Temat numeru
 
Boże Narodzenie - tryumf niewinności nad grzechem

Mała góralska wioska pod Tatrami powoli zanurza się w spokoju, w miarę jak dobiega końca krótki zimowy dzien. Śnieg przykrywa wszystko od skalistych górskich zboczy po dachy domów i kościoła jak biały puszysty koc, który delikatnie mieni się różnymi tonami błękitu, kiedy ostatnia jasność dnia kłóci się z postępującym mrokiem. Dym wznosi się spokojnie i dostojnie z kominów domów, wszędzie da się odczuć przyjemny zapach świątecznych smakołyków. To tu, to tam cisze przerywa szczekanie psa, cieszącego się na widok wracających domowników. Cała natura przygotowuje sie do odpoczynku.

Od czasu do czasu z zaułka dobiegaj zwrotki przedwcześnie śpiewanej kolędy. Bez wątpienia niektórzy wesołkowie zaczęli już świętować w gospodzie, chociaż w domach wieczerza dopiero się zacznie. Dwie kobiety zmierzają zdecydowanie w kierunku placu. W ich oczach widać wyraźną dezaprobatę dla mężczyzn siedzących w gospodzie. Ta bardziej elegancka nie kryje swojego zdenerwowania, przewidując być może rezultaty tego „świętowania".

Atmosfera bożonarodzeniowa

Z daleka, wolnym krokiem powraca do wioski zamyślony i zmęczony młody mężczyzna. Dźwiga ze sobą podróżny pakunek. Na jego młodej jeszcze twarzy zdążyły się już odcisnąć trudy życia. Jest bardzo skupiony, jakby chciał sobie coś przypomnieć. Zanim dotrze do rodzinnego domu, chce jeszcze wejść do kościoła... Nad wioską dominuje stojąca na placu przed kościołem drewniana dzwonnica, zwieńczona zaśnieżoną kopułą. Wchodząc po schodach do świątyni, ksiądz proboszcz mija ostatnich spóźnialskich do kratek konfesjonału. Rytmiczne bicie starego dzwonu wzywające na Anioł Pański zdaje się zapraszać, wszystkich którzy tego potrzebują, by przyszli po ukojenie w sakramencie pokuty. W kościele ksiądz cierpliwie przyjmuje jeszcze kolejkę czekających do spowiedzi. Przy organach chór kończy próbę ostatnich taktów kolędy, która będzie śpiewana podczas pasterki: „Wśród nocnej ciszy". Jest wigilia Bożego Narodzenia! Drogi opustoszały, ale wnętrza domów zaczynają tętnić życiem. W kuchni kobiety, rozmawiając z ożywieniem, krzątają się w przygotowaniach wigilijnych dań, które zostaną podane podczas wieczerzy. Młodzi przyozdabiają żłóbek i choinkę, którą tata przyniósł rano z lasu. Dziadek zabawia wnuczki opowieściami o dawnych czasach. Spokój, ciepło, zaduma i dziecięca radość, to uczucia, które mieszają się w tym głęboko katolickim środowisku rodzinnym.

Zbawiciel ludzkości

W takiej atmosferze mogło powstać wiele polskich kolęd. Jeszcze dziś można znaleźć w Polsce żywe pozostałości tej tradycji, która przyczyniła się m.in. do tak wielkiej popularności kolęd. To samo można powiedzieć o opowieściach i legendach, o inspirujących i pięknych tradycjach ludowych. Dlaczego?

Po prostu dlatego, że to są łaski Świąt Bożego Narodzenia. Dzieciątko Boże zmienia ubogi żłób w swój tron chwały, rozdzielając łaski dobroci, które łagodzą serca, koją żale, rozpraszają zły humor i uszlachetniają ludzkie dusze. To Tryumfy Króla Niebieskiego...

Można powiedzieć, że Boże Narodzenie jest świętem niewinności, ponieważ narodził się w najwyższym stopniu Niewinny, Nasz Pan Jezus Chrystus. Słowo Boże Ciałem się stało w najczystszym łonie Maryi, a następnie poddało się śmierci na krzyżu, aby odkupić nas wszystkich z niegodziwości. Z grzechu, który w swojej podłości, nieczystości, brzydocie, złośliwości, tyranii jest przeciwieństwem niewinności.

Wszyscy jesteśmy grzesznikami, ponieważ jako potomkowie Adama urodziliśmy się z grzechem pierworodnym. Ale Boże Narodzenie pokazuje bardzo wyraźnie różnicę, która istnieje pomiędzy grzesznikiem oczyszczonym przez wody chrztu, który zachował niewinność chrzcielną i przyznaje się do swoich grzechów, bije się w pierś z pokorą i szuka przebaczenia, a tym, który z pychą odrzuca Boga, demonstrując swój bunt. Niewinni i skruszeni, szukając schronienia u Dzieciątka Jezus, Najświętszej Maryi Panny i św. Józefa odnajdą pokój i szczęście, które są możliwe na tym padole łez. Zbuntowani będą żyć ciągle w męce zazdrości, wyrzutów sumienia, nienawiści i rozczarowania.

Miasta, które są „kawałkiem Nieba" 

Siądź po mojej prawicy, aż uczynię nieprzyjaciół Twoich podnóżkiem stóp Twoich - mówi Ojciec Wieczny do Słowa, które Ciałem się stało(2).

Kim są ci wrogowie, przeciwko którym przybywa Nasz Pan, aby triumfować? Szatan, świat i ciało oraz ci, którzy paktują z siłami ciemności. Jeśli więc chcemy odbudować Miasto Boże, gdzie króluje porządek, dobro, prawda i piękno, musimy dogłębnie zrozumieć tę nieprzejednaną opozycję pomiędzy odwagą dobra a grzechem. Podwładni i przełożeni - czy to duchowni, czy świeccy, szlachta czy plebejusze - wszyscy muszą przestrzegać Przykazań Bożych, prawdziwie czcić Matkę Bożą i walczyć przeciwko wrogom Chrystusa i Kościoła, który jest Mistycznym Ciałem Chrystusa. Jedynie społeczeństwo przesycone tym głęboko chrześcijańskim duchem będzie mogło zakładać chrześcijańskie rodziny, wioski, miasta, regiony i państwa tak wspaniałe, że będą przypominać „kawałki Nieba".

Choć są jeszcze dzisiaj takie miejsca, które przypominają „kawałki Nieba", widzimy niestety, że często jest to już tylko powierzchowność i przyzwyczajenie. Nie ma w nich już głębokiej wiary katolickiej, która niegdyś była tak żywa, że przenikała wszystkie sfery codziennego życia...

Jest zrozumiałe, że w cywilizacji prawdziwie chrześcijańskiej Ziemia mogłaby zbliżyć się do Niebios. Jeśli społeczeństwo żyje rzeczywiście z mocy Jezusa Chrystusa otrzymanej za pośrednictwem sakramentów świętych, w jego czynach z pewnością zabłyśnie silna wiara i duch katolicki, który ma przenikać wszystko. Bóg się rodzi, moc truchleje...

Miasto w ciemności 

Czy tak wygląda dzisiejszy świat, zarówno na płaszczyźnie doczesnej, jak i duchowej? A dzisiaj czemu wśród ludzi, tyle łez, jęków, katuszy? Bo nie ma miejsca dla Ciebie w niejednej człowieczej duszy...

Kto zajął miejsce należne Królowi Niebieskiemu? Kto króluje w naszym państwie, miastach i wsiach? Jaki duch przenika życie naszych społeczności, czy to jest duch katolicki? Nie, bo nie ma miejsca dla Ciebie w niejednej człowieczej duszy... Zamiast Królestwa Chrystusowego, z dnia na dzień powiększa się imperium zła. Przybywa barbarzyńskich zbrodni, zorganizowanej przestępczości i odnosi się wrażenie jakby zło triumfowało. Wystarczy wspomnieć niektóre tylko przykłady z ostatnich miesięcy i dni: katowanie niewinnych maleńkich dzieci przez rodziców, korupcja i coraz bardziej zdecydowane promowanie pornografii, zalew prostytucji i plany zalegalizowania związków homoseksualnych. Środki masowego przekazu stale temu wtórują, promując bezbożną i hedonistyczną rozrywkę opartą na „wyżyciu się". Coraz bardziej rozpowszechniana jest w mediach pornografia i towarzyszący jej homoseksualizm. U władz publicznych ciągły brak zainteresowania prawdziwym dobrem wspólnym i sprawiedliwym prawem... Brak porządku, bezpieczeństwa i troski o chwałę Boga i tworzenie warunków dla uświęcenia i zbawienia dusz...

Zamiast tego, mamy pomysły ustawodawcze, które jawnie sprzeciwiają się Prawu Bożemu i niesprawiedliwy, korupcyjny, okradający uczciwych ludzi system podatkowy. Z drugiej strony przyspiesza się rozkład rodziny, aprobuje się w naszym społeczeństwie rozwody i rozpowszechnia model tzw. wolnej miłości. W czasach, kiedy triumfuje hedonizm, a ludzie egoistycznie poszukują przyjemności dla samej przyjemności, zabija się dzieci poprzez zabiegi aborcyjne. Wychowanie należy coraz częściej nie do rodziców, lecz do telewizji i ulicy. W czasach, kiedy rodzice mordują swoje własne dzieci, są także dzieci, które zabijają rodziców. Taka jest smutna sytuacja ludzi i rodzin, które - pozwalając porwać się pędowi społeczeństwa neopogańskiego - zginają kolana przed współczesnymi idolami: telewizją, modą, przed tymi, którzy dyktują reguły w kręgach towarzyskich.

Ból i cierpienie Kościoła

Mimo tego wszystkiego, co dotyka dzisiaj nie tylko świat ale nawet i Kościół, nadal pozostaje on Jedynym Prawdziwym i Świętym Kościołem Katolickim. I choć jest często zdradzany przez swoje własne dzieci, opluwany i wyszydzany, a grzechy wielu weń wszczepionych przez chrzest, stają się powodem zgorszenia i utraty wiary dla innych, nie możemy Go w tej potrzebie opuszczać, ani też kpić z grzechów.

Napisane jest w Księdze Rodzaju, że Patriarcha Noe, upiwszy się pewnego dnia, obnażył się. Jeden z jego synów zobaczył go i bezwstydnie poszedł opowiedzieć to braciom. Dlatego jego potomstwo zostało przeklęte, w przeciwieństwie do potomstwa pozostałych synów, którzy zatroszczyli się, aby okryć obnażonego ojca, unikając patrzenia na niego i chroniąc przed zgorszeniem. Taki sam respekt synowski powinniśmy mieć względem Kościoła. Nie znaczy to, że mamy zamykać oczy na rzeczywistość lub popierać złych i zepsutych w Kościele. Skoro jednak wiemy, że Kościół przeżywa dziś tak wielkie cierpienie, a wielu gorszy swoimi grzechami innych, tym większa winna być nasza miłość do Świętej Matki Kościoła i pomoc dla Niej.

Niebiański malarz 

Nasze rozważania mogą być podsumowane metaforą stosowaną przez prof. Plinio Corręa de Oliveirę. Porównał on historię świata i Kościoła do wielkiego obrazu, gdzie niebiański malarz przedstawił całe piękno i porządek Stworzenia. Wyobraźmy sobie wioskę opisaną na początku tego artykułu, ale bez niedociągnięć, o stokroć doskonalszą i błyszczącą całym swoim splendorem: harmonią klas społecznych, rodzin, osób w różnym wieku i sytuacji materialnej, pozostałymi stworzeniami świata zwierząt, roślin i minerałów. Wszystko byłoby tam przedstawione zgodnie z planem Boga, tworząc obraz raju ziemskiego.

Pod osłoną nocy, jak tylko niebiański malarz zasypia, tajemnicza ręka pewnej złej istoty fałszuje całkowicie ten obraz: piękny i dobry. Kupiec przemienił się w wulgarnego złodzieja; piękna i cnotliwa księżniczka jest teraz nikczemną kobietą; szlachetny i odważny rycerz przeistoczył się w odrażającego lowelasa; wielki dobry król przemienił się w niegodziwego, zbuntowanego rzezimieszka; niewinne dziecko wpadło w nałogi.

Takie samo zafałszowanie można by zauważyć w krajobrazie: bajkowe pałace przekształcone w straszne rudery; piękne ptaki stały się potworami; nawet roślinność jest przerażająca i agresywna, jak na obrazie przedstawiającym piekło.

Czy można sobie wyobrazić zdumienie i oburzenie niebiańskiego malarza na widok tego przerażającego zniekształcenia jego dzieła? Czy jest przesada w porównaniu pomiędzy dzisiejszym światem - zepsutym przez zło Rewolucji, która niszczy cywilizację katolicką - i zamysłami niebiańskiego malarza, samego Boga?

Jakże wszystko to kontrastuje z pokojem, pięknem, harmonią i majestatem Świętej Rodziny w stajence betlejemskiej oraz samym źródłem piękna i dobra w osobie Bożej Dzieciny.

Jak „naprawić" Boże Narodzenie? 

Ta metafora zniszczonego, zafałszowanego obrazu ukazuje bez wątpienia czyn szatański, mający na celu zniekształcenie Świętego Kościoła Katolickiego po to, żeby zniszczyć brutalnie cywilizację chrześcijańską. Co zrobić, jeśli zauważymy ślady tego koszmaru podczas tych Świąt Bożego Narodzenia? Co zrobić, jeśli nie czujemy już tak wyraźnego niegdyś klimatu bożonarodzeniowego, który odczuwało się wszędzie?

Jeśli słaba łódeczka naszej duszy, tak samo jak łódź Kościoła, będzie miotana nawałnicami tego świata, pamiętajmy, że należy zachować ufność w Serca Jezusa i Maryi. Zwróćmy nasze spojrzenia na stajenkę. Tam Dzieciątko owinięte w płótna i ogrzewane oddechem zwierząt jest Księciem Pokoju, Mądrością Odwieczną i Synem Bożym! „Siądź po prawicy mojej, aż uczynię nieprzyjaciół Twoich podnóżkiem stóp Twoich" - powiedział mu Ojciec Wieczny, z którym On jest Jednym. To kruche Dzieciątko jest Bogiem Wszechmogącym, Królem nad wiekami, Stworzycielem Nieba i Ziemi! Jest niebiańskim malarzem i dlatego ma moc anulować w jednej chwili zniekształcenia, które wprowadził w Jego dziele Szatan!

Ale co mogę ja, biedny śmiertelnik, „robak marny i nieszczęsny grzesznik"? Co możesz Ty, Drogi Przyjacielu? „Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia" powinniśmy powiedzieć za św. Pawłem. Ale będziemy mogli jeszcze dużo więcej, jeśli zwrócimy się do Królowej, której Dzieciątko - Bóg oddało się w opiekę, zstępując na ziemię, by zamieszkać między ludźmi.

Życie, uosobienie dobroci, nasza nadzieja - Maryja, może wszystko razem z Najwyższym. Matko Chrystusa, Matko nasza! Obrończyni nasza!

Musimy tylko paść na kolana przed Stajenką, prosząc o wszystko, co chcemy, o wszystko, co Ona chce nam dać. Królowa serc może u swojego Syna wyprosić największe cuda. Jezus ma moc panowania nad wulkanami i błyskawicami, nad wiatrami i nad morzami. On może przekształcić nieobrobione kamienie w synów Abrahama, to znaczy w ludzi sprawiedliwych! A Królowa Maryja ma moc wyjednywania u swojego Syna Wszechmogącego!

Dlatego, Przyjacielu, jeśli jest to możliwe, postaw Stajenkę w swoim ognisku domowym: módl się przed nią ze swoją rodziną; ubierz choinkę. Opowiedz swoim dzieciom tradycyjne opowiadania bożonarodzeniowe, mów z szacunkiem o wieczerzach bożonarodzeniowych; naucz dzieci pięknych, starych polskich kolęd; pokaż, że Boże Narodzenie jest czasem szczególnym, w którym nie wolno nam koncentrować się na sprawach doczesnych, że nie jest czasem na robienie zakupów i ślęczenie długimi godzinami przed telewizorem.

W Wigilię Bożego Narodzenia przygotuj tradycyjną wieczerzę, oświetloną światłem świec, przygotuj jedno wolne nakrycie, i pomódlcie się razem. Przypomnijcie sobie wspólnie fragment Pisma Świętego o Bożym Narodzeniu i podzielcie się opłatkiem. Zaśpiewajcie kolędy!

Są to środki, które pomogą odbudować atmosferę Bożego Narodzenia w naszych domach. Z nich ta atmosfera może być przenoszona do naszych sąsiadów, którzy mogą nas naśladować w dobrym. Jak wiadomo, sąsiedzi lubią naśladować, więc w ten sposób można pomóc odbudować Boże Narodzenie w naszym otoczeniu!

Ufajmy, że w końcu z Bożą pomocą i pod panowaniem Małego Króla ta cudowna i dobroczynna atmosfera błogosławieństw i łask zapanuje zwycięsko w naszych wsiach, miastach, w kraju i na świecie. Podnieś rękę Boże Dziecię, błogosław Ojczyznę miłą... dom nasz i majętność całą i wszystkie wioski z miastami...


Oprac. Sławomir Skiba

(1) List do Tytusa 2, 11-15
(2) Graduał pierwszej Mszy Bożonarodzeniowej
(3) Rodz. 9, 20-27


Ten artykuł przeczytałeś dzięki ofiarności Darczyńczów. Wesprzyj nas i zostań współtwórcą "Przymierza z Maryją".

NAJNOWSZE WYDANIE:
Chleb Żywy, który zstąpił z Nieba
Przyjście Boga-Człowieka na świat, Jego cudowne, nienaruszające dziewictwa Matki narodziny w Betlejem Judzkim, to wydarzenie absolutnie wyjątkowe w historii. Wraz z Nim przyszło na świat wyzwolenie. Od niewoli śmierci, piekła i szatana…


UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Oto Matka nasza

Apostolat Fatimy w ciągu 18 lat działalności zgromadził w swoich szeregach prawie 60 tysięcy osób. Ta wciąż rosnąca armia czcicieli Maryi poprzez wsparcie modlitewne i finansowe szczególnie aktywnie poświęciła się propagowaniu Orędzia Matki Bożej Fatimskiej. W tym numerze „Przymierza z Maryją” swoim niezwykle interesującym świadectwem dzieli się jeden z Apostołów Fatimy, Janusz Komenda z Zielonek.

 

Przede wszystkim ośmielę się napisać, że moje życie od narodzin było związane z Maryją i traktuję to jako błogosławieństwo i niezasłużoną łaskę. Urodziłem się w święto Matki Bożej Różańcowej, a moje imieniny przypadają w święto Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny. Pochodzę z parafii pod wezwaniem Narodzenia NMP. W moim kościele parafialnym znajduje się kaplica z obrazem Matki Bożej Zwycięskiej.


Ze swoich dziecięcych lat pamiętam moją babcię, która co roku przez ponad 40 lat pielgrzymowała z naszą parafialną pielgrzymką do Kalwarii Zebrzydowskiej. Pewnego dnia zabrała również i mnie do Sanktuarium Matki Bożej Kalwaryjskiej. Jako dziecko uczestniczyłem też niejednokrotnie w nabożeństwach majowych, związanych z odmawianiem Litanii Loretańskiej, i październikowych – wypełnionych modlitwą różańcową. W mojej religijnej i blisko związanej z Kościołem rodzinie było to całkowicie naturalne. Różaniec i szczególne nabożeństwo do Maryi zawsze były obecne w naszym domu.


Wreszcie kilka lat temu usłyszałem o istnieniu Apostolatu Fatimy i postanowiłem do niego przystąpić. Impulsem do tego kroku były kłopoty natury osobistej. Gdy zawiodły ludzkie sposoby radzenia sobie w takich sytuacjach, zwróciłem się do Matki Bożej. Uczestnictwo w Apostolacie Fatimy i codziennie odmawiany Różaniec wyciszyły mnie wewnętrznie i pomogły mi na nowo poukładać swoje życie: bliżej Maryi, a dzięki Niej również bliżej Pana Boga.


Dzięki uczestnictwu w Apostolacie Fatimy oraz odmawianiu Nowenny Pompejańskiej moja modlitwa różańcowa usystematyzowała się i nabrała codziennej regularności. Stała się dla mnie naturalnym i stałym punktem, bez którego trudno mi sobie wyobrazić każdy kolejny dzień. Wspaniałym przywilejem uczestnictwa w Apostolacie jest codzienna modlitwa sióstr klauzurowych oraz Msza Święta odprawiana każdego 13. dnia miesiąca w intencji Apostołów Fatimy. Tylko Bóg jeden wie, ile łask każdy członek Apostolatu dzięki tym modlitwom otrzymał. Dzięki Apostolatowi regularnie otrzymuję pełne wartościowych treści dwumiesięczniki „Przymierze z Maryją” i „Polonia Christiana”, a mój dom zdobią obraz i figura Matki Bożej Fatimskiej. Trudno nie wspomnieć też o wielu innych upominkach, które w tym czasie otrzymałem. Wśród nich znajdują się: książki, albumy, filmy DVD czy choćby piękna ikona św. Michała Archanioła. Wciąż żyję też nadzieją, że pewnego dnia uda mi się wylosować udział w pielgrzymce do Sanktuarium w Fatimie, kolejny duchowy przywilej dla członków Apostolatu.


To Najświętszej Maryi Pannie oraz Duchowi Świętemu zawdzięczam odwagę przeciwstawienia się ideologii LGBT w mojej poprzedniej pracy. Dzięki Ich opiece spokojnie przyjąłem szykany ze strony pracodawcy, włącznie z wyrzuceniem mnie z pracy za wierność Pismu Świętemu i nauczaniu Kościoła w kwestii grzesznych praktyk homoseksualnych (zobacz „Polonia Christiana” nr 82). Jestem przekonany, że Matka Boża opiekuje się mną w sposób szczególny.


Od kilku lat staram się uczcić swoje urodziny lub imieniny biegową pielgrzymką do najwspanialszego miejsca kultu maryjnego w Polsce: Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej. „Przez Maryję do Jezusa” – jakże to prawdziwe hasło. Doświadczam go niezliczoną ilość razy, gdy praktykując swoje sportowe hobby, mijam na swojej biegowej trasie kolejne kapliczki i sanktuaria maryjne. Nasza polska ziemia jest nimi usiana i jestem przekonany, że przez to dostępuje szczególnego błogosławieństwa NMP.


W Nowennie Pompejańskiej znajdujemy słowa: Ile mi sił starczy, będę rozszerzał cześć Twoją, o Dziewico Różańca Świętego, co traktuję jako wezwanie do apostolatu. I właśnie dzięki Apostolatowi Fatimy to zobowiązanie mogę wypełniać.


Każdego, kto jeszcze się waha, czy do tego dzieła przystąpić, z całego serca namawiam: przystąp do prawie 60-tysięcznej armii Apostołów Fatimy! Matka Boża odmieni Twoje życie na lepsze!


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Od dłuższego czasu do Państwa nie pisałam, ale postanowiłam to zmienić. Chcę podziękować za wszystkie prezenty, jakie od Was otrzymuję oraz za czasopismo „Przymierze z Maryją”. Chcę się podzielić moim świadectwem uzdrowienia, które otrzymałam od Pana Boga przez wstawiennictwo Matki Bożej. Leczyłam się od 9 lat na depresję i chociaż się modliłam, nie byłam wysłuchana. Teraz wiem, że wtedy nie modliłam się dobrze, ponieważ nie zapraszałam do swojego życia codziennie Pana Boga. (…) Teraz rozpoczynam dzień, zawierzając się Krwi Pana Jezusa. Odmawiam Koronkę do Najdroższej Krwi Pana Jezusa i do Jego Najświętszych Ran. Zaczęłam się gorąco modlić do Matki Bożej, odmawiając Nowennę Pompejańską. Przy odmawianiu części błagalnej na samym końcu już wiedziałam, że zostałam uzdrowiona. Bardzo dziękuję Panu Bogu i Matce Bożej. Dziękuję także Redakcji. Proszę, nie ustawajcie w swoim działaniu, ponieważ dzięki Wam ludzie się nawracają. Proszę, nie ustawajcie w modlitwie, bo przez nią otrzymujemy wszystko. Pan jest miłosierny, tylko trzeba Mu zaufać. Na koniec chcę Wam powiedzieć, że należę do Apostolatu Fatimy już od kilkunastu lat. Dziękuję za modlitwy za mnie i moją rodzinę. Ja też pamiętam i modlę się za Was.
Teresa z Wielkopolski


Szczęść Boże!
Witam serdecznie redakcję „Przymierza z Maryją”. Pragnę podzielić się z Wami świadectwem. Około 30 lat temu pojawiła się na moim prawym udzie mała, czarna plama. Byłam zaniepokojona, ale z biegiem czasu przestałam się tym martwić, ponieważ nic się z tym nie działo.
Około 5 lat temu narośl zaczęła się powiększać, rozrastać, następnie pękała, czasami sączyła się krew. Z czasem zrobiła się wypukła, cieknąca (…). Ale ja nie odczuwałam żadnego lęku. Żyłam przeświadczeniem, że jeżeli Pan Bóg dopuszcza jakieś choroby czy doświadczenia, to musi być jakieś lekarstwo czy rozwiązanie.
Zbliżała się Wielkanoc 2015 roku. (…) Otrzymałam między innymi kopertę z życzeniami od znajomej z Sulechowa. Otworzyłam i… zaskoczył mnie obrazek św. Rity. (…) „No cóż? – pomyślałam – chyba najwyższy czas podjąć decyzję i usunąć narośl”. Zawierzyłam św. Ricie!
W połowie czerwca (…) pobrane próbki wysłano do analizy. Po dwóch tygodniach diagnoza: czerniak złośliwy IV stopnia i skierowanie na onkologię. Pani doktor nie mówiła wiele. Decyzja: natychmiastowa głębsza operacja uda. Wyznaczyła konkretną datę i godzinę przyjęcia do szpitala. Rana się zagoiła. Czułam się dobrze. Nie rozumiałam, po co otwierać ranę i czegoś szukać…
Nadeszła data stawienia się w szpitalu. To był poniedziałek. W niedzielę pojechałam z córką do Ługów. Wpadłam w koleinę, spadłam z roweru i złamałam kostki w okolicy stawu biodrowego. Pojechałam do szpitala. Musiałam leżeć na plecach przez 5 tygodni, bez jakiejkolwiek zmiany pozycji, co uniemożliwiło mi stawienie się na wcześniej wyznaczony termin do szpitala. Raz, że byłam całkowicie przykuta do wózka. Dwa, że ortopeda zakazał jakiejkolwiek ingerencji ze względu na niezrośnięte kości, co groziło gangreną. Ale, okazało się, że… święta Rita czuwa i prowadzi!
Po kilku miesiącach zrobiono mi tomografię komputerową w Poradni Onkologicznej w Zielonej Górze. Nie było śladu choroby nowotworowej. I jak tu nie wierzyć w obcowanie Świętych? Trzeba tylko ich słuchać, wierzyć i ufać. Pozdrawiam Was serdecznie.
Teresa

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Szanowni Państwo, od około 15 lat żyję w przymierzu z Maryją, tzn. otrzymuję od Waszego Stowarzyszenia materiały. Kalendarz z Maryją wisi w moim domu zawsze. Pierwszy raz jednak do Was piszę. Od czasu do czasu udawało mi się wesprzeć Wasze działania finansowo (na ile pozwalała mi moja kondycja finansowa), ale nigdy nie robiłam tego regularnie, a jednak stale przysyłacie mi czasopismo, kalendarze i informacje o prowadzonych kampaniach. Serdecznie za to dziękuję. Bóg zapłać!!!
Od lat noszę Cudowny Medalik (ten pierwszy otrzymałam od Was), od ponad roku codziennie modlę się na różańcu (też na tym, który Wy mi przysłaliście dobrych parę lat temu). Najmocniej przekonuję się o mocy działania Matki Najświętszej od kilku miesięcy, od kiedy to zawierzyłam się Jej całkowicie, oddałam się w niewolę miłości Jezusowi przez Maryję. To poświęcenie siebie poprzedzone 33-dniowymi rekolekcjami, a oparte na naukach św. Ludwika Marii Grignion de Montfort stało się dla mnie niezwykle ważnym wydarzeniem. (…) Na koniec pragnę serdecznie podziękować za wszystkie przesłane mi dotąd materiały i za Waszą działalność. Pozdrawiam z serca i życzę, aby działania Stowarzyszenia były zgodne z Wolą Bożą i przynosiły wspaniałe owoce. Pewnie większą ich część ujrzymy dopiero w wieczności…
Z Panem Bogiem
Anna


Szanowny Panie Prezesie
Na początku tego listu bardzo serdecznie Pana i całe Stowarzyszenie pozdrawiam. Dziękuję za wszystkie otrzymane dotychczas przesyłki (…).
Pragnę przedstawić Panu moje świadectwo związane z oddaniem się w opiekę Matce Bożej Częstochowskiej Królowej Polski.
W lutym bardzo źle się czułem z powodu moich dolegliwości brzusznych i usznych. Po pięciodniowej kuracji w szpitalu, wróciłem do domu bez zauważalnej poprawy. Dlatego 24 lutego postanowiłem pojechać po pomoc do Matki Bożej Częstochowskiej. Będąc na Jasnej Górze, poprosiłem zakrystiana o oliwę palącą się w kaplicy Cudownego Obrazu. Od tego czasu codziennie wieczorem parę kropli z wiarą i modlitwą przyjmuję, i o wiele lepiej się czuję. Mogę normalnie funkcjonować. (…)
Postanowiłem iść do kościoła pw. Polskich Męczenników, a to dlatego, że tam dokonano profanacji figury Matki Bożej. Gdy przybyłem na miejsce i zobaczyłem urwane ręce Matki Bożej w figurce tam stojącej, bardzo mnie ten widok przeraził i zabolał. Pomodliłem się za tych, którzy tej bulwersującej profanacji dokonali, prosząc o ich nawrócenie. To wydarzenie uświadomiło mi, w jakich czasach żyjemy. Jak dużo ofiary i modlitwy trzeba podjąć, aby ta fala została przezwyciężona! Dlatego musimy to wspaniałe dzieło, które Wasze Stowarzyszenie prowadzi, wspomagać przez modlitwę i datki ofiarowane na ten cel.
Roman z Tarnowskich Gór