Temat numeru
 
Bramy piekielne Go nie przemogą!


Niejeden i niejedna z nas staje coraz częściej przed dylematem: co zrobić, gdy w naszej obecności atakowany jest Święty Kościół Katolicki? Jak pogodzić w sobie, a następnie wytłumaczyć innym świętość Kościoła w zestawieniu z informacjami na temat coraz częstszych przypadków zdrad i zgorszeń ze strony katolików tak świeckich, jak i – co znacznie gorsze – duchownych? Dlaczego dzisiaj coraz częściej bombardowani jesteśmy przez media informacjami o skandalach i problemach, jakie ten i ów ksiądz wywołuje, i czy w ogóle można, nie ponosząc uszczerbku na własnej wierze, wytłumaczyć sobie i innym przyczyny tego zła?

Czy Kościół ma wrogów?



Zanim odpowiemy sobie na pytanie o to, jak odnosić się do prawdziwych lub też wyolbrzymionych informacji na temat zła w Kościele, musimy najpierw zastanowić się, czy zawsze słowa krytyki wyrażane pod adresem Kościoła płyną z troski o prawdziwe jego dobro, czy też mają inne źródła i motywy?

Św. Ludwik Maria Grignion de Montfort w swoim wspaniałym dziele pt. Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny w nawiązaniu do sceny po grzechu pierwszych rodziców z Księgi Rodzaju i słów skierowanych wówczas przez Pana Boga do węża, stwierdza: Tylko raz jeden położył Bóg nieprzyjaźń, ale nieprzyjaźń nieprzejednaną, która trwać będzie do końca i wzmagać się nieustannie: to nieprzyjaźń między Maryją, czcigodną Matką Bożą, a szatanem, między dziećmi i sługami Najświętszej Dziewicy a dziećmi i wspólnikami Lucyfera (…) Bóg położył nie tylko nieprzyjaźń, lecz nieprzyjaźnie, bo nie tylko między Maryją i szatanem, ale i między potomstwem Najświętszej Dziewicy a potomstwem szatana, tzn. Bóg położył nieprzyjaźń, odrazę i skrytą nienawiść między prawdziwymi dziećmi i sługami Najświętszej Dziewicy a dziećmi i niewolnikami szatana. Nie kochają się oni wzajemnie i żadnej nie ma między nimi wewnętrznej łączności. Dzieci Beliala, niewolnicy szatana, miłości świata – bo to na jedno wychodzi – prześladowali dotąd i w przyszłości prześladować będą więcej niż kiedykolwiek wszystkich, co należą do Najświętszej Dziewicy(…)

W obliczu tych zdecydowanych słów wielkiego apostoła Maryi, jakim był św. Ludwik, nie można żyć w naiwnym przekonaniu, któremu zdaje się dzisiaj ulegać wielu katolików, że Kościół, którego Matką jest Najświętsza Maryja Panna, nie ma wrogów. Koniecznie musimy uświadomić sobie ich istnienie i diabelski spisek. Mając tę świadomość, łatwiej nam będzie szukać prawdy, kiedy zalewani jesteśmy przez medialny potok informacji o tzw. skandalach w Kościele.

Rzekoma troska „życzliwych” informatorów, którzy tak ochoczo piętnują i wyliczają wady oraz grzechy katolików, w tym i wielu duchownych, zasadza się w większości przypadków na celowym sianiu wątpliwości pośród nieugruntowanych w swojej wierze katolików. I nie oznacza to, że wszystkie tak skrupulatnie podawane przez media przypadki zła i zgorszeń są wys­sane z palca, jednak sam sposób ich podawania i proponowane przy tym przez „zatroskanych” komentatorów lekarstwa, bywają mniej lub bardziej zakamuflowaną trucizną. Zamiast leczyć, przysparza ona zniszczeń w duszach katolików. Nie ma chyba pośród czytelników „Przymierza z Maryją” tak naiwnych osób, które by uwierzyły, że pisma tak przewrotne i wrogie Kościołowi jak „Nie” czy „Fakty i Mity” oraz wiele innych w Polsce i na świecie, nie wyłączając stacji telewizyjnych i radiowych, mówią o grzechach w Kościele w trosce o zbawienie dusz. Jakiż może więc być cel takich publikacji i wrzawy w owych z definicji wrogich Kościołowi mediach, jeśli nie uderzenie w sam Kościół.

Czy uwierzysz Drogi Czytelniku, by media, które na co dzień promują aborcję, pornografię i różnego rodzaju zboczenia, w sprawach grzechów ludzi Kościoła nagle chciały walczyć z tym, co wielokroć same promują? Nie ma więc złudzeń, że ludzie, środowiska i media, które w innych razach wielokrotnie szydziły z nauczania katolickiego i ciągnęły tyle dusz na zatracenie w odmętach fałszu i zepsucia, nagle demaskują grzechy w imię prawdy. W takich przypadkach cel jest jeden: uderzyć i podkopać za wszelką cenę autorytet Kościoła i odciągnąć możliwie dużą liczbę ludzi od jego nauczania, w konsekwencji przywodząc tych naiwnych „czytaczy i poszukiwaczy prawdy” (co to rzekomo chcą poznać argumenty drugiej strony) do usprawiedliwiania własnych grzechów, pozostawania w nich, a na końcu potępienia dusz. Bo czy może np. dbać o jakiekolwiek dobro duchowe ten i ów redaktor, który w czasach komunizmu służył systemowi jako megafon do wygłaszania kłamliwych treści, wrogich Kościołowi…


Pretekstów dostarczają niewierne dzieci Kościoła i apostaci

 

Niestety, sami katolicy przez swoje niewierności i grzechy często dostarczają broni i powodów do ataków na Święty Kościół Katolicki. Iluż bowiem ulega własnym słabościom i miast wyznać swoje grzechy w konfesjonale ze szczerym żalem i mocnym postanowieniem poprawy, brnie w różnego rodzaju nałogi i straszliwe grzechy? Iluż grzeszy zuchwale licząc na to, że kiedyś – może przed śmiercią – zdąży się nawrócić? Tymczasem każdy nasz grzech obraża Pana Boga i wyrządza szkodę nie tylko nam samym, ale i całemu Kościołowi, którego częścią jesteśmy.

Na jeszcze większe zgorszenia i zniewagi narażają Kościół ci, którzy wybrani do pełnienia szczególnej misji apostolskiej i duszpasterskiej bądź to przez swoje śmiertelne grzechy i zaniedbania stają się zaprzeczeniem swego powołania, bądź przez świadome zdrady i odrzucenie prawdziwej nauki Kościoła stają się Judaszami i wrogami niszczącymi Kościół od środka. Te zdrady i niewierności przysparzają Kościołowi Świętemu najwięcej cierpień. Bo nie można zapominać, że w myśl zasady komu więcej zostało dane, od tego więcej się wymaga, ci powołani do szczególnej służby Panu Bogu z jednej strony otrzymują specjalne łaski do jej wypełniania, z drugiej zaś są też szczególnie wezwani do wierności i większej doskonałości, ale też muszą być bardziej czujni, bo narażeni są na większe ataki złego ducha.

Inna mądrość Kościoła uczy, że najgorsze jest zawsze popsuciem najlepszego. Oznacza to, że upadki tych, którzy zostali obdarowani szczególnymi łaskami i przywilejami są zawsze najgorsze. Sam Lucyfer miał przeznaczone przez Pana Boga miejsce szczególne i najwyższe w hierarchii anielskiej. Jednak zdecydował się na bunt i słowa bluźnierstwa: Nie będę służył! (non serviam!). Dlatego jego upadek na samo dno piekła był tak wielki. Mógł być najbliżej Boga, a przez pychę jest najdalej.

Tak samo zdrada powołania osoby wybranej do wielkich rzeczy ma zawsze najtragiczniejsze skutki. Grzech publiczny osoby powołanej do doniosłych spraw pociąga za sobą publiczne zgorszenie i grozi utratą wiary przez tych, którzy stoją niżej w hierarchii Kościoła. Wiara bowiem tych najsłabszych potrzebuje autorytetu, który stoi wyżej od nich w hierarchii i posiada większą świadomość zła i dobra. Dlatego też tak wielkim nieszczęściem są grzechy gorszycieli, którzy mieli być przykładem chrześcijańskiego życia, nauczycielami i drogowskazami. Pan Jezus mówił do nich: Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze (Mk 9,42). Jaką straszną odpowiedzialność zaciągają na siebie np. gorszący rodzice, których grzechy widzą ich dzieci i przez to narażone są na utratę wiary…

Jaką straszną karę otrzymają wszyscy ci, którzy wezwani do opieki i przewodzenia duszom oraz chronienia ich przed złem, przeciwnie – stają się przyczyną grzechów, zamętów i rozkładu. W różnych objawieniach Pan Jezus i Matka Boża uskarżali się na te niewierności dusz powołanych do szczególnego posłannictwa w Kościele.


Cierpienia Kościoła

 

Każdy, kto z miłością patrzy na Święty Kościół Katolicki i papiestwo, nie może pozostać obojętny na ­antykatolicką furię i zaciekłość ataków, jakie w ostatnim czasie z coraz większą siłą wybuchają przeciwko obu tym instytucjom. Media na całym świecie każdego niemal dnia informując o tzw. skandalach w Kościele, wykorzystują te informacje jako okazje do uderzenia w poszczególne zasady i święte prawa nim rządzące. Dla tzw. reformatorów Kościoła ujawnione grzechy stają się od razu pretekstem do manifestowania Ojcu Świętemu i całemu Kościołowi takich m.in. postulatów, mających być rzekomo „lekiem na całe zło”, jak zniesienie celibatu, wprowadzenie kapłaństwa kobiet, zmniejszenie i ograniczenie roli papieża, uzależnienie hierarchicznego Kościoła od demokratycznej woli większości świeckich czy rezygnacja z części nauczania Kościoła w kwestiach moralnych, takich jak aborcja, antykoncepcja oraz homoseksualizm.

Wszystkie te postulaty, od lat uparcie powtarzane pod pretekstem koniecznych reform, uderzają w same fundamenty nauczania Kościoła i z pewnością nie pochodzą z natchnień Ducha Świętego, ale od ducha tego świata i szatana. Coraz bezczelniej i radykalniej formułowane postulaty, wzmagające się ataki – wraz z niedawnymi domagającymi się zatrzymania i osądzenia Papieża – stają się niczym wrzawa motłochu, który niemal 2 tys. lat temu domagał się ukrzyżowania naszego Pana Jezusa Chrystusa i zwiastują czas nowych prześladowań. Jakże wielki i wstrząsający wymiar zawiera w tym kontekście widzenie, jakie miało jedno z fatimskich pastuszków – bł. Hiacynta. Powiedziała ona kiedyś: Widziałam Ojca Świętego w bardzo dużym domu, na kolanach przed stołem, z twarzą ukrytą w dłoniach, płakał. Przed domem było dużo ludzi, niektórzy rzucali w niego kamieniami, inni obrzucali go wyzwiskami i przeklinali go. Biedny Ojciec Święty, musimy się bardzo modlić za niego!

Przy okazji ostatniej pielgrzymki do Fatimy Ojciec Święty Benedykt XVI przypomniał wizję cierpienia Kościoła zawartą w III części tajemnicy fatimskiej. Jeszcze w drodze do Portugalii powiedział, że objawienia w Fatimie mówią także o atakach na papieża i Kościół. Oprócz ataków z zewnątrz mają one pochodzić od tych ludzi Kościoła, którzy swoimi grzechami przysparzają Mistycznemu Ciału Chrystusa dodatkowych cierpień. – To od zawsze było wiadome, ale dzisiaj widzimy to w naprawdę przerażający sposób. Największy ciężar na Kościół nie spada od wrogów zewnętrznych, ale zrodził się z grzechu wewnątrz Kościoła – stwierdził Ojciec Święty.

 

Nasza odpowiedź


Kiedy zatem rozjuszeni politycy, dziennikarze lub osoby „obrażone na Kościół” sypią jak z rękawa sensacyjnymi przykładami zgorszeń, grzechów i niewierności katolików świeckich i duchownych, nie wolno nam dać się zastraszyć lub zgorszyć. Pomyślmy najpierw o tym, kto i dlaczego prezentuje nam te informacje i czy kieruje się dobrymi, szczerymi intencjami dobra dusz. Często bowiem ten, kto tak zażarcie przywołuje czyjeś grzechy, ma problem z własnym sumieniem i w ten sposób szuka usprawiedliwienia dla swoich win. A jeśli nawet ta czy inna sensacja okaże się bolesną prawdą o grzechu jakiegoś duchownego, nie dajmy się ponieść zwątpieniu, nie traćmy ducha. Zło i zdrady zawsze należy nazywać po imieniu i wskazywać jasno, że nikt z nas, żyjących na tym świecie nie jest wolny od pokus i konieczności walki o zbawienie duszy. Zdrady, zaparcia się i tchórzostwa swoich uczniów doświadczył już sam nasz Zbawiciel. Grzechy innych, nawet gdyby były to grzechy najwyższych hierarchów Kościoła, nie usprawiedliwiają naszych grzechów. Bo cóż nam przyjdzie w wieczności z tego oglądania się na błędy i zdrady innych, gdy razem z nimi znajdziemy się na wieczność w piekle.


Kościół jest święty

 

Niewierności i zdrady katolików nie zmieniają jednocześnie faktu, że Kościół jest święty. W swoich instytucjach, w swojej doktrynie – napisał w rozważaniach do Drogi Krzyżowej prof. Plinio Corrêa de Oliveira – w swoich prawach, w swojej jedności, w swojej uniwersalności, w swojej niezrównanej katolickości, Kościół jest prawdziwym zwierciadłem, w którym odbija się nasz Boski Zbawiciel. Kościół jest Mistycznym Ciałem Chrystusa, my zaś przez chrzest zostaliśmy do niego włączeni i mamy łaskę do niego należeć. Na wzór Najświętszej Maryi Panny Bolesnej, musimy więc współcierpieć, gdy dzisiaj Kościół dźwiga krzyż, znosząc obelgi i zniewagi w drodze na Kalwarię. I choć może nam się wydawać, że nie ma już szans na zwycięstwo, musimy pamiętać o poranku Zmartwychwstania i czasie triumfu nad śmiercią, piekłem i szatanem. Im większe ciemności dokoła i coraz bardziej zajadła wściekłość wrogów, tym większa nasza pewność, że czas Bożej odpłaty i zwycięstwa coraz bliższy. Szatan wie, że jego dni są policzone i im bliżej nadejścia jego Pogromczyni czyli Maryi, tym większe czyni wysiłki, by jak najwięcej dusz zatracić w piekle.

Gdyby tylko mógł, sam lub za pomocą swoich sług na tym świecie, zniszczyłby cały Kościół katolicki. Jednak tak, jak w wizji św. Jana Bosko przedstawionej na okładce tego numeru „Przymierza z Maryją”, na rozszalałych wodach łódź Kościoła z Papieżem na czele, przycumowana do dwóch mocnych filarów – Eucharystii i czci do ­Najświętszej Maryi Panny przejdzie zwycięsko sztorm, aby zajaśnieć niespotykanym blaskiem.

O niezniszczalności swojej Oblubienicy zapewnił przecież sam Pan Jezus, kiedy przekazał św. Piotrowi władzę nad Kościołem mówiąc jednocześnie, że bramy piekielne Go nie przemogą. Przykład naszego Pana i Mistrza wiernego aż po Kalwarię, każe nam pozostać wiernymi nawet wówczas, gdyby wszyscy dokoła zwątpili, uciekli w przerażeniu lub ulegli presji rozwścieczonego tłumu.

W obliczu zdrad i apostazji tylu chrześcijan, którzy ulegli pokusie bycia w zgodzie z duchem tego świata, i nadciągającej nocy ataków oraz prześladowań ze strony wrogów Kościoła, staje przed nami konieczność opowiedzenia się za Chrystusem lub przeciw Niemu. Nie ma tu miejsca na stanie pośrodku, jak próbował to uczynić Piłat umywając ręce. Konieczność wyboru staje się coraz bardziej paląca nie tylko w obliczu nowych prześladowań, przygotowywanych przez złego ducha i jego wspólników, ale bardziej jeszcze ze względu na nadchodzącą karę, a przede wszystkim zapowiedź zwycięstwa na tym świecie Niepokalanej, co sama oznajmiła w Fatimie słowami: W końcu moje Niepokalane Serce zatriumfuje!

Czy staniemy w szeregach wojska Maryi, czy też z powodu własnych grzechów, lenistwa, głupoty lub strachu odmówimy wstąpienia do Jej armii, Ona zmiażdży głowę węża. Lepiej więc dla nas, abyśmy, gdy nastąpi ta decydująca bitwa, byli pod Jej sztandarem. Jak mówił podczas ostatniej pielgrzymki do Fatimy Ojciec Święty Benedykt XVI, oby te siedem lat, które dzielą nas od stulecia Objawień, przyspieszyło zapowiadany triumf Niepokalanego Serca Maryi ku chwale Trójcy Przenajświętszej.

Sławomir Skiba


"Przymierze z Maryją" dociera regularnie do ponad 430 tysięcy osób. Dołącz do grona naszych Przyjaciół i zostań stałym czytelnikiem czasopisma.

NAJNOWSZE WYDANIE:
Narodził się Chrystus Król!
Chrystus jest Królem! Jest Panem naszego życia. Trzeba bowiem, ażeby królował – pisze św. Paweł w Pierwszym Liście do Koryntian. Jakimż jest paradoksem, że Ten, przez Którego wszystko się stało, przyszedł na świat w lichej stajence, między zwierzętami. Tak jednak nasz Pan postanowił i tak się stało.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
W Apostolacie dzięki redemptoryście

Pan Jarosław Kochanowski z Krakowa został Apostołem Fatimy w 2014 roku. Zanim jednak wstąpił do wspólnoty Apostolatu, bardzo ważną rolę w rozwoju Jego życia religijnego odegrali: babcia Wanda Kochanowska, redemptorysta o. Władysław Chaim oraz – last but not least – Ojciec Święty Jan Paweł II. Oto co nam o sobie opowiedział…

O istnieniu Apostolatu Fatimy dowiedziałem się od znajomego ojca redemptorysty, Władysława Chaima. Ojciec Władysław uczył mnie religii w okresie dzieciństwa i dorastania. Nasze drogi zeszły się ponownie, gdy byłem już dorosłym mężczyzną. Najpierw pomógł mi uporać się z problemem, który mnie wtedy dręczył, a następnie zaproponował mi pracę w prowadzonym przez siebie Stowarzyszeniu Świętego Wincentego a Paulo. Przystałem na tę propozycję. Stowarzyszenie zajmuje się opieką nad dziećmi z rodzin patologicznych. Prowadzimy świetlicę Benedictus, w której wydajemy dzieciom obiady. Nasi podopieczni mogą tam odrobić lekcje, wziąć udział w kółkach zainteresowań i wycieczkach. Zajęcia z dziećmi prowadzą studentki-wolontariuszki. Raz w miesiącu organizujemy spotkanie dla pracowników poświęcone wspólnej modlitwie i bieżącym sprawom organizacyjnym.
To właśnie ojciec Władysław zachęcił mnie do wstąpienia w szeregi Apostolatu Fatimy. Powiedział mi, że jest to inicjatywa, którą warto wspierać. Przez kilka lat przynależności do tej wspólnoty niejednokrotnie, sam lub razem z synami, brałem udział w modlitwach różańcowych i różnych spotkaniach organizowanych przez Stowarzyszenie.

Ze Stowarzyszenia dostaję wiele materiałów o tematyce religijnej. Szczególnie cenię sobie „Akt poświęcenia domu Matce Bożej”, który zawiesiłem w widocznym miejscu. Pod koniec każdego roku mogę liczyć na poświęcony Fatimskiej Pani kalendarz „365 dni z Maryją”. Otrzymuję również dwumiesięcznik „Przymierze z Maryją”. Bardzo lubię czytać magazyn „Polonia Christiana”, który jako Apostoł Fatimy też dostaję. W „Polonii…” sporo miejsca zajmuje analiza procesów obecnych na Zachodzie, a które już dotarły lub niedługo dotrą do Polski. Osobiście przeraża mnie to, co się dzieje w Europie Zachodniej z religią i z kościołami. Niestety i u nas coraz częściej dewastuje się świątynie i miejsca sakralne, dochodzi nawet do zabójstw księży. Zastanawiam się, co mnie czeka na starość, co będzie się działo w Polsce za kilka lat. Mimo wszystko mam ufność, że wszystko skończy się dobrze, ale boję się, że nadejdą czasy, gdy i w naszej Ojczyźnie będzie nagonka na katolików, gdy będzie się rugowało nas z pracy ze względu na wyznawaną wiarę.

Na co dzień pracuję w Domu Pomocy Społecznej. Opiekujemy się tam ludźmi przewlekle chorymi psychicznie. Organizujemy dla nich żywność i odzież; zajmujemy się niezbędnymi remontami i naprawami. Czasami zdarzają się trudne i konfliktowe sytuacje. Wtedy pomaga mi święta Rita, patronka od spraw trudnych i beznadziejnych, której obraz wisi nad moim biurkiem. Dzięki niej nagle pojawia się szansa na rozwiązanie problemu, który na pierwszy rzut oka wydaje się nie do rozwiązania. Jestem przekonany, że dzieje się tak dzięki jej wstawiennictwu. Św. Ricie powierzam nie tylko sprawy zawodowe, ale też rodzinne. Bywam też w jej sanktuarium przy ul. Augustiańskiej w Krakowie.

Swoje wychowanie zawdzięczam w ogromnej mierze mojej babci, Wandzie, z którą jako dziecko mieszkałem przez kilka lat. Plan dnia był wtedy jasno ustalony: był czas na naukę i był czas na modlitwę, wieczorem bajka w telewizji, pacierz i czas na sen. Myślę, że to dzięki wychowaniu przez babcię nigdy nie miałem problemów z alkoholem, papierosami, nie przeklinałem.

Do Pierwszej Komunii Świętej w dużej mierze to ona mnie przygotowała, np. zapoznając mnie z katechizmem. Za to na Mszę Świętą w niedzielę chodziłem z Mamą. Sakramentu bierzmowania udzielił mi bp Karol Wojtyła, rok przed tym, jak został wybrany na papieża. Pamiętam, że na wiadomość o jego wyborze ludzie byli bardzo radośni i płakali ze szczęścia. W kolejnych latach uczestniczyłem w Mszach Świętych organizowanych na krakowskich Błoniach podczas pielgrzymek Jana Pawła II do Polski.

Zapewne nie mam takiego zacięcia pielgrzymkowego jak nasz Papież, choć byłem kilka razy ze swoimi synami na Jasnej Górze. Byłem też w leżącym nieopodal papieskich Wadowic Sanktuarium Matki Bożej Kalwaryjskiej w Kalwarii Zebrzydowskiej.

Z nabożeństw poświęconych Matce Bożej bardzo lubię majówki. Kilka lat temu urzekł mnie swym pięknem akatyst – hymn liturgiczny ku czci Bogurodzicy: jest to coś absolutnie pięknego. Poznałem go przez przypadek, chodząc z synem na Mszę Świętą dla studentów. Oczywiście często modlę się na Różańcu, a w Wielkim Poście uczestniczę w nabożeństwach Drogi Krzyżowej.

Oprac. JK


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szanowny Panie Prezesie!
Z nieskrywaną wdzięcznością dziękuję za zrozumienie i przesłane egzemplarze „Przymierza z Maryją”. Z powodu przewlekłej choroby (rehabilitacje) moja sytuacja jest dosyć trudna. Między innymi niska emerytura i czasem drogie nierefundowane leki sprawiają, że mam problemy finansowe.
„Przymierze z Maryją” to moje okno na świat. To bardzo wartościowa lektura, którą czytam z zapartym tchem. Codziennie odmawiam Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Modlę się do Niepokalanego Serca Maryi i do św. Rity. Wszystkie te materiały, a w zasadzie modlitewniki otrzymałam od Waszej Redakcji za dawnych, dobrych czasów, kiedy moja sytuacja finansowa była znacznie lepsza. Przeczytane „Przymierza z Maryją” przekazuję zaprzyjaźnionej znajomej i jest bardzo zadowolona z tej lektury.
(…) Niech Maryja otacza całą Redakcję swoją Matczyną opieką.
Z serdecznymi pozdrowieniami i szczerą modlitwą.
Maria z Krakowa


Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Serdecznie dziękuję za przesłanie mi obrazu Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Znany jest mi od wielu lat, ale jak dotąd nie miałam go w domu, choć często zwracałam się do Maryi z różnymi prośbami, stając w kościele przed tym wizerunkiem.
Ucieszyła mnie także dołączona książeczka, dzięki której dowiedziałam się o historii tego obrazu, jego symbolice i kulcie. Matka Boża Nieustającej Pomocy będzie jeszcze częściej mi towarzyszyć, również w domu – dzięki Jej obrazkowi i odmawianiu nowenny oraz modlitw zawartych w książeczce.
Wspieram działania Stowarzyszenia mające na celu propagowanie kultu Matki Bożej Nieustającej Pomocy.
Z wyrazami szacunku
Krystyna z Poznania


Szczęść Boże!
Serdecznie pozdrawiam całe Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi. Z całego serca dziękuję za to wspaniałe pismo „Przymierze z Maryją”. Kocham to pismo i czekam na nie z tęsknotą. Jest w nim zawarte wszystko, co mnie cieszy, uczy, poszerza moją wiedzę. Bardzo interesujące i mądre artykuły. Dowiadujemy się o wielu ciekawych i dotąd nieznanych, rzeczywistych, cudownych czy historycznych wydarzeniach. Bóg zapłać za to cudowne pismo. Dziękuję również za wszelkie przepiękne, wartościowe przesyłki i pamięć. Z wyrazami szacunku dla całego Stowarzyszenia. Szczęść Boże!
Bożena z Rybnika


Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Nadchodzące dni sprzyjać będą refleksji nad przemijającym ludzkim życiem. Może być szczęśliwe lub nieszczęśliwe. Jeżeli jesteśmy wierni Bogu, wędrując z Nim przez życie, to mamy nadzieję się z nim spotkać, pozostać na wieki, a jeżeli wybierzemy drogę bez Boga lub co najgorsze – z Nim walczymy, musimy się liczyć z tym, że się z Nim w ogóle nie zobaczymy. Trzeba pamiętać, że życie jest krótkie. Jesteśmy wędrowcami na tej ziemi. Terminu odejścia z tego świata nie znamy.
W miesiącu listopadzie pamiętajmy ze szczególną troską o grobach zmarłych, modląc się za nich. Wielu naszych bliskich znajomych, przyjaciół, przekroczyło już próg śmierci. Mamy nadzieję, że są w Niebie i spotkają się ze sprawiedliwym Zbawcą – Bogiem, co jest nagrodą za ich przykładne życie. Każdy człowiek umrze i stanie przed Jego Obliczem, aby zdać sprawozdanie ze swojego życia.
Zadajemy sobie pytanie, w jaki sposób możemy pomóc zmarłym, szczególnie tym, którzy są bliscy naszemu sercu. Przede wszystkim powinniśmy uczestniczyć we Mszy Świętej, przyjmując Komunię Świętą. Módlmy się za nich w miarę możliwości codziennie, przez adorację Najświętszego Sakramentu, odmawiając codziennie Różaniec i Drogę Krzyżową. Listopad każdego roku powinien być przypomnieniem dla nas, żyjących, że osoby, które odeszły z tego świata i ich groby nie mogą być zapomniane i zaniedbane. Zatroszczmy się więc o nie, zapalając znicze, stawiając kwiaty na ich grobach, wypełniając maksymę: „Kochać, to znaczy pamiętać”. (…)
Edward z Kalisza


Szanowni Państwo!
Pragnę bardzo gorąco podziękować Państwu za wszystkie publikacje i dewocjonalia, które od Was otrzymuję. Serdeczne Bóg zapłać!
Ze wszystkich otrzymanych upominków to ten ostatni z wizerunkiem Matki Bożej Nieustającej Pomocy przysporzył mi najwięcej radości, gdyż mam do Niej szczególne nabożeństwo. Co środę uczęszczam na nabożeństwo do Matki Bożej Nieustającej Pomocy, prosząc o różne sprawy. Ostatnio, gdy rodzice zachorowali w czasie tzw. pandemii, zostałam sama bez pomocy lekarskiej. Zwróciłam się do Maryi z tego wizerunku o pomoc. Niesamowite, że już następnego dnia widać było dużą poprawę w samopoczuciu ojca. Wierzę mocno, że wstawiła się za moimi rodzicami, bo byłam załamana, zostając z tą chorobą zupełnie sama.
Dziękuję wszystkim za to dzieło, za „Przymierze z Maryją” i życzę dalszych sukcesów oraz nowych Czytelników. Niech Matka Boża Fatimska ma Was w Swej opiece!
Emilia z Przodkowa


Szczęść Boże!
Na wstępie pragnę serdecznie podziękować za przesłaną mi książeczkę oraz wizerunek Matki Bożej Nieustającej Pomocy oraz kartę, na której przesyłam podziękowania i prośby do ukochanej Matki.
Przesłaną książeczkę już przeczytałam, niesamowicie ciekawa lektura, za co bardzo dziękuję. Ja doświadczyłam wielokrotnie opieki Matki Bożej Nieustającej Pomocy i Pana Jezusa z uwagi na poważne moje problemy zdrowotne po tragicznym wypadku samochodowym. Lekarze powtarzali, że to cud od Boga, że żyję. W ubiegłym roku miałam operowane biodro i wszystko skończyło się szczęśliwie. Wszystkie moje problemy oddaję Matce Bożej i Panu Jezusowi!
Pozdrawiam serdecznie Pana Prezesa i proszę o modlitwę.
Ja również modlę się za wszystkich pracowników Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi. Życzę błogosławieństwa Bożego!
Janina z Łodzi