Problemy
 
„Wolne związki"
Ks. Marcin Kostka FSSP

Nasza czytelniczka, Pani Maria, pisze o problemie związków „na kocią łapę”: Boli mnie to, że córka i zięć pozwalają moim wnukom na to, by te mieszkały z „partnerami”. Martwi mnie powszechne przyzwolenie na tzw. wolne związki, przed- i pozamałżeńskie kontakty seksualne. W jaki sposób mam rozmawiać z moimi dziećmi i wnukami, by ich przekonać, że takie relacje są złe, grzeszne?

Kapłani, duszpasterze i katecheci zauważają dzisiaj bardzo poważny problem „wolnych związków” – „życia na kocią łapę” – „wspólnego mieszkania przed ślubem” – „pozamałżeńskich kontaktów seksualnych”. Wydaje się, że moda na wspólne życie bez ślubu, zobowiązań i wzięcia odpowiedzialności za siebie zapanowała zwłaszcza wśród młodych ludzi, co społecznie zostało zaakceptowane także przez ich rodziców. Psychologowie i księża zgodnie przestrzegają, że konsekwencją tej mody na konkubinaty, wspólne pomieszkiwanie oraz pozamałżeńskie akty seksualne są nietrwałe małżeństwa i rozpad rodzin. Ze spisu powszechnego ludności przeprowadzonego przez Główny Urząd Statystyczny w 2011 r. wynika, że konkubinaty dotyczą 3 procent Polaków. Jednak w liczbach bezwzględnych jest to aż 643 tysięcy par, niemal dwa razy więcej niż w 2002 r. Według badań ponad połowę związków nieformalnych tworzą osoby młode i bardzo młode. 62 proc. kawalerów i panien żyje ze sobą na próbę, a 25 proc. ma za sobą nieudane małżeństwo. Aż 49 proc. tworzących konkubinaty nie przekroczyło 34 lat. Wzrasta też odsetek osób przekonanych, że zawarcie małżeństwa nie jest konieczne do założenia rodziny. Natomiast spośród osób do 34. roku życia 59 proc. akceptuje współżycie przed ślubem kościelnym. W 2013 r. zawarto najmniej małżeństw od końca II wojny światowej. Rośnie natomiast liczba związków nieformalnych.

Lęk przed odpowiedzialnością
Dziś młodzi ludzie coraz częściej boją się stanąć przed ołtarzem, bo – jak twierdzą – nie chcą zamykać sobie drogi do ślubu kościelnego, na wypadek gdyby ich obecny związek się rozpadł; muszą się wypróbować pod każdym względem. Znaczna część tych związków opiera się na założeniu, że dopóki jest nam ze sobą dobrze, to możemy razem żyć i korzystać z przyjemności. Wraz z rosnącym zjawiskiem konkubinatów pojawia się negatywna konsekwencja w postaci lęku przed odpowiedzialnością za drugą osobę, posiadaniem dzieci, przed zaangażowaniem się na poważnie w życie społeczne. Dziś także coraz częściej próbuje się usprawiedliwiać zjawisko kohabitacji, czyli wspólnego zamieszkania bez ślubu, tłumacząc, że dobrze przeżyty konkubinat pomaga w dobrym życiu małżeńskim i rodzinnym. Jednak badania prowadzone w USA, Kanadzie czy Szwecji wykazują, że małżeństwa, które żyły wcześniej „na próbę”, nie wytrzymują próby czasu.


Przyczyną tego, że młodzi ludzie decydują się na konkubinaty, jest na pewno zachłyśnięcie się pseudowolnością przyniesioną z krajów Europy Zachodniej oraz wadliwy system wychowania młodego pokolenia, który „bezstresowo” kształtuje osobowość i nie uczy świadomego i odpowiedzialnego podejmowania decyzji. Towarzyszy temu coraz większa obojętność religijna, upadek pobożności, praktyki modlitwy i coniedzielnej Mszy Świętej. Upada także autorytet nauczycieli i księży, a rodzice i dziadkowie nie potrafią w odpowiedni sposób motywować swoich dzieci i wnuków, by stawały po stronie tego, co dobre. Często można tu spotkać ciche przyzwolenie na wolny związek dzieci czy wnuków. Usprawiedliwień ludzie znajdują wiele, choćby i takie, że przecież wszyscy teraz tak robią.

Nie popełniaj grzechów cudzych!

 

W swej posłudze kapłańskiej spotkałem się właśnie z takim zjawiskiem pomieszania wartości i przyzwolenia na zło. Otóż na wyprawie wakacyjnej z grupą młodzieży wywiązała się dyskusja i pewien maturzysta, który przygotowywał się do wyjazdu ze swoją dziewczyną za granicę na studia, zapytał mnie wprost, jakie jest moje zdanie na temat zamieszkania dwojga ludzi ze sobą przed ślubem. Starałem się mu wyjaśnić, że takie podejście jest złe i nie powinien takiej decyzji podejmować ani nawet planować, zwłaszcza że uważa się za człowieka wierzącego. Wskazywałem na wartość relacji międzyludzkich, odpowiedzialność za drugiego człowieka, za uczucia i odpowiedzialność przed Bogiem, który związek mężczyzny i kobiety podniósł do rangi sakramentu; przestrzegałem także przed niebezpieczeństwami czyhającymi na ludzi, którzy wchodzą w wolne związki. Młodzieniec wysłuchał mojego zdania, choć z nim się nie zgadzał i przedstawiał dużo swoich argumentów. Następnego dnia miał spędzić dzień ze swoimi dziadkami, którzy w tej samej miejscowości byli w sanatorium. Wieczorem przyszedł i opowiedział, jak jego babcia zareagowała na moje stanowisko. Stwierdziła: A co ci wnuczku ksiądz mógł innego powiedzieć… On tak musi mówić. Ty rób, jak uważasz. Tym jednym zdaniem babcia (na co dzień „wierząca”, praktykująca katoliczka) zniszczyła swój własny autorytet i jednocześnie podważyła mój – kapłański. Skoro członkowie rodzin akceptują życie „na kocią łapę” swoich bliskich, to jak o nich walczyć? Biedni rodzice i dziadkowie nie zdają sobie sprawy, jak wielki ciężar odpowiedzialności biorą na siebie, przecież uczestniczą w grzechu cudzym: radzić do grzechu, zezwalać na grzech drugiego, pochwalać grzech drugiego, milczeć na grzech cudzy, nie karać grzechu, pomagać do grzechu, uniewinniać grzech cudzy – na 9 grzechów cudzych wymienianych przez katechizm aż 7 popełniają, gdy akceptują życie w konkubinacie. To poważne grzechy, z których trzeba się wyspowiadać, ale kto się spowiada?

Kryzys wiary, kryzys wychowania

 

Myślę, że głównym powodem wchodzenia młodych ludzi w związki nieformalne jest brak wiary oraz wychowania w duchu katolickim. Nie można tu oczywiście wykluczać grzeszności samego człowieka, który upada po wielokroć w życiu, ale sprawa życia wiarą jest chyba najistotniejszym problemem. Wielu Polaków utożsamia się z wiarą katolicką i w niej zostało ochrzczonych, jednakże szwankuje rodzinne wychowanie w wierze. Dzieci nie uczą się już pobożności od rodziców i dziadków, nie uczą się pacierza i katechizmu, rodziny nie klękają do wspólnej modlitwy, nie ma rodzinnego wyjścia na Mszę Świętą niedzielną i w niej uczestniczenia. Brakuje wyrazistych postaw ojców i matek a także dziadków jako ludzi już doświadczonych przez życie. Rodzice – ciągle zabiegani, przepracowani, by dzieci miały lepsze życie niż oni sami – nie znajdują czasu na wspólne rozmowy na życiowe tematy. Wychowanie pozostawiają szkole, w której kolejne pseudoreformy prowadzą młodych ludzi do zubożenia umysłowego i moralnego, gdyż kształtują jednostki gotowe do łatwego przyswajania i wykonywania poleceń władz, przekazywanych przez zmanipulowane media.

Rodzice przykładem

 

Dzieci i młodzież są wnikliwymi obserwatorami. Przyglądają się swoim rodzinom i relacjom w nich panującym. Patrzą, jak dziadkowie, a przede wszystkim jak ich rodzice przeżywają małżeństwo, jak się traktują, czy się kochają, czy przebaczają, czy naprawiają to, co uległo zepsuciu we wzajemnych relacjach, czy też się poddają, czy modlą się razem, czy modlą się za siebie, jak o sobie mówią wobec dzieci. Trudno się dziwić, że młody człowiek zdecyduje się na zamieszkanie z kimś bez małżeństwa, jeśli właśnie z domu rodzinnego wyniósł nienawiść rodziców do siebie nawzajem, ciągłe kłótnie, brak miłości, separacje, rozwody, niewierności i zdrady. I odwrotnie: gdzie w rodzinie i małżeństwie wszystko jest na swoim miejscu: Bóg na pierwszym, ojciec – głowa rodziny zaraz po Bogu, matka wspomagająca ojca i szczerze kochająca, miłość wzajemna rodziców do siebie i do dzieci, modlitwa i sakramenty, wspólne przeżywanie każdego dnia, praca, wychowanie, troska, ciągłe zmaganie w drodze do doskonałości, czas każdego dla każdego, rozmowy na wszystkie tematy, szczerość, właściwe ukazanie dobra i zła, przykład dobrego chrześcijańskiego życia – z takiej rodziny wyjdzie człowiek, który będzie potrafił zapewne właściwie pokierować swoim życiem.

Przypomina mi się w tym miejscu historia sprzed lat. Otóż pewien młodzieniec rozmawiał ze swoim dziadkiem, który z babcią obchodził właśnie jubileusz 60 lat sakramentalnego małżeństwa. Zapytał więc dziadka, jak to się stało, że wytrzymał tyle lat z tą samą kobietą. Dziadek odpowiedział, że za jego czasów, jak się coś psuło, to się to naprawiało, a nie wyrzucało na śmietnik. Myślę, że z tych słów płynie nauka dla współczesnych młodych ludzi obawiających się podjęcia życia małżeńskiego ­uświęconego i ­złączonego przez sakrament małżeństwa. Potrzeba wiary i odwagi oraz zaufania do Boga, który w sakramencie małżeństwa łączy dwoje ludzi. Potrzeba także wytrwałości i miłości oraz nieustannego naprawiania tego, co się w związku psuje. Potrzeba także wyzbycia się egoizmu i podjęcia życia dla współmałżonka oraz dla dzieci.

Konkubinat jest grzechem

 

Z całego serca zachęcam rodziców i dziadków, by byli dla dzieci i wnuków oparciem, by byli wzorem życia małżeńskiego i wytrwałości. Zachęcam, by dawali świadectwo o Bogu, który jest ważny w ich życiu, że na Nim budują swój świat i rodzinę. Zachęcam do świadectwa życia według Pisma Świętego i w oparciu o Tradycję Kościoła katolickiego oraz zasady moralności chrześcijańskiej. Bądźcie dla waszych dzieci i wnuków oparciem, zwłaszcza w podejmowaniu trudnych decyzji. Jeśli trzeba – upominajcie i zachęcajcie do nawrócenia, do powrotu do jedności z Bogiem i Kościołem, do wyjścia z grzechu i innych uwikłań. Przed Bogiem odpowiadacie za zbawienie waszych dzieci i wnuków. Dajcie im dobry przykład. Nie akceptujcie zła, w które wchodzą młodzi ludzie, nie akceptujcie związków „na kocią łapę”, wspólnego zamieszkania bez ślubu, kontaktów seksualnych poza małżeństwem. Rozmawiajcie z młodymi i módlcie się za nich. Zachęcajcie do odważnego podjęcia wyzwania, jakim jest miłość i małżeństwo. Zachęcajcie do dawnego zwyczaju czasu narzeczeństwa i zaręczyn. Nie potrzeba tu nerwów i złości. Trzeba do młodego człowieka wyjść ze zrozumieniem i miłością, trzeba mu pomóc obudzić się z letargu, w którym się znajduje. Trzeba pokazać, że można żyć inaczej, że nie potrzeba naśladować złej mody, ale pamiętać, by nie zatracić duszy nieśmiertelnej. Czas zauroczenia i zabawy minie szybko, a potem pozostanie rozczarowanie i głębokie zranienie, poczucie zbrukania i nieczystości.

Nikogo nie oceniajmy, ale chciejmy przypomnieć o tym, co jest zapisane w Ewangelii i jaka jest nauka Kościoła. Dzisiaj, w czasach liberalizacji pewnych pojęć, warto jasno przypominać, że konkubinat jest grzechem. Trzeba pokazywać, że sakrament małżeństwa nie jest pustym obrzędem, ale prawdziwą obecnością Chrystusa w relacji żony i męża. Warto pamiętać o słowach św. Jana Pawła II, że do ślubu nie idzie idealna kobieta i idealny mężczyzna, ale dwoje ludzi mających własną historię życia, problemy. Ważne, aby przypominać, iż moment małżeństwa nie jest końcem, lecz początkiem wspólnej drogi, w której Bóg pobłogosławi.



NAJNOWSZE WYDANIE:
Sami, lecz nie samotni
Wyobcowanie, depresja, lęk, utrata sensu, pustka… Bardzo często te życiowe bolączki kojarzą się z samotnością, osamotnieniem, poczuciem opuszczenia. Ale zastanówmy się – czy zawsze ten stan musi być czymś złym i uciążliwym? Czy na pewno nie możemy wyciągnąć z samotności jakichś korzyści? A może mamy wtedy więcej czasu na refleksję, na przemyślenie własnego życia, relacji z Bogiem i bliźnimi?

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Wiara trzyma mnie przy życiu

Panią Wiesławę Mazur z Jeżówki w Małopolsce poznałem podczas wrześniowej pielgrzymki Apostołów Fatimy do Zakopanego, Kalwarii Zebrzydowskiej, Wadowic i Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie. W swojej parafii, pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, pani Wiesława należy do wspólnoty Żywego Różańca. Oto co jeszcze o sobie opowiedziała…

 

Wiarę przekazali mi rodzice. Mieszkaliśmy w Sułoszowie, do kościoła mieliśmy 5 km, ale w niedzielę nie było, że nie chce mi się iść do kościoła. Nawet nikt o tym nie pomyślał. To zostaje, to zaszczepiła mi mama i do dzisiaj tak jest. Był tylko podział: tato szedł na siódmą, ja na dziewiątą, a mama na sumę, bo każdy miał jakieś obowiązki. Takie były niedziele. A broń Boże, żeby coś wziąć do ręki, coś robić w niedzielę! A dzisiaj? Pranie, sprzątanie… Młode pokolenie wszystko wykonuje w niedzielę, bo wtedy ma czas. W tamtych czasach było to nie do pomyślenia.


W Licheniu doznałam czegoś niesamowitego


Pani Wiesława lubi pielgrzymować, a szczególne miejsce w jej sercu zajmuje sanktuarium w Licheniu. W Licheniu byłam siedem razy. 20 lat temu doznałam tam czegoś niesamowitego. Jechaliśmy przez Kalisz i wstąpiliśmy do Sanktuarium św. Józefa. Kolana mnie wtedy tak bolały, że myślałam iż nie dam rady dojechać do Lichenia. Jak wchodziliśmy do sanktuarium w Kaliszu, to w duchu poprosiłam: żeby te kolana przestały mnie boleć. Nagle poczułam, jakby się ugięły, ale nic więcej się nie stało. Weszliśmy do kościoła, pomodliliśmy się, złożyliśmy podziękowania oraz prośby i pojechaliśmy dalej. W Licheniu trzeba było przejść na klęczkach przez bramę, przy której jest głaz z odciśniętymi stopami Matki Bożej. Powiedziałam, że nie mogę, bo jak klęknę, to nie wstanę, tak mnie te kolana bolą. Wtedy moja koleżanka powiedziała: Spróbuj, może ci się uda. I tak zrobiłam. Przeszłam tę bramę na klęczkach, wstałam i… kolana mnie nie bolały! Do dzisiaj mam zdrowe kolana. Dlatego wracam do Lichenia, jak tylko jest okazja.


Należę do Apostolatu Fatimy i chętnie czytam „Przymierze z Maryją”


Pewnego razu znalazłam ogłoszenie w gazecie, że można otrzymać „Przymierze z Maryją” i różaniec. Wysłałam mój adres i poprosiłam o przysłanie. Dostałam różaniec i książeczkę o przepowiedniach Matki Bożej z Fatimy. Od tamtej pory wszystko się zaczęło: zaczęłam być w kontakcie ze Stowarzyszeniem, które wspomagałam, na ile mnie było stać. W czasopismach, które dostaję, jest dużo ciekawych rzeczy. Niektóre sobie zachowałam na pamiątkę; wracam do nich, czytam, analizuję, przetrawiam po swojemu. Czytam chętnie prawie całe „Przymierze z Maryją”, bo te artykuły dużo mi dają, wiele się z nich dowiedziałam, a jak rozmawiam ze znajomymi i ktoś mnie pyta skąd to wiem, to mówię, że było w „Przymierzach…”. Po przeczytaniu nic nie wyrzucam, tylko zanoszę do kościoła, żeby ktoś inny sobie zabrał, przeczytał i poznał Stowarzyszenie.


Od 2018 roku należę do Apostolatu Fatimy i jestem z tego bardzo zadowolona. Zauważyłam, że z mojej miejscowości kilka osób też zapisało się do Apostolatu, bo jak rozmawiam i mówię, że jest Apostolat Fatimy i Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi, to słyszę: Tak, my już wiemy.


Żyję dzięki temu, że wierzę


Pani Wiesława przeżyła śmierć męża, syna i córki. Wiara w Pana Boga i ufność, że Matka Boża pomoże jej i jej bliskim w tej trudnej sytuacji, bardzo pomagała. Tak wspomina te trudne chwile: – Mąż zmarł wcześniej, ale z tym jeszcze szło się pogodzić, bo już przeżył trochę lat, natomiast cierpienie matki nad umierającym dzieckiem, to jest chyba najgorsza rzecz w życiu. Stało się, jak się stało. Trzeba jednak żyć dalej, trzeba się z tym pogodzić, bo jak byśmy się nie pogodzili, to co by z nas było? Dzięki temu, że wierzę, to żyję.


Pewnego razu, gdy byłam u schyłku wytrzymałości, usłyszałam wewnętrzny głos: Nie rezygnuj! I pomyślałam: Nie! Nie zrezygnuję! Dodało mi to tyle siły, że wytrzymałam wszystko i przetrwałam do końca. Nie załamałam się, bo uświadomiłam sobie, że taka była wola Boża. Modlę się tylko, żeby nie było gorzej i wierzę, że kiedyś się jeszcze spotkamy.


Oprac. Janusz Komenda

 


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Na początku chciałabym gorąco podziękować całej Redakcji, wszystkim redaktorom, księżom, którzy piszą piękne artykuły. Chciałam z całego serca podziękować za otrzymane „Przymierze z Maryją” oraz piękną figurkę Matki Bożej Fatimskiej oraz inne materiały i dewocjonalia. Wasza praca jest potrzebna, wartościowa, pokazuje piękno wiary w Miłosierdzie Boże. Będę się modlić za całą Redakcję o zdrowie, siły i błogosławieństwo Boże.

Z Panem Bogiem!

Jolanta z Rybnika

 

 

Szanowni Państwo!

Serdecznie dziękuję za piękny kalendarz „365 dni z Maryją”, a także za ładne poświęcone obrazki i wszystkie przesyłki, jakie otrzymuję od Was. Cieszę się, że o mnie pamiętacie i ja też o Was pamiętam w modlitwie. Bardzo cieszę się z Waszej pracy. Dużo pracuje cały zespół, chylę czoła przed Wami. Bardzo dziękuję Wam wszystkim, życząc wszelkiego Dobra. Szczęść Boże!

Franciszka z Gryfina

 

 

Szanowny Panie Prezesie!

Bardzo dziękuję Panu za piękne życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego, ale również i fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły ducha i wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla rozwoju naszej duchowości chrześcijańskiej. Wszystkie materiały i dewocjonalia, które otrzymałem od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi, są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę Panu, Apostolatowi Fatimy, zespołowi redakcyjnemu i wszystkim współpracownikom wielu łask Bożych, opieki Maryi, dużo radości i zdrowia. Wszystkiego najlepszego. Szczęść Boże!

Marek z Lublina

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Bardzo dziękuję za współpracę z Wami. Trwa ona już od 18 lat. Doceniam Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi i cały zespół redakcyjny. To, co piszecie, pogłębia naszą wiarę w trudnych dzisiejszych czasach. Modlę się za cały zespół redakcyjny. Dziękuję, że pamiętacie w modlitwach o mnie i mojej rodzinie, za życzenia urodzinowe, za kalendarz, który rozświetla mój dom. Każdego dnia patrzę na Matkę Najświętszą, która nas błogosławi, wyprasza nam zdrowie i opiekę.

Z Panem Bogiem!

Danuta z Michałowa

 

 

Szczęść Boże!

Pragnę złożyć serdeczne podziękowanie za otrzymane życzenia urodzinowe uwiecznione na pięknej karcie z wizerunkiem Fatimskiej Pani.

Z Panem Bogiem!

Robert

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Bardzo dziękuję za Wasz wkład w krzewienie prawd wiary. Pragnę podziękować za otrzymane materiały edukacyjne, które umacniają wiarę, duchowość, niosą światło pokoju i miłość w sercach. Dają nadzieję do życia i niech tak pozostanie jak najdłużej – najlepiej na zawsze. Wspierając tę kampanię, wspólnie walczymy o serca, które jeszcze są uśpione. Cały miesiąc październik uczestniczyłem w nabożeństwie różańcowym, ofiarując za grzeszników, którzy obrażają Niepokalane Serce Maryi. Życzę całej Redakcji i dla Pana Prezesa obfitych łask Bożych. Z Panem Bogiem, Bóg zapłać za wszystko z całego serca!

Wojciech z Grodziska Mazowieckiego

 

 

Szczęść Boże!

Takie dzieła Boże jak Wasze trzeba koniecznie wzbudzać! W przesłaniu Matki Bożej płynącym z Gietrzwałdu drzemie wielka potęga ratunku dla Polski – to jest nasze zadanie do odrobienia. Bogu dzięki, że mamy w Polsce tak wspaniałych ludzi jak Wy (i Wasze Stowarzyszenie), którzy to odkrywają! Heroicznym wysiłkiem rozprzestrzeniają to cudownie ratujące Polskę przesłanie. Szczęść Wam Boże na długie lata!

Rita i Ryszard

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Dziękuję bardzo za życzenia urodzinowe, a szczególnie za Waszą modlitwę w mojej intencji. Najbardziej wszyscy potrzebujemy opieki Pana Boga. Świętym Charbelem, zainteresowałam się już kilka lat temu. Oprócz książek, mam dla całej rodziny relikwie oraz olej świętego Charbela, przysłanym z Libanu. Warto, aby jak najwięcej ludzi Go poznało. Chciałam powiedzieć także o innym, bardzo skutecznym orędowniku, chociaż oczekującym na wyniesienie na ołtarze, Słudze Bożym Wenantym Katarzyńcu, nazywanym polskim Charbelem. Bardzo skutecznym, czego osobiście doświadczyłam. Sama nie mogłam uwierzyć, jak szybko i w jaki sposób mi pomógł. Tego dowody posiada również moja córka. Rozwikłanie jej problemu odbywało się w tak irracjonalny sposób, że trudno nie uwierzyć w pomoc Sługi Bożego Wenantego. Obiecałam, że będę opowiadała o Jego skutecznej pomocy. W internecie jest wiele filmów i książek o Wenantym. Żyjemy dzisiaj w trudnych czasach, dużo ludzi boryka się z problemami finansowymi. Jeśli ten stan się nie zmieni, czeka nas totalne bankructwo. Czcigodny Sługa Boży Wenanty Katarzyniec jest bardzo skuteczny w tych sprawach. Szanowni Państwo, może również warto by było dać ludziom szansę skorzystania z tej pomocy i zorganizować jakąś akcję związaną z tym kandydatem na ołtarze? Życzę Państwu dużo zdrowia i siły w prowadzeniu tak szczytnej działalności, z której obficie korzystamy. Mówię z wdzięcznością – Bóg zapłać!

Krystyna

 

 

Szczęść Boże!

Bardzo popieram to, co robicie – że wysyłacie różne pisma, które w tym czasie są bardzo potrzebne, aby ludzie się dowiedzieli, jak żyć z pomocą Pana Jezusa, Matki Najświętszej i wiarą bo jest to bardzo potrzebne. Dziękuję za wszystkie upominki, które od Was otrzymuję. Gorąco modlę się za Was i także proszę o modlitwę.

Genowefa z Rzeszowa