Nasza czytelniczka, Pani Maria, pisze o problemie związków „na kocią łapę”: Boli mnie to, że córka i zięć pozwalają moim wnukom na to, by te mieszkały z „partnerami”. Martwi mnie powszechne przyzwolenie na tzw. wolne związki, przed- i pozamałżeńskie kontakty seksualne. W jaki sposób mam rozmawiać z moimi dziećmi i wnukami, by ich przekonać, że takie relacje są złe, grzeszne?
Kapłani, duszpasterze i katecheci zauważają dzisiaj bardzo poważny problem „wolnych związków” – „życia na kocią łapę” – „wspólnego mieszkania przed ślubem” – „pozamałżeńskich kontaktów seksualnych”. Wydaje się, że moda na wspólne życie bez ślubu, zobowiązań i wzięcia odpowiedzialności za siebie zapanowała zwłaszcza wśród młodych ludzi, co społecznie zostało zaakceptowane także przez ich rodziców. Psychologowie i księża zgodnie przestrzegają, że konsekwencją tej mody na konkubinaty, wspólne pomieszkiwanie oraz pozamałżeńskie akty seksualne są nietrwałe małżeństwa i rozpad rodzin. Ze spisu powszechnego ludności przeprowadzonego przez Główny Urząd Statystyczny w 2011 r. wynika, że konkubinaty dotyczą 3 procent Polaków. Jednak w liczbach bezwzględnych jest to aż 643 tysięcy par, niemal dwa razy więcej niż w 2002 r. Według badań ponad połowę związków nieformalnych tworzą osoby młode i bardzo młode. 62 proc. kawalerów i panien żyje ze sobą na próbę, a 25 proc. ma za sobą nieudane małżeństwo. Aż 49 proc. tworzących konkubinaty nie przekroczyło 34 lat. Wzrasta też odsetek osób przekonanych, że zawarcie małżeństwa nie jest konieczne do założenia rodziny. Natomiast spośród osób do 34. roku życia 59 proc. akceptuje współżycie przed ślubem kościelnym. W 2013 r. zawarto najmniej małżeństw od końca II wojny światowej. Rośnie natomiast liczba związków nieformalnych.
Przyczyną tego, że młodzi ludzie decydują się na konkubinaty, jest na pewno zachłyśnięcie się pseudowolnością przyniesioną z krajów Europy Zachodniej oraz wadliwy system wychowania młodego pokolenia, który „bezstresowo” kształtuje osobowość i nie uczy świadomego i odpowiedzialnego podejmowania decyzji. Towarzyszy temu coraz większa obojętność religijna, upadek pobożności, praktyki modlitwy i coniedzielnej Mszy Świętej. Upada także autorytet nauczycieli i księży, a rodzice i dziadkowie nie potrafią w odpowiedni sposób motywować swoich dzieci i wnuków, by stawały po stronie tego, co dobre. Często można tu spotkać ciche przyzwolenie na wolny związek dzieci czy wnuków. Usprawiedliwień ludzie znajdują wiele, choćby i takie, że przecież wszyscy teraz tak robią.
W swej posłudze kapłańskiej spotkałem się właśnie z takim zjawiskiem pomieszania wartości i przyzwolenia na zło. Otóż na wyprawie wakacyjnej z grupą młodzieży wywiązała się dyskusja i pewien maturzysta, który przygotowywał się do wyjazdu ze swoją dziewczyną za granicę na studia, zapytał mnie wprost, jakie jest moje zdanie na temat zamieszkania dwojga ludzi ze sobą przed ślubem. Starałem się mu wyjaśnić, że takie podejście jest złe i nie powinien takiej decyzji podejmować ani nawet planować, zwłaszcza że uważa się za człowieka wierzącego. Wskazywałem na wartość relacji międzyludzkich, odpowiedzialność za drugiego człowieka, za uczucia i odpowiedzialność przed Bogiem, który związek mężczyzny i kobiety podniósł do rangi sakramentu; przestrzegałem także przed niebezpieczeństwami czyhającymi na ludzi, którzy wchodzą w wolne związki. Młodzieniec wysłuchał mojego zdania, choć z nim się nie zgadzał i przedstawiał dużo swoich argumentów. Następnego dnia miał spędzić dzień ze swoimi dziadkami, którzy w tej samej miejscowości byli w sanatorium. Wieczorem przyszedł i opowiedział, jak jego babcia zareagowała na moje stanowisko. Stwierdziła: A co ci wnuczku ksiądz mógł innego powiedzieć… On tak musi mówić. Ty rób, jak uważasz. Tym jednym zdaniem babcia (na co dzień „wierząca”, praktykująca katoliczka) zniszczyła swój własny autorytet i jednocześnie podważyła mój – kapłański. Skoro członkowie rodzin akceptują życie „na kocią łapę” swoich bliskich, to jak o nich walczyć? Biedni rodzice i dziadkowie nie zdają sobie sprawy, jak wielki ciężar odpowiedzialności biorą na siebie, przecież uczestniczą w grzechu cudzym: radzić do grzechu, zezwalać na grzech drugiego, pochwalać grzech drugiego, milczeć na grzech cudzy, nie karać grzechu, pomagać do grzechu, uniewinniać grzech cudzy – na 9 grzechów cudzych wymienianych przez katechizm aż 7 popełniają, gdy akceptują życie w konkubinacie. To poważne grzechy, z których trzeba się wyspowiadać, ale kto się spowiada?
Myślę, że głównym powodem wchodzenia młodych ludzi w związki nieformalne jest brak wiary oraz wychowania w duchu katolickim. Nie można tu oczywiście wykluczać grzeszności samego człowieka, który upada po wielokroć w życiu, ale sprawa życia wiarą jest chyba najistotniejszym problemem. Wielu Polaków utożsamia się z wiarą katolicką i w niej zostało ochrzczonych, jednakże szwankuje rodzinne wychowanie w wierze. Dzieci nie uczą się już pobożności od rodziców i dziadków, nie uczą się pacierza i katechizmu, rodziny nie klękają do wspólnej modlitwy, nie ma rodzinnego wyjścia na Mszę Świętą niedzielną i w niej uczestniczenia. Brakuje wyrazistych postaw ojców i matek a także dziadków jako ludzi już doświadczonych przez życie. Rodzice – ciągle zabiegani, przepracowani, by dzieci miały lepsze życie niż oni sami – nie znajdują czasu na wspólne rozmowy na życiowe tematy. Wychowanie pozostawiają szkole, w której kolejne pseudoreformy prowadzą młodych ludzi do zubożenia umysłowego i moralnego, gdyż kształtują jednostki gotowe do łatwego przyswajania i wykonywania poleceń władz, przekazywanych przez zmanipulowane media.
Dzieci i młodzież są wnikliwymi obserwatorami. Przyglądają się swoim rodzinom i relacjom w nich panującym. Patrzą, jak dziadkowie, a przede wszystkim jak ich rodzice przeżywają małżeństwo, jak się traktują, czy się kochają, czy przebaczają, czy naprawiają to, co uległo zepsuciu we wzajemnych relacjach, czy też się poddają, czy modlą się razem, czy modlą się za siebie, jak o sobie mówią wobec dzieci. Trudno się dziwić, że młody człowiek zdecyduje się na zamieszkanie z kimś bez małżeństwa, jeśli właśnie z domu rodzinnego wyniósł nienawiść rodziców do siebie nawzajem, ciągłe kłótnie, brak miłości, separacje, rozwody, niewierności i zdrady. I odwrotnie: gdzie w rodzinie i małżeństwie wszystko jest na swoim miejscu: Bóg na pierwszym, ojciec – głowa rodziny zaraz po Bogu, matka wspomagająca ojca i szczerze kochająca, miłość wzajemna rodziców do siebie i do dzieci, modlitwa i sakramenty, wspólne przeżywanie każdego dnia, praca, wychowanie, troska, ciągłe zmaganie w drodze do doskonałości, czas każdego dla każdego, rozmowy na wszystkie tematy, szczerość, właściwe ukazanie dobra i zła, przykład dobrego chrześcijańskiego życia – z takiej rodziny wyjdzie człowiek, który będzie potrafił zapewne właściwie pokierować swoim życiem.
Przypomina mi się w tym miejscu historia sprzed lat. Otóż pewien młodzieniec rozmawiał ze swoim dziadkiem, który z babcią obchodził właśnie jubileusz 60 lat sakramentalnego małżeństwa. Zapytał więc dziadka, jak to się stało, że wytrzymał tyle lat z tą samą kobietą. Dziadek odpowiedział, że za jego czasów, jak się coś psuło, to się to naprawiało, a nie wyrzucało na śmietnik. Myślę, że z tych słów płynie nauka dla współczesnych młodych ludzi obawiających się podjęcia życia małżeńskiego uświęconego i złączonego przez sakrament małżeństwa. Potrzeba wiary i odwagi oraz zaufania do Boga, który w sakramencie małżeństwa łączy dwoje ludzi. Potrzeba także wytrwałości i miłości oraz nieustannego naprawiania tego, co się w związku psuje. Potrzeba także wyzbycia się egoizmu i podjęcia życia dla współmałżonka oraz dla dzieci.
Z całego serca zachęcam rodziców i dziadków, by byli dla dzieci i wnuków oparciem, by byli wzorem życia małżeńskiego i wytrwałości. Zachęcam, by dawali świadectwo o Bogu, który jest ważny w ich życiu, że na Nim budują swój świat i rodzinę. Zachęcam do świadectwa życia według Pisma Świętego i w oparciu o Tradycję Kościoła katolickiego oraz zasady moralności chrześcijańskiej. Bądźcie dla waszych dzieci i wnuków oparciem, zwłaszcza w podejmowaniu trudnych decyzji. Jeśli trzeba – upominajcie i zachęcajcie do nawrócenia, do powrotu do jedności z Bogiem i Kościołem, do wyjścia z grzechu i innych uwikłań. Przed Bogiem odpowiadacie za zbawienie waszych dzieci i wnuków. Dajcie im dobry przykład. Nie akceptujcie zła, w które wchodzą młodzi ludzie, nie akceptujcie związków „na kocią łapę”, wspólnego zamieszkania bez ślubu, kontaktów seksualnych poza małżeństwem. Rozmawiajcie z młodymi i módlcie się za nich. Zachęcajcie do odważnego podjęcia wyzwania, jakim jest miłość i małżeństwo. Zachęcajcie do dawnego zwyczaju czasu narzeczeństwa i zaręczyn. Nie potrzeba tu nerwów i złości. Trzeba do młodego człowieka wyjść ze zrozumieniem i miłością, trzeba mu pomóc obudzić się z letargu, w którym się znajduje. Trzeba pokazać, że można żyć inaczej, że nie potrzeba naśladować złej mody, ale pamiętać, by nie zatracić duszy nieśmiertelnej. Czas zauroczenia i zabawy minie szybko, a potem pozostanie rozczarowanie i głębokie zranienie, poczucie zbrukania i nieczystości.
Nikogo nie oceniajmy, ale chciejmy przypomnieć o tym, co jest zapisane w Ewangelii i jaka jest nauka Kościoła. Dzisiaj, w czasach liberalizacji pewnych pojęć, warto jasno przypominać, że konkubinat jest grzechem. Trzeba pokazywać, że sakrament małżeństwa nie jest pustym obrzędem, ale prawdziwą obecnością Chrystusa w relacji żony i męża. Warto pamiętać o słowach św. Jana Pawła II, że do ślubu nie idzie idealna kobieta i idealny mężczyzna, ale dwoje ludzi mających własną historię życia, problemy. Ważne, aby przypominać, iż moment małżeństwa nie jest końcem, lecz początkiem wspólnej drogi, w której Bóg pobłogosławi.
W tym numerze „Przymierza z Maryją” postanowiliśmy podjąć tematykę edukacji młodych pokoleń Polaków. Pokładamy nadzieję w chrześcijańskim, czy też ściślej – katolickim kształceniu i wychowaniu. Pamiętamy bowiem, że katolicyzm jest nie tylko doktryną, dogmatem czy też zbiorem modlitw i obrzędów, lecz nade wszystko żywą relacją z Bogiem i powinien oddziaływać na całe państwo i całe społeczeństwo.
Pomiędzy 25 a 29 maja wraz z grupą Apostołów Fatimy pielgrzymowaliśmy do miejsca, w którym 109 lat temu trojgu portugalskim pastuszkom ukazywała się Matka Boża, niosąc światu przesłanie pokuty i nadziei.
Fatima, choć jest odwiedzana przez bardzo licznych wiernych oraz turystów, zdołała jednak zachować atmosferę ciszy. Wyjąwszy największe uroczystości gromadzące wielotysięczne rzesze uczestników, można tam zarówno modlić się, jak i słuchać w skupieniu. Każdego dnia chętnie korzystaliśmy z tej możliwości tym bardziej, że nasz hotel położony był w bezpośredniej bliskości bazyliki oraz miejsca Maryjnych objawień.
Codziennie uczestniczyliśmy też w tradycyjnych nabożeństwach i procesjach na olbrzymim placu przed sanktuarium. W trakcie trzeciego wieczoru przedstawiciele naszej grupy mieli zaszczytną okazję prowadzić fragment modlitwy. W pamięci uczestników pozostanie z pewnością atmosfera towarzysząca tym różańcowym spotkaniom. Wypowiadane przez setki pielgrzymów w różnych językach wezwania Ojcze nasz… i Zdrowaś Maryjo… podkreślały zarówno jedność jak i różnorodność Kościoła. Z drugiej strony jednak – zamiast harmonii rodziły szum, utrudniając modlitewne skupienie. Może gospodarze tego cudownego miejsca zechcą kiedyś „odkryć” na nowo łacinę?
Niespokojny duch współczesności daje też w Fatimie znać o sobie w sposób widoczny gołym okiem. Niby w trosce o prostotę i skromność stara się on jak może zasłonić sanktuarium, wznosząc wokół betonowe bryły, z których niektóre nawet zostały poświęcone jako miejsca katolickiego kultu. Tylko co wspólnego z żywą, autentyczną wiarą mogą mieć płaskie, szare bunkry albo kaplice, w których Tabernakulum przypomina bardziej skrzynkę na narzędzia? Albo co powiedzieć o ustawionym tuż przy nowej bazylice wielkim krzyżu, na którym zamiast Chrystusa umieszczono dziwaczną postać jakby wyjętą ze starożytnych hieroglifów? W kulturowym kontekście naszych czasów to raczej karykatura niż godny wizerunek Zbawiciela…
Zatem nawet w bezpośrednim otoczeniu sanktuarium naocznie przekonaliśmy się, że wewnątrz Kościoła toczy się ogromna walka o kształt katolicyzmu i o serca wierzących. Do czego to zmaganie może prowadzić, widzieliśmy w urokliwym, niewielkim mieście Obidos, gdzie w miejscu dawnego kościoła działa dzisiaj… księgarnia.
Nasze pielgrzymkowe wyprawy, których celem były wspaniałe klasztory w miasteczku Alcobaça czy w Batalhi, przeniosły nas do czasów, gdy świątynie bez wątpienia wznoszono na chwałę Bożą, na przykład – w podzięce za Opatrznościową pomoc w wygranej bitwie o niepodległość kraju. Zachwyt budziła potężna, a zarazem misterna architektura tych monumentalnych dzieł, wspaniałe zdobienia, dbałość ich twórców o detale, połączenie talentów z wytrwałością i pracowitością budowniczych.
Podążyliśmy też śladami fatimskich wizjonerów – Łucji dos Santos oraz świętych Hiacynty i Franciszka Marto. Modliliśmy się przy ich grobach. Odprawiliśmy Drogę Krzyżową w ich rodzinnych stronach, odwiedziliśmy domy, w których żyli.
W miejscu objawień Matki Bożej zapaliliśmy świece przywiezione wraz z intencjami powierzonymi nam przez Darczyńców w ramach akcji „Twoje światło w Fatimie”.
Podczas tej kilkudniowej wyprawy na każdym kroku spotykaliśmy się z serdeczną otwartością Portugalczyków. Podziwialiśmy ich ludową sztukę i zwyczaje. Mimo że nasze kraje są od siebie bardzo oddalone, w żaden sposób nie czuliśmy się obco. Sprawiła to oczywiście sama Matka Boża, ale też kulturowa bliskość biorąca swój początek w naszej wspólnej wierze. Podczas wyjazdów do historycznych miejsc, które znalazły się na trasie naszej pielgrzymki, mieliśmy okazję przekonać się, że Maryja swoją opieką otacza nie tylko nasz naród, lecz wszystkie nacje, które się Jej ufnie oddają, a także każdą osobę, która zawierza Jej siebie oraz swych bliskich.
Dzieje Portugalii to również historia wierności Bogu i odstępstw, także w życiu władców. Trudne momenty w wymiarze tak osobistym, jak i zbiorowym, przypominają o konieczności ciągłego zabiegania o własną duszę i o łaskę Opatrzności. Wierność przynosi pomyślność – przynajmniej w życiu duchowym. Odstępstwo owocuje nieszczęściem i śmiercią. Te uniwersalne prawdy przychodziły na myśl, gdy słuchaliśmy opowieści przewodników o portugalskich monarchach i wodzach, zwycięskich bitwach i nieszczęśliwych losach grzesznych kochanków.
Byli tym razem pośród Apostołów Fatimy reprezentanci każdego spośród żyjących pokoleń. Najmłodszy uczestnik liczył sobie 13 lat, zaś senior, pan Zdzisław – już 94. – Całe życie marzyłem, by tu przyjechać – przyznał w rozmowie.
Nasza pielgrzymka nie byłaby tak bogata w duchową treść bez obecności duszpasterza – księdza Krzysztofa. Oprócz zapewnienia nam możliwości codziennego wysłuchania Mszy Świętej, dawał on wyrazy swej niezwykłej czci dla Matki Bożej śpiewem Godzinek i pięknych pieśni.
Każdy z nas przywiózł Matce Bożej bagaż własnych intencji, od tych najbardziej osobistych po zbiorowe – dotyczące Kościoła i Ojczyzny. Każdy też otrzymał w duchowym wymiarze to, czego najbardziej potrzebował. To doświadczenie znają wszyscy pielgrzymujący ze szczerą intencją w miejsca szczególnie wybrane przez Pana Boga i przez Maryję.
Wśród tych niezwykłych miejsc jest też Fatima, niosąca do Nieba już od ponad wieku nieprzerwany strumień ludzkiej modlitwy.
Szanowni Państwo!
Jesteście wspaniali! Wasze wydawnictwa oraz gazetki, broszury i ulotki wzmacniają naszą duchowość i informują o wielu faktach oraz miejscach objawień Maryjnych. Artykuły czytam z wielkim zainteresowaniem. Naprawdę bardzo cenię informacje o Jezusie i Maryi, które w nieskończoność otwierają serca. Pamiętamy w modlitwie o Waszej pracy. Pozdrawiam gorąco Pana Prezesa i cały zespół redakcyjny!
Anna ze Zgierza
Szczęść Boże!
Kampania „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest wspaniała. Popieram ją i bardzo się cieszę, że jesteście i stoicie na straży wiary. Musimy dziękować i wspierać naszą Królową za Jej miłość do naszego Narodu.
Zbigniew z Katowic
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Szanowny Panie Prezesie, dziękuję bardzo serdecznie za przesłane mi pozdrowienia urodzinowe. Ucieszyłam się z bardzo ładnej kartki. Jestem dumna z działalności apostolskiej, jaką Państwo prowadzą. Podobają mi się bardzo czasopisma „Przymierze z Maryją” i „Apostoł Fatimy”. Cieszę się z tego, że mogę w nich znaleźć wiele bardzo ciekawych artykułów poruszających interesujące mnie tematy. Cieszę się z tego, że wiele osób może korzystać z tych czasopism. Pragnęłabym bardzo, aby wielu Polaków mogło zapoznać się z tymi ciekawymi gazetami.
Bardzo serdecznie dziękuję za otrzymane ostatnio „Przymierze z Maryją” i „Apostoła Fatimy”. Znalazłam w tych numerach wiele interesujących mnie zagadnień. Cieszę się z tego, że te czasopisma mogą trafić do wielu rodzin w Polsce. Pragnęłabym dalej otrzymywać te pisma.
Pozdrawiam Maryję Naszą Królową. Życzę Panu i współpracownikom dużo zdrowia i wielu łask Bożych w Jezusie i Maryi.
Wdzięczna Czytelniczka
Krystyna z Pruszkowa
Szczęść Boże!
Bardzo dziękuję za przysyłanie mi „Przymierza z Maryją”. Jest to pismo, które bardzo sobie cenię i szanuję. Redagujecie ciekawe artykuły. Zawsze czekam na nowe numery i pragnę poinformować, że zawsze będę Was wspierać. Niech Pan Bóg nas prowadzi!
Barbara
Szanowny Panie Prezesie!
Bardzo dziękuję Panu za życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego oraz fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły i ducha wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla naszej duchowości chrześcijańskiej. Dziękuję bardzo za wszystkie dewocjonalia, materiały, które od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi otrzymałam – są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę całej Redakcji i Panu Prezesowi obfitych łask Bożych. Szczęść Wam Boże na długie lata!
Danuta z Krakowa
Szanowni Państwo!
Dziękuję za wszystkie numery „Przymierza…”, bo to ciekawe czasopismo. Warto je prenumerować. Dużo opisujecie i dużo się dowiadujemy, co się dzieje teraz i kiedyś – jak to było na świecie dawno temu, w tamtych wiekach. Życzę Wam wielu łask Bożych i siły w dalszym działaniu. Nie poddawajcie się siłom zła, które próbują zniszczyć wszystko, co Boże. Któż jak Bóg! Pozdrawiam Was serdecznie,
Maria
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Dziękuję z całego serca za cudowne „Przymierze z Maryją”. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję to pismo. Jest tam dużo pięknych, cudownych tekstów o Maryi i Jezusie Chrystusie, a także dużo o wierze katolickiej i o naszej kulturze. Są tam piękne tematy i bardzo dobre dla naszego życia wiadomości. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję „Przymierze z Maryją”. Dziękuję, modlę się za cały Apostolat Fatimy i za Pana Prezesa.
Janina z Włocławka
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Panie Sławomirze, w liście zadał mi Pan pytanie, czy jestem dumna z otrzymywanego pisma „Przymierze z Maryją”. Jestem dumna! A dlaczego? Bo jest to pismo jedyne w swoim rodzaju. To ogromna wiedza. Każdy artykuł bogaty w wydarzenia, emanuje częścią historii o naszej wierze katolickiej. Bardzo dużo przeczytałam dobrych książek (bo lubię czytać), ale pismo „Przymierze z Maryją” stawiam na pierwszym miejscu, bo porusza serce, ubogaca duszę i umysł. O wielu sprawach opisanych w artykułach wcześniej nie miałam wiedzy. Ale teraz mając 86 lat jestem poniekąd uczennicą „Przymierza z Maryją”. Mówi się, że człowiek uczy się do końca życia, prawda? Bóg zapłać za tę wiedzę. Z szacunkiem chylę czoło przed wszystkimi osobami za pracę i trud w tworzeniu pisma. A Matka Boża, nasza Królowa, niech Was błogosławi. Przy okazji „Bóg zapłać” za wszystko co dostaję od Stowarzyszenia Księdza Piotra Skargi: za życzenia urodzinowe, za listy Pana Sławomira i wszystkie pamiątki, a szczególnie za koronę Matki Bożej Fatimskiej. Jak stawałam przed Fatimską Panią, mówiłam w duchu: „Jesteś taka skromniutka, skromniutka bez korony”… A teraz moja Dostojna Pani ma koronę! Serdecznie dziękuję, bardzo się cieszę.
A jeszcze kilka słów o mnie… Jestem schorowaną osobą, chodzę o lasce. Nie mam już nawet siły iść sama do kościoła – to około 1 kilometra, ale mój sąsiad zawozi mnie co niedzielę na Mszę. Mam też problemy ze słuchem. Aparat słuchowy nie wszędzie zdaje egzamin, szczególnie w kościele, jak kapłan mówi dalej od mikrofonu, to robi się pogłos, ale jakoś daję sobie radę. Nie narzekam, bo mam dużą rodzinę i opiekuje się mną córka. Praktycznie przejęła wszystkie moje obowiązki. Przepraszam, że nie nadążam za waszymi propozycjami, ale w miarę możliwości będę wspomagać Stowarzyszenie. Życzę Wam wszystkim zdrowia i błogosławieństwa.
Z Panem Bogiem!
Genowefa