Temat numeru
 
Świętość: Prawdziwa chwała Franciszka i Hiacynty

20 lutego mija 83. rocznica śmierci błogosławionej Hiacynty Marto - jednej z trojga pastuszków, którym w Fatimie objawiła się Matka Boża. Dziewczynka, mimo że nie skończyła jeszcze 10 lat, umarła w opinii świętości.

Mam nadzieję, że Bóg dla chwały Najświętszej Dziewicy przyzna jej [Hiacyncie] aureolę świętości. Była tylko kilkuletnim dzieckiem, ale umiała już praktykować cnoty i okazywać Bogu oraz Najświętszej Dziewicy swoją miłość przez liczne ofiary i wyrzeczenia... Jest godne podziwu, jak dobrze rozumiała ducha modlitwy i poświęcenia, które Najświętsza Dziewica nam zaleciła... Przez te i inne niezliczone [fakty], zachowuję dla niej wielki szacunek, jak dla świętej" (1) (Słowa s. Łucji o Hiacyncie).

Hiacynta i jej brat Franciszek są dwojgiem najmłodszych błogosławionych niemęczenników w historii Kościoła. Czy było możliwe, by dzieci, które oddały dusze Panu - jedno nie skończywszy 10, a drugie - 11 lat, mogły praktykować trzy cnoty Boskie i cztery cnoty kardynalne w takim stopniu, aby zostać wyniesionymi na ołtarze? Z powodu tych wątpliwości „przez sześć miesięcy osiemnastu znawców tematu zastanawiało się nad życiem dwojga dzieciątek i oddało swój pozytywny głos na piśmie do Kongregacji do Spraw Świętych".(2)

Franciszek: duch niewinny, prosty i rozważny

Franciszek i Hiacynta Marto, dzieci Manuela Piotra Marto, zwanego Ti Marto, męża Olimpii de Jesus Santos, urodziły się w wiosce Aljustrel, leżącej w gminie Fatima.

Ti Marto mówił o swoim najmłodszym synu: „Franciszek był krzepki. Miał dobre zdrowie; przepowiadaliśmy więc, że będzie energiczny, silny i śmiały. Był bardziej odważny i opanowany niż jego siostrzyczka. Nie był ani trochę bojaźliwy".(3)

Jak wszystkie dzieci, Franciszek miał swoje małe wady. Według relacji Ti Marto: „Pewnej nocy, kiedy nie chciał pójść na modlitwę, poszedłem w miejsce gdzie się schował. Kiedy zobaczył, że zbliżam się do niego, wykrzyknął natychmiast: - Ach, mój dobry ojcze! I zaraz udał się na modlitwę". Ale, jak wyjaśnił ojciec: „To było przed objawieniem Matki Boskiej, bo później to się nie zdarzyło, raczej to oni [Franciszek i Hiacynta] nawoływali nas, żebyśmy przychodzili odmawiać Różaniec."

Jednakże sam ojciec przyznał, że Franciszek był potulny i wzorowo posłuszny. Nie kłócił się z nikim. A Łucja dodała: „Ja sama nie bardzo go lubiłam, ponieważ jego pokojowy temperament kontrastował z moją nadmierną żywotnością".(4) Chłopiec był bardzo niewinny i miał wrażliwe sumienie. Kiedy pewnego ranka jego matka zasugerowała mu, żeby wykorzystał nieobecność matki chrzestnej i poszedł paść owce na jej pole, on odpowiedział, że tego nie zrobi. Gdy matka wymierzyła mu policzek, zapytał z godnością: - A więc to moja matka uczy mnie kraść?... I poszedł na pastwisko dopiero, kiedy otrzymał pozwolenie od matki chrzestnej.(5) Artystyczna dusza Franciszka zachwycała się pięknem stworzenia: rozgwieżdżonym niebem, strumykami, kwiatami, a przede wszystkim słońcem, które było dla niego symbolem mocy Boga. Taki był Franciszek przed objawieniami: niewinny, powściągliwy, prostoduszny, ale być może trochę zbyt ustępliwy, co nie przeszkodziło, żeby został litościwie wybrany na powiernika Matki Bożej.

Hiacynta: temperament wrażliwy, prostota ducha

Hiacynta, według Łucji, była przeciwieństwem Franciszka. Jak wspominał ze wzruszeniem Ti Marto: „Była zawsze bardzo spokojniutka. Jeszcze jako niemowlę zawsze przystawała na wszystko. Jeśli była głodna, dawała znak, popłakując przez chwilę, a później była już spokojna. Nic jej nie przeszkadzało. Była jak dar z Nieba". (6)

Hiacynta była wyjątkowo wrażliwa. Zdaniem Łucji „już w wieku mniej więcej pięciu lat słysząc opowiadanie o cierpieniach Naszego Boskiego Zbawiciela, rozczulała się i płakała.

Tak jak jej brat Franciszek, a być może nawet bardziej niż on, Hiacynta miała duszę szlachetną, delikatną i uczuciową.

Hiacynta kochała kwiaty. Jedną z jej ulubionych rozrywek było ich zbieranie na pastwisku. - Biedaczek Nasz Pan - szeptała - ja nie popełnię nigdy żadnego grzechu, nie chcę, żeby Jezus już więcej cierpiał."

Kochała księżyc, lampę Matki Boskiej, bardziej niż słońce, „bo nie wyrządza krzywdy wzrokowi"; a kiedy księżyc był w pełni, biegła przekazać dobrą nowinę: - Mamo, tam przybywa Mateczka z Nieba!

Czy ten aniołek nie miał wad? Być może niewielkie. Łucja mówi, że będąc najmłodszą w licznej rodzinie, Hiacynta została trochę rozpieszczona. Dlatego czasami, kiedy sprzeczano się z nią, dąsała się. I aby zgodziła się wrócić do zabawy, trzeba było pozwolić jej wybrać nie tylko zabawę, ale też partnera. Tak oto ta dusza, mająca w sobie tak wiele anielskiej niewinności, była przeznaczona przez Łaskę Boską do przyjęcia wizyt niebiańskich.

  Objawienia skłaniają dusze dziecięce ku świętości


Wiosną 1916 roku życie trojga wesołych i beztroskich pastuszków w wieku zaledwie 9, 8 i 6 lat miało ulec nagłej przemianie. „Serca Jezusa i Maryi zważają na głos waszych błagań" - powiedział im Anioł Portugalii, Anioł Pokoju. „Składajcie nieustannie Najwyższemu ofiary i módlcie się. To jest program świętości, kierowany jedynie do prawdziwie bliskich Bogu. Troje portugalskich dzieci wy-pełniło go dokładnie i z zapałem, z prawdziwą radością i z pełnym miłości oddaniem. Z wszystkiego, z czego możecie, składajcie ofiarę Panu w akcie zadośćuczynienia za grzechy, którymi On został obrażony, i błagajcie o nawrócenie grzeszników... Przede wszystkim przyjmijcie i znoście z pokorą cierpienie, które Pan wam ześle."I tak, mniej więcej rok później, byli gotowi na wizytę Królowej Niebios. A Ona przybyła, powtarzając zaraz w pierwszym spotkaniu zaproszenie do modlitwy i do cierpienia wypowiedziane przez Anioła: „Będziecie więc musieli wiele wycierpieć. Ale łaska Boga będzie waszym pocieszeniem." Modlitwa i cierpienie jako zadośćuczynienie Niepokalanemu Sercu Maryi i Najświętszemu Sercu Jezusa, tak bardzo obrażonym przez odstępstwo ludzkości od wiary - oto co stało się treścią życia trojga pastuszków.

Franciszek - pocieszyciel Boga

Mimo, że niewinny i wolny od ziemskich przywiązań, Franciszek na pewno miał jeszcze jakieś słabości albo małe wady, z którymi musiał walczyć. Nie przeszkodziło mu to zobaczyć Anioła i Matki Bożej, ale nie słyszał nic z tego, co mówili.

Jednakże kiedy Najświętsza Panna powiedziała, że będzie musiał „zmówić wiele cząstek Różańca", aby Ona również jego zabrała do Nieba, Franciszek wykrzyknął: „O moja Matko Boska! Zmówię tyle cząstek, ile będziesz chciała!".

Jest ciekawe, że to Franciszek, według Łucji, najmniej przejął się straszną wizją piekła, ponieważ tym, co najbardziej go w niej zaabsorbowało, był Bóg, Trójca Święta „w tym ogromnym świetle, które przeszywało nawet najgłębszy zakątek naszej duszy".

Łucja powiedziała, że „podczas gdy Hiacynta wydawała się przejęta jedyną myślą, by nawrócić grzeszników i uwolnić dusze z piekła, on myślał jedynie o pocieszeniu Naszego Pana i Matki Boskiej, którzy mu się wydawali tak bardzo smutni". Słuszne są słowa autora: „Nie jest możliwe czynić zadość jako pocieszyciel, tak jak to wyrażają słowa Franciszka, bez wyjątkowej łaski". (7)

Idąc za wezwaniem do kontemplacji, Franciszek coraz częściej odsuwał się od dwóch dziewczynek, aby modlić się w samotności. Kiedy pytały go, co robi, pokazywał im Różaniec. Kiedy nalegały, żeby poszedł pobawić się z nimi, odpowiadał: „Nie pamiętacie, że Matka Boska powiedziała, że muszę zmówić wiele cząstek Różańca?"

Kiedy dziewczynki znajdowały go pogrążonego w myślach i pytały, co robi, odpowiadał: „Myślę o Bogu, który jest tak bardzo smutny z powodu tylu grzechów. Gdybym był zdolny ofiarować mu trochę radości!" Oto, co znaczy praktykować w sposób doskonały Pierwsze Przykazanie Boże, zapominając o sobie samym i kochając Boga ponad wszystko.

 

 

Mali, ale z wielkim duchem poświęcenia

Aby umartwiać się, troje pastuszków wymyślało wiele rzeczy: oddawali swoje posiłki biednym, jedli korzenie i żołędzie, wybierając te najbardziej gorzkie; wstrzymywali się od picia, czasami przez cały dzień (pomimo wielkiego pragnienia); nacierali pokrzywą ciało, aby je udręczyć; przez długie godziny odmawiali z twarzą przy ziemi modlitwy, których nauczył ich Anioł. To tylko niektóre ze sposobów umartwiania się.

Pewnego dnia znaleźli kawałek szorstkiego powrozu, który następnie zawiązali sobie wokół pasa pod ubraniem. Przeszkadzało im to tak bardzo, że wiele razy uniemożliwiało im sen. Matka Boża poradziła im, żeby na noc zdejmowali to "narzędzie" męki.

Kiedy dzieci rozpoczęły naukę w szkole, Franciszek powiedział dwóm dziewczynkom: "Słuchajcie, wy idźcie, a ja zostanę w kościele przy ukrytym Jezusie. (...) Niedługo pójdę do Nieba. Kiedy będziecie wracać, wstąpcie tutaj, by mnie zawołać".

Jest bardzo możliwe - jak skomentował inny autor - że w ten sposób, bez kierownictwa duchowego, Franciszek nauczył się praktykować kontemplację i rozmyślania. Nauczył się u samego Mistrza lekcji, którą Święta Teresa wykłada w swojej "Drodze do Doskonałości": modlitwa wysoka wymaga miłości, odosobnienia, odsunięcia się od świata, uwolnienia się od ziemskich przywiązań lub od zmysłowości".(8)

23 grudnia 1918 roku dwójka rodzeństwa zachorowała na zapalenie oskrzeli. Nawet w czasie choroby kontynuowali modlitwy, a cierpienie ofiarowywali w intencji grzeszników. Łucja tak pisze o Franciszku: „Cierpiał z heroiczną cierpliwością, nie pozwalając nigdy, by wydobył się z niego jęk lub najlżejsza skarga."Zapytałam go pewnego dnia na krótko przed śmiercią: - Franciszku, bardzo cierpisz? Tak, cierpię. Ale cierpię wszystko z miłości do Naszego Pana i Matki Boskiej".4 kwietnia 1919 roku bez żadnego jęku ani grymasu twarzy, z anielskim uśmiechem na ustach, Franciszek odszedł na spotkanie z Najświętszą Dziewicą, która czekała na niego z otwartymi ramionami.

Hiacynta: ofiara wynagradzająca, powaga i szlachetność Po objawieniach, Hiacynta tak przejęła się modlitwą za grzeszników, że została obdarzona licznymi szczególnymi łaskami. Miała wizje prorocze, wypraszała dla innych uzdrowienia i łaski uznane za cudowne.

Jeszcze w rok po objawieniach, Matka Boska ukazała jej się trzy razy.(9) Jej ciężka choroba była okazją do zaofiarowania wielu cierpień Bogu: "Za każdym razem coraz więcej trudu sprawia mi picie mleka lub rosołu; ale nie mówię nic i przyjmuję wszystko z miłości do Naszego Pana i Niepokalanego Serca Maryi".

Wysoki stopień świętości Misja zadośćuczynienia Hiacynty jest ściśle powiązana z Niepokalanym Sercem Maryi. Kiedy Matka Boska pokazała piekło trzem pastuszkom, powiedziała im: „Widzicie piekło, gdzie idą dusze biednych grzeszników. Aby ich ocalić, Bóg chce ustanowić na świecie kult mojego Niepokalanego Serca".

Żegnając się z Łucją przed wyjazdem do Lizbony, Hiacynta powiedziała jej z naciskiem: „Ty pozostajesz tutaj, aby głosić, że Bóg chce ustanowić na świecie kult Niepokalanego Serca Maryi. Kiedy będziesz musiała to mówić, nie ukrywaj się."
I dodała: „Powiedz całemu światu, że Bóg przydziela nam łaski za pośrednictwem Niepokalanego Serca Maryi. Niech ją o nie proszą. Powiedz, że Serce Jezusa chce, żeby oprócz Niego czcić też Niepokalane Serce Maryi".

Dlatego „Hiacynta słusznie zasługuje na tytuł wzorowej ofiary prze-błagalnej Niepokalanego Serca Maryi". (10)

Pewnego dnia wyznała Łucji, że często wstaje z łóżka, aby zmówić modlitwę Anioła: - Ale teraz już nie jestem w stanie modlić się z głową przy ziemi. Modlę się tylko na kolanach".

Jak Hiacynta, taka mała dziewczynka, mogła przyjąć i zrozumieć tak głęboko ducha umartwienia i pokuty? Według Łucji: „Po pierwsze, dzięki szczególnej łasce Boga, którą ją obdarował za pośrednictwem Niepokalanego Serca Maryi. A po drugie, bo widziała piekło i nieszczęście dusz, które tam trafiają".

Matka Boska zapytała Hiacyntę, czy chciałaby zostać trochę dłużej na Ziemi, aby cierpieć za nawrócenie grzeszników. Szlachetna dziewczynka odpowiedziała, że tak. Na skutek tego przebywała jeszcze w dwóch szpitalach, gdzie bardzo cierpiała. Umarła w Lizbonie, z dala od rodziny. Ale Matka Boska nie zostawiła jej samej. Ukazywała jej się często, pouczając, doradzając i ostrzegając o sytuacji na świecie i o zbliżających się karach. Matka Maria da Purificaçăo Godinho, której Hiacynta się zwierzała, zapisała wiele z objawień niebiańskich i rozważań młodej pasterki, które ukazały się w różnych książkach i które ukazują stopień dojrzałości duchowej, jaki osiągnęła ta dziewczynka, mając niecałe 10 lat.

  Głębokie zrozumienie wieczności
Widząc osoby ubrane nieskromnie, które przychodziły w odwiedziny do chorych, albo bardzo wystrojone pielęgniarki, Hiacynta mówiła do Matki Godinho: „Do czego służy to wszystko? Gdyby one pomyślały, że muszą umrzeć i wiedziały, co to jest wieczność!" O niektórych lekarzach-ateistach mówiła:

Biedacy! Mimo całej swojej wiedzy nie wiedzą, co ich czeka."

W lutym 1920 r. Hiacynta była ponownie operowana. W związku z jej złym stanem zdrowia, można było użyć jedynie chloroformu i znieczulenia miejscowego. Usunięto jej dwa żebra, zostawiając otwór tak wielki, że można było do niego włożyć rękę. Ona cierpiała cały czas w milczeniu, czasem tylko pojękując cicho: „Ach, moja Matko Boska!" Ale aby pocieszyć tych, którzy widzieli jej cierpienia, mówiła: „Cierpliwości! Wszyscy musimy cierpieć, aby wejść do chwały Nieba." W piątek, 20 lutego 1920 r. Matka Boża przyszła po Hiacyntę. Dziewczynka, mimo że nie skończyła jeszcze 10 lat, umarła w opinii świętości.


Oprac. LP, BB


(1) Siostra Łucja, Wkład osobistych wspomnień do biografii małej Hiacynty, według O. Luís Gonzaga Ayres da Fonseca S.J., Editora Vozes Ltda. Petrópolis, wydanie piąte, 1954, Prolog.
(2) Cfr. O. Luis Kondor, Wicepostulator Trybunału, Będą święci między dziećmi... wkrótce, „Osservatore Romano", wydanie portugalskie, 6 marca 1999 r.
(3) O. Joăo de Marchi, I.M.C., Była to Pani bardziej błyszcząca niż Słońce..., Seminarium misji Matki Boskiej Fatimskiej, Cova da Iria, wydanie czwarte, 1954, p. 35.
(4) Ibidem, str.35-37.
(5) Ibidem, str.37.
(6) Ibidem, str.40.
(7) O. Joaquín Maria Alonso, Doktryna i duchowość przesłania fatimskiego, Arias Montano Editores, SL, Madrid, 1990, p. 127.
(8) William Thomas Walsh, Our Lady of Fatima, Image Books, Garden City (NY), 1954, p. 157.
(9) Cfr. Oficjalny raport przeora ówczesnej parafii, zakończony w sierpniu 1918 roku i dostarczony Władzom Kościelnym 28 kwietnia 1919 roku, in O. Luís Gonzaga Ayres da Fonseca, S.J., Matka Boska Fatimska, Editora Vozes, Petrópolis, wydanie piąte, 1954, pp.148-149.
(10) O. Alonso, op. cit. P. 143.


Ten artykuł przeczytałeś dzięki ofiarności Darczyńczów. Wesprzyj nas i zostań współtwórcą "Przymierza z Maryją".

NAJNOWSZE WYDANIE:
Kościół wobec zarazy
Panika związana z tzw. pandemią koronawirusa ogarnęła cały świat. Groza miesza się z ironią. Grozę wywoływały i chyba jeszcze ciągle wywołują informacje o śmierci zakażonych, zdjęcia trumien masowo wywożonych z prosektoriów przez ciężarówki… Ironię zaś wzbudzają: brak konsekwencji rządzących w podejmowanych działaniach prewencyjnych, zalew sprzecznych informacji i spiskowych teorii. Łatwo się w tym wszystkim zagubić. Zresztą ojcu kłamstwa zależy na tym, byśmy czuli się pogubieni, opuszczeni i osamotnieni – bez żadnej nadziei…

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
Listy od Przyjaciół
 
Listy od Przyjaciół

Szczęść Boże!

Chciałbym przekazać Państwu krótkie świadectwo. Jesteśmy z żoną w sakramentalnym związku małżeńskim już od 37 lat. Mamy dwie córki i 3-letniego wnuczka. Starsza córka mieszka za granicą, młodsza – tutaj z mężem i dzieckiem. Moja żona jest niepełnosprawna i niewidoma. Porusza się na wózku inwalidzkim. Ja jestem po trzech poważnych wypadkach. W roku 2006 spadły na mnie 24 palety. Miałem złamaną miednicę w pięciu miejscach i uszkodzone biodro. Leżałem w szpitalu dwa tygodnie. Później przywieźli mnie do domu, gdzie miałem spędzić w łóżku kolejne tygodnie. Po siedmiu dniach uratował mnie jednak bł. ks. Wincenty Frelichowski. Jego relikwie mamy w domu. Po wytrwałej modlitwie za wstawiennictwem błogosławionego Wincentego nagle udało mi się po kilku dniach wstać z łóżka. Lekarze nie dawali mi wcześniej szansy na pełne wyzdrowienie, ale jednak stało się inaczej. Po prostu pewnego dnia ks. Wincenty powiedział do mnie: „Wstań i chodź”. I chodzę do dziś i opiekuję się żoną, choć nieraz jest bardzo ciężko. Cieszę się jednak, że wraz z żoną możemy wspierać Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi. Prosimy o modlitwę za całą naszą rodzinę. Szczególnie za nasze zdrowie. Zostańcie z Bogiem.

Wacław z żoną Marią

 

 

Szanowna Redakcjo!

Jestem niesamowicie zbudowana Waszą działalnością. Przesyłane materiały bardzo sobie cenię. Czytam „Przymierze z Maryją”. Treściami dzielę się z najbliższymi. Moja rodzina jest wierna przykazaniom Bożym i kościelnym. Taka postawa jest budująca – dodaje siły i wiary do niesienia krzyża dnia codziennego.

W ostatnim czasie, pod koniec roku 2019, przeżywaliśmy trudne chwile, zresztą to trwa nadal. U mojego męża Jana wykryto raka jelita grubego. Badania, operacja, pobyt w szpitalu…

Można było to wszystko przyjąć, wytrzymać i działać tylko dzięki modlitwie do Boga, o którą prosiliśmy i nadal prosimy naszych znajomych i bliskich. Uczestnictwo we Mszy Świętej, odmawianie Koronki do Bożego Miłosierdzia w kaplicy szpitala zakonu bonifratrów przed cudownym obrazem Matki Bożej Uzdrowienia Chorych pomagały w tych trudnych chwilach. Pisząc o tym, pragnę podkreślić, że dzięki modlitwie, zaufaniu Opatrzności i Miłosierdziu Bożemu, mogliśmy przyjmować te wszystkie bolesne wydarzenia ze spokojem, powierzając również lekarzy opiece Ducha Świętego.

Teraz jesteśmy z mężem już razem, wspieramy się nawzajem i ufamy Bogu, że udźwigniemy ten krzyż. Prosimy o modlitwę.

Janina

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowni Państwo

Pragnę podziękować za wszystkie pamiątki i upominki, które od Was otrzymuję. Chciałabym też podzielić się z Państwem świadectwem wyjścia z nałogu alkoholowego mojego syna Mariusza, który zmagał się z tym problemem przez trzy lata. Żona odeszła od niego, wyprowadzając się z dwojgiem dzieci do swojej matki. A ja codziennie modliłam się na różańcu o jego nawrócenie. Prosiłam Matkę Bożą i św. Ojca Pio o wstawiennictwo. Prosiłam Pana Jezusa o dar nawrócenia mojego syna. I stał się cud. Syn zachorował. Miał poważną operację głowy – usunięcia guza i krwiaka pod czaszką. Operacja się udała. A syn, gdy wychodził ze szpitala, powiedział: „Mamo, już nigdy nie zobaczysz mnie pijanego”. I dotrzymuje obietnicy. Od tego czasu minęło sześć lat i przez ten okres nie pił żadnego alkoholu. Założył firmę transportową, żona z dziećmi wróciła do domu. Obecnie mieszkają razem.

Dziękowałam i nadal dziękuję Panu Jezusowi, jak również Matce Najświętszej i św. Ojcu Pio, że mnie wysłuchali i uzdrowili mojego syna z tej choroby.

Napisałam te słowa, bo chcę podzielić się świadectwem, że dzięki mocnej wierze i modlitwie możemy otrzymać łaskę o którą prosimy. Szczęść Wam Boże. Życzę zdrowia i wszelkich łask.

Krystyna z Łódzkiego

 

 

Szczęść Boże!

Szanowna Redakcjo

Pragnę podzielić się z Państwem świadectwem. Urodziłam się w wielodzietnej, katolickiej, robotniczej rodzinie na wsi. Gdy miałam 6 lat, zostałam osierocona wraz z siedmiorgiem rodzeństwa, ponieważ zmarła nam mama. Tatuś dawał nam bardzo dobry przykład, wychowywał nas bardzo religijnie: prowadził do kościoła i uczył codziennej modlitwy.

Młodo wyszłam za mąż i urodziłam troje dzieci. Moje małżeństwo nie było jednak szczęśliwe, ponieważ mąż nadużywał alkoholu i znęcał się nade mną i nad dziećmi. Pomimo tego nigdy nie straciłam wiary w Boga. Wierzyłam, że zawsze jest ze mną i pozwala mi wytrwać. Każdego wieczoru klękaliśmy razem z dziećmi i modliliśmy się gorąco. Gdy dzieci usamodzielniły się i założyły własne rodziny, postanowiłam wyjechać do Grecji. W tym czasie mieszkał tam i pracował mój syn. Przez jakiś czas mieszkaliśmy razem, ale syn zachorował i zmarł.

Od znajomych dowiedziałam się, że w naszej parafii organizowane są spotkania ewangelizacyjne. Zdecydowałam, że i ja będę na nie uczęszczać. Tutaj bardzo uspokoiłam się wewnętrznie i doświadczyłam ogromnej duchowej radości. Brałam udział w rekolekcjach. Przez dwa lata, przed tym wspaniałym duchowym doświadczeniem, cierpiałam bardzo na ból prawej ręki, która mi drętwiała i traciłam w niej czucie. Wiele razy jeździłam do lekarzy, ale pomimo iż brałam leki, ból nie ustępował. Tego dnia modliliśmy się przed Najświętszym Sakramentem i w pewnym momencie odczułam drganie tej chorej ręki. Uświadomiłam sobie, że ból ustąpił. Od tego czasu upłynęło już 6 lat, a moja ręka jest zdrowa.

Dziękuję Ci, Panie Jezu, za to uzdrowienie. Dziękuję Ci też za to, że dałeś mi łaskę wytrwania i cierpliwości w czasie, gdy zmarł mój syn. Za wiarę i siłę w ciężkich chwilach mojego życia, dziękuję Panie Jezu. Wierzę w Ciebie, Boże żywy!

Anna z Żywca

 

 

Szanowny Panie Prezesie

Z całego serca dziękuję za modlitwę oraz wszystkie życzenia i upominki, Niech Pan Bóg i Matka Najświętsza mają w Swojej opiece Pana i wszystkich pracowników Stowarzyszenia. Niech obdarzą Was zdrowiem i wszelkimi łaskami. Bóg zapłać za wszystko i Szczęść Boże!

Janina