Problemy
 
Zakony na pierwszej linii frontu
Paweł Kot

Gdy z powodu tzw. pandemii koronawirusa rząd wprowadził drastyczne ograniczenia, wiele klasztorów od razu znalazło się w trudnej sytuacji finansowej. W niektórych przypadkach konieczne było zorganizowanie w internecie pilnych zbiórek. Ta sytuacja każe nam, świeckim katolikom, zadać sobie poważne pytania: Czy zaniedbaliśmy nasze klasztory? I co możemy dla nich zrobić?

 

W trudnej sytuacji finansowej znalazły się na przykład mniszki benedyktynki ze Staniątek w Małopolsce. – Ucięły nam się wszystkie środki utrzymania, a musimy płacić rachunki, trzeba kupić węgiel i żywność, prowadzimy również rozpoczęte remonty – powiedziała przełożona opactwa, matka Stefania Polkowska. Na utrzymanie klasztoru przeznaczano tace w pobliskich parafiach i część dochodu z zamkniętego sklepiku u benedyktynów w Tyńcu, gdzie sprzedawane były produkty wyrabiane przez siostry.

 

O wsparcie zwrócili się też sami benedyktyni z Tyńca. Mnisi nie chcieli zostawić bez pomocy wielu osób zatrudnionych do obsługi pielgrzymów i turystów. A i opactwo musi przecież jakoś na bieżąco funkcjonować i opłacać rachunki.

 

Również w bardzo trudnej sytuacji zostały postawione norbertanki z Imbramowic. Przeorysza s. Faustyna Maria Przybysz zamieściła na stronie internetowej klasztoru apel z prośbą o pomoc: Nie mamy prawie żadnych bieżących dochodów, gdyż podstawą naszego utrzymania jest prowadzenie domu rekolekcyjnego oraz wynajem części klasztoru dla wydarzeń kulturalnych, konferencyjnych i przyjęć prywatnych. Oprócz tego na siostrach ciążą długi związane z koniecznym remontem obiektu stanowiącego dziedzictwo narodowe.

 

– W związku ze stanem epidemii (…) nasz klasztor został pozbawiony podstawowych źródeł utrzymania – powiedział z kolei o. Krzysztof Modras, przeor klasztoru Ojców Dominikanów w Lublinie. Dominikanie ­musieli ­poprosić o wsparcie, gdyż nie byli w stanie sprostać kosztom utrzymania dużego obiektu klasztorno-kościelnego.

To tylko niektóre przykłady. Ten nagły „wysyp” problemów bytowych powinien dać nam do myślenia, jak skromnymi środkami dysponują obecnie zakony. Przez ostatnie 300 lat skutecznie podkopano bowiem podstawę ekonomiczną pozwalającą na ich sprawne funkcjonowanie.

 

Skąd brał się majątek zakonów?

W początkach historii Polski klasztory powstawały na ziemiach z nadania władców. Później przeważnie fundowały je możne rody szlacheckie. Fundatorzy szczerze wierzyli, że dzięki temu wyjednają sobie łaski u Boga. A motywacje kształtowały się bardzo różnie… Niezwykle pobożny Mikołaj Zebrzydowski ufundował Kalwarię Zebrzydowską pod wpływem czytanych opisów Ziemi Świętej, ale już zbudowanie klasztoru Kamedułów na Bielanach w Krakowie było pokutą, jaką marszałek wielki koronny Michał Wolski otrzymał od papieża Klemensa VIII za nieuczciwe postępowanie względem finansów kościoła i zakonu maltańskiego, którego był komandorem w Poznaniu.

 

Sprowadzenie zakonników wiązało się z nadaniem znacznych dóbr, dlatego większość ówczesnych konwentów osadzanych w Polsce miała środki, by prowadzić szpitale i hospicja. W ten sposób nie pozwalano choremu umrzeć w grzechu, ale prowadzono go do zbawienia przez posługę religijną i sakramentalną.

 

Gdy szlachcic wstępował do klasztoru, musiał wnieść w wianie niemały majątek. Panny, które pragnęły zostać zakonnicami, musiały mieć posag. Wynosił on nieraz nawet więcej niż jedna wieś. Wiele osób z różnych warstw społecznych zapisywało w testamentach przynajmniej część swojego majątku na rzecz Kościoła – często beneficjentami były właśnie klasztory.

 

Konfiskaty i nacjonalizacje

Niestety, w XVIII wieku rozpoczęło się przejmowanie przez państwo majątku Kościoła. Zaczęto od konfiskaty dóbr zakonu jezuitów. Część dochodu z ich sprzedaży rozkradziono, a tylko część poszła na Komisję Edukacji Narodowej. Także zaborcy kontynuowali proceder konfiskaty majątku Kościoła. Cesarz Austrii Józef II skasował wiele klasztorów, przejmując ich grunty. Do podobnych procesów częściowej konfiskaty dochodziło w zaborze rosyjskim i pruskim.

 

W okresie międzywojennym Kościół wszystkiego nie odzyskał. Ale najgorsze represje przyniósł koniec lat 40. W 1948 roku państwo przejęło zakonne szpitale, dwa lata później prowadzone przez Caritas domy dziecka, żłobki, przedszkola i przytułki. W 1950 roku Sejm przyjął ponadto ustawę o przejęciu przez państwo dóbr martwej ręki (określenie to pochodzi od zwyczaju przekazywania gruntów Kościołom w zapisach testamentowych, czemu zwykle towarzyszył zakaz sprzedaży ziemi – grunty więc były niejako martwe w obrocie).

 

Komuniści utrzymywali, że zabierają ziemię, ale stworzą Fundusz Kościelny. Zyski z przejętych gruntów miały być przeznaczone m.in. na opiekę medyczną dla księży i odbudowę kościołów. W praktyce pomoc ta trafiała tylko do niektórych duchownych, którzy byli lojalni wobec władz PRL.

 

Problemy z odzyskaniem majątku

Według raportu przygotowanego w roku 2013 przez ks. prof. Dariusza Walencika na zlecenie Komisji Konkordatowych Rządu i Episkopatu, 31 procent dóbr zabranych Kościołowi na terenach obecnej Rzeczypospolitej nadal pozostaje w rękach państwa. Dokument wykazuje też, że polskie państwo nie stosuje się do uchwalonego przez siebie prawa, które nakazuje przekazywanie na cele kościelne dochodów z zagarniętych dóbr.

 

Raport pokazuje dokładny stan posiadania Kościoła w Polsce od 1918 roku wraz ze wszystkimi późniejszymi zmianami – ile Kościół posiadał w II Rzeczypospolitej, jaka była dokładnie skala komunistycznego zaboru oraz ile dóbr zwrócono Kościołowi po 1989 roku. A wreszcie, ile polskie państwo wciąż jest mu winne. Ksiądz profesor dowodził, że Fundusz, którego celem miało być wspieranie kościelnej działalności, w rzeczywistości przez prawie 40 lat komunizmu wykorzystywał większość środków na walkę z Kościołem.

 

Nieustanna walka

Ojciec Święty Jan Paweł II powiedział kiedyś o kamedułach ze Srebrnej Góry, że są modlitewnym piorunochronem Krakowa. Zakony są takimi piorunochronami dla całej Polski. W klasztorach klauzurowych wspólna modlitwa trwa przez osiem godzin dziennie – tyle, ile dzień pracy. Notabene ta praca też na swój sposób jest tam rodzajem modlitwy. Tylko Pan Bóg wie, jak wiele łask wyprosili do tej pory bracia i siostry w różnorakich habitach.

 

Oczywiście z biegiem czasu zmienił się nieco charakter działalności klasztorów. Utrata bazy gospodarczej dającej niezależność i możliwości sprawiła, że wiele zakonów przestało być podporami lokalnych społeczności. Nadal jednak tysiące zakonników i zakonnic wykonuje ogromną pracę na rzecz potrzebujących.

 

Żeńskie zgromadzenia na co dzień prowadzą 30 zakładów opiekuńczo-leczniczych, 17 gabinetów lekarskich, 8 zakładów rehabilitacyjnych, 2 hospicja, 65 ośrodków wychowawczych, 65 domów dziecka, 54 domy pomocy społecznej dla dzieci i 62 dla dorosłych, 14 placówek zapewniających całodobową opiekę niepełnosprawnym, 8 domów dla matek z małymi dziećmi, 2 przytuliska dla bezdomnych, ponad 80 stołówek dla biednych oraz 31 okien życia.

 

Ponadto siostry zakonne pracują w 121 szpitalach, 20 przychodniach i 23 hospicjach prowadzonych przez inne podmioty niż kościelne. 34 zakonnice pracują jako lekarki, a 1162 jako pielęgniarki.

 

Zakony męskie prowadzą 6 szpitali, 12 hospicjów, 8 przychodni i ośrodków zdrowia, 24 domy opieki, 14 młodzieżowych ośrodków wychowawczych i 13 ośrodków terapii dla osób uzależnionych.

 

O tym wielkim zaangażowaniu prawie nigdy nie słyszy się w mediach. Chyba zresztą nic w tym dziwnego, biorąc pod uwagę skromność osób zakonnych i składane przez nie śluby. My jednak musimy zauważyć, że gdy nadeszła „pandemia koronawirusa”, to właśnie zakony, a zwłaszcza siostry, stanęły na pierwszej linii walki.

 

Jak informują żeńskie zgromadzenia zakonne, w Polsce ponad 3000 zakonnic pomaga potrzebującym w czasie „pandemii”. 377 sióstr posługuje we wszystkich województwach w związku z brakami personalnymi spowodowanymi epidemią. 483 siostry pracują na co dzień w placówkach medycznych, pomocy społecznej i opiekuńczo-wychowawczych; 32 jest lekarkami, a 1020 pielęgniarkami. W szycie maseczek i fartuchów ochronnych zaangażowanych było w tym czasie 1137 sióstr. Dodatkową pomoc ludziom starszym, samotnym, bezdomnym, osobom na kwarantannie bezpośrednio niosło do tej pory ponad 300 sióstr…

 

Byłem głodny, a daliście Mi jeść…

Jeśli przyjrzymy się zwieńczeniu wysokiej wieży jasnogórskiego klasztoru, dostrzeżemy ptaka z bochenkiem chleba w dziobie. To nawiązanie do kruka, który przynosił chleb św. Pawłowi Pierwszemu Pustelnikowi, który jest patronem zakonu paulinów. Kruki dostarczały też chleb i mięso Eliaszowi.

Pamiętajmy, że to my, świeccy katolicy, jesteśmy tymi „krukami”, narzędziem w rękach Pana. Naszym obowiązkiem jest dostarczyć chleb tym, którzy całkowicie poświęcili się Bogu.

Nie bądźmy więc obojętni i – w miarę możliwości – spróbujmy wesprzeć jakiś klasztor. Na przykład znajdujący się blisko naszego miejsca zamieszkania…


Ten artykuł przeczytałeś dzięki ofiarności Darczyńczów. Wesprzyj nas i zostań współtwórcą "Przymierza z Maryją".

NAJNOWSZE WYDANIE:
Męka Chrystusa według Całunu
Kończy się Wielki Post. Przed nami Wielki Tydzień, którego apogeum stanowi Triduum Paschalne. W Wielki Czwartek, Piątek i Sobotę w sposób szczególny nasza myśl biegnie w kierunku Golgoty i Najświętszej Męki naszego Pana Jezusa Chrystusa.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Zostań Apostołem Fatimy!

Jedyna taka wspólnota ... jest właśnie dla Ciebie!

Co to za wspólnota, licząca ponad 60 tys. członków, którzy wszyscy modlą się za siebie nawzajem? Duchowa rodzina pod patronatem Maryi, za którą codziennie wznoszą swoje modły siostry zakonne, a kapłan raz w miesiącu odprawia za nią Mszę Świętą? Formacja duchowa w tradycji katolickiej, której uczestnicy co roku mają szansę wziąć udział w pielgrzymce do Fatimy?
To Apostolat Fatimy. Jedyna taka wspólnota katolików w Polsce, gdzie za drobny, comiesięczny datek i codzienną modlitwę Apostołowie dostają moc duchowych korzyści, z których najważniejsza jest świadomość, że przyczyniają się do wielkiego dzieła – budzenia sumień Polaków!
Zadzwoń pod numer 12 423 44 23 i zostań Apostołem Fatimy!


Listy od Przyjaciół
 

Szczęść Boże!
Szanowni Państwo, należę do osób, które nie chcą „rozdrabniać” i „rozpraszać” swoich nabożeństw. Dla mnie fundamentem jest Jezus Chrystus. A poza tym całe moje jestestwo zwrócone jest ku Maryi Niepokalanej, otaczającej mnie Swoją Opieką i Nieustającą Pomocą.
Przez codzienną modlitwę różańcową otrzymałem zdumiewająco dużo łask: zostały rozwiązane, i to z nawiązką, moje nieprawdopodobne wręcz problemy życiowe. Toteż Wasza propozycja, by poświęcić swój dom Maryi trafiła w pełni do mojego serca. Natychmiast po otrzymaniu przesyłki odmówiłem „Akt poświęcenia domu Niepokalanemu Sercu Maryi”, a tabliczkę z Aktem umieściłem na ścianie mojego pokoju.
Jestem dogłębnie poruszony faktem, że w ciągu kilku dni jeszcze jeden wielki problem, z którym miałem borykać się przez kolejne miesiące, znalazł się na właściwej ścieżce ku pomyślnemu rozwiązaniu. Z całego serca dziękuję za to Maryi, a Wam jestem niezmiernie wdzięczny za stworzenie możliwości, by poświęcić dom Niepokalanemu Sercu Matki Bożej. Pozdrawiam!
Władysław z Gliwic


Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Szanowna Redakcjo, pragnę złożyć moje świadectwo o otrzymaniu łaski uzdrowienia i rozwiązania poważnych problemów poprzez Nowennę Pompejańską. Problem był ogromny i pogłębiający się – dotyczył mojego syna. Był w wieku gimnazjalnym. Zaczęły się problemy z wychodzeniem z domu, z wychodzeniem do szkoły, ze wstawaniem z łóżka. Był to bardzo trudny i długotrwały czas. Ze szkoły otrzymywałam zapowiedź kary finansowej za niedoprowadzanie syna do szkoły. Robiłam co mogłam, bardzo chciałam pomóc synowi – nic nie skutkowało. Sytuacja stawała się coraz gorsza.
Pewnego dnia znajoma powiedziała mi, że opowiedziała o mojej sytuacji swojej cioci – siostrze zakonnej. Dostałam od niej bardzo cenną wskazówkę, jak z tego możemy wyjść – poprzez Nowennę Pompejańską.
Od razu tego samego dnia podjęłam tę modlitwę. Już na drugi dzień problemy zaczęły się rozwiązywać. Najpierw zdecydowaliśmy się na wizytę u lekarza, który poprowadził sprawę dalej, potem kolejne osoby, następnie nauczanie indywidualne i w końcu syn ukończył szkołę.
Dzięki wstawiennictwu Matki Bożej rozwiązała się sprawa, która po ludzku dla mnie była porównywalna z biciem głową w mur.
Dziękuję Ci Maryjo za wszelkie łaski, które otrzymaliśmy i które otrzymujemy. Dziś syn jest już ojcem i ma swoją rodzinę.
A Wam, Szanowni Państwo, gratuluję decyzji o propagowaniu Nowenny Pompejańskiej. Polecam wszystkim tę modlitwę, dzięki której możemy rozwiązywać problemy, które po ludzku wydają się nie do rozwiązania. Pozdrawiam Was serdecznie.
Ewa z Jarosławia


Szczęść Boże!
Z całego serca dziękuję za modlitwę, życzenia i wszelkie upominki. Niech Dobry Bóg ma wszystkich pracowników Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi w Swojej opiece, a Matka Najświętsza niech Was otacza opieką. Niech Pan Bóg obdarzy Was zdrowiem i wszelkimi łaskami. Modlę się za Stowarzyszenie i proszę o modlitwę. Bóg zapłać za wszystko!
Józefa z Mazowsza


Szczęść Boże!
Pragnę podziękować za kalendarz „365 dni z Maryją” na 2021 rok. Dzięki niemu tak bardzo czuję codzienną obecność, opiekę i wsparcie Matki Bożej. Byłoby świetnie, gdyby ten kalendarz mógł trafić do wszystkich naszych Rodaków. Chętnie w tym pomogę. Zapewniam o modlitwie za Stowarzyszenie i Apostolat Fatimy!
Agnieszka – Apostoł Fatimy


Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Dziękuję za Wasze przesyłki. Dziękuję za kalendarz „365 dni z Maryją”. Jestem bardzo wzruszona, kiedy czytam „Przymierze z Maryją”. Nie zawsze ma kto czytać mi to pismo. Jestem osobą słabo widzącą od czasu tragicznego wypadku. Miałam wtedy 24 lata i plany na przyszłość. Po wypadku przez dwa miesiące byłam nieprzytomna. Lekarze dawali mi jeden procent szans na przeżycie. Moja mama modliła się gorąco za wstawiennictwem Matki Bożej i św. Judy Tadeusza. Miłosierny Jezus wysłuchał modlitw. Przeżyłam, a później – w roku 1992 – urodziłam zdrowego, pięknego synka. Chłopiec pięknie grał na pianinie, lubił matematykę, poza tym uczył się języków obcych. Obecnie mieszka w Anglii – pomaga mnie i mojej mamie, która ma 82 lata.
Byłam na pielgrzymce w Fatimie, aby podziękować Panu Bogu i Matce Bożej za życie, zdrowie i za syna. Odwiedziłam też inne święte miejsca.
Mąż, który spowodował ten wypadek, po pewnym czasie mnie opuścił… Ale i tak za wszystko dziękuję Bogu.
Pomagam chorym i ułomnym dzieciom. Najlepszą dla mnie nagrodą jest ich uśmiech i wdzięczność.
Nie tracę nadziei. Modlę się o zdrowie i pomoc w moim inwalidztwie, abym mogła przetrwać i jak najdłużej cieszyć się rodziną.
Serdecznie dziękuję Wam za miłe i pełne pocieszenia słowa. Za serdeczne pozdrowienia. Bóg zapłać za wsparcie duchowe w życiu codziennym, często tak trudnym. Dziękuję za to, że przypominacie to piękne hasło: O Maryi nigdy dość!
Grażyna z Lublina


Szczęść Boże!
Pragnę podzielić się dobrą wiadomością – w końcu odnalazłam Matkę Bożą i Pana Boga. A zaczęło się od bardzo ciężkiego wypadku samochodowego. Cudem uniknęłam śmierci. Wydarzył się on 27 listopada. Przez przypadek dowiedziałam się później, że w ten dzień jest wspomnienie Maryi od Cudownego Medalika. Poczytałam trochę informacji o tym medaliku i doszłam do wniosku, że to ma sens! Musiałam więc trochę oberwać, aby jaśniej myśleć. Najpierw zapoznałam się z całą historią Cudownego Medalika, a później zamówiłam go wraz z książkami. Co ciekawe, tydzień przed wypadkiem modliłam się o światło wiary…
Wypadek był ciężki, a jego skutki odczuwalne do dziś, ale dzięki niemu odnalazłam wreszcie Boga! I za to dziękuję!
Z Panem Bogiem
Dorota