
Od pewnego czasu coraz częściej dostrzegamy, że świat i Kościół są dotknięte kryzysem. Kryzys w Kościele jest definiowany w różnoraki sposób. Niektórzy zauważają, że jego przyczyną jest zbytnie dostosowanie, a nawet upodobnienie się Mistycznego Ciała do świata, które wiąże się z pewnego rodzaju ustępstwami i kompromisami w nauczaniu, prowadzącymi do rozmycia odwiecznej doktryny. Inni z kolei twierdzą, że przyczyna jest dokładnie odwrotna; że kryzys związany jest z brakiem dostosowania, że wynika on z faktu, że Kościół nie nadąża za zmieniającym się światem…
W tym drugim przypadku wydaje się, że rozpoznanie przyczyn tej zapaści wynika z błędnego zrozumienia natury Kościoła, a sama diagnoza opiera się na danych statystycznych.
Chrystus – tak, Kościół – nie?
Wnioskowanie wydaje się tutaj na pozór proste: zauważamy, że wierni odchodzą od Kościoła. Apostazje są związane z tym, że współczesny świat ze swoimi wartościami jest odmienny od tego, co proponuje Kościół, a zatem człowiek ukształtowany we współczesnym świecie, jeśli chciałby zachować nauczanie Kościoła, musi być postawiony w stan konfliktu wewnętrznego, co stawia go przed wyborem: albo „normalne” życie w świecie z całym dobrobytem jego współczesnych osiągnięć ideologicznych, albo Kościół.
Jeszcze inną, osobną grupę stanowią ci, którzy przyczyn kryzysu Kościoła upatrują w nagłaśnianych skandalach obyczajowych duchowieństwa. Skoro Kościół jest święty, a jego geneza jest boska, to grzechy ludzi Kościoła przeczą tej prawdzie. Prowadzi to albo do negacji nauki o świętości Kościoła, albo do jej deformacji, która w konsekwencji może rodzić przeświadczenie, że Kościół jest, owszem, instytucją prowadzącą do Boga, ale instytucją niekonieczną i skompromitowaną. Z tego względu coraz częściej możemy usłyszeć zdanie: Chrystus – tak, ale Kościół – nie, co ma wyrażać przeświadczenie, że Chrystusa można poznać i można się z Nim zjednoczyć bez pomocy Kościoła. Takie twierdzenie jest oczywiście błędem.
Kryzys – co robić?
Co jednak w obliczu tak zawiłej i trudnej sytuacji ma począć wierny katolik? W jaki sposób ma reagować na kryzys i zgorszenia? W tym obszarze pojawiają się również różne reakcje. Niektórzy sądzą, że rozwiązaniem jest pewnego rodzaju sprzeciw wobec Kościoła. Jeśli Kościół zaczyna zmieniać swoją doktrynę, jeśli podąża za światem, to uchronienie wiary jest możliwe poprzez wypowiedzenie posłuszeństwa. I, niestety, możemy zaobserwować coraz częstsze głosy stwierdzające, że papież nie jest papieżem, że hierarchia sprzeniewierza się Chrystusowi, a więc należy ją porzucić; że najlepszym rozwiązaniem jest stworzenie bezpiecznej enklawy na marginesie Kościoła, która nie będzie utrzymywała z hierarchicznym Kościołem stosunku zależności posłuszeństwa.
Skrajnie odmienną postawą jest natomiast naiwne przekonanie, że skoro Kościołem kieruje Duch Święty, to kościelne zarządzenia zawsze i bezwzględnie są słuszne, nawet jeśli rodzą opór wielu wiernych (według takiej wizji papież posiada władzę nadrzędną wobec Kościoła i wszelka zmiana w Kościele jest słuszna, jeśli tylko jest zarządzeniem Stolicy Apostolskiej). Inni z kolei mówią, że owszem, niektóre posunięcia współczesnej hierarchii są błędne, ale nie musimy się tym przejmować, gdyż Bóg sobie poradzi z każdym kryzysem i właściwie nie z takimi kryzysami mieliśmy już do czynienia w historii, a jednak Duch Święty zawsze wyprowadzał Kościół Chrystusowy na proste drogi. Wszystkie te reakcje oczywiście nie są pozbawione pewnych właściwych podstaw, jednak wszystkie są błędne. W jaki sposób więc chrześcijanin powinien reagować na obecny zamęt i kryzys w Kościele?
Wszczepieni w Ciało Chrystusa
Dla zrozumienia kwestii tego kryzysu bardzo ważne jest zrozumienie samej istoty Kościoła. Jest on niewątpliwie Mistycznym Ciałem Chrystusa. Oznacza to, że między Kościołem a Chrystusem istnieje mistyczna i nierozerwalna więź. Z tego względu rzeczywiście jest on święty – i nie jest to jedynie postulat. Skąd zatem w Kościele pojawiają się zgorszenia?
Otóż, chociaż Kościół jest zjednoczony z Chrystusem i od Niego czerpie swoją świętość, to jednak nie jest z Nim absolutnie tożsamy. Chociaż jest Jego Mistycznym Ciałem, to zarazem jest instytucją i zgromadzeniem ludzkim. Sam Chrystus, kiedy mówił o zgorszeniach, stwierdzał, że one muszą przyjść. Kościół więc jest instytucją, bytem, który składa się z grzesznych ludzi, ale nie grzeszni ludzie są jego źródłem. W sensie teologicznym Kościół jest czymś więcej niż tylko zgromadzeniem ludzi wierzących. Posiada on tożsamość, która jest inna od tożsamości zbiorowości wiernych. Pismo Święte mówi, że Kościół jest osobą mistyczną, oblubienicą Baranka, która zjednoczyła się z Nim tak ściśle, że stanowią jedno Ciało – a konkretnie Mistyczne Ciało Chrystusa. Zatem tożsamość Kościoła nie zależy od ludzi i nie jest kształtowana przez ludzi. Człowiek poprzez chrzest staje się jego członkiem. Przez wszczepienie w Kościół mamy udział w życiu wyższym, przekraczającym nas. Będąc w Kościele, jesteśmy wszczepieni w Ciało Chrystusa, a zatem mamy udział w Jego życiu i Jego Boskiej tożsamości.
Grzech skutkiem sprzeniewierzenia się…
Przez Chrystusa w Kościele mamy udział w życiu Bożym. Jednak owo wszczepienie w życie Chrystusa nie pozbawia nas naszego indywidualnego życia naznaczonego piętnem grzechu pierworodnego. Grzeszny człowiek poprzez komunię z Kościołem ma dostęp do innego życia niż to naturalne, które jest naznaczone grzechem. Zatem poza Mistycznym Ciałem i bez Niego człowiek jest niejako skazany na swoje grzeszne życie. W Kościele ma dostęp do życia innego – nadprzyrodzonego. Jednakże wraz z włączeniem do Kościoła to pierwsze, grzeszne życie nie zanika, ale pojawia się obok niego inne – nadprzyrodzone. Dlatego mimo że człowiek ma w Kościele udział w życiu Bożym, to jednak może z niego nie korzystać i po prostu nadal grzeszyć. Może jednak również swoje życie naturalne poddawać tej nowej zasadzie, która przez Mistyczne Ciało jest mu dostępna – to znaczy może swoje życie naturalne podporządkowywać temu nadprzyrodzonemu – już nie według ciała, ale według Ducha.
Ta podwójna sytuacja sprawia, że każdy chrześcijanin jest dzieckiem Bożym, ale może jednocześnie sprzeniewierzyć się tej godności, gdyż Kościół nie pozbawia go wolnej woli. Jednakże oznacza to, że każdy akt cnoty i świętości płynie z tego, co daje nam Kościół. Każda świętość jest wynikiem realizowania tego życia, które jest nam udzielone przez Chrystusa w Kościele. Każdy grzech zaś jest wynikiem naszej inicjatywy, jest tym, co wynika ze sprzeniewierzenia się Kościołowi i życia według zasady naszej natury dotkniętej grzechem pierworodnym. Święci często właśnie z tego względu każde dobro w swoim życiu przypisywali Bogu, a każde zło przypisywali sobie. W takiej też perspektywie powinniśmy patrzeć na zgorszenia w Kościele.
Grzechy duchowieństwa, zarówno te powszednie, jak i te najcięższe nie są w sensie ścisłym grzechami Kościoła i nie świadczą o jego tożsamości. Każdy grzech jest skutkiem sprzeniewierzenia się Kościołowi. Niestety, w ludzkiej percepcji właśnie to, co nasze, jesteśmy skłonni przypisywać Kościołowi, natomiast dobro przypisujemy zazwyczaj sobie (co jest również przejawem grzechu pychy).
Reagować na zło
Zatem objawem niezrozumienia istoty Kościoła jest zarówno postawa, w której odchodzimy od Niego ze względu na grzechy księży, jak i postawa, w której pomimo rzekomych grzechów Kościoła trwamy w Nim, bo my jesteśmy szlachetni i naszą szlachetnością chcemy Kościół ubogacić, uzdrowić lub chociażby we wspólnocie Kościoła to nasze dobro realizować. Tymczasem jedynym słusznym powodem trwania w Kościele jest wiara w jego mistyczną więź z Chrystusem, pomimo faktu, że wielu wbrew tej więzi bardziej żyje nadal swoim grzechem.
Oczywiście owa jedność Kościoła z Chrystusem i względna odrębność członków Kościoła od Chrystusa nie powinna rodzić w nas obojętności wobec grzechów ludzi Kościoła. Ci, którzy są wszczepieni w Mistyczne Ciało Chrystusa, są zobowiązani do życia Jego życiem i Jego Duchem. Jeśli tego nie robią, powinni doświadczyć naszego braterskiego napomnienia. Jeżeli ono jednak nie odniesie skutku, to i jawnego sprzeciwu, gdyż swoim życiem zadają oni kłam pięknu Kościoła, a grzechami plamią jego nieskalane oblicze w oczach świata.
Depozyt wiary
Dokładnie ta sama zasada opisująca istotę Kościoła powinna być odniesiona w kwestii zamętu doktrynalnego. Kościół, będąc Mistycznym Ciałem Chrystusa, posiada strukturę hierarchiczną. Apostołowie i ich następcy otrzymali od Chrystusa władzę strzeżenia depozytu wiary, głoszenia tegoż depozytu i jego wyjaśniania. Wraz z tą władzą otrzymali charyzmaty i dary, które pozwalają im spełniać to zadanie. Z natury bowiem żaden człowiek nie jest zdolny do autorytarnego definiowania czy określania prawdy. Prawda Objawiona została nam przekazana z góry. My jej ani nie wymyśliliśmy, ani nawet sami jej nie odkryliśmy. Ona została nam przekazana, gdyż prawda Boża jest wyższa od nas. Zatem jest ona względem nas niezależna. Mamy w niej udział, ale nie możemy jej tworzyć. Biskupi z papieżem na czele mają obowiązek jej strzeżenia i wyjaśniania – a są do tego zdolni ze względu na namaszczenie Duchem, które otrzymali wraz ze święceniami episkopatu. Dar Ducha dla strzeżenia depozytu nie jest jednak czymś działającym automatycznie. Sytuacja ma się tutaj analogicznie jak powyżej. Tak jak chrześcijanin ma przystęp do życia Bożego pozwalającego zwyciężyć grzech, co nie oznacza, że automatycznie staje się bezgrzeszny, tak pasterze Kościoła posiadają dar autentycznej interpretacji Objawienia, co nie sprawia, że nie mogą popełnić błędu. Jeśli w sprawowaniu swojego urzędu nie będą wierni Chrystusowi, nie będą podporządkowani Kościołowi i nie będą uważali siebie za sługi Kościoła, lecz będą realizowali własne pomysły i aspiracje traktując Kościół jako podrzędną im własność, to niechybnie pobłądzą. Nie będą bowiem zarządzali Kościołem według danego im charyzmatu, lecz według własnych upodobań. Zatem, chociaż Kościół jest nieomylny, a ta nieomylność realizuje się w konkretnych charyzmatach nieomylności papieża i kolegium biskupów, to jednak nie stanowi to bezwzględnego zabezpieczania przed błędem w zwyczajnym nauczaniu naszych pasterzy. Z tego względu od początku istnienia Kościoła herezje się pojawiały i Kościół musiał z nimi walczyć.
Kościół depozytariuszem Objawienia
Czy zatem Kościół może pobłądzić tak, że jedynym wyjściem będzie odrzucenie jego struktur i założenie małej wiernej wspólnoty poza jego granicami? Otóż nie. Chociaż pasterze Kościoła nie są bezwzględnie chronieni przed błędem, a nawet sam papież pomimo charyzmatu niemylności nie jest przed błędem strzeżony w swoim zwyczajnym czy prywatnym nauczaniu, to jednak Kościół jako całość otrzymał taką gwarancję od samego Chrystusa. Zatem nie jest możliwe, by Kościół jako całość zbłądził. Nie jest możliwe, by Objawienie przetrwało poza Kościołem, gdyż to Kościół jest jego depozytariuszem. Nie oznacza to oczywiście, że w swojej większości na pewno nie pobłądzi. Tutaj nie działa statystyka, arytmetyka czy zasada demokratyczna. Mamy gwarancję, że w łonie struktury Kościoła zostanie zachowany nienaruszony depozyt. Nie mamy gwarancji co do żadnego konkretnego chrześcijanina czy biskupa, lecz co do Kościoła – co oznacza, że na pewno pozostanie na świecie do końca czasów jakaś wspólnota zachowująca i realizująca wszystkie przymioty i właściwości Kościoła powszechnego (łącznie ze strukturą sakramentalną i hierarchiczną) która pozostanie wierna Objawieniu Bożemu.
Czy to z kolei powinno nas uspokajać tak, że w sposób beztroski przestaniemy reagować na błędy i zgorszenia? Również nie. W Kościele bowiem działa Duch Święty, który jest duszą Kościoła i gwarantem jego wierności. Jednak ten Duch działa w nas i wymaga naszej współpracy.
W historii Kościoła widzieliśmy różne błędy, zgorszenia i zawirowania. I rzeczywiście, zawsze Kościół wychodził z tych zmagań zwycięską ręką. Jednak nigdy to się nie działo bez heroicznego zaangażowania świętych, którzy z miłości do Kościoła walczyli o jego czystość i dla których pojawiające się błędy nigdy nie były czymś obojętnym.
Prawdziwa miłość do Kościoła
Zatem błędy w Kościele mogą się pojawiać. Nie są one chciane przez Boga, ale są dopuszczone przez Niego ze względu na uszanowanie naszej wolności. Bóg daje nam bezwzględny i bezcenny dar nadprzyrodzonego życia, lecz nas do niego nie przymusza. Gwarantuje jednak, że zawsze do tego daru będziemy mieli przystęp i żadna moc piekielna nie będzie potrafiła tego daru zniszczyć, tak by przestał on być dla ludzi dostępny. Wiemy, że ten dar będzie zawsze dostępny w Kościele, a nigdy poza Nim. Zatem czasy zamętu szczególnie powinny nas pobudzać do wierności Kościołowi, do czujności i braterskiego napomnienia. Nigdy nie powinny w nas budzić zwątpienia w sam Kościół, lecz powinny być dla nas okazją ku jeszcze większemu zaangażowaniu w życie Kościoła i w życie nadprzyrodzone. Czasy zamętu niejako wymuszają w nas postawę wiary aktywnej. Tutaj nie można być biernym, ale należy miłość do Chrystusa, Jego Prawdy i Kościoła uczynić czymś aktywnym. Miłość nadprzyrodzona do Kościoła bardziej niż kiedykolwiek właśnie w czasach zamętu musi być prawdziwą treścią naszego życia.
370 lat temu, 1 kwietnia 1656 roku we lwowskiej katedrze nasz monarcha, Jan II Kazimierz Waza, przed cudownym obrazem Matki Bożej Łaskawej oddał Rzeczpospolitą szczególnej opiece Najświętszej Maryi Panny, nazywając ją Królową Polski. Co jednak szczególnie interesujące, ten tytuł odnoszący się do Matki Zbawiciela został objawiony trzykrotnie przez samą Maryję na początku XVII wieku w dalekiej Italii.
Pani Cecylia Pajka pochodzi z Mazowsza. Urodziła się w miejscowości Lutobrok koło Pniewa, ale od prawie 50 lat mieszka w Makowie Mazowieckim, gdzie należy do parafii pod wezwaniem św. Józefa. W 2025 roku wraz z grupą Apostołów Fatimy udała się na pielgrzymkę do Sanktuarium Matki Bożej w Fatimie.
– W Fatimie było cudownie. Naprawdę jestem wdzięczna za to, że po 21. latach uczestnictwa w Apostolacie spotkało mnie takie szczęście – pojechałam do Fatimy, o której marzyłam od dawna – wspomina pielgrzymkę do portugalskiego sanktuarium pani Cecylia.
– To było niesamowite przeżycie, bo byłam tam po raz pierwszy. Dziękuję Bogu, że w Roku Jubileuszowym otrzymałam od Niego taką łaskę. Groby pastuszków: świętych Hiacynty i Franciszka oraz s. Łucji, to po prostu coś cudownego. Z wdzięcznością pokonałam na klęczkach tradycyjną drogę do Kaplicy Objawień, a wieczorami brałam udział w procesjach ze świecami – dodaje.
Zaczęło się od książki o Fatimie…
Wszystko to możliwe było dzięki temu, że pani Cecylia już od dawna wspiera Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi. Początki swojej przygody z naszą organizacją wspomina następująco: – Zaczęło się tak, że znalazłam ulotkę i zamówiłam książkę o Fatimie. Wypełniłam formularz Apostolatu i zaczęłam dostawać kalendarze, różańce oraz wiele różnych dewocjonaliów. Otrzymałam także oczywiście figurkę Matki Bożej Fatimskiej.
Jako Apostołka Fatimy pani Cecylia dostaje również systematycznie „Przymierze z Maryją”, którego jest wierną czytelniczką:
– W „Przymierzu…” jest dużo ciekawych artykułów, np. świadectwa członków Apostolatu czy opis pielgrzymek do Fatimy. Po przeczytaniu zanoszę „Przymierze z Maryją” do kościoła żeby ktoś inny poznał Stowarzyszenie, zapisał się do Apostolatu i żeby przyniosło to dobre owoce – mówi z przekonaniem.
Obecnie kościołem parafialnym pani Cecylii jest świątynia pod wezwaniem Bożego Ciała w Makowie Mazowieckim, ale nie zawsze tak było. – Chrzest przyjęłam w kościele pw. Najświętszej Maryi Panny – Królowej Świata w Zatorach, a do Pierwszej Komunii Świętej i bierzmowania przystępowałam w bazylice kolegiackiej Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny w Pułtusku – przytacza fakty ze swojej młodości. – Z dzieciństwa pamiętam, że moja babcia codziennie odmawiała Różaniec, a ja klęczałam obok i też się razem z nią modliłam.
Kurpie – ich kultura i zwyczaje
Pani Cecylia pochodzi z Kurpiów Białych, krainy etnograficznej leżącej na północny-wschód od Legionowa w województwie mazowieckim. Region ten słynie m.in. z charakterystycznej gwary, haftów, wycinanek i wyrobów tkackich. – Moja mama i ciocia zajmowały się haftem serwetek kurpiowskich na tiulu. Wykonywały też obrusy, bieżniki, serwetki na drutach i szydełku.
– Moja ciocia ma po babci cały strój kurpiowski. Składa się on z białej koszuli wyszywanej czarno-czerwonym wzorem kurpiowskim, kolorowej sukni w paski, fartucha zdobionego kolorowymi cekinami, czarnych, sznurowanych trzewików i czerwonej lub zielonej chusty w kwiaty. Babcia zawsze zakładała ten tradycyjny strój na specjalne uroczystości w kościele.
Żona, matka, babcia
– Skończyłam szkołę zawodową i 1,5 roku technikum rolniczego, ale moje główne zainteresowanie i zawód to kucharstwo. 28 lat pracowałam na kuchni, a przez prawie 38 lat pracy zawodowej miałam tylko siedem dni zwolnienia – opowiada pani Cecylia.
– W 1972 roku po zawarciu ślubu zamieszkałam u męża w miejscowości Pękowo. Tam też urodziła się nasza pierwsza córka. Do Makowa Mazowieckiego przeprowadziliśmy się w 1978 roku, gdy miała iść do pierwszej klasy szkoły podstawowej. W sumie urodziłam czworo dzieci, ale jeden syn zmarł po kilku dniach. Doczekałam się też czterech wnuków, dwóch wnuczek oraz dwóch prawnuków.
– Od ośmiu lat jestem wdową, ale w 2021 roku zaprzyjaźniłam się z Januszem, którego kuzynka wyszła za mojego wnuka. Razem byliśmy na pielgrzymce w Fatimie, a w tym roku wybieramy się do Sanktuarium Matki Bożej w Lourdes.
Swoją opinią na temat pielgrzymki Apostolatu do Fatimy podzielił się z nami też pan Janusz:
–Jestem zachwycony i bardzo zadowolony. Brak mi słów. Największe wrażenie wywarły na nas nabożeństwa, Droga Krzyżowa i nauki, które przy tej okazji głosił towarzyszący nam ksiądz. Chcemy też podziękować koordynatorowi Apostolatu Fatimy, panu Krzysztofowi Golcowi za organizację pielgrzymki.
Oprac. Janusz Komenda
Szczęść Boże!
Bardzo dziękuję za piękny kalendarz i za słowa wdzięczności. Wszystko co robicie, jest wielkie. Jestem wzruszona i proszę dalej pracować nad wszystkim, co jest związane z wiarą chrześcijańską.
Barbara z Pińczowa
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Szanowna Redakcjo, pragnę podzielić się swoim świadectwem… W 1983 roku pracowałem na budowach w Poznańskim Kombinacie Budowlanym. Zostałem wysłany do Libii na kontrakt. Budowaliśmy tam domy parterowe. Nasz „camp” mieścił się w miejscowości Azzija. W każdą środę przyjeżdżał franciszkanin spowiadać i odprawiać Mszę Świętą. (…) Starałem się codziennie odmawiać Różaniec na „campie”. Pracownicy z różnych stron Polski zauważyli, że wierzę i kocham Boga, że nie wstydzę się Go… Po powrocie latem 1984 żona zauważyła, że Pan Jezus Miłosierny mnie otworzył na innych i odmienił mego ducha.
W kościele Wniebowstąpienia znajdowała się półka z cudownymi medalikami. Zapoznałem się z postacią św. Katarzyny Laboure, która otrzymała wzór na medaliki od Matki Bożej. I tak Jezus Miłosierny posłał mnie, abym rozdawał je na budowie i głosił Prawdę o dobroci Boga. Święta Katarzyna na każdym kroku mnie także towarzyszyła, w ogóle nie czułem jakiegoś zawstydzenia, wręcz przeciwnie: czułem radość z niesienia Bożego Miłosierdzia w codzienności, jakie Dobry Bóg daje nam przez ręce Maryi. To trwało wiele lat. Ewangelizowałem tam, gdzie chciano słuchać. Mówiłem, że o każdą sekundę zapyta nas Pan Bóg i że Boże Miłosierdzie jest jedynym ratunkiem dla każdego człowieka.
Żona zachorowała, kiedy jeszcze pracowałem. W sumie trwało to około 7 lat. To był dla nas trudny okres… Po przejściu na emeryturę żona pomału gasła. W pierwsze piątki miesiąca przychodził do nas ksiądz proboszcz z Panem Jezusem Eucharystycznym. Choć był to dla nas trudny czas, to był także pełen łaski mimo cierpienia. 9 listopada 2019 roku stał się dniem spotkania żony z Jezusem Miłosiernym.
Później zaopiekowałem się bezdomnym Michałem, miał 37 lat. (…) Słuchał tajemnic Różańca na dany dzień. Kolega z pracy zaproponował, aby w jego mieszkaniu odmawiać Koronkę do Miłosierdzia Bożego.
Drugi bezdomny, Piotr, był na wózku inwalidzkim. Mogąc jednak pomóc tylko doraźnie, zapragnąłem przyprowadzić go do tronu Miłosierdzia Bożego, aby i on doświadczył ogromu Miłości i dobroci Boga. Wszedłem nawet we współpracę z pewnym kapłanem i robiliśmy, co w naszej mocy, aby zdroje łaski wylewały się w życiu Piotra. Mój podopieczny żył z żebrania. Dzięki dobroci kolegów, którzy pomagali mu się przemieszczać i pchali wózek, starczało mu na przetrwanie, ale część przeznaczał na alkohol. To niestety bardzo mu przeszkadzało w dotarciu do spowiedzi. Z czasem jednak się rozchorował, trafił do szpitala i już nie wrócił…
I tak idę dalej w codzienność, aby nieść Miłość do każdego człowieka. Najlepiej mi to wychodzi, kiedy tłumaczę tajemnice Różańca świętego. Każde miejsce się nadaje. Patrzę, gdzie Pan mnie prowadzi, gdzie chce swoim Miłosierdziem dotknąć człowieka…
Dodatkowo ostatnio chodzę na fizykoterapię. Tam rozdaję medaliki Matki Bożej, które dostaję z karmelu żeńskiego, z którym weszliśmy w relację, kiedy żyła jeszcze moja żona. Kochane siostry wymadlały łaski i siły dla małżonki.
Ja sam wierząc i ufając Bożemu Miłosierdziu zamówiłem u salezjanów Msze gregoriańskie za moich bliskich. W tym kościele w drugi wtorek miesiąca modlimy się za konających i za dusze w czyśćcu cierpiące. Zwłaszcza te potrzebują Miłosierdzia. Dobry Pan prosi i pobudza serce do tego, aby się za nimi wstawiać.
Codziennie rano proszę Ducha Świętego, abym odczytywał dobrze Jego natchnienia i żył z nimi tego dnia. Na razie Duch Święty tak mnie prowadzi, że na kolejnych „gregoriankach” zaprosił mnie, aby razem z pobożnymi niewiastami wspólnie modlić się na Mszy Świętej i prosić o Miłosierdzie dla konających dusz czyścowych. Pozdrawiam Was serdecznie!
Z Panem Bogiem
Stanisław z Poznania
Szanowni Państwo!
Dobrze, że jesteście. Życzę wam wielu łask Bożych i siły w dalszym działaniu. Nie poddawajcie się siłom zła, które próbują niszczyć wszystko, co Boże. Któż jak Bóg!
Dariusz z Marcinowic
Szczęść Boże!
Kampania promująca książkę „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest świetnym pomysłem, a sama publikacja jest znakomicie przygotowana i wydana. To w zasadzie jest książka historyczna i tak też mogłaby być reklamowana. Może w przyszłości warto przygotować również osobną kampanię marketingową dla tych, którzy w Kościele nie są jeszcze tak silnie osadzeni…
Z pozdrowieniami
Michał z Gdańska
Szanowna Redakcjo!
Życzę wszystkiego co najlepsze w roku 2026, niech Boża Opatrzność czuwa nad Waszą działalnością. Artykuły w czasopiśmie „Przymierze z Maryją” są wspaniałe, zawsze ciekawe i potrzebne. Czasami mam wątpliwości, że może ktoś inny bardziej by potrzebował takiej lektury, a ja zajmuję to miejsce. Komu tylko mogę, to podaję po przeczytaniu. Pozdrawiam serdecznie – szczęść Boże!
Stanisława z Rędzin
Szczęść Boże!
Dziękuję Panu Bogu i Matce Najświętszej za to, co robicie. To bardzo trudne, ważne sprawy. Proszę, nigdy nie ustawajcie w Waszych działaniach. Chylę czoło przed Wami za trud i Wasze poświęcenie w każdej akcji Stowarzyszenia – wychodzicie do ludzi, szerząc kult Maryjny w dzisiejszych trudnych czasach. Zasługujecie na wielki szacunek. Bóg zapłać!
Józefa z Dąbrowy Tarnowskiej
Szczęść Boże!
W moim przekonaniu Wasza kampania „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest wspaniałą akcją. W lipcu tego roku ukończę, jeśli Pan Bóg pozwoli, 85 lat. Miałem w tym czasie wiele upadków, jak: depresja, rak złośliwy gruczołu krokowego, ale moja silna wiara wpojona mi przez rodziców uzdrowiła mnie. Pozdrawiam Was serdecznie!
Roman z Kujawsko-Pomorskiego