
Gdy z powodu tzw. pandemii koronawirusa rząd wprowadził drastyczne ograniczenia, wiele klasztorów od razu znalazło się w trudnej sytuacji finansowej. W niektórych przypadkach konieczne było zorganizowanie w internecie pilnych zbiórek. Ta sytuacja każe nam, świeckim katolikom, zadać sobie poważne pytania: Czy zaniedbaliśmy nasze klasztory? I co możemy dla nich zrobić?
W trudnej sytuacji finansowej znalazły się na przykład mniszki benedyktynki ze Staniątek w Małopolsce. – Ucięły nam się wszystkie środki utrzymania, a musimy płacić rachunki, trzeba kupić węgiel i żywność, prowadzimy również rozpoczęte remonty – powiedziała przełożona opactwa, matka Stefania Polkowska. Na utrzymanie klasztoru przeznaczano tace w pobliskich parafiach i część dochodu z zamkniętego sklepiku u benedyktynów w Tyńcu, gdzie sprzedawane były produkty wyrabiane przez siostry.
O wsparcie zwrócili się też sami benedyktyni z Tyńca. Mnisi nie chcieli zostawić bez pomocy wielu osób zatrudnionych do obsługi pielgrzymów i turystów. A i opactwo musi przecież jakoś na bieżąco funkcjonować i opłacać rachunki.
Również w bardzo trudnej sytuacji zostały postawione norbertanki z Imbramowic. Przeorysza s. Faustyna Maria Przybysz zamieściła na stronie internetowej klasztoru apel z prośbą o pomoc: Nie mamy prawie żadnych bieżących dochodów, gdyż podstawą naszego utrzymania jest prowadzenie domu rekolekcyjnego oraz wynajem części klasztoru dla wydarzeń kulturalnych, konferencyjnych i przyjęć prywatnych. Oprócz tego na siostrach ciążą długi związane z koniecznym remontem obiektu stanowiącego dziedzictwo narodowe.
– W związku ze stanem epidemii (…) nasz klasztor został pozbawiony podstawowych źródeł utrzymania – powiedział z kolei o. Krzysztof Modras, przeor klasztoru Ojców Dominikanów w Lublinie. Dominikanie musieli poprosić o wsparcie, gdyż nie byli w stanie sprostać kosztom utrzymania dużego obiektu klasztorno-kościelnego.
To tylko niektóre przykłady. Ten nagły „wysyp” problemów bytowych powinien dać nam do myślenia, jak skromnymi środkami dysponują obecnie zakony. Przez ostatnie 300 lat skutecznie podkopano bowiem podstawę ekonomiczną pozwalającą na ich sprawne funkcjonowanie.
Skąd brał się majątek zakonów?
W początkach historii Polski klasztory powstawały na ziemiach z nadania władców. Później przeważnie fundowały je możne rody szlacheckie. Fundatorzy szczerze wierzyli, że dzięki temu wyjednają sobie łaski u Boga. A motywacje kształtowały się bardzo różnie… Niezwykle pobożny Mikołaj Zebrzydowski ufundował Kalwarię Zebrzydowską pod wpływem czytanych opisów Ziemi Świętej, ale już zbudowanie klasztoru Kamedułów na Bielanach w Krakowie było pokutą, jaką marszałek wielki koronny Michał Wolski otrzymał od papieża Klemensa VIII za nieuczciwe postępowanie względem finansów kościoła i zakonu maltańskiego, którego był komandorem w Poznaniu.
Sprowadzenie zakonników wiązało się z nadaniem znacznych dóbr, dlatego większość ówczesnych konwentów osadzanych w Polsce miała środki, by prowadzić szpitale i hospicja. W ten sposób nie pozwalano choremu umrzeć w grzechu, ale prowadzono go do zbawienia przez posługę religijną i sakramentalną.
Gdy szlachcic wstępował do klasztoru, musiał wnieść w wianie niemały majątek. Panny, które pragnęły zostać zakonnicami, musiały mieć posag. Wynosił on nieraz nawet więcej niż jedna wieś. Wiele osób z różnych warstw społecznych zapisywało w testamentach przynajmniej część swojego majątku na rzecz Kościoła – często beneficjentami były właśnie klasztory.
Konfiskaty i nacjonalizacje
Niestety, w XVIII wieku rozpoczęło się przejmowanie przez państwo majątku Kościoła. Zaczęto od konfiskaty dóbr zakonu jezuitów. Część dochodu z ich sprzedaży rozkradziono, a tylko część poszła na Komisję Edukacji Narodowej. Także zaborcy kontynuowali proceder konfiskaty majątku Kościoła. Cesarz Austrii Józef II skasował wiele klasztorów, przejmując ich grunty. Do podobnych procesów częściowej konfiskaty dochodziło w zaborze rosyjskim i pruskim.
W okresie międzywojennym Kościół wszystkiego nie odzyskał. Ale najgorsze represje przyniósł koniec lat 40. W 1948 roku państwo przejęło zakonne szpitale, dwa lata później prowadzone przez Caritas domy dziecka, żłobki, przedszkola i przytułki. W 1950 roku Sejm przyjął ponadto ustawę o przejęciu przez państwo dóbr martwej ręki (określenie to pochodzi od zwyczaju przekazywania gruntów Kościołom w zapisach testamentowych, czemu zwykle towarzyszył zakaz sprzedaży ziemi – grunty więc były niejako martwe w obrocie).
Komuniści utrzymywali, że zabierają ziemię, ale stworzą Fundusz Kościelny. Zyski z przejętych gruntów miały być przeznaczone m.in. na opiekę medyczną dla księży i odbudowę kościołów. W praktyce pomoc ta trafiała tylko do niektórych duchownych, którzy byli lojalni wobec władz PRL.
Problemy z odzyskaniem majątku
Według raportu przygotowanego w roku 2013 przez ks. prof. Dariusza Walencika na zlecenie Komisji Konkordatowych Rządu i Episkopatu, 31 procent dóbr zabranych Kościołowi na terenach obecnej Rzeczypospolitej nadal pozostaje w rękach państwa. Dokument wykazuje też, że polskie państwo nie stosuje się do uchwalonego przez siebie prawa, które nakazuje przekazywanie na cele kościelne dochodów z zagarniętych dóbr.
Raport pokazuje dokładny stan posiadania Kościoła w Polsce od 1918 roku wraz ze wszystkimi późniejszymi zmianami – ile Kościół posiadał w II Rzeczypospolitej, jaka była dokładnie skala komunistycznego zaboru oraz ile dóbr zwrócono Kościołowi po 1989 roku. A wreszcie, ile polskie państwo wciąż jest mu winne. Ksiądz profesor dowodził, że Fundusz, którego celem miało być wspieranie kościelnej działalności, w rzeczywistości przez prawie 40 lat komunizmu wykorzystywał większość środków na walkę z Kościołem.
Nieustanna walka
Ojciec Święty Jan Paweł II powiedział kiedyś o kamedułach ze Srebrnej Góry, że są modlitewnym piorunochronem Krakowa. Zakony są takimi piorunochronami dla całej Polski. W klasztorach klauzurowych wspólna modlitwa trwa przez osiem godzin dziennie – tyle, ile dzień pracy. Notabene ta praca też na swój sposób jest tam rodzajem modlitwy. Tylko Pan Bóg wie, jak wiele łask wyprosili do tej pory bracia i siostry w różnorakich habitach.
Oczywiście z biegiem czasu zmienił się nieco charakter działalności klasztorów. Utrata bazy gospodarczej dającej niezależność i możliwości sprawiła, że wiele zakonów przestało być podporami lokalnych społeczności. Nadal jednak tysiące zakonników i zakonnic wykonuje ogromną pracę na rzecz potrzebujących.
Żeńskie zgromadzenia na co dzień prowadzą 30 zakładów opiekuńczo-leczniczych, 17 gabinetów lekarskich, 8 zakładów rehabilitacyjnych, 2 hospicja, 65 ośrodków wychowawczych, 65 domów dziecka, 54 domy pomocy społecznej dla dzieci i 62 dla dorosłych, 14 placówek zapewniających całodobową opiekę niepełnosprawnym, 8 domów dla matek z małymi dziećmi, 2 przytuliska dla bezdomnych, ponad 80 stołówek dla biednych oraz 31 okien życia.
Ponadto siostry zakonne pracują w 121 szpitalach, 20 przychodniach i 23 hospicjach prowadzonych przez inne podmioty niż kościelne. 34 zakonnice pracują jako lekarki, a 1162 jako pielęgniarki.
Zakony męskie prowadzą 6 szpitali, 12 hospicjów, 8 przychodni i ośrodków zdrowia, 24 domy opieki, 14 młodzieżowych ośrodków wychowawczych i 13 ośrodków terapii dla osób uzależnionych.
O tym wielkim zaangażowaniu prawie nigdy nie słyszy się w mediach. Chyba zresztą nic w tym dziwnego, biorąc pod uwagę skromność osób zakonnych i składane przez nie śluby. My jednak musimy zauważyć, że gdy nadeszła „pandemia koronawirusa”, to właśnie zakony, a zwłaszcza siostry, stanęły na pierwszej linii walki.
Jak informują żeńskie zgromadzenia zakonne, w Polsce ponad 3000 zakonnic pomaga potrzebującym w czasie „pandemii”. 377 sióstr posługuje we wszystkich województwach w związku z brakami personalnymi spowodowanymi epidemią. 483 siostry pracują na co dzień w placówkach medycznych, pomocy społecznej i opiekuńczo-wychowawczych; 32 jest lekarkami, a 1020 pielęgniarkami. W szycie maseczek i fartuchów ochronnych zaangażowanych było w tym czasie 1137 sióstr. Dodatkową pomoc ludziom starszym, samotnym, bezdomnym, osobom na kwarantannie bezpośrednio niosło do tej pory ponad 300 sióstr…
Byłem głodny, a daliście Mi jeść…
Jeśli przyjrzymy się zwieńczeniu wysokiej wieży jasnogórskiego klasztoru, dostrzeżemy ptaka z bochenkiem chleba w dziobie. To nawiązanie do kruka, który przynosił chleb św. Pawłowi Pierwszemu Pustelnikowi, który jest patronem zakonu paulinów. Kruki dostarczały też chleb i mięso Eliaszowi.
Pamiętajmy, że to my, świeccy katolicy, jesteśmy tymi „krukami”, narzędziem w rękach Pana. Naszym obowiązkiem jest dostarczyć chleb tym, którzy całkowicie poświęcili się Bogu.
Nie bądźmy więc obojętni i – w miarę możliwości – spróbujmy wesprzeć jakiś klasztor. Na przykład znajdujący się blisko naszego miejsca zamieszkania…
370 lat temu, 1 kwietnia 1656 roku we lwowskiej katedrze nasz monarcha, Jan II Kazimierz Waza, przed cudownym obrazem Matki Bożej Łaskawej oddał Rzeczpospolitą szczególnej opiece Najświętszej Maryi Panny, nazywając ją Królową Polski. Co jednak szczególnie interesujące, ten tytuł odnoszący się do Matki Zbawiciela został objawiony trzykrotnie przez samą Maryję na początku XVII wieku w dalekiej Italii.
Pani Cecylia Pajka pochodzi z Mazowsza. Urodziła się w miejscowości Lutobrok koło Pniewa, ale od prawie 50 lat mieszka w Makowie Mazowieckim, gdzie należy do parafii pod wezwaniem św. Józefa. W 2025 roku wraz z grupą Apostołów Fatimy udała się na pielgrzymkę do Sanktuarium Matki Bożej w Fatimie.
– W Fatimie było cudownie. Naprawdę jestem wdzięczna za to, że po 21. latach uczestnictwa w Apostolacie spotkało mnie takie szczęście – pojechałam do Fatimy, o której marzyłam od dawna – wspomina pielgrzymkę do portugalskiego sanktuarium pani Cecylia.
– To było niesamowite przeżycie, bo byłam tam po raz pierwszy. Dziękuję Bogu, że w Roku Jubileuszowym otrzymałam od Niego taką łaskę. Groby pastuszków: świętych Hiacynty i Franciszka oraz s. Łucji, to po prostu coś cudownego. Z wdzięcznością pokonałam na klęczkach tradycyjną drogę do Kaplicy Objawień, a wieczorami brałam udział w procesjach ze świecami – dodaje.
Zaczęło się od książki o Fatimie…
Wszystko to możliwe było dzięki temu, że pani Cecylia już od dawna wspiera Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi. Początki swojej przygody z naszą organizacją wspomina następująco: – Zaczęło się tak, że znalazłam ulotkę i zamówiłam książkę o Fatimie. Wypełniłam formularz Apostolatu i zaczęłam dostawać kalendarze, różańce oraz wiele różnych dewocjonaliów. Otrzymałam także oczywiście figurkę Matki Bożej Fatimskiej.
Jako Apostołka Fatimy pani Cecylia dostaje również systematycznie „Przymierze z Maryją”, którego jest wierną czytelniczką:
– W „Przymierzu…” jest dużo ciekawych artykułów, np. świadectwa członków Apostolatu czy opis pielgrzymek do Fatimy. Po przeczytaniu zanoszę „Przymierze z Maryją” do kościoła żeby ktoś inny poznał Stowarzyszenie, zapisał się do Apostolatu i żeby przyniosło to dobre owoce – mówi z przekonaniem.
Obecnie kościołem parafialnym pani Cecylii jest świątynia pod wezwaniem Bożego Ciała w Makowie Mazowieckim, ale nie zawsze tak było. – Chrzest przyjęłam w kościele pw. Najświętszej Maryi Panny – Królowej Świata w Zatorach, a do Pierwszej Komunii Świętej i bierzmowania przystępowałam w bazylice kolegiackiej Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny w Pułtusku – przytacza fakty ze swojej młodości. – Z dzieciństwa pamiętam, że moja babcia codziennie odmawiała Różaniec, a ja klęczałam obok i też się razem z nią modliłam.
Kurpie – ich kultura i zwyczaje
Pani Cecylia pochodzi z Kurpiów Białych, krainy etnograficznej leżącej na północny-wschód od Legionowa w województwie mazowieckim. Region ten słynie m.in. z charakterystycznej gwary, haftów, wycinanek i wyrobów tkackich. – Moja mama i ciocia zajmowały się haftem serwetek kurpiowskich na tiulu. Wykonywały też obrusy, bieżniki, serwetki na drutach i szydełku.
– Moja ciocia ma po babci cały strój kurpiowski. Składa się on z białej koszuli wyszywanej czarno-czerwonym wzorem kurpiowskim, kolorowej sukni w paski, fartucha zdobionego kolorowymi cekinami, czarnych, sznurowanych trzewików i czerwonej lub zielonej chusty w kwiaty. Babcia zawsze zakładała ten tradycyjny strój na specjalne uroczystości w kościele.
Żona, matka, babcia
– Skończyłam szkołę zawodową i 1,5 roku technikum rolniczego, ale moje główne zainteresowanie i zawód to kucharstwo. 28 lat pracowałam na kuchni, a przez prawie 38 lat pracy zawodowej miałam tylko siedem dni zwolnienia – opowiada pani Cecylia.
– W 1972 roku po zawarciu ślubu zamieszkałam u męża w miejscowości Pękowo. Tam też urodziła się nasza pierwsza córka. Do Makowa Mazowieckiego przeprowadziliśmy się w 1978 roku, gdy miała iść do pierwszej klasy szkoły podstawowej. W sumie urodziłam czworo dzieci, ale jeden syn zmarł po kilku dniach. Doczekałam się też czterech wnuków, dwóch wnuczek oraz dwóch prawnuków.
– Od ośmiu lat jestem wdową, ale w 2021 roku zaprzyjaźniłam się z Januszem, którego kuzynka wyszła za mojego wnuka. Razem byliśmy na pielgrzymce w Fatimie, a w tym roku wybieramy się do Sanktuarium Matki Bożej w Lourdes.
Swoją opinią na temat pielgrzymki Apostolatu do Fatimy podzielił się z nami też pan Janusz:
–Jestem zachwycony i bardzo zadowolony. Brak mi słów. Największe wrażenie wywarły na nas nabożeństwa, Droga Krzyżowa i nauki, które przy tej okazji głosił towarzyszący nam ksiądz. Chcemy też podziękować koordynatorowi Apostolatu Fatimy, panu Krzysztofowi Golcowi za organizację pielgrzymki.
Oprac. Janusz Komenda
Szczęść Boże!
Bardzo dziękuję za piękny kalendarz i za słowa wdzięczności. Wszystko co robicie, jest wielkie. Jestem wzruszona i proszę dalej pracować nad wszystkim, co jest związane z wiarą chrześcijańską.
Barbara z Pińczowa
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Szanowna Redakcjo, pragnę podzielić się swoim świadectwem… W 1983 roku pracowałem na budowach w Poznańskim Kombinacie Budowlanym. Zostałem wysłany do Libii na kontrakt. Budowaliśmy tam domy parterowe. Nasz „camp” mieścił się w miejscowości Azzija. W każdą środę przyjeżdżał franciszkanin spowiadać i odprawiać Mszę Świętą. (…) Starałem się codziennie odmawiać Różaniec na „campie”. Pracownicy z różnych stron Polski zauważyli, że wierzę i kocham Boga, że nie wstydzę się Go… Po powrocie latem 1984 żona zauważyła, że Pan Jezus Miłosierny mnie otworzył na innych i odmienił mego ducha.
W kościele Wniebowstąpienia znajdowała się półka z cudownymi medalikami. Zapoznałem się z postacią św. Katarzyny Laboure, która otrzymała wzór na medaliki od Matki Bożej. I tak Jezus Miłosierny posłał mnie, abym rozdawał je na budowie i głosił Prawdę o dobroci Boga. Święta Katarzyna na każdym kroku mnie także towarzyszyła, w ogóle nie czułem jakiegoś zawstydzenia, wręcz przeciwnie: czułem radość z niesienia Bożego Miłosierdzia w codzienności, jakie Dobry Bóg daje nam przez ręce Maryi. To trwało wiele lat. Ewangelizowałem tam, gdzie chciano słuchać. Mówiłem, że o każdą sekundę zapyta nas Pan Bóg i że Boże Miłosierdzie jest jedynym ratunkiem dla każdego człowieka.
Żona zachorowała, kiedy jeszcze pracowałem. W sumie trwało to około 7 lat. To był dla nas trudny okres… Po przejściu na emeryturę żona pomału gasła. W pierwsze piątki miesiąca przychodził do nas ksiądz proboszcz z Panem Jezusem Eucharystycznym. Choć był to dla nas trudny czas, to był także pełen łaski mimo cierpienia. 9 listopada 2019 roku stał się dniem spotkania żony z Jezusem Miłosiernym.
Później zaopiekowałem się bezdomnym Michałem, miał 37 lat. (…) Słuchał tajemnic Różańca na dany dzień. Kolega z pracy zaproponował, aby w jego mieszkaniu odmawiać Koronkę do Miłosierdzia Bożego.
Drugi bezdomny, Piotr, był na wózku inwalidzkim. Mogąc jednak pomóc tylko doraźnie, zapragnąłem przyprowadzić go do tronu Miłosierdzia Bożego, aby i on doświadczył ogromu Miłości i dobroci Boga. Wszedłem nawet we współpracę z pewnym kapłanem i robiliśmy, co w naszej mocy, aby zdroje łaski wylewały się w życiu Piotra. Mój podopieczny żył z żebrania. Dzięki dobroci kolegów, którzy pomagali mu się przemieszczać i pchali wózek, starczało mu na przetrwanie, ale część przeznaczał na alkohol. To niestety bardzo mu przeszkadzało w dotarciu do spowiedzi. Z czasem jednak się rozchorował, trafił do szpitala i już nie wrócił…
I tak idę dalej w codzienność, aby nieść Miłość do każdego człowieka. Najlepiej mi to wychodzi, kiedy tłumaczę tajemnice Różańca świętego. Każde miejsce się nadaje. Patrzę, gdzie Pan mnie prowadzi, gdzie chce swoim Miłosierdziem dotknąć człowieka…
Dodatkowo ostatnio chodzę na fizykoterapię. Tam rozdaję medaliki Matki Bożej, które dostaję z karmelu żeńskiego, z którym weszliśmy w relację, kiedy żyła jeszcze moja żona. Kochane siostry wymadlały łaski i siły dla małżonki.
Ja sam wierząc i ufając Bożemu Miłosierdziu zamówiłem u salezjanów Msze gregoriańskie za moich bliskich. W tym kościele w drugi wtorek miesiąca modlimy się za konających i za dusze w czyśćcu cierpiące. Zwłaszcza te potrzebują Miłosierdzia. Dobry Pan prosi i pobudza serce do tego, aby się za nimi wstawiać.
Codziennie rano proszę Ducha Świętego, abym odczytywał dobrze Jego natchnienia i żył z nimi tego dnia. Na razie Duch Święty tak mnie prowadzi, że na kolejnych „gregoriankach” zaprosił mnie, aby razem z pobożnymi niewiastami wspólnie modlić się na Mszy Świętej i prosić o Miłosierdzie dla konających dusz czyścowych. Pozdrawiam Was serdecznie!
Z Panem Bogiem
Stanisław z Poznania
Szanowni Państwo!
Dobrze, że jesteście. Życzę wam wielu łask Bożych i siły w dalszym działaniu. Nie poddawajcie się siłom zła, które próbują niszczyć wszystko, co Boże. Któż jak Bóg!
Dariusz z Marcinowic
Szczęść Boże!
Kampania promująca książkę „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest świetnym pomysłem, a sama publikacja jest znakomicie przygotowana i wydana. To w zasadzie jest książka historyczna i tak też mogłaby być reklamowana. Może w przyszłości warto przygotować również osobną kampanię marketingową dla tych, którzy w Kościele nie są jeszcze tak silnie osadzeni…
Z pozdrowieniami
Michał z Gdańska
Szanowna Redakcjo!
Życzę wszystkiego co najlepsze w roku 2026, niech Boża Opatrzność czuwa nad Waszą działalnością. Artykuły w czasopiśmie „Przymierze z Maryją” są wspaniałe, zawsze ciekawe i potrzebne. Czasami mam wątpliwości, że może ktoś inny bardziej by potrzebował takiej lektury, a ja zajmuję to miejsce. Komu tylko mogę, to podaję po przeczytaniu. Pozdrawiam serdecznie – szczęść Boże!
Stanisława z Rędzin
Szczęść Boże!
Dziękuję Panu Bogu i Matce Najświętszej za to, co robicie. To bardzo trudne, ważne sprawy. Proszę, nigdy nie ustawajcie w Waszych działaniach. Chylę czoło przed Wami za trud i Wasze poświęcenie w każdej akcji Stowarzyszenia – wychodzicie do ludzi, szerząc kult Maryjny w dzisiejszych trudnych czasach. Zasługujecie na wielki szacunek. Bóg zapłać!
Józefa z Dąbrowy Tarnowskiej
Szczęść Boże!
W moim przekonaniu Wasza kampania „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest wspaniałą akcją. W lipcu tego roku ukończę, jeśli Pan Bóg pozwoli, 85 lat. Miałem w tym czasie wiele upadków, jak: depresja, rak złośliwy gruczołu krokowego, ale moja silna wiara wpojona mi przez rodziców uzdrowiła mnie. Pozdrawiam Was serdecznie!
Roman z Kujawsko-Pomorskiego