Temat numeru
 
Niebezpieczne wpływy Wschodu
Adam Kowalik

Od kilkudziesięciu lat możemy obserwować proces przyswajania przez społeczeństwa Zachodu idei religijnych Dalekiego Wschodu. Szczególne otwarcie, zwłaszcza w USA i Europie Zachodniej, nastąpiło pod tym względem w czasie rewolucji obyczajowej 1968 r. Nic dziwnego, sfera ducha nie znosi próżni i dlatego puste miejsce po odrzuconym Bogu Prawdziwym musiały wypełnić fałszywe religie czy ideologie. Młodzi buntownicy odrzucając światopoglądy swoich rodziców, najczęściej oparte na chrześcijaństwie, w ich miejsce przyjmowali idee marksizmu w interpretacji chińskiego tyrana, komunisty Mao Tse Tunga, przy czym co bardziej religijni idee lewackie uzupełniali elementami buddyzmu czy hinduizmu. Także Polska, choć w nieco inny sposób, stała się celem penetracji sekt zainspirowanych duchowością wschodnią, pogańską.

Największym sprzymierzeńcem rozprzestrzeniania się wierzeń rodem z Dalekiego Wschodu jest słaba znajomość wśród Europejczyków czy Amerykanów realiów religijnych i społecznych Azji. Wyrwane z kontekstu nauki buddyzmu czy hinduizmu wydają się atrakcyjne, przepełnione spokojem, przyjazne dla przyrody, wychodzące naprzeciw duchowym potrzebom człowieka XXI wieku. Na tym tle źle poznane chrześcijaństwo (w Polsce na katechizacji wielu uczniów odpisuje zadania lub przygotowuje się na inne lekcje), zohydzane przez antykatolickie filmy i tendencyjne doniesienia mediów o działalności duchownych itp., wydaje się czymś niedoskonałym, mało pociągającym czy wręcz – używając języka młodych ludzi – „obciachowym".

W takiej sytuacji udział w kursach jogi czy spotkaniach na temat duchowości Wschodu, organizowanych najczęściej przez różnego rodzaju sekty, może stać się punktem zwrotnym w życiu ludzi poszukujących duchowych wrażeń, zmienić ich dalsze życie w egzystencję niewolniczą, podporządkowaną jakimś samozwańczym „guru”. Trudno też nie wspomnieć o tragicznych konsekwencjach takiego uzależnienia dla życia wiecznego…

Konsekwencje społeczne


Niektórych do fascynacji elementami buddyzmu czy hinduizmu może skłaniać całkowicie błędne, acz coraz bardziej rozpowszechnione, przekonanie, że Prawdę można znaleźć w każdej wielkiej religii. W rzeczywistości tak nie jest. Chrystus mówił o sobie, że jest Drogą, Prawdą i Życiem. Gdyby obok Jego nauk istniały inne, których zachowywanie prowadziłoby do Zbawienia, z pewnością poinformowałby nas o tym.

Oprócz szkód duchowych, które ponosi każdy, kto odrzuca prawdziwego Boga na rzecz buddyzmu, hinduizmu czy innej pogańskiej duchowości, warto wspomnieć także o stratach, jakie może ponieść społeczeństwo, gdyby zostało oparte na zasadach wielkich religii Wschodu. By się o tym przekonać, wystarczy przyjrzeć się Indiom. Przecież ogromne dysproporcje pomiędzy warunkami, w których żyją przedstawiciele najwyższej kasty braminów, a nędzą, w jakiej wegetują odrzuceni przez społeczeństwo nietykalni siudrowie nie jest wynikiem przypadkowego zbiegu okoliczności, lecz konsekwencją tradycyjnej nauki hinduizmu.

Coraz częściej można usłyszeć ludzi uważających się za katolików, równocześnie deklarujących swą wiarę w reinkarnację. Pomijając sprzeczność tego typu nauk z tym, co głosi Magisterium Kościoła, wiara w wielokrotne pojawianie się na świecie duszy w kolejnych wcieleniach powoduje straszliwe spustoszenie w życiu społecznym. Najlepiej widać to w ojczyźnie hinduizmu. Istniejące na całym świecie naturalne podziały na warstwy społeczne, spowodowane zróżnicowaniem ludzi pod względem talentów, pracowitości, odziedziczonych majątków itp. są tam karykaturalnie wyostrzone wiarą w wędrówkę duszy ku doskonałości poprzez kolejne wcielenia. Niestety, łagodzenie kontrastów między wyższymi a najniższymi kastami, a nawet walka z nędzą, w jakiej żyją najniższe klasy społeczne postrzegane są w Indiach jako przeciwstawianie się naturalnemu porządkowi rzeczy, wynikającemu z tamtejszej religii. Dominikanka, siostra Michaela Pawlik, która, jeszcze jako świecka misjonarka, wiele lat spędziła w Indiach, w jednym ze swoich artykułów opisała historię swoich starań o wyciągnięcie z nędzy mieszkańców dwóch wiosek należących do kasty pariasów. Podniesienie na wyższy poziom powszechnych w tych miejscowościach umiejętności rękodzielniczych spowodowało wyraźną poprawę dochodów tamtejszych siudrów. Kiedy jednak zorientowali się oni, nie bez podpowiedzi należących do wyższych kast sąsiadów, że zakłóca to „naturalny porządek” świata, według którego działalność rzemieślnicza jest domeną ludzi „wyższych wcieleń”, porzucili natychmiast działalność rękodzielniczą, by nie zaburzać „karmy” (jedno z najważniejszych pojęć w hinduizmie i buddyzmie, oznaczające sumę dobrych i złych uczynków człowieka w jego obecnym życiu, która wpływa na to, jakie będzie następne wcielenie tej osoby w „łańcuchu reinkarnacji”).

Duch ciemności


Trudno nawet wymagać od Hindusów wyższych warstw społecznych litości i wsparcia dla ubogich. Oni po prostu wyciągają logiczne wnioski z nauk swej religii. Im szybciej parias umrze, tym lepiej dla niego, bo w takim wypadku krócej trwają jego ziemskie cierpienia i szybciej będzie miał szansę wcielić się w wyższą formę ludzką. 

Wyobraźmy sobie teraz przeniesienie takiej wiary do Polski. Łatwo przewidzieć, co by się stało, gdyby pycha pseudoelit „trzymających władzę” nad wieloma dziedzinami życia społeczno-gospodarczego została jeszcze umocniona religijnie. Grupa postkomunistycznej nomenklatury i związanych z nią dorobkiewiczów zamieniłaby się w „kastę panów”, przekonanych o swej wyjątkowości i wyższości nad wszystkimi innymi, gorzej sytuowanymi materialnie. W takim wypadku Polska szybko weszłaby na drogę ku zacofaniu, wzorem dawnych Indii. Warto w tym miejscu podkreślić słowo „dawnych”, bo obecnie kraj ten coraz częściej jest postrzegany jako gwałtownie rozwijający się – mogący w krótkim czasie dołączyć do potęg gospodarczych i militarnych świata.

Byłoby jednak naiwnością sądzić, że obecna szybka modernizacja Indii wynika z uwolnienia nieznanego potencjału, który tkwił w hinduizmie. Paradoksalnie swój przyspieszony rozwój kraj ów zawdzięcza nie panującej tam tradycyjnie religii, lecz… chrześcijaństwu! Na przykład pewnego zafascynowania ideami wypływajacymi z nauki Chrystusa nie krył hinduista Gandhi, uważany za ojca niepodległości Indii. Co więcej, nawet księgi hinduizmu – Wedy, zostały zmodernizowane tak, by złagodzić ich najbardziej barbarzyńskie i utrudniające rozwój społeczeństwa nauki. Obok zniesienia podziału na kasty, zakazano również palenia wdów po śmierci męża oraz nierządu świątynnego.

W tym kontekście trudno zrozumieć młodych Europejczyków czy mieszkańców obu Ameryk, którzy tak bardzo zafascynowani są religią zawierającą wiele elementów nauki będącej, wydawałoby się, nie do pogodzenia z mentalnością człowieka Zachodu. Warto uzmysłowić sobie np. na czym polega tak reklamowana i zachwalana na Zachodzie mistyka wschodnia. Wspomniana s. Pawlik była także świadkiem popisu jogina – wróżbity. Ten człowiek wprowadzał się w trans przez mantrę, w której wzywał „moc duchową”. Później twierdził, że mu się czakramy otwierają i że wstępuje w niego duch, przy pomocy którego miał wróżyć […] w pewnym momencie dostał dreszczy, oczy zrobiły mu się szkliste, jakieś osłupienie malowało się na twarzy, żyły uwypukliły się, twarz jakby obrzęknięta, naprężenie wielkie… To nienormalne czy paranormalne zjawisko, na mnie robiło bardzo przykre wrażenie – wspominała.

Mniejsza o estetykę obrzędu. Warto w tym miejscu zadać pytanie, jaki to duch wstąpił w tego jogina? Należy się domyślać, że był to duch ciemności, i to za jego pośrednictwem mógł ów jogin wróżyć i informować, co dzieje się w odległych miejscach. Tak więc za tajemniczymi, imponującymi wielu, orientalnymi rytuałami kryje się osoba dość dobrze znana na Zachodzie – szatan.

Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną…


Św. Piotr ostrzegał uczniów: Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć (1P 5, 8). Stanowiące wielką atrakcję dla poszukujących nadnaturalnych duchowych doznań potencjalnych nowych wyznawców sekt wschodnich otwieranie się na nieznane energie jest po prostu otwieraniem furtki, przez którą ów „lew ryczący” może wejść.

Niestety, takich furtek ma człowiek do dyspozycji dużo więcej. Niewątpliwie należy do nich astrologia, wróżbiarstwo, wywoływanie duchów osób zmarłych, magia itp., jednym słowem – okultyzm.

Tego typu praktyki, także nieobce religiom Wschodu, sprzeciwiają się pierwszemu przykazaniu: Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną. Oddający się im człowiek nie tylko łamie Prawo Boże, ale także wchodzi w kontakt z demonami, bo to one wykorzystują wszelkie sposoby, aby spętać wolę człowieka, a przynajmniej doprowadzić go do grzechu, czyli zerwania z Bogiem. Szatan używa zresztą tych samych metod, które stosował już w Raju, kusząc pierwszych rodziców. Także teraz stara się, by człowiek zaczął bagatelizować wagę wykroczenia przeciwko Przykazaniom Bożym. Przecież wróżby to „tylko zabawa” – argumentuje. Co może być niebezpiecznego w noszeniu „niewinnych” przedmiotów zwanych amuletami albo w dialogu z duszami zmarłych? Czyż odrzucenie tajemnych sił kosmicznych, które mogą wyleczyć niektóre choroby, nie jest marnotrawstwem szans i środków, jakie Stwórca zawarł we wszechświecie? – pyta ­przewrotnie.

Jednak Bóg, czy z Jego polecenia Kościół, nie zakazuje niczego, co by nie było dla człowieka szkodliwe czy niebezpieczne. Dla czynienia dobra Kościół otrzymał Sakramenty Święte. Po cóż używać amuletów, skoro można prosić Boga o błogosławieństwo, Anioła Stróża o opiekę. Na co komu rozmowy z demonami? Przecież to nie dusza zmarłego stawia się na wezwanie wywołującego duchy. Żaden człowiek z tamtego świata nie przyjdzie dla zaspokojenia naszej czczej ciekawości. Jaki pożytek przyjdzie choremu z uśmierzenia bólu cielesnego, jeżeli stanie się to kosztem duszy wystawionej na niebezpieczeństwo popadnięcia w opętanie czy dręczenie demoniczne?

Niestety chrześcijanie często nie doceniają, jak wielki dar otrzymali od Boga w postaci Kościoła Świętego, który od ponad 2000 lat prowadzi ich w ziemskiej wędrówce. Przecież gdyby nie Kościół, człowiek byłby narażony na wiele niebezpieczeństw.

Na przykładzie Indii możemy się przekonać, jak błędne koncepcje religijne są w stanie tragicznie zaciążyć na społeczeństwie, które wszedłszy w ślepą uliczkę, potrafi w niej ugrzęznąć i wegetować przez wieki. Niestety, pycha powoduje, że ludzie zamiast starać się lepiej zrozumieć naukę Jezusa Chrystusa, próbują przebudowywać świat według własnych pomysłów. Co więcej, najczęściej te rzekomo nowe i oryginalne pomysły są de facto zaledwie odgrzanymi, dawno potępionymi przez Kościół błędami.

Czymże innym jak nie powrotem na bezdroża herezji i pogaństwa jest New Age – ruch religijny, który łączy w swojej doktrynie rozmaite elementy gnozy, hinduizmu, okultyzmu i innych błędnych nauk?

Zadziwia fakt, że ludzie buntujący się przeciw zastanym autorytetom i wartościom w imię własnej „niezależności” i „wolności wyboru”, często przyłączają się do sekt i podporządkowują się narzucanym tam surowym regułom życia. Odrzucając autorytet rodziców czy kapłanów, potulnie przyjmują wolę guru, przywódcy sekty, nawet jeżeli łamie on sumienia czy nakłania do przestępstw.

Pod koniec lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku głośny był wypadek zbiorowego samobójstwa 900 członków sekty religijnej o nazwie „Świątynia Ludu” w Gujanie, zmuszonych przez swego przywódcę do wypicia trucizny. Oto do czego prowadzi odrzucenie Boga i zaufanie samozwańczym guru.

* * *

Zadziwiające jak słaby jest człowiek i jak łatwo potrafi zejść na bezdroża błędu i niedowiarstwa. Z tym większą wdzięcznością należy dziękować Bogu, że nie zostawił ludzkości bez przewodnika w tym ziemskim wędrowaniu, lecz powołał Kościół Święty, strażnika Prawdy i opiekuna wiernych.


Ten artykuł przeczytałeś dzięki ofiarności Darczyńczów. Wesprzyj nas i zostań współtwórcą "Przymierza z Maryją".

NAJNOWSZE WYDANIE:
Chleb Żywy, który zstąpił z Nieba
Przyjście Boga-Człowieka na świat, Jego cudowne, nienaruszające dziewictwa Matki narodziny w Betlejem Judzkim, to wydarzenie absolutnie wyjątkowe w historii. Wraz z Nim przyszło na świat wyzwolenie. Od niewoli śmierci, piekła i szatana…


UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Oto Matka nasza

Apostolat Fatimy w ciągu 18 lat działalności zgromadził w swoich szeregach prawie 60 tysięcy osób. Ta wciąż rosnąca armia czcicieli Maryi poprzez wsparcie modlitewne i finansowe szczególnie aktywnie poświęciła się propagowaniu Orędzia Matki Bożej Fatimskiej. W tym numerze „Przymierza z Maryją” swoim niezwykle interesującym świadectwem dzieli się jeden z Apostołów Fatimy, Janusz Komenda z Zielonek.

 

Przede wszystkim ośmielę się napisać, że moje życie od narodzin było związane z Maryją i traktuję to jako błogosławieństwo i niezasłużoną łaskę. Urodziłem się w święto Matki Bożej Różańcowej, a moje imieniny przypadają w święto Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny. Pochodzę z parafii pod wezwaniem Narodzenia NMP. W moim kościele parafialnym znajduje się kaplica z obrazem Matki Bożej Zwycięskiej.


Ze swoich dziecięcych lat pamiętam moją babcię, która co roku przez ponad 40 lat pielgrzymowała z naszą parafialną pielgrzymką do Kalwarii Zebrzydowskiej. Pewnego dnia zabrała również i mnie do Sanktuarium Matki Bożej Kalwaryjskiej. Jako dziecko uczestniczyłem też niejednokrotnie w nabożeństwach majowych, związanych z odmawianiem Litanii Loretańskiej, i październikowych – wypełnionych modlitwą różańcową. W mojej religijnej i blisko związanej z Kościołem rodzinie było to całkowicie naturalne. Różaniec i szczególne nabożeństwo do Maryi zawsze były obecne w naszym domu.


Wreszcie kilka lat temu usłyszałem o istnieniu Apostolatu Fatimy i postanowiłem do niego przystąpić. Impulsem do tego kroku były kłopoty natury osobistej. Gdy zawiodły ludzkie sposoby radzenia sobie w takich sytuacjach, zwróciłem się do Matki Bożej. Uczestnictwo w Apostolacie Fatimy i codziennie odmawiany Różaniec wyciszyły mnie wewnętrznie i pomogły mi na nowo poukładać swoje życie: bliżej Maryi, a dzięki Niej również bliżej Pana Boga.


Dzięki uczestnictwu w Apostolacie Fatimy oraz odmawianiu Nowenny Pompejańskiej moja modlitwa różańcowa usystematyzowała się i nabrała codziennej regularności. Stała się dla mnie naturalnym i stałym punktem, bez którego trudno mi sobie wyobrazić każdy kolejny dzień. Wspaniałym przywilejem uczestnictwa w Apostolacie jest codzienna modlitwa sióstr klauzurowych oraz Msza Święta odprawiana każdego 13. dnia miesiąca w intencji Apostołów Fatimy. Tylko Bóg jeden wie, ile łask każdy członek Apostolatu dzięki tym modlitwom otrzymał. Dzięki Apostolatowi regularnie otrzymuję pełne wartościowych treści dwumiesięczniki „Przymierze z Maryją” i „Polonia Christiana”, a mój dom zdobią obraz i figura Matki Bożej Fatimskiej. Trudno nie wspomnieć też o wielu innych upominkach, które w tym czasie otrzymałem. Wśród nich znajdują się: książki, albumy, filmy DVD czy choćby piękna ikona św. Michała Archanioła. Wciąż żyję też nadzieją, że pewnego dnia uda mi się wylosować udział w pielgrzymce do Sanktuarium w Fatimie, kolejny duchowy przywilej dla członków Apostolatu.


To Najświętszej Maryi Pannie oraz Duchowi Świętemu zawdzięczam odwagę przeciwstawienia się ideologii LGBT w mojej poprzedniej pracy. Dzięki Ich opiece spokojnie przyjąłem szykany ze strony pracodawcy, włącznie z wyrzuceniem mnie z pracy za wierność Pismu Świętemu i nauczaniu Kościoła w kwestii grzesznych praktyk homoseksualnych (zobacz „Polonia Christiana” nr 82). Jestem przekonany, że Matka Boża opiekuje się mną w sposób szczególny.


Od kilku lat staram się uczcić swoje urodziny lub imieniny biegową pielgrzymką do najwspanialszego miejsca kultu maryjnego w Polsce: Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej. „Przez Maryję do Jezusa” – jakże to prawdziwe hasło. Doświadczam go niezliczoną ilość razy, gdy praktykując swoje sportowe hobby, mijam na swojej biegowej trasie kolejne kapliczki i sanktuaria maryjne. Nasza polska ziemia jest nimi usiana i jestem przekonany, że przez to dostępuje szczególnego błogosławieństwa NMP.


W Nowennie Pompejańskiej znajdujemy słowa: Ile mi sił starczy, będę rozszerzał cześć Twoją, o Dziewico Różańca Świętego, co traktuję jako wezwanie do apostolatu. I właśnie dzięki Apostolatowi Fatimy to zobowiązanie mogę wypełniać.


Każdego, kto jeszcze się waha, czy do tego dzieła przystąpić, z całego serca namawiam: przystąp do prawie 60-tysięcznej armii Apostołów Fatimy! Matka Boża odmieni Twoje życie na lepsze!


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Od dłuższego czasu do Państwa nie pisałam, ale postanowiłam to zmienić. Chcę podziękować za wszystkie prezenty, jakie od Was otrzymuję oraz za czasopismo „Przymierze z Maryją”. Chcę się podzielić moim świadectwem uzdrowienia, które otrzymałam od Pana Boga przez wstawiennictwo Matki Bożej. Leczyłam się od 9 lat na depresję i chociaż się modliłam, nie byłam wysłuchana. Teraz wiem, że wtedy nie modliłam się dobrze, ponieważ nie zapraszałam do swojego życia codziennie Pana Boga. (…) Teraz rozpoczynam dzień, zawierzając się Krwi Pana Jezusa. Odmawiam Koronkę do Najdroższej Krwi Pana Jezusa i do Jego Najświętszych Ran. Zaczęłam się gorąco modlić do Matki Bożej, odmawiając Nowennę Pompejańską. Przy odmawianiu części błagalnej na samym końcu już wiedziałam, że zostałam uzdrowiona. Bardzo dziękuję Panu Bogu i Matce Bożej. Dziękuję także Redakcji. Proszę, nie ustawajcie w swoim działaniu, ponieważ dzięki Wam ludzie się nawracają. Proszę, nie ustawajcie w modlitwie, bo przez nią otrzymujemy wszystko. Pan jest miłosierny, tylko trzeba Mu zaufać. Na koniec chcę Wam powiedzieć, że należę do Apostolatu Fatimy już od kilkunastu lat. Dziękuję za modlitwy za mnie i moją rodzinę. Ja też pamiętam i modlę się za Was.
Teresa z Wielkopolski


Szczęść Boże!
Witam serdecznie redakcję „Przymierza z Maryją”. Pragnę podzielić się z Wami świadectwem. Około 30 lat temu pojawiła się na moim prawym udzie mała, czarna plama. Byłam zaniepokojona, ale z biegiem czasu przestałam się tym martwić, ponieważ nic się z tym nie działo.
Około 5 lat temu narośl zaczęła się powiększać, rozrastać, następnie pękała, czasami sączyła się krew. Z czasem zrobiła się wypukła, cieknąca (…). Ale ja nie odczuwałam żadnego lęku. Żyłam przeświadczeniem, że jeżeli Pan Bóg dopuszcza jakieś choroby czy doświadczenia, to musi być jakieś lekarstwo czy rozwiązanie.
Zbliżała się Wielkanoc 2015 roku. (…) Otrzymałam między innymi kopertę z życzeniami od znajomej z Sulechowa. Otworzyłam i… zaskoczył mnie obrazek św. Rity. (…) „No cóż? – pomyślałam – chyba najwyższy czas podjąć decyzję i usunąć narośl”. Zawierzyłam św. Ricie!
W połowie czerwca (…) pobrane próbki wysłano do analizy. Po dwóch tygodniach diagnoza: czerniak złośliwy IV stopnia i skierowanie na onkologię. Pani doktor nie mówiła wiele. Decyzja: natychmiastowa głębsza operacja uda. Wyznaczyła konkretną datę i godzinę przyjęcia do szpitala. Rana się zagoiła. Czułam się dobrze. Nie rozumiałam, po co otwierać ranę i czegoś szukać…
Nadeszła data stawienia się w szpitalu. To był poniedziałek. W niedzielę pojechałam z córką do Ługów. Wpadłam w koleinę, spadłam z roweru i złamałam kostki w okolicy stawu biodrowego. Pojechałam do szpitala. Musiałam leżeć na plecach przez 5 tygodni, bez jakiejkolwiek zmiany pozycji, co uniemożliwiło mi stawienie się na wcześniej wyznaczony termin do szpitala. Raz, że byłam całkowicie przykuta do wózka. Dwa, że ortopeda zakazał jakiejkolwiek ingerencji ze względu na niezrośnięte kości, co groziło gangreną. Ale, okazało się, że… święta Rita czuwa i prowadzi!
Po kilku miesiącach zrobiono mi tomografię komputerową w Poradni Onkologicznej w Zielonej Górze. Nie było śladu choroby nowotworowej. I jak tu nie wierzyć w obcowanie Świętych? Trzeba tylko ich słuchać, wierzyć i ufać. Pozdrawiam Was serdecznie.
Teresa

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Szanowni Państwo, od około 15 lat żyję w przymierzu z Maryją, tzn. otrzymuję od Waszego Stowarzyszenia materiały. Kalendarz z Maryją wisi w moim domu zawsze. Pierwszy raz jednak do Was piszę. Od czasu do czasu udawało mi się wesprzeć Wasze działania finansowo (na ile pozwalała mi moja kondycja finansowa), ale nigdy nie robiłam tego regularnie, a jednak stale przysyłacie mi czasopismo, kalendarze i informacje o prowadzonych kampaniach. Serdecznie za to dziękuję. Bóg zapłać!!!
Od lat noszę Cudowny Medalik (ten pierwszy otrzymałam od Was), od ponad roku codziennie modlę się na różańcu (też na tym, który Wy mi przysłaliście dobrych parę lat temu). Najmocniej przekonuję się o mocy działania Matki Najświętszej od kilku miesięcy, od kiedy to zawierzyłam się Jej całkowicie, oddałam się w niewolę miłości Jezusowi przez Maryję. To poświęcenie siebie poprzedzone 33-dniowymi rekolekcjami, a oparte na naukach św. Ludwika Marii Grignion de Montfort stało się dla mnie niezwykle ważnym wydarzeniem. (…) Na koniec pragnę serdecznie podziękować za wszystkie przesłane mi dotąd materiały i za Waszą działalność. Pozdrawiam z serca i życzę, aby działania Stowarzyszenia były zgodne z Wolą Bożą i przynosiły wspaniałe owoce. Pewnie większą ich część ujrzymy dopiero w wieczności…
Z Panem Bogiem
Anna


Szanowny Panie Prezesie
Na początku tego listu bardzo serdecznie Pana i całe Stowarzyszenie pozdrawiam. Dziękuję za wszystkie otrzymane dotychczas przesyłki (…).
Pragnę przedstawić Panu moje świadectwo związane z oddaniem się w opiekę Matce Bożej Częstochowskiej Królowej Polski.
W lutym bardzo źle się czułem z powodu moich dolegliwości brzusznych i usznych. Po pięciodniowej kuracji w szpitalu, wróciłem do domu bez zauważalnej poprawy. Dlatego 24 lutego postanowiłem pojechać po pomoc do Matki Bożej Częstochowskiej. Będąc na Jasnej Górze, poprosiłem zakrystiana o oliwę palącą się w kaplicy Cudownego Obrazu. Od tego czasu codziennie wieczorem parę kropli z wiarą i modlitwą przyjmuję, i o wiele lepiej się czuję. Mogę normalnie funkcjonować. (…)
Postanowiłem iść do kościoła pw. Polskich Męczenników, a to dlatego, że tam dokonano profanacji figury Matki Bożej. Gdy przybyłem na miejsce i zobaczyłem urwane ręce Matki Bożej w figurce tam stojącej, bardzo mnie ten widok przeraził i zabolał. Pomodliłem się za tych, którzy tej bulwersującej profanacji dokonali, prosząc o ich nawrócenie. To wydarzenie uświadomiło mi, w jakich czasach żyjemy. Jak dużo ofiary i modlitwy trzeba podjąć, aby ta fala została przezwyciężona! Dlatego musimy to wspaniałe dzieło, które Wasze Stowarzyszenie prowadzi, wspomagać przez modlitwę i datki ofiarowane na ten cel.
Roman z Tarnowskich Gór