Temat numeru
 
Nie było dla nich miejsca…
Valdis Grinsteins

 – I co teraz zrobimy? Musimy zdecydować, którego z kuzynów przyjąć w domu! – głos Samuela był donośny, lecz brzmiało w nim niezdecydowanie. Jego siostry, Sara i Debora, zawsze zmuszały go do podejmowania decyzji, bo gdyby tego nie robiły, żyliby w kompletnej niepewności i nigdy nie wiedzieliby, co czynić.

 

– Wybierz Józefa – powiedziała Sara. – Jest w końcu dziedzicem tronu Izraela, a poza tym jego żona Maria spodziewa się pierwszego dziecka. Przydadzą się nam dobre stosunki z kimś, kto pewnego dnia, jeśli polityka się zmieni i Rzymianie wyniosą się z Izraela, może zostać królem.
– Nie!
– sprzeciwiła się Debora. – Lepiej wybrać Jonatana. Jest bogaty, mieszka w Jerozolimie, nie to, co zwykły cieśla z Nazaretu. Skoro musimy co roku bywać w Jerozolimie, lepiej mieć dobre stosunki z kimś, kto posiada tam wygodny, nowoczesny dom.

Problem polegał na tym, że Samuel i jego siostry mieszkali w Betlejem – miasteczku tak małym, że ­właściwie było mieściną, w której nic się nigdy nie działo. Wiadomo było jednak, że Betlejem to miejsce pochodzenia króla Dawida i jego potomków. A tak się złożyło, że akurat rzymski cesarz August nakazał przeprowadzić spis ludności i wszyscy musieli się zapisać w miejscu, z którego pochodziła ich rodzina. Dlatego wszyscy członkowie królewskiego rodu, który już nie rządził, lecz zachował wpływy, mieli przybyć do Betlejem, by się zapisać zgodnie z rozkazem cesarza.

 

– Dobrze – podsumował Samuel. – Mamy powody, by przyjąć i jednego, i drugiego. Właściwie obaj są naszymi kuzynami i kto wie, czy nie byłoby lepiej ugościć ich obu.
– Nieee!
– zawołały jednym głosem dwie siostry.

– W domu zrobi się ciasno i niewygodnie, jeśli przybędzie tyle osób – rzekła Sara.

– Za dużo pracy przy tylu gościach – dodała Debora.

Dyskusja wróciła do punktu wyjścia.

– Trzeba wybrać jednego z dwóch – stwierdził Samuel.

– Lepiej bogatych niż biednych. Są bardziej wpływowi – podsunęła Debora.

– Lepiej wybierz bliższego krewnego, czyli Józefa, mimo że jest cieślą. Jeśli go nie przyjmiemy, co powiedzą sąsiedzi – przekonywała Sara.

 

To ostatnie zdanie odnosiło się do tego, że gościnność była w tamtych czasach świętą powinnością. Z wyjątkiem dużych miast, takich jak Jerozolima, nie istniały gospody ani inne miejsca, w których można by przenocować za opłatą. Wprawdzie w miejscowościach położonych na szlakach handlowych znajdowały się otoczone murami domy zajezdne, w których kupcy mogli złożyć na noc towary, zjeść i przenocować, ale Betlejem nawet w snach nie zbliżało się do wielkiego handlu. Bóg wybrał je na narodziny króla Dawida właśnie dlatego, że była to ostatnia, najpośledniejsza z miejscowości Izraela. A skoro nie było się gdzie zatrzymać, i to w czasach kiedy podróżowało się pieszo lub konno, gościnność miała kluczowe znaczenie – była nieodzowna. Przybywający podróżni zawsze mogli liczyć na nocleg – przyjęcie ich pod swój dach uważano za powinność, choćby byli obcymi. Tym większym moralnym obowiązkiem stawało się ugoszczenie krewnych albo przynajmniej znajomych. Można więc sobie wyobrazić, że osobom nieskorym do wysiłku, egoistycznym i wygodnickim, jak Samuel, Debora i Sara, nie uśmiechała się perspektywa spędzenia kilku dni w niewygodzie z powodu wypełniania tej powinności.

 

Sęk w tym, że musieli się zdecydować, a nie mieli zbyt wiele czasu. Zbliżała się zima, która – zgodnie z przepowiedniami – w tym roku miała być szczególnie chłodna.

 

– Cóż, trzeba coś postanowić – orzekł Samuel, ale niedane mu było powiedzieć nic więcej.

– O, w jakich ciężkich żyjemy czasach! – zaczęła jak zwykle narzekać Sara. – Co za utrapienie! Jesteśmy zmuszeni decydować! A wszystko dlatego, że jeśli przyjmiemy dwóch kuzynów z rodzinami, nie będziemy miały czasu na pogaduszki i plotki, będziemy przez cały dzień uwiązane pracami w kuchni i przy sprzątaniu! A co gorsza, to o nas będą mówili wszyscy sąsiedzi…
– Uważam, że powinniśmy przyjąć Jonatana z rodziną. On zawsze nosi się elegancko w nowych szatach, ma wspaniałe konie. Sąsiedzi będą nam zazdrościli
– Debora bardzo lubiła znajdować się w centrum zainteresowania.

– Dobrze więc – rzekł Samuel. – Zdecydujcie i dajcie mi znać, co mam zrobić.

Dwie siostry zaczęły się naradzać. Największy problem polegał na tym, że jeżeli nie ugoszczą krewnego w potrzebie, sąsiedzi dowiedzą się o tym i wezmą ich na języki. A skoro one chętnie obmawiały sąsiadów, ci zapewne skorzystają z nadarzającej się okazji, by się zemścić. Jednak co dwie głowy, to nie jedna i siostry szybko podjęły decyzję.

 

– No to kogo w końcu przyjmiemy? – spytał Samuel.

– Jonatana – odpowiedziały razem. – Jest bardziej wpływowy i użyteczny, ponieważ później on ugości nas w Jerozolimie. A żeby sąsiedzi nie mówili, że nie przyjęliśmy kuzyna Józefa z jego żoną Marią, zaproponujemy im nocleg w stajence, którą mamy na obrzeżu miasta. Jeśli nie będzie się miał jak ogrzać, z konieczności zgłosi się szybko na spis i wróci do swojego Nazaretu, zanim ktokolwiek go zauważy. Bo to ważne, żeby nikt nie spostrzegł, że nie przyjmujemy go w domu.
– Dobrze, zatem postanowione
– zgodził się Samuel.

A potem dni biegły aż do przyjazdu gości…

 

Zima rzeczywiście okazała się tego roku bardzo chłodna. Śnieg nie przestawał padać, co w tych stronach należało do rzadkości, a ponieważ wiele osób przybyło na spis powszechny, brakowało drewna do ogrzewania domów.


Jonatan i jego rodzina przybyli konno oraz w powozie i zostali serdecznie przywitani przez kuzyna Samuela i jego dwie siostry. Wkrótce potem pojawił się Józef ze swoją małżonką Marią, która jechała na osiołku, ponieważ spodziewała się dziecka i nie powinna była wędrować pieszo ani się zbytnio przemęczać. Samuel zaczął się rozpływać w przeprosinach i usprawiedliwieniach, ale kazał ubogiemu krewnemu zatrzymać się w stajence na końcu miasteczka. Na próżno Józef próbował go przekonać, żeby przenocował przynajmniej jego żonę, a on sam jakoś sobie poradzi. Kuzyn pozostał nieubłagany i nie dał mu innego wyboru, jak przyjąć to nędzne miejsce, bo inaczej zostaliby na ulicy. Deborze i Sarze zrobiło się trochę żal Marii, która w zaawansowanej ciąży bez skargi znosiła zimno, ale w końcu interesowne wygodnictwo zwyciężyło i obie siostry bez problemów pożegnały kuzyna Józefa, mając nadzieję, że sąsiedzi nic nie widzieli. No a skoro nikt się nie dowiedział, to nic się nie stało. Taki był tok ich rozumowania…

 

Jednakże ścieżki Boże są inne od ludzkich. Najpierw nad Betlejem pojawiła się wielka gwiazda i sprawiła, że wszyscy zaczęli się zastanawiać, co może oznaczać. Później, w środku nocy, Samuel, jego siostry i ich goście zauważyli niezwykły ruch na ulicach. Przed domem przechodzili grupami pasterze, śpiewając i obwieszczając, że ukazał im się Anioł i ogłosił narodzenie Odkupiciela. Jak przystało na osoby religijne, Samuel i jego siostry mieli świadomość, że przyszedł czas, w którym powinien się objawić Mesjasz, nikt jednak nie wiedział, jak ma to nastąpić. Ale najwyraźniej ci wszyscy pasterze wiedzieli i ze śpiewem na ustach kierowali się do stajenki.

Sara i Debora zaniepokoiły się. A sąsiedzi zaczynali już szemrać:

 

– Jak to możliwe, że ktoś musiał rodzić dziecko w stajence, skoro ma w tej miejscowości krewnych.
– Co robimy?
– zapytała jedna.

– A możemy coś zrobić? – odpowiedziała druga.

– No to co zrobimy? – wtrącił Samuel. – Lepiej szybko się zdecydujmy!

W końcu postanowili nie robić nic i zobaczyć, czy wszystko to nie rozejdzie się samo po kościach za dzień albo dwa. Zimno zapewne sprawi, że ludzie się zmęczą chodzeniem do stajni i wrócą do swych wygodnych domów.

 

Boże ścieżki są jednak inne od ludzkich… Gdy nikt się tego nie spodziewał, ze Wschodu przybyła bogata karawana z trzema Królami i liczną służbą, wielbłądami i końmi. I dokąd podążyła? Prosto do ubogiej stajenki, gdzie Dzieciątko spało u boku swej Matki i świętego Józefa, mając za towarzyszy tylko osła i wołu.

 

I jeżeli przedtem ludzie szemrali, teraz zwracali się otwarcie przeciw Samuelowi i jego siostrom.

 

– Co za wstyd! – mówili mieszkańcy Betlejem. – Nawet Królowie wypytywali, jacyż to ludzie tu mieszkają, że nie mieli serca, by przyjąć pod swój dach krewnego w potrzebie! Wszyscy przez nich wyjdziemy na bandę interesownych, bezdusznych egoistów.

Samuel i jego siostry nie wiedzieli, gdzie się schować. Cały ich plan opierał się na tym, żeby się nikt nie dowiedział, a teraz cały świat zdawał się wiedzieć o tym, co zrobili! Co gorsza, trzej Królowie ze Wschodu nie zatrzymali się w żadnym z domów zajezdnych, tylko rozbili swoje bogate namioty z pięknych, drogich tkanin tuż obok stajni. Jeden z nich odstąpili świętemu Józefowi, Marii i Dzieciątku, sami zaś rozlokowali się w pozostałych.

 

Mieszkańcy Betlejem poczuli się nadzwyczaj urażeni i zaciekle krytykowali Samuela i jego siostry. I jak zwykle jedno nieszczęście pociąga za sobą inne – kuzyn Jonatan nie chciał więcej słyszeć o pozostawaniu u nich, a ponieważ syn Józefa miał być ofiarowany w Świątyni, Jonatan zaprosił Józefa z rodziną, by zatrzymali się u niego w Jerozolimie. O Samuelu i jego siostrach zaś zupełnie zapomniał.

 

W rezultacie Samuel i jego siostry z powodu gniewu sąsiadów musieli się wyprowadzić z Betlejem i przez długi czas tułali się po miasteczkach Judei, błagając różnych krewnych o nocleg. Skończyło się ich egoistyczne i wygodne życie. A dlaczego ich to spotkało? Ponieważ myśleli, że jeżeli zachowają się niegodnie i zgrzeszą, nikt się nie dowie o tym, co zrobili. Bóg jednak wie wszystko i za dobre wynagradza, a za złe karze. Nieprawdaż, Drogi Czytelniku?

 


Ten artykuł przeczytałeś dzięki ofiarności Darczyńczów. Wesprzyj nas i zostań współtwórcą "Przymierza z Maryją".

NAJNOWSZE WYDANIE:
Maryja naszą Matką
Kościół od zawsze oddaje cześć Najświętszej Dziewicy Maryi, Bogurodzicy – naszej Matce, Orędowniczce i Wspomożycielce. Cześć ta przybierała na przestrzeni wieków różne formy i wyrazy, oddając poruszenia chrześcijańskich serc i charakter poszczególnych narodów.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Maryja nas wychowuje

Pani Monika Rypień z Raciborowic Górnych na Dolnym Śląsku jest Apostołem Fatimy od roku, ale jej wspólna droga z Maryją trwa już wiele lat. Jej piękne świadectwo jest dowodem na to, że trudności i życiowe zakręty przechodzone wspólnie z Bogiem i Maryją są zawsze możliwe do pokonania, a obecność Maki Bożej i zawierzenie Jej swoich spraw naprawdę zmienia ludzkie życie.

Maryja w moim życiu i w życiu mojej rodziny jest kimś szczególnym. Ona nas wychowuje, jeśli tylko damy się poprowadzić. Przyjaźń z Matką Bożą rozpoczęła się już od wczesnych lat mojego życia. Uwielbiałam pieśni do Matki Bożej, nabożeństwa majowe czy różańcowe, a w szczególności święta maryjne. W wieku nastoletnim poznałam historię Matki Bożej Fatimskiej: Matka Boża prosi o modlitwę dzieci, które dzięki niej mogą wyprosić nawrócenie ludzkości! Od tego momentu Fatima zajęła szczególne miejsce w moim sercu. Kiedy byłam studentką we Wrocławiu, miałam możliwość uczestniczenia w nabożeństwach fatimskich. Były one przepiękne… Różaniec – nieustanny Różaniec! – sprawił, że mimo różnych przeciwności i doświadczeń, jakie niesie życie, zawsze miałam siłę, takie poczucie, że jest Ktoś obok. Ktoś, kto czuwa, wspiera, niezależnie od wszystkiego, co się działo.

Punktem zwrotnym, początkiem niezwykłego doświadczenia Matki Bożej w moim życiu był czas, kiedy byłam w ciąży z pierwszym i drugim dzieckiem. Pierwsze dziecko poczęłam dzięki wstawiennictwu Matki Bożej. Razem z mężem modliliśmy się, bo bardzo chcieliśmy mieć dziecko, a tak długo go nie było… Ja powierzyłam tę intencję Maryi, zostawiłam to Jej działaniu. Pewnego dnia mąż przyszedł do mnie i dał mi obrazek Matki Bożej: Wiesz co, na Jasnej Górze są takie modlitwy w pierwszą sobotę miesiąca za małżeństwa, które nie mogą mieć dzieci. To było niesamowite, jak on wyraził chęć oddania się Matce Bożej! Jeszcze tego samego miesiąca okazało się, że będziemy mieli dziecko.

Urodził się syn. Wcześniak. Mieliśmy miesiąc leżeć w szpitalu, a okazało się, że po trzech dniach wypuszczono nas do domu. Było tak dobrze, że lekarz stwierdził, że daty zostały pomylone, bo to niemożliwe, on nie powinien sam oddychać, tylko leżeć pod respiratorem. Ale data nie mogła zostać w żaden sposób pomylona, bo to było dzieciątko tak wyczekane, że nie ma po prostu możliwości pomyłki! W ciąży z drugim dzieckiem miałam ogromne problemy zdrowotne. Lekarze powiedzieli, że dziecko urodzi się chore. Wada genetyczna… Jak by nie było, my z mężem jesteśmy za życiem i przyjęlibyśmy każde dziecko. Ale zadziałała potężna modlitwa, wsparcie mnóstwa osób i dziecko urodziło się zdrowe. I tutaj cały czas Matka Boża nam towarzyszyła! Może ktoś by powiedział, że to było szczęście, przypadek. Ale my z mężem cały czas uważamy, że jest to opieka Matki Bożej. Co by się nie działo, zawsze oddajemy wszystko Maryi, i rzeczywiście, wszystko się później układa.

Oboje z mężem nie pochodzimy z miejscowości, w której mieszkamy, przeprowadziliśmy się tu po ślubie. Tutejsza parafia jest piękną i rozmodloną wspólnotą. Ale poznając nową
wspólnotę, zauważyłam, że nie ma tu nabożeństwa fatimskiego, więc poszłam z prośbą do księdza proboszcza, żeby takie nabożeństwo się odbywało. Dzięki zgodzie i współpracy księdza nabożeństwa fatimskie odbywają się u nas już od 2016 roku. Wspólnie z parafianami przygotowywaliśmy się do stulecia Objawień wielką nowenną fatimską. Ludzie bardzo pozytywnie przyjęli to nabożeństwo. Gdy tylko zbliża się maj, dzwonią i pytają, czy i w tym roku się odbędzie!

Na Stowarzyszenie trafiłam tak zwanym przypadkiem, w internecie. Spodobały mi się inicjatywy propagowania kultu Matki Bożej Fatimskiej. Kiedy przeczytałam, że są ludzie, którzy się tego podjęli, też zapragnęłam pomóc. Jest jeszcze jedna szczególna historia związana z moim uczestnictwem w Apostolacie. Raz wypadło tak, że byłam na roratach w całkiem innej parafii, gdzie nie było ze mną moich dzieci, i tam ksiądz rozdawał dzieciom figurki Matki Bożej. Bardzo mi się to spodobało. Dziś w wielu domach, gdzie żyją młode rodziny, brakuje nawet krzyża na ścianie, obrazów Matki Bożej czy Jezusa. To jest niemodne… a te dzieci z radością przyjmowały figurkę Maryi. Pomyślałam sobie, że może przyjadę tu kiedyś z moimi dziećmi i one też wezmą udział w takim losowaniu? I na drugi dzień w skrzynce pocztowej znaleźliśmy figurkę Matki Bożej z Apostolatu! To była ogromna radość. W naszym domu przy wyjściowych drzwiach znajduje się też kropielnica, a obok niej zawiesiliśmy Akt poświęcenia naszego domu Matce Bożej, który często ponawiamy. Tak pięknych inicjatyw jest o wiele więcej. I do tego Apostołowie modlą się za siebie nawzajem! Dzięki temu nasza wspólnota wspiera się wzajemnie i czerpie swoje siły, służąc Maryi, która prowadzi nas ku Jezusowi.

Przyg. MW



Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szczęść Boże!
Na wstępie pragnę podziękować za kalendarz „365 z Maryją” oraz pismo „Przymierze z Maryją”. Od wielu lat starałem się wspierać każdą akcję organizowaną przez Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi. Szczerze mówiąc, nie zawsze podchodziłem sumiennie do lektury, którą od Was otrzymywałem („Przymierze z Maryją”, „Polonia Christiana”). Wydawało mi się, że samo wspieranie finansowe w zupełności wystarczy. Myliłem się! Teraz, gdy znalazłem się w „jaskini zła”, tam, gdzie rządzi książę ciemności, zacząłem doceniać moc wiary i Bożego słowa, zawartych w Waszych artykułach. Modliłem się zawsze (…), ale wydaje mi się, że raczej z obowiązku niż z potrzeby. Teraz, będąc w zakładzie karnym, gdzie naprawdę ciężko znaleźć człowieczeństwo, współczucie, a co za tym idzie bliskość Bożego Miłosierdzia, pozostaje cicha modlitwa i rozmowa z Panem Bogiem (…). Jest jeszcze nasza ukochana Mateczka MARYJA, która przez całe moje życie okrywała mnie i moją rodzinę swym miłosiernym niewidzialnym płaszczem ochronnym. (…) Bóg naprawdę nas kocha! Pisząc to, mam na myśli dzieło, którego się podjęliście. Bóg zapłać!
Proszę o modlitwę w mojej intencji.
Jacek

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Pragnę Państwu podziękować za pracę na rzecz krzewienia Miłosierdzia Bożego. Serdecznie dziękuję za czasopismo „Przymierze z Maryją” oraz wszystkie piękne upominki, które od Was otrzymuję. Całej Redakcji życzę największych sukcesów. Modlę się codziennie, aby dobry Bóg i Jego Matka otaczali Was Swoją opieką i błogosławili w dalszej pracy. Jako Apostoł Fatimy pragnę wspierać Was skromnym datkiem, aby Wasza działalność rozszerzała się na całe nasze społeczeństwo. (…)
Bronisław ze Starogardu Gdańskiego

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Pragnę pozdrowić serdecznie całą Redakcję „Przymierza z Maryją” oraz podziękować za przysyłane mi egzemplarze Waszego pisma, które bardzo mi się podobają, są ciekawe i poruszające, a nawet wzruszające. Dziękuję za ciekawe artykuły, dziękuję za dział „Strony Maryjne”, gdzie znajdują się piękne opisy sanktuariów Matki Bożej. Ta lektura pisma katolickiego bardzo mnie wzbogaca i poucza. Dziękuję również za wszystkie przesyłane mi dewocjonalia, którymi obdarowuję moich najbliższych. Chcę, aby i oni cieszyli się i wzbogacali duchowo. Bóg zapłać za wszystkie modlitwy w mojej intencji i mojej rodziny. Wspieram Waszą redakcję duchowo, a jak tylko będę mogła, będę też wspierała ją finansowo.
Pozdrawiam serdecznie Pana Prezesa Stowarzyszenia Sławomira Olejniczaka i jego współpracowników oraz czytelników tego pięknego pisma. Szczęść Wam Boże!
Stała czytelniczka – Bernadetta

Szczęść Boże!
Szanowny Panie Prezesie! Serdecznie dziękuję Panu oraz Pana współpracownikom za wszystkie przesyłki skierowane do nas, a w szczególności za każdy kolejny egzemplarz czasopisma „Przymierze z Maryją”.
Można zauważyć, że od dłuższego czasu artykuły i szata graficzna jest coraz bogatsza i wzbogaca nas, Czytelników, w wiedzę katolicką. Wskazuje drogę do Boga za wstawiennictwem Maryi i świętego Józefa, prosząc o łaski uzdrowienia i wszelką pomoc. W natłoku codziennych obowiązków znajdujemy czas na modlitwę – Różaniec, Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Modlimy się o pomyślność naszych dzieci i wnucząt oraz osób nam najbliższych. Odczuwamy wtedy, że Bóg jest z nami i że nie jesteśmy sami. To podnosi nas na duchu, stanowiąc oparcie w rozwiązywaniu wszelkiego rodzaju spraw. Nadmieniamy jednocześnie, że przynależność do Apostolatu Fatimy jest dla nas czymś bardzo ważnym. Każdy człowiek żyjąc na tym świecie, winien starać się pozostawić ślad swojej egzystencji na ziemi, a ocenę pozostawić najbliższym, a przede wszystkim Bogu.
Edward wraz z Małżonką

Szanowni Państwo!
Dziękuję za przesłanie filmu „Via Dolorosa” z dołączonymi rozważaniami „Drogi Krzyżowej”. Chętnie czytam „Przymierze z Maryją”. Oddaję ten dwumiesięcznik także w inne ręce i zachęcam do włączenia się w jego czytanie i propagowanie wśród bliźnich. Zachwycona jestem tematyką Waszego pisma. Gratuluję doboru materiałów, które wzbogacają wiarę oraz wiadomości religijne i inne (ze świata), związane z chrześcijańską postawą człowieka. Bóg zapłać za wszystko! Z wyrazami szacunku.
Marianna z Mazowieckiego

Szczęść Boże!
Chciałbym podziękować całej Redakcji i przyjaciołom Apostolatu Fatimy oraz „Przymierza z Maryją” za wieloletnie wsparcie duchowe, modlitwy i Msze Święte w intencji nas wszystkich, a także piękne upominki dające wiele radości. Zawsze oczekuję i czytam od deski do deski Wasz (nasz) wspaniały dwumiesięcznik. Później przekazuję go innym, by był pocieszeniem w naszych trudnych czasach, także dla innych. Pozdrawiam serdecznie.
Mirosław

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Otrzymałem od Państwa piękne opracowanie „Via Dolorosa” z płytą i modlitwą do Krzyża Świętego, za które bardzo dziękuję. To piękna Państwa akcja, w której też chcę wziąć udział. (…) Staram się uczestniczyć we wszystkich Państwa kampaniach mających na celu przebudzić sumienia Polaków, ale też uczyć wiary i historii Kościoła. Mam już swoje lata, wiary uczyły mnie mama i babcia, teraz ją przekazuję swoim dzieciom i wnukom. Jednak najwięcej wiadomości z życia Kościoła, o życiu świętych, historii Kościoła czerpię z „Przymierza z Maryją”, które otrzymuję i czytam od pierwszej do ostatniej strony. Jako Polak, który wiele lat mieszkał w Niemczech, jestem dumny z Waszej pracy. Serdecznie pozdrawiam i życzę wielu łask Bożych dla całej redakcji „Przymierza z Maryją”.
Wojciech