Słowo kapłana
 
In vitro - zakamuflowana aborcja

Ostatnio dość głośno zrobiło się wokół tzw. zapłodnienia in vitro, czyli poza ustrojem matki. Sprawa ta stała się przedmiotem sporu między episkopatem a rządem. Jako katolicki kapłan pragnę wyrazić moje gorące poparcie dla nauki Kościoła i Was, Drodzy Przyjaciele, do takiego poparcia zachęcić oraz przypomnieć na czym polega zło tego czynu.

Telewizja, radio i prasa przedstawiają ten problem często bardzo tendencyjnie. Z takiego przedstawienia bardzo łatwo może powstać błędny pogląd, iż Kościół przeszkadza w poczęciu dziecka rodzicom, którzy w normalny sposób nigdy nie będą mieć dzieci. Często słyszymy oświadczenia „szczęśliwych” mam, które zapewniają o swej jedynej i wielkiej miłości do dzieci poczętych „z probówki”. Myślę, że wielu z nas dziwi się, dlaczego Kościół jest przeciwny takim praktykom. Mówi się, że wszystko jest w porządku, bo „przecież to nie aborcja”. Jeżeli jednak głębiej zastanowimy się nad powodami sprzeciwu ze strony Kościoła, jako katolicy musimy przyznać, że metody in vitro i wszystkie, które traktują istotę ludzką jak przedmiot, są głęboko niemoralne.

Kościół uczy, że w momencie powstania embrionu ludzkiego, czyli już w chwili połączenia się komórek matki i ojca, zarodkowi temu przysługują takie same prawa, jak każdej istocie ludzkiej. Jest tak dlatego, że Kościół uważa za święte całe życie ludzkie, także sam jego początek i chwilę końcową. Jeżeli popatrzymy pod tym kątem, jak to przypomniał w swym liście do posłów i senatorów Przewodniczący Rady ds. Rodziny ks. bp Kazimierz Górny, przy każdej próbie zapłodnienia in vitro są zabijane liczne - już żyjące w swej formie początkowej - organizmy ludzkie. Dzieje się tak dlatego, że metoda ta w swej istocie zakłada tworzenie wielu ludzkich embrionów, z których tylko pewien procent zostawia się przy życiu. Reszta zostaje unicestwiana. Jest to rodzaj wyrafinowanej aborcji - podkreśla ks. biskup i dodaje, że każde dziecko ma prawo do narodzin.

Po drugie, zapłodnienie poza ustrojem jest przede wszystkim sprawą techniki, a nie owocem zbliżenia dwóch kochających się istot ludzkich. Powstanie nowego życia jest związane istotnie z aktem prokreacyjnym ojca i matki dziecka, jest wynikiem, efektem tego zbliżenia. Jeżeli powstanie życia oddzielimy od współżycia ojca i matki i dopuścimy między jednym a drugim jakieś manipulacje techniczne, to kto zapewni, że w przyszłości nie dojdzie do dalszych interwencji w ludzkie życie. Tak na przykład można by było dopuścić do życia tylko embriony męskie, albo tylko żeńskie, a resztę zniszczyć. Takie „zniszczenie” nie różni się niczym od czystek etnicznych i masowych mordów, różnica polega jedynie na ich przesunięciu w czasie. Jak widzimy takie postępowanie jest dla katolika nie do przyjęcia, jeśli pamiętamy o szacunku dla życia ludzkiego od samego początku do samego końca.

Po trzecie, wszyscy ci, którzy w imię dość dziwnie pojętej wolności nie tylko domagają się powszechnego dostępu do zapłodnienia pozaustrojowego, ale ośmielają się mówić wprost o „prawie do dziecka”, zapominają, że nikt nie może mieć „prawa” do drugiego człowieka. Dziecko jest osobną istotą, darem Bożym, przez który Bóg błogosławi i uświęca ludzką miłość. To właśnie ono, jako człowiek od samego poczęcia pełny i godzien szacunku, ma prawo do urodzenia się jako owoc zbliżenia w miłości swojego ojca i swojej matki.

Kiedy czytamy Pismo św., widzimy tam mnóstwo niepłodnych małżeństw. Spostrzegamy, że niepłodność może być ciężkim życiowym doświadczeniem, które Bóg zsyła czasem na małżonków w jakimś celu. Tak było z rodzicami Samsona czy choćby samego Jana Chrzciciela. Kiedy Pan Bóg odmawia małżonkom prawa do bycia ojcem i matką, jedyne co można zrobić, to zgodzić się z Jego wolą. Można wtedy, uznając tajemnicę Bożego zrządzenia, starać się zastąpić rodziców dzieciom, które chociaż się urodziły, nie zaznały miłości od swych rodziców naturalnych.

Zanim więc rzucimy kamieniem, zanim wyrazimy negatywną opinię o Kościele, idąc za tokiem myśli laickich mediów - zastanówmy się, czy Kościół nie czyni słusznie, kiedy nie pozwala na żadne techniczne manipulowanie ludzkim życiem? Katolickie sumienie i otwartość na rozumne racje każą nam z pewnością przyznać rację Kościołowi i zapewnią spokój sumienia, a w dalszej perspektywie - wieczne zbawienie.

Ks. Adam Martyna

Ten artykuł przeczytałeś dzięki ofiarności Darczyńczów. Wesprzyj nas i zostań współtwórcą "Przymierza z Maryją".

NAJNOWSZE WYDANIE:
Męka Chrystusa według Całunu
Kończy się Wielki Post. Przed nami Wielki Tydzień, którego apogeum stanowi Triduum Paschalne. W Wielki Czwartek, Piątek i Sobotę w sposób szczególny nasza myśl biegnie w kierunku Golgoty i Najświętszej Męki naszego Pana Jezusa Chrystusa.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Zostań Apostołem Fatimy!

Jedyna taka wspólnota ... jest właśnie dla Ciebie!

Co to za wspólnota, licząca ponad 60 tys. członków, którzy wszyscy modlą się za siebie nawzajem? Duchowa rodzina pod patronatem Maryi, za którą codziennie wznoszą swoje modły siostry zakonne, a kapłan raz w miesiącu odprawia za nią Mszę Świętą? Formacja duchowa w tradycji katolickiej, której uczestnicy co roku mają szansę wziąć udział w pielgrzymce do Fatimy?
To Apostolat Fatimy. Jedyna taka wspólnota katolików w Polsce, gdzie za drobny, comiesięczny datek i codzienną modlitwę Apostołowie dostają moc duchowych korzyści, z których najważniejsza jest świadomość, że przyczyniają się do wielkiego dzieła – budzenia sumień Polaków!
Zadzwoń pod numer 12 423 44 23 i zostań Apostołem Fatimy!


Listy od Przyjaciół
 

Szczęść Boże!
Szanowni Państwo, należę do osób, które nie chcą „rozdrabniać” i „rozpraszać” swoich nabożeństw. Dla mnie fundamentem jest Jezus Chrystus. A poza tym całe moje jestestwo zwrócone jest ku Maryi Niepokalanej, otaczającej mnie Swoją Opieką i Nieustającą Pomocą.
Przez codzienną modlitwę różańcową otrzymałem zdumiewająco dużo łask: zostały rozwiązane, i to z nawiązką, moje nieprawdopodobne wręcz problemy życiowe. Toteż Wasza propozycja, by poświęcić swój dom Maryi trafiła w pełni do mojego serca. Natychmiast po otrzymaniu przesyłki odmówiłem „Akt poświęcenia domu Niepokalanemu Sercu Maryi”, a tabliczkę z Aktem umieściłem na ścianie mojego pokoju.
Jestem dogłębnie poruszony faktem, że w ciągu kilku dni jeszcze jeden wielki problem, z którym miałem borykać się przez kolejne miesiące, znalazł się na właściwej ścieżce ku pomyślnemu rozwiązaniu. Z całego serca dziękuję za to Maryi, a Wam jestem niezmiernie wdzięczny za stworzenie możliwości, by poświęcić dom Niepokalanemu Sercu Matki Bożej. Pozdrawiam!
Władysław z Gliwic


Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Szanowna Redakcjo, pragnę złożyć moje świadectwo o otrzymaniu łaski uzdrowienia i rozwiązania poważnych problemów poprzez Nowennę Pompejańską. Problem był ogromny i pogłębiający się – dotyczył mojego syna. Był w wieku gimnazjalnym. Zaczęły się problemy z wychodzeniem z domu, z wychodzeniem do szkoły, ze wstawaniem z łóżka. Był to bardzo trudny i długotrwały czas. Ze szkoły otrzymywałam zapowiedź kary finansowej za niedoprowadzanie syna do szkoły. Robiłam co mogłam, bardzo chciałam pomóc synowi – nic nie skutkowało. Sytuacja stawała się coraz gorsza.
Pewnego dnia znajoma powiedziała mi, że opowiedziała o mojej sytuacji swojej cioci – siostrze zakonnej. Dostałam od niej bardzo cenną wskazówkę, jak z tego możemy wyjść – poprzez Nowennę Pompejańską.
Od razu tego samego dnia podjęłam tę modlitwę. Już na drugi dzień problemy zaczęły się rozwiązywać. Najpierw zdecydowaliśmy się na wizytę u lekarza, który poprowadził sprawę dalej, potem kolejne osoby, następnie nauczanie indywidualne i w końcu syn ukończył szkołę.
Dzięki wstawiennictwu Matki Bożej rozwiązała się sprawa, która po ludzku dla mnie była porównywalna z biciem głową w mur.
Dziękuję Ci Maryjo za wszelkie łaski, które otrzymaliśmy i które otrzymujemy. Dziś syn jest już ojcem i ma swoją rodzinę.
A Wam, Szanowni Państwo, gratuluję decyzji o propagowaniu Nowenny Pompejańskiej. Polecam wszystkim tę modlitwę, dzięki której możemy rozwiązywać problemy, które po ludzku wydają się nie do rozwiązania. Pozdrawiam Was serdecznie.
Ewa z Jarosławia


Szczęść Boże!
Z całego serca dziękuję za modlitwę, życzenia i wszelkie upominki. Niech Dobry Bóg ma wszystkich pracowników Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi w Swojej opiece, a Matka Najświętsza niech Was otacza opieką. Niech Pan Bóg obdarzy Was zdrowiem i wszelkimi łaskami. Modlę się za Stowarzyszenie i proszę o modlitwę. Bóg zapłać za wszystko!
Józefa z Mazowsza


Szczęść Boże!
Pragnę podziękować za kalendarz „365 dni z Maryją” na 2021 rok. Dzięki niemu tak bardzo czuję codzienną obecność, opiekę i wsparcie Matki Bożej. Byłoby świetnie, gdyby ten kalendarz mógł trafić do wszystkich naszych Rodaków. Chętnie w tym pomogę. Zapewniam o modlitwie za Stowarzyszenie i Apostolat Fatimy!
Agnieszka – Apostoł Fatimy


Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Dziękuję za Wasze przesyłki. Dziękuję za kalendarz „365 dni z Maryją”. Jestem bardzo wzruszona, kiedy czytam „Przymierze z Maryją”. Nie zawsze ma kto czytać mi to pismo. Jestem osobą słabo widzącą od czasu tragicznego wypadku. Miałam wtedy 24 lata i plany na przyszłość. Po wypadku przez dwa miesiące byłam nieprzytomna. Lekarze dawali mi jeden procent szans na przeżycie. Moja mama modliła się gorąco za wstawiennictwem Matki Bożej i św. Judy Tadeusza. Miłosierny Jezus wysłuchał modlitw. Przeżyłam, a później – w roku 1992 – urodziłam zdrowego, pięknego synka. Chłopiec pięknie grał na pianinie, lubił matematykę, poza tym uczył się języków obcych. Obecnie mieszka w Anglii – pomaga mnie i mojej mamie, która ma 82 lata.
Byłam na pielgrzymce w Fatimie, aby podziękować Panu Bogu i Matce Bożej za życie, zdrowie i za syna. Odwiedziłam też inne święte miejsca.
Mąż, który spowodował ten wypadek, po pewnym czasie mnie opuścił… Ale i tak za wszystko dziękuję Bogu.
Pomagam chorym i ułomnym dzieciom. Najlepszą dla mnie nagrodą jest ich uśmiech i wdzięczność.
Nie tracę nadziei. Modlę się o zdrowie i pomoc w moim inwalidztwie, abym mogła przetrwać i jak najdłużej cieszyć się rodziną.
Serdecznie dziękuję Wam za miłe i pełne pocieszenia słowa. Za serdeczne pozdrowienia. Bóg zapłać za wsparcie duchowe w życiu codziennym, często tak trudnym. Dziękuję za to, że przypominacie to piękne hasło: O Maryi nigdy dość!
Grażyna z Lublina


Szczęść Boże!
Pragnę podzielić się dobrą wiadomością – w końcu odnalazłam Matkę Bożą i Pana Boga. A zaczęło się od bardzo ciężkiego wypadku samochodowego. Cudem uniknęłam śmierci. Wydarzył się on 27 listopada. Przez przypadek dowiedziałam się później, że w ten dzień jest wspomnienie Maryi od Cudownego Medalika. Poczytałam trochę informacji o tym medaliku i doszłam do wniosku, że to ma sens! Musiałam więc trochę oberwać, aby jaśniej myśleć. Najpierw zapoznałam się z całą historią Cudownego Medalika, a później zamówiłam go wraz z książkami. Co ciekawe, tydzień przed wypadkiem modliłam się o światło wiary…
Wypadek był ciężki, a jego skutki odczuwalne do dziś, ale dzięki niemu odnalazłam wreszcie Boga! I za to dziękuję!
Z Panem Bogiem
Dorota