
Nierzadko spotykamy osoby, które – wiedząc, że jesteśmy katolikami – pytają nas – tak jakbyśmy byli wyznawcami jakiejś absurdalnej lub nielogicznej religii – dlaczego Bóg, choć jest dobry, chce, aby ludzie cierpieli? Po tym pytaniu następują kolejne, o tym samym wydźwięku: Czemu dzieci chorują? Dlaczego często zdarza się, że dobrzy ludzie umierają młodo, a źli żyją długo? Czemu bandyci są bogaci, a uczciwi biedni? Dlaczego jedni cieszą się dobrym zdrowiem, inteligencją, szczęściem itd., a innym stale źle się wiedzie? Dlaczego musimy umrzeć? I w tym samym tonie długo ciągną listę pytań, w których mniej lub bardziej jawnie oskarżają Boga o to, że stworzył istotę niedoskonałą, kiepsko zorganizowaną i w gruncie rzeczy niesprawiedliwą. Cóż możemy na to odpowiedzieć? Gdyby dziełem Boga było takie wybrakowane stworzenie, to jak mógłby być Bogiem? Jak byt doskonały mógłby stworzyć istotę niedoskonałą?
Zacznijmy od tego, że owe pytania są źle sformułowane. Prawidłowe pytanie powinno brzmieć: dlaczego Bóg dopuszcza, żebyśmy cierpieli w tym życiu? Bóg udowadnia swą dobroć w ten sposób, że chce, byśmy byli zawsze szczęśliwi, ale w życiu wiecznym. Tamte osoby zadające pytania nie mają pełnego oglądu sytuacji. To tak jakby ktoś powiedział, że lekarz jest zły, bo zoperował pacjentowi np. wyrostek robaczkowy i przez to zadał mu ból.
Aby właściwie odpowiedzieć na wszystkie przytoczone pytania, powinniśmy widzieć problem całościowo. Jaki plan miał Bóg, gdy stworzył swe dzieło?
Bóg w swojej dobroci umieścił mężczyznę i kobietę w raju, gdzie mieli wszystko, czego potrzebowali do szczęścia w zgodzie z ich naturą. Posiadali tchniętą przez Boga wiedzę, nie chorowali, nie umierali, mieli kontakt z samym Bogiem. Teolodzy uważają, że w raju – znając wszystkie te cudowne okoliczności – człowiek powinien był doskonalić się, kontemplując je, i wzrastać w miłości Bożej; do tego stopnia, że w określonym momencie, kiedy osiągnąłby wysoki poziom Boskiej miłości, poszedłby prosto do Nieba bez konieczności umierania.
Lecz aby ten plan okazał się doskonały, ludzie musieli się poddać próbie. Dlaczego? Ponieważ jeśli ktoś nas kocha i wszystko nam daje, a my nie możemy dać mu nic w zamian, czujemy się sfrustrowani. Konieczne było, by w określonym momencie człowiek, poddany próbie, mógł powiedzieć Bogu: Potrafię wybrać między Tobą, między Twoją miłością a taką czy inną przyjemnością; a odrzucając tę przyjemność, udowadniam Ci swoją miłość.
Co się jednak wydarzyło, gdy Adam i Ewa zostali poddani próbie? Ponieśli w niej całkowitą klęskę. Okazało się, że bardziej kochają samych siebie niż Boga. Nie mieli żadnych skłonności do zła, żadnych skaz inteligencji, żadnego powodu, by się uskarżać na Boga. Dlatego ich grzech był wyjątkowo ciężki, znacznie cięższy od naszych grzechów, ponieważ my, owszem, rodzimy się ze skłonnością do zła. Ich grzech był tak ciężki, że Bóg, w swojej mądrości, zmienił pierwotny plan.
Główna część, najważniejsza w pierwotnym planie stworzenia, pozostała nienaruszona: człowiek mógł pójść do Nieba i zaznawać szczęścia z Bogiem przez całą wieczność. Zmieniła się jednak forma osiągnięcia celu ostatecznego. Teraz człowiek nie mieszkał już w raju ani nie miał w swojej naturze wszystkich możliwych doskonałości. Przeciwnie, przychodził na świat ze skazą, grzechem pierworodnym, który popychał go do złego. Jako konsekwencje owej skazy pojawiły się braki w inteligencji, złe skłonności, niestałość, choroby, cierpienie, a przede wszystkim to, że człowiek musiał najpierw umrzeć, by móc pójść do Nieba. Zamieszkał na ziemi, gdzie przyroda nieraz bywała jego wrogiem, wiele zwierząt mogło go skrzywdzić i brakowało pożywienia.
Lecz z drugiej strony łaska Boża pomagała mu stawać się lepszym; liczne próby, które były skutkiem grzechu pierworodnego, sprawiały, że człowiek mógł stale okazywać Bogu swą miłość, aby przezwyciężyć trudności.Przede wszystkim jednak, żeby naprawić popełniony grzech, przybył na ziemię sam Syn Boży, Jezus Chrystus, zamieszkał wśród nas i dzięki niemu mamy Matkę Bożą, najdoskonalszą z wszelkich istot, oraz Kościół katolicki – instytucję z doskonałą doktryną, założony przez Zbawiciela po to, by prowadzić człowieka dobrą ścieżką.
To prawda, że Bóg zmienił plan, jednakże Jego nowy plan jest doskonalszy od poprzedniego. Szatan myślał, że zyskał na tym, gdy skłonił ludzi do popełnienia grzechu pierworodnego, a w rzeczywistości jeszcze więcej stracił.
Jeżeli rozumiemy ten nowy plan Boży, mamy odpowiedź na pytania, które postawiono nam na początku. Dlaczego ludzie cierpią? Dlatego, że cierpiąc, zdobywają zasługi, które ich zaprowadzą do Nieba. Jedni poprzez cierpienie ćwiczą w sobie takie cnoty, jak cierpliwość, innym pozwala to z kolei rozwijać cnotę miłosierdzia. Czemu dzieci chorują? Aby pokazać, że grzech dotknął nas wszystkich, nawet tych niewinnych. Rodzice w bólu swoich dzieci dostrzegają wpływ grzechu, dzieci zaś w miarę swych możliwości uczą się, że sprawy tego świata są przemijające, a najważniejsze to kochać Boga.
Dlaczego w wielu przypadkach dobrzy ludzie umierają młodo, a źli żyją długo? Dlatego że dobrych, gdy są do tego gotowi, Bóg zabiera do Nieba, aby cieszyli się życiem wiecznym, złym zaś daje czas na skruchę i pokutę. Czemu bandyci są bogaci, a uczciwi biedni? Ponieważ Bóg w swej mądrości, wiedząc, że bandyci zostaną potępieni i przez całą wieczność będą cierpieli w piekle, daje im na tym świecie nagrodę za to, co zrobili dobrego; tymczasem biednym pozwala wielokrotnie dzięki ubóstwu ćwiczyć takie cnoty, jak pokora, i zyskać więcej zasług otwierających drogę do Nieba. Dlaczego jedni cieszą się dobrym zdrowiem, inteligencją, szczęściem itd., a innym stale źle się wiedzie? Dlatego, że Bóg ma plan dla każdego i każdej osobie daje cechy na miarę jej potrzeb, aby ten plan mogła wprowadzić w życie. Ale jako że Bóg jest sprawiedliwy, od tego, komu dał więcej, będzie więcej wymagał. Z tego powodu sąd nad tymi, którzy otrzymali więcej talentów – takich jak inteligencja, uroda, zdrowie, zdolności artystyczne – będzie bardziej surowy aniżeli nad tymi, którzy dostali mniej talentów.
Jeśli rozumiemy grzech pierworodny i jego skutki, pojmujemy wiele spraw. Bóg dał Adamowi w raju tylko jeden zakaz: nie jeść owoców z drzewa poznania dobra i zła. I zapowiedział jasno, że jeśli Adam to zrobi, niechybnie umrze. Zatem Bóg w swojej miłości ostrzegł człowieka, co może się zdarzyć. Ale szatan, który już wcześniej nie zdał próby miłości do Boga, przystąpił do kuszenia ludzi. I zaczął zwodzić Ewę, zadając jej kłamliwe pytanie: czy rzeczywiście Bóg zabronił im spożywać owoce z jakiegokolwiek drzewa w tym ogrodzie? Ewa odpowiedziała mu zgodnie z prawdą: mogą jeść owoce z wszystkich drzew oprócz jednego, bo wówczas umrą. A więc doskonale wiedziała, czego Bóg chce i co ona sama robi. Już wtedy powinna była nabrać nieufności wobec szatana, ponieważ jeśli ktoś zadaje kłamliwe pytanie, zapewne ma złe intencje. Toteż popełniła błąd, nie uciekając przed pokusą. Ciągnęła rozmowę i szatan skłamał po raz drugi, mówiąc, że to nieprawda – nie umrą, tylko staną się jak bogowie. A zatem pokusa równości Bogu wynika z ludzkiej pychy. Ewa dobrze wiedziała, jaki jest Bóg, znała jego doskonałość i piękno. Z drugiej strony jaki miała dowód na to, że wąż wie więcej niż Bóg? Jeżeli Bóg powiedział jedno, a wąż drugie, komu powinna wierzyć? Doskonale wiedziała, że Bóg ma rację, ale owoc tego drzewa był ponętny, a jeszcze bardziej pociągało ją to, że stanie się boginią. I uległa pokusie, zjadła zakazany owoc. Co gorsza, nie tylko nie zamieniła się w boginię, lecz także zgodziła się sama skusić Adama.
Adamowi nie brakowało rozeznania, w przeciwieństwie do nas. On również dokładnie wiedział, że Bóg ma rację i że jeśli spożyje owoc z tego drzewa, umrze. Ale on też chciał się stać równy Bogu, a ponadto przypodobać się kobiecie, i dlatego przyjął zakazany owoc i zjadł go. Jego grzech był większy, ponieważ Adam stał na czele stworzenia. To do niego Bóg mówił, gdy się przechadzał po raju.
Skutki grzechu pierworodnego dały się odczuć natychmiast. Nie tylko oboje, mężczyzna i kobieta, poczuli się nadzy, lecz także, co gorsza, gdy Bóg zapytał Adama, czemu zgrzeszył, ten próbował zrzucić winę na samego Boga, mówiąc, że skusiła go do tego kobieta, którą Bóg mu dał. Jak gdyby wina leżała w tym, że Adam nie miał możliwości wyboru… Zawsze szukamy wymówek, zawsze staramy się własne błędy przypisać komuś innemu.
Za popełniony grzech należy się kara. I tak pierwsi rodzice zostali ukarani według porządku, w jakim grzeszyli, a także sprawiedliwie, wedle powodów, dla których zgrzeszyli. Szatan, zuchwale uważający, że powinien być pierwszy, znalazł się na ostatnim miejscu jako najmarniejszy, najbardziej pogardzany. Kobieta, której marzyło się, że będzie boginią, została podporządkowana swojemu mężowi. Dziś, jako że brzmi to politycznie niepoprawnie, kładzie się nacisk na fakt, że kobiety w bólu wydają na świat dzieci, i zapomina się albo tuszuje to, co jest dosłownie zapisane w Księdze Rodzaju: Ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie panował nad tobą (Rdz 3,16).
Jednak przede wszystkim to Adam, jako głowa wszelkiego stworzenia, został ukarany. Nie tylko musiał odtąd w trudzie zdobywać pożywienie, lecz także z jego winy ziemia została przeklęta i wszystkie istoty ludzkie musiały od tej pory umierać. Co najgorsze, bramy Niebios były teraz zamknięte do czasu, gdy grzech zostanie odkupiony.
Ale Bóg, który jest Miłosierdziem, ulitował się nad grzesznym człowiekiem i zmienił pierwotny plan na nowy, lepszy. Poprzez swoich proroków obiecał człowiekowi Odkupiciela. Kogoś, kto naprawi wyrządzone zło i popełnione wykroczenie.
I rzeczywiście, główną i najważniejszą częścią tego nowego planu jest nasz Pan, Jezus Chrystus, Bóg, który stał się człowiekiem. Popełniony grzech wymagał zadośćuczynienia. Jednak zadośćuczynienie musi być proporcjonalne do popełnionego wykroczenia, a także do poszkodowanej osoby. Czym innym jest obraza przyjaciela, policjanta, czym innym obraza Boga. Kto byłby na tyle wielki, aby zadośćuczynić wykroczeniu popełnionemu przeciw Stwórcy? Tylko sam Bóg, dlatego Jezus Chrystus zstąpił na ziemię, aby dokonać zadośćuczynienia. Przybył również po to, by dać nam przykład – pokazać, jak należy cierpieć, jak z miłości do Boga przyjąć nasze ograniczenia i problemy.
Chrystus był prawdziwym człowiekiem, doświadczonym we wszystkim na nasze podobieństwo, z wyjątkiem grzechu (Hbr 4,15). Odczuwał głód, pragnienie, zmęczenie. W Biblii wyraźnie okazuje wszelkie ludzkie emocje, takie jak: radość, smutek, zdziwienie, podziw, miłość, oburzenie itd. Był również kuszony, tak jak my.
Tyle że powód tego wszystkiego jest inny. My, jako że nosimy w sobie grzech pierworodny (a jego konsekwencją jest nasza skłonność do zła), poprzez cierpienie i pokusy odbieramy naukę – uczą nas one i obligują do doskonalenia cnót. Chrystus nie potrzebuje tego, ponieważ sam jest doskonały. Przyjął jednak cierpienie, by nas nauczyć i dać nam przykład.
W swojej mądrości zapragnął przyjść na świat w ubóstwie, ale obrał sobie za Matkę najdoskonalszą z wszystkich kobiet, a za przybranego ojca – świętego Józefa z domu Dawida. Zrobił to, aby pokazać, że sprawy duchowe są ważniejsze od materialnych. Chciał być prześladowany od samego początku, by nam ukazać, że nie prześladowania są najgorsze, tylko grzech.
Trzykrotnie był kuszony przez szatana, aby pokazać, że ataki piekielnego wroga to część prób, przez jakie musimy przejść w tym życiu. Znosił oszczerstwa i złorzeczenia ze strony innych, źle interpretowano jego intencje, a ci, których cudownie uleczył, nie okazywali mu należytej wdzięczności. I wreszcie za całe to dobro odpłacono mu tak, że zadano mu śmierć w najboleśniejszej i najbardziej haniebnej formie.
Chrystus wybrał cierpienie, by nas nauczyć, jak należy cierpieć we właściwy sposób, nie buntując się, nie próbując zrzucić tego cierpienia na innych, nie wyładowując własnej złości na bliźnich.
Matka Boża też nie miała grzechu pierworodnego. Jednak ona również wybrała cierpienie, by nam pokazać, jak należy nieść swój krzyż. Była wzorem pokory, przeciwieństwem Ewy, która zgrzeszyła dumą. Maryja miała więcej mądrości niż wszyscy apostołowie razem, ale nigdy ich nie pouczała ani się nie wywyższała. Poważała ich jako biskupów Kościoła i uznawała ich wyższość daną przez Boga.
Niestety, dziś nie uczy się miłości do Krzyża jak dawniej ani nie wyjaśnia się ludziom powodów, dla których Bóg pozwala, abyśmy cierpieli. To wielkie zadanie apostolskie, że możemy wytłumaczyć te sprawy znajomym osobom, które same nie odebrały właściwych lekcji katechizmu.
Powinniśmy zatem prosić Matkę Bożą, żeby wybłagała u swego Przenajświętszego Syna łaskę zrozumienia powodów cierpienia w tym życiu, abyśmy pojęli, że krzyże, które Bóg nam zsyła, nie są Jego przypadkowymi kaprysami, lecz częścią większego planu. Ponieważ tylko rozumiejąc i kochając Boski plan, będziemy mogli osiągnąć życie wieczne.
W tym numerze „Przymierza z Maryją” postanowiliśmy podjąć tematykę edukacji młodych pokoleń Polaków. Pokładamy nadzieję w chrześcijańskim, czy też ściślej – katolickim kształceniu i wychowaniu. Pamiętamy bowiem, że katolicyzm jest nie tylko doktryną, dogmatem czy też zbiorem modlitw i obrzędów, lecz nade wszystko żywą relacją z Bogiem i powinien oddziaływać na całe państwo i całe społeczeństwo.
Pomiędzy 25 a 29 maja wraz z grupą Apostołów Fatimy pielgrzymowaliśmy do miejsca, w którym 109 lat temu trojgu portugalskim pastuszkom ukazywała się Matka Boża, niosąc światu przesłanie pokuty i nadziei.
Fatima, choć jest odwiedzana przez bardzo licznych wiernych oraz turystów, zdołała jednak zachować atmosferę ciszy. Wyjąwszy największe uroczystości gromadzące wielotysięczne rzesze uczestników, można tam zarówno modlić się, jak i słuchać w skupieniu. Każdego dnia chętnie korzystaliśmy z tej możliwości tym bardziej, że nasz hotel położony był w bezpośredniej bliskości bazyliki oraz miejsca Maryjnych objawień.
Codziennie uczestniczyliśmy też w tradycyjnych nabożeństwach i procesjach na olbrzymim placu przed sanktuarium. W trakcie trzeciego wieczoru przedstawiciele naszej grupy mieli zaszczytną okazję prowadzić fragment modlitwy. W pamięci uczestników pozostanie z pewnością atmosfera towarzysząca tym różańcowym spotkaniom. Wypowiadane przez setki pielgrzymów w różnych językach wezwania Ojcze nasz… i Zdrowaś Maryjo… podkreślały zarówno jedność jak i różnorodność Kościoła. Z drugiej strony jednak – zamiast harmonii rodziły szum, utrudniając modlitewne skupienie. Może gospodarze tego cudownego miejsca zechcą kiedyś „odkryć” na nowo łacinę?
Niespokojny duch współczesności daje też w Fatimie znać o sobie w sposób widoczny gołym okiem. Niby w trosce o prostotę i skromność stara się on jak może zasłonić sanktuarium, wznosząc wokół betonowe bryły, z których niektóre nawet zostały poświęcone jako miejsca katolickiego kultu. Tylko co wspólnego z żywą, autentyczną wiarą mogą mieć płaskie, szare bunkry albo kaplice, w których Tabernakulum przypomina bardziej skrzynkę na narzędzia? Albo co powiedzieć o ustawionym tuż przy nowej bazylice wielkim krzyżu, na którym zamiast Chrystusa umieszczono dziwaczną postać jakby wyjętą ze starożytnych hieroglifów? W kulturowym kontekście naszych czasów to raczej karykatura niż godny wizerunek Zbawiciela…
Zatem nawet w bezpośrednim otoczeniu sanktuarium naocznie przekonaliśmy się, że wewnątrz Kościoła toczy się ogromna walka o kształt katolicyzmu i o serca wierzących. Do czego to zmaganie może prowadzić, widzieliśmy w urokliwym, niewielkim mieście Obidos, gdzie w miejscu dawnego kościoła działa dzisiaj… księgarnia.
Nasze pielgrzymkowe wyprawy, których celem były wspaniałe klasztory w miasteczku Alcobaça czy w Batalhi, przeniosły nas do czasów, gdy świątynie bez wątpienia wznoszono na chwałę Bożą, na przykład – w podzięce za Opatrznościową pomoc w wygranej bitwie o niepodległość kraju. Zachwyt budziła potężna, a zarazem misterna architektura tych monumentalnych dzieł, wspaniałe zdobienia, dbałość ich twórców o detale, połączenie talentów z wytrwałością i pracowitością budowniczych.
Podążyliśmy też śladami fatimskich wizjonerów – Łucji dos Santos oraz świętych Hiacynty i Franciszka Marto. Modliliśmy się przy ich grobach. Odprawiliśmy Drogę Krzyżową w ich rodzinnych stronach, odwiedziliśmy domy, w których żyli.
W miejscu objawień Matki Bożej zapaliliśmy świece przywiezione wraz z intencjami powierzonymi nam przez Darczyńców w ramach akcji „Twoje światło w Fatimie”.
Podczas tej kilkudniowej wyprawy na każdym kroku spotykaliśmy się z serdeczną otwartością Portugalczyków. Podziwialiśmy ich ludową sztukę i zwyczaje. Mimo że nasze kraje są od siebie bardzo oddalone, w żaden sposób nie czuliśmy się obco. Sprawiła to oczywiście sama Matka Boża, ale też kulturowa bliskość biorąca swój początek w naszej wspólnej wierze. Podczas wyjazdów do historycznych miejsc, które znalazły się na trasie naszej pielgrzymki, mieliśmy okazję przekonać się, że Maryja swoją opieką otacza nie tylko nasz naród, lecz wszystkie nacje, które się Jej ufnie oddają, a także każdą osobę, która zawierza Jej siebie oraz swych bliskich.
Dzieje Portugalii to również historia wierności Bogu i odstępstw, także w życiu władców. Trudne momenty w wymiarze tak osobistym, jak i zbiorowym, przypominają o konieczności ciągłego zabiegania o własną duszę i o łaskę Opatrzności. Wierność przynosi pomyślność – przynajmniej w życiu duchowym. Odstępstwo owocuje nieszczęściem i śmiercią. Te uniwersalne prawdy przychodziły na myśl, gdy słuchaliśmy opowieści przewodników o portugalskich monarchach i wodzach, zwycięskich bitwach i nieszczęśliwych losach grzesznych kochanków.
Byli tym razem pośród Apostołów Fatimy reprezentanci każdego spośród żyjących pokoleń. Najmłodszy uczestnik liczył sobie 13 lat, zaś senior, pan Zdzisław – już 94. – Całe życie marzyłem, by tu przyjechać – przyznał w rozmowie.
Nasza pielgrzymka nie byłaby tak bogata w duchową treść bez obecności duszpasterza – księdza Krzysztofa. Oprócz zapewnienia nam możliwości codziennego wysłuchania Mszy Świętej, dawał on wyrazy swej niezwykłej czci dla Matki Bożej śpiewem Godzinek i pięknych pieśni.
Każdy z nas przywiózł Matce Bożej bagaż własnych intencji, od tych najbardziej osobistych po zbiorowe – dotyczące Kościoła i Ojczyzny. Każdy też otrzymał w duchowym wymiarze to, czego najbardziej potrzebował. To doświadczenie znają wszyscy pielgrzymujący ze szczerą intencją w miejsca szczególnie wybrane przez Pana Boga i przez Maryję.
Wśród tych niezwykłych miejsc jest też Fatima, niosąca do Nieba już od ponad wieku nieprzerwany strumień ludzkiej modlitwy.
Szanowni Państwo!
Jesteście wspaniali! Wasze wydawnictwa oraz gazetki, broszury i ulotki wzmacniają naszą duchowość i informują o wielu faktach oraz miejscach objawień Maryjnych. Artykuły czytam z wielkim zainteresowaniem. Naprawdę bardzo cenię informacje o Jezusie i Maryi, które w nieskończoność otwierają serca. Pamiętamy w modlitwie o Waszej pracy. Pozdrawiam gorąco Pana Prezesa i cały zespół redakcyjny!
Anna ze Zgierza
Szczęść Boże!
Kampania „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest wspaniała. Popieram ją i bardzo się cieszę, że jesteście i stoicie na straży wiary. Musimy dziękować i wspierać naszą Królową za Jej miłość do naszego Narodu.
Zbigniew z Katowic
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Szanowny Panie Prezesie, dziękuję bardzo serdecznie za przesłane mi pozdrowienia urodzinowe. Ucieszyłam się z bardzo ładnej kartki. Jestem dumna z działalności apostolskiej, jaką Państwo prowadzą. Podobają mi się bardzo czasopisma „Przymierze z Maryją” i „Apostoł Fatimy”. Cieszę się z tego, że mogę w nich znaleźć wiele bardzo ciekawych artykułów poruszających interesujące mnie tematy. Cieszę się z tego, że wiele osób może korzystać z tych czasopism. Pragnęłabym bardzo, aby wielu Polaków mogło zapoznać się z tymi ciekawymi gazetami.
Bardzo serdecznie dziękuję za otrzymane ostatnio „Przymierze z Maryją” i „Apostoła Fatimy”. Znalazłam w tych numerach wiele interesujących mnie zagadnień. Cieszę się z tego, że te czasopisma mogą trafić do wielu rodzin w Polsce. Pragnęłabym dalej otrzymywać te pisma.
Pozdrawiam Maryję Naszą Królową. Życzę Panu i współpracownikom dużo zdrowia i wielu łask Bożych w Jezusie i Maryi.
Wdzięczna Czytelniczka
Krystyna z Pruszkowa
Szczęść Boże!
Bardzo dziękuję za przysyłanie mi „Przymierza z Maryją”. Jest to pismo, które bardzo sobie cenię i szanuję. Redagujecie ciekawe artykuły. Zawsze czekam na nowe numery i pragnę poinformować, że zawsze będę Was wspierać. Niech Pan Bóg nas prowadzi!
Barbara
Szanowny Panie Prezesie!
Bardzo dziękuję Panu za życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego oraz fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły i ducha wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla naszej duchowości chrześcijańskiej. Dziękuję bardzo za wszystkie dewocjonalia, materiały, które od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi otrzymałam – są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę całej Redakcji i Panu Prezesowi obfitych łask Bożych. Szczęść Wam Boże na długie lata!
Danuta z Krakowa
Szanowni Państwo!
Dziękuję za wszystkie numery „Przymierza…”, bo to ciekawe czasopismo. Warto je prenumerować. Dużo opisujecie i dużo się dowiadujemy, co się dzieje teraz i kiedyś – jak to było na świecie dawno temu, w tamtych wiekach. Życzę Wam wielu łask Bożych i siły w dalszym działaniu. Nie poddawajcie się siłom zła, które próbują zniszczyć wszystko, co Boże. Któż jak Bóg! Pozdrawiam Was serdecznie,
Maria
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Dziękuję z całego serca za cudowne „Przymierze z Maryją”. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję to pismo. Jest tam dużo pięknych, cudownych tekstów o Maryi i Jezusie Chrystusie, a także dużo o wierze katolickiej i o naszej kulturze. Są tam piękne tematy i bardzo dobre dla naszego życia wiadomości. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję „Przymierze z Maryją”. Dziękuję, modlę się za cały Apostolat Fatimy i za Pana Prezesa.
Janina z Włocławka
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Panie Sławomirze, w liście zadał mi Pan pytanie, czy jestem dumna z otrzymywanego pisma „Przymierze z Maryją”. Jestem dumna! A dlaczego? Bo jest to pismo jedyne w swoim rodzaju. To ogromna wiedza. Każdy artykuł bogaty w wydarzenia, emanuje częścią historii o naszej wierze katolickiej. Bardzo dużo przeczytałam dobrych książek (bo lubię czytać), ale pismo „Przymierze z Maryją” stawiam na pierwszym miejscu, bo porusza serce, ubogaca duszę i umysł. O wielu sprawach opisanych w artykułach wcześniej nie miałam wiedzy. Ale teraz mając 86 lat jestem poniekąd uczennicą „Przymierza z Maryją”. Mówi się, że człowiek uczy się do końca życia, prawda? Bóg zapłać za tę wiedzę. Z szacunkiem chylę czoło przed wszystkimi osobami za pracę i trud w tworzeniu pisma. A Matka Boża, nasza Królowa, niech Was błogosławi. Przy okazji „Bóg zapłać” za wszystko co dostaję od Stowarzyszenia Księdza Piotra Skargi: za życzenia urodzinowe, za listy Pana Sławomira i wszystkie pamiątki, a szczególnie za koronę Matki Bożej Fatimskiej. Jak stawałam przed Fatimską Panią, mówiłam w duchu: „Jesteś taka skromniutka, skromniutka bez korony”… A teraz moja Dostojna Pani ma koronę! Serdecznie dziękuję, bardzo się cieszę.
A jeszcze kilka słów o mnie… Jestem schorowaną osobą, chodzę o lasce. Nie mam już nawet siły iść sama do kościoła – to około 1 kilometra, ale mój sąsiad zawozi mnie co niedzielę na Mszę. Mam też problemy ze słuchem. Aparat słuchowy nie wszędzie zdaje egzamin, szczególnie w kościele, jak kapłan mówi dalej od mikrofonu, to robi się pogłos, ale jakoś daję sobie radę. Nie narzekam, bo mam dużą rodzinę i opiekuje się mną córka. Praktycznie przejęła wszystkie moje obowiązki. Przepraszam, że nie nadążam za waszymi propozycjami, ale w miarę możliwości będę wspomagać Stowarzyszenie. Życzę Wam wszystkim zdrowia i błogosławieństwa.
Z Panem Bogiem!
Genowefa