
Arystoteles opisując człowieka, zdefiniował go jako istotę społeczną. Budowanie relacji i życie w relacji nie jest według tej definicji czymś zewnętrznym, dodanym do ludzkiego istnienia, lecz czymś koniecznym. Człowiek potrzebuje innych ludzi, żeby w pełni być sobą.
Kiedy uczniowie Filozofa donieśli mu, że w lesie spotkali człowieka żyjącego w absolutnej samotności, ten odpowiedział krótko i zwięźle: To albo zwierzę, albo bóg.
Właśnie na tę tezę Arystotelesa powoływał się św. Tomasz z Akwinu w Sumie teologicznej, rozważając, czy Chrystus powinien żyć w samotności, czy raczej obcować z ludźmi. Jako argument za samotnością podaje się fakt, że Pan Jezus jest Bogiem, zatem samotność, a właściwie kontemplacja Prawdy w samotności mogłaby być sposobem objawienia Jego Bóstwa. Jednak, jak dalej wyjaśnia Akwinata, ze względu na cel Wcielenia – objawienie Prawdy, odkupienie człowieka i pojednanie go z Bogiem – było jak najbardziej właściwe, żeby Zbawiciel przebywał wśród ludzi. Można dodać, że również przyjęcie przez Syna Bożego prawdziwej i integralnej natury ludzkiej czyniło społeczny sposób życia czymś oczywistym.
Czy Pan Bóg jest samotnikiem?
Z drugiej strony, patrząc na tę kwestię jeszcze głębiej, trzeba powiedzieć, że Pan Bóg sam w sobie nie jest samotnikiem. Arystoteles twierdził, iż Bóg jest jeden i sam, odwiecznie kontemplując prawdę w sobie samym. Chrześcijańska doktryna głosi natomiast, że Bóg jest w Trójcy Jedyny, przez co nie jest samotnikiem, lecz komunią Osób. Ojciec, owszem, odwiecznie kontempluje Prawdę, ale w swoim Synu. Społeczna natura człowieka nie jest więc tym, co odróżnia go od Boga, lecz odzwierciedleniem Jego istoty – skutkiem faktu, że jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boże.
Celem życia ludzkiego nie może zatem być samotność sama w sobie, lecz komunia miłości. A jednak Chrystus Pan w swoim życiu często udawał się na miejsca odosobnione…
Komunia z Bogiem
Podobieństwo człowieka do Boga rzeczywiście czyni nas istotami relacyjnymi. Jednakże celem naszego życia jest nade wszystko wejście w komunię z Bogiem. Różnica między stworzeniem a Stwórcą sprawia, że do nawiązania relacji z Nim potrzebna jest przestrzeń samotności. Z tego też względu sam Chrystus udawał się na miejsca odosobnienia. On sam właściwie nie musiał tego robić, gdyż jako Druga Osoba Trójcy Świętej, wcielając się, nigdy nie przestał przebywać z Ojcem i Duchem Świętym. Syn Boży wcielając się, nie opuścił Nieba, lecz stał się uczestnikiem ludzkiego, ziemskiego życia. A jednak – by dać nam dobry przykład i podkreślić, jak istotne są momenty przebywania z Ojcem – w szczególnych chwilach udawał się w miejsca samotne. Dlaczego więc samotność? Jak ona działa?
Rozmowa z Bogiem, czyli modlitwa, nie może sprowadzać się jedynie do aktów wykonywanych przy okazji innych czynności. Owszem, można i trzeba modlić się w miarę możliwości także podczas wykonywania codziennych zajęć. Nie jest niczym złym, a nawet jest chwalebne, gdy kierowca modli się w trakcie jazdy (o ile oczywiście nie stanowi to zagrożenia dla ruchu drogowego). Nie wystarczy jednak modlić się tylko w taki sposób. Bóg jest Wszechmocnym Panem. Głęboko niestosowne byłoby nie mieć dla Niego wyłącznego czasu. Samotność i odosobnienie – odłożenie na bok wszystkich innych spraw – jest z jednej strony po prostu tym, na co Bóg zasługuje, a z drugiej już samo budowanie takiej przestrzeni uczy nas, kim On jest.
Bóg przemawia w ciszy
Ponadto dla nas, ludzi, odosobnienie jest konieczne ze względu na naszą słabość. Nie da się usłyszeć Boga, jeśli najpierw nie uciszymy własnych serc, umysłów i wszystkiego, co nas otacza. Bóg przemawia w ciszy. Nieustanna wrzawa sprawia, że stajemy się niemal całkowicie głusi na Jego głos. Wejście w samotność i ciszę nie działa jednak automatycznie – jest drogą, pewnym sposobem wprowadzającym nas w stan, w którym prawdziwa modlitwa staje się możliwa.
Samotność jest więc konieczna, by uciszyć szalejący wokół nas świat i to, co dzieje się w nas samych. Ci, którzy zwykli modlić się w ciszy, wiedzą, że wejście do kościoła czy kaplicy adoracji, gdzie panuje względna cisza i odosobnienie, nie powoduje natychmiastowego uciszenia własnego wnętrza. To wymaga czasu, cierpliwości i samozaparcia. Milczenie i samotność nie są bowiem czymś przyjemnym ani naturalnie pożądanym przez naszą naturę. Nie są też celem samym w sobie, lecz jedynie narzędziem umożliwiającym głębsze spotkanie z Bogiem. Ze względu na tę „nienaturalność” ludzie często spontanicznie starają się zagłuszyć ciszę – włączają telewizor czy radio, byle tylko coś mówiło i zabiło poczucie pustki.
Samotność konieczna dla relacji z Bogiem
Udajemy się więc na miejsce osamotnienia i milczenia po to, by stworzyć przestrzeń spotkania z Bogiem i nauczyć się Go słuchać. U Chrystusa było to coś spontanicznego i naturalnego. Nam sprawia trudność, bo obciążeni grzechem, przyzwyczajeni jesteśmy do natury zranionej grzechem. Inaczej mówiąc – my, w odróżnieniu od Zbawiciela, nie mamy w zwyczaju, by przebywać sam na sam z Bogiem. Musimy się tego uczyć.
Wchodząc w przestrzeń ciszy i odosobnienia, najpierw doświadczamy dyskomfortu. Gdy już nieco się wyciszymy, nie słyszymy od razu Boga – najpierw z naszych serc wyłaniają się „głosy demonów”, czyli to, co najbardziej nas boli i przeraża, a co na co dzień spychamy poza pole uwagi. Dopiero po dłuższej praktyce odosobnienia, przeżywanego jako ćwiczenie duchowe, zaczynają otwierać się w nas zmysły duchowe. Znamienne, że kiedy Jezus Chrystus udawał się na modlitwę w odosobnieniu, Ewangelie nie mówią, że szedł na pół godziny, lecz na całą noc.
Wejście w samotność jest zatem konieczne, by nawiązać kontakt z Bogiem. Jako istoty relacyjne na jakiś czas odcinamy się właśnie od relacji z innymi ludźmi po to, by całą naszą istotę skierować ku przebywaniu z Bogiem. Jedność z Nim jest bowiem naszym spełnieniem. Dopiero gdy człowiek odnajdzie Boga i pojedna się z Nim, jego natura doznaje pełni. Wtedy także relacje międzyludzkie zostają uzdrowione i uświęcone – poprzez pełną jedność z Bogiem.
Osamotnienie Zbawiciela
Jest jednak w Ewangelii jedno centralne miejsce, w którym Pan Jezus nie tyle sam wybiera odosobnienie, ile doświadcza opuszczenia – najpierw przez uczniów, a później, jak się zdaje, nawet przez Ojca. Dla właściwego przeżywania naszego życia, szczególnie w chwilach trudnych – gdy sami nie wybieramy samotności dla praktyki duchowej, lecz zostajemy w nią wrzuceni – zrozumienie osamotnienia Chrystusa ma szczególne znaczenie.
Chrystus Pan w czasie Męki rzeczywiście doświadczył osamotnienia, odrzucenia, zdrady i zaparcia się Go. Z jednej strony było to konieczne dla dopełnienia miary Jego Męki. Z drugiej – było wejściem Syna Bożego w przestrzeń spustoszoną grzechem (egoizmem), którą On wypełnił swoją Miłością. W momencie opuszczenia (ucieczka uczniów) czy trzykrotnego zaparcia się Piotra, Jezus Chrystus w ludzkiej postaci dotyka tych zranień swoją Boską Miłością. Ucieczka, zaparcie, alienacja są skutkami grzechu, odbiciem jego struktury. Uczniowie zawodzą, bo brakuje im miłości. I właśnie w taką przestrzeń wchodzi Chrystus, nie przestając miłować.
Z naszego punktu widzenia momenty zdrady i osamotnienia są konieczne dla zbawienia, gdyż w nich możemy nauczyć się naprawdę kochać, zjednoczyć się ze Zbawicielem i razem z Nim wypełnić przeklęte przestrzenie życia Bożą miłością. Moment, w którym zaczynamy miłować nieprzyjaciół, jest chwilą aktywnego uczestnictwa w życiu Bożym.
Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?
Jeszcze ważniejsze jest zrozumienie opuszczenia Chrystusa przez Ojca na Krzyżu. Jezus zawołał: Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił? – co mogłoby sugerować rzeczywiste porzucenie. Egzegeci wskazują jednak, że to pierwszy werset Psalmu 22, który choć zaczyna się od opuszczenia, w drugiej części przechodzi w modlitwę pełną ufności. W ustach Pana Jezusa psalm ten może być wyrazem ufności wobec Ojca pomimo okrucieństwa Męki.
Tradycja katolicka zawsze rozumiała to tak, że Chrystus Pan nigdy nie utracił zjednoczenia z Ojcem – nawet na Krzyżu Jego dusza cieszyła się wizją uszczęśliwiającą. Natomiast niższe części duszy doświadczały absolutnej Męki, łącznie z poczuciem opuszczenia przez Boga. Zjednoczone z Ojcem pozostały wola i rozum Chrystusa – pomimo cierpienia nigdy nie zwątpił w Ojca ani nie odstąpił od Jego woli. W uczuciach i emocjach doświadczał natomiast całkowitego opuszczenia.
Odnaleźć Boga
W naszym życiu duchowym znajdujemy tu analogię: miarą zjednoczenia z Bogiem nie są odczucia (które mogą obejmować nawet poczucie opuszczenia), lecz wierność w wierze i woli. Tak złożone doświadczenie staje się szkołą, w której w odrzuceniu i osamotnieniu odnajdujemy prawdziwego Boga – przekraczającego każdą ciemność.
By naprawdę odnaleźć Boga, niezbędna nam jest przestrzeń samotności. Potrzebne jest jednak nie tylko to, byśmy sami jej szukali, lecz czasem także to, byśmy zostali w nią wrzuceni. Gdy bowiem odebrane zostaje nam wszystko i wydaje nam się, że wokół nie ma już nic – zostaje tylko Bóg, który Jest.
Wyobcowanie, depresja, lęk, utrata sensu, pustka… Bardzo często te życiowe bolączki kojarzą się z samotnością, osamotnieniem, poczuciem opuszczenia. Ale zastanówmy się – czy zawsze ten stan musi być czymś złym i uciążliwym? Czy na pewno nie możemy wyciągnąć z samotności jakichś korzyści? A może mamy wtedy więcej czasu na refleksję, na przemyślenie własnego życia, relacji z Bogiem i bliźnimi?
Panią Wiesławę Mazur z Jeżówki w Małopolsce poznałem podczas wrześniowej pielgrzymki Apostołów Fatimy do Zakopanego, Kalwarii Zebrzydowskiej, Wadowic i Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie. W swojej parafii, pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, pani Wiesława należy do wspólnoty Żywego Różańca. Oto co jeszcze o sobie opowiedziała…
– Wiarę przekazali mi rodzice. Mieszkaliśmy w Sułoszowie, do kościoła mieliśmy 5 km, ale w niedzielę nie było, że nie chce mi się iść do kościoła. Nawet nikt o tym nie pomyślał. To zostaje, to zaszczepiła mi mama i do dzisiaj tak jest. Był tylko podział: tato szedł na siódmą, ja na dziewiątą, a mama na sumę, bo każdy miał jakieś obowiązki. Takie były niedziele. A broń Boże, żeby coś wziąć do ręki, coś robić w niedzielę! A dzisiaj? Pranie, sprzątanie… Młode pokolenie wszystko wykonuje w niedzielę, bo wtedy ma czas. W tamtych czasach było to nie do pomyślenia.
W Licheniu doznałam czegoś niesamowitego
Pani Wiesława lubi pielgrzymować, a szczególne miejsce w jej sercu zajmuje sanktuarium w Licheniu. – W Licheniu byłam siedem razy. 20 lat temu doznałam tam czegoś niesamowitego. Jechaliśmy przez Kalisz i wstąpiliśmy do Sanktuarium św. Józefa. Kolana mnie wtedy tak bolały, że myślałam iż nie dam rady dojechać do Lichenia. Jak wchodziliśmy do sanktuarium w Kaliszu, to w duchu poprosiłam: żeby te kolana przestały mnie boleć. Nagle poczułam, jakby się ugięły, ale nic więcej się nie stało. Weszliśmy do kościoła, pomodliliśmy się, złożyliśmy podziękowania oraz prośby i pojechaliśmy dalej. W Licheniu trzeba było przejść na klęczkach przez bramę, przy której jest głaz z odciśniętymi stopami Matki Bożej. Powiedziałam, że nie mogę, bo jak klęknę, to nie wstanę, tak mnie te kolana bolą. Wtedy moja koleżanka powiedziała: Spróbuj, może ci się uda. I tak zrobiłam. Przeszłam tę bramę na klęczkach, wstałam i… kolana mnie nie bolały! Do dzisiaj mam zdrowe kolana. Dlatego wracam do Lichenia, jak tylko jest okazja.
Należę do Apostolatu Fatimy i chętnie czytam „Przymierze z Maryją”
– Pewnego razu znalazłam ogłoszenie w gazecie, że można otrzymać „Przymierze z Maryją” i różaniec. Wysłałam mój adres i poprosiłam o przysłanie. Dostałam różaniec i książeczkę o przepowiedniach Matki Bożej z Fatimy. Od tamtej pory wszystko się zaczęło: zaczęłam być w kontakcie ze Stowarzyszeniem, które wspomagałam, na ile mnie było stać. W czasopismach, które dostaję, jest dużo ciekawych rzeczy. Niektóre sobie zachowałam na pamiątkę; wracam do nich, czytam, analizuję, przetrawiam po swojemu. Czytam chętnie prawie całe „Przymierze z Maryją”, bo te artykuły dużo mi dają, wiele się z nich dowiedziałam, a jak rozmawiam ze znajomymi i ktoś mnie pyta skąd to wiem, to mówię, że było w „Przymierzach…”. Po przeczytaniu nic nie wyrzucam, tylko zanoszę do kościoła, żeby ktoś inny sobie zabrał, przeczytał i poznał Stowarzyszenie.
– Od 2018 roku należę do Apostolatu Fatimy i jestem z tego bardzo zadowolona. Zauważyłam, że z mojej miejscowości kilka osób też zapisało się do Apostolatu, bo jak rozmawiam i mówię, że jest Apostolat Fatimy i Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi, to słyszę: Tak, my już wiemy.
Żyję dzięki temu, że wierzę
Pani Wiesława przeżyła śmierć męża, syna i córki. Wiara w Pana Boga i ufność, że Matka Boża pomoże jej i jej bliskim w tej trudnej sytuacji, bardzo pomagała. Tak wspomina te trudne chwile: – Mąż zmarł wcześniej, ale z tym jeszcze szło się pogodzić, bo już przeżył trochę lat, natomiast cierpienie matki nad umierającym dzieckiem, to jest chyba najgorsza rzecz w życiu. Stało się, jak się stało. Trzeba jednak żyć dalej, trzeba się z tym pogodzić, bo jak byśmy się nie pogodzili, to co by z nas było? Dzięki temu, że wierzę, to żyję.
Pewnego razu, gdy byłam u schyłku wytrzymałości, usłyszałam wewnętrzny głos: Nie rezygnuj! I pomyślałam: Nie! Nie zrezygnuję! Dodało mi to tyle siły, że wytrzymałam wszystko i przetrwałam do końca. Nie załamałam się, bo uświadomiłam sobie, że taka była wola Boża. Modlę się tylko, żeby nie było gorzej i wierzę, że kiedyś się jeszcze spotkamy.
Oprac. Janusz Komenda
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Na początku chciałabym gorąco podziękować całej Redakcji, wszystkim redaktorom, księżom, którzy piszą piękne artykuły. Chciałam z całego serca podziękować za otrzymane „Przymierze z Maryją” oraz piękną figurkę Matki Bożej Fatimskiej oraz inne materiały i dewocjonalia. Wasza praca jest potrzebna, wartościowa, pokazuje piękno wiary w Miłosierdzie Boże. Będę się modlić za całą Redakcję o zdrowie, siły i błogosławieństwo Boże.
Z Panem Bogiem!
Jolanta z Rybnika
Szanowni Państwo!
Serdecznie dziękuję za piękny kalendarz „365 dni z Maryją”, a także za ładne poświęcone obrazki i wszystkie przesyłki, jakie otrzymuję od Was. Cieszę się, że o mnie pamiętacie i ja też o Was pamiętam w modlitwie. Bardzo cieszę się z Waszej pracy. Dużo pracuje cały zespół, chylę czoła przed Wami. Bardzo dziękuję Wam wszystkim, życząc wszelkiego Dobra. Szczęść Boże!
Franciszka z Gryfina
Szanowny Panie Prezesie!
Bardzo dziękuję Panu za piękne życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego, ale również i fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły ducha i wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla rozwoju naszej duchowości chrześcijańskiej. Wszystkie materiały i dewocjonalia, które otrzymałem od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi, są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę Panu, Apostolatowi Fatimy, zespołowi redakcyjnemu i wszystkim współpracownikom wielu łask Bożych, opieki Maryi, dużo radości i zdrowia. Wszystkiego najlepszego. Szczęść Boże!
Marek z Lublina
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Bardzo dziękuję za współpracę z Wami. Trwa ona już od 18 lat. Doceniam Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi i cały zespół redakcyjny. To, co piszecie, pogłębia naszą wiarę w trudnych dzisiejszych czasach. Modlę się za cały zespół redakcyjny. Dziękuję, że pamiętacie w modlitwach o mnie i mojej rodzinie, za życzenia urodzinowe, za kalendarz, który rozświetla mój dom. Każdego dnia patrzę na Matkę Najświętszą, która nas błogosławi, wyprasza nam zdrowie i opiekę.
Z Panem Bogiem!
Danuta z Michałowa
Szczęść Boże!
Pragnę złożyć serdeczne podziękowanie za otrzymane życzenia urodzinowe uwiecznione na pięknej karcie z wizerunkiem Fatimskiej Pani.
Z Panem Bogiem!
Robert
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Bardzo dziękuję za Wasz wkład w krzewienie prawd wiary. Pragnę podziękować za otrzymane materiały edukacyjne, które umacniają wiarę, duchowość, niosą światło pokoju i miłość w sercach. Dają nadzieję do życia i niech tak pozostanie jak najdłużej – najlepiej na zawsze. Wspierając tę kampanię, wspólnie walczymy o serca, które jeszcze są uśpione. Cały miesiąc październik uczestniczyłem w nabożeństwie różańcowym, ofiarując za grzeszników, którzy obrażają Niepokalane Serce Maryi. Życzę całej Redakcji i dla Pana Prezesa obfitych łask Bożych. Z Panem Bogiem, Bóg zapłać za wszystko z całego serca!
Wojciech z Grodziska Mazowieckiego
Szczęść Boże!
Takie dzieła Boże jak Wasze trzeba koniecznie wzbudzać! W przesłaniu Matki Bożej płynącym z Gietrzwałdu drzemie wielka potęga ratunku dla Polski – to jest nasze zadanie do odrobienia. Bogu dzięki, że mamy w Polsce tak wspaniałych ludzi jak Wy (i Wasze Stowarzyszenie), którzy to odkrywają! Heroicznym wysiłkiem rozprzestrzeniają to cudownie ratujące Polskę przesłanie. Szczęść Wam Boże na długie lata!
Rita i Ryszard
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Dziękuję bardzo za życzenia urodzinowe, a szczególnie za Waszą modlitwę w mojej intencji. Najbardziej wszyscy potrzebujemy opieki Pana Boga. Świętym Charbelem, zainteresowałam się już kilka lat temu. Oprócz książek, mam dla całej rodziny relikwie oraz olej świętego Charbela, przysłanym z Libanu. Warto, aby jak najwięcej ludzi Go poznało. Chciałam powiedzieć także o innym, bardzo skutecznym orędowniku, chociaż oczekującym na wyniesienie na ołtarze, Słudze Bożym Wenantym Katarzyńcu, nazywanym polskim Charbelem. Bardzo skutecznym, czego osobiście doświadczyłam. Sama nie mogłam uwierzyć, jak szybko i w jaki sposób mi pomógł. Tego dowody posiada również moja córka. Rozwikłanie jej problemu odbywało się w tak irracjonalny sposób, że trudno nie uwierzyć w pomoc Sługi Bożego Wenantego. Obiecałam, że będę opowiadała o Jego skutecznej pomocy. W internecie jest wiele filmów i książek o Wenantym. Żyjemy dzisiaj w trudnych czasach, dużo ludzi boryka się z problemami finansowymi. Jeśli ten stan się nie zmieni, czeka nas totalne bankructwo. Czcigodny Sługa Boży Wenanty Katarzyniec jest bardzo skuteczny w tych sprawach. Szanowni Państwo, może również warto by było dać ludziom szansę skorzystania z tej pomocy i zorganizować jakąś akcję związaną z tym kandydatem na ołtarze? Życzę Państwu dużo zdrowia i siły w prowadzeniu tak szczytnej działalności, z której obficie korzystamy. Mówię z wdzięcznością – Bóg zapłać!
Krystyna
Szczęść Boże!
Bardzo popieram to, co robicie – że wysyłacie różne pisma, które w tym czasie są bardzo potrzebne, aby ludzie się dowiedzieli, jak żyć z pomocą Pana Jezusa, Matki Najświętszej i wiarą bo jest to bardzo potrzebne. Dziękuję za wszystkie upominki, które od Was otrzymuję. Gorąco modlę się za Was i także proszę o modlitwę.
Genowefa z Rzeszowa