Święte wzory
 
Bł. Karol Habsburg i służebnica Boża Zyta Burbon-Parmeńska - święte małżeństwo
Marcin Więckowski

Wielkim zaszczytem dla każdego państwa jest kanonizowany lub beatyfikowany władca. Polska doczekała się tylko jednego króla wyniesionego na ołtarze, św. Jadwigi Andegaweńskiej. Jednak wśród władców, których Kościół uznał za świętych lub błogosławionych, znalazł się także jeden cesarz rządzący częścią ziem polskich. Nadania tego zaszczytnego miana oczekuje również jego małżonka. Ich wspólna droga jest pięknym świadectwem życia pary katolickich władców oraz trwania w wierze i miłości do końca.

Karol I Habsburg przyszedł na świat 17 sierpnia 1887 roku w Persenbeugu w Austrii. Był pierworodnym synem arcyksięcia Ottona i Marii Józefy Saskiej. Pomimo hulaszczego trybu życia ojca, został dobrze uformowany przez bardzo religijną matkę i katechetę, dominikanina o. Norberta Geggerle. W latach 1906–1908 studiował na Uniwersytecie Karola w Pradze, leżącej wówczas na terytorium monarchii habsburskiej. Jednocześnie rozpoczął służbę wojskową, zdobywając stopień porucznika.

 

Zyta Burbon-Parmeńska urodziła się 9 maja 1892 roku w Villa delle Pianore w Toskanii. Była piątym dzieckiem Roberta I, ostatniego księcia Parmy, oraz Marii Antoniny, portugalskiej księżniczki. Po ukończeniu salezjańskiej szkoły w Zangbergu w Bawarii odbyła dodatkowe nauczanie w klasztorze św. Cecylii na angielskiej wyspie ­Wight, gdzie posługiwały jej dalsze krewne. Tam zachwyciła się życiem zakonnym i zapragnęła sama je prowadzić. Los przyniósł jej jednak inne powołanie…

Ciepłym latem 1910 roku, kiedy Zyta miała osiemnaście lat, a Karol dwadzieścia dwa, tych dwoje potomków książąt spotkało się na uroczystości rodzinnej. Zdarzało się to dosyć często, ponieważ na początku XX wieku europejscy monarchowie byli tak naprawdę jedną wielką rodziną, a wszystkie trony łączyły jakieś więzy krwi lub małżeństwa. Karol był szarmanckim gentlemanem, pełnym szacunku do kobiet wyniesionego z kultu maryjnego. Zytę z kolei cechowała skromność i kobiecość przekazana przez matkę oraz opiekunki. Młodzi od razu przypadli sobie do gustu, a rok później się pobrali. Był to rzadki przypadek małżeństwa z miłości zawartego przez władców lub kandydatów do tronu. Z ich autentycznego, gorącego uczucia przyszło na świat ośmioro dzieci. Jak trwała i niegasnąca była ta miłość, niech świadczy fakt, że ich ostatnia córka urodziła się jako pogrobowiec, czyli już po śmierci swojego ojca.

Cesarz pokoju

Kilka miesięcy przed ślubem, w czerwcu 1911 roku, Zyta Burbon-Parmeńska została przyjęta na prywatnej audiencji w Rzymie przez papieża, przyszłego świętego, Piusa X. Ojciec Święty powiedział wówczas o jej narzeczonym, przewidując niedaleką przyszłość: Karol będzie następcą po cesarzu Franciszku Józefie. I bardzo się z tego cieszę, ponieważ Karol jest nagrodą, jaką Bóg zesłał Austrii za wszystko, co uczyniła dla Kościoła. Błogosławię arcyksięcia Karola, przyszłego cesarza Austrii, który będzie dany swoim krajom i ludom ku największej chwale i błogosławieństwu. Objawi się to jednak dopiero po jego śmierci.

Sposób, w jaki Karol został następcą tronu Austrii, był nadzwyczaj skomplikowany i związany z serią niespodziewanych zgonów wśród habsburskich książąt, na czego dokładne opisanie w tym artykule niestety nie ma miejsca. Powiedzmy więc sobie tylko tyle, że po śmierci ostatniego przed nim następcy tronu, arcyksięcia Franciszka Ferdynanda (jego małżeństwo było morganatyczne czyli pozbawione prawa do przekazania władzy dzieciom), nasz bohater stał się sukcesorem sędziwego cesarza Franciszka Józefa, któremu wróżono rychłe odejście. Tymczasem zamach w Sarajewie w 1914 roku, w którym zginął wzmiankowany arcyksiążę, stał się bezpośrednią przyczyną wybuchu I wojny światowej. Straszliwej, bezsensownej wojny, która pochłonęła 10 milionów istnień ludzkich w bratobójczej walce pomiędzy państwami chrześcijańskimi, a przy tym zniszczyła starą Europę, waląc w gruzy kilkusetletnie monarchie oraz pogrążając Stary Kontynent w marazmie rewolucji, kolejnych wojen domowych i etnicznych, upadku moralnego i formujących się totalitaryzmów…
Od początku wojny, do której Austro-Węgry przystąpiły jako jedno z państw centralnych po stronie Niemiec, Turcji i Bułgarii, Karol pełnił czynną służbę wojskową w sztabach różnych jednostek armii austriackiej. Przez cały ten czas miał przy sobie szablę z wygrawerowanym napisem Sub Tuum praesidium confugimus, Sancta Dei Genitrix (Pod Twoją obronę uciekamy się, Święta Boża Rodzicielko). W listopadzie 1916 roku następca tronu został wezwany do Wiednia w związku z pogarszającym się stanem zdrowia cesarza.
Franciszek Józef zmarł 21 listopada, a koronacja Karola i Zyty odbyła się dziewięć dni później w katedrze budapesztańskiej. Karol został nie tylko cesarzem Austrii i królem Węgier, ale też m.in. królem Galicji i Lodomerii, wielkim księciem Krakowa oraz księciem Oświęcimia i Zatoru. Kraków był jednym z pierwszych miast imperium, które odwiedził jako jego nowy władca.

Czas, w którym Karol i Zyta objęli tron, był ze wszech miar tragiczny. Sojusz z Niemcami i uwikłanie w krwawą wojnę na kilku frontach zdecydowanie nie służyły Austro-Węgrom, gdzie dochodziły do głosu liczne ruchy rewolucyjne i antymonarchistyczne. Dlatego para cesarska podjęła działania zmierzające do zawarcia separatystycznego pokoju. Za pośrednictwem brata Zyty, Sykstusa Parmeńskiego, władcy podjęli ściśle tajne rokowania z mocarstwami zachodnimi mające na celu wycofanie Austrii z wojny. Niestety, republikańskiej Francji rządzonej przez masonów bardziej zależało na sianiu fermentu w monarchiach niż na deeskalacji okrutnego konfliktu, dlatego francuski premier ujawnił poufne plany… Kiedy Niemcy dowiedzieli się o zamiarach Karola, negocjacje pokojowe państw Ententy z Austrią zostały zerwane. Tzw. sprawa Sykstusa była jedną z nielicznych prób zatrzymania szaleństwa, jakie ogarnęło w tamtych latach Europę i zapewniła Karolowi przydomek „Cesarza Pokoju”.

Wygnany, ale nie pokonany

11 listopada 1918 roku to dla Polaków data bardzo radosna, bo tego dnia umownie świętujemy odzyskanie niepodległości przez Polskę. Jednak jest to równocześnie moment rozpadu Austro-Węgier, ostatniego katolickiego cesarstwa na świecie. Od upadającego imperium oddzieliły się liczne państwa narodowe, podczas gdy w Wiedniu ogłoszono republikę. Karol odmówił jednak podpisania abdykacji, uważając, że został pozbawiony władzy nielegalnie. Trzeba przypomnieć, że w Rosji rządzili już wtedy bolszewicy, którzy zamordowali cara Mikołaja II wraz z rodziną. Wielu austriackich rewolucjonistów nie kryło się z tym, że chętnie zrobiliby to samo z Karolem, Zytą i ich dziećmi… Dlatego rodzina cesarska w końcu zdecydowała się na emigrację, najpierw do Szwajcarii, a później na portugalską wyspę Maderę. Warto jednak pamiętać, że oficjalnie Karol i Zyta nigdy nie zrzekli się prawa do tronu, a nawet próbowali go jeszcze odzyskać na Węgrzech.

Ponieważ wszystkie dobra rodowe Habsburgów zostały znacjonalizowane przez nowy republikański rząd w Wiedniu, a prywatne kosztowności, które zabrali ze sobą, zostały im skradzione, rodzina pozostała bez środków do życia. Karol musiał pójść do pracy jak zwykły człowiek, aby utrzymać żonę z siódemką dzieci. Zrobił to z miłości do nich pomimo tego, że dla byłego cesarza przyzwyczajonego do życia w pałacach, gdzie wszystko miał zapewnione, musiało to być bardzo trudne doświadczenie. Jednocześnie Karol zawsze dbał o swoje obowiązki ojcowskie, codziennie był obecny przy swoich dzieciach i razem z żoną uczestniczył w ich procesie wychowawczym. Z powodu odmiennego klimatu wyspy i ciężkiej, fizycznej pracy zapadł na liczne choroby, które przyczyniły się do jego śmierci 1 kwietnia 1922 roku. Odszedł na rękach żony, a ostatnim słowem, jakie wypowiedział, było: Jezus!.

Rok później – na zaproszenie króla Alfonsa XIII – Zyta z dziećmi przeniosła się do Hiszpanii, gdzie miejscowi rybacy w odruchu katolickiego serca pomogli cesarzowej organizując zbiórkę na kupno domu dla niej. Warto przypomnieć, że w tamtym okresie obalonym Habsburgom pomagał również polski oficer dawnej armii austriackiej, pułkownik Włodzimierz Ledóchowski.

W 1949 roku rozpoczął się proces beatyfikacyjny Karola. Zyta wróciła do Austrii w 1982, gdzie zmarła siedem lat później w wieku 97 lat. Spoczęła w krypcie pod wiedeńskim kościołem Kapucynów przy Neuer Markt, gdzie złożono doczesne szczątki ponad 30 cesarzy i cesarzowych Austrii. Ciało Karola natomiast pozostało na Maderze ze względu na silny związek z mieszkańcami wyspy, którzy udzielili mu pomocy w trudnym okresie życia. Ich najstarszy syn, Otto, następca obalonego tronu, żył do 2011 roku. Jego pogrzeb miał charakter państwowy i licznie zgromadził austriackich patriotów oraz zwolenników monarchii z całej Europy.

Władca na ołtarzach

Karol został beatyfikowany 3 października 2004 roku w Rzymie przez Jana Pawła II. Jego wspomnienie liturgiczne wyznaczono na 21 października. W czasie Mszy beatyfikacyjnej Ojciec Święty nazwał Karola „cesarzem jego ojca”, z uwagi na to, że Karol Wojtyła senior był żołnierzem armii austriackiej w czasach jego panowania, a rodzina Wojtyłów pochodziła z Galicji wchodzącej w skład monarchii Habsburgów. Istnieje nawet hipoteza, że to po Karolu Habsburgu przyszły papież dostał swoje imię. Ostatni cesarz Austrii i ostatni katolicki cesarz na świecie był zarazem ostatnim człowiekiem, którego Jan Paweł II wyniósł na ołtarze.

10 grudnia 2009 roku został otwarty proces beatyfikacyjny Zyty Burbon-Parmeńskiej. Miejmy nadzieję, że wkrótce będzie nam dane oglądać oboje cesarskich małżonków w nimbie świętości. Przykład ich miłości do Boga i do siebie nawzajem, katolickiej roztropności oraz przywiązania do tradycyjnych wartości niech oświeca wszystkie pary przechodzące kryzys małżeński, a także polityków, od których decyzji zależy życie i los milionów ludzi…



NAJNOWSZE WYDANIE:
Uczmy i wychowujmy po katolicku!
W tym numerze „Przymierza z Maryją” postanowiliśmy podjąć tematykę edukacji młodych pokoleń Polaków. Pokładamy nadzieję w chrześcijańskim, czy też ściślej – katolickim kształceniu i wychowaniu. Pamiętamy bowiem, że katolicyzm jest nie tylko doktryną, dogmatem czy też zbiorem modlitw i obrzędów, lecz nade wszystko żywą relacją z Bogiem i powinien oddziaływać na całe państwo i całe społeczeństwo.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
W odwiedzinach u Fatimskiej Pani
Roman Motoła

Pomiędzy 25 a 29 maja wraz z grupą Apostołów Fatimy pielgrzymowaliśmy do miejsca, w którym 109 lat temu trojgu portugalskim pastuszkom ukazywała się Matka Boża, niosąc światu przesłanie pokuty i nadziei.

 

Fatima, choć jest odwiedzana przez bardzo licznych wiernych oraz turystów, zdołała jednak zachować atmosferę ciszy. Wyjąwszy największe uroczystości gromadzące wielotysięczne rzesze uczestników, można tam zarówno modlić się, jak i słuchać w skupieniu. Każdego dnia chętnie korzystaliśmy z tej możliwości tym bardziej, że nasz hotel położony był w bezpośredniej bliskości bazyliki oraz miejsca Maryjnych objawień.


Codziennie uczestniczyliśmy też w tradycyjnych nabożeństwach i procesjach na olbrzymim placu przed sanktuarium. W trakcie trzeciego wieczoru przedstawiciele naszej grupy mieli zaszczytną okazję prowadzić fragment modlitwy. W pamięci uczestników pozostanie z pewnością atmosfera towarzysząca tym różańcowym spotkaniom. Wypowiadane przez setki pielgrzymów w różnych językach wezwania Ojcze nasz… i Zdrowaś Maryjo… podkreślały zarówno jedność jak i różnorodność Kościoła. Z drugiej strony jednak – zamiast harmonii rodziły szum, utrudniając modlitewne skupienie. Może gospodarze tego cudownego miejsca zechcą kiedyś „odkryć” na nowo łacinę?


Niespokojny duch współczesności daje też w Fatimie znać o sobie w sposób widoczny gołym okiem. Niby w trosce o prostotę i skromność stara się on jak może zasłonić sanktuarium, wznosząc wokół betonowe bryły, z których niektóre nawet zostały poświęcone jako miejsca katolickiego kultu. Tylko co wspólnego z żywą, autentyczną wiarą mogą mieć płaskie, szare bunkry albo kaplice, w których Tabernakulum przypomina bardziej skrzynkę na narzędzia? Albo co powiedzieć o ustawionym tuż przy nowej bazylice wielkim krzyżu, na którym zamiast Chrystusa umieszczono dziwaczną postać jakby wyjętą ze starożytnych hieroglifów? W kulturowym kontekście naszych czasów to raczej karykatura niż godny wizerunek Zbawiciela…

Zatem nawet w bezpośrednim otoczeniu sanktuarium naocznie przekonaliśmy się, że wewnątrz Kościoła toczy się ogromna walka o kształt katolicyzmu i o serca wierzących. Do czego to zmaganie może prowadzić, widzieliśmy w urokliwym, niewielkim mieście Obidos, gdzie w miejscu dawnego kościoła działa dzisiaj… księgarnia.


Nasze pielgrzymkowe wyprawy, których celem były wspaniałe klasztory w miasteczku Alcobaça czy w Batalhi, przeniosły nas do czasów, gdy świątynie bez wątpienia wznoszono na chwałę Bożą, na przykład – w podzięce za Opatrznościową pomoc w wygranej bitwie o niepodległość kraju. Zachwyt budziła potężna, a zarazem misterna architektura tych monumentalnych dzieł, wspaniałe zdobienia, dbałość ich twórców o detale, połączenie talentów z wytrwałością i pracowitością budowniczych.


Podążyliśmy też śladami fatimskich wizjonerów – Łucji dos Santos oraz świętych Hiacynty i Franciszka Marto. Modliliśmy się przy ich grobach. Odprawiliśmy Drogę Krzyżową w ich rodzinnych stronach, odwiedziliśmy domy, w których żyli.


W miejscu objawień Matki Bożej zapaliliśmy świece przywiezione wraz z intencjami powierzonymi nam przez Darczyńców w ramach akcji „Twoje światło w Fatimie”.

Podczas tej kilkudniowej wyprawy na każdym kroku spotykaliśmy się z serdeczną otwartością Portugalczyków. Podziwialiśmy ich ludową sztukę i zwyczaje. Mimo że nasze kraje są od siebie bardzo oddalone, w żaden sposób nie czuliśmy się obco. Sprawiła to oczywiście sama Matka Boża, ale też kulturowa bliskość biorąca swój początek w naszej wspólnej wierze. Podczas wyjazdów do historycznych miejsc, które znalazły się na trasie naszej pielgrzymki, mieliśmy okazję przekonać się, że Maryja swoją opieką otacza nie tylko nasz naród, lecz wszystkie nacje, które się Jej ufnie oddają, a także każdą osobę, która zawierza Jej siebie oraz swych bliskich.


Dzieje Portugalii to również historia wierności Bogu i odstępstw, także w życiu władców. Trudne momenty w wymiarze tak osobistym, jak i zbiorowym, przypominają o konieczności ciągłego zabiegania o własną duszę i o łaskę Opatrzności. Wierność przynosi pomyślność – przynajmniej w życiu duchowym. Odstępstwo owocuje nieszczęściem i śmiercią. Te uniwersalne prawdy przychodziły na myśl, gdy słuchaliśmy opowieści przewodników o portugalskich monarchach i wodzach, zwycięskich bitwach i nieszczęśliwych losach grzesznych kochanków.


Byli tym razem pośród Apostołów Fatimy reprezentanci każdego spośród żyjących pokoleń. Najmłodszy uczestnik liczył sobie 13 lat, zaś senior, pan Zdzisław – już 94. – Całe życie marzyłem, by tu przyjechać – przyznał w rozmowie.


Nasza pielgrzymka nie byłaby tak bogata w duchową treść bez obecności duszpasterza – księdza Krzysztofa. Oprócz zapewnienia nam możliwości codziennego wysłuchania Mszy Świętej, dawał on wyrazy swej niezwykłej czci dla Matki Bożej śpiewem Godzinek i pięknych pieśni.


Każdy z nas przywiózł Matce Bożej bagaż własnych intencji, od tych najbardziej osobistych po zbiorowe – dotyczące Kościoła i Ojczyzny. Każdy też otrzymał w duchowym wymiarze to, czego najbardziej potrzebował. To doświadczenie znają wszyscy pielgrzymujący ze szczerą intencją w miejsca szczególnie wybrane przez Pana Boga i przez Maryję.

Wśród tych niezwykłych miejsc jest też Fatima, niosąca do Nieba już od ponad wieku nieprzerwany strumień ludzkiej modlitwy.


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szanowni Państwo!

Jesteście wspaniali! Wasze wydawnictwa oraz gazetki, broszury i ulotki wzmacniają naszą duchowość i informują o wielu faktach oraz miejscach objawień Maryjnych. Artykuły czytam z wielkim zainteresowaniem. Naprawdę bardzo cenię informacje o Jezusie i Maryi, które w nieskończoność otwierają serca. Pamiętamy w modlitwie o Waszej pracy. Pozdrawiam gorąco Pana Prezesa i cały zespół redakcyjny!

Anna ze Zgierza

 

 

Szczęść Boże!

Kampania „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest wspaniała. Popieram ją i bardzo się cieszę, że jesteście i stoicie na straży wiary. Musimy dziękować i wspierać naszą Królową za Jej miłość do naszego Narodu.

Zbigniew z Katowic

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowny Panie Prezesie, dziękuję bardzo serdecznie za przesłane mi pozdrowienia urodzinowe. Ucieszyłam się z bardzo ładnej kartki. Jestem dumna z działalności apostolskiej, jaką Państwo prowadzą. Podobają mi się bardzo czasopisma „Przymierze z Maryją” i „Apostoł Fatimy”. Cieszę się z tego, że mogę w nich znaleźć wiele bardzo ciekawych artykułów poruszających interesujące mnie tematy. Cieszę się z tego, że wiele osób może korzystać z tych czasopism. Pragnęłabym bardzo, aby wielu Polaków mogło zapoznać się z tymi ciekawymi gazetami.

Bardzo serdecznie dziękuję za otrzymane ostatnio „Przymierze z Maryją” i „Apostoła Fatimy”. Znalazłam w tych numerach wiele interesujących mnie zagadnień. Cieszę się z tego, że te czasopisma mogą trafić do wielu rodzin w Polsce. Pragnęłabym dalej otrzymywać te pisma.

Pozdrawiam Maryję Naszą Królową. Życzę Panu i współpracownikom dużo zdrowia i wielu łask Bożych w Jezusie i Maryi.

Wdzięczna Czytelniczka

Krystyna z Pruszkowa

 

 

Szczęść Boże!

Bardzo dziękuję za przysyłanie mi „Przymierza z Maryją”. Jest to pismo, które bardzo sobie cenię i szanuję. Redagujecie ciekawe artykuły. Zawsze czekam na nowe numery i pragnę poinformować, że zawsze będę Was wspierać. Niech Pan Bóg nas prowadzi!

Barbara

 

 

Szanowny Panie Prezesie!

Bardzo dziękuję Panu za życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego oraz fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły i ducha wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla naszej duchowości chrześcijańskiej. Dziękuję bardzo za wszystkie dewocjonalia, materiały, które od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi otrzymałam – są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę całej Redakcji i Panu Prezesowi obfitych łask Bożych. Szczęść Wam Boże na długie lata!

Danuta z Krakowa

 

 

Szanowni Państwo!

Dziękuję za wszystkie numery „Przymierza…”, bo to ciekawe czasopismo. Warto je prenumerować. Dużo opisujecie i dużo się dowiadujemy, co się dzieje teraz i kiedyś – jak to było na świecie dawno temu, w tamtych wiekach. Życzę Wam wielu łask Bożych i siły w dalszym działaniu. Nie poddawajcie się siłom zła, które próbują zniszczyć wszystko, co Boże. Któż jak Bóg! Pozdrawiam Was serdecznie,

Maria

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Dziękuję z całego serca za cudowne „Przymierze z Maryją”. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję to pismo. Jest tam dużo pięknych, cudownych tekstów o Maryi i Jezusie Chrystusie, a także dużo o wierze katolickiej i o naszej kulturze. Są tam piękne tematy i bardzo dobre dla naszego życia wiadomości. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję „Przymierze z Maryją”. Dziękuję, modlę się za cały Apostolat Fatimy i za Pana Prezesa.

Janina z Włocławka

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Panie Sławomirze, w liście zadał mi Pan pytanie, czy jestem dumna z otrzymywanego pisma „Przymierze z Maryją”. Jestem dumna! A dlaczego? Bo jest to pismo jedyne w swoim rodzaju. To ogromna wiedza. Każdy artykuł bogaty w wydarzenia, emanuje częścią historii o naszej wierze katolickiej. Bardzo dużo przeczytałam dobrych książek (bo lubię czytać), ale pismo „Przymierze z Maryją” stawiam na pierwszym miejscu, bo porusza serce, ubogaca duszę i umysł. O wielu sprawach opisanych w artykułach wcześniej nie miałam wiedzy. Ale teraz mając 86 lat jestem poniekąd uczennicą „Przymierza z Maryją”. Mówi się, że człowiek uczy się do końca życia, prawda? Bóg zapłać za tę wiedzę. Z szacunkiem chylę czoło przed wszystkimi osobami za pracę i trud w tworzeniu pisma. A Matka Boża, nasza Królowa, niech Was błogosławi. Przy okazji „Bóg zapłać” za wszystko co dostaję od Stowarzyszenia Księdza Piotra Skargi: za życzenia urodzinowe, za listy Pana Sławomira i wszystkie pamiątki, a szczególnie za koronę Matki Bożej Fatimskiej. Jak stawałam przed Fatimską Panią, mówiłam w duchu: „Jesteś taka skromniutka, skromniutka bez korony”… A teraz moja Dostojna Pani ma koronę! Serdecznie dziękuję, bardzo się cieszę.

A jeszcze kilka słów o mnie… Jestem schorowaną osobą, chodzę o lasce. Nie mam już nawet siły iść sama do kościoła – to około 1 kilometra, ale mój sąsiad zawozi mnie co niedzielę na Mszę. Mam też problemy ze słuchem. Aparat słuchowy nie wszędzie zdaje egzamin, szczególnie w kościele, jak kapłan mówi dalej od mikrofonu, to robi się pogłos, ale jakoś daję sobie radę. Nie narzekam, bo mam dużą rodzinę i opiekuje się mną córka. Praktycznie przejęła wszystkie moje obowiązki. Przepraszam, że nie nadążam za waszymi propozycjami, ale w miarę możliwości będę wspomagać Stowarzyszenie. Życzę Wam wszystkim zdrowia i błogosławieństwa.

Z Panem Bogiem!

Genowefa