dzieło rozpowszechniania Orędzia Fatimskiego, które prowadzi Stowarzyszenie. – Ludzie łatwo popadają w zwątpienie, poddają się, rezygnują. Nie tędy droga. Trzeba być konsekwentnym w tym, czego się podejmuje w swoim życiu – mówi. Bowiem jedynie taka postawa może przynieść dobre owoce.

 

Jak dodaje, trzeba też pamiętać, że z Apostolatem wiąże się mocne wsparcie duchowe. To comiesięczna Msza Święta sprawowana w intencji Apostołów oraz modlitwa sióstr zakonnych. – To wsparcie jest bardzo pomocne w naszym życiu. Otrzymujemy też wiele cennych publikacji pomagających w kształtowaniu naszego ducha, w pogłębianiu modlitwy, swojej wiary – mówi. Jak dodaje, Apostolat daje tę gwarancję dostawy nowych i cennych materiałów, publikacji. To bardzo ważne, bo nakłania do lektury, przypomina w krzątaninie życia, że trzeba też zadbać o swój duchowy rozwój. Z pewnością bez przynależności do Apostolatu Fatimy byłoby to o wiele trudniejsze.

 

Marcin Austyn

 

 

Przywileje Apostołów Fatimy

 

1.
Codzienna modlitwa sióstr zakonnych w intencjach Apostołów Fatimy.

2.
13. dnia każdego miesiąca odprawiana jest w intencjach Apostołów Msza Święta.

3.
Każdy członek Apostolatu otrzymuje specjalny dyplom oraz naklejki z Matką Bożą Fatimską.

4.
W trzecim miesiącu członkostwa Apostoł otrzymuje kolorowy wizerunek Fatimskiej Pani.

5.
Każdy członek Apostolatu Fatimy dostaje dwumiesięcznik „Przymierze z Maryją”.

6.
Po sześciu miesiącach aktywności przesyłamy Apostołom figurkę Matki Bożej Fatimskiej.

7.
Każda osoba, która wspiera Apostolat Fatimy comiesięcznym datkiem w wysokości 30 zł, otrzymuje dwumiesięcznik „Polonia Christiana”.

8.
Po jedenastu miesiącach członkostwa – odznakę Apostoła Fatimy.

9.
Po roku uczestnictwa każdy Apostoł Fatimy bierze udział w losowaniach kilkudniowej pielgrzymki do Fatimy – dwa razy w roku, w maju i październiku. Apostołowie z osobami towarzyszącymi (ok. 30 osób) wyjeżdżają z kapłanem do miejsc Objawień w Portugalii. Dotychczas pielgrzymowało z nami już ponad 800 osób.


Listy od Przyjaciół
 
Listy od Przyjaciół

Szczęść Boże!

Chciałbym przekazać Państwu krótkie świadectwo. Jesteśmy z żoną w sakramentalnym związku małżeńskim już od 37 lat. Mamy dwie córki i 3-letniego wnuczka. Starsza córka mieszka za granicą, młodsza – tutaj z mężem i dzieckiem. Moja żona jest niepełnosprawna i niewidoma. Porusza się na wózku inwalidzkim. Ja jestem po trzech poważnych wypadkach. W roku 2006 spadły na mnie 24 palety. Miałem złamaną miednicę w pięciu miejscach i uszkodzone biodro. Leżałem w szpitalu dwa tygodnie. Później przywieźli mnie do domu, gdzie miałem spędzić w łóżku kolejne tygodnie. Po siedmiu dniach uratował mnie jednak bł. ks. Wincenty Frelichowski. Jego relikwie mamy w domu. Po wytrwałej modlitwie za wstawiennictwem błogosławionego Wincentego nagle udało mi się po kilku dniach wstać z łóżka. Lekarze nie dawali mi wcześniej szansy na pełne wyzdrowienie, ale jednak stało się inaczej. Po prostu pewnego dnia ks. Wincenty powiedział do mnie: „Wstań i chodź”. I chodzę do dziś i opiekuję się żoną, choć nieraz jest bardzo ciężko. Cieszę się jednak, że wraz z żoną możemy wspierać Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi. Prosimy o modlitwę za całą naszą rodzinę. Szczególnie za nasze zdrowie. Zostańcie z Bogiem.

Wacław z żoną Marią

 

 

Szanowna Redakcjo!

Jestem niesamowicie zbudowana Waszą działalnością. Przesyłane materiały bardzo sobie cenię. Czytam „Przymierze z Maryją”. Treściami dzielę się z najbliższymi. Moja rodzina jest wierna przykazaniom Bożym i kościelnym. Taka postawa jest budująca – dodaje siły i wiary do niesienia krzyża dnia codziennego.

W ostatnim czasie, pod koniec roku 2019, przeżywaliśmy trudne chwile, zresztą to trwa nadal. U mojego męża Jana wykryto raka jelita grubego. Badania, operacja, pobyt w szpitalu…

Można było to wszystko przyjąć, wytrzymać i działać tylko dzięki modlitwie do Boga, o którą prosiliśmy i nadal prosimy naszych znajomych i bliskich. Uczestnictwo we Mszy Świętej, odmawianie Koronki do Bożego Miłosierdzia w kaplicy szpitala zakonu bonifratrów przed cudownym obrazem Matki Bożej Uzdrowienia Chorych pomagały w tych trudnych chwilach. Pisząc o tym, pragnę podkreślić, że dzięki modlitwie, zaufaniu Opatrzności i Miłosierdziu Bożemu, mogliśmy przyjmować te wszystkie bolesne wydarzenia ze spokojem, powierzając również lekarzy opiece Ducha Świętego.

Teraz jesteśmy z mężem już razem, wspieramy się nawzajem i ufamy Bogu, że udźwigniemy ten krzyż. Prosimy o modlitwę.

Janina

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowni Państwo

Pragnę podziękować za wszystkie pamiątki i upominki, które od Was otrzymuję. Chciałabym też podzielić się z Państwem świadectwem wyjścia z nałogu alkoholowego mojego syna Mariusza, który zmagał się z tym problemem przez trzy lata. Żona odeszła od niego, wyprowadzając się z dwojgiem dzieci do swojej matki. A ja codziennie modliłam się na różańcu o jego nawrócenie. Prosiłam Matkę Bożą i św. Ojca Pio o wstawiennictwo. Prosiłam Pana Jezusa o dar nawrócenia mojego syna. I stał się cud. Syn zachorował. Miał poważną operację głowy – usunięcia guza i krwiaka pod czaszką. Operacja się udała. A syn, gdy wychodził ze szpitala, powiedział: „Mamo, już nigdy nie zobaczysz mnie pijanego”. I dotrzymuje obietnicy. Od tego czasu minęło sześć lat i przez ten okres nie pił żadnego alkoholu. Założył firmę transportową, żona z dziećmi wróciła do domu. Obecnie mieszkają razem.

Dziękowałam i nadal dziękuję Panu Jezusowi, jak również Matce Najświętszej i św. Ojcu Pio, że mnie wysłuchali i uzdrowili mojego syna z tej choroby.

Napisałam te słowa, bo chcę podzielić się świadectwem, że dzięki mocnej wierze i modlitwie możemy otrzymać łaskę o którą prosimy. Szczęść Wam Boże. Życzę zdrowia i wszelkich łask.

Krystyna z Łódzkiego

 

 

Szczęść Boże!

Szanowna Redakcjo

Pragnę podzielić się z Państwem świadectwem. Urodziłam się w wielodzietnej, katolickiej, robotniczej rodzinie na wsi. Gdy miałam 6 lat, zostałam osierocona wraz z siedmiorgiem rodzeństwa, ponieważ zmarła nam mama. Tatuś dawał nam bardzo dobry przykład, wychowywał nas bardzo religijnie: prowadził do kościoła i uczył codziennej modlitwy.

Młodo wyszłam za mąż i urodziłam troje dzieci. Moje małżeństwo nie było jednak szczęśliwe, ponieważ mąż nadużywał alkoholu i znęcał się nade mną i nad dziećmi. Pomimo tego nigdy nie straciłam wiary w Boga. Wierzyłam, że zawsze jest ze mną i pozwala mi wytrwać. Każdego wieczoru klękaliśmy razem z dziećmi i modliliśmy się gorąco. Gdy dzieci usamodzielniły się i założyły własne rodziny, postanowiłam wyjechać do Grecji. W tym czasie mieszkał tam i pracował mój syn. Przez jakiś czas mieszkaliśmy razem, ale syn zachorował i zmarł.

Od znajomych dowiedziałam się, że w naszej parafii organizowane są spotkania ewangelizacyjne. Zdecydowałam, że i ja będę na nie uczęszczać. Tutaj bardzo uspokoiłam się wewnętrznie i doświadczyłam ogromnej duchowej radości. Brałam udział w rekolekcjach. Przez dwa lata, przed tym wspaniałym duchowym doświadczeniem, cierpiałam bardzo na ból prawej ręki, która mi drętwiała i traciłam w niej czucie. Wiele razy jeździłam do lekarzy, ale pomimo iż brałam leki, ból nie ustępował. Tego dnia modliliśmy się przed Najświętszym Sakramentem i w pewnym momencie odczułam drganie tej chorej ręki. Uświadomiłam sobie, że ból ustąpił. Od tego czasu upłynęło już 6 lat, a moja ręka jest zdrowa.

Dziękuję Ci, Panie Jezu, za to uzdrowienie. Dziękuję Ci też za to, że dałeś mi łaskę wytrwania i cierpliwości w czasie, gdy zmarł mój syn. Za wiarę i siłę w ciężkich chwilach mojego życia, dziękuję Panie Jezu. Wierzę w Ciebie, Boże żywy!

Anna z Żywca

 

 

Szanowny Panie Prezesie

Z całego serca dziękuję za modlitwę oraz wszystkie życzenia i upominki, Niech Pan Bóg i Matka Najświętsza mają w Swojej opiece Pana i wszystkich pracowników Stowarzyszenia. Niech obdarzą Was zdrowiem i wszelkimi łaskami. Bóg zapłać za wszystko i Szczęść Boże!

Janina