Cudowne wydarzenia
 
Zapomniane przesłanie z Laus
Agnieszka Stelmach

W maju 1664 roku w niezwykle malowniczej miejscowości Alp Francuskich, w okolicy Saint-Etienne d’Avançon, a dokładniej w dolinie Fours, siedemnastoletniej pasterce Benedykcie Rencurel ukazała się Matka Boża. Jej przesłanie – zgodnie z zapowiedzią – miało być zapomniane, by na nowo rozbłysnąć przy końcu czasów.

Pani Nieba powierzyła Benedykcie misję zbudowania sanktuarium w Laus, w którym najbardziej zatwardziali grzesznicy mieli otrzymywać szczególne łaski niezbędne do nawrócenia. Dzięki pokucie miały następować uzdrowienia z cierpień fizycznych i duchowych.

Przez 54 lata Benedykta wielokrotnie rozmawiała z Piękną Panią. Maryja poprzez swoich wysłanników – licznych świętych i aniołów, w szczególności zaś Anioła Stróża – utemperowała charakter niecierpliwej i zbytnio przywiązanej do ziemskich rzeczy dziewczyny, by ta mogła Jej pomóc w trudnej misji nawracania grzeszników. Podobnie jak św. Ojciec Pio, uboga pasterka otrzymała dar czytania w ludzkich duszach.

Benedykta przyszła na świat 16 września 1647 r. w małej wiosce w Alpach Francuskich w ubogiej rodzinie. Czasy były niespokojne. Zaledwie rok wcześniej, w Watykanie, widziano dziwne światło przypominające smoka ziejącego ogniem. Po całej Europie rozlewała się rewolucja protestancka.

Ojciec Benedykty zmarł młodo, osierocając trzy córki. Z powodu ogromnej biedy, dziewczynki od najmłodszych lat musiały pracować. Nigdy nie nauczyły się ani czytać, ani pisać. Poznały jednak prawdy wiary w czasie niedzielnych Mszy Świętych.

Matka Boża wcześnie naznaczyła swoją służebnicę, powołaną do wyjątkowego zadania. Kiedyś, gdy miała zaledwie pięć lat, Maryja odciągnęła ją na bok od grupy dzieci, z którymi się bawiła, i pokropiła wodą. Innym razem, gdy wraz z młodszą siostrą zgubiła się w górach, Pani Nieba wskazała jej drogę prowadzącą do domu.

Piękna Pani, czy zechcesz zjeść ze mną śniadanie?

Pewnego majowego dnia 1664 roku siedemnastoletnia pasterka wypasając w dolinie des Fours owce gospodarzy, którzy ją zatrudnili, na jednej ze skał dojrzała cudowne światło otaczające Piękną Panią z Dzieciątkiem na ręku. Podeszła do Niej i zapytała: – O Piękna Pani, co robisz tam tak wysoko? Czy zechcesz zjeść ze mną śniadanie? Mam tu chleb, będzie bardzo dobry, jak zmoczymy go sobie w źródle. Czy możemy pobawić się z tym Dzieckiem? Pani się uśmiechnęła i nic nie odpowiedziała. Pozostała jeszcze przez pewien czas w towarzystwie pasterki, a potem zniknęła w środku groty.

Dziewczyna właśnie w tym miejscu miała wielokrotne widzenia. Maryja w swoisty sposób wychowywała pasterkę, walcząc z jej porywczością, uporem i zbytnim przywiązaniem do rzeczy ziemskich.

Piękna Pani nauczyła Benedyktę Litanii Loretańskiej. Pasterka powtarzała to, co mówiła Matka Boża. Pewnego dnia Maryja zaprosiła ją, by spoczęła obok Niej. Pozwoliła jej nawet spać na rąbku swojego cudownego płaszcza.

Podczas innego spotkania Maryja poleciła Benedykcie, by ostrzegła swoją pracodawczynię, że jej dusza jest poważnie zagrożona. Matka Boża mówiła, że kobieta musi pokutować! Słów tych jednak pasterka nie przekazała gospodyni, jednak sama tak bardzo się nimi przejęła, że natychmiast powróciła do sakramentów, głęboko żałowała za swoje grzechy i naprawiła całe dotychczasowe życie.

29 sierpnia 1664 roku Piękna Pani objawiła jej: – Jestem Maryją, Matką Jezusa i nie ujrzysz mnie teraz przez pewien czas. Po miesiącu nieobecności Maryja ukazała się ponownie w Pindreau i powiedziała Benedykcie: – Idź do Laus. Znajdziesz tam kapliczkę, z której unosić się będą piękne zapachy. Dziewczyna następnego dnia udała się we wskazane miejsce, chociaż odszukanie kapliczki nie było proste.

W „Kapliczce Dobrego Spotkania” Maryja pochwaliła pasterkę, że nie okazała zniecierpliwienia. Jednocześnie objawiła jej swoją wolę: – Prosiłam mojego Syna, aby dał mi to miejsce dla nawrócenia grzeszników i otrzymałam je. Zgodnie z wolą ­Pięknej Pani, na miejscu kapliczki, z której rozchodziła się cudowna woń róż i lilii, miał powstać kościół oraz dom dla księży. W tym szczególnym, pięknie położonym sanktuarium, miało się nawrócić tysiące grzeszników…

Módl się nieustannie za grzeszników

Benedykta poznawała przesłanie Matki Bożej z Laus. Maryja poprosiła pasterkę, by modliła się nieustannie za grzeszników. – Grzesznicy – pouczała – są w strasznym położeniu. Ich grzechy obrażają Boga. Bóg jednak chce okazać im miłosierdzie, lecz by zyskać to miłosierdzie, muszą sami podjąć decyzję o nawróceniu. Czas na nawrócenie i czynienie pokuty jest krótki – zaznaczała. – Człowiek może go wykorzystać, póki żyje. Nieszczęśni ci, którzy umierają w grzechach śmiertelnych. Grzech to straszna rana, jedyne lekarstwo, które może ją uleczyć, to sakrament pokuty.

Zimą 1665 roku Matka Boża poleciła Benedykcie, by używać oleju umieszczonego w kapliczce do namaszczania tych, którzy zaczęli przychodzić do Laus, mając nadzieję na uzdrowienie z wielu chorób. Już na samym początku odnotowano kilkadziesiąt cudów. Piękna Pani poprosiła pasterkę, by zachęcała grzeszników do spowiedzi. Dziewczyna jednak, uważając, że sama jest osobą niezwykle grzeszną i niegodną, nie chciała wykonać polecenia Maryi. Polecenie, które przybrało formę delikatnego ponaglenia, w końcu zostało zrealizowane. Maryja mówiła Benedykcie, by miała odwagę, cierpliwość i nie zrażała się, jeśli grzesznicy nie posłuchają jej rad. Miała ona mówić im, by nigdy nie obrażali Boga i wystrzegali się pokus. Poleciła też Benedykcie, by roztoczyła swoją opiekę nad rozwiązłymi kobietami dopuszczającymi się „dzieciobójstwa” i mężczyznami oddającymi się perwersyjnym zachowaniom. Pasterka miała także pomagać duchownym, zachęcając ich do przyjmowania z radością i miłosierdziem grzesznych pielgrzymów.

Wkrótce Matka Boża z Laus stała się znana jako Ucieczka Grzeszników, a Jej sanktuarium jako szczególne miejsce pojednania.

Benedykta pomagała więc wielu poranionym, hardym ludziom dostrzec grzechy, których sami nawet nie byli świadomi. Ponieważ robiła to bardzo delikatnie, większość odwiedzających sanktuarium była jej wdzięczna za pomoc.

Niewykształcona, ale obdarzona szczególnymi łaskami pasterka napominała duchownych. Widziała bowiem stan ich duszy podczas odprawiania Eucharystii. Prosiła ich, by w trakcie spowiedzi nie zadawali nieostrożnych pytań, by słuchali cierpliwie spowiadających się i ich nie obrażali. Ostrzegała także, by nie zaniedbywali swoich obowiązków.

Od każdego domagała się prostoty, czystości duszy, pokory i silnej woli, by zmienić swoje życie. Tych, co nie mieli grzechów śmiertelnych, pouczała, by nie przystępowali do Komunii bezmyślnie, bez zrobienia sobie uprzednio rachunku sumienia, biorąc pod uwagę nie tylko Dekalog, ale także Osiem Błogosławieństw Bożych. Poleciła czynić żal za grzechy przed przystąpieniem do Komunii Świętej, nawet jeśli zawiniło się w najmniejszej rzeczy. Penitentom pomagała odróżnić grzechy lekkie od śmiertelnych. Gdy podchodzili do spowiedzi, modliła się za nich. Często, by zyskać łaskę nawrócenia dla kogoś, podejmowała szczególnie ciężką pokutę w jego intencji.

Wyjątkowa więź z Aniołem Stróżem


Benedykta początkowo nie była rada ze swojego zadania. Z czasem jednak, dzięki stałej pracy nad własnym charakterem, zyskała odwagę, by upominać tych, których dusze widziała w całej okazałości. W pełnieniu zadania pomagał jej Anioł Stróż, którego często oglądała twarzą w twarz. Razem odmawiali Różaniec. Razem też adorowali Najświętszy Sakrament. Anioł towarzyszył jej w codziennych czynnościach i chronił ją.

Anioł Stróż pomagał też Matce Bożej w wychowywaniu pasterki. Zabierał więc Benedykcie przedmioty, do których była zbytnio przywiązana, ale dawał także prezenty, na przykład wspaniały naszyjnik, który Benedykta przerobiła na różaniec. Gdy dziewczynę nękały demony albo była wyczerpana z powodu podejmowanej pokuty za grzeszników, Anioł Stróż pocieszał ją i dodawał otuchy.

Benedykta miała dar widzenia także innych aniołów. Często rozmawiała z Archaniołem Michałem. W maju 1681 roku, gdy leżała chora w łóżku, ukazało jej się aż czterech aniołów. Jeden z nich powiedział: – Jutro będziesz uzdrowiona. Musisz udać się do Laus. Misja nie może czekać. Nie ­zwlekaj.

Benedykta opowiadała Aniołowi Stróżowi o swoich problemach. On pomagał jej w najdrobniejszych nawet sprawach, a szczególnie w osiągnięciu doskonałości, absolutnego wyzwolenia się z przywiązania do czegokolwiek i kogokolwiek.

Ponadto pomagał Benedykcie rozwijać życie duchowe. Uczył ją, że kiedy człowiek jest radosny, to wszystko co robi, jest miłe Bogu. Kiedy zaś staje się zły, nie robi nic, co by się Panu Bogu podobało. Pośród prób i cierpień, Anioł Stróż był źródłem wielkiego pocieszenia dla Benedykty. Wtedy, gdy przychodziło zwątpienie i gdy wielu kapłanów przeciwstawiało się kultowi Matki Bożej z Laus albo pasterka przez wiele lat miała zakaz odwiedzania sanktuarium, Anioł mówił: – Laus jest dziełem Boga, którego nie może zniszczyć ani człowiek, ani diabeł. Będzie trwało do końca świata, kwitło coraz bardziej i przyniesie wszędzie wielkie owoce.

On również pozwolił jej zobaczyć to, co miało nadejść. Anioł Stróż pocieszał Benedyktę, kiedy była zdruzgotana po kilkukrotnej wizji Chrystusa ukrzyżowanego. Ona sama przez wiele lat przeżywała tzw. „ukrzyżowanie mistyczne” od czwartku wieczorem do soboty rana.

Niepokalane Serce ostatecznie zatriumfuje

Laus stało się przedmiotem wielkiej kościelnej debaty. Objawienia wstępnie zostały zaakceptowane przez dwóch biskupów. Trzeci próbował je podważyć. Wizjonerka miała wielu przeciwników. Najbardziej zaciekli wrogowie wywodzili się spośród kapłanów. Niektórzy z nich doprowadzili do jej uwięzienia. Jednak po czternastu dniach spędzonych bez jedzenia w celi, z której przez cały czas rozchodziła się cudowna woń, wskutek żarliwej modlitwy pasterkę wypuszczono.

Po uzdrowieniu w 1665 roku dotkniętej strasznym cierpieniem Katarzyny Vial, ksiądz wikariusz generalny Embrun, Antoine Lambert, zezwolił na oddawanie czci NMP w Laus. Później jednak różne były koleje sanktuarium. Wielu kapłanów, którzy sprawowali nad nim nadzór, nie chciało, by się ono rozwijało i by przesłanie Matki Bożej o potrzebie pokuty było powszechnie znane.

Dopiero w niedzielę 4 maja 2008 roku ks. Jean-Michel di Falco Léandri, biskup diecezji Gap i Embrun, w czasie uroczystej Mszy św. w obecności nuncjusza apostolskiego ks. Fortunata Baldellego, dwudziestu kardynałów i biskupów oraz sześciotysięcznej rzeszy wiernych odczytał dekret uznający nadnaturalne pochodzenie objawień NMP z roku 1664.

Przesłanie z Laus ma odegrać szczególną rolę przy końcu czasów, by mogło zatriumfować Niepokalane Serce Maryi.


Ten artykuł przeczytałeś dzięki ofiarności Darczyńczów. Wesprzyj nas i zostań współtwórcą "Przymierza z Maryją".

NAJNOWSZE WYDANIE:
20 lat Stowarzyszenia im. Ks. Piotra Skargi
Dwadzieścia lat minęło jak jeden dzień można by sparafrazować słowa piosenki z popularnego niegdyś serialu… Dwie dekady działalności Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im. Księdza Piotra Skargi miały niebagatelny wpływ na funkcjonowanie naszej Ojczyzny. Temu wydarzeniu poświęcamy znaczną część „Przymierza z Maryją”.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Medal dla niestrudzonego obrońcy wiary

Z radością informujemy, że długoletni Apostoł Fatimy, Pan Stanisław Drzewiecki z Tuliszkowa został uhonorowany przez ks. biskupa Wiesława Meringa medalem „Zasłużony dla Diecezji Włocławskiej”. O Panu Stanisławie pisaliśmy już w 96. numerze „Przymierza z Maryją”. Dziś postanowiliśmy jeszcze wrócić do Tuliszkowa, by wraz z naszym bohaterem cieszyć się z tego wyróżnienia.

 

Gdyby historią życia naszego Apostoła obdarzyć kilka osób, każda z nich miałaby pełne ręce roboty, a do tego swoją pracą budziłaby podziw i uznanie. Aż trudno uwierzyć, jak wiele pasji, talentów, zainteresowań, zacięcia społecznikowskiego może kryć się w jednym człowieku.

I choć Pan Stanisław w swoim 81-letnim życiu sprawdził się w wielu dziedzinach, jego największą pasją jest nauczanie. Jak już pisaliśmy poprzednio, jest powszechnie znanym i cenionym matematykiem, ale uczył także fizyki i chemii. W zawodzie spędził ponad pół wieku, kształcąc młodzież w 28 szkołach. Mimo przejścia na emeryturę, wciąż pomaga młodym ludziom. Od ponad dekady udziela bezpłatnych korepetycji każdemu, kto się do niego zgłosi. – Uczyć zawsze lubiłem. Satysfakcję czerpałem z tego, że potrafiłem nauczyć matematyki każdego, nawet tego, kto nie miał w tym kierunku najmniejszych zdolności – mówi z przekonaniem. – Dziś cieszy mnie każdy sukces mojego podopiecznego, któremu udaje się wyciągnąć ocenę na lepszą, czy uniknąć powtarzania roku. Myślę, że uczniowie też mnie lubili i lubią. Do dziecka trzeba umieć znaleźć drogę, czymś zainteresować i zachwycić, zachęcić do aktywności. Nauczyciel musi mieć osobowość, musi być ciekawy świata, by dla innych być wzorem, ikoną, która swoim postępowaniem pokazuje, jak dobrze można żyć. Ponadto potrafi wydobyć z dziecka jego zalety i je rozwinąć, rozbudzić ciekawość i chęć do poznawania świata, do pomagania, do ciągłego rozwijania się. Ja zawsze mówię do swoich podopiecznych, że nie chodzi o to, byście pokochali matematykę, ale żeby z was wyrośli porządni ludzie z charakterem. Sam trafiłem jako dzieciak na kilku nauczycieli tak interesujących i wartościowych, a przy tym pełnych zapału, że do szkoły chodziłem nie tylko po naukę, ale właśnie dla moich pedagogów, którzy mnie niesamowicie inspirowali – zapewnia.

 

Pan Stanisław ubolewa nad tym, że obecnie wielu nauczycieli skupia się tylko na przekazywaniu wiedzy, zaniedbując przy tym wychowanie. – Często się mówi: „a niech rodzice wychowują, nauczyciel ma uczyć”. Ja się z tym nie zgadzam. Uważam, że szkoła, tak jak dom, jak Kościół ma także młodzież kształtować. Niestety, obecnie nauczyciel boi się wychodzić poza swoją rolę, by nie zostać posądzonym przez rodziców o wtykanie nosa w nie swoje sprawy. I to jest przykre. Uważam, że w wielu przypadkach wychowanie dzieci powinno zacząć się od wychowania rodziców. To mocne słowa, ale Pan Stanisław nie boi się mówić tego, co myśli. Tak było w czasach komunizmu, gdy bronił krzyża w szkole i odważnie przyznawał się do swojej wiary. Nigdy nie krył, że jest człowiekiem głęboko religijnym. Za swoje przywiązanie do Kościoła i zaangażowanie w przygotowanie ołtarzy na Boże Ciało w 1968 roku stracił posadę dyrektora szkoły. – Było mi oczywiście przykro, ale w życiu są rzeczy ważne i ważniejsze. Ołtarze na Boże Ciało ubierali moi dziadkowie (od 1912 roku), rodzice i ja przez 65 lat. Bóg dla mnie i mojej rodziny był zawsze na pierwszym miejscu – podkreśla. I za to piękne świadectwo chrześcijańskiego życia składane zwłaszcza w trudnych czasach i ogromne zaangażowanie w życie swojej parafii w Tuliszkowie, Pan Stanisław został odznaczony medalem „Zasłużony dla Diecezji Włocławskiej”, przyznawanym przez ks. biskupa Wiesława Meringa. Odznaczenie zostało przekazane podczas uroczystości poświęcenia kopii figury św. Michała Archanioła z cudownej Groty Objawień w Gargano.

 

W imieniu Redakcji „Przymierza z Maryją” gratulujemy Panu Stanisławowi tak zaszczytnego wyróżnienia i jesteśmy dumni z faktu, że tak zacna osoba należy do duchowej rodziny Apostołów Fatimy i grona oddanych Przyjaciół Stowarzyszenia im. Ks. Piotra Skargi.

Panie Stanisławie, życzymy Bożego błogosławieństwa i dużo zdrowia!

 

DMB

 


Listy od Przyjaciół
 
Listy od Przyjaciół

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Dziękuję Panu Prezesowi za troskę o mnie. Dziękuję Redakcji za „Przymierze z Maryją”. Pragnę zapewnić, że nadal chcę otrzymywać Wasze pismo. Ono pomaga mi w wielu sprawach – tak wiary, jak i moralności. Bardzo jest mi potrzebne, bo mam niestety problemy, zwłaszcza z zachowaniem szóstego przykazania. Często zastanawiam się, czy uda mi się z tego wyjść, czy się poprawię? Wierzę, że tak. Ufam Bożej Opatrzności. Prosząc o modlitwę za mnie, pozdrawiam całe Stowarzyszenie im. Ks. Piotra Skargi.

Dawid

 

 

Szczęść Boże!

Z całego serca dziękuję za przesłanie mi obrazu Niepokalanego Serca Maryi. Teraz modlę się codziennie przed Mateńką. I widzę, że Ona się do mnie uśmiecha. Czuję Jej błogosławieństwo. Jakaż to łaska! Pozdrawiam Was serdecznie.

Jadwiga

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Pragnę za pośrednictwem Redakcji serdecznie podziękować Stowarzyszeniu im. Ks. Piotra Skargi za słowa otuchy i przesłanie Jubileuszowego Różańca, upamiętniającego 100. rocznicę Objawień Matki Bożej w Fatimie. Chciałbym także – ku przestrodze – podzielić się swoją udręką. Chciałbym przestrzec przed tym, od czego jestem uzależniony, czyli przed alkoholem. Również pragnę złożyć pewne świadectwo. Piszę o tym, bo wiem, że wiara czyni cuda. Po wykonaniu ogromnej pracy nad sobą, udaje mi się te sprawy zmieniać na lepsze. Tak więc od dłuższego czasu walczę ze swym alkoholizmem. Alkohol sprawił, że zamknąłem się w sobie. Jednak dzięki modlitwie i wsparciu rodziny jestem spokojny o kolejny dzień. Pomogły mi w tym też przesłane przez Was materiały – obrazek Matki Bożej Uzdrowienia Chorych oraz Akt Ofiarowania się Jezusowi przez ręce Maryi. Wiem, że Opatrzność Boża czuwa nade mną. Gdyby nie Ona, mało brakowało, abym w ubiegłe wakacje zapił się na śmierć. Teraz dziękuję Panu Bogu za dar życia.

Choć obecnie pokutuję w więzieniu, to głęboko wierzę w to, że Bóg opiekuje się mną. Za każdy dany mi czas dziękuję. Dziś wiem, że trzeba być dobrym przez całe życie i służyć Bogu. Dziś mam głęboką świadomość ile czasu straciłem przez alkohol i negatywne nastawienie do życia oraz przyjaciół. Alkohol zastępował mi towarzystwo. Gdy piłem, miałem wrażenie, że się wyciszam, uspokajam. Kiedy alkoholu zaczęło brakować, zaczynały się u mnie lęki i panika.

Obecnie znalazłem ludzi, którzy uczęszczają na mityngi AA na terenie więzienia. Też chodzę na te spotkania, podczas których dzielę się swymi opiniami, łzami i przeżyciami. Z pokorą i wdzięcznością przyjmuję wszystko, czym mnie Pan Bóg doświadcza.

Pozdrawiam całą Redakcję, pozdrawiam wszystkich, którzy się za mnie modlą i czekam na kolejne wydanie Waszego pisma. Bóg zapłać!

Z poważaniem

Marek

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowni Redaktorzy! Bóg Wam zapłać za przysyłanie mi wspaniałego pisma, jakim jest „Przymierze z Maryją”. Pragnę podzielić się świadectwem, jak dobry jest Pan Bóg. Otóż, jestem inwalidą, na którym to Pan Bóg uczynił cud. Kilkadziesiąt lat temu miałem bardzo ciężki wypadek samochodowy, po którym przez 5 tygodni byłem nieprzytomny. Lekarz, który mnie prowadził, dawał tylko kilka procent szans na to, że przeżyję. Twierdził, że nawet jeśli przeżyję, to i tak do końca życia będę jeździł na wózku inwalidzkim. Tymczasem – jak się okazało – na wózku jeździłem bardzo krótko. Po latach w ogóle go nie potrzebuję i daję sobie ze wszystkim radę samodzielnie. Jestem za to bardzo wdzięczny Panu Bogu i Matce Najświętszej. To Ona wstawiła się za mną u Swego Syna. Syn Ją wysłuchał i uczynił cud. Zresztą Jego opiekę czuję na każdym kroku w tych jakże ciężkich dla wiary czasach. Wiem jedno – trzeba całkowicie i bez żadnych wątpliwości zawierzyć Bożej Opatrzności, a resztą już będzie kierował Pan Bóg.

Jako podziękowanie za moje uzdrowienie wystawiłem koło mojego domu kapliczkę poświęconą Matce Bożej. Modlę się tam bardzo często. Jeszcze się nie zdarzyło, bym nie znalazł rozwiązania w trudnych sytuacjach. Dziękuję Wam za wszystko, co robicie dla naszego Narodu. Szczęść Wam Boże w tych trudnych czasach. Z Panem Bogiem i Maryją, Matką Jego!

Jan z Podkarpackiego

 

 

Szczęść Boże!

Droga Redakcjo! Chciałabym podzielić się z Czytelnikami świadectwem. Jestem wdową i matką dwóch synów. Jeden od 27 lat jest kapłanem i posługuje we Włoszech. Drugi ma żonę i troje dzieci. Jest policjantem.

W roku 2012 dowiedziałam się, że mój mąż ma nowotwór złośliwy i pozostało mu tylko 6 tygodni życia. Zaczęłam się gorliwie modlić i prosić Pana Boga oraz Matkę Bożą o zatrzymanie tej choroby, choćby tylko na trzy lata. Naszym pragnieniem było doczekać jubileuszu 50-lecia małżeństwa. I prośba została wysłuchana! W czerwcu 2014 roku w obecności syna-kapłana odnowiliśmy przysięgę małżeńską. Szczęście nie trwało jednak długo. W listopadzie 2015 roku mąż odszedł do Pana. Było mi bardzo ciężko, ale modlitwa, wsparcie duchowe ze strony rodziny i przyjaciół, Wasze materiały oraz programy w Telewizji Trwam i Radiu Maryja bardzo mi pomogły i pozwoliły dalej – w miarę normalnie – żyć.

W Środę Popielcową 2018 roku dowiedziałam się z kolei, że to ja mam raka złośliwego. I zaczęłam leczenie. W czasie wszystkich badań i zabiegów miałam w ręku różaniec, a na ustach słowa: „Jezu ufam Tobie!” oraz „Kochana Mateczko, osłaniaj mnie płaszczem Swej opieki”.

W szpitalu przebywałam 8 tygodni. Ostatnie naświetlanie miałam 15 sierpnia ubiegłego roku. W listopadzie przeszłam kontrolne badanie, które wykazało, że jest dobrze. Teraz czekają mnie kolejne badania.

Proszę Pana Jezusa, Matkę Najświętszą i Świętych, by było dobrze. Wszystko w rękach Pana Boga. Proszę Was o modlitwę, za którą z góry dziękuję – Bóg zapłać!

Zostańcie z Bogiem

Elżbieta z Torunia