Temat numeru
 
Franciszek i Hiacynta - błogosławione dzieci

Dnia 13 maja 2000 roku w trakcie pamiętnej ceremonii, Ojciec Święty Jan Paweł II beatyfikował w Fatimie dwoje pastuszków, Franciszka i Hiacyntę. Stali się oni tym samym najmłodszymi beatyfikowanymi niemęczennikami w historii Kościoła. Beatyfikacja ta oznacza w pewien sposób przypieczętowanie przez Kościół autentyczności objawień Najświętszej Dziewicy w Fatimie. – Niech orędzie ich życia pozostanie na zawsze żywe, aby oświetlać drogę ludzkości! – mówił wtedy papież.

Jest pewna kwestia, która w odniesieniu do beatyfikacji dwojga pastuszków z Fatimy nas zaskakuje: jak to możliwe, że dwoje dzieci, z których jedno zmarło nie dożywszy dziesięciu lat, a drugie w wieku prawie jedenastu lat, zdołało odznaczyć się cnotami tak heroicznymi, że zasłużyło na chwałę ołtarzy?

Podążając za łacińskim stwierdzeniem, iż nic wielkiego nie staje się nagle, powinniśmy poszukać źródeł tej cnoty przede wszystkim w rodzinie, bowiem środowisko rodzinne w oczywisty sposób musiało mieć wpływ na zachowanie tak małych dzieci. Jednakże oprócz tego ich przewodnikiem na drodze do doskonałości był także Anioł, a następnie sama Matka Boża.

Prawdziwie chrześcijański dom

Rodzina Franciszka i Hiacynty przez mieszkańców Serra de Aire postrzegana była jako wzorowa. Ojciec, znany wszystkim jako „Ti Marto” (wujek Marto), zgodnie ze świadectwem kanonika Formigão – pobożnego kapłana, który dobrze go poznał – uważany był za najpoważniejszego człowieka w wiosce, niezdolnego, by kogokolwiek oszukać. Z kolei o. João de Marchi, I.C.M., autor wielu książek o Fatimie, gdzie przez jakiś czas mieszkał, stwierdza, że zaskoczyła go szeroka znajomość doktryny katolickiej „Ti Marto”, jak również jego zdrowy rozsądek, prostota duszy i odwaga. „Ti Marto” jako żołnierz walczył w Afryce przeciw buntownikom w Mozambiku (1895-1896), ówczesnej kolonii portugalskiej.

„Ciotka Olímpia”, jego małżonka, nie pozostawała za nim w tyle w praktykowaniu cnót. W swej głębokiej miłości i bojaźni Bożej wychowali liczne potomstwo.

To samo można powiedzieć o rodzinie Łucji, najstarszej z wizjonerów. Aby zdać sobie sprawę z tego, jak głęboko religijny był jej ojciec, António dos Santos, przytoczmy słowa, które wypowiedział, gdy jedna z jego starszych córek zaczęła rozważać zamążpójście: – Kiedy stanąłem w konkury o względy twej matki, pierwszą rzeczą, co do której się zgodziliśmy, było to, że zachowamy kwiat naszej niewinności aż do ślubu, aby złożyć go w ofierze Bogu, w zamian za Jego błogosławieństwa i dzieci, które zechce nam dać. Pobłogosławił On nas obdarzając tą małą gromadką.

Maria Rosa, matka Łucji, jedna z niewielu kobiet w tym regionie umiejących czytać, była dla swych dzieci i sąsiadów wyrocznią we wszystkim, co dotyczyło moralności i religii.

Dobroczynność rodziny była powszechnie znana. Kiedy piekli chleb czy tłoczyli oliwę, za każdym razem pewną część przeznaczali dla biednych. Potrzebujący zawsze mogli liczyć na pomoc w domu państwa Santos.

Przyjrzyjmy się pewnemu epizodowi, który pokazuje, jak głęboka więź i duch nadprzyrodzoności łączyły dwoje małżonków: któregoś dnia António, dając jałmużnę biednemu, poprosił go o modlitwę za siebie i za stojącą obok Łucję. Maria Rosa, słysząc jego słowa, zaprotestowała żartobliwie: – Jakże to, prosisz o modlitwę za siebie, a za mnie nie prosisz? António odpowiedział z uśmiechem: – Co jest moje, jest także twoje. Modlić się za mnie to to samo, co modlić się za ciebie. Zadowolona Maria Rosa zgodziła się z tym, rozumiejąc dobrze, że tworzy z mężem „jedno ciało”.

Widzimy zatem, że Matka Boża świadków jednego z najważniejszych orędzi ostatnich stuleci wybrała w rodzinach solidnych i głęboko religijnych.

Dwoje grzecznych i normalnych dzieci

Franciszek i Hiacynta byli posłusznymi i grzecznymi dziećmi, nie odznaczającymi się niczym szczególnym poza głęboką niewinnością, powszechną zresztą wśród dzieci wychowujących się w portugalskich górach w tamtym okresie.

Jak wszystkie dzieci, Franciszek również miał swoje małe wady: czy to dlatego Matka Boża poleciła mu odmawiać wiele części Różańca, aby mógł pójść do Nieba?

„Ti Marto” tak opisuje swojego najmłodszego syna: Franciszek był krzepki. Miał dobre zdrowie; przepowiadaliśmy więc, że będzie energiczny, silny i śmiały.
Był śmielszy, bardziej niespokojny niż jego siostrzyczka. Nie miał tyle cierpliwości, był rozbrykany jak młody byczek.

Nie był ani trochę bojaźliwy. W nocy zapuszczał się sam w różne ciemne miejsca, nie okazując strachu ani nawet niepewności. Bawił się z jaszczurkami i wężami, które znajdował: owijał je wokół swojego kija i nalewał im do zagłębień w kamieniach owczego mleka. Gonił zające, lisy i krety.

Mimo tego czasem niesfornego temperamentu, innymi razy Franciszek wydawał się znów apatyczny, jakby nie zwracał uwagi na to, co dzieje się dookoła. I tak wiele razy chłopcy, z którymi się bawił, oszukiwali go w grze, co nie budziło w nim sprzeciwu. – Mówisz, że wygrałeś? Niech ci będzie, wszystko mi jedno – mówił.

Nawet Łucję denerwowała trochę ta jego pasywność. – Ja sama nie bardzo za nim przepadałam, ponieważ jego pokojowy temperament kontrastował z moją nadmierną żywotnością. Czasami chwytałam go za rękę, sadzałam na ziemi albo na jakimś kamieniu i nakazywałam, aby siedział spokojnie; i on był mi posłuszny, jakbym była jakimś wielkim autorytetem. Potem było mi ciężko myśleć, że to zrobiłam i szłam po niego, brałam za rękę i prowadziłam ze sobą zadowolonego, jakby nic się nie stało.

Hiacynta, według Łucji, była przeciwieństwem Franciszka, a na ich pokrewieństwo wskazywały jedynie podobne cechy fizyczne. Jak wspominał ze wzruszeniem „Ti Marto”: – Była zawsze bardzo spokojniutka. Jeszcze jako niemowlę zawsze przystawała na wszystko. Jeśli była głodna, dawała znak, popłakując przez chwilę, a później była już spokojna. Musieliśmy chodzić tu i tam, na Mszę itd., a jej to nie drażniło; nie trzeba było specjalnych zachodów, żeby była grzeczna. Nic jej nie przeszkadzało. Podobne do niej dziecko nam się już nie urodziło. Była jak dar z Nieba.

Miała niezwykle wrażliwą duszę i łatwo się wzruszała. – Już w wieku mniej więcej pięciu lat – jak przypomina Łucja – słysząc opowiadanie o cierpieniach Boskiego Zbawiciela, rozczulała się i płakała. „Biedaczek Nasz Pan” szeptała. „Ja nie popełnię nigdy żadnego grzechu, nie chcę, żeby Jezus już więcej cierpiał”.

Unikała jak ognia tych, którzy mówili złe słowa lub prowadzili nieodpowiednie rozmowy, tłumacząc że to grzech, który zasmuca Pana Jezusa.

Czy ten aniołek nie miał wad? Być może niewielkie. Łucja mówi, że będąc najmłodszą w licznej rodzinie, Hiacynta została trochę rozpieszczona. Dlatego czasami, kiedy sprzeczano się z nią, dąsała się. I aby zgodziła się wrócić do zabawy, trzeba było pozwolić jej wybrać nie tylko grę, ale też partnera. Czasami dawała zbyt wielki upust swej zaskakującej witalności – na przykład w tańcu, bardzo zresztą popularnym wśród górali. Z niezwykłą jak na swój wiek zwinnością i gracją zaczynała się kręcić tak szybko i długo, że dostawała wypieków i niemal traciła oddech.

Przenajświętsze Serca Jezusa i Maryi chcą okazać przez was miłosierdzie

Wiosną 1916 roku życie trojga wesołych i beztroskich pastuszków w wieku zaledwie dziewięciu, ośmiu i sześciu lat miało ulec nagłej przemianie.

Stało się to, gdy pewnego pięknego dnia po raz pierwszy ukazał im się Anioł Portugalii. Był on bielszy niż śnieg, przeźroczysty jak kryształ, przez który przenikają promienie słoneczne, niezwykłej urody. Ukląkł, schylając twarz ku ziemi i kazał im powtórzyć trzykrotnie następujące słowa:
Mój Boże, wierzę w Ciebie, wielbię Cię, ufam Tobie i kocham Cię. Błagam Cię o przebaczenie dla tych, którzy nie wierzą w Ciebie, nie wielbią Cię, nie ufają Tobie i nie kochają Cię.

Potem, powstając, dodał:
Módlcie się tak. Serca Jezusa i Maryi uważnie słuchają głosu waszych błagań.

To objawienie, pierwsze, w którym Anioł ukazał się wszystkim trojgu pastuszkom, okazało się przełomem w ich życiu. Oznaczało gwałtowne przejście od niewinnego, lecz zwykłego życia górali z bardzo katolickiego regionu do życia zanurzonego w nadporzyrodzonej obecności Boga i w heroiczności.

W czasie drugiego objawienia Anioł powiedział im:
Módlcie się! Módlcie się dużo! Przenajświętsze Serca Jezusa i Maryi chcą okazać przez was miłosierdzie. Ofiarujcie nieustannie modlitwy i umartwienia Najwyższemu.

I w końcu w trzecim objawieniu Anioł Portugalii podał im Komunię Świętą i nauczył je innej modlitwy: – Przenajświętsza Trójco, Ojcze, Synu i Duchu Święty, wielbię Cię z najgłębszą czcią i ofiaruję Ci najdroższe Ciało, Krew, Duszę i Bóstwo Jezusa Chrystusa, obecnego we wszystkich tabernakulach świata, jako przebłaganie za zniewagi, świętokradztwa i zaniedbania, którymi jest On obrażany! Przez nieskończone zasługi Jego Najświętszego Serca i Niepokalanego Serca Maryi, błagam Cię o nawrócenie biednych grzeszników.

Przyjmijcie i znoście z pokorą i poddaniem cierpienia, które Bóg wam ześle

– Serca Jezusa i Maryi uważnie słuchają głosu waszych błagań – powiedział im Anioł. – Ofiarujcie nieustannie modlitwy i umartwienia Najwyższemu. Z wszystkiego, co możecie, zróbcie ofiarę Bogu jako akt zadośćuczynienia za grzechy, którymi jest obrażany, jako uproszenie nawrócenia grzeszników. (...) Przede wszystkim przyjmijcie i znoście z pokorą i poddaniem cierpienia, które Bóg wam ześle.

Oto zaproszenie, jakie mogą dostać tylko ulubieńcy Boga, gdyż do takiej świętości powołanych jest niewielu: – Przenajświętsze Serca Jezusa i Maryi chcą okazać przez was miłosierdzie – powiedział im Anioł. Troje heroicznych pastuszków zrozumiało, co to oznacza i przyjęło to w głębi swoich serc.

Będziecie musieli wiele wycierpieć

Matka Boża nie objawiła się po to, aby obdarzyć troje pastuszków uprzejmościami i czułościami. Przybyła pełna powagi, jakiej wymagało Jej orędzie i już od pierwszego spotkania zachęcała, tak jak to wcześniej czynił Anioł, do modlitwy i cierpienia, dodając: Będziecie musieli wiele wycierpieć. Ale łaska Boża będzie waszą pociechą.

Była to więc prośba o modlitwę i cierpienie, aby zadośćuczynić Niepokalanemu Sercu Maryi i Najświętszemu Sercu Jezusa, tak bardzo obrażanym przez odstępstwo, jakiego dopuściła się ludzkość. Dzieci dzięki specjalnej łasce i światłu Ducha Świętego miały stopniowo coraz lepiej pojmować znaczenie i wagę tego przesłania.

Aby rzeczywiście zrozumiały konsekwencje grzechu, Matka Boża ukazała im piekło.

Młodzi pastuszkowie z hojnością właściwą niewinnym duszom zgodzili się cierpieć za nawrócenie grzeszników, jak o to prosiła Matka Boża. Oprócz tego, Hiacynta i Franciszek wkrótce złożyli w ofierze swe własne życie, podczas gdy Łucji pisane było jeszcze pozostać na tej ziemi, gdzie miała do spełnienia swe szczególne posłannictwo.

Najwyższa mądrość „szaleństwa krzyża”

Od momentu, gdy Anioł zaczął je przygotowywać, a zwłaszcza po pierwszym objawieniu „pięknej Pani”, dzieci zaczęły z niecierpliwością pragnąć ofiar i upokorzeń. Nie był to efekt utraty równowagi psychicznej czy jakiejś patologii; wręcz przeciwnie – ich postawa podyktowana była wyższą mądrością, którą święty Paweł nazywa „szaleństwem krzyża.” (por. 1 Kor 1, 18-24).

Jest to żarliwa forma miłosierdzia, owoc intensywnej miłości do Boga; żywa wiara przejawiająca się w czynach.

Zobaczywszy piekło, do którego trafiają nieszczęśni grzesznicy, wizjonerzy pojęli ogrom rozpaczy wiecznego potępienia i zgodzili się złożyć siebie w ofierze obrażonej Boskiej sprawiedliwości, aby w ten sposób zbawić dusze.

Poza umartwieniem, którego same szukały, dzieci doznały jeszcze dotkliwszych cierpień moralnych, między innymi w więzieniu pełnym złoczyńców czy gdy grożono im spaleniem żywcem w kotle wrzącej oliwy.

Śmierć Franciszka i powołanie do cierpienia Hiacynty

Franciszek zmarł 4 kwietnia 1919 roku o godzinie 22.00. Nie miał jeszcze wtedy ukończonych jedenastu lat.

Dotknięta ciężką chorobą Hiacynta, chciała pozostać dłużej na ziemi, aby cierpieć za nawrócenie grzeszników. Przebywała w dwóch szpitalach, gdzie znosiła straszliwe boleści, nie mogąc nawet znaleźć pocieszenia w obecności Łucji i swej rodziny. W lutym 1920 roku Hiacynta była ponownie operowana. W związku z jej osłabieniem, można było użyć jedynie chloroformu i znieczulenia miejscowego. Bardzo płakała, kiedy bez ubrania znalazła się w rękach lekarzy. Usunięto jej dwa żebra, zostawiając otwór tak wielki, że można było do niego włożyć rękę. Ona cierpiała cały czas w milczeniu, czasem tylko pojękując cicho: Ach, moja Matko Boża! Ale aby pocieszyć tych, którzy widzieli jej cierpienia, mówiła: – Cierpliwości! Wszyscy musimy cierpieć, aby wejść do chwały Nieba.

Można stwierdzić, jak napisał Joaquin Maria Alonso, że Pan w najgłębszy sposób włączył Hiacyntę do Swej bolesnej Męki i do bólów Dziewicy. Wszelkie łaski pocieszające, jakie otrzymała w trakcie wizyt Matki Bożej, nie przeszkodziły, by to dotkliwe cierpienie sięgnęło granic najstraszliwszego męczeństwa. Powiedzielibyśmy, że aby stać się wzorem wynagradzającej ofiary, Hiacynta musiała przejść przez oczyszczającą noc duszy i zmysłów, cierpiąc w straszliwym osamotnieniu, którego tak bardzo się bała.

Przyjdą mody, które będą bardzo obrażać Pana Jezusa

Mała wizjonerka osiągnęła wysoki stopień rozwoju w życiu mistycznym, mając wiele proroczych wizji. Matka Boża pouczyła ją o wielu rzeczach, które miały się wydarzyć.

Zatrzymajmy się na chwilę przy niektórych z jej przepowiedni, bowiem odnoszą się one do dzisiejszego, odchodzącego od Boga świata.

Matka Godinho, zakonnica, która opiekowała się Hiacyntą w sierocińcu w Lizbonie, zapisała różne jej przepowiednie. Według jednej z nich przyjdą mody, które będą bardzo obrażać Pana Jezusa. Osoby, które służą Bogu, nie powinny ulegać modzie. Kościół nie ulega modzie. Pan Jezus jest zawsze taki sam.

Widząc skąpe stroje kobiet przechadzających się po ulicach wielu niegdyś prawdziwie katolickich krajów, rozumiemy, jak dalece prawdziwa okazała się ta przepowiednia.

Hiacynta powiedziała również, że grzechy, które prowadzą najwięcej dusz do piekła, są to grzechy cielesne. Matka Godinho zapytała ją, czy wie, co znaczy być czystą. Dziewczynka odpowiedziała: – Tak, wiem. Być czystym na ciele, znaczy utrzymywać skromność. Być czystym duchowo, znaczy nie popełniać grzechów, nie patrzeć na to, czego nie powinno się oglądać.

Widząc osoby ubrane nieskromnie, które przychodziły w odwiedziny do chorych, albo bardzo wystrojone pielęgniarki, Hiacynta mówiła do matki Godinho: – Do czego służy to wszystko? Gdyby one pomyślały, że muszą umrzeć i wiedziały, co to jest wieczność! O niektórych lekarzach-ateistach mówiła: – Biedacy! Mimo całej swojej wiedzy nie wiedzą, co ich czeka. Gdy matka Godinho poprosiła ją o modlitwę za pewnych zatwardziałych grzeszników, Hiacynta odpowiedziała: – O tak, matko; ale dla tych już nie ma ratunku!

Hiacynta namawiała ciągle matkę Godinho: – Mateczko (takim właśnie czułym określeniem zwracały się do niej dzieci w sierocińcu), módlcie się dużo za grzeszników! Módlcie się dużo za księży! Módlcie się dużo za zakonników! Księża powinni być czyści, bardzo czyści. Nieposłuszeństwo księży i zakonników wobec ich przełożonych i wobec Ojca Świętego bardzo obraża Pana Jezusa. Hiacynta stwierdziła jeszcze: – Matka Boża już nie może powstrzymać karzącego ramienia swego ukochanego Syna, które zawisło nad światem. Trzeba pokutować. Jeżeli ludzie się poprawią, Pan Jezus może jeszcze oszczędzić świat, ale jeżeli się nie poprawią, nadejdzie kara.

A jaka to będzie kara? Hiacynta tłumaczy: – Jeżeli ludzie nie poprawią się, Matka Boża ześle na świat karę, która nie będzie miała sobie równej, to jest gorszą niż potop czy inne straszne kary, o jakich opowiada Stary Testament.

W końcu w piątek, 20 lutego 1920 roku Matka Boża przyszła po Hiacyntę. Dziewczynka, mimo że nie skończyła jeszcze dziesięciu lat, umarła w opinii świętości.

Wysławiam Cię, Ojcze, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom

Kończymy tymi słowami wypowiedzianymi przez Papieża Jana Pawła II w trakcie ceremonii beatyfikacji Franciszka i Hiacynty:
Ostatnie słowo kieruję do dzieci: Drodzy chłopcy i dziewczęta, widzę, że tylu z was ma na sobie podobne ubiory, jakie nosili Franciszek i Hiacynta. Bardzo wam pasują! Szkoda, że dzisiejszego wieczora albo może jutro zdejmiecie te ubiory i... pastuszkowie znikną. Czy wam się nie zdaje, że nie powinni zniknąć? Matka Boża potrzebuje was wszystkich, aby pocieszyć Pana Jezusa, który jest smutny z powodu krzywd, które Mu się wyrządza. Ona potrzebuje waszych modlitw i ofiar za grzeszników. Poproście waszych rodziców i nauczycieli, ażeby was zapisali do „szkoły” Matki Bożej, ażeby was nauczyła stać się jak pastuszkowie, którzy starali się czynić to, o co Ona ich prosiła. Mówię wam, że „żyjąc w poddaństwie i zależności od Maryi postąpimy w krótkim czasie więcej, aniżeli żyjąc przez całe lata w samowoli i opierając się na własnych siłach” (por. św. Ludwik Maria Grignon de Montfort). Tak właśnie się stało, że ci pastuszkowie błyskawicznie zostali świętymi. Pewna kobieta, która przyjęła Hiacyntę w Lizbonie, słuchając tak pięknych i mądrych rad, których dziewczynka udzielała, zapytała, od kogo tego się nauczyła. „Od Matki Bożej” – odpowiedziała. Poddając się całkowicie pod kierownictwo tak dobrej Mistrzyni, Hiacynta i Franciszek w krótkim czasie osiągnęli szczyty doskonałości. „Wysławiam Cię, Ojcze, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom”. Wysławiam Cię, Ojcze, za wszystkich Twoich maluczkich, poczynając od Dziewicy Maryi, pokornej Twojej Służebnicy, aż do pastuszków Franciszka i Hiacynty. Orędzie ich życia niechaj pozostanie zawsze żywe, aby rozświetlać drogę ludzkości!

Plinio Maria Solimeo


Ten artykuł przeczytałeś dzięki ofiarności Darczyńczów. Wesprzyj nas i zostań współtwórcą "Przymierza z Maryją".

NAJNOWSZE WYDANIE:
Maryja naszą Matką
Kościół od zawsze oddaje cześć Najświętszej Dziewicy Maryi, Bogurodzicy – naszej Matce, Orędowniczce i Wspomożycielce. Cześć ta przybierała na przestrzeni wieków różne formy i wyrazy, oddając poruszenia chrześcijańskich serc i charakter poszczególnych narodów.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Maryja nas wychowuje

Pani Monika Rypień z Raciborowic Górnych na Dolnym Śląsku jest Apostołem Fatimy od roku, ale jej wspólna droga z Maryją trwa już wiele lat. Jej piękne świadectwo jest dowodem na to, że trudności i życiowe zakręty przechodzone wspólnie z Bogiem i Maryją są zawsze możliwe do pokonania, a obecność Maki Bożej i zawierzenie Jej swoich spraw naprawdę zmienia ludzkie życie.

Maryja w moim życiu i w życiu mojej rodziny jest kimś szczególnym. Ona nas wychowuje, jeśli tylko damy się poprowadzić. Przyjaźń z Matką Bożą rozpoczęła się już od wczesnych lat mojego życia. Uwielbiałam pieśni do Matki Bożej, nabożeństwa majowe czy różańcowe, a w szczególności święta maryjne. W wieku nastoletnim poznałam historię Matki Bożej Fatimskiej: Matka Boża prosi o modlitwę dzieci, które dzięki niej mogą wyprosić nawrócenie ludzkości! Od tego momentu Fatima zajęła szczególne miejsce w moim sercu. Kiedy byłam studentką we Wrocławiu, miałam możliwość uczestniczenia w nabożeństwach fatimskich. Były one przepiękne… Różaniec – nieustanny Różaniec! – sprawił, że mimo różnych przeciwności i doświadczeń, jakie niesie życie, zawsze miałam siłę, takie poczucie, że jest Ktoś obok. Ktoś, kto czuwa, wspiera, niezależnie od wszystkiego, co się działo.

Punktem zwrotnym, początkiem niezwykłego doświadczenia Matki Bożej w moim życiu był czas, kiedy byłam w ciąży z pierwszym i drugim dzieckiem. Pierwsze dziecko poczęłam dzięki wstawiennictwu Matki Bożej. Razem z mężem modliliśmy się, bo bardzo chcieliśmy mieć dziecko, a tak długo go nie było… Ja powierzyłam tę intencję Maryi, zostawiłam to Jej działaniu. Pewnego dnia mąż przyszedł do mnie i dał mi obrazek Matki Bożej: Wiesz co, na Jasnej Górze są takie modlitwy w pierwszą sobotę miesiąca za małżeństwa, które nie mogą mieć dzieci. To było niesamowite, jak on wyraził chęć oddania się Matce Bożej! Jeszcze tego samego miesiąca okazało się, że będziemy mieli dziecko.

Urodził się syn. Wcześniak. Mieliśmy miesiąc leżeć w szpitalu, a okazało się, że po trzech dniach wypuszczono nas do domu. Było tak dobrze, że lekarz stwierdził, że daty zostały pomylone, bo to niemożliwe, on nie powinien sam oddychać, tylko leżeć pod respiratorem. Ale data nie mogła zostać w żaden sposób pomylona, bo to było dzieciątko tak wyczekane, że nie ma po prostu możliwości pomyłki! W ciąży z drugim dzieckiem miałam ogromne problemy zdrowotne. Lekarze powiedzieli, że dziecko urodzi się chore. Wada genetyczna… Jak by nie było, my z mężem jesteśmy za życiem i przyjęlibyśmy każde dziecko. Ale zadziałała potężna modlitwa, wsparcie mnóstwa osób i dziecko urodziło się zdrowe. I tutaj cały czas Matka Boża nam towarzyszyła! Może ktoś by powiedział, że to było szczęście, przypadek. Ale my z mężem cały czas uważamy, że jest to opieka Matki Bożej. Co by się nie działo, zawsze oddajemy wszystko Maryi, i rzeczywiście, wszystko się później układa.

Oboje z mężem nie pochodzimy z miejscowości, w której mieszkamy, przeprowadziliśmy się tu po ślubie. Tutejsza parafia jest piękną i rozmodloną wspólnotą. Ale poznając nową
wspólnotę, zauważyłam, że nie ma tu nabożeństwa fatimskiego, więc poszłam z prośbą do księdza proboszcza, żeby takie nabożeństwo się odbywało. Dzięki zgodzie i współpracy księdza nabożeństwa fatimskie odbywają się u nas już od 2016 roku. Wspólnie z parafianami przygotowywaliśmy się do stulecia Objawień wielką nowenną fatimską. Ludzie bardzo pozytywnie przyjęli to nabożeństwo. Gdy tylko zbliża się maj, dzwonią i pytają, czy i w tym roku się odbędzie!

Na Stowarzyszenie trafiłam tak zwanym przypadkiem, w internecie. Spodobały mi się inicjatywy propagowania kultu Matki Bożej Fatimskiej. Kiedy przeczytałam, że są ludzie, którzy się tego podjęli, też zapragnęłam pomóc. Jest jeszcze jedna szczególna historia związana z moim uczestnictwem w Apostolacie. Raz wypadło tak, że byłam na roratach w całkiem innej parafii, gdzie nie było ze mną moich dzieci, i tam ksiądz rozdawał dzieciom figurki Matki Bożej. Bardzo mi się to spodobało. Dziś w wielu domach, gdzie żyją młode rodziny, brakuje nawet krzyża na ścianie, obrazów Matki Bożej czy Jezusa. To jest niemodne… a te dzieci z radością przyjmowały figurkę Maryi. Pomyślałam sobie, że może przyjadę tu kiedyś z moimi dziećmi i one też wezmą udział w takim losowaniu? I na drugi dzień w skrzynce pocztowej znaleźliśmy figurkę Matki Bożej z Apostolatu! To była ogromna radość. W naszym domu przy wyjściowych drzwiach znajduje się też kropielnica, a obok niej zawiesiliśmy Akt poświęcenia naszego domu Matce Bożej, który często ponawiamy. Tak pięknych inicjatyw jest o wiele więcej. I do tego Apostołowie modlą się za siebie nawzajem! Dzięki temu nasza wspólnota wspiera się wzajemnie i czerpie swoje siły, służąc Maryi, która prowadzi nas ku Jezusowi.

Przyg. MW



Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szczęść Boże!
Na wstępie pragnę podziękować za kalendarz „365 z Maryją” oraz pismo „Przymierze z Maryją”. Od wielu lat starałem się wspierać każdą akcję organizowaną przez Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi. Szczerze mówiąc, nie zawsze podchodziłem sumiennie do lektury, którą od Was otrzymywałem („Przymierze z Maryją”, „Polonia Christiana”). Wydawało mi się, że samo wspieranie finansowe w zupełności wystarczy. Myliłem się! Teraz, gdy znalazłem się w „jaskini zła”, tam, gdzie rządzi książę ciemności, zacząłem doceniać moc wiary i Bożego słowa, zawartych w Waszych artykułach. Modliłem się zawsze (…), ale wydaje mi się, że raczej z obowiązku niż z potrzeby. Teraz, będąc w zakładzie karnym, gdzie naprawdę ciężko znaleźć człowieczeństwo, współczucie, a co za tym idzie bliskość Bożego Miłosierdzia, pozostaje cicha modlitwa i rozmowa z Panem Bogiem (…). Jest jeszcze nasza ukochana Mateczka MARYJA, która przez całe moje życie okrywała mnie i moją rodzinę swym miłosiernym niewidzialnym płaszczem ochronnym. (…) Bóg naprawdę nas kocha! Pisząc to, mam na myśli dzieło, którego się podjęliście. Bóg zapłać!
Proszę o modlitwę w mojej intencji.
Jacek

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Pragnę Państwu podziękować za pracę na rzecz krzewienia Miłosierdzia Bożego. Serdecznie dziękuję za czasopismo „Przymierze z Maryją” oraz wszystkie piękne upominki, które od Was otrzymuję. Całej Redakcji życzę największych sukcesów. Modlę się codziennie, aby dobry Bóg i Jego Matka otaczali Was Swoją opieką i błogosławili w dalszej pracy. Jako Apostoł Fatimy pragnę wspierać Was skromnym datkiem, aby Wasza działalność rozszerzała się na całe nasze społeczeństwo. (…)
Bronisław ze Starogardu Gdańskiego

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Pragnę pozdrowić serdecznie całą Redakcję „Przymierza z Maryją” oraz podziękować za przysyłane mi egzemplarze Waszego pisma, które bardzo mi się podobają, są ciekawe i poruszające, a nawet wzruszające. Dziękuję za ciekawe artykuły, dziękuję za dział „Strony Maryjne”, gdzie znajdują się piękne opisy sanktuariów Matki Bożej. Ta lektura pisma katolickiego bardzo mnie wzbogaca i poucza. Dziękuję również za wszystkie przesyłane mi dewocjonalia, którymi obdarowuję moich najbliższych. Chcę, aby i oni cieszyli się i wzbogacali duchowo. Bóg zapłać za wszystkie modlitwy w mojej intencji i mojej rodziny. Wspieram Waszą redakcję duchowo, a jak tylko będę mogła, będę też wspierała ją finansowo.
Pozdrawiam serdecznie Pana Prezesa Stowarzyszenia Sławomira Olejniczaka i jego współpracowników oraz czytelników tego pięknego pisma. Szczęść Wam Boże!
Stała czytelniczka – Bernadetta

Szczęść Boże!
Szanowny Panie Prezesie! Serdecznie dziękuję Panu oraz Pana współpracownikom za wszystkie przesyłki skierowane do nas, a w szczególności za każdy kolejny egzemplarz czasopisma „Przymierze z Maryją”.
Można zauważyć, że od dłuższego czasu artykuły i szata graficzna jest coraz bogatsza i wzbogaca nas, Czytelników, w wiedzę katolicką. Wskazuje drogę do Boga za wstawiennictwem Maryi i świętego Józefa, prosząc o łaski uzdrowienia i wszelką pomoc. W natłoku codziennych obowiązków znajdujemy czas na modlitwę – Różaniec, Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Modlimy się o pomyślność naszych dzieci i wnucząt oraz osób nam najbliższych. Odczuwamy wtedy, że Bóg jest z nami i że nie jesteśmy sami. To podnosi nas na duchu, stanowiąc oparcie w rozwiązywaniu wszelkiego rodzaju spraw. Nadmieniamy jednocześnie, że przynależność do Apostolatu Fatimy jest dla nas czymś bardzo ważnym. Każdy człowiek żyjąc na tym świecie, winien starać się pozostawić ślad swojej egzystencji na ziemi, a ocenę pozostawić najbliższym, a przede wszystkim Bogu.
Edward wraz z Małżonką

Szanowni Państwo!
Dziękuję za przesłanie filmu „Via Dolorosa” z dołączonymi rozważaniami „Drogi Krzyżowej”. Chętnie czytam „Przymierze z Maryją”. Oddaję ten dwumiesięcznik także w inne ręce i zachęcam do włączenia się w jego czytanie i propagowanie wśród bliźnich. Zachwycona jestem tematyką Waszego pisma. Gratuluję doboru materiałów, które wzbogacają wiarę oraz wiadomości religijne i inne (ze świata), związane z chrześcijańską postawą człowieka. Bóg zapłać za wszystko! Z wyrazami szacunku.
Marianna z Mazowieckiego

Szczęść Boże!
Chciałbym podziękować całej Redakcji i przyjaciołom Apostolatu Fatimy oraz „Przymierza z Maryją” za wieloletnie wsparcie duchowe, modlitwy i Msze Święte w intencji nas wszystkich, a także piękne upominki dające wiele radości. Zawsze oczekuję i czytam od deski do deski Wasz (nasz) wspaniały dwumiesięcznik. Później przekazuję go innym, by był pocieszeniem w naszych trudnych czasach, także dla innych. Pozdrawiam serdecznie.
Mirosław

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Otrzymałem od Państwa piękne opracowanie „Via Dolorosa” z płytą i modlitwą do Krzyża Świętego, za które bardzo dziękuję. To piękna Państwa akcja, w której też chcę wziąć udział. (…) Staram się uczestniczyć we wszystkich Państwa kampaniach mających na celu przebudzić sumienia Polaków, ale też uczyć wiary i historii Kościoła. Mam już swoje lata, wiary uczyły mnie mama i babcia, teraz ją przekazuję swoim dzieciom i wnukom. Jednak najwięcej wiadomości z życia Kościoła, o życiu świętych, historii Kościoła czerpię z „Przymierza z Maryją”, które otrzymuję i czytam od pierwszej do ostatniej strony. Jako Polak, który wiele lat mieszkał w Niemczech, jestem dumny z Waszej pracy. Serdecznie pozdrawiam i życzę wielu łask Bożych dla całej redakcji „Przymierza z Maryją”.
Wojciech