Cudowne wydarzenia
 
Święta, która cierpiała, by wybawić innych
Agnieszka Stelmach
Dla zrównoważenia ciężaru złego, mnożyć się będą ofiary wynagradzające. Na całym świecie wiele sióstr zakonnych, zakonników, księży i świeckich przyjmować będzie na siebie krzyż zadośćuczynienia za bezmiar zła, który nas otacza – tymi słowami biograf św. Ludwiny z Schiedam, Joris-Karl Huysmans wyjaśnił krótko istotę cierpienia, które dotyka dobrych i sprawiedliwych ludzi.
 
Święta Ludwina z Schiedam żyła na przełomie XIV i XV wieku w Holandii. Był to w Kościele czas szerzenia się herezji i ogromnego zepsucia tak wśród duchownych, jak i wiernych.
 
Ludwina należy do grona tych świętych, którzy podobnie jak Barbara od św. Dominka, Ludwika Lateau, Elżbieta Canori Mora, czy wiele innych cierpiała za dusze czyśćcowe, za prześladowców Kościoła i za różnego rodzaju grzechy bliźnich.
 
Jedna z najurodziwszych panien w miasteczku Schiedam w krótkim czasie straciła cały swój ziemski urok. Dotknięta strasznymi chorobami, w wyniku których jej ciało pokryło się ohydnymi wrzodami, początkowo nie chciała pogodzić się z cierpieniem. Dopiero dzięki uważnemu rozważaniu Męki Pańskiej, zmieniła swój sposób patrzenia na świat. Tłumaczyła później, że cierpimy nie tylko za grzechy, które popełniamy sami, ale także za grzechy innych. Wcześnie owdowiała żona może np. znosić ciężary życia tu na ziemi po to, by wymodlić niebo dla duszy przedwcześnie zmarłego męża, trawionego ogniem czyśćca.
 
Dzieciństwo
 
Ludwina przyszła na świat w holenderskim miasteczku Schiedam, w zubożałej rodzinie (co znamienne, w Niedzielę Palmową 1380 r., w chwili gdy w miejscowej świątyni czytano Mękę Pańską) – jako jedyna córka Piotra i Petronelli. Miała ośmiu braci.
 
Podobnie jak inne dziewczynki z okolic pomagała matce w obowiązkach domowych. Gdy była starsza, chodziła po sprawunki, ale często zdarzało się, że spóźniała się do domu, ponieważ wstępowała do miejscowego kościoła pomodlić się przed figurą Matki Bożej. Twierdziła nawet, że Maryja się do niej uśmiechała. W porównaniu z innymi nastoletnimi dziewczętami niechętnie brała udział w zabawach, tańcach czy spacerach. Dwunastolatka częściej wybierała samotność.

Jej piękno znikło…
 
Piękna blondynka o wdzięcznym uśmiechu podobała się wielu młodzianom z okolicy. Przychodzili prosić ją o rękę, ale za każdym razem dziewczyna odmawiała. Ślubowała bowiem Jezusowi zachować czystość.
Mimo że ojciec pod wpływem swojej żony przestał na nią naciskać, by wyszła za mąż za bogatego kandydata i przez to ulżyła rodzinie – niepokoiła się swoją niezwykłą urodą. Gdy miała 15 lat, Chrystus naznaczył ją swym piętnem. Dziewczyna zapadła na nieznaną chorobę, która ją bardzo osłabiła. Zaczęła chudnąć. Wdzięk rysów zaginął. Twarz, która dawniej była biało-różowa, teraz przybrała kolor ziemisty. Życzenie Ludwiny spełniło się. Jej piękno znikło zupełnie. Chłopcy, pragnący ją niegdyś poślubić, cieszyli się, że odrzuciła ich zaloty…
 
Pewnego razu święta pod naporem nieustępliwych przyjaciółek wyszła, by poślizgać się po zamarzniętym tuż za domem kanale. Ludwina ledwie zdążyła włożyć łyżwy i wstać, gdy nagle jakaś rozpędzona dziewczyna wjechała w nią. Święta, upadłszy, złamała prawe żebro. Ten wypadek przykuł ją do łóżka. Ludwina cierpiała prawdziwe katusze. W końcu zjawił się u jej łoża pobożny medyk Godfryd z Hagi. Zbadawszy chorą, powiedział: – Ta choroba nie wchodzi w nasz zakres kompetencji. Wszyscy Hipokratesi świata zostawiliby tu swą chwałę. Ręka Boża jest w tym dziecku. Wielkie dziwy Pan w niej działać będzie. Jeżeliby ona moją córką była, chętnie oddałbym wagę złota, równą jej głowie, aby zapłacić za taką łaskę. To rzekłszy odszedł, nie zapisując żadnego lekarstwa…
 
Dziwna choroba wzmagała się. Dziewczyna nie mogła stać, leżeć, chodzić ani siedzieć. Obawiając się odleżyn, prosiła innych, by ją przenosili od czasu do czasu z jednego łóżka na drugie.
 
Przez jakiś czas jeszcze próbowała czołgać się. Po trzech latach takiej męki została całkowicie przykuta do łóżka i już się z niego nie ruszyła.
Zadośćuczyniła za grzechy innych

Na początku choroby Ludwina myślała, że spotyka ją taka udręka z powodu grzechów, które być może popełniła. Święta prosiła Pana, by ulżył jej cierpieniom. Potem, w miarę jak coraz bardziej rozczulała się nad swoim stanem, rzadziej zaczęła się zwracać o pomoc do Boga. Dopiero wiele lat później zrozumiała, że jest duszą wybraną, która ma zadośćuczynić za grzechy innych.
 
Pan Jezus przygotowywał Ludwinę do wyzwolenia się z wszystkiego, co nie pozwalałoby świętej służyć Mu w sposób doskonały. Poza cierpieniami fizycznymi, dziewczynę nękały utrapienia duszy. W stanie wewnętrznego opuszczenia, połączonego z nieustającymi cierpieniami fizycznymi, przeżyła Ludwina całe lata i uważała się za przeklętą przez Boga. Jezus niewidzialnie wspierał ją w owym czasie „oczyszczenia”, ale też odebrał wszelkie namacalne pociechy. Odmówił jej nawet – przez pewien czas – dostępu do sakramentów świętych.
 
Ludwina, przykuta do łoża, po kilku latach udręki początkowo otrzymywała Najświętszy Sakrament dwa razy do roku, a potem sześć razy. Przełomowe dla niej stało się spotkanie z jednym ze spowiedników, ks. Janem Potem, który pewnego razu stwierdził: – Moja córko za mało rozmyślasz nad Męką Pańską. Zacznij rozważać Mękę Chrystusową, a zobaczysz, że jarzmo Pana będzie lekkim. Ludwina wysłuchała rad i nawet próbowała pójść za nimi, lecz ból, którego doświadczała na co dzień był tak dojmujący, iż nie potrafiła przenieść się myślami do Ogrodu Oliwnego, ani tym bardziej na Kalwarię, by towarzyszyć Panu Jezusowi. Później wyjaśniła kapłanowi, że zamiast rozpamiętywać Mękę Chrystusową, myśli o swoich cierpieniach. I mimo starań nie jest w stanie skupić się na tej modlitwie. Wówczas duchowny przekonywał ją, że modlitwa niejako wymuszona, jest miła Bogu, bo dużo ją kosztuje. Dodał, że gdyby Pan Jezus zawsze dawał tyko pociechy, stałyby się one szkodliwe, rozmiękczając dusze i tracąc wskutek tego swe znaczenie.
 
Ks. Pot mówił, że każdy do pewnego stopnia jest odpowiedzialny za błędy innych i powinien też do pewnego stopnia za nie zadośćuczynić. Możemy więc za pozwoleniem Bożym przekazywać część swych zasług innym, którzy ich nie mają i nie zamierzają się nawet o nie starać. Tak, jak zrobił to Pan Jezus, który wziął na siebie spłacenie długu zaciągniętego przez innych, by zadośćuczynić Bogu Ojcu za nieprawości grzeszników, których odkupił. – Syn Boży pierwszy dał przykład przelewania zasług z niewinnego na winnego i żąda w dalszym ciągu od wielu dusz, by idąc w Jego ślady, cierpiały za drugich – mówił kapłan.
 
– Gdyby nie było takich dusz – kontynuował ks. Pot – przyjmujących na swe barki kary za grzechy, których nie popełniły, stałoby się ze światem całym to, co z Holandią, gdyby jej nie ochraniały wały: pogrążyłby się on w falach grzechu, jak kraj nasz w falach morza. Dusze więc takie są dobrodziejkami nieba i ziemi. Dalej duchowny tłumaczył, że gdy dusza dochodzi do wyżyn cierpienia, ból fizyczny przechodzi w rozkosz niebiańską. Ksiądz Pot przekonywał Ludwinę, że ona nie może zaznać tej rozkoszy, ponieważ wzbrania się przed cierpieniem i nie pozwala oczyścić się Panu do końca. – Przyjmij te przygniatające cię krzyże, a zobaczysz, że ci już dolegać nie będą – dodał.
 
Ludwina za radą duchownego walczyła ze swoimi słabościami byle tylko móc skupić się na rozważaniu Męki Jezusa. W Wielkanoc poczciwy ksiądz przyniósł jej Komunię Świętą i rzekł: – Droga córko. Do dnia dzisiejszego opowiadałem Ci o męce Pana Jezusa. Odtąd zamilknę, gdyż On sam zapuka do serca Twego. Po Komunii dusza Ludwiny rozgorzała miłością Bożą. Wycieńczona chora oderwać się nie mogła od męki Pana, która ją dawniej tak bardzo męczyła. Widok ukrzyżowanego Jezusa odrywał ją zupełnie od siebie samej i rzucał do stóp Ukochanego.
 
Cierpienia fizyczne kobiety wzmagały się z każdym rokiem. Ciało świętej trawiła gangrena. Gdy chciano jej zmienić posłanie, trzeba było związywać członki, aby ciało się nie rozpadło. Święta przez 30 lat zjadła tyle, co zdrowa osoba przez 3 dni spożywać powinna. Przez jakiś czas podawano jej jedynie plasterek pieczonego jabłka. Potem tylko wodę z winem. W końcu cały jej pokarm stanowiła Eucharystia. Chora nie tylko nie mogła jeść, ale także spać. Urzędnicy z Schiedam wskutek szerzących się plotek o niezwykłym cudzie, jakim było życie Ludwiny, postanowili sprawdzić, czy faktycznie był w tym palec Boży… Przez cały miesiąc święta znajdowała się pod ścisłym nadzorem bogobojnych strażników, którzy dzień i noc ją obserwowali. W 1421 roku w specjalnych protokołach potwierdzono, że kobieta żyła bez pożywienia i snu, a jej ciało rozpadało się. Napisano, że Ludwina pozbawiona była jednej części wnętrzności, podczas gdy druga, pokryta robactwem, wydawała miły zapach. Dodano, że rodzice Ludwiny zachowywali na pamiątkę odrywające się części ciała w specjalnym naczyniu i wydawały one nadzwyczaj miłą woń.
 
Gdy Ludwina wyzwoliła się ze wszystkiego, co tylko mogło odwracać jej uwagę od Boga, przyszedł czas na drobne pociechy. Pan Jezus sam ją odwiedził kilka razy. Po raz pierwszy, gdy otrzymała stygmaty… Święta często też widywała aniołów, a w towarzystwie swojego Anioła Stróża przemierzała czyściec, by wyzwolić zeń dusze.

Cierpiała za złych księży
 
Kobieta cierpiała głównie za złych księży. Jeden z nich o imieniu Piotr nie miał czasu odpokutować na ziemi za swe grzechy, a święta, której zawdzięczał nawrócenie, modliła się za niego, nic nie wiedząc o jego losie. Dwanaście lat po śmierci tego duchownego, gdy błagała jeszcze o miłosierdzie Boże nad nim, anioł zaprowadził ją do czyśćca. Tam usłyszała płaczliwy głos wołającego o pomoc z głębi studni. – To dusza tego księdza, za którego zaniosłaś tyle modlitw do Odkupiciela – rzekł anioł. Święta zmartwiła się bardzo, widząc go jeszcze pogrążonego w ogniu czyśćcowym, lecz niebieski towarzysz zapytał: – Czy chcesz cierpieć, aby tę duszę wybawić? O tak – zawołała. Wtenczas anioł zaprowadził Ludwinę przed potok, wpadający z hukiem do przepaści, i kazał jej go przejść. Cofnęła się ogłuszona hałasem i przerażona głębokością przepaści. W końcu wskoczyła w próżnię i rzuciła się w fale. Czepiając się skał, dotarła wycieńczona do brzegu. Dusza zaś biała uleciała do nieba. Ludwina wyzwoliła też z czyśćca duszę nieszczęśliwego zakonnika Jana Angeli, zmarłego w Schiedam, który wyznał swe grzechy świętej i odszedł pełen dobrych postanowień. Pchany jednak popędami zmysłowymi, uległ pokusie. Wreszcie usłuchał rad Ludwiny i oddalił od siebie okazje pobudzające do grzechu. Osiem tygodni później zapadł na dżumę i umarł.
 
Dar bilokacji
 
Święta, chociaż była przykuta do łóżka, miała dar bilokacji. Gdy pewnego razu odwiedził ją przeor klasztoru św. Elżbiety położonego na wyspie Woorne, święta dała tak wyraźny opis każdej z sal, iż zakonnik zdumiony zdołał jedynie wykrzyknąć: – Wszak u nas nigdy nie byłaś! – Mój ojcze – odpowiedziała święta – przebiegałam duchem Twój klasztor i poznałam tam wszystkich aniołów, strzegących twoich zakonników.
 
Ludwina miała też dar uspokajania ludzi skrupulatnych i wzmacniania nieszczęśliwców atakowanych przez szatana. Przykładem jest tutaj pewien dręczony przez diabła urzędnik, który chciał się powiesić. Ksiądz, wyczerpawszy wszystkie sposoby, aby zapobiec samobójstwu, poszedł po radę do Ludwiny. Ta powiedziała, że to pokusa szatańska i doradziła: – Wyspowiadaj tego człowieka i każ mu za pokutę… powiesić się.
 
Ksiądz zdumiony spytał: – A jeśli to zrobi? Na to Ludwina odrzekła: – Nie bój się. Szatan, który go trapi czarnymi myślami, nie da mu nigdy zabić się przez nadnaturalne posłuszeństwo. Zanadto nienawidzi sakramentów świętych. Ksiądz Jan Pot – chociaż miał wielkie zaufanie do Ludwiny – wyszedł strapiony, nie wiedząc co czynić. Ale, gdy nieszczęśnik trwał przy swoim zamiarze odebrania sobie życia, ksiądz doprowadzony do ostateczności rzekł: – Powiesisz się za pokutę. Uradowany urzędnik wrócił do siebie. Czym prędzej przywiązał sznur do belki sufitu. Już zaciągnął go na szyję, gdy nagle czarci zawołali: – Nie zabijaj się nieszczęśniku! W tej samej chwili jeden z nich zerwał powróz, a drugi, porwawszy biedaka, rzucił nim o ścianę. Mężczyzna zemdlał i dopiero po kilku godzinach krewni go odnaleźli. Nigdy więcej nie przyszło mu do głowy, by odbierać sobie życie.

Chora na ciele, leczyła chorych na duszy
 
Stygmatyczka i mistyczka przykuta do łoża nie mogła zaznać spokoju. Ta chora na ciele Święta, leczyła chorych na duszy. Przychodzili do niej po radę zarówno księża i zakonnicy, jak i książęta, mieszczanie, patrycjusze i plebejusze.
 
Tuż przed śmiercią miała widzenie. Jezus ukazał jej obraz ówczesnych czasów. Ujrzała ukoronowanych szaleńców, żądny krwi lud mordujący się nawzajem. Widziała zepsutych mnichów handlujących Ciałem Chrystusa. Zobaczyła straszne gusła i „czarne msze” odprawiane po lasach. Byłaby umarła z rozpaczy na ten widok, ale Pan ją pocieszył, ukazując zastępy świętych przemierzających ziemię, którzy reformowali opactwa, niszczyli kult szatana, nawracali lud, karcili królów, szli naprzód, nie zważając na żadne zniewagi.
 
Na ten widok Ludwina błagała Boga, by mogła wynagrodzić Mu za niezmierzoną ilość zbrodni. Wiedziała, że godzina śmierci zbliża się i wydawało jej się, że nie dość dobrze spełniła swoje posłannictwo. W końcu nadeszła Wielkanoc 1433 roku. Ludwina przytuliła się do Serca Jezusowego i szepnęła: – O jakże jestem zmęczona życiem. Weź mnie stąd, mój Panie. Chrystus w towarzystwie chórów anielskich, apostołów i Maryi oraz licznych świętych osobiście ją namaścił. Anioł Stróż włożył do jej rąk świecę i postawił krzyż. Ludwina poprosiła jeszcze o straszliwe tortury, by móc uratować jak najwięcej dusz i od razu pójść do Nieba. Jezus spełnił jej życzenie. Umarła dwa dni później w ogromnych męczarniach…
 

"Przymierze z Maryją" dociera regularnie do ponad 430 tysięcy osób. Dołącz do grona naszych Przyjaciół i zostań stałym czytelnikiem czasopisma.

NAJNOWSZE WYDANIE:
Święty Józefie - módl się za nami
W dobie powszechnego kryzysu ojcostwa, Kościół stawia nam za wzór św. Józefa, ziemskiego opiekuna Pana Jezusa. Przykład jest szczególnie cenny dla współczesnych, często zakompleksionych mężczyzn.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Maryja czeka na Ciebie!

Jak myślisz, czym może zaowocować w Twoim życiu:
• codzienna modlitwa;
• niewielki, miesięczny datek, np. 20 złotych?

Zyskasz więcej niż Ci się wydaje! Siostry zakonne będą modlić się za Ciebie każdego dnia, kapłan co miesiąc odprawi w intencjach Twoich i innych Apostołów Mszę Świętą, a po roku będziesz brać udział w losowaniach pielgrzymek do Fatimy. A najważniejsze jest to, że staniesz się częścią duchowej rodziny, będziesz razem z nami budzić sumienia Polaków i jeszcze bardziej zbliżysz się do Maryi!

Niemożliwe? Możliwe, jeśli tylko zadzwonisz pod numer 12 423 44 23 i zostaniesz Apostołem Fatimy!


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Szanowna Redakcjo, pragnę złożyć moje świadectwo o otrzymanych łaskach za pośrednictwem Nowenny Pompejańskiej, którą zaczęłam odmawiać 13 maja 2020 roku i odmawiam w dalszym ciągu. Poleciła mi ją koleżanka, która również ją odmawiała. Muszę przyznać, że kiedyś ciężko mi było odmówić jedną część Różańca – brak cierpliwości. Od teraz pokochałam tę modlitwę i dzięki temu w moim życiu zaczęły dziać się rzeczy, które po ludzku są trudne do wytłumaczenia.
Jechaliśmy z mężem i synem do Sanktuarium Maryjnego, ja podczas podróży odmawiałam Różaniec. W pewnej chwili samochód wpadł w poślizg (padał deszcz), mąż stracił panowanie nad kierownicą, a my na szczęście „bezpiecznie” wylądowaliśmy w rowie. Nikomu nic się nie stało, tylko samochód lekko uszkodzony. Ponadto mąż zerwał z nałogiem palenia po ponad 50 latach.
Wszystkie łaski zawdzięczam mojej ukochanej Mateczce, której powierzam wszystkie swoje troski.
Zachęcam wszystkich do kontynuowania tej pięknej modlitwy, bo los żadnego człowieka nie jest obojętny Matce Bożej. Dziękuję Ci, Maryjo, za wszelkie łaski, które otrzymałam i nadal otrzymuję.
Szanowna Redakcjo, dziękuję Wam za propagowanie Nowenny Pompejańskiej.

Pozdrawiam Was serdecznie. Z ­Panem Bogiem,
Danuta z Łomży


Szczęść Boże!
Szanowna Redakcjo, pragnę gorąco podziękować Wam za wszystkie przesyłki, które od Was otrzymałam. Pragnę złożyć moje świadectwo o otrzymaniu łaski zdrowia. Kiedy w czerwcu moja córka zachorowała na poważną chorobę, lekarze dawali jej 2 procent szans na przeżycie. Ale wiara, którą w sobie mam, dodała mi otuchy. Zaczęłam odmawiać nowennę do św. Jana Pawła II i Różaniec św. do Matki Bożej 3 razy w ciągu dnia. Gdy skończyłam nowennę, pojawiła się wieść o poprawie stanu zdrowia. Modlitwa różańcowa też nie była daremna. Córka po ciężkich krzyżach, które przechodziła, wróciła do domu zdrowa. Cała rodzina modliła się za nią i była w jej intencji odprawiona Msza św. Jej patronką jest Matka Boża, bo córka urodziła się 15 sierpnia i na drugie imię ma Maria. Jestem na emeryturze i modlę się od lat, odmawiając co dzień Koronkę i Różaniec św. Wierzę, że wiara czyni cuda.
Pozdrawiam serdecznie
Wasza Czytelniczka, Halina


Szczęść Boże!
Od dłuższego czasu czytam różne świadectwa o tym, jak Matka Boża i nasza bardzo nas kocha i zawsze jest z nami, kiedy my o to prosimy. Ja jestem tego przykładem. (…) W 2006 roku miałam udar i paraliż jednostronny, nauczyłam się mówić, chodzić, a nawet oddychać. Obecnie chodzę już bez kul (…). Mieszkam sama, bo moje jedyne dziecko zmarło mi przy porodzie, w 2015 roku zmarł mi mąż, (…) [wcześniej] przez 2 lata opiekowałam się nim, bo zachorował na białaczkę.
Kiedy już nie mogłam dać sobie rady, bardzo chciałam umrzeć. Nad ranem usłyszałam taki ciepły męski głos: „Chcesz umrzeć?”. A ja odpowiedziałam, że nie mogę, bo opiekuję się mężem. Wiem, że to był głos Pana Jezusa. (…)
7 czerwca tego roku zdarzył się cud. O 5.00 rano poczułam, że paraliż mi ustąpił. Czułam się wolna, bez skurczów mięśni. Zaczęłam ćwiczyć, chodzić, odłożyłam kule, nie miałam zawrotów głowy, nikt nie musiał mnie podtrzymywać. Wcześniej odmówiłam Nowennę Pompejańską. (…)
Jak mam coś zrobić, zawsze proszę o pomoc Mateńkę i Ona mi pomaga, nigdy nie jestem sama.
Mam nowych przyjaciół, takich prawdziwych, bo tamci sprzed choroby się odwrócili, rodzina też. Byłam sama, na sąsiadów też nie mogłam liczyć, nie podobało się im, że często chodzę do kościoła. A teraz, jak się podniosłam, to sąsiadki zaczęły mnie zapraszać, zauważają mnie na klatce.
Obecnie jestem bardzo szczęśliwa, bo nie jestem sama. Kto wierzy, nigdy nie jest sam.
Zofia z Koła


Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze Dziewica!
Szanowna Redakcjo. Chcę podzielić się swoimi przeżyciami.
W 2000 roku moja żona zachorowała na nerki i kamienie żółciowe, miała zatrucie organizmu i została skierowana do szpitala. W dniu jej operacji na lewą nerkę zwróciłem się o pomoc do Matki Bożej i Pana Jezusa, żeby ocalili jej życie, a ja do końca życia wyrzeknę się spożywania alkoholu. Od ponad 20 lat nie piję, choć przez ten czas odbyły się trzy wesela naszych dzieci. Bawiłem się bez alkoholu, a na toasty wlewałem do kieliszków wodę mineralną. Powiedziałem, że nie będę brał Pana Boga na próbę. Moja żona żyje i to jest najważniejsze.
W 2008 roku przeszedłem ciężki zawał serca. Karetka pogotowia zabrała mnie pod tlenem i kroplówką, pielęgniarki dawały bez przerwy zastrzyki i słyszałem, jak pielęgniarka mówiła do lekarza: „Panie doktorze, pacjent nam ucieka!”. Leżałem na SOR-ze 15 minut. W końcu lekarz powiedział, że co mogli, to zrobili i czy wyrażam zgodę na transport helikopterem do Olsztyna. Pamiętam tylko, jak zakładano mi słuchawki na uszy i obudziłem się już na Oddziale Kardiologii w Olsztynie. Widziałem Matkę Bożą ubraną w niebieski płaszcz ze złotymi gwiazdami, która pochylała się nade mną. Potem zobaczyłem wielki tłum ludzi, a na końcu Maryja oddaliła się i po chwili zniknęła…
Jeszcze raz dziękuję za wysłane obrazki, różaniec i „Przymierze z Maryją”. (…) Niech wszechmocny Bóg i Matka Boża daje zdrowie i siłę Panu Prezesowi i całej Redakcji, bo to jest piękne i wzruszające, że po przeczytaniu „Przymierza z Maryją” niejedna osoba się opamięta i nawróci do Boga.
Z Panem Bogiem,
Jan


Szanowni Państwo
Dziękuję za piękne życzenia urodzinowe i modlitwę w mojej intencji. Pragnę wspomnieć, że z uwagi na niepokoje w mojej rodzinie, zaczęłam odmawiać Nowennę Pompejańską.
W tym samym czasie otrzymałam od Was piękny różaniec. Przyjmuję ten dar jako znak obecności Maryi.
Z Panem Bogiem
Helena