Oto wielka tajemnica! Bóg się rodzi!
Rodzi się w czasie, który się urodził w wieczności.
Staje się Synem człowieczym, który jest Synem Bożym.
Bierze początek, który nie ma początku!
Nie stworzony staje się stworzonym!
Wielka tajemnica! Biją czołem Anieli i Archanieli, korzą się ze czcią wszystkie duchy niebieskie, piastują ją w rozumach swych i w sercach, pełni mądrości i miłości Cherubini i Serafini; weselą się ludzie! Tylko szatani drżą przed nią; tylko źli ludzie, ach, bogdajby drżeli! Tylko źli ludzie, bez rozumu i bez serca, gorszą się i znać jej nie chcą! Lecz niech się gorszą, niech jej znać nie chcą! Tajemnica spełniła się! Istotna, prawdziwa, niewzruszona, wieczna tajemnica stoi i stać będzie na wieki; jednym na zbawienie i szczęście, drugim na upadek i zatracenie.
O, Bracia, nie bądźmyż jak ci ludzie bez serca i bez rozumu! Oczy mają, a nie widzą; uszy mają, a nie słyszą; serce i rozum, mówią, że mają, a nie rozumieją i nie umieją upamiętać się i nawrócić się; nie umieją chwalić; nie umieją kochać Pana swego w Jego najwyższym dla nich akcie miłości. (…)
Bóg się narodził! Głos z nieba zleciał i zwiastował Jego wieczną Ewangelię: W początku było Słowo, a Słowo było u Boga, a Bogiem było Słowo… A Słowo ciałem się stało.
To głos z nieba. Znieśli go stamtąd Anieli, owszem samo Słowo Boże. I powierzyło tę Ewangelię nie rozumowi, ale miłości. Miłość pochwyciła Ewangelię mądrości; uczeń ulubiony, spoczywając na łonie Mistrza, słyszał ją pod tętnem Jego Serca, każde Jego uderzenie, nowy dźwięk z nieba, każde wydawało nowe, wierne echo na ziemi; i kiedy uczeń miłości całą tę pieśń już wysłyszał, i długo, i coraz żywiej w swoim ją wnętrzu wypiastował, wtedy i on swój głos podniósł i puścił na świat cały ów wielki głos z nieba, ową Ewangelię wieczności: W początku było… (…)
Ach, bo tu nas inny głos dochodzi! Tam spod ziemi, gdzieś z głębin przepaści podnosi się nie Ewangelia, nie dobra nowina, ale gadka złowroga; wyje ją jakiś głos ponury. Słuchajcie: „Na początku było nic; a nic było to, co jest; a to, co jest, było nic. Z tego wszystko się stało!”. O wielki Boże! Czy to żart jaki okrutny? Ach tak, to żart straszny, żart piekła z ludzi, żart krwawy, żart morderczy, żart śmiertelny! A ludzie go słuchają? Boże wielki! Słuchają, wielbią, poklaskują, głowy chylą, korzą rozumy. Czyż nie wiecie? Dzisiaj nie ma nad to nic wznioślejszego w mądrości ludzkiej. Ta dzisiejsza najwyższa filozofia: ten jej dogmat główny, ta podstawa, to credo, ta ewangelia! (…)
O Panie, o Mądrości przedwieczna, o Słowo, które prawdziwie byłoś w początku i z którego wszystko się stało, cokolwiek się stało; o Słowo, które jesteś Bogiem, daj mi jeden promień światła Twego, daj mi ten miecz obosieczny, który z Twoich ust wychodzi; niech nim uderzę na tego gada z piekła rodem i przetrącę mu w ustach to jego mężobójcze gadanie.
Bracia moi, wielką mam przed Wami rzecz podnieść, wielkie zadanie poruszyć, nie tylko poruszyć, ale, ile dane jest rozumowi ludzkiemu, wyjaśnić i ukazać. Ta rzecz, to zadanie, jest to zadanie początku. Do tego mnie wiodą te słowa: W początku było Słowo, naprzeciwko których złorzecznik postawił te drugie: „Na początku było nic”. Wiem, że Wy temu ostatniemu nie wierzycie; wiem, że mu odpowiadacie.(…) Ale czy nie widzicie, ilu już ich porwanych? (…)
Zdarza się, że w życiu rzeczywistym potknie się niekiedy taki nieszczęśliwy, spotka coś ukrytego dla swego systematu, jakąś skałę rzeczywistości, o którą trąci; jakąś gołoledź rozczarowania, po której się pośliźnie i upadnie. Wtedy mu zawrót na chwilę przejdzie. Chwila to szczęśliwa! Wtedy można mówić do niego. Tylko nie trzeba mu mówić, że był w błędzie; szał natychmiast wróci; trzeba mu mówić wprost o prawdzie, trzeba mu pokazać światło: być może, że ono go uderzy; być może, że on spojrzy na nie… Szczęśliwy! (…)
Początek tedy jest to, co pierwsze: przed nim, a raczej poza nim, jest tylko wieczność, a on jest tylko punkt środkowy między wiecznością i czasem, a czas cały jest po nim. (…)
N i c jako początek to samo znaczy, co żaden początek, więc wtedy nie byłoby samego początku. Więc n i c nie może być początkiem.
(…) O Bracie, idź za mną dalej, słuchaj mnie jeszcze, a raczej słuchaj Apostoła: w Nim był żywot. Nie tylko początek, ale i żywot. Albowiem i na cóż rzeczy się zaczęły? Na to, aby żyły. Życie jest ich końcem. Ale kto nie ma w sobie początku, nie ma i życia sam w sobie, bo nie ma końca swego i nie może sam sobie być przedmiotem życia i celem, i końcem. Kto dał początek, ten jeden dać może i życie, bo ten jeden jest prawdziwym przedmiotem życia i żywiołem jego, a potem celem i końcem.
To On znowu sam o Sobie mówi. Słuchajcie: Ja jestem – powiada – Alfa i Omega, który jest i który był i który przyjdzie, wszechmocny (Ap 1, 8). Ja jestem – mówi znowu – Alfa i Omega, pierwszy i ostatni (Ap 22, 13). I jeszcze raz mówi: Stało się, Ja jestem Alfa i Omega, początek i koniec (Ap 21,6). Tak to mówi Amen, który jest pierwiastkiem stworzenia Bożego (Ap 3, 14).
(…) Widzisz twój koniec: co za wesele dla twego serca! Widzisz, gdzie twoje życie dzisiaj i gdzie twój żywot na wieki: co za szczęście dla duszy twojej, dla całej twojej istoty! Bracie najmilszy! Obyś miał doprawdy oczy do widzenia, uszy do słyszenia, umysł i serce do zrozumienia i obyś usłyszał, uwierzył, zrozumiał… i żył. (…)
Ach, zaiste, owo pierwsze, niebieskie, jasne słowo jest doprawdy początkiem i końcem; ale to drugie, to czarne słowo nicestwa, nie jest i nie może być ani początkiem, ani końcem. A więc nie może być ani żywotem. A tymczasem ci kaznodzieje nowej prawdy wołają dalej: Z tego, co jest, które było tym, co nic, z tego tedy nic, wyszło stawanie się, istnienie i życie! Doprawdy? Wyszło życie? Ach, my, co patrzyliśmy na prawdziwe życie, widzimy, jakie jest to wasze. Żyjecie tu na tej ziemi przez chwil kilka, żyjecie wiatrem i dymem, szumem myśli i słów próżnych, żyjecie wyziewem uczuć tylko samymi sobą pełnych, żyjecie czymś jeszcze gorszym, ostatkami ostatków; z tych wkrótce nic nie będzie! Nie, nie, u was nie ma żywota, nawet na tym świecie.
(…) Jaki był początek wasz i żywot, taka i droga wasza, i całe życie. Ale taki też będzie i koniec. Żegnam was, już się z wami nie zobaczę. Wy nie widzicie, ale ja widzę koniec, do którego lecicie… Wasza ciemność mojej światłości nie ogarnie, ale moja światłość waszą ciemność przenika i w samym środku jej świeci. Ja widzę drogę waszą, widzę i koniec, który was czeka. Tym końcem nie żywot wieczny, ale śmierć wieczna. (…)
Na początku było Słowo. Nic nie zrozumieli. Oni na początku położyli nicestwo; a nicestwo spłodziło próżnię, a próżnia spłodziła ciemność; a nicestwo, próżnia i ciemność spłodziły śmierć. Więc ich koniec: śmierć. (...)Nicestwo i śmierć, to ich początek i koniec, to ich alfa i omega, to pierwsza i ostatnia karta ich zakonu, to ono pierwsze słowo, które na początku, powiedział im wąż kusiciel, on stary, i to słowo ostatnie, które im ten sam niszczyciel, to nic wcielone, tam, w przepaści, przez wieki powtarzać będzie!
(…)
O Bracia moi! Po co do Was o tym mówiłem? Po co takie poselstwo dziś do Was przyniosłem? Tę mowę nastręczyła mi owa przedziwna Ewangelia, którą między innymi dziś Kościół czyta. Cała dogmatyczna, jest ona podstawą całej nauki chrześcijańskiej. Więc koniecznie naprzeciw niej postawiła się przeciwna, że tak powiem, ewangelia błędu, która znowu podstawą jest całej nauki i mądrości anty-chrześcijańskiej. Mam nadzieję, że od tych przepaści wy daleko jesteście. Ale my, słudzy tego Słowa i tej światłości, musimy wszędzie te ciemności rozpędzać, kiedy się zdarza pora po temu, musimy gonić za nimi, musimy gonić za braćmi, którzy w nich giną, a wżdy uda się nam uratować kogo z tych nieszczęśliwych! O Boże, gdybyście wiedzieli, Najmilsi, co to za nieszczęście! Gdybym mógł Wam przed oczy cały ten stan przedstawić! Oto narody całe, oto miliony i miliony ludzi nurzają się w tych ciemnościach, oddychając tym dymem i swędem, karmią się tym nicestwem i tą długą, wolną a wszystko pożerającą umierają śmiercią. I to czynią wierni Chrystusowi; bo już nie mówię o niewiernych. (…)
Dzisiaj Boże Narodzenie. Takiego Bożego Narodzenia w duszach Waszych życzę Wam wszystkim, Najmilsi moi! Życzę Wam tedy, aby ten Jezus nowo narodzony, to Słowo Boże odwieczne, w Was samych stało się ciałem, to jest, prawdą i życiem, aby mieszkało między Wami i w Was samych, i aby tam było jak początkiem, tak i końcem, alfą i omegą, pierwszym i ostatnim, aby się w Was z Niego i przez Nie wszystko stało; aby Ono było światłością Waszą, a światłość ta niechaj świeci w Was i z Was pośród wszystkich ciemności, a ciemności niech Go w Was nie ogarną; i niech Wam da władzę stać się Synem Bożym, nie ze krwi ani z ciała, ani z człowieka, ale z Boga zrodzonym i niechaj Wam da żywot Swój, żywot pełen chwały, a chwałę pełną łaski i prawdy, i co dzień powiększając tego żywota i prawdę, i łaskę, i chwałę, niechaj go w Was zakończy i ustali na wieki, wracając z Wami do Początku, w którym było przed wieki. A Słowo było u Boga, a Bogiem było Słowo: to było na początku u Boga. To będzie i na wieki. Amen.
Ks. Piotr Semenenko CR, Kazania na adwent i Boże Narodzenie, Warszawa 2000, s. 35-50. O dobrej i złej nowinie, fragmenty Kazania na Boże Narodzenie, wygłoszonego w Rzymie, w roku 1856.
W tym numerze „Przymierza z Maryją” postanowiliśmy podjąć tematykę edukacji młodych pokoleń Polaków. Pokładamy nadzieję w chrześcijańskim, czy też ściślej – katolickim kształceniu i wychowaniu. Pamiętamy bowiem, że katolicyzm jest nie tylko doktryną, dogmatem czy też zbiorem modlitw i obrzędów, lecz nade wszystko żywą relacją z Bogiem i powinien oddziaływać na całe państwo i całe społeczeństwo.
Pomiędzy 25 a 29 maja wraz z grupą Apostołów Fatimy pielgrzymowaliśmy do miejsca, w którym 109 lat temu trojgu portugalskim pastuszkom ukazywała się Matka Boża, niosąc światu przesłanie pokuty i nadziei.
Fatima, choć jest odwiedzana przez bardzo licznych wiernych oraz turystów, zdołała jednak zachować atmosferę ciszy. Wyjąwszy największe uroczystości gromadzące wielotysięczne rzesze uczestników, można tam zarówno modlić się, jak i słuchać w skupieniu. Każdego dnia chętnie korzystaliśmy z tej możliwości tym bardziej, że nasz hotel położony był w bezpośredniej bliskości bazyliki oraz miejsca Maryjnych objawień.
Codziennie uczestniczyliśmy też w tradycyjnych nabożeństwach i procesjach na olbrzymim placu przed sanktuarium. W trakcie trzeciego wieczoru przedstawiciele naszej grupy mieli zaszczytną okazję prowadzić fragment modlitwy. W pamięci uczestników pozostanie z pewnością atmosfera towarzysząca tym różańcowym spotkaniom. Wypowiadane przez setki pielgrzymów w różnych językach wezwania Ojcze nasz… i Zdrowaś Maryjo… podkreślały zarówno jedność jak i różnorodność Kościoła. Z drugiej strony jednak – zamiast harmonii rodziły szum, utrudniając modlitewne skupienie. Może gospodarze tego cudownego miejsca zechcą kiedyś „odkryć” na nowo łacinę?
Niespokojny duch współczesności daje też w Fatimie znać o sobie w sposób widoczny gołym okiem. Niby w trosce o prostotę i skromność stara się on jak może zasłonić sanktuarium, wznosząc wokół betonowe bryły, z których niektóre nawet zostały poświęcone jako miejsca katolickiego kultu. Tylko co wspólnego z żywą, autentyczną wiarą mogą mieć płaskie, szare bunkry albo kaplice, w których Tabernakulum przypomina bardziej skrzynkę na narzędzia? Albo co powiedzieć o ustawionym tuż przy nowej bazylice wielkim krzyżu, na którym zamiast Chrystusa umieszczono dziwaczną postać jakby wyjętą ze starożytnych hieroglifów? W kulturowym kontekście naszych czasów to raczej karykatura niż godny wizerunek Zbawiciela…
Zatem nawet w bezpośrednim otoczeniu sanktuarium naocznie przekonaliśmy się, że wewnątrz Kościoła toczy się ogromna walka o kształt katolicyzmu i o serca wierzących. Do czego to zmaganie może prowadzić, widzieliśmy w urokliwym, niewielkim mieście Obidos, gdzie w miejscu dawnego kościoła działa dzisiaj… księgarnia.
Nasze pielgrzymkowe wyprawy, których celem były wspaniałe klasztory w miasteczku Alcobaça czy w Batalhi, przeniosły nas do czasów, gdy świątynie bez wątpienia wznoszono na chwałę Bożą, na przykład – w podzięce za Opatrznościową pomoc w wygranej bitwie o niepodległość kraju. Zachwyt budziła potężna, a zarazem misterna architektura tych monumentalnych dzieł, wspaniałe zdobienia, dbałość ich twórców o detale, połączenie talentów z wytrwałością i pracowitością budowniczych.
Podążyliśmy też śladami fatimskich wizjonerów – Łucji dos Santos oraz świętych Hiacynty i Franciszka Marto. Modliliśmy się przy ich grobach. Odprawiliśmy Drogę Krzyżową w ich rodzinnych stronach, odwiedziliśmy domy, w których żyli.
W miejscu objawień Matki Bożej zapaliliśmy świece przywiezione wraz z intencjami powierzonymi nam przez Darczyńców w ramach akcji „Twoje światło w Fatimie”.
Podczas tej kilkudniowej wyprawy na każdym kroku spotykaliśmy się z serdeczną otwartością Portugalczyków. Podziwialiśmy ich ludową sztukę i zwyczaje. Mimo że nasze kraje są od siebie bardzo oddalone, w żaden sposób nie czuliśmy się obco. Sprawiła to oczywiście sama Matka Boża, ale też kulturowa bliskość biorąca swój początek w naszej wspólnej wierze. Podczas wyjazdów do historycznych miejsc, które znalazły się na trasie naszej pielgrzymki, mieliśmy okazję przekonać się, że Maryja swoją opieką otacza nie tylko nasz naród, lecz wszystkie nacje, które się Jej ufnie oddają, a także każdą osobę, która zawierza Jej siebie oraz swych bliskich.
Dzieje Portugalii to również historia wierności Bogu i odstępstw, także w życiu władców. Trudne momenty w wymiarze tak osobistym, jak i zbiorowym, przypominają o konieczności ciągłego zabiegania o własną duszę i o łaskę Opatrzności. Wierność przynosi pomyślność – przynajmniej w życiu duchowym. Odstępstwo owocuje nieszczęściem i śmiercią. Te uniwersalne prawdy przychodziły na myśl, gdy słuchaliśmy opowieści przewodników o portugalskich monarchach i wodzach, zwycięskich bitwach i nieszczęśliwych losach grzesznych kochanków.
Byli tym razem pośród Apostołów Fatimy reprezentanci każdego spośród żyjących pokoleń. Najmłodszy uczestnik liczył sobie 13 lat, zaś senior, pan Zdzisław – już 94. – Całe życie marzyłem, by tu przyjechać – przyznał w rozmowie.
Nasza pielgrzymka nie byłaby tak bogata w duchową treść bez obecności duszpasterza – księdza Krzysztofa. Oprócz zapewnienia nam możliwości codziennego wysłuchania Mszy Świętej, dawał on wyrazy swej niezwykłej czci dla Matki Bożej śpiewem Godzinek i pięknych pieśni.
Każdy z nas przywiózł Matce Bożej bagaż własnych intencji, od tych najbardziej osobistych po zbiorowe – dotyczące Kościoła i Ojczyzny. Każdy też otrzymał w duchowym wymiarze to, czego najbardziej potrzebował. To doświadczenie znają wszyscy pielgrzymujący ze szczerą intencją w miejsca szczególnie wybrane przez Pana Boga i przez Maryję.
Wśród tych niezwykłych miejsc jest też Fatima, niosąca do Nieba już od ponad wieku nieprzerwany strumień ludzkiej modlitwy.
Szanowni Państwo!
Jesteście wspaniali! Wasze wydawnictwa oraz gazetki, broszury i ulotki wzmacniają naszą duchowość i informują o wielu faktach oraz miejscach objawień Maryjnych. Artykuły czytam z wielkim zainteresowaniem. Naprawdę bardzo cenię informacje o Jezusie i Maryi, które w nieskończoność otwierają serca. Pamiętamy w modlitwie o Waszej pracy. Pozdrawiam gorąco Pana Prezesa i cały zespół redakcyjny!
Anna ze Zgierza
Szczęść Boże!
Kampania „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest wspaniała. Popieram ją i bardzo się cieszę, że jesteście i stoicie na straży wiary. Musimy dziękować i wspierać naszą Królową za Jej miłość do naszego Narodu.
Zbigniew z Katowic
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Szanowny Panie Prezesie, dziękuję bardzo serdecznie za przesłane mi pozdrowienia urodzinowe. Ucieszyłam się z bardzo ładnej kartki. Jestem dumna z działalności apostolskiej, jaką Państwo prowadzą. Podobają mi się bardzo czasopisma „Przymierze z Maryją” i „Apostoł Fatimy”. Cieszę się z tego, że mogę w nich znaleźć wiele bardzo ciekawych artykułów poruszających interesujące mnie tematy. Cieszę się z tego, że wiele osób może korzystać z tych czasopism. Pragnęłabym bardzo, aby wielu Polaków mogło zapoznać się z tymi ciekawymi gazetami.
Bardzo serdecznie dziękuję za otrzymane ostatnio „Przymierze z Maryją” i „Apostoła Fatimy”. Znalazłam w tych numerach wiele interesujących mnie zagadnień. Cieszę się z tego, że te czasopisma mogą trafić do wielu rodzin w Polsce. Pragnęłabym dalej otrzymywać te pisma.
Pozdrawiam Maryję Naszą Królową. Życzę Panu i współpracownikom dużo zdrowia i wielu łask Bożych w Jezusie i Maryi.
Wdzięczna Czytelniczka
Krystyna z Pruszkowa
Szczęść Boże!
Bardzo dziękuję za przysyłanie mi „Przymierza z Maryją”. Jest to pismo, które bardzo sobie cenię i szanuję. Redagujecie ciekawe artykuły. Zawsze czekam na nowe numery i pragnę poinformować, że zawsze będę Was wspierać. Niech Pan Bóg nas prowadzi!
Barbara
Szanowny Panie Prezesie!
Bardzo dziękuję Panu za życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego oraz fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły i ducha wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla naszej duchowości chrześcijańskiej. Dziękuję bardzo za wszystkie dewocjonalia, materiały, które od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi otrzymałam – są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę całej Redakcji i Panu Prezesowi obfitych łask Bożych. Szczęść Wam Boże na długie lata!
Danuta z Krakowa
Szanowni Państwo!
Dziękuję za wszystkie numery „Przymierza…”, bo to ciekawe czasopismo. Warto je prenumerować. Dużo opisujecie i dużo się dowiadujemy, co się dzieje teraz i kiedyś – jak to było na świecie dawno temu, w tamtych wiekach. Życzę Wam wielu łask Bożych i siły w dalszym działaniu. Nie poddawajcie się siłom zła, które próbują zniszczyć wszystko, co Boże. Któż jak Bóg! Pozdrawiam Was serdecznie,
Maria
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Dziękuję z całego serca za cudowne „Przymierze z Maryją”. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję to pismo. Jest tam dużo pięknych, cudownych tekstów o Maryi i Jezusie Chrystusie, a także dużo o wierze katolickiej i o naszej kulturze. Są tam piękne tematy i bardzo dobre dla naszego życia wiadomości. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję „Przymierze z Maryją”. Dziękuję, modlę się za cały Apostolat Fatimy i za Pana Prezesa.
Janina z Włocławka
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Panie Sławomirze, w liście zadał mi Pan pytanie, czy jestem dumna z otrzymywanego pisma „Przymierze z Maryją”. Jestem dumna! A dlaczego? Bo jest to pismo jedyne w swoim rodzaju. To ogromna wiedza. Każdy artykuł bogaty w wydarzenia, emanuje częścią historii o naszej wierze katolickiej. Bardzo dużo przeczytałam dobrych książek (bo lubię czytać), ale pismo „Przymierze z Maryją” stawiam na pierwszym miejscu, bo porusza serce, ubogaca duszę i umysł. O wielu sprawach opisanych w artykułach wcześniej nie miałam wiedzy. Ale teraz mając 86 lat jestem poniekąd uczennicą „Przymierza z Maryją”. Mówi się, że człowiek uczy się do końca życia, prawda? Bóg zapłać za tę wiedzę. Z szacunkiem chylę czoło przed wszystkimi osobami za pracę i trud w tworzeniu pisma. A Matka Boża, nasza Królowa, niech Was błogosławi. Przy okazji „Bóg zapłać” za wszystko co dostaję od Stowarzyszenia Księdza Piotra Skargi: za życzenia urodzinowe, za listy Pana Sławomira i wszystkie pamiątki, a szczególnie za koronę Matki Bożej Fatimskiej. Jak stawałam przed Fatimską Panią, mówiłam w duchu: „Jesteś taka skromniutka, skromniutka bez korony”… A teraz moja Dostojna Pani ma koronę! Serdecznie dziękuję, bardzo się cieszę.
A jeszcze kilka słów o mnie… Jestem schorowaną osobą, chodzę o lasce. Nie mam już nawet siły iść sama do kościoła – to około 1 kilometra, ale mój sąsiad zawozi mnie co niedzielę na Mszę. Mam też problemy ze słuchem. Aparat słuchowy nie wszędzie zdaje egzamin, szczególnie w kościele, jak kapłan mówi dalej od mikrofonu, to robi się pogłos, ale jakoś daję sobie radę. Nie narzekam, bo mam dużą rodzinę i opiekuje się mną córka. Praktycznie przejęła wszystkie moje obowiązki. Przepraszam, że nie nadążam za waszymi propozycjami, ale w miarę możliwości będę wspomagać Stowarzyszenie. Życzę Wam wszystkim zdrowia i błogosławieństwa.
Z Panem Bogiem!
Genowefa