Temat numeru
 
Bramy piekielne Go nie przemogą!

Niejeden i niejedna z nas staje coraz częściej przed dylematem: co zrobić, gdy w naszej obecności atakowany jest Święty Kościół Katolicki? Jak pogodzić w sobie, a następnie wytłumaczyć innym świętość Kościoła w zestawieniu z informacjami na temat coraz częstszych przypadków zdrad i zgorszeń ze strony katolików tak świeckich, jak i – co znacznie gorsze – duchownych? Dlaczego dzisiaj coraz częściej bombardowani jesteśmy przez media informacjami o skandalach i problemach, jakie ten i ów ksiądz wywołuje, i czy w ogóle można, nie ponosząc uszczerbku na własnej wierze, wytłumaczyć sobie i innym przyczyny tego zła?

Czy Kościół ma wrogów?

Zanim odpowiemy sobie na pytanie o to, jak odnosić się do prawdziwych lub też wyolbrzymionych informacji na temat zła w Kościele, musimy najpierw zastanowić się, czy zawsze słowa krytyki wyrażane pod adresem Kościoła płyną z troski o prawdziwe jego dobro, czy też mają inne źródła i motywy?

Św. Ludwik Maria Grignion de Montfort w swoim wspaniałym dziele pt. Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny w nawiązaniu do sceny po grzechu pierwszych rodziców z Księgi Rodzaju i słów skierowanych wówczas przez Pana Boga do węża, stwierdza: Tylko raz jeden położył Bóg nieprzyjaźń, ale nieprzyjaźń nieprzejednaną, która trwać będzie do końca i wzmagać się nieustannie: to nieprzyjaźń między Maryją, czcigodną Matką Bożą, a szatanem, między dziećmi i sługami Najświętszej Dziewicy a dziećmi i wspólnikami Lucyfera (…) Bóg położył nie tylko nieprzyjaźń, lecz nieprzyjaźnie, bo nie tylko między Maryją i szatanem, ale i między potomstwem Najświętszej Dziewicy a potomstwem szatana, tzn. Bóg położył nieprzyjaźń, odrazę i skrytą nienawiść między prawdziwymi dziećmi i sługami Najświętszej Dziewicy a dziećmi i niewolnikami szatana. Nie kochają się oni wzajemnie i żadnej nie ma między nimi wewnętrznej łączności. Dzieci Beliala, niewolnicy szatana, miłości świata – bo to na jedno wychodzi – prześladowali dotąd i w przyszłości prześladować będą więcej niż kiedykolwiek wszystkich, co należą do Najświętszej Dziewicy(…)

W obliczu tych zdecydowanych słów wielkiego apostoła Maryi, jakim był św. Ludwik, nie można żyć w naiwnym przekonaniu, któremu zdaje się dzisiaj ulegać wielu katolików, że Kościół, którego Matką jest Najświętsza Maryja Panna, nie ma wrogów. Koniecznie musimy uświadomić sobie ich istnienie i diabelski spisek. Mając tę świadomość, łatwiej nam będzie szukać prawdy, kiedy zalewani jesteśmy przez medialny potok informacji o tzw. skandalach w Kościele.

Rzekoma troska „życzliwych” informatorów, którzy tak ochoczo piętnują i wyliczają wady oraz grzechy katolików, w tym i wielu duchownych, zasadza się w większości przypadków na celowym sianiu wątpliwości pośród nieugruntowanych w swojej wierze katolików. I nie oznacza to, że wszystkie tak skrupulatnie podawane przez media przypadki zła i zgorszeń są wys­sane z palca, jednak sam sposób ich podawania i proponowane przy tym przez „zatroskanych” komentatorów lekarstwa, bywają mniej lub bardziej zakamuflowaną trucizną. Zamiast leczyć, przysparza ona zniszczeń w duszach katolików. Nie ma chyba pośród czytelników „Przymierza z Maryją” tak naiwnych osób, które by uwierzyły, że pisma tak przewrotne i wrogie Kościołowi jak „Nie” czy „Fakty i Mity” oraz wiele innych w Polsce i na świecie, nie wyłączając stacji telewizyjnych i radiowych, mówią o grzechach w Kościele w trosce o zbawienie dusz. Jakiż może więc być cel takich publikacji i wrzawy w owych z definicji wrogich Kościołowi mediach, jeśli nie uderzenie w sam Kościół.

Czy uwierzysz Drogi Czytelniku, by media, które na co dzień promują aborcję, pornografię i różnego rodzaju zboczenia, w sprawach grzechów ludzi Kościoła nagle chciały walczyć z tym, co wielokroć same promują? Nie ma więc złudzeń, że ludzie, środowiska i media, które w innych razach wielokrotnie szydziły z nauczania katolickiego i ciągnęły tyle dusz na zatracenie w odmętach fałszu i zepsucia, nagle demaskują grzechy w imię prawdy. W takich przypadkach cel jest jeden: uderzyć i podkopać za wszelką cenę autorytet Kościoła i odciągnąć możliwie dużą liczbę ludzi od jego nauczania, w konsekwencji przywodząc tych naiwnych „czytaczy i poszukiwaczy prawdy” (co to rzekomo chcą poznać argumenty drugiej strony) do usprawiedliwiania własnych grzechów, pozostawania w nich, a na końcu potępienia dusz. Bo czy może np. dbać o jakiekolwiek dobro duchowe ten i ów redaktor, który w czasach komunizmu służył systemowi jako megafon do wygłaszania kłamliwych treści, wrogich Kościołowi…

Pretekstów dostarczają niewierne dzieci Kościoła i apostaci

Niestety, sami katolicy przez swoje niewierności i grzechy często dostarczają broni i powodów do ataków na Święty Kościół Katolicki. Iluż bowiem ulega własnym słabościom i miast wyznać swoje grzechy w konfesjonale ze szczerym żalem i mocnym postanowieniem poprawy, brnie w różnego rodzaju nałogi i straszliwe grzechy? Iluż grzeszy zuchwale licząc na to, że kiedyś – może przed śmiercią – zdąży się nawrócić? Tymczasem każdy nasz grzech obraża Pana Boga i wyrządza szkodę nie tylko nam samym, ale i całemu Kościołowi, którego częścią jesteśmy.

Na jeszcze większe zgorszenia i zniewagi narażają Kościół ci, którzy wybrani do pełnienia szczególnej misji apostolskiej i duszpasterskiej bądź to przez swoje śmiertelne grzechy i zaniedbania stają się zaprzeczeniem swego powołania, bądź przez świadome zdrady i odrzucenie prawdziwej nauki Kościoła stają się Judaszami i wrogami niszczącymi Kościół od środka. Te zdrady i niewierności przysparzają Kościołowi Świętemu najwięcej cierpień. Bo nie można zapominać, że w myśl zasady komu więcej zostało dane, od tego więcej się wymaga, ci powołani do szczególnej służby Panu Bogu z jednej strony otrzymują specjalne łaski do jej wypełniania, z drugiej zaś są też szczególnie wezwani do wierności i większej doskonałości, ale też muszą być bardziej czujni, bo narażeni są na większe ataki złego ducha.

Inna mądrość Kościoła uczy, że najgorsze jest zawsze popsuciem najlepszego. Oznacza to, że upadki tych, którzy zostali obdarowani szczególnymi łaskami i przywilejami są zawsze najgorsze. Sam Lucyfer miał przeznaczone przez Pana Boga miejsce szczególne i najwyższe w hierarchii anielskiej. Jednak zdecydował się na bunt i słowa bluźnierstwa: Nie będę służył! (non serviam!). Dlatego jego upadek na samo dno piekła był tak wielki. Mógł być najbliżej Boga, a przez pychę jest najdalej.

Tak samo zdrada powołania osoby wybranej do wielkich rzeczy ma zawsze najtragiczniejsze skutki. Grzech publiczny osoby powołanej do doniosłych spraw pociąga za sobą publiczne zgorszenie i grozi utratą wiary przez tych, którzy stoją niżej w hierarchii Kościoła. Wiara bowiem tych najsłabszych potrzebuje autorytetu, który stoi wyżej od nich w hierarchii i posiada większą świadomość zła i dobra. Dlatego też tak wielkim nieszczęściem są grzechy gorszycieli, którzy mieli być przykładem chrześcijańskiego życia, nauczycielami i drogowskazami. Pan Jezus mówił do nich: Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze (Mk 9,42). Jaką straszną odpowiedzialność zaciągają na siebie np. gorszący rodzice, których grzechy widzą ich dzieci i przez to narażone są na utratę wiary…

Jaką straszną karę otrzymają wszyscy ci, którzy wezwani do opieki i przewodzenia duszom oraz chronienia ich przed złem, przeciwnie – stają się przyczyną grzechów, zamętów i rozkładu. W różnych objawieniach Pan Jezus i Matka Boża uskarżali się na te niewierności dusz powołanych do szczególnego posłannictwa w Kościele.

Cierpienia Kościoła

Każdy, kto z miłością patrzy na Święty Kościół Katolicki i papiestwo, nie może pozostać obojętny na ­antykatolicką furię i zaciekłość ataków, jakie w ostatnim czasie z coraz większą siłą wybuchają przeciwko obu tym instytucjom. Media na całym świecie każdego niemal dnia informując o tzw. skandalach w Kościele, wykorzystują te informacje jako okazje do uderzenia w poszczególne zasady i święte prawa nim rządzące. Dla tzw. reformatorów Kościoła ujawnione grzechy stają się od razu pretekstem do manifestowania Ojcu Świętemu i całemu Kościołowi takich m.in. postulatów, mających być rzekomo „lekiem na całe zło”, jak zniesienie celibatu, wprowadzenie kapłaństwa kobiet, zmniejszenie i ograniczenie roli papieża, uzależnienie hierarchicznego Kościoła od demokratycznej woli większości świeckich czy rezygnacja z części nauczania Kościoła w kwestiach moralnych, takich jak aborcja, antykoncepcja oraz homoseksualizm.

Wszystkie te postulaty, od lat uparcie powtarzane pod pretekstem koniecznych reform, uderzają w same fundamenty nauczania Kościoła i z pewnością nie pochodzą z natchnień Ducha Świętego, ale od ducha tego świata i szatana. Coraz bezczelniej i radykalniej formułowane postulaty, wzmagające się ataki – wraz z niedawnymi domagającymi się zatrzymania i osądzenia Papieża – stają się niczym wrzawa motłochu, który niemal 2 tys. lat temu domagał się ukrzyżowania naszego Pana Jezusa Chrystusa i zwiastują czas nowych prześladowań. Jakże wielki i wstrząsający wymiar zawiera w tym kontekście widzenie, jakie miało jedno z fatimskich pastuszków – bł. Hiacynta. Powiedziała ona kiedyś: Widziałam Ojca Świętego w bardzo dużym domu, na kolanach przed stołem, z twarzą ukrytą w dłoniach, płakał. Przed domem było dużo ludzi, niektórzy rzucali w niego kamieniami, inni obrzucali go wyzwiskami i przeklinali go. Biedny Ojciec Święty, musimy się bardzo modlić za niego!

Przy okazji ostatniej pielgrzymki do Fatimy Ojciec Święty Benedykt XVI przypomniał wizję cierpienia Kościoła zawartą w III części tajemnicy fatimskiej. Jeszcze w drodze do Portugalii powiedział, że objawienia w Fatimie mówią także o atakach na papieża i Kościół. Oprócz ataków z zewnątrz mają one pochodzić od tych ludzi Kościoła, którzy swoimi grzechami przysparzają Mistycznemu Ciału Chrystusa dodatkowych cierpień. – To od zawsze było wiadome, ale dzisiaj widzimy to w naprawdę przerażający sposób. Największy ciężar na Kościół nie spada od wrogów zewnętrznych, ale zrodził się z grzechu wewnątrz Kościoła – stwierdził Ojciec Święty.

Nasza odpowiedź

Kiedy zatem rozjuszeni politycy, dziennikarze lub osoby „obrażone na Kościół” sypią jak z rękawa sensacyjnymi przykładami zgorszeń, grzechów i niewierności katolików świeckich i duchownych, nie wolno nam dać się zastraszyć lub zgorszyć. Pomyślmy najpierw o tym, kto i dlaczego prezentuje nam te informacje i czy kieruje się dobrymi, szczerymi intencjami dobra dusz. Często bowiem ten, kto tak zażarcie przywołuje czyjeś grzechy, ma problem z własnym sumieniem i w ten sposób szuka usprawiedliwienia dla swoich win. A jeśli nawet ta czy inna sensacja okaże się bolesną prawdą o grzechu jakiegoś duchownego, nie dajmy się ponieść zwątpieniu, nie traćmy ducha. Zło i zdrady zawsze należy nazywać po imieniu i wskazywać jasno, że nikt z nas, żyjących na tym świecie nie jest wolny od pokus i konieczności walki o zbawienie duszy. Zdrady, zaparcia się i tchórzostwa swoich uczniów doświadczył już sam nasz Zbawiciel. Grzechy innych, nawet gdyby były to grzechy najwyższych hierarchów Kościoła, nie usprawiedliwiają naszych grzechów. Bo cóż nam przyjdzie w wieczności z tego oglądania się na błędy i zdrady innych, gdy razem z nimi znajdziemy się na wieczność w piekle.

Kościół jest święty

Niewierności i zdrady katolików nie zmieniają jednocześnie faktu, że Kościół jest święty. W swoich instytucjach, w swojej doktrynie – napisał w rozważaniach do Drogi Krzyżowej prof. Plinio Corrêa de Oliveira – w swoich prawach, w swojej jedności, w swojej uniwersalności, w swojej niezrównanej katolickości, Kościół jest prawdziwym zwierciadłem, w którym odbija się nasz Boski Zbawiciel. Kościół jest Mistycznym Ciałem Chrystusa, my zaś przez chrzest zostaliśmy do niego włączeni i mamy łaskę do niego należeć. Na wzór Najświętszej Maryi Panny Bolesnej, musimy więc współcierpieć, gdy dzisiaj Kościół dźwiga krzyż, znosząc obelgi i zniewagi w drodze na Kalwarię. I choć może nam się wydawać, że nie ma już szans na zwycięstwo, musimy pamiętać o poranku Zmartwychwstania i czasie triumfu nad śmiercią, piekłem i szatanem. Im większe ciemności dokoła i coraz bardziej zajadła wściekłość wrogów, tym większa nasza pewność, że czas Bożej odpłaty i zwycięstwa coraz bliższy. Szatan wie, że jego dni są policzone i im bliżej nadejścia jego Pogromczyni czyli Maryi, tym większe czyni wysiłki, by jak najwięcej dusz zatracić w piekle.

Gdyby tylko mógł, sam lub za pomocą swoich sług na tym świecie, zniszczyłby cały Kościół katolicki. Jednak tak, jak w wizji św. Jana Bosko przedstawionej na okładce tego numeru „Przymierza z Maryją”, na rozszalałych wodach łódź Kościoła z Papieżem na czele, przycumowana do dwóch mocnych filarów – Eucharystii i czci do ­Najświętszej Maryi Panny przejdzie zwycięsko sztorm, aby zajaśnieć niespotykanym blaskiem.

O niezniszczalności swojej Oblubienicy zapewnił przecież sam Pan Jezus, kiedy przekazał św. Piotrowi władzę nad Kościołem mówiąc jednocześnie, że bramy piekielne Go nie przemogą. Przykład naszego Pana i Mistrza wiernego aż po Kalwarię, każe nam pozostać wiernymi nawet wówczas, gdyby wszyscy dokoła zwątpili, uciekli w przerażeniu lub ulegli presji rozwścieczonego tłumu.

W obliczu zdrad i apostazji tylu chrześcijan, którzy ulegli pokusie bycia w zgodzie z duchem tego świata, i nadciągającej nocy ataków oraz prześladowań ze strony wrogów Kościoła, staje przed nami konieczność opowiedzenia się za Chrystusem lub przeciw Niemu. Nie ma tu miejsca na stanie pośrodku, jak próbował to uczynić Piłat umywając ręce. Konieczność wyboru staje się coraz bardziej paląca nie tylko w obliczu nowych prześladowań, przygotowywanych przez złego ducha i jego wspólników, ale bardziej jeszcze ze względu na nadchodzącą karę, a przede wszystkim zapowiedź zwycięstwa na tym świecie Niepokalanej, co sama oznajmiła w Fatimie słowami: W końcu moje Niepokalane Serce zatriumfuje!

Czy staniemy w szeregach wojska Maryi, czy też z powodu własnych grzechów, lenistwa, głupoty lub strachu odmówimy wstąpienia do Jej armii, Ona zmiażdży głowę węża. Lepiej więc dla nas, abyśmy, gdy nastąpi ta decydująca bitwa, byli pod Jej sztandarem. Jak mówił podczas ostatniej pielgrzymki do Fatimy Ojciec Święty Benedykt XVI, oby te siedem lat, które dzielą nas od stulecia Objawień, przyspieszyło zapowiadany triumf Niepokalanego Serca Maryi ku chwale Trójcy Przenajświętszej.

Sławomir Skiba

"Przymierze z Maryją" dociera regularnie do ponad 430 tysięcy osób. Dołącz do grona naszych Przyjaciół i zostań stałym czytelnikiem czasopisma.

NAJNOWSZE WYDANIE:
Cud nad Wisłą
Rok 2020 jest szczególny. Ogólnoświatowa panika wywołana epidemią koronawirusa; „antyrasistowska”, skrajnie równościowa i antychrześcijańska w swej istocie rewolta w USA i innych krajach świata; wszechobecny grzech, przedstawiany jako „prawo człowieka”; susza, powódź… Wszystko to ma miejsce 100 lat po śmierci fatimskiej wizjonerki, św. Hiacynty Marto; w setną rocznicę urodzin Karola Wojtyły – „papieża Fatimy”, jak również wiek po Cudzie nad Wisłą, czyli (chwilowym) wypędzeniu z naszego kraju bolszewików, roznosicieli komunizmu – a więc błędów Rosji, przed którymi ostrzegała Matka Boża w Fatimie.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Walczmy o Bożą Sprawę!

Irena Maria Pregler to młoda kobieta, dla której religia katolicka jest podstawą w życiu codziennym. Z wykształcenia jest grafikiem. Spełnia się̨ w projektowaniu, edycji książek i ilustracji. Dąży do tego, aby połączyć́ dwie najważniejsze dla siebie rzeczy: wiarę w Trójjedynego Boga i miłość́ do Ojczyzny ze swoją pracą zawodową. Od kilku lat wspiera Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi. Apostołem Fatimy jest od 2018 roku. Specjalnie dla „Przymierza z Maryją” opowiada, czym jest dla niej nasza duchowa rodzina.

 

Jezus chce posłużyć się tobą, aby ludzie mnie lepiej poznali i pokochali. Chce On ustanowić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Tym, którzy je przyjmą, obiecuję zbawienie. Dusze te będą tak drogie Bogu, jak kwiaty, którymi ozdabiam Jego tron – te słowa Najświętszej Maryi Panny skierowane do Łucji 13 czerwca 1917 roku w Fatimie, zrobiły na mnie wielkie wrażenie. Choć Matka Boża przemawiała do fatimskiej wizjonerki, to jednak w tych słowach zwraca się także do każdego z nas! Jest to prośba samego Boga, Jezusa Chrystusa. Zdobyć cały świat dla Chrystusa przez Niepokalaną, jak mawiał św. Maksymilian Kolbe. Naszym obowiązkiem, jako dzieci Bożych, jest spełnić Bożą Wolę i walczyć o jak największą chwałę dla Maryi, miłość do naszej Matki i Królowej, a tym samym o nawrócenie grzeszników. A przez nabożeństwo Pierwszych Sobót miesiąca przyczynić się do zapowiadanego przez Nią triumfu Jej Niepokalanego Serca: Na koniec Moje Niepokalane Serce zatriumfuje!

 

Chciejmy ukryć się w Jej Matczynym Sercu w tych trudnych czasach. Jak pisał św. Ludwik Maria Grignion de Montfort: Kto znalazł Maryję, a przez Maryję Jezusa i przez Jezusa Boga Ojca, to znalazł już wszelkie dobro. (…) Wszelką łaskę i wszystką przyjaźń z Bogiem, całą nieskazitelność w obliczu nieprzyjaciół Boga; wszelką prawdę przeciw kłamstwu; wszelkie zwycięstwo w obliczu trudów zbawienia; wszelką pogodę i radość w goryczach życia.

Przez Apostolat Fatimy głoszenie Orędzia Fatimskiego, kultu Niepokalanego Serca Maryi i miłości do naszej Matki Niebieskiej jest możliwe i szczególnie skuteczne. W tej walce dobra ze złem o dusze tych, co odwrócili się od Boga, stańmy po stronie naszej Królowej, o której św. Maksymilian Kolbe powiedział: Wszystkie herezje Samaś zniszczyła na całym świecie! Włączmy się jak najliczniej w to szlachetne dzieło, jakim jest Apostolat Fatimy, i walczmy o Bożą sprawę! Dozwól mi chwalić Cię Panno Przenajświętsza; daj mi moc przeciwko nieprzyjaciołom Twoim!

 

Opracował: Marcin Więckowski


Listy od Przyjaciół
 
Listy od Przyjaciół

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

 

Szanowny Panie Redaktorze

 

Na początku mojego listu pragnę – wraz z moją żoną – serdecznie podziękować za wszelkie przesyłki, które otrzymujemy od Was. Bóg zapłać!

 

Wychowaliśmy się na wsi, w rodzinach katolickich. Nasze życie powierzyliśmy Matce Bożej. Małżeństwo zawarliśmy w bardzo ciężkich czasach, szczególnie trudnych dla praktykujących katolików. Udało nam się wziąć ślub kościelny i ochrzcić dzieci.

 

Obojętnie gdzie się znajdowałem, zawsze w środę znajdowałem czas na uczestnictwo w Nowennie do Matki Boskiej Nieustającej Pomocy. Gdy prosiłem Maryję o pomoc, zawsze ją otrzymywałem. Od wielu lat choruję na kamicę nerkową obustronną. Kiedy byłem po kolejnym zabiegu rozbicia złogów nerkowych, pojechałem – wraz z moim kolegą Jerzym – do sanatorium. Szczera modlitwa moja i poznanych kuracjuszy oraz zabiegi (m.in. woda Dąbrówka) spowodowały wydalenie złogów z mojego organizmu. Doprawdy w obliczu tego, wielkie było zdziwienie lekarza…

 

Kolejną łaskę za przyczyną Matki Boskiej Nieustającej Pomocy otrzymałem, gdy idąc przez park, zostałem zaatakowany przez recydywistę. Ten, grożąc mi nożem i pozbawieniem życia, chciał mnie zmusić do oddania mu wszystkich pieniędzy, jakie miałem przy sobie. W myśli poprosiłem Matkę Bożą o pomoc. Sam nie wiem kiedy wstąpiła we mnie ta siła, odparłem atak, uderzyłem napastnika i pędem, czując opiekę i wsparcie Maryi, wsiadłem do stojącej niedaleko taksówki i pojechałem do domu.

 

Ostatni przypadek, o którym chciałem wspomnieć, jest związany z sytuacją, gdy przechodziłem na pasach do pobliskiego parku. Niewiele brakowało, a zostałbym potrącony przez samochód. Młody człowiek siedzący za kierownicą i rozmawiający przez telefon, przejechał prawie po moich butach. Zrobił to tak szybko, że przecinając skrzyżowanie, wymusił pierwszeństwo i wstrzymał prawidłowy ruch.

 

Za wszystko, co otrzymałem w swoim życiu od Pana Boga za pośrednictwem Matki Bożej Nieustającej Pomocy i od św. Józefa, bardzo serdecznie dziękuję. Teraz, gdy jestem już na emeryturze, postanowiłem nie opuścić żadnej codziennej Mszy Świętej. Modlitwa w stanach załamania czy w czasie problemów życiowych ma ogromny sens. W trudnościach życiowych Pan Bóg nie zostawia nas samych…

 

Pozdrawiam Was serdecznie. Z wyrazami szacunku i podziwu dla Waszej pracy.

Edward z Wielkopolski

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

 

Szanowni Państwo

 

Bóg Wam zapłać za przysyłanie mi tego wspaniałego pisma oraz za wszystkie inne prezenty. Chciałem podzielić się krótkim świadectwem. Otóż dzięki Matce Bożej żyję już ponad 40 lat „innym życiem”. W 1980 roku przeżyłem bardzo ciężki wypadek samochodowy, po którym lekarze praktycznie nie dawali mi żadnych szans. Później, gdy mój stan się poprawił, stwierdzili, że jestem skazany na wózek inwalidzki do końca moich dni. Tymczasem mijały lata, a ja zacząłem sobie sam ze wszystkim dawać radę. Nie potrzebuję wózka… Codziennie odmawiam Różaniec, dziękując Matce Najświętszej za otrzymane – za Jej wstawiennictwem – łaski. Życzę Wam wiele sił i zdrowia. Z Panem Bogiem.

Jan

Szczęść Boże!

 

Pragnę pięknie podziękować za wszelkie przesyłki, które otrzymuję ze Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi. Dziękuję także za przesłane życzenia urodzinowe oraz za ofiarowaną modlitwę w mojej intencji. Niech Pan Bóg i Matka Najświętsza ma w Swojej opiece Pana Prezesa i wszystkich pracowników Stowarzyszenia. Bóg zapłać!

Andrzej z Elbląga 

Szczęść Boże!

 

Pragnę podziękować Matce Przenajświętszej Królowej Pompejańskiej za łaskę cudownego uzdrowienia mnie z bardzo ciężkiej choroby nowotworowej. Rokowania co do mojego wyzdrowienia były słabe, nowotwór zaczął szybko atakować przerzutami, leczenie było trudne i uciążliwe. Wcześniej usłyszałem o Nowennie Pompejańskiej. Postanowiłem ją odmawiać i gorąco prosić Matkę Bożą o uzdrowienie. W osiemnastym dniu Nowenny wydarzył się cud. Poszedłem na kontrolę. Gdy leżałem w oczekiwaniu na badanie, gorąco się modliłem do Królowej Pompejańskiej o uzdrowienie i wtedy poczułem taką lekkość, wewnętrzny spokój. Czułem, że Maryja jest przy mnie i wszystko będzie dobrze.

 

Gdy po kilku dniach odebrałem wyniki, okazało się że po nowotworze nie ma śladu! Nie ma żadnych przerzutów i onkologicznie jestem zdrowy. Mój lekarz, gdy zobaczył wyniki badania, nie mógł się nadziwić. Dziś czuję się coraz lepiej. Oczywiście choroba i leczenie bardzo mnie osłabiły, ale wracam już powoli do sił i zdrowia. Dziękuję wszystkim, którzy modlili się o moje uzdrowienie. Matce Przenajświętszej dziękuję, że przywróciła mi zdrowie, dała nowe życie.

 

Wszystkim radzę – módlcie się gorąco do Królowej Pompejańskiej Różańca Świętego. Matka Boża zawsze wysłucha, pomoże, pobłogosławi. Odmawiajcie Różaniec – to potężna uzdrawiająca modlitwa, która chroni nas przed złem i pomaga przetrwać wszystkie niepowodzenia.

 

Maryja nikomu nie odmówi pomocy, kto o nią poprosi. Trzeba tylko gorąco się o to modlić, wierzyć w siłę Różańca Świętego i nie przerywać nowenny w trakcie odmawiania. Łaski otrzymamy za przyczyną Matki Najświętszej tylko przez modlitwę gorącą i szczerą.

 

Matko Najświętsza – proszę Cię z całego serca, czuwaj nade mną i całą moją rodziną. Błogosław, chroń od wszelkiego złego i ześlij potrzebne łaski, o które proszę. I nigdy nie opuszczaj!

Tomasz

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

 

Na wstępie pragnę gorąco podziękować za wszystkie słowa zawarte w Waszej korespondencji. Jestem ogromnie zaszczycona, iż mam Wasze wsparcie modlitewne, a ponadto jeszcze otrzymuję od Was różne, jakże wartościowe prezenty. Ogromnie się tym cieszę. Wszystkie dary wykorzystam najlepiej jak potrafię.

Bogusława