Od kilkudziesięciu lat możemy obserwować proces przyswajania przez społeczeństwa Zachodu idei religijnych Dalekiego Wschodu. Szczególne otwarcie, zwłaszcza w USA i Europie Zachodniej, nastąpiło pod tym względem w czasie rewolucji obyczajowej 1968 r. Nic dziwnego, sfera ducha nie znosi próżni i dlatego puste miejsce po odrzuconym Bogu Prawdziwym musiały wypełnić fałszywe religie czy ideologie. Młodzi buntownicy odrzucając światopoglądy swoich rodziców, najczęściej oparte na chrześcijaństwie, w ich miejsce przyjmowali idee marksizmu w interpretacji chińskiego tyrana, komunisty Mao Tse Tunga, przy czym co bardziej religijni idee lewackie uzupełniali elementami buddyzmu czy hinduizmu. Także Polska, choć w nieco inny sposób, stała się celem penetracji sekt zainspirowanych duchowością wschodnią, pogańską.
Największym sprzymierzeńcem rozprzestrzeniania się wierzeń rodem z Dalekiego Wschodu jest słaba znajomość wśród Europejczyków czy Amerykanów realiów religijnych i społecznych Azji. Wyrwane z kontekstu nauki buddyzmu czy hinduizmu wydają się atrakcyjne, przepełnione spokojem, przyjazne dla przyrody, wychodzące naprzeciw duchowym potrzebom człowieka XXI wieku. Na tym tle źle poznane chrześcijaństwo (w Polsce na katechizacji wielu uczniów odpisuje zadania lub przygotowuje się na inne lekcje), zohydzane przez antykatolickie filmy i tendencyjne doniesienia mediów o działalności duchownych itp., wydaje się czymś niedoskonałym, mało pociągającym czy wręcz – używając języka młodych ludzi – „obciachowym".
W takiej sytuacji udział w kursach jogi czy spotkaniach na temat duchowości Wschodu, organizowanych najczęściej przez różnego rodzaju sekty, może stać się punktem zwrotnym w życiu ludzi poszukujących duchowych wrażeń, zmienić ich dalsze życie w egzystencję niewolniczą, podporządkowaną jakimś samozwańczym „guru”. Trudno też nie wspomnieć o tragicznych konsekwencjach takiego uzależnienia dla życia wiecznego…
Konsekwencje społeczne
Niektórych do fascynacji elementami buddyzmu czy hinduizmu może skłaniać całkowicie błędne, acz coraz bardziej rozpowszechnione, przekonanie, że Prawdę można znaleźć w każdej wielkiej religii. W rzeczywistości tak nie jest. Chrystus mówił o sobie, że jest Drogą, Prawdą i Życiem. Gdyby obok Jego nauk istniały inne, których zachowywanie prowadziłoby do Zbawienia, z pewnością poinformowałby nas o tym.
Oprócz szkód duchowych, które ponosi każdy, kto odrzuca prawdziwego Boga na rzecz buddyzmu, hinduizmu czy innej pogańskiej duchowości, warto wspomnieć także o stratach, jakie może ponieść społeczeństwo, gdyby zostało oparte na zasadach wielkich religii Wschodu. By się o tym przekonać, wystarczy przyjrzeć się Indiom. Przecież ogromne dysproporcje pomiędzy warunkami, w których żyją przedstawiciele najwyższej kasty braminów, a nędzą, w jakiej wegetują odrzuceni przez społeczeństwo nietykalni siudrowie nie jest wynikiem przypadkowego zbiegu okoliczności, lecz konsekwencją tradycyjnej nauki hinduizmu.
Coraz częściej można usłyszeć ludzi uważających się za katolików, równocześnie deklarujących swą wiarę w reinkarnację. Pomijając sprzeczność tego typu nauk z tym, co głosi Magisterium Kościoła, wiara w wielokrotne pojawianie się na świecie duszy w kolejnych wcieleniach powoduje straszliwe spustoszenie w życiu społecznym. Najlepiej widać to w ojczyźnie hinduizmu. Istniejące na całym świecie naturalne podziały na warstwy społeczne, spowodowane zróżnicowaniem ludzi pod względem talentów, pracowitości, odziedziczonych majątków itp. są tam karykaturalnie wyostrzone wiarą w wędrówkę duszy ku doskonałości poprzez kolejne wcielenia. Niestety, łagodzenie kontrastów między wyższymi a najniższymi kastami, a nawet walka z nędzą, w jakiej żyją najniższe klasy społeczne postrzegane są w Indiach jako przeciwstawianie się naturalnemu porządkowi rzeczy, wynikającemu z tamtejszej religii. Dominikanka, siostra Michaela Pawlik, która, jeszcze jako świecka misjonarka, wiele lat spędziła w Indiach, w jednym ze swoich artykułów opisała historię swoich starań o wyciągnięcie z nędzy mieszkańców dwóch wiosek należących do kasty pariasów. Podniesienie na wyższy poziom powszechnych w tych miejscowościach umiejętności rękodzielniczych spowodowało wyraźną poprawę dochodów tamtejszych siudrów. Kiedy jednak zorientowali się oni, nie bez podpowiedzi należących do wyższych kast sąsiadów, że zakłóca to „naturalny porządek” świata, według którego działalność rzemieślnicza jest domeną ludzi „wyższych wcieleń”, porzucili natychmiast działalność rękodzielniczą, by nie zaburzać „karmy” (jedno z najważniejszych pojęć w hinduizmie i buddyzmie, oznaczające sumę dobrych i złych uczynków człowieka w jego obecnym życiu, która wpływa na to, jakie będzie następne wcielenie tej osoby w „łańcuchu reinkarnacji”).
Duch ciemności
Trudno nawet wymagać od Hindusów wyższych warstw społecznych litości i wsparcia dla ubogich. Oni po prostu wyciągają logiczne wnioski z nauk swej religii. Im szybciej parias umrze, tym lepiej dla niego, bo w takim wypadku krócej trwają jego ziemskie cierpienia i szybciej będzie miał szansę wcielić się w wyższą formę ludzką.
Wyobraźmy sobie teraz przeniesienie takiej wiary do Polski. Łatwo przewidzieć, co by się stało, gdyby pycha pseudoelit „trzymających władzę” nad wieloma dziedzinami życia społeczno-gospodarczego została jeszcze umocniona religijnie. Grupa postkomunistycznej nomenklatury i związanych z nią dorobkiewiczów zamieniłaby się w „kastę panów”, przekonanych o swej wyjątkowości i wyższości nad wszystkimi innymi, gorzej sytuowanymi materialnie. W takim wypadku Polska szybko weszłaby na drogę ku zacofaniu, wzorem dawnych Indii. Warto w tym miejscu podkreślić słowo „dawnych”, bo obecnie kraj ten coraz częściej jest postrzegany jako gwałtownie rozwijający się – mogący w krótkim czasie dołączyć do potęg gospodarczych i militarnych świata.
Byłoby jednak naiwnością sądzić, że obecna szybka modernizacja Indii wynika z uwolnienia nieznanego potencjału, który tkwił w hinduizmie. Paradoksalnie swój przyspieszony rozwój kraj ów zawdzięcza nie panującej tam tradycyjnie religii, lecz… chrześcijaństwu! Na przykład pewnego zafascynowania ideami wypływajacymi z nauki Chrystusa nie krył hinduista Gandhi, uważany za ojca niepodległości Indii. Co więcej, nawet księgi hinduizmu – Wedy, zostały zmodernizowane tak, by złagodzić ich najbardziej barbarzyńskie i utrudniające rozwój społeczeństwa nauki. Obok zniesienia podziału na kasty, zakazano również palenia wdów po śmierci męża oraz nierządu świątynnego.
W tym kontekście trudno zrozumieć młodych Europejczyków czy mieszkańców obu Ameryk, którzy tak bardzo zafascynowani są religią zawierającą wiele elementów nauki będącej, wydawałoby się, nie do pogodzenia z mentalnością człowieka Zachodu. Warto uzmysłowić sobie np. na czym polega tak reklamowana i zachwalana na Zachodzie mistyka wschodnia. Wspomniana s. Pawlik była także świadkiem popisu jogina – wróżbity. Ten człowiek wprowadzał się w trans przez mantrę, w której wzywał „moc duchową”. Później twierdził, że mu się czakramy otwierają i że wstępuje w niego duch, przy pomocy którego miał wróżyć […] w pewnym momencie dostał dreszczy, oczy zrobiły mu się szkliste, jakieś osłupienie malowało się na twarzy, żyły uwypukliły się, twarz jakby obrzęknięta, naprężenie wielkie… To nienormalne czy paranormalne zjawisko, na mnie robiło bardzo przykre wrażenie – wspominała.
Mniejsza o estetykę obrzędu. Warto w tym miejscu zadać pytanie, jaki to duch wstąpił w tego jogina? Należy się domyślać, że był to duch ciemności, i to za jego pośrednictwem mógł ów jogin wróżyć i informować, co dzieje się w odległych miejscach. Tak więc za tajemniczymi, imponującymi wielu, orientalnymi rytuałami kryje się osoba dość dobrze znana na Zachodzie – szatan.
Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną…
Św. Piotr ostrzegał uczniów: Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć (1P 5, 8). Stanowiące wielką atrakcję dla poszukujących nadnaturalnych duchowych doznań potencjalnych nowych wyznawców sekt wschodnich otwieranie się na nieznane energie jest po prostu otwieraniem furtki, przez którą ów „lew ryczący” może wejść.
Niestety, takich furtek ma człowiek do dyspozycji dużo więcej. Niewątpliwie należy do nich astrologia, wróżbiarstwo, wywoływanie duchów osób zmarłych, magia itp., jednym słowem – okultyzm.
Tego typu praktyki, także nieobce religiom Wschodu, sprzeciwiają się pierwszemu przykazaniu: Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną. Oddający się im człowiek nie tylko łamie Prawo Boże, ale także wchodzi w kontakt z demonami, bo to one wykorzystują wszelkie sposoby, aby spętać wolę człowieka, a przynajmniej doprowadzić go do grzechu, czyli zerwania z Bogiem. Szatan używa zresztą tych samych metod, które stosował już w Raju, kusząc pierwszych rodziców. Także teraz stara się, by człowiek zaczął bagatelizować wagę wykroczenia przeciwko Przykazaniom Bożym. Przecież wróżby to „tylko zabawa” – argumentuje. Co może być niebezpiecznego w noszeniu „niewinnych” przedmiotów zwanych amuletami albo w dialogu z duszami zmarłych? Czyż odrzucenie tajemnych sił kosmicznych, które mogą wyleczyć niektóre choroby, nie jest marnotrawstwem szans i środków, jakie Stwórca zawarł we wszechświecie? – pyta przewrotnie.
Jednak Bóg, czy z Jego polecenia Kościół, nie zakazuje niczego, co by nie było dla człowieka szkodliwe czy niebezpieczne. Dla czynienia dobra Kościół otrzymał Sakramenty Święte. Po cóż używać amuletów, skoro można prosić Boga o błogosławieństwo, Anioła Stróża o opiekę. Na co komu rozmowy z demonami? Przecież to nie dusza zmarłego stawia się na wezwanie wywołującego duchy. Żaden człowiek z tamtego świata nie przyjdzie dla zaspokojenia naszej czczej ciekawości. Jaki pożytek przyjdzie choremu z uśmierzenia bólu cielesnego, jeżeli stanie się to kosztem duszy wystawionej na niebezpieczeństwo popadnięcia w opętanie czy dręczenie demoniczne?
Niestety chrześcijanie często nie doceniają, jak wielki dar otrzymali od Boga w postaci Kościoła Świętego, który od ponad 2000 lat prowadzi ich w ziemskiej wędrówce. Przecież gdyby nie Kościół, człowiek byłby narażony na wiele niebezpieczeństw.
Na przykładzie Indii możemy się przekonać, jak błędne koncepcje religijne są w stanie tragicznie zaciążyć na społeczeństwie, które wszedłszy w ślepą uliczkę, potrafi w niej ugrzęznąć i wegetować przez wieki. Niestety, pycha powoduje, że ludzie zamiast starać się lepiej zrozumieć naukę Jezusa Chrystusa, próbują przebudowywać świat według własnych pomysłów. Co więcej, najczęściej te rzekomo nowe i oryginalne pomysły są de facto zaledwie odgrzanymi, dawno potępionymi przez Kościół błędami.
Czymże innym jak nie powrotem na bezdroża herezji i pogaństwa jest New Age – ruch religijny, który łączy w swojej doktrynie rozmaite elementy gnozy, hinduizmu, okultyzmu i innych błędnych nauk?
Zadziwia fakt, że ludzie buntujący się przeciw zastanym autorytetom i wartościom w imię własnej „niezależności” i „wolności wyboru”, często przyłączają się do sekt i podporządkowują się narzucanym tam surowym regułom życia. Odrzucając autorytet rodziców czy kapłanów, potulnie przyjmują wolę guru, przywódcy sekty, nawet jeżeli łamie on sumienia czy nakłania do przestępstw.
Pod koniec lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku głośny był wypadek zbiorowego samobójstwa 900 członków sekty religijnej o nazwie „Świątynia Ludu” w Gujanie, zmuszonych przez swego przywódcę do wypicia trucizny. Oto do czego prowadzi odrzucenie Boga i zaufanie samozwańczym guru.
* * *
Zadziwiające jak słaby jest człowiek i jak łatwo potrafi zejść na bezdroża błędu i niedowiarstwa. Z tym większą wdzięcznością należy dziękować Bogu, że nie zostawił ludzkości bez przewodnika w tym ziemskim wędrowaniu, lecz powołał Kościół Święty, strażnika Prawdy i opiekuna wiernych.
W tym numerze „Przymierza z Maryją” postanowiliśmy podjąć tematykę edukacji młodych pokoleń Polaków. Pokładamy nadzieję w chrześcijańskim, czy też ściślej – katolickim kształceniu i wychowaniu. Pamiętamy bowiem, że katolicyzm jest nie tylko doktryną, dogmatem czy też zbiorem modlitw i obrzędów, lecz nade wszystko żywą relacją z Bogiem i powinien oddziaływać na całe państwo i całe społeczeństwo.
Pomiędzy 25 a 29 maja wraz z grupą Apostołów Fatimy pielgrzymowaliśmy do miejsca, w którym 109 lat temu trojgu portugalskim pastuszkom ukazywała się Matka Boża, niosąc światu przesłanie pokuty i nadziei.
Fatima, choć jest odwiedzana przez bardzo licznych wiernych oraz turystów, zdołała jednak zachować atmosferę ciszy. Wyjąwszy największe uroczystości gromadzące wielotysięczne rzesze uczestników, można tam zarówno modlić się, jak i słuchać w skupieniu. Każdego dnia chętnie korzystaliśmy z tej możliwości tym bardziej, że nasz hotel położony był w bezpośredniej bliskości bazyliki oraz miejsca Maryjnych objawień.
Codziennie uczestniczyliśmy też w tradycyjnych nabożeństwach i procesjach na olbrzymim placu przed sanktuarium. W trakcie trzeciego wieczoru przedstawiciele naszej grupy mieli zaszczytną okazję prowadzić fragment modlitwy. W pamięci uczestników pozostanie z pewnością atmosfera towarzysząca tym różańcowym spotkaniom. Wypowiadane przez setki pielgrzymów w różnych językach wezwania Ojcze nasz… i Zdrowaś Maryjo… podkreślały zarówno jedność jak i różnorodność Kościoła. Z drugiej strony jednak – zamiast harmonii rodziły szum, utrudniając modlitewne skupienie. Może gospodarze tego cudownego miejsca zechcą kiedyś „odkryć” na nowo łacinę?
Niespokojny duch współczesności daje też w Fatimie znać o sobie w sposób widoczny gołym okiem. Niby w trosce o prostotę i skromność stara się on jak może zasłonić sanktuarium, wznosząc wokół betonowe bryły, z których niektóre nawet zostały poświęcone jako miejsca katolickiego kultu. Tylko co wspólnego z żywą, autentyczną wiarą mogą mieć płaskie, szare bunkry albo kaplice, w których Tabernakulum przypomina bardziej skrzynkę na narzędzia? Albo co powiedzieć o ustawionym tuż przy nowej bazylice wielkim krzyżu, na którym zamiast Chrystusa umieszczono dziwaczną postać jakby wyjętą ze starożytnych hieroglifów? W kulturowym kontekście naszych czasów to raczej karykatura niż godny wizerunek Zbawiciela…
Zatem nawet w bezpośrednim otoczeniu sanktuarium naocznie przekonaliśmy się, że wewnątrz Kościoła toczy się ogromna walka o kształt katolicyzmu i o serca wierzących. Do czego to zmaganie może prowadzić, widzieliśmy w urokliwym, niewielkim mieście Obidos, gdzie w miejscu dawnego kościoła działa dzisiaj… księgarnia.
Nasze pielgrzymkowe wyprawy, których celem były wspaniałe klasztory w miasteczku Alcobaça czy w Batalhi, przeniosły nas do czasów, gdy świątynie bez wątpienia wznoszono na chwałę Bożą, na przykład – w podzięce za Opatrznościową pomoc w wygranej bitwie o niepodległość kraju. Zachwyt budziła potężna, a zarazem misterna architektura tych monumentalnych dzieł, wspaniałe zdobienia, dbałość ich twórców o detale, połączenie talentów z wytrwałością i pracowitością budowniczych.
Podążyliśmy też śladami fatimskich wizjonerów – Łucji dos Santos oraz świętych Hiacynty i Franciszka Marto. Modliliśmy się przy ich grobach. Odprawiliśmy Drogę Krzyżową w ich rodzinnych stronach, odwiedziliśmy domy, w których żyli.
W miejscu objawień Matki Bożej zapaliliśmy świece przywiezione wraz z intencjami powierzonymi nam przez Darczyńców w ramach akcji „Twoje światło w Fatimie”.
Podczas tej kilkudniowej wyprawy na każdym kroku spotykaliśmy się z serdeczną otwartością Portugalczyków. Podziwialiśmy ich ludową sztukę i zwyczaje. Mimo że nasze kraje są od siebie bardzo oddalone, w żaden sposób nie czuliśmy się obco. Sprawiła to oczywiście sama Matka Boża, ale też kulturowa bliskość biorąca swój początek w naszej wspólnej wierze. Podczas wyjazdów do historycznych miejsc, które znalazły się na trasie naszej pielgrzymki, mieliśmy okazję przekonać się, że Maryja swoją opieką otacza nie tylko nasz naród, lecz wszystkie nacje, które się Jej ufnie oddają, a także każdą osobę, która zawierza Jej siebie oraz swych bliskich.
Dzieje Portugalii to również historia wierności Bogu i odstępstw, także w życiu władców. Trudne momenty w wymiarze tak osobistym, jak i zbiorowym, przypominają o konieczności ciągłego zabiegania o własną duszę i o łaskę Opatrzności. Wierność przynosi pomyślność – przynajmniej w życiu duchowym. Odstępstwo owocuje nieszczęściem i śmiercią. Te uniwersalne prawdy przychodziły na myśl, gdy słuchaliśmy opowieści przewodników o portugalskich monarchach i wodzach, zwycięskich bitwach i nieszczęśliwych losach grzesznych kochanków.
Byli tym razem pośród Apostołów Fatimy reprezentanci każdego spośród żyjących pokoleń. Najmłodszy uczestnik liczył sobie 13 lat, zaś senior, pan Zdzisław – już 94. – Całe życie marzyłem, by tu przyjechać – przyznał w rozmowie.
Nasza pielgrzymka nie byłaby tak bogata w duchową treść bez obecności duszpasterza – księdza Krzysztofa. Oprócz zapewnienia nam możliwości codziennego wysłuchania Mszy Świętej, dawał on wyrazy swej niezwykłej czci dla Matki Bożej śpiewem Godzinek i pięknych pieśni.
Każdy z nas przywiózł Matce Bożej bagaż własnych intencji, od tych najbardziej osobistych po zbiorowe – dotyczące Kościoła i Ojczyzny. Każdy też otrzymał w duchowym wymiarze to, czego najbardziej potrzebował. To doświadczenie znają wszyscy pielgrzymujący ze szczerą intencją w miejsca szczególnie wybrane przez Pana Boga i przez Maryję.
Wśród tych niezwykłych miejsc jest też Fatima, niosąca do Nieba już od ponad wieku nieprzerwany strumień ludzkiej modlitwy.
Szanowni Państwo!
Jesteście wspaniali! Wasze wydawnictwa oraz gazetki, broszury i ulotki wzmacniają naszą duchowość i informują o wielu faktach oraz miejscach objawień Maryjnych. Artykuły czytam z wielkim zainteresowaniem. Naprawdę bardzo cenię informacje o Jezusie i Maryi, które w nieskończoność otwierają serca. Pamiętamy w modlitwie o Waszej pracy. Pozdrawiam gorąco Pana Prezesa i cały zespół redakcyjny!
Anna ze Zgierza
Szczęść Boże!
Kampania „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest wspaniała. Popieram ją i bardzo się cieszę, że jesteście i stoicie na straży wiary. Musimy dziękować i wspierać naszą Królową za Jej miłość do naszego Narodu.
Zbigniew z Katowic
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Szanowny Panie Prezesie, dziękuję bardzo serdecznie za przesłane mi pozdrowienia urodzinowe. Ucieszyłam się z bardzo ładnej kartki. Jestem dumna z działalności apostolskiej, jaką Państwo prowadzą. Podobają mi się bardzo czasopisma „Przymierze z Maryją” i „Apostoł Fatimy”. Cieszę się z tego, że mogę w nich znaleźć wiele bardzo ciekawych artykułów poruszających interesujące mnie tematy. Cieszę się z tego, że wiele osób może korzystać z tych czasopism. Pragnęłabym bardzo, aby wielu Polaków mogło zapoznać się z tymi ciekawymi gazetami.
Bardzo serdecznie dziękuję za otrzymane ostatnio „Przymierze z Maryją” i „Apostoła Fatimy”. Znalazłam w tych numerach wiele interesujących mnie zagadnień. Cieszę się z tego, że te czasopisma mogą trafić do wielu rodzin w Polsce. Pragnęłabym dalej otrzymywać te pisma.
Pozdrawiam Maryję Naszą Królową. Życzę Panu i współpracownikom dużo zdrowia i wielu łask Bożych w Jezusie i Maryi.
Wdzięczna Czytelniczka
Krystyna z Pruszkowa
Szczęść Boże!
Bardzo dziękuję za przysyłanie mi „Przymierza z Maryją”. Jest to pismo, które bardzo sobie cenię i szanuję. Redagujecie ciekawe artykuły. Zawsze czekam na nowe numery i pragnę poinformować, że zawsze będę Was wspierać. Niech Pan Bóg nas prowadzi!
Barbara
Szanowny Panie Prezesie!
Bardzo dziękuję Panu za życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego oraz fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły i ducha wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla naszej duchowości chrześcijańskiej. Dziękuję bardzo za wszystkie dewocjonalia, materiały, które od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi otrzymałam – są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę całej Redakcji i Panu Prezesowi obfitych łask Bożych. Szczęść Wam Boże na długie lata!
Danuta z Krakowa
Szanowni Państwo!
Dziękuję za wszystkie numery „Przymierza…”, bo to ciekawe czasopismo. Warto je prenumerować. Dużo opisujecie i dużo się dowiadujemy, co się dzieje teraz i kiedyś – jak to było na świecie dawno temu, w tamtych wiekach. Życzę Wam wielu łask Bożych i siły w dalszym działaniu. Nie poddawajcie się siłom zła, które próbują zniszczyć wszystko, co Boże. Któż jak Bóg! Pozdrawiam Was serdecznie,
Maria
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Dziękuję z całego serca za cudowne „Przymierze z Maryją”. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję to pismo. Jest tam dużo pięknych, cudownych tekstów o Maryi i Jezusie Chrystusie, a także dużo o wierze katolickiej i o naszej kulturze. Są tam piękne tematy i bardzo dobre dla naszego życia wiadomości. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję „Przymierze z Maryją”. Dziękuję, modlę się za cały Apostolat Fatimy i za Pana Prezesa.
Janina z Włocławka
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Panie Sławomirze, w liście zadał mi Pan pytanie, czy jestem dumna z otrzymywanego pisma „Przymierze z Maryją”. Jestem dumna! A dlaczego? Bo jest to pismo jedyne w swoim rodzaju. To ogromna wiedza. Każdy artykuł bogaty w wydarzenia, emanuje częścią historii o naszej wierze katolickiej. Bardzo dużo przeczytałam dobrych książek (bo lubię czytać), ale pismo „Przymierze z Maryją” stawiam na pierwszym miejscu, bo porusza serce, ubogaca duszę i umysł. O wielu sprawach opisanych w artykułach wcześniej nie miałam wiedzy. Ale teraz mając 86 lat jestem poniekąd uczennicą „Przymierza z Maryją”. Mówi się, że człowiek uczy się do końca życia, prawda? Bóg zapłać za tę wiedzę. Z szacunkiem chylę czoło przed wszystkimi osobami za pracę i trud w tworzeniu pisma. A Matka Boża, nasza Królowa, niech Was błogosławi. Przy okazji „Bóg zapłać” za wszystko co dostaję od Stowarzyszenia Księdza Piotra Skargi: za życzenia urodzinowe, za listy Pana Sławomira i wszystkie pamiątki, a szczególnie za koronę Matki Bożej Fatimskiej. Jak stawałam przed Fatimską Panią, mówiłam w duchu: „Jesteś taka skromniutka, skromniutka bez korony”… A teraz moja Dostojna Pani ma koronę! Serdecznie dziękuję, bardzo się cieszę.
A jeszcze kilka słów o mnie… Jestem schorowaną osobą, chodzę o lasce. Nie mam już nawet siły iść sama do kościoła – to około 1 kilometra, ale mój sąsiad zawozi mnie co niedzielę na Mszę. Mam też problemy ze słuchem. Aparat słuchowy nie wszędzie zdaje egzamin, szczególnie w kościele, jak kapłan mówi dalej od mikrofonu, to robi się pogłos, ale jakoś daję sobie radę. Nie narzekam, bo mam dużą rodzinę i opiekuje się mną córka. Praktycznie przejęła wszystkie moje obowiązki. Przepraszam, że nie nadążam za waszymi propozycjami, ale w miarę możliwości będę wspomagać Stowarzyszenie. Życzę Wam wszystkim zdrowia i błogosławieństwa.
Z Panem Bogiem!
Genowefa