Temat numeru
 
Niebezpieczne wpływy Wschodu
Adam Kowalik

Od kilkudziesięciu lat możemy obserwować proces przyswajania przez społeczeństwa Zachodu idei religijnych Dalekiego Wschodu. Szczególne otwarcie, zwłaszcza w USA i Europie Zachodniej, nastąpiło pod tym względem w czasie rewolucji obyczajowej 1968 r. Nic dziwnego, sfera ducha nie znosi próżni i dlatego puste miejsce po odrzuconym Bogu Prawdziwym musiały wypełnić fałszywe religie czy ideologie. Młodzi buntownicy odrzucając światopoglądy swoich rodziców, najczęściej oparte na chrześcijaństwie, w ich miejsce przyjmowali idee marksizmu w interpretacji chińskiego tyrana, komunisty Mao Tse Tunga, przy czym co bardziej religijni idee lewackie uzupełniali elementami buddyzmu czy hinduizmu. Także Polska, choć w nieco inny sposób, stała się celem penetracji sekt zainspirowanych duchowością wschodnią, pogańską.

Największym sprzymierzeńcem rozprzestrzeniania się wierzeń rodem z Dalekiego Wschodu jest słaba znajomość wśród Europejczyków czy Amerykanów realiów religijnych i społecznych Azji. Wyrwane z kontekstu nauki buddyzmu czy hinduizmu wydają się atrakcyjne, przepełnione spokojem, przyjazne dla przyrody, wychodzące naprzeciw duchowym potrzebom człowieka XXI wieku. Na tym tle źle poznane chrześcijaństwo (w Polsce na katechizacji wielu uczniów odpisuje zadania lub przygotowuje się na inne lekcje), zohydzane przez antykatolickie filmy i tendencyjne doniesienia mediów o działalności duchownych itp., wydaje się czymś niedoskonałym, mało pociągającym czy wręcz – używając języka młodych ludzi – „obciachowym".

W takiej sytuacji udział w kursach jogi czy spotkaniach na temat duchowości Wschodu, organizowanych najczęściej przez różnego rodzaju sekty, może stać się punktem zwrotnym w życiu ludzi poszukujących duchowych wrażeń, zmienić ich dalsze życie w egzystencję niewolniczą, podporządkowaną jakimś samozwańczym „guru”. Trudno też nie wspomnieć o tragicznych konsekwencjach takiego uzależnienia dla życia wiecznego…

Konsekwencje społeczne


Niektórych do fascynacji elementami buddyzmu czy hinduizmu może skłaniać całkowicie błędne, acz coraz bardziej rozpowszechnione, przekonanie, że Prawdę można znaleźć w każdej wielkiej religii. W rzeczywistości tak nie jest. Chrystus mówił o sobie, że jest Drogą, Prawdą i Życiem. Gdyby obok Jego nauk istniały inne, których zachowywanie prowadziłoby do Zbawienia, z pewnością poinformowałby nas o tym.

Oprócz szkód duchowych, które ponosi każdy, kto odrzuca prawdziwego Boga na rzecz buddyzmu, hinduizmu czy innej pogańskiej duchowości, warto wspomnieć także o stratach, jakie może ponieść społeczeństwo, gdyby zostało oparte na zasadach wielkich religii Wschodu. By się o tym przekonać, wystarczy przyjrzeć się Indiom. Przecież ogromne dysproporcje pomiędzy warunkami, w których żyją przedstawiciele najwyższej kasty braminów, a nędzą, w jakiej wegetują odrzuceni przez społeczeństwo nietykalni siudrowie nie jest wynikiem przypadkowego zbiegu okoliczności, lecz konsekwencją tradycyjnej nauki hinduizmu.

Coraz częściej można usłyszeć ludzi uważających się za katolików, równocześnie deklarujących swą wiarę w reinkarnację. Pomijając sprzeczność tego typu nauk z tym, co głosi Magisterium Kościoła, wiara w wielokrotne pojawianie się na świecie duszy w kolejnych wcieleniach powoduje straszliwe spustoszenie w życiu społecznym. Najlepiej widać to w ojczyźnie hinduizmu. Istniejące na całym świecie naturalne podziały na warstwy społeczne, spowodowane zróżnicowaniem ludzi pod względem talentów, pracowitości, odziedziczonych majątków itp. są tam karykaturalnie wyostrzone wiarą w wędrówkę duszy ku doskonałości poprzez kolejne wcielenia. Niestety, łagodzenie kontrastów między wyższymi a najniższymi kastami, a nawet walka z nędzą, w jakiej żyją najniższe klasy społeczne postrzegane są w Indiach jako przeciwstawianie się naturalnemu porządkowi rzeczy, wynikającemu z tamtejszej religii. Dominikanka, siostra Michaela Pawlik, która, jeszcze jako świecka misjonarka, wiele lat spędziła w Indiach, w jednym ze swoich artykułów opisała historię swoich starań o wyciągnięcie z nędzy mieszkańców dwóch wiosek należących do kasty pariasów. Podniesienie na wyższy poziom powszechnych w tych miejscowościach umiejętności rękodzielniczych spowodowało wyraźną poprawę dochodów tamtejszych siudrów. Kiedy jednak zorientowali się oni, nie bez podpowiedzi należących do wyższych kast sąsiadów, że zakłóca to „naturalny porządek” świata, według którego działalność rzemieślnicza jest domeną ludzi „wyższych wcieleń”, porzucili natychmiast działalność rękodzielniczą, by nie zaburzać „karmy” (jedno z najważniejszych pojęć w hinduizmie i buddyzmie, oznaczające sumę dobrych i złych uczynków człowieka w jego obecnym życiu, która wpływa na to, jakie będzie następne wcielenie tej osoby w „łańcuchu reinkarnacji”).

Duch ciemności


Trudno nawet wymagać od Hindusów wyższych warstw społecznych litości i wsparcia dla ubogich. Oni po prostu wyciągają logiczne wnioski z nauk swej religii. Im szybciej parias umrze, tym lepiej dla niego, bo w takim wypadku krócej trwają jego ziemskie cierpienia i szybciej będzie miał szansę wcielić się w wyższą formę ludzką. 

Wyobraźmy sobie teraz przeniesienie takiej wiary do Polski. Łatwo przewidzieć, co by się stało, gdyby pycha pseudoelit „trzymających władzę” nad wieloma dziedzinami życia społeczno-gospodarczego została jeszcze umocniona religijnie. Grupa postkomunistycznej nomenklatury i związanych z nią dorobkiewiczów zamieniłaby się w „kastę panów”, przekonanych o swej wyjątkowości i wyższości nad wszystkimi innymi, gorzej sytuowanymi materialnie. W takim wypadku Polska szybko weszłaby na drogę ku zacofaniu, wzorem dawnych Indii. Warto w tym miejscu podkreślić słowo „dawnych”, bo obecnie kraj ten coraz częściej jest postrzegany jako gwałtownie rozwijający się – mogący w krótkim czasie dołączyć do potęg gospodarczych i militarnych świata.

Byłoby jednak naiwnością sądzić, że obecna szybka modernizacja Indii wynika z uwolnienia nieznanego potencjału, który tkwił w hinduizmie. Paradoksalnie swój przyspieszony rozwój kraj ów zawdzięcza nie panującej tam tradycyjnie religii, lecz… chrześcijaństwu! Na przykład pewnego zafascynowania ideami wypływajacymi z nauki Chrystusa nie krył hinduista Gandhi, uważany za ojca niepodległości Indii. Co więcej, nawet księgi hinduizmu – Wedy, zostały zmodernizowane tak, by złagodzić ich najbardziej barbarzyńskie i utrudniające rozwój społeczeństwa nauki. Obok zniesienia podziału na kasty, zakazano również palenia wdów po śmierci męża oraz nierządu świątynnego.

W tym kontekście trudno zrozumieć młodych Europejczyków czy mieszkańców obu Ameryk, którzy tak bardzo zafascynowani są religią zawierającą wiele elementów nauki będącej, wydawałoby się, nie do pogodzenia z mentalnością człowieka Zachodu. Warto uzmysłowić sobie np. na czym polega tak reklamowana i zachwalana na Zachodzie mistyka wschodnia. Wspomniana s. Pawlik była także świadkiem popisu jogina – wróżbity. Ten człowiek wprowadzał się w trans przez mantrę, w której wzywał „moc duchową”. Później twierdził, że mu się czakramy otwierają i że wstępuje w niego duch, przy pomocy którego miał wróżyć […] w pewnym momencie dostał dreszczy, oczy zrobiły mu się szkliste, jakieś osłupienie malowało się na twarzy, żyły uwypukliły się, twarz jakby obrzęknięta, naprężenie wielkie… To nienormalne czy paranormalne zjawisko, na mnie robiło bardzo przykre wrażenie – wspominała.

Mniejsza o estetykę obrzędu. Warto w tym miejscu zadać pytanie, jaki to duch wstąpił w tego jogina? Należy się domyślać, że był to duch ciemności, i to za jego pośrednictwem mógł ów jogin wróżyć i informować, co dzieje się w odległych miejscach. Tak więc za tajemniczymi, imponującymi wielu, orientalnymi rytuałami kryje się osoba dość dobrze znana na Zachodzie – szatan.

Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną…


Św. Piotr ostrzegał uczniów: Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć (1P 5, 8). Stanowiące wielką atrakcję dla poszukujących nadnaturalnych duchowych doznań potencjalnych nowych wyznawców sekt wschodnich otwieranie się na nieznane energie jest po prostu otwieraniem furtki, przez którą ów „lew ryczący” może wejść.

Niestety, takich furtek ma człowiek do dyspozycji dużo więcej. Niewątpliwie należy do nich astrologia, wróżbiarstwo, wywoływanie duchów osób zmarłych, magia itp., jednym słowem – okultyzm.

Tego typu praktyki, także nieobce religiom Wschodu, sprzeciwiają się pierwszemu przykazaniu: Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną. Oddający się im człowiek nie tylko łamie Prawo Boże, ale także wchodzi w kontakt z demonami, bo to one wykorzystują wszelkie sposoby, aby spętać wolę człowieka, a przynajmniej doprowadzić go do grzechu, czyli zerwania z Bogiem. Szatan używa zresztą tych samych metod, które stosował już w Raju, kusząc pierwszych rodziców. Także teraz stara się, by człowiek zaczął bagatelizować wagę wykroczenia przeciwko Przykazaniom Bożym. Przecież wróżby to „tylko zabawa” – argumentuje. Co może być niebezpiecznego w noszeniu „niewinnych” przedmiotów zwanych amuletami albo w dialogu z duszami zmarłych? Czyż odrzucenie tajemnych sił kosmicznych, które mogą wyleczyć niektóre choroby, nie jest marnotrawstwem szans i środków, jakie Stwórca zawarł we wszechświecie? – pyta ­przewrotnie.

Jednak Bóg, czy z Jego polecenia Kościół, nie zakazuje niczego, co by nie było dla człowieka szkodliwe czy niebezpieczne. Dla czynienia dobra Kościół otrzymał Sakramenty Święte. Po cóż używać amuletów, skoro można prosić Boga o błogosławieństwo, Anioła Stróża o opiekę. Na co komu rozmowy z demonami? Przecież to nie dusza zmarłego stawia się na wezwanie wywołującego duchy. Żaden człowiek z tamtego świata nie przyjdzie dla zaspokojenia naszej czczej ciekawości. Jaki pożytek przyjdzie choremu z uśmierzenia bólu cielesnego, jeżeli stanie się to kosztem duszy wystawionej na niebezpieczeństwo popadnięcia w opętanie czy dręczenie demoniczne?

Niestety chrześcijanie często nie doceniają, jak wielki dar otrzymali od Boga w postaci Kościoła Świętego, który od ponad 2000 lat prowadzi ich w ziemskiej wędrówce. Przecież gdyby nie Kościół, człowiek byłby narażony na wiele niebezpieczeństw.

Na przykładzie Indii możemy się przekonać, jak błędne koncepcje religijne są w stanie tragicznie zaciążyć na społeczeństwie, które wszedłszy w ślepą uliczkę, potrafi w niej ugrzęznąć i wegetować przez wieki. Niestety, pycha powoduje, że ludzie zamiast starać się lepiej zrozumieć naukę Jezusa Chrystusa, próbują przebudowywać świat według własnych pomysłów. Co więcej, najczęściej te rzekomo nowe i oryginalne pomysły są de facto zaledwie odgrzanymi, dawno potępionymi przez Kościół błędami.

Czymże innym jak nie powrotem na bezdroża herezji i pogaństwa jest New Age – ruch religijny, który łączy w swojej doktrynie rozmaite elementy gnozy, hinduizmu, okultyzmu i innych błędnych nauk?

Zadziwia fakt, że ludzie buntujący się przeciw zastanym autorytetom i wartościom w imię własnej „niezależności” i „wolności wyboru”, często przyłączają się do sekt i podporządkowują się narzucanym tam surowym regułom życia. Odrzucając autorytet rodziców czy kapłanów, potulnie przyjmują wolę guru, przywódcy sekty, nawet jeżeli łamie on sumienia czy nakłania do przestępstw.

Pod koniec lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku głośny był wypadek zbiorowego samobójstwa 900 członków sekty religijnej o nazwie „Świątynia Ludu” w Gujanie, zmuszonych przez swego przywódcę do wypicia trucizny. Oto do czego prowadzi odrzucenie Boga i zaufanie samozwańczym guru.

* * *

Zadziwiające jak słaby jest człowiek i jak łatwo potrafi zejść na bezdroża błędu i niedowiarstwa. Z tym większą wdzięcznością należy dziękować Bogu, że nie zostawił ludzkości bez przewodnika w tym ziemskim wędrowaniu, lecz powołał Kościół Święty, strażnika Prawdy i opiekuna wiernych.


Ten artykuł przeczytałeś dzięki ofiarności Darczyńczów. Wesprzyj nas i zostań współtwórcą "Przymierza z Maryją".

NAJNOWSZE WYDANIE:
Witaj, Światłości Świata!
Zbliżamy się do końca roku 2018. Dodajmy – roku dla naszego Narodu szczególnego. Setna rocznica odzyskania niepodległości skłania do zadawania pytań o Polskę. O sens i cel istnienia naszej Ojczyzny… W tych rozważaniach warto pomyśleć o roli Kościoła i chrześcijaństwa w kształtowaniu naszej państwowości, tożsamości narodowej. Śmiało możemy powiedzieć, że Polskę otrzymaliśmy od Kościoła w prezencie. Chrzest Mieszka I wprowadził nas do europejskiej rodziny państw chrześcijańskich. Bez Mistycznego Ciała Chrystusa być może z czasem wykształciłaby się jakaś większa wspólnota, ale nie byłaby to ta Polska, którą znamy.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Z wizytą u naszej Matki
Michał Wałach

Istnieją na świecie miejsca, gdzie Bożą obecność czuje się wyjątkowo mocno, których niezwykły charakter można wyjaśnić niedowiarkom bez słów. Jednym z nich jest Fatima, do której w drugiej połowie października udała się prawie 40-osobowa pielgrzymka Apostolatu Fatimy.

 

 

Zmęczenie długą podróżą nie stanowiło dla naszej pielgrzymującej grupy przeszkody nie do pokonania, skoro niemal na wyciągnięcie ręki mieliśmy miejsce uświęcone objawieniami Najświętszej Maryi Panny oraz modlitwą milionów katolików z całego świata. Jeszcze przed świtem pierwszego dnia po przyjeździe, pielgrzymujący z nami ksiądz Józef Aszkiełowicz z Wileńszczyzny odprawił Mszę Świętą tuż przy Kaplicy Objawień – a więc tam, gdzie trójce portugalskich dzieci objawiła się Królowa Nieba i Ziemi.

 

Następnie ów niezwykły kapłan poprowadził dla nas trafiające do serca i duszy Nabożeństwo Drogi Krzyżowej na tzw. Drodze Węgierskiej. W trakcie modlitwy odwiedziliśmy Valinhos – miejsce, gdzie Matka Boża ukazała się w sierpniu roku 1917, gdy pastuszkowie 13 dnia miesiąca przebywali w portugalskim więzieniu, oraz miejsce nieopodal Cabeço – tam dzieci ujrzały Anioła Portugalii. Innym miejscem spotkania z Bożym Posłańcem były okolice studni w ogrodzie rodziny Santos – trójka dzieci często bawiła się w tym miejscu i to również tam Anioł przygotowywał je na przyjęcie Maryjnego Orędzia.

 

Odwiedzając Aljustrel – rodzinną miejscowość Łucji dos Santos oraz świętych Franciszka i Hiacynty Marto – zobaczyliśmy świat, w jakim wychowywały się dzieci, które do przekazania ludzkości Orędzia wybrała Maryja. Zobaczyliśmy te same drzewa, w których cieniu spędzały czas, domy, w których żyły, uliczki i ogrody, po których spacerowały. Po powrocie do Fatimy odwiedziliśmy Bazylikę Matki Bożej Różańcowej – miejsce, gdzie spoczywają Służebnica Boża siostra Łucja oraz święci Franciszek i Hiacynta.

 

Niezwykłym duchowym przeżyciem dla naszej grupy był udział w wieczornym nabożeństwie różańcowym ze świecami, które zakończyła procesja za figurą Fatimskiej Pani oraz – kolejnego dnia – za Najświętszym Sakramentem. Mogliśmy wręcz poczuć, jak dzięki modlitwie różańcowej Niebo łączy się z ziemią.

 

W trakcie pielgrzymki zobaczyliśmy również materialne dowody niegdysiejszej świetności cywilizacji łacińskiej – piękno, które razem z prawdą i dobrem stanowiły fundament dawnej Europy. Zarówno dawny dominikański klasztor Matki Bożej Zwycięskiej w Batalha, jak i cysterskie niegdyś opactwo w Alcobaça stanowią również świadectwo trudnej historii Portugalii – zostały odebrane zgromadzeniom w pierwszej połowie XIX wieku, w ramach kasaty zakonów. Odwiedziliśmy również Nazaré, gdzie nad Atlantykiem kult odbiera Matka Boża czczona pod postacią figury przyniesionej z palestyńskiego Nazaretu – zgodnie z tradycją – już w IV wieku. Obserwując wzburzony, ale zarazem powalająco piękny ocean, mogliśmy oddać się kontemplacji piękna świata stworzonego przez Pana Boga.

 

Pielgrzymka do miejsca objawień Maryi – co potwierdzali uczestniczący w niej Apostołowie Fatimy – była głębokim przeżyciem duchowym. W jej trakcie część osób skorzystała z możliwości przejścia kilkuset metrów na kolanach do Kaplicy Objawień, ofiarując swój trud i cierpienie Najświętszej Maryi Pannie oraz prosząc Ją o wstawiennictwo w intencjach, z jakimi przyjechali do portugalskiego Sanktuarium. Uczestnicy pielgrzymki nie zapomnieli również o innych Apostołach i przyjaciołach Instytutu – tuż przy miejscu objawień wspólnie zapaliliśmy, w ramach akcji „Twoje Światło w Fatimie”, świece, zaś przy Kaplicy złożyliśmy intencje nadesłane w związku z tą kampanią.

 

Podczas całego pobytu na ziemi portugalskiej można było wyczuć modlitewne uniesienie, o które doskonale dbał prowadzący modlitwy różańcowe, litanie oraz intonujący maryjne pieśni ksiądz Józef. Niezwykle pobożny kapłan z Wileńszczyzny zachęcał do odpowiedzi na wezwania Matki Bożej i codziennego odmawiania Różańca, na przykład w ramach nowenny pompejańskiej. Niezwykła duchowa atmosfera panująca w grupie sprawiła, że pielgrzymka Apostołów Fatimy do miejsca Objawień naszej Matki i Królowej na zawsze zostanie w pamięci uczestników. Wielu z nich nie ma wątpliwości – o udziale w wyjeździe nie zdecydował „ślepy los”. Wyjazd nastąpił w chwili, gdy w życiu potrzebowali wizyty u Niebiańskiej Matki. Niezbadane są wyroki Bożej Opatrzności…

 

Michał Wałach


Listy od Przyjaciół
 
Listy od Przyjaciół

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Pragnę bardzo serdecznie podziękować za wszystkie przesyłki, które otrzymuję od Państwa – za „Przymierze z Maryją”, przepięknie wydane książki, publikacje, dewocjonalia, przede wszystkim za krzyżyk z wizerunkiem Pana Jezusa, który noszę na sercu. Jestem szczęśliwa, że kilka lat temu natrafiłam na broszurę przedstawiającą książkę „Świadectwo Bożego Miłosierdzia” i właśnie od tego się wszystko zaczęło. Zamówiłam, przeczytałam z ogromnym wzruszeniem zwłaszcza zamieszczone w niej świadectwa osób, które doświadczyły Bożego Miłosierdzia. Sama codziennie odmawiam Koronkę do Bożego Miłosierdzia – ta modlitwa ma bardzo ogromną moc. Bardzo chętnie w miarę moich możliwości wspieram wszystkie Państwa kampanie, ponieważ uważam, że są bardzo potrzebne w pogłębianiu wiary chrześcijańskiej. Serdecznie pozdrawiam wszystkich członków redakcji, życzę cierpliwości i wytrwałości w prowadzeniu tego Bożego ­dzieła.

 

Beata z Zielonej Góry

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowni Państwo!

Pragnę się z Państwem podzielić moją radością, która jest też świadectwem. Otóż, dzięki Wam podjąłem pracę nad sobą i… zmieniam się, żeby z każdym dniem być bliżej Bożych spraw. Dziękuję Wam za wspaniałą wyprawę do Ziemi Świętej z aktami tylu zawierzeń (znalazły się tam też moje i moich bliskich). Bogu dziękuję, że także dostąpiłem tej łaski bycia z moją Rodziną w Ziemi tak obficie zroszonej Krwią Zbawiciela. Przez Wasze wspomnienia ponownie odnalazłem się i kolejny raz z większą mocą i zapałem mogę apostołować wśród tych, którzy szukają w swoim życiu Pana Boga. Pozdrawiam Was serdecznie!

 

Bolesław

 

 

Szanowni Państwo!

Jestem pełen podziwu i dziękuję za cały trud, jaki wkładacie w swoje działania. Doceniam Państwa pracę i starania. Bardzo chętnie korzystam ze stron internetowych, które prowadzi Wasz Instytut. Mam Państwa cały czas w pamięci. I jak tylko będę miał możliwość, będę Was wspierał. Nigdy jednak nie chciałbym tego robić, by przechwalać się tym przed ludźmi. Takie działania nie są po to, by się z nimi obnosić.

Z wyrazami szacunku

 

Przemysław

 

 

Szanowna Redakcjo!

Z całego serca dziękuję za przesłanie mi „Przymierza z Maryją”. Bardzo cieszy mnie to, bo znów będę mogła poczytać ciekawe artykuły, a później przekażę rodzinie do czytania. Polecam Redakcję opiece Matki Bożej i też dziękuję serdecznie Panu Prezesowi, że zawsze o mnie pamięta.

Z Panem Bogiem

 

Barbara z Poznania

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze Dziewica!

Bóg Wam zapłać za pamięć o mnie i przepiękną korespondencję, wzbogaconą pięknie wydaną katolicką literaturą oraz obrazkami, które są balsamem dla mojej duszy. Przesłany ostatnio obrazek ze św. Ojcem Pio oraz folder dał mi impuls do napisania tego listu. Otóż przypomniana przez Was 50. rocznica śmierci tego Świętego zaznaczyła się również w moim życiu. Już wcześniej wiedziałam, że żył we Włoszech wielki święty Ojciec Pio, ale jakoś nigdy nie prosiłam o jego wstawiennictwo. Aż do czasu…

3 lata temu leżałam w szpitalu na sali pooperacyjnej po bardzo ciężkiej operacji (endoproteza kolana z przeszczepem kości). Ból – mimo znieczuleń – był straszny. Cierpiąc i jęcząc cały czas z bólu, modliłam się do Matki Bożej Bolesnej, prosząc o wytrwanie w cierpieniu. Tego dnia, tuż pod wieczór, zauważyłam stojącego przy oknie mojej sali księdza w ciemnym habicie, przepasanym sznurem, z kapturem na plecach. Powiedziałam wówczas z ulgą: jak dobrze, że ksiądz tutaj jest i… zapadłam w sen, który uwolnił mnie od świadomości bólu.

W czerwcu 2018 roku znalazłam obrazek św. Ojca Pio. To był ten ksiądz, którego zobaczyłam wtedy przy oknie szpitalnym. Dopiero po trzech latach, patrząc na obrazek, który otrzymałam od Was, zrozumiałam, że to Matka Boża przysłała mi wówczas pomoc przez św. Ojca Pio. Teraz żyję, chodzę na tej nodze i codziennie modlę się do Ukochanej Matuchny – Królowej Wszystkich Świętych, która przysyła z pomocą „Wysłanników Niebios” tym, którzy o tę pomoc błagają.

Bogu Najwyższemu dziękuję, że poprzez korespondencję z Wami, mogę pogłębiać swą wiarę.

Dziękuję za Waszą cenną pracę Apostolską, w którą wkładacie tyle serca. Dwumiesięcznik „Przymierze z Maryją” jest moim ukochanym pismem, moją perełką. Tworzycie i twórzcie dalej Wielką Rodzinę Katolicką. Rozjaśniajcie umysły maluczkich. Niech Wam Bóg błogosławi i pomaga św. Ojciec Pio.

Pozostaję w modlitwie za Was i pracę jakże mi Drogiego Instytutu Ks. Piotra Skargi. Szczęść Wam Boże!

 

Zofia

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Pragnę zaświadczyć o cudzie, którego doświadczyła moja córka, Olimpia, dzięki Waszej akcji „Maryja Uzdrowienie Chorych”. Córka, w trakcie badań okresowych, dowiedziała się, że ma dużego guza na tarczycy. Podczas wizyty u lekarza dowiedziała się, że musi wyciąć całą tarczycę. Został wyznaczony termin operacji. Po operacji przyszedł do niej lekarz i powiedział, że mamy do czynienia z cudem. Powiedział jej, że każdy, kto przychodzi do szpitala z guzem na tarczycy, wychodzi bez tarczycy. U mojej córki było inaczej – wyszła ze szpitala z tym gruczołem, ponieważ lekarzom udało się wyciąć samego guza. Lekarz powiedział: „To jest cud – pierwszy w naszym szpitalu!”.

Dziękuję Maryi Uzdrowieniu Chorych za wstawiennictwo za moją córką, a Wam dziękuję za tę akcję i za wszystkie skarby, które od Was otrzymuję. Niech Wam błogosławi Pan Bóg i Najświętsza Maryja Panna.

 

Emilia