Temat numeru
 
Franciszek i Hiacynta - błogosławione dzieci

Dnia 13 maja 2000 roku w trakcie pamiętnej ceremonii, Ojciec Święty Jan Paweł II beatyfikował w Fatimie dwoje pastuszków, Franciszka i Hiacyntę. Stali się oni tym samym najmłodszymi beatyfikowanymi niemęczennikami w historii Kościoła. Beatyfikacja ta oznacza w pewien sposób przypieczętowanie przez Kościół autentyczności objawień Najświętszej Dziewicy w Fatimie. – Niech orędzie ich życia pozostanie na zawsze żywe, aby oświetlać drogę ludzkości! – mówił wtedy papież.

Jest pewna kwestia, która w odniesieniu do beatyfikacji dwojga pastuszków z Fatimy nas zaskakuje: jak to możliwe, że dwoje dzieci, z których jedno zmarło nie dożywszy dziesięciu lat, a drugie w wieku prawie jedenastu lat, zdołało odznaczyć się cnotami tak heroicznymi, że zasłużyło na chwałę ołtarzy?

Podążając za łacińskim stwierdzeniem, iż nic wielkiego nie staje się nagle, powinniśmy poszukać źródeł tej cnoty przede wszystkim w rodzinie, bowiem środowisko rodzinne w oczywisty sposób musiało mieć wpływ na zachowanie tak małych dzieci. Jednakże oprócz tego ich przewodnikiem na drodze do doskonałości był także Anioł, a następnie sama Matka Boża.

Prawdziwie chrześcijański dom

Rodzina Franciszka i Hiacynty przez mieszkańców Serra de Aire postrzegana była jako wzorowa. Ojciec, znany wszystkim jako „Ti Marto” (wujek Marto), zgodnie ze świadectwem kanonika Formigão – pobożnego kapłana, który dobrze go poznał – uważany był za najpoważniejszego człowieka w wiosce, niezdolnego, by kogokolwiek oszukać. Z kolei o. João de Marchi, I.C.M., autor wielu książek o Fatimie, gdzie przez jakiś czas mieszkał, stwierdza, że zaskoczyła go szeroka znajomość doktryny katolickiej „Ti Marto”, jak również jego zdrowy rozsądek, prostota duszy i odwaga. „Ti Marto” jako żołnierz walczył w Afryce przeciw buntownikom w Mozambiku (1895-1896), ówczesnej kolonii portugalskiej.

„Ciotka Olímpia”, jego małżonka, nie pozostawała za nim w tyle w praktykowaniu cnót. W swej głębokiej miłości i bojaźni Bożej wychowali liczne potomstwo.

To samo można powiedzieć o rodzinie Łucji, najstarszej z wizjonerów. Aby zdać sobie sprawę z tego, jak głęboko religijny był jej ojciec, António dos Santos, przytoczmy słowa, które wypowiedział, gdy jedna z jego starszych córek zaczęła rozważać zamążpójście: – Kiedy stanąłem w konkury o względy twej matki, pierwszą rzeczą, co do której się zgodziliśmy, było to, że zachowamy kwiat naszej niewinności aż do ślubu, aby złożyć go w ofierze Bogu, w zamian za Jego błogosławieństwa i dzieci, które zechce nam dać. Pobłogosławił On nas obdarzając tą małą gromadką.

Maria Rosa, matka Łucji, jedna z niewielu kobiet w tym regionie umiejących czytać, była dla swych dzieci i sąsiadów wyrocznią we wszystkim, co dotyczyło moralności i religii.

Dobroczynność rodziny była powszechnie znana. Kiedy piekli chleb czy tłoczyli oliwę, za każdym razem pewną część przeznaczali dla biednych. Potrzebujący zawsze mogli liczyć na pomoc w domu państwa Santos.

Przyjrzyjmy się pewnemu epizodowi, który pokazuje, jak głęboka więź i duch nadprzyrodzoności łączyły dwoje małżonków: któregoś dnia António, dając jałmużnę biednemu, poprosił go o modlitwę za siebie i za stojącą obok Łucję. Maria Rosa, słysząc jego słowa, zaprotestowała żartobliwie: – Jakże to, prosisz o modlitwę za siebie, a za mnie nie prosisz? António odpowiedział z uśmiechem: – Co jest moje, jest także twoje. Modlić się za mnie to to samo, co modlić się za ciebie. Zadowolona Maria Rosa zgodziła się z tym, rozumiejąc dobrze, że tworzy z mężem „jedno ciało”.

Widzimy zatem, że Matka Boża świadków jednego z najważniejszych orędzi ostatnich stuleci wybrała w rodzinach solidnych i głęboko religijnych.

Dwoje grzecznych i normalnych dzieci

Franciszek i Hiacynta byli posłusznymi i grzecznymi dziećmi, nie odznaczającymi się niczym szczególnym poza głęboką niewinnością, powszechną zresztą wśród dzieci wychowujących się w portugalskich górach w tamtym okresie.

Jak wszystkie dzieci, Franciszek również miał swoje małe wady: czy to dlatego Matka Boża poleciła mu odmawiać wiele części Różańca, aby mógł pójść do Nieba?

„Ti Marto” tak opisuje swojego najmłodszego syna: Franciszek był krzepki. Miał dobre zdrowie; przepowiadaliśmy więc, że będzie energiczny, silny i śmiały.
Był śmielszy, bardziej niespokojny niż jego siostrzyczka. Nie miał tyle cierpliwości, był rozbrykany jak młody byczek.

Nie był ani trochę bojaźliwy. W nocy zapuszczał się sam w różne ciemne miejsca, nie okazując strachu ani nawet niepewności. Bawił się z jaszczurkami i wężami, które znajdował: owijał je wokół swojego kija i nalewał im do zagłębień w kamieniach owczego mleka. Gonił zające, lisy i krety.

Mimo tego czasem niesfornego temperamentu, innymi razy Franciszek wydawał się znów apatyczny, jakby nie zwracał uwagi na to, co dzieje się dookoła. I tak wiele razy chłopcy, z którymi się bawił, oszukiwali go w grze, co nie budziło w nim sprzeciwu. – Mówisz, że wygrałeś? Niech ci będzie, wszystko mi jedno – mówił.

Nawet Łucję denerwowała trochę ta jego pasywność. – Ja sama nie bardzo za nim przepadałam, ponieważ jego pokojowy temperament kontrastował z moją nadmierną żywotnością. Czasami chwytałam go za rękę, sadzałam na ziemi albo na jakimś kamieniu i nakazywałam, aby siedział spokojnie; i on był mi posłuszny, jakbym była jakimś wielkim autorytetem. Potem było mi ciężko myśleć, że to zrobiłam i szłam po niego, brałam za rękę i prowadziłam ze sobą zadowolonego, jakby nic się nie stało.

Hiacynta, według Łucji, była przeciwieństwem Franciszka, a na ich pokrewieństwo wskazywały jedynie podobne cechy fizyczne. Jak wspominał ze wzruszeniem „Ti Marto”: – Była zawsze bardzo spokojniutka. Jeszcze jako niemowlę zawsze przystawała na wszystko. Jeśli była głodna, dawała znak, popłakując przez chwilę, a później była już spokojna. Musieliśmy chodzić tu i tam, na Mszę itd., a jej to nie drażniło; nie trzeba było specjalnych zachodów, żeby była grzeczna. Nic jej nie przeszkadzało. Podobne do niej dziecko nam się już nie urodziło. Była jak dar z Nieba.

Miała niezwykle wrażliwą duszę i łatwo się wzruszała. – Już w wieku mniej więcej pięciu lat – jak przypomina Łucja – słysząc opowiadanie o cierpieniach Boskiego Zbawiciela, rozczulała się i płakała. „Biedaczek Nasz Pan” szeptała. „Ja nie popełnię nigdy żadnego grzechu, nie chcę, żeby Jezus już więcej cierpiał”.

Unikała jak ognia tych, którzy mówili złe słowa lub prowadzili nieodpowiednie rozmowy, tłumacząc że to grzech, który zasmuca Pana Jezusa.

Czy ten aniołek nie miał wad? Być może niewielkie. Łucja mówi, że będąc najmłodszą w licznej rodzinie, Hiacynta została trochę rozpieszczona. Dlatego czasami, kiedy sprzeczano się z nią, dąsała się. I aby zgodziła się wrócić do zabawy, trzeba było pozwolić jej wybrać nie tylko grę, ale też partnera. Czasami dawała zbyt wielki upust swej zaskakującej witalności – na przykład w tańcu, bardzo zresztą popularnym wśród górali. Z niezwykłą jak na swój wiek zwinnością i gracją zaczynała się kręcić tak szybko i długo, że dostawała wypieków i niemal traciła oddech.

Przenajświętsze Serca Jezusa i Maryi chcą okazać przez was miłosierdzie

Wiosną 1916 roku życie trojga wesołych i beztroskich pastuszków w wieku zaledwie dziewięciu, ośmiu i sześciu lat miało ulec nagłej przemianie.

Stało się to, gdy pewnego pięknego dnia po raz pierwszy ukazał im się Anioł Portugalii. Był on bielszy niż śnieg, przeźroczysty jak kryształ, przez który przenikają promienie słoneczne, niezwykłej urody. Ukląkł, schylając twarz ku ziemi i kazał im powtórzyć trzykrotnie następujące słowa:
Mój Boże, wierzę w Ciebie, wielbię Cię, ufam Tobie i kocham Cię. Błagam Cię o przebaczenie dla tych, którzy nie wierzą w Ciebie, nie wielbią Cię, nie ufają Tobie i nie kochają Cię.

Potem, powstając, dodał:
Módlcie się tak. Serca Jezusa i Maryi uważnie słuchają głosu waszych błagań.

To objawienie, pierwsze, w którym Anioł ukazał się wszystkim trojgu pastuszkom, okazało się przełomem w ich życiu. Oznaczało gwałtowne przejście od niewinnego, lecz zwykłego życia górali z bardzo katolickiego regionu do życia zanurzonego w nadporzyrodzonej obecności Boga i w heroiczności.

W czasie drugiego objawienia Anioł powiedział im:
Módlcie się! Módlcie się dużo! Przenajświętsze Serca Jezusa i Maryi chcą okazać przez was miłosierdzie. Ofiarujcie nieustannie modlitwy i umartwienia Najwyższemu.

I w końcu w trzecim objawieniu Anioł Portugalii podał im Komunię Świętą i nauczył je innej modlitwy: – Przenajświętsza Trójco, Ojcze, Synu i Duchu Święty, wielbię Cię z najgłębszą czcią i ofiaruję Ci najdroższe Ciało, Krew, Duszę i Bóstwo Jezusa Chrystusa, obecnego we wszystkich tabernakulach świata, jako przebłaganie za zniewagi, świętokradztwa i zaniedbania, którymi jest On obrażany! Przez nieskończone zasługi Jego Najświętszego Serca i Niepokalanego Serca Maryi, błagam Cię o nawrócenie biednych grzeszników.

Przyjmijcie i znoście z pokorą i poddaniem cierpienia, które Bóg wam ześle

– Serca Jezusa i Maryi uważnie słuchają głosu waszych błagań – powiedział im Anioł. – Ofiarujcie nieustannie modlitwy i umartwienia Najwyższemu. Z wszystkiego, co możecie, zróbcie ofiarę Bogu jako akt zadośćuczynienia za grzechy, którymi jest obrażany, jako uproszenie nawrócenia grzeszników. (...) Przede wszystkim przyjmijcie i znoście z pokorą i poddaniem cierpienia, które Bóg wam ześle.

Oto zaproszenie, jakie mogą dostać tylko ulubieńcy Boga, gdyż do takiej świętości powołanych jest niewielu: – Przenajświętsze Serca Jezusa i Maryi chcą okazać przez was miłosierdzie – powiedział im Anioł. Troje heroicznych pastuszków zrozumiało, co to oznacza i przyjęło to w głębi swoich serc.

Będziecie musieli wiele wycierpieć

Matka Boża nie objawiła się po to, aby obdarzyć troje pastuszków uprzejmościami i czułościami. Przybyła pełna powagi, jakiej wymagało Jej orędzie i już od pierwszego spotkania zachęcała, tak jak to wcześniej czynił Anioł, do modlitwy i cierpienia, dodając: Będziecie musieli wiele wycierpieć. Ale łaska Boża będzie waszą pociechą.

Była to więc prośba o modlitwę i cierpienie, aby zadośćuczynić Niepokalanemu Sercu Maryi i Najświętszemu Sercu Jezusa, tak bardzo obrażanym przez odstępstwo, jakiego dopuściła się ludzkość. Dzieci dzięki specjalnej łasce i światłu Ducha Świętego miały stopniowo coraz lepiej pojmować znaczenie i wagę tego przesłania.

Aby rzeczywiście zrozumiały konsekwencje grzechu, Matka Boża ukazała im piekło.

Młodzi pastuszkowie z hojnością właściwą niewinnym duszom zgodzili się cierpieć za nawrócenie grzeszników, jak o to prosiła Matka Boża. Oprócz tego, Hiacynta i Franciszek wkrótce złożyli w ofierze swe własne życie, podczas gdy Łucji pisane było jeszcze pozostać na tej ziemi, gdzie miała do spełnienia swe szczególne posłannictwo.

Najwyższa mądrość „szaleństwa krzyża”

Od momentu, gdy Anioł zaczął je przygotowywać, a zwłaszcza po pierwszym objawieniu „pięknej Pani”, dzieci zaczęły z niecierpliwością pragnąć ofiar i upokorzeń. Nie był to efekt utraty równowagi psychicznej czy jakiejś patologii; wręcz przeciwnie – ich postawa podyktowana była wyższą mądrością, którą święty Paweł nazywa „szaleństwem krzyża.” (por. 1 Kor 1, 18-24).

Jest to żarliwa forma miłosierdzia, owoc intensywnej miłości do Boga; żywa wiara przejawiająca się w czynach.

Zobaczywszy piekło, do którego trafiają nieszczęśni grzesznicy, wizjonerzy pojęli ogrom rozpaczy wiecznego potępienia i zgodzili się złożyć siebie w ofierze obrażonej Boskiej sprawiedliwości, aby w ten sposób zbawić dusze.

Poza umartwieniem, którego same szukały, dzieci doznały jeszcze dotkliwszych cierpień moralnych, między innymi w więzieniu pełnym złoczyńców czy gdy grożono im spaleniem żywcem w kotle wrzącej oliwy.

Śmierć Franciszka i powołanie do cierpienia Hiacynty

Franciszek zmarł 4 kwietnia 1919 roku o godzinie 22.00. Nie miał jeszcze wtedy ukończonych jedenastu lat.

Dotknięta ciężką chorobą Hiacynta, chciała pozostać dłużej na ziemi, aby cierpieć za nawrócenie grzeszników. Przebywała w dwóch szpitalach, gdzie znosiła straszliwe boleści, nie mogąc nawet znaleźć pocieszenia w obecności Łucji i swej rodziny. W lutym 1920 roku Hiacynta była ponownie operowana. W związku z jej osłabieniem, można było użyć jedynie chloroformu i znieczulenia miejscowego. Bardzo płakała, kiedy bez ubrania znalazła się w rękach lekarzy. Usunięto jej dwa żebra, zostawiając otwór tak wielki, że można było do niego włożyć rękę. Ona cierpiała cały czas w milczeniu, czasem tylko pojękując cicho: Ach, moja Matko Boża! Ale aby pocieszyć tych, którzy widzieli jej cierpienia, mówiła: – Cierpliwości! Wszyscy musimy cierpieć, aby wejść do chwały Nieba.

Można stwierdzić, jak napisał Joaquin Maria Alonso, że Pan w najgłębszy sposób włączył Hiacyntę do Swej bolesnej Męki i do bólów Dziewicy. Wszelkie łaski pocieszające, jakie otrzymała w trakcie wizyt Matki Bożej, nie przeszkodziły, by to dotkliwe cierpienie sięgnęło granic najstraszliwszego męczeństwa. Powiedzielibyśmy, że aby stać się wzorem wynagradzającej ofiary, Hiacynta musiała przejść przez oczyszczającą noc duszy i zmysłów, cierpiąc w straszliwym osamotnieniu, którego tak bardzo się bała.

Przyjdą mody, które będą bardzo obrażać Pana Jezusa

Mała wizjonerka osiągnęła wysoki stopień rozwoju w życiu mistycznym, mając wiele proroczych wizji. Matka Boża pouczyła ją o wielu rzeczach, które miały się wydarzyć.

Zatrzymajmy się na chwilę przy niektórych z jej przepowiedni, bowiem odnoszą się one do dzisiejszego, odchodzącego od Boga świata.

Matka Godinho, zakonnica, która opiekowała się Hiacyntą w sierocińcu w Lizbonie, zapisała różne jej przepowiednie. Według jednej z nich przyjdą mody, które będą bardzo obrażać Pana Jezusa. Osoby, które służą Bogu, nie powinny ulegać modzie. Kościół nie ulega modzie. Pan Jezus jest zawsze taki sam.

Widząc skąpe stroje kobiet przechadzających się po ulicach wielu niegdyś prawdziwie katolickich krajów, rozumiemy, jak dalece prawdziwa okazała się ta przepowiednia.

Hiacynta powiedziała również, że grzechy, które prowadzą najwięcej dusz do piekła, są to grzechy cielesne. Matka Godinho zapytała ją, czy wie, co znaczy być czystą. Dziewczynka odpowiedziała: – Tak, wiem. Być czystym na ciele, znaczy utrzymywać skromność. Być czystym duchowo, znaczy nie popełniać grzechów, nie patrzeć na to, czego nie powinno się oglądać.

Widząc osoby ubrane nieskromnie, które przychodziły w odwiedziny do chorych, albo bardzo wystrojone pielęgniarki, Hiacynta mówiła do matki Godinho: – Do czego służy to wszystko? Gdyby one pomyślały, że muszą umrzeć i wiedziały, co to jest wieczność! O niektórych lekarzach-ateistach mówiła: – Biedacy! Mimo całej swojej wiedzy nie wiedzą, co ich czeka. Gdy matka Godinho poprosiła ją o modlitwę za pewnych zatwardziałych grzeszników, Hiacynta odpowiedziała: – O tak, matko; ale dla tych już nie ma ratunku!

Hiacynta namawiała ciągle matkę Godinho: – Mateczko (takim właśnie czułym określeniem zwracały się do niej dzieci w sierocińcu), módlcie się dużo za grzeszników! Módlcie się dużo za księży! Módlcie się dużo za zakonników! Księża powinni być czyści, bardzo czyści. Nieposłuszeństwo księży i zakonników wobec ich przełożonych i wobec Ojca Świętego bardzo obraża Pana Jezusa. Hiacynta stwierdziła jeszcze: – Matka Boża już nie może powstrzymać karzącego ramienia swego ukochanego Syna, które zawisło nad światem. Trzeba pokutować. Jeżeli ludzie się poprawią, Pan Jezus może jeszcze oszczędzić świat, ale jeżeli się nie poprawią, nadejdzie kara.

A jaka to będzie kara? Hiacynta tłumaczy: – Jeżeli ludzie nie poprawią się, Matka Boża ześle na świat karę, która nie będzie miała sobie równej, to jest gorszą niż potop czy inne straszne kary, o jakich opowiada Stary Testament.

W końcu w piątek, 20 lutego 1920 roku Matka Boża przyszła po Hiacyntę. Dziewczynka, mimo że nie skończyła jeszcze dziesięciu lat, umarła w opinii świętości.

Wysławiam Cię, Ojcze, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom

Kończymy tymi słowami wypowiedzianymi przez Papieża Jana Pawła II w trakcie ceremonii beatyfikacji Franciszka i Hiacynty:
Ostatnie słowo kieruję do dzieci: Drodzy chłopcy i dziewczęta, widzę, że tylu z was ma na sobie podobne ubiory, jakie nosili Franciszek i Hiacynta. Bardzo wam pasują! Szkoda, że dzisiejszego wieczora albo może jutro zdejmiecie te ubiory i... pastuszkowie znikną. Czy wam się nie zdaje, że nie powinni zniknąć? Matka Boża potrzebuje was wszystkich, aby pocieszyć Pana Jezusa, który jest smutny z powodu krzywd, które Mu się wyrządza. Ona potrzebuje waszych modlitw i ofiar za grzeszników. Poproście waszych rodziców i nauczycieli, ażeby was zapisali do „szkoły” Matki Bożej, ażeby was nauczyła stać się jak pastuszkowie, którzy starali się czynić to, o co Ona ich prosiła. Mówię wam, że „żyjąc w poddaństwie i zależności od Maryi postąpimy w krótkim czasie więcej, aniżeli żyjąc przez całe lata w samowoli i opierając się na własnych siłach” (por. św. Ludwik Maria Grignon de Montfort). Tak właśnie się stało, że ci pastuszkowie błyskawicznie zostali świętymi. Pewna kobieta, która przyjęła Hiacyntę w Lizbonie, słuchając tak pięknych i mądrych rad, których dziewczynka udzielała, zapytała, od kogo tego się nauczyła. „Od Matki Bożej” – odpowiedziała. Poddając się całkowicie pod kierownictwo tak dobrej Mistrzyni, Hiacynta i Franciszek w krótkim czasie osiągnęli szczyty doskonałości. „Wysławiam Cię, Ojcze, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom”. Wysławiam Cię, Ojcze, za wszystkich Twoich maluczkich, poczynając od Dziewicy Maryi, pokornej Twojej Służebnicy, aż do pastuszków Franciszka i Hiacynty. Orędzie ich życia niechaj pozostanie zawsze żywe, aby rozświetlać drogę ludzkości!

Plinio Maria Solimeo



NAJNOWSZE WYDANIE:
Uczmy i wychowujmy po katolicku!
W tym numerze „Przymierza z Maryją” postanowiliśmy podjąć tematykę edukacji młodych pokoleń Polaków. Pokładamy nadzieję w chrześcijańskim, czy też ściślej – katolickim kształceniu i wychowaniu. Pamiętamy bowiem, że katolicyzm jest nie tylko doktryną, dogmatem czy też zbiorem modlitw i obrzędów, lecz nade wszystko żywą relacją z Bogiem i powinien oddziaływać na całe państwo i całe społeczeństwo.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
W odwiedzinach u Fatimskiej Pani
Roman Motoła

Pomiędzy 25 a 29 maja wraz z grupą Apostołów Fatimy pielgrzymowaliśmy do miejsca, w którym 109 lat temu trojgu portugalskim pastuszkom ukazywała się Matka Boża, niosąc światu przesłanie pokuty i nadziei.

 

Fatima, choć jest odwiedzana przez bardzo licznych wiernych oraz turystów, zdołała jednak zachować atmosferę ciszy. Wyjąwszy największe uroczystości gromadzące wielotysięczne rzesze uczestników, można tam zarówno modlić się, jak i słuchać w skupieniu. Każdego dnia chętnie korzystaliśmy z tej możliwości tym bardziej, że nasz hotel położony był w bezpośredniej bliskości bazyliki oraz miejsca Maryjnych objawień.


Codziennie uczestniczyliśmy też w tradycyjnych nabożeństwach i procesjach na olbrzymim placu przed sanktuarium. W trakcie trzeciego wieczoru przedstawiciele naszej grupy mieli zaszczytną okazję prowadzić fragment modlitwy. W pamięci uczestników pozostanie z pewnością atmosfera towarzysząca tym różańcowym spotkaniom. Wypowiadane przez setki pielgrzymów w różnych językach wezwania Ojcze nasz… i Zdrowaś Maryjo… podkreślały zarówno jedność jak i różnorodność Kościoła. Z drugiej strony jednak – zamiast harmonii rodziły szum, utrudniając modlitewne skupienie. Może gospodarze tego cudownego miejsca zechcą kiedyś „odkryć” na nowo łacinę?


Niespokojny duch współczesności daje też w Fatimie znać o sobie w sposób widoczny gołym okiem. Niby w trosce o prostotę i skromność stara się on jak może zasłonić sanktuarium, wznosząc wokół betonowe bryły, z których niektóre nawet zostały poświęcone jako miejsca katolickiego kultu. Tylko co wspólnego z żywą, autentyczną wiarą mogą mieć płaskie, szare bunkry albo kaplice, w których Tabernakulum przypomina bardziej skrzynkę na narzędzia? Albo co powiedzieć o ustawionym tuż przy nowej bazylice wielkim krzyżu, na którym zamiast Chrystusa umieszczono dziwaczną postać jakby wyjętą ze starożytnych hieroglifów? W kulturowym kontekście naszych czasów to raczej karykatura niż godny wizerunek Zbawiciela…

Zatem nawet w bezpośrednim otoczeniu sanktuarium naocznie przekonaliśmy się, że wewnątrz Kościoła toczy się ogromna walka o kształt katolicyzmu i o serca wierzących. Do czego to zmaganie może prowadzić, widzieliśmy w urokliwym, niewielkim mieście Obidos, gdzie w miejscu dawnego kościoła działa dzisiaj… księgarnia.


Nasze pielgrzymkowe wyprawy, których celem były wspaniałe klasztory w miasteczku Alcobaça czy w Batalhi, przeniosły nas do czasów, gdy świątynie bez wątpienia wznoszono na chwałę Bożą, na przykład – w podzięce za Opatrznościową pomoc w wygranej bitwie o niepodległość kraju. Zachwyt budziła potężna, a zarazem misterna architektura tych monumentalnych dzieł, wspaniałe zdobienia, dbałość ich twórców o detale, połączenie talentów z wytrwałością i pracowitością budowniczych.


Podążyliśmy też śladami fatimskich wizjonerów – Łucji dos Santos oraz świętych Hiacynty i Franciszka Marto. Modliliśmy się przy ich grobach. Odprawiliśmy Drogę Krzyżową w ich rodzinnych stronach, odwiedziliśmy domy, w których żyli.


W miejscu objawień Matki Bożej zapaliliśmy świece przywiezione wraz z intencjami powierzonymi nam przez Darczyńców w ramach akcji „Twoje światło w Fatimie”.

Podczas tej kilkudniowej wyprawy na każdym kroku spotykaliśmy się z serdeczną otwartością Portugalczyków. Podziwialiśmy ich ludową sztukę i zwyczaje. Mimo że nasze kraje są od siebie bardzo oddalone, w żaden sposób nie czuliśmy się obco. Sprawiła to oczywiście sama Matka Boża, ale też kulturowa bliskość biorąca swój początek w naszej wspólnej wierze. Podczas wyjazdów do historycznych miejsc, które znalazły się na trasie naszej pielgrzymki, mieliśmy okazję przekonać się, że Maryja swoją opieką otacza nie tylko nasz naród, lecz wszystkie nacje, które się Jej ufnie oddają, a także każdą osobę, która zawierza Jej siebie oraz swych bliskich.


Dzieje Portugalii to również historia wierności Bogu i odstępstw, także w życiu władców. Trudne momenty w wymiarze tak osobistym, jak i zbiorowym, przypominają o konieczności ciągłego zabiegania o własną duszę i o łaskę Opatrzności. Wierność przynosi pomyślność – przynajmniej w życiu duchowym. Odstępstwo owocuje nieszczęściem i śmiercią. Te uniwersalne prawdy przychodziły na myśl, gdy słuchaliśmy opowieści przewodników o portugalskich monarchach i wodzach, zwycięskich bitwach i nieszczęśliwych losach grzesznych kochanków.


Byli tym razem pośród Apostołów Fatimy reprezentanci każdego spośród żyjących pokoleń. Najmłodszy uczestnik liczył sobie 13 lat, zaś senior, pan Zdzisław – już 94. – Całe życie marzyłem, by tu przyjechać – przyznał w rozmowie.


Nasza pielgrzymka nie byłaby tak bogata w duchową treść bez obecności duszpasterza – księdza Krzysztofa. Oprócz zapewnienia nam możliwości codziennego wysłuchania Mszy Świętej, dawał on wyrazy swej niezwykłej czci dla Matki Bożej śpiewem Godzinek i pięknych pieśni.


Każdy z nas przywiózł Matce Bożej bagaż własnych intencji, od tych najbardziej osobistych po zbiorowe – dotyczące Kościoła i Ojczyzny. Każdy też otrzymał w duchowym wymiarze to, czego najbardziej potrzebował. To doświadczenie znają wszyscy pielgrzymujący ze szczerą intencją w miejsca szczególnie wybrane przez Pana Boga i przez Maryję.

Wśród tych niezwykłych miejsc jest też Fatima, niosąca do Nieba już od ponad wieku nieprzerwany strumień ludzkiej modlitwy.


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szanowni Państwo!

Jesteście wspaniali! Wasze wydawnictwa oraz gazetki, broszury i ulotki wzmacniają naszą duchowość i informują o wielu faktach oraz miejscach objawień Maryjnych. Artykuły czytam z wielkim zainteresowaniem. Naprawdę bardzo cenię informacje o Jezusie i Maryi, które w nieskończoność otwierają serca. Pamiętamy w modlitwie o Waszej pracy. Pozdrawiam gorąco Pana Prezesa i cały zespół redakcyjny!

Anna ze Zgierza

 

 

Szczęść Boże!

Kampania „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest wspaniała. Popieram ją i bardzo się cieszę, że jesteście i stoicie na straży wiary. Musimy dziękować i wspierać naszą Królową za Jej miłość do naszego Narodu.

Zbigniew z Katowic

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowny Panie Prezesie, dziękuję bardzo serdecznie za przesłane mi pozdrowienia urodzinowe. Ucieszyłam się z bardzo ładnej kartki. Jestem dumna z działalności apostolskiej, jaką Państwo prowadzą. Podobają mi się bardzo czasopisma „Przymierze z Maryją” i „Apostoł Fatimy”. Cieszę się z tego, że mogę w nich znaleźć wiele bardzo ciekawych artykułów poruszających interesujące mnie tematy. Cieszę się z tego, że wiele osób może korzystać z tych czasopism. Pragnęłabym bardzo, aby wielu Polaków mogło zapoznać się z tymi ciekawymi gazetami.

Bardzo serdecznie dziękuję za otrzymane ostatnio „Przymierze z Maryją” i „Apostoła Fatimy”. Znalazłam w tych numerach wiele interesujących mnie zagadnień. Cieszę się z tego, że te czasopisma mogą trafić do wielu rodzin w Polsce. Pragnęłabym dalej otrzymywać te pisma.

Pozdrawiam Maryję Naszą Królową. Życzę Panu i współpracownikom dużo zdrowia i wielu łask Bożych w Jezusie i Maryi.

Wdzięczna Czytelniczka

Krystyna z Pruszkowa

 

 

Szczęść Boże!

Bardzo dziękuję za przysyłanie mi „Przymierza z Maryją”. Jest to pismo, które bardzo sobie cenię i szanuję. Redagujecie ciekawe artykuły. Zawsze czekam na nowe numery i pragnę poinformować, że zawsze będę Was wspierać. Niech Pan Bóg nas prowadzi!

Barbara

 

 

Szanowny Panie Prezesie!

Bardzo dziękuję Panu za życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego oraz fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły i ducha wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla naszej duchowości chrześcijańskiej. Dziękuję bardzo za wszystkie dewocjonalia, materiały, które od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi otrzymałam – są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę całej Redakcji i Panu Prezesowi obfitych łask Bożych. Szczęść Wam Boże na długie lata!

Danuta z Krakowa

 

 

Szanowni Państwo!

Dziękuję za wszystkie numery „Przymierza…”, bo to ciekawe czasopismo. Warto je prenumerować. Dużo opisujecie i dużo się dowiadujemy, co się dzieje teraz i kiedyś – jak to było na świecie dawno temu, w tamtych wiekach. Życzę Wam wielu łask Bożych i siły w dalszym działaniu. Nie poddawajcie się siłom zła, które próbują zniszczyć wszystko, co Boże. Któż jak Bóg! Pozdrawiam Was serdecznie,

Maria

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Dziękuję z całego serca za cudowne „Przymierze z Maryją”. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję to pismo. Jest tam dużo pięknych, cudownych tekstów o Maryi i Jezusie Chrystusie, a także dużo o wierze katolickiej i o naszej kulturze. Są tam piękne tematy i bardzo dobre dla naszego życia wiadomości. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję „Przymierze z Maryją”. Dziękuję, modlę się za cały Apostolat Fatimy i za Pana Prezesa.

Janina z Włocławka

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Panie Sławomirze, w liście zadał mi Pan pytanie, czy jestem dumna z otrzymywanego pisma „Przymierze z Maryją”. Jestem dumna! A dlaczego? Bo jest to pismo jedyne w swoim rodzaju. To ogromna wiedza. Każdy artykuł bogaty w wydarzenia, emanuje częścią historii o naszej wierze katolickiej. Bardzo dużo przeczytałam dobrych książek (bo lubię czytać), ale pismo „Przymierze z Maryją” stawiam na pierwszym miejscu, bo porusza serce, ubogaca duszę i umysł. O wielu sprawach opisanych w artykułach wcześniej nie miałam wiedzy. Ale teraz mając 86 lat jestem poniekąd uczennicą „Przymierza z Maryją”. Mówi się, że człowiek uczy się do końca życia, prawda? Bóg zapłać za tę wiedzę. Z szacunkiem chylę czoło przed wszystkimi osobami za pracę i trud w tworzeniu pisma. A Matka Boża, nasza Królowa, niech Was błogosławi. Przy okazji „Bóg zapłać” za wszystko co dostaję od Stowarzyszenia Księdza Piotra Skargi: za życzenia urodzinowe, za listy Pana Sławomira i wszystkie pamiątki, a szczególnie za koronę Matki Bożej Fatimskiej. Jak stawałam przed Fatimską Panią, mówiłam w duchu: „Jesteś taka skromniutka, skromniutka bez korony”… A teraz moja Dostojna Pani ma koronę! Serdecznie dziękuję, bardzo się cieszę.

A jeszcze kilka słów o mnie… Jestem schorowaną osobą, chodzę o lasce. Nie mam już nawet siły iść sama do kościoła – to około 1 kilometra, ale mój sąsiad zawozi mnie co niedzielę na Mszę. Mam też problemy ze słuchem. Aparat słuchowy nie wszędzie zdaje egzamin, szczególnie w kościele, jak kapłan mówi dalej od mikrofonu, to robi się pogłos, ale jakoś daję sobie radę. Nie narzekam, bo mam dużą rodzinę i opiekuje się mną córka. Praktycznie przejęła wszystkie moje obowiązki. Przepraszam, że nie nadążam za waszymi propozycjami, ale w miarę możliwości będę wspomagać Stowarzyszenie. Życzę Wam wszystkim zdrowia i błogosławieństwa.

Z Panem Bogiem!

Genowefa