Temat numeru
 
Jeżeli Bóg jest dobry, dlaczego ludzie cierpią?

Nierzadko spotykamy osoby, które – wiedząc, że jesteśmy katolikami – pytają nas – tak jakbyśmy byli wyznawcami jakiejś absurdalnej lub nielogicznej religii – dlaczego Bóg, choć jest dobry, chce, aby ludzie cierpieli? Po tym pytaniu następują kolejne, o tym samym wydźwięku: Czemu dzieci chorują? Dlaczego często zdarza się, że dobrzy ludzie umierają młodo, a źli żyją długo? Czemu bandyci są bogaci, a uczciwi biedni? Dlaczego jedni cieszą się dobrym zdrowiem, inteligencją, szczęściem itd., a innym stale źle się wiedzie? Dlaczego musimy umrzeć? I w tym samym tonie długo ciągną listę pytań, w których mniej lub bardziej jawnie oskarżają Boga o to, że stworzył istotę niedoskonałą, kiepsko zorganizowaną i w gruncie rzeczy niesprawiedliwą. Cóż możemy na to odpowiedzieć? Gdyby dziełem Boga było takie wybrakowane stworzenie, to jak mógłby być Bogiem? Jak byt doskonały mógłby stworzyć istotę niedoskonałą?

Zacznijmy od tego, że owe pytania są źle sformułowane. Prawidłowe pytanie powinno brzmieć: dlaczego Bóg dopuszcza, żebyśmy cierpieli w tym życiu? Bóg udowadnia swą dobroć w ten sposób, że chce, byśmy byli zawsze szczęśliwi, ale w życiu wiecznym. Tamte osoby zadające pytania nie mają pełnego oglądu sytuacji. To tak jakby ktoś powiedział, że lekarz jest zły, bo zoperował pacjentowi np. wyrostek robaczkowy i przez to zadał mu ból.

 

Pierwotny zamysł Boga

Aby właściwie odpowiedzieć na wszystkie przytoczone pytania, powinniśmy widzieć problem całościowo. Jaki plan miał Bóg, gdy stworzył swe dzieło?

Bóg w swojej dobroci umieścił mężczyznę i kobietę w raju, gdzie mieli wszystko, czego potrzebowali do szczęścia w zgodzie z ich naturą. Posiadali tchniętą przez Boga wiedzę, nie chorowali, nie umierali, mieli kontakt z samym Bogiem. Teolodzy uważają, że w raju – znając wszystkie te cudowne okoliczności – człowiek powinien był doskonalić się, kontemplując je, i wzrastać w miłości Bożej; do tego stopnia, że w określonym momencie, kiedy osiągnąłby wysoki poziom Boskiej miłości, poszedłby prosto do Nieba bez konieczności umierania.

 

Lecz aby ten plan okazał się doskonały, ludzie musieli się poddać próbie. Dlaczego? Ponieważ jeśli ktoś nas kocha i wszystko nam daje, a my nie możemy dać mu nic w zamian, czujemy się sfrustrowani. Konieczne było, by w określonym momencie człowiek, poddany próbie, mógł powiedzieć Bogu: Potrafię wybrać między Tobą, między Twoją miłością a taką czy inną przyjemnością; a odrzucając tę przyjemność, udowadniam Ci swoją miłość.

 

Skaza grzechu pierworodnego

 

Co się jednak wydarzyło, gdy Adam i Ewa zostali poddani próbie? Ponieśli w niej całkowitą klęskę. Okazało się, że bardziej kochają samych siebie niż Boga. Nie mieli żadnych skłonności do zła, żadnych skaz inteligencji, żadnego powodu, by się uskarżać na Boga. Dlatego ich grzech był wyjątkowo ciężki, znacznie cięższy od naszych grzechów, ponieważ my, owszem, rodzimy się ze skłonnością do zła. Ich grzech był tak ciężki, że Bóg, w swojej mądrości, zmienił pierwotny plan.

 

Główna część, najważniejsza w pierwotnym planie stworzenia, pozostała nienaruszona: człowiek mógł pójść do Nieba i zaznawać szczęścia z Bogiem przez całą wieczność. Zmieniła się jednak forma osiągnięcia celu ostatecznego. Teraz człowiek nie mieszkał już w raju ani nie miał w swojej naturze wszystkich możliwych doskonałości. Przeciwnie, przychodził na świat ze skazą, grzechem pierworodnym, który popychał go do złego. Jako konsekwencje owej skazy pojawiły się braki w inteligencji, złe skłonności, niestałość, choroby, cierpienie, a przede wszystkim to, że człowiek musiał najpierw umrzeć, by móc pójść do Nieba. Zamieszkał na ziemi, gdzie przyroda nieraz bywała jego wrogiem, wiele zwierząt mogło go skrzywdzić i brakowało pożywienia.

 

Lecz z drugiej strony łaska Boża pomagała mu stawać się lepszym; liczne próby, które były skutkiem grzechu pierworodnego, sprawiały, że człowiek mógł stale okazywać Bogu swą miłość, aby przezwyciężyć trudności.Przede wszystkim jednak, żeby naprawić popełniony grzech, przybył na ziemię sam Syn Boży, Jezus Chrystus, zamieszkał wśród nas i dzięki niemu mamy Matkę Bożą, najdoskonalszą z wszelkich istot, oraz Kościół katolicki – instytucję z doskonałą doktryną, założony przez Zbawiciela po to, by prowadzić człowieka dobrą ścieżką.

 

Przez cierpienie zdobywamy zasługi

 

To prawda, że Bóg zmienił plan, jednakże Jego nowy plan jest doskonalszy od poprzedniego. Szatan myślał, że zyskał na tym, gdy skłonił ludzi do popełnienia grzechu pierworodnego, a w rzeczywistości jeszcze więcej ­stracił.

 

 Jeżeli rozumiemy ten nowy plan Boży, mamy odpowiedź na pytania, które postawiono nam na początku. Dlaczego ludzie cierpią? Dlatego, że cierpiąc, zdobywają zasługi, które ich zaprowadzą do Nieba. Jedni poprzez cierpienie ćwiczą w sobie takie cnoty, jak cierpliwość, innym pozwala to z kolei rozwijać cnotę miłosierdzia. Czemu dzieci chorują? Aby pokazać, że grzech dotknął nas wszystkich, nawet tych niewinnych. Rodzice w bólu swoich dzieci dostrzegają wpływ grzechu, dzieci zaś w miarę swych możliwości uczą się, że sprawy tego świata są przemijające, a najważniejsze to kochać Boga. Dlaczego w wielu przypadkach dobrzy ludzie umierają młodo, a źli żyją długo? Dlatego że dobrych, gdy są do tego gotowi, Bóg zabiera do Nieba, aby cieszyli się życiem wiecznym, złym zaś daje czas na skruchę i pokutę. Czemu bandyci są bogaci, a uczciwi biedni? Ponieważ Bóg w swej mądrości, wiedząc, że bandyci zostaną potępieni i przez całą wieczność będą cierpieli w piekle, daje im na tym świecie nagrodę za to, co zrobili dobrego; tymczasem biednym pozwala wielokrotnie dzięki ubóstwu ćwiczyć takie cnoty, jak pokora, i zyskać więcej zasług otwierających drogę do Nieba. Dlaczego jedni cieszą się dobrym zdrowiem, inteligencją, szczęściem itd., a innym stale źle się wiedzie? Dlatego, że Bóg ma plan dla każdego i każdej osobie daje cechy na miarę jej potrzeb, aby ten plan mogła wprowadzić w życie. Ale jako że Bóg jest sprawiedliwy, od tego, komu dał więcej, będzie więcej wymagał. Z tego powodu sąd nad tymi, którzy otrzymali więcej talentów – takich jak inteligencja, uroda, zdrowie, zdolności artystyczne – będzie bardziej surowy aniżeli nad tymi, którzy dostali mniej talentów.

 

Skutki grzechu Adama i Ewy

 

Jeśli rozumiemy grzech pierworodny i jego skutki, pojmujemy wiele spraw. Bóg dał Adamowi w raju tylko jeden zakaz: nie jeść owoców z drzewa poznania dobra i zła. I zapowiedział jasno, że jeśli Adam to zrobi, niechybnie umrze. Zatem Bóg w swojej miłości ostrzegł człowieka, co może się zdarzyć. Ale szatan, który już wcześniej nie zdał próby miłości do Boga, przystąpił do kuszenia ludzi. I zaczął zwodzić Ewę, zadając jej kłamliwe pytanie: czy rzeczywiście Bóg zabronił im spożywać owoce z jakiegokolwiek drzewa w tym ogrodzie? Ewa odpowiedziała mu zgodnie z prawdą: mogą jeść owoce z wszystkich drzew oprócz jednego, bo wówczas umrą. A więc doskonale wiedziała, czego Bóg chce i co ona sama robi. Już wtedy powinna była nabrać nieufności wobec szatana, ponieważ jeśli ktoś zadaje kłamliwe pytanie, zapewne ma złe intencje. Toteż popełniła błąd, nie uciekając przed pokusą. Ciągnęła rozmowę i szatan skłamał po raz drugi, mówiąc, że to nieprawda – nie umrą, tylko staną się jak bogowie. A zatem pokusa równości Bogu wynika z ludzkiej pychy. Ewa dobrze wiedziała, jaki jest Bóg, znała jego doskonałość i piękno. Z drugiej strony jaki miała dowód na to, że wąż wie więcej niż Bóg? Jeżeli Bóg powiedział jedno, a wąż drugie, komu powinna wierzyć? Doskonale wiedziała, że Bóg ma rację, ale owoc tego drzewa był ponętny, a jeszcze bardziej pociągało ją to, że stanie się boginią. I uległa pokusie, zjadła zakazany owoc. Co gorsza, nie tylko nie zamieniła się w boginię, lecz także zgodziła się sama skusić Adama.

 

Adamowi nie brakowało rozeznania, w przeciwieństwie do nas. On również dokładnie wiedział, że Bóg ma rację i że jeśli spożyje owoc z tego drzewa, umrze. Ale on też chciał się stać równy Bogu, a ponadto przypodobać się kobiecie, i dlatego przyjął zakazany owoc i zjadł go. Jego grzech był większy, ponieważ Adam stał na czele stworzenia. To do niego Bóg mówił, gdy się przechadzał po raju.

 

Jest wina, musi być kara

 

Skutki grzechu pierworodnego dały się odczuć natychmiast. Nie tylko oboje, mężczyzna i kobieta, poczuli się nadzy, lecz także, co gorsza, gdy Bóg zapytał Adama, czemu zgrzeszył, ten próbował zrzucić winę na samego Boga, mówiąc, że skusiła go do tego kobieta, którą Bóg mu dał. Jak gdyby wina leżała w tym, że Adam nie miał możliwości wyboru… Zawsze szukamy wymówek, zawsze staramy się własne błędy przypisać komuś innemu.

Za popełniony grzech należy się kara. I tak pierwsi rodzice zostali ukarani według porządku, w jakim grzeszyli, a także sprawiedliwie, wedle powodów, dla których zgrzeszyli. Szatan, zuchwale uważający, że powinien być pierwszy, znalazł się na ostatnim miejscu jako najmarniejszy, najbardziej pogardzany. Kobieta, której marzyło się, że będzie boginią, została podporządkowana swojemu mężowi. Dziś, jako że brzmi to politycznie niepoprawnie, kładzie się nacisk na fakt, że kobiety w bólu wydają na świat dzieci, i zapomina się albo tuszuje to, co jest dosłownie zapisane w Księdze Rodzaju: Ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie panował nad tobą (Rdz 3,16).

 

Jednak przede wszystkim to Adam, jako głowa wszelkiego stworzenia, został ukarany. Nie tylko musiał odtąd w trudzie zdobywać pożywienie, lecz także z jego winy ziemia została przeklęta i wszystkie istoty ludzkie musiały od tej pory umierać. Co najgorsze, bramy Niebios były teraz zamknięte do czasu, gdy grzech zostanie odkupiony.

 

Ale Bóg, który jest Miłosierdziem, ulitował się nad grzesznym człowiekiem i zmienił pierwotny plan na nowy, lepszy. Poprzez swoich proroków obiecał człowiekowi Odkupiciela. Kogoś, kto naprawi wyrządzone zło i popełnione wykroczenie.

 

Zadośćuczynienie Pana Jezusa

 

I rzeczywiście, główną i najważniejszą częścią tego nowego planu jest nasz Pan, Jezus Chrystus, Bóg, który stał się człowiekiem. Popełniony grzech wymagał zadośćuczynienia. Jednak zadośćuczynienie musi być proporcjonalne do popełnionego wykroczenia, a także do poszkodowanej osoby. Czym innym jest obraza przyjaciela, policjanta, czym innym obraza Boga. Kto byłby na tyle wielki, aby zadośćuczynić wykroczeniu popełnionemu przeciw Stwórcy? Tylko sam Bóg, dlatego Jezus Chrystus zstąpił na ziemię, aby dokonać zadośćuczynienia. Przybył również po to, by dać nam przykład – pokazać, jak należy cierpieć, jak z miłości do Boga przyjąć nasze ograniczenia i problemy.

 

Chrystus był prawdziwym człowiekiem, doświadczonym we wszystkim na nasze podobieństwo, z wyjątkiem grzechu (Hbr 4,15). Odczuwał głód, pragnienie, zmęczenie. W Biblii wyraźnie okazuje wszelkie ludzkie emocje, takie jak: radość, smutek, zdziwienie, podziw, miłość, oburzenie itd. Był również kuszony, tak jak my.

 

Tyle że powód tego wszystkiego jest inny. My, jako że nosimy w sobie grzech pierworodny (a jego konsekwencją jest nasza skłonność do zła), poprzez cierpienie i pokusy odbieramy naukę – uczą nas one i obligują do doskonalenia cnót. Chrystus nie potrzebuje tego, ponieważ sam jest doskonały. Przyjął jednak cierpienie, by nas nauczyć i dać nam przykład.

 

W swojej mądrości zapragnął przyjść na świat w ubóstwie, ale obrał sobie za Matkę najdoskonalszą z wszystkich kobiet, a za przybranego ojca – świętego Józefa z domu Dawida. Zrobił to, aby pokazać, że sprawy duchowe są ważniejsze od materialnych. Chciał być prześladowany od samego początku, by nam ukazać, że nie prześladowania są najgorsze, tylko grzech.

 

Trzykrotnie był kuszony przez szatana, aby pokazać, że ataki piekielnego wroga to część prób, przez jakie musimy przejść w tym życiu.

Znosił oszczerstwa i złorzeczenia ze strony innych, źle interpretowano jego intencje, a ci, których cudownie uleczył, nie okazywali mu należytej wdzięczności. I wreszcie za całe to dobro odpłacono mu tak, że zadano mu śmierć w najboleśniejszej i najbardziej haniebnej formie.

Chrystus wybrał cierpienie, by nas nauczyć, jak należy cierpieć we właściwy sposób, nie buntując się, nie próbując zrzucić tego cierpienia na innych, nie wyładowując własnej złości na bliźnich.

 

Maryja wzorem pokory i mądrości

 

Matka Boża też nie miała grzechu pierworodnego. Jednak ona również wybrała cierpienie, by nam pokazać, jak należy nieść swój krzyż. Była wzorem pokory, przeciwieństwem Ewy, która zgrzeszyła dumą. Maryja miała więcej mądrości niż wszyscy apostołowie razem, ale nigdy ich nie pouczała ani się nie wywyższała. Poważała ich jako biskupów Kościoła i uznawała ich wyższość daną przez Boga.

 

Niestety, dziś nie uczy się miłości do Krzyża jak dawniej ani nie wyjaśnia się ludziom powodów, dla których Bóg pozwala, abyśmy cierpieli. To wielkie zadanie apostolskie, że możemy wytłumaczyć te sprawy znajomym osobom, które same nie odebrały właściwych lekcji katechizmu.

Powinniśmy zatem prosić Matkę Bożą, żeby wybłagała u swego Przenajświętszego Syna łaskę zrozumienia powodów cierpienia w tym życiu, abyśmy pojęli, że krzyże, które Bóg nam zsyła, nie są Jego przypadkowymi kaprysami, lecz częścią większego planu. Ponieważ tylko rozumiejąc i kochając Boski plan, będziemy mogli osiągnąć życie wieczne.


Ten artykuł przeczytałeś dzięki ofiarności Darczyńczów. Wesprzyj nas i zostań współtwórcą "Przymierza z Maryją".

NAJNOWSZE WYDANIE:
Maryja naszą Matką
Kościół od zawsze oddaje cześć Najświętszej Dziewicy Maryi, Bogurodzicy – naszej Matce, Orędowniczce i Wspomożycielce. Cześć ta przybierała na przestrzeni wieków różne formy i wyrazy, oddając poruszenia chrześcijańskich serc i charakter poszczególnych narodów.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Maryja nas wychowuje

Pani Monika Rypień z Raciborowic Górnych na Dolnym Śląsku jest Apostołem Fatimy od roku, ale jej wspólna droga z Maryją trwa już wiele lat. Jej piękne świadectwo jest dowodem na to, że trudności i życiowe zakręty przechodzone wspólnie z Bogiem i Maryją są zawsze możliwe do pokonania, a obecność Maki Bożej i zawierzenie Jej swoich spraw naprawdę zmienia ludzkie życie.

Maryja w moim życiu i w życiu mojej rodziny jest kimś szczególnym. Ona nas wychowuje, jeśli tylko damy się poprowadzić. Przyjaźń z Matką Bożą rozpoczęła się już od wczesnych lat mojego życia. Uwielbiałam pieśni do Matki Bożej, nabożeństwa majowe czy różańcowe, a w szczególności święta maryjne. W wieku nastoletnim poznałam historię Matki Bożej Fatimskiej: Matka Boża prosi o modlitwę dzieci, które dzięki niej mogą wyprosić nawrócenie ludzkości! Od tego momentu Fatima zajęła szczególne miejsce w moim sercu. Kiedy byłam studentką we Wrocławiu, miałam możliwość uczestniczenia w nabożeństwach fatimskich. Były one przepiękne… Różaniec – nieustanny Różaniec! – sprawił, że mimo różnych przeciwności i doświadczeń, jakie niesie życie, zawsze miałam siłę, takie poczucie, że jest Ktoś obok. Ktoś, kto czuwa, wspiera, niezależnie od wszystkiego, co się działo.

Punktem zwrotnym, początkiem niezwykłego doświadczenia Matki Bożej w moim życiu był czas, kiedy byłam w ciąży z pierwszym i drugim dzieckiem. Pierwsze dziecko poczęłam dzięki wstawiennictwu Matki Bożej. Razem z mężem modliliśmy się, bo bardzo chcieliśmy mieć dziecko, a tak długo go nie było… Ja powierzyłam tę intencję Maryi, zostawiłam to Jej działaniu. Pewnego dnia mąż przyszedł do mnie i dał mi obrazek Matki Bożej: Wiesz co, na Jasnej Górze są takie modlitwy w pierwszą sobotę miesiąca za małżeństwa, które nie mogą mieć dzieci. To było niesamowite, jak on wyraził chęć oddania się Matce Bożej! Jeszcze tego samego miesiąca okazało się, że będziemy mieli dziecko.

Urodził się syn. Wcześniak. Mieliśmy miesiąc leżeć w szpitalu, a okazało się, że po trzech dniach wypuszczono nas do domu. Było tak dobrze, że lekarz stwierdził, że daty zostały pomylone, bo to niemożliwe, on nie powinien sam oddychać, tylko leżeć pod respiratorem. Ale data nie mogła zostać w żaden sposób pomylona, bo to było dzieciątko tak wyczekane, że nie ma po prostu możliwości pomyłki! W ciąży z drugim dzieckiem miałam ogromne problemy zdrowotne. Lekarze powiedzieli, że dziecko urodzi się chore. Wada genetyczna… Jak by nie było, my z mężem jesteśmy za życiem i przyjęlibyśmy każde dziecko. Ale zadziałała potężna modlitwa, wsparcie mnóstwa osób i dziecko urodziło się zdrowe. I tutaj cały czas Matka Boża nam towarzyszyła! Może ktoś by powiedział, że to było szczęście, przypadek. Ale my z mężem cały czas uważamy, że jest to opieka Matki Bożej. Co by się nie działo, zawsze oddajemy wszystko Maryi, i rzeczywiście, wszystko się później układa.

Oboje z mężem nie pochodzimy z miejscowości, w której mieszkamy, przeprowadziliśmy się tu po ślubie. Tutejsza parafia jest piękną i rozmodloną wspólnotą. Ale poznając nową
wspólnotę, zauważyłam, że nie ma tu nabożeństwa fatimskiego, więc poszłam z prośbą do księdza proboszcza, żeby takie nabożeństwo się odbywało. Dzięki zgodzie i współpracy księdza nabożeństwa fatimskie odbywają się u nas już od 2016 roku. Wspólnie z parafianami przygotowywaliśmy się do stulecia Objawień wielką nowenną fatimską. Ludzie bardzo pozytywnie przyjęli to nabożeństwo. Gdy tylko zbliża się maj, dzwonią i pytają, czy i w tym roku się odbędzie!

Na Stowarzyszenie trafiłam tak zwanym przypadkiem, w internecie. Spodobały mi się inicjatywy propagowania kultu Matki Bożej Fatimskiej. Kiedy przeczytałam, że są ludzie, którzy się tego podjęli, też zapragnęłam pomóc. Jest jeszcze jedna szczególna historia związana z moim uczestnictwem w Apostolacie. Raz wypadło tak, że byłam na roratach w całkiem innej parafii, gdzie nie było ze mną moich dzieci, i tam ksiądz rozdawał dzieciom figurki Matki Bożej. Bardzo mi się to spodobało. Dziś w wielu domach, gdzie żyją młode rodziny, brakuje nawet krzyża na ścianie, obrazów Matki Bożej czy Jezusa. To jest niemodne… a te dzieci z radością przyjmowały figurkę Maryi. Pomyślałam sobie, że może przyjadę tu kiedyś z moimi dziećmi i one też wezmą udział w takim losowaniu? I na drugi dzień w skrzynce pocztowej znaleźliśmy figurkę Matki Bożej z Apostolatu! To była ogromna radość. W naszym domu przy wyjściowych drzwiach znajduje się też kropielnica, a obok niej zawiesiliśmy Akt poświęcenia naszego domu Matce Bożej, który często ponawiamy. Tak pięknych inicjatyw jest o wiele więcej. I do tego Apostołowie modlą się za siebie nawzajem! Dzięki temu nasza wspólnota wspiera się wzajemnie i czerpie swoje siły, służąc Maryi, która prowadzi nas ku Jezusowi.

Przyg. MW



Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szczęść Boże!
Na wstępie pragnę podziękować za kalendarz „365 z Maryją” oraz pismo „Przymierze z Maryją”. Od wielu lat starałem się wspierać każdą akcję organizowaną przez Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi. Szczerze mówiąc, nie zawsze podchodziłem sumiennie do lektury, którą od Was otrzymywałem („Przymierze z Maryją”, „Polonia Christiana”). Wydawało mi się, że samo wspieranie finansowe w zupełności wystarczy. Myliłem się! Teraz, gdy znalazłem się w „jaskini zła”, tam, gdzie rządzi książę ciemności, zacząłem doceniać moc wiary i Bożego słowa, zawartych w Waszych artykułach. Modliłem się zawsze (…), ale wydaje mi się, że raczej z obowiązku niż z potrzeby. Teraz, będąc w zakładzie karnym, gdzie naprawdę ciężko znaleźć człowieczeństwo, współczucie, a co za tym idzie bliskość Bożego Miłosierdzia, pozostaje cicha modlitwa i rozmowa z Panem Bogiem (…). Jest jeszcze nasza ukochana Mateczka MARYJA, która przez całe moje życie okrywała mnie i moją rodzinę swym miłosiernym niewidzialnym płaszczem ochronnym. (…) Bóg naprawdę nas kocha! Pisząc to, mam na myśli dzieło, którego się podjęliście. Bóg zapłać!
Proszę o modlitwę w mojej intencji.
Jacek

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Pragnę Państwu podziękować za pracę na rzecz krzewienia Miłosierdzia Bożego. Serdecznie dziękuję za czasopismo „Przymierze z Maryją” oraz wszystkie piękne upominki, które od Was otrzymuję. Całej Redakcji życzę największych sukcesów. Modlę się codziennie, aby dobry Bóg i Jego Matka otaczali Was Swoją opieką i błogosławili w dalszej pracy. Jako Apostoł Fatimy pragnę wspierać Was skromnym datkiem, aby Wasza działalność rozszerzała się na całe nasze społeczeństwo. (…)
Bronisław ze Starogardu Gdańskiego

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Pragnę pozdrowić serdecznie całą Redakcję „Przymierza z Maryją” oraz podziękować za przysyłane mi egzemplarze Waszego pisma, które bardzo mi się podobają, są ciekawe i poruszające, a nawet wzruszające. Dziękuję za ciekawe artykuły, dziękuję za dział „Strony Maryjne”, gdzie znajdują się piękne opisy sanktuariów Matki Bożej. Ta lektura pisma katolickiego bardzo mnie wzbogaca i poucza. Dziękuję również za wszystkie przesyłane mi dewocjonalia, którymi obdarowuję moich najbliższych. Chcę, aby i oni cieszyli się i wzbogacali duchowo. Bóg zapłać za wszystkie modlitwy w mojej intencji i mojej rodziny. Wspieram Waszą redakcję duchowo, a jak tylko będę mogła, będę też wspierała ją finansowo.
Pozdrawiam serdecznie Pana Prezesa Stowarzyszenia Sławomira Olejniczaka i jego współpracowników oraz czytelników tego pięknego pisma. Szczęść Wam Boże!
Stała czytelniczka – Bernadetta

Szczęść Boże!
Szanowny Panie Prezesie! Serdecznie dziękuję Panu oraz Pana współpracownikom za wszystkie przesyłki skierowane do nas, a w szczególności za każdy kolejny egzemplarz czasopisma „Przymierze z Maryją”.
Można zauważyć, że od dłuższego czasu artykuły i szata graficzna jest coraz bogatsza i wzbogaca nas, Czytelników, w wiedzę katolicką. Wskazuje drogę do Boga za wstawiennictwem Maryi i świętego Józefa, prosząc o łaski uzdrowienia i wszelką pomoc. W natłoku codziennych obowiązków znajdujemy czas na modlitwę – Różaniec, Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Modlimy się o pomyślność naszych dzieci i wnucząt oraz osób nam najbliższych. Odczuwamy wtedy, że Bóg jest z nami i że nie jesteśmy sami. To podnosi nas na duchu, stanowiąc oparcie w rozwiązywaniu wszelkiego rodzaju spraw. Nadmieniamy jednocześnie, że przynależność do Apostolatu Fatimy jest dla nas czymś bardzo ważnym. Każdy człowiek żyjąc na tym świecie, winien starać się pozostawić ślad swojej egzystencji na ziemi, a ocenę pozostawić najbliższym, a przede wszystkim Bogu.
Edward wraz z Małżonką

Szanowni Państwo!
Dziękuję za przesłanie filmu „Via Dolorosa” z dołączonymi rozważaniami „Drogi Krzyżowej”. Chętnie czytam „Przymierze z Maryją”. Oddaję ten dwumiesięcznik także w inne ręce i zachęcam do włączenia się w jego czytanie i propagowanie wśród bliźnich. Zachwycona jestem tematyką Waszego pisma. Gratuluję doboru materiałów, które wzbogacają wiarę oraz wiadomości religijne i inne (ze świata), związane z chrześcijańską postawą człowieka. Bóg zapłać za wszystko! Z wyrazami szacunku.
Marianna z Mazowieckiego

Szczęść Boże!
Chciałbym podziękować całej Redakcji i przyjaciołom Apostolatu Fatimy oraz „Przymierza z Maryją” za wieloletnie wsparcie duchowe, modlitwy i Msze Święte w intencji nas wszystkich, a także piękne upominki dające wiele radości. Zawsze oczekuję i czytam od deski do deski Wasz (nasz) wspaniały dwumiesięcznik. Później przekazuję go innym, by był pocieszeniem w naszych trudnych czasach, także dla innych. Pozdrawiam serdecznie.
Mirosław

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Otrzymałem od Państwa piękne opracowanie „Via Dolorosa” z płytą i modlitwą do Krzyża Świętego, za które bardzo dziękuję. To piękna Państwa akcja, w której też chcę wziąć udział. (…) Staram się uczestniczyć we wszystkich Państwa kampaniach mających na celu przebudzić sumienia Polaków, ale też uczyć wiary i historii Kościoła. Mam już swoje lata, wiary uczyły mnie mama i babcia, teraz ją przekazuję swoim dzieciom i wnukom. Jednak najwięcej wiadomości z życia Kościoła, o życiu świętych, historii Kościoła czerpię z „Przymierza z Maryją”, które otrzymuję i czytam od pierwszej do ostatniej strony. Jako Polak, który wiele lat mieszkał w Niemczech, jestem dumny z Waszej pracy. Serdecznie pozdrawiam i życzę wielu łask Bożych dla całej redakcji „Przymierza z Maryją”.
Wojciech