Temat numeru
 
Niebezpieczne wpływy Wschodu
Adam Kowalik

Od kilkudziesięciu lat możemy obserwować proces przyswajania przez społeczeństwa Zachodu idei religijnych Dalekiego Wschodu. Szczególne otwarcie, zwłaszcza w USA i Europie Zachodniej, nastąpiło pod tym względem w czasie rewolucji obyczajowej 1968 r. Nic dziwnego, sfera ducha nie znosi próżni i dlatego puste miejsce po odrzuconym Bogu Prawdziwym musiały wypełnić fałszywe religie czy ideologie. Młodzi buntownicy odrzucając światopoglądy swoich rodziców, najczęściej oparte na chrześcijaństwie, w ich miejsce przyjmowali idee marksizmu w interpretacji chińskiego tyrana, komunisty Mao Tse Tunga, przy czym co bardziej religijni idee lewackie uzupełniali elementami buddyzmu czy hinduizmu. Także Polska, choć w nieco inny sposób, stała się celem penetracji sekt zainspirowanych duchowością wschodnią, pogańską.

Największym sprzymierzeńcem rozprzestrzeniania się wierzeń rodem z Dalekiego Wschodu jest słaba znajomość wśród Europejczyków czy Amerykanów realiów religijnych i społecznych Azji. Wyrwane z kontekstu nauki buddyzmu czy hinduizmu wydają się atrakcyjne, przepełnione spokojem, przyjazne dla przyrody, wychodzące naprzeciw duchowym potrzebom człowieka XXI wieku. Na tym tle źle poznane chrześcijaństwo (w Polsce na katechizacji wielu uczniów odpisuje zadania lub przygotowuje się na inne lekcje), zohydzane przez antykatolickie filmy i tendencyjne doniesienia mediów o działalności duchownych itp., wydaje się czymś niedoskonałym, mało pociągającym czy wręcz – używając języka młodych ludzi – „obciachowym".

W takiej sytuacji udział w kursach jogi czy spotkaniach na temat duchowości Wschodu, organizowanych najczęściej przez różnego rodzaju sekty, może stać się punktem zwrotnym w życiu ludzi poszukujących duchowych wrażeń, zmienić ich dalsze życie w egzystencję niewolniczą, podporządkowaną jakimś samozwańczym „guru”. Trudno też nie wspomnieć o tragicznych konsekwencjach takiego uzależnienia dla życia wiecznego…

Konsekwencje społeczne


Niektórych do fascynacji elementami buddyzmu czy hinduizmu może skłaniać całkowicie błędne, acz coraz bardziej rozpowszechnione, przekonanie, że Prawdę można znaleźć w każdej wielkiej religii. W rzeczywistości tak nie jest. Chrystus mówił o sobie, że jest Drogą, Prawdą i Życiem. Gdyby obok Jego nauk istniały inne, których zachowywanie prowadziłoby do Zbawienia, z pewnością poinformowałby nas o tym.

Oprócz szkód duchowych, które ponosi każdy, kto odrzuca prawdziwego Boga na rzecz buddyzmu, hinduizmu czy innej pogańskiej duchowości, warto wspomnieć także o stratach, jakie może ponieść społeczeństwo, gdyby zostało oparte na zasadach wielkich religii Wschodu. By się o tym przekonać, wystarczy przyjrzeć się Indiom. Przecież ogromne dysproporcje pomiędzy warunkami, w których żyją przedstawiciele najwyższej kasty braminów, a nędzą, w jakiej wegetują odrzuceni przez społeczeństwo nietykalni siudrowie nie jest wynikiem przypadkowego zbiegu okoliczności, lecz konsekwencją tradycyjnej nauki hinduizmu.

Coraz częściej można usłyszeć ludzi uważających się za katolików, równocześnie deklarujących swą wiarę w reinkarnację. Pomijając sprzeczność tego typu nauk z tym, co głosi Magisterium Kościoła, wiara w wielokrotne pojawianie się na świecie duszy w kolejnych wcieleniach powoduje straszliwe spustoszenie w życiu społecznym. Najlepiej widać to w ojczyźnie hinduizmu. Istniejące na całym świecie naturalne podziały na warstwy społeczne, spowodowane zróżnicowaniem ludzi pod względem talentów, pracowitości, odziedziczonych majątków itp. są tam karykaturalnie wyostrzone wiarą w wędrówkę duszy ku doskonałości poprzez kolejne wcielenia. Niestety, łagodzenie kontrastów między wyższymi a najniższymi kastami, a nawet walka z nędzą, w jakiej żyją najniższe klasy społeczne postrzegane są w Indiach jako przeciwstawianie się naturalnemu porządkowi rzeczy, wynikającemu z tamtejszej religii. Dominikanka, siostra Michaela Pawlik, która, jeszcze jako świecka misjonarka, wiele lat spędziła w Indiach, w jednym ze swoich artykułów opisała historię swoich starań o wyciągnięcie z nędzy mieszkańców dwóch wiosek należących do kasty pariasów. Podniesienie na wyższy poziom powszechnych w tych miejscowościach umiejętności rękodzielniczych spowodowało wyraźną poprawę dochodów tamtejszych siudrów. Kiedy jednak zorientowali się oni, nie bez podpowiedzi należących do wyższych kast sąsiadów, że zakłóca to „naturalny porządek” świata, według którego działalność rzemieślnicza jest domeną ludzi „wyższych wcieleń”, porzucili natychmiast działalność rękodzielniczą, by nie zaburzać „karmy” (jedno z najważniejszych pojęć w hinduizmie i buddyzmie, oznaczające sumę dobrych i złych uczynków człowieka w jego obecnym życiu, która wpływa na to, jakie będzie następne wcielenie tej osoby w „łańcuchu reinkarnacji”).

Duch ciemności


Trudno nawet wymagać od Hindusów wyższych warstw społecznych litości i wsparcia dla ubogich. Oni po prostu wyciągają logiczne wnioski z nauk swej religii. Im szybciej parias umrze, tym lepiej dla niego, bo w takim wypadku krócej trwają jego ziemskie cierpienia i szybciej będzie miał szansę wcielić się w wyższą formę ludzką. 

Wyobraźmy sobie teraz przeniesienie takiej wiary do Polski. Łatwo przewidzieć, co by się stało, gdyby pycha pseudoelit „trzymających władzę” nad wieloma dziedzinami życia społeczno-gospodarczego została jeszcze umocniona religijnie. Grupa postkomunistycznej nomenklatury i związanych z nią dorobkiewiczów zamieniłaby się w „kastę panów”, przekonanych o swej wyjątkowości i wyższości nad wszystkimi innymi, gorzej sytuowanymi materialnie. W takim wypadku Polska szybko weszłaby na drogę ku zacofaniu, wzorem dawnych Indii. Warto w tym miejscu podkreślić słowo „dawnych”, bo obecnie kraj ten coraz częściej jest postrzegany jako gwałtownie rozwijający się – mogący w krótkim czasie dołączyć do potęg gospodarczych i militarnych świata.

Byłoby jednak naiwnością sądzić, że obecna szybka modernizacja Indii wynika z uwolnienia nieznanego potencjału, który tkwił w hinduizmie. Paradoksalnie swój przyspieszony rozwój kraj ów zawdzięcza nie panującej tam tradycyjnie religii, lecz… chrześcijaństwu! Na przykład pewnego zafascynowania ideami wypływajacymi z nauki Chrystusa nie krył hinduista Gandhi, uważany za ojca niepodległości Indii. Co więcej, nawet księgi hinduizmu – Wedy, zostały zmodernizowane tak, by złagodzić ich najbardziej barbarzyńskie i utrudniające rozwój społeczeństwa nauki. Obok zniesienia podziału na kasty, zakazano również palenia wdów po śmierci męża oraz nierządu świątynnego.

W tym kontekście trudno zrozumieć młodych Europejczyków czy mieszkańców obu Ameryk, którzy tak bardzo zafascynowani są religią zawierającą wiele elementów nauki będącej, wydawałoby się, nie do pogodzenia z mentalnością człowieka Zachodu. Warto uzmysłowić sobie np. na czym polega tak reklamowana i zachwalana na Zachodzie mistyka wschodnia. Wspomniana s. Pawlik była także świadkiem popisu jogina – wróżbity. Ten człowiek wprowadzał się w trans przez mantrę, w której wzywał „moc duchową”. Później twierdził, że mu się czakramy otwierają i że wstępuje w niego duch, przy pomocy którego miał wróżyć […] w pewnym momencie dostał dreszczy, oczy zrobiły mu się szkliste, jakieś osłupienie malowało się na twarzy, żyły uwypukliły się, twarz jakby obrzęknięta, naprężenie wielkie… To nienormalne czy paranormalne zjawisko, na mnie robiło bardzo przykre wrażenie – wspominała.

Mniejsza o estetykę obrzędu. Warto w tym miejscu zadać pytanie, jaki to duch wstąpił w tego jogina? Należy się domyślać, że był to duch ciemności, i to za jego pośrednictwem mógł ów jogin wróżyć i informować, co dzieje się w odległych miejscach. Tak więc za tajemniczymi, imponującymi wielu, orientalnymi rytuałami kryje się osoba dość dobrze znana na Zachodzie – szatan.

Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną…


Św. Piotr ostrzegał uczniów: Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć (1P 5, 8). Stanowiące wielką atrakcję dla poszukujących nadnaturalnych duchowych doznań potencjalnych nowych wyznawców sekt wschodnich otwieranie się na nieznane energie jest po prostu otwieraniem furtki, przez którą ów „lew ryczący” może wejść.

Niestety, takich furtek ma człowiek do dyspozycji dużo więcej. Niewątpliwie należy do nich astrologia, wróżbiarstwo, wywoływanie duchów osób zmarłych, magia itp., jednym słowem – okultyzm.

Tego typu praktyki, także nieobce religiom Wschodu, sprzeciwiają się pierwszemu przykazaniu: Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną. Oddający się im człowiek nie tylko łamie Prawo Boże, ale także wchodzi w kontakt z demonami, bo to one wykorzystują wszelkie sposoby, aby spętać wolę człowieka, a przynajmniej doprowadzić go do grzechu, czyli zerwania z Bogiem. Szatan używa zresztą tych samych metod, które stosował już w Raju, kusząc pierwszych rodziców. Także teraz stara się, by człowiek zaczął bagatelizować wagę wykroczenia przeciwko Przykazaniom Bożym. Przecież wróżby to „tylko zabawa” – argumentuje. Co może być niebezpiecznego w noszeniu „niewinnych” przedmiotów zwanych amuletami albo w dialogu z duszami zmarłych? Czyż odrzucenie tajemnych sił kosmicznych, które mogą wyleczyć niektóre choroby, nie jest marnotrawstwem szans i środków, jakie Stwórca zawarł we wszechświecie? – pyta ­przewrotnie.

Jednak Bóg, czy z Jego polecenia Kościół, nie zakazuje niczego, co by nie było dla człowieka szkodliwe czy niebezpieczne. Dla czynienia dobra Kościół otrzymał Sakramenty Święte. Po cóż używać amuletów, skoro można prosić Boga o błogosławieństwo, Anioła Stróża o opiekę. Na co komu rozmowy z demonami? Przecież to nie dusza zmarłego stawia się na wezwanie wywołującego duchy. Żaden człowiek z tamtego świata nie przyjdzie dla zaspokojenia naszej czczej ciekawości. Jaki pożytek przyjdzie choremu z uśmierzenia bólu cielesnego, jeżeli stanie się to kosztem duszy wystawionej na niebezpieczeństwo popadnięcia w opętanie czy dręczenie demoniczne?

Niestety chrześcijanie często nie doceniają, jak wielki dar otrzymali od Boga w postaci Kościoła Świętego, który od ponad 2000 lat prowadzi ich w ziemskiej wędrówce. Przecież gdyby nie Kościół, człowiek byłby narażony na wiele niebezpieczeństw.

Na przykładzie Indii możemy się przekonać, jak błędne koncepcje religijne są w stanie tragicznie zaciążyć na społeczeństwie, które wszedłszy w ślepą uliczkę, potrafi w niej ugrzęznąć i wegetować przez wieki. Niestety, pycha powoduje, że ludzie zamiast starać się lepiej zrozumieć naukę Jezusa Chrystusa, próbują przebudowywać świat według własnych pomysłów. Co więcej, najczęściej te rzekomo nowe i oryginalne pomysły są de facto zaledwie odgrzanymi, dawno potępionymi przez Kościół błędami.

Czymże innym jak nie powrotem na bezdroża herezji i pogaństwa jest New Age – ruch religijny, który łączy w swojej doktrynie rozmaite elementy gnozy, hinduizmu, okultyzmu i innych błędnych nauk?

Zadziwia fakt, że ludzie buntujący się przeciw zastanym autorytetom i wartościom w imię własnej „niezależności” i „wolności wyboru”, często przyłączają się do sekt i podporządkowują się narzucanym tam surowym regułom życia. Odrzucając autorytet rodziców czy kapłanów, potulnie przyjmują wolę guru, przywódcy sekty, nawet jeżeli łamie on sumienia czy nakłania do przestępstw.

Pod koniec lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku głośny był wypadek zbiorowego samobójstwa 900 członków sekty religijnej o nazwie „Świątynia Ludu” w Gujanie, zmuszonych przez swego przywódcę do wypicia trucizny. Oto do czego prowadzi odrzucenie Boga i zaufanie samozwańczym guru.

* * *

Zadziwiające jak słaby jest człowiek i jak łatwo potrafi zejść na bezdroża błędu i niedowiarstwa. Z tym większą wdzięcznością należy dziękować Bogu, że nie zostawił ludzkości bez przewodnika w tym ziemskim wędrowaniu, lecz powołał Kościół Święty, strażnika Prawdy i opiekuna wiernych.


"Przymierze z Maryją" dociera regularnie do ponad 430 tysięcy osób. Dołącz do grona naszych Przyjaciół i zostań stałym czytelnikiem czasopisma.

NAJNOWSZE WYDANIE:
W tej Hostyi jest Bóg żywy
W ciągu ostatnich 11 lat na dwóch przeciwległych krańcach naszego kraju – w Sokółce i Legnicy – wydarzyły się cuda eucharystyczne: fragmenty konsekrowanych Hostii zamieniły się w mięsień sercowy cierpiącego człowieka w stanie agonalnym… Co nam chce powiedzieć Boża Opatrzność poprzez te nadzwyczajne wydarzenia? Na pewno potwierdzić Prawdę, że Chrystus Pan jest ukryty w Najświętszym Sakramencie.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Z wizytą u Serdecznej Matki
Bartłomiej Tumiłowicz

W drugim tygodniu maja odbyła się kolejna pielgrzymka Apostołów Fatimy do portugalskiego sanktuarium. Dla 34 wylosowanych osób był to wyjątkowy czas, spędzony przed obliczem Najświętszej Maryi Panny.

 

Do Portugalii przylecieliśmy późnym wieczorem 8 maja. Część osób była pierwszy raz za granicą i pierwszy raz leciała samolotem. „To dla mnie podróż życia”. „Nie wierzyłam, że kiedykolwiek uda mi się tutaj dotrzeć”. „Całe życie o tym marzyłem i wreszcie się udało”. Te i inne podobne opinie padały z ust pielgrzymów. Niedopisujące zdrowie czy ponad 80 wiosen nie były przeszkodą w podróży. Znajomi mi powtarzali, że chyba oszalałam, że sobie nie poradzę i żebym lepiej nie jechała. Ja jednak się uparłam, bo bardzo chciałam odwiedzić swoją Mamę – opowiadała jedna z pań.

 

Pierwszy poranek w Portugalii zaczęliśmy Eucharystią sprawowaną w Kaplicy Objawień przez kapłana, który przez cały wyjazd sprawował nad naszą grupą opiekę duchową. Na Mszy Świętej, odprawianej w intencjach nadesłanych do Stowarzyszenia im. Ks. Piotra Skargi, było obecnych także wielu obcokrajowców. Najświętsza Ofiara Pana Jezusa ma przecież wymiar uniwersalny. Nie zapomnieliśmy również o uczestnikach akcji „Twoje światło w Fatimie”. Małe świeczki, które otrzymaliśmy, zostały przetopione na duże, metrowe świece wotywne. Zapaliliśmy ich tym razem w Fatimie aż 108, pokazując modlitewne zaangażowanie Polaków.

 

Następnie udaliśmy się do Muzeum Sanktuarium Fatimskiego, gdzie podziwialiśmy korony Matki Bożej, liczne wota i pamiątki przekazane przez Ojca Świętego, Jana Pawła II. Papież-Polak towarzyszył nam również podczas nabożeństwa Drogi Krzyżowej, ponieważ rozważaliśmy komentarze jego autorstwa. Mimo że podczas prawie całej pielgrzymki towarzyszył nam deszcz, to w czasie Drogi Krzyżowej świeciło słońce. – Mama zadbała o pogodę – powtarzali wtedy pielgrzymi. Długa i miejscami stroma dróżka, wijąca się między drzewkami oliwnymi i drzewami dębu korkowego nie osłabiła sił Apostołów Fatimy. Zapytałem jedną z najstarszych uczestniczek pielgrzymki, czemu sobie nie usiądzie, gdy czytane są rozważana. Usłyszałem odpowiedź: Pan Jezus, idąc z Krzyżem nie siadał, więc i ja mogę postać.

 

W modlitewnym nastroju doszliśmy do Aljustrel, gdzie zwiedzaliśmy skromne domy, w których mieszkali pastuszkowie. Logika Pana Boga jest zdumiewająca. Tak ważne dla ludzkości przesłanie zostało przekazane przez Maryję trójce dzieci w ubogiej portugalskiej wiosce. Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie – słowa Pana Jezusa, zapisane w Ewangelii, ukazują tutaj swoją szczególną wartość.

 

Wieczorem, na placu przed bazyliką, uczestniczyliśmy w modlitwie różańcowej, prowadzonej w wielu językach, co po raz kolejny pokazuje bogactwo różnorodności Kościoła. Piękna procesja z krzyżem i figurą Matki Bożej Fatimskiej jest wzruszającym symbolem czci dla naszego Zbawiciela i Jego Matki.

Kolejnego dnia, po Mszy św. udaliśmy się na zwiedzanie okolicznych klasztorów w Batalhi i Alcobaça oraz sanktuarium w Nazaré. Piękne budowle świadczą o dawnej sile katolickiej Portugalii. Jednocześnie jest to przygnębiające, gdy widać, że te kościoły są odwiedzane prawie wyłącznie przez turystów – zakonników wygnano ponad 150 lat temu, a w ciągu tygodnia sprawowana jest jedynie jedna Msza Święta.

 

Wieczorem pożegnaliśmy się z naszą Mamą Różańcem i procesją. Następnego dnia o piątej rano opuściliśmy Fatimę ze śpiewem „O Maryjo, żegnam Cię”.

Szczęśliwi wróciliśmy do kraju z torbami pełnymi dewocjonaliów dla bliskich, wzruszeniem w sercu i poczuciem, że Niepokalane Serce Maryi czuwa nad nami.

 

Bartłomiej Tumiłowicz

 


Listy od Przyjaciół
 
Listy od Przyjaciół

Szczęść Boże!

Serdecznie dziękuję za książkę o św. Ojcu Pio. Postać tego kapucyna fascynowała mnie od czasu, gdy jako mała dziewczynka usłyszałam o niezwykłym zakonniku, któremu odnawiają się rany – stygmaty. Jestem ogromnie wdzięczna za ten prezent. Dziękuję Wam za wszystkie materiały i za Waszą – jakże potrzebną – działalność. Niech Was prowadzi Chrystus Zmartwychwstały!

Barbara

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowny Panie Prezesie. Uważnie czytam każdy Pański list i za każdy dziękuję. Prosił Pan w jednym z nich, abym dała świadectwo wiary i otrzymanych łask. Doświadczyłam w swoim życiu wielu takich sytuacji, ale również przeżyłam wiele chwil zwątpienia, kuszenia i działania złego ducha. Wiem, że bez wiary nie doświadczyłabym Dobra, jakim jest łaska Boża, jak też w złych chwilach nie nawróciłabym się bez Bożej Miłości.

Dziś pragnę podzielić się dobrem otrzymanym w łaskach i darach. Moje życie było zawsze ubogie. Wiem, co to głód i jak ważne jest umieć przyjąć pomoc w bardzo trudnych sytuacjach. W takich trudach Pan Bóg przez łaski i opiekę Matki Bożej przyszedł mi z pomocą przez ludzi, których na mej drodze stawiał. Wiedziałam, że nie jestem sama. Gdybym pomocy nie przyjęła, pewnie miałabym pretensje do całego świata. Ale wiara i ufność pokładana w Bogu dała mi nadzieję i – choć było to bardzo trudne – potrafiłam z pokorą przyjąć pomocną dłoń. (…) Inna łaska dotyczyła mnie, gdy w lutym tego roku byłam po operacji. Bardzo cierpiałam. Swoje cierpienia, ból nie do wytrzymania złożyłam w ręce Matki Bożej za dusze czyśćcowe, łącząc się z cierpieniem Chrystusa. W pewnym momencie ujrzałam pochylającą się Matkę Bożą, która dotknęła mojej głowy. Wtedy mój ból nasilił się, a po około 30 minutach odczułam ogromną ulgę.

Dziękuję Wam za Wasze świadectwo wiary i za wszystkie materiały. Bóg zapłać!

Pozdrawiam

Agnieszka

 

 

Szczęść Boże!

Jako praktykujący katolik, ale również tzw. katolik poszukujący, staram się nie tylko modlić, ale też odważnie reagować i walczyć ze złem w oparciu o wartości zawarte w nauce Kościoła. I im więcej poszukuję, tym bardziej wzmacnia się moja wiara. Czytam prasę katolicką, która, niestety, w większości jest mało wyrazista i mało skuteczna w stosunku do ewidentnie wrogiego Kościołowi postkomunistycznego liberalnego lewactwa, chcącego zniszczyć publicznie i systemowo dzieło samego Jezusa Chrystusa.

Zafrapował mnie tytuł ostatniego „Przymierza z Maryją”, który brzmi: „Droga Chrystusa drogą Kościoła”. Zestawienie tych dwóch dróg, tj. Chrystusa i Kościoła wzbudza ciekawość i od razu nasuwa się pytanie, w jakim stopniu reagowałby sam Zbawiciel na bezeceństwa, jakimi jest zarzucany dzisiejszy Kościół? Czy Pan Jezus szedłby drogą dzisiejszego Kościoła? Czy miałby tak tolerancyjną i łagodną postawę, jak niektórzy współcześni hierarchowie? Pytania zostawiam otwarte – do dyskusji. Natomiast jestem przekonany, że Chrystus Pan reagowałby i potępiałby każde zło i bezkompromisowo walczyłby o prawdę. Bo to przecież On jest Drogą, Prawdą i Życiem.

Pozdrawiam serdecznie

Julian

Szczęść Boże!

Przesyłam pozdrowienia z Monachium. Nie mam tutaj prawdziwych przyjaciół. Jedynym moim prawdziwym przyjacielem – jeśli można tak powiedzieć – jest literatura i prasa katolicka. Interesuje mnie historia i polityka, ale nie mam z kim porozmawiać. Mieszkających tutaj Polaków zazwyczaj nie interesują te tematy, a poza tym nie mają czasu. Dlatego staram się czytać jak najwięcej. Bardzo interesującym pismem jest „Przymierze z Maryją”. I dziękuję Wam za nie. Dzięki Wam mogę poznać prawdę i umacniam się w wierze. Jestem katoliczką i pozostanę w mojej wierze, mimo wszelkich antykatolickich błazeństw i szkalowania księży. Niestety, praktycznie codziennie spotykam się z krytyką kapłanów, często bezpodstawną. Co najbardziej bolesne, że krytyka ta wychodzi z ust wielu moich rodaków. Proszę Was o modlitwę.

Hanna

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Od kilku lat mam z Państwem kontakt poprzez „Przymierze z Maryją”. Starałam się również włączać w akcje chrześcijańskie prowadzone przez Państwa Instytut i Stowarzyszenie, wcześniej mieszkając w Bielsku-Białej, a dziś w Biłgoraju.

Dziękuję Wam za wszystkie dewocjonalia, jakie otrzymuję, a ostatnio za wizerunek i figurkę Matki Bożej Fatimskiej, jak również za piękne i bardzo głębokie rozważania na Wielki Post.

Ja i cała moja rodzina jesteśmy wdzięczni, że istnieje Instytut i Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi oraz za ciekawe artykuły w „Przymierzu z Maryją”. To pogłębia naszą wiarę, a dzisiejsze czasy są okrutne. To co się dzieje na świecie, a nawet u nas, w Polsce, jest przerażające: szaleństwa środowisk tzw. LGBT, ideologia gender, szkalowanie ludzi wierzących, prześladowanie Kościoła, bluźnierstwa, niszczenie figur świętych. Do czego ten świat zmierza?

Jesteśmy rodziną katolicką od wielu pokoleń i zawsze staramy się popierać mądre i dobre inicjatywy chrześcijańskie. Wiem, że dzięki wytrwałej modlitwie i mocnej wierze w Pana Boga i powierzaniu trudnych spraw Najświętszej Maryi Pannie człowiek wychodzi zwycięsko z każdej, najcięższej nawet sytuacji.

Dziękuję całej Redakcji za wydawanie pisma. Życzę wytrwałości i radości płynącej z prowadzenia tego dzieła. Niech Wam błogosławi Pan Bóg i Najświętsza Maryja Panna.

Teresa

 

 

Szanowni Państwo

Bardzo dziękuję za przesłane do tej pory numery „Przymierza z Maryją”. Przepraszam, że wcześniej nie było z mojej strony żadnego sygnału. Bardzo potrzebuję tej lektury. Jej czytanie umacnia mnie w wierze, tym bardziej że jestem świadoma moich słabości.

Z Panem Bogiem!

Grażyna