Temat numeru
 
Franciszek i Hiacynta - błogosławione dzieci

Dnia 13 maja 2000 roku w trakcie pamiętnej ceremonii, Ojciec Święty Jan Paweł II beatyfikował w Fatimie dwoje pastuszków, Franciszka i Hiacyntę. Stali się oni tym samym najmłodszymi beatyfikowanymi niemęczennikami w historii Kościoła. Beatyfikacja ta oznacza w pewien sposób przypieczętowanie przez Kościół autentyczności objawień Najświętszej Dziewicy w Fatimie. – Niech orędzie ich życia pozostanie na zawsze żywe, aby oświetlać drogę ludzkości! – mówił wtedy papież.

Jest pewna kwestia, która w odniesieniu do beatyfikacji dwojga pastuszków z Fatimy nas zaskakuje: jak to możliwe, że dwoje dzieci, z których jedno zmarło nie dożywszy dziesięciu lat, a drugie w wieku prawie jedenastu lat, zdołało odznaczyć się cnotami tak heroicznymi, że zasłużyło na chwałę ołtarzy?

Podążając za łacińskim stwierdzeniem, iż nic wielkiego nie staje się nagle, powinniśmy poszukać źródeł tej cnoty przede wszystkim w rodzinie, bowiem środowisko rodzinne w oczywisty sposób musiało mieć wpływ na zachowanie tak małych dzieci. Jednakże oprócz tego ich przewodnikiem na drodze do doskonałości był także Anioł, a następnie sama Matka Boża.

Prawdziwie chrześcijański dom

Rodzina Franciszka i Hiacynty przez mieszkańców Serra de Aire postrzegana była jako wzorowa. Ojciec, znany wszystkim jako „Ti Marto” (wujek Marto), zgodnie ze świadectwem kanonika Formigão – pobożnego kapłana, który dobrze go poznał – uważany był za najpoważniejszego człowieka w wiosce, niezdolnego, by kogokolwiek oszukać. Z kolei o. João de Marchi, I.C.M., autor wielu książek o Fatimie, gdzie przez jakiś czas mieszkał, stwierdza, że zaskoczyła go szeroka znajomość doktryny katolickiej „Ti Marto”, jak również jego zdrowy rozsądek, prostota duszy i odwaga. „Ti Marto” jako żołnierz walczył w Afryce przeciw buntownikom w Mozambiku (1895-1896), ówczesnej kolonii portugalskiej.

„Ciotka Olímpia”, jego małżonka, nie pozostawała za nim w tyle w praktykowaniu cnót. W swej głębokiej miłości i bojaźni Bożej wychowali liczne potomstwo.

To samo można powiedzieć o rodzinie Łucji, najstarszej z wizjonerów. Aby zdać sobie sprawę z tego, jak głęboko religijny był jej ojciec, António dos Santos, przytoczmy słowa, które wypowiedział, gdy jedna z jego starszych córek zaczęła rozważać zamążpójście: – Kiedy stanąłem w konkury o względy twej matki, pierwszą rzeczą, co do której się zgodziliśmy, było to, że zachowamy kwiat naszej niewinności aż do ślubu, aby złożyć go w ofierze Bogu, w zamian za Jego błogosławieństwa i dzieci, które zechce nam dać. Pobłogosławił On nas obdarzając tą małą gromadką.

Maria Rosa, matka Łucji, jedna z niewielu kobiet w tym regionie umiejących czytać, była dla swych dzieci i sąsiadów wyrocznią we wszystkim, co dotyczyło moralności i religii.

Dobroczynność rodziny była powszechnie znana. Kiedy piekli chleb czy tłoczyli oliwę, za każdym razem pewną część przeznaczali dla biednych. Potrzebujący zawsze mogli liczyć na pomoc w domu państwa Santos.

Przyjrzyjmy się pewnemu epizodowi, który pokazuje, jak głęboka więź i duch nadprzyrodzoności łączyły dwoje małżonków: któregoś dnia António, dając jałmużnę biednemu, poprosił go o modlitwę za siebie i za stojącą obok Łucję. Maria Rosa, słysząc jego słowa, zaprotestowała żartobliwie: – Jakże to, prosisz o modlitwę za siebie, a za mnie nie prosisz? António odpowiedział z uśmiechem: – Co jest moje, jest także twoje. Modlić się za mnie to to samo, co modlić się za ciebie. Zadowolona Maria Rosa zgodziła się z tym, rozumiejąc dobrze, że tworzy z mężem „jedno ciało”.

Widzimy zatem, że Matka Boża świadków jednego z najważniejszych orędzi ostatnich stuleci wybrała w rodzinach solidnych i głęboko religijnych.

Dwoje grzecznych i normalnych dzieci

Franciszek i Hiacynta byli posłusznymi i grzecznymi dziećmi, nie odznaczającymi się niczym szczególnym poza głęboką niewinnością, powszechną zresztą wśród dzieci wychowujących się w portugalskich górach w tamtym okresie.

Jak wszystkie dzieci, Franciszek również miał swoje małe wady: czy to dlatego Matka Boża poleciła mu odmawiać wiele części Różańca, aby mógł pójść do Nieba?

„Ti Marto” tak opisuje swojego najmłodszego syna: Franciszek był krzepki. Miał dobre zdrowie; przepowiadaliśmy więc, że będzie energiczny, silny i śmiały.
Był śmielszy, bardziej niespokojny niż jego siostrzyczka. Nie miał tyle cierpliwości, był rozbrykany jak młody byczek.

Nie był ani trochę bojaźliwy. W nocy zapuszczał się sam w różne ciemne miejsca, nie okazując strachu ani nawet niepewności. Bawił się z jaszczurkami i wężami, które znajdował: owijał je wokół swojego kija i nalewał im do zagłębień w kamieniach owczego mleka. Gonił zające, lisy i krety.

Mimo tego czasem niesfornego temperamentu, innymi razy Franciszek wydawał się znów apatyczny, jakby nie zwracał uwagi na to, co dzieje się dookoła. I tak wiele razy chłopcy, z którymi się bawił, oszukiwali go w grze, co nie budziło w nim sprzeciwu. – Mówisz, że wygrałeś? Niech ci będzie, wszystko mi jedno – mówił.

Nawet Łucję denerwowała trochę ta jego pasywność. – Ja sama nie bardzo za nim przepadałam, ponieważ jego pokojowy temperament kontrastował z moją nadmierną żywotnością. Czasami chwytałam go za rękę, sadzałam na ziemi albo na jakimś kamieniu i nakazywałam, aby siedział spokojnie; i on był mi posłuszny, jakbym była jakimś wielkim autorytetem. Potem było mi ciężko myśleć, że to zrobiłam i szłam po niego, brałam za rękę i prowadziłam ze sobą zadowolonego, jakby nic się nie stało.

Hiacynta, według Łucji, była przeciwieństwem Franciszka, a na ich pokrewieństwo wskazywały jedynie podobne cechy fizyczne. Jak wspominał ze wzruszeniem „Ti Marto”: – Była zawsze bardzo spokojniutka. Jeszcze jako niemowlę zawsze przystawała na wszystko. Jeśli była głodna, dawała znak, popłakując przez chwilę, a później była już spokojna. Musieliśmy chodzić tu i tam, na Mszę itd., a jej to nie drażniło; nie trzeba było specjalnych zachodów, żeby była grzeczna. Nic jej nie przeszkadzało. Podobne do niej dziecko nam się już nie urodziło. Była jak dar z Nieba.

Miała niezwykle wrażliwą duszę i łatwo się wzruszała. – Już w wieku mniej więcej pięciu lat – jak przypomina Łucja – słysząc opowiadanie o cierpieniach Boskiego Zbawiciela, rozczulała się i płakała. „Biedaczek Nasz Pan” szeptała. „Ja nie popełnię nigdy żadnego grzechu, nie chcę, żeby Jezus już więcej cierpiał”.

Unikała jak ognia tych, którzy mówili złe słowa lub prowadzili nieodpowiednie rozmowy, tłumacząc że to grzech, który zasmuca Pana Jezusa.

Czy ten aniołek nie miał wad? Być może niewielkie. Łucja mówi, że będąc najmłodszą w licznej rodzinie, Hiacynta została trochę rozpieszczona. Dlatego czasami, kiedy sprzeczano się z nią, dąsała się. I aby zgodziła się wrócić do zabawy, trzeba było pozwolić jej wybrać nie tylko grę, ale też partnera. Czasami dawała zbyt wielki upust swej zaskakującej witalności – na przykład w tańcu, bardzo zresztą popularnym wśród górali. Z niezwykłą jak na swój wiek zwinnością i gracją zaczynała się kręcić tak szybko i długo, że dostawała wypieków i niemal traciła oddech.

Przenajświętsze Serca Jezusa i Maryi chcą okazać przez was miłosierdzie

Wiosną 1916 roku życie trojga wesołych i beztroskich pastuszków w wieku zaledwie dziewięciu, ośmiu i sześciu lat miało ulec nagłej przemianie.

Stało się to, gdy pewnego pięknego dnia po raz pierwszy ukazał im się Anioł Portugalii. Był on bielszy niż śnieg, przeźroczysty jak kryształ, przez który przenikają promienie słoneczne, niezwykłej urody. Ukląkł, schylając twarz ku ziemi i kazał im powtórzyć trzykrotnie następujące słowa:
Mój Boże, wierzę w Ciebie, wielbię Cię, ufam Tobie i kocham Cię. Błagam Cię o przebaczenie dla tych, którzy nie wierzą w Ciebie, nie wielbią Cię, nie ufają Tobie i nie kochają Cię.

Potem, powstając, dodał:
Módlcie się tak. Serca Jezusa i Maryi uważnie słuchają głosu waszych błagań.

To objawienie, pierwsze, w którym Anioł ukazał się wszystkim trojgu pastuszkom, okazało się przełomem w ich życiu. Oznaczało gwałtowne przejście od niewinnego, lecz zwykłego życia górali z bardzo katolickiego regionu do życia zanurzonego w nadporzyrodzonej obecności Boga i w heroiczności.

W czasie drugiego objawienia Anioł powiedział im:
Módlcie się! Módlcie się dużo! Przenajświętsze Serca Jezusa i Maryi chcą okazać przez was miłosierdzie. Ofiarujcie nieustannie modlitwy i umartwienia Najwyższemu.

I w końcu w trzecim objawieniu Anioł Portugalii podał im Komunię Świętą i nauczył je innej modlitwy: – Przenajświętsza Trójco, Ojcze, Synu i Duchu Święty, wielbię Cię z najgłębszą czcią i ofiaruję Ci najdroższe Ciało, Krew, Duszę i Bóstwo Jezusa Chrystusa, obecnego we wszystkich tabernakulach świata, jako przebłaganie za zniewagi, świętokradztwa i zaniedbania, którymi jest On obrażany! Przez nieskończone zasługi Jego Najświętszego Serca i Niepokalanego Serca Maryi, błagam Cię o nawrócenie biednych grzeszników.

Przyjmijcie i znoście z pokorą i poddaniem cierpienia, które Bóg wam ześle

– Serca Jezusa i Maryi uważnie słuchają głosu waszych błagań – powiedział im Anioł. – Ofiarujcie nieustannie modlitwy i umartwienia Najwyższemu. Z wszystkiego, co możecie, zróbcie ofiarę Bogu jako akt zadośćuczynienia za grzechy, którymi jest obrażany, jako uproszenie nawrócenia grzeszników. (...) Przede wszystkim przyjmijcie i znoście z pokorą i poddaniem cierpienia, które Bóg wam ześle.

Oto zaproszenie, jakie mogą dostać tylko ulubieńcy Boga, gdyż do takiej świętości powołanych jest niewielu: – Przenajświętsze Serca Jezusa i Maryi chcą okazać przez was miłosierdzie – powiedział im Anioł. Troje heroicznych pastuszków zrozumiało, co to oznacza i przyjęło to w głębi swoich serc.

Będziecie musieli wiele wycierpieć

Matka Boża nie objawiła się po to, aby obdarzyć troje pastuszków uprzejmościami i czułościami. Przybyła pełna powagi, jakiej wymagało Jej orędzie i już od pierwszego spotkania zachęcała, tak jak to wcześniej czynił Anioł, do modlitwy i cierpienia, dodając: Będziecie musieli wiele wycierpieć. Ale łaska Boża będzie waszą pociechą.

Była to więc prośba o modlitwę i cierpienie, aby zadośćuczynić Niepokalanemu Sercu Maryi i Najświętszemu Sercu Jezusa, tak bardzo obrażanym przez odstępstwo, jakiego dopuściła się ludzkość. Dzieci dzięki specjalnej łasce i światłu Ducha Świętego miały stopniowo coraz lepiej pojmować znaczenie i wagę tego przesłania.

Aby rzeczywiście zrozumiały konsekwencje grzechu, Matka Boża ukazała im piekło.

Młodzi pastuszkowie z hojnością właściwą niewinnym duszom zgodzili się cierpieć za nawrócenie grzeszników, jak o to prosiła Matka Boża. Oprócz tego, Hiacynta i Franciszek wkrótce złożyli w ofierze swe własne życie, podczas gdy Łucji pisane było jeszcze pozostać na tej ziemi, gdzie miała do spełnienia swe szczególne posłannictwo.

Najwyższa mądrość „szaleństwa krzyża”

Od momentu, gdy Anioł zaczął je przygotowywać, a zwłaszcza po pierwszym objawieniu „pięknej Pani”, dzieci zaczęły z niecierpliwością pragnąć ofiar i upokorzeń. Nie był to efekt utraty równowagi psychicznej czy jakiejś patologii; wręcz przeciwnie – ich postawa podyktowana była wyższą mądrością, którą święty Paweł nazywa „szaleństwem krzyża.” (por. 1 Kor 1, 18-24).

Jest to żarliwa forma miłosierdzia, owoc intensywnej miłości do Boga; żywa wiara przejawiająca się w czynach.

Zobaczywszy piekło, do którego trafiają nieszczęśni grzesznicy, wizjonerzy pojęli ogrom rozpaczy wiecznego potępienia i zgodzili się złożyć siebie w ofierze obrażonej Boskiej sprawiedliwości, aby w ten sposób zbawić dusze.

Poza umartwieniem, którego same szukały, dzieci doznały jeszcze dotkliwszych cierpień moralnych, między innymi w więzieniu pełnym złoczyńców czy gdy grożono im spaleniem żywcem w kotle wrzącej oliwy.

Śmierć Franciszka i powołanie do cierpienia Hiacynty

Franciszek zmarł 4 kwietnia 1919 roku o godzinie 22.00. Nie miał jeszcze wtedy ukończonych jedenastu lat.

Dotknięta ciężką chorobą Hiacynta, chciała pozostać dłużej na ziemi, aby cierpieć za nawrócenie grzeszników. Przebywała w dwóch szpitalach, gdzie znosiła straszliwe boleści, nie mogąc nawet znaleźć pocieszenia w obecności Łucji i swej rodziny. W lutym 1920 roku Hiacynta była ponownie operowana. W związku z jej osłabieniem, można było użyć jedynie chloroformu i znieczulenia miejscowego. Bardzo płakała, kiedy bez ubrania znalazła się w rękach lekarzy. Usunięto jej dwa żebra, zostawiając otwór tak wielki, że można było do niego włożyć rękę. Ona cierpiała cały czas w milczeniu, czasem tylko pojękując cicho: Ach, moja Matko Boża! Ale aby pocieszyć tych, którzy widzieli jej cierpienia, mówiła: – Cierpliwości! Wszyscy musimy cierpieć, aby wejść do chwały Nieba.

Można stwierdzić, jak napisał Joaquin Maria Alonso, że Pan w najgłębszy sposób włączył Hiacyntę do Swej bolesnej Męki i do bólów Dziewicy. Wszelkie łaski pocieszające, jakie otrzymała w trakcie wizyt Matki Bożej, nie przeszkodziły, by to dotkliwe cierpienie sięgnęło granic najstraszliwszego męczeństwa. Powiedzielibyśmy, że aby stać się wzorem wynagradzającej ofiary, Hiacynta musiała przejść przez oczyszczającą noc duszy i zmysłów, cierpiąc w straszliwym osamotnieniu, którego tak bardzo się bała.

Przyjdą mody, które będą bardzo obrażać Pana Jezusa

Mała wizjonerka osiągnęła wysoki stopień rozwoju w życiu mistycznym, mając wiele proroczych wizji. Matka Boża pouczyła ją o wielu rzeczach, które miały się wydarzyć.

Zatrzymajmy się na chwilę przy niektórych z jej przepowiedni, bowiem odnoszą się one do dzisiejszego, odchodzącego od Boga świata.

Matka Godinho, zakonnica, która opiekowała się Hiacyntą w sierocińcu w Lizbonie, zapisała różne jej przepowiednie. Według jednej z nich przyjdą mody, które będą bardzo obrażać Pana Jezusa. Osoby, które służą Bogu, nie powinny ulegać modzie. Kościół nie ulega modzie. Pan Jezus jest zawsze taki sam.

Widząc skąpe stroje kobiet przechadzających się po ulicach wielu niegdyś prawdziwie katolickich krajów, rozumiemy, jak dalece prawdziwa okazała się ta przepowiednia.

Hiacynta powiedziała również, że grzechy, które prowadzą najwięcej dusz do piekła, są to grzechy cielesne. Matka Godinho zapytała ją, czy wie, co znaczy być czystą. Dziewczynka odpowiedziała: – Tak, wiem. Być czystym na ciele, znaczy utrzymywać skromność. Być czystym duchowo, znaczy nie popełniać grzechów, nie patrzeć na to, czego nie powinno się oglądać.

Widząc osoby ubrane nieskromnie, które przychodziły w odwiedziny do chorych, albo bardzo wystrojone pielęgniarki, Hiacynta mówiła do matki Godinho: – Do czego służy to wszystko? Gdyby one pomyślały, że muszą umrzeć i wiedziały, co to jest wieczność! O niektórych lekarzach-ateistach mówiła: – Biedacy! Mimo całej swojej wiedzy nie wiedzą, co ich czeka. Gdy matka Godinho poprosiła ją o modlitwę za pewnych zatwardziałych grzeszników, Hiacynta odpowiedziała: – O tak, matko; ale dla tych już nie ma ratunku!

Hiacynta namawiała ciągle matkę Godinho: – Mateczko (takim właśnie czułym określeniem zwracały się do niej dzieci w sierocińcu), módlcie się dużo za grzeszników! Módlcie się dużo za księży! Módlcie się dużo za zakonników! Księża powinni być czyści, bardzo czyści. Nieposłuszeństwo księży i zakonników wobec ich przełożonych i wobec Ojca Świętego bardzo obraża Pana Jezusa. Hiacynta stwierdziła jeszcze: – Matka Boża już nie może powstrzymać karzącego ramienia swego ukochanego Syna, które zawisło nad światem. Trzeba pokutować. Jeżeli ludzie się poprawią, Pan Jezus może jeszcze oszczędzić świat, ale jeżeli się nie poprawią, nadejdzie kara.

A jaka to będzie kara? Hiacynta tłumaczy: – Jeżeli ludzie nie poprawią się, Matka Boża ześle na świat karę, która nie będzie miała sobie równej, to jest gorszą niż potop czy inne straszne kary, o jakich opowiada Stary Testament.

W końcu w piątek, 20 lutego 1920 roku Matka Boża przyszła po Hiacyntę. Dziewczynka, mimo że nie skończyła jeszcze dziesięciu lat, umarła w opinii świętości.

Wysławiam Cię, Ojcze, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom

Kończymy tymi słowami wypowiedzianymi przez Papieża Jana Pawła II w trakcie ceremonii beatyfikacji Franciszka i Hiacynty:
Ostatnie słowo kieruję do dzieci: Drodzy chłopcy i dziewczęta, widzę, że tylu z was ma na sobie podobne ubiory, jakie nosili Franciszek i Hiacynta. Bardzo wam pasują! Szkoda, że dzisiejszego wieczora albo może jutro zdejmiecie te ubiory i... pastuszkowie znikną. Czy wam się nie zdaje, że nie powinni zniknąć? Matka Boża potrzebuje was wszystkich, aby pocieszyć Pana Jezusa, który jest smutny z powodu krzywd, które Mu się wyrządza. Ona potrzebuje waszych modlitw i ofiar za grzeszników. Poproście waszych rodziców i nauczycieli, ażeby was zapisali do „szkoły” Matki Bożej, ażeby was nauczyła stać się jak pastuszkowie, którzy starali się czynić to, o co Ona ich prosiła. Mówię wam, że „żyjąc w poddaństwie i zależności od Maryi postąpimy w krótkim czasie więcej, aniżeli żyjąc przez całe lata w samowoli i opierając się na własnych siłach” (por. św. Ludwik Maria Grignon de Montfort). Tak właśnie się stało, że ci pastuszkowie błyskawicznie zostali świętymi. Pewna kobieta, która przyjęła Hiacyntę w Lizbonie, słuchając tak pięknych i mądrych rad, których dziewczynka udzielała, zapytała, od kogo tego się nauczyła. „Od Matki Bożej” – odpowiedziała. Poddając się całkowicie pod kierownictwo tak dobrej Mistrzyni, Hiacynta i Franciszek w krótkim czasie osiągnęli szczyty doskonałości. „Wysławiam Cię, Ojcze, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom”. Wysławiam Cię, Ojcze, za wszystkich Twoich maluczkich, poczynając od Dziewicy Maryi, pokornej Twojej Służebnicy, aż do pastuszków Franciszka i Hiacynty. Orędzie ich życia niechaj pozostanie zawsze żywe, aby rozświetlać drogę ludzkości!

Plinio Maria Solimeo


"Przymierze z Maryją" dociera regularnie do ponad 430 tysięcy osób. Dołącz do grona naszych Przyjaciół i zostań stałym czytelnikiem czasopisma.

NAJNOWSZE WYDANIE:
Poświęćcie Rosję Memu Sercu!
W roku 1917 Matka Najświętsza prosiła w Fatimie, by Ojciec Święty poświęcił Rosję Jej Niepokalanemu Sercu. Jakaż więc była nasza radość, kiedy w dniu oddania tego wydania „Przymierza z Maryją” do druku otrzymaliśmy wiadomość, że 25 marca bieżącego roku, w uroczystość Zwiastowania Pańskiego, papież Franciszek ma poświęcić Sercu Maryi expressis verbis Rosję, a także Ukrainę.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Maryja daje mi siłę na każdy dzień

Pani Barbara Zalas z Krakowa została Apostołem Fatimy w 2016 roku. Co daje jej uczestnictwo w Apostolacie? Co zrobiło na niej największe wrażenie w Objawieniach Fatimskich? Którzy święci są jej szczególnie bliscy? O tym wszystkim przeczytamy w świadectwie Pani Barbary…

 

W 2003 roku znalazłam w skrzynce na listy ulotkę informującą o działalności Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi. Od tego czasu wspieram Stowarzyszenie regularnymi datkami i otrzymuję kolejne numery „Przymierza z Maryją” oraz różnego rodzaju upominki, jak np. figurkę Matki Bożej Fatimskiej. Uważam, że nadesłane materiały rozwinęły mnie duchowo. Wiadomo, że czasem pojawiają się problemy, ale mam też świadomość, że moja postawa umacnia innych, a Pan Bóg podnosi. Dziś wiara jest moim największym skarbem i za to dziękuję Bogu.


Od czasu, gdy zaczęłam czytać „Przymierze z Maryją”, chodzę regularnie na procesje fatimskie w swojej parafii. Śpiewana podczas nabożeństwa pieśń Uczyńcie wszystko, co wam mówi Syn, zawsze bardzo mnie wzrusza.


Przed przystąpieniem do Apostolatu Fatimy zapoznałam się z przywilejami, jakie mogą być moim udziałem, i pomyślałam sobie: A dlaczego mam nie skorzystać? Zapiszę się! Może komuś pomogę swoją modlitwą, może mój datek komuś pomoże. Dlatego zostałam członkiem Apostolatu i jestem szczęśliwa z tego powodu.


Czasami wpisuję swoje intencje na karcie i odsyłam do Stowarzyszenia, które je przekazuje do sanktuarium w Fatimie. Jedna z takich intencji dotyczyła sytuacji, gdy w mojej rodzinie była osoba, która przestała uczestniczyć w Mszach Świętych, jej wiara osłabła. Zwróciłam się wtedy do Maryi: Proszę Cię, Najświętsza Matko Fatimska, wyproś tę łaskę i daj dar wiary dla tej osoby, żeby wróciła do Kościoła i do Boga. Po pewnym czasie osoba ta wróciła do Kościoła, zaczęła słuchać Radia Maryja, czyta publikacje religijne, a zdarza się, że zachęca mnie, żebyśmy razem poszły do kościoła. Wiele można wyprosić za przyczyną Matki Bożej Fatimskiej. Tylko trzeba ufać!


Dzięki Apostolatowi Fatimy moja wiara się ugruntowała. Przesyłane materiały po przeczytaniu przekazuję moim bliskim. Ważne jest również, żeby przyznawać się do wiary wśród ludzi, dlatego zawsze noszę przy sobie przesłany ze Stowarzyszenia brelok „Nie wstydzę się Jezusa”. Uważam, że nie możemy wstydzić się znaku krzyża na ulicy czy w restauracji przed posiłkiem. Niestety, ludzie często nie wstydzą się złego zachowania, a czują obawy przed przeżegnaniem się w miejscu publicznym. Jestem wdzięczna całemu Stowarzyszeniu i Panu Prezesowi, za to dzieło, jakim jest Apostolat Fatimy, za wspólną modlitwę.


Na temat Objawień Fatimskich czytałam jeszcze przed przystąpieniem do Apostolatu oraz w materiałach, które dostałam już ze Stowarzyszenia. W tych objawieniach największe wrażenie zrobił na mnie niezwykle spektakularny Cud Słońca.


Wiara zajmuje w moim życiu bardzo ważne miejsce i wiele razy pomogła mi w trudnych sytuacjach. A zmagałam się m.in. ze śmiercią i z nałogiem bliskich osób. Wtedy pomogła mi właśnie wiara i Różaniec. Jest to dla mnie wyraźny dowód, że modlitwa działa. Dzięki wierze przestałam się zamartwiać i cieszę się życiem. Często wspominam sobie słowa Pana Jezusa: Niebo i ziemia przeminą, ale słowa Moje nie przeminą.


Uważam, że tzw. pandemia ma bardzo negatywny wpływ na życie religijne wielu ludzi; oddaliła ich od Kościoła i od Pana Boga. Nie podoba mi się to, że z kościołów zniknęła woda święcona. Przecież diabła odpędza się wodą święconą! Nie można aż tak bać się wirusa!


Moją obroną przed obecną sytuacją są słowa Psalmu 91: Kto przebywa w pieczy Najwyższego i w cieniu Wszechmocnego mieszka, mówi do Pana: „Ucieczko moja i Twierdzo, mój Boże, któremu ufam”. To jest dla mnie odtrutka!


Krytycznie patrzę również na rozpowszechniony ostatnio zwyczaj przyjmowania Komunii Świętej na rękę. Dla naszych ojców i dziadów byłoby to nie do pomyślenia. Powinniśmy klękać przed Bogiem. Przecież to sam Bóg przychodzi do nas, a my mamy stać w takim momencie? Trzeba klękać i przyjmować Pana Jezusa z szacunkiem, do ust. Nie na ręce, które są zbrukane i dotykają różnych rzeczy w drodze do kościoła. Przecież ksiądz podczas Mszy Świętej robi puryfikację, uważa, żeby nawet okruszek nie upadł, a tu każdy może brać Ciało Pańskie do ręki… To jest przecież profanacja. Bardzo mnie to boli!


Jeśli chodzi o świętych, to szczególnym nabożeństwem darzę św. Ritę i św. Charbela, których relikwie znajdują się w mojej parafii, a także świętych Tereskę od Dzieciątka Jezus i Ojca Pio. Staram się regularnie uczestniczyć w nabożeństwach ku czci św. Rity w swojej parafii i w krakowskim kościele św. Katarzyny, gdzie biorę udział w obrzędzie poświęcenia róż, które są symbolem św. Rity. Książkę o życiu św. Rity otrzymałam właśnie ze Stowarzyszenia. Dzięki takim lekturom mogę lepiej poznać żywot konkretnego świętego. Prowadzi to też do rozwoju mojej wiedzy religijnej.


Oprac. JK

 


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szczęść Boże!

Serdecznie dziękuję Państwu za wszystkie przesyłki i dewocjonalia, które od Was otrzymuję. Życzę wszelkiego dobra i owocnej pracy. Oby wiara naszych ojców i tradycje zostały ocalone przed nowym potopem – bezbożności i niemoralności. Pamiętam o Was w modlitwie.

Wdzięczna Czytelniczka

 

 

Szczęść Boże!

Szanowna Redakcjo

Jako Wasz stały czytelnik, chciałbym podziękować za wszelkie dobro, jakie od Was otrzymałem. Tym razem proszę pozwolić, że podzielę się z Wami refleksją, jak dobroć ludzka może być wielka.

Życie nasze przemija bardzo szybko, dzień za dniem, chwila za chwilą. Niesie ono wiele wyzwań, z którymi, obojętnie kim jesteśmy, chcąc nie chcąc, musimy się zmierzyć. Dla nas wszystkich takim wyzwaniem na pewno była i jest sytuacja związana z koronawirusem. Dla wielu osób mi bliskich, sądzę, że Wy, Drodzy Czytelnicy, również znacie takie przypadki, zakończyła się śmiercią. Mimo to uganiamy się w życiu za określonym celem.

Zazwyczaj z sentymentem wspominamy dom rodzinny, pełen ciepła, nie zapominając o tradycjach rodzinnych i świątecznych. Obecnie narzekamy, że teraz tak nie jest, jak było kiedyś. Tymczasem do tradycji trzeba nam powracać jak do źródła, aby odnawiać i napełniać na nowo to, co było piękne i bogate, to jest szacunek do człowieka i miłość do Boga.

Nie zapominamy o tym, że Pan Bóg powołał nas do szczęścia. Patrzmy zatem na Matkę Bożą, która jest dla nas wzorem do naśladowania.

Człowiek szczęśliwy to też człowiek, który spełnia się, czyniąc dobro dla innych. Potrafi zauważyć tych, którzy potrzebują pomocy, ofiarować im miłość, szczęście i życzliwość, a czasem i dobra materialne. Przekonałem się o tym, gdy będąc po raz kolejny w Szczawnie-Zdroju, poznałem przesympatyczną profesor, Panią Barbarę z Warszawy. W szczerej, serdecznej rozmowie poinformowałem ją, że jak na obecne czasy, mam sporą gromadkę chrześniaków, – ośmioro. Jeden z nich, Bartosz, potrzebuje stałej opieki i pomocy finansowej, bo jest inwalidą. Staram się mu pomagać, odkąd się urodził, przesyłając jego rodzicom pomoc finansową. Są oni ponadto moimi przyjaciółmi na dobre i na złe.

Moja znajoma Barbara zaoferowała pomoc, inicjatywa wyszła od niej samej, mimo że ciężko choruje. Rodzice mojego chrześniaka przyjęli tę wiadomość z radością i podziwem, że tak dobrzy ludzie są na świecie. Po kilku latach odnalazłem przez przypadek moją studentkę, Alinę z Bieszczad, która również zaoferowała pomoc.

Człowiek szczęśliwy jest wdzięczny, że może pomóc drugiemu i oczekiwać za to wszystko pomocy Bożej. To Jemu przede wszystkim możemy być wdzięczni, że obdarował nas miłością, która jest ukrytym skarbem w naszym sercu. Ten skarb ujawnia się wtedy, gdy sami czynimy dobro. Człowiek szczęśliwy to ktoś, kto odkrył misję swego życia, aby uszczęśliwiać innych potrzebujących. Warto nadmienić, że matka chorego Bartosza często przebywa w szpitalu dla nerwowo chorych.

Każda wzorowa matka przez dobroć i miłość dla swojego dziecka uczy go, jakim winien być człowiekiem. A doznane dobro, dziecko przekazuje dalszym pokoleniom. Rodzice spełniają w ten sposób niezwykle trudne zadanie w swym życiu.

Przecież każdy z nas swoim przykładnym życiem pisze swój życiorys dla potomnych, zgodnie z maksymą „Idź tak przez życie, aby ślady Twoich stóp przetrwały dla potomnych”.

Pozdrawiam Was serdecznie, z wyrazami szacunku i podziwu dla Waszej pracy.

Z Panem Bogiem

Edward z Wielkopolski

Apostoł Fatimy

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Kochani Przyjaciele

Serdecznie Wam dziękuję za modlitwę oraz „Przymierze z Maryją”. Bardzo się cieszę, że jesteście. Jak dobrze mieć świadomość, że są takie osoby, jak Wy, do których można napisać, podzielić się świadectwem.

Kiedy miałam maleńkie dziecko, bardzo się rozchorowałam. Byłam już prawie na tamtym świecie… A jednak widocznie Pan Bóg pokładał we mnie nadzieje. Wyzdrowiałam. Choć było różnie – nawet czasem było tak źle, że prosiłam Pana Boga, bym się już nigdy nie obudziła… Potem jednak znów przychodziły lepsze dni. Dziś jestem pewna, że uratowała mnie wiara i miłość do Pana Jezusa i Jego Matki, którą zaszczepili we mnie moi Kochani Rodzice. I tę wiarę i miłość pielęgnuję po dziś dzień.

Jeszcze raz, Kochani Przyjaciele, dziękuję Wam za modlitwę i Wasze akcje. Niech nigdy w Was nie zgaśnie chęć do pracy. Niech Maryja Zawsze Dziewica wyprasza Kościołowi łaski, a światu pokój. Życzę Wam wielu łask, dużo zdrowia, i wytrwałości na dalsze lata pracy.

Z poważaniem

Gabriela z Chorzowa

 

 

Witam serdecznie!

Pragnę podziękować za słowa uznania i wdzięczności za mój skromny wkład w działalność Stowarzyszenia, a szczególnie dziękuję za Kartę Apostoła Fatimy. To wielka radość dla mnie. Zawsze tę Kartę ze sobą noszę. Cenniejsza jest od karty bankowej. Na niej nie trzeba mieć wkładu, nie trzeba jej aktywować, a cały czas DZIAŁA. Dziękuję raz jeszcze i proszę o modlitwę za mnie i moją rodzinę.

Teresa

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Dziękuję za piękny wizerunek Niepokalanego Serca Maryi. Mam wiele przykładów z własnego życia, gdzie Maryja mnie chroni, pomaga podjąć trudne życiowe decyzje, a nawet ratuje moje bardzo trudne życie. Noszę Ją w sercu od najmłodszych lat. Trudno tak w kilku słowach opisać te wszystkie trudne momenty życia, gdzie pomoc Niebios jest wielka!

Do grona Przyjaciół Waszego Stowarzyszenia dołączyłam niedawno, dzięki „przypadkowi”, ale uważam, że w tym także była ręka Matki Bożej. Dzięki Ci Maryjo za wszystko!

A Wam, Drodzy Przyjaciele, także dziękuję. Niech Pan Bóg błogosławi Prezesa Sławomira Olejniczaka, Redaktorów i całe Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi.

Barbara z Bydgoszczy