Temat numeru
 
Wzór kapłana - Ksiądz Piotr Skarga
Karol Stanek

Rok 1517, w którym Marcin Luter zbuntował się i wystąpił przeciw Kościołowi, stanowi wielką cezurę w dziejach chrześcijaństwa. Nic więc dziwnego, że historycy Kościoła przyjęli tę datę jako symboliczne zamknięcie epoki średniowiecza. Rewolucja protestancka, która się wtedy rozpoczęła, zachwiała porządkiem społecznym w Europie. Wielkie zagrożenie dla dusz, jakie przyniosła ze sobą eskalacja wystąpień heretyckich, pociągnęło za sobą reakcję Kościoła katolickiego – mobilizację wszystkich sił do walki z błędami. W ogniu polemik wytworzył się nowy typ kapłana nowożytnego, człowieka pobożnego, wykształconego i gotowego do poświęceń dla dobra Kościoła. Na wypracowanych wówczas wzorach przez kolejne wieki opierała się – a w pewnej mierze opiera nadal – formacja nowych księży w seminariach.

Oczywiście błędem byłoby twierdzić, że wzór ów zrywał z modelem kapłaństwa poprzednich wieków. Nic podobnego, cechy dobrego duszpasterza w każdej epoce są takie same, opierają się bowiem na jednym wzorze, którym jest Jezus Chrystus. Po prostu metody formowania kapłana potrydenckiego bardziej odpowiadały nowym czasom i aktualnym wyzwaniom. Przed duchowieństwem stanęło zadanie ochrony sumień katolików, narażonych na wpływ intensywnej akcji propagandowej błędnowierców oraz walka o odzyskanie dla katolicyzmu zbłąkanych dusz.

Agresywny czy gorliwy?

Często pod adresem „potrydenckiego” duchowieństwa padały zarzuty, że było ono „agresywne”. W okresie PRL-u w formułowaniu tego typu oskarżeń przodowali historycy marksistowscy.

Rzeczywiście, ówcześni kapłani nie uciekali przed konfrontacją z protestantami, a potem z rewolucjonistami różnych epok, ich postępowanie nie wychodziło jednak poza granice wyznaczone przez Ewangelię. Gorliwy pasterz, któremu powierzono opiekę nad owcami, nie może uciekać przed wilkami, kiedy te rzucają się na stado, by je przetrzebić. Obowiązkiem opiekuna stada jest także czynienie zabiegów o odzyskanie owiec, kiedy te zostaną uprowadzone przez złodziei. Trzymając się tej biblijnej analogii, kapłani mają obowiązek zabiegać o doprowadzenie do Zbawienia powierzonych sobie dusz, używając do tego wszelkich, oczywiście godnych, metod.

Z tego punktu widzenia problemem jest raczej zbytnia spolegliwość czy asekuranctwo duchownego, a nie dążenie do konfrontacji z ludźmi szerzącymi grzech i dążącymi do destrukcji ładu społecznego opartego na prawie Bożym.

Św. Franciszek Salezy twierdził nawet, że nic tak nie gniewa Boga, jak sytuacja, kiedy ci, których On przeznaczył do walki, szukają pokoju. Lekceważenie przez księży obowiązku sprzeciwiania się złu świadczyłoby o braku troski o ludzi albo lekceważeniu przez nich nauki o piekle, jako straszliwym miejscu kaźni potępionych.

Nastawaj w porę i nie w porę…

W historii Kościoła wielu było wybitnych kapłanów. Niektórzy zostali wyniesieni na ołtarze, jak patron proboszczów św. Jan Maria Vianney czy św. Ludwik Maria Grignion de Montfort. Wielu innych za ciche, skromne, ale owocne życie, zajęło miejsce po prawicy Najwyższego Kapłana w Niebie. Także Polska szczyci się szeregiem wybitnych księży, którzy gorliwie zabiegali o dobro powierzonych im dusz. Do jaśniejszych gwiazd w tej plejadzie należy na pewno jezuita ks. Piotr Skarga, który decyzją Sejmu RP stał się patronem roku 2012.

Czego jak czego, ale braku gorliwości w pracy apostolskiej ks. Skardze zarzucić nie można. Wstępując najpierw w szeregi duchowieństwa diecezjalnego, a potem do założonego przez św. Ignacego Loyolę Towarzystwa Jezusowego, wyzbył się własnych ambicji, przyjmując za cel życia pracę dla dobra Kościoła Świętego. Z pewnością można go nazwać łowcą dusz, pozyskał bowiem dla katolicyzmu licznych innowierców. Za sukcesem jego misji stała gorliwość w głoszeniu nauki Chrystusa. Na pewno głęboko wziął sobie do serca słowa św. Pawła, który pisał w drugim liście do Tymoteusza: Głoś naukę, nastawaj w porę i nie w porę, wykazuj błąd, napominaj, podnoś na duchu z całą cierpliwością w każdym nauczaniu (2 Tm 4,2). Taką gorliwością powodowany tuż przed wyjazdem do Rzymu, gdzie miał wstąpić do nowicjatu, odwiedził w Gródku gorliwych protestantów – wojewodę Mikołaja Mieleckiego i jego żonę, córkę Mikołaja Radziwiłła Czarnego.

Niestety, próba nawrócenia ich zakończyła się fiaskiem, a ksiądz Piotr omal nie stracił przy tym życia, ponieważ napomnienia tak rozgniewały możnowładcę, że rozkazał zrzucić kapłana do fosy. Na szczęście służba polecenia nie wypełniła.

Innym przykładem tak gorliwego i nieliczącego się z niebezpieczeństwem działania Skargi, była jego działalność w sprotestantyzowanych Inflantach.

Propaganda antykatolicka często przedstawiała Skargę jako prześladowcę innowierców. Prawdą jest, że bywał w swych kazaniach ostry i stanowczy, jednak nad wszystkim brała górę miłość bliźniego. Prawda, iż złe heretyctwo, ale ludzie dobrzy; złe błędy, ale natury chwalebne; złe odszczepieństwo, ale krew miłą; złe grzechy, ale krewkość użalenia godna jest – pisał. Dlatego łatwo przebaczał winy popełnione względem niego, a potem nie żywił urazy. Tak też było w przypadku wspomnianego Mieleckiego, który po opamiętaniu przeprosił kaznodzieję.

Święty kapłan – dobra parafia

Wielką zasługą reform podjętych podczas soboru trydenckiego było utworzenie systemu seminariów dla kandydatów do kapłaństwa. Pozwoliło to podnieść poziom umysłowy i teologiczny duchowieństwa. Miało to także wielki wpływ na jego poziom moralny. Podobnie jak to się dzieje dzisiaj, czas studiów w seminarium był także okresem formowania duchowego kleryków. Wspomniany święty Proboszcz z Ars twierdził na podstawie obserwacji: Święty kapłan – dobra parafia; dobry kapłan – przeciętna parafia; przeciętny kapłan – zła parafia; zły kapłan – żadna parafia! Seminaria przysporzyły Kościołowi kapłanów „z górnej półki”.

Ks. Piotr Skarga nie przeszedł formacji seminaryjnej, należał bowiem do nieco starszego pokolenia kapłanów. Wiedzę teologiczną zdobywał na Akademii Krakowskiej. Zanim przeszedł formację w duchu ignacjańskim w rzymskim nowicjacie oo. jezuitów, dał się poznać we Lwowie jako zdolny i pobożny kaznodzieja. Jak sam pojmował ideał duszpasterza, można się przekonać z lektury jednego z jego kazań. Od kapłana wymagał on, aby ludzkiemu zbawieniu pomagał, prawdę i cnotę szczepił, a fałsz i złe obyczaje wykorzeniał, a na żadny się zysk i świata tego dobra i na dochody i na żadną zapłatę doczesną nie oglądał.

Siła z Eucharystii

Centralne miejsce w życiu każdego kapłana winna zajmować Msza św. i Eucharystia. Znamienne, że pierwsze kroki po przybyciu do Ars św. Jan Maria Vianney skierował do kościoła, by pomodlić się przed tabernakulum. Potem codziennie spędzał w tym miejscu długie godziny na adoracji.

Także ks. Piotr Skarga siłę do pracy duszpasterskiej – głoszenia kazań, słuchania spowiedzi, dzieł miłosierdzia – czerpał z Eucharystii. Należał bowiem do wielkich czcicieli Najświętszego Sakramentu. Jego pragnieniem było udostępnienie Komunii św. wszystkim chętnym. Gdy rozpoczynał pracę w Wilnie, z żalem pisał do prowincjała: Tyle tysięcy ludu katolickiego bez pasterzy, bez chleba, o który proszą maluczcy, tak dalece, że niektórzy z nich muszą odbyć 20 mil, aby spowiadać się w Wilnie. Już wtedy wzorem rzymskim założył w stolicy Litwy Bractwo Najświętszego Sakramentu. Warto podkreślić, że cześć dla Jezusa Eucharystycznego łączył on z potrzebą niesienia wsparcia ubogim i chorym. Może dlatego wspomniane bractwo połączył w końcu z innym, także założonym przez siebie – Bractwem Miłosierdzia.

Właśnie kult, jaki ks. Piotr żywił dla Najświętszego Sakramentu, a nie chęć popisów intelektualnych, skłonił go do podjęcia polemiki z tezami głoszonymi przez jednego z polskich zwolenników Zwingliego. W trzech rozprawach zbijał błędne nauki adwersarza, podważające katolicką naukę o obecności Chrystusa w Eucharystii. Gdyby nawet pod cudzym imieniem miała być ma praca ogłoszoną, mniejsza o mój honor, byle Chrystus Pan był uwielbiony – pisał w jednym z listów.

Sztuka kaznodziejska

Kilka wieków po śmierci, ks. Piotr Skarga istnieje w pamięci przeciętnego Polaka przede wszystkim jako wielki kaznodzieja. Porównanie ideałów głoszonych przez niego z ambony z jego życiem kapłańskim chlubnie świadczy o konsekwencji i wierności Chrystusowi wybitnego jezuity. Sam zresztą mawiał: – Kaznodzieja, gdy sam źle żyje, mało kazaniem zbuduje. Starał się więc żyć zgodnie z ideałami ewangelicznymi. Z kościoła spieszył do szpitali, więzień i cierpiącej nędzy i wszędzie niósł wsparcie, pomoc i pociechę religijną. Ubogi rozsiewał wsparcie tysiącom nędzarzy, a jego wymowa, przykład dobrych uczynków, jakie nieustannie pełnił, i życie – działały bardzo i skutecznie.

Rzeczywiście, ambona była miejscem, gdzie Skarga czuł się najlepiej. Miał predyspozycje intelektualne i dar wymowy niezbędne do głoszenia kazań. Czarował słowem i formą wypowiedzi, porywał zapałem, z jakim przemawiał. Był następcą, ale i uczniem takich wielkich kaznodziejów, jak święci: Augustyn, Jan Chryzostom zwany Złotoustym, Grzegorz z Nazjanzu, Jan Damasceński i inni. Wiele czasu strawił, studiując treść pozostawionych przez nich kazań. Szybko sam stał się wzorem dla innych i to poniekąd niedoścignionym. Sława Skargi jako mówcy przyćmiła dokonania innych zdolnych kaznodziejów polskich. Wszystkich porównuje się do niego. Słynący z ważnych i ze swadą głoszonych kazań ­XIX-wieczny zmartwychwstaniec o. Hieronim Kajsiewicz swoim talentem i pracą zasłużył na tytuł zaledwie… drugiego po Skardze.

Wynalezienie ruchomej czcionki upowszechniło dostęp do rozmaitych dzieł religijnych. Polemiki teologiczne, które wybuchły po wystąpieniach Lutra, Zwingliego, Kalwina, szybko znalazły swe odzwierciedlenie w treści krążących wśród ludzi publikacji. Książka stała się niejako przedłużeniem ambony. Co wybitniejsze homilie ukazywały się w druku. Kazanie było po prostu jednym z gatunków literackich, a wiele dzieł noszących w tytule taką nazwę, w rzeczywistości nigdy nie było głoszonych z ambony. Homilie ks. Skargi ukazywały się również w formie książkowej. Zresztą królewski kaznodzieja sięgał po pióro nie tylko w celu przygotowania mów. Swoje myśli i obszerną wiedzę wykorzystał także pisząc traktaty. I w tej dziedzinie osiągnął sukces. I to jaki! Udała mu się rzecz, o której śnił później Adam Mickiewicz – księgi, których był autorem, „zbłądziły pod strzechy”. Szczególną popularność zdobyły zwłaszcza Żywoty świętych. Od pierwszego wydania aż do połowy XX wieku stanowiły podstawową lekturę pobożnościową Polaków.

Miłość Ojczyzny

Kościół składa się z wielu wspólnot lokalnych żyjących ze sobą w komunii. Zachowujący jedność z Rzymem katolik jest jednocześnie członkiem wspólnoty narodowej, diecezjalnej, parafialnej, a także rodzinnej. Patriotyzm nie kłóci się więc z nauką katolicką. Wręcz przeciwnie, jest rzeczą pozytywną, a nawet pożądaną. Miłość do Ojczyzny, podobnie jak i szacunek dla rodziców, wynika z nauki danej Kościołowi przez Boga. Kapłan posłany do konkretnej wspólnoty, głosi jej członkom prawdy wiary, których strażnikiem jest Stolica Apostolska. Przywiązanie do ziemskiej ojczyzny cechuje więc wszystkich dobrych kapłanów. W Polsce symbolem takich duchownych stali się m.in. o. Augustyn Kordecki, ks. Ignacy Skorupka, św. Maksymilian Kolbe, ks. kard. Adam Stefan Sapieha, bł. ks. Jerzy Popiełuszko, bł. Jan Paweł II. Tego typu gorącym patriotą był także ks. Piotr Skarga. Z jego dzieł tchnie wielka troska o los Rzeczypospolitej. Napisane przez niego Kazania sejmowe stały się dla wielu pokoleń szkołą umiłowania ojczyzny i aktywności obywatelskiej. Bogu, ale i Polsce poświęcił swoje życie, pracując jako kaznodzieja królewski, człowiek niestroniący od odważnego zajmowania stanowiska w dyskusjach społeczno-politycznych. Szczęście Ojczyzny widział w wierności jej obywateli Chrystusowi i Kościołowi Świętemu. Zaangażowanie ks. Skargi w sprawę powrotu Cerkwi prawosławnej do jedności z Rzymem zaowocowało zawarciem Unii Brzeskiej. Kościół Polski wydał wielu wybitnych kapłanów, którzy są chlubą narodu, a także ozdobą Kościoła Powszechnego. Chwalebny przykład ks. Piotra Skargi niech skłoni nas do refleksji nad rolą, jaką odgrywają kapłani w naszym społeczeństwie, a przede wszystkim stanie się impulsem do wznoszenia próśb do Pana Zastępów o nowe, liczne i dobre powołania kapłańskie.


Ten artykuł przeczytałeś dzięki ofiarności Darczyńczów. Wesprzyj nas i zostań współtwórcą "Przymierza z Maryją".

NAJNOWSZE WYDANIE:
Witaj, Światłości Świata!
Zbliżamy się do końca roku 2018. Dodajmy – roku dla naszego Narodu szczególnego. Setna rocznica odzyskania niepodległości skłania do zadawania pytań o Polskę. O sens i cel istnienia naszej Ojczyzny… W tych rozważaniach warto pomyśleć o roli Kościoła i chrześcijaństwa w kształtowaniu naszej państwowości, tożsamości narodowej. Śmiało możemy powiedzieć, że Polskę otrzymaliśmy od Kościoła w prezencie. Chrzest Mieszka I wprowadził nas do europejskiej rodziny państw chrześcijańskich. Bez Mistycznego Ciała Chrystusa być może z czasem wykształciłaby się jakaś większa wspólnota, ale nie byłaby to ta Polska, którą znamy.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Z wizytą u naszej Matki
Michał Wałach

Istnieją na świecie miejsca, gdzie Bożą obecność czuje się wyjątkowo mocno, których niezwykły charakter można wyjaśnić niedowiarkom bez słów. Jednym z nich jest Fatima, do której w drugiej połowie października udała się prawie 40-osobowa pielgrzymka Apostolatu Fatimy.

 

 

Zmęczenie długą podróżą nie stanowiło dla naszej pielgrzymującej grupy przeszkody nie do pokonania, skoro niemal na wyciągnięcie ręki mieliśmy miejsce uświęcone objawieniami Najświętszej Maryi Panny oraz modlitwą milionów katolików z całego świata. Jeszcze przed świtem pierwszego dnia po przyjeździe, pielgrzymujący z nami ksiądz Józef Aszkiełowicz z Wileńszczyzny odprawił Mszę Świętą tuż przy Kaplicy Objawień – a więc tam, gdzie trójce portugalskich dzieci objawiła się Królowa Nieba i Ziemi.

 

Następnie ów niezwykły kapłan poprowadził dla nas trafiające do serca i duszy Nabożeństwo Drogi Krzyżowej na tzw. Drodze Węgierskiej. W trakcie modlitwy odwiedziliśmy Valinhos – miejsce, gdzie Matka Boża ukazała się w sierpniu roku 1917, gdy pastuszkowie 13 dnia miesiąca przebywali w portugalskim więzieniu, oraz miejsce nieopodal Cabeço – tam dzieci ujrzały Anioła Portugalii. Innym miejscem spotkania z Bożym Posłańcem były okolice studni w ogrodzie rodziny Santos – trójka dzieci często bawiła się w tym miejscu i to również tam Anioł przygotowywał je na przyjęcie Maryjnego Orędzia.

 

Odwiedzając Aljustrel – rodzinną miejscowość Łucji dos Santos oraz świętych Franciszka i Hiacynty Marto – zobaczyliśmy świat, w jakim wychowywały się dzieci, które do przekazania ludzkości Orędzia wybrała Maryja. Zobaczyliśmy te same drzewa, w których cieniu spędzały czas, domy, w których żyły, uliczki i ogrody, po których spacerowały. Po powrocie do Fatimy odwiedziliśmy Bazylikę Matki Bożej Różańcowej – miejsce, gdzie spoczywają Służebnica Boża siostra Łucja oraz święci Franciszek i Hiacynta.

 

Niezwykłym duchowym przeżyciem dla naszej grupy był udział w wieczornym nabożeństwie różańcowym ze świecami, które zakończyła procesja za figurą Fatimskiej Pani oraz – kolejnego dnia – za Najświętszym Sakramentem. Mogliśmy wręcz poczuć, jak dzięki modlitwie różańcowej Niebo łączy się z ziemią.

 

W trakcie pielgrzymki zobaczyliśmy również materialne dowody niegdysiejszej świetności cywilizacji łacińskiej – piękno, które razem z prawdą i dobrem stanowiły fundament dawnej Europy. Zarówno dawny dominikański klasztor Matki Bożej Zwycięskiej w Batalha, jak i cysterskie niegdyś opactwo w Alcobaça stanowią również świadectwo trudnej historii Portugalii – zostały odebrane zgromadzeniom w pierwszej połowie XIX wieku, w ramach kasaty zakonów. Odwiedziliśmy również Nazaré, gdzie nad Atlantykiem kult odbiera Matka Boża czczona pod postacią figury przyniesionej z palestyńskiego Nazaretu – zgodnie z tradycją – już w IV wieku. Obserwując wzburzony, ale zarazem powalająco piękny ocean, mogliśmy oddać się kontemplacji piękna świata stworzonego przez Pana Boga.

 

Pielgrzymka do miejsca objawień Maryi – co potwierdzali uczestniczący w niej Apostołowie Fatimy – była głębokim przeżyciem duchowym. W jej trakcie część osób skorzystała z możliwości przejścia kilkuset metrów na kolanach do Kaplicy Objawień, ofiarując swój trud i cierpienie Najświętszej Maryi Pannie oraz prosząc Ją o wstawiennictwo w intencjach, z jakimi przyjechali do portugalskiego Sanktuarium. Uczestnicy pielgrzymki nie zapomnieli również o innych Apostołach i przyjaciołach Instytutu – tuż przy miejscu objawień wspólnie zapaliliśmy, w ramach akcji „Twoje Światło w Fatimie”, świece, zaś przy Kaplicy złożyliśmy intencje nadesłane w związku z tą kampanią.

 

Podczas całego pobytu na ziemi portugalskiej można było wyczuć modlitewne uniesienie, o które doskonale dbał prowadzący modlitwy różańcowe, litanie oraz intonujący maryjne pieśni ksiądz Józef. Niezwykle pobożny kapłan z Wileńszczyzny zachęcał do odpowiedzi na wezwania Matki Bożej i codziennego odmawiania Różańca, na przykład w ramach nowenny pompejańskiej. Niezwykła duchowa atmosfera panująca w grupie sprawiła, że pielgrzymka Apostołów Fatimy do miejsca Objawień naszej Matki i Królowej na zawsze zostanie w pamięci uczestników. Wielu z nich nie ma wątpliwości – o udziale w wyjeździe nie zdecydował „ślepy los”. Wyjazd nastąpił w chwili, gdy w życiu potrzebowali wizyty u Niebiańskiej Matki. Niezbadane są wyroki Bożej Opatrzności…

 

Michał Wałach


Listy od Przyjaciół
 
Listy od Przyjaciół

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Pragnę bardzo serdecznie podziękować za wszystkie przesyłki, które otrzymuję od Państwa – za „Przymierze z Maryją”, przepięknie wydane książki, publikacje, dewocjonalia, przede wszystkim za krzyżyk z wizerunkiem Pana Jezusa, który noszę na sercu. Jestem szczęśliwa, że kilka lat temu natrafiłam na broszurę przedstawiającą książkę „Świadectwo Bożego Miłosierdzia” i właśnie od tego się wszystko zaczęło. Zamówiłam, przeczytałam z ogromnym wzruszeniem zwłaszcza zamieszczone w niej świadectwa osób, które doświadczyły Bożego Miłosierdzia. Sama codziennie odmawiam Koronkę do Bożego Miłosierdzia – ta modlitwa ma bardzo ogromną moc. Bardzo chętnie w miarę moich możliwości wspieram wszystkie Państwa kampanie, ponieważ uważam, że są bardzo potrzebne w pogłębianiu wiary chrześcijańskiej. Serdecznie pozdrawiam wszystkich członków redakcji, życzę cierpliwości i wytrwałości w prowadzeniu tego Bożego ­dzieła.

 

Beata z Zielonej Góry

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowni Państwo!

Pragnę się z Państwem podzielić moją radością, która jest też świadectwem. Otóż, dzięki Wam podjąłem pracę nad sobą i… zmieniam się, żeby z każdym dniem być bliżej Bożych spraw. Dziękuję Wam za wspaniałą wyprawę do Ziemi Świętej z aktami tylu zawierzeń (znalazły się tam też moje i moich bliskich). Bogu dziękuję, że także dostąpiłem tej łaski bycia z moją Rodziną w Ziemi tak obficie zroszonej Krwią Zbawiciela. Przez Wasze wspomnienia ponownie odnalazłem się i kolejny raz z większą mocą i zapałem mogę apostołować wśród tych, którzy szukają w swoim życiu Pana Boga. Pozdrawiam Was serdecznie!

 

Bolesław

 

 

Szanowni Państwo!

Jestem pełen podziwu i dziękuję za cały trud, jaki wkładacie w swoje działania. Doceniam Państwa pracę i starania. Bardzo chętnie korzystam ze stron internetowych, które prowadzi Wasz Instytut. Mam Państwa cały czas w pamięci. I jak tylko będę miał możliwość, będę Was wspierał. Nigdy jednak nie chciałbym tego robić, by przechwalać się tym przed ludźmi. Takie działania nie są po to, by się z nimi obnosić.

Z wyrazami szacunku

 

Przemysław

 

 

Szanowna Redakcjo!

Z całego serca dziękuję za przesłanie mi „Przymierza z Maryją”. Bardzo cieszy mnie to, bo znów będę mogła poczytać ciekawe artykuły, a później przekażę rodzinie do czytania. Polecam Redakcję opiece Matki Bożej i też dziękuję serdecznie Panu Prezesowi, że zawsze o mnie pamięta.

Z Panem Bogiem

 

Barbara z Poznania

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze Dziewica!

Bóg Wam zapłać za pamięć o mnie i przepiękną korespondencję, wzbogaconą pięknie wydaną katolicką literaturą oraz obrazkami, które są balsamem dla mojej duszy. Przesłany ostatnio obrazek ze św. Ojcem Pio oraz folder dał mi impuls do napisania tego listu. Otóż przypomniana przez Was 50. rocznica śmierci tego Świętego zaznaczyła się również w moim życiu. Już wcześniej wiedziałam, że żył we Włoszech wielki święty Ojciec Pio, ale jakoś nigdy nie prosiłam o jego wstawiennictwo. Aż do czasu…

3 lata temu leżałam w szpitalu na sali pooperacyjnej po bardzo ciężkiej operacji (endoproteza kolana z przeszczepem kości). Ból – mimo znieczuleń – był straszny. Cierpiąc i jęcząc cały czas z bólu, modliłam się do Matki Bożej Bolesnej, prosząc o wytrwanie w cierpieniu. Tego dnia, tuż pod wieczór, zauważyłam stojącego przy oknie mojej sali księdza w ciemnym habicie, przepasanym sznurem, z kapturem na plecach. Powiedziałam wówczas z ulgą: jak dobrze, że ksiądz tutaj jest i… zapadłam w sen, który uwolnił mnie od świadomości bólu.

W czerwcu 2018 roku znalazłam obrazek św. Ojca Pio. To był ten ksiądz, którego zobaczyłam wtedy przy oknie szpitalnym. Dopiero po trzech latach, patrząc na obrazek, który otrzymałam od Was, zrozumiałam, że to Matka Boża przysłała mi wówczas pomoc przez św. Ojca Pio. Teraz żyję, chodzę na tej nodze i codziennie modlę się do Ukochanej Matuchny – Królowej Wszystkich Świętych, która przysyła z pomocą „Wysłanników Niebios” tym, którzy o tę pomoc błagają.

Bogu Najwyższemu dziękuję, że poprzez korespondencję z Wami, mogę pogłębiać swą wiarę.

Dziękuję za Waszą cenną pracę Apostolską, w którą wkładacie tyle serca. Dwumiesięcznik „Przymierze z Maryją” jest moim ukochanym pismem, moją perełką. Tworzycie i twórzcie dalej Wielką Rodzinę Katolicką. Rozjaśniajcie umysły maluczkich. Niech Wam Bóg błogosławi i pomaga św. Ojciec Pio.

Pozostaję w modlitwie za Was i pracę jakże mi Drogiego Instytutu Ks. Piotra Skargi. Szczęść Wam Boże!

 

Zofia

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Pragnę zaświadczyć o cudzie, którego doświadczyła moja córka, Olimpia, dzięki Waszej akcji „Maryja Uzdrowienie Chorych”. Córka, w trakcie badań okresowych, dowiedziała się, że ma dużego guza na tarczycy. Podczas wizyty u lekarza dowiedziała się, że musi wyciąć całą tarczycę. Został wyznaczony termin operacji. Po operacji przyszedł do niej lekarz i powiedział, że mamy do czynienia z cudem. Powiedział jej, że każdy, kto przychodzi do szpitala z guzem na tarczycy, wychodzi bez tarczycy. U mojej córki było inaczej – wyszła ze szpitala z tym gruczołem, ponieważ lekarzom udało się wyciąć samego guza. Lekarz powiedział: „To jest cud – pierwszy w naszym szpitalu!”.

Dziękuję Maryi Uzdrowieniu Chorych za wstawiennictwo za moją córką, a Wam dziękuję za tę akcję i za wszystkie skarby, które od Was otrzymuję. Niech Wam błogosławi Pan Bóg i Najświętsza Maryja Panna.

 

Emilia