
Kościół w czasie wojny 1920 roku
– Przez trupa Białej Polski prowadzi droga ku ogólnoświatowej pożodze. Na naszych bagnetach przyniesiemy szczęście i pokój masom pracującym. Na zachód! – grzmiał komandarm Michaił Tuchaczewski równo sto lat temu, w rozkazie do żołnierzy sowieckiego Frontu Zachodniego. Po tym, jak marszałek Józef Piłsudski podjął próbę stworzenia na wschodzie federacji państw sojuszniczych z Ukrainą na czele i wiosną 1920 roku wyzwolił Kijów, kierownictwo bolszewickiej Rosji zarządziło na początek lipca potężną, letnią ofensywę. Zmasowane uderzenie sowieckiej piechoty i konnicy w ciągu mniej niż dwóch miesięcy doprowadziło Armię Czerwoną spod Kijowa do bram Warszawy. W sierpniowej bitwie u wrót polskiej stolicy rozstrzygnęły się losy nie tylko Drugiej Rzeczypospolitej, ale całej Europy i chrześcijańskiej cywilizacji.
Choć wojna potrwała jeszcze do jesieni, a o jej ostatecznym wyniku zadecydowała dopiero październikowa bitwa nad Niemnem, to już latem, w okolicach święta Wniebowzięcia, Lenin i Trocki zrozumieli, że ich próba podpalenia świata nie powiodła się…
Księża wzywają do broni
Latem 1920 roku w całej Polsce rozgrywały się podobne sceny: w wiejskim kościele, pośród zapachu świeżo skoszonego zboża i przekwitającego lnu, gromadzili się tłumnie wierni – od najmłodszych do najstarszych mieszkańców wsi. Z różańcami w rękach, wznosząc swoje oczy ku Niebu, błagali Boga przez Najświętszą Panienkę, aby odwrócił od Polski koszmar bolszewizmu nadciagającego ze Wschodu. Na ambonę w drewnianej świątyni wychodził ksiądz odziany w zdobiony ornat rzymski i zwracał się do chłopów w lnianych koszulach, często bez butów, do tych właśnie, którym bolszewicy obiecywali gruszki na wierzbie. Tłumaczył, że oto nadciąga Antychryst, którego trzeba powstrzymać za wszelką cenę. Zachęcał do wstępowania w szeregi Armii Ochotniczej. Obiecywał, że ci, którzy wrócą, dostaną od państwa ziemię, a ktokolwiek z nich zginie za Ojczyznę, będzie miał zasługę w Niebie.
Żadne państwowe instytucje, plakaty, ogłoszenia w prasie ani nawoływania władz nie przyczyniły się do tak skutecznej kampanii rekrutacyjnej, jak ta, którą przeprowadził Kościół katolicki ustami swoich kapłanów. To nie tylko ludność wielkich miast, ale także wsi ocaliła Polskę w 1920 roku. Synowie chłopów, często niepiśmienni, stanowili lwią część żołnierzy Armii Ochotniczej i to oni własną piersią ochronili Warszawę, a potem przystąpili do kontrofensywy, docierając aż na wschodnie rubieże odrodzonego państwa polskiego. Często tuż pod kościołem, gdzie po skończonej Mszy Świętej czekała komisja poborowa, młodzi mężczyźni zapisywali się do wojska. Ojcowie rodzin dążyli zwykle do tego, aby zachować przy sobie przynajmniej jednego syna, żeby było komu przekazać gospodarstwo. Jednak bojowe nastawienie było tak wysokie, że często bracia nie umieli porozumieć się co do tego, który z nich zostanie i zgłaszali się wszyscy. Zdarzało się, że nie wracał ani jeden. Takich rodzin były setki, a nawet tysiące. Była to straszna ofiara, lecz konieczna.
Obowiązkowy pobór sześciu roczników do Wojska Polskiego w 1919 okazał się niewystarczający rok później dla zatrzymania bolszewickiej nawały i gdyby nie ochotnicy – pobożni polscy chłopi niewyobrażający sobie kołchozów i pozamykanych kościołów – latem 1920 roku nie miałby po prostu kto bronić kraju. A o skutkach takiej sytuacji strach pomyśleć, nawet teraz, po stu latach.
Armia bohaterów – kapelania wojskowa
Księża nie tylko zachęcali chłopów do walki, ale poszli w bój razem z nimi, dzieląc trudy pola walki aż do końca wojny. Na mocy porozumienia biskupów polskich z lipca 1920 roku każda diecezja oddała 5 procent swoich księży dla wojska. Chłopi, przywiązani do wiary potrzebowali kapłana, spowiedzi i modlitwy. Dlatego razem ze 105 tysiącami żołnierzy Armii Ochotniczej poszła na front również armia kapelanów, którzy po wojnie wrócili do swoich parafii. Blisko 90 z nich zostało później uhonorowanych przez władze kościelne różnymi przywilejami i orderami. Ośmiu otrzymało najwyższe państwowe odznaczenie wojskowe – Order Virtuti Militari.
W czasie wojny polsko-bolszewickiej za ofiary działań bojowych uznano pięciu kapelanów. Trzech z nich: ks. Emeryk Borysowicz (kapelan 85 Pułku Piechoty), ks. Wilhelm Kroczek (ze szpitala epidemicznego w Krakowie) i ks. Jakub Zdanowicz (kapelan szpitala polowego nr 14) zaraziło się od rannych lub chorych żołnierzy i zmarło na tyfus. Dwóch zginęło od bolszewickich kul – zrządzeniem losu obaj służyli w tym samym pułku. Ks. Stanisław Rozumkiewicz, kapelan 36 Pułku Piechoty Legii Akademickiej, został zaskoczony w drodze do szpitala, w którym posługiwał i pojmany przez bolszewicki patrol w Lidzie, a następnie wyprowadzony poza miasto i rozstrzelany. Stało się to 16 lub 17 lipca 1920 roku. Natomiast jeden z najsłynniejszych uczestników wojny polsko-bolszewickiej, ks. Ignacy Skorupka, poległ w boju pod Ossowem 14 sierpnia.
Jest to postać, której należy poświęcić specjalne miejsce. Urodził się w 1893 roku w Warszawie w rodzinie szlacheckiej herbu Ślepowron; jego dziadek był powstańcem styczniowym. Powołanie kapłańskie odczuwał tak silnie, że nie skończywszy nawet gimnazjum, jako szesnastolatek wstąpił do warszawskiego seminarium duchownego. Po wybuchu I wojny światowej, wskutek zagrożenia niemiecką ofensywą, został odesłany wraz z innymi klerykami do Piotrogrodu, gdzie kontynuował naukę w Rzymskokatolickiej Akademii Duchownej, jednocześnie konspirując przeciwko władzom rosyjskim. W 1916 roku przyjął święcenia kapłańskie. W toku bardzo skomplikowanych dziejów militarno-politycznych Wielkiej Wojny ks. Skorupka trafił na Ukrainę, a we wrześniu 1918 roku wrócił na ziemie polskie, gdzie posługiwał w świeckiej parafii w Łodzi. Tam zastała go niepodległość. W lipcu 1920 roku na ochotnika zgłosił się jako kapelan do Armii Ochotniczej. Został wcielony do 36 Pułku Piechoty Legii Akademickiej, złożonego ze studentów warszawskich uczelni, naprędce przeszkolonych, niejednorodnie umundurowanych i często słabo uzbrojonych – ale mających niesamowite „parcie na wroga”, nie do zatrzymania w ataku. 14 sierpnia, w czasie bitwy warszawskiej, pułk kontratakował na obrzeżach wsi Ossów w powiecie wołomińskim. Ksiądz Skorupka zginął trafiony w głowę. Istnieją jednak dwie, sprzeczne wersje opisu okoliczności śmierci kapelana: jedna mówi o poprowadzeniu przez niego ataku z krzyżem w ręce, a druga o tym, że kapłan oddał ducha, udzielając ostatniego namaszczenia śmiertelnie rannemu żołnierzowi. W 90. rocznicę bitwy warszawskiej w 2010 roku ks. Skorupka został pośmiertnie odznaczony Orderem Orła Białego, najwyższym polskim odznaczeniem państwowym.
Męczeństwo duchowieństwa diecezjalnego
Choć może wydawać się to zaskakujące, straty wśród polskiego duchowieństwa diecezjalnego na terenach wschodniej i centralnej Polski okupowanych przez wojska sowieckie w 1920 roku były stosunkowo niewielkie. Jednak stało się tak tylko dlatego, że bolszewicy zajęci ofensywą na zachód, po prostu nie mieli czasu zajmować się osobami duchownymi i zostawili sobie to „zadanie” na później.
Historycy uważają, że w trakcie ofensywy bolszewickiej i odwrotu Armii Czerwonej z Polski zginęło kilkunastu księży. Oto kilka przykładów: w nocy z 5 na 6 sierpnia w parafii Krzemienica w diecezji wileńskiej bolszewicy rozstrzelali ks. Władysława Klamma. W parafii Żuprany, także na Wileńszczyźnie, jej proboszcz i dziekan dekanatu Oszmiana, ks. Ryszard Knobelsdorf (prywatnie kuzyn Piłsudskiego) został przywiązany do wozu i był ciągnięty pieszo kilkaset kilometrów z Oszmiany do Białegostoku, gdzie 22 sierpnia zakopano go żywcem. Według niektórych relacji, wcześniej oprawcy wycięli mu bagnetem skórę na plecach w kształt krzyża i obcięli palec z prałackim pierścieniem. W czasie odwrotu wojsk bolszewickich spod Warszawy, 20 sierpnia został porwany z plebanii w Ostrołęce ks. Stanisław Pędzich. Dwa dni później zakłuto go bagnetami w Szczuczynie.
Na ziemiach II Rzeczypospolitej, która skutecznie obroniła się przed bolszewizmem, to były tylko pojedyncze przypadki, ale prawdziwą gehennę przeszło duchowieństwo katolickie na terenach położonych na wschód od granicy ryskiej. Tam bolszewicki potwór pokazał, co działoby się w Polsce, gdyby przegrała tę wojnę. Tylko w latach 1918–1938 sowieckie sądy i trybunały rewolucyjne oficjalnie skazały na śmierć 170 kapłanów. Liczba zamordowanych bez jakiegokolwiek wyroku jest obecnie niemożliwa do ustalenia. Pierwszym męczennikiem za wiarę w państwie bolszewickim był Polak, ks. Eugeniusz Świętopełk-Mirski z Mohylewa, skazany na śmierć 23 marca 1918 roku. Czekiści wykonali wyrok kilka godzin po jego ogłoszeniu, a księdza przed zabiciem sadystycznie torturowano.
Ostatni sojusznik Polski
Zawsze w momentach trudnych dla narodu hierarchowie polskiego Kościoła wydawali specjalne akty zawierzenia, aby wyprosić w Niebiosach pomoc dla śmiertelnie zagrożonego kraju. W przypadku wojny polsko-bolszewickiej trzeba wspomnieć szczególnie o dwóch bardzo wzruszających działaniach. Pierwszym z nich był list biskupów polskich do papieża Benedykta XV z 7 lipca 1920 roku. Oto fragment:
Ojcze Święty! Ojczyzna nasza od dwóch lat walczy z wrogiem Krzyża Chrystusowego, z bolszewikami. Odradzająca się Polska, wyczerpana czteroletnimi zmaganiami się ościennych państw na jej ziemiach, wyniszczona obecną wojną, zdobywa się na ostateczny wysiłek. Jeżeli Polska ulegnie nawale bolszewickiej, klęska grozi całemu światu, nowy potop ją zaleje, potop mordów, nienawiści, pożogi, bezczeszczenia Krzyża. Ojcze Święty, w tej ciężkiej chwili prosimy Cię, módl się za Ojczyznę naszą!
Papież odpowiedział za pośrednictwem Wikariusza Generalnego Stolicy Apostolskiej, kard. Bazylego Pompilego: Gdy wszystkie narody cywilizowane korzyły się w milczeniu przed przewagą siły nad prawem, jedynie Stolica Święta protestowała przeciw bezprawnemu podziałowi Polski i przeciw nie mniej niesprawiedliwemu uciskowi ludu polskiego. Obecnie wszakże chodzi o rzeczy o wiele poważniejsze: obecnie jest w niebezpieczeństwie nie tylko istnienie narodowe Polski, lecz całej Europie grożą okropności nowej wojny. Nie tylko więc miłość dla Polski, ale miłość dla Europy całej każe nam pragnąć połączenia się z nami wszystkich wiernych w błaganiu Najwyższego, aby za orędownictwem Najświętszej Dziewicy Opiekunki Polski zechciał oszczędzić Narodowi Polskiemu tej ostatecznej klęski, oraz by raczył odwrócić tę nową plagę od wycieńczonej przez upływ krwi Europy.
Odnośnie do roli papiestwa w wojnie 1920 roku należy koniecznie wspomnieć jeszcze o tym, że kiedy wszystkie państwa uznające Polskę ewakuowały swoje placówki dyplomatyczne z Warszawy w obliczu bolszewickiej ofensywy, pozostał tam tylko nuncjusz apostolski kard. Achille Ratti, który dwa lata później został papieżem Piusem XI (za swoją postawę otrzymał od władz polskich Order Orła Białego).
Drugim bardzo ważnym posunięciem polskich hierarchów w okresie wojny z bolszewią było złożenie 27 lipca 1920 r. na Jasnej Górze podwójnego aktu zawierzenia: poświęcenia narodu i kraju Najświętszemu Sercu Jezusa oraz ponownego obrania Matki Bożej Królową Polski.
Marcin Więckowski
W tym numerze „Przymierza z Maryją” postanowiliśmy podjąć tematykę edukacji młodych pokoleń Polaków. Pokładamy nadzieję w chrześcijańskim, czy też ściślej – katolickim kształceniu i wychowaniu. Pamiętamy bowiem, że katolicyzm jest nie tylko doktryną, dogmatem czy też zbiorem modlitw i obrzędów, lecz nade wszystko żywą relacją z Bogiem i powinien oddziaływać na całe państwo i całe społeczeństwo.
Pomiędzy 25 a 29 maja wraz z grupą Apostołów Fatimy pielgrzymowaliśmy do miejsca, w którym 109 lat temu trojgu portugalskim pastuszkom ukazywała się Matka Boża, niosąc światu przesłanie pokuty i nadziei.
Fatima, choć jest odwiedzana przez bardzo licznych wiernych oraz turystów, zdołała jednak zachować atmosferę ciszy. Wyjąwszy największe uroczystości gromadzące wielotysięczne rzesze uczestników, można tam zarówno modlić się, jak i słuchać w skupieniu. Każdego dnia chętnie korzystaliśmy z tej możliwości tym bardziej, że nasz hotel położony był w bezpośredniej bliskości bazyliki oraz miejsca Maryjnych objawień.
Codziennie uczestniczyliśmy też w tradycyjnych nabożeństwach i procesjach na olbrzymim placu przed sanktuarium. W trakcie trzeciego wieczoru przedstawiciele naszej grupy mieli zaszczytną okazję prowadzić fragment modlitwy. W pamięci uczestników pozostanie z pewnością atmosfera towarzysząca tym różańcowym spotkaniom. Wypowiadane przez setki pielgrzymów w różnych językach wezwania Ojcze nasz… i Zdrowaś Maryjo… podkreślały zarówno jedność jak i różnorodność Kościoła. Z drugiej strony jednak – zamiast harmonii rodziły szum, utrudniając modlitewne skupienie. Może gospodarze tego cudownego miejsca zechcą kiedyś „odkryć” na nowo łacinę?
Niespokojny duch współczesności daje też w Fatimie znać o sobie w sposób widoczny gołym okiem. Niby w trosce o prostotę i skromność stara się on jak może zasłonić sanktuarium, wznosząc wokół betonowe bryły, z których niektóre nawet zostały poświęcone jako miejsca katolickiego kultu. Tylko co wspólnego z żywą, autentyczną wiarą mogą mieć płaskie, szare bunkry albo kaplice, w których Tabernakulum przypomina bardziej skrzynkę na narzędzia? Albo co powiedzieć o ustawionym tuż przy nowej bazylice wielkim krzyżu, na którym zamiast Chrystusa umieszczono dziwaczną postać jakby wyjętą ze starożytnych hieroglifów? W kulturowym kontekście naszych czasów to raczej karykatura niż godny wizerunek Zbawiciela…
Zatem nawet w bezpośrednim otoczeniu sanktuarium naocznie przekonaliśmy się, że wewnątrz Kościoła toczy się ogromna walka o kształt katolicyzmu i o serca wierzących. Do czego to zmaganie może prowadzić, widzieliśmy w urokliwym, niewielkim mieście Obidos, gdzie w miejscu dawnego kościoła działa dzisiaj… księgarnia.
Nasze pielgrzymkowe wyprawy, których celem były wspaniałe klasztory w miasteczku Alcobaça czy w Batalhi, przeniosły nas do czasów, gdy świątynie bez wątpienia wznoszono na chwałę Bożą, na przykład – w podzięce za Opatrznościową pomoc w wygranej bitwie o niepodległość kraju. Zachwyt budziła potężna, a zarazem misterna architektura tych monumentalnych dzieł, wspaniałe zdobienia, dbałość ich twórców o detale, połączenie talentów z wytrwałością i pracowitością budowniczych.
Podążyliśmy też śladami fatimskich wizjonerów – Łucji dos Santos oraz świętych Hiacynty i Franciszka Marto. Modliliśmy się przy ich grobach. Odprawiliśmy Drogę Krzyżową w ich rodzinnych stronach, odwiedziliśmy domy, w których żyli.
W miejscu objawień Matki Bożej zapaliliśmy świece przywiezione wraz z intencjami powierzonymi nam przez Darczyńców w ramach akcji „Twoje światło w Fatimie”.
Podczas tej kilkudniowej wyprawy na każdym kroku spotykaliśmy się z serdeczną otwartością Portugalczyków. Podziwialiśmy ich ludową sztukę i zwyczaje. Mimo że nasze kraje są od siebie bardzo oddalone, w żaden sposób nie czuliśmy się obco. Sprawiła to oczywiście sama Matka Boża, ale też kulturowa bliskość biorąca swój początek w naszej wspólnej wierze. Podczas wyjazdów do historycznych miejsc, które znalazły się na trasie naszej pielgrzymki, mieliśmy okazję przekonać się, że Maryja swoją opieką otacza nie tylko nasz naród, lecz wszystkie nacje, które się Jej ufnie oddają, a także każdą osobę, która zawierza Jej siebie oraz swych bliskich.
Dzieje Portugalii to również historia wierności Bogu i odstępstw, także w życiu władców. Trudne momenty w wymiarze tak osobistym, jak i zbiorowym, przypominają o konieczności ciągłego zabiegania o własną duszę i o łaskę Opatrzności. Wierność przynosi pomyślność – przynajmniej w życiu duchowym. Odstępstwo owocuje nieszczęściem i śmiercią. Te uniwersalne prawdy przychodziły na myśl, gdy słuchaliśmy opowieści przewodników o portugalskich monarchach i wodzach, zwycięskich bitwach i nieszczęśliwych losach grzesznych kochanków.
Byli tym razem pośród Apostołów Fatimy reprezentanci każdego spośród żyjących pokoleń. Najmłodszy uczestnik liczył sobie 13 lat, zaś senior, pan Zdzisław – już 94. – Całe życie marzyłem, by tu przyjechać – przyznał w rozmowie.
Nasza pielgrzymka nie byłaby tak bogata w duchową treść bez obecności duszpasterza – księdza Krzysztofa. Oprócz zapewnienia nam możliwości codziennego wysłuchania Mszy Świętej, dawał on wyrazy swej niezwykłej czci dla Matki Bożej śpiewem Godzinek i pięknych pieśni.
Każdy z nas przywiózł Matce Bożej bagaż własnych intencji, od tych najbardziej osobistych po zbiorowe – dotyczące Kościoła i Ojczyzny. Każdy też otrzymał w duchowym wymiarze to, czego najbardziej potrzebował. To doświadczenie znają wszyscy pielgrzymujący ze szczerą intencją w miejsca szczególnie wybrane przez Pana Boga i przez Maryję.
Wśród tych niezwykłych miejsc jest też Fatima, niosąca do Nieba już od ponad wieku nieprzerwany strumień ludzkiej modlitwy.
Szanowni Państwo!
Jesteście wspaniali! Wasze wydawnictwa oraz gazetki, broszury i ulotki wzmacniają naszą duchowość i informują o wielu faktach oraz miejscach objawień Maryjnych. Artykuły czytam z wielkim zainteresowaniem. Naprawdę bardzo cenię informacje o Jezusie i Maryi, które w nieskończoność otwierają serca. Pamiętamy w modlitwie o Waszej pracy. Pozdrawiam gorąco Pana Prezesa i cały zespół redakcyjny!
Anna ze Zgierza
Szczęść Boże!
Kampania „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest wspaniała. Popieram ją i bardzo się cieszę, że jesteście i stoicie na straży wiary. Musimy dziękować i wspierać naszą Królową za Jej miłość do naszego Narodu.
Zbigniew z Katowic
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Szanowny Panie Prezesie, dziękuję bardzo serdecznie za przesłane mi pozdrowienia urodzinowe. Ucieszyłam się z bardzo ładnej kartki. Jestem dumna z działalności apostolskiej, jaką Państwo prowadzą. Podobają mi się bardzo czasopisma „Przymierze z Maryją” i „Apostoł Fatimy”. Cieszę się z tego, że mogę w nich znaleźć wiele bardzo ciekawych artykułów poruszających interesujące mnie tematy. Cieszę się z tego, że wiele osób może korzystać z tych czasopism. Pragnęłabym bardzo, aby wielu Polaków mogło zapoznać się z tymi ciekawymi gazetami.
Bardzo serdecznie dziękuję za otrzymane ostatnio „Przymierze z Maryją” i „Apostoła Fatimy”. Znalazłam w tych numerach wiele interesujących mnie zagadnień. Cieszę się z tego, że te czasopisma mogą trafić do wielu rodzin w Polsce. Pragnęłabym dalej otrzymywać te pisma.
Pozdrawiam Maryję Naszą Królową. Życzę Panu i współpracownikom dużo zdrowia i wielu łask Bożych w Jezusie i Maryi.
Wdzięczna Czytelniczka
Krystyna z Pruszkowa
Szczęść Boże!
Bardzo dziękuję za przysyłanie mi „Przymierza z Maryją”. Jest to pismo, które bardzo sobie cenię i szanuję. Redagujecie ciekawe artykuły. Zawsze czekam na nowe numery i pragnę poinformować, że zawsze będę Was wspierać. Niech Pan Bóg nas prowadzi!
Barbara
Szanowny Panie Prezesie!
Bardzo dziękuję Panu za życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego oraz fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły i ducha wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla naszej duchowości chrześcijańskiej. Dziękuję bardzo za wszystkie dewocjonalia, materiały, które od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi otrzymałam – są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę całej Redakcji i Panu Prezesowi obfitych łask Bożych. Szczęść Wam Boże na długie lata!
Danuta z Krakowa
Szanowni Państwo!
Dziękuję za wszystkie numery „Przymierza…”, bo to ciekawe czasopismo. Warto je prenumerować. Dużo opisujecie i dużo się dowiadujemy, co się dzieje teraz i kiedyś – jak to było na świecie dawno temu, w tamtych wiekach. Życzę Wam wielu łask Bożych i siły w dalszym działaniu. Nie poddawajcie się siłom zła, które próbują zniszczyć wszystko, co Boże. Któż jak Bóg! Pozdrawiam Was serdecznie,
Maria
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Dziękuję z całego serca za cudowne „Przymierze z Maryją”. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję to pismo. Jest tam dużo pięknych, cudownych tekstów o Maryi i Jezusie Chrystusie, a także dużo o wierze katolickiej i o naszej kulturze. Są tam piękne tematy i bardzo dobre dla naszego życia wiadomości. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję „Przymierze z Maryją”. Dziękuję, modlę się za cały Apostolat Fatimy i za Pana Prezesa.
Janina z Włocławka
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Panie Sławomirze, w liście zadał mi Pan pytanie, czy jestem dumna z otrzymywanego pisma „Przymierze z Maryją”. Jestem dumna! A dlaczego? Bo jest to pismo jedyne w swoim rodzaju. To ogromna wiedza. Każdy artykuł bogaty w wydarzenia, emanuje częścią historii o naszej wierze katolickiej. Bardzo dużo przeczytałam dobrych książek (bo lubię czytać), ale pismo „Przymierze z Maryją” stawiam na pierwszym miejscu, bo porusza serce, ubogaca duszę i umysł. O wielu sprawach opisanych w artykułach wcześniej nie miałam wiedzy. Ale teraz mając 86 lat jestem poniekąd uczennicą „Przymierza z Maryją”. Mówi się, że człowiek uczy się do końca życia, prawda? Bóg zapłać za tę wiedzę. Z szacunkiem chylę czoło przed wszystkimi osobami za pracę i trud w tworzeniu pisma. A Matka Boża, nasza Królowa, niech Was błogosławi. Przy okazji „Bóg zapłać” za wszystko co dostaję od Stowarzyszenia Księdza Piotra Skargi: za życzenia urodzinowe, za listy Pana Sławomira i wszystkie pamiątki, a szczególnie za koronę Matki Bożej Fatimskiej. Jak stawałam przed Fatimską Panią, mówiłam w duchu: „Jesteś taka skromniutka, skromniutka bez korony”… A teraz moja Dostojna Pani ma koronę! Serdecznie dziękuję, bardzo się cieszę.
A jeszcze kilka słów o mnie… Jestem schorowaną osobą, chodzę o lasce. Nie mam już nawet siły iść sama do kościoła – to około 1 kilometra, ale mój sąsiad zawozi mnie co niedzielę na Mszę. Mam też problemy ze słuchem. Aparat słuchowy nie wszędzie zdaje egzamin, szczególnie w kościele, jak kapłan mówi dalej od mikrofonu, to robi się pogłos, ale jakoś daję sobie radę. Nie narzekam, bo mam dużą rodzinę i opiekuje się mną córka. Praktycznie przejęła wszystkie moje obowiązki. Przepraszam, że nie nadążam za waszymi propozycjami, ale w miarę możliwości będę wspomagać Stowarzyszenie. Życzę Wam wszystkim zdrowia i błogosławieństwa.
Z Panem Bogiem!
Genowefa